
Foto: www.men.gov.pl
Od 7 do 10 grudnia, w Centrum Konferencyjnym Wojska Polskiego w Warszawie, obraduje 40. Zjazd Związku Harcerstwa Polskiego. Celem jego zwołania jest podsumowanie ostatniej, 4-letniej kadencji, wybór nowych władz, przyjęcie Strategii Rozwoju na lata 2018-2025 oraz podjęcie uchwał ważnych dla funkcjonowania Związku.
Czwartek był pierwszym, roboczym dniem, podczas którego przeprowadzono wszytkie wymagane działania proceduralne i powołano wszystkie, wymagane statutem komisje.
Foto: www.men.gov.pl
W piątek przyszedł czas na oficjalne otwarcie 40. Zjazdu ZHP. Zostały też wręczone odznaczenia państwowe dla zasłużonych instruktorów – Krzyże Zasługi dla RP oraz Medale Komisji Edukacji Narodowej.
W dniu, w którym wszystkie polskie (a pewnie i niektóre zagraniczne) media koncentrują swoją uwagę na spektaklu w pisowskim teatrze marionetek, którego kolejną odsłonę zaserwował wczoraj Główny Animator polskiej sceny politycznej – my, spokojnie, nie poddając się złudnym emocjom mającym swe źródło w spekulacjach „kto w nowym rządzie obejmie tekę ministra…” proponujemy lekturę najnowszego postu z bloga Jarosława Pytlaka, zatytułowanego „Dobro powszechnie pożądane”. Oto jego fragmenty i link do źródła:
[…] Zacznijmy od definicji. Tu od razu niespodzianka – niezawodna zazwyczaj Wikipedia milczy! Jest „władza rodzicielska”, „opiekun”, „posłuszeństwo”, a „dobra dziecka” nie ma. Z licznych odnośników wskazanych przez Google’a można dowiedzieć się, że ustawowa definicja tego pojęcia po prostu nie istnieje. Dociekliwi mogą poszukać informacji o charakterze opisowym. Na przykład, blog prawniczy www.kruczekblog.pl spieszy z wyjaśnieniem, którego fragment przytaczam poniżej:
Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia (…) wskazał, że „pojęcie dobra dziecka z jednej strony obejmuje całą sferę najważniejszych jego spraw osobistych, przykładowo takich jak rozwój fizyczny i duchowy, odpowiednie kształcenie i wychowanie oraz przygotowanie do dorosłego życia, z drugiej zaś – ma ono wyraźny wymiar materialny. Polega on na konieczności zapewnienia dziecku środków do życia i realizacji celów o charakterze osobistym, a w wypadku gdy ma ono swój majątek, także na dbałości o jego interes majątkowy” (Legalis, nr 333272).
Zakres wcale niemały, prawda? O ile jeszcze sprawy majątkowe nie budzą specjalnych wątpliwości, o tyle sprawy osobiste dziecka otwierają ogromne pole dla rozmaitych interpretacji. Nawet na zdawałoby się uporządkowanym gruncie prawnym mogą być one przedmiotem kontrowersji, choćby podczas rozprawy rozwodowej rodziców. Tym bardziej w życiu codziennym, kiedy w grę wchodzi, na przykład, różny punkt widzenia matki i ojca oraz nauczycieli na rozmaite sprawy związane z funkcjonowaniem dziecka w szkole, i wynikające z tego emocje. Zarówno rodzice, jak nauczyciel mają obowiązek kierowania się dobrem dziecka. A że często pojmują je odmiennie, jak Polska długa i szeroka stanowi to w szkołach źródło obustronnych frustracji i zarzewie konfliktów. […]
Dzięki lakonicznej informacji, zamieszczonej na stronie „Dziennika Łódzkiego” dowiedzieliśmy się o wartej upowszechnienia inicjatywie uczniów Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 3 w Łowiczu, którzy 6 grudnia zorganizowali nietypową imprezę dzieciakom z Przedszkola nr 1 „Stokrotka”.
Po więcej informacji sięgnęliśmy na stronę tej szkoły, gdzie znaleźliśmy poniższy tekst:
MIKOŁAJKOWE CZYTANIE BAJEK
06 grudnia br. młodzież ZSP nr 3,pod kierunkiem nauczycieli:. Anety Wojciechowskiej i Małgorzaty Antosik, zagościła w Przedszkolu nr 1 w Łowiczu.
W tak szczególnym dniu Święty Mikołaj w asyście uczniów zaniósł maluchom niecodzienne podarunki, jakimi były bajki, wiersze i kolędy, które złożyły się na : MIKOŁAJKOWE CZYTANIE BAJEK.
Nasi milusińscy z ogromnym zainteresowaniem słuchali opowieści o gwiazdce, Mikołaju oraz przygotowaniach do Świąt Bożego Narodzenia. Dzieci bardzo chętnie śpiewały wspólnie z młodzieżą kolędy, które grali na skrzypcach oraz akordeonie: Natalia Jachurska, Arkadiusz Jasiński.
Wokalnie przedszkolaki wspomagała Martyna Wojda. W świat bajek i wierszy przenieśli maluchów czytający: Natalia Wiśniewska, Weronika Pawlata i Sebastian Andrzejczyk.
Oto wybrane z zamieszczonego tam, bogatego zbioru, zdjęcia ilustrujące tę imprezę:
Foto: www.juniorowo.pl
Tamara Kasprzyk
Przed kilkoma dniami Elżbieta Manthey,redagująca portal „Juniorowo”, zamieściła tekst, napisany przez Tamarę Kasprzyk, z wykształcenia psycholożkę i psychoterapeutkę, ale przede wszystkim m mamę dwóch synów.
Choć cały tekst odnosi się do sytuacji wychowawczych w relacji rodzice – dzieci, to mamy przekonanie, że zawarte w nim przemyślenia i wskazówki mogą także dobrze posłużyć doskonaleniu relacji nauczyciel – uczeń. Przekonajcie się sami, czytając najpierw wybrane fragmenty, a później cały artykuł, zatytułowany „Język osobisty – jak wychowywać dziecko do odwagi bycia sobą”:
Jak wychowywać dzieci do odwagi bycia sobą? To proste i trudne jednocześnie. Jest to powrót do czegoś, co Jesper Juul nazwał językiem osobistym, a co bardzo dobrze znamy z własnego doświadczenia. To powrót do języka naszego dzieciństwa, do mówienia o sobie. Mówienia tylko o tym, co rzeczywiście SPOSTRZEGAMY z własnej perspektywy. Mówienia TAK tylko wtedy, gdy myślimy i czujemy „tak” i NIE, gdy właśnie tak czujemy. A później poszukiwania w tym niuansów. Gramatyka jest tu drugorzędna. Kiedy mówimy o sobie, wypowiadamy jakąś opinię, ujawniamy siebie, dzieją się rzeczy bardzo ważne dla naszego rozwoju osobistego. Za każdym razem, kiedy chcę wypowiedzieć się z poziomu języka osobistego, muszę się zatrzymać i sprawdzić, KIM JESTEM w danej chwili.[…]
Przyjrzyjmy się sytuacji, w której dziecko właśnie się ubrudziło. Dorzućmy do tego kontekst: ślub przyjaciół. Wszyscy pięknie wystrojeni, za chwilę wchodzimy do kościoła. Mam ochotę powiedzieć do mojego dziecka: „Ale się upaprałeś!”, „Jak ty wyglądasz?!”. Zaraz… Nie chcę tak mówić! Chcę używać języka osobistego. Ja… Ja… Muszę dać sobie moment, żeby sprawdzić, co się dzieje w tej chwili ze mną. Ja… widzę, że się świetnie bawisz. Ja nie chcę, żebyś bawił się teraz w kałuży. Zależy MI, żebyśmy wyglądali dziś uroczyście. Chcę, żebyś był czysty – to DLA MNIE ważne.
Foto. www. uml.lodz.pl
Dzisiaj w Dużej Sali Obrad RMŁ, z udziałem pierwszego wiceprezydenta Łodzi Tomasza Treli i dyrektora Wydziału Sportu UMŁ Marka Kondraciuka, odbyło się uroczyste zakończenie dziewiątej edycji programu „Trener Osiedlowy”. Oto obszerne fragmenty informacji, jaką o tym wydarzeniu zamieszczono na stronie UMŁ:
– To projekt, który na stałe już wpisał się w kalendarz cyklicznych imprez w naszym mieście. Jest to też program, który bardzo chwalą sobie rodzice i który uzupełnia nasze inne miejskie inicjatywy. Na pewno w roku 2018 będzie jubileuszowa, dziesiąta edycja – zapowiedział Trela.
Zajęcia w ramach Trenera Osiedlowego organizuje klub sportowy BBRC Łódź, przy finansowym wsparciu magistratu. Urząd Miasta Łodzi na ten cel przeznaczył w tym roku 300 tys. zł. Dzięki tej pomocy przez sześć miesięcy od poniedziałku do piątku Trener Osiedlowy był obecny na 15 obiektach sportowych, zlokalizowanych w szkołach publicznych.
Foto: www.facebook.com/witold.kolodziejczyk
Nasz dobry znajomy, autor licznych tekstów zamieszczanych na stronach portalu EDUNEWS.PL – Witold Kołodziejczyk, napisał ostatnio niezbyt długi artykuł o tytule „Twórczy potencjał zmiany”. Zaiste, odważny człowiek, skoro posłużył się rzeczownikiem „zmiana” w czasach, kiedy nabrał on w powszechnym odbiorze bardzo pejoratywnego znaczenia – skompromitowany, zwłaszcza w środowisku nauczycielskim, sloganem o „Dobrej Zmianie w edukacji”.
Tym bardziej namawiamy do lektury tego tekstu, aby zmiana na nowo zaczęła kojarzyć się z czymś, co jest wartościowe, rozwojowe, pozytywne. Oto fragment tej publikacji:
Jak często w naszym życiu prywatnym i zawodowym zastanawiamy się nad miejscem, w którym jesteśmy i sensem tego, co robimy? Czy mamy momenty, w których twierdzimy, że nie mamy już szansy robienia nowych ekscytujących projektów, uczenia się czegoś nowego i tym samym maleją nasze szanse na dalszy rozwój? Czy w ten sposób nie manifestuje się wypalenie zawodowe, przekształcające się w depresję? To ważny moment i sygnał, który może być impulsem do zmiany, do osobistej głębokiej transformacji.
Trzeba wiedzieć, gdy się kończy jakiś etap w życiu. Gdy chcemy w nim trwać dłużej, niż jest to konieczne, tracimy radość tego, co jest przed nami – twierdzi Paulo Coelho.
Czy można zgodzić się z opinią, że większość z nas ma o wiele większe zdolności, potencjał twórczy, talent, inicjatywę i możliwości niż te, których wykorzystanie umożliwia nam wykonywana praca? Czy nasi przełożeni wykorzystują w pełni nasze twórcze możliwości? Ponad dziesięć lat temu, na jednym z seminariów dla kadry zarządzającej Marshall Goldsmith, autor wielu publikacji na temat przywództwa, w odpowiedzi zobaczył niemal przez wszystkich podniesione ręce. […]
Cały artykuł Witolda Kołodziejczyka „Twórczy potencjał zmiany” – TUTAJ
Źródło: www.edunews.pl
Wielki sukces polskich uczniów. W badaniu biegłości w czytaniu PIRLS 2016 nasi czwartoklasiści zajęli 6. miejsce wśród uczniów z 50 krajów całego świata.
Średni wynik polskich dzieci wynosi 565 punktów i jest istotnie wyższy od średniej międzynarodowej. Co ważniejsze, różnice między średnimi Polski i sześciu innych krajów i regionów (od Hongkongu do Tajwanu) są nieistotne statystycznie. Można więc powiedzieć, że Polska wraz z sześcioma innymi krajami ustąpiła tylko Rosji i Singapurowi.
Górna część tabeli z wynikami
Polscy uczniowie radzą sobie równie dobrze z tekstami literackimi, jak i użytkowymi. Lepiej radzą sobie z interpretowaniem i ocenianiem tekstu niż z wyszukiwaniem informacji i bezpośrednim wnioskowaniem.
Na ustalonej od 2001 r. skali wyników PIRLS wyróżniono cztery wartości progowe: 400, 475, 550 i 625. Pozwalają one zdefiniować pięć poziomów umiejętności czytania. W Polsce dzieci czytające na najwyższym poziomie stanowią 20% wszystkich czwartoklasistów. Na świecie takich dzieci jest tylko 10%. Na najniższym poziomie znajduje się w Polsce tylko 2% czwartoklasistów, a na świecie 4%.
Postawa wobec czytania
Pod względem postawy wobec czytania zajmujemy 31. miejsce na świecie. Bardzo lubi czytać więcej niż połowa uczniów na świecie, ale mniej niż połowa uczniów w Polsce.
Postawy wobec czytania
Dzisiaj proponujemy lekturę tekstu, którego autor, Kamil Wysocki, jest jeszcze studentem, i to nie pedagogiki ani psychologii, a biologii na UAM w Poznaniu. Jak sam o sobie napisał – jego sercu bliskie są idee wolnościowe i prawdopodobnie dlatego blog, który pisze prowadzi na stronie LIBERTE. Zdecydowaliśmy się przybliżyć naszym Czytelnikom jego najnowszy post po przeczytaniu tytułu: „Daj mi rząd dusz, czyli o państwowej edukacji”.
Poniżej zamieściliśmy fragmenty tego tekstu i link do całości, mając nadzieję, ze jeśli nawet prezentowane tam poglądy nie wzbudzą w czytelniku entuzjazmu, lub choćby aprobaty, to zawsze pobudzą refleksje nad naszą, pod pisowską „Dobrej Zmiany” władzą, oświatową codziennością. (Pogrubienia tekstu – redakcja OE):
Foto: www.wysocki.liberte.pl
Kamil Wysocki
Ustrojem politycznym wszystkich dzisiejszych cywilizowanych państw jest demokracja. Nawet w monarchiach król sprawuje głównie funkcje reprezentacyjne a faktyczna władza leży w rękach demokratycznie wybranego parlamentu oraz rządu. Ustrój ten ma jednak to do siebie, że z racji powszechności prawa wyborczego, istnieje możliwość objęcia władzy przez różnego rodzaju populistów. Twierdzą, że to tylko oni wiedzą czego nam potrzeba i jak nam to dać, że to oni są głosem narodu. Zdążyli przyzwyczaić nas do tego, że państwo kieruje wieloma gałęziami gospodarki, zapewnia różne usługi i jest to jedyne rozsądne rozwiązanie.
Edukacja jest jedną z usług, która w powszechnym mniemaniu powinna być dostarczana przez państwo. Należy jednak pamiętać, że nie zawsze tak było. Dla przykładu, pierwszym stanem w USA, które zdecydowało się wprowadzić publiczną edukację było Massachusetts w 1850 roku. Proces ten trwał około 30 lat. Ostatnim miasteczkiem opierającym się przymusowi było Barnstable. Mieszkańcy poddali się dopiero w 1880 roku po wkroczeniu do miasteczka uzbrojonej policji, która eskortowała dzieci do szkoły, aby powstrzymać rodziców przed próbą odbicia swoich pociech
Ludzie zostali przyzwyczajeni do tego, że edukację dostarcza im państwo. Obecnie doszło do tego, że instytucja państwowa, stara się nie dopuścić do działania publicznej szkoły podstawowej prowadzonej przez podmiot prywatny. Taka sytuacja miała miejsce w Gdańsku, gdzie kuratorium stwierdziło nieważność decyzji prezydenta miasta Gdańska w sprawie zezwolenia na założenie szkoły. […]
Foto:www.men.gov.pl
Spotkanie z uczniami i nauczycielami Szkoły Podstawowej nr 1 oraz otwarcie zmodernizowanego budynku Przedszkola Miejskiego nr 1 „Tęczowa Jedyneczka” – to główne punkty wizyty minister Anny Zalewskiej w Rawie Mazowieckiej w województwie łódzkim w czwartek, 30 listopada br.
Foto:www.men.gov.pl
Przedszkole powstało w latach 1946-1948 jako najstarsza tego typu placówka w Rawie Mazowieckiej i potrzebowało gruntownego remontu. Pozyskanie w ubiegłym roku przez lokalne władze środki z budżetu państwa pozwoliły na modernizację i rozbudowę placówki. Inwestycja realizowana była od 7 czerwca 2016 r. do 31 października 2017 r., a jej koszt wyniósł 4,7 mln zł, z czego 2 mln zł pochodziły ze środków centralnych.
Wczoraj, znany bloger – Dariusz Chętkowski – zareagował, naszym zdaniem zbyt impulsywnie, na obszerny tekst Artura Radwana, opublikowany w „Dzienniku Gazecie Prawnej” pod tytułem „Ofiary systemu, czyli jak nauczyciele stali się nierobami bez autorytetu”. Oto początek tego postu
Znowu strzelają do nauczycieli. I ponownie z tej samej broni – jesteśmy nieprzygotowanymi do pracy w szkole nierobami bez autorytetu. I jak zwykle wali do nas z grubej rury Artur Radwan z Dziennika Gazety Prawnej. Redaktor zaprawiony w gnojeniu belfrów. Pisze, że aż miło czytać – oczywiście, miło tym, którzy nie są nauczycielami. […] [Źródło: www.chetkowski.blog.polityka.pl]
I w tym miejscu „Belferbloger” zamieścił link – ale nie na stronę DGP, gdzie można przeczytać cały tekst Radwana, a do skrótu na portalu msn-finanse. A przecież niemożliwe, aby polonista, znawca stylistyki polskiej, nie odczytał owego „nawiasu” w jaki autor krytykowanego przez niego tekstu wziął owo tytułowe stwierdzenie.
Naszym zdaniem nie należy, już po lekturze tytułu, zacietrzewiać się i wszystko co pod nim napisano czytać „po łebkach”, ze z góry założoną, negatywną oceną. Oczywiście – Radwan to „stary” wyjadacz publicystyki i wie, że takim uogólnieniem, iż nauczyciele stali się nierobami bez autorytetu, sprawi, że czytelnik „nie nauczyciel”, z „nienajlepszymi” doświadczeniami w kontaktach z przedstawicielami tego zawodu, na pewno tekst ten przeczyta.
Ale przeczytać go warto, bo jest tam wiele treści, które nie mogą zaskoczyć nikogo, kto w tym zawodzie siedzi od lat, kto pracuje uczciwie i profesjonalnie, kogo także „wkurzają” czarne owce w tej profesji. Ale przekonajcie się sami – zamieszczamy najpierw wybrane fragmenty owego artykułu, a później link do źródła:
Nauczyciele stali się ofiarami systemu kształcenia oraz drogi awansu, który potęguje patologie zawodu. A na ten system składa się przestarzały program studiów, demotywujące przepisy Karty nauczyciela z 1982 r., sposób wynagradzania oraz środowisko, które wymusza podporządkowanie się niepisanym regułom. Taki stan trwa od lat. […]













