Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Oto informacja o raporcie z badań kreatywności uczniów, prowadzonych w ramach PISA22, zaczerpnięta z fejsbukowego profilu Jędrka Witkowskiego:

 

 

KREATYWNOŚĆ POLSKICH UCZENNIC I UCZNIÓW

 

IBE Instytut Badań Edukacyjnych dzisiaj opublikował raport z badań kreatywności prowadzonych w ramach #PISA2022 OECD Education and Skills. Płyną z niego dobre wnioski. Polscy 15-latkowie zanotowali w nim dobry wynik. Tylko 8 krajów na świecie z 64 badanych (w tym 3 kraje z UE – Estonia, Finlandia i Dania) osiągnęło lepszy wynik niż Polska.

 

Miałem przyjemność współpracować przy tej publikacji jako recenzent. Dziękuję za zaproszenie i możliwość wniknięcia w te dane.

 

Badano trzy wymiary myślenia kreatywnego:

 

-tworzenie różnorodnych pomysłów

-tworzenie kreatywnych (oryginalnych) pomysłów

-ocenianie i ulepszanie pomysłów oraz myślenie kreatywne w czterech obszarach wypowiedzi pisemne

-prezentacje graficzne

-rozwiązywanie problemów społecznych

-rozwiązywanie problemów naukowych

 

Polscy uczniowie wypadają powyżej średniej OECD we wszystkich tych wymiarach i obszarach!

 

Kilka ciekawostek:

 

-znacznie bardziej kreatywne są dziewczyny niż chłopcy

 

-myślenie kreatywne jest w podobnym stopniu skorelowane z wynikami z trzech podstawowych pomiarów PISA: umiejętnościami matematycznymi, rozumieniem czytanego tekstu i rozumowaniem w naukach przyrodniczych

 

-znacznie gorsze wyniki w nauce osiągają uczennice i uczniowie szkół branżowych

 

-osiągnęliśmy wysokie wyniki w myśleniu kreatywnym mimo bardzo niskich wyników w pomiarze (samoocenie) ciekawości uczniów

 

 

UWAGA. Polscy uczniowie choć osiągnęli dobre wyniki w pomiarze kreatywności, to jednak w porównaniu ze średnią OECD:

-niżej oceniają własną skuteczność w działaniach kreatywnych,

-są mniej otwarci na wyzwania poznawcze i sztukę,

-ostrożniej podchodzą do nowych doświadczeń

-gorzej oceniają swoją sprawność korzystania z wyobraźni

 

Być może mamy więc spory potencjał wzrostu, jeśli będziemy skutecznie pracowali nad nastawieniem uczniów do zadań kreatywnych.

 

 

 

A niecałe  2 godziny później uzupełnił ten tekst materiałem z fb profilu Joanny Jarmużek:

 

 

Ważny raport!

 

 Jedrek Witkowski pisze:

 

„Polscy uczniowie choć osiągnęli dobre wyniki w pomiarze kreatywności, to jednak w porównaniu ze średnią OECD:

-niżej oceniają własną skuteczność w działaniach kreatywnych,

-są mniej otwarci na wyzwania poznawcze i sztukę,

-ostrożniej podchodzą do nowych doświadczeń

-gorzej oceniają swoją sprawność korzystania z wyobraźni

 

Być może mamy więc spory potencjał wzrostu, jeśli będziemy skutecznie pracowali nad nastawieniem uczniów do zadań kreatywnych.”

 

 

Pod tym tekstem zamieściła tabelę z tego raportu, informującą o pozycji Polski w tych badaniach:

 

 

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/jedrek.witkowski.3



Dziś, na trzy dni przed zakończeniem zajęć dydaktycznych tego roku szkolnego, proponujemy lekturę tekstu „na czasie”, autorstwa Danuty Sterny z jej bloga  OK. NAUCZANIE:

 

Świętowanie

 

 

Mamy koniec roku szkolnego, ale to też czas na planowanie zmian w przyszłym roku szkolnym. Jedna z nich mogłaby polegać na wprowadzeniu zwyczaju świętowania.

 

Na początek roku warto świętować wzajemne poznanie się. Ono czyni grunt do świętowania w czasie roku szkolnego.

 

Jeśli znamy się w społeczności klasowej, to łatwiej jest okazywać wzajemna troskę, empatię, współczucie, tak aby każdy uczeń czuł się mile widziany i akceptowany. Aby dostrzec i docenić każdego ucznia, trzeba wiedzieć, na czym mu zależy i docenić jego mocne strony i jego zainteresowania.

 

Wymaga to zmiany myślenia polegającej na dostrzeganiu, co już uczniowie wiedzą i potrafią, zamiast szukania tego, czego jeszcze nie potrafią.

 

Docenienie i świętowanie powoduje, że uczniowie czują się zauważeni i wspierani, wtedy istnieje większe prawdopodobieństwo, że będą mieli większe zaufanie i poczują się bezpiecznie, będą bardziej gotowi na ryzyko i wyzwania.

 

Trudno jest dostrzegać w każdym uczniu tylko pozytywy, ale trzeba się starać.

 

Przede wszystkim konieczne jest postrzeganie każdej osoby jako człowieka pełnego wartości, który dokłada wszelkich starań, aby się rozwijać. Oznacza to, że uważamy, że wszystkie dzieci mogą się uczyć i że naszym zadaniem jest znaleźć drogę i dotrzeć do każdego dziecka. Wymaga to cierpliwości i wiary w to, że każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Tego typu wiara nie jest zgodna z systemem edukacyjnym, który zakłada, że wszystkie dzieci mają uczyć się tego samego i w samym czasie.

 

Istoty ludzkie nie pasują jednak idealnie do programu i nie powinniśmy tego oczekiwać, bo każdy człowiek jest wyjątkowy. System edukacyjny oczekuje od nauczycieli, że będą  postępować zgodnie z ustalonym programem bez odstępstw.

 

Skutkuje to brakiem sukcesów wielu uczniów, co w rezultacie skutecznie zniechęca ich do nauki. Nawet jeśli wymagana jest realizacja programu, warto pomyśleć, o nim jako o strukturze, którą można tak zmieniać, aby odpowiadała potrzebom uczniów.

 

Jeśli nauczyciel zaczyna oceniać uczniów i klasyfikować ich jako zdolnych lub niezdolnych, to nie może świętować z uczniami ich sukcesów.

 

Na pewno każdemu z nas zdążyło się spotkać ucznia, który nie potrafił czegoś dokonać (według programu), a po pewnym czasie nagle zaczął to robić. Po prostu dorósł do tego.

 

Zauważmy, że małe dzieci rozwijają się w różnym tempie, w różnym wieku zaczynają mówić, czy chodzić. Przymuszanie ich do robienia czegoś, gdy nie są jeszcze gotowe, owocuje frustracją zarówno dziecka, jak i dorosłego.

 

Przykład małego dziecka jest tu bardzo adekwatny, gdyż ocenianie, krytykowanie, przemawianie do ambicji nic nie pomaga, jeśli dziecko nie jest jeszcze gotowe.

 

Jednak w szkole panuje pogląd, że w danym wieku wszyscy uczniowie muszą być gotowi.

 

Świętować należy każde sukcesy, które polegają na zauważeniu rozwoju.

 

Świętować trzeba POSTĘP.

 

Czegoś uczniowie wcześniej nie robili dobrze, a teraz już to robią, to okazja do świętowania. Na przykład, wcześniej nie umieli dodawać w zakresie 10, a teraz już potrafią; nie potrafili składać literek w wyraz, a teraz już czytają całe zdania; nie wiedzieli jaki jest wykres funkcji logarytmicznej, a teraz potrafią go wykreślić; nie wiedzieli nic o początkach państwa polskiego, a teraz potrafią o tym okresie opowiedzieć itd.

 

Niektórzy nauczyciele mogą powiedzieć – co tu świętować, przecież obowiązkiem ucznia jest się nauczyć. Warto wtedy sobie przypomnieć, ż emy kiedyś tez czegoś nie umieliśmy i dopiero się uczyliśmy, co wymagało od nas wysiłku i docenienia. Pozbawiając uczniów świętowania, pozbawiamy ich satysfakcji i radości z sukcesu, a bez tego nauka jest ciężarem, a nie radością.

 

Co zrobić z uczniami, którzy jeszcze nie są gotowi na dany sukces? Trzeba poszukać, to w czym uczeń jest dobry, doceniać to i świętować razem z nim, wtedy możemy liczyć na sukces też w innych dziedzinach.

 

Duma z osiągnięć zastępuje porażkę.

Może teraz na koniec roku jest dobry czas, aby podsumować – ile się nauczyliśmy w tym roku?

 

Inspiracja artykułem Regie Routman

 

 

 

 

Źródło: www.oknauczanie.pl

 



W miniony piątek (14 czerwca 2024 r.) Marek Pleśniar zamieścił na swoim fejsbukowym profilu krótki, ale niezwykle celnie ujmujący poruszany w nim problem, post. Oto ten tekst

 

 

W kwestii Głównego Problemu Oświaty (czyli „czerwonego paska”) oraz zbawienności jego zniesienia: powstaje kilka pytań na dzień likwidacji tego paska:

 

– czy – gdy ktoś ostatniego roku się starał i tę formę wyróżnienia miał – to nauczyciele i inni uczniowie właśnie pokazali mu Kozakiewicza gest?

 

– czy szkoła też sobie (POPIERAM!) zdejmie ze ściany wszystkie tabliczki typu „szkoła przyjazna dziecku”, „szkoła przyjazna temu i owemu”, „szkoła druga w rankingu”?

 

– czy nauczyciele zrezygnują ze stopni awansu zawodowego (JESTEM ZA) i zechcą zarabiać wszyscy tak samo?

 

– czy nauczyciele zrezygnują z dodatku motywacyjnego?

 

– czy dyrektor odda Nagrodę Prezydenta Miasta, jeśli kiedyś miał lub dostanie?

 

– czy nauczyciele zrezygnują z Nagród Dyrektora za najlepszą pracę?

 

– czy odbierzemy tytuły Nauczyciela Roku?

 

– czy nauczyciele wycofają ze swoich osiągnięć, „kart samooceny” np liczbę finalistów konkursów itd.

 

– i czy, co za tym idzie, zlikwiduje się konkursy uczniowskie – w tym wojewódzkie, ogólnopolskie itd?

 

i – czy – zlikwidowane zostaną konkursy na stanowiska dyrektorów i się będzie np. dyrektora losować?

 

 

 

Źródło: www.www.facebook.com/marek.plesniar/



Na dzisiejszą sobotę proponujemy – na początek – fragmenty tekstu, zamieszczonego na stronie błoga Centrum Edukacji Obywatelskiej. Jeśli Was to zainteresuje – gorąco namawiamy do przeczytania całego materiału – zamieszczamy link do bloga CEO:

 

 

28 maja młodzież w niemal 300 szkołach z całej Polski zagłosowała na komitety, które startują w powszechnych wyborach parlamentarnych. Oznacza to, że blisko 80 000 uczennic i uczniów stanęło przed wyborem podobnym do tego, przed którym stają dorośli i dało znać o swoich poglądach.

 

W projekcie „Młodzi głosują 2024”, tworzonym przez Centrum Edukacji Obywatelskiej, młode osoby samodzielnie tworzyły kampanie profrekwencyjne, powoływały komisje wyborcze i przeliczały głosy. Uczniowie i uczennice mieli również możliwość zorganizowania szkolnych debat na ważne tematy. Takie, które są interesujące dla młodzieży, a bywają pomijane przez partie polityczne i opinię publiczną.

 

Nauczycielki i nauczyciele, korzystając ze scenariuszy przygotowanych przez Centrum Edukacji Obywatelskiej, prowadzili angażujące lekcje o Parlamencie Europejskim, wadze głosu i wpływie obywateli na Unię Europejską.  Ze wsparciem organizatora i nauczycieli-koordynatorów społeczność uczniowska uczyła się o najważniejszych mechanizmach demokracji na własnym doświadczeniu. Cała szkoła miała możliwość uczestniczyć w tym wyborczym święcie, uświadamiającym młodzieży jak cennym prawem jest prawo wybierania swoich przedstawicieli. Wszystko w celu kompleksowego budowania zainteresowania polityką, które zaowocuje obywatelskimi nawykami w przyszłości. 

 

Wybory uczestników projektu „Młodzi głosują”

 

Czynne prawo wyborcze w szkolnych symulacjach mieli wszyscy uczniowie i wszystkie uczennice szkół ponadpodstawowych oraz uczniowie i uczennice klas VI-VIII szkół podstawowych (szkoły mogły również zdecydować o ewentualnym dopuszczeniu klas młodszych). W 289 szkołach, które dodały wyniki wyborów, uprawnionych do głosowania było 79 796 uczniów i uczennic. Z tego prawa skorzystało 36 918 osób, a frekwencja wyniosła 46,3%. Z tej liczby 59 190 osób uprawnionych i 26 133 głosujących było w szkołach ponadpodstawowych; 14 749 uprawnionych oraz 8 013 głosujących w szkołach podstawowych. Pozostałe osoby to zespoły szkół i inne placówki oświatowe.

 

 

Frekwencja wyborcza i udział uprawnionych do głosowania z uwzględnieniem typu placówki w ramach projektu „Młodzi głosują 2024”

 

Zwyciężczynią szkolnych wyborów europejskich została Koalicja Obywatelska, która otrzymała 22,3% głosów.  Nie jest to jednak zwycięstwo miażdżące – Koalicji depcze po piętach Konfederacja z wynikiem 21,6%. Trzecie miejsce przypadło Trzeciej Drodze – 19,2%, czwarte Prawu i Sprawiedliwości – 12,6%, piąte Lewicy z wynikiem 11,3%. Stawkę zamykają Bezpartyjni Samorządowcy z wynikiem 4,9%. […]

 

Koalicja Obywatelska powtórzyła zwycięstwo z symulacji wyborów parlamentarnych „Młodzi głosują 2023”, ale jednocześnie wyraźnie straciła część swojego poparcia. W 2023 roku KO mogła poszczycić się wynikiem 31%, w tym roku otrzymała o niemal 9 punktów procentowych mniej. Straty Koalicji mogą wynikać z rozczarowania młodych osób powolnym tempem spełniania obietnic złożonych w ostatniej kampanii przed wyborami do Sejmu i Senatu.

Ważne dla części młodych postulaty (na przykład prawo do legalnej i bezpiecznej aborcji) wyniosły KO i inne partie koalicji rządzącej do władzy. Młodzi oczekiwali szybkich i sprawnych działań w celu ich realizacji. Kolejnym powodem może być próba balansowania Koalicji Obywatelskiej pomiędzy dwoma różnymi elektoratami: tym lewicowym, do którego kieruje postulaty światopoglądowe i euroentuzjastyczne, i tym prawicowym, do którego kieruje zaostrzoną narrację o migracji czy częściową krytykę Zielonego Ładu. Taka szeroka centrowość działa na starszy elektorat, który może obawiać się głosowania na wyraziście prawicowe lub lewicowe partie. Jednak młodzi nie boją się  głosować na skrajności. Są gotowi poprzeć bardziej postępową Lewicę lub eurosceptyczną Konfederację. Niemniej Koalicja Obywatelska utrzymała zwycięską pozycję i wciąż postrzegana jest jako lepsza alternatywa dla niezbyt. […]

 

Szkoły średnie, ale wyniki dalekie od średniej 

 

Gdy porównujemy poziomy edukacji, zauważamy, że w szkołach podstawowych zdecydowanie większym poparciem niż w szkołach średnich cieszyło się PiS (17,3% w szkołach podstawowych i jedynie 11,2% w szkołach średnich). Także Koalicja Obywatelska była chętniej wybierana przez uczniów młodszych niż starszych. Niższe poparcie w szkołach podstawowych niż średnich odnotowały Lewica, Konfederacja i Trzecia Droga. Różnice wynikają zapewne z tego, że młodsze osoby znacznie częściej kierują się w swoich poglądach tym, co wynoszą z domu. Wyniki w szkołach podstawowych są więc bardziej zbliżone do tych w dorosłych wyborach. 

 

Frekwencja wśród uczestników projektu „Młodzi głosują” wyższa niż u dorosłych

 

Frekwencja w szkolnych wyborach na poziomie 46,3% nie zachwyca i jest niższa niż ta w symulacji wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2019 roku (59%). Jednocześnie jest wyraźnie wyższa niż frekwencja w wyborach dorosłych (40,7%). Niską frekwencję zarówno w wyborach szkolnych, jak i w wyborach 9 czerwca tłumaczyć można kilkoma współistniejącymi czynnikami:

 

-Historyczny: wybory europejskie nigdy nie cieszyły się wysoką frekwencją – w 2019  roku padł rekord wynoszący niecałe 46%, frekwencja we wcześniejszych głosowaniach europejskich nie przekraczała 30%;

 

-Kampanijny: tegoroczna kampania europejska było mało widoczna, więcej uwagi poświęcano krajowym sprawom lub aferom;

 

-Terminowy: to trzecie wybory w ciągu ośmiu miesięcy; mniej zaangażowani wyborcy mogli poczuć się zmęczeni polityką i polaryzacją. Podobne zmęczenie na pewno musieli odczuwać także politycy. Niektórzy jeździli po kraju po raz trzeci w krótkim okresie – tym razem już ze zdecydowanie mniejszą energią;

 

-Budżetowy: tak jak wyborcy i politycy, budżety komitetów wyborczych zostały nadwyrężone dwiema wcześniejszymi kampaniami, w tej europejskiej brakowało środków na liczne plakaty i widowiskowe konwencje;

 

-Społeczny:  niekończący się politycznym spór, który bazuje w bardzo dużym stopniu na często agresywnych emocjach, odpycha młodzież od polityki. Taka interpretacja jest zgodna z badaniami młodych wyborców. Pokazują one, że aż 80% młodych jest sfrustrowana sytuacją polityczną w Polsce, a zaufanie do polityków jest w tej grupie bardzo niskie;

 

-Kalendarzowy: miesiąc przedwakacyjny to dla wielu uczniów i uczennic czas poprawiania ocen, a jednocześnie szkolnych wycieczek – czasu na myślenie o polityce nie zostaje dużo.

 

 

Dbając o najwyższe standardy neutralności politycznej projektu „Młodzi głosują 2024”, ogólnopolskie wyniki opublikowaliśmy dzień po wyborach powszechnych (10 czerwca). Wystrzegamy się wszelkich form agitacji, a naszym celem jest wzmacnianie społeczeństwa obywatelskiego i edukacji wyborczej. Projekt „Młodzi głosują 2024” realizowany jest zgodnie z art. 108 §  3. kodeksu wyborczego

 

 

 

Autor  –  Michał Mazur – koordynator programów „Latarnik Wyborczy” i „Młodzi Głosują”.

 

 

 

 

Cały tekst „‘Młodzi głosują’, czyli niepełnoletni wzięli udział w wyborach”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.ceo.org.pl

 

 

 



W minioną środę, 12 czerwca w Akademickim Zaciszu odbyła się rozmowa na bardzo specjalistyczny temat: „Od kształcenia przedmiotowo-językowego do multialfabetyzacji”.

 

Jak poinformował Gospodarz – prof. Roman Leppert, inspiracją do odbycia tego spotkania stała się książka autorstwa  książka Doktor Barbary Muszyńskiej z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu, zatytułowana „Edukacja dwujęzyczna przez projektowanie. Multilfabetyzacja przedmiotowo-językowa”.

 

Zamieszczamy tę informację dopiero dzisiaj – nie dlatego, ze nas ten temat nie interesował, lecz z innych, od nas niezależnych powodów.

 

Tradycyjnie zapraszamy wszystkich czytających nasze OE, których ten temat zainteresowal, a którzy w środę nie mogli tego uczynić, aby o dowolnej porze kliknęli na zamieszczony poniżej link i odsłuchali półtoragodzinne nagranie:

 

 

Od kształcenia przedmiotowo-językowego do multialfabetyzacji  –  TUTAJ

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



Portal Prawo.pl zamieścił wczoraj informację o aktualnej fazie przygotowań do jubileuszowej XXX Sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży. Oto ten tekst bez skrótów:

 

Uczniowie 153 szkół wezmą udział w XXX sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży

 

 

W czwartek w Sejmie wylosowano 153 szkoły podstawowe, których uczniowie wezmą udział w XXX sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży (SDiM). W wylosowanych szkołach 2 września br. odbędą się kolejne losowania, które wyłonią po jednym przedstawicielu klas VI, VII i VIII. Pierwotnie do akcji zgłosiło się łącznie 15 tys. szkół, z których zostało wybranych kilkadziesiąt placówek.

 

Jak poinformowano na stronie Sejmu, w losowaniu wzięły udział wszystkie szkoły podstawowe z całej Polski w podziale na województwa. Następnie, wylosowane szkoły wyłonią w kolejnym, wrześniowym głosowaniu reprezentantów podczas XXX sesji SDiM.

 

 

Sprawiedliwie według województw

 

Mamy 15 tysięcy szkół i z nich wybieramy 153. Z każdej ze szkół będzie po jednym dziecku z klasy VI, VII i VIIIpowiedziała rzeczniczka marszałka Sejmu Katarzyna Karpa-Świderek. Dodała, że wylosowani uczestnicy XXX sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży wezmą udział także m.in. w spacerze po Warszawie i nauce legislacji. Zaznaczono, że liczba szkół losowanych z każdego z województw wynika z oszacowanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej proporcji odzwierciedlającej liczbę uczniów w danym województwie.

 

Kartki z nazwami szkół umieszczono w szklanych, przezroczystych słojach, odpowiadających 16 województwom. Losujący zostali poinformowani, ile karteczek mają z nich wyjąć.

 

W sumie wyłoniono szkoły podstawowe z województw: mazowieckiego (25), śląskiego (16), małopolskiego (15), wielkopolskiego (15), dolnośląskiego (11), pomorskiego (11), łódzkiego (9), kujawsko-pomorskiego (8), lubelskiego (8), podkarpackiego (8), zachodniopomorskiego (6), podlaskiego (5), warmińsko-mazurskiego (5), lubuskiego (4), świętokrzyskiego (4) i opolskiego (3).

 

Zwiększenie szans uczniów

 

Pod koniec maja poinformowano, że z okazji jubileuszowej, 30. sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży organizatorzy zdecydowali o wprowadzeniu nowej formuły. Podkreślono wówczas, że SDiM to projekt, który poprzez zabawę edukuje najmłodsze pokolenia Polaków w obszarze parlamentaryzmu i demokracji. – Szczególnie w tym roku organizatorzy adresują zaproszenia na SDiM do uczniów szkół podstawowych – napisano.

 

Podkreślono, że „w myśl idei partycypacji, intencją Kancelarii Sejmu jest zwiększenie dostępności i wyrównanie szans wszystkich dzieci zainteresowanych uczestnictwem w projekcie”. Wyjaśniono, że z tego powodu placówki, z których będą pochodzić uczestnicy SDiM, zostaną wylosowane ze wszystkich szkół podstawowych w Polsce.

 

Zaznaczono, że „zmianą, którą warto odnotować, jest oddanie głosu młodzieży w wyborze tematu obrad„. Wyjaśniono, że organizatorzy chcą, aby uczestnicy tegorocznej sesji zadali sobie pytanie: „Co jest dla nas najważniejsze?”. Wypracowany i przegłosowany w Sali Posiedzeń Sejmu temat będzie procedowany na Kongresie Młodych organizowanym w listopadzie przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka.

 

 

Długa historia

 

Sesje Sejmu Dzieci i Młodzieży (SDiM) odbywają się od 1994 r. Pierwszą sesję zorganizowano z inicjatywy b. prezes Polskiej Akcji Humanitarnej Janiny Ochojskiej i wicedyrektor ówczesnego Biura Informacyjnego Kancelarii Sejmu Urszuli Pańko. Jej temat to „Wojna – zagrożeniem szczęśliwego dzieciństwa”. Była to odpowiedź na trwające wówczas działania wojenne w byłej Jugosławii, które przerodziły się w najbardziej krwawy konflikt w Europie od zakończenia II wojny światowej. W następnych sesjach Sejmu Dzieci i Młodzieży poruszano m.in. kwestie ekologii, ekorozwoju, globalizacji, szkoły, samorządu uczniowskiego i pracy dzieci. Od 2010 r. uczestnicy sesji SDiM są wyłaniani na drodze konkursu, a od 2017 r. wprowadzono dla nich kryterium wiekowe.

 

Do tej pory nie przeprowadzono sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży trzy razy: w 2021 r. (choć przeprowadzono rekrutację) i w 2020 r. z powodu pandemii COVID-19 oraz w 1999 r. Z kolei w 2018 r. sesję przeniesiono z 1 czerwca na 27 września. Polska to pierwszy kraj w Europie, który zorganizował takie przedsięwzięcie edukacyjne. Obecnie dziecięco-młodzieżowe parlamenty zbierają się m.in. w Portugalii, Francji, Wielkiej Brytanii, Finlandii i w Czechach. Do grona współorganizatorów Sejmu Dzieci i Młodzieży należą obecnie: MEN i Rzecznik Praw Dziecka. (is/PAP)

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 



Gabriela Olszowska – od 2 marca 2024 r. Małopolska Kurator Oświaty – nadal jest aktywna na swoim fejsbukowym profilu. Oto dwa posty, jakie zamieściła tam w miniony wtorek i środę:

 

 

 

Post z 11 czerwca

 

Przepisy nt. oceniania obowiązujące od 25 lat są wyjątkowo spójne, logiczne i po prostu zwyczajnie dobre. Nie znamy ich, a więc nie rozumiemy i nie stosujemy. Tworzymy rozwiązania, których nie ma, oceniamy po uważaniu, czyli intuicyjnie, nie profesjonalnie. Warto znać art. 44 b-q uoso – to są powszechnie obowiązujące zasady oceniania wewnątrzszkolnego. Proszę tego nie zmieniać, to ustawa, czyli obowiązuje jej oblig.

 

 

Post z 12 czerwca

 

Jestem za szkolnym ocenianiem. Pod warunkiem, iż wiemy, co to jest ta ocena. To nie stopień. Wystawianiu / stawianiu tylko stopni jestem przeciwna. To potężne narzędzie. Niektórzy zrozumieli, że to, iż nie przekonują mnie o niczym paski na świadectwie (spuścizna po ZSRR), to odrzucam ocenianie. Nie, nie odrzucam.

 

1.Szkoła to nie zawody sportowe

 

2.Szkoła to nie zakład pracy.

 

Szkoła to miejsce, gdzie się uczy – rolą nauczyciela jest rozpoznawać postęp w realizacji wymagań edukacyjnych i coraz częściej uczyć młodego człowieka, by sam rozpoznawał, dając mu narzędzia.

 

Szkoła to miejsce, gdzie można i trzeba uczyć wewnątrzsterowności, więc można też ograniczać uczenie się za coś – za nagrodę i dla nagrody. To bardzo trudne. Chce ktoś docenić człowieka za osiągnięcia w szkole, niech weźmie go na lody, niech pochwali.

 

Jednym elementów nowoczesnej oceny jest docenienie – tyle umiesz już, a tu trzeba to, albo można tak to jeszcze zrobić – należy włączać elementy kognitywne. Trzeba też dużo wymagać. Nikt nie powiedział, a na pewno nie ja, że należy mało.

 

Od ponad 20 lat nie przekonują mnie świadectwa promocyjne, nie oznacza to, że odrzucam nowoczesne ocenianie. Uczniowie i rodzice mają mieć rzetelną informację zwrotną, co i jak idzie w sprawie realizacji wymagań edukacyjnych zaplanowanych na dany rok.

 

Czy wiedzą, Państwo, jak jest w innych krajach, od jakiegoś czasu nie trzymam ręki na pulsie, ale może są jakieś ciekawe rozwiązania na koniec roku.

 

Mamy bardzo dobre przepisy – mamy je znać, rozumieć i stosować!

 

 

 

Źródło: https://www.facebook.com/profile.php?id=1437963032



Poniżej prezentujemy informację o debacie, która odbyła się wczoraj (12 czerwca 202 r.) w Radiu Łódź. Jej zapis dźwiękowy dostępny jest po kliknięciu na link źródła tej informacji:

 

 

Uczestnicy debaty w Radiu Łódź: Dr Sebastian Adamkiewicz, Dr Katarzyna Czekaj-Kotynia, red. Agata Zielińska i Piotr Solecki.

 

 

Lekcje historii po reformie

 

Od nowego roku szkolnego 2024/25 w podstawie programowej wielu przedmiotów mają pojawić się zmiany. W lutym 2024 roku Ministerstwo Edukacji Narodowej rozpoczęło wstępną fazę konsultacji publicznych w zakresie proponowanych zmian.

 

Choć reforma dotyczy kilkunastu przedmiotów, najbardziej ożywioną dyskusję wzbudziła kwestia zmian proponowanych w zakresie języka polskiego i historii – zarówno na poziomie szkoły podstawowej, jak i średniej. Przygotowując nową reformę, ministerstwo skupiło się na kolejnej zmianie treści programu nauczania, zamiast na dostosowaniu form edukacji do potrzeb uczniów i nauczycieli.

 

W środowej (12 czerwca) debacie historyczne zastanawialiśmy się, jak obecnie uczyć historii, żeby zainteresować dzieci i młodzież?

 

> Dr Katarzyna Czekaj-Kotynia – kierownik Oddziału Martyrologii Radogoszcz, Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi;

 

> Piotr Solecki – nauczyciel historii w III  i  XXX LO w Łodzi;

 

> Dr Sebastian Adamkiewicz – historyk z Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi.

 

Z raportu opublikowanego w kwietniu 2023 roku na zlecenie IPN wynika, że otwartość na poznawanie historii i refleksję nad nią w kontekście współczesnych wydarzeń przejawia zaledwie 15 proc. uczniów szkół średnich i 13 proc. dorosłych powyżej 20 roku życia.

 

Nieco mniej reprezentuje postawę kontestacyjną – negującą sens obecności historii w życiu człowieka (8 proc. uczniów szkół średnich i aż 11 proc. dorosłych powyżej 20 roku życia). Zdecydowana większość Polaków, bo 54 proc. uczniów szkół średnich i 50 proc. dorosłych 20+, wykazuje postawę ambiwalentną – nie są niechętni wobec historii, ale jednocześnie nie interesuje ich historia i chęć podejmowania refleksji nad nią.

 

Z raportu wynika także, że młodzi ludzie chcą poznawać historię i są gotowi przeznaczyć na jej zgłębianie nawet swój wolny czas poza lekcjami, jeśli tylko zaoferuje się im odpowiednią formę obcowania z przeszłością. Zazwyczaj są to formy aktywne, wymagające pójścia w teren. Za najbardziej atrakcyjne uczniowie uznali:

 

-odwiedziny miejsc cierpień i ludobójstwa,

 

-wycieczki w miejsca wielkich zmagań militarnych z przeszłości,

 

-udział w symulacji multimedialnej testującej alternatywne warianty historii,

 

-obserwację i pomoc w profesjonalnych pracach archeologicznych oraz spotkanie ze świadkiem bądź uczestnikiem wydarzeń historycznych i wysłuchanie jego opowieści.

 

 

 

Źródło: www.radiolodz.pl/lekcje-historii-jak-uczyc-by-zainteresowac-dzieci-i-mlodziez-posluchaj,400652/

 



Wczoraj (12 czerwca 2024 r.) prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu „Pedagog” post, w którym podjął problem pozycji i roli Szkolnych Rad rodziców. Oto ten tekst:

 

 

Rodzicielska kasa zapomogowa dla szkół publicznych

 

Szkolnictwo publiczne III Rzeczpospolitej niewiele różni się od tego w czasach Polski Ludowej. W przypadku działań rad rodziców nie ma żadnej różnicy. To powtórka z traktowania tego organu jako kasy zapomogowej dla nędzy oświatowej, która jest skutecznie podtrzymywana przez kolejne formacje władz oświatowych i samorządowych.

 

RADY RODZICÓW, które kilkadziesiąt lat temu działały pod nazwą KOMITETY RODZICIELSKIE, zostały współcześnie sprowadzone do pozorowania ich wpływu na procesy wychowawcze i społeczne w szkolnictwie publicznym. Ich rola została de facto zredukowana w założeniach i praktyce do podwójnego opodatkowania rodziców na szkołę publiczną. Nie dość, że rodzice płacą podatki, z których szkoły powinny być utrzymywane i rozwijana w nich nowoczesna edukacja, to jeszcze oczekuje się od nich funduszy na pokrywanie kosztów infrastrukturalnych a nawet pedagogicznych, co już samo w sobie jest skandaliczne.

 

Rodzice ulegają presji dyrekcji szkół i wychowawców klas szkolnych, by wpłacali daninę na to  wszystko, na co nie stać organu prowadzącego szkołę. Warto zadać pytanie,  dlaczego szkolnictwo publiczne jest tak fatalnie finansowane z budżetu państwa i samorządu lokalnego? Ba, dlaczego rodzice mają po raz wtóry płacić na szkołę, która ma oferować dzieciom i młodzieży bezpłatną edukację? Dlaczego?

 

Dlatego, że wybieramy w wyborach samorządowych i parlamentarnych radnych i posłów, którym obojętna jest edukacja publiczna, bo najważniejsze jest dla nich to, by na ich konta indywidualne wpływały wysokie środki finansowe, a nauczyciele niech dalej zabiegają o jałmużnę, a jak nie chcą żebrać, to niech zmuszają rodziców w sposób mniej lub bardziej jawny do kolejnego haraczu.

 

Oburzający się zatem w mediach społecznościowych na to, że jakiś rodzic jest zbulwersowany faktem niewręczenia jego dziecku nagrody za – jak przypuszczam – szczególne osiągnięcia szkolne, bo jego rodzice nie wpłacili składki na radę rodziców, nie dopuszczają do świadomości słusznej postawy takiego rodzica. Niby dlaczego nagrody mają otrzymywać dzieci tylko i wyłącznie tych rodziców, którzy wpłacili na radę rodziców?  Skoro niektórzy rodzice chcą się dodatkowo opodatkować na szkołę, to niech nie żałują innym dzieciom możliwości obdarowania ich jakimś wyróżnieniem. Czy rzeczywiście nauczyciele nie dostrzegają absurdalności takich działań?

 

Proponuję, by do odnowionych i wyremontowanych w czasie wakacji izb lekcyjnych uczęszczały dzieci tylko tych rodziców, którzy wpłacili na radę rodziców (na zakup farb, pędzli itp.)  i którzy włączyli się czynnie do pomalowania ścian, wyremontowania sprzętu szkolnego itp.  Im dłużej rodzice w swej nieświadomości będą godzić się z podwójnym opodatkowaniem na edukację ich dzieci, tym trudniej będzie wyjść z syndromu homo sovieticus w III RP i tym więcej będzie tego typu antywychowawczych paradoksów.

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com/

 

 



W minioną sobotę (8 czerwca 2024 r.) Robert Raczyński zamieścił na swoim blogu „Eduopticum” tekst, który jest polemiką z Jarosławem Kordzińskim. Zachęcamy do zapoznania się z tym postem, publikując poniżej kulka jego fragmentów:.

 

 

 

W stronę racjonalności!

 

 

Jarosław Kordziński znów odwrócił moją uwagę od innych zagadnień, podnosząc ważki problem kierunku przemian w oświacie. Zgadzając się w ogólności z przedstawianą  w jego artykule tezą o potrzebie „modyfikacji sposobu kształcenia nauczycieli” oraz istotności „kwestii postaw, otwartości i zaangażowania samych nauczycieli”, nie mogę powstrzymać się od kilku uwag odnośnie spraw, które zwykle umykają wszystkim powtarzającym hasło, nazwane w tekście truizmem. Przede wszystkim jednak, chciałbym zaapelować do władnych wprowadzać zmiany systemowe o podejście racjonalne i to nie jedynie w kwestii obranego, ogólnego kierunku, ale podczas realizacji każdego elementu planowanych przemian. Jak zwykle bowiem, diabeł tkwi w szczegółach, a, sądząc po wszystkich dotąd podejmowanych działaniach reformatorskich, racjonalności to on nie lubi. Popatrzmy więc na detale, które Autor pozostawił bez, jak mi się wydaje, koniecznego komentarza:

 

„Ich [nauczycieli] rzeczywiste kompetencje pedagogiczne i społeczne oraz gotowość na zmiany.” – Już z takiego zdania wynika założenie weryfikacji negatywnej, przy czym winę za ten stan rzeczy mają oczywiście ponosić sami nauczyciele. Na tę prawdę objawioną, pochodzącą z wieści gminnej, poza nieuniknionymi, jak wszędzie indziej, przypadkami zwykłej indolencji, składa się kilka elementów, a przede wszystkim wymienione tutaj kształcenie kadr. Na czym polega błąd? Wbrew pozorom znów niekoniecznie na niedostatku szkoleń i środków na nie – nauczyciel zainteresowany, zmotywowany i mający za sobą wiele godzin praktyk pod realnym kierunkiem mistrzów zawodu sam chętnie, przynajmniej w części, zapłaci za szkolenie, które jest mu potrzebne i pomoże w utrzymaniu pożądanej, bo atrakcyjnej posady. Przypomnę tutaj nieustanne świecenie po oczach przykładami państw, które podobno wiodą prym w nowoczesnej edukacji, Finlandii, a ostatnio Szwajcarii, państw, w których warunki zatrudnienia i pracy nauczycieli wyglądają zupełnie inaczej niż u nas, a jednak nieustannie i bezkrytycznie porównuje się z nimi wyniki wysiłków naszych pedagogów. Tymczasem problem polega na tym, że nasi nauczyciele wciąż kształceni są do edukowania już nieistniejącego podmiotu. To także nie jest wyłącznie rezultatem krótkowzroczności, braku wiedzy i rozeznania decydentów, ale ogólnej niechęci do pogodzenia się z dość przykrym faktem, że wiedza nie jest już towarem… powszechnie pożądanym. W Polsce, wbrew realiom, wciąż usiłuje się systemowo produkować erudytów od wszystkiego i do tego właśnie kształci się nauczycieli. Państwa, które już pogodziły się mentalnie z potrzebą programu powszechnej świetlicy środowiskowej i koniecznością specjalizacji obdarzonych wolą rozwoju podmiotów, radzą sobie z oświatą nieco lepiej, przynajmniej w zestawieniach statystycznych, a to do nich przecież sprowadza się na ogół ocena systemu.

 

Z kolei przywoływany w omawianym  tekście „Znawca systemów edukacyjnych całego globu Andreas Schleicher z OECD” zapomniał dodać, że „wspieranie nauczycieli w rozwijaniu umiejętności wczesnego i trafnego diagnozowania uczniów doświadczających trudności oraz dostosowywania metod nauczania do ich potrzeb” jest kosztowne i czasochłonne. Przerzucanie na nauczycielki i nauczycieli takich prerogatyw pracy, przy jednoczesnym obstawaniu przy efektywności ich pracy edukacyjnej, jest nie tylko tworzeniem nowej koncepcji nauczyciela (po co dalej w ten sposób nazywać ten zawód?), ale także nowego mitu Siłacza/Siłaczki, z którym polscy nauczyciele i nauczycielki mają już do czynienia od dawna, choć z innych przyczyn. Koncepcja belfra-orkiestry, który na przerwie zdiagnozuje ucznia i na następnej lekcji dostosuje do jego potrzeb swoje działania metodyczno-dydaktyczne, a w wolnej chwili poustawia jeszcze ławki, i to nie zakłócając procesu edukacyjnego pozostałej trzydziestki indywidualnych podmiotowości jest od jakiegoś czasu promowana, ale nic raczej nie wskazuje na to, by mogła stać się normą nauczycielskiej(?) praktyki. Sprawdza się w izolowanych przypadkach i w laboratoryjnych niemal warunkach, nad czym Autor ubolewa, nie dostrzegając przyczyn fiaska tego wyobrażenia. Już w obecnej, krytykowanej rzeczywistości, nauczyciele łączą w pracy wiele funkcji, których efektywne godzenie jest nierealne i to nie tylko z powodu sugerowanego niedostatku kompetencji. Poza tym, stara jak świat prawda głosi, że jak coś (ktoś) jest do wszystkiego, to na ogół jest do niczego. Nie bardzo daje się tu usprawiedliwić fakt, że skompromitowany w wielu badaniach efektywności multitasking, w przypadku uczniów jest krytykowany, a u ich nauczycieli nadal traktowany i polecany jako panaceum na wydajną pracę. W jakim więc celu, teorię pedagogiczną zapełniają frazesy o wielostronnej współpracy i korzystaniu z miękkich kompetencji dla uzyskania lepszych wyników kształcenia – dlaczego mamy rezygnować z kooperacji nauczycieli z psychologami, psychiatrami, terapeutami, logopedami, itd.? Bo tak będzie taniej? Taniej już było, z widomym skutkiem. Na co nam wymienieni specjaliści, skoro ich zadania może z powodzeniem wypełnić odpowiednio doszkolony człowiek renesansu, który, jak wiadomo, ma na to wszystko czasu, jak lodu? Niestety, dobra oświata wymaga nie tylko nowych, rewolucyjnych koncepcji, ale także zagwarantowania adekwatnych do celów środków, które w tej dziedzinie trwonione są na tańszą niż praktyka ideologię, pełną banałów i chciejstwa. […]

 

 

„Problem polega na tym, że to rozwiązania punktowe.” – I punktowymi pozostaną. Pomijając już nieprawdopodobieństwo jednoczesnego zaistnienia absolutnej wyjątkowości postaw, wymaganych obecnie od przedstawicieli tego zawodu, racjonalność takich oczekiwań jest wątpliwa. Żaden system (edukacyjny) nie może opierać się na wyjątkach, ale też nie można oczekiwać, by wyjątki awansowały do miana normy. Żaden układ fizyczny, ani też wytwór kultury nigdy w ten sposób nie działa i nie zadziała. Wymaganie od profesjonalistów dowolnej specjalności nieustannej wyjątkowości jest aberracją, niestety typową dla rozważań o zawodzie nauczycielskim. Tego typu myślenie zakłada istnienie nie tylko idealnej postawy i idealnego zestawu kompetencji, ale także jednolitego podmiotu, do którego te postawy i kompetencje mogłyby być skutecznie zastosowane. Dobra edukacja zawsze będzie „punktowa” – założenie jakiejś utopijnej równości stoi w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem i z tak przecież promowaną ideą podmiotowości, i indywidualizacji nauczania, stosownej do zróżnicowanych potrzeb. […]

 

„…ograniczenie efektów kryzysu edukacyjnego wymaga kierowania najlepszych nauczycieli do pracy z uczniami, którzy najbardziej tego potrzebują.” – Oto kolejna odsłona oświatowego socjalizmu, a w zasadzie nawoływanie do edukacyjnego robinhoodyzmu. Pomijając już aspekt logistyczny takiego odbierania bogatym i „uprzywilejowanym”, ten rodzaj myślenia jest chyba najlepszą egzemplifikacją wspomnianego wyżej, niezbyt usprawiedliwionego moralnie równania w dół – skoro komuś idzie nie najgorzej i na dodatek trafił na niezłego nauczyciela, to należy go ukarać, podsuwając mu średniaka. Świetny sposób na podniesienie średniej systemu, prawda? No, nie za bardzo. Autor, co prawda, przedstawia trudności w realizacji postulatu przydziałów i skierowań do pracy dla lepiej rokujących nauczycieli, ale nie wyciąga z tego wniosku o jego niewykonalności. Pomysł nie jest oryginalny i był już przez zwolenników łatwej zmiany wypróbowany. Z poszanowaniem różnic kulturowych i systemowych między Polską a USA, można tu przywołać przykład TFA, które próbowało nieść kaganek oświaty środowiskom zaniedbanym, ludziom uczącym się, czy raczej realizującym powszechny obowiązek szkolny w trudnych warunkach społecznych i ekonomicznych, poprzez zatrudnianie na kontraktach pedagogicznych asów. Wyszło z tego niewiele, bo szybko okazało się, że dyplom prestiżowej uczelni i dotychczasowe sukcesy z grupami o innym kapitale kulturowym niczego w tej mierze nie gwarantują. Wprost przeciwnie, lepsze rezultaty uzyskiwali nie tyle sprowadzeni wybitni nauczyciele, co miejscowi, dobrze obyci ze środowiskiem i doświadczeni bojem. A doświadczenia nie daje się wykształcić – trzeba je zdobyć. Dotychczasowa polityka naszego państwa raczej lekceważy nauczycieli (nie tylko z wieloletnim doświadczeniem) i nie przeciwdziała deprecjacji ich kompetencji, i tu właśnie szukałbym możliwości racjonalnej zmiany.

 

Z tego artykułu (i z tysiąca innych) można wnioskować, że ewentualne siły reformatorskie w polskiej oświacie z grubsza widzą kierunek swych dążeń, ale utkwiły wzrok w horyzoncie, nie patrząc pod nogi. Niezależnie od różnic w swoim podejściu do tematu, kontentują się w zasadzie samą ideą zmiany – nieważne jak, byle było inaczej niż jest. Głosy usiłujące wprowadzić w ten ruch odrobinę porządku i celowości (komentowany artykuł) są niezwykle cenne, ale powinny w znacznie większym stopniu operować konkretem i zaprzestać podporządkowywania realiów, choćby i szlachetnym, rojeniom. Więcej realizmu, racjonalizmu a mniej afektacji w dążeniu do sprecyzowanych, przemyślanych celów wydaje mi się taktyką bardziej przystającą do celu. Jeśli, dla przykładu, postulujemy zmiany w kształceniu nauczycieli, to mając na uwadze założone efekty tego kształcenia, nie zapominajmy, że mamy do czynienia z podmiotem, który również posiada swoje uwarunkowania, także nie funkcjonuje w próżni i nie da się go stworzyć od nowa. Zalecenia muszą nie tylko wydawać nam się słuszne, ale przede wszystkim być realistycznymi i pozwalać na pogodzenie środków z celami oraz ludźmi mającymi, a raczej chcącymi je realizować. Nawet rewolucje nie są tworami samoistnymi, oderwanymi od swego tła, tymczasem ludzie stęsknieni edukacyjnego przewrotu, chcą się od swego tła oderwać za wszelką cenę i najczęściej pragną zapomnieć, że do dowolnego tanga potrzeba przynajmniej dwojga, oraz że każdy z ewentualnych tancerzy ma swój zakres wolności i odpowiedzialności. Takie wyparcie nie może przynieść powodzenia, ale dominująca obecnie ideologia usiłuje jednego z nich umieścić na ramionach drugiego i z pojedynczej figury uczynić treść tańca. To już nie jest tango, to dostarczanie przesyłek.

 

 

 

Cały tekst „W stronę racjonalności”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.eduopticum.wordpress.com/