
Nie zaskoczę moich starych (stażem) Czytelników informacją, że miniony tydzień przyniósł jeden taki temat, który od dziesięcioleci jest mi bardzo bliski i którym chętnie zająłby się w tym felietonie: to informacja o organizowaniu przez MEN w Łodzi, za pośrednictwem Urzędu Wojewódzkiego, Konferencji Samorządów Uczniowskich. Jednak o tym co leżało mi na sercu na etapie poprzedzającym jej przebieg napisałem już w ramach „komentarza redakcji”, zaś wszystko o jej przebiegu zobowiązuję się przekazać w relacji, którą – mam nadzieję – będę mógł opracować, w oparciu o materiał pozyskany podczas uczestniczenia w niej w roli obserwatora. No, chyba mnie wpuszczą…
A dzisiaj sięgnę do „zaległego” tematu – informacji z 13 lutego: „Koniec epoki Danuty Zakrzewskiej w łódzkiej OKE”. Powstała ona na podstawie zamieszczonego dzień wcześniej w „Dzienniku Łódzkim” artykułu Macieja Kałacha „Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Łodzi będzie miała nowego dyrektora za Danutę Zakrzewską, długoletnią szefową łódzkich matur”. Zachęcił mnie do tego zamieszczony dziś przez tego samego autora, na tej samej stronie internetowej, artykuł „Czterech kandydatów w konkursie na dyrektora Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Łodzi”. Pomyślałem, że zanim będę komentował powołanie nowego szefa tej instytucji oświatowej, podległej bezpośrednio władzy centralnej, nie bez powodu będzie przypomnienie tego nietypowego, jedenastoletniego okresu kierowania łódzką Okręgową Komisją Egzaminacyjna przez ową mieszkankę Łowicza, która do dnia tego awansu – 1 lipca 2008 roku – była dyrektorką Zespołu Szkół w Zdunach.
Jako że działo się to tak dawno, warto przypomnieć, iż lato tego roku nie tylko było upalne (w lipcu w Słubicach zanotowano temperaturę 33,7 st. C) i burzliwe, z licznymi niszczycielskim trąbami powietrznymi, ale było to także pierwsze lato rządów koalicji PO – PSL, po wygranych z PiS-em jesiennych wyborach poprzedniego roku. Ministrem edukacji została – jak ją „reklamował” premier Tusk – „genialna kobieta”, czyli Katarzyna Hall , która musiała w resorcie (i nie tylko) „posprzątać” po dwuletnich rządach poprzedników z LPR, czyli po tandemie: Roman Giertych – Mirosław Orzechowski. Ten drugi to, przypominam, niewielu wcześniej znany łodzianin (przed awansem był wiceprezydentem Łodzi u boku prezydenta Kropiwnickiego), wyniesiony na fotel wiceministra dzięki pewnym zbiegom okoliczności i – oczywiście – na każdym kroku deklarowanym poglądom, zgodnym z linią tej katolicko-ojczyźnianej partii.
Przypominam o nim, gdyż to jego inicjatywą było odwołanie ze stanowiska dyrektorki łódzkiej OKE znanej nam Wiesławy Zewald, (pod pretekstem niemożności sprawowania przez nią urzędu, spowodowanej… złamaniem nogi!) i wprowadzenie w grudniu 2006 roku na ten stołek Katarzyny Paluszewskiej-Jurkiewiczn – nikomu nieznanej nauczycielki matematyki ze SP nr 10 w Łodzi, ale działaczki LRP, która wcześniej bez powodzenia kandydowała z listy tej partii do Rady Miejskiej Łodzi. Dramaturgii temu zdarzeniu (żeby nie powiedzieć – kompromitacji) dodał fakt, że owa pani nie podjęła w zasadzie pracy i po kilku tygodniach – w styczniu 2007 roku – na własną prośbę, niespodzianie, zrezygnowała z tej funkcji, w zasadzie nie podejmując swych rzeczywistych obowiązków. Chwała jej za to – wszak miała odwagę przyznać się przed sobą, że zadanie przerosło jej kompetencje.
Wszystkich, których zainteresował wątek łódzkiej karuzeli kadrowej z okresu rządów w MEN ministra Romana Giertycha i jego ludzi z Ligi Rodzin Polskich odsyłam do źródeł „z tamtych czasów” („Społeczny Monitor Edukacji”, i post na „Belferblogu”)
Dziś postanowiliśmy zamieścić fragmenty tekstu, który wczoraj pojawił się na stronie magazynu HOLISTIC, opatrzony specyficznym tytułem: „Z notatnika prowokatora: Czas na reset systemu oświaty”. Mam świadomość kim jest jego autor: prof. Jan Hartman. Z takiego punktu widzenia nie prezentowaliśmy jeszcze obrazu polskiego systemu edukacji.
Nie dokonaliśmy podkreśleń i wyróżnień grubością czcionki fragmentów tekstu – nie chcemy sugerować naszej oceny wagi prezentowanych myśli. Wybór przytoczonych poniżej fragmentów podyktowany został jedynie zamiarem skrócenia naszej prezentacji:
Foto: www.twitter.com/JanHartman
Prof. dr hab. Jan Hartman
Szkoła to instytucja. Jednakże jeśli chcemy naprawdę ją zmienić, musimy przestać myśleć o niej w ten sposób, a za to przypomnieć sobie, co jest w szkole jej niezmiennym fundamentem, jej „czystą materią”. Tym fundamentem nie są lekcje, programy nauczania, oceny, klasyfikacje, kuratoria i ministerstwa, lecz „buda”, czyli budynek, a w budynku – uczniowie, nauczyciele i dany im wspólny czas, który powinni mądrze i z pożytkiem dla rozwoju młodzieży wypełnić. Tego nie zmienimy i nie musimy zmieniać – cała reszta jest do zakwestionowania. I warto to zrobić!
Narzekaniu na szkoły nie ma końca. I nie ma końca reformom. Z edukacją jest zupełnie tak jak z ochroną zdrowia – jesteśmy wciąż niezadowoleni i nieustannie musimy naprawiać „system”. Tylko że system ochrony zdrowia mimo naszej frustracji realizuje swoje cele coraz lepiej, podczas gdy wykształcenie absolwentów szkół bynajmniej się nie poprawia. […]
Reset szkolnictwa to konieczność
Kto pracuje na uniwersytecie dostatecznie długo, aby mieć skalę porównawczą, ten wie, jak jest. Młodzież przychodzi z sieczką w głowach. Nie wie mnóstwa rzeczy dla każdego dorosłego wykształconego człowieka oczywistych, a w dodatku nie wie, że nie wie i – co gorsza – nie życzy sobie wiedzieć. Nie ma już „kanonów”, „klasyki” ani żadnych „oczywistości”. Nie ma już takiej rzeczy, której posiadacz matury „nie może nie wiedzieć”. Pewnym można być ledwie tego, że młody student umie czytać (niekoniecznie ze zrozumieniem), zapisywać słowa i wykonywać cztery działania. Reszta jest całkowicie nieprzewidywalna. Każdy kurs zaczyna się więc od zera – nie wolno zakładać żadnej wiedzy wyniesionej ze szkoły. Reset jest zupełny.
Jestem jak najdalszy od tezy, że dawniej szkoły były lepsze. Były ważniejsze i groźniejsze i dlatego miały posłuch. […]
Przewaga dawnej szkoły dyscyplinarnej nad współczesną szkołą wspólnotową i egalitarną jest iluzoryczna i wiąże się z kontekstem kulturowym i politycznym, którego w naszych czasach już nie akceptujemy. Niegdyś szkolnictwo powszechne służyło państwu – państwu narodowemu o niemałych zwykle, jeśli nie wręcz imperialnych ambicjach – do kształtowania oddanych władzy obywateli patriotów, żołnierzy, dobrych i subordynowanych urzędników oraz przydatnych dla gospodarki specjalistów zawodowców. Państwo płaciło i wymagało – szkoła służyć miała rządowi, a nie uczniowi.
Potrzeba szkoły demokratycznej
Dopiero dziś zajrzeliśmy na blog Jarosława Blocha „CO Z TĄ EDUKACJA”, gdzie stwierdziliśmy, że od minionej soboty (15 lutego) można tam przeczytać obszerny tekst pt. „Strategie przetrwania”. Tym razem nie jest to o sposobach uczniów na przetrwanie w systemie szkolnym, lecz o strategiach, jakie w konsekwencji długotrwałego niżu demograficznego zmuszone są stosować dotknięte brakiem uczniów szkoły. Tekst ten ma cechę wyróżniającą go od innych, także podejmujących próbę analizy przyczyn kryzysu w naszych szkołach ponadpodstawowych, gdyż jego autor, jako „wolny strzelec” nie musi przestrzegać „poprawności politycznej” i wskazuje na określone mechanizmy zachowań nauczycieli w tych szkołach bez „owijania w bawełnę”.
Przytaczamy tu ów tekst nieomal w całości całości – pogrubienia podkreślenia jego fragmentów – redakcja OE:
Strategie przetrwania
Dziś o strategiach przetrwania – czyli o tym jak do spółki z niżem demograficznym zdemolowaliśmy nasze szkoły. Na początku od razu zaznaczę, żeby było jasne – za obecny stan polskiej oświaty odpowiada wiele czynników, pamiętajmy o tym czytając poniższy tekst. I chociaż w ostatnich latach szkoła cierpi głównie przez złe decyzje polityczne, to nie zapominajmy, że to nie wszystko, bo są jeszcze inne czynniki. Dlatego dziś skupiam się na jednym z nich, ale ważnym, czyli niżu demograficznym. Pamiętam przepełnione szkoły, przez które przechodziły roczniki wyżowe. Pamiętam tłok na korytarzach i klasy pełne dzieci. 38 osób – w takiej klasie miałem okazję pracować, 33-35 to był standard. Był taki rok w którym klas było więcej niż sal, kto się zagapił, lądował z młodzieżą na korytarzu. Może zabrzmi to dziś jak bluźnierstwo, ale czekaliśmy wtedy na niż demograficzny, bo widzieliśmy że jakość pracy w takim tłoku nie jest najwyższa. O komforcie nie wspominając. Jednak nikt nie spodziewał się, że za kilka lat wpadniemy w prawdziwą demograficzną zapaść.
Najpierw kilka faktów. Przez nasze szkoły przechodzi demograficzne tsunami. Życie pokazało, że nie będzie kolejnego boomu rozrodczego. Do szkół średnich wkroczył właśnie rocznik 2004. To pierwszy rocznik, w którym po wielu latach spadków zanotowano wzrost liczby urodzeń. Wszyscy odetchnęli. Będzie więcej dzieci – myśleli. Niestety wyż ten okazał się marną górką, bardziej wyhamowaniem spadku aniżeli odwróceniem trendu. W dodatku ten skromny wyż zakończył się w okolicy 2012 roku. Od tego czasu mamy stagnację. Weszliśmy w nowe czasy, w których rytm powojennych wyżów i niżów nie decyduje już w głównym stopniu o naszej demografii. Został zakłócony przez zmiany cywilizacyjne, które zachód przechodził już dawno, ale my jak zwykle nie nauczyliśmy się na jego doświadczeniach. Dla młodych posiadanie dziecka nie jest już priorytetem, opóźnia się wiek zawierania małżeństw, wzrasta liczba rozwodów, rośnie wiek, w którym kobiety rodzą pierwsze dziecko. Wskaźniki są jednoznaczne. Lepiej nie będzie. Nie pomógł nawet największy transfer „socjalnych” pieniędzy w ramach programu 500+. Niestety to szkoła musi się dostosować do nowych warunków, bo światełka w tunelu nie widać. Jak szkoły radziły sobie gdy spadała liczba uczniów? Jakie strategie przyjęły szkoły, a jakie uczniowie? Czy wykorzystaliśmy niż do poprawy jakości? Raczej nie.
W dniu dzisiejszym (20 lutego) na stronie MEN, ale także na stronie ŁKO zamieszczono identyczny komunikat, zatytułowany „I Wojewódzka Konferencja Samorządów Uczniowskich”. Przytaczamy ten tekst w całości – pogrubienia i podkreślenia fragmentów – redakcja OE:
I Wojewódzka Konferencja Samorządów Uczniowskich odbędzie się w piątek, 28 lutego br. w Łódzkim Urzędzie Wojewódzkim w godz. 10.00-13:30. Jest to pierwsze z cyklu spotkań dla członków samorządów szkolnych, które w 2020 roku zostaną zorganizowane w innych województwach. Konferencja będzie okazją do dyskusji oraz wymiany dobrych praktyk w zakresie funkcjonowania samorządów uczniowskich.
Jak zgłosić swój udział w konferencji?
Zgłoszenia dokonuje dyrektor szkoły, który wypełnia formularz rekrutacyjny w Strefie Pracownika* w Systemie Informacji Oświatowej. Termin przesyłania zgłoszeń mija 24 lutego br.
Każda szkoła może zgłosić maksymalnie 3 uczestników. Informację o zakwalifikowaniu prześlemy 25 lutego br. na adres mailowy podany w formularzu.
Dodatkowe informacje
Wojewódzkie Konferencje Samorządów Uczniowskich to wspólna inicjatywa Rady Dialogu z Młodym Pokoleniem oraz Rady Dzieci i Młodzieży Rzeczypospolitej Polskiej. Przedsięwzięcie wspierają Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Minister Edukacji Narodowej.
Celem spotkań jest zwiększenie efektywności działań samorządów uczniowskich oraz zachęcenie młodych ludzi do większego zaangażowania w działania swoich społeczności szkolnych oraz lokalnych.
Impulsem do zorganizowania przedsięwzięcia był raport „O samorządach uczniowskich ”, który przygotowała Rada Dzieci i Młodzieży Rzeczypospolitej Polskiej, a także pilotażowa konferencja zorganizowana we wrześniu 2019 roku w Białymstoku. Spotkanie cieszyło się dużym zainteresowaniem młodych ludzi i pokazało potrzebę pogłębionej dyskusji na temat samorządów uczniowskich.
Zapraszamy o udziału!
Źródła:
*Nie ma takiej zakładki – ta pod którą można dokonać zgłoszenia nazywa się „Strefa dla zalogowanych”
Komentarz redakcji:
Nasze wątpliwości budzą takie oto elementy tego komunikatu:
Dzisiaj, na stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczono obszerny zapis rozmowy, jaką z Igą Kazimierczyk – prezeską Fundacji Przestrzeń dla Edukacji, aktywistką ruchu Obywatele dla Edukacji, nauczycielką, przeprowadziła Katarzyna Przyborska – redaktorka strony „KrytykaPolityczna.pl”. Warto w tym miejscu dodać, że badania o których opowiada rozmówczyni prowadziła ona, zbierając materiały do swej pracy doktorskiej „Nuda szkolna i jej uwarunkowania”. Oto wybrane fragmenty tego wywiadu i link do jego pełnej wersji. Podkreślenia i pogrubienia w przytoczonym tekście – redakcjaa OE:
Źródło: www.krytykapolityczna.pl
Jeden z rysunków, powstałych w ramach badań, w których wzięły udział dzieci ze szkół podstawowych państwowych i społecznych.
[…]
Katarzyna Przyborska: – Chciałaś dowiedzieć się, jak czują się dzieci w szkole. Jak jej doświadczają. Przeprowadziłaś badania*. Ponad setka dzieciaków, dwadzieścioro pięcioro nauczycielek i nauczycieli, ponad sześćset rysunków. Co z nich wynika?
Iga Kazimierczyk: – Dzieci się nudzą. Tak można określić to, czego doświadczają w czasie lekcji. Potwierdzają to zresztą badania anglojęzyczne, w zależności od przyjętej metodologii od dwudziestu do pięćdziesięciu ośmiu, a nawet siedemdziesięciu procent dzieci w czasie lekcji się nudzi. Polski badacz Józef Kozielecki już parę lat temu zwracał uwagę, że szkoła jest ufundowana na nudzie i lęku. W moich badaniach ten lęk też wyszedł. I to właśnie powiązany z nudą.
-Czego boją się dzieci w szkołach?
–Boją się mówić o swoim doświadczeniu nudy, obawiają się skrytykować nauczyciela, boją się jego agresji, konsekwencji swojego niedostosowania do sposobu pracy. Ten wątek był dla mnie zaskakujący. Zlepienie tych dwu doświadczeń: nudy i lęku, w badaniach anglojęzycznych, które analizowałam, nie wystąpiło. Lęk owszem − pojawiał się wszędzie, ale osobno. To powiązanie pojawiło się wyraźnie w moim badaniu. A jeśli uczniowie boją się mówić o doświadczeniu nudy, o ilu jeszcze innych rzeczach, których doświadczają w szkole, boją się mówić?
-Co uczniowie powiedzieli o nudzie?
-Najpierw nauczyciele. Według nich nuda to taka sytuacja, w której uczniowie nie są zajęci. Nauczyciele od razu dodają: moi uczniowie są zajęci, u mnie ten problem nie istnieje. I ja nie zakładam, że nauczyciele zaklinają rzeczywistość, tylko rzeczywiście często się starają. Mają pomoce dydaktyczne, rzutniki, wskaźniki, robią wiele, żeby uczniowie byli zajęci. Ich odczucie jest zbieżne z takim najprostszym rozumieniem zjawiska nudy.
-A dzieci?
–Uczniowie idą w analizie, w rozumieniu tego stanu dużo dalej, głębiej nawet niż badania, które przeprowadzano. Mówią, że nuda wiąże się z niskim stanem emocjonalnym, że to obniżona motywacja, lekka nerwowość. Współistnieje z obniżonym nastrojem. Dzieci mają poczucie braku decyzyjności i odłączenia.
-Jest 2018 rok. Czego uczy polska szkoła?
– I to jest szalenie ciekawe dla pedagogów, że dzieci postrzegają nudę jako brak decyzyjności i odłączenie, pustkę. Przebywają w otoczeniu innych osób, które w sumie lubią, ale nic razem z nimi nie mogą zrobić. To nie jest wyalienowanie takie, jak wtedy, gdy człowiek sam wychodzi poza nawias, poza innych. Dla mnie jest to przerażające. Bo wszyscy doświadczamy w życiu różnych durnych i nudnych rzeczy…
– …tylko że dzieci mają tego nieporównanie więcej.
–Mogą być zajęte, a jednocześnie, będąc zajętymi, doświadczają odcięcia, odizolowania i pustki. Są zamknięte w sytuacji, w której jednocześnie są w grupie, ale nie mogą z tą grupą swobodnie pracować.[…]
-Bardzo to jest ciekawe. Może należałoby zmienić to równanie, w którym po jednej stronie stoją uczniowie, a po drugiej nauczyciel, na równanie z niewiadomą: po jednej stronie będą uczniowie i nauczyciel, a po drugiej owa niewiadoma – temat lekcji, zadanie. W takim układzie nauczyciel będzie liderem…
Foto: www. poranny.pl
Zespół Szkół w Michałowie, w którego liceum od września 2020 roku ma powstać klasa o profilu disco polo.
Dziś na portalu „na:Temat” zamieszczono zasługujący na upowszechnienie tekst Tomasza Ławnickiego, zatytułowany „Pomysł na klasę o profilu disco polo to jeszcze nic. Najlepsza jest reakcja ministra edukacji”
[…] Gdy pojawiła się informacja, iż władze Michałowa chcą stworzyć „pierwszą polską szkołę disco polo„, wiele osób uznało, że to nie może być prawda. A jednak – burmistrz Marek Nazarko uznał, że będzie to znakomity sposób, by przyciągnąć młodych ludzi, którzy nie mają „sprecyzowanych planów zawodowych”.
[…] …jeszcze 20 lat Zespół Szkół w Michałowie mieścił w swoich murach ponad 850 uczniów. W tym roku jest ich zaledwie 60. Ale czy to powód, by urządzać kpiny z systemu edukacji? Wygląda na to, że tak, bo szef resortu edukacji nie ma nic przeciwko. Ba, jest całym sercem za i pochwala burmistrza.
–Michałowo to jeden z nielicznych samorządów w Polsce, który zdecydował się na przejęcie dodatkowych zadań edukacyjnych. W województwie podlaskim także gmina Jedwabne, która odtwarza liceum dbając o młodych ludzi z terenów swojej gminy – mówił w Białymstoku Dariusz Piontkowski.
Być może ostatnia popularność disco polo jest tutaj jakąś inspiracją dla tych działań. (…) Jak rozumiem, pan burmistrz chce wprowadzić dodatkowe zajęcia w ramach innowacji, na którą pozwalają polskie przepisy i chce zachęcić młodych ludzi, by skorzystali z takiej oferty.
Minister zauważa, że marketingowo pomysł chwycił, bo przecież mówią o tym niemal wszystkie media. Uspokaja przy tym, że profil disco polo nie oznacza, iż uczniowie michałowskiego liceum nie będą się uczyć języka polskiego, matematyki czy fizyki.
Tę opinię szef resortu edukacji wygłosił przy okazji konferencji polityków białostockiego PiS, którzy obwieścili, że popierają Andrzeja Dudę. U boku Dariusza Piontkowskiego stał m.in. marszałek województwa podlaskiego Artur Kosicki, były tancerz disco polo, który udzielał się w zespole Boys.[…]
Cały tekst „Pomysł na klasę o profilu disco polo to jeszcze nic. Najlepsza jest reakcja ministra edukacji” – TUTAJ
Źródło: www.natemat.pl
Informacja o tym pomyśle władz miasta i gminy Michałowo obiegła w ostatnich dniach polskie media – najczęściej w wersji kpiąco-szydzącej, z podkreślaniem przychylnego komentarza ministra Piontkowskiego, zbieżności czasowej z premierą filmu „Zenek” (12 lutego) i sugerowaniu „pisowskiego” kontekstu podlaskich władz….
Postanowiliśmy rozszyfrować wszystkie pomijane dotąd aspekty owej edukacyjnej decyzji. Jako pierwszy postanowi- liśmy wyjaśnić problem dlaczego decyzje dotyczące zespołu szkół ponadpodstawowych podejmują władze miasta i gminy Michałowo.
Foto: www.google.com/
Na portalu „Edunews” zamieszczono w minioną sobotę tekst Tomasza Tokarza, zatytułowany „Do czego mi się to przyda?”. Uznaliśmy, że jest to znakomity poradnik dla nauczyciela, który ma kłopoty w uzasadnianiu swoim uczniom sensowności tego, do uczenie ich czego („wkuwania”) został on zmuszony obowiązującą go podstawą programową. Oto ten tekst bez skrótów – pogrubienia i podkreślenia fragmentów – redakcja OE:
Nastolatkowie są dzisiaj maksymalnie pragmatyczni, dużo bardziej pragmatyczni niż starsi.. Ich mózgi bardzo oszczędzają energię. Jeśli ją zużywają to głównie po to by zaspokajać swoje potrzeby: uznania, akceptacji, poczucia sensu i zabawy.
Jeśli uczniowie mają wykonać jakąś pracę to potrzebują uzasadnienia. Nie chcą pracować „za miskę ryżu”. Stąd częste pytanie: „do czego mi się przyda?” – zupełnie zrozumiałe, będące przejawem krytycznego myślenia, objawem racjonalizmu. Po cóż bowiem mieliby marnować tyle energii na uczenie się rzeczy, które nie mają na nic przełożenia? Skoro świat wokół jest taki ciekawy?
Ponieważ dorośli nie mają pojęcia, do czego uczniom mogą im się przydać szkolne informacje próbują stosować różne strategie:
a) maturalna – „bo to będzie na maturze”. Czasem to działa nawet, bo uczniowie wiedzą, że jeśli chcą iść na studia to muszą tę maturę zaliczyć. Czasem perspektywa matury to jedyny motywator, by przyswajać szkolne dane. Dlatego uczniowie ryją, byle móc już się od szkoły uwolnić. Ale na dłuższą metę to strategia zawodna, bo przecież nie zdają wszystkich przedmiotów na maturze. I „wciskanie kitów” ma swoje granice.
W felietonie z 12 stycznia, zatytułowanym Hotele mają „gwiazdki”, a licea miejsca w rankingu. W walce o klienta… przywołałem fragmenty, napisanego dla POLITYKI 10 stycznia, postu z bloga Dariusza Chędkowskiego – na co dzień nauczyciela w XXI LO w Łodzi, w którym komentując najnowszy ranking PERSPEKTYW, wspomniał o zeszłorocznej inicjatywie MILO:
„W Łodzi w zeszłym roku szefowie sześciu najlepszych i wrogich wobec siebie placówek rozpoczęli projekt pt. „Międzyszkolne Igrzyska Liceów Ogólnokształcących” (MILO). Każde liceum było gospodarzem zawodów z jednego przedmiotu i gościło przedstawicieli pozostałych szkół. Przybywali najlepsi uczniowie, wyróżniający się nauczyciele oraz dyrektorzy. Celem spotkania nie była rywalizacja, lecz wymiana doświadczeń, poznanie się, a przede wszystkim pogodzenie i nawiązanie współpracy. Wszystko dla dobra uczniów i rozwoju miasta. Moje liceum brało w tym udział.
Na koniec doszliśmy do wniosku, że należy powołać międzyszkolne koła olimpijskie. Każda z sześciu szkół ma wybitne osiągnięcia w jakiejś dziedzinie, w innej dobre, a w jeszcze innej średnie. Dlaczego nie pomóc sobie nawzajem? Pomysł był piękny, ale wykonanie fatalne. Niedawno pani dyrektor oznajmiła, że rezygnujemy z międzyszkolnych kół. Nasi uczniowie, których wysłaliśmy na zajęcia do nowych przyjaciół, nie zostali wpuszczeni. Nie są uczniami tej placówki, więc jakim prawem chcieli korzystać z jej zasobów? Nowi przyjaciele okazali się starymi wrogami.” [Źródło: www.polityka.pl]
Już wtedy postanowiłem jeden z najbliższych felietonów poświecić tematowi tego niespodzianie zmarłego „noworodka” – owego MILO. Czynię to dziś, gdyż przed kilkoma dniami (dokładnie 7 stycznia) minął rok od uroczystego podsumowana owej „olimpiady przyjaźni”, z której jeszcze tego samego dnia zamieściłem na stronie OE relację „Finałowa gala Międzyszkolnych Igrzysk Liceów Ogólnokształcących”.
Dziś przypomnę zwycięzców poszczególnych konkurencji:
W konkurencji „sport” wygrała reprezentacja XXXI LO w Łodzi
W konkurencji „j. angielski” wygrała reprezentacja XXI LO
W konkurencji „matematyka”wygrała reprezentacja PLO PŁ
W konkurencji „biologia” wygrała reprezentacja XXXI LO
W konkurencji „j. polski i sztuka” wygrała reprezentacja XXI LO
W konkurencji „chemia” wygrała reprezentacja PLO PŁ
Puchar, który miał być przechodnim, wygrywając w generalnej klasyfikacji, zdobyło XXXI LO.
Zanim przejdę do moich refleksji na temat braku kontynuacji tej – jak się okazała – utopijnej idei MILO, zaprezentuję jeszcze jedno zestawienie: miejsc, zajmowanych przez licea w nim uczestniczące w dwu rankingach „Perspektyw”- tych z lat „okalających” ową „braterską” rywalizację:
Nazwa liceum Miejsce w rankingu Miejsce w rankingu
w roku 2018 w roku 2019
LO PŁ 19 21
I LO 21 22
XXI LO 34 46
PLO UŁ 57 39
XII LO 76 103
XXXI LO 104 108
Z prostego porównania wyników rywalizacji w ramach MILO z pozycjami tych szkół w rankingach wynika prosty wniosek: w konkretnych konkurencjach aż trzykrotnie najlepsze wyniki osiągnęli uczniowie szkoły, która w rankingach znajdowała się na najdalszych pozycjach – byli to uczniowie XXXI LO (104 i 108 miejsca!). Najwyżej notowane – LO PŁ (19 i 21 miejsca) – wygrało w dwu konkurencjach: „matematyka” i „chemia”. Jedno zwycięstwo odnotowało XXI LO (34 i 46 miejsca) – w konkurencji „j. polski i sztuka”. Reprezentanci uchodzącego do niedawna za najlepsze łódzkie liceum – I LO oraz mającego wielkie aspiracje LO przy Uniwersytecie Łódzkim – nie wygrali rywalizacji w żadnej konkurencji.
Konsekwencje takich wyników MILO okazały się śmiertelne dla idei tych igrzysk. A tak pięknie mówiła o niej jedna z grupy pomysłodawców tych igrzysk z samorządu uczniowskiego w PLO UŁ – Zuzanna Bartosik, w udzielonym mi w dniu podsumowania wywiadzie:
V T Y D Z I E Ń W Y M I A N Y D O Ś W I A D C Z E Ń
KREATYWNYCH NAUCZYCIELI W ŁODZI
17 – 24 lutego 2020 r.
Poniedziałek 17.02.2020r.
12:50 – 13:35 – Lekcja otwarta w klasie V. Temat: Obliczanie wartości wyrażeń algebraicznych. Prowadząca Nina Stępniarek, SP nr 7 w Łodzi, ul. Wiosenna 1.
13.10-13.55 Lekcja otwarta. Temat zajęć: „Serduszka pełne emocji”. Prowadząca: Barbara Domurat, SP nr 182 w Łodzi, ul. Łanowa 16, sala nr 36.
15.30- 18.30 – Warsztaty: Metoda edukacyjnego projektu badawczego w praktyce. Prowadząca: Ewa Morzyszek – Banaszczyk, SP137 w Łodzi, Olimpiska 9, budynek B , sala teatralna- parter.
Wtorek 18.02. 2020r.
10:55 -11:40 – Lekcja matematyki w klasie 7a. Temat lekcji: „Czy liczba 11101 jest równa29? – kilka słów o zamianie liczb.” Prowadząca: Izabela Pietrzak , SP nr 142 w Łodzi, ul. Łupkowa 6, sala matematyczna.
15.40- 16.40 – Warsztaty: „Aplikacje- inspiracje: narzędzia przydatne w nauczaniu języka angielskiego i nie tylko” . Prowadząca: Celina Morzyszek , SP nr 143 w Łodzi, ul. Kuźnicka 12
Foto: www.juniorowo.pl
Na portalu „Juniorowo” zamieszczono artykuł Elżbiety Mathey pt. „Dzieci lubią zdobywać wiedzę, wystarczy że…”. Oto jego obszerne fragmenty:
Ciekawość to pierwszy stopień do wiedzy. Jest niezbędna, żeby dzieci chętnie się uczyły i żeby nauka była efektywna. Bo dzieci nie uczą się dlatego, że im każemy. Z nakazu co najwyżej przygotowują się do klasówek. Prawdziwa nauka, taka, której efektem jest trwała wiedza i umiejętności, pochodzi z zaciekawienia. To dzięki ciekawości dzieci poznają świat, sięgają po książki, zadają pytania, eksperymentują, badają rzeczywistość i coraz więcej wiedzą.
Niestety szkolny podawczy sposób przekazywania wiedzy bardzo szybko w dzieciach tę ciekawość świata tłumi. Nie zamierzam tu jednak skupiać się na problemach edukacji szkolnej, lecz raczej na tym, jak my rodzice możemy podsycać i rozwijać tę postawę zaciekawienia? Niektórzy mówią, że jeśli chcemy wykorzystać potencjał dziecięcej ciekawości, wystarczy jej nie przeszkadzać. Moim zdaniem naszą rolą – rodziców i nauczycieli – jest nie tylko nieprzeszkadzanie, które rozumiem jako pozostawianie pewnej swobody w poznawaniu świata, ale też inspirowanie i pielęgnowanie dziecięcej ciekawości.
Do napisania o ciekawości zainspirowała mnie seria książek dla dzieci „Zakład, że tego nie wiesz”, której pierwszy tom właśnie trafił do sprzedaży. Patronami tej serii są Uniwersytet Dzieci oraz telewizja Da Vinci – eksperci w rozbudzaniu dziecięcej pasji poznawczej. A oto, dlaczego ten cykl szczególnie mi się spodobał i co nam mówi o dziecięcej ciekawości.
Od osobistego doświadczenia ku nowej wiedzy
Dziecięce zainteresowanie budzi najczęściej to, co dzieci dotyczy. Coś, co jest im bliskie i wiąże się z ich własnym życiem, ale jednocześnie jest trochę nie znane, zaskakujące, intrygujące. Pierwszy tom serii „Zakład, że tego nie wiesz” ma tytuł „Dlaczego nie da się żyć bez telefonu komórkowego?”. Telefon komórkowy to element codziennego życia zarówno dorosłych, jak i małolatów. Nie jest to więc temat abstrakcyjny i odległy, lecz bardzo bliski. Jednocześnie wiele z tego, co młodzi czytelnicy znajdą w tej książeczce będzie dla nich nowe i zaskakujące, a nawet prowokujące. Zresztą nie tylko dla młodych czytelników, bo i dorośli nie raz otworzą szeroko oczy ze zdziwienia.








