
Pierwszy rocznik utworzonych w 1999 roku gimnazjów, w wielu 16 lat, opuścił te szkoły w 2002 roku. Dziś maja oni 37 lat!! Po nich wychodzili następni, by uzyskując po dwu latach czynne prawo wyborcze móc głosować – absolwenci kolejnych roczników. Aż do rocznika 2019, który w tym roku jeszcze nie mógł głosować.
Dziś, kontynuując temat podjęty 30 czerwca w materiale „Pokolenie III RP poczuło swoją podmiotowość”, postanowiliśmy zamieścić informację o tym, jak 12 lipca głosowali młodzi wyborcy w II turze wyborów prezydenckich.
Wszystkie prezentowane poniżej dane statystyczne pochodzą z sondażu exit poll, przeprowadzanego przez Ipsos w dniu wyborów.
Jak 12 lipca głosowali Polacy – według kategorii wiekowych:
Źródło: www.gorzow.tvp.pl
Najchętniej do urn poszli wyborcy w wieku 50-59 lat (76,3 proc.). Najmłodszy elektorat zmobilizował się w 67,2 proc. W kategorii wieku 30-39 lat frekwencja wynosi 66,6 proc.
Frekwencja w poszczególnych grupach wyborców
Źródło: www.tvn24.pl
Komentarz redakcji:
Najbliższe wybory do samorządów i do parlamentu odbędą się za trzy lata. W tym czasie z grona najstarszych wyborców, uczestniczących w tegorocznych wyborach, ubędzie kilkaset tysięcy osób, natomiast do urn pójdą setki tysiecy dzisiejszych uczniów najstarszych klas liceów, techników oraz szkół zawodowych i branżowych.
Koleżanki i Koledzy nauczyciele, uczący w tych szkołach – nie tylko WOS-u! Nie zmarnujcie szansy, jaką daje Wam codzienny kontakt z Waszymi uczniami. Wspierajcie aktywistów i zwolenników Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, dostarczajcie im argumentów za koniecznością zmiany polityki energetycznej, realizowanej przez rząd PiS i przybudówek – w ramach lekcji biologii, chemii, fizyki, geografii, a także przedmiotów humanistycznych: języka polskiego, historii…
Kontynuujcie dobrą robotę Waszych Koleżanek i Kolegów, uczących do niedawna w gimnazjach którzy zasiewali dobre ziarna. skutecznie pielęgnowane w dalszym ich rozwoju przez nauczycieli szkół kolejnego szczebla edukacji. Bo to ich, ale i Wasi absolwenci zadecydują w roku 2023 o przyszłości Polski! [WK]
Foto: Adam Stępień, Agencja Gazeta [www.warszawa.wyborcza.pl]
Dyrektor Jarosław Pytlak „na swoich śmieciach”
Z zamieszczeniem fragmentów najnowszego tekstu Jarosława Pytlaka, zamieszczonego na jego blogu „Wokół Szkoły” 11 lipca czekaliśmy do dzisiaj, ponieważ kończy się on takim akapitem:
„Na szczęście 12 lipca zostanie wybrany Prezydent RP i wszystkie zmartwienia spadną nam z głowy, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mam nadzieję, że także koronawirusy pozytywnie zareagują na to radosne wydarzenie. Na polityków raczej nie liczę.”
Dziś wiemy już kto przez kolejnych 5 lat będzie Prezydentem RP – proponujemy więc wybrane fragmenty posta z 11 lipca, zatytułowanego „Czy dyrektorzy (szkół) potrafią się ze sobą dogadać?” Tradycyjnie – podkreślania i pogrubienia – redakcja OE:
[…] Tytułowe pytanie, zaczerpnięte z zakończenia wpisu Dariusza Chętkowskiego w BelferBlogu pt. „Od września chaos w szkołach”, skłoniło mnie do ponownego zastanowienia się nad perspektywą rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego. Pomimo pełni wakacji, bo te, niestety, szybko się skończą.
W swoim artykule kolega po blogu zakomunikował m.in., że „MEN szykuje przepisy, które pozwolą od września prowadzić lekcje w budynku szkolnym w warunkach zagrożenia epidemicznego” i zasugerował, że „o wszystkim w ostateczności będzie decydował dyrektor szkoły”. Nie wiem, czy to wiadomości z pewnego źródła, czy spekulacje, ale oba stwierdzenia wydają mi się bardzo prawdopodobne. […]
Przyjmijmy więc, że każdy dyrektor będzie musiał wziąć ciężar odpowiedzialności na siebie. Nawet jeśli przekonsultuje decyzję ze wszystkimi świętymi, to odpowiadać będzie sam. A przecież znaków zapytania jest całe mnóstwo! Oto ich wybór, z konieczności bardzo niepełny, bo wyciągnięty ad hoc z głowy jednego tylko dyrektora, Jarosława Pytlaka. […]
Dziś mam ten sam jak przed dwoma tygodniami problem: na jaki temat napisać coniedzielny felieton, aby nie podpaść pod paragraf złamania ciszy wyborczej. Wtedy wybawiła mnie data moich imienin, sąsiadująca z dniem pierwszej tury wyborów prezydenckich. A dzisiaj?
Dzisiaj, pragnąc zachować się podobnie, pomyślałem, aby także „przypiąć się” do daty i wyprowadzić z niej „neutralny” wyborczo temat. Rzecz w tym, że w mojej biografii, przynajmniej w perspektywie minionych kilkunastu lat, do których mogę sięgnąć swą nadszarpniętą mikroudarem pamięcią, nic godnego refleksyjnego wspomnienia, co wydarzyło się 12 lipca, nie przypomniałem sobie.
Może więc – co w Kraju i na Świecie? Niezwłocznie zwróciłem się o pomoc do Googla. I cóż mi ten niezawodny przyjaciel współczesnego, ciekawego świata człowieka, pokazał?
Że dzień 12 lipca jest 194 dniem w tym (przestępnym) roku, że będzie trwał 16 godz. 24 min i będzie krótszy od najdłuższego o 21 min oraz dłuższy od najkrótszego o 8 godz. i 42 min., że imieniny obchodzą Bruno, Andrzej, Jan, Feliks oraz Leon i Weronika…
I jeszcze, że dziś jest niedziela „niehandlowa”.
Czytając bardzo długi wykaz wydarzeń z minionych lat które właśnie tego dnia zaistniały, nie odnalazłem takiego, które – w mojej ocenie – zasługiwałoby na uczynienie go tematem felietonu. No bo czy mogę coś „wysnuć” z faktu, że tego lipcowego dnia 2120 lat temu urodził się Juliusz Cezar? [Et tu Brute contra me] Albo że 58 lat temu (w 1962r.) w Londynie odbył się pierwszy koncert grupy The Rolling Stones – idoli ówczesnych hipisów i narkomanów, a więc nie ma wątpliwości że i tego, który Korę uczył palić trawkę, znanego wtedy jako „Pies”…. ?
Dowidziałem się jeszcze, że w dniu 12 lipca obchodzony jest Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej, uchwalony przez Sejm RP 29 września 2017 roku, jako upamiętnienie tragicznych zdarzeń w świętokrzyskiej wsi Michniów, gdzie w 1943 roku Niemcy spacyfikowali jej mieszkańców. Od razu przesunąłem stronę ku górze, abym nie kontynuował pierwszych myśli na ten temat: Dlaczego akurat zbrodnia w Michniowie, a nie daty, kiedy mieszkańców innych wsi mordowali ludzie „Ognia” albo „Łupaszki”?….
Także nie nadaje się na temat mojego dzisiejszego felietonu informacja, że tego dnia w 1934 roku, otworzono „Miejsce Odosobnienia w Berezie Kartuskiej”, powstałe na mocy rozporządzenia prezydenta Ignacego Mościckiego. Ten obóz urządził ówczesny rząd sanacyjny w celu odizolowania oraz psychicznego i fizycznego dręczenia oponentów politycznych… No, jak to: sanacja, czyli uzdrowienie… Oponenci polityczni… Prezydent, który podpisywał wszystko, co mu podsuwali… STOP ! ! !
Koniec poszukiwań tematu, wynikającego z dzisiejszej daty.
Poprzednie wspomnienie „Mój rok 1970 – jak komendant hufca został studentem pedagogiki” było o wydarzeniach tego właśnie roku, o których nawet w najbardziej „odlotowych” snach nie mógł marzyć szesnastoletni uczeń Szkoły Rzemiosł Budowlanych, o którym opowiedziałem we wspomnieniu „Mój rok 1960 – początek drogi ku wychowawstwu”. Niemniejszego skoku dokonała moja droga życiowa, w tym zawodowa, w kolejnej dekadzie. Bo czy mógł pomyśleć świeżo upieczony student pierwszego roku zaocznej pedagogiki na UŁ, że po dziesięciu latach będzie nauczycielem akademickim w Instytucie Pedagogiki i Psychologii (IPiP) tego uniwersytetu, i do tego jeszcze odgrywającym pewną nietuzinkową rolę w tej społeczności?
Mój rok 1980 był także rokiem wydarzeń, które w swych nieco odroczonych konsekwencjach wpłynęły na kolejną zmianę ścieżki mej kariery zawodowej. I jak to w życiu Polaków często się zdarza – nie obyło się to bez wpływu „wielkiej polityki” na te zmiany.
Czytelniczki i czytelników, którzy moich wcześniejszych esejów wspomnieniowych nie czytali, a także tych, którzy ten sprzed roku już zapomnieli, dla wprowadzenia w tematykę dalszych wspomnien, odsyłam do eseju z 2 sierpnia 2019 roku – „Mój rok 1979, czyli też obóz, ale naukowy. W Bieszczadach”. Kończyłem go takimi słowami:
Ów obóz dał jego uczestnikom możliwość – mimo wszystkich przeszkód – poznania niektórych narzędzi badań społecznych, ale przede wszystkim stał się znakomitym miejscem obserwowania rozkładu systemu „demokracji ludowej”, dyktatury monopartii – PZPR, fasadowości i – tak naprawdę – nieskuteczności oficjalnego systemu wychowania.
Za rok o tej porze rozpoczęło się lubelskie preludium strajkowe, poprzedzające sierpniową falę strajków, zakończonych Porozumieniem Gdańskim i powstaniem „Solidarności”. 6 września 1980, na VI Plenum PZPR, odwołano Edwarda Gierka ze stanowiska I Sekretarza KC PZPR.
Ale to temat na inne opowiadanie. […]
Ale zanim dojdę do lata 1980, wypada choć w kilku słowach opowiedzieć o tym czym zajmowałem się od jego pierwszych dni, będąc już piąty rok starszym asystentem w Zakładzie Pedagogiki Społecznej na UŁ, w środkowej fazie przygotowywania rozprawy doktorskiej.
Foto: www.fakt.pl
Kamienica przy ul. Uniwersyteckiej 3*, gdzie na pierwszym piętrze (okna po lewej stronie od klatki schodowej) miał swą siedzibę Zakład Pedagogiki Społecznej. (Zdjęcie współczesne, stan po renowacji budynku)
Starszy asystent, to dwa w jednym: to nauczyciel akademicki, prowadzący, najczęściej, ćwiczenia do czyichś wykładów, czasem także, wyjątkowo, wykłady, ale to także „młody pracownik nauki”, którego głównym i jedynym celem jest przygotowanie pracy doktorskiej. W subdyscyplinie „pedagogika społeczna” musiała to być praca empiryczna, oparta o badania „terenowe”.
I tak właśnie wyglądała w owym 1980 roku moja praca na UŁ. Prowadziłem ćwiczenia w kilku przedmiotach, głónie w obszarze pracy opiekuńczo-wychowawczej, w tym wiodącym była metodyka tej pracy w placówkach opieki całkowitej (domy dziecka i pogotowia opiekuńcze), tak na studiach stacjonarnych, jak i zaocznych. Na tych ostatnich powierzono mi także, jako doświadczonemu instruktorowi ZHP w stopniu harcmistrza, wykłady z przedmiotu – wtedy obowiązkowego na wszystkich kierunkach pedagogicznych – „Metodyka wychowania w ZHP”.
Ale dla mnie najbardziej rozwijającą była możliwość asystowania pani doc. dr hab. Irenie Lepalczyk – kierowniczce Zakładu Pedagogiki Społecznej, która to stanowisko przejęła po odejściu na emeryturę prof. Aleksandra Kamińskiego, w prowadzonych przez nią seminariach magisterskich. Był to pierwszy rok trzeciego, dwuletniego cyklu tych seminariów. To wtedy, w praktyce, konsultując w imieniu i upoważnienia pani docent koncepcje i rozdziały metodologiczne projektów studenckich prac magisterskich, przechodziłem proces samokształcenia w zakresie metodologii terenowych badań społecznych.
A te ostatnie były istotą mojego działania, jakie miałem zrealizować właśnie w tym roku, w ramach przygotowania mojej pracy doktorskiej. Jej promotorką była oczywiście doc. Irena Lepalczyk, która była także autorką tematu tej pracy: „Współpraca domu dziecka z rodzicami wychowanków”.
Za mną było już opracowanie koncepcji doktoratu, jej pierwszy rozdział, czyli „problem w literaturze przedmiotu”, sformułowałem także postulowany model takiej współpracy, a także miałem już opracowane (i zatwierdzone przez promotorkę) narzędzia badawcze – kwestionariusze wywiadów, którymi podczas studenckiego obozu naukowego miał być zebrany materiał empiryczny do tej pracy. Ten tak ważny dla moich planów naukowych obóz logistycznie przygotowywałem w Trójmieście. Dlaczego akurat tam? Bo od czasu służby w Marynarce Wojennej, odbytej w Gdyni, pozostał mi sentyment do tej aglomeracji. Poza tym w tamtym okresie (ok. roku 1966) zainicjowałem wśród załogi mojego OH „Bałtyk” – marynarzy służby zasadniczej, ale i oficerów i podoficerów zawodowych, akcję ufundowania stypendium dla wychowanki domu dziecka w Sopocie. I podczas realizacji tego projektu poznałem dyrektorkę owej placówki. W 1980 roku sprawdziłem, że pani ta pelni swą funkcję nadal. Stała się ona ambasadorką mojej sprawy wśród pozostałych dyrektorek i dyrektorów trójmiejskich domów dziecka – łatwiej było mi przekonać ich do wpuszczenia nas do placówek we wrześniu, w celu przeprowadzenia wywiadów.
Do sierpnia miałem wszystko zapięte „na ostatni guzik”, także zarezerwowane miejsca noclegowe w jednym z akademików Uniwersytetu Gdańskiego. W poczuciu spełnienia wszystkich swoich obowiązków pojechałem z żoną i synkiem na urlop do Dębiny koło Rowów. Powrót do Łodzi był zdeterminowany datą ślubu córki mojej starszej siostry, który zaplanowano na sobotę 16 sierpnia.
Foto: www.olsztyn24.com
Poniżej zamieszczamy, za portalem WiEŚCi24, informację o liście, jaki do ministra edukacji Dariusza Piontkowskiego wysłala posłanka na Sejm VII, VIII i IX kadencji, aktualnie przewodnicząca Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, wiceprezeska PSL – Urszula Pasławska.
Informację tę portal zatytułował „Dramat w edukacji na wsi. To niestety wina Dudy i PiS”:
Co dziesiąta szkoła wiejska nie prowadziła w ogóle nauczania na odległość, jedynie 6 proc. szkół zrealizowało zdalnie pełną podstawę programową w czasie epidemii COVID19 . Zapytałam MEN o plan na wyrównanie szans edukacyjnych w nowym roku szkolnym – ujawniła Urszula Pasławska.
Oto fotokopia listu do ministra edukacji Dariusza Piontkowskiego:
Źródło: www.wiesci24.pl
Foto: www.facebook.com
Sebastian Zieliński – dyrektor Zespołu Szkół Specjalnych nr 2 w Łodzi, członek Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” Ziemia Łódzka, przedstawiciel Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” przy Radzie Dialogu Społecznego w Warszawie* – podczas uroczystych obchodów 95-lecia kierowanej przez niego szkoły – 21 listopada 2019 roku
Na stronie „Głosu Nauczycielskiego” zamieszczono wczoraj fragmenty wywiadu z dyrektorem łódzkiego Zespołu Szkół Specjalnych nr 2 – Sebastianem Zielińskim. Oto fragmenty z tych fragmentów:
Z Sebastianem Zielińskim, dyrektorem Zespołu Szkół Specjalnych nr 2 w Łodzi, rozmawia Katarzyna Piotrowiak.
Od momentu wejścia oświaty w zdalne nauczanie dyrektorzy i nauczyciele ze szkół specjalnych z całego kraju informowali, że u nich zdalne kształcenie było praktycznie niemożliwe, że zapomniano o nich. Jak było z Wami?
– Wszystko nagle na nas spadło… Teraz już mamy początek wakacji, ale kiedy przypomnę sobie marzec… Dużo się mówiło o szkołach, ale o nas mało. Mam wrażenie, że w tych debatach publicznych nas pominięto, że dano nam niewiele czasu na organizację kształcenia i pomocy. My mamy 130 uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych, są dzieci z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim, umiarkowanym, znacznym, głębokim, sprzężoną oraz autyzmem. Edukacja na odległość była o tyle trudna, że mimo iż pracowaliśmy z Office 365 i mieliśmy dostęp do Teamsa, to nawet przez komputer nie jesteśmy w stanie zbyt wiele zdziałać. Co nie znaczy, że dobry sprzęt jest nam niepotrzebny. Po prostu w naszym przypadku podstawa programowa była mniej ważna niż organizacja wsparcia dzieci oraz ich rodziców w tym bardzo trudnym czasie.
Było aż tak ciężko?
– Wiele naszych dzieci pochodzi z rodzin ubogich, wielodzietnych, gdzie jest jeden komputer albo nie ma go wcale. Dlatego staraliśmy się objąć wszystkich wsparciem pedagoga i psychologa. Zależało nam, aby mieli przez cały czas kontakt z wychowawcą. Udało się to. Uruchomiliśmy kontakt telefoniczny. Uczniowie oraz ich rodzice mogli każdego dnia dzwonić do wychowawcy.
Foto: www.twitter.com/D_Piontkowski
Podlaska drużyna kandydata Dudy w drodze na wiec wyborczy do Augustowa*. Obok Andrzeja Dudy – Dariusz Piontkowski. Zdjęcie z 7 lipca 2020 roku
Redaktor „Gazety Prawnej” Artur Radwan przeprowadził wywiad z ministrem edukacji Dariuszem Piontkowskim. Jest on zamieszczony na stronie tej gazety pod tytułem „Piontkowski: Zdalna nauka w szkole nie zniknie”. Oto jego wybrane fragmenty i link do pełnej wersji:
Piontkowski: Zdalna nauka w szkole nie zniknie
Artur Radwan: Czy większość nauczycieli w pierwszej turze wyborów prezydenckich głosowało na Andrzeja Dudę?
Dariusz Piontkowski: Nie wiem, nie mam takich analiz.
A poprą go w drugiej turze?
Czas pokaże. Pan prezydent popierał rozwiązania, które były dla nauczycieli korzystne. W tych sprawach być może rozmawiał także ze swoją małżonką, która jest przecież nauczycielką.
Zgodził się jednak na reformę Anny Zalewskiej, która wiązała się z likwidacją gimnazjów.
Reforma nie była wymierzona w nauczycieli. Jej głównym celem była zmiana organizacyjna i programowa, która umożliwiłaby lepsze kształcenie dzieci, podwyższenie jakości edukacji. Ta zmiana była oczekiwana, dobra i potrzebna. Za kilka lat pierwsze wyniki egzaminów maturalnych będą wyraźnie to pokazywać. Już to widzimy przecież na przykładzie ubiegłorocznych egzaminów zewnętrznych ósmoklasistów. W porównaniu z gimnazjalnymi w zasadzie nie było znacznych różnic, a przecież był to rok przejściowy, trudny. A ten egzamin pisali uczniowie, którzy łączyli oba systemy.[…]
Czy decyzja, że w czerwcu uczniowie wracają do szkoły, była podjęta pod wpływem niezadowolenia rodziców z kształcenia zdalnego?
Pandemia jest na stabilnym poziomie.
Ale lekarze mówią, że jest tak samo jak w maju.
Czyli jest na stabilnym poziomie, a częściowe otwarcie przedszkoli i szkół nie spowodowało zwiększenia zachorowań. To pozwala przypuszczać, że uruchomienie tych placówek na większą skalę także nie spowoduje większego zagrożenia epidemicznego. Podobnie było z egzaminami. Uczniowie byli w salach po kilka godzin i nic niepokojącego się nie działo. To daje nam podstawy, aby myśleć o powrocie do kształcenia stacjonarnego. Przez ostatnie trzy miesiące udowodniliśmy, że możemy uczyć na odległość, ale taka forma nauki nie zastąpi bezpośredniego kontaktu nauczyciela z uczniami. Nauczanie stacjonarne jest lepsze i powinno być przywrócone, gdy tylko się da. […]
1.Wdrażanie nowej podstawy programowej w szkołach ponadpodstawowych ze szczególnym uwzględnieniem edukacji przyrodniczej i matematycznej. Rozwijanie samodzielności, innowacyjności i kreatywności uczniów.
2.Wdrażanie zmian w kształceniu zawodowym, ze szczególnym uwzględnieniem kształcenia osób dorosłych.
3.Zapewnienie wysokiej jakości kształcenia oraz wsparcia psychologiczno – pedagogicznego wszystkim uczniom z uwzględnieniem zróżnicowania ich potrzeb rozwojowych i edukacyjnych.
4.Wykorzystanie w procesach edukacyjnych narzędzi i zasobów cyfrowych oraz metod kształcenia na odległość. Bezpieczne i efektywne korzystanie z technologii cyfrowych
.
5.Działania wychowawcze szkoły. Wychowanie do wartości, kształtowanie postaw i respektowanie norm społecznych.
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja
Zdjęcie pochodzi z artykułu „Nie-zwykła publiczna szkoła – reportaż Juniorowa”, opowiadającego o Szkole Podstawowej w Radowie Małym
Zaglądając na stronę portalu PRAWO.PL zwróciliśmy uwagę na tekst, o intrygującym tytule: „Więcej działalności innowacyjnej w szkołach”. Oto jego obszerne fragmenty:
Resort edukacji chce w większym stopniu wspierać działalność innowacyjną i będzie do tego zachęcał ogłaszając konkursy oraz zlecając wyższym uczelniom podejmowanie odpowiednich działań w tej sprawie. To kolejny krok w odformalizowaniu tego rodzaju działalności szkół. […]
Przed 1 września 2017 r., aby podjąć działalność innowacyjną w szkole, potrzebna więc była uchwała rady pedagogicznej podjęta po uzyskaniu: zgody nauczycieli, którzy będą uczestniczyć w innowacji, opinii rady szkoły, w przypadku gdy założenia innowacji nie były wcześniej opublikowane – pisemnej zgody autora lub zespołu autorskiego na jej prowadzenie w szkole.
Po wejściu w życie Prawa Oświatowego, o podjęciu działań innowacyjnych nie trzeba powiadamiać ani kuratora oświaty, ani organu prowadzącego. Decyzję o wprowadzeniu innowacji podejmuje dyrektor szkoły w drodze zarządzenia. Nie ma żadnych dodatkowych regulacji w tej materii – dyrektor ma pełną autonomię. Najprościej zatem określić w zarządzeniu całą procedurę zgłaszania działań innowacyjnych, np.:
-jakie warunki muszą spełnić, by zostać za takie uznane,
-jakie są kryteria dopuszczenia takich działań,
-jakie dokumenty należy złożyć po zakończeniu innowacji.
Odpowiednie zapisy można również wprowadzić do statutu szkoły. […]
Minister zadba o promocję innowacji
Według MEN działań innowacyjnych w szkołach było za mało – z przeprowadzonej w 2019 r. pierwszej tury monitorowania działalności innowacyjnej w szkołach i placówkach wynika, że w drugiej połowie roku szkolnego 2018/2019 realizowano w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych ponad 6 tysięcy innowacji pedagogicznych (6212). Ponad 83 tysiące nauczycieli brało udział w prowadzonych przez placówki doskonalenia nauczycieli i inne podmioty, szkoleniach z zakresu prowadzenia działalności innowacyjnej i rozwijania kompetencji proinnowacyjnych uczniów. W projekty innowacyjne było zaangażowanych ponad 300 tysięcy uczniów.
Dawno nie było takiej sytuacji, że siadając do pisania niedzielnego felietonu nie miałem wątpliwości o czym będę pisał. Już zamieszczając wczoraj fragmenty artykułu Moniki Sewastianowicz „Prezydent: Lekcje prowadzone przez organizacje tylko za zgodą rodziców” nie mogłem się oprzeć przed skwitowaniem tego materiału komentarzem:
Ale to jedynie mały fragment lawiny myśli, która po tym jak dotarła do mnie informacja o tej rozpaczliwej inicjatywie „tonącego, który brzytwy się chwyta” została zainicjowana. I o tym, czego w formule komentarza redakcji nie mogłem zmieścić jest ten felieton.
Skoro owa nowelizacja „Prawa oświatowego” ma zapewnić wszystkim rodzicom możliwości współdecydowania o rodzajach, treści oraz sposobie prowadzenia zajęć dodatkowych, każdy kto pracował w szkole, kto zna realia i codzienność jej funkcjonowania, słysząc lub czytając coś takiego ma najprawdopodobniej takie same jak ja wątpliwości, zastrzeżenia i obawy. Ja moje poniżej wyłuszczę:
Zacznę od rozwinięcia myśli zaprezentowanej we wczorajszym komentarzu. Skoro celem owej zmiany ma być zapewnienie wszystkim rodzicom możliwości współdecydowania – nie będzie o tym decydowała Szkolna Rada Rodziców, czyli pozostaje jedyna forma – głosowanie powszechne.
Przyjęcie takiej opcji, w klasycznej dla demokracji wersji, o ostatecznej decyzji przesądza większość głosów. I tu powstają pytania: jaka byłaby, zapisana w tej znowelizowanej ustawie, większość? Zwykła, bezwzględna czy kwalifikowana? Czy wolno będzie wstrzymać się od głosu? Czy głosowanie byłoby obowiązkowe, czy dobrowolne? Czy obowiązywałaby dolna granica procentowa liczby uprawnionych do głosowania, aby było ono ważne i stanowiące?











