
Foto:Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta[www.wyborcza.pl]
Rzecznik Praw Dziecka – Mikołaj Pawlak na zdjęciu, zamieszczonym przy publikacji „Mikołaj Pawlak, rzecznik praw tylko niektórych dzieci”.
Wczoraj na stronie „Gazety Wyborczej – POZNAŃ” zamieszczono materiał Alicji Lehmann, zatytułowany „Poznań pyta uczniów o ich zdanie na temat edukacji. Rzecznik Praw Dziecka widzi w tym ‚ideologię'”
Wszystko za sprawą pytań w ankiecie, które dotyczą dyskryminacji. Mikołaj Pawlak boi się, że w Poznaniu organ prowadzący szkoły „pod płaszczykiem ankiety” podjął „kolejną podstępną próbę wejścia na teren szkoły z tematami płci i seksu”. […]
Padają też pytania o dyskryminację. Mikołaj Pawlak, Rzecznik Praw Dziecka*, o ankiecie – jak pisze – dowiedział się od „zaniepokojonych rodziców”. I napisał list do prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Oskarżył w nim władze miasta m.in. o wychodzenie poza kompetencje samorządu w polityce oświatowej oraz o próbę szerzenia ideologii. Zażądał wyjaśnień. Jaśkowiak odpisał mu, że ankietę przygotowali specjaliści, i do odpowiedzi dołączył jej treść, „by rozwiać wątpliwości” rzecznika.
[…] Pytania do ankiety opracował zespół specjalistów z Wydziału Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu pod kierownictwem dr hab. Iwony Chmury-Rutkowskiej oraz dziekan wydziału prof. dr hab. Agnieszki Cybal-Michalskiej. […]
Przykłady? „Na lekcjach wychowawczych nauczyciel/ka uwzględnia nasze zainteresowania”; „Moi nauczyciele/nauczycielki potrafią wspierać twórcze myślenie i działanie”; „W mojej szkole możemy dyskutować, spierać się, wyrażać swoje wątpliwości bez narażania się na ośmieszenie lub niechęć ze strony kolegów lub koleżanek„. Wśród pytań znalazły się też te dotyczące dyskryminacji. Łącznie… cztery*. Pierwsze brzmi: „Spotkałem się w swojej szkole z przejawami dyskryminacji (nierównego, gorszego, krzywdzącego traktowania) ze strony nauczycieli/ek lub rówieśników ze względu na: i tu wymienione są m.in. pochodzenie, kolor skóry, płeć, orientacja seksualna, niepełnosprawność fizyczna czy światopogląd. W następnym punkcie ankieterzy pytają o inne przejawy dyskryminacji, a potem o działania antydyskryminacyjne, podejmowane w szkole oraz o możliwość włączenia się w „planowanie i realizację działań na rzecz równego traktowania”.
I właśnie tę część ankiety Mikołaj Pawlak, Rzecznik Praw Dziecka, uznał za niebezpieczną i wymagającą interwencji u Jacka Jaśkowiaka. Pod koniec marca wysłał list do prezydenta Poznania i wezwał go do natychmiastowych wyjaśnień. Napisał, że ma wątpliwości co do rzetelności ankiety oraz do przestrzegania praw dzieci. Pytanie o dyskryminację uznał za źle skonstruowane, bo „nie daje dziecku możliwości stwierdzenia, że nie czuje się dyskryminowane, a co najwyżej wybranie odpowiedzi trudno powiedzieć” i zarzucił samorządowi wchodzenie w kompetencje ministerstwa edukacji oraz kuratorium. W końcu stwierdził:
Wczoraj (7 maja 2021r.) na fejsbukowym profilu Jarosława Pytlaka znaleźliśmy taki wpis, idący za nim link do starego tekstu na blogu „Wokół Szkoły”, oraz komentarze autorstwa Romana Lepperta.
Ostatnio za sprawą czołowego skandalisty w edukacyjnej bańce informacyjnej, w której mam przyjemność bywać, wrócił temat czasu pracy nauczyciela. Pan Marcin Stiburski twierdzi, że 40-godzinny tydzień pracy nauczyciela, to ściema. Ona sam deklaruje, że pracuje w sumie 32 godziny w czterech placówkach i ma się z tym świetnie.
Dlatego postanowiłem przypomnieć Miastu i Światu artykuł, który napisałem w okolicy strajku nauczycieli, wyjaśniając czytelnikom, na czym polega problem i dlaczego jego rozwiązanie graniczy z niemożliwością.
Odgrzewany kotlet, ale zapraszam do lektury, bo artykuły na blogu, nawet – tak jak ten – wciąż aktualne – szybko popadają w zapomnienie.
Oto komentarz Romana Lepperta:
Dobrze, że ma Pan w swoim „kuferku” takie artykuły. Zdecydowanie warto je przypominać, żywot postów na Facebooku jest (niestety) bardzo krótki.
Odpowiedź Jarosława Pytlaka:
Myślę, że większość analiz opublikowanych w ciągu ostatnich pięciu latach na blogu „Wokół szkoły” jest wciąż aktualna (w przeciwieństwie do publicystycznych komentarzy aktualnych wydarzeń). Niestety, internetowa komunikacja zabija głębsze myślenie, bo nawet jeśli ktoś chciałby przypomnieć sobie coś – zakładając, że w natłoku będzie mu się w ogóle chciało – padnie wobec konieczności szukania. Tu nawet dr Google nie pomoże, bo trudno wymyśleć, jakie hasło wpisać w wyszukiwarkę. A efekt – kolejne grupy mądrych ludzi, pracowicie debatujący nad zmianą w edukacji, nie mające pojęcia, co już w tej kwestii inne grupy mądrych ludzi wymyśliły wcześniej. Och, jak ja to dobrze znam…!
Odpowiedź Romana Lepperta:
Jest dokładnie tak, jak Pan napisał. Odwołując się do kategorii zaproponowanej przez Maxa Webera napiszę, że następuje ponowne „zaczarowanie” świata. Wiedza, dostępna w bibliotekach czeka na odkrycie, a my prowadzimy niekończące się dyskusje, często wyważając otwarte drzwi.
Źródło: www.facebook.com
Źtódło: www.wallacefoundation.org
Podjęliśmy dziś decyzję, aby nie zajmować Waszego – Czytelniczki i Czytelnicy „Obserwatorium Edukacji” – czasu wyszukanymi z wielkim trudem newsami o wydarzeniach – dziś zapewne w mediach dostępnymi przede wszystkim o kolejnym dniu egzaminów maturalnych, a zaproponować Wam lekturę Ciekawego tekstu o roli, jaką może odegrać dyrektorka/dyrektor szkoły.
Tekst pochodzi z bloga Centrum Edukacji Obywatelskiej, a jego autorami są Jacek Strzemieczny i Sylwia Żmijewska-Kwiręg. Nasza oferta, to tekst skrócony, lecz gorąco zachęcamy do sięgnięcia po jego pełną wersję u źródła, czyli na blogu CEO.
Jak dyrektor/ka wpływa na osiągnięcia uczniów i uczennic?
„Największą władzą, jaką dyrektorzy mają w szkołach, jest to, że mogą kontrolować narrację szkoły (…). Jeśli narracja dotyczy wysokich oczekiwań, rozwoju adekwatnego do włożonego wysiłku, myślenia wspólnego o tym, co to znaczy być „dobrym uczniem” i co to oznacza, że my jako nauczyciele mamy wpływ, wówczas nauczyciele i uczniowie będą myśleć o uczeniu się w inny sposób. Będą wierzyć, że uczenie się to wyzwanie, zrozumienie i stawianie jasnych i osiągalnych oczekiwań, a niepowodzenia są okazją do nauki.”1
Z badań prowadzonych w ostatnich latach wynika, że dyrektor/ka szkoły ma ogromny wpływ na osiągnięcia uczniów i uczennic. Jest on silniejszy niż do tej pory sądzono i obejmuje zarówno wskaźniki dobrostanu nauczycieli i nauczycielek w szkole, jak i sukcesów młodych ludzi w uczeniu się.
Opublikowany w lutym 2021 roku raport z badań prowadzonych w szkołach amerykańskich w ciągu ostatnich 20 lat (How Principals Affect Students and Schools: A Systematic Synthesis of Two Decades of Research2) potwierdza wcześniejsze wnioski badawcze, że wpływ dyrektora na osiągnięcia uczniów i uczennic jest jednym z najbardziej znaczących w edukacji.
Jak znacząca jest korzyść uczniów i uczennic w dobrze kierowanej szkole?
Różnorodne zestawienia prezentowane we wspomnianym raporcie wskazują na znaczące korzyści, jakie odnosi przeciętny uczeń i uczennica w szkole prowadzonej przez wyróżniającego się dyrektora/kę. Korzyści te dotyczą przede wszystkim przyrostu wiedzy i umiejętności. Wielkość zysku uczenia się w szkole prowadzonej przez ponadprzeciętnych dyrektorów badacze obrazują w kategoriach dodatkowych miesięcy nauki (trzeba oczywiście pamiętać, że obliczenia te są przybliżonymi wartościami). […]
Wyniki te robią wrażenie, bo okazuje się, że korzyści z uczenia się w szkole z dyrektorem wyróżniającym się są niewiele niższe niż korzyści odnoszone przez uczniów i uczennice w klasach uczonych przez ponadprzeciętnych nauczycieli i nauczycielki.3
Kompetencje i zachowania wyróżniających się dyrektorów/ek
Autorzy syntezy How Principals Affect Students and Schools: A Systematic Synthesis of Two Decades of Research, do której odwołujemy się w tym artykule, wyróżnili trzy grupy pożądanych kompetencji dyrektora, czyli takich, które zwiększają jego wpływ na osiągnięcia edukacyjne ucznia/uczennicy:
>interpersonalne (np. otaczanie troską, sprawna komunikacja, kierowanie się zaufaniem), >dotyczące uczenia się (np. wspieranie nauczycieli/ek w rozwijaniu umiejętności nauczania),
>organizacyjne (np. wykorzystywanie informacji, myślenie strategiczne, trafne alokowania zasobów szkoły). Przejawiają się one w wartościowych zachowaniach, które można uporządkować w czterech obszarach:
>tworzenie w szkole klimatu służącego uczniom/uczennicom i nauczycielom/nauczycielkom,
>rozwijanie z nauczycielami/nauczycielkami kontaktów skoncentrowanych na jakości nauczania i uczenia się uczniów/uczennic,
>umożliwianie współpracy nauczycieli/nauczycielek oraz wspieranie powstawania w szkole małych, wspólnie uczących się zespołów nauczycieli,
>strategiczne zarządzanie ludzkimi i materialnymi zasobami szkoły.
Przywództwo skoncentrowane na uczeniu się uczniów i uczennic
Wyniki przytaczanych aktualnych badań amerykańskich nie odbiegają istotnie od uznanych, o dekadę starszych międzynarodowych badań Viviany Robinson i Johna Hattiego. Swoją koncepcję pożądanego przywództwa Robinson nazwała ponad dziesięć lat temu przywództwem
skoncentrowanym na uczeniu się uczniów i uczennic4. Wywiodła ją z metaanalizy zidentyfikowanych przez nią trzydziestu badań dotyczących relacji pomiędzy stylem kierowania szkołą a efektami uczenia się uczniów i uczennic. […]
Warto tu także przywołać polskie wnioski sformułowane podczas badania realizowanego w 2015 roku wśród prawie 3 tys. dyrektorów i dyrektorek w ramach projektu „Przywództwo i zarządzanie w oświacie – opracowanie i wdrożenie systemu kształcenia i doskonalenia dyrektorów szkół/placówek”.
Polscy badacze w raporcie “Kompetencje przywódcze kadry kierowniczej szkół i placówek oświatowych w Polsce”6 zidentyfikowali sześć obszarów kompetencji dyrektora/dyrektorki, które decydują o jakości przywództwa. Częściowo pokrywają się one z tymi wskazanymi w badaniu amerykańskim czy podkreślanymi przez Robinson i Hattiego.
Dziś udostępniamy (bez skrótów) tekst Danuty Sterny z jej bloga „Oś Świata”:
Pandemiczne nadrabianie zaległości w nauce
Rysunek: Danuta Sterna
Specjaliści w całym świecie zastanawiają się, jak wyrównać zaległości, które mają uczniowie po zdalnym nauczaniu. Liczne badania pokazują, że takie zaległości są. Dla mnie nie jest ważne, jak duże one są, ale jak sobie z nimi poradzimy.
Najbardziej radykalna propozycja, to uznać ten rok za stracony i zacząć od początku. Jednak nie jest to propozycja do przyjęcia przez władze oświatowe. Dlatego poszukiwałam propozycji, jakie mają inne kraje. Znalazłam artykuł na ten temat w Stanach Zjednoczonych i przedstawiam tamtejsze pomysły.
Wszyscy pragniemy wrócić do „normalności”, ale jeśli nic nie zrobimy z luką w nauce, jaka powstała, to zaległości zostaną.
Amerykański plan ratunkowy zapewnia dodatkowe 123 miliardy dolarów federalnych funduszy dla szkół, z których większość ma zostać wykorzystana w ciągu najbliższych dwóch lat.
Okręgi szkolne intensywnie opracowują strategie pomagające uczniom nadrobić stracony czas nauki. Proponuje się:
>intensywne korepetycje,
>wzbogacanie zajęć pozaszkolnych,
>szkoły letnie,
>dłuższe dni nauki w szkole,
>akademie wakacyjne.
W USA szkoły letnie są bardzo popularne, uczęszczają do nich ci uczniowie, którzy w roku szkolnym słabo radzili sobie z nauką. Prawdopodobnie propozycja szkół letnich zostanie rozszerzona na większą liczbę uczniów. W artykule nie wyjaśniono, co to są akademie wakacyjne, ale podejrzewam, że są to krótkie kursy wyrównawcze organizowane dla kilku szkół.
Dzisiaj od rana Internet oferował wiele materiałów z informacjami o kolejnym incydencie z „przeciekami” tematów maturalnych – tym razem z matematyki. Oto przykład takiej informacji – z portalu o2
Matura z matematyki 2021 już za nami! Użytkownicy Twittera dzielą się swoimi spostrzeżeniami. Wielu z nich podaje, że już po godz. 7:00 do sieci trafiła karteczka z odpowiedziami. Są pogłoski, że wiele z nich było prawidłowych! Niektórzy boją się, że matura będzie musiała zostać powtórzona.
Internauci rozgrzewają Twittera do granic czerwoności. Słowem dominującym są „przecieki”. Po sieci krąży karteczka, którą ktoś miał opublikować krótko po godzinie 7:00.
Niektórzy maturzyści podają, że zostały na niej wypisane prawidłowe odpowiedzi. Czy w związku z tym mamy do czynienia z potężnym przeciekiem?! Wszystko powinno się wyjaśnić już niebawem. […]
Jeżeli rzeczywiście arkusz trafił w niepowołane ręce przed startem matury z matematyki, to konsekwencje mogą być bardzo poważne. Maturzyści obawiają się nawet najgorszego, czyli konieczności ponownego przystąpienia do egzaminu maturalnego! […]
Cały artykuł „Matura 2021. Odpowiedzi były znane już o 7 rano? Matematyka ‚podejrzanie łatwa'” – TUTAJ
Źródło: www.o2.pl
Więcej „konkretów” można było przeczytać na portalu <na:Temat>
Foto:Paulina Stępień[www.radiolodz.pl]
Marek Ćwiek – prezes Zarządu Okręgu Łódzkiego ZNP
Wczoraj (5 maja 2021r.) „Gazeta Wyborcza – ŁÓDŹ” zamieściła artykuł Aleksandry Pucułek, zatytułowany „Szkoły w Łodzi będą zwalniać, ale mniej. Zamiast 500 etatów „zetną” niecałe 300”.
„Organ prowadzący zmniejszył planowaną redukcję etatów o 226” – poinformował łódzki Okręg Związku Nauczycielstwa Polskiego. Początkowo miasto mówiło o ścięciu ok. 12 proc. etatów. W sumie wśród kadry niepedagogicznej jest 4250 etatów, to oznaczało więc, że dyrektorzy musieli uciąć ponad 500 miejsc pracy. Po stronie pracowników szkół stanęły związki zawodowe, dwa tygodnie temu pod urzędem miasta zorganizowano też protest w obronie kadry niepedagogicznej szkół w Łodzi. […]
Jak się dowiedzieliśmy, po rozmowach z ZNP cięcia będą, ale mniejsze. Dyrektorzy będą musieli zredukować 274 etaty woźnych, konserwatorów, czy kucharek szkolnych. –W połowie szkół spowoduje to, że redukcja zatrudnienia wyniesie nie więcej niż pół etatu – wylicza Marek Ćwiek, prezes łódzkiego ZNP.
W gorszej sytuacji są np. niektóre zespoły szkół czy szkoły zawodowe. Tam zwolnienia miały być największe, w niektórych trzeba było ściąć pięć albo nawet sześć etatów.
-Tam gdzie planowana redukcja zatrudnienia była na wysokim poziomie, poprosiliśmy miasto, by to jeszcze raz przeanalizować pod kątem bezpieczeństwa i warunków pracy – mówi Marek Ćwiek.[…] –Dyrektorzy dostali już nową propozycję i teraz mają przygotować nowe arkusze organizacyjne – mówi Marek Ćwiek.
Monika Pawlak z Urzędu Miasta Łodzi potwierdza, że odbyły się rozmowy z reprezentacją dyrektorów i związkami zawodowymi. – Czekamy aż dyrektorzy prześlą ostateczne wersje arkuszy organizacyjnych – mówi.[…]
Cały artykuł „Szkoły w Łodzi będą zwalniać, ale mniej. Zamiast 500 etatów „zetną” niecałe 300” – TUTAJ
Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/
*Poprzednią informacje zamieściliśmy 28 kwietnia 2021 r.: „Kolejne informacje z frontu walki z łódzkim magistratem. Partia „Razem” już nie razem…”
Foto: www.jaroslawbloch.ovh
Jarosław Bloch
Także w niedzielę 2 maja 2021r. Jarek Bloch zamieścił na swoim blogu tekst na ten sam temat, który w tym samym czasie podjął inny Jarek – Pytlak, a któremu on nadal tytuł „Powrót propagandowy”. Oto fragmenty tego posta i link do pełnej wersji:
Gdy w połowie października przechodziliśmy na nauczanie zdalne, nie wierzyłem, że skończy się ono po dwóch tygodniach. Ale realnie spoglądałem na okres poświąteczny, czyli styczeń. Ba, wydawało mi się niemożliwe, by przerwa miała trwać dłużej. Szereg chaotycznych decyzji rządu i zachowanie moich rodaków (także wielu uczniów) sprawiły, że na nauczaniu zdalnym siedzimy do dzisiaj. Podejmowane są kolejne złe decyzje, jak chociażby ta o przeprowadzeniu matur już na początku maja, co spowodowało przełożenie terminów szczepień u wielu nauczycieli. Z jednej strony mamy dosyć siedzenia w domu, ale paradoksalnie, gdy pojawiła się możliwość powrotu do zajęć, nie wszyscy przyklasnęli z radością. I to też jest uzasadnione. […]
Jeśli nie wiadomo o co chodzi politykom, to chodzi o propagandę i rozgłos. Muszą pochwalić się że zrobili coś czego nie zrobili. Miało być bezpiecznie – jest bezpiecznie, nawet jeśli nie jest bezpiecznie. Bo nie jest. Zachorowania na poziomie kilku tysięcy dziennie to nie jest niska liczba, tym bardziej, że do szpitali trafiają coraz młodsze osoby, które coraz częściej są w poważnym stanie. Nauczycieli jeszcze nie zaszczepiono drugą dawką, ale młodzieży nie szczepiono wcale. Połączmy fakty – rząd wchodzi na ruchome piaski, albo się uda, albo nie. Z pewnością minister otrąbi w TVP sukces, a tam gdzie się nie uda i zachorowania wystąpią, zwali się winę na dyrektorów szkół, którzy nie zapewnili bezpieczeństwa. Wirus mutuje, jesteśmy po trzeciej, najgorszej fali, która w dodatku jeszcze się nie skończyła. Z pandemicznego punktu widzenia należałoby sobie w tym roku odpuścić, dokończyć rok zdalnie, zaszczepić do końca nauczycieli, zabrać się za szczepienia młodzieży i we wrześniu wrócić z czystym sumieniem, że podjęliśmy działania na maksa. Ale propaganda lubi by było z przytupem, wysyła się więc młodzież na ostatnie 3,5 tygodnia… […]
Foto: www.facebook.com/renata.majchrzak.
Dziś (4 maja 2021r.), zgodnie z planem, ok. 271 tys. tegorocznych absolwentów liceów ogólnokształcących i techników przystąpiło do obowiązkowego pisemnego egzaminu z języka polskiego na poziomie podstawowym
Foto: Marcin Bielecki/PAP [www.tvp.info]
Oto fragment informacji zamieszczonej na stronie MEiN:
[…] Egzaminy przebiegły spokojnie, zostały przeprowadzone w każdej szkole. Podczas egzaminu z języka polskiego maturzyści przez 170 minut rozwiązywali zadania w dwóch arkuszach: w pierwszym – zadania sprawdzające umiejętność czytania ze zrozumieniem, w drugim – umiejętność tworzenia dłuższej wypowiedzi pisemnej. W tym roku arkusz został dostosowany i abiturienci mogli wybrać temat wypracowania spośród trzech podanych: dwóch rozprawek i interpretacji wiersza. W rozprawce maturzyści musieli odwołać się do tekstów literackich zamieszczonych w arkuszu („Lalki” Bolesława Prusa lub „Ziemi obiecanej” Władysława Stanisława Reymonta) oraz do innych, wybranych tekstów kultury. Jeżeli wybrali interpretację wiersza – był to „Strych” Beaty Obertyńskiej. […]
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/
x x x
Jeszcze przed godziną 9:00 media obiegła informacja:
[…] z nagłym i dynamicznym wzrostem zainteresowania tematem pracy mieliśmy do czynienia już po godz. 7 w województwie podlaskim. Czy doszło, jak przed rokiem, do przecieków maturalnych? Dane w Google Trends wyglądają niepokojąco, a dyrektor CKE w rozmowie z serwisem <Onet Kobieta> mówi, że sprawa zostanie zgłoszona na policję. Polskiego […]
Jeden z tematów rozprawki maturalnej brzmiał: „Czy ambicja ułatwia człowiekowi osiągniecie zamierzonego celu”. Rozprawkę trzeba było napisać, odwołując się do – niezwykle często występującej na maturze – „Lalki” Bolesława Prusa. Nie ma jeszcze oficjalnego potwierdzenia, że taki temat pojawił się w arkuszu CKE z języka polskiego, natomiast takie informacje zostały nam przekazane przez opuszczających salę maturzystów.
Co niepokojące, fraza „Lalka ambicja” od godz. 7:17 rano zaczęła szybko zyskiwać na popularności. Internauci wpisywali także takie zapytania jak „motyw ambicji”, „Wokulski” czy „ambicja w lekturach”. Wielu z nich także poszukiwało streszczenia „Lalki”, chociaż to ostatnie zapytanie nieszczególnie zaskakuje, gdyż tuż przed egzaminami zainteresowanie streszczeniami drastycznie rośnie. […]
Źródło: www.onet.pl
x x x
„Gazeta Prawna” poinformowała o próbach zakłócenia przebiegu egzaminu:
Foto:www.google.com
Jarosław Pytlak – dyrektor Zespołu Szkól Społecznego Towarzystwa Oświatowego na Bemowie
W minioną niedzielę (2 maja 2021r.) przed południem Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu kolejny tekst, jak zwykle – niekrótki, którego fragmenty i link do pełnej wersji zamieszczamy poniżej:
Kręta droga do wyjścia z cienia
Ogłoszony przez władze plan stopniowego powrotu uczniów do stacjonarnej nauki spotkał się w środowisku szkolnym, o dziwo, z bardzo różnym przyjęciem. Oczywiście nie zabrakło głosów radości, zarówno wśród nauczycieli, jak rodziców. Co za ulga, nareszcie nie z domu! Nareszcie bezpośrednio! Nareszcie normalnie! Pojawiło się jednak również wiele obaw. Powszechny niepokój budzą potencjalne złe skutki epidemiczne ponownego wtłoczenia młodych ludzi do szkolnych budynków. Jest on o tyle uzasadniony, że bilet do normalności, jakim w obecnych warunkach jest szczepienie, pozostaje niedostępny dla dzieci i młodzieży, a i ostatni chętni dorośli zostaną zaszczepieni w Polsce nie wcześniej niż podczas wakacji. Po co więc narażać zdrowie publiczne dla dosłownie kilku tygodni chodzenia do szkoły, w czasie kiedy i tak głównie wystawiane są stopnie, a potem wszyscy zwyczajowo zastygają, oczekując już tylko rozdania świadectw?! […]
Osobiście jestem zwolennikiem powrotu. Celem tego artykułu nie jest jednak agitacja za takim czy innym rozwiązaniem. Sądzę zresztą, że większość czytelników ma już wyrobione własne zdanie, a znakiem współczesności jest to, że wszyscy mają rację, oczywiście każdy swoją. Zanim jednak łącza internetowe rozgrzeją się do czerwoności, zanim zaczniemy wieszać psy na zwolennikach odmiennego poglądu, uogólniać własne złe, fatalne, koszmarne, a sporadycznie nawet dobre doświadczenia szkolne, warto przyjrzeć się sytuacji, która jest naprawdę złożona. W przypadku dyrektorów i nauczycieli jest to szczególnie ważne, bowiem od ich decyzji i sposobów postępowania zależeć będzie powodzenie i ostateczna ocena operacji „Powrót”. Oraz – z czego może nie każdy zdaje sobie sprawę – także baza, z której wystartują w swoich szkołach we wrześniu. […]
Zacznijmy od trzech twierdzeń fundamentalnych.
Po pierwsze, sytuacja uczniów po roku edukacji na odległość, a co za tym idzie ich indywidualne potrzeby, są bardzo różne. Na przykład, z badań prof. Jacka Pyżalskiego wynika, że około jedna piąta spośród nich lepiej czuła się w zdalnym nauczaniu niż ucząc się na terenie szkoły. W odczuciu tej grupy powrót będzie zmianą na gorsze.
Po drugie, żadne rozwiązanie nie zadowoli wszystkich. To jasne dla każdego, kto obserwuje życie społeczne AD 2021 w jego najróżniejszych przejawach. Dosłownie każdy pogląd, w dowolnej kwestii, ma swoich zwolenników i przeciwników, a bezkresna przestrzeń internetu pozwala swobodnie wyrażać zdanie i jednym, i drugim. No i oczywiście ścierać się w danej kwestii. Dotyczy to również każdej placówki oświatowej, a opinie podzielone są także wewnątrz poszczególnych grup: uczniów, ich rodziców i nauczycieli.
Po trzecie wreszcie, różne są możliwości poszczególnych placówek, ale również stojące przed nimi wyzwania. W innej sytuacji jest mała wiejska podstawówka, w której wszyscy doskonale się znają, a w innej warszawskie liceum, mające blisko tysiąc uczniów i stu nauczycieli, często nieznających się wzajemnie. Większe pole manewru ma szkoła niepubliczna, zasilana pieniędzmi z czesnego niż placówka publiczna, finansowana z budżetu. Trudno zatem o uniwersalne recepty. […]
Foto: www.obrazydeco.pl
Przed rokiem, z tej samej co dzisiaj okazji, zamieściłem tekst zatytułowany „O tym, że świętujemy dziś początek końca niepodległości Polski”. Jego trzonem jest obszerny fragment, zamieszczonego 2 maja 2016 roku na portalu „Wirtualna Polska” artykułu Roberta Jurszo, zatytułowanego „Czy uchwalenie Konstytucji 3 Maja było błędem, który kosztował Polskę niepodległość
x x x
Źródło: www.cen.suwalki.pl
Twórcy Konstytucji 3 Maja – ilustracja pochodzi z materiałów, przygotowanych przez Centrum Edukacji Nauczycieli w Suwałkach
Dziś proponuję obszerny fragment opracowania „Prof. Piotr Ugniewski: Jak uchwalono Konstytucję 3 Maja”, opublikowanego 3. maja 2014 roku na portalu historycznym DZIEJE.PL.
Uchwalenie „Ustawy Rządowej” było możliwe dzięki dojściu do porozumienia pomiędzy częścią światłej opozycji a królem Stanisławem Augustem Poniatowskim.
Momentem przełomowym była długa rozmowa jej przywódcy Ignacego Potockiego z polskim monarchą na Zamku 4 grudnia 1790 roku. Ustalono wówczas, że projekt konstytucji przygotowany będzie w sekrecie pod kierunkiem króla, a następnie przedstawiony sejmowi w całości do zatwierdzenia. Prace toczyły się na Zamku w bardzo wąskim gronie, wymieniającym się kolejnymi wersjami projektu. Do grona tego należał Stanisław August i Ignacy Potocki; marszałek koronnej konfederacji sejmowej Stanisław Małachowski, wpływowy publicysta ksiądz Hugo Kołłątaj i zaufany króla – poseł krakowski Aleksander Linowski. Był też między nimi cudzoziemiec – Włoch Scipione Piattoli, pośredniczący pomiędzy liderem opozycji Potockim a królem.
Początkowo teksty proponowane pod dyskusję w tym składzie spisywane były po francusku. Dopiero pod koniec prac ostateczny projekt zredagował po polsku Kołłątaj. Był on gotowy już w marcu. Wtedy zaczęto go ujawniać także innym posłom i senatorom. Z tego względu nie udało się do końca zachować tajemnicy przed konserwatywną, staropolską opozycją. Trzeba było zatem przyspieszyć o dwa dni termin przedłożenia sejmowi „Ustawy Rządowej”, planowany pierwotnie na 5 maja. Celem odwrócenia uwagi większości, obradującego w podwójnym składzie, sejmu od toczących się w tajemnicy negocjacji konstytucyjnych, poddano pod głosowanie dwie ważne i kontrowersyjne ustawy: 24 marca prawo o sejmikach, a 18 kwietnia prawo o miastach. Termin przedstawienia sejmowi projektu Konstytucji wyznaczono zaraz po zakończeniu ferii wielkanocnych, mając nadzieję, że nie powrócą z nich jeszcze do stolicy opozycjoniści. Rachuby te sprawdziły się tylko częściowo, bo i tak znalazło się ich w izbie sejmowej ponad 60.
1 maja projekt został odczytany publicznie w Pałacu Radziwiłłowskim na Krakowskim Przedmieściu (obecnie Pałac Prezydencki). Następnego wieczoru lekturę powtórzono i zaczęto zbierać pod projektem podpisy popierających go posłów i senatorów. Pod tak zwaną „Asekuracją” zebrano 83 podpisy.
W dniu 3 maja 1791 roku we wtorek Zamek otoczony był wojskiem dowodzonym przez bratanka króla księcia Józefa Poniatowskiego i tłumami mieszczan. W sali wyjątkowo dopisali widzowie – tzw. arbitrzy. Przebieg sesji, rozpoczętej około południa, był wyreżyserowany. Na początku odczytano odpowiednio spreparowane depesze dyplomatyczne ukazujące zmieniającą się na niekorzyść Rzeczypospolitej koniunkturę relacji międzynarodowych. Sejmującym podsuwano niejako wniosek, że w tej sytuacji bezpieczeństwo państwu zapewnić może tylko jego wzmocnienie przez uchwalenie nowej formy rządu. Na polecenie króla odczytano jej projekt. Wzbudził on wiele głosów sprzeciwu. Jeden z oponentów – Jan Suchorzewski – groził nawet zabiciem szablą swego kilkuletniego synka, gdyby ustawa, w jego ocenie zagrażająca wolności, stała się prawem.
Sesja miała bardzo dramatyczny przebieg i trwała siedem godzin. Opozycjoniści przede wszystkim argumentowali, że tryb obrad nad projektem nie był zgodny z sejmowym regulaminem oraz, że zapisana w nim dziedziczność a nie elekcyjność tronu królewskiego jest niezgodna z zaprzysiężonymi przez Stanisława Augusta paktami conventami. Król przemawiał trzykrotnie, wskazując pilną konieczność naprawienia dawnego ustroju. W końcu, gdy podniósł rękę na znak chęci zabrania głosu po raz czwarty, odebrano ten gest przypadkiem jako wezwanie do przyjęcia projektu przez aklamację. Co rzeczywiście w następstwie tego nieporozumienia nastąpiło. Odezwały się wtedy okrzyki „Wiwat król! Wiwat Konstytucja!”. Stanisław August złożył od razu przysięgę na „Ustawę Rządową” na ręce biskupa krakowskiego, Feliksa Turskiego. Udano się wówczas gremialnie do kolegiaty Św. Jana na nabożeństwo dziękczynne, gdzie odśpiewano uroczyście „Te Deum laudamus”.
W sali sejmowej pozostali natomiast przywódcy opozycji, a wśród nich hetman wielki koronny Franciszek Ksawery Branicki. Postanowili oni wnieść manifest protestacyjny do ksiąg grodu warszawskiego, jak było to w staropolskim prawie i zwyczaju. Drzwi kancelarii grodzkiej zastali jednak zamknięte. W ten sposób uniemożliwiono im podważenie legalności swoistego zamachu stanu, który się tego dnia dokonał, aby „Ustawa Rządowa” stała się bazą nowego, bardziej odpowiadającego wyzwaniom epoki ustroju. W nocy miasto demonstrowało swoje poparcie dlatego, co się wydarzyło. […]
Ustawa Rządowa przetrwała zaledwie rok. Obaliła ją, wezwana przez konserwatywną opozycję w formie konfederacji targowickiej, rosyjska interwencja wojskowa latem 1792 roku. Zanim to się stało, była przedmiotem podziwu światłych środowisk europejskich jako druga ustawa tego rodzaju na świecie po konstytucji Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, uchwalonej w roku 1787.












