
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Kolega Jarosław Pytlak wrócił do wcześniejszego zwyczaju zamieszczanie nowych tekstów na swoim blogu w weekendy. Śpieszymy więc z publikacją tego z minionej soboty na stronie „Obserwatorium Edukacji”:
Alerty z Krakowa w sprawie oceniania
Gabrielę Olszowską, następczynię niesławnej Barbary Nowak na stanowisku Małopolskiego Kuratora Oświaty, szczęśliwie nie pochłonęła bez reszty urzędnicza rutyna. Bardzo cenię jej wypowiedzi, pojawiające się regularnie w prasie i mediach społecznościowych, na tematy, które uważa za ważne z perspektywy swojego ogromnego doświadczenia praktyka pedagogicznego.
Ostatnio opublikowała dość lekki w tonie, ale poważny w treści post na fejsbuku, dzieląc się swoimi obawami wobec trwającego już sezonu wystawiania ocen w szkołach. Pozwolę sobie zacytować go tutaj w całości.
x x x
„Za miesiąc koniec szkoły… a tu same alerty RCB przychodzą… gdybym to ja tak mogła wysłać alercik…
– Czy wiedzą, czym jest ocenianie…
– Czy pamiętają, że nie wystawianiem stopni?!
– Czy wiedzą, że mają się posługiwać wymaganiami…
– Czy myślą wymaganiami…
– Czy stosują dostosowania…
– Czy wiedzą, że przy przewidywanej niczego się nie zdaje…
– Czy w ogóle wiedzą, co to za ciekawe narzędzie…
– Czy zarzucili tę koszmarną średnią, a patrzą na rozwój i przyrost wiedzy i umiejętności…
– Czy wiedzą mimo pokus, że formy sprawdzania są jednakowo ważne względem siebie?
– Czy wiedzą, że klasyfikuje się z całego roku… bo to roczne podsumowanie…
– Czy wiedzą, że nie klasyfikuje się, jeśli większość wymagań jest niespełniona ze względu na nieobecności, a nie ze względu na brak stopni szkolnych…
Oby ta burza nas minęła…
Sprawdzę w książce „O!Cena w szkole. Nieodrobione lekcje. Od przepisów do sztuki”, jakie problemy mogą się jeszcze pojawić.”
x x x
Większość niepokojów wyrażonych w cytowanym poście podzielam. Co więcej, obawiam się, że na część pytań padłoby więcej odpowiedzi „nie” niż „tak”. Nawet powszechna lektura książki „O!Cena w szkole” niewiele by zmieniła. Obecna sytuacja stanowi wypadkową wielu czynników, wśród których nieświadomość/brak wiedzy nauczycieli jest tylko jednym, raczej nie najważniejszym. To także kwestia ugruntowanej tradycji, sposobu myślenia nie tylko samych nauczycieli, ale również uczniów i ich rodziców, kulejącej współpracy w zespołach pedagogicznych, funkcjonowania nadzoru pedagogicznego, biurokratycznego podejścia organów prowadzących, systemu kwalifikacji do szkół ponadpodstawowych. Jak widać, część tych przyczyn ma charakter systemowy i apelowanie do nauczycieli, a nawet ich intensywne dokształcenie, nie zmieni zbyt wiele.
Prezentując tutaj post pani Olszowskiej pragnę przede wszystkim zwrócić uwagę, jak niezwykle złożonym systemem naczyń połączonych jest narodowa edukacja. Boję się wizji zapowiadanej reformy, do której kluczem ma być tylko nowa podstawa programowa, oparta o profil absolwenta. Rysująca się wiara, że z jednego elementu da się wywieść wszystkie inne, wydaje mi się utopijna. Żeby zilustrować powyższe stwierdzenie, pozwolę sobie poszerzyć listę alercików RCB pani Gabrieli:
– Czy [nauczyciele] mają odpowiednie warunki pracy, a przede wszystkim czas, by móc głębiej podejść do kwestii oceniania poszczególnych uczniów?!
– Czy mają wsparcie dyrektorów i pozwalające na to zapisy w dokumentach szkolnych, aby zmieniać rolę i sposób oceniania?!
– Czy są w stanie wprowadzać takie zmiany nie po partyzancku, ale w całych zespołach pedagogicznych, ze zrozumieniem ze strony rodziców uczniów oraz dyrektorów i nadzoru pedagogicznego?!
– Czy mają w sobie siłę, by nie ulegać presji rodziców i samych uczniów, dla których stopień to zaspokojenie potrzeb klienta a nie odzwierciedlenie przyrostu wiedzy i umiejętności?!
– Czy nie utoną pod rosnącą listą dostosowań, które powodują, że skuteczne dostosowywanie wymagań w dużej klasie szkolnej może przekraczać ludzkie możliwości?! Czyli, czy system masowej edukacji jest zdolny obsłużyć wszystkie indywidualne potrzeby? I czy aby na pewno musi?!
– Czy poradzą sobie z oczekiwaniem rodziców i dużej części uczniów stopni, stopni i jeszcze raz stopni, oczywiście punktowych i jak najwyższych?!
– Czy nie ugną się pod presją uczniów i rodziców na dobre stopnie na świadectwie w ósmej klasie, od których zależą przecież szanse w rekrutacji do szkół ponadpodstawowych?
– Czy znajdą inne niż oceny metody motywowania uczniów do nauki, w czasach, gdy nawet szpagat z przewieszką uczyniony w klasie przez nauczyciela nie jest zdolny konkurować z najnowszym filmikiem dowolnego influencera na Tiktoku?! I czy znajdą w sobie siłę, by poszukiwać innych źródeł motywacji dla uczniów, nie mając gwarancji, że jest to w ogóle możliwe?!
Takie pytania mógłbym mnożyć, ale już tyle pozwala wykazać, jak bardzo złożony jest problem jednego wycinka systemu, fakt, że budzącego ogromne emocje Chciałbym wierzyć, że koncepcja nowej reformy zacznie się od naszkicowania jej wszystkich węzłowych elementów, wśród których podstawa programowa zajmie należne miejsce jednego z wielu.
A co do westchnienia pani Gabrieli z końcówki jej posta, pozostaje mi skomentować ze smutkiem, że burza nas nie ominie. Nadejdzie niezawodnie, a właściwie już trwa, jak co roku o tej porze. Co gorsza, w związku ze zmianami klimatu… społecznego, okaże się jeszcze bardziej niszcząca niż dawniej. Choć oczywiście, nauczyciele wciąż mają pewną moc, by łagodzić jej skutki. Także dla zachęty ku temu pozwoliłem sobie napisać tutaj o „alercikach” pani Kurator.
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
P.s.
Polecamy także zamieszczone na blogu pod tym tekstem komentarze.
Dzisiaj proponujemy Wam lekturę tekstu, który dotyczy edukacji, ale – wyjątkowo – na poziomie szkolnictwa wyższego. Zdecydowaliśmy się na to, gdyż to szkoły wyższe, to jak funkcjonują, jakie stawiają sobie cele, mają ogromny wpływ na system szkolnictwa podstawowego i średniego.
Proponowany tekst pochodzi z bloga „Profesorskie Gadanie” i zamieścił go tam wczoraj – 24 maja – prof. Stanisław Czachorowski:
Uniwersytet w kryzysie ponownie: metamorfoza czy zmierzch?
Jest cicho i spokojnie, gorących dyskusji nie słychać nad jeziorami i nad rzeką Łyną. Piękna sielanka? Jednak powiedzieć, że uniwersytety są w kryzysie, to nic nie powiedzieć. Ostatni raz taki kryzys był na początku epoki przemysłowej, wtedy więcej się działo poza uniwersytetami, w towarzystwach naukowych, bo na uniwersytetach nawet badań w zasadzie nie prowadzono. Była tylko dydaktyka i przetrawianie przeszłości. Potrzebna metamorfoza. A gdzie my w Olsztynie w tym procesie jesteśmy?
Uniwersytet w dobie rewolucji: metamorfoza czy zmierzch?
Uniwersytety, będące od wieków bastionami wiedzy i postępu, stoją dziś przed obliczem bezprecedensowego wyzwania. Pisząc wprost – są w głębokim kryzysie, tak jak cała edukacja. W obliczu gwałtownych przemian technologicznych i społecznych, obecny model edukacji akademickiej wydaje się coraz mniej adekwatny do potrzeb współczesnego świata.
Rzeczywiście, ostatni raz z podobnym kryzysem uniwersytety borykały się na początku epoki przemysłowej. Wówczas, w obliczu dynamicznego rozwoju nauki i techniki, wiele istotnych badań i odkryć dokonywało się poza murami uczelni, w towarzystwach naukowych. Uniwersytety skupiały się głównie na dydaktyce, przekazując studentom wiedzę z przeszłości, bez uwzględniania dynamicznie rozwijających się realiów.
W odpowiedzi na te wyzwania narodził się humboldtowski model uniwersytetu, łączący nauczanie z badaniami naukowymi. Wprowadzenie nowych wydziałów, dostosowanie programów nauczania do potrzeb gospodarki i państwa oraz położenie nacisku na kształcenie umiejętności praktycznych – to tylko niektóre z kluczowych reform, które zaważyły na kształcie współczesnego uniwersytetu. Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie powstawał w czasie ukształtowanego i ugruntowanego w swej tradycji uniwersytetu współczesnego. Były gotowe i sprawdzone wzorce. Wystarczyło je naśladować.
Jeszcze wcześniej uniwersytet średniowieczny był metamorfozą starożytnej akademii i liceum. Powstał i ukształtował się w odpowiedzi na potrzeby społeczne i cywilizacyjne. W nowej formule sprzyjał powstającym państwom, i rozwojowi cywilizacyjnemu, kształcił potrzebne kadry, rozwijał naukę. Absorbował pisma starożytności. Był odpowiedzią na rodzącą się kulturę pisma. Okrzepł w swojej strukturze i tradycji, ale w zmienionych warunkach epoki przemysłowej stało się to kulą u nogi. Uniwersytety znalazły sie w kryzysie i na obrzeżach zachodzących zmian. Kryzys wywołał rewolucję i transformację – powstały uniwersytety współczesne, znacząco rozwijały naukę, kształciły kadry. Ten model przemysłowego i humboldtowskiego uniwersytetu przejęły wszystkie państwa rozwinięte. Zakorzeniony w średniowieczu lecz znacznie odmieniony okrzepł w nowej strukturze. Tymczasem świat znowu się zmienił i uniwersytety znowu znalazły się w kryzysie. I to bardzo głębokim. To nie tylko punktoza i „publikuj albo giń” z drapieżnymi czasopismami. Nie tylko polskie uniwersytety na to chorują.
Dziś, stojąc na początku trzeciej rewolucji technologicznej, mierzymy się z podobnymi wyzwaniami co na początku epoki przemysłowej. Szybki postęp technologiczny, globalizacja i nowe trendy społeczne wymuszają na uniwersytetach kolejną metamorfozę. Potrzebne jest odejście od schematów i śmiałe reformy, które pozwolą uczelniom sprostać nowym wyzwaniom i utrzymać pozycję liderów w dziedzinie edukacji i badań naukowych. Jak poradzić sobie w czasach internetu i demokratyzacji dostępu do wiedzy? Uniwersytety w tym obszarze już na początku XXI wieku straciły monopol. A teraz dochodzi powszechne użycie generatywnej sztucznej inteligencji. Środowiska akademickie trącą monopol na kreatywność i tworzenie wiedzy. W uproszczeniu można napisać, że tak jak rozproszeniu i decentralizacji podlega produkcja energii (wiatraki, solary niemalże w każdym miejscu i daleko od centrum), tak rozproszeniu i znaczącej demokratyzacji i decentralizacji podlega zarówno kształcenie jak i tworzenie wiedzy. Odpowiedzią mógłby być uniwersytet rozproszony i jednocześnie konektywny. To chyba już się dzieje. Trzeba jednak wymyślać nową strukturę i nową dydaktykę hybrydową, łączącą spotkania w kontakcie i online w trybie synchronicznym i asynchronicznym.
W tym kontekście, warto zastanowić się nad miejscem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie w procesie transformacji. Jakie kroki podejmuje uczelnia, aby dostosować się do zmieniających się realiów? Jakie nowe kierunki kształcenia oferuje? A przecież nie tylko o nowe kierunki chodzi a bardziej o cały sposób tworzenia warunków do uczenia się. W jaki sposób wspiera badania naukowe i współpracuje z biznesem? Jak łączy się ze społecznością Warmii i Mazur i ze społecznością globalną?
Odpowiedzi na te pytania są kluczowe dla przyszłości uniwersytetu jako takiego i jego roli w rozwoju regionów. Czy wystarczy czerpać z bogatej tradycji humboldtowskiej, ale jednocześnie otwierać się na nowe wyzwania i potrzeby współczesnego świata? Być może ta metamorfoza musi być dużo głębsza. Jaka? Czy rozumiemy świat wokół nas i dokonujące sie zmiany? By rozumieć trzeba dyskutować, zarówno na lokalnym podwórku jak i w środowisku globalnym. Kluczem do sukcesu jest śmiała wizja, otwartość na zmiany i konsekwentna realizacja strategii rozwoju, która uwzględnia potrzeby zarówno studentów, jak i całego społeczeństwa. Czy w tym procesie jesteśmy liderami zmian, wczesnymi naśladowcami, późnymi naśladowcami czy maruderami?
Uniwersytety to nie tylko instytucje edukacyjne. To również centra badań naukowych, inkubatory innowacji i platformy wymiany myśli. W obliczu niepewności przyszłości, rola uniwersytetów staje się potencjalnie jeszcze ważniejsza. To właśnie one mogą stać się siłą napędową pozytywnych zmian i pomóc nam zbudować lepszą przyszłość dla nas wszystkich. O ile wyjdą z kryzysu i stworzą zarówno strukturę jak i środowisko do uczenia sie – gromadzenia, przekazywania i tworzenia wiedzy oraz rozwiązań praktycznych. W przeciwnym razie, gdzie indziej ukształtują się społeczne i cywilizacyjne tkanki twórcze i macierzyste, budujące nową rzeczywistość.
Jestem przekonany, że niezbędnym warunkiem jest dyskusja. Nie tylko w tradycyjnych formach, lecz także w tych współczesnych, social-medialnych w ramach trzeciej, społecznej misji uniwersytetu. W swej intencji taką funkcję pełni dla mnie niniejszy blog – jest wychodzeniem poza tradycyjne mury i struktury uniwersytetu.
UWM w Olsztynie ma już sukces na swoim koncie, powstał na fali zmian społecznych po 1989 roku i dobrze wpisał się w wyzwania czasu. Integracja trzech róznych środowisk akademickich i stworzenie jednego uniwersytetu to było nie tylko łączenie sił lecz i stworzenie nowej jakości. Wtedy byliśmy wśród liderów zmian w Polsce. Teraz trzeba kolejnych, i to znacznie głębszych zmian. Wynikają nie tylko z tego, co w kraju lecz i tego co globalne.
Zatem mamy kryzys. Co on przyniesie – metamorfozę czy zmierzch?
Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com
Dzisiaj przedstawiamy tekst z bloga „Polonistka przy tablicy”, gdzie we wtorek, 21 maja 2024, prowadząca go Joanna Heftowicz zamieściła warty upowszechnienia pomysł – do zapamiętania i wykorzystania za rok:
Pomysł na karciane powtórki przed egzaminem
W swojej pracy edukacyjnej często stawiamy sobie za cel nie tylko przekazywanie wiedzy, ale także stworzenie środowiska sprzyjającego aktywnemu uczeniu się i angażującego uczniów. Dlatego przygotowałam zestaw kart, które mogą być wykorzystane jako narzędzie do powtórek treści lektur w sposób interaktywny i angażujący. Chciałabym podzielić się z Wami pomysłem na materiał, który może uczynić tę aktywność bardziej atrakcyjną i dla Waszych ósmoklasistów.
1.Pytanie do ucznia: Co tam się wydarzyło?
2.Lokalizację: Miejsce związane z wydarzeniem z lektury.
Zadaniem ucznia jest odpowiedzieć, z jaką lekturą kojarzy lokalizację, co tam się stało dokładnie. Następnie gracz musi podać autora dzieła literackiego, jego rodzaj i gatunek. Karty mogą być wykorzystane jako narzędzie do różnorodnych aktywności:
1.Losowanie: Każdy uczeń losuje jedną kartę i odpowiada na pytania dotyczące lokalizacji, wydarzenia, lektury, autora oraz rodzaju i gatunku literackiego.
2.Gra w pary: Uczniowie mogą pracować w parach, w których jeden czyta pytanie z karty, a drugi udziela odpowiedzi.
3.Quizy zespołowe: Karty mogą być wykorzystane do gry w quizy zespołowe, w których drużyny rywalizują ze sobą, odpowiadając na pytania dotyczące lektur.
4.Stacja powtórkowa: Karty mogą stanowić jedną ze stacji w rotacyjnym systemie nauki, w których uczniowie przechodzą przez różne stanowiska, odpowiadając na pytania związane z lekturami.
5.Dlaczego to działa?
Wykorzystanie kart powtórkowych w takiej formie pozwala na:
– aktywizację uczniów: są oni aktywnie zaangażowani w proces nauki poprzez udzielanie odpowiedzi na pytania.
– wzmacnianie pamięci: systematyczne powtarzanie treści lektur pozwala na lepsze ich utrwalenie w pamięci uczniów.
– interaktywność: karty stanowią element interaktywności, co sprawia, że nauka jest przyjemna.
Karty do lektur klas 7-8 możesz nabyć TUTAJ.
Źródło: www.polonistkaprzytablicy.blogspot.com/?
Choć tematem wczorajszej rozmowy prof. Romana Lepperta z zaproszonym gościem była książka prof. Pawła Rudnickiego „Kto, jak nie my? Wspólnota i działanie na Dworcu Głównym we Wrocławiu”, co ma luźny związek z głównym nurtem zainteresowań naszej redakcji, to namawiamy osoby, które nie zamykają się tylko w szkolno-oświatowej „bańce” do zapoznania się z przebiegiem tego spotkania:
Paweł Rudnicki – jest profesorem na Wydziale Studiów Stosowanych Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu. Pedagog. Zajmuje się pedagogiką krytyczną oraz edukacyjnymi wymiarami działań organizacji pozarządowych i grup nieformalnych. Współpracuje z organizacjami pozarządowymi zajmującymi się tematyką m.in. edukacji globalnej, edukacji antydyskryminacyjnej oraz praw człowieka.
Jest także autorem monografii: „Oblicza buntu w biografiach kontestatorów…” (2009), „Pedagogie małych działań. Krytyczne studium alternatyw edukacyjnych” (2016), współautorem – razem z Marianną Pogorzelską, książki „Przecież jesteśmy! Homofobiczna przemoc w polskich szkołach – narracje gejów i lesbijek” (2020).
Oto zapis filmowy wczorajszej rozmowy w „Akademickim Zaciszu”:
Badanie, działanie, uczenie się (siebie) – TUTAJ
Dziś, dzięki postowi Anny Szulc na jej fejsbukowym profilu, proponujemy lekturę tekstu z portalu <twojahostoria.pl>:
Wielu ludziom trudno uwierzyć, że obecny model szkoły, którą jak najbardziej należy docenić, ma ponad dwieście lat. Bez niego nie byłoby tego, co jest postępem cywilizacji. Problem jest w tym, że doceniać należy w uznaniu historycznym. To nie jest dobrze, że gdyby człowiek, który żył dwieście lat temu znalazłaby się we współczesnej rzeczywistości, tylko w szkole wiedziałby gdzie jest.
Mam wrażenie, że w kwestii spraw edukacji dorośli zachowują się jak dzieci, które przysłaniają swoje oczy i są przekonani, że jeśli oni nie widzą, to inni też nie widzą.
Czas otworzyć szeroko oczy i zobaczyć, bo czasu coraz mniej, bo nie będzie już czego naprawiać. Chciałoby się, by dorośli zamiast tworzyć warunki uczenia się na wzór i podobieństwo swoich doświadczeń, przekonań, swoich potrzeb, zeszli z katedr, realnie i refleksyjnie zobaczyli jakie są skutki grzechów zaniechania w polskiej szkole. Jakie będą konsekwencje w dobie AI, jeśli tego nie dokonamy.
A poniżej zamieściła link do obszernego tekstu na portalu „twoja historia.pl”:
Prusacy wymyślili system edukacji dla robotników i żołnierzy. Do dziś kształcimy w nim dzieci – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/anna.szulc.505/
Oto tekst, znaleziony na fanpage „NIE dla chaosu w szkole”, zamieszczony tam wczoraj – 21 maja 2024 roku:
W USA poruszenie wywołała książka psychologa społecznego Jonathana Haidta. Badacz ten zajmuje się wpływem mediów społecznościowych na zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży. Haidt wskazując, że obecnie w USA 40% nastolatków ma objawy depresyjne, obciąża odpowiedzialnością firmy technologiczne. Mówi:
Nasze dzieci uzależniają się od tego, co tworzą firmy technologiczne, ale firmy te nie mają motywacji do ich ochrony; wręcz przeciwnie, mają tendencję do ich wykorzystywania.
Na początku sieci społecznościowe były faktycznie zorientowane na łączenie ludzi, ale od 2009 r. skupiły się na wydajności. Fb wprowadził polubienia, a Twitter retweety. Wprowadzono również obrotową kamerę, która rozpoczęła erę selfie. Teraz nagradza się tworzenie chwytających uwagę treści, istnieje potężna presja na dorównanie narzuconym kanonom piękna, a zarazem istnieje wielka tolerancja na zwykłe okrucieństwo. A to wywołuje niepokój i depresję.
Inne konsekwencje to kłopoty z koncentracją, rozproszenie uwagi, uzależnienie, spadek umiejętności społecznych. Sieci społecznościowe nie są neutralne dla naszego zdrowia.
W mojej książce powołuję się na dziesiątki badań, które ukazują w spójny sposób, że osób często korzystających z sieci społecznościowych dotyczy znacznie wyższe ryzyko chorób psychicznych. Np. duże badanie przeprowadzone w 2018 r. na 14-latkach wykazało, że dziewczęta, które spędzają pięć lub więcej godzin dziennie w sieciach społecznościowych, są trzy razy bardziej narażone na depresję niż nastolatki, które prawie ich nie używają.
Jest to zjawisko, które dotyka populacje zdecydowanej większości krajów rozwiniętych. Interesujące było jednak odkrycie, że depresja i stany lękowe dotykają większego odsetka dzieci i młodych ludzi pochodzących z rodzin świeckich i liberalnych. Te dzieci, które dorastają w społecznościach bardziej religijnych lub w tradycyjnych strukturach lokalnych i rodzinnych, wydają się być bardziej chronione przed negatywnym wpływem nowych mediów.
Wiem, że wielu technokratycznych menedżerów firm z Doliny Krzemowej zdaje sobie sprawę z konsekwencji technologii, które sami oferują, i trzyma swoje dzieci z dala od nich. Często wysyłają je np. do szkół modelu waldorfskiego, gdzie używanie telefonów i komputerów jest po prostu zabronione.
Zawsze zalecam prosty sposób: aby rodzice porozumiewali się z kilkoma rodzinami przyjaciół swoich dzieci i działali jako konsekwentna grupa. „The Guardian” pisał zresztą niedawno o tym jako rodzącym się ruchu w Anglii. Doprowadziło to już nawet do działań rządu: w lutym oficjalnie zakazano używania telefonów komórkowych w brytyjskich szkołach. Ludzie, niezależnie od światopoglądu, zaczynają mieć dość sieci społecznościowych i szukają wyjścia z toksycznej sytuacji.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/posts/
Rysunek: Danuta Sterna
Co robić z uczniami po wystawieniu ocen?
Czas końca roku jest bardzo dobrym okresem na refleksję nad minionym rokiem i na wybieganie w przyszłość.
W miarę zbliżania się końca roku szkolnego, zaczyna się obłęd poprawiania ocen lub robi się tak zwany czas wolny. Nikt już nie ma zamiaru się uczyć, bo oceny są już wystawione.
Możemy poświęcić ten czas, aby pomóc naszym uczniom rozpoznać i świętować osiągnięte przez nich sukcesy i zastanowić się nad celami na przyszłość.
W tym wpisie przedstawiam cztery propozycje na koniec roku, szczególnie przydatne w klasach wyższych oraz propozycje nauczycieli z inicjatywy Frajda z nauczania: Bożeny Sozańskiej, Krystyny Dąbek, Iwony Zając, Kariny Wójcik, Izabeli Greszty i Żanety Wójcik.
1.Listy do przyszłości
Zaproponujmy uczniom napisanie listu do siebie samego w przyszłości – za rok. Uczniowie mogą pisać, co chcą, ale warto ich zachęcić do skupienia się na tym, co chcieliby, aby się zdarzyło w ciągu następnego roku.Niektórzy mogą pisać o sukcesach sportowych, inni o przyjaźniach, a jeszcze inni o dobrych stopniach. Cele mogą być akademickie i osobiste, wszystko zależy od ucznia.
Można zebrać listy i oddać je uczniom za rok.
2.Podziękowania
Inną sposobem refleksji nad rokiem szkolnym jest pisanie listów z podziękowaniami. W ramach tej aktywności można zaproponować uczniom napisanie podziękowania dla kogoś w szkole lub poza szkołą lub dla siebie samego. Wielu uczniów korzysta z okazji, aby napisać podziękowania dla swoich rodziców, przyjaciół z klasy, nauczycieli lub trenerów sportowych.
Takie doświadczenie tworzy pozytywne środowisko, w którym uczniowie są wdzięczni za to, co osiągnęli i są w stanie docenić ludzi, którzy im w tym pomogli.
3.Przedstawienie
Polega na przypomnieniu sobie przez uczniów wszystkiego, co zdołali osiągnąć w ciągu ostatniego roku, nie tylko w dziedzinie akademickiej, ale też osobistej. Warto dać uczniom czas na przygotowanie wystąpienia, na przykład dwa tygodnie.
Uczniowie w ciągu roku szkolnego uczyli się różnych przedmiotów, ale też śpiewali, czytali poezję, tańczyli. Uczniowie mogą przedstawić np. rysunki lub obrazy, które zrobili w domu lub na zajęciach plastycznych. Może to być również esej, z którego są dumni.
Trzeba pozwolić uczniom pokazać dowolny aspekt swojego talentu. Zwykle uczeń nie ma wielu okazji bycia w centrum uwagi, jeśli nie jest na przykład wybitnie zdolny w przedmiotach szkolnych. A tym razem będzie miał okazję sam się docenić. Trzeba nadać przedstawieniom rangę, tak aby było to święto w klasie.
4.Wizja przyszłości.
Polega na zachęceniu uczniów do zastanowienia się, jak chcieliby, aby wyglądała ich przyszłość.
Uczniowie otrzymują plakat i mają za zadanie stworzyć kolaże ilustrujące ich cele i przyszłość. Warto, kilka dni przed planowanym wykonaniem tego ćwiczenia, zapowiedzieć uczniom, aby zbierali zdjęcia lub fragmenty z czasopism, które mogą chcieć wykorzystać na swoim plakacie. Można też przynieść inne ilustracje do wykorzystania.
Uczniowie przedstawiają na plakacie: uczelnie (na których chcą studiować), drużynę piłkarską (w której chcą grać), a czasami galerię z obrazami, albo szpital (w którym chcą pracować).
Plakaty po ukończeniu można powiesić na ścianie i poprosić autorów o wyjaśnienia. To niesamowita okazja, aby usłyszeć, jak uczniowie opowiadają o swoich marzeniach, celach i przyszłości.
Pomysły zaczerpnięte z artykułu RacheliFuhrman: https://www.edutopia.org/article/4-meaningful-activities-mark-end-school
Pomysły nadesłane przez Frajdę:
Bożena Sozańska, nauczycielka chemii w Szkole Podstawowej nr 7 w Gliwicach
[…]
Krystyna Dąbek, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej i języka angielskiego, Opolskie Centrum Edukacji
[…]
Iwona Zając, nauczycielka języka polskiego w Szkole Podstawowej nr 16 z Oddziałami Integracyjnymi im. Orląt Lwowskich w Przemyślu
[…]
Karina Wójcik, nauczycielka języka niemieckiego w Zespole Szkół Publicznych w Szewnie
[…]
Izabela Greszta, nauczycielka języka polskiego w Szkole Podstawowej w Woli Krakowiańskiej
[…]
Natalia Czarnecka, nauczycielka języka niemieckiego w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Skulsku
[…]
W zebraniu online Frajdy z nauczania wzięli udział: Karina Wójcik, Malwina, Patrycja Doroszewska- Olenader, Iwona Zając, Bożena Rakowska, Michał Szczepanik, Iza Greszta, Natalia Czarnecka, Krystyna Dąbek i Danuta Sterna. Zostało zaprezentowane wiele bardzo dobrych pomysłów na koniec roku po wystawieniu stopni. Wymienię je hasłowo:
Przede wszystkim pomysły związane z wyjściem poza sale lekcyjne: […]
Cały tekst „Co robić z uczniami po wystawieniu ocen?” – TUTAJ
Źródło: www.oknauczanie.pl
Screen z zapisu filmowego na YouTube [www.youtube.com]
.
Jarosław Pytlak podczas wystąpienia na obywatelskim wysłuchaniu publicznym w CN Kopernik
Jak widzieliśmy obserwując w minioną sobotę obywatelskie wysłuchanie publiczne w sprawie zmian w podstawie programowej język a polskiego – uczestniczył w nim także Jarosław Pytlak. I zabrał tam głos – ale z powodu limitu czasu na wystąpienia, określonego na 3,5 minuty – wyszedł stamtąd z niedosytem. I dlatego jeszcze tego dnia zamieścił na swoim blogu ten tekst:
Ja w imieniu wnuka…
Wysłuchanie obywatelskie w sprawie rozporządzenia dotyczącego zmian w podstawie programowej, zorganizowane 18 maja przez Fundację Stocznia i Centrum Nauki Kopernik, choć ograniczone do kwestii języka polskiego, a w praktyce listy lektur, stworzyło dobrą okazję, by upomnieć się o nowy styl działania MEN. I nie chodzi o bardziej sympatyczny od poprzedników sposób bycia pań kierujących resortem, bo to już mamy, ale oczekiwane przez lata profesjonalne i merytoryczne podejście do problemów edukacji. Z tym zaś jest krucho. Zgłosiłem chęć zabrania głosu, a że podobnie jak wszyscy na swoje wystąpienie otrzymałem jedynie trzy i pół minuty, przygotowałem wersję pisemną, starając się zapisać wszystko, co uznaję za istotne. Poniżej zamieszczam treść mojego exposè.
Szanowni Państwo!
Pozwalam sobie zabrać tutaj głos przede wszystkim w imieniu wnuka. Chłopak jak haman, rocznik 2019, naukę w szkole rozpocznie równo z reformą, którą zapowiada ministra Nowacka. Wydawać by się mogło, że debata na temat odchudzenia podstawy programowej go nie dotyczy. I faktycznie, wnuk mój nie ma zdania na temat tego, czy należy omawiać w szkole „Odprawę posłów greckich”, czy też nie. Jest mu obojętna kwestia dzieł Henryka Sienkiewicza, Adama Mickiewicza i innych autorów, których losy jeszcze się ważą. Prawdę mówiąc, jest na etapie czytania przygód „Kici koci”. Gdyby jednak nie dziecięca nieświadomość procesów dziejowych, byłby na pewno zainteresowany, by władze oświatowe postępowały roztropnie. O tym właśnie chcę tutaj powiedzieć jako jego dziadek i reprezentant. Bo od roztropnej polityki edukacyjnej zależy kształt przeszłej reformy, której mój wnuk będzie przymusowym pionierem. Chciałbym, żeby stał się jej beneficjentem a nie ofiarą. Awantura na temat zmian w wykazie lektur pokazuje, że roztropności i zdolności przewidywania skutków podjętych działań najwyraźniej zabrakło. I póki czas, warto z tego wyciągnąć naukę.
Co do samych lektur nasz postulat jest prosty: niech władze dotrzymają słowa. Skoro obiecano 20% redukcji treści – niech to będzie rzeczywiście 20% mniej pozycji na liście lektur obowiązkowych. Oczywiście można dyskutować, dlaczego akurat 20, ale z taką dyskusją nigdy nie dojdziemy do ładu. Fundamentem, także dla przyszłego reformowania, jest konsekwencja władz w realizacji przyjętego, skądinąd moim zdaniem słusznego planu.
Marzylibyśmy wraz z wnukiem, by decydenci rozumieli, że o edukacji nie należy rozstrzygać podczas wiecu, nieważne, czy będzie to meeting przedwyborczy Donalda Tuska, czy dziwoląg prawny, nazwany prekonsultacjami. Reformowanie systemu edukacji, niezależnie od skali, jest pracą dla ekspertów. Oczywiście dobranie ich to wielka sztuka. Władza musi świadomie wybrać i uczynić z nich wizytówkę swoich działań. Polityczna chwała za kolejną reformę może spłynąć na ekipę ministry Nowackiej, ale pracę merytoryczną powinni wykonać nieanonimowi fachowcy, najlepiej dobrani w sposób konkursowy. A jeśli już się ich wybierze, należy pozwolić im pracować. Owszem, proces tworzenie nowych rozwiązań powinien być transparentny dla społeczeństwa, raportowany w zapowiedzianych wcześniej etapach. Owszem, należy czerpać z dorobku wielu inicjatyw społecznych, jakie w dziedzinie edukacji kwitły w ostatnich latach. Przygotowywane rozwiązania nie powinny być jednak przedmiotem plebiscytu. Wystarczą przewidziane w praktyce legislacyjnej konsultacje. Trzeba tylko rzetelnie analizować otrzymywane uwagi i sugestie, a nie postępować tak, jak w przypadku prac domowych, gdy większość głosów w konsultacjach była głęboko krytyczna, a w rozporządzeniu dokonano zmian jedynie kosmetycznych. Porządek polityczny wygrał z porządkiem merytorycznym, co źle rokuje w perspektywie prac nad reformą.
Kazus listy lektur pokazuje, że nie ma mowy o ideowo-moralnej jedności narodu. Przeciwstawianie Ordo Iuris „zbuntowanym polonistom” jest mylącym uproszczeniem. Bez poszukiwania złotego środka i kompromisu, bez rzetelnego wsparcia naukowego, będziemy niczym wahadło wędrować od koncepcji liberalnej do narodowo-patriotycznej i z powrotem. A przecież okrojenie listy lektur to drobiazg w porównaniu z koniecznością wypracowania nowej wizji systemu, która musi być do przyjęcia dla możliwe szerokiego grona odbiorców. Tymczasem skala emocji i kontrowersji, jakie wywołała ta jedna sprawa, w gruncie rzeczy banalna, powinna być przestrogą na przyszłość.
Póki co, niech eksperci MEN pochylą się nad opiniami zgłoszonymi w ramach tych właściwych, trwających trzy tygodnie konsultacji i niech dokonają cięć w zakresie wcześniej założonych 20%. To wystarczy, by wywiązać się z wcześniejszej zapowiedzi. Warto jednak szybko rozważyć powołanie Komisji Edukacji Narodowej, jeśli już nie apolitycznej i samodzielnej, jak sugerowano przed ostatnimi wyborami w kręgach ówczesnej opozycji, to przynajmniej jako doradczego ciała eksperckiego przy MEN. Dwa lata na przygotowanie reformy to bardzo mało czasu. Mówiąc prawdę, o wiele za mało. Ale jeśli musi być go tylko tyle, to tym bardziej trzeba szybko ogłosić precyzyjny harmonogram i zaprezentować ludzi, którzy obok polityków będą swoimi nazwiskami i dorobkiem firmować proces wykuwania tej reformy.
O co obaj z wnukiem bardzo gorąco apelujemy…!
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Zgodnie z informacją, przekazaną przez nas 10 maja – dzisiaj, w „Centrum nauki Kopernik”, z inicjatywy Fundacji „Stocznia” i Centrum Nauki Kopernik odbyło się Obywatelskie wysłuchanie publiczne dotyczące zmian w podstawie programowej j. polskiego.
Oto fragmenty tekstu z „Gazety Wyborczej”, zamieszczonego dzisiaj o godz. 15.00, informującego o przebiegu tego wydarzenia:
Wysłuchanie publiczne o podstawie programowej. Z kierownictwa MEN nikt nie przyszedł
[…]
Niestety, nikt z kierownictwa MEN na spotkanie nie dotarł. Wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer na te zarzuty odpowiedziała na portalu X, że obecni są MEN-owscy eksperci i przedstawiciele Instytutu Badań Edukacyjnych, który podlega MEN-owi. – Ale liczyliśmy na kierownictwo – podkreśla Iga Kazimierczyk. […]
Na wysłuchanie przyszła Dorota Łoboda, członkini sejmowej komisji edukacji. Wyraziła nadzieję, że ktoś z resortu przysłuchuje się mówcom, bo była transmisja online. – Przyszłam, bo wywodzę się z tego środowiska i wierzę, że dialog ze społeczeństwem obywatelskim jest bardzo ważny – mówiła.
Wszyscy zgadzali się, że cięcia są potrzebne, bo dzieci są zbyt mocno obciążone. – Ale domagamy się urzeczywistnienia tej obietnicy 20 proc. – podkreślała Anna Schmidt-Fic z Protestu z Wykrzyknikiem.
Postulat poważniejszych cięć wybrzmiewał w wielu głosach. Alicja Pacewicz z SOS dla Edukacji przekonywała, że im mniej lektur, im mniej treści w podstawie programowej, tym więcej zaufania do nauczycieli. […]
O tym, że w przypadku języka polskiego odchudzanie o 20 proc. się nie udało, mówiło sporo ekspertów i praktyków. Według nich to „pudrowanie trupa„, „nie ma nic wspólnego z odchudzaniem„, „zaledwie o 2 proc., nie 20„, „to jakiś żart, nie dostrzegam różnicy„. […]
Filolog z UJ prof. Krzysztof Biedrzycki zgadza się, że walka na kolejne tytuły z kanonu nie ma sensu. Według niego ważna jest nauka komunikacji. I zachęcenie dzieci do wyrobienia sobie nawyku czytania. – Powinniśmy skupić się na tym, żeby dzieci rozczytać – mówił. – Pokazać im, że literatura może mówić coś ważnego, co dotyczy ich życia, emocji, że literaturę można lubić. Kanon to rzecz wtórna – podkreślał.[…]
Dr Kinga Białek, dydaktyczka z Polsko-Amerykańskiej Szkoły Wolności i szefowa zespołu ekspertów, którzy odchudzają podstawę programową z języka polskiego, podkreślała, że to ważne, żeby się usłyszeć. Przypomniała, że odchudzanie podstawy programowej to właściwie jej urealnienie i to dopiero pierwszy etap reformy. Drugim etapem ma być nowa podstawa, wdrażana od 2026 r. I to te zmiany mają być oparte na głębokich przemyśleniach, badaniach i konsultacjach, jak zaznaczyła dr Białek.
Mówiła, że największy spór dotyczy „Potopu” i „Odprawy posłów greckich”. – Zastanawiamy się, czy „Potop” pozostawić jednak we fragmentach – dodała. – Obecna podstawa programowa jest niemożliwa do zrealizowania. Pozostawia za mało czasu na autonomię nauczycielską i uczniowską – podkreślała dr Białek. Dlaczego jednak to odchudzenie jest tak skąpe? – Jest dużo zmian, trudno to wyliczyć. Ale chodzi o to przede wszystkim, że koncepcja egzaminów nie może się zmienić. Również zmian w podręcznikach nie może być dużych, żeby ich nie wymieniać. Takie były założenia pracy zespołu. Dopiero od 2026 roku możemy spodziewać się całkowitych zmian – podkreśla dr Białek.
Cały tekst „Wysłuchanie publiczne o podstawie programowej. Z kierownictwa MEN nikt nie przyszedł” – TUTAJ
Źródło: www.wyborcza.pl
x x x
Wszystkich zainteresowanych zapoznaniem się z przebiegiem tego wysłuchania obywatelskiego odsyłamy na YouTube. Zapis wydarzenia ogląda się 4 godziny i 8 minut:
Obywatelskie wysłuchanie publiczne dotyczące zmian w podstawie programowej (język polski) – TUTAJ
Dzisiejsza propozycja lektury jest bardzo nietypowa. Nie proponujemy jednego tekstu, a udostępniamy bardzo obszerny materiał, zamieszczony na portalu Eurydice, w którym zebrano – w układzie chronologicznym odwróconym, wykaz wszystkich decyzji i inicjatyw legislacyjnych, jakie powstawały w MEiN oraz MEN w latach 2022, 2023 i 2024.
To lektura bardzo interesująca i pozwalająca na kompleksową i całościową ocenę procesów decyzyjnych kolejnych ekip ministerialnych, zarządzających w tych latach polską edukacją.
Reformy w dziedzinie edukacji szkolnej – TUTAJ















