Foto:Maciej Kulczyński /PAP [www.rmf24.pl]

 

Prezydent Andrzej Duda poinformował wczoraj na wiecu wyborczym w Warszawie, że składa prezydencki projekt zmiany Prawa oświatowego

 

 

Wczoraj na portalu PRAWO.PL zamieszczono artykuł Moniki Sewastianowicz, zatytułowany „Prezydent: Lekcje prowadzone przez organizacje tylko za zgodą rodziców”. Oto jego fragmenty:

 

Czas najwyższy, by w naszym systemie prawnym, zgodnie z oczekiwaniami rodziców, wreszcie to prawo rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami było realizowane – zadeklarował prezydent Andrzej Duda. Zapowiedział wniesienie projektu w tej sprawie, a po południu w piątek projekt nowelizacji ustawy Prawo oświatowe został wniesiony do Sejmu.

 

Taka organizacja, która chce działać na terenie szkoły, czy to prowadząc zajęcia pozalekcyjne, czy jakakolwiek działalność dla dzieci, będzie zobowiązana przedstawić rodzicom pełną informację o tym, co zamierza dzieciom przekazywać i w jakiej formule, czego będą dotyczyły te treści i kto będzie tego przekazania dokonywał – wyjaśnił prezydent. O podobne przepisy zabiegała Konfederacja i Instytut Ordo Iuris. […]

 

Prezydent poinformował, że składa prezydencki projekt zmiany Prawa oświatowego, zgodnie z którym działalność wszelkich organizacji i stowarzyszeń na terenie szkoły będzie wymagać nie tylko zgody dyrekcji szkoły, ale przede wszystkim zgody rodziców.

 

Jak poinformowano w uzasadnieniu, celem projektu jest „zapewnienie wszystkim rodzicom możliwości współdecydowania o rodzajach, treści oraz sposobie prowadzenia zajęć dodatkowych, organizowanych w szkołach lub placówkach oświatowych, do których uczęszczają ich dzieci, przez stowarzyszenia i inne organizacje, których celem statutowym jest działalność wychowawcza albo rozszerzanie i wzbogacanie form działalności dydaktycznej, wychowawczej, opiekuńczej i innowacyjnej szkoły lub placówki„.

 

Projektowana regulacja wprowadza rozwiązanie umożliwiające rodzicom realny wpływ na kształt i sam fakt organizacji zajęć dodatkowych. W ten sposób urzeczywistnia ona prawo rodziców do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami, wyrażone w art. 48 ust. 1 zdanie pierwsze Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej – czytamy. […]

 

 

Cały artykuł „Prezydent: Lekcje prowadzone przez organizacje tylko za zgodą rodziców” – TUTAJ

 

 

 

Źródlo: www.prawo.pl/oswiata/

 

 


Komentarz redakcji:

 

Zastanawia nas procedura ustalania owej zgody rodziców na planowaną działalność organizacji i stowarzyszeń na terenie szkoły. Jak to napisano – „zapewnienie wszystkim rodzicom możliwości współdecydowania o rodzajach, treści oraz sposobie prowadzenia zajęć dodatkowych”.

 

Z tych słów można wnioskować, że nie będzie o tym decydowała Szkolna Rada Rodziców, czyli pozostaje jedyna forma – głosowanie powszechne.

 

Czy, aby spełnić wolę męża byłej pani nauczycielki j. niemieckiego (z 17-oletnim stażem) w II Liceum Ogólnokształcącym im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie – aby była to decyzja WSZYSTKICH RODZICÓW, nowelizacja ustawy Prawo oświatowe będzie zawierała zapis o liberum veto? [WK]



26 czerwca Robert Raczyński na swoim blogu „Eduopticum” zamieścił obszerny tekst, zatytułowany „Kij wam w kanon”. Udostępniamy go naszym Czytelniczkom i Czytelnikom pod koniec pierwszego tygodnia wakacji, gdyż naszym zdaniem nie jest to tekst z kategorii „interwencyjnych”, choć zapewne taki cel stał u podłoża decyzji jego Autora, aby go napisać. Jak się Państwo po jego lekturze przekonacie – temat, który jest myślą przewodnia tego posta, jest ponadczasowy.

 

Prezentujemy obszerne fragmenty, zachęcając do lektury pełnej wersji tekstu – na stronie bloga:

 

 

 

Zwlekałem z publikacją tego tekstu. W świecie, w którym odniesienie się do porannej informacji wieczorem jest w zasadzie odgrzewaniem kotleta, nie przysparza to z pewnością czytelników. Wahałem się długo, bo to artykuł o charakterze „interwencyjnym” i, niestety, personalnym, a tego staram się unikać. W końcu, przeważyło poczucie, że poruszana kwestia jest wyjątkowo ważna, dotyczy bowiem tych „świętszych od papieża”, którzy w bitwie o ideały, dostarczają jedynie amunicji przeciwnikom. Dzięki ich wynurzeniom, możliwy jest niebezpieczny symetryzm – sytuacja, w której opinia publiczna obojętnieje na ignorancję i niesprawiedliwość, bo łatwo może dojść do wniosku, że każdy prawicowy oszołom ma swoje alter ego po lewej stronie światopoglądu; że skoro jeden idiota kwestionuje antropogenne zmiany klimatyczne i ewolucję, poddaje w wątpliwość sens szczepień, wycina rezerwat przyrody i poluje dla frajdy, „czyniąc sobie Ziemię poddaną”, homoseksualistów wysyła na „terapie konwersyjne” i traktuje kobiety jako dodatek do garnituru, a drugi będzie bronił praw człowieka, ale pod warunkiem, że nie jest on białym, wierzącym, zamożnym, żonatym mężczyzną, zamieszkałym w Europie lub Ameryce Północnej, to może cały ten zgiełk wokół ekologii i równouprawnień wszelakich nie jest wart uwagi. Niestety, casus opisany poniżej jest, moim zdaniem, przykładem ”politycznie poprawnego zidiocenia”, a na dodatek, nie pierwszy raz, firmowanym przez nauczyciela. Niepokojący to fakt, ale jednocześnie uświadamiający, że żadne środowisko nie jest impregnowane na „miękki” totalitaryzm. A przecież każdy twardy tak się zaczyna, jeśli tylko trafi na podatny grunt i sprzyjający moment historyczny…

 

Zaczyna się od dobrych chęci. A może raczej od ignorancji (żeby nie nazwać tego głupotą), która zwykle maluje świat w czerniach i bielach, w sposób prosty i uładzony, pasujący do każdego populizmu. Kończy, na cenzurowaniu i paleniu książek, jeśli nie ich autorów. […].

 

Polonistka (sic!) z Sochaczewa, w trosce o prawomyślność niewinnych dziatek, postanowiła „włożyć kij w mrowisko, tzn. pozwać za rasizm i postawić przed sądem w Sienkiewicza. Kto, jak kto, ale nauczyciel powinien sobie zdawać sprawę z kwestii oczywistych i niepodlegających dyskusji, a taką jest nieunikniona anachroniczność, która czeka w końcu każdą twórczość. Komu, jak komu, ale nauczycielowi nie wypada nie wiedzieć, że gdyby w kanonie literackim pozostawić jedynie autorów piszących w zgodzie ze współczesnym wyobrażeniem o prawach człowieka w ogóle, a o prawach mniejszości narodowych i seksualnych oraz równouprawnieniu płci w szczególe, to należałoby z niego wyłączyć lekko licząc 90% pisarzy i poetów. Czy, jeśli przyjąć, że co najmniej do lat siedemdziesiątych XX w. ludzie żyli w nieświadomości wiodących idei humanizmu, nadszedł czas lustracji literatury? A przecież, poza nią, są jeszcze inne dziedziny sztuki… Zadanie na długie lata, dla rzeszy lustratorów…

Czytaj dalej »



Foto: www.facebook.com

 

Dr Franciszek Rakowski

 

 

Wczoraj na internetowej stronie „Głosu Nauczycielskiego” zamieszczono fragmenty wywiadu, zatytułowanego „Otwieranie szkół od września? Dr Franciszek Rakowski z ICM UW: Musimy być czujni…”

 

 

Udostępniamy ten tekst naszym Czytelniczkom i Czytelnikom w całości:

 

Może jakaś grupa naukowców udowodni, że wirus tak łatwo nie przenosi się między dziećmi. Jeśli jednak okaże się, że transmisyjność wirusa jest zbliżona albo tylko nieznacznie niższa niż w starszych grupach wiekowych, takich jak chociażby górnicy, to będzie zapewne zbyt wysoka, żeby móc bezpiecznie otworzyć placówki oświatowe.

Z dr. Franciszkiem Rakowskim z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM) w Uniwersytecie Warszawskim, rozmawia Katarzyna Piotrowiak

 

Katarzyna Piotrowiak: – Od początku pandemii grupy matematyków z całego świata próbują przewidzieć, jak będzie przebiegała transmisja koronawirusa. Czy to się udaje? Epidemiolodzy, wirusolodzy powołują się na wasze prognozy…

 

Dr. Franciszek Rakowski: Modele epidemiologiczne, na których podstawie można przewidywać rozprzestrzeniania się COVID-19, głównie modelują społeczeństwo i zachowania społeczne, zakładając pewien przebieg choroby i własności wirusa. Naukowcy korzystają z informacji o przebiegu choroby, biorą pod uwagę jej zakaźliwość – jak przenosi się w poszczególnych warunkach atmosferycznych itp. Tych zmiennych może być naprawdę dużo. (…)

 

Czytaj dalej »



Foto:www.pixabay.com

 

 

Redakcja informuje, że od dziś do 16 sierpnia „Obserwatorium Edukacji” będzie redagowane w trybie wakacyjnym. Oznacza to, że zawieszamy zasadę zamieszczania kilku materiałów dziennie.

 

Będą się one ukazywały nieregularnie, w zasadzie po jednym dziennie, chyba, że danego dnia wydarzy się coś wartego odnotowania – już po zamieszczeniu poprzedniego, albo że w ogóle nie będzie nic godnego odnotowania.

 

Także niedzielne felietony w tym okresie nie będą zamieszczane co tydzień.

 

Włodzisław Kuzitowicz

         redaktor



Foto:www.edunews.pl

 

Jarosław Pytlak

 

 

W poniedziałek 27 czerwca Jarosław Pytlak zaprezentował na swoim blogu „Wokół Szkoły” kolejny tekst o prowokacyjno-intrygującym tytule Rozważania homofila”.

 

Bez zbędnych komentarzy proponujemy lekturę fragmentów tego – optymistycznego w swym wydźwięku – posta:

 

 

Ciekawi mnie, czy tytuł tego artykułu wywołał w głowie Czytelnika skojarzenia z pojęciami tak żywo obecnymi dzisiaj w debacie publicznej, jak pedofilia albo homofobia? Może nasunął pytanie, czy autor „Wokół szkoły” poczuł, aby potrzebę zabrania głosu w sprawie któregoś z tych zjawisk? Wszak mieszczą się one w materii, z którą ma do czynienia pedagog, i wobec której nie powinien pozostać obojętny. Otóż jednak nie. Nie potrafiłbym napisać niczego ponad to, co już padło we wielu pełnych oburzenia komentarzach po premierze filmu „Zabawa w chowanego”, oraz po ostatnich wypowiedziach patologicznie wzmożonych moralnie polityków na temat LGBT.

 

Będzie o czymś innym, a poza tym bardziej osobiście niż zazwyczaj.

 

Pojęcie homofilii (gr. hómoios – podobny, jednakowy, równy; łac. fileo – lubię, mam skłonność) jest w istocie przeciwstawne do homofobii, ale bardzo rzadko używane. Trudno znaleźć je w internecie; nie występuje w Słowniku Języka Polskiego PWN (www.sjp.pwn.pl) ani w Wikipedii. Na użytek tego artykułu synapsy w moim mózgu wywiodły je z częściowo odmiennego źródłosłowu – a mianowicie od łacińskiego wyrazu homo, czyli człowiek. Zyskało przez to inne znaczenie. Określając siebie mianem homofila stwierdzam po prostu, że lubię ludzi.

 

Lubię ludzi. Po prostu.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.mojaswidnica.pl

 

 

29 czerwca na portalu OKO.press zamieszczono artykuł Jakuba Szymczaka, zatytułowany Mową nienawiści polską młodzież zryto”, czyli przebudzenie młodych (rekord frekwencji i więcej). Jako że są tam informacje o zachoweaniach wyborczych ludzi w wieku 18 – 29 lat w ostatnich latach – postanowiliśmy udostępnić fragmenty tego tekstu naszym czytelnikom, jeszcze niedawno – w znaczącym stopniu – będących nauczycielkami lub nauczycielami tychże wyborców.

 

Oto te „wypisy” (pogrubienia i podkreślenia fragmentów – redakcja OE) oraz link do pełnej wersji artykułu:

 

 

Maj 2019 – do wyborów europejskich idzie 27 proc. osób poniżej trzydziestki. Czerwiec 2020 – głosuje 65 proc. najmłodszych obywateli. Co ich ruszyło? Strajki klimatyczne? Zmęczenie duopolem Phttps://mojaswidnica.pl/wybory-prezydenckie-rozpoczete/O-PiS? Co obudziło bunt? Szukamy odpowiedzi także w popularnym rapie:

 

 

Ej, to mój protest song, mam już tego dość, co podpisał polski président
Oddał dwa miliardy dla tej propagandy, co nazywa ziom telewizją
Zastanawiam się, co obywatele widzą
Chociaż nie powinno to obchodzić mnie, no bo jestem celebrytą
Ale boli mnie, że ziomal żeby przeżyć to musiał zostać bandytą
Ale boli mnie, że mową nienawiści całą polską młodzież zryto”

 

Tak rapuje Żabson, a właściwie Mateusz Zawistowski (rocznik 1994) w teledysku do „Młodego Bossa”. I ten cytat może nam pomóc zrozumieć poniższy wykres bardziej niż niejedna analiza. […]

 

Wszystkich komentatorów zaskoczyła frekwencja wśród młodych w niedzielnych wyborach prezydenckich. Według late poll Ipsos osiągnęła aż 64,5 proc. Więcej niż wśród wszystkich uprawnionych do głosowania!

 

Dotychczas dominował obraz młodych może i politycznie radykalnych, ale niezainteresowanych wyborami. W wyborach samorządowych 2018 i europejskich 2019 frekwencja wśród młodych była o około 20 punktów procentowych niższa od ogólnej. W wyborach parlamentarnych różnica spadła do 15 punktów. A wczoraj zniknęła. […]

 

Czytaj dalej »



Foto: www.docplayer.pl

 

Dr Małgorzata (Margaret) P. Bonikowska

 

 

Wczoraj na portalu „Juniorowo” zamieszczono artykuł dr Małgorzaty (Margaret) P. Bonikowskiej redaktorki naczelnej Our Kids Polska, którego tytuł „Edukacja alternatywna w Polsce” sygnalizuje tekst informacyjno-przegladowy, poświęcony temu zróżnicowanemu nurtowi myśli i praktyki edukacyjnej.

 

Poniżej zamieszczamy jedynie fragmenty tej obszernej publikacji, odsyłając zainteresowanych do jego pełnej wersji:

 

 

W Polsce i w wielu innych krajach powstaje coraz więcej nowatorskich placówek edukacyjnych, odmiennych od tych powszechnie znanych. Tworzą je pasjonaci, których koncepcje i pomysły na edukację różnią się od idei leżących u podstaw tradycyjnej szkoły. Najczęściej mieli oni do czynienia z klasyczną “szkołą systemową” i te doświadczenia wywołały w nich frustrację i potrzebę stworzenia czegoś innego, nowego. […]

 

Co budzi krytykę w szkolnictwie systemowym

 

Oczywiście, nie każda szkoła systemowa jest taka sama i nie w każdej znajdziemy te właśnie krytykowane cechy wymienione poniżej:

– Nadmierne nastawienie na egzaminy, testy, rankingi.

– Brak indywidualizacji nauczania i traktowanie wszystkich uczniów jakby byli tacy sami.

– Model trzech “z” – zakuć, zdać i zapomnieć.

– Główny nacisk na rozwój intelektualny ucznia, z pominięciem sfery emocjonalno-społecznej.

– Tradycyjny model nauki, w którym nauczyciel przekazuje informacje (wykładowca), a uczniowie mają przyswoić wiedzę. 

– Stres, presja, narzucone metody i treści.

– Zewnętrzna motywacja do nauki – dziecko uczy się dla ocen, rodziców, nauczyciela albo by uniknąć kary (złej oceny, uwagi, niezadowolenia dorosłych).

– Nauczanie przedmiotowe, oderwane od myślenia problemowego i nie ukazujące połączeń między przedmiotami i perspektywy interdyscyplinarnej.

– Sztywny plan zajęć.

– Jednolity program i metody, niezależnie od predyspozycji, uzdolnień, zainteresowań uczniów. […]

 

 

Próby zmiany systemu nauczania – placówki alternatywne

 

Czytaj dalej »



22 czerwca informowaliśmy o rozpoczynającym się okresie egzaminów zawodowych. Od dziś trwają ich praktyczne elementy.  Dzisiaj, dzięki uprzejmości Pani Dyrektor Zespołu Szkół Gastronomicznych w Łodzi – Zofii Wrześniewskiej, pozyskaliśmy kilka zdjęć, ilustrujących sytuację w tej szkole „tuż przed…”

 

Zdjęcia obrazują „stan gotowości” do egzaminu potwierdzającego kwalifikacje w zawodzie, w kwalifikacji TG. 07 – „sporządzanie potraw i napojów”. Jest to jedna z kwalifikacji w zawodzie Technik żywienia i usług gastronomicznych”. Do tego egzaminu przystąpi w tej szkole 140 osób – absolwentów sześciu klas.

 

 

Pierwsza grupa gotowa do egzaminu:

 

 

 

Organizatorzy egzaminu przestrzegają zasad wymuszonych pandemią:

 

 

Czytaj dalej »



Foto: www.cialopedagogiczne.pl

 

 

W dniu wyborów Jarosław Pytlak nie pauzował i zamieścił na swoim blogu kolejny tekst, zatytułowany – jak zwykle intrygująco – „Nie strzelać do (biało-)czerwonych pasków!”. Oto jego pierwsza część i link co pełnej wersji:

 

Na internetowej strzelnicy, w dziale „Szkoła”, stoi kilka łatwych i bardzo popularnych celów. Wśród nich, na przykład: oceny szkolne, czerwony pasek, nieodkryte pasje, prace domowe, nieżyciowy program, dyktatura testów. Ostrzał trwa praktycznie bez przerwy, może tylko w zależności od fazy roku szkolnego na niektórych odcinkach słychać istną kanonadę, na innych zaś tylko pojedyncze wystrzały. I tak oto pod koniec roku szkolnego ucichło (chwilowo) wokół prac domowych, za to szczególnie popularnymi celami są oceny oraz tzw. czerwone paski na świadectwie (w istocie biało-czerwone, więc bardzo patriotyczne, co wcale jednak nie łagodzi krytyki).

 

Krytyka ocen jest łatwa, bo wokół nich koncentruje się cała dydaktyka i niemal całe życie społeczne szkoły, prowadząc nieledwie do segregacji rasowej intelektualnej, na tych, którzy ku satysfakcji nauczycieli zdobywają wysokie noty, oraz całą resztę. Ja zresztą zgadzam się z krytykami i gdybym tylko wiedział, jak wykorzenić z nauczycielskiej i rodzicielskiej świadomości przekonanie, że oceny być muszą, uczyniłbym to bez namysłu. Na razie jednak mam z tyłu głowy fiasko, jakie poniosła próba prawnego zakazania w najmłodszych klasach podstawówki wystawiania ocen innych niż opisowe, co wyzwoliło ogromną kreatywność nauczycieli w wymyślaniu buziek, słoneczek, kwiatów o różnej liczbie płatków, napędzaną potężnym zapotrzebowaniem ze strony rodziców. Obserwuję również, jak wiele inwencji wkłada się cały czas w doskonalenie elektronicznych systemów przeliczania wyników, nadawania wag, wyliczania średnich itd., i rozumiem, że nagła rezygnacja z tego mogłaby zaburzyć równowagę wszechświata w świadomości większości aktorów życia szkolnego. Dlatego sam od ćwierć wieku unikam rewolucji, starając się jedynie z jakim takim sukcesem uczynić z oceniania narzędzie, a nie cel w edukacji. Co wychodzi całkiem nieźle na poziomie klas 4-6, a marnie powyżej, gdzie byt, czyli perspektywa egzaminu, określa świadomość, czyli oczekiwanie zrozumiałego dla rodziców i prowadzonego na bieżąco pomiaru.

 

Gorzej z krytyką czerwonego paska, któremu można zarzucić jedynie to, że opiera się na skądinąd potępianym ocenianiu, oraz że premiuje tych uczniów, którzy uczą się z powodzeniem wszystkiego, zamiast wybiórczo rozwijać swoje potencjalne pasje. To jednak zupełnie wystarczy, by poddać istnienie świadectw z wyróżnieniem pryncypialnej krytyce, szczególnie, że każdy strzelec ma swoje doświadczenia, które służą jako dodatkowe źródło amunicji. Co pokażę na przykładzie postu zaczerpniętego z fejsbuka.

 

Miałam zawsze czerwone paski. Byłam zwolniona z ustnej matury za oceny z pisemnej. Magisterka bdb… Po skończeniu podstawówki płakałam, że to świadectwo nic nie znaczy, że wolałabym zostać w tej szkole, z tymi ludźmi… W liceum miałam lepszy kontakt z nauczycielami niż z 90% klasy… Teraz mam zbyt dużo lat i ciągle nie wiem, co mam zrobić ze swoim życiem zawodowym… Bo jakaś tam bystrość daje mi możliwość bycia dobrą w tym, co robię i łatwość uczenia się nowych rzeczy, ale one nie dają mi spełnienia… W szkole nikt mi nie pomógł odkryć jakiejś pasji… Nikt mną nie pokierował w dobrą stronę, kiedy był na to czObserwuję również, jak wiele inwencji wkłada się cały czas w doskonalenie elektronicznych systemów przeliczania wyników, nadawania wag, wyliczania średnich itd., i rozumiem, że nagła rezygnacja z tego mogłaby zaburzyć równowagę wszechświata w świadomości większości aktorów życia szkolnego. Dlatego sam od ćwierć wieku unikam rewolucji, starając się jedynie z jakim takim sukcesem uczynić z oceniania narzędzie, a nie cel w edukacji. Co wychodzi całkiem nieźle na poziomie klas 4-6, a marnie powyżej, gdzie byt, czyli perspektywa egzaminu, określa świadomość, czyli oczekiwanie zrozumiałego dla rodziców i prowadzonego na bieżąco pomiaru. as… Dobra we wszystkim, więc po co się nią zajmować… Nie tego oczekiwałam od szkoły… Powiecie: roszczeniowa? Raczej marzycielka, że szkoła będzie „produkować” szczęśliwe, świadome siebie istoty, a nie istoty „wycenione średnią”…

 

Mamy w tej wypowiedzi obraz niespełnionego życia, mimo czerwonych pasków na świadectwach i wszelkich innych możliwych sukcesów edukacyjnych. Przedstawiony w pakiecie z reklamacją pod adresem szkoły, że nie pomogła odkryć pasji i nie wyprodukowała w osobie autorki szczęśliwej, świadomej istoty.

 

To teraz ja:

 

Miałem zawsze czerwone paski. Z matury same piątki (szóstek jeszcze nie było). Świetne świadectwo ukończenia podstawówki otworzyło mi drogę do wybranego liceum (był wtedy konkurs świadectw), zaś maturalne pozwoliło dostać się bez egzaminu na wybrany kierunek studiów… […]

 

Cały post Nie strzelać do (biało-)czerwonych pasków!”   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl

 



Cisza…. Cisza wyborcza. Ustawowy zakaz prowadzenia, pod groźbą kary grzywny (od 20 do 5 tyś zł..) jakikolwiek agitacji politycznej. Siedzę i rozmyślam: czy jest coś takiego, co wydarzyło się ostatnio w obszarze edukacji, co mnie poruszyło na tyle, że chciałbym to skomentować, a co żaden ortodoks z kręgów zbliżonych do zarządzających organami ścigania nie mógłby zakwalifikować jako agitację, lub antyagitację wyborczą.

 

I strach mnie paraliżujący obleciał, bo co bym o zakończeniu roku szkolnego, albo o planach WŁADZY dla szkół na przyszły rok, lub o egzaminach – tych jeszcze trwających albo już zakończonych – nie napisał, to niewykluczone, że jakiś gorliwy „strażnik praworządności” mógłby doszukać się w tym krypto-agitacji lub jawnego zniechęcania do oddania głosu „za” tym czy innym kandydatem, ubiegającym się o prawo zamieszkania przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

 

Ale przecież nie odstąpię od mojej „świeckiej tradycji” coniedzielnych felietonów tylko dlatego, że tak się narobiło, iż nawet mówienie o pogodzie może mieć „polityczny” podtekst.

 

Cóź mi zatem zostało?

 

Imieniny! Moje imieniny, które zgodnie z kalendarzem obchodziłem wczoraj. Powie ktoś – co w tym takiego, co mogłoby zaciekawić czytelników tych felietonów? Otóż – poczytajcie, a przekonacie się, że jest to historia, która ma także wątek historii prawa oświatowego.

 

 

Jak widzicie – na tej kartce z kalendarza zaznaczyłem dwa imiona: Władysław i Włodzisław. Dlaczego?

 

Czytaj dalej »