
Dzisiaj proponuję lekturę tekstu, z bloga Jarka Blocha, który zobaczyłem wczoraj, choć był on zamieszczony w minioną środę – 4 lutego. Jest to efekt długiego okresu braku jego aktywności na blogu „Co z tą edukacją” – poprzedni post p.t. „Wymagać” zamieścił w Wigilię – 24 grudnia!
Hipokryci kontratakują
Problemy demograficzne wpływają coraz bardziej na naszą rzeczywistość. MEN zaproponował w grudniu, aby wyludniające się szkoły wiejskie stały się szkołami filialnymi i pełniły także inne funkcje oprócz szkolnej (ośrodków kultury, miejsc spotkań seniorów, miejscami opieki nad małymi dziećmi). Samorządowcy pomysłowi przyklaskują, bo to ogranicza koszty. Prawica bije na alarm i mówi o ukrytej likwidacji szkół, oraz o utracie szans edukacyjnych dzieci wiejskich (?). Tyle że prawicowi politycy zapomnieli, że niedawno sami rozmontowali system, który te dzieci wspierał, czyli sieć gimnazjów…
Po likwidacji gimnazjów wiejskie szkoły stały się na powrót 8 klasowe. Niestety współczynnik dzietności na wsi już pod koniec lat 90-tych spadł poniżej progu zastępowalności pokoleń, a obecnie „dogonił” współczynnik miejski. Dzieci rodzi się coraz mniej, uczniów w szkołach ubywa, nauczyciele tracą godziny, a samorządom rosną koszty, bo mniej uczniów, to mniej pieniędzy, a pewne wydatki są stałe. Pomysł ministerstwa nie jest więc głupi. Szkoła filialna mogłaby pełnić kilka funkcji, być lepiej wykorzystywana przez lokalną społeczność, zamiast straszyć pustymi korytarzami. Dzieci by na tym raczej nie ucierpiały, a może zyskały poprzez kontakty z rówieśnikami z innych szkół. Także nauczyciele, oprócz pełnych etatów, zyskaliby sporo doświadczenia pracując z dziećmi z większego obszaru.
Oczywiście każdy projekt rządowy jest zwykle krytykowany przez opozycję. To nawet rozumiem, bo krytykować, to prawo opozycji. Z tym, że jest w tej prawicowej krytyce sporo hipokryzji. Wszak to prawica zlikwidowała gimnazja, które ważniejszą rolę odgrywały na wsi. Uczeń spędzał w podstawówce na wsi tylko 6 lat i jeśli podstawówka była słaba, to mógł nadgonić w gimnazjum, aby mieć szansę na dobrą szkołę średnią. Dziś uczniowie są uziemieni w 8 letnich podstawówkach, gdzie jeśli podstawówka jest słaba, to tracą szanse na dobrą szkołę średnią… Z drugiej strony 8 letnie rządy prawicy nie poprawiły sytuacji demograficznej i szkoły się wyludniły. A wyludniające się podstawówki wymuszają łączenie roczników, co nie sprzyja jakości. Na miejscu prawicowych polityków byłbym ostrożny w krytykowaniu pomysłów ministerstwa, bo niedługo sami mogą zostać z tym problemem, jeśli uda im się wygrać wybory w 2027. Te szkoły się w cudowny sposób nie wypełnią, więc dzisiejsi krytycy staną dokładnie przed tym samym problemem, utrzymania szkół, kadry i obsługi, przy „znikających” klasach. Szkoły filialne dają szansę na lepszą edukację, zamiast łączyć roczniki uczniów, być może w starszych klasach będzie można połączyć dzieci z tego samego rocznika ale różnych filii, wystarczy do tego zwykły bus (kiedyś gimbus). Edukacja byłaby bardziej wydajna, lepsza. Także nauczyciele pracujący z dziećmi z większego obszaru i tych samych roczników, mogliby pracować w normalniejszych warunkach. Ale przede wszystkim zyskają uczniowie. W końcu szkoła nie powinna służyć dla bieżących rozgrywek politycznych, a dla lepszej edukacji dzieci…
Historia zatoczyła koło. Gdyby koncepcja szkół filialnych przeszła, to postrzegałbym to jako powrót do koncepcji gimnazjów, ale bez gimnazjów. Eksperyment prawicy z likwidacją gimnazjów okazał się najbardziej szkodliwy dla terenów wiejskich. I tu nie chodzi o to, że ktoś miał złe intencje. Tak naprawdę przy dzisiejszym poziomie dzietności, to nie chęci, nie polityka, a demografia rozdaje karty… Lokalni politycy, niezależnie od poglądów, stają przed takim samym problemem. Nie ma dzieci, a budynki trzeba utrzymywać. Nie ma dzieci, a gmin nie stać na nauczanie w zbyt małych grupach. Czy w każdej malutkiej szkole da się zapewnić bardzo dobrą kadrę pedagogiczną (szczególnie przy dzisiejszych zarobkach)? A może dziecko zawiezione do sąsiedniej miejscowości trafi tam na nauczyciela, przy którym rozwinie skrzydła? Prawica likwidując gimnazja strzeliła sobie w stopę. Paradoksalnie na likwidacji gimnazjów mniej straciło miasto, a więcej obszary wiejskie, na których prawica ma najwięcej wyborców. Nie jestem osobiście zwolennikiem wszystkich pomysłów minister Nowackiej, ale tutaj chyba nie ma innego wyjścia. Krytykować oczywiście można, ale wypadałoby też zaproponować inne, lepsze rozwiązanie. Nie widzę go. Szkoły miejskie, przy zmniejszającej się ilości uczniów mogą jeszcze liczyć na dzieci imigrantów, bo imigranci skupiają się głównie w dużych miastach. Szkoły wiejskie nawet na to nie mogą liczyć. Dzietność na wsi spadła poniżej poziomu zastępowalności pokoleń (tj. 2,1 dziecka na kobietę) na przełomie wieków i dziś wynosi 1,15… Nic nie wskazuje na to, aby miało być lepiej. W tych nowych warunkach zamiast spierać się dla spierania, trzeba znaleźć taki model, aby szkoły nie stały puste, a dzieci w wiejskich szkołach nie traciły szans na dobrą edukację… Szkoły filialne to ciekawy pomysł, proponujący konkretne rozwiązania.
Źródło: www.jaroslawbloch.ovh
Zostaw odpowiedź

