
Tydzień zaczął się od dobrej wiadomości: Anna Zalewska będzie startowała z „jedynki” we Wrocławiu do Parlamentu Europejskiego! I pomyśleć, że w czasach generalnie określanych jako „słusznie minione” sprzedawaliśmy za granicę tylko towar najwyższej jakości; dla krajowych konsumentów pozostawały jedynie „odrzuty z eksportu”!
Ale to, że teraz dzieje się odwrotnie, to jeden z przykładów nagłaśnianego przez rządową propagandę toksycznego wpływu zdegenerowanej moralnie Europy. Wszak to „oni” pierwsi zaczęli wysyłać do nas i do naszych sąsiadów, podobnie jak my skolonizowanych przez „brukselskie elity”, produkty, które opatrują takimi samymi metkami jak te, sprzedawane u siebie, ale produkowane z gorszych komponentów!
Europosłanka! Jak to szacownie brzmi! I jak to nobilituje człowieka, który znajdzie się w tym ekskluzywnym gronie reprezentantów naszego państwa do Parlamentu Europejskiego. Klub to najbardziej ekskluzywny, gdyż o wiele łatwiej zostać jednym z 360 posłów, jednym ze 100 senatorów, niż (jak dotąd*) jednym z 51 posłów do PE! Nie mówiąc o tak przyziemnych walorach, jak wynagrodzenia… [Aktualnie: 7665,31 euro brutto miesięcznie + diety za każdy dzień posiedzenia parlamentu, komisji lub frakcji politycznej (298 euro) + zwroty kosztów podróży. Nie wliczając w to dofinansowania działalności biur poselskich: w Brukseli – 17,5 tys. euro, biura krajowego – 4 tys. euro miesięcznie]
Zastanawiam się, jak należałoby oceniać tę decyzję owej polonistki z Liceum ogólnokształcącego w Świebodzicach, którą dotychczasowa kariera doprowadziła do stanowiska ministra edukacji, a „niezłomny” charakter pozwolił w niespełna dwa lata zburzyć dotychczasowy system polskiej oświaty? Inny polonista – z XXI LO w Łodzi, Dariusz Chętkowski, tak ocenił to na swoim blogu:
Anna Zalewska dobrze robi, że ucieka. Stara się uniknąć odpowiedzialności.. Ciekawe, kto będzie na tyle głupi, że zechce wziąć na siebie cudzą winę. Albo na tyle mądry, że wymyśli szwindel, który pozwoli wszystkim zdać świetnie egzaminy, dostać się do wymarzonych liceów i na studia – i to wszystko bez specjalnego wysiłku. Czy PiS ma takiego cudotwórcę, który z obecnego g… w oświacie ukręci coś sensownego? W każdym razie Anna Zalewska w cuda nie wierzy.
Czy to namaszczenie przez Prezesa Zalewskiej do Parlamentu UE, to nagroda za jej zasługi, czy kolejny „chwyt marketingowy”, polegający (jak to już ćwiczono) na ukryciu źle kojarzących się twarzy przed zbliżającymi się nieuchronnie wyborami do parlamentu? A może jedno i drugie? Wszak demiurg polskiej sceny politycznej nie takie potrafił spreparować „ruchy” na tej szachownicy!
Felieton rozpocząłem od zdania: „Tydzień zaczął się od dobrej wiadomości.” Ale czy to naprawdę dobra wiadomość? Kolega Chętkowski napisał wszak: „Czy PiS ma takiego cudotwórcę, który z obecnego g… w oświacie ukręci coś sensownego? No właśnie – czy znajdzie się taka osoba, która przyjmie na siebie to zadanie kontynuacji „dzieła Zalewskiej”? Przecież to w roku szkolnym 2019/2020 spotkają się w naszych szkołach ponadpodstawowych dwa roczniki: ostatnich absolwentów gimnazjów i pierwszych absolwentów ośmioletniej podstawówki! To wówczas okaże się jak będą ci ostatni zdawali egzamin ósmoklasisty, od którego wyników będą zależały ich dalsze ścieżki edukacyjne, To wtedy zaczną funkcjonować nowe podstawy programowe w 4-letnicj liceach i 5-letnivh technikach…
O tym, kto – ewentualnie – mógłby zostać ministrem edukacji, napisałem już w poprzednim eseju „Po co zamieniać siekierkę na kijek? I tak ważne w czyim to jest ręku!”. Aktualna pani sekretarz stanu Marzena Machałek? Bo mało prawdopodobne, że Andrzej Waśko, albo Elżbieta Witek… I czy to zmieniłoby coś na lepsze?
To może niech już zostanie tak jak jest? Może należałoby rozwinąć we Wrocławiu i regionie kampanię „antywyborczą”? Niechby dotychczasowa minister nie została wybrana na europosłankę? Nie od dziś wiadomo, że „lepszy wróg znany, niż nieznany”, a zasada „szanuj szefa swego, bo możesz mieć gorszego” od pokoleń sprawdzała się niejednokrotnie!
Włodzisław Kuztowicz
*W dniu, w którym piszę ten felieton nie jest jeszcze znany nowy podział miejsc w parlamencie UE – po opuszczeniu jej przez Wielką Brytanię. Do tej pory miała ona 73 miejsca – tyle jest więc do rozdzielenia między pozostałe państwa członkowskie.
Wszystko co dalej napiszę nie będzie miało żadnych aspiracji formułowania jakiejś „teorii Kuzitowicza”, a będzie jedynie zapisem myśli „starego praktyka” polskiego systemu edukacji, który w całym okresie swej zawodowej aktywności, prowadzonej w różnych tego systemu miejscach, starał się zachować postawę „refleksyjnego praktyka”, o humanistycz- nym punkcie patrzenia na użytkowników owego systemu.
Tym tematem, który pojawia się co i raz, nie tylko w fejsbukowych postach dr Żylińskiej, ale także u wielu innych liderek i liderów ruchu, który jako swój główny cel głosi zastąpienie pruskiego modelu szkoły jej nową, dostosowaną do potrzeb współczesności, formułą, jest dychotomia: przymus – wolność, występująca także w wersji obowiązek – dobrowolność, spotykana także w przeciwstawieniu „szkół demokratycznych” „szkołom tradycyjnym” (systemowym).
W powszechnym odbiorze uczestników i zwolenników tego reformatorskiego ruchu – wolność, dobrowolność, jako zasady organizowani społeczności szkolnych przyjmowane są jako niepodlegające dyskusji oczywistości. Ja także nie zamierzam tutaj głosić tezy o ich szkodliwości dla procesu wspierania możliwie wszechstronnego rozwoju podlegających tym oddziaływaniom młodych ludzi. Mam jednak kilka zastrzeżeń szczegółowych co do praktyki ich stosowania.
Na początek posłużę się metaforą, która – mam nadzieję – najlepiej zilustruje fundament moich obaw. Jeśli dominujący w szkołach styl „pruskiego dziedzictwa” to choroba, a wszelkie inicjatywy ich reformowania to lekarstwa na tę chorobę, to aż się prosi przypomnieć, że nieomal wszystkie farmaceutyki opatrywane są ulotkami, zawierającymi wskazówki jak ów specyfik stosować, a także w informację „Możliwe działania niepożądane”. Jednak najczęściej można tam przeczytać ostrzeżenie przed zgubnymi skutkami przedawkowania leku.
Zacznę te moje uwagi i niepokoje od cytatu poglądu Marianny Kłosińskiej, przytoczonego przez dr Żylińską: „Co zrobić, żeby dzieci chciały chodzić do szkoły? Trzeba przestać je do tego zmuszać.”
Nie wątpię, że jest tak w szkole Bullerbyn! Jest tylko jedno „ale”: Ale jest to instytucja bardzo ograniczona co do swego społecznego zasięgu, rzekłbym – elitarna:
Nasze dzieci zamiast chodzić do szkoły spotykają się razem, by uczyć się w sposób wolny i demokratyczny w podwarszawskiej wsi Świętochów. […]Wszystkie rachunki podzielimy pomiędzy siebie. Musimy opłacić przede wszystkim koszty eksploatacji domu, w którym będziemy się uczyć, wynagrodzenie pracowników (jednego lub dwóch), transport, a być może również dodatkowe zajęcia i warsztaty. Zapowiada się świetnie ruszamy już od września. [Źródło: www. bullerbyn.org.pl]
Nie potrafię wyobrazić sobie sytuacji, w której Sejm przyjmuje ustawę znoszącą obowiązek szkolny i już nikt nic w sprawie chodzenia do szkoły nie musi… Co dalej? Dzieci same będą decydowały gdzie i z kim będą się uczyły? Czy w ogóle chcą się uczyć? A może ta wolność będzie dopiero od pełnoletności, albo choć powyżej wieku „ograniczonych zdolności prawnych”? (Ukończone 13 lat życia.)
Foto: www.sp32lublin.blogspot.com
SP nr 32 w Lublinie. Kwiaty wręczane na ręce dyrekcji przez przedstawicieli Rady Rodziców
Narastają kontrowersje wokół przygotowywanego przez MEN rozporządzenia w sprawie oceny pracy nauczycieli.. Poniżej prezentujemy (fragmenty i link do całości) „List ZNP do MEN dot. oceny pracy nauczyciela”, a także linki do innych tekstów, wiążących się z problemem relacji MEN – związki zawodowe:
List ZNP do MEN dot. oceny pracy nauczyciela
W odpowiedzi na wniosek Ministerstwa w sprawie udziału w pracach nad projektem rozporządzenia dot. oceny pracy nauczyciela Związek Nauczycielstwa Polskiego przedkłada poniższe uwagi:
>topień zaawansowania prac Ministerstwa nad projektem rozporządzenia jest dalece niezadowalający;
Nowelizacja ustawy Karta Nauczyciela – zakładająca całkowite przemodelowanie systemu oceny pracy nauczyciela – nie stanowi wyczerpującego źródła informacji na temat ostatecznego kształtu tego modelu. Ustawa nie reguluje tak kluczowych zagadnień, jak mierniki oceny pracy oraz zasady odwołania się nauczyciela od wystawionej mu oceny. W tym zakresie zawiera ona wyłącznie delegacje dla regulacji podustawowych (rozporządzenia i regulaminu). Należy pamiętać, że ocena pracy nauczyciela, zwłaszcza w swoim nowym kształcie, połączona z awansem zawodowym i dodatkową gratyfikacją finansową, stanie się niezwykle istotnym czynnikiem wpływającym na warunki pracy w szkole.[…]
W obecnej sytuacji istnieje poważne niebezpieczeństwo, że kluczowe dla interesu nauczycieli akty regulujące ocenę ich pracy powstawać będą pod presją czasu i bez starannego namysłu, a oceniani nauczyciele będą ponosić konsekwencje błędów i niedociągnięć przyjętych rozwiązań.
>praca nad stworzeniem katalogu kryteriów oceny pracy odbywać się powinna w oparciu o ściśle sprecyzowane zasady wynikające z zapisów ustawowych i uzgodnione ze środowiskiem nauczycielskim;
Zgodnie z zapisami ustawy, kryteria oceny pracy nauczyciela, choć obejmują wszystkie obszary działalności szkoły odpowiednio do posiadanego stopnia awansu zawodowego, w całości muszą dotyczyć stopnia realizacji obowiązków określonych w art. 6 i art. 7 Karty Nauczyciela oraz art. 5 ustawy – Prawo oświatowe. W pierwszej kolejności należy więc zwrócić uwagę, że katalog kryteriów nie może być tworzony w sposób dowolny i arbitralny, a punktem wyjścia dla niego nie może być sama intencja zachęcenia nauczycieli do większej aktywności na rzecz szkoły czy placówki. […]
Zgodnie z założeniem ustawodawcy, to nie kryteria, lecz dopiero wskaźniki oceny powinny być dostosowane do specyfiki pracy w danej szkole. Zgodnie z tą zasadą za niewłaściwe uznać należy takie kryteria, jak właściwe realizowanie powierzonych funkcji, w tym w szczególności wychowawcy klasy i opiekuna samorządu uczniowskiego czy prowadzenie zajęć otwartych dla innych nauczycieli i dla rodziców oraz omawianie tych zajęć. […] Rzeczywisty, a nie pozorowany, wpływ na nią powinni też mieć przedstawiciele środowiska nauczycielskiego.
>kryteria i wskaźniki oceny pracy nauczycieli powinny stanowić spójną całość i gwarantować sprawiedliwą diagnozę jakości pracy nauczyciela;
Dzisiaj proponujemy zapoznanie się z mającą swoją premierę na stronie „Obserwatorium Edukacji” autorką jednego z blogów prowadzonych na stronie „Budząca Się Szkoła” – Zofią Wrześniewską. To nietypowa w tym środowisku, zdominowanym przez dyrektorki i nauczycielki ze szkół podstawowych, osoba – nauczycielka pracująca od lat w szkole ponadgimnazjalnej – łódzkim „Gastronomiku” – Zespole Szkół Gastronomicznych.
Foto: www.budzacasieszkola.pl
Zofia Wrześniewska
Proponujemy tekst zamieszczony 19 stycznia, zatytułowany „Nie powinno się narzucać formy nauki”
Minął kolejny semestr, pora więc na kolejne podsumowanie, jak moi uczniowie oceniają moje lekcje, co im dają i czy odpowiada im taki sposób pracy.
Sama też postanowiłam ocenić, co udało mi się zrobić: zebrałam wszystkie opracowane przeze mnie materiały, podzieliłam na przedmioty i jak się okazało, 50 % tematów na WOS moi uczniowie opracowują całkowicie samodzielnie (w postaci edukatoriów), – 15 godzin z 30, pozostałe to inne formy pracy samodzielnej: lapbooki, mapy myśli, debaty. Podobnie z historii i społeczeństwa i rozszerzenia z WOS. Oznacza to, że praktycznie odeszłam już od tzw. lekcji tradycyjnych i w przypadku wiedzy o społeczeństwie moje lekcje odbywają się w całości w kulturze uczenia się a nie nauczania. Co na to moi uczniowie? Oczywiście zapytałam ich o to. Wśród kilkudziesięciu „przepytanych” z 4 klas, przeważały odpowiedzi pozytywne, które wskazywały na to, że taka forma im odpowiada. 80 % oceniło edukatoria, prace samodzielne, prace w grupach jako lepszą formę uczenia się (rok temu było to 69,5%). Wśród argumentów „za” przeważały opinie: „tak więcej zapamiętujemy”, „w ten sposób uczymy się samodzielnej pracy”, „możemy nauczyć się współpracy”, „rozwija umiejętność pracy w grupach”. Cieszy mnie fakt, że uczniowie dostrzegli też głębszy sens tej formy edukacji i mają świadomość potrzeby zindywidualizowania procesu dydaktycznego, pojawiły się bowiem argumenty takie jak: „każdy ma własny sposób na szybką i skuteczną naukę, nie powinno się narzucać formy nauki, ewentualnie sugerować, podpowiadać”, czy „wiedza nie jest wciskana na siłę i można się uczyć we własnym zakresie”.
10,5% opowiedziało się za tradycyjną formą, doceniając mój wykład, choć też aktywizujący, bo jednocześnie stwierdzili, że cenią mnie za możliwość swobodnego dialogu i dyskusji na lekcjach. 9,5 % uznało, że odpowiada im zarówno forma wykładu, lekcji tradycyjnej, jak i praca samodzielna.
Szukając złotego środka, warto skorzystać z rady jednego z moich uczniów, który napisał: „wolę wstęp tradycyjny a potem praca samodzielna”. Zgadzam się, że to jest dobra metoda i na razie moi uczniowie oczekują wskazówek, krótkiego wprowadzenia zanim zaczną pracować sami.
Dzisiejszy news, jak wiele poprzednich informacji o przejawach aktywności pani minister Zalewskiej, także nie pochodzi ze strony MEN. O tym, że uczestniczyła ona dzisiaj w pierwszym posiedzeniu Zespołu do Spraw Rozwoju Szkolnictwa Zawodowego, powołanego przy Świętokrzyskim Kuratorze Oświaty, które odbyło się w sali Beta Gama Targów Kielce dowiedzieliśmy się z innych źródeł.
Foto: www.echodnia.eu/swietokrzyskie/wiadomosci/kielce/
Na początek przytoczymy fragment artykułu Pawła Więcka ze Świętokrzyskiego „Echa Dnia”, zatytułowanego „Minister Zalewska w Kielcach: – Darmowy internet, symulatory w „zawodówkach”
W czwartek w Targach Kielce odbyło się pierwsze posiedzenie Zespołu do spraw Rozwoju Szkolnictwa Zawodowego powołanego przy świętokrzyskim kuratorze oświaty. Z tej okazji do stolicy regionu przyjechała minister edukacji narodowej Anna Zalewska. W spotkaniu wzięli także udział wojewoda świętokrzyski Agata Wojtyszek, dyrektorzy szkół, przedstawiciele pracodawców oraz izb rzemieślniczych.
Rozmawiano o reformie szkolnictwa zawodowego. O celach, jakie stawia przed sobą rząd Prawa i Sprawiedliwości, mówiła Anna Zalewska. Minister edukacji narodowej zapowiedziała utworzenie szkół branżowych na wzór tych działających w Niemczech i Austrii. – Taka szkoła ma być razem z pracodawcą, bo gospodarka tego potrzebuje. Chcemy, by pracodawca był na egzaminie, gdyż sam egzamin przestaje być teoretyczny. W 90 procentach będzie to egzamin techniczny. Nie interesuje nas, czy ktoś ładnie opisze, jak funkcjonuje obrabiarka – on ma umieć ją obsługiwać – podkreśliła Anna Zalewska.[…]
Źródło: www.echodnia.eu
O dzisiejszym wystąpieniu minister Zalewskiej w Kielcach poinformował także niezawodny portal oswiata.abc.com, w materiale, zatytułowanym „Zalewska: szkoła branżowa musi być elastyczną”. Oto jego fragmenty:
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć,co będzie za pięć lat, prawdopodobnie nie znamy 40 proc. zawodów, które będą potrzebne, bo jesteśmy w rewolucji 4.0, dlatego szkoła branżowa musi być szkołą absolutnie elastyczną – oceniła w czwartek minister edukacji Anna Zalewska.[…]
Zalewska mówiła o działaniach, jakie do tej pory podjęto w związku z tworzeniem szkół branżowych i nowym modelem szkolnictwa zawodowego w Polsce. „Szkoła branżowa ma być szkołą na wzór niemieckiej, austriackiej i szwajcarskiej. Jesteśmy w stałym kontakcie z przedstawicielami instytucji szkół i ministerstw w tych krajach. Technikum, szkoła branżowa ma być razem z pracodawcą. Celowo rozpoczęliśmy w 2017 r. pracę nad szkołą branżową, bo gospodarka tej szkoły potrzebuje, nie mogliśmy czekać – tak jak z liceum – do 2019 r.” – podkreśliła Zalewska. […]
Cały tekst Katarzyny Bańcer, opracowany na podstawie materiału PAP: „Zalewska: szkoła branżowa musi być elastyczną” – TUTAJ
Źródło: www.oswiata.abc.com.pl
Foto: /www.google.pl
Luiza Kalinowska-Skutnik
Wczoraj, na portalu „Budząca Się Szkoła. pod zakładką <BLOGOSFERA> znaleźliśmy najnowszy post blogującej tam Luizy Skutnik, zatytułowany „Uczniowie twórcami w szkole – nowy model lekcji”.
Wszystko o czym napisała tam owa blogerka nie pochodzi z jej oderwanej od realiów wyobraźni, ale ma swe odniesienie w edukacyjnej codzienności szkoły „Cogito” której pani Luiza Kalinowska-Skutnik jest dyrektorką. Oto wybrane fragmenty tego tekstu i link do źródła:
Uczniowie twórcami w szkole – nowy model lekcji
Odejść od systemu transmisyjnego
Nowy model szkoły jest dostosowany do nowego modelu społeczeństwa. Odejście od szkoły, której głównym zadaniem jest przekazanie gotowej wiedzy uczniowi, spowodowane jest koniecznością nabycia przez ucznia nowych kompetencji, pozwalające odnaleźć się w społeczeństwie i na rynku pracy. Uczeń nabywa kompetencji tylko w grupie społecznej, której głównym źródłem jest szkoła. Należy zatem wykorzystać potencjał szkoły i zacząć inaczej planować przestrzeń do uczenia się.
Jak można zmienić lekcję, by uczeń się uczył na lekcji?
Przede wszystkim to uczeń ma być aktywny na lekcji. To uczeń ma się zmęczyć intelektualnie: ma rozmawiać, chodzić, planować, odkrywać, decydować, tworzyć, doświadczać. Im więcej aktywnych zmysłów, tym lepiej! […] Aby mogło to zaistnieć, musi zmienić się rola nauczyciela. Praca nauczyciela na nowej lekcji: to stworzenie sytuacji dydaktycznej dla ucznia, pozwolenie na działanie, pomoc, jeśli uczeń będzie jej potrzebował, uporządkowanie zdobytej wiedzy przy podsumowaniu. Nie chodzi tu o incydentalne lekcje, na których uczniowie przeprowadzają doświadczenia, czy pracują w grupach, czy też pracują metodą projektu, ale o codzienną możliwość uczenia się poprzez aktywne działanie, które uczy samodzielności, podejmowania decyzji, odkrywania wiedzy.
Można to robić na wiele sposobów, w szkole Cogito w Płocku uczniowie miedzy innymi są aktywni poprzez:
Portal oswiata.abc.com, powołując się na PAP, zamieścił dziś informację, zatytułowaną „Reportaż R. Kapuścińskiego na liście lektur szkolnych”. Oto jej fragmenty:
„Podróże z Herodotem” Ryszarda Kapuścińskiego we fragmentach znalazły się na przygotowanej przez MEN liście lektur obowiązkowych dla liceum i technikum. Po konsultacjach społecznych z listy usunięto „Sen nocy letniej” Williama Szekspira. […]
W podstawie programowej dla liceów i techników wyodrębniono treści, które powinni poznać wszyscy uczniowie, niezależnie od profilu klasy, w której będą się uczyć, oraz „rozszerzenia”. Dlatego w podstawie programowej do języka polskiego znalazły się lista lektur obowiązkowych i uzupełniających dla wszystkich uczniów oraz lista lektur obowiązkowych i uzupełniających dla tych, którzy będą realizować program rozszerzony.
W wyniku konsultacji społecznych, które przeprowadzono po publikacji projektu nowej podstawy języka polskiego, fragmenty „Podróży z Herodotem” Kapuścińskiego pojawiły się na liście lektur obowiązkowych realizowanych w zakresie podstawowym. Z kolei z zakresu rozszerzonego usunięto „Sen nocy letniej” Williama Szekspira, a „Fortepian Szopena” Cypriana Kamila Norwida został przeniesiony z zakresu podstawowego do rozszerzonego.
Na liście są też wybrane wiersze następujących poetów: Jana Kasprowicza, Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Leopolda Staffa, Bolesława Leśmiana, Juliana Tuwima, Jana Lechonia, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Kazimiery Iłłakowiczówny, Juliana Przybosia, Tadeusza Peipera, Józefa Czechowicza, Kazimierza Wierzyńskiego (w tym wybrane wiersze z okresu skamandryckiego oraz emigracyjnego), Stanisława Balińskiego (w tym wybrane wiersze z okresu emigracyjnego), Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Tadeusza Gajcego, Tadeusza Różewicza, Mirona Białoszewskiego, Jarosława Marka Rymkiewicza, Wisławy Szymborskiej, Zbigniewa Herberta (w tym wybrane wiersze z tomów: „Pan Cogito” oraz „Raport z oblężonego miasta), Haliny Poświatowskiej, Stanisława Barańczaka, Marcina Świetlickiego, Jana Polkowskiego, Wojciecha Wencla.[…]
Cały komunikat „Reportaż R. Kapuścińskiego na liście lektur szkolnych” – TUTAJ
Źródło: www.oswiata.abc.com.pl
Dzisiaj zapraszamy na dotąd nieodwiedzaną stronę ponadpartyjnego forum debaty publicznej o edukacji „Obywatele Dla Edukacji”. Zamieszczając link do opublikowanego tam „Apelu do wszystkich partii o współpracę w dziedzinie oświaty”, zapraszamy jednak do zapoznania się – najpierw z wybranymi fragmentami – z obszernym artykułem Igi Kazimierczak „Jaka może być szkoła jutra?”:
Jaka może być szkoła jutra?
[…] W tym nurcie warto przedstawić koncepcję szkoły, której funkcjonowanie jest całkowicie odmienne od dotychczasowej, gdyż opiera się na zupełnie innej od dotychczasowej strukturze programowo-ideologicznej i jest propozycją przekształcenia obowiązującego obecnie systemu w oparciu o zmiany w aktualnym prawie oświatowym.
Najkrótsza analiza:
Szkoła powinna…: uczyć, wychowywać, wspierać w rozwoju
Skarżymy się na…: poziom wyników nauczania, zachowanie uczniów i atmosferę w szkołach, niedojrzałość absolwentów i brak przygotowania do samodzielnego życia
Co można zmienić…: umożliwić szkole sprawniejsze wypełnianie swojej misji Jak generować zmiany…: poprzez zwiększenie autonomii szkół; danie im możliwości kształtowania własnych instrumentów programowych i procedur oceniania; zezwolenie na większy udział uczniów w decydowaniu o sposobach funkcjonowania szkoły.
Ciemność widzę, ciemność…
[…]Nie tylko poziom wykształcenia zaczyna napawać troską. Prawdziwe przerażenie ogarnia, kiedy się spojrzy na szkołę jako zbiorowisko ludzkie. Cieszymy się, gdy statystyki wzrostu agresji i autoagresji młodych obywateli spowalniają, ale tendencja wzrostowa się utrzymuje. Dzieci w czasie przerw nieustannie się przepychają, kopią i biją, a zapytane, czemu tak postępują, odpowiadają ze szczerym zdziwieniem: „My się przecież bawimy!” […]
Foto: www.google.pl
Dzisiaj minister Anna Zalewska podpisała rozporządzenie, które od 1 września 2019 roku wprowadza nowe podstawy programowe dla klas pierwszych szkół ponadpodstawowych. Oto fragmenty komunikatu, jaki o tej decyzji i jej szczegółach zamieszczono na stronie MEN:
Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska podpisała dziś, 30 stycznia br. rozporządzenie w sprawie nowej podstawy programowej kształcenia ogólnego dla czteroletniego liceum ogólnokształcącego, pięcioletniego technikum oraz dwuletniej branżowej szkoły II stopnia.
Nowa podstawa programowa dla szkół ponadpodstawowych będzie obowiązywać od roku szkolnego 2019/2020 w klasie pierwszej:
>4-letniego liceum ogólnokształcącego
>5-letniego technikum
>2–letniej branżowej szkoły II stopnia, zarówno dla uczniów będących absolwentami branżowej szkoły I stopnia, którzy ukończyli gimnazjum oraz tych kończących ośmioletnią szkołę podstawową.[…]
O podstawie
Foto: www.neuro-integracja.com.pl
W naszym cyklu przedpołudniowych lektur – dzisiaj proponujemy tekst, zamieszczony na stronie „Juniorowa” 21 stycznia: Metoda pozytywnej neuroplastyczności – jak pomóc dziecku zbudować szczęśliwy mózg. Jego autorkami są panie: Joanna Berendt i Anna Andrzejewska – twórczynie Centrum Neuro-Integracji MIND.
Oto – tradycyjnie – fragmenty tego artykułu i link do oryginału:
[…] Mózg uczy się na podstawie doświadczeń. Neuroplastyczność to niezwykła zdolność ludzkiego mózgu do zmiany swojej struktury i funkcji w zależności od doświadczeń. W zależności od tego co przeżywamy, czego doświadczamy chwila po chwili kształtują się struktury neuronalne w mózgu. Ten proces ma znaczny wpływ na zadowolenie z życia i jego jakość.
W dzieciństwie mózg jest bardzo elastyczny i wyjątkowo łatwo uczy się i podlega zmianom. Ale proces nauki i zmiany mózgu możliwy jest zawsze, bez względu na wiek. Zawsze jest szansa na zbudowanie szczęśliwego mózgu, chociaż wraz z wiekiem proces ten wymaga większych nakładów energii, dłuższego czasu, zmiany nawyków czyli większego wysiłku. Z neuroplastycznością mamy do czynienia kiedy np. uczymy się języka obcego, ale też wtedy kiedy chcemy mieć bardziej pozytywne podejście do siebie i świata czy pragniemy być bardziej odporni na stres lub pewni siebie.
Każda aktywność mentalno-emocjonalna (myśli, emocje, uczucia zmysłowe), która jest obecna w naszym umyśle, ma swoje odzwierciedlenie w aktywności odpowiednich obwodów neuronalnych mózgu. To brzmi całkiem poważnie. Mówiąc prościej im częściej coś przeżywamy, skupiamy na czymś uwagę, tym obwody, odpowiedzialne za ten stan, działają szybciej, sprawniej i częściej.[…]
Negatywna skłonność mózgu








