
Foto: Marcin Obara/PAP[www.radiokrakow.pl]
Minister Dariusz Piontkowski, w towarzystwie wiceministra Marcina Kopcia podczas dzisiejszej konferencji prasowej
Podczas swojej pierwszej konferencji prasowej nowy minister edukacji narodowej uznał m.in., że kumulacji roczników nie będzie, a także, że nie wie, czym są najlepsze licea. O czym jeszcze można było się dowiedzieć? Zobacz materiał – TUTAJ [źródło: www.wyborcza.pl]
A oto informacja o tej konferencji prasowej ze strony TVPINFO (fragment):
Z naszych informacji wynika, że wszyscy absolwenci gimnazjów oraz szkół podstawowych znajdą swoje miejsce w szkołach średnich – zapewnił minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski. Jak wyjaśnił, wątpliwości co do liczby miejsc wynikają z tego, że „w niektórych dużych miastach samorządy zdecydowały się na ruch, który pozwala absolwentom szkół podstawowych i gimnazjów na złożenie dokumentów do większej liczby szkół”.
–To powoduje, że w systemie ten sam uczeń pojawia się wielokrotnie, co może sprawiać wrażenie, że liczba uczniów ubiegających się o miejsca w szkołach średnich jest zdecydowanie większa niż ta rzeczywista liczba absolwentów – powiedział minister. […]
Cały tekst „Minister edukacji: Rodzice mogą być pewni, że ich dzieci znajdą miejsce w szkołach średnich” – TUTAJ
Źródło: www. www.tvp.info
*Cytat z sejmowego wystąpienia prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w lutym 2015 roku [TUTAJ]
Foto: www.mysliszewice.edu.pl
Uroczyste zakończenie roku szkolnego 2017/2018 w Publicznej Szkole Podstawowej im. H. Sienkiewicza w Myśliszewicach.
Dzisiaj „premierowe” cytaty z fejsbukowego profilu doktora Jakuba Andrzejczaka – profesora Wielkopolskiej Wyższej Szkoły Społeczno-Ekonomicznej. Na tekst ten trafiliśmy przypadkiem – dzięki „sztafetowemu” udostępnianiu go według zasady „znajomy – znajomym”… Uznaliśmy, że choć jego autor adresował swą wypowiedź do rodziców uczniów naszych szkół, powinni przeczytać to także nauczyciele.
Zapraszamy do lektury tego wpisu, który jego autor – odwołując się do wspomnień swoich szkolnych lat – zatytułował: „Przeciętniak”:
7 czerwca
Zakończenie roku szkolnego zbliża się wielkimi krokami. Już za kilkanaście dni uczniowie i ich rodzice usiądą w aulach, salach gimnastycznych i klasach. Kiedy padnie już zwrot „po hymnie”, rozpocznie się oklaskiwanie tegorocznych zwycięzców: czerwone paski, najwyższe średnie, olimpiady, frekwencja. Aplauz, gratulacje, uścisk ręki, odbiór nagród i koniecznie zdjęcie ze świadectwem na fejsa z hasztagiem #DumnaMama, #NajlepszaCórka). Tak, jakby bez paska pierwsza nie była dumna, a druga najlepsza.
Foto: www.przeglad.olkuski.pl
Istnieje duże, statystyczne prawdopodobieństwo, że czytasz ten tekst jako rodzic, którego dziecko ani razu nie będzie musiało ruszać się z miejsca podczas tej uroczystości. Nie przyniesie do domu ani książki, ani dyplomu uznania. Istnieje więc prawdopodobieństwo, że jesteś rodzicem „średniaka”, „przeciętniaka”, „dostatecznego”, „dobrego”, „miernego” …
Foto: www.mamadu.pl
Istnieje też zdecydowanie mniejsze prawdopodobieństwo, że jesteś rodzicem dziecka, które podczas zakończenia roku szkolnego nie będzie podgrzewać krzesła, a oklaski na jego cześć zostaną w tych murach na wieki.
Nawet nie wiem, do kogo bardziej skierowany jest ten tekst. Do tych, którzy przyglądają się, jak ich dzieci dumnie kroczą w stronę mikrofonu, czy do tych rodziców dzieci, których wysiłek fizyczny podczas tej gali ograniczać się będzie wyłącznie do oklaskiwania innych. A może do nikogo z Was. Może jest do dzieci. A może jest do wszystkich.
Przez całą moją edukację w szkole podstawowej i liceum udało mi się zgromadzić dwie książki za konkursy z wiedzy historycznej. Przez całą moją edukację byłem „przeciętniakiem”. W siódmej klasie szkoły podstawowej, na moim świadectwie dumnie prezentował się mierny z fizyki. Dziś z sentymentem wspominam moją nauczycielkę języka polskiego z liceum, która niejednokrotnie kierowała do mnie takie oto słowa: „Andrzejczak! Orłem w tej klasie nie jesteś. Jak będziesz miał piątki, to będziesz mógł na lekcji rozmawiać”. Dziś wiem, że te rozmowy były tak samo ważne, jak nauka. Tyle tylko, że w systemie masowej, zbiurokratyzowanej edukacji nie możesz być orłem koleżeństwa, orłem empatii, orłem życzliwości, orłem własnego sposobu myślenia, orłem własnych zainteresowań, myślenia pod prąd, kreatywności … orłem samostanowienia.
Ta sama szkoła, w której od dziecka oczekuje się, by było jednocześnie najlepsze ze wszystkiego, ma przygotować je do życia, w którym wszyscy oczekiwać będą od niego, aby wyróżniało się w jednej dziedzinie. To jeden z wielu paradoksów systemu. Pamiętaj jednak. Twojego dziecka nie określa żadna ocena szkolna, lecz praca nad sobą i wysiłek, jaki musiało włożyć, by być w miejscu, w którym jest obecnie. Bez znaczenia czy kończy ten rok ze średnią 5,0 czy 3,0. Jego oceny nie określają, kim był, kim jest, ani kim będzie. Życie nie jest olimpiadą, a świat nie jest aulą szkolną. Życiem kierują relacje, emocje i pasje. Te ostatnie rodzą się z nauki i doświadczania rzeczywistości. Na próżno jednak szukać ich w ocenach szkolnych, dlatego Twoja duma z posiadania dziecka nie może być nimi warunkowana. Po latach, Twoje dziecko nie będzie pamiętać, że dostało jedynkę. Bez wątpienia jednak zapamięta Twoje rozczarowanie, złość czy brak wiary.
Podczas ceremonii zakończenia roku szkolnego mojego starszego syna, nie będę miał okazji do oklaskiwania go. I wiecie co? Będę z niego niezmiernie dumny. Tak samo dumny, jak każdego dnia. Wiem bowiem, że jest koleżeński, empatyczny, że ma szacunek do ludzi, że jest kreatywny, że zadaje wiele pytań, że interesuje go świat … że nie stał się tym, czego oczekuje od niego system numerków, tabelek i ewaluacji. Będę z niego dumny, ponieważ to te rzeczy określą, kim będzie w przyszłości. Przyszłości, w której będzie miał do zrobienie o wiele więcej, niż zapisano w jakiejkolwiek podstawie programowej.
W poniedziałek 10 czerwca dr Jakub Andrzejczak zamieścił taki aneks to cytowanego powyżej tekstu:
Szanowni Państwo!
Publikując mój post „Przeciętniak”, nie spodziewałem się takiego, lawinowego odzewu z Państwa strony. Tekst skomentowało prawie 7 tysięcy osób. Przeczytałem wszystkie wpisy, te pozytywne i negatywne. Za wszystkie konstruktywne uwagi serdecznie Państwu dziękuję.
Mój wpis nabrał też – dla pewnej grupy – innego znaczenia. Nie patrzyli oni na swoje dzieci, lecz na siebie z przeszłości. Otrzymałem mnóstwo wiadomości prywatnych. Z niemal wszystkich wyłania się bardzo ponury obraz, ukazujący wpływ systemu edukacji na dalsze losy ludzi. Nie mogę się z Państwem nimi podzielić, jednak proszę mi wierzyć. Są to bardzo poruszające historie osób, których ten system „prześladuje” do dziś, mimo dorosłego wieku. Niezwykle to przygnębiające.
Źródło: www.facebook.com/drandjakub/
Foto:Paweł Supernak/PAP[www.gosc.pl]
Wicepremier Beata Szydło i przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” Ryszard Proksa podpisują porozumienie – CDS „DIALOG” , 7 kwietnia 2019r
„Gazeta Prawna” zamieściła informację red. Artura Radwana o tym, ze właśnie trafił do Sejmu projekt [DRUK nr 3496] zmiany niedawno przyjętej (z inicjatywy min. Zalewskiej) nowelizacji Ustawy „Karta nauczyciela”, który jest realizacją kwietniowego porozumienia Solidarności z rządem, zawartego podczas rozmów w Centrum „Dialog”. Oto fragment tego tekstu :
[…] Zgodnie z nim nauczyciel może podlegać ocenie na wniosek swój, a także np. dyrektora lub organu prowadzącego, rady szkoły lub rady rodziców. Taka weryfikacja może być dokonywana w każdym czasie, ale nie częściej niż po roku od poprzedniej. W praktyce do tej pory według starego mechanizmu było tak, że nauczyciele pracowali nawet 20 lat bez takiej oceny. Dotyczy to głównie nauczycieli dyplomowanych, którzy osiągnęli już najwyższy stopień awansu zawodowego i nie mają potrzeby dokonywania takiej weryfikacji.
–Rzeczywiście powróciliśmy do stanu, który przecież wymagał pewnych zmian. Z pewnością należałoby pozostawić ten okres obowiązkowego oceniania nauczycieli co pięć lat. Mieliśmy już wypracowane kryteria, które też zostaną uchylone – mówi Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. – Szefowie placówki oświatowej będą się z ocenami wstrzymywać, bo nie wiadomo, jakie jeszcze zmiany mogą nas czekać – dodaje.
Cały artykuł „Wrześniowe podwyżki i ustępstwa dla nauczycieli już w Sejmie” – TUTAJ
Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl
Wierni naszej nowej poniedziałkowej tradycji proponujemy kolejny wybór zeszłotygodniowych tekstów dr Tomasza Tokarza, zamieszczanych w minionym tygodniu na jego fejsbukowym profilu:
5 czerwca
Jak może wyglądać ewolucja zawodów w przyszłości. Zróbmy krótką analizę na przykładzie trzech profesji.
LEKARZ (kontaktowy, nie zabiegowy)
Przychodzi pacjent. Lekarz uruchamia specjalny skaner, który skanuje mu źrenicę i pobiera próbkę potu (ewentualnie krwi). Skaner łączy się z siecią. Dane są szybko przetwarzane i porównywane z tysiącami innych danych. Na podstawie analizy formułowana jest diagnoza i zalecenia.
Jaka będzie w tym wszystkim rola lekarza?
Przekazanie diagnozy pacjentowi w spokojnej, empatycznej rozmowie.
Wspieranie go w procesie leczenia.
Pożądane kompetencje: empatia, komunikacja, intuicja
PRAWNIK (radca prawny)
Przychodzi klient. Prawnik w rozmowie z nim wprowadza do specjalnego komputera zapytanie (wg słów kluczowych). Ten przetwarza zapytanie, analizuje szczegóły problemu. Łączy się z siecią. Dane są szybko przetwarzane i porównywane z tysiącami innych danych. Na podstawie analizy formułowana jest interpretacja problemu i możliwe rozwiązania.
Jaka będzie w tym wszystkim rola PRAWNIKA?
Przekazanie zaleceń, rozwiązań, interpretacji KLIENTOWI w spokojnej, empatycznej rozmowie.
Wspieranie go w procesie osiągania celów.
Pożądane kompetencje: empatia, komunikacja, intuicja
NAUCZYCIEL
Przychodzi uczeń. Nauczyciel w rozmowie z nim wprowadza do maszyny słowa kluczowe. Skaner pobiera próbkę potu i skanuje źrenicę. Maszyna przetwarza dane, analizuje szczegóły. Łączy się z siecią. Dane są szybko przetwarzane i porównywane z tysiącami innych danych. Wyskakuje propozycja indywidualnej ścieżki kompetencyjnej (predyspozycje, zainteresowania), źródeł informacji oraz metody uczenia się (co może się sprawdzić przy określonych zasobach psychoficznych, a co nie)
Jaka będzie w tym rola NAUCZYCIELA?
Rozmowa z uczniem na temat proponowanej ścieżki kompetencyjnej. Rozpoznanie, jak się z tym czuje.
Wspieranie go w procesie osiągania celów.
Bycie z nim.
Motywowanie do pracy.
Pożądane kompetencje: empatia, komunikacja, intuicja.
Gdybym miał powiedzieć, który z tych zawodów będzie wymagał jak największej odpowiedzialności, elastyczności, otwartości, autonomii i kompetencji, który będzie najmniej uzależniony od zaleceń maszyny – pewnie postawiłbym na nauczyciela. Bo będzie on miał do czynienia z najbardziej zmiennym odbiorcą – człowiekiem w procesie rozwojowym.
„Ta ostatnia niedziela...” – wypadałoby dzisiaj zaśpiewać. Ostatnia niedziela tego trudnego i obfitującego w dramatyczne chwile roku szkolnego. Za tydzień będzie to już pierwsza niedziela wakacji. Świadomość tego faktu stawia przed felietonistą trudniejsze niż zwykle zadanie: znaleźć i skomentować takie wydarzenie, taki temat, który nie będzie „jednym z wielu”, a – niejako symbolicznie – zwieńczy roczny cykl tych felietonów.
W pierwszą niedzielę września 2018 roku pisałem o tym, jak to Prezydent Andrzej Duda złamał prawo, zabraniające działalności i agitacji politycznej w szkołach, wplatając w swe wystąpienie, wygłaszane w III LO w Gdyni z okazji rozpoczęcia nowego roku szkolnego, zdanie: „…w Sądzie Najwyższym orzekają ludzie, którzy w stanie wojennym wydawali wyroki na podziemie”.
Jako że kończący się rok szkolny był także rokiem dwu wyborów, wypada przypomnieć felieton z 28 października, zatytułowany „Wybory samorządowe sprzed tygodnia to oblany egzamin z WOS!” Także wart przywołania jest – proroczy jak się okazało – felieton, zatytułowany „O pozycji min. Zalewskiej w rankingu ministrów. I o czym to świadczy?”
20 stycznia 2019 roku zamieściłem felieton, który był moim, bardzo osobistym „pedagogicznym przepracowaniem” tragedii w Gdańsku – zabójstwa prezydenta Adamowicza: „Nie przekreślajmy ‚słabych’ uczniów – oni też mogą mieć sukcesy”.
28 kwietnia, w czasie gasnącej „gorączki” nauczycielskiego strajku napisałem felieton „Nikt nas nie zdradził, a strajk włoski – to droga donikąd”.
Przed miesiącem, po pierwszym tygodniu matur, który zapewne przejdzie do historii jako „bombowy tydzień”, napisałem felieton, zatytułowany „O telepatycznych diagnozach i szokujących konkluzjach urzędników”.
Co zatem powinno stać się taką „wisienką” na wieńczącym ten rok „torciku” moich felietonów?
Pomysłu na wisienkę nie mam. Przyszła mi tylko na myśl „laska cynamonu”….
Ale po chwili namysłu zmieniłem zdanie. Na temat pana Piontkowskiego, który w 30. rocznicę historycznych wyborów parlamentarnych, kiedy to Polacy pokazali partii wówczas rządzącej „gest Kozakiewicza”, został (rzekomo) na wniosek premiera powołany przez lokatora pałacu – w swoim czasie (nomen omen) nazywanego „Pałacem Namiestnikowskim” – na urząd Ministra Edukacji Narodowej, nie ma sensu już nic więcej pisać, niż zrobiły to dotąd niezależne media (w tym i OE). Nie widzę takiej konieczności, bo – jak stwierdził to w „Nowych Atenach” ks. Benedykt Chmielowski – „koń jaki jest każdy widzi”. Z tym koniem to chyba także przesada… Nie widzę w nim „czarnego konia” w wyścigu ku lepszej przyszłości polskiej szkoły. Co najwyżej „konia rasy polskiej”, narodowej….
Moim zdaniem nie warto zajmować się tymczasowymi rozwiązaniami, jako że i tak o wszystkim zadecydują jesienne wybory parlamentarne. Jeżeli wygra je PiS – to i tak posadzi na tym „gorącym fotelu” kogoś innego. Mnie martwi bardziej ewentualna alternatywa.
Dziś naszą uwagę zwrócił nieduży artykuł na 5. stronie „Gazety Wyborczej” zatytułowany „Irena nie Tymek”. Szybko odnaleźliśmy jego obszerniejszą e-wersję, zatytułowaną „Irena, a nie Tymek. Uczniowie stanęli w obronie transpłciowej koleżanki i napisali petycję do dyrekcji”. Oto fragmenty tego materiału, ilustrowanego fotokopią uczniowskiej petycji:
Uczniowie podstawówki w Jeleniej Górze nie zgodzili się, by zdjęcie ich transpłciowej koleżanki Ireny na szkolnej tablicy pamiątkowej podpisano imieniem Tymek. Napisali w tej sprawie petycję dyrekcji, ale szkoła na razie milczy. […]
Foto:www.wroclaw.wyborcza.pl
Oo fragment listu do dyrekcji integracyjnej Szkoły Podstawowej nr 8 w Jeleniej Górze, który podpisali uczniowie klasy 8 B. Udostępniła go na Fb mama Ireny, Magdalena Kalinowska z podpisem: „Czasami (często) dzieci są mądrzejsze, niż dorośli. Dziękuję Amelce za inicjatywę i reszcie klasy za wsparcie. Jesteście wspaniali”. Amelka to jedna z trzech najbliższych przyjaciółek Ireny, która urodziła się jako Tymek.
„Nasza koleżanka, Irena, jest z nami od pierwszej klasy i nie wyobrażamy sobie, aby została usunięta z grona uczniów (…). Irena codziennie zmaga się z wieloma trudnościami, łącznie z nietolerancją. Czy nie można zrobić jej chociażby takiej przyjemności, aby szkołę podstawową ukończyła z imieniem takim, jakie jej odpowiada? Wszyscy uczniowie naszej klasy od kilku lat zwracają się do Ireny tak, jak ona sobie tego życzy. Większość nauczycieli akceptuje ją taką, jaka jest”.
Niektórzy nauczyciele w szkole specjalnej, do której z powodu autyzmu chodzi Irena, wciąż wyczytywali ją z dziennika jako Tymka. Magdalena Kalinowska chciała więc zaprosić do szkoły specjalistę, by wyjaśnił im, co to jest transpłciowość. Na takie szkolenie zgody nie wyraziła dyrektorka.
Foto:Maciej Kałach [dzienniklodzki.pl]
Zastępca dyrektora Wydziału Edukacji UMŁ Dorota Gryta
Uznaliśmy, że – choć z kilkudniowym opóźnieniem – warto upublicznić wśród naszych Czytelników artykuł Macieja Kalacha, zamieszczony w „Dzienniku Łódzkim” pod tytułem „Rekrutacja podwójnego rocznika do liceów w Łodzi i szkół zawodowych. Lekcje w najpopularniejszych LO będą do wieczora”. Oto jego fragmenty:
Do 25 czerwca trwa rekrutacja kandydatów do liceów ogólnokształcących i szkół zawodowych. We wtorek (4 czerwca) Urząd Miasta Łodzi (UMŁ) podsumował dotychczasowy przebieg zapisów, rozpoczętych 13 maja. Tej wiosny bierze w nich udział tzw. podwójny rocznik, czyli uczniowie ostatnich klas: wydłużonych rządową reformą oświaty podstawówek oraz wygasających gimnazjów. Władze Łodzi spodziewają się ponad 6,3 tys. kandydatów z tej pierwszej grupy oraz 5,5 tys. – z drugiej (rocznik ostatnich gimnazjalistów jest nieco mniej liczny). Tyle właśnie miejsc przygotował UMŁ w samorządowych LO oraz szkołach zawodowych. Ich liczba ma pokryć ogólne zapotrzebowanie kandydatów, także tych wybierających się po naukę do Łodzi z mniejszych miejscowości regionu (co ważne, obie grupy podwójnego rocznika nie będą mieszane w tych samych klasach z uwagi na inny program. […]
Zgodnie z zasadami naboru, uczestnik rekrutacji decyduje się na LO Zgodnie z zasadami naboru, uczestnik rekrutacji decyduje się na LO lub szkołę zawodową „pierwszego wyboru” oraz – na wypadek niepowodzenia – wskazuje placówki „rezerwowe”. Ze względu na podwójny rocznik w Łodzi można łącznie wskazywać dowolną liczbę oddziałów w nieograniczonej liczbie placówek. UMŁ wręcz zachęca do zaznaczania w systemie jak najszerszej oferty. Tak, aby słabszych z kandydatów – nieprzyjętych do szkoły pierwszego, drugiego czy nawet trzeciego wyboru – elektroniczny system przydzielił wreszcie do jakiegoś ogólniaka, technikum czy branżówki (czyli dawnej zawodówki). lub szkołę zawodową „pierwszego wyboru” oraz – na wypadek niepowodzenia – wskazuje placówki „rezerwowe”. Ze względu na podwójny rocznik w Łodzi można łącznie wskazywać dowolną liczbę oddziałów w nieograniczonej liczbie placówek. UMŁ wręcz zachęca do zaznaczania w systemie jak najszerszej oferty. Tak, aby słabszych z kandydatów – nieprzyjętych do szkoły pierwszego, drugiego czy nawet trzeciego wyboru – elektroniczny system przydzielił wreszcie do jakiegoś ogólniaka, technikum czy branżówki (czyli dawnej zawodówki).
Według danych podanych we wtorek przez Urząd Miasta Łodzi, w elektronicznym systemie rekrutacji nowe szkoły wybrało już 3153 kandydatów z podstawówek oraz 3281 po gimnazjach.
Urzędnicy UMŁ, wymieniając popularne szkoły w dotychczasowych wyborach ósmoklasistów z podstawówek wyliczyli: XXV LO (123 kandydatów z pierwszej preferencji na ogółem 120 miejsc w szkole), IV LO (114/120), XXI LO (112/120), XXXI LO (103/120), XXVI LO (151/180), Technikum nr 9 (106/120), nr 10 (125/150) i nr 19 (127/210).
Dane z niesamorządowych, ale publicznych LO akademickich: przy Uniwersytecie Łódzkim (139/78), przy Politechnice Łódzkiej (84/96).
Jeśli chodzi o wybory trzecioklasistów z gimnazjów UMŁ wyliczył: XXV LO (142/90), XXXI LO (140/120), XI LO (116/120),XXVI LO (146/150), IV LO (109/120), Technikum nr 9 (101/120), nr 10 (101/150), nr 19 (160/210).
Dane z Publicznego LO UŁ (144/78), z Publicznego LO PŁ (110/88).
Cały artykuł „Rekrutacja podwójnego rocznika do liceów w Łodzi i szkół zawodowych. Lekcje w najpopularniej- szych LO będą do wieczora” – TUTAJ
Źródło: www.dzienniklodzki.pl
Na sobotnie poczytanie proponujemy dziś wczoraj zamieszczony na jego blogu tekst Jarosława Pytlaka, inspirowany najnowszą zmianą na stanowisku ministra edukacji:”Refleksje wokół ministerialnego fotela”. Oto fragmenty tego posta i link do całego tekstu:
Foto: www.www.youtube.com
Jarosław Pytlak
Po przedstawieniu swoistego przeglądu prasy, podejmującej temat szykujących się – w wyniku konsekwencji wygrania przez wielu ministrów wyborów do Parlamentu UE – zmian w rządzie, Jarosław Pytlak stwierdził:
[…] Wspomniane artykuły tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że oświata jest w gruncie rzeczy najmniej ważną dziedziną życia społecznego. Sądzę, że politycy też tak uważają, znajdując uzasadnienie tego poglądu w wynikach badań opinii publicznej. To zapewne sondaże podpowiadają władzy, że strajkującym nauczycielom nie warto ustępować, bo poważanie dla nich w szerokich kręgach społeczeństwa jest żadne, a pokazanie im pośledniego miejsca w szeregu wręcz obiecuje uznanie wśród własnych sympatyków. Z kolei opozycja z (innych) sondaży dowiaduje się pewnie, że fatalne skutki reformy Zalewskiej, choć źle odbierane, nie rokują mobilizacji znaczącej części wyborców przeciw obecnym rządom. Najwyraźniej szerokie kręgi społeczeństwa mniej lub bardziej świadomie hołdują przekonaniu, że nigdy w szkolnictwie nie było, żeby jakoś nie było, a przeciętny Kowalski oświatą interesuje się tylko wtedy, gdy szkoła, do której chodzi jego dziecko, nadepnie mu na odcisk. […]
Osobiście odczuwam zero emocji w kwestiach personalnych, więc nie zrobiło na mnie wrażenia ostateczne namaszczenie na ministra edukacji narodowej długoletniego działacza partii rządzącej, Dariusza Piontkowskiego, ongiś nauczyciela licealnego, potem polityka średniego szczebla, wreszcie posła, raczej z drugiego szeregu. Nawiasem mówiąc, trudno oprzeć się wrażeniu, że pod względem biografii mamy do czynienia z Anną Zalewską bis, a sądząc z jego pierwszych publicznych wypowiedzi w nowej roli – w dziedzinie poglądu na świat również. Reforma potoczy się zatem dalej, wytyczonym już torem, a nowemu ministrowi przypadnie rola administratora masy spadkowej po poprzedniczce. Bez żadnej intencji skorygowania obecnego kursu, bo przecież sam manifestuje przekonanie, że jest świetnie. Co może dziwić tylko politycznych marzycieli.
Niewesołe są moje refleksje, ale taki właśnie mamy klimat. Chociaż słowo minister pochodzi od łacińskiego ministrare, czyli służyć, to wcale nie musi oznaczać służenia całemu społeczeństwu. Jak uczy historia, swoich ministrów mieli też despoci; może ich mieć również partia posiadająca w danej chwili monopol na rację. Póki co, wciąż jednak żyje cała rzesza ludzi skażonych miazmatami obywatelskiego podejścia do polityki, którzy skłonni są oczekiwać od ministra edukacji narodowej zdolności do samodzielnej refleksji, a nie tylko bezkrytycznego wcielania w życie anachronicznej wizji, powstałej w zaciszu gabinetów. Myślę, że to spośród tak „skażonych” rekrutują się Czytelnicy, którzy w komentarzach pod moimi publikacjami wpisują czasem hasła w rodzaju „Pytlak na ministra!”. Miłe te sugestie traktuję w kategoriach żartu, ale widzę w nich również wyraz marzenia o normalności w oświacie. Skorzystam więc z okazji, by wzbogacić swoje dzisiejsze refleksje wyjaśniając, dlaczego zupełnie nie widzę siebie w roli głównego lokatora MEN. Nawet gdyby warunki społeczno-polityczne były nieco bardziej normalne. I bardzo proszę nie traktować tego jako wyrazu mojej megalomanii, a jedynie wygodny dla publicysty pretekst, by zaprezentować problemy, które staną przed każdym poważnym kandydatem na ministra edukacji.
A zatem, dlaczego nie widzę siebie na tym stanowisku?
Z kilkudniowym opóźnieniem, spowodowanym zatorami komunikacyjnymi między redakcją OE a informatorami ze strony (dorosłych) organizatorów, prezentujemy relację z niecodziennej konferencji, jaka w poniedziałek (3 czerwca 2019r.) odbyła się w Teatrze Nowym. O jej przygotowaniach informowaliśmy kilkakrotnie, między innymi relacjonując spotkanie organizacyjne, poświęcone wypracowaniu jej programu, jakie odbyło się 16 stycznia tego roku siedzibie łódzkiego Zespołu Szkół STO.
Zapraszamy do bogato ilustrowanej relacji z konferencji, w całości przygotowanej i zorganizowanej przez uczniów pięciu łódzkich szkół podstawowych*, zatytułowanej „Nasze sprawy w naszych rękach – dzieci o swoich prawach”:
Uwerturą do właściwego wydarzenia było odśpiewanie przez uczennice i uczniów SP nr 81 w Łodzi piosenki, zatytułowanej „Mam prawo żyć”, której powtarzany dwukrotnie refren brzmi: „Dziecka prawa – poważna sprawa! Dziecka prawa – to nie zabawa!”.
Oto amatorskie nagranie tego występu z fanpage SP nr 81 – TUTAJ
Gdy ze sceny zeszły śpiewające dzieci weszły na nią: Anielka Konopka uczennica kl. VII i Olga Politańska – uczennica kl. VII w SP nr 81 w Łodzi, które w roli konferansjerek poprowadziły całą konferencję.
Jako pierwszemu udzieliły głosu panu Marcinowi Gołaszewskiemu – Przewodniczącemu Łódzkiej Rady Miejskiej, który m.in. powiedział: „Życzę dzieciom, aby nie tylko były świadome swoich praw, ale jednocześnie żeby potrafiły je artykułować. Zawsze wtedy kiedy są łamane prawa dzieci, żebyście mieli odwagę zwrócić się do kogoś, żebyście zawsze mieli tego kogoś, do którego będziecie mogli się zwrócić ze swoimi problemami...”
Pierwszym z grona młodych prelegentów był Franciszek Felsztukier, którego wystąpienie było odpowiedzią na tytułowe pytanie: „Czemu dzieci powinny znać swoje prawa”.
Zaczął od stwierdzenia, że „prawa dziecka to jedna z kategorii, zaliczanych do praw człowieka. Do tych praw zalicza się: prawo do życia, godności, edukacji. Są one powszechne, czyli takie same dla każdego z nas. Nikt nie może nam ich zabrać, niezależnie od władzy. […] Nie jesteśmy własnością rodziców, jesteśmy młodymi ludźmi.”
Dalej wymieniał prawa dziecka. Kontynuując swe wystąpienie powiedział:
„Dorośli mają inne prawa, są one bardziej wyszczególnione, ponieważ dorośli dbają sami za siebie.”[…] Swoje wystąpienie zakończył cytatem z Korczaka: „Nie ma dzieci – są ludzie”.
Swoistym wprowadzeniem w problematykę konferencji była prezentacja badań ankietowych, jakie młodzi socjolodzy przeprowadzili wśród dorosłych i niepełnoletnich respondentów na tematy związane ze znajomością problematyki praw dziecka.
Wyniki tego sondażu zaprezentowali: Paweł Dębski i Mateusz Jabłoński.
Słuchacze dowiedzieli się, że ankietę przeprowadzono 12 lutego 2019 r. Objęła ona 121 osób, w tym 57 z nich było niepełnoletnich. Oto wybrane informacje zapisane z prezentowanych na ekranie diagramów kołowych, ilustrujących odpowiedzi respondentów na zadawane im pytania:
A Wśród osób dorosłych
Czy prawa dziecka są w Polsce respektowane? 59% – TAK, 41 – NIE
Czy społeczeństwo jest wystarczająco informowane w tym temacie? Tak – 34% NIE – 66%
Na pytanie o podmiot, który zdaniem dorosłych powinien być najbardziej odpowiedzialny za upowszechnianie informacji o prawach dziecka – najwięcej osób wskazało środki masowego przekazu. Niestety bardzo alarmujący jest fakt, że RPD był najrzadziej wybieraną opcją ze wszystkich dostępnych w ankiecie. Znacznie częściej badani wskazywali na placówki edukacyjne, nieco mniej wskazywało organy rządowe
B Wśród uczniów
Na pytanie: „Czy wg ciebie twoje prawa są w naszym kraju przestrzegane? – 58% Tak, 42% Nie. Aż 60% ankietowanych stwierdziło, że nie ma w szkole wystarczającej informacji o ich prawach. Na pytanie: „Czy zdarzyło się kiedyś aby twoje prawa zostały złamane?” – Tak – 37%, Nie – 63%. Podawano także przykłady złamanych praw: prawa do własności (konfiskata mienia) oraz prawa do przedstawiania własnych poglądów. Natomiast – w odróżnieniu od ankietowanych dorosłych – ponad 3/4 ankietowanych uczniów podało, że wie kto jest RPD, jednak ponad połowa badanych nie potrafiła wymienić jego kompetencji. Przytłaczająca większość ankietowanych uczniów nie znała aktów prawnych, które gwarantują prawa dziecka: tylko 3% z nich potrafiła podać nazwę takiego aktu.
Prof. dr hab. Jacek Fisiak – 1936 – 2019
Punktem wyjścia dla zamieszczenia poniższego materiału była informacja – zamieszczona przez prof. Jarosława Płuciennika na jego profilu fb – o tym, że 3 czerwca 2019 roku zmarł prof. zw. dr hab. Jacek Fisiak, który w latach 1985–1988 był rektorem Uniwersytetu im. Adam Mickiewicza w Poznaniu. Był on filologiem angielskim, historykiem języka angielskiego, profesorem nauk humanistycznych, nauczycielem akademicki, a w okresie 14. października 1988 – 1. sierpnia 1989 – ostatnim ministrem edukacji narodowej PRL. Profesor Jacek Fisiak urodził się w 1936 roku w Konstantynowie Łódzkim.
Poniżej zamieszczamy fragmenty postu z fejsbukowego profilu Beaty Zwierzyńskiej, zainspirowanego informacją o śmierci prof. Jacka Fisiaka:
Czytając biografie osób biorących udział w obradach Okrągłego Stołu w podstoliku Nauki, Oświaty i Postępu Technicznego, jedna zwróciła moją szczególną uwagę, i chyba od niej wszystko się zaczęło… Dokładniej z biografią prof. Fisiaka zapoznałam się po kilkukrotnej lekturze wystąpienia otwierającego obrady tego podstolika, a potem odsłuchaniu tego jak to mówił. […]
Pamiętam, że kompletnie mi to wszystko do siebie nie pasowało. To co wypowiadał 30 lat temu wydawało mi się bardzo aktualne – szczególnie gdy opisywał warunki pracy nauczycieli, ich potrzeby, gdy bił się w pierś opowiadając, że zgadza się z druzgocącą opinią naukowców przygotowujący tzw. raport Kupisiewicza, i gdy wymieniał to, co już zrobił i co zamierza zmienić w szkolnictwie jeszcze przed zakończeniem obrad. […]
W środowisku akademickim i w obecnym klimacie politycznym wcale nie jest popularne wspominanie ludzi PRL. Właściwie jest pewna luka, dyskontynuacja i milczenie o tamtych czasach – a co dopiero mówienie czegoś pozytywnego? […] Postanowiłam podzielić się z Wami materiałem, do którego mam dostęp dzięki Archiwum Sejmu i Senatu – tam były szpule z nagraniem, a archiwiści zdigitalizowali je. Oto ważny fragment – szczególnie w dzisiejszym kontekście politycznym i oświatowym. Posłuchajcie sami.”
Fragment przemówienia prof. Fisiaka w podstoliku Nauki, Oświaty i Postępu Technicznego z 22 lutego 1989 roku – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/beata.agnieszka.zet
















