Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Na portalu „Krytyka Polityczna” w Dniu Dziecka zamieszczono obszerny artykuł Joanny Ławickiej – doktora nauk społecznych w zakresie pedagogiki, prezeski zarządu Fundacji Prodeste, autorki książki Nie jestem kosmitą. Mam zespół Aspergera”, zatytułowany „Krwią i blizną, czyli o wychowaniu dzieci do przemocy”.

 

Poniżej zamieszczamy jedynie te fragmenty artykułu, które bezpośrednio podejmują tytułową problematyką. Zachęcamy jednak do zapoznania się z całym tekstem:

 

Foto: Mitch/flickr.com CC BY-NC 2.0 [www.krytykapolityczna.pl]

 

 

[…] Oprócz tysięcy młodych ludzi wychowywanych systemową, rodzinną i szkolną przemocą do dyscypliny, przemocą usankcjonowaną głęboką wiarą, że to wszystko dla dobra dziecka, w naszym krajobrazie wychowawczym mamy jeszcze inne ciekawe zjawiska. Zobaczymy w nim dzieci w mundurach wojskowych z wypiekami na twarzy przyrzekające, że będą żyć i umierać dla Polski.

 

Młodzieżowe organizacje, także mundurowe, nie są niczym nowym. Od ponad stu lat harcerze i harcerki realizują misję opartą na wartościach takich jak służba, samodoskonalenie i braterstwo. Wielu młodych ludzi zawdzięcza działalności harcerskiej dużo dobrego. W prawie harcerskim czytamy o prawdomówności, byciu pomocnym i oszczędnym, wolnym od nałogów. Nakazuje ono kochać i poznawać przyrodę. Narzuca także obowiązek posłuszeństwa wobec rodziców i przełożonych.

 

Formacja harcerska jest z natury hierarchiczna i oparta na systemie rozkazów i zakazów. Decydując się na udział w takiej organizacji, młody człowiek rozumie, że będzie musiał funkcjonować w określonej konwencji. Jeżeli ta konwencja mu nie odpowiada, w każdej chwili może zrezygnować z członkostwa w organizacji. Wszystkie pozostałe prawa harcerskie są sformułowane pozytywnie, a przyrzeczenie harcerskie obejmuje służbę dla kraju i pomoc bliźnim.

 

Oczywiście, zarówno świeckie, jak i chrześcijańskie odmiany harcerstwa są w Polsce głęboko osadzone w stylach wychowawczych charakterystycznych dla całej naszej kultury, które opisałam wcześniej. Podobne niedostatki wychowawcze – z punktu widzenia budowania zdrowej relacji z dzieckiem – znajdziemy w większości organizacji młodzieżowych w Polsce. Na tym tle wyróżniają się jednak dziecięce i młodzieżowe grupy paramilitarne. Oprócz hołdowania typowym dla naszej kultury wartościom wychowawczym znajdziemy w nich coś jeszcze.

 

 

Wstępując w szeregi ORLĄT Związku Strzeleckiego
Przyrzekam postępować stale według prawa orlęcego,
aby stać się godnymi tych orląt,
które przelaną swą krwią serdeczną
wskazały nam, jak kochać ziemię ojczystą,
jak żyć dla niej i umierać”.

 

Takie słowa przyrzeczenia wypowiadają kilkuletnie dzieci wstępujące do Orląt – dziecięcej struktury działającej przy Związku Strzeleckim. Prawo Orląt nakazuje im już nie tylko odwagę, wytrwałość i posłuszeństwo. Orlęta zobowiązują się także być dobrymi żołnierzami. W ten sposób następuje międzypokoleniowy transfer kulturowy wartości, które kierują człowieka i społeczeństwo nie w stronę pokoju, akceptacji i współpracy jednostek dla dobra wspólnego, lecz w kierunku walki, nieufności i budowania pozbawionych elementarnego indywidualizmu mas. Ludzi niezdolnych do krytycyzmu, ale posłusznych. Gotowych na śmierć w walce z wrogiem. […]

 

Czy to samo dziecko może świadomie i ze zrozumieniem dla konsekwencji przyrzekać gotowość do śmierci w walce z wrogiem? Tylko w jednym wypadku: gdy idea wroga została wystarczająco mocno i wyraźnie zbudowana w dziecięcym umyśle. Dziecko nie może walczyć z ideą, wyobrażeniem. Emocjonalność dzieci i młodszej młodzieży jest bardzo konkretna. Znakomitym przykładem są dziecięce stany lękowe o charakterze uogólnionym. Dorośli borykający się z lękiem uogólnionym na ogół zdają sobie sprawę, że boją się „wszystkiego”, czyli „niczego konkretnego”. Dziecko jednak nie może bać się abstrakcyjnie. Jeżeli z różnych przyczyn zaczyna rozwijać lęk uogólniony, zwykle musi mu nadać jakąś konkretną treść. Boi się więc ciemności, robaków, owadów, wiatru… Różnych rzeczy, którym może przypisać moc budzenia w nim lęku. […]

 

Dziecięce rozumienie walki i gotowości na śmierć potrzebuje natomiast wroga określonego. Dwa lata temu oglądałam relację z koncertu zamykającego Marsz Niepodległości w Warszawie. Grano tam utwory nazwane przez organizatorów „muzyką tożsamościową”. W pewnym momencie na ekranie pojawiło się ujęcie małej, może jedenastoletniej dziewczynki, która z zapałem śpiewała pieśń wykonywaną na scenie razem z artystami. Śpiewała, a po jej czerwonej od emocji buzi spływały łzy. Tożsamościowa formacja, której poddawana była ta dziewczynka, to piosenka Europa umiera. Kiedy próbujemy wyświetlić jej tekst w internecie, musimy wyrazić zgodę i zadeklarować, że mamy 18 lat. Mała dziewczynka na błoniach stadionu w Warszawie znała te słowa na pamięć. Śpiewała je z zaciśniętymi piąstkami, płacząc. Jestem pewna, że gdyby miała złożyć przyrzeczenie, że będzie umierać broniąc ojczyzny, miałaby przed oczami wrogów, których dostarczył jej świat dorosłych w słowach zespołu Basti:

 

To czas terroru, czas rzezi niewinnych ludzi w ich własnym domu
Europa pada na kolana, otwórz oczy, zrozum!
Nie dla uchodźców! Nie dla Islamu!
Nie dla faszyzmu płynącego z Koranu!”.

 

[…]

 

Wybitny psycholog rozwoju i psychoterapeuta Erik Erikson w swoich licznych pracach dowiódł, że celem wychowania powinno być odkrywanie własnej tożsamości i budowanie indywidualnego, twórczego „Ja”, osadzonego w kontekście społecznym. W procesie dorastania, w ufnej relacji z opiekunem, młody człowiek uczy się odpowiedzialności za siebie, swój rozwój i wspólnotę, w której żyje. Jest wolny w znaczeniu możliwości doświadczania naturalnych kryzysów między ufną konstrukcją dziecięcej psychiki a wyzwaniami społecznymi. W tej ewolucji towarzyszą mu rodzice, wychowawcy, nauczyciele, znaczący dorośli – osoby, których zadaniem jest uczyć dziecko zarazem ufności i zdolności do krytycznego budowania więzi społecznych. […]

 

 

Cały tekst „Krwią i blizną, czyli o wychowaniu dzieci do przemocy”   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.krytykapolityczna.pl

 



W najbliższy poniedziałek, 8 czerwca, zaczynają się egzaminy maturalne. „Głos Nauczycielski” zamieścił z tej okazji dwa wywiady, w których rozmówcy komentują przygotowania do tego wydarzenia.

 

Jako pierwsze przedstawimy fragmenty zapisu rozmowy z Nauczycielem Roku 2007, zatytułowany „Matura w czasie pandemii. Wiesław Włodarski: Tegoroczni maturzyści faktycznie są w niełatwej sytuacji”:

 

 

Foto: www.glos.pl

Wiesław Włodarski

 

 

Jarosław Karpiński, GN: – Jak wyglądają ostatnie przygotowania do matur w szkole, w której Pan uczy. Są nerwy i strach, czy wręcz przeciwnie?

 

Wiesław Włodarski, nauczyciel matematyki w XIX LO w Warszawie: – Spotkałem się ostatnio w szkole na konsultacjach z dwiema maturzystkami i one były raczej dobrej myśli. Były spokojne i odprężone. Natomiast trudno mi powiedzieć jakie emocje dominują u innych maturzystów. Nie podejmuję się więc ocenić, czy w tym roku podchodzą oni do egzaminu lamentując „o rany, co to będzie”, czy tłumacząc sobie „mieliśmy więcej czasu, przerobiliśmy wszystkie zadania, więc nie ma się co bać”.

 

 

A jak te przygotowania wyglądają od strony szkoły, nauczycieli, dyrekcji?

 

Szkoła podejmowała i podejmuje mnóstwo działań zmierzających do tego, żeby egzaminy odbyły się zgodnie z wymogami sanitarnymi. Zostały zakupione rękawiczki, maseczki, płyny dezynfekujące. Mieliśmy ostatnio radę pedagogiczną online, na której dyrektor dokładnie omówił procedury maturalne. Nauczyciele zadawali pytania. Myślę więc, że od strony organizacyjnej ta matura będzie przebiegała bez zakłóceń. […]

 

 

Tegoroczne matury z powodu pandemii koronawirusa będą bardzo nietypowe. Coś może jeszcze zaskoczyć dyrektorów, uczniów, nauczycieli?

 

Czytaj dalej »



Źródło: www.facebook.com/pg/wioskisos/

 

Wczoraj na portalu OKO.press zamieszczono artykuł Antona Ambroziaka „Tysiące uczniów poza systemem. Lekcja ignorancji MEN”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

Nie mają kontaktu z nauczycielami, nie odbierają telefonów, nie uczestniczą w zajęciach online. W szkole zdalnej z systemu wypadły tysiące uczniów, część z nich zabrała przemoc. Resort edukacji problem ignoruje, a minister zrzuca winę na samych uczniów.

 

Tak naprawdę to chyba dziś nikt Polsce tego nie wie” – mówił 2 czerwca 2020 minister edukacji Dariusz Piontkowski pytany o liczbę dzieci, które w ostatnich miesiącach zniknęły z systemu. To najczarniejsza strona szkoły online.

 

Nie mają kontaktu z nauczycielami, nie logują się w elektronicznym dzienniku, nie odbierają telefonów, nie uczestniczą w zajęciach online. Często od trzech miesięcy nie wiadomo, co się z nimi dzieje. A próby kontaktu ignorują także ich rodzice.

 

Szukają ich nauczyciele, dyrektorzy, pomoc społeczna i samorządowcy. W sumie chodzi o tysiące uczniów, a może nawet – jak twierdzi Związek Nauczycielstwa Polskiego – kilkanaście tysięcy. […]

 

Czytaj dalej »



 

W ramach porannych propozycji lektur prezentujemy dziś publikację, która w całości poświęcona jest wiodącemu problemowi naszego „Obserwatorium”: zmianie w polskich szkołach. Jest to ebook, wydany przez Akademię Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, zatytułowany „Zrozumieć szkołę. Konteksty zmiany”.

 

Foto:www.ptp-pl.org/pl

 

Dr. hab. Joanna Madalińskia-Michalak podczas XII Zjazd Delegatów Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego w czerwcu 2017 roku.

 

 

Aby pobudzić „apetyt” na tę lekturę, na początek proponujemy „posmakowanie” próbki fragmentów jednego z jej rozdziałów, autorstwa przewodniczącej Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego, dr. hab. Joanny Madalińskiej-Michalak, * prof. Uniwersytetu Warszawskiego, który nosi tytuł „Dyrektor szkoły a przywództwo partycypacyjne”:

 

Szkoła jako określona, konkretna placówka edukacyjna jest z założenia miejscem interakcji zachodzących między grupami wewnątrzszkolnymi – dyrektorem, nauczycielami, pracownikami administracji i obsługi, uczniami i rodzicami. W każdej z tych grup wewnątrzszkolnych można zidentyfikować, podobnie jak w otoczeniu społecznym szkoły, rozmaitego rodzaju przywódców. Jednakże w szkole, w odróżnieniu od jej otoczenia zewnętrznego, można w sposób intencjonalny tworzyć warunki do kształtowania cech sprzyjających rozwojowi postaw przywódczych wśród nauczycieli czy uczniów. Zasadnicze zadanie w tym zakresie przypisuje się dyrektorowi szkoły**, na co wskazują zarówno naukowe doniesienia, jak i wskazania polityki oświatowej. […]

 

W publikacjach naukowych coraz częściej podkreśla się wagę roli przywódczej dyrektora szkoły i umiejętności budowania przez dyrektora potencjału przywódczego szkoły. Jednocześnie dowodzi się, że rozważania nad przywództwem w szkołach nie powinny się koncentrować jedynie na przywództwie formalnym dyrektora szkoły, ale powinny się rozciągać na przywództwo nauczycieli, uczniów i rodziców, które może występować w postaci przywództwa formalnego, bądź nieformalnego. Badania nad przywództwem w szkole pokazują, że skuteczne przywództwo jest oczywiście nieodłącznie związane z dyrektorem szkoły, który często pełni kluczową rolę w motywowaniu pracowników i sprzyjaniu zmianie w szkole, lecz nie mniej istotną rolę odgrywa każdy nauczyciel, który wnosi swój wkład w kształtowanie wizji szkoły i jej kulturę organizacyjną (Day i in., 2000; Flores, 2014; Snoek, 2014; Angelle, Teague, 2014). Badania dowodzą, że dyrektor współczesnej szkoły powinien dostrzegać zdolności przywódcze nauczycieli, uczniów czy rodziców i znajdować sposoby na ich wzmacnianie.** Sukces przywództwa nauczycieli zależy w dużym stopniu od przyjętego przez dyrektora szkoły podejścia do dzielenia się władzą w szkole. Badania pokazują, że nauczyciele chętniej podejmują się pełnienia ról przywódczych w szkole, jeśli są stymulowani do tego przez swoich dyrektorów szkół (Angelle, Teague, 2014). […]

 

Czytaj dalej »



Kolejny tydzień zaczynamy od zamieszczenia na naszej stronie obszernych fragmentów tekstu Jarosława Pytlaka „Refleksje z pogranicza (polityki i pedagogiki), który zamieścił on na swym blogu „Wokół Szkoły” w miniony piątek, 29 maja. Nie musimy chyba dodawać, że w pełni popieramy zaprezentowane tam poglądy i stanowisko. Podkreślenia i pogrubienia fragmentów – redakcji OE:

 

Foto: Robert Gardziński. Fotorzepa [www.regiony.rp.pl]

 

Jarosław Pytlak – absolwent Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego (1985). Jego pedagogicznym mentorem na studiach był prof. Andrzej Jaczewski. W 1990 roku, w wieku 28 lat, został dyrektorem Społecznej Szkoły Podstawowej STO na Bemowie w Warszawie, od 2007 roku – całego Zespołu Szkól STO na Bemowie.

 

 

Ten artykuł będzie miał wydźwięk polityczny. Z góry przepraszam, bo nauczycielowi nie wypada. Jako wychowawca powinienem omijać kwestie powiązane z polityką, choćby dlatego, że rodzice moich uczniów mają różne poglądy, a wprowadzanie jakiegokolwiek dysonansu pomiędzy nimi, a tym, co mógłbym głosić, mając ogromny wpływ na uczniów jako Pan Dyrektor, byłoby po prostu nieprofesjonalne. Jesteśmy jednak na blogu, którego odbiorcami są głównie dorośli, więc pozwolę sobie zaprezentować swój pogląd, nie tyle zresztą na takie czy inne ugrupowanie lub jego lidera, co na pewne zjawiska ze sfery wartości. Na tym polu bowiem spotykają się, a przynajmniej powinny, polityka z pedagogiką.

 

Jako student pierwszego roku cierpiałem podczas zajęć o nazwie „Wstęp do pedagogiki”. Polegały one na lekturze traktatów filozoficznych, a następnie omawianiu zawartych w nich poglądów wielu myślicieli. Wydawało mi się to potwornie nudne i odległe od praktyki młodego instruktora harcerskiego. Znaczenie tych tekstów zrozumiałem dopiero po latach, gdy doświadczenie i towarzysząca mu refleksja zawodowa doprowadziły mnie do wniosku, że uczenie w szkole dowolnego przedmiotu jest mało istotne w porównaniu z prezentowaniem uczniom świata wartości. Że pedagogika jest w istocie sztuką, a swoje natchnienie nauczyciel-artysta czerpie z wartości, które wyznaje, i którymi kieruje się w swoim życiu.

 

Jeśli chodzi o politykę, to mówienie o wartościach w polskich realiach AD 2020 wydawać się może zawracaniem głowy. A jednak one są, istnieją i leżą u źródła wielu zjawisk, które obserwujemy w życiu społecznym. […] Taki polityczny stan rzeczy dzisiaj dominuje, co nie znaczy, że musimy się z nim godzić. To wcale nie musi być standard. Cały czas należy manifestować oczekiwanie czegoś innego. Nie akceptować pokornie sięgania po władzę przez ludzi pozbawionych moralności. Przekonanych, że ich osobisty cel uświęca środki, usprawiedliwia kłamstwa, manipulacje. […]

 

Kilka dni temu pan prezydent Duda udzielił obszernego wywiadu telewizyjnego. Rzecz niewarta byłaby wzmianki, gdyby nie jedno zdanie, które wypowiedział:

Czytaj dalej »



Wczoraj na portalu dad:HERO zamieszczono tekst Anety Zabłockiej o intrygującym tytule „‚W piątki nauczyciele mają wolne, nic nie zadają’. Skończmy już ten cyrk o nazwie edukacja zdalna”. Oto jego fragmenty i link do źródła:

 

Foto: Jessica Lewis[www.dadhero.pl]

 

[…] Od jakiegoś czasu na Facebooku krąży wpis: „Czy macie pomysł na efektowne zamknięcie laptopa na koniec roku szkolnego?”. Wypadałoby dać komputerowi jakiś prezent, bo napracował się w czasie pandemii. Mój znajomy powiedział mi dzisiaj, że usłyszał od swojego dziecka: „w piątki nauczyciele nic nie , bo robią sobie wolne, więc nie warto zaglądać do Librusa”.

 

Trzy ostatnie miesiące to był edukacyjny koszmar.* Najpierw awaria Librusa, potem chaos systemowy i sprzętowy w wielu szkołach, a gdy już wszystko się ustabilizowało, kończymy ten semestr wnioskiem, że dla wszystkich było to męczące doświadczenie i tylko wariat chciałby powrotu lekcji zdalnych w takiej formie we wrześniu.

 

Pozwalam sobie na podsumowanie zdalnej szkoły, bo okazuje się, że nauczyciele też już zaczęli sumować wyniki uczniów za ten rok. Jeśli tak, to równie dobrze wraz z nadejściem czerwca możemy zakończyć nieudany eksperyment, jakim była edukacja zdalna w czasie pandemii.

 

Zajęcia po wystawieniu ocen w normalnych czasach to zawsze był jeden wielki żart.* Większość nauczycieli pozwalała uczniom do woli biegać po boisku. Dotyczyło to nawet nauczycieli „twardych” przedmiotów jak matematyka czy język polski.

 

Czytaj dalej »



 

Foto:www.gorzenska.com

 

                                               Oktawia Gorzeńska za stołem w fińskiej szkole

 

 

W środę, 27 maja, Oktawia Gorzeńska zamieściła na swym blogu „Edukacja – Rozwój – Zmiana” krotki, ale za to bardzo bogaty w ilustrującą jego tezy ikonografię tekst, zatytułowany „Przestrzeń w szkole – stół w roli głównej”. Oto on – w całości – i wybrane ilustracje:

 

Dzisiaj w roli głównej stół, a nawet zwykła szkolna ławka. Jak ważne jest ich przemyślane ustawienie i wykorzystanie w szkole, wie każdy refleksyjny nauczyciel. Ten pierwszy (stół) wciąż tak nieobecny w szkole – a szkoda! Ławka z kolei wciąż opiera się zmianie w większości szkół, kryjąc się często za wygodą, lękiem przed zmianą, konfliktem z osobami sprzątającymi, a nawet kontrolą Sanepidu (w swoim ponad pięcioletnim dyrektorskim życiu nie spotkałam się w tym ostatnim kontekście z żadnymi problemami).

 

Dzielę się dzisiaj inspiracjami na stół/ławkę w różnych odsłonach. Po pierwsze, tym służącym praktykowaniu współpracy w klasie. Nie mniej ważnym jest również motyw stołu w procesie budowania relacji – tutaj obok sal lekcyjnych czy korytarzy możemy zobaczyć również pokoje nauczycielskie czy miejsca pracy projektowej, a nawet klasę pod chmurką. Co ważne, pokazywane inspiracje z reguły nie niosły za sobą kosztownych zakupów, a zmianę myślenia kulturze pracy szkoły – zwinnej, kształtującej kompetencje, otwartej na zmianę.

 

 

Stół i ławka w przestrzeniach edukacyjnych

(wybrane z zamieszczonych ilustracji)

 

Czytaj dalej »



Foto: www.eska.pl/lodz/

 

Szkoła Podstawowa nr 70 im. S. Wyspiańskiego przy ul. Rewolucji 1905 r. czeka na uczniów.

 

 

Dziś redaktor Maciej Kalach podzielił się z czytelnikami „Dziennika Łódzkiego” pozyskaną przez siebie, jeszcze „ciepłą” informacją, że władze Łodzi ogłosiły swoje najnowsze stanowisko w sprawie „odmrażania” miejskich podstawówek. Oto najważniejszy fragment tego tekstu:

 

[…] Urząd Miasta Łodzi przedstawił najnowsze stanowisko w sprawie podstawówek w czwartkowe przedpołudnie. Piotr Bors, dyrektor departamentu pracy, edukacji i kulturyw UMŁ * zadeklarował, że od poniedziałku, 1 czerwca, w łódzkich podstawówkach prowadzone będą zajęcia opiekuńcze dla klas I-III.

 

Dotychczas, rodziców 1300 łódzkich uczniów dotychczas zgłosiło swoje dzieci na takie zajęcia.

 

 

Cały artykuł „Termin otwarcia szkół podstawowych w Łodzi. Na początek zajęcia opiekuńcze dla klas I-III. Oświadczenie magistratu” – TUTAJ

 

 

Źródło:www.dzienniklodzki.pl

 

 

*A nas zastanowił „przekaziciel” tej informacji: Piotr Bors – dyrektor departamentu pracy, edukacji i kultury. Dotychczas tematyka oświaty była zmonopolizowana przez panią wiceprezydent Małgorzatę Moskwa-Wodnicką. Czyżby niższa w urzędniczej hierarchii pozycja informatora miała tu jakieś znaczenie?…

 

Dziwny jest także fakt, że tę tak dla wielu łódzkich rodzin ważną informację nie przekazano na oficjalnej stronie UMŁ. W chwili zamieszczania tego materiału (godz.14:30) pod zakładką „Aktualności” jest 6 informacji, ale żadna nie dotyczy szkół:

 

 



Foto: Włodzisław Kuzitowicz

 

Joanna Krzemińska (dla znajomych Asia) prowadzi warsztat „Uczeń – Nauczyciel: Jak budować sojusz sprzyjający uczeniu się? – podczas konferencji „Relacje w edukacji”, 25 marca 2019 roku.

 

 

Wczoraj na portalu EDUNEWS.PL zamieszczono artykuł Joanny Krzemińskiej – „Oceny jak fotografie”. Oto jego obszerne fragmenty, z zachętą do zapoznania się z całością u źródła:

 

Myślę i myślę, jak opowiedzieć o tym, że ocena sumująca nie oddaje stopnia opanowania wiedzy i umiejętności. Jak pokazać komuś nieprzekonanemu niedoskonałość takiego systemu oceniania? Przecież tak łatwo dodać cyferki i wyciągnąć średnią, tylko czy to właściwe wnioski?

 

 

Filozofia oceniania

 

W ostatnim czasie miałam poczucie, że wiele osób dostrzegło przewagę oceniania kształtującego nad sumującym. Informacja zwrotna, zwłaszcza w zdalnej edukacji, stała się dla mnie naturalnym wyborem wielu nauczycieli. Chyba jednak zapomniałam, że żyję w pewnego rodzaju bańce, a wyjście poza nią okazuje się czasami zaskakujące (coraz rzadziej bolesne). […]

 

 

Fotografie, fotografie

 

Pomyślałam, że takie „wymuszone” ciągłym sprawdzaniem oceny są jak fotografie. Uchwycona w danym momencie wiedza (lub jej brak) zaklęta w magii cyferki. Dziecko otrzymuje jedynkę, trójkę lub szóstkę. Teraz. W konkretnym momencie jest w stanie osiągnąć tylko lub aż tyle. Nie liczą się okoliczności, samopoczucie, ogólny stan wiedzy. Nie zastanawiamy się nawet, czy za tydzień wynik byłby porównywalny. Albo inaczej: czy uczeń potrafi wykorzystać teorię w praktycznych działaniach?. […]

 

Czytaj dalej »



Foto: www.dziennikbaltycki.pl

 

Marcin Stiburski w akcji

 

 

Na portalu „DZIENNIK WARTO WIEDZIEĆ” 21 maja zamieszczono tekst „Wyobrażam sobie szkołę całkowicie pozbawioną ocen” – wywiad z Marcinem Stiburskim.* Oto kilka wybranych fragmentów zapisu tej rozmowy i link do pełnej jego wersji:

 

[…]

 

Gdyby miał Pan wskazać trzy największe błędy dzisiejszej szkoły, to co by to było i dlaczego?

 

Marcin Stiburski: Mowa będzie o szkole jako systemie. To sterowanie lękiem, to jednotorowość edukacji, to przywiązanie do tradycji.

 

Gdy dziecko jest jeszcze przed szkołą, gdy ma przykładowe pięć lat, to jego ciekawość nieskrępowana żadnymi więzami zaskakuje nas, wręcz czasami przytłacza, kiedy pojawiają się setki pytań „dlaczego?”. Można zauważyć, że ciekawość dziecka jest jego cechą wrodzoną. Niestety zmienia się to w szkole, kiedy nie dziecko pyta świat, a świat pyta dziecko, dodatkowo karząc za złe odpowiedzi. Już ta pierwsza sytuacja generuje lęk w dziecku. Ale jest jeszcze kolejna. Szkoła chcąc wyjść z twarzą z sytuacji, kiedy musi się wytłumaczyć z postępów w rozwoju tejże ciekawości i widząc ten jej zanik, zaczyna podążać tropem przymuszania do ciekawości, zaczyna próby sterowania jej rozwojem. I pojawia się przymus, który na nielicznych działa, a cała reszta uczniów zakuwa, zalicza i zapomina, żyjąc codziennie w permanentnym stresie.

 

Jednotorowość jest wręcz oczywista dla szkoły. Po cóż tracić zasoby systemu na tworzenie wielu elastycznie dostosowanych dróg edukacyjnych. To zbyt kosztowne dla systemu. Szkole wygodniej stworzyć jeden szablon, jeden wzorzec i przycinać do tego szablony rzesze uczniów. Jest złudne wrażenie poprawności systemu, bo przecież są różne programy nauczania. Ale to naprawdę złudzenie, gdyż na setki tysięcy nauczycieli i miliony uczniów, większość i tak podąża drogą jedynego, poprawnie skrojonego szablonu edukacyjnego. Brakuje tu pomysłu wziętego z żeglarstwa lub biegów na orientację, kiedy to organizatorzy wyznaczają jedynie checkpoity, a uczestnikom pozostawiają swobodę wyboru drogi pomiędzy nimi.

 

Tradycja jest natomiast tym, co to wszystko spaja. Szkoła jako system jest bardzo zachowawczym organizmem, który dodatkowo jest obudowany bardzo skomplikowanym, nieprzejrzystym prawem. Nie jest to prawo jak Prawo o Ruchu Drogowym, który każdy z nas mający prawo jazdy poznał i stosuje intuicyjnie. Prawo Oświatowe jest nieznane nauczycielom z powodu jego skomplikowania i z tego powodu nie chcąc popełnić błędów, powiela się zwyczaje poprzedników, licząc że oni wcześniej mieli rację. To powoduje, że tkwimy w schematach myślowych i schematach postępowań sięgających XIX wieku. […]

 

Czytaj dalej »