
Nie wystarczy opublikować prognozę zapotrzebowania na zawody „szkolnictwa branżowego”…
Po przejrzeniu o czym informowałem Was na OE w mijającym tygodniu, postanowiłem przekazać w tym eseju co pomyślałem sobie, kiedy przeczytałem tekst, zamieszczony na stronie MEN jeszcze 2 lutego, a który wówczas nie znalazł się na moim informatorze, wyparty innymi, gorącymi” tematami. A była to informacja, zatytułowana „Prognoza zapotrzebowania na pracowników w zawodach szkolnictwa branżowego na krajowym i wojewódzkim rynku pracy 2026 już opublikowana!”. Pominę (z litości} fakt, że w tytuł jest nieadekwatny do zamieszczonej pod nim treści, gdyż kwalifikacje nie wszystkich wymienionych tam zawodów zdobywa się w szkołach branżowych, ale także w średnich szkołach o nazwie technika. Oto ten fragment z ministerialnej strony:
Zawody o szczególnym znaczeniu dla rozwoju państwa to: Automatyk, betoniarz-zbrojarz, cieśla, dekarz, elektromechanik, elektryk, kierowca mechanik, mechanik-monter maszyn i urządzeń, mechatronik, monter izolacji przemysłowych, monter konstrukcji budowlanych, monter nawierzchni kolejowej, monter stolarki budowlanej, operator maszyn i urządzeń do robót ziemnych i drogowych, operator maszyn i urządzeń w gospodarce odpadami, opiekun w domu pomocy społecznej, operator obrabiarek skrawających, technik automatyk, technik automatyk sterowania ruchem kolejowym, technik budowy dróg, technik dekarstwa, technik elektroenergetyk transportu szynowego, technik elektromobilności, technik elektryk, technik energetyk, technik gospodarki nieruchomościami, technik gospodarki odpadami, technik izolacji przemysłowych, technik mechanik, technik mechatronik, technik montażu i automatyki stolarki budowlanej, technik robotyk, technik spawalnictwa, technik transportu kolejowego.
W informacji tej jest jeszcze jeden ważny fragment, który tu przytoczę:
Dzięki opublikowanej prognozie, szkoły i organy prowadzące mogą zaplanować zawody, które będą uruchamiane w nowym roku szkolnym 2026/2027. Co istotne, decyzje podejmowane w tym zakresie, uwzględnią zróżnicowany sposób finansowania tych zawodów:
>większe finansowanie dla szkół kształcących w zawodach z „listy krajowej” oraz w zawodach o szczególnie istotnym zapotrzebowaniu z „listy wojewódzkiej” (zwiększenie potrzeb oświatowych na ucznia o ok. 2 000 zł);
>większe dofinansowanie pracodawcom kosztów kształcenia młodocianych pracowników w zawodach z „listy krajowej” oraz w zawodach o szczególnie istotnym zapotrzebowaniu z „listy wojewódzkiej” (wzrost o 2 570 zł).
To wszystko pięknie się czyta, pozwala ministerstwu tkwić w samozadowoleniu, że tak dba o zapewnienie polskiej gospodarce potrzebnych jej fachowców, ale…
Ale i tak wszystko zależy od tego, jaką decyzję podejmą dzisiejsi ósmoklasiśći i ich rodzice. Nawet przy założeniu, że do każdej szkoły podstawowej dotrze doradca zawodowy i w okresie miedzy datą ogłoszenia tego „Obwieszczenia Ministra Edukacji z dn. 22 stycznia w sprawie prognozy zapotrzebowania na pracowników w zawodach szkolnictwa branżowego na krajowym i wojewódzkim rynku pracy”, wraz z jego baaardzo obszernym załącznikiem, a datą zamknięcia rekrutacji do szkół ponadpodstawowych przeprowadzi przekonywującą pogadankę, zachęcającą do wyboru dalszej nauki w owych deficytowych zawodach. Przykładowo w Łodzi będzie to termin od 22 kwietnia 2025 r. do 22 maja 2025 r. do godz. 12.00. To w tym okresie w systemie elektronicznego naboru należy złożyć wniosek do szkoły ponadpodstawowej.
Bo ja, w oparciu o moje wieloletnie doświadczenie, wyniesione nie tylko z dwunastoletniego dyrektorowania zespołem szkół budowlanych, ale jeszcze z czasów, kiedy kierowałem działalnością Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo-Zawodowej, w której bardzo istotną rolę pełnił Dział Orientacji i Poradnictwa Zawodowego, wiem, że tak naprawdę to ilość zrekrutowanych uczniów do klas w szkolnictwie zawodowym nie zależy tylko od takich pogadanek, ale przede wszystkim od społecznego odbioru pozycji robotnika (pracownika) wykwalifikowanego w zawodach nie wymagających studiów wyższych, no i od… wysokości wynagrodzenia wypłacanego im przez pracodawców. A o tym zazwyczaj starają się dowiedzieć rodzice uczennic i uczniów kończących szkołę podstawową i odpowiednio wpływać na ich wybór drogi dalszej edukacji.
I co z tego, że teraz dyrektorki i dyrektorzy szkół zawodowych, zachęceni owymi dodatkowymi kwotami dotacji na każdego ucznia, kształconego w owych deficytowych zawodach, ogłoszą rekrutację do klas o takim profilu… Skoro w społeczeństwie, od lat, dominuje przeświadczenie, że najlepiej, aby córka lub syn kontynuował edukację w ogólniaku, a potem został/a studentką/em. A potem, już jako magister/ka, nie mogli znaleźć pracy w swoim „wystudiowanym” zawodzie i nie mając wymaganych kwalifikacji, musieli pracować „na kasie” w supermarketach… I na progu nowego roku szkolnego zostaną „z ręką w nocniku”, czyli z liczbą kandydatek/ow, poniżej liczby, z którą taką klasę można poprowadzić. A nie wszystkie zawody są tak „pokrewne”, że można zorganizować klasy dwuzawodowe.
Może by tak ktoś miał pomysł jak ten trend zmienić? Aby nie tylko w deklaracjach, że „żadna praca nie hańbi” przywrócić szacunek do robotnika, technika, którego kwalifikacje zapewniają nam zaspokajanie, na najwyższym poziomie, naszych potrzeb?
Włodzisław Kuzitowicz
Zostaw odpowiedź

