
Po 10-u dniach proponujemy powrót na Fb profil Borysa Bińkowskiego, który przed paroma dniami zamieścił tam swoją kolejną propozycję zmian w naszym systemie szkolnej edukacji – tym razem w obszarze języka polskiego:
Język polski do reformy? Głębokiej reformy!
Wszyscy to znamy, każdy z nas to przeżył. 4-5 godzin języka polskiego na tydzień. Gramatyka, ortografia, definicje, regułki, Słowacki, Mickiewicz, cegły pozytywistyczne które uczniowie udają, że czytają, a nauczyciele udają, że tego nie widzą.
A na koniec matura zorganizowana tak, że znajomość Prusa czy Sienkiewicza zdaje się najważniejszą umiejętnością naszej cywilizacji.
Wszyscy grają w grę pozorów. Szukamy strategii, aby się jak najmniej narobić i zdać na odpowiednim poziomie. Czy wynik matury z języka polskiego mówi nam cokolwiek o inteligencji, analizie krytycznej, umiejętności współpracy, logicznym myśleniu?
Czy komukolwiek przydała się w praktyce zawodowej lub społecznej znajomość Pana Tadeusza?
Jasne, to może wszystko być piękne, ale przecież muzyka Milesa Davisa czy Pink Floyd też jest piękna, a nie jest przedmiotem obowiązkowym w szkole. (a jeśli ktoś wstanie i krzyknie – ale Mickiewicz kształtuje naszą zbiorową świadomość, to spieszę z informacją, że Pink Floyd też i to może bardziej).
W mojej ocenie jest to wielka strata czasu. Nie zrozumcie mnie źle – nie uważam, że nauka komunikowania się w mowie i piśmie w języku polskim jest nieważna, uważam jednak, że:
1.języka powinno się uczyć jak umiejętności, nie jak zestawu regułek, czyli przez praktyczne zadania na wielu różnych przedmiotach,
2.literatura piękna powinna mieć podobny status jak inne sztuki – teatr, architektura, muzyka, sztuki plastyczne. I powinna być dobrowolna,
3.matura językowa powinna sprawdzać praktyczne umiejętności związane z językiem polskim (nie znajomością lektur).
Zgadzacie się?
Pozdrawiam, Borys Bińkowski
Źródło: www.facebook.com/borys.binkowski.9
„Portal Samorządowy – Portal dla Edukacji” zamieścił dzisiaj (23 listopada 2023 r.) tekst o wartej odnotowania i upowszechnienia inicjatywie władz miasta i gminy Pleszew w Wielkopolsce. Oto jego obszerne fragmenty:
Dawny przedmiot wraca do szkół. Nauczą uczniów… wiązać sznurowadła
Foto: Olena Yakobchuk/shutterstock
[…]
>Wielkopolski Pleszew uczy uczniów codziennych umiejętności, które – jak się okazuje – wielu przysparza problemów.
>Przygotowujemy program, który wdrożymy również w przedszkolach, gdzie dzieciaki kończąc przedszkole, będą miały pewne kompetencje. To będzie wbijanie gwoździ czy przyszywanie guzika – mówi Izabela Świątek, zastępca burmistrza miasta i gminy Pleszew odpowiedzialna w gminie za oświatę.
>Szkolne pracownie do rozwijania wspomnianych umiejętności już działają. Wyposażone są w różnorodne urządzenia jak wkrętarka, wyrzynarka czy drobny sprzęt niezbędny do szycia, obróbki materiałów i prostych prac budowlanych.
Plewszewski samorząd tłumaczy, że postępy w technologii i cyfrowe narzędzia edukacyjne sprawiają, że szkoły koncentrują się na rozwijaniu umiejętności cyfrowych, matematycznych i językowych – zapominając o rozwijaniu umiejętności manualnych i motorycznych.
– Zauważamy wśród młodych osób, że coraz częściej mają problemy z podstawowymi czynnościami jak np. wiązane sznurowadeł. Postanowiliśmy więc – oprócz rozwijania kompetencji przyszłości – zadbać o ich motorykę i umiejętności praktyczne – mówi Izabela Świątek, zastępca burmistrza miasta i gminy Pleszew odpowiedzialna w gminie za oświatę.
Tamtejszy samorząd podjął inicjatywę, by w pleszewskich szkołach pojawiły się nowe pracownie techniczne. Wyposażone w profesjonalny sprzęt, mają nauczyć dzieci wykonywania praktycznych czynności. Młodzież pracować będzie m.in. z wkrętarką, maszyną do szycia, czy szlifierką. Władze miasta pomysł zamierzają rozwijać i już pracują nad tym, by umiejętności praktyczne zdobywały już przedszkolaki. […]
Aby przekonać i oswoić rodziców z pomysłem, by ich dzieci w szkole uczyły się obsługi szlifierki, młotka czy maszyny do szycia, władze Pleszewa zdecydowały się zaprosić ich do udziały w lekcjach.
– Na chwile obecną przygotowujemy zajęcia otwarte dla rodziców, żeby zobaczyli jak to działa, jak funkcjonuje ponieważ temat jest bardzo świeży. Liczę na to, że przyjdą zobaczyć jak wygląda sprzęt, jakie warunki pracy mają uczniowie i nauczyciele. Myślę, że to będzie moment na wymianę uwag – mówi Izabela Świątek.
Cały tekst „Dawny przedmiot wraca do szkół. Nauczą uczniów… wiązać sznurowadła” TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
x x x
Foto: Izabela Dyrda[www.kuriernauczycielski.pl]
Już w 2010 roku w „Kurierze Nauczycielskim „ zamieszczono postulat powrotu do szkół prac ręcznych – w artykule „O potrzebie prac ręcznych” – TUTAJ
Kolejne spotkanie w Akademickim Zaciszu – w cyklu „Wirtualnego Uniwersytetu Pedagogicznego” – miało bardzo aktualny temat, który – w jego naukowej wersji został sformułowany jako „edukacyjny proces hominizacji”, , a w wersji dla niefachowców był po prostu rozmową o „higienie cyfrowej”. Te nowe pojęcia przybliżała – odpowiadając na pytania prof. Romana Lepperta – Magdalena Bigaj, która jest autorką projektów edukacyjnych i naukowych oraz licznych publikacji z obszaru wpływu nowych technologii na społeczeństwo. Jest twórczynią i prezeską Fundacji Instytut Cyfrowego Obywatelstwa, autorką książki „Wychowanie przy ekranie. Jak przygotować dziecko do życia w sieci”.
Odpowiedzi na pytania pytanie o higienę cyfrową – TUTAJ
Oto tekst, ktory prof. Stanisław Czachorowski zamieścił przed kilkoma dniami na fanpage „Profesorskie Gadanie”. Są to jego przemyślenia i refleksje na temat sztucznej inteligencji w edukacji oraz jak mają wobec niej zachować się nauczający:
Algorytmy językowe i inne wcielenia sztucznej inteligencji dużo zmieniają w edukacji. Już nic nie będzie takie jak kiedyś. To już widać. Zmienia się szkoła, zmienia uniwersytet a nauczyciele z jednej strony dostają pomocnicze narzędzia, niczym osobistych asystentów wspomagających przygotowanie lekcji, a z drugiej pojawia się nowy konkurent. Czy nauczyciele stracą pracę przez różne urządzenia, wykorzystujące AI? Trzeba będzie znowu się uczyć.
Z całą pewnością rozwijać się będą małe i duże algorytmy językowe, które znacznie wspomagać będą zindywidualizowane uczenie się. Prywatny korepetytor i pomocnik w edukacji. Już są. I to coraz lepsze. I będą się doskonalić. Ale tu się pojawia pytanie: kto i jak nauczy i spersonalizuje te wyspecjalizowane algorytmy AI by dobrze uczyły małych i dużych? Już nie pisanie podręczników szkolnych, zeszytów ćwiczeń, rozkładów materiału ze scenariuszami ale całe środowisko, bardziej złożone niż Moodle. Zaprojektować i przygotować do korzystania. Całkiem nowy zawód. A może ten stary, nauczycielski, tylko nieco zmodyfikowany i bardziej wymagający?
Może kształtuje się nowy zawód – nauczyciel do AI, zarówno dla dużych (tu potrzebny cały zespół i sztab nauczycieli) jak i małych modeli językowych, bardzo wyspecjalizowanych, dedykowanych do niewielkich treści. Na nic tradycyjna psychologia czy pedagogika (przecież trzeba uczyć nie-człowieka), bo trzeba jeszcze umiejętności cyfrowych i zrozumienia technologii i być może nawet programowania. Z całą pewnością pedagogika i dydaktyka się przydadzą lecz nie wystarczą. Bo uczeń będzie inny. Trzeba wytrenować, wykształcić AI jako nauczyciela dla innych, dorosłych, seniorów, i dzieci. Czyli nowy zawód nauczyciela nauczycieli AI? W pewnym sensie nowy rodzaj podręcznika i kursu z treścią, ćwiczeniami, stylem pracy, testami, ewaluacja, cierpliwością niezmierzoną itp.
Co musi umieć taki nauczycieli dla AI?
-karmić czyli dostarczać dane (właściwy dobór lektur),
-pytaniami sprawdzać czy dobrze wie i czy dobrych udziela odpowiedzi,
-rozumieć ludzi i ludzki proces uczenia się,
-rozumieć technologie i algorytmy AI (jak działają, jakie mają słabe i mocne strony).
Ile czasu trwa uczenie AI? Na pewno potrzeba dużego zespołu „pedagogicznego” a nie tylko jednego nauczyciela. Chyba, że będą dostępne półprodukty, które jedynie trzeba będzie zmodyfikować, zaktualizować do dedykowanego zadania. Tak jak napisać swój podręcznik/tutorial do konkretnego przedmiotu lub zestaw ćwiczeń dla konkretnego odbiorcy. Na przykład przeszkolenia pracowników w jednej firmie.
I jak uczyć takie AI by uczyło potem skutecznie i szybko (tanio). Z wiedzą podawczą czy lepiej aktywizującą? Wiedza podawana kopiuj-wklej czy zupełnie inaczej? Czy raczej jakieś sieci neuronowe jako tworzenie systemu edukacji?
Elektryczność zmieniła wiele: odebrała pracę ulicznym zapalaczom lamp gazowych a jednocześnie stworzyła zupełnie nowe miejsca pracy. Podobnie jest chyba ze sztuczna inteligencją. Wprowadza duże zmiany, jedni uczą się szybciej, inni wolniej. Jedni dostrzegają tylko zagrożenie, inni dostrzegają zupełnie nowe szanse, Tak jak tani druk gazet i książek stworzył rynek dla pisarzy i dziennikarzy.
Projekczyciel (nauczyciel projektant środowiska edukacyjnego) nabiera nowego znaczenia. Jak się odnajdujecie w takim świecie?
Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story_
Foto: Jerzy Dudek/Fotorzepa[www.edukacja.rp.pl]
Przemysław Czarnek w Sejmie – przekonuje posłów do swojej ustawy
„Portal Samorządowy – Portal dla Edukacji” zamieścił dzisiaj (22 listopada 2023 r.) informację, która choć nikogo nie powinna zaskoczyć, to może wielu uspokoić. Oto jej fragmenty:
Co dalej z głośną ustawą ministra Czarnka?
[…]
Ustawa zwana lex Czarnek 3.0 to jeden z niedokończonych projektów wielkiej reformy systemu oświaty proponowanej przez ustępujący rząd Mateusza Morawieckiego. Zmiany, jakie tą nowelizacją zostały przyjęte przez Sejm 17 sierpnia zostały w całości odrzucone przez Senat 7 września 2023 r. […]
Zdaniem senatorów ustawa, wprowadzając zakaz prowadzenia w przedszkolach i w szkole podstawowej działalności przez stowarzyszenia i inne organizacje promujące zagadnienia związane z seksualizucją dzieci posługuje się nieostrym wyrażeniem. A w związku z tym regulacja może być interpretowana i stosowana w różny sposób przez poszczególnych dyrektorów szkół i placówek.
– W konsekwencji w jednej szkole lub placówce zajęcia dodatkowe będą mogły być prowadzone przez dane stowarzyszenie lub inną organizację, a w innej prowadzenie zajęć przez tożsamy podmiot będzie zabronione – argumentował Senat w uzasadnieniu.
W cytowanej tu uchwale Senat wskazał również, że podziela poglądy zgłaszane w pracach nad ustawą przez polityków, organizacje pozarządowe oraz inne podmioty, zgodnie z którymi przedmiotowa ustawa wprowadza zbędne obowiązki biurokratyczne, które mogą stanowić barierę w nawiązywaniu współpracy między szkołami i placówkami a organizacjami pozarządowymi. Ponadto, konieczność przedstawiania szeregu informacji przed podjęciem działalności przez stowarzyszenie lub inną organizację uniemożliwi doraźne reagowanie na potrzeby szkoły w trudnych sytuacjach kryzysowych. […]
Ostatnia nowelizacja reguluje tylko i wyłącznie procedurę dopuszczania organizacji pozarządowych do prowadzenia zajęć dodatkowych w szkołach (całkowicie usuwając taką możliwość z przedszkoli), po to, by żadne edukatorki czy edukatorzy nie seksualizowały dzieci.
Problem w tym, że jeśli chodzi o „seksualizowanie” dzieci i uczniów to zdecydowana większość społeczeństwa polskiego mówi – nie, natomiast gdy chodzi o zajęcia organizowane przez NGO, które nie są:
>organizacjami wykonującymi zadania zlecone przez administrację rządową,
>organizacjami realizującymi zadania Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom,
>organizacją harcerską (objętą Honorowym Protektoratem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej),
>Polskim Czerwonym Krzyżem.
To ustawianie ich w proceduralnej kolejce budzi już zdecydowany sprzeciw.
Teraz jednak siły w parlamencie się zmieniły i przewagę mają te partie, ci posłowie, które raczej ciepło myśleli o wsparciu, jakiego udzielają szkołom organizacje pozarządowe. W tym kontekście losy regulacji wydają się przesądzone, jeśli w ogóle wrócą pod obrady Sejmu. […]
– Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy dalej tę ustawę procedować. Tak naprawdę zarówno Sejm i Senat, jak i ludzie pokazali, że jest to niepotrzebne. W szkole również nie widzimy powodu, by ustawa lex Czarnek 3 0. miała wejść. Wręcz przeciwnie, byłoby to bardzo szkodliwe – mówi poseł Marcin Józefaciuk, jeszcze do niedawna dyrektor szkoły. […]
Również posłanka Dorota Łoboda, radna m.st. Warszawy, nie widzi przyszłości dla tej nowelizacji. – Jako osoba, która współtworzyła Ruch Wolna Szkoła walczący z kolejnymi odsłonami ustawy lex Czarnek jestem przeciwniczką usuwania organizacji pozarządowych ze szkół. Przeciwnie – uważam, że powinniśmy maksymalnie ułatwić im działanie w szkołach, dlatego, że często te organizacje są znakomitym uzupełnieniem oferty szkoły. Szczególnie w miejscowościach, które nie mają domów kultury, teatrów, kina, muzeów czy miejsc, w których dzieje się coś więcej niż to, co oferuje szkoła – powiedziała PortalSamorzadowy.Pl zaledwie kilka dni przed wyborami.
Jej zdaniem – jak najbardziej te organizacje powinny móc działać w szkołach, przy czym oczywiście nie bez kontroli, która jest już stosowana.
– Obowiązujące prawo wymaga uzyskania pozytywnej opinii Rady Rodziców przed wejściem danej organizacji do szkół. Moim zdaniem należy uzupełnić ten wymóg o to, co jest już praktyką, że szkoła zbiera od rodziców zgody na uczestnictwo dziecka w konkretnych zajęciach, które prowadzi ktoś spoza szkoły. I to jest absolutnie wystarczające – wskazała.
I dodała: – Mam pełne zaufanie do nauczycieli. Uważam, że w porozumieniu z rodzicami czy też ze starszymi uczniami w szkołach ponadpodstawowych oni są w stanie odpowiednio wybrać treści i organizacje, które te organizacje będą w szkole prezentowały.
Cały tekst „Co dalej z głośną ustawą ministra Czarnka?” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/ https://
Z jakimże zdziwieniem zarejestrowaliśmy wczoraj (21 listopada 2023 r.) na stronie MEiN informację, zachęcającą do obejrzenia drugiego filmu dotyczącego szeroko pojętej tematyki fake newsów, dezinformacji i manipulacji w mediach. Bijemy się w piersi – przeoczyliśmy informację z 14 listopada o pierwszym takim filmie.
Zamieszczając poniżej fragmenty wczorajszego tekstu, nie możemy się oprzeć przed sparafrazowaniem „klasyczki” tematu – pani z broszką: „Przez ostatnich osiem lat Polki i Polacy…” byli karmieni przez media znajdujące się pod całkowitą waszą kontrola, nie tylko fake news’ami, ale ordynarnymi kłamstwami. Jednak kolejne kierownictwa MEiN nie lansowały materiałów o tym jak odróżniać manipulacje i kłamstwa od prawdy:
Fakty a opinie. Jak realizować politykę informacyjną? Materiały informacyjne MEiN
Zachęcamy do obejrzenia drugiego filmu dotyczącego szeroko pojętej tematyki fake newsów, dezinformacji i manipulacji w mediach. W tym odcinku usłyszymy o tym, jak weryfikować informacje i przekazy medialne, aby rozróżnić prawdziwe od fałszywych. Materiał powstał we współpracy Ministerstwa Edukacji i Nauki i Centrum Edukacji Medialnej w Kielcach.
Istota i sens edukacji medialnej
Media masowe stały się nieodłączną częścią współczesnej rzeczywistości, a większość ludzi już nie wyobraża sobie funkcjonowania bez nich. Przekazy medialne wpływają na nasze postrzeganie świata, sposób oceniania faktów, a nawet na indywidualne wybory każdego z nas. Kształtują też nasz światopogląd. Dlatego potrzeba dziś odpowiedzialnej edukacji medialnej, która wykształci umiejętność krytycznego i refleksyjnego odbioru takich informacji.
– Zależy nam na tym, żeby przede wszystkim uczyć podchodzenia do informacji krytycznie, ale także do odróżniania, rozróżniania autorytetów. W dzisiejszym świecie mamy problem właśnie z tym, żeby ślepo nie wierzyć ludziom, którzy uważają, że znają się na wszystkim – mówi Kamil Oleszkiewicz, specjalista ds. edukacyjno-informacyjnych w Naukowej Akademickiej Sieci Komputerowej. – Naszą rolą jest budowanie świadomości. To jest pierwszy krok do tego, żebyśmy bardziej odpowiedzialnie korzystali z mediów – dodaje. […]
Weryfikacja przekazów medialnych – czyli o tym, jak być krytycznym odbiorcą informacji w mediach
Fake newsy to potężne narzędzie wpływu na opinię publiczną. Odróżnienie ich od prawdziwych informacji jest coraz trudniejsze, a czasem nawet niemożliwe. Dezinformacja może spowodować ogromne szkody, dlatego należy jej przeciwdziałać. Szeroką edukację medialną w tym zakresie prowadzi Centrum Edukacji Medialnej w Kielcach.[…]
– Nasza misja skupia się przede wszystkim na tym, aby podejmować różnego rodzaju współprace. Wiemy, że w grupie jesteśmy silniejsi. Między innymi współpraca z Naukową Akademicką Siecią Komputerową, Stowarzyszeniem Demagog czy Polską Agencją Prasową umożliwia nam informowanie różnych grup odbiorców na temat zjawiska fake newsów, na temat tego w jaki sposób skutecznie odróżniać informacje prawdziwe od informacji fałszywych – mówi dr Paulina Prędotka, dyrektor Centrum Edukacji Medialnej w Kielcach.
Centrum Edukacji Medialnej to jedyne tego typu miejsce w Polsce. Placówka prowadzi szereg zajęć edukacyjnych na temat wykrywania medialnych manipulacji czy analizy przekazów docierających z mass mediów. [..]
Cykl edukacyjny powstał podczas „Sesji eksperckiej #CYFROWErozmowy: weryfikacja w dobie (dez)informacji”, zorganizowanej 8 listopada 2023 r. we współpracy z Centrum Edukacji Medialnej w Kielcach.
Mamy nadzieję, że przygotowane materiały filmowe przyczynią się do poszerzenia świadomości odbiorców w zakresie weryfikacji przekazów medialnych oraz odróżnienia fałszywych od prawdziwych informacji.
W kolejnej publikacji opowiemy m.in. o roli mediów w budowaniu przekazów medialnych.
Fakty a opinie. Jak realizować politykę informacyjną? – Plik filmowy na YoyTube – TUTAJ
Cały tekst „Fakty a opinie. Jak realizować politykę informacyjną? Materiały informacyjne MEiN” – TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/
Dzisiaj (22 listopada 2023 r.) prezentujemy syntetyczną relację z pewnej lekcji matematyki, poprowadzonej nowatorsko przez autorkę tego tekstu i właścicielkę Fb profilu, z którego to skopiowaliśmy – koleżanką Annę Szulc:
Obiecana relacja z pracy z błędem po pracy ”Co umiemy o zbiorach i przedziałach liczbowych? )
1.Uczniowie przyszli na lekcje z przepisanymi treściami zadań, które były błędnie rozwiązane albo autorzy nie byli pewni, czy mimo dobrego wyniku (dobry strzał), rozumieją.
2.We współpracy ze sobą opracowali opisy powodów niepowodzeń i uzupełnili poprawnymi odpowiedziami. Mogli liczyć na moją pomoc lub sprawdzenie, czy dobrze myślą.
3.Obserwacja pracy w ośmiu grupach dała mi możliwość zorientowania się, co było najtrudniejsze. Najtrudniejsze zadanie rozwiązaliśmy wspólnie na tablicy.
4.Uczniowie mogą do niepoprawnych rozwiązań przygotować i rozwiązać zadania danego typu.
5.Uczniowie podchodzili (będą nadal na następnej lekcji) do mnie indywidualnie, będą prezentować opracowania, dopytywać, jeśli jeszcze czegoś nie są czegoś pewni. Ja w dzienniku w rubryce Zbiory odnotowuję zal, czyli zaliczenie, jeśli wiedza i umiejętności pokrywają się z planami w IPUS-sie. Zal świadczy o tym, że plan jest poprawnie realizowany.
Jeśli jest inaczej, czyli nie na planowaną ocenę roczną, to ustalamy warunki poprawy.
WNIOSKI po pierwszej pracy:
1.Bywa, że uczniowie w nie dowierzają, że umieją.
2.Są pomocni, są zadowoleni, że mogą na mnie i na siebie nawzajem liczyć.
3.Coraz bardziej przekonują się i doceniają, że naprawdę nic złego im nie grozi.
4.Pracy z błędem też trzeba się nauczyć. Nie chodzi o stwierdzenie, że jest źle i zapisanie poprawnego rozwiązania. Chodzi o znalezienie powodu błędnego rozwiązania i opisania, by w przyszłości tego błędu nie popełnić.
5.Od jutra zaczynamy pojęcie wartości bezwzględnej. Kiedy zaprezentuję temat, będą współpracować wykonując przykłady, a ja w tym czasie będę rozmawiać z kolejnymi uczniami zaliczać zbiory.
x x x
Tekst został zilustrowany trzema zdjęciami i trzema filmikami – obacz – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/anna.szulc.505/
Foto: Mateusz Skwarcek/Agencja Wyborcza PL[www.krakow.wyborcza.pl/krakow/]
Gabriela Olszowska -edukatorka i trenerka nauczycieli, doświadczony metodyk, autorka licznych warsztatów dla polonistów i publikacji metodycznych, była dyrektorka Gimnazjum nr 2 im. Adama Mickiewicza w Krakowie – której opinie przytoczono w poniższym artykule w „Gazecie Wyborczej”
W czwartek ub. tygodnia zamieściliśmy fragmenty materiału, zaczerpniętego ze strony NIK, zatytułowanego „NIK ocenia ocenianie w świętokrzyskich szkołach”. W miniony poniedziałek krakowski dodatek „Gazety Wyborczej” także podjął ten temat, ale w wersji publicystycznej, zamieszczając tekst, którego fragmenty udostępniamy poniżej:
Nauczyciele: w raporcie NIK o ocenianiu w szkole roi się od błędów. „Zasługuje na jedynkę”
[…]
Raport NIK o ocenianiu powstał na podstawie kontroli dokonanej w zaledwie dziesięciu szkołach w województwie świętokrzyskim. A i tak jest o nim głośno. W mediach pojawiły się informacje, że 90 procent szkół łamie prawo w zakresie oceniania, choć praktycznie wiemy o dziewięciu szkołach na dziesięć skontrolowanych. „W niektórych kręgach panuje moda na walenie w szkołę i nauczycieli. Walenie bez dystansu, bez refleksji, bez zasad, rękawiczek ochronnych, walenie dla walenia, byleby mocniej i bardziej spektakularnie (…) okazało się, że można przyp… w szkołę, cytując wybiórczo, manipulując danymi, w zasadzie kłamiąc” – podsumowuje raport Paweł Lęcki, polonista z Sopotu.
Raport, zwracając uwagę na szereg absurdów, takich jak punktowe systemy oceniania zachowania, obniżanie oceny za wygląd, podwyższanie jej za przyniesienie do szkoły ciasta, przy okazji najeżony jest błędami merytorycznymi.
– Czekałam na niego bardzo. Jak go przeczytałam, włos zjeżył mi się na głowie. Albo się coś wie, albo pisze bzdury. NIK niestety nie wie, o czym pisze. Skontrolowała ocenianie w szkole, nie rozumiejąc go w ogóle. Ba, nie mając w tym zakresie podstawowej wiedzy. Słusznie wskazując liczne usterki, niesłusznie odnosi się do procedur, których nie ma. Wymaga rzeczy, które nie są wymagane prawem – mówi „Wyborczej” Gabriela Olszowska, autorka książki * „O!cena w szkole. Nieodrobione lekcje. Od przepisów do sztuki”, prowadząca szkolenia dla nauczycieli i dyrektorów z oceniania. […]
Zdaniem NIK przyczynami stwierdzonych nieprawidłowości były niewłaściwie określone wewnątrzszkolne zasady oceniania, zwane w skrócie WZO. NIK zauważa, że w dziewięciu na dziesięć placówek opracowano je niezgodnie z przepisami; nie określono w nich np. sposobu, w jaki nauczyciel ma uzasadnić wystawioną ocenę, czy nawet wymagań edukacyjnych dotyczących poszczególnych ocen klasyfikacyjnych.
„Uzupełnieniem WZO powinny być przedmiotowe zasady oceniania (PZO), które precyzują szczegółowe wymagania edukacyjne, od spełnienia których zależy ocena bieżąca z danego przedmiotu. W dokumentach tych powinny się znaleźć informacje na temat np. sposobów sprawdzania osiągnięć uczniów, wpływu ocen z poszczególnych aktywności na ocenę roczną, zasad zgłaszania nieprzygotowania, form i terminów poprawiania ocen lub ich uzupełniania np. ze sprawdzianów, na których uczniowie nie byli obecni” – czytamy w raporcie. Jest też w nim informacja, że większość skontrolowanych PZO była niezgodna z przepisami oświatowymi lub statutami szkół.
– Coś takiego jak wewnątrzszkolne zasady oceniania i przedmiotowe zasady oceniania nie istnieje! One się pojawiały i znikały w przepisach oświatowych przez chwilę, jakieś 15 lat temu, tymczasem NIK powołuje się na nie jak na obowiązujące prawo – denerwuje się Olszowska. I przypomina: – Szkoły nie powinny tworzyć własnych zasad oceniania, bo te są jednakowe w całej Polsce i zawarte w artykule 44 Ustawy o systemie oświaty w punktach od a do q. Zadaniem szkół jest stworzenie i zamieszczenie w statucie jedynie warunków i sposobów oceniania. Ja przepraszam, ale ten raport ktoś niedouczony robił. Tak jak niedouczeni w zakresie oceniania niestety jesteśmy my, nauczyciele, stąd w wielu szkołach te WZO i PZO faktycznie nadal zupełnie niesłusznie funkcjonują. I tu nie ma się co dziwić, bo nikt nauczycieli w zakresie oceniania nie uczy. Dlatego ośmieliłam się napisać książkę, w której omawiam sto naruszeń przepisów, ale nie tych, na które wskazuje NIK, bo w wielu przypadkach wskazuje na nie niesłusznie.
Podnosi na przykład, że nigdzie nie jest sprecyzowane, ile uczeń ma dostać ocen w ciągu roku, więc zarzut NIK, że tych ocen jest za mało, jest absurdalny. W raporcie czytamy: „To właśnie oceny cząstkowe informują o postępach edukacyjnych ucznia i to na ich postawie jest on klasyfikowany na półrocze i koniec roku„.
– Nie ma czegoś takiego jak „oceny cząstkowe”, zastąpiło je określenie „oceny bieżące” i co najważniejsze, nauczyciel nie musi ich w ogóle stawiać, bo zamiast nich może wprowadzić ocenę opisową czy słowną, jeśli statut to dopuści – punktuje Olszowska. […]
NIK skontrolowała szkoły, co do których wpływały skargi na sposób oceniania, i takie, które miały średnie wyniki z egzaminów zewnętrznych w regionie. […] Izba zaapelowała m.in. do kuratorów oświaty o sprawowanie skutecznego nadzoru i wspomaganie nauczycieli w konstruowaniu statutów szkolnych. Zobowiązała też dyrektorów szkół do ich przeglądnięcia i poprawienia wytyczonych przez NIK błędów.
Olszowska: – W statutach szkolnych zawierających stworzone przez szkołę szczegółowe warunki i sposoby oceniania nagminnie i bezrozumnie przepisywane są fragmenty Ustawy o systemie oświaty, czego nie powinno się robić w aktach niższego rzędu, o czym w raporcie NIK akurat nie ma mowy. W efekcie powstają dokumenty liczące 150 stron, przez co przestają być funkcjonalne, bo nikt przecież tego nie przeczyta.
x x x
Rażące błędy w raporcie NIK i błędy w szkolnych statutach pokazują, jak bardzo potrzebne jest w naszym kraju stworzenie Ośrodków Wspomagania Oświaty z prawnikiem, który będzie nauczycielom, dyrektorom i wszystkim innym mającym cokolwiek wspólnego z oświatą wyjaśniał obowiązujące przepisy i to, jak się w nich znaleźć. Bo, jak widać, łatwo nie jest.
Poprosiliśmy NIK, by skomentowała krytyczne zdania nauczycieli na temat raportu. Na odpowiedź czekamy.
Cały tekst „Nauczyciele: w raporcie NIK o ocenianiu w szkole roi się od błędów. „Zasługuje na jedynkę” – TUTAJ
Źródło: www.krakow.wyborcza.pl/krakow
Foto: www.uni.lodz.pl
Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski podczas uroczystości wręczenia mu, już piątego, tytułu doktora honoris causa – tym razem na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie – 25 czerwca 2020 roku.
Prof. Bogusław Śliwerski podzielił się wczoraj (20 listopada 2023 r.) na blogu swoimi poglądami na temat jednego z celów, upublicznionych przez przygotowującą się do objęcia rządów koalicję, adresowanych do sfery oświaty. Zamieszczamy cały ten tekst, bez skrótów. Wyróżnienia fragmentów tekstu podkreśleniami lub pogrubioną czcionką – redakcja OE:
Czy populizm ma rozstrzygać o procesie kształcenia w szkolnictwie publicznym
Muszę przyznać, że ze zdumieniem odnotowuję m.in. jedno z populistycznych ustaleń programowych Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Nowej Lewicy, które brzmi: „Ograniczymy obowiązki związane z zadawaniem prac domowych, tak by czas po szkole był przeznaczony tylko dla rodziny i rozwijania swoich pasji”. Zastanawiam się, co kryje się za ograniczeniem owych obowiązków? Dlaczego ma ono dotyczyć nauczycieli, skoro oni nie mają nic do powiedzenia w kwestii ramowych planów nauczania, wysokości ich wynagrodzeń, wymaganych kwalifikacji zawodowych (mamy już w szkołach tysiące nauczycieli bez kwalifikacji), czasu pracy oraz przestrzeni architektonicznej (uwięzienie w systemie klasowo-lekcyjnym).
Czy rzeczywiście należało wprowadzać na poziomie tworzenia programu potencjalnej koalicji rządowej rozwiązanie, które jest absurdalne ze względu na jego treść, polityczne zobowiązanie, a więc jego populistyczny charakter? Nie ma to nic wspólnego z współczesną dydaktyką ogólną oraz szczegółową. Jeśli politycy uważają, że można w tak niepoważny sposób formułować przesłanki rzekomych zmian w edukacji szkolnej, to nie wróżę tej koalicji długiego trwania przynajmniej w tej sferze publicznej.
Screen z pliku filmowego na YouTube[ https://www.youtube.com ]
Monika Horna-Cieślak – laureatka I miejsca w Konkursie „Rising Stars 2019” – w pliku filmowym opowiada o pomocy prawnej dzieciom krzywdzonym.
Na stronie „Gazety Wyborczej” zamieszczono dzisiaj po południu (20 listopada 2023 r.) – w Międzynarodowym Dniu Praw Dziecka – „wiadomość z ostatniej chwili”, której fragmenty udostępniamy poniżej:
Demokratyczna opozycja uzgodniła kandydata na rzecznika praw dziecka
Monika Horna-Cieślak ma zastąpić Mikołaja Pawlaka – nieoficjalnie dowiedziała się „Wyborcza”. Taka decyzja zapadła w poniedziałek po południu. To wspólna kandydatura KO, Trzeciej Drogi i Lewicy, którą musi zaaprobować Sejm.
O poparcie opozycji, która ma większość w parlamencie i niedługo utworzy rząd, walczyło pięciu kandydatów: prof. Marek Konopczyński, dr Konrad Ciesiołkiewicz, dr Grzegorz Wrona, dr Paweł Kukiz-Szczuciński i mec. Monika Horna-Cieślak.
W ostatniej chwili liderzy postawili na Hornę-Cieślak. Jest adwokatką, aktywistką i działaczką społeczną. Ochroną praw dzieci zajmuje się, od kiedy miała 19 lat. Współpracuje z wieloma organizacjami młodzieżowymi – Nastoletnim Azylem, fundacją Autism Team i Przyszłością dla Młodych. […]
– Tworzyła kampanie społeczne, budowała przyjazny wymiar sprawiedliwości, świadczyła tysiące indywidualnych konsultacji na rzecz osób młodych – wylicza Naczelna Rada Adwokacka.
Renata Szredzińska, członkini zarządu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, komentuje: – Jeszcze nie było głosowania w Sejmie, jeśli te doniesienia się potwierdzą, nie będziemy ukrywać radości. Mamy nadzieję, że wkrótce będziemy mogli powiedzieć, że mamy nową rzeczniczkę. Chociaż sytuacja była dosyć komfortowa, bo pozostałe kandydatury, w szczególności: dr Grzegorz Wrona czy dr Konrad Ciesiołkiewicz to też bardzo merytoryczne i zasłużone osoby – mówi. […]
Mikołaj Pawlak odchodzi w niesławie
Kadencja Mikołaja Pawlaka kończy się w połowie grudnia. Według aktywistów z fundacji GrowSPACE istnieje podejrzenie, że niegospodarnie wydawał środki publiczne. Miał wydać pół miliona na samochody. Złożono wniosek do NIK o kontrolę w tej sprawie.
Dominik Kuc z GrowSPACE wyliczył, że w ostatnim roku biuro RPD miało do czynienia z zaledwie 16 tys. spraw. Dla porównania poprzedni RPD Marek Michalak w ostatnim roku swojej działalności zajmował się 28 tys. spraw.
Cały tekst „Demokratyczna opozycja uzgodniła kandydata na rzecznika praw dziecka” – TUTAJ
Źródło: www.wyborcza.pl
y
Poparcie Naczelnej Rady Adwokackiej dla kandydatury Moniki Horny-Cieślak na Rzecznika Praw Dziecka – TUTAJ














