Foto:www.newsweek.pl

 

Karolina i Tomasz Elbanowscy byli pierwszymi gośćmi nowopowołanej Minister Edukacji Narodowej Anny Zalewskiej, która robi za ciocię najmłodszego z ośmiorga ich dzieci.

 

 

Dzięki artykułowi Moniki Sewastianowicz Zdalne lekcje przez konieczność kontrolowania nauczycieli?”, zamieszczonemu dziś (10 marca 2021r.) na portalu Prawo.pl dowiedzieliśmy się, że zapomniane przez nas „Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców”, czyli Tomasz i Karolina Elbanowscy nie zniknęli ze świata okołoedukacyjnego. Oto lead tego artykułu

 

Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców apeluje o zmianę zasad zdalnej edukacji, w tym przede wszystkim o ograniczenie liczby godzin, które dzieci spędzają przed komputerem. Tomasz i Karolina Elbanowscy stawiają tezę, że taka organizacja pracy służy przede wszystkim kontrolowaniu pracy nauczycieli.

 

Cały artykuł „Zdalne lekcje przez konieczność kontrolowania nauczycieli?”   – TUTAJ

 

 

x           x           x

 

 

My proponujemy wizytę na stronie „Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców” i zapoznanie się z oryginalnym tekstem listu do Ministra Edukacji (?!). U nas – dwa fragmenty listu + link do źródła z pełnym tekstem:

 

 

 

Nasz list do Ministra Edukacji ws zdalnego nauczania

 

Czytaj dalej »




Foto: www. dziecisawazne.pl

 

 

Na portalu <NATULI – dzieci są ważne> odkryliśmy tekst o frapującym tytule ”Dlaczego tak trudno zmienić polską szkołę?”. Jako że nie odnaleźliśmy nigdzie informacji kto jest jego autorem, przyjęliśmy, że jest to tekst Redakcji NATULI. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

[…]

 

W szkole trudno o zmiany, ponieważ:

 

1. Istnieje naturalny opór przed zmianą

Jedną z barier na drodze do dostosowania warunków edukacji, ale też porozumienia międzypokoleniowego, jest opór dorosłych przed tym, co nowe, nieznane i na wszelki wypadek wypierane. Towarzyszą temu stwierdzenia typu: „Za moich czasów tak nie było”, w znaczeniu było lepiej albo: „Czym ty się zajmujesz? Zrób coś pożytecznego”. Uczeń w szkole ma za zadanie ciągle poznawać coś nowego. Ileż razy my, nauczyciele, dziwimy się, że ktoś czegoś nie rozumie, że czegoś nie chce się uczyć. Żeby „zachęcić” do nauki, stosujemy kary i oczekujemy posłuszeństwa, co jest najkrótszą drogą do konfliktów, do podejmowania prób „wykiwania” nauczyciela lub rodzica. […]

 

2. Łatwiej przymknąć oczy na problemy lub je obejść

Przykładem opacznego sposobu naprawy warunków edukacji może być, wspierany przez wiele lat przez rodziców i nauczycieli, sposób pisania matur z matematyki dzięki ściągom z rozwiązaniami, które uczniowie otrzymywali w kanapkach. Warto zdać sobie sprawę, że taka postawa, zamiast uczyć odpowiedzialności, utwierdza młode pokolenie w przekonaniu, że aby osiągnąć zamierzony efekt, warto uciekać się do oszustwa. Fakt, iż uczniowie otrzymują od nauczycieli i rodziców nie tylko nieme przyzwolenie, ale także pomoc w oszustwie, pokazuje, że metody osiągania celu nie mają znaczenia, że liczy się tylko to, by go zdobyć. Nie trzeba tu szczególnej refleksji, aby stwierdzić, że takie nawyki niszczą wartości, uczą nieetycznych zachowań i źle rokują na przyszłość społeczeństwa.

 

Podczas II Konferencji Empatyczna Edukacja – Empatyczna Polska odbył się spektakl pt. Mury. Autorami scenariusza, tekstów piosenek i aktorami byli uczniowie i nauczyciel I LO w Zduńskiej Woli. Spektakl przedstawiał realia polskiej szkoły, a przede wszystkim realia polskiego ucznia, którego życie rodzinne i szkolne stawia w wielu kłopotliwych i trudnych sytuacjach, utrudniających efektywną naukę i dokonywanie wyborów dotyczących własnej przyszłości. […]

 

Czytaj dalej »



Foto:archiwum DŁ/screen z Facebooka

 

 

Rocznicowy tekst, autorstwa Macieja Kałacha opublikował dziś (9 marca 2921r.) „Dziennik Łódzki”. Prezentujemy kilka jego fragmentów:

 

 

Mija rok od zamknięcia szkół! Przez epidemię 11 marca nie poszli na lekcje uczniowie liceum UŁ

i z Wieruszowa, 12 marca już w całej Polsce

 

W tym tygodniu mija rok od zamknięcia szkół w związku z epidemią koronawirusa w Polsce. 11 marca 2020 r. lekcji nie było w Publicznym Liceum Ogólnokształcącym Uniwersytetu Łódzkiego oraz w szkołach gminy Wieruszów. Dzień później uczniowie nie przyszli na zajęcia już w całym kraju. Od tamtego czasu dla większości z nich – na ogółem dziesięć miesięcy nauki (licząc bez wakacji 2020) – zdalny nie był tylko wrzesień oraz większość października. Zobacz ilustrowane kalendarium roku od zamknięcia szkół… […]

 

12 marca 2020

Od tego dnia, decyzją rządu, lekcji nie było już w całej Polsce. 12 i 13 marca uczniowie szkół ponadpodstawowych nie przychodzili do szkół, w tych dniach podstawówki oferowały jeszcze zajęcia opiekuńcze. […]

 

25 marca 2020

Nauka zdalna stała się obowiązkowa. Wcześniej szkoły mogły ją oferować uczniom – od 25 marca musiały. […] ego dnia serwery wirtualnych narzędzi do nauczania nie wytrzymały wzmożonego ruchu. Nic dziwnego. Dotąd służyły przede wszystkim do podglądania przez rodziców ocen wystawionym ich pociechom w szkolnym „realu”, albo do odbierania informacji o terminach zebrań. Wieczorem Ministerstwo Edukacji Narodowej poinformowało, że jego szef, Dariusz Piontkowski spotkał się z operatorami e-dzienników, którzy zapewnili ministra iż problemy są przejściowe.[…]

 

8 czerwca 2020

8 czerwca był pierwszym dniem matury (przesuniętej z maja). W całym województwie łódzkim o świadectwo dojrzałości starało się około 15 tys. wychowanków liceów ogólnokształcących i techników z 2020 r. Nie wrócili już oni do nauki stacjonarnej w roku szkolnym 2019/2020, podobnie jak inne roczniki uczniów.

Także na czerwiec – z kwietnia – rząd przesunął egzamin ósmoklasisty przeprowadzany na koniec podstawówki.[…]

 

19 października 2020

Tego dnia uczniowie szkół ponadpodstawowych m.in. z największych miast regionu (Łódź, Piotrków, Skierniewice) przestali chodzić na zajęcia stacjonarne, ponieważ znalazły się one w tzw. czerwonej strefie (system regionalnych obostrzeń obowiązujący jesienią 2020 r.). […]

 

26 października 2020

Czerwona robi się cała Polska. W związku z tym, od 26 października, nauka na odległość obowiązuje już we wszystkich szkołach średnich w kraju oraz w podstawówkach – dla klas IV-VIII. Młodsze dołączą do zdalności 9 listopada.

 

18 stycznia 2021

Po przesuniętych na sam początek roku 2021 feriach zimowych do nauki stacjonarnej w podstawówkach wróciły klasy I-III.

 

Także od 18 stycznia młodzież ze szkół zawodowych może przychodzić do nich na zajęcia praktycznej, zaś maturzyści z liceów i techników – na konsultacje z nauczycielami (w grupach do pięciu osób). Takie zasady utrzymują się obecnie. […]

 

 

Cały artykuł „Mija rok od zamknięcia szkół!...”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www. dienniklodzki.pl

 

 

 



 

 

W sobotę, 6 marca, na fejsbukowym profilu Wiesława Mariańskiego pojawił się taki oto tekst:

 

Jakąż głupotą było, żeśmy nie wpadli na to wcześniej”. [Thomas Henry Huxley] Uszczęśliwić bliźniego. Ludzie marzą o szczęściu, szukają szczęścia. Stąd potrzeba uszczęśliwiania – w skali jednostkowej i masowej. Uszczęśliwianie prowadzi do nieszczęść (wersja łagodna: uszczęśliwianiu towarzyszy nieszczęście).

 

-Odkrywanie nowych terytoriów – wojny, grabieże, cierpienia.

-Ewangelizacja dzikich ludów – cierpienie i zagłada.

-Nawracanie niewiernych – cierpienie, wojny i zbrodnie.

-Ulepszanie społeczeństw i państw w oparciu o ideologię szczęścia – cierpienie, wojny, ludobójstwo, eksterminacja.

-Zaspokojenie podstawowych potrzeb – niszczenie środowiska naturalnego, cierpienie.

-Budowanie dobrobytu – katastrofa śmieciowa, klimatyczna, cierpienie.

-Rozwój ekonomiczno-techniczny – eksploatacja ludzi, zwiększenie różnic społecznych prowadzących do napięć, cierpienie.

-Masowa edukacja dzieci w szkołach powszechnych.

 

Wydaje się, że to jest proces uniwersalny: uszczęśliwianie ludzi w skali masowej prowadzi do wielu cierpień i nieszczęść, czasem do zbrodni. Szczególnie wtedy, gdy jest oparte o jakąś misję lub ideologię wytworzoną przez elity.

 

Czy ta obserwacja dotyczy również oświaty powszechnej ? Czy oświata, szkolnictwo, edukacja, szkoły zostały stworzone i działają z myślą o uszczęśliwieniu dzieci i młodzieży ? Bo jeśli tak, to ….. ?

 

 

Pod tym tekstem Anna Szulc zamieściła swój komentarz:

 

 

Człowiek od początku, do samego końca swojego życia, funkcjonuje spełniając swoje potrzeby. Wśród potrzeb są takie, bez których żyć się nie da. Chociażby potrzeba pożywienia, wody, bezpieczeństwa, czy dachu nad głową. Są też takie, które wyróżniają jednych ludzi od drugich. Różnice wynikają z osobowości charakteru, predyspozycji, uwarunkowań kulturowych, rodzinnych, ale też uzależnione są od osobistego rozwoju.

 

Jeśli jest popyt na spełnienie potrzeb, jest też podaż. Tak jak w handlu. Możemy kupić towar markowy, pełnowartościowy, ale też pięknie opakowany bubel. Możemy ulec modzie, przyzwyczajeniom, temu, co „kupują” Inni, ale możemy być uważni, refleksyjnym i nie dawać wykorzystywać się przez hochsztaplerów, pozorantów i ludzi o niecnych zamiarach.

 

Do tego, by nie być wykorzystywanym, nie być ofiarą niecnych planów i działań, potrzeba światłych, asertywny ludzi, którzy nie są wytresowani do posłuszeństwa i do bezrefleksyjnego stosowania się do tego, co oferują inni. Potrzeba edukacji budowanej w oparciu o wartości wspierające człowieka, by w realizacji potrzeb umiał wybierać, a w kwestii oczekiwań, spełniał swoje, a nie tych, którzy umieją i wykorzystują prawa rynku myśląc o swoich korzyściach. O tym mówię, o tym edukuję, to jest sednem szkoły, która służy człowiekowi

 

Na co Wiesław Mariański odpowiedział:

 

Taki cytat: „trzeba odwrócić dotychczasowy trend, zerwać z własną przeszłością, wkroczyć na drogę trudną i niebezpieczną (wł.: na nowe obszary), rzucić wyzwanie losowi.”

 

A poniżej dopisał jeszcze:

 

Zawsze chciałem uszczęśliwić uczniów. Na przykład, żeby każdy „umiał” twierdzenie Pitagorasa. Stosowałem różne pomysły, które do dzisiaj uważam za ciekawe i pożyteczne. Sukcesy były, ale nigdy zupełne. Nigdy nie zdarzyło się, żeby każdy nauczył się twierdzenia Pitagorasa „jak należy”.

 

Chęć do masowego uszczęśliwienia dzieci i młodzieży prowadzi do nieszczęść. Moja chęć nie była tylko moim wymysłem, to był i jest mechanizm społeczny, wewnętrzna, częściowo ukryta intencja całego systemu oświaty. Poddałem się tej intencji, przyjąłem ją jako swoją. Tak jest skonstruowana szkoła oparta na paradygmacie uszczęśliwiania. Nie tylko szkoła.

 

 

Źródło: www.facebook.com

 



Foto: Jakub Orzechowski/Agencja Gazeta[www.oko.press]

 

Rząd pozostawia pracowników szkół niebędących nauczycielami bez możliwości zaszczepienia się przeciw COVID 19

 

 

Dziś (8 marca 2021r.) na stronie „Gazety Prawnej” zamieszczono artykuł Artura Radwana, zatytułowany „Szczepienny chaos w szkołach”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji. Podkreślenia i pogrubienia cytowanego tekstu – redakcja OE:

 

[…] Resort edukacji zapewniał, że możliwość zaszczepienia się w tzw. pierwszej grupie zyskają wszyscy pracownicy oświatowi – nie tylko nauczyciele, ale też zatrudnieni do obsługi i w administracji. W opublikowanym 22 lutego br. rozporządzeniu w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U. poz. 336) rozszerzono grono osób, które są uprawnione do przyjęcia szczepionki przeciw COVID-19 w pierwszej kolejności. Znaleźli się w nim nie tylko nauczyciele, wychowawcy i inni pracownicy pedagogiczni (m.in. pracujący z dziećmi w placówkach wsparcia dziennego, opiekuńczo-wychowawczych, interwencyjnym ośrodku preadopcyjnym, w placówkach opieki nad dziećmi w wieku do lat 3), lecz także inne osoby zatrudnione we wskazanych w tym przepisie jednostkach, czyli np. woźny, kucharka, sprzątaczka, sekretarka i pracownicy administracyjni. Takie rozwiązanie bardzo ucieszyło dyrektorów placówek oświatowych.

 

Ku zaskoczeniu wszystkich ta radość nie trwała jednak zbyt długo. 26 lutego zostało opublikowane kolejne rozporządzenie, które uchyliło fragment przepisu dotyczący uprawnień pracowników niepedagogicznych. […]

 

O szczepienia dla tych grup upomnieć się mają też samorządy.Na najbliższym spotkaniu będziemy przekonywać ministra Michała Dworczyka, aby jednak przywrócił wspomniany przepis i umożliwił niezwłoczne zaszczepienie się grupie ok. 100 tys. osób mówi Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich RP. I podkreśla, że często np. sprzątaczki, które przebywają na terenie szkoły po osiem godzin, są bardziej narażone na zakażenie niż nauczyciele. Dodatkowo te osoby mają większy kontakt z uczniami.

 

Zdumienia i zaskoczenia nie kryją też związkowcy.Wydawało nam się, że wszyscy pracownicy oświaty po ostatnich zmianach zostaną objęcscy muszą być zaszczepieni – apeluje Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP. i szczepieniem. Jeśli chcemy bezpiecznego powrotu uczniów i pracowników do szkół, to wszyscy muszą być zaszczepieniapeluje Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP. […] Anna Ostrowska, rzeczniczka MEiN, zapewnia w rozmowie z DGP, że choć szczepienie personelu administracyjnego szkół zostało przesunięte, to nadal będzie odbywać się w grupie pierwszej. […]

 

Dyrektorzy szkół i przedszkoli nie wierzą w te deklaracje. Skoro szczepienia zostały tylko przesunięte, to dlaczego z rozporządzenia całkowicie wyleciał przepis, który upoważniał pracowników administracji i obsługi do przyjęcia szczepienia? – zastanawia się Jacek Rudnik. [wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 11 w Puławach (OE)] Nic już z tego nie rozumiemy, bo dla nas to wielki chaos i brak konsekwencji w działaniu – dodaje.

 

 

Cały artykuł „Szczepienny chaos w szkołach” TUTAJ

 

 

Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl

 



W nawiązaniu do zamieszczonego w dniu 22 lutego 2021 r. materiału „Refleksje dyrektora Pytlaka na tle poglądów o edukacji Jakubowskiego i Gawlika” – proponujemy dziś zapoznanie się z obszernym tekstem Wojtka Gawlika, który zamieścił on wczoraj (7 marca 2021r.) na fanpage EDU-klaster. Dla „posmakowania” czego on dotyczy – poniżej zamieszczamy kilka fragmentów. Pogrubienia w cytowanym tekście – redakcja OE:

 

 

               Kompendium badań naukowych i analiz.

 

Nawiązując do dyskusji z Panem Jakubowskim (Fundacja Evidence Institute), chciałbym rozwinąć swoje postrzeganie edukacji opierając się na badaniach naukowych, które wskazują promowaną na łamach fanpage’a Edu-klaster wizji szkoły.

 

Na wstępie niezmiernie dziękuję wszystkim osobom, które udzieliły mi wsparcia i dokonały recenzji tego tekstu. To dzięki Wam jest tak bardzo wartościowym materiałem. Wśród których  osoby z tytułami naukowymi w dziedzinie pedagogiki, co jeszcze bardziej mnie nobilituje.

 

Po pierwsze chciałbym napisać, że jestem wielkim zwolennikiem dialogu i tworzenia przestrzeni dla różnorodności. Dialog i wsłuchanie się w potrzeby każdej z grup uczestniczących w systemie edukacji prowadziłem m.in. w czasie serii ponad 150 spotkań live z ponad 200 ekspertami i zwykłymi ludźmi. Miałem też przyjemność uczestniczyć w projekcie NOoE (Narady Obywatelskie Edukacji), gdzie m.in. sam organizowałem 7 takich spotkań.

 

Swoją wiedzę poszerzam w sposób ciągły prowadząc zarówno badania literaturowe, jak również badania własne, z których wnioskami będę się dzielił niniejszym tekstem

 

Zacznę od tego, że uważam wiedzę, za niezwykle istotny element rozwoju każdego człowieka. Zajęcia, do których zapraszam młodzież polegają na zanurzaniu się w świecie nauki, podążaniu za ich ciekawością dotyczącą zjawisk otaczającego ich świata. Pracuję z uczniami z różnorodnych społeczności (również tych defaworyzowanych) oraz z różnymi wyzwaniami własnymi (m.in. dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi)

 

Moim celem nie jest skupienie się na wtłoczeniu uczniom do głowy konkretnej wiedzy. To dzieje się przy okazji. Moim celem jest rozbudzanie takich kompetencji jak: ciekawość, kreatywność, umiejętność pozyskiwania informacji, podważanie opinii autorytetów (m.in. moich), umiejętność krytycznego myślenia, rozwiązywania problemów. Ale również co bardzo istotne, tworzymy przestrzeń, w której uczniowie mogą poczuć własną sprawczość, to, czym jest demokracja, budują poczucie własnej odpowiedzialności za procesy kształcenia. […]

 

Żeby ustalić również pewien punkt odniesienia. W naszym kraju w „przytłaczającej większości szkół” panuje „system pruski”. Oczywiście na mapie naszego kraju jest wielu innowatorów, którzy tworzą wokół siebie małe zmiany (sztandarowym przykładem jest tu Ewa Radanowicz) ale system, który niemal w całości podporządkowany jest egzaminom zewnętrznym, również im ogranicza znacząco możliwości. Taka forma edukacji w sposób istotny wpływa na to, jak funkcjonują kolejno dorośli obywatele (w pracy, życiu osobistym, w czasie realizowanych projektów […]

 

[…] W ramach swojej publikacji pan Jakubowski podzielił się szeregiem publikacji, które dają wiele merytorycznych argumentów związanych z efektywnością pozyskiwania wiedzy. Oczywiście powtórzę. Wiedza jest środkiem nie celem samym w sobie. Nie przytoczył Pan jednak kluczowego dla całego procesu:

 

Nawet najlepsze strategie będą skuteczne tylko wtedy, gdy uczniowie będą zmotywowani do ich prawidłowego użycia.” […]

 

Czytaj dalej »



Jako zadeklarowany orędownik samorządności młodzieży – nie tylko w wersji samorządów uczniowskich – powinienem się ucieszyć z upowszechnionej przed paroma dniami informacji, że rząd przygotował projekt ustawy, ułatwiającej wyrażanie zgody na utworzenie młodzieżowych rad gmin, młodzieżowych rad powiatów i młodzieżowych sejmików województw. Już powinna powstać w mej wyobraźni wizja młodych ludzi, którzy opiniują projekty uchwał dotyczących młodzieży, uczestniczą w opracowaniu działań strategicznych swej gminy, powiatu lub województwa na rzecz młodzieży, a także monitorują (znaczy – patrzą „dorosłej” wladzy na ręce) realizację działań na rzecz młodzieży.

 

A ja, jak Statler i Waldorf – dwu zrzędzących w loży staruszków w niezapomnianym serialu „Muppet Show”, nic tylko ironizuję i krytykuję wszystko co ma swe źródło w kręgach władzy tzw. „Zjednoczonej Prawicy”. Bo czym, jak nie ironią jest ten tytuł, którym opatrzyłem wiadomość o tej inicjatywie legislacyjnej: Zaczęły się pisowskie połowy kolejnych roczników młodego pokolenia Polaków”?

 

Ale, jak dotąd, nie mogę przekonać się do pozapartyjnych, prospołecznych, obywatelskich motywów, jakie legły u genezy tego, i wielu innych projektów „.rządzącej większości parlamentarnej”. Oto pierwszy z brzegu przykład:

 

7 grudnia 2020 roku minister Przemysław Czarnek powołał Radę Dzieci i Młodzieży Rzeczypospolitej Polskiej przy Ministrze Edukacji i Nauki. Rada jest organem pomocniczym Ministra. Właśnie dziś od tej daty mija 3 miesiące…. Podjąłem trud znalezienia informacji o jej ukonstytuowaniu się, o jej spotkaniach (w formule telekonferencji), o działaniach, inicjatywach, uchwałach. Bo jak napisano w ulubionym żródle mądrości wszelakich ministra Czarnka – „po owocach poznacie ich”! Wydaje się, że to najwyższa pora coś o tym wiedzieć, uwzględniając fakt, że jej kadencja wygasa 30 września 2021 r. , a za 3 miesiące będą już wakacje.

 

A to najważniejsze informacje, odnotowane na fanpage RDiM RP (bo na stronach MEiN nie ma na ten temat nawet żadnej wzmianki)– w układzie chronologicznymTUTAJ

 

Po tej lekturze macie zapewne podobne pytania, jak ja: Dlaczego ta Rada ma w swej nazwie, że jest przy Ministrze Edukacji i Nauki? Do dziś odbyły się dwa posiedzenia – 18 grudnia i 5 marca. Tylko w pierwszym uczestniczył minister Przemysław Czarnek. W drugim MEiN reprezentowali dwaj panowie, nawet nie w randze wiceministra: Piotr Gajewski oraz Piotr Siewak

 

Natomiast z ludźmi z Kancelarii Prezydenta RP spotykano się trzykrotnie: 5, 15 i 29 stycznia. Może więc przenieść afiliację tego tworu do Pałacu Prezydenckiego?

 

Także analiza problemów, które w minionych tygodniach zajmowały czas i uwagę „członków i zastępców członków” RDiM każe wątpić w to, że to oni dyktują na jakie rzeczywiste problemy młodych zwrócić uwagę rządzącym.

 

Reasumując – zamiast formułowania własnych myśli – postanowiłem posłużyć się komentarzem jaki na fanpage RDiM zamieścił Łukasz Korzeniowski – przypuszczam, że z 6-u osób o tych personaliach, mających swe profile na Fb – to ten Łukasz Korzeniowski:

 

Znów kolejna kadencja, w której Rada będzie się bała zwrócić uwagę MEN, bo oni są nie od tego. Rada powinna być głosem młodzieży i wszystkie krytyczne uwagi wykładać na stół w MEN – i tylko krytyczne (a jest co wykładać). A nie zajmować się przymilaniem rządzącym.”

 

Włodzisław Kuzitowicz



Od zawodowego harcerza do magistra, który do doktoratu się przymierza…

 

Cz. 1: Od maja 1968r. do września 1971r.

 

Choć ten nowy rozdział mojego życia faktycznie zaczął się od niedzieli 28 kwietnia 1968 roku, która była moim pierwszym dniem po powrocie z pokładu OH „Bałtyk” do Łodzi, to jego, jeszcze ogólnikową, zapowiedź mogłem poznać już w grudniu poprzedniego roku. Opisałem to w eseju „Od kandydata na murarza do marynarza. Cz. II c – wątek służby w Marynarce Wojennej”. To wtedy, podczas ostatniego urlopu „z wojska”, gdy złożyłem wizytę „mojej” komendantce – dh. Rosel-Kicińskiej, usłyszałem od niej takie słowa: „Ale gdy tylko druh przyjedzie do Łodzi, to bardzo proszę, już następnego dnia, przyjść na Gdańską do Komendy Chorągwi”. Wtedy nawet nie pomyślałem, że to nie było tylko towarzyskie zaproszenie…

 

Tak jak miałem przykazane – już 29 kwietnia, w poniedziałek przed południem, zameldowałem się w sekretariacie KCh Ł ZHP. Po chwili siedziałem już w gabinecie komendantki, która… bez zbędnych „nawijek”, poinformowała mnie, że jest dla mnie przygotowany etat instruktora w dziale akcji letniej i zimowej Komendy Chorągwi – z dniem 2 maja, bo pierwszego jest święto.

Foto:www.wikimapia.org

 

W tej zabytkowej willi Zygmunta Richtera już wtedy mieściła się, przy ulicy – wówczas była to ulica Gdańska, dziś Stefanowskiego – Komenda Chorągwi Łódzkiej ZHP

 

 

I tak oto mogłem przekonać się, że dh. Anna Rosel-Kicińska nie jest osobą, która – skoncentrowana na własnej karierze – nie przywiązuje wagi do spraw „maluczkich”, lecz że jest rzadko spotykanym w tamtych czasach człowiekiem, który poczuwa się do odpowiedzialności – nawet w przypadku, gdy ktoś inny dawno zapomniałby o sprawie… Bo uważała, że to ona mnie zawiodła i dlatego musiałem 3 lata spędzić w wojsku, zamiast studiować pedagogikę… Dziś nie mam wątpliwości, że ten etat był „załatwiony” wyłącznie po to, abym mógł od razu po wojsku podjąć pracę…

 

Jak było zaplanowane, tak się stało. Nie będę tu opisywał szczegółów tego czym tam się zajmowałem – przywołam tylko trzy sytuacje, które – każda w innych kontekstach – miała swoje dalsze konsekwencje, a jedna – nawet historyczne konotacje.

 

Pierwszym moim zadaniem było organizacyjne przygotowanie wyjazdowych posiedzeń komisji d.s. zatwierdzania obozów – w pięciu łódzkich hufcach. Oczywiście nie ja byłem decydentem, ale do mnie należało „logistyczne” zapewnienie sprawnego przebiegu każdego takiego „wyjazdowego” posiedzenia. Wspominam o tym dlatego, gdyż stało się to dla mnie swoistym szkoleniem w zakresie prawnych przepisów, dotyczących prowadzenia obozu harcerskiego. Nigdy wcześniej nie byłem samodzielnym komendantem, odpowiedzialnym prawnie i finansowo za takie przedsięwzięcie. Dzięki tej serii, w ptraktyce, na zasadzie obserwacji uczestniczącej, poznałem wszystkie formalności – w tym prawne wymogi, związane z pełnieniem funkcji komendanta obozu. Wtedy nie mogłem wiedzieć, że już za rok będę samodzielnie prowadził taki obóz w Poddąbiu…

 

Podczas Akcji Letniej ’68, ale dopiero w połowie sierpnia, otrzymałem dwa zadania „wyjazdowe”. Pierwszym było konwojowanie transportu (półciężarówką) kilku namiotów na nadmorski obóz do Lubiatowa, gdzie na kilka nocy miała zamieszkać delegacja skautów ze Słowenii – wtedy jednej z republik Jugosławii. Utkwiły mi w pamieci obrazy modzieży w „niepionierskich” mundurach, uśmiechniętych, kontaktywnych – wszak język słoweński należy do rodziny języków słowiańskich.

 

Ale w drodze powrotnej, już nie pamiętam co było tego powodem, miałem na kilka dni wstąpić na zgrupowanie obozów Hufca Łódź-Śródmieście w Trzmielewie k.Białego Boru. Przypominam – był sierpień 1968 roku. Obozy te rozbite były na Pomorzu Zachodnim – w regionie Polski, w którym od końca II Wojny Światowej stacjonowały jednostki Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej, w tym – działała największa w tej części kraju baza lotnicza w Kluczewie k. Stargardu.

 

Dziś wiemy, że w nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 roku wojska państw Układu Warszawskiego dokonały inwazji na Czechosłowację. My, siedząc tego wieczoru przy ognisku o niczym nie wiedzieliśmy. Ale zwróciły naszą uwagę, nieomal bez przerwy przelatujące nad naszymi głowami, wielkie samoloty. Ktoś nawet zażartował: „Co to, bombowce lecą? Wojna?”

 

Na drugi dzień jeden z instruktorów który miał radyjko tranzystorowe, w zaufaniu, powiedział, że słuchał „Wolnej Europy”, że mówili tam o napaści sowietów i ich sprzymierzeńców na Czechosłowację. Wtedy zrozumieliśmy co nad nami lata. I gdzie leci…

 

Jednak nie miałem czasu przeżywać „bratniej pomocy Armii Zaprzyjaźnionych”, gdyż zostałem zaangażowany w rozwiązanie trudnego problemu wychowawczego „tu i teraz”. Do dziś pamiętam jedynie te fakty, które były związane bezpośrednio ze mną. Otóż na jednym z podobozów doszło do pobicia jednego z uczestników obozu przez kilku innych „kolegów”. O mojej roli w rozwiązaniu tego problemu opowiem w późniejszym czasie – po opracowaniu odnalezionych materiałów archiwalnych.

 

x             x             x

 

Po tej akcji letniej, w oparciu o postępowanie podjęte jeszcze przed wakacjami, rozkazem Komendanta Chorągwi z dnia 14 września 1968 roku przyznano mi stopień harcmistrza.

 

x             x            x

 

Trzecim wspomnieniem z okresu pracy w Komendzie Chorągwi jest mój udział w zimowisku dla harcerek i harcerzy ze starszoharcerskich drużyn artystycznych, jakie na przełomie 1968/1969 zorganizowano dla nich w Krakowie. Formalnie komendantką była niejaka Halina Kwiatkówna – szefowa łódzkich drużyn tej specjalności – „w cywilu” kierowniczka Miejskiego Ośrodka Metodycznego w Łódzkim Domu Kultury przy ul. Traugutta. Zapamiętajcie to nazwisko, gdyż postać ta odegra wkrótce swoja ważną rolę w kolejnym etapie mojej biografii. Zostałem tam oddelegowany jako nieformalny szef tego przedsięwzięcia, gdyż Kwiatkówna nie była instruktorką ZHP, i nie miała pojęcia o formalnościach prowadzenia zimowiska. Za to była genialna jako merytoryczna kierowniczka – to jej uczestnicy zawdzięczali przebogaty program. Wspomnę tylko, że „zaliczyliśmy” nie tylko Zamek na Wawelu, krakowskie muzea i najważniejsze zabytki (w tym Ołtarz Wita Stwosza), także oba teatry (im. Słowackiego i Stary), ale też takie krakowskie specjalności, jak teatr Cricot 2 z Tadeuszem Kantorem i kabaret „Jama Michalika”. Nie pamiętam już dokładnie gdzie mieszkaliśmy – to było jakieś schronisko młodzieżowe. Kołacze mi sie po głowie jakiś adres z terenu „Wola Justowska”. Za to Nowy 1969 Rok powitaliśmy w Bronowicach – podobno w karczmie, która była miejscem słynnego wesela Lucjana Rydla z dziewczyną z tychże Bronowic – opisanego przez Stanisława Wyspiańskiego. Dodam tylko, że na to zimowisko „wkręciłem” jako studenta PWSSP Jurka Cz. – tego samego o którym wspominałem przy okazji opowieści o moim terminowaniu u boku dr Majewskiej.

 

Jest jeszcze jeden powód, dla którego wspominam mój pobyt w Krakowie na zimowisku. Bo dzięki temu, w praktyce, przećwiczyłem wszystkie formalności prowadzenia – nie ważne, że zimowiska, ale w taki sam sposób prowadzona jest dokumentacja obozu harcerskiego. Wszystko w tym obszarze było tu moim obowiązkiem – Halina Kwiatkówna tylko podpisywała się w miejscach, które jej wskazałem. Od tamtego czasu książka finansowa, teczka rachunków i faktur, umowy – to wszystko nie miało już dla mnie tajemnic.

 

Za 7 miesięcy, jako komendantowi kursu dla drużynowych w Poddąbiu, będzie mi ta wiedza jak znalazł. Ale póki co wróciłem do Łodzi. Nie spodziewając się żadnych przełomów, pracowałem nadal na Gdańskiej, tyle, że już pod nowym kierownictwem…

 

x             x             x

 

Uważni czytelnicy kolejnych odcinków moich wspomnień zapewne czekają na informację co z moimi planami studiowania pedagogiki. Oczywiście – nie byłbym sobą, gdybym jeszcze w czerwcu nie złożył do rekrutacji UŁ stosownych dokumentów, jako kandydat na wieczorowe studia pedagogiki. Aby wzmocnić moje szanse – dołączyłem wycinki z tygodnika „Bandera” z moimi artykułami – większość z nich (nie licząc tego debiutanckiego reportażu „Rejs jeden z wielu”) było dowodem moich wychowawczych pasji, ujawnianych w tej publicystycznej aktywności. Był tam także ilustrowany zdjęciem wycinek z dziennika „Żołnierza Wolności”, gdzie reporter informował o marynarzu-bibliotekarzu, który nie tylko przynosi z biblioteki Portu Wojennego Oksywie na okręt książki, ale jeszcze zachęca do ich wypożyczania, czytając kolego co ciekawsze ich „kawałki” – podczas obierania ziemniaków.

 

Jakież było moje rozczarowanie, gdy zamiast listu z informacją o terminie i miejscu egzaminu wstępnego otrzymałem pismo, informujące że zwracają mi przesłane dokumenty, gdyż są to studia dla pracujących i obowiązuje wymóg minimum dwu lat stażu pracy. Nie było w tej kopercie żadnego z załączonych przeze mnie wycinków prasowych. W ten sposób bezpowrotnie utraciłem moje pamiątki..

.

 

 

Mój indeks Państwowego Zaocznego Studium Oświaty i Kultury Dorosłych

 

Mogę się i dziś pochwalić, że w tej trudnej sytuacji zachowałem się bardzo racjonalnie. Nie rozpaczałem, nie demonstrowałem fiksacyjnych zachowań typu „bicie głową w mur biurokracji”. Nie pamiętam kto mi to poradził (może była to Halina Kwiatkówna?), ale od 1 października 1968 roku byłem już słuchaczem dwuletniego Państwowego Zaocznego Studium Oświaty i Kultury Dorosłych, które miało swoją siedzibę w Łódzkim Domu Kultury. W ten sposób ów dwuletni czas karencji przed możliwością podjęcia prawdziwych studiów wyższych mogłem wykorzystać do stopniowego wchodzenia w rytm zdobywania wiedzy. Tym bardziej, że w programie tego Studium były takie przedmioty, jak: pedagogika, psychologia, socjologia, oświata dorosłych, a wykładowcami byli pracownicy naukowi Uniwersytetu Łódzkiego.

 

x           x           x

 

Zanim przejdę do kolejnego etapu mojej pracy w ZHP muszę jeszcze wrócić do wątku partyjnego. Pamiętacie, jak opowiadałem o okolicznościach mojego akcesu do PZPR. Jak wiecie – wydarzyło się to jesienią 1967 roku – dzięki tej decyzji mogłem „załatwić” syna wiceministra i przywrócić kolegom prawo do wychodzenia na ląd. Rzecz w tym, że zostałem wówczas jedynie „kandydatem na członka partii”, pełne prawa członkowskie otrzymywało się po roku tego kandydowania i pozytywnej uchwale członków POP o przyjęciu „w szeregi”. Tyle tylko, że ja w kwietniu pożegnałem nie tylko ową POP, ale w ogóle – OH „Bałtyk” i Gdynię.

 

Po powrocie do Łodzi, po rozpoczęciu pracy w Komendzie Chorągwi, nikomu nie przyznałem się do tamtego kandydowania. Zakładałem, że „co było to nie jest”, że wszystko pójdzie w zapomnienie i mi się upiecze…

 

I tu nie doceniłem procedur, obowiązujących w strukturach PZPR. Po wielu miesiącach, już dokładnie nie pamiętam kiedy, ale chyba już jesienią 1968 roku, zaczepił mnie w przejściu kolega – także etatowy instruktor Komendy Chorągwi – kierownik jednego z wydziałów i poprosił, abym przyszedł na chwilę rozmowy „w ważnej sprawie”. Pełnił on na Gdańskiej funkcję sekretarza POP. Tą ważną sprawą była informacja, że właśnie wezwali go do Komitetu i przekazali mu moje dokumenty, które otrzymali z odpowiednich organów partyjnych Marynarki Wojennej. I jak on ma rozumieć fakt, iż do tej pory nie zgłosiłem u niego faktu rozpoczęcia w POP na okręcie stażu kandydackiego.

 

Całe szczęście, że tym I sekretarzem był mój dobry znajomy, jeszcze z Hufca Polesie, ten sam, który udzielał mi owych zbawiennych rad jak dobrze przeżyć wojsko. Próbowałem mu wyjaśnić, że ja tak naprawdę to nie chciałem zapisać się do PZPR, tylko rozegrać sprawę z synem wiceministra i żeby to jakoś „zagubił”.. Niestety – dowiedziałem się, że jest to niemożliwe, a w ogóle, to żebym się nie wygłupiał – jedyne co może dla mnie zrobić, to wyciszyć sprawę owej zwłoki w zgłoszeniu przynależności.

 

I tak się stało… Od tamtego czasu, aż do jesieni 1980 roku, byłem szeregowym członkiem tej „przewodniej siły narodu”, płaciłem składki i uczestniczyłem w zebraniach. No, nie będę udawał, że później nie zdawałem sobie sprawy z tego, że bez tej legitymacji w kieszeni o wiele mniej prawdopodobne byłyby moje „awanse” – o których opowiem za niedługo…

 

x           x           x

 

Aby opowiedzieć co „zadziało się” w moim zyciu w roku 1969 i później, muszę na chwilę wrócić jeszcze do roku poprzedniego. A wydarzyła się w tedy niezwykle dla mnie ważna zmiana: dotychczasowa komendantka – dh. Anna Rosel-Kicińska z dniem 7 czerwca 1968 roku przestała pełnić swoje obowiązki, gdyż… (nie, nie, nikt jej nie odwołał), gdyż przyjęła propozycję i została dyrektorką Działu Programów dla Dzieci i Młodzieży Polskiego Radia. Po latach nie mam wątpliwości dlaczego tak bardzo mnie mobilizowała, abym niezwłocznie po powrocie z wojska zgłosił się do niej, na Gdańską. Zapewne już wtedy wiedziała, że jej dni w Łodzi są policzone, i jeśli przyjdę za późno, to już tego etatu dla mnie nie będzie.

 

Funkcję komendanta chorągwi objął po niej Józef Niewiadomski, który przez kilka lat (od 1957 do 1963 roku) był zastępcą komendanta – w czasach gdy komendantami byli: druhna hm Władysława Matuszewska (1957 – 1961) – i dh hm Zbigniew Kuba-Matuszewski (1961–1962). Nie wchodząc w szczegóły – został on powołany na tę funkcję w czasach popaździernikowej odwilży i pierwszych lat po reaktywowaniu ZHP, gdy na kierownicze funkcje w harcerstwie wracali przedwojenni instruktorzy. Już wtedy po cichu mówiło się, że Niewiadomski jest tam po to, aby Partia miała kontrolę nad tym, co się w tej organizacji dzieje. Rosel-Kicińska takiej „kontroli” nie potrzebowała. Ale teraz uznano, że w sytuacji jej nagłego odejścia nie ma co szukać kogoś innego – „towarzysz Józef będzie najlepszy”. Bo Niewiadomski był już wtedy kimś, kogo nazywało się „aparatczykiem” – mimo młodego wieku (35 lat) mial już za sobą staż na partyjnych stanowiskach, a w 1966 ukończył Wyższą Szkołę Nauk Społecznych przy KC PZPR w Warszawie.

 

Dziś, z perspektywy minionych lat, mogę powiedzieć, że Józef Niewiadomski nie funkcjonował w roli komendanta jak bezduszny funkcjonariusz – w mojej ocenie zachowywał, na miarę tamtych czasów, przyzwoity balans między oczekiwaniami tych, którzy go tam postawili, a tym czego oczekiwali od niego instruktorzy harcerscy – ci starsi, ale także i ci młodsi, działający w hufcach, szczepach i drużynach. Tak przynajmniej go zapamiętałem i przez wszystkie lata, gdy spotykaliśmy się przy różnych okazjach, aż do jego śmierci, witałem się a nim serdecznie, bez bagażu przykrych zaszłości.

 

x           x           x

 

Bo też – tak to dzisiaj widzę – najprawdopodobniej jego pomysłem był mój powrót do macierzystego hufca Polesie. A – dla lepszego wyjaśnienia – cofając się kilka lat, było tak:

 

Czytaj dalej »



Foto:Chuck Underwood/Pixabay[www.dsi.net.pl]

 

Leszek Rudziński – dziennikarz Agencji Informacyjnej Polska Press i polskatimes.pl jest autorem artykułu pt, „Jaka przyszłość czeka zdalne nauczanie? Nawet po pandemii ta forma nauki będzie się rozwijać”, zamieszczonego na stronie „Dziennika Łódzkiego”. Polecając lekturę jego pełnej wersji – dla zachęty zamieszczamy kilka, wybranych, fragmentów:

 

[….] Według World Economic Forum w niektórych momentach pandemii aż 1,2 mld dzieci uczyło się zdalnie. Wymusiło to szereg rozwiązań na firmach związanych z branżą EdTech.

 

Platformy postawiły na wzrost jakości użytkowania, wzmocnienie stabilności łącza, przystępność obsługi i intuicyjny interfejs. Edukacja zdalna to nie tylko aplikacje do nauki języka obcego, korepetycje przez komunikatory czy lekcje w trybie wideokonferencji z wykorzystaniem wirtualnych tablic. Stale rośnie również oferta warsztatów i szkoleń, dostępne są serie wykładów i specjalistyczne kursy, w których można uczyć się od ekspertów z każdej dziedziny – od gotowania, przez historię sztuki, po programowanie.

 

Po pandemii edukacja online prawdopodobnie zostanie z nami jako składowa nauczania hybrydowego i jako stałe rozwiązanie dla uczniów na tzw. edukacji domowej oraz tych zmagających się z przewlekłą chorobą czy z różnymi niepełnosprawnościami. […]

 

 

Personalizacja procesu nauczania

 

Analiza danych, które spływają podczas korzystania z danej platformy edukacyjnej, pozwala na dostosowywanie procesu nauczania do konkretnego ucznia. Dzięki uczeniu maszynowemu (ML – machine learning) powstają tak spersonalizowane modele lekcji, aby przyniosły potencjalnie najlepsze efekty dla danego użytkownika. Algorytmy wykorzystuje się przy śledzeniu wyników uczniów i sprawdzeniu, gdzie potrzebują najwięcej pomocy i powtórek materiału.

 

W nadchodzących miesiącach możemy spodziewać się dalszego rozwoju i udoskonalania technologii mających na celu hiperpersonalizację ścieżki nauczania do potrzeb danego użytkownika. […]

 

Większość aplikacji i platform, służących do nauczania online, pracuje i zbiera dane w tzw. chmurze. Przyniosło to wiele pytań i wątpliwości w zakresie prywatności uczniów i nauczycieli. Zgodnie z Rozporządzeniem o Ochronie Danych Osobowych (RODO) użytkownicy muszą wiedzieć, w jaki sposób i kiedy ich dane były gromadzone, przechowywane, rejestrowane, przekazywane i usuwane. […]

 

 

Cały artykuł „Jaka przyszłość czeka zdalne nauczanie? Nawet po pandemii ta forma nauki będzie się rozwijać” 

                                                                                                                                                          – TUTAJ

 

 

Źródło: www.dzienniklodzki.pl

 



Dziś na stronie MEiN zamieszczono komunikat, zatytułowany: „Aktywny powrót uczniów do szkoły po pandemii – inauguracja programu MEiN i AWF”. Oto jego fragmenty, zawierające informacje, ktorymi minister chwalił się dziś na konferencji prasowej:

 

Foto:www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka

 

Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek i Rektor AWF w Warszawie Bartosz Molik podczas dzisiejszej konferencji prasowej, poświeconej ogłoszeniu projektu „Program wspomagający uczniów po pandemii”.

 

 

[…] Wspólne z Akademią Wychowania Fizycznego w Warszawie opracowaliśmy projekt pt. „Program wspomagający uczniów po pandemii”. Podzieliliśmy go na dwa etapy: I – Aktywny powrót do szkoły, II – Sport Klub.

 

Nasi specjaliści z warszawskiej Akademii, we współpracy z Akademiami z innych miast zajmą się szkoleniem nauczycieli wychowania fizycznego ze szkół podstawowych, średnich i nauczycielami edukacji wczesnoszkolnej. Łącznie w całym kraju przeprowadzą 420 sesji szkoleniowych dla nauczycieli, zarówno w trybie online, jak i stacjonarnie.

 

 

Na czym to będzie polegać?

 

Akademia Wychowania Fizycznego w Warszawie w partnerstwie z innymi uczelniami: Akademią Wychowania Fizycznego w Krakowie, Akademią Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, Akademią Wychowania Fizycznego w Katowicach, Akademią Wychowania Fizycznego w Poznaniu i Akademią Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku zorganizuje szkolenia dla nauczycieli.

 

Każda z uczelni będzie miała przypisany podział terytorialny, tzn. przypisane regiony Polski, z których nauczyciele będą mogli zgłaszać się na szkolenie:

 

-AWF Warszawa obejmie województwa – mazowieckie oraz warmińsko-mazurskie;

-filia AWF w Białej Podlaskiej – lubelskie oraz podlaskie;

-AWFiS w Gdańsku – zachodniopomorskie, pomorskie i kujawsko-pomorskie;

-AWF Katowice – śląskie i łódzkie;

-AWF Wrocław – dolnośląskie i opolskie;

-AWF Kraków – podkarpackie, świętokrzyskie i małopolskie;

-AWF Poznań – wielkopolskie oraz lubuskie. […]

 

II etap projektu – Sport Klub, czyli dodatkowe zajęcia sportowe dla uczniów

 

Nauczyciele, którzy ukończą I etap projektu zdobędą certyfikat i będą mogli wraz ze swoją szkołą, która zechce aplikować do programu ubiegać się o pieniądze na dodatkowe zajęcia sportowe. Szkoły, które zechcą aplikować do programu otrzymają środki na organizację zajęć sportowych dla uczniów, w 20 osobowych grupach. Pozwoli to na przeprowadzenie około 300 tys. godzin zajęć. Na ten cel w 2021 r. przeznaczamy blisko 42 mln zł.

Projekt pt. Powrót uczniów do szkoły po pandemii jest jednym z 4 programów wsparcia uczniów, zapowiadanych przez Ministra Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka. Kolejne będziemy prezentować w najbliższym czasie. Do połowy marca przedstawimy propozycje dotyczące m.in. pomocy psychologiczno-pedagogicznej i okulistycznej. W kolejnym etapie ogłosimy program związanhttps://www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/aktywny-powrot-uczniow-do-szkoly-po-pandemii-inauguracja-programu-mein-i-awfy ze wsparciem w nauce i nadrabianiem zaległości wynikających z trybu nauki zdalnej.

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/

 

  x            x          x

 

 

Oto fragmenty jednego z pierwszych komentarzy tego wydarzenia – z „Portalu Samorządowego”:

 

Czytaj dalej »