
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Źródło: www.rodzice.co/cyberzagrozenia/ *
Oto obszerne fragmenty tekstu Barbary Wesołej, który został zamieszczony dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”, z którego dowiecie się o wynikach raportu na temat skali uzależnienia dzieci od TikToka:
TikTok zamiast trzepaka. Dzieci spędzają po 2 godziny dziennie na scrollowaniu
Ponad dwa miliony dzieci w wieku 7–14 lat aktywnie korzysta z TikToka. Dziewczynki z tej grupy wiekowej spędzają w aplikacji nawet dwie doby miesięcznie. Eksperci biją na alarm: to nie tylko kwestia czasu przed ekranem, ale rozwoju emocjonalnego, społecznego i poznawczego najmłodszych. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, co się dzieje? […]
Z najnowszego raportu Sotrendera wynika, że w Polsce z TikToka korzysta ponad 2 miliony dzieci w wieku od 7 do 14 lat. Co więcej, dziewczynki w tej grupie wiekowej spędzają na platformie średnio niemal 48 godzin miesięcznie. To oznacza, że codziennie korzystają z aplikacji ponad 2 godziny – często bez kontroli.
Dla porównania: osoby w wieku 20–34 lat spędzają na TikToku średnio ok. 16 godzin miesięcznie, czyli trzy razy mniej niż młodsze dzieci. W przypadku najstarszych użytkowników – seniorów – to zaledwie 8 godzin. Tak duży udział najmłodszych w użytkowaniu tej aplikacji nie tylko zaskakuje, ale też niepokoi.
Ponad 58% dzieci w tej grupie wiekowej korzysta także regularnie z komunikatorów, co oznacza, że ponad 1,4 miliona polskich dzieci ma do nich codzienny dostęp. TikTok, Instagram, Messenger i WhatsApp to ich cyfrowa codzienność.
Jednak dyskusja o dzieciach i mediach społecznościowych zbyt często sprowadza się do pytania: „Ile czasu dziennie mogą oglądać?”. A problem jest głębszy. Tu nie chodzi tylko o minuty, ale o jakość treści, ich tempo, tematykę, wzorce i sposób oddziaływania na wciąż rozwijający się mózg dziecka.
Media społecznościowe są zaprojektowane w taki sposób, aby tzw. scrollowania nie było końca. Angażują użytkowników i powodują uzależnienie, wykorzystując zaawansowaną wiedzę z zakresu psychologii i neurobiologii. Jednym z elementów jest m.in. efekt zmiennej nagrody, który powoduje, że użytkownicy nieustannie przewijają treści w oczekiwaniu na coś atrakcyjnego. TikTok oferuje formaty stworzone do tego, aby nie móc się oderwać od małego ekranu: krótkie, intensywne materiały wideo, dopasowywane przez algorytm do zainteresowań i emocji.
Bezrefleksyjne dopuszczanie dzieci do tych treści niesie też inne konsekwencje. To, co dla dorosłego jest rozrywką, dla dziecka może być zderzeniem z tematami, na które nie jest jeszcze gotowe: przemoc, seksualizacja, wulgaryzmy, toksyczne wzorce urody czy relacji.
Nauczyciele coraz częściej obserwują u dzieci trudności z utrzymaniem uwagi, rosnącą impulsywność i nadpobudliwość. Psycholodzy mówią wprost: wzrasta liczba diagnoz ADHD, zaburzeń lękowych i depresyjnych wśród dzieci i młodzieży. I choć nie można za wszystko winić TikToka, nie da się też udawać, że nadużywanie mediów społecznościowych nie ma nic wspólnego.
Źródło: www.strefaedukacji.pl
*Zdjęcie to pochodzi z publikacji p.t. „Wpływ TikToka i krótkich filmów na rozwój mózgu dzieci – przegląd aktualnych badań i porady dla rodziców”, zamieszczonej na portalu Fundacji Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii – zobacz – TUTAJ
Ostatnio często zaglądamy n fb-profil Zyty Czechowskiej. Ale są po temu merytorycznie uzasadnione powody. Oto kolejny przykład, że naprawdę warto:
Rys. Lisa Aisato
Niektóre plecaki dzieci wypełnia nie tylko zeszyt, ale i lęk, smutek, samotność.
Szkoła powinna być miejscem, gdzie można ten bagaż odłożyć choć na chwilę…
Zanim ocenisz…
Zanim ustalisz roczną ocenę, zanim zdecydujesz o pozostawieniu ucznia w tej samej klasie… zanim uznasz, że to dziecko nie zasługuje na żadną nagrodę na zakończenie roku – pomyśl, z czym przyszło do Twojej klasy i z czym z niej wychodzi.
Nie każde dziecko powie, jaki niesie bagaż doświadczeń – tych domowych, rodzinnych, osobistych, rówieśniczych.
Nie każde przyzna się, że spało dziś w kurtce na klatce schodowej.
Że nikt nie przypomniał o plecaku.
Że znowu musiało zaopiekować się młodszym rodzeństwem.
Że boli brzuch – nie z powodu choroby, a stresu.
Że opuścił je najlepszy przyjaciel.
Że znów usłyszało, że nie jest wystarczające.
>Łatwo jest ocenić brak podręcznika, brak zeszytu, zapomniane przybory
.
>Łatwo jest zirytować się, że znowu przysypia na lekcji.
>Łatwo uznać nonszalancję za lenistwo, a trudne zachowanie za brak szacunku.
Ale to może być cichy krzyk: „Zobacz mnie. Zrozum. Nie karz mnie… Pomóż mi.”
Zanim powiesz: „Nie zasługuje”, pomyśl, czy jest coś, za co możesz go docenić.
Za to, że mimo wszystko przychodzi?
Za to, że nie rezygnuje?
Za to, że stara się na swój sposób przetrwać każdy dzień?
Bo czasem jedno dobre słowo, jedna zauważona iskierka, może dać temu dziecku wiarę, że ma znaczenie.
Że ktoś je widzi.
Że nie jest przegrane.
Że może się udać.
Zanim podejmiesz decyzję…
P.S.
Tu nie chodzi o litość, żadne dziecko nie chce litości i upokorzenia. Nie chodzi też o to, by kogoś faworyzować kosztem innych. Chodzi o to, by dać szansę – i zobaczyć człowieka tam, gdzie inni widzą tylko problem.
Więcej o ocenianiu uczniów, o ocenie rocznej przeczytasz na mojej stronie Niepublicznego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/zyta.czechowska/
W zakończeniu Felietonu nr 571 padła informacja, że „od pewnego czasu mamy z panią redaktor kontakt, a wkrótce zobaczycie nowe jego owoce.” Ową panią redaktor jest Katarzyna Stefańska – dziennikarka łódzkiej redakcji „Gazety Wyborczej”. I właśnie dzisiaj możemy tę zapowiedź zrealizować, to znaczy udostępnić zapis wywiadu, jaki jakiś czas temu przeprowadziła ona z redaktorem „Obserwatorium Edukacji” – Włodzsławem Kuzitowiczem. Mamy nadzieję, że redakcja nie pozwie nas do sądu za udostępnienie tego tekstu – wyjątkowo – w całości:
„Rodzice traktują nauczycieli, jak krawcową, która źle uszyła”. Polska szkoła do poprawy
[…]
Jak się powinna zmieniać szkoła? Przed jakimi wyzwaniami stoją nauczyciele? Rozmawiam z Włodzisławem Kuzitowiczem, 81-letnim emerytowanym nauczycielem, wieloletnim dyrektorem placówek oświatowych i publicystą edukacyjnym, który w swoim „Obserwatorium Edukacji” obnaża wady systemu.
Katarzyna Stefańska: – Gdyby dziś w MEN zapytano pana, co w szkołach powinno zmienić się jak najszybciej, to co by pan odpowiedział?
Włodzisław Kuzitowicz: Bez zastanowienia: Trzeba skończyć z tą pruską szkołą. Bo my dalej udajemy, że dzieci siedzą w ławkach, jak w 1890 roku, że wszystko można rozpisać w podstawie programowej, a nauczyciel ma być tylko wykonawcą. Świat się zmienił, dzieci się zmieniły, a szkoła udaje, że nic się nie stało. I potem się dziwimy, że nie działa.
K.S. – To co w takim razie poszło nie tak?
W.K. – Jest coraz gorzej. Przede wszystkim dlatego, że oświatą rządzą ludzie kompletnie oderwani od rzeczywistości szkolnej, którzy nie mają o niej pojęcia. I to się nie zmienia bez względu na opcję polityczną. Ostatni raz czułem, że coś idzie w dobrą stronę, kiedy wprowadzano gimnazja. A później było już coraz gorzej. Reforma za reformą, żadna nie była sensowna. Przecież likwidacja gimnazjów to było coś najgorszego, co było można wymyślić w skali Europy, a może i świata. I do tego jeszcze robiona na szybko, bez przygotowania i bez słuchania ludzi z praktyką. Najgorsze jest to, że teraz też nie słucha się praktyków.
K.S. – Przecież są konsultacje. Ministerstwo rozmawia z nauczycielami, dyrektorami. Choćby przy okazji zmian w podstawie programowej czy wprowadzenia nowych przedmiotów.
W.K. – To bzdury, bo nie ma żadnych szerokich konsultacji. To rozmowy z tymi, którzy już wcześniej kiwali głowami. A jak ktoś powie coś niewygodnego, to się go nie zaprasza.
Weźmy chociażby OSKKO, Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty. Tam są konkretni ludzie z konkretnych szkół. I oni nie rzucają haseł, tylko mówią, co działa, a co nie. I co postulują? Po pierwsze, żeby wreszcie unowocześnić przepisy dotyczące statusu nauczyciela i dyrektora. Żeby Karta Nauczyciela nie była jak z epoki kredy i tablicy, tylko z dzisiejszego świata. Żeby szkoły nie były sterowane z Warszawy, tylko żeby dać więcej autonomii dyrektorom. Bo teraz to dyrektor odpowiada za wszystko, ale decyduje o niewielu rzeczach. Po trzecie – żeby przestać dobijać nauczycieli dokumentacją. Naprawdę, już nie wiadomo, gdzie się kończy praca z uczniem, a gdzie zaczyna robota papierkowa dla papieru.
I jeszcze jedno – trzeba pogadać o awansie zawodowym. Bo teraz to fikcja. Służy systemowi, a nie rozwojowi nauczyciela. To są głosy ludzi z terenu. I co? I jak zawsze cisza. Tylko ładne frazy w komunikatach, że „trwa dialog”. Ani jednego konkretnego odniesienia ze strony ministerstwa. Tylko medialne zapewnienia, że „wszystko jest analizowane”.
K.S. – Jak pan zaczynał, było inaczej?
W.K. – Było inaczej. Nie chcę tu PRL-u wybielać, bo swoje za uszami miał. Ale wie pani co? Wtedy nauczyciel wiedział, na czym stoi. System był przewidywalny. Owszem, ideologia była wszędzie, ale przynajmniej było wiadomo, co można, a czego nie. A dziś? Wszystko jest płynne, niepewne. Reforma goni reformę, co władza, to nowy pomysł. I jeszcze każą wierzyć, że wszystko zmierza w dobrą stronę. W głębokim PRL-u w szkołach było łatwiej niż teraz.
K.S. -To defetystyczna wizja.
W.K. – Może i brzmi mocno, ale ja nie mam potrzeby pudrowania rzeczywistości. Wolę mówić, jak jest, niż udawać, że wszystko się jakoś ułoży. I nie chodzi o narzekanie, ja mówię z pozycji człowieka, który całe życie był w szkole. Widziałem pokolenia uczniów i nauczycieli. I wiem, że jeśli nie zaczniemy na serio rozmawiać o tym, co nie działa, to będzie tylko gorzej. Więc jak mam wybierać między optymistycznym kłamstwem a realistycznym niepokojem, to wybieram to drugie.
K.S. – A autorytet nauczyciela? Przepadł?
W.K. – Bo ja wiem… On się po prostu rozmył. Kiedyś nauczyciel miał autorytet z definicji. Nawet jeśli nauczyciel był przeciętny, to się go słuchało, bo tak wypadało. Dziś? Uczeń ma w kieszeni więcej informacji niż nauczyciel w szafie z podręcznikami. A do tego jeszcze wie, że jego nauczyciel zarabia mniej niż jego mama na kasie. Więc skąd ten szacunek ma się wziąć?
K.S. – Może ze strony rodziców?
W.K. – A gdzie tam. Rodzice dziś są jak klienci w pralni chemicznej. Oddają dziecko i mają oczekiwania: proszę odczyścić, wyprasować i najlepiej jeszcze poskładać emocjonalnie. I jak coś nie wyjdzie, to reklamacja. Z pretensją. Nauczyciele traktowani są jak krawcowa, która źle uszyła. Kiedyś rodzic przychodził na wywiadówkę z duszą na ramieniu. Dziś przychodzi i żąda: „proszę poprawić synowi ocenę”.
K.S. – Nauczyciel stał się usługodawcą?
W.K. – W oczach wielu rodziców – tak. A przecież szkoła to nie sklep, w którym można zamówić piątkę z matematyki i spokój w domu. I to jest właśnie problem. Bo jak rodzic nie szanuje nauczyciela, to dziecko też nie będzie. A jak dziecko go nie szanuje, to i nauczycielowi się odechciewa. Koło się zamyka.
K.S. – Kiedy mówi pan o relacjach, to czy w tym zawiera się też potrzeba większej podmiotowości uczniów i nauczycieli?
W.K. – To podmiotowość nie na zasadzie „róbta co chceta”. Podmiotowość to nie jest anarchia. Ona znaczy: jestem ważny, moje zdanie się liczy, mam wpływ na to, co się dzieje. Z takim przekonaniem powinien funkcjonować w szkole i uczeń, i nauczyciel. Tylko jak uczeń ma się poczuć podmiotowo, jeśli nauczyciel nie ma prawa głosu? Jak nie może nic zmienić, niczego zaproponować, a jedynie realizować krok po kroku to, co mu kazano z góry? A dyrektor też niewiele może, bo ma na głowie dziesięć arkuszy, plany, sprawozdania i kontrole. To nie jest żadna relacja, to tresura, nie edukacja.
A przecież mamy XXI wiek, mamy pluralizm – młodzi ludzie są otoczeni różnymi narracjami, poglądami, opiniami. I to jest dobre, to daje możliwość wyboru, ale jednocześnie sprawia, że wszystko, co narzucone z góry, budzi bunt. Zwłaszcza jeśli nie ma przestrzeni do rozmowy. I potem się dziwimy, że młodzi nie chcą słuchać, że się buntują, że nie mają związku ze szkołą.
K.S. – Gdzie znaleźć nić powiązania?
W.K. – W relacji. Tylko i aż tyle. Podam przykład. Kiedy byłem dyrektorem, miałem w szkole chłopaka, który wpadł w narkotyki. Wychowawczyni przyprowadziła go do mnie z oczekiwaniem, że go wyrzucę. A ja z nim usiadłem. Pogadałem. Zaproponowałem, że załatwię mu miejsce w ośrodku Monaru. I że jak wróci, to go przyjmę z powrotem. On się zgodził. Pojechał. Wrócił. I się utrzymał w szkole. To jest relacja. Bo jeśli tego nie będzie, to choćbyśmy wymieniali podstawy programowe przy każdej zmianie rządu, nic się nie zmieni.
K.S. – Rola nauczyciela też się zmienia. Kiedyś miał być ekspertem, teraz mentorem?
W.K. – Teraz to czasem nie wiadomo, kim ma być. Trochę terapeutą, trochę opiekunem społecznym, trochę informatorem, a na końcu – człowiekiem od wszystkiego. Ale jedno się nie zmienia: jeśli nie będzie sobą, jeśli nie będzie autentyczny, to nic z tego nie będzie. Bo uczniowie wyczują fałsz na kilometr.
Dlatego uważam, że rola nauczyciela dziś to nie tylko przekazywanie wiedzy. To umiejętność bycia z uczniem. W sensie najprostszym: obecność, uważność, rozmowa. I choć wszystko się zmienia – to właśnie to zostanie. Bo szkoła to wciąż ludzie, a nie tylko systemy, wykresy i procedury. Bo nawet kiedy rozwinie się technologia i AI zostanie dopuszczona do szkół jako źródła szybkiego pozyskiwania wiedzy, szkoła przyszłości stać będzie nauczycielem. Ale w roli mentora i przewodnika w drodze ku umiejętności odróżniania fałszywych informacji od faktów. W roli inspiratora zainteresowań oraz odkrywcy talentów swoich uczniów.
Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/
Aby być wiernym deklaracji: „Zgodnie ze starymi, dobrymi zasadami rzetelnego dziennikarstwa, wydarzenia i problemy, zwłaszcza te budzące kontrowersje lub mające charakter konfliktu, będą prezentowane z możliwie wielu punktów widzenia”. złożonej w „Felietonie nadzień dobry”, jak zamieszczony został 4 września 2013 roku, czyli w dniu inauguracji naszego informatora oświatowego „Obserwatorium Edukacji”, udostępniamy dzisiaj, zaczerpnięty z portalu „Strefa Edukacji”, tekst Magdaleny Ignaciuk, będący omówieniem apelu, jaki do rządzących skierowali uczestnicy II Zjazdu Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, który odbył się 24 maja tego roku w Warszawie.
„Nie” dla edukacji włączającej i inwigilacji uczniów. Mocny apel do rządzących
Religia, edukacja włączająca, status nauczyciela i… „inwigilacja uczniów”? Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, skupiająca ponad 70 organizacji społecznych, przyjęła rezolucję skierowaną do władz. Domaga się m.in. wycofania z programu edukacji inkluzyjnej, przywrócenia dwóch godzin religii lub etyki tygodniowo i sprzeciwia się gromadzeniu danych o uczniach. W dokumencie pojawił się również apel o poprawę sytuacji zawodowej nauczycieli i większą elastyczność w polityce płacowej.
[…]
Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, zrzeszająca ponad 70 organizacji społecznych, przyjęła 24 maja podczas zjazdu rezolucję pt. „Szkoła wiedzy – nie ideologii”, skierowaną do władz państwowych, posłów i senatorów.
„Apelujemy do Władz Rządowych, do Posłów i Senatorów Rzeczypospolitej Polskiej o przywrócenie systemu oświaty skupionego na integralnym kształtowaniu dojrzałego człowieka w procesie wychowania i edukacji oraz zawrócenie z drogi transformacji szkolnictwa polskiego według szkodliwych wzorców narzucanych przez globalne instytucje i Unię Europejską.”
W liście otwartym opisano postulaty i wizję szkoły Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły. […]
Autorzy rezolucji wyrażają stanowczy sprzeciw wobec wprowadzania tzw. „oceny funkcjonalnej” uczniów, która – ich zdaniem – wiąże się z nadmierną ingerencją w życie prywatne dzieci i ich rodzin. Podnoszą obawy dotyczące gromadzenia szczegółowych informacji o uczniach oraz ich środowisku rodzinnym w systemach informatycznych, takich jak Centralna Platforma Informatyczna. Zwracają uwagę, że dane te mogłyby być zbierane przez cały okres edukacji, co budzi ich sprzeciw wobec potencjalnej inwigilacji.[…]
W liście otwartym znalazł się postulat przywrócenia dwóch godzin religii lub – alternatywnie – etyki w tygodniowym wymiarze godzin na każdym etapie edukacji. Autorzy dokumentu sprzeciwiają się próbom usuwania tych zajęć ze szkół lub ich marginalizowania. Podkreślają, że lekcje religii i etyki powinny być traktowane równorzędnie z innymi przedmiotami – bez przesuwania ich na skraj planu lekcji ani ograniczania ich rangi.
– Sprzeciwiamy się wdrażaniu tzw. „oceny funkcjonalnej”, powiązanej z inwigilacją środowiska ucznia i jego rodziny. Nie zezwolimy na gromadzenie na Centralnej Platformie Informatycznej ani w innym podobnym systemie, szczegółowych danych o naszych dzieciach i ich środowisku rodzinnym, pozyskiwanych w całym okresie szkolnym.
– Żądamy zagwarantowania właściwego miejsca lekcjom religii. Odrzucamy wszelkie działania mające na celu ich usunięcie ze szkoły lub zdeprecjonowanie. Należy przywrócić dwie godziny religii bądź dwie godziny etyki (do wyboru) w wymiarze tygodniowym na każdym etapie edukacji. Lekcje te nie mogą być w żaden sposób różnicowane wobec innych lekcji.
Autorzy rezolucji wyrażają zdecydowany sprzeciw wobec realizowanego w Polsce modelu edukacji włączającej. Ich zdaniem prowadzi on do tworzenia klas, w których uczniowie o bardzo zróżnicowanych potrzebach i możliwościach edukacyjnych uczą się razem, co ma szkodzić zarówno dzieciom rozwijającym się w normie, jak i tym wymagającym wsparcia specjalistycznego. Podkreślają również, że taki system ogranicza rozwój uczniów szczególnie uzdolnionych.
– Żądamy wycofania polskiej oświaty z programu „edukacji włączającej” (inkluzyjnej), która pod fałszywymi hasłami grupuje w oddziałach uczniów o skrajnie różnych możliwościach i potrzebach edukacyjnych. Szkodzi to zarówno dzieciom w normie rozwojowej, jak i wymagającym kształcenia specjalistycznego, a także zaprzepaszcza szanse rozwoju uczniów szczególnie uzdolnionych
W dokumencie znalazł się postulat wycofania polskiej oświaty z programu edukacji inkluzyjnej oraz wzmocnienia roli szkół specjalnych – zarówno pod względem dostępności, jak i finansowania.
Sygnatariusze sprzeciwiają się także przekształcaniu szkół w placówki opiekuńczo-terapeutyczne i zastępowaniu nauczycieli specjalistami z zakresu pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Ich zdaniem szkoła powinna koncentrować się przede wszystkim na nauczaniu i rozwoju intelektualnym uczniów.
– Sprzeciwiamy się czynieniu ze szkoły placówki opiekuńczo-terapeutycznej, która nie dba o dobro ucznia, a zaledwie o jego „dobrostan”. Nie zgadzamy się na zastępowanie nauczycieli rzeszą psychologów i pedagogów włączających ani na wprowadzanie w mury szkoły treningów i terapii.
W rezolucji znalazł się postulat dotyczący poprawy sytuacji zawodowej i materialnej nauczycieli. Sygnatariusze dokumentu podkreślają konieczność zagwarantowania stabilnego statusu zawodowego, ale jednocześnie postulują uelastycznienie przepisów w taki sposób, by dyrektorzy szkół lub organy prowadzące mogły prowadzić efektywną politykę płacową.
Celem takiego rozwiązania miałoby być lepsze docenianie nauczycieli, którzy – zdaniem autorów rezolucji – wyróżniają się zaangażowaniem i jakością pracy. Hasło „Niech polska szkoła prawdziwie nauczycielem stoi” ma podkreślać wagę tej grupy zawodowej dla całego systemu edukacji.
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Tekst Rezolucji II Zjazdu Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły – TUTAJ
Po kilkunastu dniach „posuchy” na blogu „Wokół Szkoły”, Jarosław Pytlak zamieścił nowy tekst. Ale warto było czekać, gdyż tym czasie napisał baaardzo długą, prognostyczną analizę sytuacji oświaty w powyborczej rzeczywistości, zakończoną konkretnymi propozycjami co należy zrobić w obszarze edukacji. Poniżej zamieszczamy jedynie wybrane fragmenty tego tekstu, odsyłając linkiem do jego pełnej wersji na blogu. Wyróżnienie fragmentów pogrubioną czcionką – redakcja OE::
Po wyborach. Co dalej z polską edukacją?
Wybór kandydata opozycji na prezydenta sprowokował wiele pytań o przyszłość naszego kraju, szczególnie tę najbliższą. Jedno z nich dotyczy edukacji, która jest takim samym polem ścierania się różnych ugrupowań politycznych, jak niemal wszystkie dziedziny życia społecznego. Niestety, partie obecnej koalicji, mimo że przed dojściem do władzy zdawały się popierać postulat wyłączenia tej sfery z bieżącego sporu politycznego, po objęciu rządów w Ministerstwie Edukacji Narodowej, tylko utrwaliły podział.
Często słyszy się, że edukacja jest niezwykle ważna, bo decyduje o przyszłości społeczeństwa/narodu/kraju. W praktyce to pusta deklaracja pięknoduchów. Każda kolejna opcja rządząca uważa ją za łup polityczny, nawet jeśli mało atrakcyjny ekonomicznie, to świetnie nadający się do krzewienia bliskiego sobie światopoglądu. Nikt nie łączy kropek, że PRL pogrzebali ludzie wykształceni w PRL-u, a Karol Nawrocki uzyskał szczególnie wysokie poparcie w rocznikach, które chodziły do gimnazjów, uznanych przez PiS za samo zło. Tendencja trwa od dziesięcioleci, znaczona nazwiskami kolejnych rządowych namiestników politycznych. Nie zerwała z nią także Barbara Nowacka, a muszę przyznać, że po „nocy czarnkowej” bardzo na to liczyłem.
Przyczyny przegranej kandydata Koalicji Obywatelskiej przeanalizowano po wielokroć w ciągu powyborczego tygodnia, z bardzo wielu punktów widzenia. Co ciekawe, wśród licznych głosów, jakie do mnie dotarły, w żadnym nie wskazano błędów ekipy z MEN. Cóż, sondaże preferencji pokazują znikomą wagę sfery edukacji dla elektoratu. Pomimo to, pominięcie jej w powyborczych analizach uważam za błąd, który postaram się tutaj naprawić. Nie tylko dlatego, by dodać kolejny element do panoramy klęski, ale przede wszystkim z myślą o dalszych działaniach. Do najbliższych wyborów pozostało jeszcze ponad dwa lata i właśnie tyle czasu ma koalicja, by ogarnąć się po porażce, wyciągnąć wnioski i… zrobić coś pożytecznego. W tym konkretnym przypadku – dla polskiej oświaty, a pośrednio także dla siebie. Co się stało, nie odstanie, ale pewne możliwości istnieją. Jeśli podjęcia próby korekty kursu nie doradzi rozsądek, to może chociaż polityczny instynkt samozachowawczy…?!
x x x
Koalicja 15 października szła do wyborów parlamentarnych z dużą niepewnością, by jednak odnieść sukces umożliwiający objęcie rządów. Jej kapitałem założycielskim w dziedzinie edukacji były dwa dokumenty: „Pakt dla edukacji” oraz „Plan 10 działań na pierwsze 100 dni rządów”, oficjalnie parafowane w czerwcu przed wyborami przez przedstawicieli wszystkich partii przyszłej koalicji. Stanowiły one efekt pracy dużej grupy działaczy społecznych, skupionych w Sieci Organizacji Społecznych dla Edukacji. Zawierały naprawdę sensowne i ambitne postulaty, za którymi nie poszła jednak polityczna praca nad projektami konkretnych aktów prawnych.
Na miesiąc przed wyborami Koalicja Obywatelska, już na własne konto, ogłosiła jeszcze jeden dokument: „100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów”. […]
Co konkretnie wynikło z „Konkretów”?
W pierwszym możliwym terminie wprowadzono zapowiedzianą wysoką podwyżkę wynagrodzeń. Została ona bardzo dobrze przyjęta przez nauczycieli. Również bez zwłoki wymieniono kuratorów oświaty, sięgając po osoby cieszące się powszechnym uznaniem. I byłby to świetny punkt wyjścia do zdobycia zaufania środowiska oświatowego, gdyby nie cały szereg błędów i zaniechań władz MEN w dalszych działaniach. […]
Pięć grzechów ekipy Barbary Nowackiej
Z perspektywy minionych 18 miesięcy dostrzegam w działaniach MEN kilka zasadniczych błędów. Zgodnie z odwieczną tendencją podjęła ona działania nacechowane ideologicznie, bez względu na różnice poglądów dzielące nie tylko polityków, ale i całe społeczeństwo. Włożyła przy tym wiele wysiłku, by stworzyć pozory partycypacji i poparcia w środowisku oświatowym, a co gorsza, uwierzyła we własną propagandę. Wykazała się brakiem szacunku i uważności wobec ludzi, którzy na co dzień zajmują się kształceniem i wychowaniem młodego pokolenia i borykają się z problemami w tej pracy, jakie rodzą obecnie przemiany społeczne. Mimo pozytywnych deklaracji, w praktyce władze wielokrotnie okazały brak zrozumienia, a nawet lekceważenie nauczycieli. Jednym z pośrednich skutków takiej polityki było stworzenie w społeczeństwie wykrzywionego obrazu szkoły i jej pracowników, jako źródła opresji i krzywdy wobec uczniów. Wreszcie, w dążeniu do wykazania się skutecznością – zlekceważyła czynnik czasu. Zmiany w tak złożonym systemie jak oświata wymagają go bardzo dużo: na diagnozę, przemyślenie pomysłów, przygotowanie rozwiązań i wprowadzenie ich w życie. Tego całkowicie zabrakło.
Dalszą część tekstu zasygnalizujemy tytułami jego kolejnych akapitów:
Zwrot w pełni ideologiczny […]
Nauczyciele w poczuciu krzywdy […]
Wielka gra pozorów […]
A oto ostatni fragment tekstu:
Co dalej?
Wiele działań MEN, szczególnie tych związanych z reformą, wypadłoby znacznie lepiej, gdyby nie presja czasu. Wiele działań miałoby szansę przynieść dobry skutek, gdyby były na nie fundusze. Bez jednego i drugiego czeka nas raczej tylko przepychanie pewnych pomysłów i obserwacja destrukcji polskiej szkoły. Trudno spodziewać się innego scenariusza. Co warto więc zrobić w najbliższym czasie?
Po pierwsze, korzystając z planowanej rekonstrukcji rządu, zmienić kierownictwo MEN. Przykro to pisać, ale obecny skład raczej nie będzie w stanie zmienić przyjętego wcześniej kursu.
Po drugie, przeprosić się z koncepcją ponadpartyjnej Komisji Edukacji Narodowej. Powierzyć jej dalsze losy reformy, co spowoduje opóźnienie, ale otworzy szansę, że nie zostanie odwołana zaraz po kolejnych wyborach.
Po trzecie, przeprowadzić jeszcze przed 1. września przez parlament gotową już nowelizację Karty Nauczyciela. Niech nowy prezydent stanie wobec decyzji, czy ją podpisać.
Po czwarte, w równie ekspresowym trybie uchwalić likwidację „godziny czarnkowej”.
Po piąte (i doraźnie ostatnie) – zmierzyć się w końcu z problemem wynagrodzeń nauczycieli.
Powyższe sugestie są propozycją dla obecnej koalicji, jeśli zechce poszukać szansy, by za dwa lata nie przesiąść się w ławy opozycji. Są zarazem propozycją dla dowolnego ugrupowania politycznego, które miałoby objąć rządy w Polsce. Problemy edukacji są naprawdę ponadpartyjne i chciałoby się wierzyć, że ktoś to w końcu w tym kraju zrozumie.
Cały tekst „Po wyborach. Co dalej z polską edukacją?” – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Foto: www.dialog.org.pl
Anita Rucioch-Gołek
Wczoraj, na portalu „Strefa Edukacji” zamieszczono zapis rozmowy, jaką z Anitą Rucioch-Gołek, nauczycielka j. psiego w Szkole Podstawowej w Zbąszyniu, laureatką Nagrody im. Ireny Sendlerowej „Za naprawianie świata” 2024, przeprowadziła Magdalena Ignaciuk. Oto fragmenty tego tekstu oraz link do pełnej wersji:
„To nie jest mój gruz, proszę pani”. Nauczyciele muszą stawiać granice
[…]
Magdalena Ignaciuk: – Chciałam zacząć od tego, jak to jest w 2025 roku być nauczycielem? Czy jeszcze da się w tej pracy odnaleźć taki sens i poczucie, że to co robię jest misją, jest ważne? Czy to już jest raczej częściej taka walka o przetrwanie, o bycie na powierzchni?
Anita Rucioch-Gołek: – Jak to jest? Wiesz co, w sumie… jakoś to jest. Dobrze chyba? Chociaż jak mam być szczera, to może nawet nie najlepiej. Jak sobie myślę o tym, co mówią inni nauczyciele – szczególnie ci w moim wieku, około pięćdziesiątki, bo to jest teraz takie najbardziej liczne pokolenie w szkołach – to zdecydowanie nie jest łatwo. I mam wrażenie, że wyrażam opinię większości.
Nie chcę narzekać, wiem, że każdy sam podejmuje decyzję o pracy, ale wielu z nas jest po prostu zmęczonych. Przepracowanych. A to, że mamy „tylko 18 godzin przy tablicy” – to frazes. Większość z nas pracuje znacznie więcej, tylko tej pracy nie widać. Szkoła bardzo się zmieniła. I to jest w niej zarazem najpiękniejsze i najtrudniejsze – że zmienia się nieustannie.
M.I. – To, co chyba najbardziej obciąża w pracy nauczyciela, to konieczność nieustannego balansowania między rolą dydaktyka a rolą opiekuna. Problemy uczniów zostają z nami po lekcjach. Trudno od nich uciec.
A.R.-G. –W pracy nauczyciela bardzo łatwo przekroczyć granicę zaangażowania. Kiedy zbyt głęboko wchodzi się w problemy uczniów, a przecież nie jest się ani psychologiem, ani pracownikiem socjalnym, tylko nauczycielem – zaczyna się to odbijać na zdrowiu psychicznym. To pierwszy krok do wypalenia. Zawsze mówi się: „zadbaj o siebie”, „masz swoje życie, bliskich, swoje dzieci” – i coś w tym jest. Trzeba te granice wyznaczać, bo inaczej nie da się w tym zawodzie funkcjonować.
To nie znaczy, że mamy być obojętni. Wręcz przeciwnie – nauczyciele nadal bardzo się angażują, bo widzą, co się dzieje. Ale ważne, by pamiętać, że mamy do dyspozycji konkretne narzędzia – procedury, instytucje, które są po to, by reagować, gdy sytuacja dziecka budzi niepokój. Nauczyciel nie musi wszystkiego brać na siebie.
M.I. – Ale też jest w nauczycielach taki strach. Mam poczucie, że mało kto naprawdę dobrze zna przepisy – prawo oświatowe, Kartę nauczyciela… Często coś się słyszy, coś obiło się o uszy, ale żeby mieć konkretną, pewną wiedzę – to już rzadkość. Niby mamy ścieżkę awansu zawodowego, są egzaminy, do których trzeba się przygotować i poznać te przepisy, ale w praktyce większość z nas uczy się tego „pod obowiązek”, a nie z realnego poczucia bezpieczeństwa czy pewności swoich praw.
A.R.-G. –Nie czujemy się pewnie w kwestiach formalnych. Nauczyciele często nie znają dobrze przepisów, a to rodzi niepewność. Z drugiej strony – mamy przecież wsparcie. Związki zawodowe oferują pomoc prawną, nawet jeśli nie jesteś ich członkiem. Są fora internetowe, grupy, możliwości konsultacji. Informacja jest dostępna – tylko trzeba mieć odwagę, żeby po nią sięgnąć. I nie zostawiać problemów wyłącznie sobie.
Myślę też, że duży problem mamy z komunikacją – zarówno między sobą jako nauczycielami, jak i w relacji z uczniami. Sama pracuję z dziećmi w duchu komunikacji bez przemocy i widzę, że to naprawdę działa. One się wtedy inaczej zachowują, reagują z większym spokojem i zaufaniem. Nie mam problemów z dyscypliną, mimo że nie jestem osobą opresyjną czy surową. To bardzo mocno łączy się z tematem dobrostanu nauczyciela – dlatego tak wielu z nas mówi, że jest im ciężko.
Zamiast skupiać się na tym, że uczniowie „nic nie robią”, „siedzą z miną”, „nie mają zeszytu” – warto zadać sobie pytanie: czy to w ogóle jest o mnie? Czy to, że uczeń nie przeczytał lektury, naprawdę powinno tak bardzo mnie dotykać? Może to nie moja odpowiedzialność, tylko jego i jego rodziców?
Mam wrażenie, że nauczyciele często biorą na siebie zbyt wiele. Obwiniamy się, że uczniowie źle napisali egzamin – jakby to była tylko nasza wina. A prawda jest taka, że nawet jeśli wkładamy serce w tę pracę, nie jesteśmy w stanie zbawić świata. I trzeba sobie na to pozwolić. […]
M.I. – Pod tym względem doświadczonym nauczycielom jest po prostu łatwiej. Często słyszymy zarzuty typu: „ona nie ma własnych dzieci”, „jest za młoda, żeby coś wiedzieć”. A przecież każdy nauczyciel kiedyś zaczyna. Nie da się być od razu doświadczonym pedagogiem z dwudziestoletnim stażem.
A.R.-G. –Nie da się – to prawda. Ale z drugiej strony, jak patrzę na młode nauczycielki, które do nas przychodzą, to widzę w nich coś naprawdę wyjątkowego. Mają świeżość, odwagę, zadają pytania: „Dlaczego robicie to w taki sposób? Przecież to nie ma sensu.” I to jest piękne. Młody nauczyciel to dzisiaj zjawisko – naprawdę coś fenomenalnego.
M.I. – Często słyszymy, że doświadczeni nauczyciele są wypaleni, że im się już nie chce, że tylko czekają na emeryturę. I że fajnie by było, gdyby przyszło trochę świeżej krwi – ktoś młodszy, z nowym spojrzeniem. A kiedy taki młody nauczyciel rzeczywiście przychodzi, zaczynają się zarzuty: że nic nie wie, że nie ma doświadczenia, że się jeszcze musi nauczyć. I koniec końców nie bardzo już wiemy, jakich nauczycieli chcielibyśmy mieć w szkole – i skąd ich właściwie brać.
A.R.-G. –To też zależy od środowiska. Ja pracuję w jednej szkole w małym miasteczku – wszyscy się znają, wszystko się niesie. Jest i marketing szeptany, i pozytywny, i negatywny. Więc z jednej strony łatwiej, z drugiej – trudniej.
Mam takie przekonanie, że po pierwsze, jak jesteś autentyczna i niczego nie udajesz, to to jest chyba pierwsza taka cecha fajnego nauczyciela. Takiej autentyczności, szeroko pojętej. I nie chodzi mi o to, żeby nie mieć swojego zdania – można krytykować, mówić otwarcie, że coś w szkole nie działa, że coś się nie podoba. Ale co innego krytyka, a co innego ciągłe narzekanie.
Bardzo mnie boli, kiedy nauczyciele źle mówią o swojej pracy – tak publicznie. Kiedy słyszę: „u nas w szkole to już wszystko źle”, „a ta ministra znowu coś głupiego wymyśliła”. I mówią to do ludzi, którzy nie mają pojęcia o systemie edukacji, o tym, jak to wszystko działa. I myślę sobie: kurczę, nie mów tak – bo to nie tylko twoja frustracja, to też wpływa na to, jak ludzie postrzegają nas wszystkich.
Bo jak ktoś z zewnątrz to słyszy, to myśli: „skoro nauczycielka tak mówi, to chyba naprawdę jest źle.” A przecież to nie jest rozmowa w gronie profesjonalistów, tylko w przestrzeni publicznej. I to robi różnicę
Cały tekst „To nie jest mój gruz, proszę pani”. Nauczyciele muszą stawiać granice” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Dopiero dzisiaj, pięć dni po ogłoszeniu oficjalnych wyników II tury wyborów prezydenckich, zaladając że już opadły emocje związane z ich wynikami, postanowiliśmy udostępnić tekst, zamieszczony 20 maja na blogu CEO. Jako że jest on bardzo obszerny zamieszczamy jedynie jego fragmenty, ale zachęcamy do zapoznania się z jego pełną wersją . patrz link w zakończeniu tego materiału:
Między 5 a 16 maja młodzież w niemal 700 szkołach z całej Polski zagłosowała na kandydatki i kandydatów, startujących w wyborach na Prezydenta RP. Oznacza to, że blisko 200 000 uczennic i uczniów miało okazję stanąć przed podobną decyzją jak dorośli wyborcy i wyrazić swoje poglądy.
Program „Młodzi głosują” to ogólnopolska inicjatywa edukacyjna stworzona przez Centrum Edukacji Obywatelskiej, w której uczniowie i uczennice szkół podstawowych (od klas VI) oraz ponadpodstawowych organizują prawdziwą lekcję demokracji w praktyce. Młodzież samodzielnie przygotowuje szkolne wybory, prowadzi kampanie profrekwencyjne, powołuje komisje wyborcze i zlicza głosy, a nawet organizuje debaty na ważne dla nich tematy – często pomijane przez starszych polityków. Centrum Edukacji Obywatelskiej wspomaga nauczycieli, udostępniając gotowe scenariusze lekcji, które pozwalają w angażujący, ale bezstronny sposób prowadzić zajęcia o urzędzie prezydenta i wyborach, a także oferując przewodniki projektowe, webinaria, plakaty i inne materiały wspierające. Wszystko, żeby niepełnoletni mogli poznać mechanizmy demokracji przez doświadczenie. Celem projektu jest zwiększenie zainteresowania polityką wśród młodzieży oraz kształtowanie nawyków obywatelskich na przyszłość. W edycji 2025 – powiązanej z wyborami prezydenckimi – uczniowie ponownie wcielili się w rolę wyborców. Poniżej podsumowujemy wyniki tej symulacji oraz płynące z nich najważniejsze wnioski.
Wyniki symulacji wyborów 2025 – Młodzi głosują inaczej
W szkolnej symulacji „Młodzi głosują 2025” młodzież oddała głosy na 13. kandydatów startujących w wyborach Prezydenta RP. Zdecydowany prym wśród młodych wiedli kandydaci spoza głównego politycznego nurtu. Sławomir Mentzen (lider Konfederacji) zdobył w głosowaniu młodzieży 19,1% poparcia i uplasował się na pierwszym miejscu. Adrian Zandberg (kandydat partii Razem) uzyskał 17,4% głosów, zajmując drugie miejsce tuż za Mentzenem. Dopiero na trzeciej pozycji znalazł się przedstawiciel głównej partii rządzącej – Rafał Trzaskowski z wynikiem 13,2%, o włos wyprzedzając Joannę Senyszyn, która otrzymała 12,6%. Wspierany przez Prawo i Sprawiedliwość Karol Nawrocki znalazł się na siódmym miejscu – 6,9% głosów młodych, przegoniony również przez Magdalenę Biejat – 10,5% i Grzegorza Brauna – 9,2%. Pozostali kandydaci otrzymali poniżej 5%, w tym Krzysztof Stanowski – 4,5% i Szymon Hołownia – 3,1%.
Warto zauważyć, że Trzaskowski i Nawrocki, którzy weszli do II tury prawdziwych wyborów prezydenckich, cieszyli się relatywnie niskim poparciem wśród młodzieży, wspólnie otrzymując jedynie 20% poparcia (o 41 punktów procentowych mniej niż w oficjalnych wyborach).
Frekwencja w szkolnych wyborach wyniosła 53%, co oznacza, że głos oddało ponad 100 000 uczennic i uczniów. Poniżej analizujemy, dlaczego młodzi najchętniej głosowali na Mentzena i Zandberga, dlaczego kandydaci głównych partii nie zyskali ich przychylności, a także co mówią nam te wyniki o postawach młodego pokolenia.
Dlaczego młodzież wybrała Mentzena i Zandberga?
Najmłodsi wyborcy biorący udział w symulacji wyłamali się z klasycznej polaryzacji politycznej. Zamiast powielać dominujący w dorosłej polityce podział na konserwatywny obóz opozycyjny (PiS) i najsilniejszą w rządzie liberalną KO, młodzież tłumnie poparła kandydatów spoza mainstreamu. Najwięcej głosów dostały skrajnie odmienne ideowo postaci: wolnorynkowo-narodowy Sławomir Mentzen i lewicowy Adrian Zandberg. Jak pokazały sondaże exit poll, Mentzen i Zandberg zdobyli najwięcej głosów także w grupie 18–29 lat w prawdziwych wyborach, zdecydowanie wyprzedzając mainstreamowych konkurentów. Z tą różnicą, że przewaga Mentzena była w grupie 18-29 lat jeszcze większa, a poparcie dla wszystkich kandydatów lewicowych zdecydowanie niższe. To zjawisko wskazuje, że młodzi nie boją się głosować na kandydatów o jednoznacznych, wyrazistych poglądach – są gotowi poprzeć zarówno partie mocno lewicujące, jak i antysystemową prawicę, rzadziej głosują na partie, które od lat rozdają karty w polityce.
Dlaczego to właśnie Mentzen i Zandberg okazali się dla młodzieży najbardziej atrakcyjni? Oto kluczowe według nas powody:
Wyrazistość i autentyczność przekazu: Młodzi wyborcy cenią polityków konsekwentnych i wyrazistych, którzy nie boją się głosić jasno zdefiniowanych poglądów. Mentzen i Zandberg prezentują odmienne wizje, ale obaj robią to wiarygodnie i bez oglądania się na polityczne kompromisy. W odczuciu wielu młodych kandydaci ci wydają się bardziej autentyczni niż ci z głównego nurtu, którzy stawiają na kompromis i łagodzą przekaz z myślą o starszym elektoracie – taki styl nie trafia do młodzieży. „Młodzi nie obawiają się popierać kandydatów o wyrazistych, nawet skrajnych poglądach” – komentuje Michał Mazur, koordynator programu „Młodzi głosują” w Centrum Edukacji Obywatelskiej – „jednocześnie szczerość i spójność przekonań liczy się bardziej niż przyporządkowanie do tradycyjnej lewej czy prawej strony”. Taką tezę potwierdzają też badania. Z raportu „Portret polityczny młodych Polaków” wynika, że aż 61,2 % osób w wieku 18–29 lat nie potrafi określić się na tradycyjnej osi ideologicznej. Można przypuszczać, że wśród osób młodszych podział lewica-prawica jest jeszcze bardziej zatarty. „Częściej można usłyszeć, że osoba młoda głosuje na tego, a nie innego kandydata, bo «mówi jak jest», a nie bo «prawicowe lub lewicowe ideały są mi bliskie»” – dodaje Mazur.
Bunt przeciw obecnej polityce: Głosując na Mentzena i Zandberga, młodzi wyrażają sprzeciw wobec politycznego status quo. Obaj ci kandydaci stoją w opozycji do establishmentu. Sławomir Mentzen mocniej kontestuje rządzący liberalno-centrowy konsensus, Adrian Zandberg zwrot w stronę konserwatyzmu, ale obaj po prostu jasno i głośno mówią «NIE» zastanej rzeczywistości. Buntownicze narracje zawsze znajdowały posłuch u młodych – obietnice rozbicia „skostniałego układu” czy wywrócenia zastanego porządku politycznego przemawiają do nowego pokolenia. Wybór Mentzena i Zandberga można więc odczytać jako formę młodzieżowego buntu przeciw dotychczasowym elitom politycznym.
Sprawna kampania w internecie i „tiktokizacja” polityki: Dzisiejsza młodzież czerpie informacje głównie z mediów społecznościowych – zwłaszcza z YouTube’a, Instagrama czy TikToka. Sławomir Mentzen doskonale wykorzystał TikToka, zdobywając tam ogromną popularność i deklasując pod względem wyświetleń wszystkich rywali politycznych. Jego krótkie filmiki i ironiczne komentarze stały się viralami, co przełożyło się na rozpoznawalność wśród nastolatków. Również Adrian Zandberg aktywnie komunikował się z młodymi w sieci – wielu osobom po tej kampanii na długo zostanie w głowie chwytliwy tekst piosenki: “głosuję na Adriana na na na na na na…”. Memiczność przekazu i humor obecny w internetowej komunikacji tych kandydatów sprawiły, że ich kampanie były bliższe młodym ludziom niż stateczne przekazy telewizyjne konkurentów. To przykład postępującej tiktokizacji polskiej polityki – kto potrafi zaistnieć w nowych mediach, ten zyskuje głos młodego pokolenia.
O młodych, do młodych i w sprawach młodych: Zarówno Mentzen, jak i Zandberg trafiali w nastroje i problemy młodego pokolenia. Choć każdy z innej strony ideowej, Mentzen i Zandberg adresowali swoje kampanie bezpośrednio do nastolatków i dwudziestolatków, regularnie zwracając się do nich bezpośrednio i podkreślając, że polityka powinna odpowiadać na ich codzienne doświadczenia. Mentzen dużo mówił o wolności słowa, wolności osobistej, polityce imigracyjnej i wysokich kosztach życia. Zandberg natomiast kładł nacisk na prawa pracownicze, inwestycję w energetykę jądrową i politykę zdrowotną. Obaj często odnosili się do problemów z mieszkalnictwem i edukacją. Chętnie krytykowali też obecną władzę wskazując na nepotyzm i kolesiostwo.
[…]
W dalszej części tego opracowania są części, zatytułowane:
Głos sprzeciwu […]
Wzmocnienie lewicy, osłabienie Hołowni […]
Szkoły podstawowe i średnie, dalekie od średniej […]
Frekwencja 53% – sygnał buntu czy apatii? […]
A oto zakończenie tego opracowania:
Czego uczy nas „Młodzi głosują”?
Obraz młodego pokolenia jest bardziej złożony, niż wynikałoby to z klasycznych podziałów ideologicznych. Choć wśród młodych wyborców są zarówno ci, którym bliskie są wartości progresywne – prawa człowieka, klimat, feminizm – jak i zwolennicy wolnościowych, nacjonalistycznych czy konserwatywnych narracji, to wielu z nich nie postrzega siebie w kategoriach tradycyjnej osi lewica-prawica. Młodzi wybierają raczej wyraziste przekazy i autentycznych kandydatów, niezależnie od ich politycznych etykiet. W efekcie najbardziej aktywni młodzi wyborcy coraz częściej głosują na formacje takie jak Konfederacja czy Lewica, które nie unikają jasno zdefiniowanych postulatów, podczas gdy duże partie (PO, PiS) zbierają w tej grupie znacząco mniej głosów niż wśród starszych wyborców.
“Młodzi Głosują” pokazuje, że młodzi chcą brać udział w obywatelskich inicjatywach i że spora grupa uczniów chce wyrazić swój głos, ale nadal potrzebne są działania, które pomogą im poczuć większą odpowiedzialność i pewność w głosowaniu. To ważna lekcja dla polskiej demokracji. Młodzi nie są obojętni – oni czekają na powód, by zaufać demokracji i jej przedstawicielom. Chcą widzieć odwagę i efekty w działaniu. Gdy tego brakuje, uciekają w bunt albo apatię. Dlatego wsłuchanie się w głos młodych, danie im realnego wpływu oraz odpowiadanie na ich potrzeby powinno stać się priorytetem dla decydentów, którzy chcą zdobyć głosy młodych dorosłych. Demokracja w oczach młodych powinna być żywa, autentyczna i sprawcza – inaczej ryzykujemy utratę całego pokolenia obywateli, którzy zniechęceni odwrócą się od udziału w życiu publicznym.
Dlatego „Młodzi Głosują” to nie tylko jednorazowe wydarzenie – to program, który uczy, że głos ma znaczenie, a udział w wyborach to coś więcej niż wrzucenie karty do urny. „Młodzi głosują” to też wsparcie dla nauczycieli i nauczycielki w prowadzeniu rozmów o polityce z zachowaniem neutralności. Dzięki niemu szkoła staje się miejscem realnego przygotowania do bycia aktywną obywatelką i aktywnym obywatelem.
Dając młodym przestrzeń do praktykowania demokracji w bezpiecznych warunkach szkolnych, program buduje ich sprawczość i przekonanie, że mają wpływ. Pokazuje, że polityka to nie „gra dorosłych”, ale obszar, w którym młodzi mogą działać, współdecydować i zmieniać rzeczywistość.
Dbając o najwyższe standardy neutralności politycznej projektu „Młodzi głosują 2025”, ogólnopolskie wyniki opublikowaliśmy dwa dni po wyborach powszechnych (20 maja). Wystrzegamy się wszelkich form agitacji, a naszym celem jest wzmacnianie społeczeństwa obywatelskiego i edukacji wyborczej. Projekt „Młodzi głosują 2025” realizowany jest zgodnie z art. 108 § 3. kodeksu wyborczego.
Autorzy: Michał Mazur, Paulina Pękalska
Cały tekst „Niepełnoletni też głosowali” – TUTAJ
Źródlo: www.ceo.org.pl
Wczoraj w „Akademickim Zaciszu” po raz pierwszy rozmawiano o przedszkolu – czym ono jest, czym może być? Czy – jak na to wskazuje polskie określenie – jest ono przygotowaniem do szkoły, czy raczej (na co wskazują określenia występujące w języku angielskim i niemieckim) ogrodem dziecięcym, miejscem swobodnego rozwoju dzieci?
Prof. Roman Leppert zaprosił do tej rozmowy o rozmowy dwie panie:
– Doktor Agatę Draszkiewicz – nauczycielkę w jednym z szczecińskich przedszkoli,
– Agnieszkę Łęcką – dyrektorkę, a jednocześnie organ prowadzący i właścicielkę przedszkola niepublicznego.
Tradycyjnie – wszystkich zainteresowanych tym o czym rozmawiano, a którzy wczoraj nie mogli przysłuchiwać się tej rozmowie, zapraszamy aby to uczynuli klikając w zamieszczony poniżej link:
Przed-szkole czy ogród dziecięcy? – TUTAJ
Prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu tekst, w którym – odwołując się do wystąpień uczestników konferencji, która pod nazwą „STEM* w przedszkolu szkole” odbyła się 4 czerwca w Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie – opowiedział się za „nową przestrzenią, wirtualną, której lekceważyć i blokować nie warto”. Oto ten tekst bez skrótów:
Miejsca edukacji nie są już tylko w szkole
Odbywająca się w ubiegłym tygodniu cykliczna konferencja naukowa w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie skupiała uwagę badaczy na fenomenie cyberprzestrzeni. Nareszcie pierwszego dnia obrad już nią nie straszono, ale pokazywano pozytywne aspekty i konkretne a pozytywne rozwiązania w edukacji i dzięki edukacji, które służą DOBRU, społeczeństwu.
Nie zamierzam uderzać w zbyt utopijne tony, ale gdyby nie cybertechnologia, to kto wie, jakie czekałyby Ziemię i ludzkość dalsze losy. Z jednej strony zachwycamy się startem drugiego polskiego astronauty (łodzianina!), a z drugiej strony lekceważy się w szkolnictwie publicznym rolę racjonalnych zastosowań mediów cyfrowych w kształceniu dzieci i młodzieży. Poziom zacofania mentalnego i marnotrawienia kapitału kulturowego jest w Polsce widoczny od połowy lat 90.XX wieku.
Tym bardziej ucieszyła mnie perspektywa pani dr Małgorzaty Minchberg z APS, która podzieliła się z pedagogami swoim interdyscyplinarnym podejściem do kreowania środowiska estetycznego wychowania właśnie ze względu na pozytywną wartość dynamiki zmian we współczesnym świecie. Najwyższy czas, bo i tak jesteśmy już opóźnieni w stosunku do innych krajów, by reorientować edukację ze statycznej, frontalnej, zamkniętej w systemie klasowo-lekcyjnym na dynamiczną, elastyczną, otwartą, uwzględniającą jakże oczywiste od lat psychorozwojowe różnice indywidualne wśród dzieci, młodzieży i ich nauczycieli.
Jak trafnie pisze o tym w swojej znakomitej książce, której okładką ilustruję poniższy cytat:
„Na zjawisko wychowania składa się przestrzeń, w której następuje rozwój człowieka i proces jego socjalizacji oraz działanie, w którym zachodzi proces edukowania zbudowany na faktach i doznaniach zmysłowych. Na obie sfery kadry edukujące mogą wpływać, budując środowisko wychowawcze, w którym kultura wizualna stanowi czynnik decydujący. Rola tradycyjnego systemu edukacji w XXI wieku zdecydowanie maleje, jeśli rozpatrujemy miejsca i ich efektywność, w budowaniu wykształconego, dojrzałego i szczęśliwego społeczeństwa. Dziś uczymy się po prostu żyjąc i rozwiązując napotkane problemy, bo dynamiczne zmiany w otaczającym nas świecie zdecydowanie wyprzedzają wszelkie programy i systemowe rozwiązania organizacyjne„ (s.7).
Przegrywa polskie pokolenie młodych swoją szansę życiowa, bo jest wtłaczane w penitencjarnie, selekcyjnie kształtowany od wieku ustrój szkolny, którym kierują dyletanci dla zaspokojenia własnych ambicji politycznych (partyjnych), socjo-ekonomicznych. Socjotechniczna manipulacja, etatystycznie sterowana indoktrynacja, ignorancja i arogancja władzy niszczą fundamenty polskiej edukacji, skazując młodych na NiL, czyli na szkolną nudę i lęk, na KiT, czyli na konformizm i traumę. Jakże to wygodne dla pseudodecydentów trzymać pod „butem” nauczycieli i uczniów, czyniąc im łaskę w sferze doraźnych ochłapów modernizacji, byle tylko nie autonomię, twórczość, samorealizacj.
W sieci krążą dramatyczne memy powyborcze. Ktoś **wrzuca pogląd Zygmunta Freuda:
„Większość ludzi tak naprawdę nie pragnie wolności, ponieważ wolność niesie ze sobą odpowiedzialność, a odpowiedzialność jest dla większości ludzi przerażająca„. Nie podaje jednak źródła.
Od dziesiątek lat szkoły służą właśnie temu, by przymusowo upychani w klatkach (klasach/izbach lekcyjnych) uczniowie byli zwolnieni z autoodpowiedzialności. To ministra, kurator, dyrektor jako nadzór „pedagogiczny”(nie mający wiele wspólnego z pedagogiką) im powie, co im wolno, a czego nie wolno. Dlatego uczniowie wybierają wolność, jaką daje im cyberprzestrzeń z całą paletą możliwych tego następstw. Jedni wykorzystają ją dla własnego rozwoju, a nieliczni do (auto-)destrukcji. Im szybciej zatem włączymy się do współpracy na rzecz tych pierwszych, to tych drugich będzie mniej, choć nie znikną w społeczeństwie, niezależnie od tego, kto nimi rządzi.
Pedagogika praktyczna musi być optymistyczna, a nie nekrofilna (Fromm). Artystka-rzeźbiarka a zarazem dr nauk społecznych w dyscyplinie pedagogika M. Minchberg prowadziła badania w placówkach dla najmłodszych dzieci, bo w żłobkach. Dowodzi, jak dzięki zmianie przestrzeni edukacyjnej, sztuce można pomóc maluchom w odkrywaniu własnego potencjału sprawnościowego, poznawczego i harmonizować emocje z otaczającym je światem.
Nareszcie pojawiło się kluczowe pytanie: „Dlaczego otaczająca nas przestrzeń miejska jest brzydka? Czemu projektuje się brzydkie przedmioty i reklamy? Od czego zależy wyczucie estetyki w społeczeństwie? Dlaczego uczestnictwo w kulturze jest marginalne? (…) Czemu nie wykorzystujemy potencjału twórczego obywateli – dzieci, uczniów, studentów, pracowników? Czemu dzieci tracą swoją kreatywność wraz z uczestnictwem w systemowej edukacji?” (s. 141-142).
Kto tak naprawdę wychowuje nasze dzieci? W jakiej przestrzeni są one poddawane oddziaływaniom, które już per se mogą mieć toksyczny charakter? Ciekaw jestem, jak po kilku latach od wdrożonego przez autorkę eksperymentu w stołecznych żłobkach zmieniła się w nich przestrzeń i czy uczęszczające do szkoły maluchy nie zatraciły poczucia piękna, dobra i prawdy o świecie, innych i samych sobie na skutek zmieniających się w ich życiu środowisk socjalizacyjno-wychowawczych? Jedno nie ulega wątpliwości, że pojawiła się nowa przestrzeń, wirtualna, której lekceważyć i blokować nie warto, bo obróci się tak przeciwko uczniom, jak i ich nauczycielom. Politycy już tego doświadczyli.***
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
*STEM (ang. science, technology, engineering, mathematics ) -akronim, który powstał od pierwszych liter słów w języku angielskim: nauki, technologii, inżynierii i matematyki. Więcej – TUTAJ
**Ale my podamy: To Zygmunt Freud, którego 2 czerwca cytował Paweł Szuba na swoim fb-profilu.
***Dowodzi tego raport przeprowadzony przez Res Futura, którego wyniki 3 czerwca przytacza „Gazeta Prawna” w tekście „Wybory prezydenckie 2025. Raport Res Futury: Nawrocki wygrał dzięki nowej strategii w internecie”.
Poszukując tekstu do zamieszczenia w środę rano, już wczoraj przeglądaliśmy znajome strony i adresy. I tak trafiliśmy na tekst, który na swoim fb-profilu zamieściła 3 czerwca dr. Marzena Żylińska. Tak naprawdę, to jest on zaroszeniem do wysłuchania ponad godzinnej rozmowy, jaką na ten właśnie temat przeprowadziła ona z dr Gabrielą Olszowską.Jako że dotyczy on aktualnego problemu przed którym stoją teraz tysiące nauczycielek i nauczycieli – zamieszczamy go poniżej:
„Ocenianie: obliczanie czy ustalanie?” – akcja Budzącej Się Szkoły
„Chciałabym dać ci 4, ale brakuje Ci dwóch setnych.” – Czy wyliczanie średniej z ocen bieżących jest zgodne z prawem oświatowym, czy jest zgodne z logiką? Czy to w porządku, że jedna 1 może przekreślić wiele miesięcy ciężkiej pracy?
Zacznijmy rozmawiać o ocenach i ich sensie. Zacznijmy czytać przepisy prawa oświatowego, czyli Ustawę o prawie oświatowym i Rozporządzenie o ocenianiu i promowaniu z 22.02.2019.
Ustawa (Art. 44 b) mówi jasno, że „ocenianie jest ustalaniem przez nauczyciela …”. „ustalaniem”, a nie obliczaniem. Ustalanie zakłada namysł, rozważenie indywidualnych sytuacji, a to wyklucza mechaniczne podejście oparte na matematycznych obliczeniach.
Nie da się szybko zmienić zwyczajów, które (wbrew prawu oświatowemu) niemal wszystkim wydają się oczywistością, ale kiedyś trzeba zacząć i zrobić pierwszy krok.
Więc zacznijmy!!! Rozmawiamy o sensie oceniania, o tym, co jest prawdziwym celem edukacji, celem, który dziś przesłaniają nam oceny, średnie i świadectwa z paskiem.
Jeśli uważacie, że to ważny temat, to udostępnijcie ten post i rozmawiajcie, rozmawiajcie i rozmawiajcie. Tylko tak możemy zmienić stare, niesłużące dzieciom / młodym ludziom przyzwyczajenia.
Link do rozmowy z dr Gabrielą Olszowską o przepisach prawa oświatowego, dotyczących oceniania uczniów
– TUTAJ
A o tym, co oznacza „sprawiedliwe ocenianie” napiszę i opowiem kolejnym razem.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/


















