
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Zamieszczamy dziś tekst, który jest owocem udziału jego autorki – Danuty Sterny – w konferencji „W drodze do samodzielności w uczeniu się”, która 30 maja br. odbyła się w Szkole Podstawowej im Adama Mickiewicza we wsi Skalmierzyce. Oto ten tekst bez skrótów – oczywiście zaczerpnięty z boga „OK. NAUCZANIE”
Od czego warto zacząć, aby stworzyć dla ucznia warunki dla jego samosterowności?
Konferencja w Skalmierzycach „W drodze do samodzielności w uczeniu się”
Piękna konferencja w przyjaznej uczniom i nauczycielom Szkole Podstawowej im Adama Mickiewicza. Rozmawialiśmy o samosterowności ucznia i o tym, jak stosowanie oceniania kształtującego może pomóc w osiąganiu samosterowności przez uczniów.
Wyszczególniliśmy 11 warunków, które sprzyjają samosterowności ucznia, a nawet są dla niej niezbędne. Pod koniec konferencji poprosiłam uczestników, aby wybrali jeden z warunków, nad którym zaczną pracować po powrocie do szkoły, Prosiłam o wybranie jednego, gdyż wtedy jest szansa, że faktycznie coś się w tym kierunku zadzieje.
Odpowiedzi udzieliło 67 osób.
Oto wyniki:
-Więcej samodzielności – 20
-Pomoc uczniom w organizacji procesu uczenia się, monitorowanie procesu – 9 w tym 3 osoby deklarowały prace z zeszytem ucznia.
-Wybór – 9
-Czas na rozmowę z uczniem – budowanie relacji – 7
-Przekazywanie informacji zwrotnej ze wskazówkami – 6
-Dawanie uczniom przestrzeni do przyznania się do błędu lub do trudności – 3
-Wiara w ucznia i świętowanie sukcesu – 3
-Jasno wyrażone oczekiwania – 2
-Czas na refleksję ucznia – 2
-Zapewnienie uczniom bezpieczeństwa – 2
-Możliwość odmowy – 1
2 osoby stwierdziły, że wszystkie te warunki już są obecne w ich szkole, a jedna osoba napisała, że zacznie od wprowadzania oceniania kształtującego, którego jeszcze nie ma w szkole.
Była to sonda, którą trzeba wziąć pod uwagę, planując prace nad samosterownością uczniów.
Uczestnikami konferencji, odpowiadającymi na pytanie sondy, były osoby, które chciały na nią przyjechać, czyli osoby zainteresowane doskonaleniem swojej pracy.
Źródło: www.spskalmierzyce.noweskalmierzyce.pl
W sondzie wyraźnie zwyciężyła – samodzielność ucznia. Zapewne pragniemy, aby nasi uczniowie chcieli się uczyć i byli w tym procesie samodzielni. Niestety nie stanie się to bez naszego udziału. Po stronie nauczyciela leży zaangażowanie ucznia w naukę i danie mu samodzielności w dochodzeniu do rozwiązania.
Drugie wskazanie dotyczyło – pomocy uczniom w organizacji procesu uczenia się, monitorowanie procesu. Cieszy mnie, że nauczyciele zauważają, że prowadzenie z uczniami zeszytu może w tym pomóc.
Trzecie to dawanie uczniom możliwości wyboru. Łączy się to z potrzebą autonomii, na którą zwraca uwagę teoria autodeterminacji.
Pozostałe punkty też zostały wykorzystane, zatem uznane zostały za pożyteczne warunki dla samosterowności ucznia.
Podczas konferencji dwie świetne prowadzące konferencje nauczycielki pokazały nam ćwiczenia na pobudzenie koncentracji uczniów, pochodzące z księgi „Przerywników i rozruchów”. Bardzo polecam.
Mogłam też uczestniczyć w wybranym warsztacie, ja wybrałam: Zastosowanie metody „Myślącej klasy” w rozwijaniu samodzielności w myśleniu i uczeniu się na przykładzie matematyki. Liczby i działania.Był bardzo pouczający, szkoda, że nie mogłam być na pozostałych.
Bardzo dobra konferencja, oby takich było więcej.
Źródło: www.oknauczanie.pl
Foto: https://www.gov.pl/web/edukacja/
XXX Sesja Sejmu Dzieci i Młodzieży – 29 września 2024 r. Na mównicy ministra Barbara Nowacka
Dzień po wyborach, po nocy wyborczej, która przyniosła ostateczną odpowiedź na pytania kto będzie Prezydentem RP – co jednych uradowało, a drugich wprawiło w rozpacz – i w OE nie uciekamy od polityki. Dlatego dziś proponujemy najnowszy post, dziś zamieszczony na blogu „Pedagog”, najbardziej krytycznie patrzącego na naszą edukacyjną rzeczywistość, prof. Bogusława Śliwerskiego. Może znajdziecie w jego spostrzeżeniach i refleksjach przyczyny klęski wyborczej kandydata rządzącej koalicji. Zapraszamy do lektury:
Od Sejmu Dzieci i Młodzieży do Sejmu Nauczycielskiego
Wczoraj był Międzynarodowy dzień Dziecka, ale tylko w rodzinach, bo nie w Sejmie RP
W ubiegłym roku odbyła się trzydziesta edycja Sejmu Dzieci i Młodzieży, które to wydarzenie – o dziwo – przeniesiono z Dnia Dziecka, a więc z 1 czerwca, na sesję jesienną. To był błąd polityczny. W tym roku zapewne będzie podobnie, bo wczoraj nie odbyło się posiedzenie SDiM. Być może w ogóle go nie będzie, bo wyniki wyborów prezydenta, które wciąż nie są jeszcze oparte na danych z komisji wyborczych, tylko na sondażowym pomiarze opinii wyborców, wskazują na poważne zmiany w polityce naszego kraju. „Dzieci i ryby głosu nie mają”.
Od lat piszę o tej pseudodemokratycznej farsie politycznej, która polega na wylosowaniu z ponad 150 szkół wszystkich typów i doborze spośród „chętnych” uczniów (po jednym z klasy szóstej, siódmej i ósmej), by wypowiedzieli się na ustalony przez urzędników MEN tematy. Zawsze był tylko jeden temat (problem) do debaty uczniowskiej. Tylko nieliczni jednodniowi „posłowie” wykraczali w swoich przemówieniach poza wyznaczony przez MEN zakres tematyczny. Jedni czynili to z własnej inicjatywy, inni zapewne pod wpływem dorosłych autorytetów, by podzielić się z opinią publiczną postrzeganiem bieżących wydarzeń w szkolnictwie a nawet polityce oświatowej.
W ubiegłym roku ponoć „[I]stotną zmianą było także pozostawienie młodzieży wyboru tematu obrad – w tym celu zadano jej pytanie: „Co jest dla nas najważniejsze?”. W drodze debat w szkołach, warsztatów on-line i głosowania młodzi wybrali osiem kluczowych zagadnień:
1.Nowoczesna szkoła
2.Walka z hejtem w sieci i szkole
3.Bezpieczny dom i rodzina
4.Poprawa zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży
5.Ochrona klimatu i praw zwierząt
6.Lepsze warunki do rozwijania swoich pasji
7.Dostęp do lekarzy specjalistów dla młodych ludzi
8.Wsparcie młodych w wyborze ścieżki życiowej i zawodowej”.
Jednak zobowiązano nieletnich posłów, by wypowiadali się na ostatni z tematów, skoro ten uzyskał najwięcej wskazań. Tak oto w dn. 30 września 2024 roku w Sejmie odbyła się sesja, podczas której młodzież dyskutowała na wybrane przez siebie tematy i w ostatecznym głosowaniu wskazała ten najważniejszy: Wsparcie młodych w wyborze ścieżki życiowej i zawodowej”.
Na platformie YouTube można obejrzeć wystąpienia uczniów, a na stronie SDiM zapoznać się z przyjętą przez ubiegłorocznych „posłów” uchwałą i jej uzasadnieniem. Podobnie, jak w latach poprzednich, jest to tylko i wyłącznie papier, który zawiera zapis zredagowanych treści. Obecne w czasie fragmentów obrad ministra i wiceministra edukacji zapewniały młodych o swojej trosce, staraniach władz resortu o spełnienie uczniowskich postulatów.
Nastolatkowie poznali gmach Sejmu RP, przenocowali w hotelu, otrzymali gadżety i wzmocnili w sobie poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Jedno może nieco są zawstydzeni opublikowaniem ich wystąpienia, a w większości zapewne są nim zachwyceni, także ich nauczyciele, rodzice czy członkowie rodziny. „(…) Karawana jedzie dalej…„.
Naiwnie sądzili, że jak coś zaakcentują, o coś poproszą, werbalnie zobowiążą do czegoś sprawujących władzę w MEN, to już od następnego dnia, tygodnia, miesiąca doświadczą sprawczości własnej wypowiedzi. Niestety, nie doświadczą, bo jest to niemożliwe. Ministra edukacji wcale nie była zainteresowana ich opiniami. Już przebierała nogami, by zamienić MEN na pracę w Urzędzie Prezydenta RP.
Dziecięca zabawa, gra w Sejm nie ma żadnego znaczenia dla polityki oświatowej, a tym bardziej dla koniecznych zmian, jakie powinny nastąpić w ich szkołach, klasach, w postawach ich nauczycieli, dyrektorów placówek oświatowych. Dobrze, że tego doświadczą, bo przekonają się, że populistyczna polityka, podobnie jak totalitarna, jest cyniczna. Byli potrzebni władzy do pozorowania jej rzekomo demokratycznej orientacji wobec dzieci i młodzieży.
Proponuję poszerzenie tej formuły. Zamiast obchodów Dnia Edukacji Narodowej Marszałek Sejmu RP mógłby zaprosić nauczycieli. Niech raz w roku odbędzie się w Polsce Sejm Nauczycielski, w trakcie obrad którego ustawodawcy i rządzący usłyszą prawdę o tej profesji i jej warunkach pracy. Skoro lekceważy się naukę, to nawet najbardziej atrakcyjne propagandowo przesłanki rzekomych reform na nic się zdadzą. Bez nauczycieli nic się nie zmieni w polskim szkolnictwie! Oni zaś nie będą pracować za „psie grosze”.
Przypomnę, że w dn. 14-17 kwietnia 1919 roku odbył się w Warszawie Sejm Nauczycielski, który uświadamiał rządzącym, że:
„W państwach policyjnych instytucje państwowe są podporządkowane nie społeczeństwu, lecz odwrotnie: społeczeństwo — instytucjom. Cele są narzucone z góry, nieraz wbrew interesom najszerszych warstw, niekiedy wbrew interesom narodu całego. Na straży takiego porządku rzeczy czuwa cały system rządów autokratycznych. W państwach policyjnych i szkoła służy celom narzuconym.
Nauczycielstwo nie ma nic do powiedzenia; nie jest ono w sprawach wychowania, nauczania i organizacji szkolnictwa czynnikiem współdziałającym, ani tym mniej miarodajnym, jest natomiast używane za bezkrytyczne i posłuszne narzędzie, któremu nie tylko nie wolno brać udziału w urządzaniu systemu szkolnego, ani w organizowaniu władz szkolnych, lecz w ogóle nie wolno mieć na te sprawy jakiegoś własnego poglądu, ani tworzyć jakiegoś kierunku w polityce szkolnej” (s. 81).*
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
*Szkoda, że prof. Śliwerski nie podał źródła tego cytatu. [WK]
Na dzisiejszą lekturę nieobowiązkową proponujemy tekst, który wczoraj zamieścił na swoim fejsbukowym profilu zamieścił Tomasz Pintal. W pierwszej części jest tam oczywiście o matematyce, ale druga została zainspirowana środowym spotkaniem w „Akademickim Zaciszu”. Polecamy:
Czasami dostaję zapytania związane z tym czy to co robię w kwestii popularyzowania nauki matematyki planuję w jakiś sposób zamienić na inną formę. Przykładowo czy nie warto byłoby zrobić z artykułów książki, poradnika, filmów na YouTube, kursu, etc.
Przyznam, że ostatnio sprawdzałem jak wyglądają te kwestie i najprościej mówiąc w większości z nich trzeba sporo zainwestować, a jeśli samemu się jak największej części tego nie ogarnie, to dodatkowo jeszcze sporo dołożyć do interesu, czyli nie tyle wyjść na przysłowiowe zero, lecz znacznie gorzej – na dużym minusie.
Teraz pojawia się pytanie czy i ile jest warta wiedza oraz kto i w jakich warunkach jest w stanie za nią zapłacić. Tutaj każdy zapewne sam będzie w stanie sobie odpowiedzieć lub też poszukać odpowiedzi w wielu różnych miejscach.
Ostatnio otrzymuję pytania czy pomógłbym w zrozumieniu matematyki oraz czym zechciałbym wspomagać rozwój dziecka w kontekści logicznego myślenia w oparciu o matematykę, ale także szachy czy nawet gry i zabawy logiczne. Nie ukrywam, że bardzo mnie to cieszy, bo to oznacza, że moi znajomi wiedzą gdzie uderzyć, a mówiąc nieco żartobliwie jakby to elegancko powiedziała Bernadetta Olender-Jermacz: „wiadomo, że Tomasza pomysły są naprawdę dobre, bo absolutnie nie mają prawa być słabe”
I tak – na ile mogę to chętnie pomagam tym, którzy potrzebują przewodnika w matematycznej czy też szachowej krainie, bo wiadomo, że Tomasz właśnie z takiej pomocy i wsparcia słynie!
Wczoraj w nocy po znakomitym spotkaniu w Akademickim Zaciszu w którym Profesor Roman Leppert gościł gościnię Aleksandra Jakubczak, po zakończonym spotkaniu pozwoliłem sobie w wiadomościach prywatnych napisać kilka ciepłych słów pod adresem Oli, bo odtwarzając początek spotkania byłem pod dużym wrażeniem tego czym podzieliła się z nami Ola. W skrócie: konkretnie, elegancko, bez ściemniania i pudrowania, ale za to z pozytywnym akcentem oraz bardzo istotnymi praktycznymi wskazówkami oraz pomysłami na dalsze działania. Nie muszę chyba wspomniać, że Aleksandra Jakubczak i Dorota Walter wspólnie prowadzą Przestrzeń Pozytywnej Edukacji – nauczyciele matematyki. Mają wiele pomysłów i nie zawahają się ich użyć, prawda?
No i tak rozmawialiśmy z Olą i Ola wspomniała, że gdybym miał jakieś pomysły, to prosi, abym się z nią nimi podzielił, bo być może będzie możliwość do współpracy. A ja że zwykle pomysłów mam dużo, zwłaszcza w obszarach w których się specjalizuję, to aby nie zapomnieć postanowiłem jak najszybciej stworzyć taką listę roboczą pomysłów, na które Ola mogłaby w przyszłości zerknąć i gdyby się okazało, że potrzebuje pasjonata i forma online również w pełni pasuje, to wiadomo, że może mnie wynająć do tego wyzwania, prawda? Jak nie Tomasz, to kto? Jak to (coś w sobie) masz, to wiadomo, że tylko Tomasz, tak? No jak nie jak tak?!
Potem bardziej lub mniej bespośtedniego namaszczenia (jak kto woli natchnienia) udzieliły mi jeszcze Aneta Ja-Pa i Dorota Kujawa-Weinke, więc coś mi mówiło, że to jest ten moment, że muszę to zrobić, odkładając inne mniej pilne sprawy.
No i zrobiłem. Opracowałem listę 30 tematów*, które przez ostatnie prawie 8 lat analizowałem, testowałem, poprawiałem i dzieliłem się nimi na moim blogu matematycznym. Po co? Tak jak mówię: przede wszystkim, aby wspierać nauczycieli, którzy uczą matematyki w szkole podstawowej, a czasami nie wyrabiają na zakrętach, ledwie są w stanie dotrwać do kolejnego semestru, więc jeśli mogę dołożyć od siebie cegiełkę, to czemu nie, prawda?
Lista wybranych zagadnień matematycznych zawiera jak wspomniałem 30 tematów (czy nieco dokładniej punktów) o których mogę poopowiadać lub też wyjaśnić krok po kroku jak to zrobić w warunkach praktycznych. Inaczej mówiąc, jest to moja oferta do osób, które potrzebują w tych tematach wsparcia (zarówno nauczyciele jak i uczniowie) i zgadzają się na to, że będzie to zrealizowane w formie zdalnej (online).
Myślę, że dzięki temu może pojawić się kolejna okazja, że ktoś będzie poszukiwał mnie, a ja już mam ofertę, więc reszta to kwestia dogadania końcowych warunków. Dodam, że w zależności od potrzeb mogę te punkty odpowiednio zmodyfikować. Zresztą wszystko jest wyjaśnione na ostatniej stronie (zdjęciu).
Przy okazji serdecznie dziękuję wszystkim, którzy korzystają z moich umiejętności tłumaczenia i wspierania w matematyce i szachach oraz polecają mnie innym. To dla mnie jest to bardzo duża pomoc i wsparcie, nawet jeśli może niektórym z was wydawać się drobnostką. Pamiętajmy, że punkt widzenia (oceniania) zależy od punktu widzenia (perspektywy), prawda kochani?
Przy okazji wyjaśniam dlaczego tak bardzo Was chwalę i dopinguję kochani: wielu z was mówi, że są to bardzo ważne dla Was słowa i że jesteście za nie wdzięczni oraz cieszycie się, że ktoś to zauważa. Ja już wiele razy mówiłem, że w pewnym momencie życia dałem sobie słowo i przyrzekłem sobie, że jeśli będę pewien, że dana osoba robi znakomitą robotę i wspiera innych to będę starał się okazywać WDZIĘCZNOŚĆ. To nie jest tak, że ja chwalę wszystkich, wszędzie i zawsze. Ba! Potrafię bardzo mocno krytykować jeśli mam ku temu powody, ale również chwalić ile tylko jestem w stanie, gdy jestem przekonany, że „Tomasz to jest ta kolejna osoba, której obiecałeś, że będziesz ją wspierał dobrym słowem, dając słowo sobie!”
Mam nadzieję, że teraz wszystko jasne. Było i jest wiele osób, które wspierało mnie w moim życiu, więc ja się po prostu odwdzięczam i jednocześnie z całego serca dziękuję, bo DOSKONALE zdaję sobie sprawę z tego jakie jest to poświęcenie i z jakimi wyrzeczeniami się wiąże. Naprawdę to wiem i nawet wiem to zbyt dobrze. No i właśnie z uwagi na to po prostu „chwalę pod niebiosa”, bo inaczej nie potrafię (tzn. potrafię, ale nie chcę).
Zawsze chciałem żyć wśród ludzi dobrych, pomocnych, życzliwych, kochanych, mądrych oraz wzajemnie się wspierających. Dla mnie to jest taki przysłowiowy raj na ziemi!
Źródło: www.facebook.com/tomasz.pintal/
*Na zakończenie tego posta kolega Tomasz Pintal zamieścił zdjęcia czterech stron tekstu, na których zapisał owe tematy, które w ostatnich latach przemyśliwał i analizował. Oto pierwsza strona tego tekstu oraz link do wszystkich czterech:
Całość dostępna jest TUTAJ
Ostatnie majowe spotkanie w „Akademickim Zaciszu” poświęcone było zmianie sposobu uczenia się, którą obserwujemy między kolejnymi generacjami, a konkretniej – poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie „Jak uczy się matematyki pokolenie Alfa?”
Do udziału w rozmowie na ten temat prof. Roman Leppert zaprosił Aleksandrę Jakubczak, która wspólnie z Dorotą Walter prowadzi portal „Przestrzeń Pozytywnej Edukacji”.
Tradycyjnie zapraszamy wszystkich, którzy wczoraj nie mogli śledzić tej rozmowy, a są zainteresowani odpowiedziami na to pytanie, aby o dowolnej i wygodnej dla siebie porze kliknęli załączony poniżej link ij ej wysłuchali:
Jak uczy się matematyki pokolenie Alfa? – TUTAJ
We wtorek, 27 maja 2025 roku, na portalu Fundacji Orange zamieszczono tekst, informujący o wynikach najnowszych badań jakościowych „Cyfrowa tożsamość młodych”
Młodzi o prywatności w internecie – nowe badanie
Czy internet dla młodych ludzi jest narzędziem, czy czymś więcej? Co myślą o prywatności w sieci? Czego się obawiają, a do czego nie przywiązują większej uwagi? Poznajcie wyniki badania jakościowego, które jest częścią raportu „Dojrzeć do praw”. Pełne opracowanie z monitoringu praw dziecka w środowisku cyfrowym opublikujemy jesienią.
Co o internecie mówią osoby w wieku 12-17? Pokazują to wyniki badania jakościowego1, które realizowane jest na potrzeby drugiego raportu „Dojrzeć do praw”. Pokaże on stan poszanowania praw i podmiotowości dziecka w środowisku cyfrowym. Oprócz badań z młodzieżą, znajdą się w nim opinie ekspertów i ekspertek, dając tym samym obraz najbardziej palących wyzwań. Jednym z nich jest kwestia prywatności w internecie.
– Badania jakościowe pozwalają lepiej poznać wyzwania cyfrowego świata młodzieży. Temat prywatności i ochrony wizerunku, który podejmujemy w raporcie „Dojrzeć do praw”, jest też odpowiedzią na opinie dzieci i młodzieży zebrane podczas badań w pierwszej edycji. Oprócz perspektywy młodych, przedstawimy w nim też opinie ekspertów i ekspertek, którzy ocenią stan poszanowania praw i podmiotowości dzieci w środowisku cyfrowym – mówi Małgorzata Kowalewska, Członkini Zarządu ds. Programowych Fundacji Orange.
Korzystanie z sieci jest „przezroczyste”
Chociaż badani mówią, że internet nie jest dla nich bezpiecznym miejscem i czują się zmęczeni nadmiarem bodźców, to trudno jest im się „odłączyć”. To tu realizują swoje potrzeby, uczą się, bawią, odpoczywają, rozwijają pasje i budują relacje. Rozmowy na komunikatorach, oglądanie filmików, szukanie informacji w sieci jest „wtopione” w ich codzienność i odbywa się niejako „przy okazji”. Internet nie jest tylko narzędziem, ale przestrzenią, w której prowadzą część swojego życia.
Między lękami a lajkami
Młodzi jasno mówią o tym, że sieć jest pełna zagrożeń, także dla ich prywatności i wizerunku. Jedni potrzebują zatem pozostać anonimowi, inni selekcjonują, co na ich temat może się ukazać online. Ważna jest dla nich potrzeba bycia popularnymi i lubianymi. Łączy ich jednak poczucie lęku przed hejtem i negatywnymi komentarzami. Boją się, że zdjęcie lub film z ich udziałem mogą być wykorzystane wbrew ich woli, a nawet zmodyfikowane w oparciu o sztuczną inteligencję.
Zazwyczaj radzą sobie z tym na poziomie koleżeńskim – pytając się o zgodę na publikację zdjęć. Nadal jednak pozostają w napięciu, co zadzieje się z wrzuconą treścią. Zaznaczają, że w kwestii publikowania ich wizerunków rzadko są pytani o zgodę przez dorosłych. Często odczuwają dyskomfort związany z byciem fotografowanym w szkole i przymus, żeby być na zdjęciach.
Ślady w sieci
Młodzi badani wiedzą, że nie należy podawać swoich danych czy klikać w linki od nieznanych i podejrzanych nadawców. Niektórzy starają się zachować anonimowość poprzez pseudonimy i awatary. Dość ograniczona jest jednak ich świadomość, jakie informacje zostawiają na swój temat: historię przeglądania, lokalizację, preferencje czy ślady aktywności w mediach społecznościowych od polubień i komentarzy po cookies i metadane zdjęć.
Prawa młodych w internecie pod lupą
Monitoring praw i podmiotowości dziecka w środowisku cyfrowym to stała inicjatywa Fundacji Orange i jej Rady Programowej. Pierwszy raport ukazał się w roku 2023, a premiera drugiego zaplanowana jest na listopad 2025 i zbiegnie się z obchodami 20-lecia organizacji. Na raport składają się oceny szerokiego grona eksperckiego (dobranego metodą kuli śniegowej), wyniki badań jakościowych z młodzieżą i analiza prawna. Ramą merytoryczną opracowania jest Komentarz ogólny nr 25 do Konwencji o Prawach Dziecka ONZ.
– – – – – –
1 – Badanie jakościowe „Cyfrowa tożsamość młodych” zostało zrealizowane w lutym 2025 roku przez pracownię badawczą Empowermind (zespół: Anna Buchner, Katarzyna Fereniec-Błońska, Maria Wierzbicka-Tarkowska). Indywidualne wywiady pogłębione przeprowadzono łącznie z 27 osobami (13 chłopców i 14 dziewczyn) w wieku od 12 do 17 lat.
Badanie skonsultowano pod kątem metodologicznym i etycznym z dr Aleksandrą Zalewską-Królak – współkoordynatorką sieci badawczej Sociology of Children and Childhood Europejskiego Stowarzyszenia Socjologicznego (ESA) oraz przewodniczącą Sekcji Socjologii Dzieci i Dzieciństwa Polskiego Towarzystwa Socjologicznego (PTS).
Źródło: www.fundacja.orange.pl/aktualnosci/
Oto obszerne fragmenty tekstu Katarzyny Stefańskiej, zamieszczonego dzisiaj na stronie „Gazety Wyborczej ŁÓDŹ”:
Nauczyciele do MEN: Dość darmowej pracy! Przestańcie gadać, zacznijcie płacić
[…]
Z początkiem czerwca Ministerstwo Edukacji Narodowej planuje powołać zespół do spraw pragmatyki zawodowej nauczycieli. Ma zająć się tym, czym – jak twierdzą sami zainteresowani – nikt nie powinien się już zajmować, bo wszystko jest jasne. – Godziny nadliczbowe to praca. A za pracę trzeba zapłacić. O tym mówi Sąd Najwyższy. Mówią eksperci. Mówią związkowcy. Tylko resort edukacji mówi: porozmawiajmy – komentują łódzcy nauczyciele.
– Problemem jest kwestia płacenia za godziny nadliczbowe, jeżeli wycieczka trwa kilka dni, a nauczyciel sprawuje opiekę nad uczniami przez cały wyjazd. Dużym problemem i to – moim zdaniem – poważniejszym niż sama treść przepisów, są złe praktyki. Z przepisów wprost wynika, że nauczyciel powinien otrzymać delegację służbową, powinien mieć zachowane normy czasu zarówno dobowego, jak i tygodniowego, tyle tylko, że tego się nie stosuje. I chodzi o to, by wreszcie MEN to wyegzekwował – tłumaczy Urszula Woźniak, wiceprezeska ZNP.
Sąd Najwyższy nie zostawił wątpliwości: jeśli Karta nauczyciela milczy, obowiązuje Kodeks pracy. A ten mówi jasno – za nadgodziny należy się albo czas wolny, albo dodatkowe wynagrodzenie. Tyle że w szkołach od lat obowiązuje inna logika: ideowości.
Resort do tej pory miał inne zdanie w sprawie. Łódzki kurator Janusz Brzozowski w rozmowie z „Wyborczą” mówił ostatnio: – W Karcie nauczyciela nie ma czegoś takiego jak nadgodziny. Są godziny ponadwymiarowe, ponad pensum. Dodatkowe działania, które nauczyciel wykonuje, czyli przygotowywanie się do lekcji, sprawdzanie prac klasowych, udział w zebraniach rad pedagogicznych, spotkaniach z rodzicami czy spotkaniach z uczniami, mają odbywać się w ramach 40-godzinnego tygodnia pracy.
– To bzdura – odpowiadają nauczyciele. – To, co robiłam po lekcjach – wyjazdy, konkursy, projekty – było oczywistością. Nikt nie płacił, nikt nawet nie udawał, że powinien – mówi nauczycielka historii. – Jak ktoś pracuje więcej, powinien dostać więcej. To nie wymaga prac zespołu. Tylko odwagi, by powiedzieć: dość darmowej pracy. […]
Poseł KO i były dyrektor łódzkiej szkoły Marcin Józefaciuk: – W 2019 roku w nauczycielach coś pękło. To był moment, w którym przestali wierzyć, że można pracować „dla idei” i nie zwariować. Bo tu nie chodzi o to, że nie chcemy robić, że jesteśmy leniami i leserami. Widzimy sens naszej pracy. Ale samej idei nie włoży się do garnka.
Nadgodziny nauczycieli to nie tylko kwestia godzin przy tablicy. Problemem są także godziny „niepoliczalne”: kiedy nauczyciel jedzie z uczniami na zieloną szkołę, organizuje akademię, przygotowuje do olimpiady. – Jeśli mam dwie nadgodziny z angielskiego, ale zamiast poprowadzić lekcję, jadę z uczniem na konkurs, nie dostaję zapłaty ani za jedno, ani za drugie. Jestem stratny dwa razy – tłumaczy Józefaciuk.
– Zastanawiam się, po co to wszystko, dyskutowanie mija się z celem – mówi Włodzisław Kuzitowicz, ekspert edukacyjny i nauczyciel z 40-letnim stażem. – Za moich czasów na wycieczkę jechało się za „frajer”. Nawet było powiedzenie „Ze mną grzecznie, ja społecznie” – i nikt nie pomyślał, żeby upominać się za zapłatę. Ale wtedy nie było poczucia krzywdy dotyczącej wynagrodzeń. Czasy się zmieniły. Nauczyciele mają dość, a na tym tracą uczniowie i traci edukacja. […]
– Nie chcemy rewolucji – podkreśla poseł Józefaciuk. – Chcemy ewolucji: ewidencji godzin, szacunków czasu pracy, rzeczywistego rozpoznania zakresu obowiązków. Nauczyciel musi móc pokazać, co robi ponad to, co ma zapisane w pensum.
Średni tydzień pracy nauczyciela to nie 40, ale 47 godzin – tak wynika z badań. Dla wielu osób to bliżej 60. W 2023 roku Rober Górniak przeprowadził ankietę, próbując oszacować godziny pracy nauczycieli. Ekstremalny przypadek wyniósł 72 godziny tygodniowo. […]
– Konsultacje, dokumentacja, zespoły, rady, wywiadówki. W sobotę patrzysz na torbę z kartkówkami i mózg nie odpoczywa. W niedzielę myślisz o uczniu, którego przygotowujesz do olimpiady. Nie mamy gdzie się wyłączyć – mówi historyczka.
Ustawodawcy pozostaje dziś decyzja: albo wprowadzić zmiany, albo czekać na kolejne pozwy. Związkowcy ostrzegają: sądy zrobią to, czego nie zrobi resort.
Prace legislacyjne mają się wkrótce rozpocząć.
Cały tekst „Nauczyciele do MEN: Dość darmowej pracy! Przestańcie gadać, zacznijcie płacić” – TUTAJ
Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/
Oto fragmenty tekstu, zamieszczonego dziś wczesnym rankiem na stronie „Gazety Wyborczej”:
Szkoła na marginesie kampanii. Nawrocki chciał grać „seksualizacją dzieci”, ale nie wyszło
Edukacja w kampanii prezydenckiej właściwie nie istnieje. Nawrocki chciał grać rzekomą seksualizacją dzieci i nowym przedmiotem edukacja zdrowotna. Ale Trzaskowski wybił mu ten argument z ręki.
Jeszcze na początku marca, po konwencji wyborczej Karola Nawrockiego w podwarszawskich Szeligach, zdawało się, że PiS będzie chciał uczynić z edukacji jeden z mocniejszych tematów w tej kampanii prezydenckiej.
– O edukacji powinniśmy myśleć długofalowo, a nie tylko kadencją – mówił Nawrocki. Przekonywał, że „najważniejsze są nasze dzieci„. Nawoływał do kompromisu partyjnego w tej sprawie i wymieniał, czego oczekuje od systemu oświaty.
Od razu zaznaczył, że zależy mu na tym, by „uczeń ze szkoły wyszedł Polakiem„, cytując Wincentego Witosa.
Przedstawił też swój siedmiopunktowy plan dla szkół:
1.Nie dla smartfonów w szkołach […]
2.Odbiurokratyzowanie szkoły […]
3.Prace domowe mają wrócić.
4.Wykorzystanie czarnkowych „Laboratoriów przyszłości”. […]
5.Darmowe lekcje prawa jazdy dla pełnoletnich uczniów.
6.”Tak” dla projektu ZNP o powiązaniu nauczycielskich płac ze średnią w gospodarce […]
7.Nawrocki strażnikiem praw rodzica. […]
To ostatni punkt miał być prawdziwym politycznym paliwem dla kandydata PiS-u. Nawrocki na początku grudnia wystąpił na proteście na pl. Zamkowym w Warszawie przeciwko wprowadzaniu nowego przedmiotu edukacji zdrowotnej. Wtedy jeszcze ministra edukacji Barbara Nowacka stała twardo na stanowisku, że będzie on obowiązkowy i zastąpi nieobowiązkowe wychowanie do życia w rodzinie. Środowiska prawicowe i ultrakatolickie – jak Ordo Iuris – mówiły, że to „seksualizacja uczniów” i odnosiły się do jednej z dziesięciu części proponowanej podstawy programowej. […]
Ale sztab jego głównego konkurenta Rafała Trzaskowskiego dość szybko wytrącił Nawrockiemu argumenty z ręki. Kandydat KO na prezydenta opowiedział się za tym, by przedmiot był nieobowiązkowy. Ocenił, że lepiej ostudzić emocje i z czasem przekonać rodziców, że to, co jest w programie, naprawdę się przyda. […]
Od tamtego czasu temat edukacji właściwie nie istnieje w tej kampanii. Od II tury wyborów prezydenckich dzieli nas kilka dni i już jest jasne, że oświata wylądowała na marginesie. […]
Kandydat KO zadeklarował, że jego priorytetem będzie poprawa warunków pracy nauczycieli oraz modernizacja polskiej szkoły. Podkreślał, że „nauczyciele zasługują na szacunek, stabilne warunki pracy i wsparcie„.
Cały tekst „Szkoła na marginesie kampanii. Nawrocki chciał grać „seksualizacją dzieci”, ale nie wyszło” – TUTAJ
Źródło: www.eyborcza.pl
Tym razem tekst Danuty Sterny, jak zwykle z bloga „OK.NAUCZANIE”, który prezentujemy poniżej, składa się z dwu części. Ale całość jest o tym jak zarządzać z troską i jak nauczać z troską.
Troska
Jak zamienić przywództwo oparte na kontroli, na podejście oparte na trosce i łasce? W tym artykule jak zarządzać z troską i jak nauczać z troską.
Obecne trudne czasy takiej zmiany w przywództwie i nauczaniu potrzebują:
Przywództwo z troską
Przywództwo oparte o troskę nie jest ani miękkie ani pobłażliwe. Musi być wyjątkowo silne, aby utrzymać przestrzeń dla ludzi i dobre efekty pracy. Wymaga cierpliwości, zrozumienia i współczucia, przy jednoczesnym zachowaniu jasnych oczekiwań i wymogu odpowiedzialności. Troska nie zastępuje odpowiedzialności, ona ją wzmacnia. Nie chodzi o ignorowanie błędów ani obniżanie oczekiwań. Chodzi o uznanie w obopólnym szacunku – starań pracowników, ich zmagań.
W tej części 6 wskazówek dla dyrektora do uwzględniania troski.
1. Pozytywne założenia
Założenie, że ludzie mają dobre chęci i intencje. Chcę dobrze pracować i mieć sukcesy. Działają w dobrej wierze, nawet gdy czasami popełniają błąd i ich wyniki nie spełniają oczekiwań.
Pytaniem kluczowym jest: Co się stało, że się nie udało? i Co można zrobić w przyszłości?’
2. Zaufanie i autonomia
Dawanie pracownikom autonomii, okazywanie zaufania, żeby mogli podejmować wyzwania. Takie podejście buduje zaufanie i lojalność, które prowadzą do długoterminowych dobrych rezultatów.
Kluczowe zdania: Wierzę, że ci się uda, próbuj i Możesz liczyć na moją pomoc.
3. Spokój
Niereagowanie emocjonalne.
Okazywanie emocji jest zaraźliwe i może podsycić strach, postawę obronną lub wycofanie. W sytuacjach trudnych trzeba wziąć oddech, zatrzymać się i emanować spokojem.
Ten rodzaj przywództwa emocjonalnego nie tylko chroni morale zespołu — modeluje sposób bycia, który zaprasza innych do kierowania sobą z większą uwagą.
Kluczowe zdania: Wszystko da się w spokoju wyjaśnić i Wysłuchajmy się wzajemnie.
4. Nierozstrzyganie konfliktu
W konflikcie jest presja, aby wziąć jedną ze stron. Zdecydować – kto ma rację, a kto się myli. Konflikt często jednak nie wynika ze złych intencji, ale z różnych doświadczeń, perspektyw i interpretacji. Rolą lidera nie jest wzajemne tłumaczenie stronom, kto ma rację, powinien on mieć w sobie miejsce dla wielu prawd. Ważne, aby strony pozostały w stosunku do siebie w szacunku i znajdywały przestrzeń do porozumienia. Strony konfliktu powinny być wysłuchane i czuć, że nieporozumienie nie podważa ich godności.
Kluczowe zdania: Wysłuchajmy się wzajemnie i Opowiedzcie jak to wygląda z waszej strony?
5. Ofiarowanie pomocy
Pracownicy powinni czuć, że mogą liczyć na pomoc i zrozumienie przywódcy. Ważne jest patrzenie w przyszłość, a nie w przeszłość, wyciąganie wniosków na przyszłość.
Kluczowe zdania to: Co zamierzasz zrobić następnym razem? i Jak mogę ci pomóc?
6. Wymaganie kompetencji i odpowiedzialności
Przywódca kierujący się troską nie tylko egzekwuje spełnienia oczekiwań, ale szuka okazji, jak pomóc, aby praca była wykonana dobrze. Praca pracownika jest wspólnym interesem lidera i pracownika i odpowiedzialność za nią jest wspólna. Troska tworzy psychologiczne bezpieczeństwo, które pozwala ludziom podejmować ryzyko, przyznawać się do błędów i w pełni współpracować.
Wprowadzenie większej troski do przywództwa nie wymaga całkowitej zmiany. Nawet niewielkie zmiany w języku mogą zrobić dużą różnicę.
– Pomóż mi zrozumieć…, zamiast Dlaczego, tak zrobiłeś….
– Czego potrzebujesz, żeby wrócić na właściwe tory? lub Jak mogę pomóc? zamiast – Tak nie powinno się postępować
– Miałem podobny problem, zamiast To nie jest do zaakceptowania
Przywództwo oparte na trosce nie polega na byciu pobłażliwym, ale na byciu wystarczająco silnym, aby wspierać innych w chwilach niepokoju i niepewności, jednocześnie wytyczając jasną ścieżkę w przyszłości.
Inspiracja artykułem Julie Winkle Giulioni
Troska w nauczaniu
Troska w nauczaniu jest niezbędna. Uczeń potrzebuje jej, bez niej nie ma uczenia się.
W tej części przyjrzymy się 6 wskazówkom z poprzedniej części i zastanowimy się jak one działają dla nauczycieli.
1. Pozytywne założenia
Nauczyciel zakłada i wierzy w to, że uczniowie mają dobre chęci i intencje. Chcę się dobrze uczyć i mieć sukcesy. Działają w dobrej wierze, nawet gdy czasami popełniają błąd i ich wyniki nie spełniają oczekiwań.
Pytaniem kluczowym jest: Co się stało, że się nie udało? i Co można zrobić w przyszłości?’
2. Zaufanie i autonomia
Dawanie uczniom autonomii, umożliwianie wyboru i podejmowania samodzielnych decyzji. Okazywanie zaufania, żeby mogli podejmować wyzwania. Takie podejście buduje dobre relacje i wzajemne zaufania, które prowadzą do długoterminowych dobrych rezultatów.
Kluczowe zdania: Wierzę, że ci się uda, próbuj i Możesz liczyć na moją pomoc.
3. Spokój
Niereagowanie emocjonalne. Okazywanie emocji jest zaraźliwe i może podsycić strach, postawę obronną lub wycofanie. W sytuacjach trudnych trzeba wziąć oddech, zatrzymać się i emanować spokojem.
Uczniowskie emocje bywają bardzo eksponowane, ale to nauczyciel jest dojrzałą osoba i powinien dawać przykład będąc opanowanym człowiekiem.
Kluczowe zdania: Wszystko da się w spokoju wyjaśnić i Wysłuchajmy się wzajemnie.
4. Nierozstrzyganie konfliktu
Jeśli w klasie jest konflikt, to nauczyciel nie musi od razu go rozstrzygać. Lepiej jest wysłuchać obu stron, dać wszystkim czas na zastanowienie, a dopiero potem podejmować decyzję – kto ma rację, a kto się myli. Ważne, aby strony pozostały w stosunku do siebie w szacunku i znajdywały przestrzeń do porozumienia. Strony konfliktu powinny być wysłuchane i czuć, że nieporozumienie nie podważa ich godności.
Kluczowe zdania: Wysłuchajmy się wzajemnie i Opowiedzcie jak to wygląda z waszej strony?
5. Ofiarowanie pomocy
Uczniowie powinni móc liczyć na pomoc nauczyciela. Ważne jest patrzenie w przyszłość, a nie w przeszłość. Wyciąganie wniosków na przyszłość.
Kluczowe zdania to: Co zamierzasz zrobić następnym razem? i Jak mogę Ci pomóc?
6. Wymaganie kompetencji i odpowiedzialności
Właściwe jest stawianie przed uczniami ambitnych celów. Powinny one być realistyczne, ale wymagające od uczniów włożenia wysiłku. Uczniowie powinni czuć odpowiedzialność za swoją naukę. Ale również muszą mieć poczucie kompetencji, widzieć, że robią postępy.
Troska tworzy psychologiczne bezpieczeństwo, które pozwala uczniom podejmować ryzyko, przyznawać się do błędów i się rozwijać.
W sumie warto się troszczyć w każdych warunkach.
Źródło: https://oknauczanie.pl/7075-2
Dziś zapraszamy do lektury, nieco dłuższego nuż zazwyczaj, tekstu, który nasz znajomy – Tomasz Pintal – zamieścił wczoraj na swoim fejsbukowym profilu. Polecamy przeczytać do końca, bo jest tam nagroda za wytwałość:
Od wielu lat, a nawet kilku dekad, zastanawiam się nad tym czy jest jakaś wiedza ogólna, którą koniecznie człowiek współczesny musi znać. No i tak w każdej dekadzie coraz bardziej zmienia się to czym jest definicja „wiedzy ogólnej”. Niektórzy twierdzą, że jest to taka powiedzmy Wiedza Fundamentalna, więc pytanie czym to tak naprawdę jest?! Tego nie wiem, ale na pewno jest to ciekawe zagadnienie – szczególnie w kontekście tego jak się ono zmienia.
W ostatnich 5-6 latach edukacja zmienia się w naszym kraju tak, że trudno nie tyle nadażyć ile zrozumieć w jakim kierunku zmierza i jakie przyniesie skutki ta zmiana (a raczej stałe zmiany).
Od około 20 lat zastanawiam się w jaki sposób dzieci uczą się myślenia, a w szczególności jak można im pomóc w tym procesie, aby były w stanie myśleć logiczne, krytycznie oraz mieć umiejętność odróżniania prawdy od fałszu. Jak sprawić, żeby dzieci i młodzież były w stanie myśleć niezależnie, ale jednocześnie poprawnie.
W matematyce są 4 filary, które są podstawą tego, aby mieć absolutną pewność, że podążamy we właściwym kierunku, a nie tylko tak nam się wydaje. Tymi filarami są: spójność, logiczność, wynikowość i poprawność.
–Spójność to znaczy, że jedno jest spójne z drugim. Spójne czyli jakie? Takie, które się klei do innych części. Często mówimy, że coś się klei czyli, że widać połączone części ze sobą.
–Logiczność to znaczy za pomocą zasad logiki. Zasady logiki to takie z których coś wynika, czegoś możemy się pozbyć, coś możemy udowodnić, coś na pewno jest prawdą lub fałszem, etc. Od razu mówię, że formalnie zasad logiki uczymy się w nieco późniejszym etapie nauki – częściowo w szkole średniej, a w nieco większym zakresie – w szkole średniej. Tak czy inaczej logika jest czymś na czym budujemy nasz świat, aby stwierdzić czy coś jest prawda czy fałszem… i to nie tylko w matematyce. Tym się zajmowali już dawno temu wielcy uczeni i rozwijali te zasady, tak aby były nieśmiertelne.
–Wynikowość to znaczy, że jedno wynika z drugiego. Mówiąc nieco prościej jeśli coś jest wynikowe, to znaczy, że łączy się w prostej linii z tego co było poprzednio ustalone, udowodnione czy też odpowiednio przekształcone w zgodzie z zasadami logiki i matematyki (np. odejmowanie tej samej wartości od obu stron równania). Jeśli coś nie wynika z poprzednich rozważań, wówczas pojawia się poczucie, że brakuje spójności. Albo jeszcze bardziej, że coś zostało pominięte. To trochę tak jakbyśmy mierzyli krokami odległość małego boiska (powiedzmy 20-30 metrów) i nagle zamiast dostawić kolejny krok, to ktoś przeniósłby nas magicznie kilka metrów dalej. Coś chyba by nam się nie do końca zgadzało w tym procesie, prawda?
–Poprawność to najczęściej kwestia techniczna, czyli tak zwany poprawny zapis (symboliczny i rachunkowy). Przykładowo jeśli brakuje poprawności, wówczas w procesie sprawdzania może się okazać, że gdzieś zgubiliśmy jakąś wartość lub błędnie ją zapisaliśmy czy przepisaliśmy. Gdy uczeń pisze bardzo niewyraźnie oraz niechlujnie, to okazuje się, że nawet jeśli dobrze rozumie zadanie i zapisuje go w zgodzie z powyższymi zasadami, to brak poprawności powoduje najczęściej, że albo nie otrzymuje żadnego punktu za zadanie albo tylko niewielką część ze wszystkich możliwych.
No i jeśli spełnione są wszystkie 4 filary o których wspomniałem, to znaczy, że nasz proces rozumowania i rozwiązywania zadań jest na pewno poprawny jak też najważniejsze – ma świetlaną przyszłość.
Teraz pytanie czy jest jakiś kanon wiedzy z matematyki, który każdy z nas musi znać? Kolejne pytanie: na jakim etapie, w jakim wieku oraz w jakich czasach. Czy jest jakieś minimum z matematyki, którego znajomość jest absolutnie niezbędna. A jeśli tak, to niezbędna do czego, komu i w jakich warunkach?
Pytań jest naprawdę wiele, a odpowiedzi – jak na lekarstwo. Niemniej spróbujmy odrobię przebić kolejne warstwy, żeby przygotować się na końcową część, która zapewne sposoba się Profesorowi Roman Leppert, który uwielbia dobry humor (ja również).
Z matematyki mamy zarówno etapy nauki jak też poszczególne klasy (roczniki). Do tego mamy coś co jest świetością czyli tak zwana podstawa programowa (PP). Niemniej jeśli owa podstawa programowa nie jest aktualizowana co jakiś czas (powiedzmy raz na 5 lat?), to może się okazać, że próbujemy nauczyć czegoś na co nie są gotowi nasi uczniowie. Dlaczego? Bo zmieniły się czasy i obecnie technologia jest na bardzo wysokim poziomie a przy okazji zalew informacji i bodźców jest niespotykany w całej historii ludzkości. Warto w tym miejscu dodać, że gdyby nie fakt, że nasz mózg (umysł) filtruje 99,9% informacji do nas docierających, to nie bylibyśmy w stanie w żaden sposób funkcjonować (coś jak zawieszenie systemu w komputerze).
Szczerze mówiąc nigdy nie rozumiałem sensu tworzenia podstawy programowej, jeśli każdy nauczyciel sam decyduje, które tematy i w jakim zakresie z niej zrealizuje (teoretycznie wszystkie, bo papier – także ten elektroniczny – wszystko przyjmie) i w jakim zakresie.
I teraz niezbędne wyjaśnienie: oczywiście tak zwana autonomia nauczyciela związana z wyborem środków w procesie dydaktycznym jest czymś czego ABSOLUTNIE nie podważam. Bardziej chodzi mi o to, że jeśli mamy 3 nauczycieli i teraz każdy z nich ma do zrealizowania 5 tematów (działów), to co wtedy, gdy:
1)Nauczyciel A zrealizuje działy: pierwszy w 10%, drugi w 15%, trzeci w 20%, czwarty w 25%, a piąty w 30%
2)Nauczyciel B zrealizuje działy: pierwszy w 20%, drugi w 20%, trzeci w 20%, czwarty w 20%, a piąty w 20%
3)Nauczyciel C zrealizuje działy: pierwszy w 30%, drugi w 25%, trzeci w 20%, czwarty w 15%, a piąty w 10%
No i właśnie zawsze mnie zastanawiało co wtedy, gdy mamy trzech uczniów, każdy ma innego nauczyciela (z tego modelu powyżej A, B i C) i chodzi do innej klasy. Co w sytuacji, gdy każdy uczeń będzie miał inna wiedzę i umiejętności oparte o pozornie identyczną podstawę programową z matematyki? Czy to dobrze, źle czy też tak ma być i jest w porządku? No i co w sytuacji, gdy dodatkowo każdy z uczniów uczy się tego działu, którego nie lubi i nie rozumie zbyt długo a tych działów, które lubi i rozumie zbyt krótko?
Myślę, że tym razem wystarczy tej inspiracji pytaniami, bo nie chcę was kochani zamęczyć. Być może niebawem napiszę coś więcej w tej kwestii, porównując w mikroskali (czy też nanoskali) naukę szkolną matematyki z nauką (indywidualną) w edukacji domowej. To mogą być ciekawe wnioski oraz możliwość stawiania kolejnych pytań. Od razu mówię, że na około 90-95% pytań, które sobie stawiam, nie znam odpowiedzi… a przynajmniej nie w momencie, gdy mam falę takich pytań. Co pewien czas próbuję znajdywać odpowiedzi na moje pytania lub też czytam to co inni pisują na te tematy (najczęściej na grupach edukacyjnych na FB oraz na profilach nauczycieli, edukatorów, etc. i w miarę możliwości w artykułach bazujących na wynikach badań naukowych oraz w różnych raportach).
A teraz niespodzianka czy jak kto woli mała nagroda jak też inspiracja dla tych, którzy po raz kolejny dotarli do końca (dla tych, którzy scrollowali także! Pamiętajcie, że nie ma obowiązku czytania absolutnie wszystkiego czym się dzielę: możecie wybierać to co dla was jest ważne, a resztę ignorować jeśli macie taką potrzebę).
Pierwsza niespodzianka to skecz w którym mamy znakomicie pokazaną sytuację związaną z tym czym jest ówcześnie czy też współcześnie tak zwana wiedza ogólna, zaś druga to zaproszenie do spotkania Aleksandra Jakubczak, która będzie gościem Profesora Roman Leppert w ramach spotkania Akademickiego Zacisza, którego tytuł brzmi bardzo zachęcająco: „Jak uczy się matematyki pokolenie Alfa?”. Nie muszę dodawać, że 2,5 roku temu odbyło się spotkanie „O co chodzi z tą matematyką?” w którym brała udziała nie tylko Aleksandra Jakubczak, ale również Zuzia Jastrzębska-Krajewska (znana jako Pani Zuzia), Ewa Czajka i przy okazji ja!
Dodam, że to spotkanie odbędzie się w najbliższą środę (28 maja br.) o godzinie 20.00, więc jestem bardzo ciekawy jak się ono potoczy. Ja również postaram się na nim pojawić (na czacie jako widz) po około 25-30 minutach od rozpoczęcia, bo wiem, że to jest kolejna okazja do tego, abym mógł wiedzieć więcej oraz mieć dostęp do odpowiedzi na pytania jak też inspirację, która bardzo często towarzyszy na czacie w czasie spotkania.
Tutaj (na samym końcu) link do skeczu o wiedzy ogólnej (nieco na śmieszne, ale uważnie oglądajcie kochani, bo w dobrym skeczu jest tona wartościowych kwestii poruszona), a w pierwszym przypiętym komentarzu – link do ważnego spotkania związanego z matematyką w kontekście tego jak się uczy matematyki pokolenia Alfa, w którym Aleksandra Jakubczak podzieli się swoim doświadczeniem. Przypominam, że już z najbliższą środę o 20:00 (na kanale „Akademickie Zacisze” zarówno na YouTube jak i na FB).
Nie muszę chyba dodawać, że Profesor Roman Leppert serdecznie zaprasza (Roman Leppert robi wspaniałe spotkania, więc jeśli pojawiamy się na nich i aktywnie w nich uczestniczymy, to jest to potwierdzenie, że warto realizować takie inicjatywy) i przy okazji gwarantuje świetną atmosferę i ważne pytania oraz inspirację na czacie. Wielokrotnie bywałem na takich spotkaniach, więc jestem pewien, że także tym razem będzie wiele istotnych kwestii oraz dziesiątki pytań, które warto sobie zadawać. Ja uwielbiam takie spotkania, bo w jednym czasie są dziesiątki a niekiedy nawet i setki osób, które dzielą się swoim doświadczeniem, pomysłami, wnioskami oraz szalenie inspirującymi i ważnymi pytaniami.
PS.
Warto obejrzeć ten skecz kilka razy, bo quiz wiedzy ogólnej obejmuje także wiedzę z matematyki… i częściowo również fizyki. Według mojego gustu to jeden z najlepszych skeczy o charakterze edukacyjnym, dlatego pozwoliłem sobie podzielić się nim na moim profilu z wami kochani. Liczę na to, że da wam dużo inspiracji oraz darmowe okazje poćwiczenia mięśni przepony!
Źródło: www.facebook.com/tomasz.pintal/
Prof. Bogusław Śliwerski zamieścił wczoraj na swoim blogu „Pedagog” tekst, w którym podzielił się swymi poglądami na temat zjawiska szarej strefy kursów przedegzaminacyjnych, proponowanych w social mediach uczniom (lub ich rodzicom), którzy boją się, że mogą nie zdać zbliżającego się egzaminu ósmoklasisty lub matury. Z właściwą sobie przenikliwością, co prawda w formule pytania retorycznego, dopatrzył się także powiązań owych – jaki ich nazywa – „schwarzedukatorów” – z Ministerstwem Edukacji, które – jego zdaniem – swoją decyzją o zakazie zadawania prac domowych, wspiera ten biznes…
Poniżej zamieszczamy ów tekst w całości:
Schwarzedukatorzy generujący potrzeby otoczkowe ósmoklasistów i maturzystów
Są sprawy niezwykle ważne społecznie, ale nie można o nich pisać w sposób otwarty, gdyż zarabiający dziesiątki czy nawet setki tysięcy rocznie cwaniacy spod szyldu „egzamin zewnętrzny” na tyle już się dorobili, że stać ich na adwokatów straszących krytyków – demistyfikatorów czarnego biznesu – wezwaniami przedsądowymi. W nich zaś żądają usunięcia z mediów społecznościowych zastrzeżeń, uwag krytycznych czy wprost formułowanych podejrzeń o nieuczciwość, nierzetelność.
Ci, którzy byli kilka lat temu pierwszymi w biznesie gimnazjalno-maturalnych kursów przedegzaminacyjnych, tak rozwinęli swoje macki, że opanowali rynek usług korepetycyjnych adresując je dość sprytnie poza zarejestrowanymi, w większości niepublicznymi, instytucjami oświaty publicznej z kadrą o wysokich kwalifikacjach dydaktycznych i merytorycznych. Wykorzystali kluczowe dla nastolatków media społecznościowe, by wykreować w nich odpowiednią pokusę, za której pożądanie trzeba płacić
Socjolog Jan Szczepański określał taką strategię wywoływania potrzeb marketingowymi trikami mianem wzbudzania potrzeb otoczkowych. Żyjemy bowiem w czasach niebywale rozbuchanej konsumpcji, a ta już w 1900 roku była przedmiotem prospektywnych analiz dokonanych przez wybitnego ekonomistę francuskiego Charles’a Gide’a.
Pisał on w swojej pracy pt. „Zasady ekonomii społecznej” (1884, ale przekład na język polski -1900): „Konsumpcya jest ostateczną przyczyną całego procesu ekonomicznego, a znaczenie jej jest znacznie większe, niżby się to wydawało wobec skromnego miejsca, które się jej najczęściej w systemie poświęca. Jest to dziedzina mało dotąd zbadana, która posłuży prawdopodobnie kiedyś do odnowienia całej nauki” [Gide, 1900, s. 553].
Masowa, dynamicznie rozwijająca się produkcja przemysłowa została w wyniku globalnej komunikacji i sieci internetowej w XXI wieku wzbogacona o producentów także oświatowych usług. Zapewne częściowo uczciwych, ale też i nieuczciwych.
Ci ostatni wyczuli, że można wykreować wśród części młodych osób tak silne poczucie lęku, stresu przed czekającymi ich egzaminami, że odczują potrzebę otoczkową, by ów niepokój, frustrację stłumić, delegując na kogoś i za odpowiednią opłatą własny problem, jakim są luki w wiedzy, wielomiesięczne, a nawet wieloletnie zaniedbania w uczeniu się.
Potrzeba jest bowiem odczuciem jakiegoś braku, a w tym przypadku w grę wchodzi odczucie niewiedzy („wiem, że nic nie wiem”). Potrzeba uczenia się jest dynamizmem naturalnym każdej istoty ludzkiej, który jest wzmacniany lub tłumiony przez środowisko życia, w tym szkolne, a więc także przez nauczycieli czy rówieśników uczniów. Potrzeba korzystania z czyjejś pomocy w tym procesie jest już potrzebą otoczkową, bo wytworzoną właśnie przez toksyczne osoby. Tak pisze o tym rodzaju potrzeb Jan Szczepański:
„Potrzeby otoczkowe to potrzeby otaczające, towarzyszące, wzbogacające potrzeby rzeczywiste. Przykładowo potrzebą rzeczywistą jest potrzeba pożywienia, czyli zaspokojenia głodu; potrzebę tę można zaspokoić kromką chleba albo też spożyciem wystawnego posiłku w wytwornej restauracji i w odpowiednim towarzystwie. Te dodatkowe warunki i czynności towarzyszące spożywaniu posiłku są właśnie zaspokajaniem potrzeb otoczkowych.
Niektóre potrzeby zarówno rzeczywiste, jak i otoczkowe mogą się rozwinąć w potrzeby pozorne. Ich przejawem jest na przykład obżarstwo, pijaństwo, nikotynizm czy narkomania. Potrzeby pozorne nie są więc potrzebami naturalnymi, lecz sztucznymi, wytworzonymi przez człowieka„
(Szczepański, 1981, s. 146, za: ibidem, s. 17).
Skoro pojawia się w sieci oferta „zapewnienia” takich frustratów o tym, że jak wykupią za kilkaset złotych miesięcznie kurs, którego organizator nie nazwie korepetycją (taka nazwa odstrasza a nawet sprawia, że uczniowie jako potencjalni klienci mogą czuć się kimś gorszym, skoro potrzebują korepetycji), to trzeba jeszcze pozyskać akceptację rodzica/-ów, by dali na to kasę, i … potrzeba jest już zaspokojona. Biznesmen/-ka jest niemalże w ich wieku, nieco starszy/a, więc tym bardziej przekonywujący/-a niż jakiś belfer czy nauczyciel akademicki. W social mediach jest się bardziej ukrytym niż jako uczestnik offline’owych kursów w jakimś ośrodku, uczelni czy placówce oświatowej.
Na tym też bazują przedsiębiorczy „Schwarzbiznesmeni, youtuberzy”, że w gruncie rzeczy są niewidoczni dla rodziców takich niedouczonych a przerażonych egzaminami nastolatków. Trzeba ich zatem jeszcze bardziej postraszyć a zarazem zapewnić ich, że jak skorzystają z pomocy ich wspaniałych lektorów/-ek, edukatorów/-ek, to mogą już w ogóle niczego się nie uczyć. Otrzymają bowiem stosowne wsparcie, materiały, które wystarczy w krótkim czasie przeczytać i co nieco z nich zapamiętać.
Wiarygodność takich „Schwarzedukatorów/-ek” upełnomocnia informacja, że byli lub są egzaminatorami Centralnej/Regionalnej Komisji Egzaminacyjnej, a jeszcze lepiej, jak któryś zapisał się w dziejach oświaty jako „wyróżniony nauczyciel”. Wystarczy zatem wpłacić, połączyć się raz na jakiś czas via internet, posłuchać, obejrzeć i… egzamin (być może) będzie zdany.
Nie zdałeś/-aś? Nikt z Wami nie podpisał umowy gwarancyjnej. To, że obiecywano łatwy sukces w niczym nie czyni tych „przedsiębiorców” winnymi czyjejś porażki, gdyż na nią składa się szereg niemożliwych do wykazania przyczyn. No i nie ma umowy. To, że ktoś wpłacał na czyjeś konto nie jest żadnym dowodem w sprawie o niezapewnie mu/jej powodzenia.
Drodzy rodzice i uczniowie klas przedegzaminacyjnych w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych – wystarczy zadbać o zaspokojenie własnej potrzeby naturalnej, jaką jest potrzeba uczenia się, bycia osobą posiadającą wiedzę i umiejętności. Ministerstwo Edukacji Narodowej wraz z podległymi sobie kuratorami oświaty, centralnymi placówkami badań czy egzaminowania niczego wam nie zapewni, nie zagwarantuje tak samo, jak Schwarzedukatorzy.
Wiarygodność takich „Schwarzedukatorów/-ek” upełnomocnia informacja, że byli lub są egzaminatorami Centralnej/Regionalnej Komisji Egzaminacyjnej, , by waszym dzieciom nie zadawać prac domowych? Komu to służy? Wiadomo.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com













