
Dawno nie zaglądaliśmy na stronę Plandaltoński.pl. A tam – Anna i Robert Sowińscy nie zasypiają gruszek w popiele i zamieszczają nie tylko kolejne podkasty, ale i interesujące teksty praktyków. Do lektury takiego właśnie, autorstwa Ewy Motyki – nauczycielki Publicznego Przedszkola Nr 25 w Sosnowcu – zatytułowanego „Moja przygoda z planem daltońskim” dziś zapraszamy. Jak zwykle – u nas wybrane fragmenty , a później link do całego tekstu:
,,Jeśli szanujemy dziecko i podążamy za jego możliwościami to może ono zrobić więcej, niż od niego oczekujemy, a wszystko co dziecko potrafi – nauczycielowi zrobić nie wolno” – Helen Parkhurst
Moje pierwsze spotkanie z pedagogiką planu daltońskiego było dosyć niespodziewane aczkolwiek bardzo interesujące. Był rok 2013 Fundacja Elementarz zorganizowała konferencję ” Nowe przestrzenie edukacji – Building Learning Power”, na której pojawiła się między innymi Ania Sowińska wraz z nauczycielkami ze swojej szkoły. Opowiadała wtedy o pedagogice planu daltońskiego, jej entuzjazm i pasja udzieliły się także i mnie. Po powrocie z konferencji bardzo chciałam wprowadzić elementy „daltona” u siebie w grupie, niestety z różnych przyczyn się nie udało. Koncepcja edukacji daltońskiej zaległa w szufladzie na kolejnych kilka lat.
Wakacje 2017, znowu wpadłam na tego cudownego człowieka jakim jest Ania Sowińska, która przypomniała mi o tej fascynującej metodzie – pedagogice planu daltońskiego. Po długich rozmowach z nią postanowiłam spróbować, od września 2017 w mojej Wiolinkowej grupie pracujemy wg koncepcji Helen Parkhurst. Na początek zapoznałam z planem daltońskim moją Panią Dyrektor, która sama zachwyciła się jego głównymi założeniami. Następnie na zebraniu przedstawiłam swój pomysł również rodzicom, którzy dali mi zielone światło aby spróbować. Wakacje były czasem przygotowań, rozmyślań nad aranżacją sali, nad pomocami jakie będą potrzebne na początek, nad tym od czego zacząć i jak wprowadzić moje Wiolinki w inny świat edukacji. Świat który sami sobie stworzą, w którym nic nie trzeba a wszystko można. W tym roku dostaliśmy bardzo trudną salę, przejściową, z jednej strony schody, z drugiej kuchnia, a pomiędzy dwa wejścia do innych sal. Miejsca niby dużo, ale tak naprawdę mało. […]
Już we wrześniu w naszej sali pojawiły się takie elementy jak: dyżury, lista obecności, wizualizacja dni tygodnia oraz plan dnia. Mam grupę 4-5 latków więc szybko się wdrożyli w obowiązki dyżurnego – żeby nie było kłótni stawiamy na ślepy los, raz w tygodniu w poniedziałek losujemy dyżurnych, staram się jednak aby każdy był za coś odpowiedzialny. Ponieważ nie jestem fanką znaczków już w ubiegłym roku wprowadziłam wizytówki z imionami, oznaczyłam nimi krzesła, miejsca na ręczniki w łazience oraz wieszaki w szatni. Lista obecności służy nam nie tylko do zaznaczania swojej obecności każdego dnia, wykorzystuję ją również do rozwijania słuchu fonematycznego czy nauki kolorów w języku angielskim czy do kształtowania umiejętności orientacji w przestrzeni oraz przeliczania. Trochę nadałam jej drugie życie.[…]
Foto: www.google.pl
Budynek szkolny przy ul. Minerskiej w Łodzi
Na redaktora Macieja Kałacha możemy zawsze liczyć, że nie przeoczy żadnej, zasługującej na upublicznienie, sprawy z obszaru łódzkiej oświaty. Tak jest i dzisiaj – „Dziennik Łódzki” publikuje jego artykuł, zatytułowany „Po wakacjach w szkole przy Minerskiej w Łodzi będzie jedna klasa należąca do gimnazjum nr 23” Można się tam dowiedzieć, że:
Sytuacja, do której dojdzie po wakacjach w gmachu przy ul. Minerskiej, to efekt reformy edukacji i decyzji władz Łodzi. Obecnie w budynku z 18 salami lekcyjnymi działa Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 7, złożony z trzech klas Gimnazjum nr 23 i czterech klas XXXIV Liceum Ogólnokształcącego.
Dalej czytamy, że po wakacjach liceum zostanie przeniesione na ul. Wapienną 17., gdzie aktualnie ma siedzibę Gimnazjum nr 19, które dokona swego żywota w roku szkolnym 2018/2019 – już w towarzystwie XXXIV LO. W konsekwencji tej przeprowadzki w budynku przy Minerskiej pozostanie jeden oddział Gimnazjum nr 23, gdyż rodzice jego uczniów nie wyrazili zgody na dokończenie ich edukacji w budynku przy Wapiennej.
I jeszcze jeden cytat z DŁ:
Władze Łodzi podkreślają, że przenosiny szkół są zaplanowane, by racjonalniej gospodarować miejskimi nieruchomościami. W tym roku szkolnym gmach przy ul. Minerskiej jest wykorzystany tylko w 30 proc. Wiceprezydent Trela poinformował, że nie zapadły jeszcze decyzje odnośnie wykorzystania tego budynku, gdy zwolni go jednoklasowe gimnazjum. Przeprowadzka XXXIV LO ma kosztować 31,5 tys. zł.
Cały artykuł „„Po wakacjach w szkole przy Minerskiej w Łodzi będzie jedna klasa należąca do gimnazjum nr 23”” – TUTAJ
Źródło: www.dzienniklodzki.pl
Informacje dodatkowe:
Od 1 września 1997 roku dyrektorką szkół działających w tym budynku jest Anna Rabiega. Jest ona od 2010 roku radną (PO) Sejmiku Województwa Łódzkiego. W poprzednich kadencjach pełniła tam funkcję przewodniczącej Komisji Nauki, Kultury i Sportu, aktualnie jest jej wiceprzewodniczącą (przy braku przewodniczącego). [WK]
XXXVI LO im. K. Kieślowskiego mieści się w budynku przy ul. Minerskiej dopiero od 1 września 2014 roku. Przedtem jego siedzibą, od chwili powstania, był budynek przy ul. Żeromskiego 26, który musiało opuścić w związku z przeniesieniem tam Gimnazjum nr 27 z ul. Pogonowskiego 34 i połączeniem go z równie przenoszonym z ul. Ogrodowej.
Gimnazjum nr 24. [WK]
Foto: www janauczyciel.blox.pl
Wczoraj, 12 lutego, nasz znajomy blogujący profesor, Bogusław Śliwerski, zamieścił tekst, zatytułowany „Nauczycielska nie samorządność”. Jego treść koresponduje z jednym z wątków niedzielnego felietonu „Dlaczego nauczyciele nie buntują się jak lekarze” Lekturę postu Śliwerskiego, wraz z tekstem „Niewiarygodni”, który posłużył jako ilustracja wprowadzająca – także z bloga, ale JA NAUCZYCIEL, polecamy na dzisiejszy popielcowo-walentynkowy poranek. Jak zwykle – na początek obszerne fragmenty z bloga PEDAGOG:
Na początku lat 80. XX wieku pojawiła się opozycyjna wizja Samorządnej Rzeczypospolitej, która zaowocowała w środowisku oświatowym m.in. ideą tworzenia zawodowego samorządu nauczycieli, upatrując w nim szansę na wewnętrzną odnowę etyczną tego środowiska i przełamanie monopolu państwa w zakresie inicjatyw reformatorskich czy złamanie totalitarnych, centralistycznych form sprawowania władzy. […]
Ruch samorządowy w polskich szkołach, chociaż ma bogate tradycje, to jednak zupełnym milczeniem pomijał kwestie powszechnej (międzyinstytucjonalnej) autonomii społeczności nauczycielskiej. Nie przejmowano się zbytnio tym, że ta grupa społeczno – zawodowa nie ma swojego rzeczywistego przedstawicielstwa, uprawnień i zobowiązań do współdecydowania o własnych losach oraz że pozbawiona jest realnego wpływu na politykę oświatową swojego państwa
W sposób niezgodny z ideą demokracji upowszechniło się w społecznościach edukacyjnych przekonanie, że wzajemne stosunki władz oświatowych z dyrektorami szkół, dyrektorów z nauczycielami oraz tych ostatnich z uczniami i ich rodzicami muszą być oparte na autorytecie wyżej usytuowanej w społecznej hierarchii osoby, przy czym przez autorytet rozumie się określony stopień posłuszeństwa czy podporządkowania. W autorytarnym społeczeństwie można jednakże kształcić jedynie autorytarne osobowości. […]
Foto: www.radiolodz.pl [Sebastian Szwajkowski)]
Wczoraj w auli IV LO im. E. Sczanieckiej w Łodzi odbyło się spotkanie z prof. Markiem Belką – byłym premierem (2004–2005), wicepremierem i ministrem finansów (1997 – w rządzie Wł. Cimoszewicza oraz 2001–2002 – w rządzie L.Millera), w latach 2010–2016 prezesem Narodowego Banku Polskiego. Ale najważniejszą jest informacja, że było to spotkanie z absolwentem IV LO im. Szczanieckiej – matura 1968.
Foto: www.radiolodz.pl [Sebastian Szwajkowski)]
Spotkanie zorganizowała Fundacja „Osnowa”, prowadził je członek zarządu Fundacji, uczeń „czwórki” – Volodymyr Balandiuk
Oto fragment informacji, jaką o tym spotkaniu zamieszczono na stronie Radia Łódź, oraz link do nagrania dźwiękowego:
Były premier i były prezes Narodowego Banku Polskiego podkreśla, że o przyjęciu europejskiej waluty nie decyduje wyłącznie poziom zamożności danego państwa.
– W tej chwili nie jesteśmy mniej zamożni od Portugalii, a tam euro z powodzeniem funkcjonuje. Najważniejsza jest bowiem swego rodzaju elastyczność gospodarki – tłumaczy Marek Belka i dodaje, że po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej następuje silna konsolidacja Wspólnoty właśnie w oparciu o euro. -Aby decydować o tym jak Unia ma wyglądać w przyszłości, trzeba jak najszybciej znaleźć się w tym gronie – podkreśla prof. Belka.
Posłuchaj rozmowy – TUTAJ
Źródło: www.radiolodz.pl
Informację o wizycie prof. Marka Belki w IV LO w Łodzi zamieściła także TV TOYA – TUTAJ
Foto: www.google.pl
Jarosław Bloch
Nie będziemy udawali, że jest inaczej: o blogu Jarosława Blocha dowiedzieliśmy się dzięki sobotniemu „cytatowi tygodnie” od prezesa Marka Ćwieka. W niedzielnym felietonie przywoływany był jego tekst z października, a dzisiaj proponujemy zapoznanie się z zamieszczonym 27 stycznia tekstem „Bunt zawodowców”. Wpisuje się on w aktualną politykę resortu edukacji – reformowanie kształcenia zawodowego. Oto obszerne fragmenty przemyśleń blogującego geografa na ten temat:
Wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach to nauczyciel szuka szkoły a nie szkoła nauczyciela. Likwidacja gimnazjów sprawiła, że pracy jest mniej, mimo że ministerstwo twierdzi inaczej. Ale są nauczyciele, których poszukuje się nawet w tych trudnych czasach. To nauczyciele przedmiotów zawodowych, czyli kierunków na które państwo ma ponoć stawiać w najbliższych latach. Dobry „zawodowiec” jest na wagę złota, a przynajmniej na wagę dobrego naboru.
Średnia wieku nauczycieli przedmiotów zawodowych w wielu szkołach niebezpiecznie wzrasta. […]. Dziś mamy z zawodowcami problem, dlatego wielu z nich przeciąga przejście na emeryturę (albo z niej wraca) na prośbę dyrektora, bo ciężko obecnie znaleźć zastępcę. Młodzi nie garną się do pracy w szkole. Bo niby dlaczego mieliby się pchać do nauczycielstwa? Co na nich tam czeka?
Na pewno wabikiem nie są pieniądze. Nauczyciele „zawodowcy”, w przeciwieństwie do nauczycieli ogólnokształcących, mają realną alternatywę dla pracy w szkole. Mogą pracować w zawodzie, gdzie ich zarobki są przeważnie dużo wyższe. Rezygnować z części zleceń i uczyć? Czy to się opłaca?
Ale nie tylko o pieniądze chodzi. Bo czy warto „użerać się” z dzisiejszą młodzieżą wychowaną bezstresowo, niedoceniającą często możliwości jakie daje im kraj i rodzice? […]
Foto: www.kurierlubelski.pl [Karolina Ryniak]
Anna Zalewska, minister edukacji i wojewoda lubelski Przemysław Czarnek na spotkaniu z nauczycielami w Chełmie
Minister Anna Zalewska rozpoczęła kolejny tydzień pracy od wizyty w Chełmie. Spotkała się tam dzisiaj z przedstawicielami lubelskiej oświaty oraz władz samorządowych z całego województwa. Do Chełma przyjechała na zaproszenie wicemarszałek Beaty Mazurek – posłanki PiS z tego miasta.
W zależności od tego gdzie zamieszczono informację o tej wizycie, na różne treści wypowiedzi szefowej MEN zwracano uwagę.
Najszerzej zrelacjonowała tę wizytę Karolina Ryniak na łamach „Kuriera Lubelskiego”. Oto kilka fragmentów tego tekstu:
Anna Zalewska podsumowała w poniedziałek pierwszy etap wdrażania reformy szkolnictwa oraz przedstawiła plan przyszłych działań. […]
– Dotrzymaliśmy słowa i przekształciliśmy gimnazja, doprowadziliśmy do uchwalenia ustawy o finansowaniu zadań oświatowych i zmian w Karcie Nauczyciela – wyliczała Zalewska i zapowiedziała: – Przed nami wielka metamorfoza szkolnictwa zawodowego. […]
Nie zabrakło też tematu podwyżek dla nauczycieli. Minister Zalewska zdementowała informacje, że ich nie będzie. – Ustawa została przyjęta i nastąpi wzrost zarobków. Będzie to 5 procent od początku kwietnia. Powiększymy też kwotę bazową, do której wprowadziliśmy dodatek mieszkaniowy – zapewniała minister edukacji. – W 2019 roku podwyżka wzrośnie o kolejnych 5 procent tak jak w 2020 – dodała. […]
– Od września 2018 roku rozpoczynamy cykl przygotowujący do trzyletniego systemu oceniania nauczycieli, w którym będzie można uzyskać ocenę wyróżniającą. To ona pozwoli na dodatkową premię 500+ dla nauczycieli dyplomowanych – tłumaczyła minister Zalewska. – Wszystko po to, by dbać o jakość w systemie edukacji w Polsce – zapewniała.
Cały artykuł „W Chełmie minister edukacji, Anna Zalewska, zdementowała plotki o podwyżkach dla nauczycieli” – TUTAJ
Źródło: www.kurierlubelski.pl
Na zupełnie innych fragmentach wypowiedzi minister edukacji w Chełmie skupiła się Polska Agencja Prasowa, która na swej stronie zamieściła tekst, zatytułowany „Zalewska: będzie obowiązkowe szkolenie zawodowe nauczycieli”. Oto kilka jego fragmentów:
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska
Już dziś, pierwszego dnia wznowienia zajęć lekcyjnych w szkołach z terenu Łodzi, ale także szkół całego województwa łódzkiego, oraz: lubelskiego, podkarpackiego, pomorskiego i śląskiego, zamieszczamy informację, z której wyniknie jeden morał: najwyższy czas podjąć decyzję i zgłosić swój udział…
… w spotkaniu, organizowanym w SP nr 81 w Łodzi – dla wszystkich zainteresowanych tym, co dzieje się w tej jednej z „Budzących Się Szkół”, która już od dawna „jest w drodze”….
Oto co o tym wydarzeniu napisano na stronie BSSz:
Jeśli chcecie zmienić swoją szkołę i wejść na drogę zmian, to najpierw trzeba zrobić pierwszy krok, ten najtrudniejszy! Nieważne, czy będzie duży, czy mały, ważne, by znaleźć w sobie odwagę, uwierzyć, że nasza szkoła to naprawdę NASZA szkoła i może funkcjonować według NASZYCH najlepszych wyobrażeń o tym, czego potrzebują NASI uczniowie.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska
Wczoraj na swoim fejsbukowym profilu Marek Ćwiek zamieścił „cytat na weekend”:
„W środowisku nauczycielskim obecnie przeważa chęć przetrwania. Ta chęć przetrwania tłumi wszelki bunt. Pozwala przejść do porządku dziennego nad chaosem programowym, nad bieganiem między szkołami, nad śmiesznymi na te czasy zarobkami. Kierowani chęcią przetrwania jesteśmy (znowu) gotowi poświęcić kolejne eksperymentalne roczniki (prawdziwych i żywych) dzieci. Odwrócić głowę, zamknąć oczy, przetrwać. W imię czego? – się pytam. Kolejnej wypłaty?”
Nie jest to tekst nowy – został zaczerpnięty z obszerniejszego artykułu Jarosława Blocha, zatytułowanego „Miałkie charaktery. Został on zamieszczony 25 października 2017 roku na stronie portalu „Edukacja, Internet, Dialog”.
Prezes Zarządu Okręgu Łódzkiego ZNP – Marek Ćwiek – zacytował także pierwszy akapit tej publikacji, której oryginał pojawił się także 25 października na blogu Jarosława Blocha „Co z tą edukacją”:
Spoglądając na protest lekarzy rezydentów trudno oprzeć się wrażeniu, że lekarze i nauczyciele to ludzie z innej gliny ulepieni. […] Dlaczego jesteśmy tak miałcy? Dlaczego można nas urabiać jak plastelinę? Dlaczego nikt się poważnie z nami nie liczy? Może należy w nasze słodkie samozadowolenie wlać łyżkę dziegciu i poddać nasze zachowania konstruktywnej krytyce?
Po takim nietypowym jak na felieton „cytatowym” wstępie – przechodzę już do prezentacji moich własnych przemyśleń i poglądów na tematy poruszone przez Jarosława Blocha:
Zacznę od zarzutu, że nauczyciele – jako społeczność zawodowa, w odróżnieniu od lekarzy, są pasywni, ugodowi, „można nas urabiać jak plastelinę” i „nikt się poważnie z nami nie liczy”. Dla uproszczenia – zrezygnuję z rozważań, czy jest to sąd odzwierciedlający stan faktyczny i założę, że tak jest w rzeczywistości.
Przypomnę, że już raz zabrałem w tej sprawie głos – w felietonie nr 196, zatytułowanym: Nauczyciele – „żołnierze niezłomni” czy tchórzliwi chałturnicy?. Był on sprowokowany postem na blogu Dariusza Chętkowskiego – z jednej strony, i wpisem Katarzyny Lubnauer na blogu „Liberte” – z drugiej. Moją odpowiedzią na prezentowane przez owych blogerów – rozbieżne – sądy, był „aotocytat” , z mojego z kolei postu na blogu „Liberte”: „O tym, że szkoła to nie monolit, a nauczyciel nie jest jej jedynym fundamentem”:
Otóż moja diagnoza środowiska nauczycieli jest właśnie taka: nie ma takiej, jednorodnej, kategorii, określanej terminem „nauczyciele”, którzy mogą być „fundamentem stabilnym i mocnym, którego nie wzruszą ani naciski, ani zmiany programów, ani nawet zmiany na liście kanonu lektu”.
Dzisiaj poszerzę i wzbogacę o dodatkowe elementy ten mój osąd społeczności nauczycielskiej i jej reakcji (lub ich braku) na to wszystko, co od ponad dwu lat robi rząd PiS z polskim systemem edukacji.
Otóż pragnę zwrócić uwagę na pierwszą i zasadniczą różnicę między sytuacją zawodową lekarzy i nauczycieli. Ci pierwsi funkcjonują na rynku pracy, który w ich przypadku jest „rynkiem pracownika”, zaś nauczyciele – zwłaszcza w ostatnich latach – są (z nielicznymi wyjątkami) skazani na „rynek pracodawcy”. O ile lekarze rezydenci, a za nimi i inne kategorie zawodów medycznych, mogli wywierać (skutecznie) wpływ na rządzących, gdyż w placówkach ochrony zdrowia już teraz występuje ostry deficyt zatrudnienia w tych zawodach, a poszerzanie się protestu, polegającego na wypowiadaniu klauzuli opt–out realnie zagrażał paraliżem systemu, to zatrudnienie w oświacie charakteryzuje się „nadpodażą” nauczycieli poszukujących zatrudnienia, w stosunku do, zawężającej się corocznie (niż demograficzny, skutki likwidacji gimnazjów) liczby miejsc pracy. Mówiąc wprost: nauczyciele boją się „narazić” pracodawcy (także temu „pośredniemu” – z kuratorium oświaty), bo może to skutkować zwolnieniem, nieprzedłużeniem umowy na czas określony, albo przeszkodami w ścieżce awansu zawodowego.
Nie prowadziłem nigdy żadnych badań naukowych tego zjawiska, to co za chwilę napiszę, to jedynie owoc moich kilkudziesięcioletnich „obserwacji uczestniczących” i aktualnie utrzymywanych kontaktów ze szkołami. Jestem jednak przekonany, że zjawisko to nie jest przeze mnie wymyślone na użytek felietonu. Wiem, że wiele z Was, czytających ten tekst, potwierdzi, że to rzeczywisty obraz nauczycielskiego losu.
Foto: www. koduj24.pl
Poniżej zamieszczamy tekst listu, jaki nauczyciele Wielokulturowego Liceum Humanistycznego im. Jacka Kuronia w Warszawie opublikowali na stronie portalu wyborcza.pl. Skierowali go do uczniów swojego liceum, ale także do ich koleżanek i kolegów z innych szkół. Autorzy listu: Sebastian Matuszewski i dr hab. Piotr Laskowski to nie tylko nauczyciele tej szkoły, ale też członkowie zespołu opracowującego pełną edycję dokumentów z Archiwum Ringelbluma. Oto treść tego listu – bez skrótów:
Drogie i Drodzy,
Piszemy ten list do was, uczennic i uczniów z naszego liceum, i do waszych koleżanek i kolegów z innych szkół. Chociaż jesteśmy również naukowcami zajmującymi się dziejami drugiej wojny światowej, nie piszemy do was w trybie naukowej hipotezy i dyskusji. Nie jest to też artystyczna interwencja. Piszemy do was i waszych rówieśniczek i rówieśników jako nauczyciele.
Nie mogliście nie zauważyć, bo media mówią o tym od tygodnia: na podpis prezydenta Rzeczypospolitej czeka nowe prawo, które brzmi, w skrócie, następująco: kto przypisuje narodowi polskiemu lub państwu polskiemu współodpowiedzialność za przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne, podlega karze. Będziemy tu, a także będziemy w przyszłości, łamać to prawo.
Pojęcie „naród polski” i instytucje państwa polskiego (a także wszystkie inne „narody” i inne państwa) są współodpowiedzialne za przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości i zbrodnie wojenne.
„Naród” to zaklęcie, które ludzi nieskłonnych do zadawania krzywdy potrafi zmienić w bezwzględnych morderców przekonanych o własnej moralnej słuszności. U swego zarania, w początkach XIX wieku, słowo „naród” niosło pewną obietnicę – wyzwolenia ludów spod władzy tyranów, docenienia różnic kultury i języka, wspólnej walki o wolność. Jednak gdy zwycięskie pojęcie narodu związane zostało z państwem, gdy z hasła buntowniczego stało się ideologią panowania, nic nie pozostało z tej obietnicy. Państwo narodowe opiera swą władzę na ustanawianiu granicy między ludźmi i nieustannym decydowaniu, kto należy do wyobrażonej wspólnoty narodowej i podlega ochronie, a kto jest z niej wyłączony i bezbronny. Państwo narodowe wykorzystuje pojęcie narodu, by jego funkcjonariusze mogli sprawować kontrolę nad życiem swych poddanych i wystawiać na śmierć ludzi, których wyklucza.
Tego właśnie uczy historia, także historia Polski.
W środę 7 lutego, w płockiej Szkole „Cogito” odbyło się kolejne spotkanie środowiska „Budzących Się Szkół”. Licznie przybyłych uczestników i sympatyków tego ruchu powitali gospodarze: Luiza Kalinowska-Skutnik – dyrektorka i Łukasz Wolniak – wicedyrektor szkoły.
Po części „konferencyjnej” uczestnicy spotkania mogli naocznie poznać warunki pracy w szkole, zwiedzając sale zajęć, oglądając materiały wykorzystywane zamiast tradycyjnych podręczników i zeszytów ćwiczeń.
Ważną funkcję motywującą do pracy metodami, stosowanymi w „Cogito” spełniły swobodne rozmowy z nauczycielami którzy zrezygnowali z zeszytów ćwiczeń i podręczników i stosują na swoich lekcjach metodę Edukatorium. Na zdjęciu – gospodarze i goście, którzy już tak pracują.
Oto materiały do języka polskiego, opracowane przez nauczycielkę tego przedmiotu – Beatę Smolińską.
Dr Marzena Żylińska tak skomentowała na swym fejsbukowym profilu to płockie spotkanie:
„Jest nas coraz więcej! Na spotkanie do Płocka przyjechali nauczyciele i dyrektorzy nie tylko z okolic Płocka, ale również odległych miejscowości. Byli nauczyciele z Łodzi, ze Zduńskiej Woli, z Rzeszowa, spod Poznania i nawet z Ustki!”
Zdjęcia i źródło informacji:
www.facebook.com/marzena.zylinska/














