Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

 

 

Tomasz Tokarz zamieścił wczoraj na swym profilu ciekawy post, który ma tylko luźny związek z rozważaniami o naszej edukacji. Jednak po chwili zastanowienia postanowiliśmy go upowszechnić, gdyż wpisuje się on w obraz aktualnej sytuacji społeczno-politycznej naszego kraju, która w oczywisty sposób ma swe konsekwencje także dla wszelkich projektów w obszarze edukacji.

 

Oto najważniejszy fragment tego tekstu, wzbogacony o kilka linków, odsyłających do źródeł informacji o „bohaterze” postu Tomasza Tokarza:

 

[…] Polscy naukowcy z Uniwersytetu Humanistyczno-społecznego SWPS postanowili odtworzyć eksperyment psychologiczny przeprowadzony ponad 50 lat temu. Eksperyment Milgrama jest jednym z najbardziej znanych badań nad posłuszeństwem wobec autorytetów. Polacy analizowali, czy w 2015 r. jest on dalej aktualny. Czy bylibyśmy w stanie porazić ludzi prądem, gdyby ktoś nam tak nakazał? […]

 

Celem badania było określenie poziomu posłuszeństwa wśród mieszkańców Polski. Było to o tyle interesujące, że testy oparte na metodyce Milgrama nigdy nie były prowadzone w Europie Środkowej. Bogata historia naszego kraju wydała się naukowcom wyjątkowo interesująca w kontekście wywarcia wpływu na społeczeństwo.

 

Eksperyment Milgrama polegał na sprawdzeniu gotowości ludzi do karania innych za pomocą wstrząsów elektrycznych, gdy byliby zachęcani przez eksperymentatora – nauczyciela. Eksperyment wykazał, że ludzie pod presją ze strony władz, są gotowi do wykonywania poleceń, nawet jeśli mogą one zaszkodzić innym.

 

Czytaj dalej »



Postanowiliśmy zamieścić fragmenty tekstu, który otrzymaliśmy dziś w ramach „Strefy Nauczyciela”. Jego autorką jest Karolina Słowik, a tekst jest dostępny także na stronie „Gazety Wyborczej” pod tytułem „Czas potulnych uczniów minął. Niech rząd odpowie choćby na jeden ich apel.”:

 

 

 

Czas potulnych i wystraszonych uczniów już minął. Dzisiejsi licealiści i uczniowie podstawówek są gotowi zawalczyć o swoje w każdej ważnej dla siebie sprawie. Może MEN w końcu doceni ich odwagę, świadomość i zaangażowanie?

 

Kiedy ja chodziłam do szkoły – ok, wybaczcie mi boomerski początek – mam wrażenie, że my, uczniowie, nie byliśmy tak świadomi swoich praw, jak roczniki, które teraz przechodzą przez szkołę. […]

 

Do uczniów nikt nie mówi

 

Podczas gdy fiński rząd organizuje całą konferencję poświęconą pytaniom dzieci, nasi uczniowie od polskiego ministra edukacji doczekali się zaledwie kilku pogardliwych stwierdzeń o tym, że „grupka uczniów nie będzie decydować o egzaminach”, a tzw. zgubieni uczniowie, z którymi nie ma kontaktu, to ci, którzy jeszcze przed epidemią nie przykładali się do nauki. Ani słowa o wielkim wysiłku, jakim są zdalne lekcje, o trudnej sytuacji, jaką jest epidemia, o strachu, braku poczucia bezpieczeństwa. Ale o to, żeby minister usłyszał jak im ciężko, uczniowie jednak walczą: w grupie, albo w pojedynkę.[…]

 

Wcześniej, gdy nie było jeszcze wiadomo, czy matury w ogóle się odbędą, a rząd i ministerstwo edukacji – w starym stylu – nie kłopotało się tym, że ok. 700 tys. uczniów (ósmoklasistów i maturzystów) trwa w wielkiej niepewności, powstał (oczywiście na Facebooku) Ruch Protestujących Maturzystów. Chcieli tylko tyle, by ktoś ich poinformował: będzie ta matura, czy jej nie będzie. To wtedy usłyszeli od MEN, że to nie oni decydują. Ostatecznie ministerstwo jednak łaskawie rozpisało harmonogram.

 

Nawet jednak po ogłoszeniu szczegółowych wytycznych sanitarnych, uczniowie wciąż wyrażają swoje niezadowolenie: – Rząd nie konsultuje z nami niczego. Egzaminy chcą zorganizować na siłę, żeby uzasadnić przeprowadzenie wyborów – mówi Weronika z Ostrołęki, jedna z autorek petycji o przełożenie egzaminów. – Gdy zobaczyłam liczbę zakażeń i przeczytałam nowe wytyczne, złapałam się za głowę. Może i umieralność w mojej grupie wiekowej jest niska, ale przecież po maturach wrócimy do domów, do rodziców, dziadków – dodaje.

 

O swoich obawach napisała na Twitterze. Okazało się, że wielu uczniów myśli podobnie. Założyli grupę na Messengerze. – Jest nas już kilkadziesiąt osób. Swój apel wysłaliśmy już wszędzie: do MEN, CKE, nawet do Kancelarii Prezydenta – mówi Weronika. […]

 

Messenger, Whatsapp i Twitter pomaga im jednoczyć siły. Założenie grupy skupiającej wokół jakiegoś tematu to dla nich kilka kliknięć. Nie paraliżuje ich tytuł ministra („To pośrednik między nami a rządem, powinien nas słuchać”), wiedzą, że RPD powinien walczyć o ich prawa. I zamierzają z tego korzystać. Ministrze Piontkowski, proszę się nie łudzić, oni zawalczą o siebie w każdym ważnym dla siebie temacie. Nie tylko mają do tego narzędzia. Mają też odwagę, świadomość i zaangażowanie. Może w kolejnym przemówieniu warto ich zauważyć? W petycjach i apelach, na które MEN może odpowiedzieć, można przebierać.

 

Cały tekst, skopiowany ze „Strefy Nauczyciela” – w formie pliku pdf  –   TUTAJ



Od kilku tygodni nie zamieszczaliśmy tekstu z bloga Jarosława Pytlaka.Ostatni raz było to 4 maja, gdy proponowaliśmy lekturę „O powrocie dzieci do żłobków i przedszkoli – dla rodziców” . Później na blogu „Wokół Szkoły” zamieszczane były jeszcze teksty: „Po telekonferencji w Mazowieckim Kuratorium Oświaty” (7 maja) i „‚Poszukiwany, poszukiwana 2020’ – na Bemowie” (16 maja). Oba dotyczyły – nazwijmy to tak – problemów lokalnych i w natłoku innych, bardziej uniwersalnych, przegrały w procesie redakcyjnych decyzji.

 

Ale ten, zamieszczony wczoraj – „Mózg zlasowany nad wieszakiem na żuchwę” nie mógł nie tylko pozostać niezauważony, ale załuguje na szerokie upowszechnienie. Co niniejszym czynimy, zamieszczając jego „wyjątki” (z redakcyjną ingerencja, polegającą na pogrubieniu niektórych fragmentów tekstu) i link do źródła, z gorącą namową, aby przeczytać całość:

 

Foto1: www. fryzuranadzis.pl

 

Nasza redakcyjna próba graficznego przedstawienia tematu…

 

 

Mózg zlasowany nad wieszakiem na żuchwę

 

Bardzo żałuję, że Bozia poskąpiła mi talentu graficznego i nie umiem narysować satyrycznego autoportretu pt. „Dyrektor szkoły w szponach obłędu”, choć jego wizję z każdym dniem mam coraz bardziej klarowną. Wygląda, mniej więcej. tak:

 

Oto głowa ozdobiona bujną brodą i szopą przetkanych siwizną włosów, bo na umawianie się online do fryzjera czasu nie ma. Trzeba przygotować szkołę na przyjęcie małych dzieci w reżimie sanitarnym, pomyśleć o konsultacjach dla ósmoklasistów i komisjach na ich nieszczęsny egzamin, konsultacjach dla klas 4-6 i zajęciach rewalidacyjnych w siedzibie szkoły, zakrzywieniu czasoprzestrzeni, żeby to wszystko zmieściło się w ciasnym budynku; trzeba nadzorować zdalne nauczanie (w naszej placówce – na czterech poziomach), wspierać pracę nauczycieli, zaplanować przyszły rok szkolny… Dobra, starczy tej litanii, dość, że praca dyrektora szkoły w czasach koronawirusa odbywa się w ruchu ciągłym, jeszcze bardziej niż kiedyś,  a przecież dawno temu już pisałem, że jest jej za dużo! […],

 

Wróćmy do rysunku. Dyrektorskie oczy – jak filiżanki, symbolizujące ciągłe zdziwienie, bo jak tu nie dziwić się skomplikowanej rzeczywistości, w której wiceminister edukacji napomyka coś w mediach w kwestii nie-powrotu dzieci do szkół, a godzinę później okazuje się, że będzie inaczej. Albo minister zdrowia ogłasza, że panuje nad sytuacją i w ogóle jest świetnie, a biedny dyrektor dziwuje się, że codzienne kilkaset wykrytych nowych zakażeń koronawirusem może być uznane za wystarczające świadectwo bezpieczeństwa, by przyjąć dzieci w placówkach oświatowych i zorganizować egzaminy zewnętrzne. O sprawności ministra edukacji  w ogóle szkoda gadać, bo w jego przypadku „zarządzać sprawnie”, to oksymoron.

Czytaj dalej »



Dziś proponujemy lekturę kolejnego tekstu Danuty Sterny – tym razem zatytułowanego „Jak uczyć online społeczno-emocjonalnych umiejętności?” Został on wczoraj zamieszczony na jej blogu „Oś Świata” i jak zwykle u niej – jest to swoisty miniporadnik metodyczny. Zamieszczamy ten post bez skrótów i jakiejkolwiek redakcyjnej ingerencji:

 

 

Czy powinniśmy zajmować się teraz umiejętnościami społeczno-emocjonalnymi uczniów. Czy jest to w ogóle możliwe, gdy całą energię poświęcamy nauce ujętej w programie szkolnym?

 

Trudna sytuacja uczniów wymaga, może jak nigdy wcześniej, właśnie tych umiejętności. Kluczowe znaczenie ma umiejętność radzenia sobie z lękiem. Jeśli uczniowie czują, że nie mają kontroli nad swoją przyszłością to, czują się niepewni i to dominuje ich myślenie i nie maja przestrzeni na uczenie się.

 

Co może zrobić nauczyciel teraz dla kształcenia u uczniów umiejętności społecznych i emocjonalnych?

 

 

6 pomysłów dla nauczycieli:

 

-Zachęcanie do spojrzenia z dystansu

-Poświęcenie czasu na rozmowę z uczniami

-Pokazywanie, że można przyczynić się do zmniejszenia ryzyka

-Budowanie wspólnoty

-Ćwiczenia na własną rękę

-Rozmowa z uczniami na temat sytuacji na świecie

 

 

Zachęcanie do spojrzenia z dystansu

 

Nauczyciel może zachęcać uczniów, aby przestali myśleć tylko o sobie, a zamiast tego zadawali sobie pytania typu: „Co mogę zrobić dla mojego przyjaciela, który martwi się sytuacją pandemii?”;  „Co mógłbym mu powiedzieć?”; „Czy to, co powiem pomoże mojemu przyjacielowi?”

 

Chodzi o to, aby uczniowie zaczęli myśleć o innych, a nie byli skupieni tylko na sobie i swoim problemie.

 

Czytaj dalej »



Screen z nagrania rozmowy z dnia 15 lipca 2016 roku [www.youtube.com]

 

 

Marek Pleśniar – dyrektor Biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty

 

 

Dziś w „Poranku Radia TOK FM” redaktor Jacek Żakowski rozmawiał z Markiem Pleśniarem – dyrektorem Biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Tematem rozmowy było zbliżające się otwarcie szkół dla uczniów klas I – III.

 

Podcast z zapisem tej rozmowy dostępny   –    TUTAJ

 

 

Źródło:audycje.tokfm.pl


 



 

Portal „Obywatele dla Edukacji” zamieścił tekst, w którym jego autorka – Zofia Grudzińska informuje o raporcie z przeprowadzonego badania „Rodziny z dziećmi w nowej sytuacji epidemii koronawirusa”. Oto ten tekst i link do owego raportu:

 

Na czas pandemii najmłodszym odebrano prawo do publicznego wypowiadania się w sprawach ich dotyczących, zawieszona została działalność samorządów i rad młodzieżowych, wolontariatu. Zdani zostali wyłącznie na opiekunów, stali się bezbronni wobec różnych form przemocy domowej.

 

Mamy ciekawy materiał: “na gorąco” opracowany raport z badań o sytuacji rodzin w czasie zarazy. Autorki poruszają ważne kwestie: jak izolacja społeczna zmienia sytuację najmłodszych, najbardziej bezbronnych Polaków.

 

 

We wstępie czytamy:

 

Mierzymy się i będziemy mierzyć z nową sytuacją izolacji społecznej, z niepokojem o zdrowie i życie nasze i bliskich, o miejsca pracy, przyszłość i jej kształt. Nie wiemy, kiedy powróci „normalność” – ta nam dobrze znana, oswojona. Domowa izolacja wymusiła na nas zmianę codziennego funkcjonowania, przeorganizowania pracy, nauki, opieki nad dziećmi zamkniętymi w czterech ścianach bez możliwości wyjścia na zewnątrz. My – dorośli opiekunowie, praktycznie z niewielką pomocą państwa, staliśmy się z dnia na dzień jedynymi gwarantami ochrony fundamentalnych praw dziecka: prawa do życia, bezpieczeństwa, edukacji i wychowania.”

 

Sytuację dzieci w polskich rodzinach w czasie pandemii pokazuje przedstawiony raport z badań online autorstwa Urszuli Markowskiej-Manisty i Dominiki Zakrzewskiej-Olędzkiej. W badaniach wzięły udział rodziny w pewnym sensie uprzywilejowane: 87 % respondentów posiada wyższe wykształcenie, wszyscy mają dostęp do Internetu, mimo sporych trudności w łączeniu własnej pracy z edukacją dzieci, są w stanie zorganizować im naukę w domu. Jest duże prawdopodobieństwo, że ich dzieci nie będą miały zaległości, w przeciwieństwie do tysięcy uczniów w Polsce. Co wcale nie znaczy, że członkowie tych rodzin – zarówno dorośli jak i młodsi – żyjący w zamknięciu, pozostawieni bez wsparcia z zewnątrz radzą sobie dobrze ze wszystkimi problemami. Pytania: jacy będziemy „po”, czego się nauczymy o sobie i innych, czy zdamy egzamin z człowieczeństwa, obywatelski, rodzicielski, jak zmieni się świat i jakie koszty zapłacimy, towarzyszą wszystkim wypowiedziom osób biorących udział w badaniu.

 

Autorkami raportu są Urszula Markowska-Manista i Dominika Zakrzewska-Olędzka (Polskie Stowarzyszenie im. Janusza Korczaka).

 

 

Źródło: www.obywateledlaedukacji.org

 

 

Raport „Rodziny z dziećmi w nowej sytuacji epidemii koronawirusa”  –  TUTAJ

 



Foto: www.uml.lodz.pl

 

Małgorzata Moskwa-Wodnicka – wiceprezydent Łodzi podczas dzisiejszej konferencji prasowej.

 

 

Szkoły podstawowe pozostaną zamknięte

 

Od poniedziałku 25 maja nie będzie w łódzkich szkołach zajęć opiekuńczo-wychowawczych dla uczniów klas I – III. Placówki są przygotowywane do pracy w reżimie sanitarnym, do końca tygodnia otrzymają środki ochrony osobistej dla nauczycieli i pracowników niepedagogicznych oraz płyny do dezynfekcji. Ale data ich uruchomienia jest uzależniona od wyników testów genetycznych u pracowników przedszkoli, u których wyniki testów przesiewowych budziły wątpliwości.

 

-Podobnie jak w przypadku przedszkoli priorytetem dla nas jest zdrowie dzieci i pracowników, dlatego nie będziemy się spieszyć, otworzymy szkoły kiedy będziemy mieć pewność, że wszyscy są bezpieczni – powiedziała Małgorzata Moskwa-Wodnicka, wiceprezydent Łodzi. – Czekamy na wyniki pracowników przedszkoli, ponieważ pokażą nam z jaką skalą ewentualnych zakażeń mamy do czynienia. Na razie mamy cząstkowe dane, na podstawie których nie sposób wyciągać wniosków.

 

Minister edukacji poinformował, że od 25  maja w szkołach można organizować zajęcia opiekuńcze dla najmłodszych uczniów, oczywiście w reżimie sanitarnym. A to oznacza, że liczba dzieci, która będzie mogła przyjść do szkoły będzie ograniczona. Z ankiet przeprowadzonych wśród rodziców wynika, że w szkołach zjawiłoby się 1 323 dzieci, a miejsc w 90 łódzkich podstawówkach jest 3 815. Liczba miejsc jest uzależniona liczby nauczycieli, którzy mogą się opiekować dziećmi, warunkami lokalowymi w placówkach oraz liczebnością grup uczniowskich, które nie mogą być większe niż 12 osób.

 

Od poniedziałku zostaną otwarte kolejne przedszkola prowadzone przez samorząd. To 15 placówek, w których 41 pracowników z wątpliwymi wynikami testów przesiewowych pod kątem COVID-19 mają już wyniki testów genetycznych i są negatywne.

 

Czytaj dalej »



 

Na stronie „Gazety Prawnej” zamieszczono dziś artykuł „Smutne nastolatki. Cała prawda o polskich dzieciach”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

Są w czołówce tych, które mają niską samoocenę. Źle postrzegają swój wygląd i zdrowie oraz relacje z rodzicami. Takie są wyniki badań HBSC w ponad 40 państwach.

 

To kolejna edycja międzynarodowego badania realizowanego we współpracy ze Światową Organizacją Zdrowia, w którym dokładnie analizuje się dane na temat zdrowia fizycznego, relacji społecznych i dobrego samopoczucia psychicznego 227 441 uczniów w wieku 11, 13 i 15 lat z 45 krajów Ameryki Północnej i Europy. W Polsce większość wyników jest niepokojąca.

 

W wieku 11 lat za grube lub zbyt grube uważało się 39 proc. dziewcząt, w wieku 13 lat – 49 proc., zaś w wieku 15 lat dotyczyło to 52 proc. Jak podkreślają eksperci, coraz gorzej wygląda to u chłopców – w wieku 11 i 13 lat znajdujemy się na 2. pozycji w rankingu, zaś w wieku 15 lat na 1. pozycji, z najwyższym wskaźnikiem w rankingu 43 krajów. […]

 

Zdaniem autorów międzynarodowego raportu gorsza samoocena jest efektem mniejszej ilości ruchu. Dzieci bez względu na kraj uprawiają z roku na rok mniej sportu. Zamiast tego wolą przesiadywahttps://translate.google.com/translate?hl=pl&sl=en&u=http://www.hbsc.org/&prev=searchć w internecie.

 

Wyniki są na tyle niepokojące, że polscy eksperci z Instytutu Matki i Dziecka chcą przeprowadzić kolejne pogłębione badania (wspólne z Serbią, która znalazła się na drugim – pozytywnym – końcu tabel), aby wyjaśnić, dlaczego jest aż tak źle.

 

 

Cały artykuł „Smutne nastolatki. Cała prawda o polskich dzieciach”   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl

 

 

 

 

Więcej na ten temat – Instytut Matki i Dziecka: Raport HBSC 2020   –   TUTAJ

 

 



 

Dawno nie zamieszczaliśmy tekstów z fejsbukowego profilu Tomasza Tokarza. Ale dziś jest istotny ku temu powód: właśnie przed kilkunastoma minutami pojawił się tam post z ideowo-edukacyjnym credo jego autora. Oto ten teks – bez skrótów:

 

Zawsze mnie dziwią głosy, że moje posty godzą w nauczycieli. Jest dokładnie odwrotnie. Jako nauczyciel i syn nauczyciela działam bardzo mocno dla dobra tego zawodu.

 

Obok upodmiotowienia ucznia, drugim moim kluczowym celem jest przywrócenie zawodowi nauczyciela właściwej rangi, znaczenia adekwatnego do wyzwań epoki już mocno poindustrialnej. To już nie są wyzwania z początku XIX w., typu: „nie mam dostępu do książki, wprowadź mi dane do głowy„.

 

Widzę nauczyciela przyszłości jako porządnie wynagradzanego specjalistę, o spersonalizowanym podejściu do ucznia, zorientowanego na wspieranie go w rozwoju, a nie przykrawanie do narzuconej matrycy.

 

Wierzę, że będzie to zawód przyszłości.

Ale to wymaga odejścia od modelu funkcjonariusza i tresera. Nowe zadania wymagają porzucenia roli dozorcy, testera i oceniacza. To nikomu dzisiaj do niczego nie jest potrzebne. Wymagają porzucenia myślenia o zadaniach nauczyciela sprowadzalnych do narzucania i egzekwowania poleceń oderwanych od potrzeb i mocnych stron ucznia. To jest upokarzające dla wszystkich.

 

Wymagają także porzucenia funkcji urzędnika państwowego, którego zadaniem jest gorliwe wykonywanie instrukcji od rządu. Dopóki członkowie środowiska będą bezkrytycznie wykonywać jego sprzeczne instrukcje, nie będą poważnie traktowani.

 

Kiedy widzę, że tak szlachetny zawód został sprowadzony do roli tresera to krzyczę: VETO.

 

Krzyczę również VETO, kiedy widzę, jak skwapliwie część środowiska posłusznie wchodzi w buty strażników miejsc pracy przymusowej. Jeśli ktoś kurczowo przyspawał się do dotychczasowej roli to może czuć się źle pod wpływem moich testów. Uruchamiają się mechanizmy obronne.

 

Jak ktoś przywykł do dotychczasowego modelu, ugrzązł w nim to nie widzi alternatywy. Stąd opór. I próba redukcji dysonansu poznawczego.

 

Ale w środku większość z Was się ze mną zgadza.

 

Choć czasem nie wypada się do tego przyznać.

 

 



 

Przez portal EDUNEWS.PL trafiliśmy na tekst Roberta Raczyńskiego – autora bloga „Eduopticum”, który 18 maja zamieścił tam tekst, zatytułowanyPublicystyka zmiany”. To reakcja jego autora na tekst innych autorów – Marka Metryckiego i Piotra Zaborowicza: „Jaka edukacja w dobie przemysłu 4.0?, którego fragmenty  zamieściliśmy na „Obserwatorium Edukacji”.

 

Na dobry początek proponujemy kilka akapitów tekstu Roberta Raczyńskiego, odsyłając jednak na jego bloga – dla zapoznania się z jego pełną wersją:

 

Artykuł, a właściwie szkic reformy edukacji Jaka edukacja w dobie przemysłu 4.0?, napisany przez Marka Metryckiego i Piotra Zaborowicza mocno mnie poruszył. Niestety, pewnie wbrew intencjom autorów, nie rzuciłem się natychmiast do wprowadzania proponowanych tam „zmian”, bo gdyby ktoś w Polsce prowadził adekwatną statystykę, to takich manifestów „zmiany paradygmatu”, na różnym poziomie merytorycznym i o różnym zasięgu rażenia, prawdopodobnie doliczyłby się kilku dziennie. Wyżej wspomniany jest bardzo dobrze napisany i nie można zarzucić mu nic, oprócz… oczywistości i powielania mitów.

 

Problem z nim, i wszystkimi podobnymi, polega nawet nie na tym, że głosi przechodzoną dobrą nowinę (nowa i oryginalna to ona była, ale może trzydzieści lat temu), albo, że zawiera jakieś ewidentne bzdury (dyskusja o składnikach merytorycznych mogłaby się rozpocząć dopiero po ich przetestowaniu przez realia), ale na tym, że operuje na takim poziomie abstrakcji, ogólności i truizmu, że może być atrakcyjny i strawny jedynie dla kogoś, kto edukacją „interesuje się” z doskoku. Wszystkie pozycje tego gatunku publicystyki zaangażowanej łączy niemal stuprocentowa nieziszczalność, a w konsekwencji nieweryfikowalność przedstawianych założeń i propozycji. Głównym konsumentem podobnych objawień, biernym, pozbawionym jakiegokolwiek wpływu na opisywaną sytuację, bezrefleksyjnym, ale entuzjastycznym potakiwaczem jest tu internetowy różowy kisiel, publiczność gotowa zalajkować każdą, „nowocześnie” inną ideę, pasującą ideologicznie jej, lub jej duchowemu guru, w rodzaju Kena Robinsona. Przesłanie takie trafia również do przekonania ludziom zdesperowanym, bezpośrednio zderzającym się z systemem, np. w chwili wyboru szkoły dla dziecka, albo, gdy owo dziecko znów dostało jedynkę z bzdurnego testu, pt. „wybierz najmniej głupią możliwość”.

 

Wyróżnikiem takiej twórczości, być może niewidocznym dla odbiorcy przypadkowego, jest bezlik wyrażeń typu „trzeba”, „musimy”, „będzie to wymagało”, „konieczna zmiana”, „możemy”, „powinien”, „potrzebne”, „docelowo”, „wyzwania przyszłości”, itp., itd., który sprawia wrażenie partyjnej agitki, przemówienia pisanego na potrzeby kampanii, adresowanej do tzw. człowieka z ulicy – niezbyt świadomego, ale wrażliwego na hasła-memy i zarażonego wirusem chciejstwa. Autorzy takich tekstów najwyraźniej nie zauważają, że ich moc sprawcza jest raczej niewielka, bo paradygmatu oświatowego nie wybiera w referendum choćby i liczne, pospolite ruszenie miłośników miękkich kompetencji, oraz wyświechtanego „dialogu i szacunku”. Również w samej treści przesłania, nad jakimikolwiek konkretami i faktami wyraźnie przeważa u nich ideologia, hasłowość i uproszczenie, tak charakterystyczne dla populizmu dowolnego autoramentu. […]

 

Kolejnym mankamentem takich kampanii „pozytywnych” jest budowanie zamków na piasku, niezrozumienie, a może wyparcie faktu, że nawet sensowne zmiany, które przeszły(by) próbę praktyczną, nie są możliwe do systemowej introdukcji w zastanym środowisku. […]

 

Czytaj dalej »