
Drodzy i Drogie, czas pandemii to moment, w którym można, odnosząc się do rzeczywistości, porozmawiać z uczniami na wiele ważnych tematów. Jednym z nich są rozwiązania, jakie przewiduje na ten czas konstytucja. Zarówno Was, jak i Waszych uczniów zapraszamy otwarte webinarium na ten temat zorganizowane w ramach programu Młodzi głosują
Jeśli potrzebujecie oddechu, zatrzymania się, podzielenia tym, czego doświadczacie w związku z obecną sytuacją jako nauczyciele/ki, to dołączcie do naszego spotkania. Tym razem nie będzie to prezentacja, ale przestrzeń do tego, by o swoich refleksjach powiedział KAŻDY Z WAS. Będziemy rozmawiać o wyzwaniach w edukacji, relacji z uczniami i uczennicami, a także rodzicami.
Spotkanie jest zorganizowane w formule kręgów, czyli otwartości, bezpiecznego dzielenia się doświadczeniami, słuchania, dawania sobie uważności. Możecie zabrać podczas niego głos lub po prostu pobyć z innymi.
Spotkanie odbędzie online w kameralnej grupie (ilość miejsc ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń❗), nie będzie transmitowane na zewnątrz ani nagrywane.
ZGŁOSZENIA: prosimy o wiadomość do Moniki Prus: monika.prus@ceo.org.pl. Po zgłoszeniu otrzymacie maila z linkiem do dołączenia do spotkania.
Udział w spotkaniu jest bezpłatny!
Źródło: www.facebook.com/fundacjaCEO
Dzisiaj, najpierw w Radiu TOK FM, a niedługo potem na stronie „Gazety Wyborczej” można byo dowiedzieć się o najnowszym wydarzeniu z frontu walki o odwołanie tegorocznych matur. Oto tytuł artykułu Małgorzaty Zubik: „To sprawa bez precedensu. Uczeń Liceum Staszica poszedł do sądu w sprawie przełożenia matur”. Poniżej fragmenty tej publikacji ze strony GW:
Foto: Piotr Molęcki [www.facebook.com/radzik.tymon]
Tymon Radzik – zdjęcie z sierpnia 2017 roku
Maturzysta z Liceum im. Staszica Tymon Radzik poszedł do sądu w sprawie tegorocznych matur. Chce, by sąd zobowiązał ministra edukacji Dariusza Piontkowskiego do przełożenia egzaminu dojrzałości z powodu epidemii koronawirusa.
„Maturzyści i nauczyciele mają dość niepewności na temat terminów egzaminów maturalnych!” – napisał na Facebooku Tymon Radzik, 18-letni uczeń warszawskiego Liceum Ogólnokształcącego im. Staszica. „Zdecydowałem się wystąpić na drogę sądową przeciwko Ministerstwo Edukacji Narodowej, żądając udzielenia przez Sąd zabezpieczenia polegającego na zobowiązaniu Ministra Dariusza Piontkowskiego do podjęcia działań zmierzających do przełożenia matur z terminu majowego„. […]
Gdy w sobotę 4 kwietnia informowaliśmy o wystąpieniu RPD do MEN w sprawie odwołania kwietniowych i majowych terminów egzaminów i zamieściliśmy tam komentarz: „Aktualnie pełniący urząd Rzecznika Praw Dziecka Mikołaj Pawlak nadal nie widzi problemu”, odsyłając linkiem na stronę tego urzędu – daliśmy się zwieść sprytnemu kamuflażowi, jaki zastosował RPDz w swoim wystąpieniu do MEN z dnia 3 kwietnia.
Informację o tym wystąpieniu, zamieszczoną na stronie biura RPD zatytułowano „Rzecznik do szefa MEN: 10 godzin zdalnych lekcji? Uczniowie są przeciążeni” i – niestety – i nie doczytaliśmy, że w jej ostatnim akapicie, po licznych utyskiwaniach na temat mankamentów zdalnego nauczania, zamieszczono fragmenty wystąpienia, w którego – dopiero -17-ym akapicie (patrz poniżej) – podjęto temat egzaminów:
„Szanowny Panie Ministrze, rodzice i uczniowie nie chcą dłużej trwać w niepewności. (…) Chodzi o opracowanie i upublicznienie projektów reorganizacji kalendarium zajęć szkolnych, o decyzje odnośnie egzaminów ósmoklasistów i maturalnych, terminu zakończenia roku szkolnego i zasad naboru do szkół wyższego szczebla, a w przypadku szkół średnich – opracowanego w porozumieniu z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego projektu zmian zasad naboru do szkół wyższych.”
Pełna treść wystąpienia Rzecznika Praw Dziecka do Ministra Edukacji Narodowej z dn. 3 kwietnia 2020 roku – TUTAJ
Źródło: www.brpd.gov.pl
FotoL Frederick Florin/AFP/East News
Francuscy uczniowie podczas matury
Na portalu TVN24 zamieszczono dziś informację: „Francuscy uczniowie nie przystąpią do matury. Pierwszy raz w historii”. Oto jej fragmenty:
740 tysięcy maturzystów nie przystąpi w tym roku do ustnych i pisemnych matur we Francji. Zdarzy się to po raz pierwszy w historii. Oceny maturalne zostaną wystawione na podstawie tych cząstkowych za rok szkolny 2019/2020.
Egzaminy maturalne we Francji przeprowadzano nawet w czasie II wojny światowej. Podczas strajków oraz słynnych demonstracji studentów i uczniów ’68 roku matury zredukowano do kilku egzaminów ustnych oraz ocen cząstkowych, ale jednak się odbyły – podkreśla dziennik „Le Monde”, dodając, że wskaźnik zdawalności matur w 1968 wyniósł aż 82 proc. wobec 62 proc. w 1967 roku. […]
Zmiany w zasadach przeprowadzania matur zasugerował premier Edouard Philippe w swoim wystąpieniu telewizyjnym w telewizji LCI w czwartek, mówiąc, że „matury nie mogą odbyć się w normalnych warunkach ani w czerwcu, ani w lipcu”.
Egzaminy maturalne we Francji składają się z części pisemnej oraz ustnej, a uczniowie egzaminowani są prawie ze wszystkich przedmiotów.
Źródło: www.tvn24.pl
Foto:www.studia.pl
W minioną sobotę, 4 kwietnia, na portalu Studia.pl zamieszczono artykuł, zatytułowany„Matury 2020 odwołane? Co z rekrutacją na studia?”. Oto jego obszerne fragmenty:
Niezależnie od tego, jak długo będą zamknięte szkoły z powodu pandemii – matura 2020 nie odbędzie się w taki sposób, jak miała się odbyć między 7 maja, a 22 maja. To tylko przypuszczenie, ale graniczące z pewnością – zwłaszcza po wypowiedziach Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Zastanówmy się, nad możliwymi scenariuszami – co zamiast tego wymyślą CKE i MEN? […]
Matury bez zmian
To scenariusz możliwy właściwie w przypadku, jeśli pandemia zakończy się w ciągu najbliższych dwóch tygodni, a to mało prawdopodobne. Inna opcja – to organizacja matury 2020 w ustalonym wcześniej terminie pod rygorem bezpieczeństwa epidemiologicznego. Matura zdalna jest absolutnie wykluczona i chyba nawet MEN i CKE zdają sobie sprawę po doświadczeniach z problemami podczas próbnych egzaminów. Czyli pozostaje pisanie matury przez maturzystów maksymalnie rozproszonych w salach, na przykład cztery osoby w sali. No i w środkach zabezpieczających przed zakażeniem – w maseczkach, rękawiczkach, być może kombinezonach Jeśli nie starczyłoby sal w danym liceum i technikum – pozostawałoby wykorzystanie zasobów szkół podstawowych (zamkniętych z powodu pandemii). Od strony organizacyjnej – do zrobienia. Być może wymagałoby to zmniejszenia liczby członków komisji egzaminacyjnej do dwóch osób. Pytanie, ilu maturzystów zdecydowałoby się pisać maturę w tak ekstremalnych warunkach? […]
Przesunięty termin
Przesunięcie terminu matury, to zdawałoby się najprostsze rozwiązanie. Czyli – z grubsza wszystko by wyglądało jak co roku, tylko matury odbyłyby się później. Pytanie zasadnicze – kiedy? Przecież nikt rozsądny nie jest w stanie stwierdzić, jak szybko pandemia przesunie się przez Polskę i kraj wróci na ustalone tory. Zatem ogłaszać, że np. egzamin dojrzałości odbędzie się miesiąc później – byłoby dość pochopne. A co – jeśli – w czerwcu sytuacja się nie zmieni, albo – co gorsza – koronawirus będzie szalał jeszcze okrutniej? To może jeszcze później? Pytanie kiedy najpóźniej można byłoby zorganizować matury 2020? Policzmy. Spośród najpopularniejszych przedmiotów maturalnych najpóźniej ma odbyć się matura z geografii – 13 maja. Czyli pięć dni roboczych – odliczając sobotę i niedzielę. Późniejsze egzaminy pisemne to już “frytki” – przedmioty typu filozofia czy wiedza o tańcu. Też trzeba ocenić, ale nie ma już tej “masy:” Zatem egzaminatorzy, do 3 lipca na sprawdzenie prac pisemnych, mieliby z grubsza trzy tygodnie. Powiedzmy, że poddane presji sytuacji uczelniane komisje egzaminacyjne sprężą się i w tym roku przeprowadzą rekrutację w tydzień i byłaby tylko jedna tura naboru na studia. Wymagałoby to olbrzymiego wysiłku, ale teoretycznie do zrobienia. Odliczając “do tyłu”, najpóźniejszy pod tym względem termin matur przypadałby między 31 sierpnia a 4 września. […]
Foto: Joanna Szubzda [www.radio.bialystok.pl]
W miniony piątek, na stronie MEN zamieszczono komunikat, zatytułowany „Ograniczenia w funkcjonowaniu placówek i poradni psychologiczno-pedagogicznych”. Oto jego fragmenty:
Od 6 do 10 kwietnia 2020 r. zostanie ograniczona działalność następujących jednostek systemu oświaty: specjalnych ośrodków szkolno-wychowawczych, ośrodków rewalidacyjno-wychowawczych, poradni psychologiczno-pedagogicznych, przedszkoli i szkół specjalnych zorganizowanych w podmiotach leczniczych i jednostkach pomocy społecznej oraz szkół specjalnych funkcjonujących w młodzieżowych ośrodkach socjoterapii. Dziś, 3 kwietnia br. Minister Edukacji Narodowej podpisał rozporządzenie w tej sprawie.
>Ograniczone funkcjonowanie przedszkoli i szkół specjalnych w podmiotach leczniczych […]
>Ograniczone funkcjonowanie specjalnych ośrodków szkolno-wychowawczych oraz ośrodków rewalidacyjno-wychowawczych
Monitorowaliśmy funkcjonowanie jednostek systemu oświaty, których działalność nie była ograniczona, w szczególności w zakresie sprawowania opieki nad dziećmi i młodzieżą.
Z pozyskanych informacji wynika, że wiele jednostek systemu oświaty, za zgodą organu prowadzącego, zawiesiło swoją działalność na podstawie innych przepisów, a dzieci i młodzież pozostawały pod opieką rodziców.
Natomiast, w ośrodkach, w których działalność nie została ograniczona, znaczna większość rodziców zdecydowała o zaprzestaniu uczęszczania przez dziecko do przedszkola, szkoły czy placówki.
W związku z tym funkcjonowanie tych ośrodków zostanie ograniczone. […]
Wszystko zaczęło się od wywiadu Katarzyny Pawłowskiej z Mikołajem Marcelą, zatytułowanego „Koronawirus zabije szkołę, jaką znamy. I dobrze.” To on dał mi impuls do napisania zeszłotygodniowego felietonu, w którym wyłożyłem mój pogląd na jedną z wypowiedzi, wygłoszonych przez pana Marcela, w której na pytanie co by zrobił, gdyby został ministrem edukacji i mógł podjąć tylko jedną decyzję naprawiającą polską edukację, powiedział: „Zniósłbym podstawę programową”.
Ten mój pogląd podsumowałem w ostatnim akapicie tamtego felietonu takimi słowami:
„Reasumując: po głębszej analizie futurologicznej, popartej wiedzą o realiach praktyki szkolnej, jawi mi się obraz systemu kształcenia bez podstaw programowych w ogóle, jako coś, co w praktyce nie tylko że nie zadziałałoby tak, jak to sobie wyobrażają idealizujący edukacyjną rzeczywistość marzyciele, ale który byłby źródłem XXI-wiecznego społeczeństwa kastowego, w którym owa kastowość byłaby dziedziczona nie tyle miejscem urodzenia, co miejscem edukowania…”
Dwa dni później umożliwiłem Czytelnikom OE zapoznanie się z komentarzem Mikołaja Marceli do moich poglądów w sprawie całkowitej rezygnacji z podstaw programowych, jako „mapy drogowej” w codziennej pracy dydaktycznej polskich nauczycieli na wszystkich poziomach edukacji i w ramach wszystkich przedmiotów.
Podjąłem dziś decyzję, że jestem winien – tak czytelnikom OE, jak i panu Mikołajowi Marceli – podjęcie tego „dialogu na odległośc” i skomentowanie zaprezentowanych w tej replice poglądów.
Zacznę od tego fragmentu:
„Dziś ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje młody człowiek, jest jeszcze większa ilość informacji narzucanych odgórnie przez podstawę programową, a podstawa programowa jest właśnie potrzebna, by zapewnić nam spokój ducha, że wszyscy dostają to samo i mogą liczyć na podobne wykształcenie w ramach systemu edukacji.”
Wszyscy, którzy od lat śledzą treści, które upowszechniam na stronie OE, a także w pisanych przeze mnie felietonach wiedzą, że nie tylko nie jestem obrońcą podstaw programowych w ich obecnej formule, ale wielokrotnie dawałem dowody moich przekonań o pilnej potrzebie ich znacznego ograniczenia i sprowadzenia do niezbędnego minimum, bedącego „wspólnym mianownikiem” wiedzy, którą posiadłby każdy młody Polak – bez względu na to której szkoły był uczniem. Ten wspólny mianownik jest niezbędny nie tylko z powodów prktyczno-formalnych: np. w przypadku konieczności zmiany szkoły, ale przede wszystkim jako podstawowa baza rozumienia przez młodych ludzi świata który ich otacza, w którym przyjdzie im żyć: świata przyrody, kultury, świata społecznego…
Ale takie zawężone podstawy programowe, będące wspólnym pniem wiedzy, którą każdy uczeń powinien mieć, nie wwykluczają możliwości tworzenia w szkołach szerokiej przestrzeni dla indywidualnego rozwoju, samokreacji, samorealizacji…
X X X
Kolejny fragment poglądów Mikołaja Marceli i mój do nich komentarz:
„Co do skrajnych wersji: myślę, że skrajną – i pożądaną – byłaby sytuacja, w której mielibyśmy tyle uczniowskich ścieżek edukacyjnych, ilu uczniów. Bo ja nie sądzę, że nauczyciel jest od nauczania – według mnie jest on od wspierania procesu uczenia i celów wyznaczanych przez samego ucznia. Jestem też zdania, że obecne myślenie o wieńczeniu poszczególnych etapów edukacji egzaminami jest zupełnie anachroniczne.”
Popłynął Pan Mikołaj w marzenia: tyle uczniowskich ścieżek edukacyjnych, ilu uczniów. Już kiedyś tak w Polsce było – kiedy w domach arystokracji i bogatej szlachty, w każdym pałacu i dworku, pracowali zatrudniani tam: guwernantki lub guwernerzy, najczęściej obcego – francuskiego bądź włoskiego pochodzenia. I to oni, w warunkach całkowitej indywidualizacji procesu edukacyjnego, mieli wszelkie warunki do wspierania indywidualnych ścieżek rozwoju ich uczniów – rzadziej – uczennic. Tyle tylko, że – jak uczy nas historia – i wówczas nie uczniowie byli podmiotami takiej edukacji domowej. Decydowali rodzice i po części owi guwernerzy.
Lecz czy w XXI wieku, w naszym kraju, możliwe jest zrealizowanie takiego modelu „ tyle ścieżek edukacyjnych, ilu uczniów”? W polskich warunkach oddziałów dwudziestokilkoro – trzydziestokilkoro uczniów liczących?
I oczywiście w pełni zgadzam się, że nauczyciel nie jest od nauczania a od wspierania procesu uczenia się ucznia. W zasadzie mógłbym także poprzeć myśl, że wieńczenie poszczególnych etapów edukacji egzaminami jest zupełnie anachroniczne.”
Gdyby nie pamięć czasów, gdy egzaminy, zwane wówczas egzaminami dojrzałości, organizowane były absolutnie autonomicznie przez każdą szkołę średnią. Kiedy to nauczyciele, którzy uczyli poszczególnych przedmiotów, przygotowywali tematy egzaminów pisemnych i zestawy pytań na egzaminy ustne, a później zasiadali w komisjach egzaminacyjnych. Pomijam już patologiczne sytuacje, w których nauczyciel potrafił zrobić wszystko (z podrzucaniem ściagi włącznie), aby uczeni przez niego abiturienci dostawali jak najlepsze oceny, bo co pomyśli o nim dyrektor, gdy okaże się, że ich niczego nie nauczył? Oceny uzyskiwane przez uczniów na tak organizowanych egzaminach były całkowicie nieporównywalne i w niewielkim stopniu mogły służyć jako wskaźnik poziomu wiedzy absolwenta przy rekrutacji do szkół wyższych. I stąd wziął się pomysł, jaki realizowała wówczas np. Politechnika Łódzka, że na takie egzaminy maturalne do partnerskich szkół przysyłała swojego obserwatora, który był – choć w niewielkim stopniu – takim „bespiecznikiem” prawidlowości przebiegu owego egzaminu.
Przy okazji przypomnę, że idea zewnętrznych egzaminów nie narodziła się w Polsce, lecz w krajach „demokratycznego świata”, że ich wprowadzenie w naszym kraju było podyktowane właśnie potrzebą wyrównywania standardów edukacyjnych szkół, niezależnie od miejsca ich funkcjonowania, i że reforma ta była gorąco popierana właśnie przez szkoły wyższe…
Czy dzisiaj sytuacja dojrzała już do rezygnacji z ”urawniłowki” egzaminów zewnętrznych (tak po szkole podstawowej, jaki średniej) i ponownego powrotu do egzaminów wstępnych, organizowanych przez placówki edukacyjne „wyższego szczebla”? Oto jest pytanie. Dziś nie mam na ten temat wyrobionego zdania.
W dniu 3. kwietnia Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do MEN w sprawie odwołania kwietniowych i majowych terminów egzaminów. Oto obszerne fragmenty informacji, jaka na ten temat została zamieszczona na stronie biura Rzecznika:
Na mocy rozporządzenia MEN z 20 marca 2020 r. przedłużono do 10 kwietnia czas ograniczenia funkcjonowania szkół. Pandemia nie pozwala jednak uznać, że sytuacja szybko się poprawi, a szkoły i inne placówki oświatowe wznowią pracę po świętach wielkanocnych.* Organizacja egzaminów w istniejących warunkach wiązałaby się z zagrożeniem zdrowia i życia uczniów, nauczycieli oraz wszystkich innych osób zaangażowanych w przygotowania.
W trosce o dobro uczniów odwołano już tegoroczną sesję egzaminów pisemnych matury międzynarodowej 30 kwietnia-22 maja.[…]
Rozwiązania zastosowane w odpowiedzi na kryzys nie pozwalają na zachowanie równego dostępu do edukacji. Wielu uczniów nie ma w domu dobrych warunków do nauki lub obarczonych jest dodatkowymi obowiązkami; niektórzy wychowują się w rodzinach dysfunkcyjnych lub zmagają się z innymi poważnymi problemami, potęgowanymi przez wymuszoną izolację. Stres odczuwany zwykle przed egzaminami przez uczniów jest obecnie dużo większy, gdyż towarzyszą mu lęk i niepokój o zdrowie swoje i swoich bliskich. Przedłużanie niepewności co do przebiegu egzaminów może dodatkowo wpłynąć na stan psychiczny dzieci i młodzieży.
Dopiero dziś, w sobotę, zaisnianiały sprzyjające okoliczności, aby zaprezentować naszym Czytelnikom najnowszy podcast, zamieszczony 31 marca na stronie „Plandaltonski.pl”. Tym razem jest to rozmowa Anny i Roberta Sowińskich z Anetą Jamiałkowską-Pabian. Została ona przeprowadzona wokół problemów, sugerowanych przez jej tytuł: „Dlaczego trzeba łączyć a nie dzielić?”
Screen z pliku filmowego na Yoy Tube [www.youtube.com]
Oto jak Robert Sowiński zapowiedział to nagranie:
Naszym gościem jest Aneta Jamiałkowska-Pabian – znana w sieci jako Aneta Ja-Pa – absolwentka UŁ, nauczycielka m.in. języka polskiego, filozofii i etyki, z 31-letnim doświadczeniem zawodowym zdobytym na Uniwersytecie Łódzkim, w PWSZ we Włocławku, w licznych szkołach średnich (licea i technika), a nawet krótkotrwale w gimnazjum, w Łodzi i w Pabianicach. Obecnie jest belferką w Zespole Szkół Gastronomicznych w Łodzi.
Aneta to autorka licznych prac naukowych dotyczących recepcji literatury polskiej w Niemczech, a także tekstów metodycznych. Jest pasjonatką pracy z młodzieżą we wszystkich jej przejawach (szkolne gazety, koła zainteresowań, nowoczesne metody pracy i mnóstwo innych).
Wciąż poszukująca, doskonaląca się i ucząca się na niezliczonych kursach i szkoleniach. Odchodząca od kultury nauczania, a dążąca do kultury uczenia się.
Założycielka i administratorka nieformalnej grupy BUDZĄCYCH SIĘ POLONISTÓW inspirowanej Budzącą się Szkołą. Jest organizatorką cyklicznej Kawiarenki Metodycznej BsP, a także założycielka koła literackiego przy Klubie Nauczyciela w Łodzi, Qoolturalnych Literatów, pomysłodawczyni i organizatorka I Konferencji Budzących się Polonistów pod nazwą „Lekcja jest teatrem”(wkrótce II). […]
Podcast – rozmowa z Anetą Jamiałkowską-Pabian: „Dlaczego trzeba łączyć a nie dzielić? – rozmowa z Anetą Jamiałkowską-Pabian” [1h 21’24”] – TUTAJ
Źródło: www.plandaltonski.pl
Zaczynamy od zamieszczonego 2 kwietnia na stronie ZG ZNP tekstu, adresowanego do ministra Piontkowskiego, zatytułowanego „Kształcenie zdalne. 5 zaniechań MEN”. Następnie zaprosimy do lektury tekstu Przemysława Sadury pt. „Szkoła z TVP, czyli jak się kończy oszczędzanie na działaniach edukacyjnych” na stronie „Krytyki Politycznej” a później na stronę „Portalu Samorządowego”, gdzie znaleźliśmy informację, zatytułowana „Dyrektor CKE pytany o przełożenie egzaminów: czekamy na rekomendacje resortu zdrowia i GIS”. Na zakończenie – artykuł Justyny Sucheckiej ze strony TVN24n: „Maturzyści szykują stroje na egzamin: gogle narciarskie, rękawice do zmywania naczyń. ‚Jesteśmy wkurzeni'”:
:
Kształcenie zdalne. 5 zaniechań MEN
Panie Ministrze, oczekujemy poważnego traktowania nauczycieli, uczniów i rodziców oraz zarządzania adekwatnego do trudnej sytuacji związanej ze zdalnym kształceniem w czasie epidemii!
5 zaniedbań MEN
1.Brak sprzętu i warunków do prowadzenia obowiązkowego kształcenia
Wprowadzając obowiązkową realizację podstawy programowej rząd przerzucił na nauczycieli i rodziców nowe obowiązki i zadania, nie wyposażając ich w odpowiedni sprzęt, dostęp do bezpłatnego internetu, komunikatorów i platform edukacyjnych. Cały ciężar kształcenia online spoczął na barkach rodziców i nauczycieli, którzy nie otrzymali żadnego wsparcia.
2.Brak profesjonalizmu instytucji rządowych
Instytucje rządowe nie sprostały nowym zadaniom: pierwszego dnia próbnych egzaminów zawiesiły się serwery Centralnej Komisji Egzaminacyjnej z arkuszami egzaminacyjnymi, a próbna matura 2020 okazała się kopią zadań z 2015 roku. Natomiast oferta edukacyjna MEN przygotowana we współpracy z TVP nie spełnia standardów merytorycznych, nie wykorzystuje też możliwości, jakie dają nowe technologie, a emitowane tam materiały stają się tylko pretekstem do nieuzasadnionej krytyki całej naszej grupy zawodowej.
3.Brak decyzji o odwołaniu egzaminów
Brak decyzji o odwołaniu egzaminu ósmoklasisty, do którego pozostało już kilkanaście dni wywołuje stres i niepotrzebne napięcie wśród uczniów i ich rodzin. Dla wszystkich rozsądnych ludzi wiadomym jest, że przeprowadzenie tego egzaminu w dotychczasowej formule, czyli w szkołach, byłoby narażeniem zdrowia i życia 350 tysięcy ósmoklasistów, nauczycieli, pracowników oświaty i ich rodzin. Analogiczna sytuacja dotyczy tegorocznych matur i około 250 tysięcy maturzystów. Dlatego oczekujemy jasnego komunikatu o odwołaniu egzaminów zewnętrznych w zaplanowanych terminach i podjęcia decyzji o ich przełożeniu bądź wprowadzeniu innej formy rekrutacji do szkół ponadpodstawowych i na studia.
4.Brak decyzji o odchudzeniu podstawy programowej
Nową przeładowaną podstawę programową, wprowadzoną w ramach reformy Anny Zalewskiej, trudno było zrealizować w szkolnych warunkach, o czym środowisko nauczycieli alarmuje od kilku lat. Teraz wydaje się to niemożliwe w warunkach domowych.
5.Brak wsparcia
Minister nie wspiera ani nauczycieli, ani uczniów i ich rodzin. Nie dostrzega trudnych warunków, w jakich wszyscy się znaleźliśmy, narzuca jedynie nowe obowiązki, w tym także te biurokratyczne.
Źródło: www.znp.edu.pl
X X X
Także 2 kwietnia, na stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczono artykuł Przemysława Sadury pt. „Szkoła z TVP, czyli jak się kończy oszczędzanie na działaniach edukacyjnych”. Poniżej przytoczyliśmy kilka fragmentów, odsyłając linkiem do źródła:











