Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

 

Przez portal EDUNEWS.PL trafiliśmy na tekst Roberta Raczyńskiego – autora bloga „Eduopticum”, który 18 maja zamieścił tam tekst, zatytułowanyPublicystyka zmiany”. To reakcja jego autora na tekst innych autorów – Marka Metryckiego i Piotra Zaborowicza: „Jaka edukacja w dobie przemysłu 4.0?, którego fragmenty  zamieściliśmy na „Obserwatorium Edukacji”.

 

Na dobry początek proponujemy kilka akapitów tekstu Roberta Raczyńskiego, odsyłając jednak na jego bloga – dla zapoznania się z jego pełną wersją:

 

Artykuł, a właściwie szkic reformy edukacji Jaka edukacja w dobie przemysłu 4.0?, napisany przez Marka Metryckiego i Piotra Zaborowicza mocno mnie poruszył. Niestety, pewnie wbrew intencjom autorów, nie rzuciłem się natychmiast do wprowadzania proponowanych tam „zmian”, bo gdyby ktoś w Polsce prowadził adekwatną statystykę, to takich manifestów „zmiany paradygmatu”, na różnym poziomie merytorycznym i o różnym zasięgu rażenia, prawdopodobnie doliczyłby się kilku dziennie. Wyżej wspomniany jest bardzo dobrze napisany i nie można zarzucić mu nic, oprócz… oczywistości i powielania mitów.

 

Problem z nim, i wszystkimi podobnymi, polega nawet nie na tym, że głosi przechodzoną dobrą nowinę (nowa i oryginalna to ona była, ale może trzydzieści lat temu), albo, że zawiera jakieś ewidentne bzdury (dyskusja o składnikach merytorycznych mogłaby się rozpocząć dopiero po ich przetestowaniu przez realia), ale na tym, że operuje na takim poziomie abstrakcji, ogólności i truizmu, że może być atrakcyjny i strawny jedynie dla kogoś, kto edukacją „interesuje się” z doskoku. Wszystkie pozycje tego gatunku publicystyki zaangażowanej łączy niemal stuprocentowa nieziszczalność, a w konsekwencji nieweryfikowalność przedstawianych założeń i propozycji. Głównym konsumentem podobnych objawień, biernym, pozbawionym jakiegokolwiek wpływu na opisywaną sytuację, bezrefleksyjnym, ale entuzjastycznym potakiwaczem jest tu internetowy różowy kisiel, publiczność gotowa zalajkować każdą, „nowocześnie” inną ideę, pasującą ideologicznie jej, lub jej duchowemu guru, w rodzaju Kena Robinsona. Przesłanie takie trafia również do przekonania ludziom zdesperowanym, bezpośrednio zderzającym się z systemem, np. w chwili wyboru szkoły dla dziecka, albo, gdy owo dziecko znów dostało jedynkę z bzdurnego testu, pt. „wybierz najmniej głupią możliwość”.

 

Wyróżnikiem takiej twórczości, być może niewidocznym dla odbiorcy przypadkowego, jest bezlik wyrażeń typu „trzeba”, „musimy”, „będzie to wymagało”, „konieczna zmiana”, „możemy”, „powinien”, „potrzebne”, „docelowo”, „wyzwania przyszłości”, itp., itd., który sprawia wrażenie partyjnej agitki, przemówienia pisanego na potrzeby kampanii, adresowanej do tzw. człowieka z ulicy – niezbyt świadomego, ale wrażliwego na hasła-memy i zarażonego wirusem chciejstwa. Autorzy takich tekstów najwyraźniej nie zauważają, że ich moc sprawcza jest raczej niewielka, bo paradygmatu oświatowego nie wybiera w referendum choćby i liczne, pospolite ruszenie miłośników miękkich kompetencji, oraz wyświechtanego „dialogu i szacunku”. Również w samej treści przesłania, nad jakimikolwiek konkretami i faktami wyraźnie przeważa u nich ideologia, hasłowość i uproszczenie, tak charakterystyczne dla populizmu dowolnego autoramentu. […]

 

Kolejnym mankamentem takich kampanii „pozytywnych” jest budowanie zamków na piasku, niezrozumienie, a może wyparcie faktu, że nawet sensowne zmiany, które przeszły(by) próbę praktyczną, nie są możliwe do systemowej introdukcji w zastanym środowisku. […]

 

Czytaj dalej »



Foto: J.Karwowski/PAP [www.amorzad.pap.pl]

 

 

Za trzy tygodnie o tej porze absolwenci szkół średnich będą zdawali pisemny egzamin z języka polskiego. W realu – według wytycznych MEN, CKE i GIS. Na pierwsze komentarze o sformułowanych tam rygorach trochę musieliśmy poczekać, ale już pierwszy tekst na ten temat zamieśiła „Polityka”, i to autorstwa dobrze nam znanego praktyka „z pierwszej linii” czyli nauczyciela tegoż j.polskiego w łódzkim XXI LO – Dariusza Chętkowskiego.

 

Oto fragmenty tego tekstu, zatytułowanego „Same instrukcje budzą przerażenie, a co dopiero egzaminy”:

 

[…] Aż na 27 stronach rozpisano wytyczne MEN i CKE, jak należy przeprowadzić egzaminy w 2020 r. A i tak nie ma w tym dokumencie ważnych informacji. Muszą je sobie dopowiedzieć nauczyciele i uczniowie. Oraz dyrektor, osoba odpowiedzialna za właściwy przebieg egzaminów. Istnieje ryzyko, że dyrektorzy będą uzupełniać te wytyczne różnie, a wtedy egzaminy będą wyglhttps://samorzad.pap.pl/kategoria/aktualnosci/sa-wytyczne-w-sprawie-przeprowadzania-matur-publikujemy-dokumentądać inaczej w każdej szkole. Zamiast egzaminów państwowych będziemy mieli rozliczne samowolki.

 

Jasne, precyzyjne oraz pełne wytyczne są bardzo ważne, ponieważ wyniki można podważyć przede wszystkim z powodów formalnych. Jeśli coś zrobiono niezgodnie z prawem, zdający ma prawo domagać się unieważnienia egzaminu i przeprowadzenia go ponownie. Może to dotyczyć zarówno jednej osoby, jak i wszystkich, którzy znajdowali się w sali, gdzie spaprano sprawę. Złe wytyczne mogą wywołać niewyobrażalny chaos, dlatego dopóki nie jest za późno, przyjrzyjmy się temu, co wyszło spod ręki urzędników MEN.

 

Na egzamin mają prawo przyjść tylko osoby zdrowe, „bez objawów chorobowych sugerujących chorobę zakaźną”. To wydaje się oczywiste. Jednak nałożenie na zespoły nadzorujące obowiązku typowania, kto jest zdrowy, a kto chory, budzi niepokój. […] Na jakiej podstawie komisja egzaminacyjna ma ustalić, czy jej podejrzenia co do stanu zdrowia ucznia lub nauczyciela są słuszne? Przecież nie posiada żadnych narzędzi poza okiem i uchem? MEN niepotrzebnie prowokuje osoby, które nadzorują egzamin, czyli mają władzę nad zdającymi, aby orzekały o czyimś zdrowiu bądź chorobie. […]

 

Czytaj dalej »



Na portalu <mama:DU> w ubiegłym tygodniu (14 maja) zamieszczono artykuł, promujący utwór audiowizualny: „„Czuję się zakładnikiem”. Film uczniów o edukacji jeszcze dziś powinni obejrzeć wszyscy w MEN”. Póki co – niechaj obejrzą go czytelniczki i czytelnicy „Obserwatorium Edukacji”. A dla zachęty – dwa fragmenty owego artykułu:

 

Screen seny z filmu „Taki mamy system” [www.youtube.com]

 

Jakub Polański w filmie Jagody i Mateusza Lipowskich pt. „Taki mamy system

 

 

O systemie edukacji mówi się wiele, ale mało kto słucha uczniów. Demotywujące stawki i przestarzałe praktyki to dopiero początek tego, z czym borykają się pracownicy szkół i młodzież. Film dwójki wrocławskich uczniów Jagody i Mateusza Lipowskich pt. „Taki mamy system pokazuje wiele wad i mankamentów w polskim systemie edukacji. Wywiady z nastolatkami i samymi nauczycielami ujawniają, jak wygląda szkolna rzeczywistość.

 

Uczniom nie podoba się, że muszą się uczyć rzeczy, które nigdy im się nie przydadzą i zdobywać wiedzę, której nigdy nie wykorzystają. Brakuje im zajęć praktycznych. Za nieodpowiedni uważają fakt, że muszą się uczyć „pod maturę i sprawdziany”, czyli obowiązkowo spełniając wymagania z klucza do egzaminów. Najciekawsze zajęcia według nich są wtedy, gdy nauczyciele wdrażają coś „spoza programu”.

 

Zdaniem Jakuba Polańskiego ucznia klasy maturalnej, szkoła za bardzo narzuca to, co powinien robić i jednocześnie go ogranicza. Z kolei Zofia Lipowska wskazuje, że jest typem osoby, która lubi się uczyć sama z siebie i co najgorsze — uważa, iż szkolne praktyki niszczyły w niej tę naturalna chęć. […]

 

Czytaj dalej »



Na koniec tygodnia serwujemy dziś refleksyjny, ale i mobilizujący, tekst Agnieszki Kuźby, który zamieściła 12 maja na swoim profilu. Ostatni raz byliśmy tam 23 marca [Agnieszka Kuźba: Czy ktoś pomyślał co z dziećmi które były w szkołach dożywiane?]. A tych Czytelników, którzy tego nazwiska nie kojarzą odsyłamy do innego materiału z naszej strony:O edukacji z wnuczką przedwojennych guwernantek oraz leśnika i rolnika”.

 

Skoro wszyscy już wiemy KTO napisał tekst, zapoznanie z którym gorąco polecamy – najwyższy czas po prostu go udostępnić. A tym razem zrobimy to inaczej niż zwykle: zaprezentujemy cały post, bez skrótów i odsyłania do źródła, bo za jakiś czas trudno będzie go tam znaleźć. Nie ma także sensu wersja „reszta w załączonym pliku pdf” – najprostsze rozwiązania są najlepsze: po prostu – najpierw początkowy fragment, a później „czytaj dalej”

 

 

Z A P R A S Z A M Y:

 

Foto: www.madeinswietokrzyskie.pl

 

                                           Agnieszka Kuźba z dziećmi – jako „pani od patyków”

 

 

W czasie tego wyjątkowego maja mamy ogromnie wiele dylematów związanych z przyszłym rokiem szkolnym.Rozstrzygamy na nowo o sensach niektórych metod i zastanawiamy się jak […] razem z nimi uczynić świat lepszym.

 

I tak – w odpowiedzi na pandemię postanowiliśmy dokupić dzieciom tabletów, komputerów i tablic multimedialnych. Stało się to bardzo istotne, ponieważ okazało się, że w globalnej wiosce ciężko doświadczonej koronawirusem a promującej nade wszystko e-technologie – nadal wiele dzieci nie ma do nich dostępu. A coś z dzieckiem trzeba robić – kiedy nie siedzi w szkole czy przedszkolu. Jest na to oczywiste remedium XXI wieku – e-technologie, które mają pomagać współcześnie w nauce. Rzeczywiście bardzo pomagają. Są idealne na czas zarazy – pozwalają zachować dystans i są bezpieczne dla zdrowia. Tylko – czy dla całego zdrowia? Czy to cała prawda o e-technologiach? Czy to słuszna strategia? Czy tak ma wyglądać nasze przygotowanie do czasów PO PANDEMII? Do edukacji w NOWEJ powirusowej erze?

 

Kiedy zapytasz dorosłego: Czego Cię nauczyła szkoła? – delikwent często długo milczy zanim odpowie* i szuka w pamięci odnośnych przypadków. Albo od razu ze śmiechem krzyczy: Niczego!

 

Czasem wymienia jakieś nazwisko lub opisuje zdarzenia. Nauczyciela, który go kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat wcześniej złapał za ramię i podprowadził do drogowskazu na rozstajach dróg.Człowieka, który powiedział – ta droga się dla Ciebie nadaje. Poszukaj dobrych butów i naprzód !

 

Chwilę, która sprawiła, że znalazł się w tu i teraz. Jednak to rzadkość. Właściwie po latach skłaniamy się ku przekonaniu, iż szkoła była jednym z najbardziej traumatycznych, frustrujących i długich ,,momentów” życia i … nigdy więcej. Jednak sam sens istnienia szkoły jest w jakiś sposób niepodważalny. Każdy musi się uczyć wszystkiego.

 

Okazuje się, że w sumie … przedszkole wypełnia najlepiej funkcje do których zostało powołane i robi jeszcze więcej pod wielką presją otoczenia.

 

Wszelkie wzorce zachowania i zręby całego poznania świata biorą się stamtąd. Możliwe, że moglibyśmy skończyć na przedszkolu obowiązkową edukację – ponieważ już pięciolatkom każe się pisać i czytać oraz rachować, a to najbardziej pamiętamy ze szkoły.Dodajmy dziękuj,  przepraszam i proszę, wiązanie butów i korzystanie ze sztućców przy obiedzie i już mamy wykształconego człowieka ? Isn’t?

 

Wszystko, co potem – JEST WTÓRNE. I zachwyt światem i radość życia rodzą się w młodości. Mogą się jednak nie urodzić. Bo nikt nam nie powie co to jest życie, a wskaże ćwiczenie na kartce. Dlatego tak mnie ranią pomysły upodręcznikowienia i utablicowienia multimedialnego a najbardziej tego we wczesnej edukacji.

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj „na dzień dobry” proponujemy teksty z dotąd nie penetrowanych przez nas źródeł. Punktem wyjścia stał się fejsbukowy profil doktora Jakuba Andzrzejczaka, którego nazwa wprowadza w problematykę, podejmowaną tam przez jego założyciela: „ZROZUMIEĆ ŚWIAT WIRTUALNY”:

 

 

 

Dr Jakub Andrzejczak* 5 maja zamieścił na swoim profilu link do artykułu na stronie „Radia Afera”, zatytułowanego „Budzisz się, sięgasz po telefon”, czyli jak rozwija się uzależnienie behawioralne – z takim zaproszeniem do lektury:

 

Zapraszam do zapoznania się z artykułem, do którego wtrąciłem swoje trzy grosze.

 

Oto jeden z początkowych akapitów tego tekstu, którego autorkami są Dagmara Kendzior i Zuzanna Marcinowska :

 

[…] Uzależnienie od wszechobecnych cyfrowych mediów jest znacznie popularniejsze, niż mogłoby się wydawać. Według raportu CBOS z 2019 roku średnio co czternasty Polak spędza minimum 36 godzin tygodniowo w Internecie. To prawie tyle samo, ile wynosi pełen etat w pracy. Co trzeci ankietowany przyznał, że cały czas jest online, na bieżąco otrzymuje informacje i reaguje na wiadomości. Przy uwzględnieniu wieku osób branych do badania okazało się, że najbardziej przywiązane do Internetu są osoby między 18. a 24. rokiem życia – tam bycie cały czas online zadeklarowało 57% ankietowych. Odsetek maleje z wiekiem – po 38% dla grup 25-34 lata i 35-44, a nieco powyżej 20% dla starszych branych pod uwagę. Internetu najczęściej Polacy używają do kontaktowania się ze znajomymi, czytania wiadomości, robienia zakupów, opłacania rachunków oraz oglądania filmów czy seriali. W mniejszym stopniu słuchamy radia, oglądamy transmisje live czy gramy w płatne gry. […]

 

 

Cały artykuł „Budzisz się, sięgasz po telefon”, czyli jak rozwija się uzależnienie behawioralne   –   TUTAJ

 

 

Po takim „przygotowaniu artyleryjskim” proponujemy post, jaki dr Andrzejczak zamieścił 12 maja:

 

Bardziej, niż kiedykolwiek, potrzebujemy dziś przekalibrować nasze oczekiwania odnośnie edukacji.

 

Słowa: link, e-mail, zainstaluj, internet, wydrukuj, nie działa, laptop, wyślij, sprawdź, skopuj, #$%^#@# są używane w naszych domach częściej, niż poznaj, rodzina, zrozum, wyjaśnij, spacer, opisz, my, odpoczynek, obserwuj, kochaj. Laptop na okruszkach w kuchni, czy sąsiad mógłby pożyczyć szklankę internetu?, śniadanie o jedenastej, dokumenty pod tabletem, gdzie są te wszystkie zasady domowe?, pies nie doczekał się wyjścia na spacer, próbujesz podłączyć książkę do ładowarki, zanim bekniesz, zastanów się dwa razy czy nie jesteś online, wyzwanie – obiad, odkażam co odkażone, byle do maja, byle do czerwca, byle do … I jeszcze te cholerne włosy.

 

To nie jest rzeczywistość sprzyjająca nauczaniu i uczeniu się. Nieważne, czy jesteś nauczycielem, rodzicem czy uczniem. To nie jest edukacja domowa, to jest edukacja kryzysowa – próba funkcjonowania w niefunkcjonalnej rzeczywistości. Nie można zdigitalizować człowieczeństwa. Jeszcze nie teraz.

 

To trudny dla nas czas i jedna z niewielu, jeśli nie jedyna sytuacja, w której wszyscy, bez względu na narodowość, rasę, wyznanie, płeć, poglądy polityczne, orientację seksualną, zasobność portfela, zainteresowania czy pracę zawodową, mają ten sam problem. To nie jest czas rozliczeń. To jest czas wzajemnego zrozumienia.

 

 

Źródło: www.facebook.com/drandjakub

 

 

*Dr Jakub Andrzejczak, prof. Wielkopolskiej Wyższej Szkoły Społeczno-Ekonomicznej, w której jest kierownikiem Zakładu Socjologii Edukacji. Jego naukowe zainteresowania to edukacja, społeczeństwo i kultura w dobie cyfryzacji świata. Jest stypendystą amerykańskiej Parrish Foundation.



W dniu 13 maja na portalu „Obywatele dla Edukacji zamieszczono tekst Zofii Grudzińskiej, zatytułowany „Podstawa Programowa: będą zmiany?” W intencji kontynuowania i pogłębienia podjętego w naszym porannym materiale tematu „oddolnych” postulatów, jakie wpłynęły do MEN w sprawie dokonania zmian w podstawie programowej i otrzymanej stamtąd odpowiedzi, zamieszczamy początkowy fragment tego artykułu i linki do źródeł:

 

 

 

Jakiś czas temu proponowaliśmy Ministerstwu Edukacji Narodowej modyfikację Podstawy Programowej dla szkół podstawowych. […] Akcja #szybkie cięcie została zorganizowana na przełomie roku przez Fundację Przestrzeń dla Edukacji, Protest z Wykrzyknikiem oraz ruch Obywatele dla Edukacji.

Proponowane zmiany polegały wyłącznie na redukcji treści szczegółowych, nie naruszając podwalin, czyli treści ogólnych. Wskazują one główne kompetencje, jakie opanowują uczący się oraz obszary, w jakich nabywają konkretne wiadomości.

 

Projekt dotyczył tylko trzech przedmiotów. Był realizowany w czynie całkowicie społecznym. Poza tym nie rościliśmy sobie pretensji do zaproponowania całościowych zmian: takie działania zdecydowanie wykraczały poza nasze ówczesne możliwości. Natomiast przyjęliśmy za dobrą monetę słowa ministra Piontkowskiego, który zapewniał we wrześniu zeszłego roku, że poważnie przyjmie sugestie nauczycieli-praktyków, wynikające z ich bezpośredniego doświadczenia. W naszych zespołach pracowali nauczycieli z wieloletnim stażem. Posiadali przeważnie stopień awansu nauczyciela dyplomowanego (minimum mianowanego), zakładaliśmy więc, że nie można ich propozycji odrzucić bez poważnej refleksji.

 

Odpowiedź nadeszła…

Jak wiadomo, niezależnie od sytuacji prawda odwieczna brzmi, że petent musi swoje odczekać, bo urzędowe pisma nabierają ważności z wiekiem. Ale po kilkunastu tygodniach oczekiwania nadeszła odpowiedź.

 

Podpisała ją pani Alicja Teresa Sarnecka, „Dyrektor Departament Podręczników, Programów i Innowacji”. Nie wiemy więc, czy minister Piontkowski został w ogóle poinformowany o otrzymaniu naszej propozycji.

 

W każdym razie pani dyrektor rozpoczyna tradycyjnie: „cokolwiek uważacie, jest świetnie, skoro to nasze działania”.

 

Dowiadujemy się, że podstawa została przygotowana przez zespół ekspertów w taki sposób, aby realizacja ustalonych w niej treści nauczania (wymagań szczegółowych) nie wypełniała całości czasu przewidzianego w ramowym planie nauczania na zajęcia w danej klasie.”

 

Nie wiadomo, na jakiej zasadzie „eksperci” przekonali się, że tak jest naprawdę, ponieważ w trakcie ich prac nie prowadzono żadnego pilotażu. W każdym razie – jak by wynikało z tego fragmentu pisma – nie ma powodu do zmian.

 

Będą zmiany?

Ale – tu następuje „zaskakujący zwrot akcji”, jak piszą recenzenci thrillerów. Czytamy bowiem: w bieżącym roku szkolnym zmiany programowe objęły już wszystkie klasy szkoły podstawowej, co pozwala na przeprowadzenie analizy funkcjonowania nowej podstawy w praktyce szkolnej i wskazanie obszarów i kierunku jej ewentualnej modyfikacji.

 

Uprzejmie informuję, że Ministerstwo Edukacji Narodowej prowadzi już prace nad przeglądem podstawy programowej dla szkoły podstawowej, i dokonując tej analizy będziemy mieć na uwadze również przygotowane przez Państwa propozycje zmian (redukcji treści szczegółowych lub ich modyfikacji), dotyczące języka polskiego, biologii i fizyki.” [...]

 

 

Odpowiedź MEN można „w całości” przeczytać – TUTAJ:

 

 

 

Źródło:www.obywateledlaedukacji.org

 



 

12 maja Marcin Stiburski zamieścił na swoim fejsbukowym profilu tekst, w którym poinformował o fragmencie korespondencji między grupą nauczycieli a MEN. Oto ten post:

 

Podczas korespondencji z MEN zespołu nauczycieli, w którym także uczestniczę, dotyczącym uporządkowania i zmniejszenia objętości podstawy programowej, pada bardzo ciekawa odpowiedź MEN.

 

Przeczy ona obiegowej opinii jakoby podstawa programowa była przeładowana, że mamy za mało czasu na jej realizację, że gonimy w piętkę, że nie mamy czasu na inne zagadnienia zwiększające zaciekawienie uczniów.

 

Oto cytat listu (nadesłanego z MEN):

 

Nowa podstawa programowa kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej została przygotowana przez zespół ekspertów w taki sposób, aby realizacja ustalonych w niej treści nauczania (wymagań szczegółowych) nie wypełniała całości czasu przewidzianego w ramowym planie nauczania na zajęcia w danej klasie. W konstruowaniu, doborze i ustaleniu zakresu wymagań przyjęto założenie, że realizacja podstawy programowej poszczególnych przedmiotów wymaga ok. 80% liczby godzin tych zajęć, co sprzyja większej samodzielności nauczyciela w doborze tematyki zajęć oraz pozwala na stosowanie w nauczaniu aktywnych i angażujących uczniów metod uczenia się (projekty edukacyjne, praca zespołowa, itd.).” – Dyrektor Departament Podręczników, Programów i Innowacji MEN.

 

Poniżej przedstawię mój komentarz.

 

Zrobiłem w tym roku szkolnym eksperyment dotyczący objętości podstawy programowej. Skorzystałem z Librusa, który proponuje dokładnie poszczególne lekcje zgodne z podstawą programową, oraz zgodnie z wprowadzonym do niego programem nauczania także zgodnym z PP.

 

Stosowałem zasadę – ZERO nadgorliwości, ZERO marnowania czasu.

 

Wykazałem tym sposobem, że PP z fizyki 7 i 8 klasy można zrealizować całą już 15 kwietnia w roku szkolnym. Natomiast z matematykę 4 klasy można zakończyć 20 maja.

 

Obecnie prowadzę na lekcjach fizyki lekcje popularnonaukowe, aby rozbudzić pogrzebaną wcześniej w szkole ciekawość uczniów, którą dysponowali oni przed szkołą w nieograniczonych ilościach. A matematykę zakończę na dniach i do końca roku szkolnego będę bawił się w powtórki.

 

Czy podstawa programowa jest przeładowana, czy też jest jej na około 80% czasu ramowego planu nauczania?

 

Oto jest pytanie.

 

 

Źródło:www.facebook.com/profile.

 

 

Można także zapoznać się z trzema komentarzami, zamieszczonymi pod tym postem – TUTAJ



W minioną sobotę (9 maja) na blogu „Zakręcony Belfer” dobrze nam znana nauczycielka j. polskiego w szkołach „Mikron” w Łodzi – Asia Krzemińska zamieściła tekst „Oceny, oceny, oceny”. Oto jego obszerne fragmenty i link do źródła z pełną jego wersją:

 

 

Zdalne nauczanie nauczyło mnie wielu rzeczy. Tego, że nie powinnam uczyć własnych dzieci. Że rozmowa jest ważniejsza, niż rozwiązanie dziesiątej, piętnastej czy dwudziestej karty pracy. Nauczyło mnie też, a właściwie uświadomiło jeszcze mocniej coś, co od dawna przeczuwałam: oceny są bezsensu

 

 

Po co nam oceny?

 

Od jakiegoś czasu stosuję się do zasad oceniania kształtującego. Kolejny rok zauważam, że przynosi to znacznie lepsze efekty, niż szafowanie cyferkami (bez obrazy, to moje doświadczenia, być może Wasze są inne). W trakcie roku noty za konkretne zadania przestały wzbudzać niepotrzebne emocje (stały się tym, czy w założeniu są stopnie szkolne- informacją). Rzadkością są też sytuacje, gdy młody człowiek przychodzi i z błaganiem w oczach prosi o możliwość uzyskania lepszej oceny. Sądzę, że to również jest zasługą pracy z informacja zwrotną i bardzo sobie chwalę (głównie dlatego, że świadczy to o sporej samoświadomości uczniowskiej)…

 

W czasach zdalnego nauczania kilka rzeczy stało się jeszcze bardziej widoczne niż dotychczas. Po pierwsze to, że uczniom zależy na spotkaniach z drugim człowiekiem. Doceniają możliwość rozmowy nie tylko ze sobą nawzajem, ale również z nauczycielem (o tym, jaka rolę odgrywa teraz ten dorosły napiszę chyba zupełnie osobny wpis, bo to dłuższa historia). Poza tym otrzymałam lekcję pokory, cierpliwości i udało mi się wyjść z własnej strefy komfortu (o czym też powstaje oddzielny tekst).

 

 

Po co to wszystko?

 

Czytaj dalej »



W minioną niedzielędr hab. Zbigniew Czchorowski – profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, zamieścił na swoim blogu „Profesorskie Gadanie” obszerny tekst, zatytułowany „Jak jest z frekwencją na zdalnych zajęciach?”. Choć uwagi i wnioski tam sformułowane powstały z doświadczeń, wyniesionych przez jego Autora z realiów szkoły wyższej, to uznaliśmy, że mają one swe zastosowanie także do sytuacji, znanych nam ze zdalnego nauczania w szkołach dla dzieci i młodzieży, tym bardziej, ze Pan Profesor wielokrotnie odnosił się w swych wywodach do sytuacji szkolnych. Oto wybrane fragmenty tego posta:

 

Foto: www.czachorowski1963.blogspot.com

 

 

Dr hab. Stanisława Czachorowski, prof. Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego na Wydziale Biologii i Biotechnologii, w Katedrze Ekologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego

 

 

Czy poradziliśmy sobie ze zdalną edukacją (w szkołach i na uczelniach)? Poradziliśmy sobie tak jak było to możliwe. Nie był to zaplanowany wybór lecz reakcja na izolację, wynikającą z pandemii. Co można było zrobić inaczej? Zawiesić naukę i w ogóle zajęć nie prowadzić? Z pewnością byłoby to gorsze rozwiązanie i straty bez porównania dużo większe. Zatem może mniej oceniania a więcej analizowania?

 

Radzimy sobie tak, jak potrafimy, bo nie było czasu na przygotowania ani techniczne ani merytoryczne. Już nie pojedynczy pracownicy czy nauczyciele w ramach poszukiwań, eksperymentowania ale wszyscy i to w ciągu 1-2 tygodni musieli podjąć się zdalnego nauczania. Szybka nauka iW minioną niedzielę p improwizowanie, typW minioną niedzielę powe dla sytuacji „pożaru” czy innej katastrofy. Ale jest to także doskonała ilustracja potrzeb edukacyjnych w wieku XXI: ciągłego uczenia się w szybko zmieniającym się środowisku. Jest to zasadnicza zmiana w stosunku do dawnej szkoły. Już wyjaśniam bardziej szczegółowo.*

 

Poradzilibyśmy sobie dużo lepiej, gdyby:

 

1.Najpierw wypracować system dobry technicznie i merytorycznie (zdalnej edukacji), zarówno w szkołach jak i na uczelniach. Na to trzeba byłoby co najmniej kilkunastu lat. Dlaczego tak dużo? Bo system jest złożony i zawiera bardzo wiele niezależnie działających elementów.

 

2.Jak już byśmy mieli dopracowany system, wtedy można byłoby napisać podręczniki, instrukcje i rozpocząć kształcenie kadr, czyli nauczycieli i wykładowców (ale także zaplecza pomocniczego w postaci lokalnych i szkolnych administratorów sieci itd., stworzenie adekwatnych stanowisk i podziału kompetencji). Na koniec egzamin, dyplom czy certyfikat.

 

3.Tak przygotowane kadry i system działałaby sprawnie i bez zarzutów. Na jego przygotowanie trzeba lat kilkadziesiąt, w najlepszym przypadku lat kilkanaście. Długo? W społeczeństwie o wolnych zmianach, gdy warunki społeczne i cywilizacyjne zmieniają się bardzo powoli, to nie byłoby długo, bo taki system funkcjonowałby lat kilkaset lub kilkadziesiąt. I tak w historii ludzkości działo się przez tysiąclecia. Nasza szkoła tak właśnie funkcjonuje, z uniwersytetami włącznie. Idziesz do szkoły, uczysz się, zdobywasz dyplomy (potwierdzenie umiejętności i kompetencji) i idziesz do pracy, w której niemalże do końca życia nic się nie zmienia. Lub bardzo niewiele. […]

 

Czytaj dalej »



Dziś na portalu EDUNEWS.PL zamieszczono artykuł Danuty Sterny p.t.Jak lubić swoich uczniów na odległość? Oto jego pierwsza część:

 

Źródło: www.sus.ceo.org.pl

 

 

W tym trudnym i przerażającym czasie uczniowie potrzebują osobistego kontaktu z rówieśnikami i nauczycielami. Potrzebują akceptacji i wsparcia ze strony nauczycieli, bardziej niż w rzeczywistym czasie, bo dochodzą obawy związane z chorobą i o bliskich. Obecnie jest najważniejsze, aby uczniowie przeżyli ten trudny okres, jak najmniej poranieni.

 

Co może pomoc w kontakcie zdalnym z uczniami?

 

 

Kontaktuj się z każdym dzieckiem osobiście

 

Można tak zorganizować swój czas, aby raz w tygodniu odbyć krótką rozmowę z każdym uczniem. Najlepiej, jeśli da się to zrobić z wizją, czyli np. na Zoom, czy Skyp, ale telefoniczna rozmowa też jest bardzo dobra.

 

Rozmowa może dotyczyć ich życia, ale może też być związana z zadaniem do wykonania. Na przykład młodsze dzieci mogą przez kilka minut coś na głoś przeczytać, może fragment książki, która ich zainteresowała.

 

Wcześniej na lekcji online można zapowiedzieć temat rozmowy, aby uczeń mógł się przygotować. W czasie rozmowy można zadać kilka pytań np. czy miałeś trudność z wykonaniem zadania lub co było interesującego w tym zadaniu.

 

 

Pomóż uczniom w kontaktowaniu się

 

Dla uczniów, którzy nie mają dostępu do narzędzi i sieci internetowej sytuacja zdalnego nauczania jest bardzo trudna i może mieć na nich druzgocący wpływ. Trzeba zadbać o tych uczniów, kontaktować się z nimi przez telefon lub przesyłać im materiały i listy przez kuriera. Jeśli byłoby to możliwe, to trzeba im wypożyczyć np. laptopy.

 

Wiele działań można wykonać przez telefon, można czytać dziecku przez kilka minut, można z nim porozmawiać, dowiedzieć się, jak się czuje i czego się obawia. Można przesłać przez kuriera list, zestawy szachowe, gry.

 

Niektóre dzieci mogą być głodne i bez opieki. Możliwe, że organizacje pomocowe mogłyby włączyć się do pomocy. Hasło przewodnie: Nie jesteś sam i możesz liczyć na pomoc.

 

A dalej Autorka doradza jeszcze:

 

Czytajcie […]

 

Doceniaj, a nie oceniaj […]

 

To tylko cztery propozycje. Wszystkie łączy jedno przesłanie – Jestem z tobą i się o ciebie troszczę. Jeśli dotrzemy z tym przesłaniem do naszych uczniów, to będzie ono procentować też po powrocie do szkoły.

 

 

 

Cały artykuł „Jak lubić swoich uczniów na odległość?”   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.edunews.pl