
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Na stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczono wczoraj informację, zatytułowaną „MSK do ministra edukacji: ‚Chcemy w szkołach nauki o klimacie’”. Oto wprowadzenie redakcji KP i początek tego listu:
W odpowiedzi na skandaliczny spot MEN, w którym padają m.in. niezgodne z nauką tezy o zaletach globalnego ocieplenia, przedstawiciele i przedstawicielki Młodzieżowego Strajku Klimatycznego zwrócili się do szefa resortu o interwencję. Młodzi aktywiści domagają się od Dariusza Piontkowskiego, by do podstawy programowej polskich szkół wprowadził obowiązkową i rzetelną edukację klimatyczną. Proszą o to przy wsparciu organizacji społecznych i przedstawicieli nauki w oficjalnym liście, którego treść publikujemy poniżej.
Szanowny Panie Ministrze,
w obliczu kryzysu klimatycznego chcielibyśmy i chciałybyśmy podkreślić konieczność wprowadzenia edukacji klimatycznej w naszym kraju. Domagamy się, aby stała się ona ogólnodostępna zarówno dla młodych – w celu wychowania społeczeństwa w świadomości istnienia kryzysu klimatycznego – jak i dla dorosłych – aby zmobilizować ich do działania i w konsekwencji zapobiec szerzeniu się dezinformacji.
Domagamy się wdrożenia edukacji klimatycznej do polskich szkół w formie osobnego przedmiotu lub zmian w podstawie programowej. Wymaga to uprzedniego przeprowadzenia kompleksowych szkoleń dla nauczycielek i nauczycieli dotyczących zmiany klimatu.
Potrzebujemy edukacji klimatycznej, której program oparty będzie na stanowisku nauki zaaprobowanym przez ONZ. Szczególną uwagę należy zwrócić na raport Międzyrządowego Panelu do spraw Zmiany Klimatu IPCC[1]. Sprzeciwiamy się przekazywaniu ograniczonej, w zdecydowanej większości nieaktualnej i nieporuszającej najważniejszych zagadnień wiedzy o klimacie, która obecnie znajduje się w podstawie programowej.
Nasz szczególny niepokój wywołał opublikowany przez MEN materiał edukacyjny dotyczący efektu cieplarnianego, będący częścią programu dla klas VII i VIII szkoły podstawowej. We wspomnianej internetowej lekcji przedstawiane informacje zostały zmanipulowane i pozbawione kontekstu; w filmie, będącym kluczową częścią zajęć, po kolei wymieniane są wady i zalety globalnego ocieplenia. Pomija on jednak największe ze współczesnych zagrożeń związanych ze zmianą klimatu, takie jak wzmożony kryzys uchodźców i uchodźczyń klimatycznych oraz masowe wymieranie gatunków. Opublikowany na stronie epodreczniki.pl materiał edukacyjny swoją treścią mylnie ukazuje ocieplenie klimatu jako zjawisko niosące niemal same pozytywne skutki dla naszej planety. Tym samym przyczynia się do szerzenia i utrwalania błędnych przekonań na temat kryzysu klimatycznego. […]
Cały materiał ze strony KP „MSK do ministra edukacji: ‚Chcemy w szkołach nauki o klimacie’”, zawierający tekst listu, jaki MSK skierował do MEN 22 kwietnia 2020 r. – TUTAJ
Źródło: www.krytykapolityczna.pl
Natomiast w czwartek, 7 maja w2020 r., MSK opublikował na stronie < PetycjeOBYWATELSKIE > petycję do ministra Dariusza Piontkowskiego:
Poprzez portal na:Temat trafiliśmy na zamieszczony pierwotnie na dad:Hero (magazyn dla rodziców) tekst: „Zupełnie inaczej niż w Polsce: nastolatek mówi, jak szkoły w Niemczech działają w czasie pandemii”, którego autorem jest Kacper Peresada. Zamieszczamy ten, interesujący dla polskiego czytelnika, tekst bez skrótów, z nadzieją, że autor nie zaskarży nas za naruszenie praw autorskich, a właściciel strony – za bezprawne wykorzystanie tekstu. Czynimy tak – jak zawsze – pro publico bono, nie czerpiąc z naszej działalności żadnych zysków.
Foto: www.dadhero.pl
Kacper Peresada – dziennikarz
Nie mogliśmy mieć lekcji online, więc nie było opcji, aby opóźniać powrót dzieci do szkoły – mówi 17-letni Oskar, który od 3 lat mieszka i uczy się w Niemczech. Opowiedział mi o tym, jak niemieckie szkoły radzą sobie w czasie pandemii koronawirusa.
Oskar mieszka z rodzicami w miasteczku niedaleko Mainz (po polsku – Moguncja). Jak wszystkie dzieci w Niemczech, ostatnie tygodnie spędził w domu, bo szkoły w Niemczech zostały zamknięte, ale otwarto je ponownie na początku maja.
–Większość dzieci w naszej szkole nie ma w domach internetu. Dlatego, gdy zawieszono zajęcia, tak naprawdę nie mogliśmy nic robić – mówi mój rozmówca. Oskar i jego znajomi, którzy w domu mają dostęp do sieci, nie był z tego powodu zadowolony. – Głównie chodzi o rodziny imigracyjne, te dzieci nie byłyby w stanie brać udziału w zajęciach – wyjaśnia Oskar.
Szkoły, jak dodaje, nie mogły sobie pozwolić na tworzenie podgrup i wykluczanie części uczniów z zajęć. – Wiadomo, że ludzie się wkurzają z tego powodu. Nie ma wielkiego strachu przed chorobą, ale są te idiotyczne ograniczenia, które dają się nam we znaki.
W Niemczech nie wprowadzono obowiązku przebywania w domach, ale na pewien czas zamknięto szkoły i sklepy. Teraz gospodarka jest powoli „odmrażana”, przywrócono też zajęcia w szkołach.
Pierwszego dnia po wznowieniu zajęć, Oskar musiał odczekać kwadrans, by wyjść z budynku. Tak postanowiła jego nauczycielka, bo ze szkoły wychodził jednocześnie jego kolega i upierała się, że nie powinni iść razem, bo istnieje ryzyko zakażenia. – W ogóle nie rozumiem, o co jej chodziło – dziwi się mój rozmówca.
Foto:Jan Bohdanowicz [www.uml.lodz.pl]
Małgorzata Moskwa-Wodnicka podczas dzisiejszej konferencji prasowej przed Urzędem Miasta
Władze Łodzi zapowiadały wcześniej, że uruchomią miejskie żłobki i przedszkola 11 maja. Jednak dziś, podczas konferencji prasowej, Małgorzata Moskwa-Wodnicka – wiceprezydent Łodzi poinformowała, że z wielu przyczyn termin ponownego otwarcia będzie opóźniony. Oto fragmenty informacji, jaką o tym wystąpieniu zamieszczono na stronie Radia Łódź:
[…] Według łódzkich władz fala zakażeń koronawirusem jeszcze nie opada, dlatego otwieranie przedszkoli i żłobków jest ryzykowne z punktu widzenia bezpieczeństwa dzieci, rodziców i pracowników. W tej sprawie potrzebna jest decyzja służb sanitarnych. –Nie otwieramy przedszkoli 11 maja. Decyzja jest spowodowany tym, że w dalszym ciągu nie mamy pewności, jaki jest stan zagrożenia epidemicznego. Skierowaliśmy pismo do wojewody o ocenę tego stanu i czekamy na odpowiedź – mówi Małgorzata Moskwa-Wodnicka.
Źródło: www.uml.lodz.pl/aktualnosci/
Magistrat szacuje, że koszt uruchomienia placówek to 730 tysięcy zł., ponieważ trzeba wyposażyć je w maseczki, przyłbice, fartuchy ochronne, rękawiczki, termometry i płyny do dezynfekcji. Problemem jest także wymóg tworzenia, co najwyżej 12-osobowych grup przedszkolnych, a także to, że cześć pracowników przedszkoli ukończyło 60.rok życia i ze względu na przepisy epidemiczne nie będą mogli pracować w placówkach.
–Trwają przygotowania, dezynfekcje oraz zakup środków ochronnych. Skierowaliśmy również prośbę do Sanepidu o to, żeby to służby sanitarne odebrały przedszkola zgodnie z zasadami, ponieważ posiadają wiedzę, jak powinny być przygotowane tego typu placówki – mówi wiceprezydent Łodzi. […]
Źródlo: www.radiolodz.pl
Plik z nagraniem audio (5’22”) wystąpienia Małgorzaty Moskwa-Wodnickiej – TUTAJ
Foto: www.kongresobywatelski.pl
XIV Kongres Obywatelski, Centrum Nauki „Kopernik” – 19 października 2019 roku. Trwa sesja tematyczna „Jakie „razem” w edukacji po reformie i protestach nauczycieli”
Dzięki portalowi edunews.pl dowiedzieliśmy się, że wczoraj na stronie Kongresu Obywatelskiego zamieszczony został artykuł Marka Metryckiego i Piotra Zaborowicza, zatytułowany „Jaka edukacja w dobie przemysłu 4.0?” .
Uznaliśmy, że jest to bardzo dobry tekst, aby przerwać nim przedłużający się okres zamieszczania „gorących” tematów dnia o wznowieniu pracy żłobków i przedszkoli i zaproponować lekturę, stwarzającą szansę na oderwanie się od tego co w naszej edukacji „tu i teraz”, i spojrzenie na nią perspektywicznie – bo przecież świat będzie istniał i nadal się rozwijał, także po spacyfikowaniu wirusa COVID19.
Oto wybrane fragmenty tego artykułu, którego autorami jest duet: Marek Metrycki – Partner Zarządzający w DeloittePolska,oddziale międzynarodowej firmy doradczej świadczącej usługi z zakresu: audytu, rachunkowości, doradztwa podatkowego, prawnego i finansowego, oraz Piotr Zaborowicz – mgr psychologii po UAM w Poznaniu, od 2000 roku zatrudniony w ESKK Sp. z o.o. (firma specjalizująca się w edukacji na odległość), gdzie był dyrektorem Działu Rozwoju Produktu, specjalistą ds. kursów korespondencyjnych:
[…] XXI wiek charakteryzuje się przyspieszeniem rozwoju technologicznego oraz przeobrażeń społecznych i kulturowych. W otoczeniu, w którym funkcjonuje szkoła, tylko przez ostatnich 20 lat zaszły ogromne zmiany. Tymczasem znakomita większość systemów oświatowych na świecie wciąż opiera się na założeniach powstałych w początkach XIX wieku, kilkadziesiąt lat przed wyodrębnieniem się psychologii jako samodzielnej dyscypliny. Stwierdzenie, że od tego czasu w wiedzy o procesach uczenia się dokonał się rewolucyjny postęp, jest eufemizmem. Wniosek zatem nie może być inny: konieczna jest zmiana edukacyjnego paradygmatu. A nasz kraj może wykorzystać dziejową szansę, stając się jednym z liderów tej – skądinąd nieuniknionej – zmiany.
Aby jednak ten cel osiągnąć, musimy uznać edukację za jeden ze strategicznych priorytetów państwa oraz, przy aktywnym udziale wszystkich interesariuszy, opracować i wdrożyć holistyczną strategię zmiany systemu edukacji. Jednocześnie powinna stać się ona jednym z obszarów budujących wśród Polaków konsensus ponad bieżącą polityką. […]
Zmiana systemu edukacji powinna być jednym z obszarów budujących wśród Polaków konsensus ponad bieżącą polityką.
Globalne megatrendy wymuszają proinnowacyjny i proadaptacyjny profil absolwentów, społeczeństwom potrzebne jest myślenie interdyscyplinarne, zrównoważone, problemowe, systemowe. Wymagania pracodawców wobec absolwentów coraz bardziej odnoszą się do kompetencji, takich jak krytyczne myślenie, innowacyjność, przedsiębiorczość, kreatywność, współpraca, adaptacyjność, samodzielność, uczenie się czy umiejętność łączenia różnych perspektyw.
Obecny model szkoły, skoncentrowany na transmisji wiedzy i ścisłym wykonywaniu instrukcji, kształtuje te kompetencje słabo lub wręcz je tłumi. Uczniowie muszą zapamiętać ogromną liczbę niekoniecznie powiązanych ze sobą informacji (tzw. wiedza kolekcjonerska), żeby zdać egzamin, który stał się głównym sensem działania szkoły i ostateczną miarą jej jakości. Presja na oceny, egzaminy, rankingi, realizację przewidzianych w podstawie programowej treści, podział na quasi akademickie dyscypliny oraz promowanie konkurencji kosztem współpracy umniejszają przyszłe – osobiste i społeczne – korzyści wynikające z tego, co uczniowie robią w szkole. Zważywszy na nieograniczony obecnie dostęp do wysokiej jakości wiedzy, poświęcanie podczas lekcji większości czasu na jej przekazywanie jest zwykłym marnotrawstwem. Posiadanie wiedzy „kolekcjonerskiej” w stosunkowo niewielkim stopniu zdeterminuje osiągnięcie życiowego powodzenia i szczęścia, tak jak nie przygotuje młodych ludzi na radzenie sobie z szybko zmieniającą się rzeczywistością. […]
Hanna Wąż – m.in. założycielka Akademii i3 oraz projektu „Dobra i Mądra Szkoła”
Wczoraj na stronie Plandaltonski.pl zamieszczone zostało zaproszenie do kolejnego podcastu – tym razem z Hanną Wąż, która jest nie tylko trenerką liderów biznesu i edukacji, ale wieloletnią nauczycielką, która pracowała w różnych szkołach: swojej autorskiej, a także w szkołach dużych i małych, publicznych i prywatnych.
Oto tekst tego zaproszenia:
Naszym gościem była Hanna Wąż. Jest trenerką biznesu i edukacji. Specjalizuje się w rozwijaniu kapitału społecznego w biznesie i edukacji, budowaniu zespołów, komunikacji w zespole, zdrowych relacji, rozwoju kreatywności, budowaniu długotrwałych relacji z drugim człowiekiem – klientem, pracownikiem, współpracownikiem, uczniem, w nurcie zrównoważonego rozwoju. Szkoli nauczycieli, przedsiębiorców, personel medyczny, zespoły sprzedażowe oraz kadrę zarządzającą, prowadzi progrhttps://www.goldenline.pl/hanna-waz2/amy rozwojowe. Pracuje w nurcie zarządzania i bhttps://akademiai3.org/author/trenermowienia/udowania zespołów 4.0.
Oprócz bycia trenerem pracowała jako anglista, dziś to już ćwierć wieku. W szkole podstawowej, w liceum, w szkole językowej. W firmach dużych i małych. W szkole. W cudzych szkołach. W prywatnych i państwowych. Uczyła super zdolnych ludzi, tych, któr swojej autorskiejzy pokończyli wybitne uczelnie. I te dzieci, z którymi nikt nie układał klocków w dzieciństwie. Chłopca w wieku 22 lat w 2 klasie liceum, po ciężkim odwyku. Chłopca, który cyzelował z trudem litery 5 cm wysokości jako 18-latek, bo był szczęśliwie odratowanym przez rodziców dzieckiem z ciężkiej choroby.
WIERZY, że szkoła jest dla każdego. WIERZY, że każdy uczeń wnosi że sobą zasoby do klasy. WIERZY, że każdy uczeń wchodzi do klasy z ciekawą historią do opowiedzenia. . Zapraszamy
Nauczyciel Lider – rozmowa z Hanną Wąż – TUTAJ
Źródło: www.plandaltonski.pl
W niedzielę przed północą, na fanpage Bezpieczne Gniazdo – Safe Nest zamieszczono zapis rozmowy z nauczy- cielką przedszkola w Norwegii – Polką Sylwią Balawender. Pozwoliliśmy sobie udostępnić ten wywiad naszym czytelnikom w całości:
Foto: www.facebook.com/BezpieczneGniazdoSafeNest
Przedszkole w czasie zarazy tym razem po norwesku.
Agnieszka Kuźba*: – I jak tam u Was w czasie zarazy ?
Sylwia Balawender: – W Norwegii przedszkola otwarte są od 20 kwietnia. Pracujemy w małych grupach dzieci tzw. kohortach. Z sal powynoszone są zabawki, których nie można umyć. Używamy jedynie przedmiotów łatwych do dezynfekcji i wciąż tych samych/ w obrębie tej samej kohorty. Przedszkola mają skrócony czas otwarcia- po zamknięciu czyścimy/dezynfekujemy przedszkole. Dzieci, których oboje rodziców pracuje w zawodach krytycznych społecznie (służby mundurowe, służba zdrowia, w No także m.in. pracownicy przedszkoli i sprzątaczki/sprzątacze), mogą być w przedszkolu w wydłużonym czasie, czyli od 7 do 16.30. To już się ustala indywidualnie.
Przedszkola podzielone są na strefy, których nawet pracownicy nie przekraczają. Rodzice nie wchodzą na teren przedszkola.staramy się być na dworze jak najdłużej. Czasem cały dzień. W kohorcie jest 5 dzieci. Posiłki dzieci przynoszą do przedszkola swoje – rodzice szykują tzw.matpaki, czyli śniadaniówki. Dzieci jedzą koło 10.30 i 13.30. Przedszkole otwarte od 8.00 do 15.00 (dyżury dla dzieci, których rodzice mają krytyczne zawody). Przedszkola publiczne, prywatne są płatne, więc obecnie płatności są zawieszone. Rodzice mają zwiększoną liczbę godzin, które mogą wykorzystać na opiekę nad dzieckiem. Szkoły też już zdaje się ruszyły.
Agnieszka Kuźba: – Czytałam info, że nie wiadomo, jak niektóre środki dezynfekcyjne działają na powierzchnię zabawek i może to być toksyczne. Kiedy byłam w norweskich przedszkolach widziałam, że macie raczej mało zabawek (takich jak w Polsce przypisek). Które zabawki u Was są teraz konkretnie w użyciu? Dzieci normalnie bawią się w piachu, na zjeżdżalniach, na rowerach prawda? Ilu dorosłych na tę piątkę dzieci w kohorcie? Czego Wy używacie jako zabezpieczenie indywidualne? Ile godzin pracujecie? Jak wygląda rotacja personelu?
Sylwia Balawender: – W moim przedszkolu mamy sporo zabawek. Ciągle walczyłam o zmniejszenie ilości. Teraz używamy tylko takie zabawki, które możemy umyć w temp. 60° w steamerze (więc bez chemii). Trochę Duplo/Lego, zabawki „do gotowania”, piłki. Co ciekawe zabawek, którymi bawią się na zewnątrz nie myjemy. Na zewnątrz: rowerki, łopatki, grabki, skakanki, kreda. Mam przygotowany płyn do robienia ogromnych baniek, więc będą i bańki, książki jedynie w ramach kohorty, tak samo kredki, nożyczki itp. I tak, każdy teoretycznie powinien robić to samo, w praktyce sprzątają asystenci, bo n1 już nie ma.
Foto: www.sokolka.naszemiasto.pl
Nawet gdyby, to tak nie będzie wolno…
W „Dniu Flagi” – 2 maja – Jarosław Pytlak nie barwy narodowe i ich symboliczne znaczenie w dziejach naszego państwa (bo czy Narodu?) stały się tematem jego kolejnego tekstu, zamieszczonego na blogu „Wokół Szkoły”. Jako współczesny pozytywista podjął temat z kategorii „praca u podstaw”, czyli napisał „O powrocie dzieci do żłobków i przedszkoli – dla rodziców”
Oto fragmenty tych rozważań i link do ich pełnej wersji:
[…] Najchętniej napisałbym, co myślę o zapowiedzi premiera i jego przybocznych ministrów, że przywrócenie opieki nad małymi dziećmi nastąpi w trzeciej fazie „luzowania” ograniczeń związanych z pandemią, a następnie ogłoszeniu znienacka, że żłobki i przedszkola zostaną uruchomione za sześć dni, z czego trzy robocze, kiedy nie wkroczyliśmy jeszcze na dobre w fazę drugą, a codzienna liczba wykrytych przypadków COVID-19 nie maleje. Niestety, brakuje mi słów wystarczająco kulturalnych. Spróbuję natomiast rzeczowo wyjaśnić na użytek rodziców, dlaczego organ prowadzący naszą szkołę – Zarząd Samodzielnego Koła Terenowego nr 69 STO – w obliczu mało precyzyjnych wytycznych ze strony rządu i mnożących się pytań bez odpowiedzi, jednomyślnie przesunął wznowienie funkcjonowania „zerówki”, chwilowo nie precyzując dokładnego terminu. Osobiście powitałem tę decyzję z ulgą i wdzięcznością, a na podstawie rozmów z koleżankami i kolegami po fachu sądzę, że wiele osób w innych placówkach podziela mój pogląd na sprawę.
Wciąż mam w pamięci koszmarne wspomnienie pierwszej dekady marca, kiedy wiadomo już było, że rozwija się epidemia. W naszej szkole dużo dzieci niedługo wcześniej wróciło z ferii spędzonych za granicą, między innymi we Włoszech, a nawet w Chinach, a mnie co chwilę ktoś pytał, czy dopilnowałem, żeby rodzice zatrzymali je w domach na kwarantannie, albo czy zdecyduję się zawiesić zajęcia szkolne. Pamiętam poczucie bezsilności, bo nikomu nie mogłem nakazać pozostawienia dziecka w domu. Zawiesić zajęcia szkolne teoretycznie miałem prawo, ale… Podejmowałem w życiu zawodowym wiele decyzji, często trudnych, ale zawsze w sprawach zgodnych z moim wykształceniem. Nie czułem się jednak na siłach decydować w zakresie epidemiologii.
I pamiętam ogromną ulgę, kiedy minister edukacji ogłosił, że od 12 marca zajęć szkolnych nie będzie. To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu.
Wystąpienia ministra Szumowskiego z 29 i 30 kwietnia przywróciły do życia tamten koszmar. Odpowiedzialność za decyzję o wznowieniu funkcjonowania żłobków i przedszkoli zrzucono na organy prowadzące placówek. Odpowiedzialnością za przygotowanie i wdrożenie zasad bezpieczeństwa obciążono dyrektorów. Jako wyprawkę na drogę dano spis wytycznych, opublikowany na ministerialnych stronach internetowych, oraz dobrą radę ministra, żeby słuchać ekspertów. […]
Redakcja „Obserwatorium Edukacji” postanowiło zaznaczyć naszą pamięć o dzisiejszej dacie – 1. maja – 16. rocznicy wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, zamieszczeniem niewielkiego fragmentu dużego opracowania, powstałego przed rokiem, zatytułowanego „Nasza Europa: 15 lat Polski w Unii Europejskiej”.
Czynimy to z nadzieją, że wiele zawartych tam informacji stanie się bodźcem do nauczycielskiej refleksji – nie tylko tych koleżanek i kolegów, którzy realizują treści przedmiotu WOS – co takiego „zawaliliśmy”, że patrząc na otaczającą nas rzeczywistość, nie tylko tą ze świata polityki, dostrzegamy jakby smutniejszy obraz przywiązania naszych rodaków do wartości unijnych, niż ten, ukazany w przytoczonym poniżej fragmencie owego jubileuszowego opracowania.
[…]
EUROPEJSKIE WARTOŚCI W OCZACH POLAKÓW
Joanna Konieczna-Sałamatin, Mirosława Marody, Maja Sawicka.
[…]
Wprowadzenie
Polska jest członkiem Unii Europejskiej od 2004 r., jednak faktyczny proces jej integracji z Unią rozpoczął się 10 lat wcześniej, w 1994 r., kiedy to złożony został wniosek o członkostwo. Od początku też eksponowaniu ekonomiczno-politycznych korzyści przystąpienia do Unii Europejskiej towarzyszyła dyskusja o europejskich wartościach. Ten aksjologiczny wymiar Unii ponownie nabiera znaczenia ze względu na pogłębianie się kryzysu politycznego w samej Unii oraz w jej krajach członkowskich. W rozwiązywaniu tego kryzysu dużą rolę będą odgrywać europejskie wartości, obejmujące zarówno ogólny stosunek do Unii Europejskiej, jak i akceptację poszczególnych normatywnych założeń leżą-cych u podstaw europejskiej integracji oraz postrzeganie polskiej sytuacji w relacji do Europy.
Postawy wobec Unii Europejskiej
W świetle wyników długoletnich badań opinii publicznej sformułować można wniosek o zdecydowanej proeuropejskości Polaków. Od momentu wejścia Polski do UE w 2004 r. badania społeczne pokazują stale bardzo wysoki odsetek zwolenników naszego członkostwa w Unii, oscylujący wokół 85% (Wykres 1). Analiza trendów pokazuje jednocześnie, że na proeuropejskie postawy Polaków pewien wpływ wywierać mogło zarówno nasilenie wątków antyunijnych w polskim dyskursie politycznym (np. poprzedzające akcesję lata 1998-2004), jak i negatywne wydarzenia ekonomiczne w obszarze samej UE (cypryjski kryzys euro w roku 2013). Nawet jednak w tych przypadkach odsetek zwolenników przynależności Polski do UE nie spadał poniżej 50%.
Foto: www.lidzbark.pl
Portal na:Temat zamieścił dziś wywiad, jaki Anna Dryjańska – socjolożka, publicystka, felietonistka Dziennika Opinii – przeprowadziła z Agnieszką Czeredrecką, którą przedstawiono tam jako byłą wychowawczynię w żłobku i przedszkolu, a która jest powszechniej znaną z zaangażowania w Ogólnopolski Strajk Kobiet. Oto fragmenty zapisu tej rozmowy, który nosi tytuł „Absurdalne i niebezpieczne”. Była wychowawczyni ocenia punkt po punkcie pomysły rządu ws. żłobków”, oraz link do jego pełnej wersji:
Anna Dryjańska: Jeśli w placówce pojawi się koronawirus, to wkrótce wszyscy będą zakażeni: dzieci, kadra, inni pracownicy – Pomysł rządu PiS, by otworzyć żłobki i przedszkola tuż po majówce jest…
Agnieszka Czerederecka: – Niebezpieczny. Gdy dowiedziałam się, co planują politycy, włosy stanęły mi dęba na głowie. Pomyślałam o moich koleżankach, które nadal pracują jako wychowawczynie w żłobkach i przedszkolach. Bardzo mi ich żal. Zaraz będą miały takie piekło, jakie obecnie panuje w domach pomocy społecznej. A razem z nimi ich bliscy.
A.D. – Dlaczego? Przecież koronawirus nie jest zagrożeniem dla dzieci.
A.Cz. – Ale to nie znaczy, że dzieci nie zakażają siebie i innych. To, że są zwykle bezobjawowymi nosicielami, to już inna sprawa. Koronawirus jest za to groźny dla wychowawczyń z obniżoną odpornością, w tym tych nauczycielek, które zbliżają się do wieku emerytalnego.
Foto: www.kongrespolonistyczny.pl
Izabella Bartol
Na portalu Superbelfrzy PR zamieszczono we wtorek 28 kwietnia, artykuł nauczycielki j. poilskiego w pilskich szkołach, a także doradcy metodycznego w pilskim CDN – Izabelli Bartol, zatytrułowany „W ferworze edukacyjnych przemyśleń. Zdalne zadawanie czy zdalne nauczanie? Oto jest pytanie…” Ponizej zamieszczamy jego fragmenty i link do pełnej wersji tego tekstu:
Jak żyć?
Połowa marca zmieniła nasze życie diametralne – to edukacyjne również. Nagle my – nauczyciele – musieliśmy przeorganizować nauczanie stacjonarne na zdalne, którego tak do końca nikt nie sprecyzował. Nauczać zdalnie, czyli jak? Przesyłać uczniom materiały? Prosić, by odsyłali nam wypełnione zadania w postaci zdjęcia na maila? Spotykać się na lekcjach online? Jeśli tak, to gdzie? Te i inne pytania zaczęłam sobie zadawać już na początku nauczania zdalnego, kiedy zostałam w domu z 14-letnim synem i 4-letnią córką. „Będzie się działo!”, myślałam każdego dnia, a wezwanie „Ło matko!” towarzyszyło mi za każdym razem, kiedy otwierałam oczy (i usta również) ze zdumienia, słysząc kolejne doniesienia ministra edukacji o tym, w jak fantastyczny sposób polska szkoła radzi sobie z edukacją w tym trudnym okresie. Nie radziła sobie w ogóle.Zaczęli sobie radzić dyrektorzy i nauczyciele, którzy szukali racjonalnych i optymalnych sposobów na organizowanie uczniom nauki zdalnej. Coraz częściach dyskutowano na forach edukacyjnych, gdzie wielu nauczycieli szukało rozwiązań, inspiracji, wsparcia i pomysłu, jak zrobić, by było dobrze, kiedy dobrze nie jest.
„Przeczytaj, zrób, odeślij” – jestem na NIE
Wielu nauczycieli i rodziców często alarmowało, że niektórzy edukatorzy postrzegają zdalne nauczanie jako zdalne zadawanie. Przeczytaj, zrób, odeślij. Pojawiły się też lekcje z dołączaniem filmików, dzięki którym uczniom miało być rzekomo łatwiej przyswoić nowe treści. Czy to wystarczy? Czy nauczyciel, który wysłał zadania, naprawdę uważa, że wszystko jest w porządku? A co z tym, co w edukacji jest najważniejsze? Z relacjami? Z rozmową? Z dopytaniem, czy aby na pewno ten sposób przygotowania materiałów i przekazania uczniom treści jest dla nich jasny, zrozumiały, czytelny? Czy takie „odhaczenie” wysłanych do zrobienia zadań naprawdę jest zdalną edukacją? Dla mnie nie. I choć w szkole ponadpodstawowej, w której pracuję, bardzo szybko wprowadzono regularne lekcje na Microsoft Teams, to zastanawiałam się, jak pracować w podstawówce, kiedy początkowo dostępu do tej platformy nie mieliśmy.[…]
Co z tymi, których nie ma?












