
Foto: www.glos.pl
Arkadiusz Boroń – prezes Okręgu Małopolskiego ZNP
Oto fragmenty tekstu Katarzyny Zuchowicz, zamieszczonego dzisiaj (20 listopada 2023 r.) na portalu na:Temat. Jego „bohaterką” jest Małopolska Kurator Oświaty Barbara Nowak, a bodźcem do napisania tego materiału stal się wywiad, jakiego pani Nowak udzieliła dla Wirtualnej Polski i komentarz jakiego na jego temat udzielił prezes małopolskiego oddziału ZNP Arkadiusz Boroń. Oto fragmenty tego tekstu:
„Przecież to jest szaleństwo”. Zna kurator Nowak, tak ocenia jej ostatnie rewelacje
– Cała ona. Mnie już pani Barbara Nowak nie jest w stanie zdziwić. Jej wypowiedzi dotyczące UE, LGBT są dyskwalifikujące – mówi o głośnym wywiadzie Barbary Nowak prezes małopolskiego oddziału ZNP Arkadiusz Boroń. Co myśli o wizji przedszkoli w Szwecji, w których mają być pokoje do masturbacji, o których też mówiła kurator Nowak? – Ja to traktuję jako opowieści dziwnej treści, czy powtarzanie plotek. Nie wiem, skąd pani kurator ma takie informacje. Gdy byłem w Szwecji, nie zetknąłem się z takimi historiami, o jakich pani kurator opowiada – mówi związkowiec. […]
Z samego rana w poniedziałek Arkadiusz Boroń przeczytał wywiad. Pojawiło się w nim na przykład twierdzenie, że w szwedzkich przedszkolach są „specjalne pokoje„, gdzie „nauczycielka idzie z dzieckiem i go masturbuje„. „To są informacje od nauczycieli stamtąd. Polka pracująca w przedszkolu w Szwecji mi o tym opowiadała, była przerażona” – powiedziała Nowak WP.pl. […]
– Ja to traktuję jako opowieści dziwnej treści, czy powtarzanie plotek. Nie jestem specjalistą od przedszkoli, ale proszę mi wierzyć, mamy kontakt ze związkami zawodowymi w Szwecji i w Niemczech. W zeszłym roku byłem z wizytą w Szwecji, rozmawialiśmy ze związkami zawodowymi zrzeszającymi nauczycieli. Tego wątku tam nie było – reaguje Arkadiusz Boroń. – Natomiast były dobre praktyki: szkoła bezpłatna dla każdego dziecka, z wyżywieniem, z podręcznikami, z wysoką pozycją nauczyciela, który jest tam dobrze opłacany. […]
Szef małopolskiego oddziału ZNP uważa, że pani Nowak rysuje przed Polakami apokaliptyczny obraz. – Że w momencie, kiedy PiS odda władzę i ona przestanie pełnić swoją funkcję, to nagle w szkołach zostanie wprowadzona „tęczowa zaraza”, że w każdym przedszkolu będą pokoje do masturbacji. Przecież to jest szaleństwo. Nikt nie ma takich planów. To, że ktoś nie jest zwolennikiem jedynej słusznej partii, to nie oznacza, że jest automatycznie zwo-lennikiem wprowadzania masturbacji do szkół i wczesnej seksualizacji.To są zupełnie inne rzeczy – podkreśla. […]
Z Barbarą Nowak znają się bardzo dobrze. – Osiem lat temu, kiedy została kurator oświaty, pojechaliśmy do niej z kwiatami. Cieszyliśmy się, bo to była osoba, która była znana w środowisku jako pracowita, szczerze interesująca się problemami oświaty. Dziś z tej radości zostało tyle, że teraz chętnie pojechałbym do pani kurator z kwiatami, gdy będzie odchodzić ze stanowiska. Z poczuciem ulgi – mówi Arkadiusz Boroń.
To on dwa lata temu złożył wniosek o odwołanie Nowak. Od tamtej pory, jak mówi, nie mają bezpośredniego kontaktu, choć wcześniej jako związkowcy byli do kurator zapraszani na regularne spotkania dotyczące spraw oświatowych. […]
Z wywiadu, jak dodaje, odniósł jedno wrażenie. – Że pani kurator jest przekonana o własnej nieomylności i uważa, że ma recepty na wszystkie problemy. Od kilku lat stawia złe diagnozy, a przez to podaje złe lekarstwa. Ona się głęboko myli w tym, co robi i w tym co mówi. Jej narracja jest toporna, jednostronna, która polską, czy małopolską szkołę prowadzi donikąd. Myślę, że dobrze się stanie, gdy nastąpi zmiana na tym stanowisku i kto inny będzie kierował małopolską oświatą – uważa Arkadiusz Boroń.
Cały tekst „Przecież to jest szaleństwo”. Zna kurator Nowak, tak ocenia jej ostatnie rewelacje” – TUTAJ
Źródło: www.natemat.pl
Na początek kolejnego tygodnia prezentujemy tekst, który Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu w miniony piątek 17 listopada 2023 r. Jak zawsze – są to uwagi i przemyślenia oświatowego „weterana” na dyrektorskiej funkcji, które mogą nas pobudzić do własnych refleksji:
Dziś wszyscy znają się na edukacji
Jak co roku w listopadzie, w ramach rekrutacji przyszłorocznych pierwszaków do szkoły podstawowej, odbyło się w STO na Bemowie spotkanie z rodzicami dzieci, które w kolejności zapisów znalazły się na miejscach „wchodzących”. Moją rolą podczas takiego zebrania jest przybliżenie programu szkoły, zasad, jakimi kierujemy się we współpracy z rodzicami, a także stanu obecnego i perspektyw naszej placówki. Korzystam też z okazji, by opisać szersze tło jej funkcjonowania, które zresztą zmienia się niemal z roku na rok. Zazwyczaj na gorsze, choć tym razem, po raz pierwszy od wielu lat, pozwoliłem sobie na delikatny optymizm.
Zazwyczaj podczas takiego spotkania przeprowadzam krótką ankietę, by zorientować się w poglądach rodziców dotyczących tych aspektów edukacji, które są w danym czasie najbardziej nagłośnione w mediach. Tym razem padło, miedzy innymi, na kwestię prac domowych.
Pytanie brzmiało:
Jakie jest Pani/Pana zdanie na temat zadawania prac domowych? Politycy obiecali zakaz zadawania takich prac w szkole podstawowej.
Do wyboru było pięć odpowiedzi:
1.Uważam, że nauczyciele powinni zadawać prace domowe.
2.Popieram zakaz zadawania prac domowych.
3.Sądzę, że problem wymaga dyskusji specjalistów na poziomie systemowym.
4.Sądzę, że problem wymaga dyskusji i uzgodnień w każdej społeczności szkolnej.
5.Nie mam zdania na ten temat.
Najwięcej wskazań – blisko połowę – uzyskała odpowiedź pierwsza. Najwyraźniej rodzice w moim środowisku nie są zdecydowanymi zwolennikami radykalnej zmiany metodyki nauczania. Być może również uważają, że poświecenie całego czasu w domu na życie rodzinne i rozwijanie pasji dziecka nie jest najlepszą z możliwych opcji.
Nieco mniej osób wybrało odpowiedź czwartą. Jako dyrektor szkoły społecznej powinienem się cieszyć taką wiarą w zbiorową mądrość społeczności szkolnej. Jako realista, modlę się tylko, żeby ktoś „tam, na górze” nie wpadł na taki właśnie pomysł uspołecznienia kłopotu wynikłego z nierozważnej obietnicy wyborczej Donalda Tuska. Uzyskanie konsensusu będzie w szkole bardzo trudne; w najlepszym razie można liczyć na zgniły kompromis. Niestety, przyczyny domniemanego nadmiaru prac domowych tkwią nie tylko w poglądach nauczycieli, ale także w planie nauczania, zawartości podstawy programowej czy powszechnej egzaminozie. A zmian w tym zakresie na poziomie lokalnym wydyskutować się raczej nie da.
Około 12 procent obecnych wskazało odpowiedź drugą lub trzecią, natomiast brak zdania zadeklarowało jedynie 3% ankietowanych. Ta ostatnia liczba świadczy, że zdecydowana większość rodziców, przynajmniej w tym środowisku, ma sprecyzowane wyobrażenie, jak powinna wyglądać nauka w szkole. Tym bardziej, że w mojej mini-ankiecie było jeszcze drugie pytanie, o oceny szkolne, i tu również najmniej osób zadeklarowało brak zdania na ten temat.
Myślę, że z tego, co opisałem powyżej, wynika ważna informacja dla wszystkich, którzy pragną zmieniać polską szkołę. Nie należy raczej liczyć na autorytety pedagogiczne, odwołania do sprawdzonych doświadczeń, czy wiarę w kompetencje decydentów. O przyszłym kształcie edukacji zadecyduje umiejętność propagowania swoich poglądów, zapał i głębokie przekonanie, że proponowana droga jest najlepsza, a może wręcz jedyna możliwa. Sporo jest osób, które w bardzo sugestywny sposób przekazują dzisiaj w mediach swoje idee. Niestety, do wielu z nich (idei, nie osób) nie mam przekonania. Często grzeszą one powierzchownością i brakiem oparcia w konkretnych i zweryfikowanych już przez czas doświadczeniach. Przyznam, że trochę obawiam się przejęcia ich przez pełnych dobrej woli, ale niezbyt kompetentnych w temacie polityków.
Mnie samemu przeprowadzona ankieta uświadomiła dobitnie, że ani wiek, ani doświadczenie, ani osiągnięcia nie zwalniają z wytrwałego tłumaczenia, dlaczego w szkole działamy tak, a nie inaczej. Aby sprawnie kierować szkołą trzeba dzisiaj wykształcić w sobie pewne cechy polityka. Cóż, od dawna mowa jest o uczeniu się przez całe życie jako kluczowej kompetencji przyszłości. Pozostaje mi tylko zaświecić przykładem, że na naukę nigdy nie jest za późno…
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
No to jedziemy…. Znaczy – w przenośni. Tym razem nie musiałem się zastanawiać o czym będę pisał w tym felietonie. Bo od wtorkowej konferencji w łódzkim Instytucie Europejskim wiedziałem, że od refleksji z tego wydarzenia rozpocznę. Przypominam, że chodzi o konferencję, która odbyła się pod szyldem „Co ze zdrowiem psychicznym dzieci i młodzieży? ”
Już przed tygodniem zastanawiałem się nie tyle nad merytoryczną ofertą tego wydarzenie, co nad jej ideą i ofertą, proponowaną przez – wszak o ściśle wyznaczonych w statucie – zakresach zadań poradni- organizatora, a innymi placówkami – zwłaszcza Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Przypomnę ten fragment:
[…] Już czytając program tej konferencji pomyślałem, że powinni w niej uczestniczyć wszyscy pedagodzy i psycholodzy szkolni z łódzkich szkół – z obu poziomów edukacji. I po chwili przyszła mi myśl druga: wszak wszyscy oni mają swoich metodyków w Łódzkim Centrum Doskonalenia Nauczycieli i KP. A ci co pracują w szkołach ponadpodstawowych mają jeszcze Poradnię dla Młodzieży!
Odpuszczam na tę chwilę tą ostatnią wymienioną placówkę i zatrzymam się przy ŁCDNiKP i sięgnąłem po informację jaką to ofertę przedstawiło tymże szkolnym pedagogom i psychologom owo Łódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Zrobiłem to z tym większą ciekawością, że nie zaglądałem tam od niedawnej zmiany na stanowisku dyrektora tej placówki, kiedy to wielo, wieloletniego jej dyrektora – Janusza Moosa zastąpiła (co prawda „na tym czasem”) mało komu znana pani Karolina Południkiewicz .
Gdy już wszedłem na stronę Centrum i odnalazłem plik z ową ofertą na ten rok szkolny przeżyłem szok: dokument ten ma 182 srtony!!! Aby nie być gołosłownym zaprezentuję choć spis treści, ale tak naprawdę jest to jedynie wykaz ośrodków i pracowni, które przedstawiają tam swoją ofertę:[…]
Kto chciałby zobaczyć ową ofertę odsyłam – TUTAJ
Przyznam się, że – mimo trudności, jakich przysparza mi stan zdrowia mojego organizmu – choć na krotko, ale musiałem na ową konferencję pojechać i na własne oczy i uszy zobaczyć jak ona przebiega. Opisałem to w relacji i nie ma sensy teraz do tych spostrzeżeń i pierwszych refleksji wracać. Ale nie wspomniałem tam, że bardzo chciałem sprawdzić jak zachowali się – kierownictwo i pracownicy wspomnianych w zeszłotygodniowym felietonie owych „innych podmiotów” – byli czy nie byli…
Otóż Poradnia dla Młodzieży była reprezentowana przez dwie osoby, w tym jej wicedyrektorkę – panią Anną Arent. Natomiast NIKOGO nie uda o mi się zidentyfikować jako pracownika ŁCDNiKP. Może wśród owych ponad 200 uczestniczek i uczestników „zginęli w tłumie”…
Kilka dni później odbyłem rozmowę telefoniczną z jedną z długoletnich pracownic owej placówki doskonalenia nauczycieli, od której dowiedziałem się że kierownictwo ŁCDNiKP nie tylko nikogo na tę konferencję nie wydelegowało, ale w ogóle nie poinformowało o niej swoich pracowników.
W mim przekonaniu to bardzo symptomatyczny wskaźnik polityki programowo-organizacyjnej, jaką wdraża nowa „tymczasowa” dyrektorka Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli… Ale do tego wątku jeszcze powrócę w najbliższej przyszłości.
x x x
I jeszcze jedno – tym razem zdalnie przeżywane – wydarzenie z ubiegłego tygodnia dostarczyło mi „materiał” do refleksji. Oczywiście mam na myśli środowe spotkanie w „Akademickim Zaciszu” – z cyklu „Wirtualny Uniwersytet Pedagogiczny”, gdzie jako jedyny rozmówca prof., Lepperta wystąpił dr hab. Jacek Pyżalski, prof. UAM w Poznaniu.
A moje refleksje zrodziły się z wniosków, jakie wysnułem, porównując do tego spotkania z prof. Pyżalskim wszystkie, dotąd odbyte, rozmowy przeprowadzone w owym WUP-ie. A były to – przypomnę:
4 października – z dr. hab. Maksem Chutorańskim – pracownikiem w Katedrze Pedagogiki ogólnej, Dydaktyki i Studiów Kulturowych Uniwersytetu Szczecińskiego, z którego prof. Leppert wypytywał o pedagogikę i edukację w antropocenie.
11 października – z 82-letnim profesorem Zbigniewem Kwiecińskim, członkiem rzeczywistym PAN, autorem wielu publikacji dotyczących socjologii szkoły, oświaty i pedagogiki, którego prof. Leppert rozpytywał o polską pedagogikę współczesną.
18 października – z dr hab. Krzysztofem Rubachą, profesorem Instytutu Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu, uznanym metodologiem, autorem wielu opracowań z zakresu problematyki, która była przedmiotem tej rozmowy: „O badaniach edukacyjnych (nad edukacją)”.
25 października – z prof. Bogusławem Śliwerskim z Wydziału Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego, z którego prof. Leppert rozpytywał o to „Co łączy pedagogikę jako dyscyplinę naukową i praktykę edukacyjną (a raczej praktyki edukacyjne)”.
8 listopada – z prof. Mirosławę Nowak-Dziemianowicz z Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej, kiedy poszukiwana była odpowiedź na pytanie „o stawanie się człowiekiem”, czyli w jaki sposób przebiega ten proces w relacji z samym sobą, z innymi ludźmi oraz ze światem.
Uznałem, że przypomnienie owych spotkań, ich tematów oraz rozmówców, którzy na zadawane im przez prof. Lepperta pytania odpowiadali, pozwoli mi dobitniej wyeksponować problem, który chcę dzisiaj, nazwać po imieniu, a który nazywa się „język(i), którym(i) posługują się naukowcy.”
A mam na myśli dwie skrajne jego (ich) wersje – to jakim językiem posługują się uczeni (oczywiście mam na myśli tych z nauk pedagogicznych!), skoncentrowani na zgłębianiu nauki, jej wzbogacaniu o własne badania i przemyślenia oraz utrwalaniu swych osiągnięć w publikacjach, oraz ci drudzy – którzy także czytają publikację innych uczonych, prowadza liczne własne badania i publikują ich wyniki, ale wszystko to robią w celu podzielenia się owymi zdobyczami wiedzy ze światem praktyki – i czynią to w języku możliwie zrozumiałym dla tych, którzy w tym świecie funkcjonują.
Nie zaskoczę Was tym, gdy oświadczę, iż jako były wieloletni prelegent TWP, upowszechniający wiedzę o wychowaniu wśród nauczycieli i rodziców uczniów łódzkich szkół, opowiem się za językiem, którym swoim licznym słuchaczkom i słuchaczom przekazuje owoce swoich badań empirycznych prof. Jacek Pyżalski!!!
I nigdy nie będę wpadał w zachwyt, że jakiś profesor postanowił przykuć uwagę publiki jakimś nietypowym określeniem – patrz „antropocen”, czy kiedyś mój były „kolega z pracy”, lansując antypedagogikę…
Włodzisław Kuzitowicz
Nawiązując do naszej relacji z konferencji „Co ze zdrowiem psychicznym dzieci i młodzieży”, którą otworzyło wystąpienie pani dr n. med. Aleksandry Lewandowskiej – konsultantki krajowej w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży – na temat „Wyzwania psychiatrii wieku rozwojowego a kondycja psychiczna dzieci i młodzieży”, postanowiliśmy udostępnić dziś zapis wywiadu, jakiego udzieliła ona we wrześniu br., który zaczerpnęliśmy z portalu firmy TERMEDIA:
Screen z zapisu filmowego tej rozmowy
Dr n. med. Aleksandra Lewandowska – Konsultant Krajowy w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, ordynatorka Oddziału Psychiatrycznego dla Dzieci szpitala im. Babińskiego w Łodzi , Kierowniczka Poradni Zdrowia Psychiatrycznej dla Dzieci i Młodzieży
Trwa reforma psychiatrii dzieci i młodzieży. Jak w ostatnich latach zmieniła się sytuacja tej grupy pacjentów?
– Sytuacja w mojej ocenie zmieniła się znacząco, ponieważ wprowadzamy nowy system opieki dla pacjentów małoletnich w zakresie opieki lekarskiej, psychologicznej i terapeutycznej, a także pracę w środowisku chorych. Opieka środowiskowa to obszar oddziaływań, na którym nam szczególnie zależało, i o co środowisko psychiatrów dziecięcych apelowało od lat.
Trudno jednak już teraz w wiążący sposób ocenić w pełni efektywność nowego modelu z tego względu, że nikt nie przewidział długiego czasu pandemii, izolacji, a potem konfliktu zbrojnego i kryzysu gospodarczego. Prace nad ułożeniem reformy trwały około dwóch lat, a wdrażanie zmian zbiegło się z pierwszym lockdownem, gdzie podstawą jest praca w środowisku, wówczas niemożliwa. Jednak efekty niewątpliwie widzimy. Dużo się mówi na temat kryzysu psychiatrii dzieci i młodzieży, który nastąpił na długo przed pandemią. Przypominam, że jeszcze w 2012 roku ówczesny konsultant krajowy, prof. Tomasz Wolańczyk, apelował w imieniu środowiska o zmiany w zakresie opieki psychiatrycznej. Zwiększała się liczba pacjentów wymagających opieki specjalistycznej. Przez lata problem się nasilał. Dzisiaj, w tych trudnych czasach, kondycja psychiczna osób dorosłych jest znacznie słabsza, tak samo dzieci i młodzieży. Analizując tylko sektor publiczny i dane z Narodowego Funduszu Zdrowia, widzimy wzrost o 87 proc. liczby pacjentów dziecięcych do 13. roku życia i o 168 proc. więcej pacjentów młodzieżowych w porównaniu z czasem sprzed pandemii. To naprawdę duża skala i duże wyzwanie. Gdyby nie wprowadzone zmiany systemowe, byłaby katastrofa, bo niewydolny system nie byłby w stanie przyjąć tak dużej liczby pacjentów potrzebującej opieki i wsparcia.
Często też podkreślam, że praca w obszarze psychiatrii dziecięco-młodzieżowej to praca nie tylko z pacjentem dziecięcym czy nastoletnim, ale z całym środowiskiem, w którym pacjent funkcjonuje. Bardzo ważne jest tworzenie naturalnej sieci wsparcia dla pacjentów i współpraca w zespole. Wracając do pytania o zmiany, to one są znaczące. Potrzebna jest jednak zmiana podejścia i mentalności w samym środowisku i w zespołach, które do tej pory tych pacjentów leczyły. Jak podkreślam, układamy model opieki na nowo.
Zdaję sobie sprawę, że jeszcze za wcześnie na podsumowania, ale czy można powiedzieć, co udało się osiągnąć i jakie są najważniejsze cele do zrobienia w przyszłości w związku z reformą?
Foto: www.prawo.pl
Wczoraj (16 listopada) na portalu mama:Du zamieszczono tekst Karoliny Stępniewskiej, w którym autora podniosła problem bierności uczniów, płynącej z ich lęku przed ośmieszeniem się, a bywa, że i zastraszenia. Oto jego obszerne fragmenty i link do jego pełnej wersji:
To zdanie nigdy nie pada w klasie z ust ucznia. A szkoda, mogłoby zmienić jego życie
Albo pytanie. Lub kombinacja obu. „Przepraszam, ale nie zrozumiałem. Czy mogłaby pani to jeszcze raz wytłumaczyć?”. Dlaczego dzieci nie proszą nauczycieli o pomoc w zrozumieniu materiału? Odpowiedź jest prosta… i bardzo smutna.
W idealnym świecie uczniowie zawsze mogą poprosić nauczyciela o wytłumaczenie zagadnienia, którego nie zrozumieli i wiedzą, że jeśli się do niego zwrócą, otrzymają odpowiednie wsparcie. Brzmi logicznie i słusznie, prawda?
A jednak rzeczywistość polskiej sali lekcyjnej wygląda tak, że siedzi jeden uczeń z drugim w ławce, tępo gapią się na tablicę i nie ogarniają. Prędzej piekło by zamarzło, niż któryś z nich podniósłby rękę, by powiedzieć nauczycielowi, że czegoś nie zrozumiał. […]
Dlaczego uczeń nie prosi nauczyciela o wytłumaczenie?
Powody mogą być różne, ale głównym, w mojej ocenie, jest strach. Przed nauczycielem, który może ośmieszyć ucznia przed kolegami z klasy („No Jasiu, jakbyś uważał, zamiast myśleć o niebieskich migdałach, tobyś rozumiał”) albo okazać niezadowolenie („Ja nie mam czasu każdemu z was tłumaczyć wszystkiego z osobna, trzeba było uważać„). Przed oceną rówieśników, którzy mogą uznać „Jasia” za głupiego (<side-eye> „Jaki cringe, for real, Jasiu znów ma odklejkę, kys bruh„).
Do tego dochodzi wyniesione z domu i ugruntowane kulturowo przekonanie, że o pomoc proszą słabi i trzeba sobie radzić samemu. […]
Czy można to zmienić?
[…] Żeby dziecko mogło poprosić nauczyciela o pomoc w zrozumieniu jakiegoś zagadnienia, musi czuć się bezpiecznie w klasie oraz w obecności swoich rówieśników i pedagoga. Nie może bać się wyśmiania. Ale tu też duża rola nauczyciela, jeśli prowadzi swoje lekcje w sposób, który sprzyja zadawaniu pytań, drążeniu tematu, zaspokajaniu ciekawości, to uczeń nie będzie bał się przyznać, że czegoś nie wie.
Szkoła pozorów
Co gorsza, nie tylko podniesienie ręki w czasie lekcji i poproszenie o pomoc paraliżuje uczniów. To samo dotyczy poproszenia o powtórzenie czegoś. Nawet takiej błahostki jak to, co jest zadane do domu. Uczeń woli nie wiedzieć, jakie jest zadanie domowe, niż przyznać się, że nie dosłyszał. Najwyżej dopyta kolegów, ale też niekoniecznie.
Niedawne badania naukowców z uniwersytetów w Stanfordzie i Chicago wykazały, że już siedmioletnie dzieci utożsamiają proszenie o pomoc z przyznaniem się przed innymi, że brakuje im wiedzy, że nie są dość mądrzy. Wolą udawać, że wszystko rozumieją, niż powiedzieć głośno, że z czymś sobie nie radzą. I znowu wracamy do lęku przed oceną, ośmieszeniem oraz do zachowywania pozorów.
Cały tekst „To zdanie nigdy nie pada w klasie z ust ucznia. A szkoda, mogłoby zmienić jego życie” – TUTAJ
Źródło: www.mamadu.pl
Wczoraj (16 listopada 2023 r.) na fanpage „Nie dla chaosu w szkole” (koalicji rodziców, nauczycieli, uczniów, samorządowców, powstałej w połowie 2016 roku) pojawił się tekst autorstwa Tomasza Majki*, którego lektura dostarcza kolejnego wejrzenia w opinie o naszym systemie szkolnym. Towarzyszą temu trzy obrazki, które prezentujemy powyżej:
W szkołach w wewnętrznym trybie już pojawiają się egzaminy próbne, a w mojej głowie ta uporczywa refleksja z którą od dawna chciałem się podzielić.
Realizm i naturalizm Józefa Chełmońskiego. „Rdzenna polskość” w tematyce, gdzie w dziełach sztuki XIX wieku „Orka” i „Czwórka”, upatruję symboli patologii polskiego systemu edukacji XXI wieku. Chłop w prymitywny sposób orzący ziemię oraz zaprzęg czterech koni w szaleńczym galopie.
Czyli ma boleć. Ma być mozolnie, prymitywnie, ciężko, ale i szybko, z batem. Żeby zdążyć na czas egzaminów.
Tymczasem
Więcej, ciężej i z rygorem wcale nie znaczy lepiej. Koń z przeładowaną furą nie pojedzie. A i bat nie pomoże. Z lekką pojedzie wiele razy ochoczo. A i bat potrzebny nie jest. Podobnie uczeń w szkole.
Z nadmiaru odechciewa się uczyć. Bo albo nie jesz, nie śpisz, bezwolnie realizujesz przymus szkolny, albo nie jesteś wystarczająco dobry dla otoczenia. Finalnie okazuje się, że ci, którym się to pozornie udało trafiali na właściwy zestaw pytań i mądrych nauczycieli, którzy docenili tytaniczny wysiłek człowieka, nie zaś jego wiedzę w całości.
Zanim kolejny raz zaczniecie traumatyzować swoich uczniów, dzieci, podwładnych, siebie nawzajem, pomyślcie przez chwilę w jaki kanał nas wpuścili.
To się musi zmienić !!!
Od czwartej klasy, szarpany przez deklinację egzamin 8 klasisty spędza sen z powiek uczniom, rodzicom i nauczycielom.
O ocenie 8 lat nauki dziecka, ocenie szkoły oraz pracy wszystkich nauczycieli (szczególnie przedmiotów egzaminacyjnych) decydują trzy dni pomiaru dydaktycznego (310 min. czasu podstawowego lub 465 wydłużonego), psychofizyczna dyspozycja dnia, odporność na stres, zestaw pytań (jeden z niezliczonej ilości możliwych kombinacji, spośród których każda da inny końcowy wynik pomiaru dydaktycznego).
Po wyjściu z egzaminu słyszymy od uczniów – siadły, nie siadły mi pytania. Od nauczycieli – to nie był kluczowy rocznik. Czyli taki, który wpasował się w klucz. Albo, że mieli mniejszy potencjał. Tylko do czego? Czy nauczyciele, rodzice, uczniowie zadali sobie to pytanie. Zestaw pytań wybiórczych archaicznej podstawy z zakresu równania wszystkich do wspólnego mianownika, zamiast szukania indywidualnego potencjału dla dobra jednostki i ogółu.
I tak oto jednego roku nauczyciele poklepują się po plecach za najwyższe wyniki egzaminu, by kolejnego, ci sami nauczyciele, uczący tymi samymi metodami, przy użyciu tych samych środków dydaktycznych musieli pisać program naprawczy, osiągając jedne z najniższych. Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Za rok kolejna loteria dla ponad 3 mln. uczniów w ponad 14 tysiącach szkół.
„Komora maszyny losującej jest pusta, następuje zwolnienie blokady…”
Ponadto, egzaminami powinny zajmować się co najmniej dwie niezależne instytucje: jedna odpowiadałaby za przygotowanie testów i przebieg egzaminów, a druga za sprawdzenie arkuszy i ogłoszenie osiągnięć. Tymczasem błędów jest sporo. Często powielane w następnych latach, gdyż z powodu braku kontroli zewnętrznej CKE może czuć się bezkarnie. Co roku egzaminatorzy zgłaszają różnego rodzaju uwagi zarówno do testów, jak i sposobów ich sprawdzania, a liczba wniosków składanych przez rodziców uczniów o wgląd do prac egzaminacyjnych wzrosła w 2023 roku niemal dwukrotnie – dokładnie było ich 19743.
250 wglądów dziennie w egzamin ósmoklasisty. „Nie ma siły, by zdążyć przed wynikami rekrutacji”.
A błędy w ocenianiu nie są sporadyczne…
Jaki wniosek?
Wynik egzaminów powinien być tylko jednym z wielu czynników branych pod uwagę w ocenie końcowej ucznia i szkoły. Tymczasem to wyrocznia, etykieta, piętno na cały kolejny rok dla szkoły (grona pedagogicznego), a dla ucznia? W zasadzie sam nie wiem, bo rekrutacja uczniów do szkół ponadpodstawowych to też cyrk, bo dobry wynik egzaminu wcale nie gwarantuje przyjęcia do tej wymarzonej. Bo trzeba się jeszcze wstrzelić w profil, walczyć ze statystyką lub spełnić inne, nie zawsze klarowne, zakulisowe zasady naboru.
Jak można było dopuścić do tego, że dyspozycja konkretnego dnia, godziny, losowy zestaw pytań są ważniejsze niż 8 lat pracy dziecka w szkole (-: Jak można było wmówić dorosłym ludziom, że ten egzamin decyduje o początku lub końcu świata. Egzamin, którego nie można nie zdać, bo wystarczy się na nim fizycznie pojawić .
Myśmy się bezrefleksyjnie w tym szaleństwie ciągłego pomiaru zatracili. Stworzyliśmy patologię w której paradoksalnie to co najważniejsze zostało pozbawione wartości. My nie uczymy, tylko nauczamy w szkołach transmisyjnych. W monologu skierowanym do unieruchomionych, sfrustrowanych, pełnych uwięzionej energii, ciekawych świata dzieci i młodzieży.
Trzeba nam mądrych, świadomych ludzi, którzy zechcą zauważyć potrzebę zmian we wszystkim co czyni szkołę mniej przyjazną dla uczniów, rodziców, nauczycieli. Ze szczególnym wskazaniem na tych pierwszych.
Końcowe egzaminy ósmoklasistów, podobnie jak matury, są niesprawiedliwe. Kiedy liczą się tylko punkty, procenty, zaburzony jest system uczenia się. Tak długo, jak najpierw wyniki testu ósmoklasisty decydują o zakwalifikowaniu się do szkoły ponadpodstawowej, a potem wyniki matur decydują o zakwalifikowaniu się na studia, tak długo w szkołach uczniowie się nie uczą, tyko przygotowują do egzaminów. Ucząc pod klucz, rozwiązując nieustannie testy, można osiągnąć na egzaminie lepszy wynik niż ucząc młodych ludzi pod kątem przygotowania do życia w społeczeństwie. A taka jest (powinna być) zasadnicza, fundamentalna rola szkoły.
Tomasz Majka
Niejako w uzupełnieniu zamieszczamy jeszcze pierwszy z kilkunastu kometarzy, jakie można przeczytać pod powyżej zaprezentowanym tekstem:
Zaraz wyleje się na mnie fala hejtu, ale naprawdę uważam, że o rekrutacji do szkół średnich, czy na studia nie powinien decydować egzamin „zewnętrzny”. Podobnie, jak świadectwa z paskiem. Dzisiaj, szczególnie w podstawówkach, ten pasek jest często mocno naciągany. Powinny wrócić egzaminy do szkół średnich i na studia. Zdasz egzamin, zostajesz przyjęty, nie zdasz, szukasz miejsca gdzie indziej… Jedynymi punktami dodatkowymi powinny być osiągnięcia w tzw. olimpiadach przedmiotowych.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
*I tylko nie byliśmy w stanie ustalić, czy ów Tomasz Majka, to nauczyciel Zespół Szkół im. Jana Pawła II w Sokołowie Małopolskim – aktualnie kandydat w trwającym właśnie podkarpackim portalu nowiny24 plebiscycie na „Nauczyciela Roku”, czy może jest to, także Tomasz Majka, m. in. były wiceprezes Polskiej Agencji Rozwoju Turystyki, który od 2018 roku działa w branży doradczej. Nieszczęście polega na tym, że to nie jedyne osoby o tym imieniu i nazwisku, o których można dowiedzieć się, klikając w wyszukiwarce googl to hasło. [WK]
Poniżej prezentujemy obszerne fragmenty informacji, zamieszczonej dzisiaj (16 listopada 2023 r.) na stronie Najwyższej Izby Kontroli, z której można dowiedzieć się o wynikach kontroli szkół, którą NIK przeprowadziła w związku z napływającymi do niej informacjami o nieprawidłowościach w ocenianiu uczniów.
Kontrolę przeprowadzono w roku szkolnym 2020/2021 oraz pierwszym półroczu roku 2022/2023. Skontrolowano ocenianie osiągnięć edukacyjnych i zachowania uczniów w 10-u szkołach w różnych powiatach województwa świętokrzyskiego. Były to szkoły, z których do napływały do NIK sygnały o nieprawidłowościach lub takie, których uczniowie osiągali najwyżej średnie wyniki z egzaminów zewnętrznych w województwie.
NIK ocenia ocenianie w świętokrzyskich szkołach
[…]
W okresie objętym kontrolą w dziewięciu z 10 skontrolowanych szkół nie określano na przykład, jakie warunki trzeba spełnić, by z przedmiotu dostać ocenę roczną wyższą od przewidywanej. W przypadku stopnia celującego konieczne było wykazanie się wiedzą spoza programu nauczania, podczas gdy z ustawy o systemie oświaty wynika, że do uzyskania takiej oceny wystarczy pełne opanowanie treści ujętych w programie.
W ośmiu skontrolowanych placówkach niewłaściwe oceny roczne z co najmniej jednego przedmiotu (na cztery poddane szczegółowej analizie) oraz/lub zachowania otrzymało co najmniej 21% uczniów, a maksymalnie aż 63%. Nieprawidłowości dotyczyły nieuzasadnionego zaniżania stopni lub nieuwzględniania kryteriów przyjętych przez same szkoły. Przykładem może być podwyższanie oceny zachowania uczniom, którzy przynosili do szkoły papier do kserokopiarek czy karmę dla zwierząt i obniżanie takich ocen za wygląd – farbowane włosy, pomalowane paznokcie czy makijaż. W dwóch szkołach tylko uczniom, którzy na zajęciach nie sprawiali kłopotów wychowawczych przyznawano prawo do poprawienia stopnia z pracy pisemnej, mimo że zgodnie z ustawą o systemie oświaty, ocenianie osiągnięć edukacyjnych uczniów nie powinno być powiązane z ich zachowaniem. Z kolei w ośmiu szkołach wystawiano wzorowe i bardzo dobre oceny zachowania także tym, którzy opuścili bez usprawiedliwienia nawet 100 godzin lekcyjnych lub otrzymali naganę wychowawcy klasy.
Kontrola pokazała również, że w większości szkół (w ośmiu) niesystematycznie monitorowano pracę uczniów, a oceny wystawiano z mniejszą niż założoną w wewnętrznych przepisach częstotliwością. W efekcie z niektórych przedmiotów, np. z wychowania fizycznego uczeń dostawał najwyżej dwie oceny w ciągu całego półroczna i to tuż przed jego zakończeniem. Inna nieprawidłowość to rezygnowanie z wystawiania ocen za niektóre rodzaje aktywności, najczęściej dotyczyło to pomijania odpowiedzi ustnych na rzecz sprawdzianów lub innych form prac pisemnych. W sześciu szkołach od 15% do 75% uczniów, których dokumentacja była badana, nie otrzymywało żadnych ocen z odpowiedzi (także w czasie nauki stacjonarnej). W jednej szkole w ogóle zrezygnowano z oceniania tej formy aktywności, nawet w nauczaniu języków obcych. Nauczyciele tłumaczyli, że chcieli w ten sposób zmniejszyć stres odczuwany przez uczniów w związku z publicznymi wypowiedziami. Nie negując tego uzasadnienia, NIK zauważa, że takie podejście zasadniczo ograniczało możliwości rozwijania przez szkołę kompetencji językowych i komunikacyjnych uczniów.
Zdaniem NIK przyczynami stwierdzonych nieprawidłowości były niewłaściwie określone wewnątrzszkolne zasady oceniania osiągnięć edukacyjnych i zachowania uczniów (WZO), nieprzestrzeganie przez nauczycieli tych zasad albo niejednolita ich interpretacja. Trzeba jednak dodać, że w wyniku przeprowadzonej kontroli rady pedagogiczne większości poddanych jej placówek rozpoczęły prace nad modyfikacją wewnętrznych zasad oceniania. […]
Zasady oceniania ustalone, ale najczęściej niezgodnie z przepisami
Zgodnie z ustawą o systemie oświaty wszystkie skontrolowane przez NIK szkoły opracowały wewnętrzne zasady oceniania osiągnięć edukacyjnych oraz zachowania uczniów (WZO) i umieściły je w swoich, nie zawsze czytelnych i spójnych, statutach. W dziewięciu z 10 placówek zasady opracowano niezgodnie z przepisami; nie określono w nich np. sposobu, w jaki nauczyciel ma uzasadnić wystawioną ocenę czy nawet wymagań edukacyjnych dotyczących poszczególnych ocen klasyfikacyjnych. W siedmiu szkołach opracowane WZO zawierały wewnętrznie sprzeczne regulacje lub nie ujęto w nich pełnego albo prawidłowego brzmienia przywołanych przepisów, co mogło prowadzić do ich błędnej interpretacji.
Uzupełnieniem WZO powinny być przedmiotowe zasady oceniania (PZO), które precyzują szczegółowe wymagania edukacyjne, od spełnienia których zależy ocena bieżąca z danego przedmiotu. W dokumentach tych powinny się znaleźć informacje na temat np. sposobów sprawdzania osiągnięć uczniów, wpływu ocen z poszczególnych aktywności na ocenę roczną, zasad zgłaszania nieprzygotowania, form i terminów poprawiania ocen lub ich uzupełniania np. ze sprawdzianów, na których uczniowie nie byli obecni. W skontrolowanych przez NIK szkołach z 38 PZO poddanych szczegółowej analizie 31 było niezgodnych z przepisami oświatowymi i/lub niespójnych ze statutami szkół.
Z kolei zasady ustalania ocen zachowania nie zawsze uwzględniały wszystkie prawa ucznia, w tym prawo osoby pełnoletniej do usprawiedliwiania swojej nieobecności na zajęciach szkolnych. W sześciu szkołach przewidziano możliwość obniżenia oceny zachowania, jeśli wygląd ucznia był nieodpowiedni. Zgodnie z WZO osoba, która farbowała włosy, malowała paznokcie lub stosowała makijaż, nie mogła mieć wzorowej ani bardzo dobrej oceny, a nieprzestrzeganie zasad dotyczących wyglądu mogło być (w dwóch z tych szkół) podstawą do obniżenia oceny zachowania nawet do nieodpowiedniej. Co prawda przepisy oświatowe wymagają określenia w statucie obowiązków w zakresie przestrzegania zasad ubierania się uczniów na terenie szkoły, nie dotyczy to jednak, jak zauważa NIK, szeroko pojętego wyglądu.
Niejasne procedury oceniania zdobytej wiedzy i umiejętności
Wczoraj można było obejrzeć i wysłuchać na fanpage „Akademickiego Zacisza” (także na YouTube) kolejne spotkanie w ramach „Wirtualnego Uniwersytety Pedagogicznego” – tym razem jego organizator i gospodarz – prof. Roman Leppert – określił temat rozmowy jako poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o kondycję psychospołeczną młodzieży, ale w kontekście prowadzonych na ten temat badań.
Osobą, która podjęła się udzielania odpowiedzi w tych obszarach był dr hab. Jacek Pyżalski, prof. UAM w Poznaniu, znany ekspert i autor wielu badań, także międzynarodowych, problemów społecznych i edukacyjnych dotyczących młodzieży.
Tradycyjnie umożliwiamy wszystkim zainteresowanym, którzy (tak jak i redaktor OE) z różnych powodów nie mogli wczoraj śledzić tego wydarzenia, zapoznania się z tą niezwykle interesującą i bardzo poszerzającą naszą potoczną wiedzę rozmowę – nie tylko o problemie kondycji psychospołecznej współczesnej młodzieży, ale i o metodach pozyskiwania obiektywnej, wiarygodnej wiedzy o tym problemie.
Pytanie o kondycję psychospołeczną młodzieży – TUTAJ
Dziś (6 listopada 2023 r.) proponujemy lekturę posta z Fb prolilu Borysa Bińkowskiego – autora książki “Szkoła od Nowa: czy nauka o rozwoju człowieka pomoże nam stworzyć lepszą edukację?“:
Gdybym został ministrem edukacji…
No nie, spokojnie, takich ambicji nie mam. Jednak jest pokusa (przy zmianie władzy), aby doradzić, wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie, poprzesuwać suwaki jak w ekonomicznej grze komputerowej. Co bym doradził? Co Wy byście doradzili? […]
Na szybko:
– likwidacja historii w 4 klasie (chaotyczny dobór subiektywnych tematów, zupełnie niepotrzebne w tym wieku)
W drugiej kolejności:
– reforma matury: zamiast dotychczasowych przedmiotów 3 osobne: angielski, komunikacja (praktyczne umiejętności komunikacyjne w języku polskim, w tym myślenie krytyczne bez obowiązku znajomości lektur) i król matury – nauki empiryczne (od fizyki po psychologię – test nastawiony na myślenie analityczne, rozwiązywanie zadań, tu też matematyka).
– reforma podstawy programowej – poszerzenie listy przedmiotów (np. o teatr, taniec, architekturę lub psychologię) i odrzucenie obowiązkowości (poza nauką czytania, angielskim i podstawami matematyki). Uczniowie mieliby jedynie za zadanie zdobyć określoną ilość punktów z puli przedmiotów w roku, pod warunkiem że wybiorą choć jeden przedmiot z ruchu, nauki, komunikacji i sztuki.
No i dalej:
– autonomia szkół,
– szerokie wsparcie psychologiczne,
– tutoring zamiast wychowawstwa,
– brak sztywnego podziału na klasy,
– indywidualne programy nauczania,
– autonomia nauczycieli,
– przestrzeń do zabawy dla maluchów,
– bez obowiązkowych prac domowych,
– feedback zamiast ocen (w tym bez ocen końcowych),
– lekcje w liceum od 9,
– promocja małych szkół,
– promowanie kompetencji kluczowych (analiza krytyczna, komunikacja, współpraca, analiza logiczna, kreatywność), zamiast pamięciówki,
– nauczanie oparte wyłącznie na współczesnej wiedzy naukowej.
A co Waszym zdaniem trzeba by zmienić?
Źródło: www.facebook.com/borys.binkowski.9/
Jakuba Gierszał w mini serialu, przygotowanym w ramach kampanii „Reaguj na przemoc wobec dzieci”
Dzisiaj (15 listopada 202 r.) na stronie mamadu.pl zamieszczono informacje o tym, że Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przygotowała mini serial, który powinniście obejrzeć. Oto obszerne fragmenty tego tekstu, link do jego pełnej wersji i link do owego miniserialu:
Myślisz, że to nie twoja sprawa? Ten film otwiera oczy, powinien zobaczyć go każdy
Mogłoby się wydawać, że nie ma jakieś prostej reguły, czy i kiedy reagować na płacz obcego dziecka. Jednak to, że odczuwamy niepokój, jest już wystarczającym powodem, by działać. Tak możesz ochronić zdrowie, a nawet życie dziecka! Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przygotowała miniserial inspirowany prawdziwymi historiami, by pokazać, dlaczego to tak ważne. Przekaz jest mocny, a całość obowiązkowo powinien zobaczyć każdy. Otwiera oczy i skłania do działania.[…]
By rozwiać wszelkie wątpliwości i pokazać, jak niezwykle ważna jest nasza reakcja, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przygotowała miniserial. Zobaczysz w nim znanych aktorów, m.in. Jakuba Gierszała i Juliusza Chrząstkowskiego. Produkcja jest częścią kampanii „Reaguj na przemoc wobec dzieci”. Serial ten powinien zobaczyć każdy. Zaledwie kilkuminutowe odcinki wbijają w fotel i dają do myślenia. […]
Jak reagować na przemoc wobec dziecka?
Jeśli widzisz przemoc ze strony rodzica lub opiekuna: dziecko jest szarpane, wyzywane, poniżane, bite np. karcone klapsem, nie czekaj – reaguj! Pamiętaj, ono samo się nie obroni. Nie wiesz jak? Oto kilka przydatnych wskazówek przygotowanych przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę:
-Zasygnalizuj, że zauważyłeś sytuację krzywdzenia dziecka – nawiązanie kontaktu wzrokowego może być wystarczającą reakcją, która powstrzyma przemocowe zachowanie opiekuna.
-Spróbuj obniżyć napięcie – zapytaj: „Przepraszam, czy coś się stało?”, „Widzę, że pani/panu jest trudno, pomóc jakoś?”. Spróbuj odnieść się do własnych doświadczeń, np.: „Pamiętam, kiedy moje dzieci były w tym wieku. To bardzo trudny czas. Czy mogę w czymś pomóc?”, Często sama próba nawiązania rozmowy może dać rodzicowi do myślenia i zatrzymać przemoc wobec dziecka.
-Nie krytykuj i nie atakuj, ale też nie unikaj nazywania rzeczy po imieniu – spokojnie, ale stanowczo mów o tym, co cię zaniepokoiło: „Widzę, że uderzył pan/pani dziecko”, „Proszę nie bić dziecka”.
Wiesz lub podejrzewasz, że dziecko doświadcza w rodzinie przemocy fizycznej lub psychicznej? Poinformuj lokalny Ośrodek Pomocy Społecznej, szkołę, przedszkole lub żłobek krzywdzonego dziecka, dzielnicowego lub sąd rodzinny.
Jeżeli widzisz lub wiesz o poważnym zagrożeniu życia, lub zdrowia dziecka, nie zastanawiaj się – natychmiast wezwij policję, dzwoniąc pod numer 112 lub 997!
Twoja reakcja na krzywdę przywraca dziecku poczucie bezpieczeństwa i daje szansę na lepszą przyszłość. Pamiętaj, to może ochronić jego zdrowie, a nawet życie!
Zobacz mini serial inspirowany prawdziwymi historiami. Przekonaj się jak wiele może zmienić Twoja reakcja na przemoc wobec dziecka – TUTAJ
Cały tekst „Jakuba Gierszał w mini serialu, przygotowanym w ramach kampanii „Reaguj na przemoc wobec dzieci” – TUTAJ
Źródło: www.mamadu.pl













