
Nowy tydzień zaczynam od starego tematu – reformy „Kompas Jutra”, tyle że w opinii ostatnio nieczęsto publikującego swe poglądy blogera – Jarosława Blocha:
Kompas jutra, czyli kierunek na oszczędzanie
Pracownicy MEN objeżdżają Polskę, przekonując nauczycieli do reformy pod szumną nazwą „Kompas jutra”. Założenia tej reformy są ładnie sformułowanie, medialnie atrakcyjne, ale tak rozmyte, że trzeba ich sens tłumaczyć tym, którzy mają te zmiany wdrażać. Reformowani mają déjà vu. Coraz częściej mamy wrażenie, że po dwóch latach gadania okazuje się, że szkoła po reformie ma robić to, co robiła już od dawna. Nieuchronnie nasuwa się pytanie, czy to co się dzieje w oświacie to reforma, czy operacja pijarowa, oraz przygotowywanie podłoża, by znowu na szkole oszczędzić.
Przyjrzyjmy się „nowej” reformie, chociażby założeniu pod nazwą 4K, czyli o kształtowaniu takich kompetencji jak kreatywność (odchodzenie od schematów), krytyczne myślenie (odróżnianie faktów od opinii), kooperacja (praca zespołowa), komunikacja (skuteczniejsze porozumiewanie się z innymi). No chyba nie ma dziś nauczyciela, który nie stara się od początku swojej pracy kształtować tych kompetencji… Według reformy nauczyciel zamiast źródłem wiedzy ma być mentorem. Tyle, że nauczyciel już od dawna nie był źródłem wiedzy, bo to miejsce zajął Internet, a nauczyciele uczą już od dawna myślenia przyczynowo skutkowego. Szkoła ma być miejscem bezpiecznym emocjonalnie… hmm pokaż mi dyrektora, który by od pierwszego dnia nie podejmował takich starań… Dalej – nacisk na praktykę, na metodę projektu. To też robimy już od lat, czy to w ramach lekcji, czy w ramach programów zewnętrznych i pewnie robilibyśmy tych projektów więcej gdyby był na to czas… A ocenianie kształtujące i opisowe? Tu zawsze była dowolność, szkoły mają w tym zakresie już od dawna sporą autonomię. Tyle, że sami uczniowie i ich rodzice naciskają często na jasne i przejrzyste zasady takie same dla wszystkich, a dobrze użyta średnia ważona może być naprawdę sprawiedliwa. Tym bardziej, że do oceniania opisowego i kształtującego trzeba więcej pracy i ludzi, a na razie to raczej ministerstwo naciska, żeby dłużej zatrzymać w pracy emerytów, a oni raczej niechętnie podejmą się nowych obowiązków za taką samą wypłatę… Tak, ja wiem. Nie wszystko dziś wychodzi tak jakbyśmy tego chcieli. Zawsze można coś zrobić lepiej, skuteczniej, sprawniej. Ale niech panie ministry nie mówią, że właśnie wymyśliły rzeczy, które w szkole praktykuje się od dawna. Bo to nieuczciwe. Co zrobić aby pracować lepiej. Więcej pieniędzy, wtedy nauczyciele nie będą musieli dorabiać i zrobią pewne rzeczy skuteczniej, bo będą mieć więcej czasu. Do atrakcyjnego finansowo zawodu napłyną też młodzi. Choć… czy aby na pewno będą mieć więcej czasu?
„Stworzyliśmy podstawy, które są realistyczne, które nie będą „gonić” z materiałem. Zostawią miejsce dla nauczycieli do tego, żeby pogłębiać wiedzę, żeby budować kreatywność i uczyć rozwiązywania problemów” – powiedział dyrektor IBE. Widać nie wiedział, że liczba godzin rozszerzonych w szkołach średnich poleci z 22 na 18. To piękny chwyt pijarowy – tniemy podstawy. No ale jeśli utnie się też godziny, to NIC się nie zmieni i nadal będziemy gonić z realizacją materiału na rozszerzeniach… Za to mniej zapłaci się tym, którzy te godziny stracą, czyli nauczycielom uczącym rozszerzeń. Mam wrażenie, że celem tego wszystkiego są kolejne oszczędności. Jak widać rząd nie ma planów na doinwestowanie oświaty, nie ma też pomysłów jak zrobić dobrą edukację za obecne pieniądze, więc będzie ciął godziny. W świat pójdzie, że tną podstawy, o cięciu godzin będzie ciszej… Co zrobi nauczyciel, któremu zetną godziny? Dorobi w innej szkole, żeby godnie zarobić. Będzie miał przez to mniej czasu, bo będzie gonił za godzinami. Wracamy więc do punktu wyjścia i prawdziwych problemów systemu oświaty…
W podstawówkach nie lepiej. Będzie więcej przedmiotów przyrodniczych (przyrody) w klasach 4-6, ale mniej biologii i geografii w klasach 7-8. Podstawy pewnie obetną, ale przy zmniejszonej liczbie godzin nauczyciele pewnie tego nie odczują. Jeśli do tego dodać niekończący się niż demograficzny w szkołach podstawowych, to tutaj nauczyciele będą także szukać godzin w innych szkołach, albo rozdrabniać się między wieloma specjalizacjami. W kontekście ciągłego mówienia o wzroście jakości, wygląda to nie najlepiej.
Panie przemądrzałe koniecznie chcą nam na siłę włożyć na nos różowe okulary, tymczasem jak brutalna jest rzeczywistość, pokazało niedawne doniesienie medialne, że PAN chciała zatrudnić naukowca (fizyka) z szeregiem nietypowych umiejętności, za… najniższą krajową… Bzdurne gadanie w kółko o 40 procentowych podwyżkach, które zapewniono od początku kadencji, to policzek dla wszystkich ludzi oświaty. Panie, które rzekomo stawiają na jakość, stosują tu kreatywną księgowość (czyli zaczęły od siebie reformę 4K), bo jeśli porównać wskaźniki np. siłę nabywczą nauczycielskich pensji, to znowu ona spada. A sama wysokość nauczycielskich pensji, pomimo podwyżek, nadal jest daleko za średnią krajową. A włączanie do pensji nauczyciela wszystkich możliwych dodatków i operowanie pensją średnią, której nikt nie widział, to wchodzenie w buty poprzedniej ekipy rządzącej. I tak niestety postrzegane są obecne ministry, nie jako reformatorki, a jako kontynuatorki złych działań poprzedników…
Źródło: www,jaroslawbloch.ovh/
Zostaw odpowiedź

