
Archiwum kategorii 'Aktualności'
W ramach naszych poszukiwań wartych upowszechnienia materiałów trafiliśmy na zamieszczony dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” tekst autorstwa Katarzyny Mazur, zatytułowany „Kto nie rokuje, musi odejść. Sekrety sukcesów elitarnych liceów”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
Rankingi liceów co roku wywołują duże emocje. Szkoły z czołówki chwalą się sukcesami swoich uczniów i przyciągają tłumy kandydatów. Ale czy wysoka pozycja w zestawieniu i złota odznaka jakości rzeczywiście świadczy o jakości nauczania? A może to raczej rezultat indywidualnej pracy uczniów i wsparcia korepetytorów? A może jeszcze innych po cichu rozgrywanych praktyk?
[…]
Elitarne licea przyciągają najlepszych absolwentów szkół podstawowych. Proces rekrutacji sam w sobie tworzy selekcję, dzięki której w szkole uczą się osoby już zmotywowane i zdolne. Nauczyciele mogą więc pracować z grupą uczniów o wysokim potencjale intelektualnym, co bez wątpienia ułatwia osiąganie dobrych wyników. Wysoka konkurencyjność rekrutacji to jedna strona medalu, drugą jest cicha selekcja w trakcie trwania roku szkolnego. Ci, którzy nie wytrzymają tempa i presji odchodzą sami lub są do tego skłaniani.
– Znam przypadki, w których osobom nie spełniającym pewnego pułapu oferowano „ultimatum”. W jednym skrajnym przypadku było to powiedziane wprost: zaliczę ci semestr, jeśli zmienisz szkołę – wspomina absolwentka jednego ze złotych liceów. – Nie umiem tego jednoznacznie ocenić, rozumiem, że w szkole jest się po to, aby się uczyć. Jeśli ktoś nie chce tego robić, to ma setki innych możliwości do wyboru i to jest na swój sposób uczciwe, bo spotykamy się pod szyldem tej szkoły, aby realizować wspólny cel. Z drugiej jednak strony czułam, że łatwiej nauczycielom pozbyć się problemu niż go rozwiązywać. W końcu ktoś tę osobę tam przyjął.
Nagłe obniżenie poziomu lub brak zainteresowania nauką może być wynikiem złożonych problemów lub objawem wypalenia uczniowskiego. To stan, w którym uczniowie tracą motywację do nauki, odczuwają chroniczny stres oraz obniżoną samoocenę. Badania przeprowadzone przez Instytut Edukacji Pozytywnej wśród 9 tysięcy dzieci w wieku 6-17 lat wykazały, że aż 73% uczniów doświadcza objawów wypalenia uczniowskiego.
Niezdrową rywalizację między uczniami napędza system oceniania i społeczne oczekiwania. Psychologowie od lat zwracają uwagę, że takie podejście może prowadzić do przemęczenia, stresu oraz problemów emocjonalnych u dzieci. Problem w tym, że w „wyścigu szczurów” starują także nauczyciele.
– Z przykrością obserwowałam napięcia wśród nauczycieli, którzy prześcigali się w osiągnięciach swoich uczniów – wspomina emerytowana nauczycielka jednego z liceów oznaczonych złotą tarczą perspektyw. – Sukcesy kolegów i koleżanek potrafią pogłębiać poczucie własnej porażki i wzmagać potrzebę osiągnięcia podobnych. Oczywiście do pewnego stopnia jest to zdrowe i motywujące. Robi się jednak problem, gdy sukcesów nie potrafi się uwspólnić. A tak się dzieje w wielu, wielu szkołach. Jak gdyby nauczyciel tego czy innego przedmiotu miał monopol na kształcenie ucznia w danej dziedzinie.
Mało się mówi o rywalizacji nauczycieli, ale jest to problem, który da się zaobserwować. Wstydliwy problem, do którego nie łatwo przyznać się wprost. Ale który widać w mimochodem rzucanych pytaniach o stopień realizacji materiału, o ilość przeprowadzonych sprawdzianów, o zajęcia dodatkowe. Rywalizacji sprzyja też często sama dyrekcja.[…]
Badania i rozmowy z uczniami pokazują, że duża część maturzystów uczęszczających do najlepszych szkół korzysta z korepetycji. Zewnętrzni nauczyciele pomagają w indywidualnym przygotowaniu do egzaminów, nadrabianiu zaległości czy rozwijaniu talentów. Pojawia się więc pytanie: czy to liceum podnosi poziom ucznia, czy też uczniowie sami pracują na swoje wyniki, przy wsparciu pozaszkolnym?
Szacunki wskazują, że rynek korepetycji w Polsce może osiągać wartość nawet 4 miliardów złotych rocznie. I od dawna już nie są to zajęcia zarezerwowane dla uczniów z trudnościami w nauce. […]
Zapytaliśmy o tę kwestię panią Agnieszkę Potocką, dyrektor XIV LO im. Stanisława Staszica w Warszawie, szkoły, która zajęła pierwsze miejsce w Rankingu Liceów i Techników Perspektywy 2024.
– Pewnie wielu naszych uczniów korzysta z korepetycji – zakłada dyrektorka „Staszica”. – Nie wiem tego. Wiem jednak, że tworzymy w szkole takie warunki, by korzystać nie musieli. Prowadzimy koła i warsztaty przygotowujące do wszystkich olimpiad w jakich biorą udział uczniowie. Mamy w tym ogromne doświadczenie. Co roku mamy listę chętnych do udziału w tych zajęciach również z innych warszawskich szkół. Każdy uczeń, który chce się uczyć uzyska w naszej szkole wsparcie i wskazówki do pracy tak, by mógł osiągnąć sukces na miarę swoich możliwości. […]
Nie jest jednak tak, że „złote licea” są jedynie ośrodkami wywierania presji lub że z uwagi na przyciągnięcie najlepszych uczniów są to „samograje”, nie wymagające od nauczycieli specjalnie wytężonej pracy. Byłoby to bardzo uproszczone i krzywdzące podsumowanie.
– To efekt bardzo ciężkiej pracy nie tylko uczniów ale również nauczycieli naszej szkoły – mówi Agnieszka Potocka. – Mamy uczniów wyjątkowo uzdolnionych, ale jednocześnie wymagają oni od nas nauczycieli wyjątkowo dużo. Nauczyciele są mentorami uczniów i ich przewodnikami w przygotowaniu do konkursów i olimpiad.
Praca z uczniem zdolnym też jest dla nauczyciela wymagającym wyzwaniem. I wydaje się krzywdzące umniejszanie ich roli w osiąganych przez uczniów wynikach.[…]
Rankingi pokazują tylko fragment układanki
Ranking nie uwzględnia takich czynników jak atmosfera w szkole, poziom wsparcia psychologicznego czy rozwoju osobistego uczniów. Tymczasem sukces maturalny to tylko fragment edukacyjnej układanki. Ważne są także kompetencje społeczne, umiejętność współpracy czy zdolność radzenia sobie z presją.
Bez wątpienia sukces maturalny jest możliwy w każdym liceum. Droga jaką się do niego dochodzi jest indywidualna dla każdego z uczniów, a szkoła powinna mu na niej towarzyszyć.
Cały tekst „Kto nie rokuje, musi odejść. Sekrety sukcesów elitarnych liceów” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Poniżej zamieszczamy wybrane fragmenty obszernego tekstu Piotra Brzózki, zamieszczonego dzisiaj na internetowej stronie < wyborcza.pl ŁÓDŹ >. Z całym tekstem można zapoznać się po kliknięciu linku do strony gazety:
„Niemożliwe, by nikt nie zauważył, że Wojtek chce uciekać od życia”. Po śmierci licealisty
Foto: shutterstock.com
– W „lepszych” szkołach przemoc jest bardziej wysublimowana. Może nie ma bicia, ale jest wykluczenie. Znam przykład dziewczynki zaszczutej przez grupę ze złotej warszawskiej dzielnicy tylko dlatego, że jej rodziców nie stać było na określone ubranie – mówi prof. Mariusz Jędrzejko. […]
15-letni Wojtek, uczeń drugiej klasy I liceum ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego w Piotrkowie Trybunalskim, popełnił samobójstwo. Badając okoliczności tragedii, prokuratura sprawdza, czy chłopiec był wcześniej nękany przez rówieśników.
Szkoła, do której uczęszczał nastolatek, od lat jest wysoko notowana w edukacyjnych rankingach. Mówi się, że to „fabryka przyszłych prawników i lekarzy”. Jednocześnie jednak pojawiają się kolejne niepokojące doniesienia odnośnie przemocowych relacji między uczniami. Tuż po nagłośnieniu sprawy Wojtka, „Onet” opublikował wstrząsającą relację Joanny, byłej uczennicy „Chrobrego”, która w 2023 roku również targnęła się na swoje życie – na szczęście nieudanie. Wyznała, że była prześladowana latami. W jej sprawie interweniowało kuratorium. […]
Piotr Brzózka: – Piotrków Trybunalski wciąż przeżywa samobójczą śmierć 15-letniego Wojtka. Wiele osób twierdzi, że wcześniej chłopiec mógł paść ofiarą przemocy ze strony rówieśników. Prokuratura bada ten wątek. Ale też mówi się o innych uwarunkowaniach tragedii, pozaszkolnych, bardziej osobistych. Pracuje pan w tym mieście, z pewnością więc odbiera różne sygnały. Co dziś można odpowiedzialnie powiedzieć o sprawie?
Prof. Mariusz Jędrzejko: – To, że jest ona przedmiotem licznych komentarzy i domniemywań. Moi koledzy i koleżanki, którzy są pedagogami, obawiają się, czy sprawa nie zostanie zamieciona pod dywan. Bo pojawiają się w mieście informacje, że chłopiec był ofiarą hejtu ze strony dwóch rówieśników, dzieci osób w Piotrkowie znanych. I tego nie mówią ludzie, którzy nie znają się na rzeczy. To są zawodowcy.
Generalnie natomiast trzeba szukać odpowiedzi na pytanie: dlaczego regularnie podejmujemy temat śmierci młodych ludzi, natomiast nie dociekamy istoty zjawiska? Czy to będą dziewczynki w Lublinie i Warszawie, czy chłopiec w Piotrkowie, mówimy zazwyczaj o skutkach. […]
P.B. – Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2024 roku życie odebrało sobie 127 osób poniżej 19. roku życia. W tej grupie wiekowej mieliśmy też ponad dwa tysiące prób samobójczych, szczęśliwie nieudanych.
M.J. – A to oznacza, że myśli samobójcze mogło mieć 20-40 tysięcy młodych ludzi. Aby oszacować tę wielkość, stosuje się przelicznik, mnożąc liczbę prób przynajmniej razy dziesięć. Jest to więc realny problem, niestety podejmowany dopiero wtedy, kiedy są ofiary śmiertelne. […]
P.B. – Liceum, do którego chodził Wojtek, uchodzi za elitarne. Choć mogłoby się wydawać, że w takich szkołach przemoc nie powinna występować, z tej konkretnej szkoły i z wielu innych podobnych w całej Polsce, docierają niepokojące sygnały. Dziwi to pana?
M.J. — Jaki jest miernik elitarności? Co to znaczy „elitarna szkoła? Jeśli to taka, po której więcej uczniów dostaje się na bardzo dobre uczelnie państwowe, to mówimy tylko o jednym wyznaczniku. Ale nie ma to nic wspólnego ze strukturą relacji społecznych.
W tak zwanych elitarnych szkołach kładzie się największy nacisk na edukację, bo to jest ambicją nauczycieli, uczniów, rodziców. Jest presja wewnętrzna i zewnętrzna na wyniki, ale często brakuje wsparcia społecznego dla dzieci.
Mam doświadczenie od 2007 roku w szkoleniach dla rad pedagogicznych. W ubiegłym roku byłem w 73 szkołach, więc mogę to stwierdzić w sposób odpowiedzialny.
Wiadomo, że dzieci z takich szkół potrzebują większego wsparcia w zakresie odreagowania po bardzo ciężkiej nauce. Żeby mówić o prawdziwej elitarności, musielibyśmy dokonać rzetelnej oceny: czy w tych placówkach są większe zespoły psycho-pedagogiczne, czy przeznacza się większe pieniądze na rozwiązywanie problemów i różnorodne wsparcie. Jeśli tego nie ma, można mówić jedynie o szkołach, które chcą mieć wysokie wyniki edukacyjne. […]
P.B. – Życie współczesnych nastolatków w dużej mierze toczy się poza szkołą, a nawet poza światem realnym. A ten wirtualny często okazuje się jeszcze bardziej niebezpieczny, choćby z tego względu, że trudniej jest dostrzec zjawiska takie, jak hejt.
M.J. – Nieprawda. My po prostu nie chcemy tego dostrzegać. Kluczowym elementem mojej pracy są cyber-zaburzenia. Zajmuję się ludźmi nadużywającymi oraz ofiarami technologii cyfrowych i wirtualnych sieci społecznych. Gdybyśmy tylko przyjęli zasadę, że wszystkie telefony dzieci i młodzieży do 18. roku życia mają wgrane i aktywne programy kontroli rodzicielskiej, nie mielibyśmy przynajmniej połowy występujących patologii.
Ale proszę spróbować wyjaśnić rodzicom, że 12-letnia córka nie może mieć Tik-toka. Matka mi mówi, że jestem ze średniowiecza, bo przecież wszyscy mają. Żyjemy w obłędzie.
System psychiatryczny, psychologiczny, logo-terapeutyczny nie wytrzymuje takiej liczby pacjentów. Nie dlatego, że jesteśmy mierni, tylko dlatego, że rodzice w ogóle nie chcą słuchać specjalistów. Kierują się filozofią materialną. Skoro możemy coś dać dziecku, to dajemy, bo jest XXI wiek. Ja zawsze wtedy odpowiadam: G… prawda, mózg dziecka rozwija się od tysięcy lat tak samo, nie można go przebodźcowywać. […]
P.B. – Jest też druga strona medalu. Dyrektor liceum, do którego chodził zmarły tragicznie Wojtek, jest zatrwożony skalą hejtu, który spadł teraz na szkołę i jej uczniów. Nie znamy jeszcze ustaleń prokuratury, nie ma niezbitych dowodów na to, że chłopiec był nękany, a jeśli tak – przez kogo konkretnie. Ale są spekulacje, po cichu padają nazwiska, a głośno dostaje się całej społeczności. Co dla większości dzieciaków jest sytuacja fatalną. Jest dobre rozwiązanie w tej chwili?
M.J. – Powinniśmy oczekiwać od prokuratury i policji, by sprawa została błyskawicznie rozwiązana. W pełni powinny zostać przejrzane zasoby social mediów chłopca, co pozwoli uzyskać odpowiedź na najważniejsze pytania. Czy prokuratura zaczęła to robić tego samego dnia, kiedy nastąpiła śmierć? Czy uwzględniono wszystkie możliwe czynniki? Czy po kilku tygodniach od tego zdarzenia na biurku prokuratora leży pełen przegląd zapisów z Messengera, Instagrama, Tik-toka i każdego innego miejsca, w którym był on zalogowany?
Nie chcę prorokować. Współczuję społeczności szkolnej, ale nie byłbym zwolennikiem formułowania dalekosiężnej myśli, że wszyscy uczniowie dramatycznie tę sytuację przeżywają. Życie po tylu dniach toczy normalnie.
Jestem za tym, by ze śmierci w szkole nie robić czarnego święta. Opieką trzeba otoczyć przede wszystkim najbliższych przyjaciół i rodzinę tego chłopca, to oni najbardziej cierpią. Nauczyciele powinni odpowiedzieć sobie na pytanie: czy był jakikolwiek sygnał? Uczniowie – czy ktoś słyszał coś niepokojącego? A jeśli słyszał, dlaczego nie zwrócił się do specjalistów: psychologa, pedagoga, wychowawcy. Moje doświadczenie wskazuje, że młodzi ludzie na ogół wiedzą o sygnałach zwiastujących tragedię i na ogół nie idą z tym do nauczyciela, który przecież powinien być edukacyjnym przyjacielem.
Cały tekst „”Niemożliwe, by nikt nie zauważył, że Wojtek chce uciekać od życia” – TUTAJ
Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/
Prawie 14 miesięcy po objęciu władzy przez rząd „Koalicji 15 października” MEN wspólnie z CBA przekazały wczoraj taką informację:
W ramach realizacji porozumienia o współpracy pomiędzy Ministerstwem Edukacji Narodowej a Centralnym Biurem Antykorupcyjnym, CBA wszczęło 4 lutego br. kontrolę dotyczącą programu „Rozwój potencjału infrastrukturalnego podmiotów wspierających system oświaty” znanego powszechnie jako „Willa plus”.
W czasie spotkania z przedstawicielami Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Ministerstwo Edukacji Narodowej zadeklarowało pełną współpracę w ramach działań kontrolnych podejmowanych przez CBA, w tym zapewnienie pełnego dostępu do dokumentacji.
W spotkaniu towarzyszącym wszczęciu kontroli wzięły udział m.in. sekretarz stanu Katarzyna Lubnauer oraz sekretarz stanu Joanna Mucha.
Celem obowiązującego porozumienia pomiędzy MEN a CBA jest współpraca w zakresie koordynowania działań i wymiany informacji dotyczących Programów: „Rozwój potencjału infrastrukturalnego podmiotów wspierających system oświaty i wychowania” oraz „Inwestycje w Oświacie”.
Czynności kontrolne zostały przewidziane do realizacji do 4 maja 2025 r.
W związku ze stwierdzonymi licznymi nieprawidłowościami w realizacji programów inwestycyjnych, MEN złożyło też zawiadomienia do prokuratury oraz właściwych służb.
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Portal „Strefa Edukacji” zamieścił dzisiaj tekst, w którym jego autorka – Magdalena Ignaciuk podjęła aktualny problem: „Co robią nauczyciele, kiedy ich uczniowie mają ferie zimowe”. Oto ten artykuł bez skrótów:
Wolne od szkoły, ale nie od pracy? Nauczyciele zdradzają, jak spędzają ferie
Dwa tygodnie wolnego w zimie to dla nauczycieli czas, który mogą przeznaczyć na odpoczynek, rozwój osobisty lub… dodatkową pracę. Choć wielu osobom wydaje się, że nauczyciele w tym okresie po prostu leniuchują, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Jak naprawdę spędzają ferie?
Czas na rozwój i odpoczynek. Jak nauczyciele odpoczywają w ferie?
Niektórzy nauczyciele wykorzystują ferie na nadrobienie zaległości kulturalnych i uporządkowanie materiałów. To czas, kiedy mogą odwiedzić muzea, teatry i galerie sztuki, na co w trakcie roku szkolnego często brakuje im czasu. Dzięki temu nie tylko rozwijają swoje zainteresowania, ale również mogą szukać inspiracji do zajęć z uczniami.
– W ferie zbieram siły, odpoczywam, ale w sposób kulturalny – nadrabiam zaległości książkowe (głównie te skierowane do młodszego czytelnika), chodzę do muzeów i jeśli jest ciekawa sztuka to również na spektakle teatralne. Dlaczego? Bo w ferie mam czas na to, żeby zobaczyć wystawy w spokoju, bez pośpiechu. Ocenić, czy spodobają się uczniom i zaproponować dyrekcji wycieczki na kolejny semestr. Ponadto porządkuję materiały (po 1 semestrze w segregatorach panuje jeden wielki chaos) I ewentualnie przygotowuję nowe – mówi Marta, nauczycielka polskiego.
Inni nauczyciele poświęcają ten czas na załatwienie spraw, które odkładali przez cały semestr. To także moment na uporządkowanie przestrzeni wokół siebie – zarówno w domu, jak i w dokumentacji zawodowej.
– W końcu mam czas, aby zająć się sprawami, które przez długi czas odkładałem na później. Dziś, na przykład, kupiłem pompę wspomagania – przez ostatni rok jeździłem bez wspomagania, co nie było najwygodniejszym rozwiązaniem – mówi Grzegorz, nauczyciel ze szkoły podstawowej pod Warszawą. – Poza tym porządkuję dom i usuwam rzeczy, które nagromadziły się przez ostatnie miesiące. Poświęcam też czas na pisanie podręcznika do TUS-ów (Treningu Umiejętności Społecznych). W najbliższych dniach wyjeżdżam na kilka dni do Holandii. Chcę zmienić otoczenie, odetchnąć tamtejszym powietrzem i poświęcić czas na jazdę na rowerze. W Polsce nie jestem fanem rowerów, natomiast tam mógłbym jeździć bez przerwy. Po powrocie wracam do pracy. W tym roku mam korzystny plan lekcji, co sprawia, że nie odczuwam nadmiernego zmęczenia. Jedyną trudnością jest współpraca z toksyczną osobą – to właśnie od niej muszę odpocząć najbardziej – dodaje.
Praca w ferie to często nie wybór, a konieczność
Dla wielu nauczycieli ferie nie oznaczają całkowitego odpoczynku. Część z nich angażuje się w prowadzenie półkolonii lub podejmuje inne formy dodatkowej pracy. W wielu miastach organizowane są zajęcia dla dzieci, które nie wyjeżdżają na zimowiska, a nauczyciele chętnie angażują się w ich prowadzenie.
– Pierwszy tydzień ferii spędzam na odpoczynku i czytaniu książek, bo w roku szkolnym rzadko mam na to czas – mówi nauczycielka historii. – W drugim tygodniu prowadzę półkolonie. To wymagające zajęcie, ale daje mi możliwość kontaktu z dziećmi innymi niż moi uczniowie.
Półkolonie to nie tylko okazja do podreperowania domowego budżetu, ale także możliwość zdobycia nowych doświadczeń. Wielu nauczycieli wybiera również kursy doszkalające, które pozwalają im rozwijać swoje kompetencje zawodowe. To czas na poznawanie nowych metod nauczania, aktualizowanie wiedzy i poszerzanie umiejętności pedagogicznych.
Problemem, który często się pojawiał, było to, że oprócz pracy w szkole, trzeba było znaleźć dodatkową pracę, żeby utrzymać się na odpowiednim poziomie. I to jest jeden z większych problemów w dzisiejszej edukacji – kto chce za niewielkie pieniądze wkładać tak dużo wysiłku? – mówiła w rozmowie ze Strefą Edukacji edukatorka i podróżniczka, Sabina Piłat.
Choć ferie to dla nauczycieli czas wolny od zajęć dydaktycznych, wielu z nich nie może sobie pozwolić na całkowity odpoczynek. Planowanie kolejnego semestru, przygotowywanie materiałów, a także rozwój osobisty – to wszystko sprawia, że ich wolne dni często są wypełnione obowiązkami.
Niektórzy nauczyciele świadomie poświęcają ferie na relaks i regenerację, by z nową energią wrócić do pracy. Wyjazdy w góry, długie spacery, sport czy po prostu leniwe poranki to sposoby na odzyskanie sił.
Niezależnie od tego, czy nauczyciele w ferie stawiają na odpoczynek, rozwój czy dodatkową pracę, jedno jest pewne – po przerwie zimowej wracają do uczniów z nową energią i pomysłami na kolejne miesiące nauki.
Źródło: hwww.strefaedukacji.pl
Wczoraj Łukasz Szeliga zamieścił na swoim na fbprofilu tekst, który jest kolejnym przyczynkiem do dyskusji o reformatorskich działaniach MEN
Od trzech dni toczy się polemika w edukacyjnych grupach i społecznościowych bańskich na temat artykułu Katarzyny Słowik pt.: „Barbara Nowacka, Joanna Mucha, Katarzyna Lubnauer. Miał być edukacyjny dream team, są wkurzeni nauczyciele”, w którym wypowiadają się nie tylko nauczyciele, ale również osoby współpracujące przy nadchodzącej reformie.
W wypowiedziach wybrzmiewa sporo zawiedzenia dotychczasowymi działaniami MEN-u, bezpośrednie zarzuty o brak dostatecznych kompetencji przez ministerialny zespół i rozczarowanie sposobem wprowadzania reformy.
Należę do osób, które z optymizmem patrzyły na nowy skład Ministerstwa Edukacji Narodowej, lecz przeszacowały jego możliwości. Z czego to wynikało? Na to pytanie pośrednio odpowiem, dzieląc się ważnymi dla mnie refleksjami i opiniami:
> MEN wbrew pozorom ma ograniczony wpływ wdrażania zmian w edukacji systemowej. O ile może wydać rozporządzenie i zaplanować reformę, to na tu i teraz o kształcie szkolnictwa publicznego decydują samorządy. To one zamykają szkoły, tną budżet i wyznaczają kierunek rozwoju edukacji na poziomie lokalnym. Wydaje się, że MEN nie ma póki co skutecznego@ sposobu działania, a widoczne jest to przede wszystkim w temacie liczebności klas. W miastach potrafią one liczyć przeszło 35 osób, a na wsiach zespół klasowy potrafi składać się z 5 osób. Przydałaby się odgórna decyzja w tym temacie, ale tej na razie brak.
> W Polsce mamy przeszło 720 tys. nauczycielek i nauczycieli (dane na czerwiec 2024 roku, Glos Nauczycielski), więc naiwnym jest oczekiwanie, że w tak zróżnicowanej światopoglądowo, kompetencyjnie i z uwagi na wiek osób będzie jedność opinii i poglądów na edukację. To w zarządzaniu zasobami ludzkimi ogromne wyzwanie i wbrew pozorom nie tyle trzeba w nim specjalisty od edukacji, co od zarządzania zmianą i komunikacji masowej.
> Wzrost pensji nauczycielskich był konieczny. Natomiast zakładanie, że przełoży się on na jakość wykonywanej pracy, gotowość do rewizji stosowanych metod i prezentowanego podejścia jest nie tyle naiwne, co nierozsądne. Mamy teorie sprawdzone w praktyce, które udowadniają, że wzrost płac nie musi przełożyć się na jakość wykonywanej pracy. I nie odwołuję tu to Daniela Pinka, którego w pandemii odkryli edukacyjni szkoleniowcy, a chociażby do Dwuczynnikowej Teorii Herzberga. Innymi słowy: wzrost pensji nie musi (powiem dosadniej: nie przełoży się) na jakość wykonywanej pracy przez nauczycieli. Czy nauczycielom należały się podwyżki? Oczywiście, że tak, ale nie stanowią one skutecznego narzędzia w budowaniu nowej jakości edukacji masowej.
> MEN tworzy zespół osób, których wykształcenie i doświadczenie zawodowe w zdecydowanej większości nie jest związane z edukacją na poziomie szkolnictwa od przedszkola do szkół ogólnokształcących. Fakt ten natomiast nie musi być ujmą dla ludzi decydujących dziś o edukacji w Polsce, ale zdecydowanie wiąże się z nim ryzyko, któremu warto przeciwdziałać, a mianowicie ryzyko wpadnięcie w pułapki populizmu i podejmowania decyzji pod wpływem różnych grup wpływu (czy to firm technologicznych czy influencerów). Wydaje się, że scedowanie reformy na IBE było rozsądną decyzją, a nawet taktycznie przemyślaną. W przypadku błędów przy projektowaniu i wdrażaniu reformy (tak, jak miało to miejsce z profilem absolwenta) odpowiedzialność spadnie na IBE, a nie na MEN.
> Pomysł z okrągłym stołem, przy którym zasiada młodzież ze szkół średnich przy udziale Pani Minister był bardzo dobry. Zabrakło w nim niestety, co wybrzmiewa z wypowiedzi niektórych dorosłych (wcale nie tych znanych z Internetu) nauczycieli i rodziców. Dialog z nauczycielami (może tylko medialnie?) ustąpił dialogowi z młodzieżą, którą przedstawiciele MEN uznają w swoich wypowiedziach za ekspertów od edukacji i osoby, które najlepiej wiedzą, jak powinna wyglądać. Mam co do tego duże wątpliwości, bo osoba, która tkwi w pewnej kulturze edukacyjnej i nie liznęła innego podejścia do edukacji może tkwić w okowach swego jednostkowego doświadczenia. Przykładem jest tu chociażby oczekiwanie przez niektóryh uczniów biorących udział w okrągłych stołach, że to nauczyciel będzie tym, który zaprojektuje ścieżkę edukacyjną ucznia. A gdzie współodpowiedzialność za proces uczenia SIĘ wyrażana chociażby w samoocenie uczniowskiej ? Gdzie odpowiedzialność domu za wychowanie dziecka? Zbyt wiele chce się zrzucić na barki szkoły, zapominając, że to dom wychowuje, a szkoła współwychowują; że upodmiotowiony uczeń musi brać odpowiedzialność za proces uczenia SIĘ i ponosić konsekwencje swoich decyzji.
> Rozpoczęcie rządów od wzięcia się za temat szafek w szkołach i wydanie rozporządzenia w sprawie zakazu zadań domowych na poziomie szkół podstawowych nie było moim zdaniem dobrym startem, bo pokazało, że MEN nie do końca rozumiał na czym polega autonomia nauczycieli i zaufanie do dyrektorów szkół, a przede wszystkim sięgnął po narzędzie jakim jest rozporządzenie aby nie tyle regulować coś prawem, bo to już istniało, a zdyscyplinować niereformowalnych nauczycieli. To kłóciło się z wizerunkiem kreaowanym przez MEN w pierwszych tygodniach, jako intytucji otwartej na dialog.
> Generowanie zasięgów na podstawie tego, co negatywne, a nie pozytywne. Odnoszę wrażenie, że cokolwiek zrobi MEN (ten czy inny), to na plan pierwszy medialnie wysuną się błędy i uchybienia, a nie dobre i mądre decyzje. Klikalność, wejścia na stronę i zatrzymanie odbiorcy w mediach społecznościowych (tradycyjnych dziś również) odbywa się poprzez sięganie po to, co negatywne, a nie pozytywne. I nie chodzi mi o pudrowanie MEN-owskiej rzeczywistości, ale o społeczną odpowiedzialność kreatorów opinii publicznej, aby umieć powiedzieć, co jest dobre. Zrobić to, czego nie umiała klasa rządząca i część głosujących na nią osób o kadencjach PiS-u. Bowiem nie wszystkie decyzje poprzedniej ekipy (nawet Ministra Czarnka) były złe.
Cieszę się, że obecne MEN wzięło się za CKE, podejmuje temat edukacji włączającej, a kuratoriami kierują osoby kompetentne.
> Myślenie o edukacji w sposób fragmentaryczny, a nie całościowy i projektowanie reformy bez reformy kształcenia przyszłych nauczycieli jest błędem. Pomijanie roli przedszkoli i edukacji wczesnoszkolnej w rozwoju dziecka i skupianie się na szkolnictwie średnim jest błędem. Deprecjonowanie wczesnych etapów edukacji jest brakiem wiedzy z zakresu psychologii rozwojowej dziecka i jest błędem. Przymykanie oczu na masowość studiów nauczycielskich i brak bariery wejścia do zawodu to odwracanie głowy od realnych problemów i jest to błąd. Uważam, że MEN na tej płaszczyźnie powiela błędy poprzednich rządów.
> Karta Nauczyciela, która wydaje się być kulą u nogi przy jakiejkolwiek sensownej reformie, a jednocześnie każdy, kto podniesie na nią rękę musi liczyć się z tym, że mu ją odetną. Czy wiecie, że dziś nie da się zwolnić nauczyciela, który stosuje przemoc psychiczną wobec uczniów, jeżeli tylko wywiązuje się ze swoich obowiązków tj. nie przyjdzie pod wpływem alkoholu do miejsca pracy, nie podniesie ręki na ucznia lub nie dopuści się innego czynu zabronionego prawem? Szkoła to autentycznie świetna przestrzeń do otrzymywania comiesięcznego wynagrodzenia, ubezpieczenia społecznego i realizowania potrzeby władzy dla tych, którzy nigdy nie powinni uczyć w placówkach edukacyjnych.
> Nauczycielski dobrostan. Jak chcemy dbać o profilaktykę zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży szkolnej, gdy nie dbamy o nią u nauczycieli? Roczny urlop na poratowanie zdrowia jest świetny, ale gdzie przyspieszony dostęp do lekarzy specjalistów, superwizje i zaspokojenie nauczycielskich czynników higieny (patrz: Dwuczynnikowa Teoria Herzberga)?
> Kontekst. Dziś w szkolnych ławkach siedzą przedstawiciele dwóch generacji: Z i Alfa, a ich rodzicami jest generacja Y, która przychodzi w większości na wywiadówki do generacji X. Elektroniczny dziennik stał się smyczą, Internet wychowuje, a pop edukacja kształci rodziców. Oczywiście niektórych, bo nie większość, prawda? […]
Źródło: www.facebook.com/lukaszszeliga.priv/
Oto fragmenty obszernej informacji, zamieszczonej dzisiaj (3 lutego 2025 r.) przez „Portal dla Edukacji” o rysującej się szansie na poprawę jakości kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu nauczyciela:
MEN zaproponuje zmiany w standardzie kształcenia nauczycieli. Koniec z brakami w szkołach
[…]
>MEN, w porozumieniu z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego, zaproponuje zmiany rozporządzenia w sprawie standardu kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu nauczyciela.
>Zmiany ukierunkowane będą na opisanie wymagań dotyczących przygotowania pedagogicznego psychologów.
>Ich wprowadzenie umożliwi uznanie kwalifikacji do pracy w oświacie szerszej grupie absolwentów studiów psychologicznych przy zapewnieniu wysokiej jakości kształcenia – zapowiada MEN.
[…]
Odpowiadając na pismo RPD wiceministra edukacji Piechna-Więckiewicz zapewniła, że MEN „zainicjowało i prowadzi działania, których celem jest poprawa jakości i dostępu do pomocy psychologiczno-pedagogicznej dla dzieci i uczniów”.
Piechna-Więckiewicz poinformowała, że MEN m.in. podjęło prace nad przygotowaniem zmiany przepisów w sprawie kwalifikacji wymaganych od nauczycieli w celu poszerzenia kręgu osób, które ukończą studia magisterskie na kierunku psychologia i posiadają przygotowanie do pracy z dziećmi i młodzieżą, a tym samym mogłyby zostać zatrudnione na stanowisku nauczyciela psychologa.
Ministra zapowiedziała, że w porozumieniu z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego, zaproponowane zostaną również zmiany rozporządzenia w sprawie standardu kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu nauczyciela.
Zmiany ukierunkowane będą na opisanie wymagań dotyczących przygotowania pedagogicznego psychologów. Ich wprowadzenie umożliwi uznanie kwalifikacji do pracy w oświacie szerszej grupie absolwentów studiów psychologicznych przy zapewnieniu wysokiej jakości kształcenia – czytamy w odpowiedzi resortu. […]
Piechna-Więckiewicz poinformowała także, że w roku szkolnym 2024/2025 liczba etatów psychologów w szkołach i placówkach objętych standardem zatrudnienia specjalistów wzrosła o blisko 2 tys. etatów w stosunku do roku szkolnego 2023/2024 i wynosi obecnie 12,5 tys.
Równolegle do procesu monitorowania poziomu kwalifikacji zatrudnionych specjalistów, inicjujemy prowadzenie projektów i działań szkoleniowych, których celem jest podnoszenie kompetencji nauczycieli specjalistów, w tym psychologów. Kierujemy się przy tym zasadą upowszechniania praktyk o potwierdzonej skuteczności i opartych na naukowych teoriach (evidence-based practice) – czytamy w odpowiedzi Piechny-Więckiewicz Jako przykład wiceministra podała projekt pod nazwą „Szkoła dostępna dla wszystkich”. W projekcie tym szkolenia oparte są na koncepcji „uczenia się w działaniu”. […]
Poinformowała, że dla absolwentów studiów psychologicznych, którzy nie posiadają przygotowania pedagogicznego, ministerstwo przygotowało ofertę bezpłatnych, finansowanych z budżetu ministerstwa, kwalifikacyjnych studiów podyplomowych na kierunku „Psychologia edukacyjna z przygotowaniem pedagogicznym”. Aktualnie przygotowywana jest III edycja tych studiów podyplomowych przewidziana do realizacji przez 10 uczelni.[…]
Wskazała, że istotnym wsparciem merytorycznym dla nauczycieli specjalistów, w tym psychologów, są wdrażane do praktyki edukacyjnej Specjalistyczne Centra Wspierające Edukację Włączającą (SCWEW).
Działania SCWEW dotyczą poprawy dostępności usług edukacyjnych w szkołach ogólnodostępnych dla uczniów ze zróżnicowanymi potrzebami edukacyjnymi. Obejmują także wsparciem kadrę przedszkoli i szkół ogólnodostępnych, bazując na specjalistycznych zasobach kadry przedszkoli i szkół specjalnych. Jak przekazała z pilotażu SCWEW w latach 2021-2023 wynika, że działania te są pozytywnie ocenione przez szkoły ogólnodostępne jako wspierające w rozwijaniu kompetencji nauczycieli, specjalistów i pracowników niepedagogicznych. „Obecnie wchodzimy w kolejny etap działania dotyczący utworzenia docelowo 285 SCWEW w całym kraju” – podała.
Cały tekst „MEN zaproponuje zmiany w standardzie kształcenia nauczycieli. Koniec z brakami w szkołach” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
30 stycznia br. weszło w życie Rozporządzenie Ministra Edukacji z dnia 29 stycznia 2025 r. (poz. 121) zmieniające rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków i sposobu przeprowadzania egzaminu ósmoklasisty.
1.Nowelizacja rozporządzenia zmienia czas trwania egzaminu ósmoklasisty z każdego przedmiotu i przedłuża dotychczasowy czas jego trwania o około 25%. Czas trwania egzaminu ósmoklasisty już od bieżącego roku szkolnego będzie wynosił: z języka polskiego – 150 minut; z matematyki – 125 minut; z języka obcego nowożytnego – 110 minut.
Wydłużenie czasu trwania egzaminu dla wszystkich uczniów pozwoli zdającym na większą swobodę w gospodarowaniu czasem podczas rozwiązywania zadań egzaminacyjnych, na ponowne zastanowienie się nad udzielonymi odpowiedziami czy też dokładne sprawdzenie poprawności przeniesienia odpowiedzi na kartę odpowiedzi. Umożliwi również tym zdającym, którzy w dniu egzaminu natrafili na nieoczekiwane wcześniej trudności, np. z koncentracją uwagi, z radzeniem sobie ze stresem egzaminacyjnym itp., na pomyślne rozwiązanie zadań egzaminacyjnych.
2.Kolejne zmiany wprowadzone w rozporządzeniu wynikają ze zmian wprowadzonych w ustawie z dnia 21 listopada 2024 r. o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. poz. 1933), w której dodano rozdział 3c dotyczący systemów teleinformatycznych wykorzystywanych do przeprowadzania egzaminów zewnętrznych. Egzamin ósmoklasisty będzie przeprowadzany z wykorzystaniem Systemu Informatycznego Obsługującego Egzaminy Ogólnokształcące, zwanego dalej „SIOEO”.
Zmiany w ustawie z 21 listopada 2024 r. determinują konieczność dokonania w rozporządzeniu zmian dostosowujących.
3.Ponadto wprowadzono zmianę polegającą na skróceniu z 2 lat do 6 miesięcy okresu przechowywania przez okręgowe komisje egzaminacyjne protokołów zbiorczych przebiegu egzaminu ósmoklasisty z danego przedmiotu. Wynika to m.in. z konieczności ujednolicenia okresu archiwizowania dokumentacji egzaminacyjnej.
W związku z ww. zmianami Centralna Komisja Egzaminacyjna opublikowała szereg informacji i komunikatów – uwzględniających informację o nowym czasie trwania egzaminu ósmoklasisty z każdego przedmiotu, w tym dla uczniów rozwiązujących zadania w arkuszach w dostosowanej formie – – patrz TUTAJ
Szczegółowe informacje o zasadach przeprowadzania egzaminu ósmoklasisty – TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
„Portal dla Edukacji” zamieścił dzisiaj zapis wywiadu z posłem Marcinem Józefaciukiem (KO) – członkiem – m.in. – Komisji Edukacji i Nauki, z którego możemy wiele dowiedzieć się o aktualnej sytuacji projektów, dotyczących szkół i nauczycieli. Ze względu na to, że tekst ten jest bardzo obszerny, zamieszczamy jedynie pięć pierwszych pytań i odpowiedzi, odsyłając na stronę „Portalu dla Edukacji” po odpowiedzi na kolejnych dziewięć:
Posłowie są gotowi na zmiany w szkołach. To rząd musi się pospieszyć
Posłowie są gotowi do wprowadzenia zmian oczekiwanych przez środowiska oświatowe, w tym również tych mających na celu powiązanie wynagrodzeń nauczycielskich ze średnią krajową – ocenia poseł Marcin Józefaciuk. Widzi też możliwość podniesienia dodatku za wychowawstwo.
>Wszystko wskazuje na to, że projekt nowelizacyjny Karty nauczyciela może trafić do Sejmu jeszcze w lutym.
>Posłowie przyjrzą się funkcjonowaniu szkół w chmurze. Ich dotowanie nie może nie mieć związku z kosztami.
>Jest też nadzieja, że skończą się problemy szkół z rodzicami, którzy nie przyjmują do wiadomości, że ich dzieci nie są w normie.
>Tematów jest więcej, m.in. godziny czarnkowe. – Nie ma dla nich uzasadnienia – one po prostu powinny zniknąć, a nie być zmieniane – twierdzi poseł Marcin Józefaciuk.
Red.: – Kilka dni temu media obiegła informacja na temat wznowienia przez podkomisję stałą prac nad projektem nowelizacji Karty nauczyciela, uzależniającej wynagrodzenia nauczycieli od średniej krajowej. Czy coś się w tej kwestii naprawdę ruszyło?
Marcin Józefaciuk, nauczyciel, poseł, szef zespołu parlamentarnego ds. nauczania domowego: – Nie jestem członkiem tej podkomisji. Z tego, co wiem, to na pewno się ruszy, bo są w to zaangażowane zarówno związki zawodowe, jak i ministerstwo, i posłowie. Wiem, że w tej sprawie jest wiele spotkań, wiele rozmów i ta podkomisja pracuje.
Red.: – Wygląda na to, że bardziej poza Sejmem, bo jeśli chodzi o posiedzenia podkomisji, to nie było ich za dużo – ostatnie 20 grudnia. Kiedy jako Komisja Edukacji i Nauki spodziewacie się efektów jej pracy?
M.J.: – Podkomisja jest stworzona do tego, żeby pracować, więc jako komisja czekamy na efekty jej pracy. Jako że uczestniczę w pracach trzech innych komisji, czasami nie bardzo mam okazję szczegółowo rozmawiać z członkami tej podkomisji o postępach tych prac. Ale wiem, że są tam posłowie, którym bardzo zależy na statusie nauczycieli. Przy MEN również pracuje zespół ds. pragmatyki zawodowej nauczycieli, więc te prace nad zmianami cały czas trwają.
Red.: – Minister Barbara Nowacka chce zlikwidować tzw. godziny czarnkowe. Co pan na to?
M.J.: – Z odpowiedzi na interpelację pani poseł Kłopotek w tej sprawie to nie wynika. Ja też zadałem to pytanie w swojej interpelacji i za kilka dni musi wpłynąć odpowiedź, ale z odpowiedzi na interpelację poseł Kłopotek zrozumiałem, że MEN jest za godzinami czarnkowymi, tylko że realizowanymi trochę inaczej. Nie wykluczam również inicjatywy obywatelskiej lub poselskiej w tej sprawie. […]
Red. – Obecnie bardzo dużo ma się zmienić, jeśli chodzi o pragmatykę zawodową nauczycieli. To nie są fundamentalne zmiany, ale wiele z nich jest uregulowanych w Karcie nauczyciela. Kiedy projekt nowelizacji trafi do komisji?
M.J.: – Kilka dni temu sejmowa Komisja ds. Petycji zastanawiała się nad zmianą przepisów dotyczących ocen dokonywanych przez dyrektorów w przypadku, gdy pracownik zrezygnuje z pracy. Bo obecnie, gdy nauczyciel przygotowujący się do zawodu rezygnuje z pracy, nawet po dwóch tygodniach od rozpoczęcia się roku szkolnego, to dyrektor musi mu wystawić ocenę. To jest oczywiście głupie, bo po tak krótkim czasie trudno ocenić nauczyciela. I jeden z posłów zaproponował, żeby to było dopiero po sześciu miesiącach pracy. Na tej komisji był przedstawiciel MEN, który powiedział:
„Resort jest w trakcie opracowywania zmian w pragmatyce i one już trafiają do uzgodnień międzyresortowych.”
Czyli te prace są dalej niż tylko w fazie przygotowania, co jest uzasadnione, jeśli miałyby one wejść od września. Więc to jest bardziej perspektywa miesiąca niż dwóch, kiedy projekt trafi do Sejmu.
Red.: – Czy jest możliwe, żeby w tych zmianach znalazła się kwestia wzrostu wynagrodzenia za wychowawstwo?
M.J.:- Moim zdaniem może się znaleźć, bo m.in. o to walczą związkowcy. Jeżeli to będzie uregulowane na poziomie ustawy, to zwiększą się potrzeby edukacyjne samorządu, ale nie sądzę, żeby to aż tak bardzo miało go obciążyć.
Red.: – Czyli wsparłby pan ten postulowany wzrost do 500 zł?
M.J.: – Żyjąc już trochę na tym świecie, myślę, że wzrost z 300 zł na 500 zł nie jest możliwy. Ale do 400 zł tak. […]
W dalszej czci rozmowy poseł Józefaciuk odpowiadał jeszcze na poniższe pytania Redakcji:
>Ukazało się rozporządzenie, które gwarantuje, że nauczyciele dostaną laptopy, dlaczego znowu nie ma dla wszystkich?
>Kolejna rzecz ważna – ustawa Kamilka. Kiedy spodziewacie się projektu nowelizacji?
>Zanim rozpocznie się nowy rok szkolny, jeszcze w tym szkoły wyruszą na wycieczki. Nie widzi pan szansy, żeby odbywały się one już pod rządami nowej ustawy?
>Zmieńmy temat. Od kilku lat mamy dziwną sytuację, gdy chodzi o edukację, bo z jednej strony zajmują się nią szkoły w chmurze, z drugiej stacjonarne szkoły publiczne i niepubliczne, których prowadzenie sporo kosztuje. Czy widzi pan potrzebę jakichś zmian w zakresie finansowania edukacji domowej?
>Czyli postulat samorządów, żeby wielkość dotacji była uzależniona od wielkości szkoły, jest pańskim zdaniem zasadny?
>Edukacja włączająca – tu również szykują się zmiany. Póki co jednak towarzyszą im sprzeczne informacje, bo z jednej strony pani minister sygnalizuje, że zmieni się cały system włączania, a w związku z tym nie musi rozmawiać o dodatku za trudne warunki pracy dla nauczycieli pracujących w szkołach ogólnodostępnych, z drugiej zaś strony mówi, że nie ma innego sposobu niż włączanie. W którą stronę idziemy?
>Pytanie jednak brzmi: co ma się zmienić? Czy idziemy w stronę systemu fińskiego, czy też w stronę naszych obecnych szkół integracyjnych, które rządzą się trochę innymi prawami niż szkoły ogólnodostępne.
>Problemem utrudniającym pracę szkół jest to, że to rodzic decyduje, do której szkoły idzie jego dziecko, rodzic decyduje, czy ujawnić orzeczenie o potrzebach specjalnych, a wcześniej, czy pójść z dzieckiem do poradni psychologiczno-pedagogicznej.
>Czyli szykuje się zmiana, która ograniczy to pełne władztwo rodziców wobec dzieci. Dopuścimy specjalistów do głosu?
Odpowiedzi Posła Marcina Józefaciuka na wszystkie powyższe pytania – w pełnej wersji tekstu – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Dzisiaj powracamy do tematu inicjatywy władz Miasta Łodzi, o której informowaliśmy na OE 14 stycznia. Oto fragment tamtego tekstu:
„…niedawno minął termin, określony w ogłoszeniu, będącym załącznikiem do Zarządzenia Nr 2467/2024 Prezydenta Miasta Łodzi z dnia 22 listopada 2024 r. Jak poinformowano tam – od 9 grudnia 2024 do 9 stycznia 2025 trwały konsultacje społeczne projektu Polityki rozwoju edukacji Miasta Łodzi 2030+. Publikujemy tę informację, aby zmobilizować Wydział Edukacji UMŁ do upublicznienia efektów tej konsultacji, abyśmy wszyscy dowiedzieli się ile opinii wpłynęło, ile było pozytywnych, ile negatywnych, a ile z nich zawierało postulaty dokonania w tym projekcie zmian – jakich.”
Przypominamy o tym dlatego, że właśnie dzisiaj mija trzy tygodnie od zakończenia owych konsultacji, i do dzisiaj nie możemy znikąd dowiedzieć się nic o ich przebiegu i wyniku. Podobno Wydział Edukacji, który był za ich przeprowadzenie odpowiedzialny, ma już gotowy materiał informacyjny, jednak nigdzie nie został on upubliczniony. Z „dobrze poinformowanych źródeł” dowiedzieliśmy się, że informacja ta będzie zamieszczona w Biuletynie Informacji Publicznych Urzędu Miasta Łodzi, ale po jej wcześniejszym przekazaniu na najbliższym posiedzeniu Komisji Edukacji Rady Miasta Łodzi.
Jednak okazało się, że nie można ustalić daty owego posiedzenia i proponowanego porządku jej obrad, gdyż od kwietnia 2024 roku zaprzestano zamieszczania tych informacji. Oto ostanie takie ze strony łódzkiego BIP-u:
Źródlo: www.bip.uml.lodz.pl/wladze/rada-miejska-w-lodzi/
Źródło: www.bip.uml.lodz.pl/wladze/rada-miejska-w-lodzi/
Nie musimy chyba ukrywać informacji o naszym zaskoczeniu i rozczarowaniu takim podejście osób odpowiedzialnych za udostępnianie łodzianom informacji publicznej.
CZEKAMY NA REAKCJĘ WYDZIAłAŁU EDUKACJI , A PRZEDE WSZYSTKIM WŁADZ SAMORZĄDOWYCH MIASTA ŁODZI.
Poniżej zamieściliśmy cały tekst Moniki Sewastianowicz, który dzisiaj (27 stycznia 2025 r.) został opublikowany na portalu „Prawo.pl”. Zależy nam, aby wszystkie zawarte tam treści dotarły bez utrudnień do naszych Czytelniczek i Czytelników. Wyróżnienia fragmentów tekstu podkreśleniem lub pogrubioną czcionką – redakcja OE:
Problemem nie tylko niskie płace – nauczyciele potrzebują wsparcia
Młodzi ludzie nie garną się do zawodu nauczyciela – przede wszystkim przez pensje niskie, jak na wymagane kwalifikacje. Ale – jak mówią osoby pracujące w tym zawodzie – problemów jest więcej, zniechęcają: niestabilne prawo, a także brak wsparcia dla pedagogów w sytuacjach, gdy w grę wchodzą jakiekolwiek spory. Stąd pomysł, by nauczyciele mieli swojego rzecznika.
Zaledwie 4 proc. młodych Polaków postrzega zawód nauczyciela jako wymarzoną ścieżkę kariery, mimo, że aż 81 proc. z nich miało okazję zdobyć doświadczenie w nauczaniu – wynika z raportu Fundacji Teach for Poland. Zdecydowana większość młodych, bo aż 79 proc., uważa, że nauczyciele powinni zarabiać więcej, a niemal połowa dostrzega ich przeciążenie obowiązkami. Niskie płace i nadmiar pracy są głównymi barierami, które zniechęcają do wyboru tej ścieżki zawodowej. Potwierdzają to dane zebrane przez inne organizacje – według raportu OECD „Education at a Glance 2024”, jedynie około 5 proc. nauczycieli w Polsce to osoby poniżej 30. roku życia.
Nauczyciel coraz starszy
Według danych MEN z 2024 r. w polskim systemie oświaty pracuje ponad 690,8 tys. nauczycieli – nauczycielek jest 580 387, nauczycieli 110 434. Z każdym rokiem rośnie średnia wieku pedagogów – obecnie statystyczna polska nauczycielka ma 46 lat, a nauczyciel 48. Jeszcze 13 lat temu średni wiek polskiej nauczycielki wynosił 41,5 roku, a nauczyciela – blisko 43 lata.
– Aby zapobiec pogłębianiu się tej niekorzystnej sytuacji, konieczna jest jak najszybsza poprawa wynagrodzeń i warunków pracy, co przyciągnęłoby na pewno młodych do tego zawodu i zatrzymało obecnych nauczycieli. Młodzi ludzie chcą się rozwijać, nieustannie uczyć i podnosić kompetencje, obecna rzeczywistość ekonomiczna związana z zawodem nauczyciela odstrasza jednak i młodzi nie będą podejmować zatrudnienia w tym zawodzie – zwracają uwagę posłowie i pytają MEN o podejmowane działania.
MEN: Pracujemy nad tym
Ministerstwo edukacji zapowiada zmiany wynegocjowane w ramach prac zespołu ds. statusu zawodowego nauczycieli (pisaliśmy o nich m.in. tutaj) – wskazuje przy tym, że już dba o to, by zachęcać młodych do wybierania nauczycielskiej profesji. – Uprzejmie wyjaśniam, iż czynnikiem zachęcającym do podjęcia pracy nauczyciela jest m.in. możliwość korzystania z form doskonalenia zawodowego finansowanego ze środków publicznych. Po ukończeniu kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu nauczyciela czynni zawodowo nauczyciele nabywają prawo do korzystania z oferty różnych form kształcenia i doskonalenia zawodowego adresowanego do nauczycieli oraz ich dofinansowywania – wyjaśnia wiceminister edukacji Henryk Kiepura. Doskonalenie to jest prowadzone przez placówki doskonalenia nauczycieli, a także przez uczelnie, poradnie psychologiczno-pedagogiczne, biblioteki pedagogiczne oraz inne jednostki, których zadania statutowe obejmują doskonalenie zawodowe nauczycieli (np. stowarzyszenia, fundacje).
Dodaje też, że pieniądze na ten cel są wyodrębniane corocznie w budżetach organów prowadzących szkoły na dofinansowanie kształcenia i doskonalenia zawodowego, w budżetach wojewodów na sfinansowanie kosztów związanych z zatrudnianiem doradców metodycznych w województwie oraz w budżecie MEN.
Nauczyciel pozostawiony sam sobie
Brak możliwości doskonalenia zawodowego nie jest główną bolączką edukacji i powodem, dla którego nauczyciele decydują się na zmianę zawodu. Związki zawodowe zrzeszające pedagogów wskazują, że konieczne jest przede wszystkim znaczne podwyższenie nauczycielskich wynagrodzeń, bo nawet po zeszłorocznej 30-procentowej podwyżce, pozostawiają one wiele do życzenia. Badanie Lexometr Oświatowy 2023 r. wskazało, że aż 80 proc. dyrektorów szkół za najtrudniejsze uważa sprostanie wyzwaniom związanym z organizacją placówki. W porównaniu z poprzednią edycją wzrosło poczucie niepewności związane z zapewnianiem godziwych warunków finansowych dla nauczycieli. Znacząco wzrósł odsetek dyrektorów, którzy za wyzwanie uważają współpracę z rodzicami (40 proc.), dbałość o bazę placówki (36 proc.) oraz zarządzanie ryzykiem. To wszystko składa się na coraz gorsze nastroje i motywację do pracy w edukacji.
– Oprócz niskich zarobków dla wielu nauczycieli demotywująca jest panująca w szkole biurokracja, odciągająca nas od pracy z uczniami – mówi Agata Karolczyk-Kozyra, polonistka, edukatorka, autorka bloga edukacyjnego „Kreatywny polonista”, dyrektorka liceum. – Nauczycielom trudno jest się również odnaleźć w gąszczu ciągle zmieniających się przepisów, często wprowadzonych bez konsultacji z nimi i bez odpowiedniego okresu przejściowego, który dałby szkołom czas na dostosowanie pracy do nowych rozwiązań. Ale to nie tylko to – wielu pedagogów nie ma poczucia, że może liczyć na wsparcie w trudnych sytuacjach, np. w przypadku konfliktu z uczniem i jego rodzicami. W wielu szkołach nadal większy nacisk kładzie się na kontrolę i dyscyplinowanie nauczyciela, niż na dojście do sedna sprawy i udzielenie mu pomocy w trudnej sytuacji. Organy prowadzące i kuratoria oświaty również powinny dbać o to, by nauczyciel nie był pozostawiony bez pomocy i sam musiał mierzyć się z przejawami hejtu, bo może to skończyć się tragedią – podkreśla. Wskazuje, że kuratoria powinny położyć nacisk na empatyczny nadzór – czyli współpracę i rozwiązywanie konfliktów w oparciu o aktywne słuchanie i empatię. – Niektóre kuratoria już starają się wdrażać tę koncepcję, np. lubuskie, wielkopolskie, czy małopolskie – mówi Agata Karolczyk-Kozyra. Podkreśla również, że warto rozważyć powołanie rzecznika praw nauczyciela, który pomagałby pedagogom w rozwiązywaniu konfliktowych sytuacji, ponieważ poczucie bezpieczeństwa i stabilizacja są najważniejsze.
Rzecznik pomaga, ale na razie społecznie
Ten ostatni postulat popiera Leszek Dowgiałło, dyrektor ds. profilaktyki Centrum Edukacji i Rozwoju Progresownia, który już zajmuje się wspieraniem nauczycieli w trudnych sytuacjach.
– Póki co, rzecznikiem nauczycieli jestem społecznie, ale moja dotychczasowa praktyka jasno pokazuje, że taka funkcja jest potrzebna – mówi serwisowi Prawo.pl – Zgłaszają się do mnie nauczyciele i dyrektorzy, którzy np. padają ofiarą przemocy ze strony uczniów i nie znajdują żadnego wsparcia w dyrektorze szkoły czy kuratorium oświaty. Obecnie odnoszę wrażenie, że polityka ministerstwa jest tak bardzo prouczniowska, że zapomina się o prawach i autonomii nauczycieli, bądź co bądź specjalistów w swojej dziedzinie. Czyli jest trochę tak, jakbyśmy – dajmy na to – wykształconemu lekarzowi odebrali wszelkie narzędzia i zakazali postępować zgodnie z tym, czego się nauczył na studiach i podczas specjalizacji, a jednocześnie kazali ratować pacjentów – wskazuje. Jako przykład podaje m.in. nazbyt drobiazgowe i czasem absurdalne standardy antyprzemocowe wydane na podstawie tzw. ustawy „Kamilka”. – Nie można nauczycielowi całkowicie związać rąk i oczekiwać, że będzie on zmotywowany i skuteczny w swojej pracy. Przy czym – podkreślam – moim celem, jako rzecznika, nie jest ślepa obrona nauczycieli – zdarzały się sytuacje, gdzie przyczyniłem się do zwolnienia nauczyciela, który stosował przemoc. Rzecznik ma przede wszystkim łagodzić konflikty i mediować między prawami uczniów a obowiązkami nauczycieli, aby poprawić relacje w szkołach i między szkołami a rodzicami. Ostatecznym celem jest wsparcie dzieci i zapewnienie im bezpieczeństwa – mówi Leszek Dowgiałło.
Nie uważa przy tym, by urząd rzecznika wymagał instytucjonalizacji na szczeblu rządowym, na pewno jednak postulowałby większą współpracę ze strony organów centralnych, a także jakąś formę wsparcia finansowego, aby można było stworzyć odpowiednie struktury, infolinię, zatrudnić prawników i mediatorów, którzy mogliby pomagać nauczycielom. – Oczywiście musi to być system transparentny i podlegać rozliczeniu z MEN – podsumowuje.
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/












