
Dzisiaj po godzinie 12-ej w Ministerstwie Edukacji Narodowej zorganizowano konferencję prasową, na której wystąpili: Minister Dariusz Piontkowski, Sekretarz Stanu Marzena Machałek i Podsekretarz Stanu Maciej Kopeć, Głównym tematem wystąpień był harmonogram egzaminów i rekrutacji.
Aby nikt nas nie posądził o czerpanie informacji ze źródeł niechętnych obozowi władzy – odsyłamy naszych czytelników do strony TVP INFO:
Szanowne Ministerstwo Edukacji.
Obejrzałem już wszystkie zalecane filmy o Janie Pawle II z nadzieją, że w którymś momencie, choćby po napisach końcowych, pojawi się oficjalny harmonogram rekrutacji do szkół ponadpodstawowych.
Ku mojemu rozczarowaniu tak się jednak nie stało. Byłem jednak wytrwały i zajrzałem na strony kuratoriów oświaty, licząc się z tym, że być może tak błahą sprawę powierzyliście podwładnym. Niestety, ale tam również znalazłem papieża.
Ja rozumiem, że macie dużo na głowie, infografiki same się nie zrobią, a i w Radiu Białystok musi coś powiedzieć Minister Edukacji. Trzeba zrobić zdjęcia na fejsa, żeby było wiadomo, że czuwacie nad ojczyzną.
Rozumiem, że nie możecie wydać pełnych rozporządzeń, tylko projekty, albo wytyczne, które na dodatek są czasem sprzeczne z infografikami, bo to wszystko się myli i nikt by tego nie ogarnął.
Tylko ludzie pytają, kiedy i jak mają się rekrutować, a i nauczyciele chcieliby wiedzieć, choć ja rozumiem, że akurat nauczyciele to was najmniej martwią. Konsultacje społeczne projektu harmonogramu zakończyły się 13 maja, a mamy już 19.
Jeśli gdzieś w trakcie dbania o patriotyczne i religijne wychowanie młodego pokolenia znajdziecie czas na oficjalny harmonogram rekrutacji, to byłoby super.
Naprawdę mam wyjątkowo niewielkie oczekiwania, więc nie poruszam spraw poważniejszych. Spróbujmy metodą małych kroczków.
Pozdrawiam serdecznie.
Źródło: www.facebook.com/pawel.lecki79
Foto: J.Karwowski/PAP [www.amorzad.pap.pl]
Za trzy tygodnie o tej porze absolwenci szkół średnich będą zdawali pisemny egzamin z języka polskiego. W realu – według wytycznych MEN, CKE i GIS. Na pierwsze komentarze o sformułowanych tam rygorach trochę musieliśmy poczekać, ale już pierwszy tekst na ten temat zamieśiła „Polityka”, i to autorstwa dobrze nam znanego praktyka „z pierwszej linii” czyli nauczyciela tegoż j.polskiego w łódzkim XXI LO – Dariusza Chętkowskiego.
Oto fragmenty tego tekstu, zatytułowanego „Same instrukcje budzą przerażenie, a co dopiero egzaminy”:
[…] Aż na 27 stronach rozpisano wytyczne MEN i CKE, jak należy przeprowadzić egzaminy w 2020 r. A i tak nie ma w tym dokumencie ważnych informacji. Muszą je sobie dopowiedzieć nauczyciele i uczniowie. Oraz dyrektor, osoba odpowiedzialna za właściwy przebieg egzaminów. Istnieje ryzyko, że dyrektorzy będą uzupełniać te wytyczne różnie, a wtedy egzaminy będą wyglhttps://samorzad.pap.pl/kategoria/aktualnosci/sa-wytyczne-w-sprawie-przeprowadzania-matur-publikujemy-dokumentądać inaczej w każdej szkole. Zamiast egzaminów państwowych będziemy mieli rozliczne samowolki.
Jasne, precyzyjne oraz pełne wytyczne są bardzo ważne, ponieważ wyniki można podważyć przede wszystkim z powodów formalnych. Jeśli coś zrobiono niezgodnie z prawem, zdający ma prawo domagać się unieważnienia egzaminu i przeprowadzenia go ponownie. Może to dotyczyć zarówno jednej osoby, jak i wszystkich, którzy znajdowali się w sali, gdzie spaprano sprawę. Złe wytyczne mogą wywołać niewyobrażalny chaos, dlatego dopóki nie jest za późno, przyjrzyjmy się temu, co wyszło spod ręki urzędników MEN.
Na egzamin mają prawo przyjść tylko osoby zdrowe, „bez objawów chorobowych sugerujących chorobę zakaźną”. To wydaje się oczywiste. Jednak nałożenie na zespoły nadzorujące obowiązku typowania, kto jest zdrowy, a kto chory, budzi niepokój. […] Na jakiej podstawie komisja egzaminacyjna ma ustalić, czy jej podejrzenia co do stanu zdrowia ucznia lub nauczyciela są słuszne? Przecież nie posiada żadnych narzędzi poza okiem i uchem? MEN niepotrzebnie prowokuje osoby, które nadzorują egzamin, czyli mają władzę nad zdającymi, aby orzekały o czyimś zdrowiu bądź chorobie. […]
Dziś na stronie Urzędu Miasta Łodzi zamieszczono bardzo ważny komunikat: „Nie wszystkie przedszkola i żłobki wracają do pracy. Sanepid ponownie zbada ponad 450 pracowników” Poniżej udostępniamy go w całości:
Foto: Sebastian Glapiński [www.uml.lodz.pl/aktualnosci/]
Hanna Zdanowska – Przydent Łodzi podczas dzisiejszej konferencji prasowej
Od poniedziałku (18 maja) wróciły do pracy niektóre przedszkola i żłobki. Decyzją władz Łodzi pracownicy wytypowanych do otwarcia placówek zostali wcześniej poddani testom na obecność koronawirusa. Niestety aż u 456 spośród 3337 przebadanych osób, test dał wynik pozytywny lub wątpliwy. Dlatego, w trosce o zdrowie dzieci i personelu, otwartych zostało tylko 31 przedszkoli i 1 żłobek.
Hanna Zdanowska, prezydent miasta Łodzi mówi *: – Decyzja o przebadaniu wszystkich pracowników żłobków i przedszkoli przed ich otwarciem to była dobra decyzja. Nie wiem, ilu uniknęliśmy tragedii, nie wiem, jak premier, jak minister zdrowia mogą spać spokojnie podejmując decyzję o zezwoleniu na otwarcie żłobków i przedszkoli nie zapewniając wcześniej pracownikom podstawowych badań. Na 3337 przebadanych pracowników żłobków i przedszkoli, osób z podejrzeniem koronawirusa mamy 456. To blisko 14 procent!
–Planowaliśmy dziś otworzyć 28 z 32 miejskich żłobków *(cztery ostatnie za tydzień). Przebadaliśmy 556 pracowników, którzy mieli w tych placówkach pracować i opiekować się dziećmi. Wynik pozytywny lub wątpliwy stwierdzono u 132 osób. W związku z powyższym otworzyliśmy dziś tylko 1 żłobek, bo w pozostałych placówkach co najmniej jedna, a czasem i więcej osób personelu uzyskało wynik pozytywny lub wątpliwy testu przesiewowego. Jeśli chodzi o przedszkola, to podejrzane wyniki stwierdzono u 324 pracowników na 2781 przebadanych osób. Dlatego otwartych zostało tylko 31 spośród 146 przedszkoli – mówi prezydent Hanna Zdanowska i dodaje: – Wszyscy pracownicy, u których test przesiewowy dał wynik pozytywny lub wątpliwy będą mieli zrobiony dodatkowy test genetyczny, który wykluczy lub potwierdzi covid.
W związku zagrożeniem epidemiologicznym władze Łodzi postanowiły, że pozostałe żłobki i przedszkola będą uruchamiane dopiero wtedy, gdy wszyscy pracownicy placówki uzyskają w testach jednoznaczne wykluczenie koronawirusa.
W niedzielę Sanepid przeprowadził testy wymazowe u pierwszych 75 osób z grupy 456 pracowników żłobków i przedszkoli, u których test przesiewowy dał wynik pozytywny lub wątpliwy. W poniedziałek testom poddane zostaną kolejne osoby z personelu placówek.
Źródło: www.uml.lodz.pl
*Podkreślenia i pogrubienia fragmentów cytowanego tekstu – redakcja OE.
O problemach z otwarciem łódzkich żłobków i przedszkoli poinformował dziś także „Dziennik Łódzki” w artykule „Prawie pół tysiąca pracowników żłobków i przedszkoli w Łodzi z podejrzeniem koronawirusa. Po badaniach otwarto tylko 31 przedszkoli i żłobek” – TUTAJ
Portal Prawo.PL zamieścił dziś artykuł Beaty Igielskiej zatytułowany „Odmrażanie szkół branżowych trudniejsze niż innych”. Oto jego fragmenty i link do źródła z jego pełną wersją:
Foto: www.irpoznan.com.pl
Przywracanie nauki ma także dotyczyć szkolnictwa zawodowego, ale tam sytuacja jest jeszcze trudniejsza niż w pozostałych sektorach edukacji. Nauczyciele przedmiotów zawodowych jeszcze nie widzą, jak w czasie epidemii przeprowadzić praktyczne egzaminy, nie mają także pomysłu na zorganizowanie wymaganych programem praktyk. […]
Jak zorganizować egzamin zawodowy?
Największym bólem głowy nauczycieli przedmiotów zawodowych jest egzamin zawodowy, który uczniowie mają zdać, mimo że od połowy marca nie mieli możliwości poćwiczenia w praktyce różnych umiejętności. – W naszej szkole egzamin odbywa się i tak zawsze w małych grupach. Mamy stanowiska egzaminacyjne dla 6 osób. Ale nie jesteśmy w stanie ich ruszyć, więc dystans dwóch metrów nie zostanie zachowany – tłumaczy Moskal (honorowy profesor oświaty, Nauczyciel Roku 2009 pracujący w Zespole Szkół nr 3 – THM w Ostrowcu Świętokrzyskim jako nauczyciel przedmiotów zawodowych – red. OE)
Z kolei Mariusz Zyngier (profesor oświaty, najlepszy nauczyciel przedmiotów zawodowych w Ogólnopolskim Konkursie Nauczyciel Roku 2004 i finalista Global Teacher Prize 2017, u czy przedmiotów zawodowych: elektroniki oraz obsługi urządzeń energetycznych w technikum w Połańcu – red. OE) opowiada, że dyrektor konsultował się ze starostwem. Jeśli pojawią się wytyczne z ministerstwa edukacji, trzeba się ich trzymać. – Na szczęście nasi elektronicy egzamin zawodowy zdali na początku stycznia. Wciąż z jednak jest zaległa praktyka zawodowa. Miał być wyjazd do Portugalii na Erasmusa.[…]
Na portalu <mama:DU> w ubiegłym tygodniu (14 maja) zamieszczono artykuł, promujący utwór audiowizualny: „„Czuję się zakładnikiem”. Film uczniów o edukacji jeszcze dziś powinni obejrzeć wszyscy w MEN”. Póki co – niechaj obejrzą go czytelniczki i czytelnicy „Obserwatorium Edukacji”. A dla zachęty – dwa fragmenty owego artykułu:
Screen seny z filmu „Taki mamy system” [www.youtube.com]
Jakub Polański w filmie Jagody i Mateusza Lipowskich pt. „Taki mamy system„
O systemie edukacji mówi się wiele, ale mało kto słucha uczniów. Demotywujące stawki i przestarzałe praktyki to dopiero początek tego, z czym borykają się pracownicy szkół i młodzież. Film dwójki wrocławskich uczniów Jagody i Mateusza Lipowskich pt. „Taki mamy system„ pokazuje wiele wad i mankamentów w polskim systemie edukacji. Wywiady z nastolatkami i samymi nauczycielami ujawniają, jak wygląda szkolna rzeczywistość.
Uczniom nie podoba się, że muszą się uczyć rzeczy, które nigdy im się nie przydadzą i zdobywać wiedzę, której nigdy nie wykorzystają. Brakuje im zajęć praktycznych. Za nieodpowiedni uważają fakt, że muszą się uczyć „pod maturę i sprawdziany”, czyli obowiązkowo spełniając wymagania z klucza do egzaminów. Najciekawsze zajęcia według nich są wtedy, gdy nauczyciele wdrażają coś „spoza programu”.
Zdaniem Jakuba Polańskiego ucznia klasy maturalnej, szkoła za bardzo narzuca to, co powinien robić i jednocześnie go ogranicza. Z kolei Zofia Lipowska wskazuje, że jest typem osoby, która lubi się uczyć sama z siebie i co najgorsze — uważa, iż szkolne praktyki niszczyły w niej tę naturalna chęć. […]
Podobnie jak przed tygodniem, także i dziś nie będę zajmował się żadnym z tzw. „gorących tematów” minionego tygodnia. Natomiast dwa teksty, które zaistniały „w sieci” tego samego dnia – 11 maja – pobudziły moje – byłego praktyka i w swoim czasie początkującego teoretyka pedagogiki opiekuńczej – refleksje. Pierwszym z nich był post prof. Bogusława Śliwerskiego, zatytułowany „Pedagogika opiekuńcza zatrzymała się na poziomie praktyki”. Przypadek sprawił, że tego samego dnia zamieściłem na OE informację o tekście Danuty Sterny „Jak lubić swoich uczniów na odległość?”, której to informacji nadałem tytuł „Danuta Sterna o sposobach zdalnego realizowania funkcji opiekuńczej szkoły”.
Zacznę od problemu, który prof. Śliwerski określił jako zatrzymanie się pedagogiki opiekuńczej na poziomie metodyki sprawowania opieki nad dzieckiem lub na utyskiwaniu nad jej niedoskonałością. Kluczową dla jego wywodów jest teza, iż „trudno się dziwić, że metodyka pracy opiekuńczo-wychowawczej jest niedopracowana, skoro nie ma dla niej teoretycznych podstaw.” Stoimy więc wobec klasycznego pytania: „Co było pierwsze – jajo czy kura?”
Nikogo nie zaskoczę, gdy powiem, że jestem przedstawicielem szkoły, która stoi na stanowisku, iż we wszystkich naukach „praktycznych” – a do takich należy pedagogika i jej gałąź: pedagogika społeczna oraz jej córa – pedagogika opiekuńcza – bazą i punktem wyjścia jest rzeczywistość, w ich przypadku – rzeczywistość społeczna. Dopiero na drugim etapie rozwoju tych nauk możemy oczekiwać „sprzężenia zwrotnego”, czyli wypracowywania zasad i postulatów pod adresem praktyki. Tym drugim etapem, możliwym dopiero po procesie opisywania rzeczywistości, zakończonym diagnozą i jej konkluzją, pedagogika – także opiekuńcza, jak każda teoria (tzn. całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych, której celem jest wyjaśnienie przyczyny lub układu przyczyn, warunków, okoliczności powstawania i określonego przebiegu danego zjawiska lub zjawisk) może stać się teoretyczną podstawą dla wypracowania metodyki pracy opiekuńczo-wychowawczej.
To tyle wykładni moich poglądów – wróćmy do felietonistyki. Nie miałem możliwości zapoznania się z pracą pani dr hab. Grażyny Genowefy Gajewskiej, profesora Uniwersytetu Zielonogórskiego, zatytułowaną „Współczesne tendencje, problemy i wyzwania w opiece i wychowaniu. Teoria, metodyka i praktyka w opinii studentów” – jestem więc skazany na opinię o niej profesora Śliwerskiego. W jednym zgadzam się z nim bezdyskusyjnie: poproszenie studentów, co prawda II stopnia (tzw. magisterskich), o wyrażenie opinii na temat współczesnych problemów i wyzwań w opiece oraz wychowaniu ma niską wartość poznawczą. Z innymi zawartymi w tym poście opiniami i poglądami Profesora nie będę dziś polemizował – może przy innej okazji.
Z całego pakietu problemów kryjących się w nazwie „praca opiekuńcza”, tak naprawdę „opiekuńczo-wychowawcza” (bo nie ma opieki bez wychowania, a dobrego wychowania bez elementów opieki) dziś podejmę jedynie ten jej obszar, który nie realizuje się w tzw. „opiece kompensacyjnej”, nazywanej także „opieką całkowitą”, współcześnie także „zastępczą”, lecz który realizowany jest na terenie szkoły, wobec jej uczniów. Skłonił mnie do tej refleksji tekst Danuty Sterny o tym czego potrzebują uczniowie ze strony nauczycieli w okresie nauki zdalnej, bardziej niż wtedy, gdy przebywali na ternie szkoły. Świadomie spuentowałem jej wywód tym tytułem: „…o sposobach zdalnego realizowania funkcji opiekuńczej szkoły”, bo w moim głębokim przekonaniu właśnie ta niedoceniana jak dotąd funkcja szkoły – funkcja opiekuńcza – powinna stawać się podstawową funkcją nowoczesnej, zorientowanej na wyzwania współczesności i nadchodzącej przyszłości, szkoły.
Foto: www.google.com/travel/hotels/Szkolne
Szkolne Schronisko Młodzieżowe w Łodzi przy ul. Legionów 27
13 maja na stronie MEN zamieszczono komunikat „Co ze szkołami do wakacji?” Oto jego początek:
Od poniedziałku, 18 maja br. uruchamiamy kolejne etapy stopniowego powrotu do stacjonarnego funkcjonowania szkół, wybranych placówek oświatowych, bezpośredniego prowadzenia zajęć specjalistycznych z dziećmi posiadającymi opinię o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju i uczniami posiadającymi orzeczenie. Przywracamy również możliwość prowadzenia wybranych zajęć praktycznych w szkolnictwie branżowym. […]
Jednak dalej zamieszczono także taką informacje, nie związaną z tytułem komunikatu:
[…] Otwarte będą schroniska młodzieżowe i międzyszkolne ośrodki sportowe. Do funkcjonowania w trybie stacjonarnym wracają placówki, które organizują pozaszkolne zajęcia rozwijające zainteresowania uczniów. Mowa tu o młodzieżowych domach kultury, pałacach młodzieży, ogniskach pracy pozaszkolnej oraz placówkach specjalistycznych.
Placówki te realizują systemowo zadania edukacyjne, wychowawcze, kulturalne, profilaktyczne, opiekuńcze, prozdrowotne, sportowe i rekreacyjne. Pełnią też rolę wspomagającą rodziny w funkcji opiekuńczej nad dziećmi. Stąd decyzja o powrocie tych jednostek systemu oświaty do pracy stacjonarnej.
Placówki te będą funkcjonowały w określonym reżimie sanitarnym.[…]
[Źródło: www.gov.pl/web/edukacja]
Dwa dni później, 15 maja, na stronie MEN zamieszczono komunikat, zatytułowany „Wytyczne GIS, MZ i MEN”:
W związku z poprawą sytuacji epidemicznej w kraju stopniowo uruchamiana jest praca przedszkoli, szkół, poradni psychologiczno-pedagogicznych, schronisk młodzieżowych i innych placówek organizujących zajęcia pozaszkolne, czy możliwość przeprowadzenia egzaminów zewnętrznych. […]
I poniżej zamieszczono linki do części tego dokumentu, dotyczących wymienionych w podtytułach podmiotów:
Foto: www.dzienniklodzki.pl
Jak informowaliśmy 12 maja, opierając się na komunikacie UMŁ, władze Łodzi podjęły decyzję o przebadaniu na obecność koronawirusa wszystkich pracowników żłobków i przedszkoli, zanim trafią tam dzieci. Jak obiecano tak się stalo. Jednak nie załatwiło to w pełni sprawy. Oto o czym wczoraj poinformował „Dziennik Łódzki” w artykule Liliany Bogusiak-Jóźwiak „Testy na koronawirusa przed otwarciem żłobków i przedszkoli. Nauczycielki z wynikiem „wątpliwy”. Oto fragmenty tego tekstu:
[…] Na zakaźną izbę przyjęć szpitala im. Biegańskiego w Łodzi zgłosiło się w piątek 15 maja kilkanaście nauczycielek pracujących w miejskich żłobkach i przedszkolach, które odebrały wynik badania przeciwciał skierowanych przeciw koronawirusowi z opisem „wątpliwy”. Przyszły do szpitala z nadzieją, że od ręki zostaną przebadane i wszelkie wątpliwości zostaną rozwiane. Zalecono im jednak kontakt z Powiatową Stacją Sanitarno-Epidemiologiczną. […]
Zdaniem Urszuli Jędrzejczyk, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Łodzi, pracownice żłobków i przedszkoli zareagowały zbyt nerwowo na wynik badania. Wystarczyło zadzwonić do sanepidu, informując o wyniku testu. Zostałyby wpisane na listę osób, którym trzeba wykonać testy genetyczne. Podjechałyby własnym autem do jednego z punktów wymazowych, w których pobiera się materiał do badań genetycznych, lub gdyby nie były w stanie tam dotrzeć, pracownik pobierający wymaz przyjechałby do nich do domu.
Wszystkie panie, które z „wątpliwym” wynikiem zgłosiły się do szpitala i sanepidu, zostały natychmiast objęte nadzorem epidemicznym i przejdą badanie genetyczne na obecność koronawirusa. Do uzyskania wyniku nie mogą podjąć pracy w żłobkach i przedszkolach.
Zdaniem doktora chorób zakaźnych, jeśli Urząd Miasta chciał personel przebadać, to powinien zlecić od razu wykonanie testów genetycznych. Problem w tym, że wykonywane komercyjnie są kilka-kilkanaście razy droższe niż badania z krwi. Dlatego urząd zwrócił się do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej o przebadanie pracowników oświaty nieodpłatnie. Nie było takiej możliwości, bo ustawa o chorobach zakaźnych wyraźnie mówi, kto może takim testom być poddany. Nie ma w niej słowa o sytuacji takiej jak ta w łódzkiej oświacie. […]
Cały artykuł „Testy na koronawirusa przed otwarciem żłobków i przedszkoli. Nauczycielki z wynikiem „wątpliwy” – TUTAJ
Źródło: www.dzienniklodzki.pl
Na koniec tygodnia serwujemy dziś refleksyjny, ale i mobilizujący, tekst Agnieszki Kuźby, który zamieściła 12 maja na swoim profilu. Ostatni raz byliśmy tam 23 marca [Agnieszka Kuźba: Czy ktoś pomyślał co z dziećmi które były w szkołach dożywiane?]. A tych Czytelników, którzy tego nazwiska nie kojarzą odsyłamy do innego materiału z naszej strony: „O edukacji z wnuczką przedwojennych guwernantek oraz leśnika i rolnika”.
Skoro wszyscy już wiemy KTO napisał tekst, zapoznanie z którym gorąco polecamy – najwyższy czas po prostu go udostępnić. A tym razem zrobimy to inaczej niż zwykle: zaprezentujemy cały post, bez skrótów i odsyłania do źródła, bo za jakiś czas trudno będzie go tam znaleźć. Nie ma także sensu wersja „reszta w załączonym pliku pdf” – najprostsze rozwiązania są najlepsze: po prostu – najpierw początkowy fragment, a później „czytaj dalej”
Z A P R A S Z A M Y:
Foto: www.madeinswietokrzyskie.pl
Agnieszka Kuźba z dziećmi – jako „pani od patyków”
W czasie tego wyjątkowego maja mamy ogromnie wiele dylematów związanych z przyszłym rokiem szkolnym.Rozstrzygamy na nowo o sensach niektórych metod i zastanawiamy się jak […] razem z nimi uczynić świat lepszym.
I tak – w odpowiedzi na pandemię postanowiliśmy dokupić dzieciom tabletów, komputerów i tablic multimedialnych. Stało się to bardzo istotne, ponieważ okazało się, że w globalnej wiosce ciężko doświadczonej koronawirusem a promującej nade wszystko e-technologie – nadal wiele dzieci nie ma do nich dostępu. A coś z dzieckiem trzeba robić – kiedy nie siedzi w szkole czy przedszkolu. Jest na to oczywiste remedium XXI wieku – e-technologie, które mają pomagać współcześnie w nauce. Rzeczywiście bardzo pomagają. Są idealne na czas zarazy – pozwalają zachować dystans i są bezpieczne dla zdrowia. Tylko – czy dla całego zdrowia? Czy to cała prawda o e-technologiach? Czy to słuszna strategia? Czy tak ma wyglądać nasze przygotowanie do czasów PO PANDEMII? Do edukacji w NOWEJ powirusowej erze?
Kiedy zapytasz dorosłego: Czego Cię nauczyła szkoła? – delikwent często długo milczy zanim odpowie* i szuka w pamięci odnośnych przypadków. Albo od razu ze śmiechem krzyczy: Niczego!
Czasem wymienia jakieś nazwisko lub opisuje zdarzenia. Nauczyciela, który go kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat wcześniej złapał za ramię i podprowadził do drogowskazu na rozstajach dróg.Człowieka, który powiedział – ta droga się dla Ciebie nadaje. Poszukaj dobrych butów i naprzód !
Chwilę, która sprawiła, że znalazł się w tu i teraz. Jednak to rzadkość. Właściwie po latach skłaniamy się ku przekonaniu, iż szkoła była jednym z najbardziej traumatycznych, frustrujących i długich ,,momentów” życia i … nigdy więcej. Jednak sam sens istnienia szkoły jest w jakiś sposób niepodważalny. Każdy musi się uczyć wszystkiego.
Okazuje się, że w sumie … przedszkole wypełnia najlepiej funkcje do których zostało powołane i robi jeszcze więcej pod wielką presją otoczenia.
Wszelkie wzorce zachowania i zręby całego poznania świata biorą się stamtąd. Możliwe, że moglibyśmy skończyć na przedszkolu obowiązkową edukację – ponieważ już pięciolatkom każe się pisać i czytać oraz rachować, a to najbardziej pamiętamy ze szkoły.Dodajmy dziękuj, przepraszam i proszę, wiązanie butów i korzystanie ze sztućców przy obiedzie i już mamy wykształconego człowieka ? Isn’t?
Wszystko, co potem – JEST WTÓRNE. I zachwyt światem i radość życia rodzą się w młodości. Mogą się jednak nie urodzić. Bo nikt nam nie powie co to jest życie, a wskaże ćwiczenie na kartce. Dlatego tak mnie ranią pomysły upodręcznikowienia i utablicowienia multimedialnego a najbardziej tego we wczesnej edukacji.










