Dzisiaj postanowiłem powrócić do tematu rankingów szkół, a to za sprawą opublikowanego 20 stycznia na stronie „wyborcza.pl  ŁÓDŹ” tekstu iej, w którym autorka zaprezentowała dwie strony owych corocznego publikowania tabel z zajętymi na nich miejscami przez szkoly z całej Polski. Oto obszerne fragmenty tej publikacji i link do pełnej wersji na stronie „Gazety”:

 

 

„Szkoły z czołówki zarezerwowane dla dzieci elit”. Ciemna strona rankingów szkół

 

 

Jak co roku przetacza się burza po publikacji rankingu Perspektywy 2026. „Dobra szkoła to nie miejsce w tabeli, ale miejsce, w którym uczeń jest widziany” – mówią eksperci i nauczyciele.[…]

 

Twórcy rankingu nie ukrywają kryteriów. W przypadku liceów ogólnokształcących brane są pod uwagę przede wszystkim:

 

-wyniki matur (część pisemna, poziom podstawowy i rozszerzony),

 

-sukcesy w olimpiadach przedmiotowych,

 

-zdawalność egzaminów.

 

W technikach dochodzi jeszcze wynik egzaminów zawodowych.

 

[…]

 

Ranking sprawdza twarde dane, policzalne i porównywalne. Dają jasny komunikat: tu jest „najlepiej”. Ale już trzy lata temu prof. Bogusław Śliwerski, badacz współczesnej myśli pedagogicznej, teorii wychowania, polityki oświatowej i edukacji alternatywnej na świecie, z Uniwersytetu Łódzkiego ostrzegał w rozmowie z „Wyborczą”:  – Rankingi nie odzwierciedlają rzeczywistego stanu jakości kształcenia w szkołach publicznych.

 

Według naukowca pokazują efekt końcowy, ale nie proces. Wynik, ale nie drogę do niego. Nie uwzględniają progu wejścia, czyli tego, że wiele liceów z czołówki od lat rekrutuje wyłącznie uczniów z bardzo wysoką liczbą punktów. […]

 

Marcin Józefaciuk, poseł z Łodzi, były nauczyciel i dyrektor, nie owija w bawełnę. „Już nie tylko ręce, ale i nogi opadają. Żaden ranking oparty wyłącznie na wynikach egzaminów nie pokaże pełnego obrazu szkoły. W ogóle żaden ranking nie pokaże pełnego obrazu szkoły. Bo szkoła to znacznie więcej niż procenty i miejsca w tabeli„, pisze w swoich mediach społecznościowych.

 

Dodaje: – Od lat narzekamy na wyścig szczurów w edukacji i życiu, presję porównywania, stres uczniów i nauczycieli czy sprowadzanie sukcesu do jednego wyniku. Tymczasem takie rankingi tworzą iluzoryczny podział na szkoły „dobre” i „złe”, choć w rzeczywistości mierzą tylko jedno: jak uczniowie poradzili sobie na egzaminie w danym roku. To nie jest i nie może być wyznacznik jakości pracy szkoły. Szkoła nie istnieje po to, by tylko „dobrze zdać egzamin”. Jej zadaniem jest między innymi przygotować ucznia do dalszej edukacji, pracy, dorosłego życia. A tego nie da się zamknąć w rankingu. […]

 

Tymczasem, jak zauważa Jarosław Durszewicz, ekspert edukacyjny i twórca fundacji Szkoła bez Ocen, często nie wiadomo, czyje są te wyniki: – Rankingi to zupełnie nieobiektywny obraz rzeczywistości. Często jest tak, że na wyniki, które występują w rankingach, nie pracują nauczyciele tej szkoły, która się w nim znajduje. Znaczy to, że uczniowie, którzy chcą osiągnąć wysokie efekty, powinni uczyć się w szkole. Prawda? A ilu z nich nie uczy się w szkole, tylko korzysta z dodatkowych zajęć i korepetycji? Jeżeli ranking jest dziełem uczniów, to czy jest też dziełem nauczycieli? – pyta.

 

W świecie, w którym według badań 75 proc. maturzystów korzysta z korepetycji, a 73 proc. rodziców inwestuje w zajęcia dodatkowe (badania „Młodzież w epoce kryzysów dr. Piotra Długosza z Uniwersytetu KEN w Krakowie), odpowiedź przestaje być oczywista. […]

 

Żeby jednak nie wpaść w drugą skrajność, warto uczciwie powiedzieć: rankingi mają też swoje zalety. I to nie jest wiedza tajemna, tylko coś, co intuicyjnie wyczuwa wielu rodziców i uczniów, co roku z tym samym napięciem sięgając po ranking Perspektywy.

 

Po pierwsze – porządkują chaos. W systemie, w którym oferta szkół średnich bywa przytłaczająca, a informacje rozproszone, ranking daje punkt odniesienia. Jest uproszczeniem, ale bywa użytecznym skrótem myślowym: pokazuje, gdzie w danym roku uczniowie dobrze poradzili sobie z egzaminami, gdzie istnieje silna tradycja pracy z uczniem zdolnym, gdzie nauczyciele potrafią przygotować do olimpiad. Dla części młodych ludzi – tych, którzy chcą intensywnie pracować akademicko i nie boją się wysokich wymagań – to może być realna wskazówka.

 

Po drugie – rankingi nagłaśniają sukcesy szkół, które często latami budowały swoją pozycję bez wielkich kampanii promocyjnych. Dla liceów i techników z mniejszych miejscowości wysokie miejsce w zestawieniu bywa momentem zauważenia: sygnałem, że da się pracować ambitnie także poza wielkimi ośrodkami akademickimi. W tym sensie ranking bywa narzędziem symbolicznego docenienia pracy zespołów nauczycielskich – nawet jeśli mierzy ją tylko fragmentarycznie.

 

Po trzecie – dostarczają twardych danych, które same w sobie nie są bezwartościowe. Wyniki matur czy egzaminów zawodowych mówią coś o organizacji procesu nauczania, o stabilności kadry, o umiejętności przygotowania uczniów do formalnych wymagań systemu. Problem nie tkwi w samych danych, lecz w ich absolutyzowaniu. Odczytywane jako jeden z elementów szerszego obrazu, a nie cała prawda o szkole, mogą być użyteczne.

 

Być może, jak mówi Włodkowska,rankingi istnieją i będą istnieć” zawsze. Jako punkt odniesienia, uproszczenie, albo odpowiedź na naszą potrzebę porównywania. Problem zaczyna się wtedy, gdy stają się jedyną miarą jakości.  – Może więc pytanie nie brzmi: „czy rankingi zlikwidować?”, ale: „jak przestać traktować je jak wyrocznię?” – zastanawia się nauczycielka matematyki. – Jak nauczyć się czytać je z dystansem i zamiast pytać o najlepsze liceum w Polsce, pytać o szkołę, która najlepiej odpowie na potrzeby konkretnego dziecka.

 

Bo, jak uznaje Marcin Józefaciuk: „Dobra szkoła to nie miejsce w tabeli. To miejsce, w którym uczeń jest widziany. I tego żadna tabela nie pokaże„.

 

 

 

Cały tekst „Szkoły z czołówki zarezerwowane dla dzieci elit”. Ciemna strona rankingów szkół”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/

 

 



Zostaw odpowiedź