
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Kolejny tekst dr Marzeny Żylińskiej zapowiada jej kolejną inicjatywę warsztatową i promuje „Harvardzki poradnik skutecznego uczenia się”:
Można robić jeszcze więcej sprawdzianów, klasówek i testów, ale … czy to podniesie poziom, sprawi, że uczniowie będą więcej umieli?
To ważne, by umieć odróżniać prawdziwe ćwiczenia od zadań, które niczego nie ćwiczą, bo służą jedynie pomiarowi dydaktycznemu. Te zadania nazywam metodycznymi chipsami. Trzeba pamiętać, że od ciągłego mierzenia jeszcze nikt nie urósł, ale wielu straciło motywację.
Z metodycznego punktu widzenia można łatwo wyjaśnić, dlaczego rosnąca lawinowo liczba sprawdzianów wpływa negatywnie nie tylko na motywację do nauki, ale również na osiągane efekty. Tylko, że to nie jest wina dzieci…
Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego testoza wiedzie nas na manowce, dlaczego efektem ciągłych sprawdzianów nie jest podniesienie poziomu, ale utrata motywacji u dużej grupy uczniów, sięgnijcie po tę pozycję.
Wielu z nas nie potrafi odróżnić efektywnej nauki od pracy, która jedynie ją pozoruje, jest mało efektywna, ale zabiera czas, duuuużo czasu.
W mojej „Neurodydaktyce” wiele miejsca poświęciłam zadaniom, dzięki którym można się efektywnie uczyć, napisałam serię książek (Piernikowa Wyspa – składa się z 4 części, każda stanowi zamkniętą całość)), w które wplotłam prawdziwe zadania (wymagają głębokiego przetwarzania), a teraz jest kolejna pozycja, która wyjaśnia, dlaczego robiąc test za testem, klasówkę za klasówką, przygotowując uczniów do zewnętrznych egzaminów, osiągamy głównie zniechęcenie.
Co zatem lepiej wspiera proces uczenia się niż sprawdziany, klasówki, testy wymagające jedynie prostej reprodukcji? Jaki rodzaj aktywności pozostawia trwałe ślady pamięciowe?
Jak powinna wyglądać efektywna nauka? Co powinni wiedzieć nauczyciele, rodzice, a przede wszystkim uczniowie?
Od wielu lat na moich szkoleniach staram się zachęcić nauczycieli do zastąpienie polecenia „Nauczcie się od str. 58 do 79” innym. Bo uczenie się na pamięć i wielokrotne czytanie, to … typowe 3 razy Z.
Bardzo bym też chciała, żeby szkoła uczyła dzieci, jak się uczyć. Jest wiele skutecznych strategii, które powinny zastąpić metody pamięciowe.
Planuję warsztaty metodyczne poświęcone temu problemowi. Niedługo tu o nich napiszę.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/posts/
Dziś nowy tydzień zaczynamy od udostępnienia, zamieszczonego wczoraj na blogu „Wokół Szkoły”, tekstu Jarosława Pytlaka – jak zwykle – godnego uwagi:
Zawód nauczyciela powinien mieć status „zaufania publicznego”!
Na początku lutego grupa posłów rządzącej koalicji wniosła do laski marszałkowskiej projekt ustawy o zawodzie psychoterapeuty. Zakłada on, m.in., że profesja ta znajdzie się w kategorii zawodów zaufania publicznego, co oznaczać będzie m.in. powołanie samorządu zawodowego na szczeblu krajowym i regionalnym, w tym sądów dyscyplinarnych. Czytając notatkę prasową na ten temat zacząłem się zastanawiać, dlaczego profesja nauczyciela nie posiada takiego statusu.
Konstytucja ujmuje temat zawodu zaufania publicznego dość enigmatycznie. Art. 17 stanowi:
1.W drodze ustawy można tworzyć samorządy zawodowe, reprezentujące osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony.
2.W drodze ustawy można tworzyć również inne rodzaje samorządu. Samorządy te nie mogą naruszać wolności wykonywania zawodu ani ograniczać wolności podejmowania działalności gospodarczej.
Nie ma też oficjalnej definicji w innym akcie prawnym. Opisy, wyjaśnienia można natomiast znaleźć we wielu źródłach. Są one zresztą dość zbliżone co do meritum. Oto trzy przykłady, pierwsze z brzegu, jakie znalazłem w internecie:
„Zawód zaufania publicznego to profesja o szczególnym charakterze, która odgrywa istotną rolę w społeczeństwie. Uznanie danej profesji za zawód zaufania wynika z wysokiego znaczenia społecznego wykonywanych usług oraz obowiązku ponoszenia szczególnej odpowiedzialności za swoje działania. Istnienie takich zawodów wiąże się bezpośrednio z ochroną interesów jednostki i realizacją interesu publicznego.”
„Każdy zawód regulowany stanowiący profesję o wysokim znaczeniu społecznym, wymagającą odpowiednich kwalifikacji nie tylko zawodowych i zdrowotnych, lecz także charakterologicznych, tj. moralnych i etycznych, nad którego należytym wykonywaniem pieczę w imieniu państwa powierzono w drodze ustawy samorządowi zawodowemu.”
„Do zawodów zaufania publicznego zalicza się profesje polegające na wykonywaniu zadań o szczególnym charakterze z punktu widzenia zadań publicznych i z troski o realizację interesu publicznego. Roboczo przyjmuje się, że zawody te są bliskie, choć nie tożsame, z wolnymi zawodami. Nie wszyscy przedstawiciele wolnych zawodów zrzeszeni są w samorządach zawodowych, a więc nie są oni przedstawicielami zawodu zaufania publicznego.”
Opierając się na zapisie w Konstytucji oraz dostępnych roboczych definicjach można dojść do wniosku, że profesja nauczyciela nie ma statusu zaufania publicznego, bo nie posiada samorządu zawodowego, a nie posiada samorządu, bo… nie jest zawodem zaufania publicznego. Po prostu zaklęty krąg niemożności. W praktyce świadczy to, że nikt w sferze politycznej nie jest zainteresowany zmianą tego stanu rzeczy. A szkoda, bo praca nauczyciela niewątpliwie polega na wykonywaniu usług o wysokim znaczeniu społecznym. Nauczyciel ponosi „szczególną odpowiedzialność za swoje działania”, czego dowodem choćby istnienie organów dyscyplinarnych przy kuratoriach. Istnienie tego zawodu wiąże się bezpośrednio z ochroną interesów jednostki i realizacją interesu publicznego”. I tak dalej.
Oto zawody mające ów wyjątkowy status: adwokat, radca prawny, notariusz, komornik, kurator sądowy, lekarz, lekarz weterynarii, lekarz dentysta, farmaceuta, pielęgniarka, położna, diagnosta laboratoryjny, psycholog, biegły rewident, doradca podatkowy, rzecznik patentowy, architekt, inżynier budownictwa, urbanista, fizjoterapeuta. Nauczyciel doskonale pasuje do tej listy. Dlaczego zatem na nią nie trafił? Może dlatego, że trzeba by w tym celu naruszyć świętość, czyli Kartę Nauczyciela? A może ze względu na bardzo silną pozycję (co zresztą nie oznacza skuteczność) branżowych związków zawodowych, którym niepotrzebna domniemana konkurencja, nawet jeśli w istocie mogłoby to być źródło wsparcia. Myślę, że możliwych przyczyn jest jeszcze więcej.
Dlaczego w ogóle poruszam tutaj ten temat, jak by nie było dzisiaj wielu bardziej istotnych?! Ano dlatego, że najwyraźniej brakuje pomysłu na wzmocnienie grupy zawodowej nauczycieli. Przez długie lata jej słabość była bardzo wygodna dla każdej kolejnej władzy, ale teraz stanowi jedną z ważnych przyczyn ogólnego kryzysu polskiej oświaty, który wyziera z każdego kąta. Choćby na przykładzie szykowanej przez IBE reformy widać wyraźnie brak merytorycznej reprezentacji ponad połowy miliona polskich nauczycieli. Związki zawodowe mogą walczyć o godne warunki pracy, ale już nie o sensowne założenia reformy, dające nadzieję na rzeczywistą poprawę sytuacji. Co zresztą, niestety, można też uznać za dobry powód, by nikt nie podjął w najbliższym czasie tematu nadania nauczycielom statusu zawodu zaufania publicznego.
Gwałtownie potrzebujemy jakiejś oferty dla nauczycieli. Oczywiście na pierwszym miejscu stoi uczciwa podwyżka wynagrodzeń, ale samo w sobie to nie wystarczy. Dlatego pozwoliłem sobie tutaj głośno pomarzyć.
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Jako że to sobota – bez zahamowania proponujemy lekturę obszernego tekstu Danuty Sterny, zaczerpniętego z jej bloga „Oś Świata”:
Kompromis w ocenianiu – 13 propozycji
Wielu nauczycieli i edukatorów jest zwolennikami odejścia lub ograniczenia oceniania uczniów przy pomocy stopni. Chcieliby oceniać uczniów na bieżąco przy pomocy informacji zwrotnej, czyli przekazywać im co zrobili dobrze i co i jak mogą poprawić. Takich informacji uczeń nie uzyska z ustalonego dla niego stopnia.
W tym wpisie dwie części:
1.Dlaczego nauczyciele wybierają ocenianie kształtujące w ocenianiu bieżącym?
2.13 pomysłów jakie stosują nauczyciele, aby oceniać na bieżąco poprzez przekazywania uczniom informacji zwrotnej, a na koniec roku ustalać ocenę w postaci stopnia.
Dlaczego nauczyciele wybierają ocenianie kształtujące w ocenianiu bieżącym?
>Prawo oświatowe w Polsce pozwala na taką praktykę oceniania kształtującego w ocenianiu bieżącym:
„Ocenianie kształtujące polega na pozyskiwaniu przez nauczyciela i ucznia informacji, które pozwolą rozpoznać, jak przebiega proces uczenia się, aby:a) nauczyciel mógł modyfikować i poprawiać dalsze nauczanie,
a) nauczyciel mógł modyfikować i poprawiać dalsze nauczani
b) uczeń otrzymywał informację zwrotną pomagającą mu się uczyć”
Nauczyciel ma pełną autonomię w wyborze sposobu bieżącego oceniania. Na koniec roku szkolnego w klasach I – III nauczyciel ma przekazać zbiorczą opinie o postępach ucznia, a w klasach powyżej III nauczyciel ma obowiązek ustalić ocenę na koniec roku w postaci stopnia. Przyjęty system oceniania powinien być zawarty w statucie szkoły.
Nauczyciele, którzy pragną oceniać uczniów na bieżąco kształtująco (informacja zwrotna), kierują się trzema powodami:
>Uczniowie oceniani kształtująco bardziej skupiają się na nauce, a nie na stopniach.
Przełomowe badania Paula Blacka i Dylana Wiliama (z 1998 roku), pokazują, że kiedy pojawiają się stopnie, to uczniowie zwykle skupiają się tylko na nich – a nie na informacjach zwrotnych, czyli nie korzystają z informacji zwrotnych. Dlatego zaleca się oddzielenie oceny w postaci informacji zwrotnej od stopnia.
Przekazywanie informacji zwrotnych niesie nadzieję, że uczniowie odnajdą luki w swoich pracach i je uzupełnią, czyli będą się efektywnie uczyć.
>Uczniowie mogą popełniać błędy i się na nich uczyć.
Uczniowie, którzy wiedzą, że nie zostaną „ukarani” niskimi stopniami są bardziej odważni, podejmują wyzwania i nie są sparaliżowani perspektywą popełnienia błędu.
Uczniowie widzą, że mogą rozwijać swoje umiejętności i osiągać własne cele, bez obawy przed oceną i krytyką, co wpływa na brak strachu w procesie uczenia się.
>Gdy uczniowie widzą, że się uczą, lepiej się rozwijają.
Podstawowym narzędziem do monitorowania własnej pracy jest samoocena jej jakości. Jeśli celem jest uzyskanie dobrego stopnia, to samoocena jest zaburzona, a czasami wręcz może dojść do oszukiwania.
Uczeń musi widzieć, że się skutecznie uczy, inaczej nauka traci sens. Dzięki informacji zwrotnej i poprawie uczeń może widzieć swój postęp.
13 pomysłów jakie stosują nauczyciele, aby oceniać na bieżąco poprzez przekazywania uczniom informacji zwrotnej,
a na koniec roku ustalać ocenę w postaci stopnia.
Nauczyciele, którzy chcieliby ograniczyć ocenianie sumujące przy pomocy stopni, procentów, punktów i symboli stają przed problemem ustalenia stopnia na koniec roku.
Zapytałam nauczycieli, jak sobie z tym problemem radzą. Poznałam 13 takich pomysłów.
1.Samoocena
Uczniowie w trakcie roku szkolnego otrzymują wyłącznie informację zwrotną do swoich prac. Na koniec roku uczeń sam proponuje stopień dla siebie i w rozmowie z nauczycielem uzasadnia swoją decyzję. Popiera ją zebranymi dowodami.
Nauczyciel może zaproponować inny stopień, wyższy lub niższy, w zależności od obserwacji pracy ucznia w trakcie jego bieżącego uczenia się.
Końcowy stopień jest uzgodniony pomiędzy nauczycielem i uczniem.
Zalety:
Uczeń uczy się samooceny, kompletuje dowody na temat swojego uczenia się i uczy się argumentowania. Uczeń staje się samodzielny i odpowiedzialny.
Wady:
Nauczyciel musi zorganizować spotkania z każdym uczniem. Przedstawić argumenty, jeśli ocena zaproponowana przez ucznia nie jest zgodna z oceną nauczyciela. Uczeń może nie umieć zebrać odpowiednich dowodów, ani też na ich podstawie określić stopnia końcowego. Rodzice ucznia nie biorą udziału w rozmowie na temat ustalania oceny końcowej i mogą nie wiedzieć dlaczego taki właśnie stopień został ustalony.
2.Propozycja nauczyciela
Uczniowie w trakcie roku szkolnego otrzymują wyłącznie informację zwrotną o swojej pracy. W tym sposobie to nauczyciel zbiera dowody na uczenie się uczniów (sprawdziany, klasówki, poprawy sprawdzianów, wykonane przez ucznia projekty, dowody pochodzące z zeszyty ucznia itp.). Na koniec roku nauczyciel proponuje stopień końcowy i w razie wątpliwości zgłaszanych przez ucznia, popiera swoją ocenę zebranymi dowodami. Uczeń może zaproponować inny stopień, wyższy lub niższy, w zależności od zebranych przez siebie dowodów na swoje uczenie się. Końcowy stopień jest uzgodniony pomiędzy nauczycielem i uczniem.
Zalety:
Nauczyciel ustalając ocenę przedstawia uczniowi dowody pochodzące z monitorowania pracy ucznia. Uczeń wie na jakiej podstawie została ustalona ocena końcowa.
Wady:
Sposób wymaga od nauczyciela dokumentacji postępów ucznia i przekonania ucznia, że proponowana przez nauczyciela ocena końcowa jest sprawiedliwa. Rodzice ucznia nie biorą udziału w rozmowie na temat ustalania oceny końcowej i mogą nie wiedzieć dlaczego taka właśnie ocena została ustalona.
3.W trakcie poznawania tematu kształtująco, na koniec sumująco.
Jest to propozycja zaczerpnięta z oceniania kształtującego. W trakcie poznawania tematu i jego zgłębiania uczeń otrzymuje tylko informację zwrotną (również ze sprawdzianów i kartkówek). Na koniec tematu/semestru uczeń przystępuje do klasówki ocenianej stopniem. Liczba klasówek ocenianych stopniem określona jest na początku roku szkolnego. Uczeń ma możliwość poprawy takiego sprawdzianu. Ocena końcowa jest wynikiem stopni otrzymanych na sprawdzianach.
Zalety:
Uczeń w trakcie uczenia się nie obawia się, że otrzyma karę lub nagrodę w postaci stopnia, co pozwala mu poświęcić czas na naukę, a nie na staranie się o dobre noty. Może poprawić swoje prace na bieżąco i dobrze przygotować się do sprawdzianu końcowego. System jest jawny i jasny.
Wady:
Problemem może być liczba sprawdzianów, na przykład przy malej liczbie godzin z przedmiotu i ograniczonym czasie nauki. Również z tego powodu trudnością może być organizowanie sprawdzianów poprawkowych.
4.Tabele oceniania
Nauczyciel sporządza informację zwrotną zgodnie z wcześniej przygotowaną tabelą zawierającą kryteria oceniania lub wymagane umiejętności. Tabele te stanowią dowód na rozwój ucznia. Dzięki nim uczeń może poprawiać tylko te zagadnienia, których nie wykonał dobrze. Jeśli uczeń poprawi pracę, otrzymuje zaliczenie sprawdzianu, jeśli nie to nie ma go zaliczonego. Ocena końcowa jest wynikiem liczby zaliczonych prac.
Zalety
System jest klarowny i jasny dla ucznia i jego rodziców, wiedzą wcześniej przed sprawdzianem, jakie są kryteria sukcesu do niego. Uczeń może poprawiać tylko część sprawdzianu, którą wykonał źle. Wymóg zaliczenia sprawdzianu pozwala na niepozostawianie luk w wiedzy ucznia.
Wady:
Nauczyciel musi na początku roku określić kryteria do każdego przewidywanego sprawdzianu, przekazać je uczniom i rodzicom i stosować się do nich przy ocenianiu sprawdzianu. Dla młodszych uczniów może być to trudny do opanowania system.
Dzień dzisiejszy zaczynamy lekturą wpisu dr Marzeny Żylińskiej na jej fejsbukowym profilu, zamieszczonym tam w środę 19 lutego 202 r. wieczorem:
To wyjątkowo niewygodna książka, napisana przez nauczycielkę i adresowana do nauczycieli. Dlaczego niewygodna? Bo pokazuje drogę wyjścia z systemu wygodnego dla dorosłych i tworzenia środowiska, które wspiera rozwój każdego dziecka.
Prawda o tym, że tradycyjny system edukacji – na pozór tak wygodny dla nas dorosłych – nie wspiera rozwoju wszystkich dzieci, że wiele skazuje na porażkę, jest tematem tabu. Pernille Ripp na własnym przykładzie pokazuje, dlaczego postanowiła odejść od tego, co znała, co wyniosła ze studiów i jakie środowisko stworzyła swoim uczniom.
“Moje metody nie budowały wspólnoty, ale dzieliły dzieci na ‘mądre’ i ‘głupie’. Naklejki wręczane za pracę na 5 lub 6 nie były radosnym podkreśleniem sukcesu, ale oznaczeniem tych dzieci, które zdołały sprostać wszystkim wymaganiom nauczyciela.
Przez stygmatyzowanie wciąż tych samych uczniów jeszcze bardziej
osłabiałam ich nadszarpniętą wiarę we własne siły. Na szczęście, choć wciąż jeszcze wierzyłam w skuteczność dyscypliny, miałam też w sobie mnóstwo współczucia, do którego przyjęty przeze mnie system dyscyplinowania po prostu nie pasował.
Zrobiłam więc jedyną możliwą rzecz: wyrzuciłam do kosza kolejny system kar, ale tym razem nie wprowadzając już nowego. Postanowiłam wyleczyć się z uzależnienia od kar i nagród i kolejny rok szkolny rozpoczęłam bez kija i marchewki w dłoniach. Zamiast nich postanowiłam stworzyć wspólnotę, w któej dzieci będą jasno wiedziały, czego od nich oczekuję. … „
Tyle Pernille, a teraz mój tekst.
Wiem , że ten cytat z ksiązki Pernille oburzy wiele osób, wiem, że znów przeczytam złośliwe komentarze pod moim adresem. Ale to mnie nie zniechęci. Wpisałam to wszystko w rachunek zysków i strat. Wielu dorosłych broni obecnego systemu edukacji, tak, jakby był jedynym możliwym, równie wielu uważa go za najlepszy z możliwych, a każdą propozycję zmian traktuje jak atak na świętość. Ale prawda jest taka, że nasz system edukacji nie jest dobry ani dla dzieci, ani dla nauczycieli. Ze szkół uciekają dziś i uczniowie i nauczyciele i książka, o której tu piszę, wyjaśnia, dlaczego tak jest.
Dlatego to takie ważne, żeby pokazywać, że odejście od systemu opartego na ciągłej presji, na karach i nagrodach, na ciągłym testowaniu i porównywaniu uczniów, trzeba zastąpić systemem nie tylko bardziej przyjaznym, ale i dużo efektywniejszym. I to wcale nie jest trudne, o ile zmienimy nasze przekonania.
Książka Pernille Ripp pokazuje argumenty na rzecz zmian. Dlaczego mielibyśmy bronić systemu, który tak wiele dzieci zniechęca do nauki, tak wielu dzieciom zabiera wiarę w sens ich pracy, systemu, który jest skrajnie nieefektywny.
Dla wielu dorosłych argumenty dotyczące dobrostanu uczniów nie są żadnymi argumentami, wielu patrzy jedynie na wyniki egzaminów. I w tym merkantylnym podejściu również wszystko przemawia za zmianą i za odejściem od opresyjnej szkoły.
Od wszystkich nauczycieli, którzy oddolnie zmieniają system i wprowadzają bardziej przyjazne metody uczenia się, słyszę to samo. W tej zmienionej szkole wszystkim jest lepiej i uczniom i nauczycielom. I wszyscy powtarzają, żeby nie martwić się o wyniki. Gdy dzieci lubią szkołę, gdy się nie boją, gdy wszystkie – a nie tylko te najlepsze – mogą ze swojego rozwoju czerpać radość, to więcej się uczą, więc … wyniki są lepsze. U Pernille Ripp też tak było.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/
Wczoraj, w kolejnym spotkaniu w Akademickim Zaciszu rozmawiano o nauczycielkach, które pracują w wiejskich szkołach. Rozmówczynią była Natalia Cybort-Zioło Jak napisał prof. Leppert w zapowiedzi tego spotkania – pretekstem do jego odbycia jest jej książka – „Nie tylko siłą rzeczy. Doświadczenia emancypacyjne nauczycielek wiejskich”
Natalia Cybort-Zioło jest doktorem nauk społecznych w dyscyplinie pedagogika. Jej zainteresowania badawcze koncentrują się wokół pedagogiki emancypacyjnej, pedeutologii oraz gender studies. Pracowała jako wychowawczyni w bursie szkolnej oraz koordynatorka międzynarodowej współpracy artystycznej w instytucji kultury. Od 2017 r. zawodowo związana jest z Zachodniopomorskim Centrum Doskonalenia Nauczycieli w Szczecinie, obecnie pełni funkcję wicedyrektorki ds. rozwoju i wspomagania.
Jak zawsze – wszystkim , którym to spotkanie umknęło – umożliwiamy zapoznanie się z nim – po kliknięciu w załączony link:
Być nauczycielką wiejską – TUTAJ
Foto: www.wsiz.edu.pl/
Na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono dzisiaj tekst Katarzyny Mazur, z którego można dowiedzieć się o wynikach badań dr. Dominika Skowrońskiego z Wydziału Zarządzania UŁ, których przedmiotem był stopień korzystania z AI przez przez nauczycieli i uczniów szkół średnich. Oto obszerne fragmenty tego tekstu:
Nauczyciele mają zaległości. Uczniowie już dawno wyprzedzili ich w korzystaniu z AI
Sztuczna inteligencja jest obecna w polskich szkołach, ale jej wykorzystanie wynika głównie z inicjatywy uczniów. Zdaniem dr. Dominika Skowrońskiego z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego, młodzież posiada znacznie wyższe kompetencje w zakresie korzystania z AI niż nauczyciele. […]
Jak wskazują badania przeprowadzone przez eksperta, uczniowie szkół średnich powszechnie korzystają z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji.
– Zapytałem niemal 100 uczniów szkół średnich o to, czy korzystają ze sztucznej inteligencji w szkole. Niemal jednogłośnie stwierdzili, że tak. Zakres wykorzystania przez nich narzędzi jest szeroki. Dotyczy m.in. zgłębiania niezrozumiałych zagadnień poprzez dialog z chatbotem, wyszukiwania źródeł, ale również posługiwania się AI do tworzenia pracy domowej – wyjaśnił dr Skowroński.
Ekspert zwraca uwagę na rosnące zjawisko wykorzystywania AI do ściągania. – Uczeń robi zdjęcie kartki papieru, na której wydrukowane są zadania, wkleja zdjęcie do chataGPT i prosi o podanie rozwiązania. Następnie kopiuje odpowiedź ze smartfona, po czym za kilka dni otrzymuje ocenę, zazwyczaj bardzo dobrą – opisuje badacz.
Nie oznacza to jednak, że wszyscy uczniowie postępują w ten sposób. […]
Nauczyciele muszą sprostać nowym wyzwaniom
Rozwój AI wymusza na nauczycielach zmianę podejścia do edukacji. Ich rola powinna polegać na zarządzaniu procesem nauczania w taki sposób, aby uczniowie postrzegali sztuczną inteligencję jako narzędzie wspierające ich rozwój, a nie zastępujące ich wysiłek. – AI to asystent, który pozwala pokonywać ludzkie ograniczenia, wspiera procesy twórcze i odciąża od rutynowych zadań. Jednocześnie, żeby uczeń mógł dojść do takiego wniosku, nauczyciel powinien być w stanie zaprojektować lekcję z wykorzystaniem sztucznej inteligencji – zauważa ekspert.
Zdaniem dr. Skowrońskiego kompetencje nauczycieli w zakresie AI są na niższym poziomie niż umiejętności uczniów. Dodatkowo problemem jest biurokracja – choć wiele narzędzi AI dostępnych jest za niewielką opłatą, szkoły często nie mogą ich zakupić ze względu na brak kart płatniczych lub skomplikowane procedury rozliczeniowe. […]
Mimo tych trudności coraz więcej szkół inwestuje w szkolenia dla kadry pedagogicznej. Wspierają je również wojewódzkie ośrodki doskonalenia zawodowego. – Jest nadzieja, że sektor edukacji dokona transformacji. Pytanie, w jakim czasie się to wydarzy – podsumowuje ekspert.
Cały tekst „Nauczyciele mają zaległości. Uczniowie już dawno wyprzedzili ich w korzystaniu z AI” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
W miniony poniedziałek (17 lutego 2025 r.) na blogu „Wokół Szkoły”, Jaroslaw Pytlak zamieścił swój najnowszy tekst, w którym jego Autor zgłosił swoją ofertę pomocy w deregulacji oświaty. Uznaliśmy, że warto go upowszechnić także wśród czytających OE, a nie zaglądających systematycznie na blog „Wokół Szkoły”:
A gdyby tak zderegulować oświatę?! Chętnie pomogę…
Premier Donald Tusk powierzył misję przygotowania deregulacji polskiej gospodarki Rafałowi Brzosce, jednemu z najbogatszych Polaków, założycielowi i prezesowi firmy InPost. Już po kilku dniach powołany przez niego zespół zaprezentował pierwsze projekty zmian prawnych, otwierając równocześnie szerokim kręgom społeczeństwa możliwość zgłaszania pomysłów i wskazywania absurdów prawnych, przeszkadzających w działalności gospodarczej.
Jako jednoosobowy minimikroprzedsiębiorca miałbym do wskazania absurd, jakim jest obowiązek płacenia co miesiąc składki zdrowotnej, nawet jeśli firma nie ma żadnych przychodów, co się niestety zdarza, a od mojego wynagrodzenia za pracę etatową odprowadzana jest regularnie znacznie wyższa składka zdrowotna. Dodatkową opłatę, obciążającą firmę, zawdzięczam Polskiemu Ładowi. Czyni ona z małej działalności gospodarczej hobby, chciałoby się napisać, że nieszkodliwe, ale dla domowych finansów szkodliwe jednak bardzo.
Nie wiem, czy deregulacja pana Brzoski obejmie akurat tę działkę. Przyznaję zresztą z pokorą, że brak umiejętności stworzenia jakiegoś własnego InPostu jest tylko moim problemem, więc dłużej żalić się tutaj nie będę. Chciałbym natomiast podsunąć Panu Premierowi pomysł deregulacji polskiej edukacji, jak również zadeklarować gotowość stanięcia na czele stosownego zespołu.
Działalność placówek oświatowych umocowana jest w tysiącach przepisów, często sprzecznych, skutecznie tłumiących inicjatywę, za to generujących ogromną biurokrację. Ucieleśniają one wiecznie żywą zasadę, którą jeszcze za PRL wyłożył mój wujek Piotr: „im więcej przepisów, tym większy bajzel, a im większy bajzel, tym więcej przepisów”.
Nie dysponuję miliardami, ale w prawnych aspektach edukacji legitymuję się blisko 35. latami doświadczenia na stanowisku dyrektora szkoły. Mogę stwierdzić uroczyście, że w 1990 roku dokumenty niezbędne do prowadzenia szkoły wypełniały luźno trzy, może cztery segregatory, tymczasem obecnie zajmują ich kilkadziesiąt, nie licząc obszernych baz danych przechowywanych w chmurze. W zamierzchłych czasach pielęgnowaliśmy w szkole relacje wymieniając się myślami w rozmowach, obecnie nośnikiem relacji stały się dokumenty.
Ogromna nadregulacja prawna nie czyni nikogo szczęśliwszym, ani bardziej skutecznym. Trudna do ogarnięcia materia powoduje, że nader często zarzuca się placówkom oświatowym lekceważenie czy po prostu łamanie prawa. Jeśli nawet to prawda, to widziałbym w tym bardziej bezradność wobec materii niż złą wolę.
Czy moja praktyka, dyrektora szkoły niepublicznej jest wystarczającą przesłanką, by powierzyć mi misję deregulacji oświaty? A czy pan Brzoska z perspektywy InPostu mógł tak dobrze poznać problemy drobnych przedsiębiorców?! W obu przypadkach kluczem jest powołanie odpowiednio reprezentatywnego zespołu. A jeśli chodzi o wskazywanie absurdów i sugerowanie zmian w prawie, środowisko oświatowe z pewnością dorówna przedsiębiorcom. Materiału jest aż nadto.
Chętnie pokieruję zespołem ds. deregulacji także dlatego, że w zapowiedziach reformy programowej czytam o dekretowaniu metodyki nauczania oraz ustalaniu zasad oceniania. Wiem, że nikt tego nie będzie w stanie sprawdzać, natomiast biurokracja uzyska kolejny ogromny impuls rozwojowy. Papier i krzem przyjmą wszystko. Obawiam się, że bez deregulacji będziemy w końcu mieć w placówkach oświatowych relacje wyłącznie papierowe.
A gdyby tak trochę zaufać ludziom?!
x x x
Dla ilustracji absurd jeszcze świeżutki: konieczność od nowego roku szkolnego umieszczenia religii na skraju planu lekcji. Rzecz trudna, a przy większej liczbie klas w szkole niemal niewykonalna, chyba że kosztem uczniów, jeśli poszczególne klasy będą zaczynały zajęcia „w schodki” – od pierwszej, drugiej, trzeciej, czy nawet piątej godziny lekcyjnej. Dyrektor może szukać lepszego rozwiązania, ale w tym celu musi dowiedzieć się, ilu będzie chętnych na religię. Nie w ostatniej chwili, ale przed wakacjami, żeby oszacować potrzeby i możliwości. Nic z tego. Nie wolno zapytać rodziców, bo to podobno narusza prawa, aż do konstytucyjnych włącznie. I nie ma tłumaczenia, że chodzi o sondaż, a nie deklaracje o mocy prawnej, że nikt nikomu nie odmawia prawa zmiany decyzji, nawet w ostatniej chwili, że służy to, koniec końców, samym uczniom. Nie wolno i już!
To typowy przykład sytuacji, w której prawo wprowadzone w oświacie jest bardzo trudne do zrealizowania w praktyce. Podobnie było zresztą np. w szeregiem zarządzeń covidowych podczas pandemii. Co ma więc uczynić dyrektor szkoły? Nieważne, nikogo to nie obchodzi. Ma być dobrze i już! No więc dyrektor klnie w duchu na czym świat stoi i… marzy o deregulacji…
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Wczoraj w „Akademickim Zaciszu” odbyła się ciekawa rozmowa na temat „Jak (nie) piszemy o edukacji?”. Jako rozmówcę, którego rolą będzie udzielanie odpowiedzi na zadawane w tym obszarze tematycznym pytania jego Gospodarz „Zacisza” – prof. Roman Leppert zaprosił Przemysława Wilczyńskiego – dziennikarza Tygodnika Powszechnego. Jest on dziennikarzem działu „Kraj” tego tygodnika, który specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem – nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Trzykrotny laureat Nagrody Dziennikarzy Małopolski w kategorii „Publicystyka”. Autor książki „Jan Kaczkowski. Życie pod prąd”, wydanej przez WAM biografii zmarłego w 2016 r. twórcy hospicjum św. o. Pio w Pucku.
Wszyscy, którzy wczoraj nie mogli być widzami i słuchaczami tej poszerzającej naszą wiedzę o relacjach prasy z edukacją rozmowy, mogą to w najbardziej dogodnej dla siebie porze uczynić, klikając załączony poniżej link:
Jak (nie) piszemy o edukacji? – TUTAJ
Dzisiaj proponujemy lekturę kolejnego tekstu Danuty Sterny z jej bloga „Oś świata”:
Bezpiecznie bo – kształtująco
Bardzo trudno jest czegokolwiek się nauczyć, gdy myślimy, że coś nam zagraża i się boimy. Ocenienia może wzbudzać obawy uczniów.
Ocenianie kształtujące stwarza warunki, w których uczniowie mogą się czuć bezpiecznie.
Sprzyjające środowisko jest tworzone poprzez budowanie zaufania i partnerstwa pomiędzy nauczycielem a uczniami.
Ocenianie kształtujące zapewnia, że:
-uczeń jest poinformowany, co go czeka, a często ma też wpływ na określanie celów i kryteriów,
-w czasie procesu uczenia się, zamiast stopni uczeń otrzymuje informację zwrotną, dlatego nie obawia się otrzymania negatywnego stopnia,
-nauczyciel monitoruje pracę uczniów i dostosowuje metody nauczania do potrzeb uczniów, a cele uczenia się stanowią takie wyzwanie, które jest możliwe do zrealizowania dla ucznia,
-uczeń ma możliwość zapytania nauczyciela o wszelkie nasuwające się wątpliwości,
-uczeń jest doceniany (na postawie spełnienia kryteriów sukcesu), za to co zrobił dobrze, w ten sposób uczeń buduje swoje poczucie kompetencji,
-uczeń może poprawić swoją pracę, korzystając z przekazanych mu w informacji zwrotnej wskazówek, wie, co i jak może poprawić.
-uczniowie mogą wykonywać prace zespołowo i uczyć się od siebie wzajemnie,
-proces nauczania oparty jest na samodzielności i odpowiedzialności uczniów za własny proces uczenia się.
Dokąd zmierzam?
Uczeń zna cele lekcji oraz kryteria sukcesu, czyli wie, dokąd zmierza i jak rozpozna, że dotarł na miejsce. Dzięki temu nie musi się domyślać, po co i czego będzie się uczył.
Zadania zadawane przez nauczyciela mają również kryteria sukcesu, aby uczeń sam mógł ocenić, czy dobrze wykonał zadanie.
Przystępując do sprawdzianu uczeń również wie, jakie są kryteria sukcesu, co pozwala mu się, przygotować do sprawdzianu i buduje jego poczucie bezpieczeństwa. Uczeń nie jest zaskakiwany (np. na sprawdzianie) wymaganiami w stosunku do jego pracy.
Moim zdaniem kryteria sukcesu powinny nazywać się – kryteriami wzrostu, gdyż termin – „sukces” kojarzy się z zakończoną już z sukcesem pracą, a ocenianie kształtujące zakłada zaangażowanie w ciągły rozwój. Nauczyciel stawia przed uczniami ambitne wyzwania i wierzy, że są w stanie (wkładając wysiłek) je osiągnąć.
Gdzie jestem teraz?
Podczas procesu uczenia się uczniowie i nauczyciel zbierają dowody na uczenie się uczniów i na osiąganie przez nich kryteriów rozwoju. Uczniowie dowiadują się przy pomocy informacji zwrotnej – „gdzie są” w procesie uczenia się. Informację zwrotną mogą otrzymać: od nauczyciela, od kolegi lub koleżanki lub od samego siebie. Informacja zwrotna jest zawsze ścisłe związana z wcześniej określonymi kryteriami.
Co dalej?
Dzięki otrzymywanej informacji zwrotnej uczniowie wiedzą, jak powinni dalej pracować, otrzymują wskazówki zarówno, jak mają poprawić już wykonaną pracę, jak nie popełnić błędu w przyszłości i też jak mają dalej się uczyć.
Nauczyciel stosujący ocenianie kształtujące w sposób ciągły monitoruje uczenie się uczniów i dostosowuje nauczanie i metody dydaktyczne do potrzeb uczniów.
Nauczyciel „nie idzie dalej”, jeśli uczniowie nie są na to gotowi. Jak twierdzi profesor Carol Dweck, uczniowie nie muszą wstydzić się, ani martwić, jeśli jeszcze nie osiągnęli celów, powinni jedynie kontynuować wysiłek. Uczniowie traktowani kształtująco mogą liczyć na pomoc nauczyciela na każdym etapie nauki.
Uczniowie mogą zarówno poprawiać swoją pracę, aż będzie zadowalająca (zgodna z kryteriami rozwoju), świętować postęp i planować wspólnie następne cele.
Ocenianie kształtujące zapewnia uczniom poczucie bezpieczeństwa i samokontroli procesu uczenia się. […]
Źródło: www.oknauczanie.pl
Takie inicjatywy – i działania – jak to o które opisała na swoim fejsbukowym profilu Ewa Radanowicz zasługują na upowszechnienie. Co niniejszym czynimy – yrożnienie fragmentów tekstu podkreśleniami i pogrubioną czcionką – redakcja OE:
Cała prawda na stół … muszę, bo się uduszę …
Od kilku miesięcy wędrujemy z Pawłem Palczyńskim – Zachodniopomorskim Kuratorem Oświaty w Szczecinie po województwie zachodniopomorskim i robimy tysiące kilometrów …
Dlaczego?
Dlatego, żeby poznać realne warunki funkcjonowania edukacyjnego świata w naszym województwie i zaplanować kierunki rozwoju, które pozwolą na zmianę, ale po swojemu! Bez presji, ale krok po kroku do przodu!
Jak?
Odbywając spotkania z:
– dyrektorami,
– organami prowadzącymi,
– zainteresowanymi nauczycielami, psychologami, pedagogami, osobami, którym zależy … zależy na sensownym działaniu… cokolwiek by to nie miało oznaczać.
Organizując:
– nadradydyrektorów,
– Hackathony edukacyjne,
– wizyty w szkołach, przedszkolach,
– powiatowe debaty.
Szkoląc się razem z pracownikami KO.
Organizując wsparcie.
Po co? – Po to,
-aby „zobaczyć” jak jest!
-aby usłyszeć jak jest!
-aby podejmować działania, które będą odpowiedzią na realne potrzeby! ZADANIE z gatunku MEGA TRUDNYCH! zadań specjalnych typu „sprawy niemożliwe załatwiamy od ręki! Na CUDA trzeba poczekać”
-aby … chodź to BARDZO TRUDNE … usłyszeć czego ludzie potrzebują od Kuratora, żeby było im lepiej, sensowniej, efektywniej …
A tymczasem … tymczasem ZBIERAMY PRAWDĘ o tym jak funkcjonują przedszkola i szkoły (chyba tak jest w całej Polsce … chyba…)
-Ludzie mówią, a kurator (I ZA TO GO BARDZO PODZIWIAM!!!) uważnie słucha i NIE DAJE ZŁOTYCH RAD … słucha i czasami zabiera głos w tej dyskusji … ze zrozumieniem i empatią … w prawdzie i dużym zaufaniem do ludzi, którzy na codzień ROBIĄ EDUKACJĘ!
-Ludzie mówią … o brakach kadrowych, agresywnych rodzicach i bezsensie prawnego chaosu!
-Ludzie mówią … o potrzebie „WYSPY SPOKOJU” (to teraz będzie moje ulubione i często wypowiadane stwierdzenie!!!!) O potencjale jaki mogliby wykorzystać, ale nie mają kiedy, bo pomysły gonią pomysły … a za rogiem kolejna reforma i dalej zmiany, zmiany, zmiany …
Co z tym wszystkim zrobimy … zrobimy to co się da:
-kurator przekazuje potrzeby w MEN ,
-dyrektorzy wydziałów Wspamagania i Nadzoru Iwona Rydzkowska, Mariusz Dubojski czuwają nad sprawną komunikacją i „ociepleniem” … to ocieplenie nie oznacza kryzysu
-wizytatorzy moderują swoją pracę i nawiązują współpracę, relacje i szeroko rozumiane wsparcie (trudne, trudne, trudne..)
-ekspertki ds. rozwoju Ewa Radanowicz – blog i Anna Walkowiak składają wizyty w szkołach, wspierają w planowaniu rozwoju, uczestniczą w spotkaniach … rozmawiają … „zarażają entuzjazmem”, proponują, pomagają, słuchają …
-zespół ludzi zaproszonych do współpracy POMAGA, DORADZA i jest GOTOWY do wsparcia!
Czy to wszystko wystarczy???????? Pewnie nie, ale jesteśmy w drodze … tymczasem:
-wzmocniło się ZAUFANIE … dyrektorzy mówią: „już się nie boję jak dzwoni telefon z Kuratorium Oświaty”, „Dziękuję, że mi pani pomogła w wytyczaniu kierunków rozwoju… teraz robimy mniej, a efektywniej”, „tak, tak wiem, że mogę spokojniej realizować plan rozwoju, który miałam/miałem na konkursie … kurator mówił, żeby to robić to robię”, itp.
-dyrektorzy zaczęli się sieciować … tak oddolnie!
-można poprosić o pomoc,
-w sprawach trudnych nie szukamy winnych, szukamy rozwiązań!!!!
Za chwilę kończą się powiatowe debaty … jeszcze kilka i zacznie się czas INTENSYWNEGO ROZWOJU … Jak? Po swojemu !!! Bo dyrektorzy i nauczyciele w zachodniopomorskim to profesjonaliści ! Tego się trzymamy! […]
Źródło: www.facebook.com/ewa.radanowicz.1/










