
Foto: www.ronja.pl
Od dzisiaj „Obserwatorium Edukacji” powraca do normalnego rytmu zamieszczania codziennych news’ów i innych materiałów informacyjnych. Na dzisiejszy poranek proponujemy lekturę nie pedagoga i nie nauczyciela – Joanny Gołębiewskiej, której artykuł „Koulu, czyli fińska szkoła” został zamieszczony na portalu ProGG przed pięcioma laty. Jednak uznaliśmy, że jego treść doskonale koresponduje z linią redakcyjną promowania wszelkich informacji i działań, zmierzających do rzeczywistego zreformowania polskiej szkoły. Oto fragmenty tego tekstu i link do materiału źródłowego:
Kiedy w Polsce wprowadza się coraz to nowe testy dla iluśtamlatków, kiedy średnia ocen decyduje o przyszłym być albo nie być małego dziecka, kiedy nauka zamienia się w ćwiczenie umiejętności rozwiązywania testów, kiedy do szkoły wysyła się już pięciolatki – pewien kraj w Europie odrzuca te wszystkie pseudometody edukacyjne i co więcej – wychodzi na tym o niebo lepiej nie tylko od Polski, ale i od prawie wszystkich krajów na świecie. Ten kraj to Finlandia. Może już pora zacząć się uczyć od najlepszych? […]
Od wielu lat w teście PISA przoduje kilka stałych krajów: m.in. Korea Pd, Singapur, Chiny, czyli kraje z bardzo rygorystycznym, przeładowanym programem nauczania, nadmiernie obciążającym dzieci zarówno fizycznie jak i bardzo często – psychicznie. Jednak w tej grupie zawsze (na pierwszym, drugim lub trzecim miejscu) znajduje się także Finlandia…
Rezultaty testu PISA 2009
Na usta ciśnie się pytanie – Co Finlandia tu robi? Gdy poczyta się trochę o fińskim modelu nauczania, można – ku własnemu zaskoczeniu – odkryć, że jest on wręcz przeciwieństwem modelu azjatyckiego. Jak to możliwe, że dwa tak odmienne podejścia do edukacji mogą prowadzić do podobnym rezultatów? I wobec tego, jaki jest sens takiego obciążania młodych dziecięcych organizmów w niektórych krajach? […]
Cały artykuł „Koulu, czyli fińska szkoła” – TUTAJ
Źródło: www.progg.eu.
Więcej o fińskim systemie edukacji:
> 7 zasad fińskiego cudu edukacyjnego – TUTAJ
> Szkoła marzeń. Poznaj najlepszy europejski system edukacji – TUTAJ
> 10 różnic pomiędzy polskim a fińskim systemem edukacji – TUTAJ
> Fińska szkoła – wyobrażenia a rzeczywistość – cz. I – TUTAJ
> Fińska szkoła – wyobrażenia a rzeczywistość – cz. II – zaufanie, motywacja, nowe technologie – TUTAJ
> Fińska szkoła – wyobrażenia a rzeczywistość – cz. III – fiński nauczyciel – TUTAJ
Foto: www.facebook.com/rey.edu.eu
„Srebrni” Polacy – uczniowie II LO w Kraśniku – na FIRST Global w Waszyngtonie
Oto najbardziej aktualne, zaczerpnięte z oficjalnej strony MEN, ”twarde”, dowody edukacyjnej klęski dotychczasowego systemu kształcenia młodych Polaków, zwłaszcza w tych okropnych liceach, które nie uczyły „wszystkich wszystkiego” (po trochu), ale pozwalały uczniom na zgłębianie interesujących ich dziedzin wiedzy:
17 lipca.
Olimpiada chemiczna w Tajlandii – polscy uczniowie z medalami. Polscy uczniowie na 49. Międzynarodowej Olimpiadzie Chemicznej (IchO) w Nakhon Pathom w Tajlandii zdobyli cztery medale – trzy srebrne i jeden brązowy. […]Srebrny medal zdobył Jakub Narodowiec z XXI Liceum Ogólnokształcącego w Lublinie, Daniel Maksymilian Golec z V Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie oraz Michał Pychtin z XIII Liceum Ogólnokształcącego w Szczecinie. Brązowy medal do kraju przywiezie z kolei Wojciech Jan Jankowski z III Liceum Ogólnokształcącego w Gdyni. [Więcej – TUTAJ]
19 lipca
Uczniowie z Kraśnika ze srebrnym medalem na międzynarodowej olimpiadzie w zakresie robotyki w Waszyngtonie. […] Drużynę z Polski, nazwaną „Spice Gears”, tworzyło sześcioro uczniów: Magdalena Wieczorek, Aleksandra Jarzyna, Bartłomiej Wierzchowiak, Mateusz Kapica, Dominik Ściborek oraz Szymon Szostak. Kapitanem zespołu była Magdalena Wieczorek z Zespołu Szkół nr 2 im. Mikołaja Reja w Kraśniku. (A konkretnie z II LO wchodzącego w skład tego Zespołu – WK)] [Więcej – TUTAJ]
Dalej – kolejnych siedem „dowodów” niepowodzeń dotychczasowego systemu szkolnego:
I tak dotarliśmy (Wy – czytając, a ja – pisząc) do ostatniego odcinka „Refleksji starego praktyka o szkole, która ma szansę na przebudzenie”. Zgodnie z zapowiedzią postaram się dokonać dziś syntezy mojego przesłania, adresowanego do możliwie szerokiego spektrum czytelników, którzy – mam taką nadzieję – także dzięki tym tekstom poczują „bożą wolę” aby wyjść poza rutynę i uczynić swoją klasę, swoją szkołę, środowiskiem pobudzającym uczniów do samowychowania i autoedukacji.
Początkiem tego cyklu tekstów, z „rozpędu” funkcjonujących pod zakładką „Felietony”, a będących tak naprawdę esejami, prezentującymi moje przemyślenia, opinie i pomysły, była konkluzja felietonu z 18 czerwca, w którym napisałem, że przewiduję w środowisku nauczycielskim dwie zasadnicze postawy wobec uruchamianej z początkiem nowego roku szkolnego reformy:
Można oczywiście zachować się konformistycznie, czyli nie wyrywać się do przodu, ale położyć przysłowiowe uszy po sobie, realizować wszelkie dyrektywy wdrażanej reformy, posłusznie wykonywać wszystkie zalecenia władzy.[…] Będzie zapewne obserwowana także jeszcze inna postawa i „program przetrwania”: pojawią się zapewne apologeci tej zmiany, jej gorliwi „wdrażacze”. [,,,] Ale ja chcę się dzisiaj zwrócić do tych koleżanek i kolegów nauczycieli, którzy […] znajdą w sobie wolę włączenia się w nieformalny ruch oddolnej transformacji: ze szkoły w której to nauczyciele nauczają uczniów w szkołę, w której nauczyciele stwarzającą podniety i warunki do uczenia się uczniów.
Felieton zakończyłem zdaniem:
Dziś deklaruję, że postanowiłem wszystkie wakacyjne niedziele* przeznaczyć na pisanie, w ramach zakładki „Felietony”, kolejnych odcinków „Refleksji starego praktyka o szkole, która ma szansę na przebudzenie”.
Po tygodniu, w pierwszym odcinku tego cyklu, zaprezentowałem moją autorską, opracowaną wyłącznie na użytek tych refleksji, typologię nauczycieli – oczywiście z punktu widzenia jednej głównie cechy: stosunku do innowacji. Jako pierwszy typ opisałem t.zw. „branżowca”, czyli nauczyciela, który na co dzień pracuje dokładnie tak, jak go przygotowano do zawodu podczas form kształcenia nauczycieli. To ktoś, kto stara się robić możliwie poprawnie i dobrze wszystko tak, jak go tego nauczono, zawsze w ramach poprawności, ale i dostarczanych „instrukcji obsługi”. Dziś dodam (mam takie przekonanie), że „branżowców” jest w naszych szkołach najwięcej, i że to głownie do nich adresowałem wszystkie następne odcinki tego „serialu”.
Nauczyciele, którzy odnaleźli siebie w mojej definicji typu refleksyjnego, a zwłaszcza innowatora, a jeszcze bardziej – kreatora, prawdopodobnie czytali wszystkie kolejne felietony tego cyklu, znajdując w nich przede wszystkim potwierdzenie swoich przemyśleń i dotychczasowych działań. Jeśli umocniłem ich w tym co robili dotąd i co planują na nadchodzący czas – znaczy, że mój czas na pisanie tych tekstów także nie był czasem zmarnowanym.
Najwięcej radości sprawi mi informacja zwrotna, że po lekturze tych „Refleksji starego praktyka…” liczna grupa nauczycieli, których los (lub życiowa konieczność) sprawił, iż wykonują zawód nauczyciela – jak to nazwałem „z przypadku albo konieczności”, którzy dotąd traktowali to co robią przede wszystkim jako sposób na zapewnienie sobie stałej pensji, odnaleźli w sobie motywację do włączenia się w nurt „Szkół w Drodze” i że nauczyciele ci odkryli piękno swego zawodu.
Kontynuacją tego wątku o typach nauczycieli był kolejny odcinek, w którym – posługując się metodologicznym schematem procedury diagnozy rozwiniętej – starałem się poprowadzić czytelnika po ścieżce autodiagnozy, czyli samopoznania.
Dobra wiadomość – ale nie do wszystkich: „Enea Akademia Talentów”, czyli stypendia oraz granty czekają na utalentowanych uczniów i szkoły z inicjatywą!
O stypendia w wysokości 3 000 zł na realizację swoich pasji i zainteresowań mogą ubiegać się utalentowani uczniowie szkół podstawowych (od V klasy) i gimnazjalnych z obszaru działania spółek z Grupy Enea.
Obszar działania spółek z Grupy Enea.
O granty mogą ubiegać się szkoły podstawowe i gimnazja z obszaru działania spółek z Grupy Enea, które przedstawią autorskie programy edukacyjne dla swoich utalentowanych uczniów. Zachęcamy dyrektorów i nauczycieli do tego, by zgłaszali swoje propozycje inicjatyw pomagających w rozwoju młodych talentów. Najciekawsze z nich otrzymają wsparcie w wysokości 10 000 zł.
Więcej informacjo – w tym sposób zgłoszenia i etapy realizacji programu – TUTAJ
Źródło: www.enea.pl
Foto:www.google.pl
Artur Radwan w artykule zatytułowanym „Zwolnieni nauczyciele zamiast do szkoły idą do sądu. A dyrektorzy szkół nie mogą tłumaczyć się reformą”, który wczoraj zamieściła „Gazeta Prawna”, przy okazji informacji o zjawisku zasygnalizowanym w tytule, napisał, że dyrektorzy szkół, w większości przeciwni rządowej reformie, przyznają, iż jest ona wyjątkową szansą, by pozbyć się słabych pedagogów chronionych przez Kartę Nauczyciela.
Oto fragment tego artykułu, zawierający wypowiedź przedstawiciela związków zawodowych:
Zwalniani, którzy nie mają perspektywy pracy w innej placówce, chętnie korzystają z możliwości odwołania się do sądu pracy.
– Z automatu wszyscy nasi nauczyciele związkowi idą do sądu, bo jeśli nawet nie wygrają przywrócenia do pracy, to zawsze można wywalczyć trzymiesięczne odszkodowanie za nieuzasadnione zwolnienie – mówi DGP Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Branży Nauki, Oświaty i Kultury Forum Związków Zawodowych.
Według niego prawdziwa lawina odwołań do sądu nastąpi dopiero za dwa lata, kiedy dojdzie do całkowitego wygaszenia gimnazjów i ograniczenia liczby zajęć.
Cały artykuł – TUTAJ
Źródło: www. serwisy.gazetaprawna.pl
Foto: www.kuratorium.lodz.pl
[…] W malowniczej miejscowości na stokach Pilska w Beskidzie Żywieckim odpoczywa 91 uczniów z łódzkich szkół. Dla niektórych to pierwszy wyjazd w góry. – Są piękne! Takie wysokie i zielone – zachwyca się 10-letnia Klaudia. Koloniści z Łodzi mieszkają w pensjonacie, w pokojach 2 i 3 osobowych z łazienkami. Obok budynku jest rozległa łąka z boiskiem do siatkówki. W pobliżu rzeka, plac zabaw i orlik.
Kurator Grzegorz Wierzchowski był ciekawy, co dzieci robią na wakacjach. Pytał, czy im się nie nudzi, jak znoszą upały, towarzyszył w spacerze do górskiego potoku. Kurator poznał również kolonijną kadrę złożoną z nauczycieli i studentów, obejrzał ośrodek, a na pożegnanie wręczył kolonistom drobne upominki: notesiki, długopisy, kolorowe odblaski.
W Korbielowie trwa obecnie trzeci z czterech turnusów zaplanowanych na te wakacje. Ich organizatorem jest Agencja Turystyczna „OLA” z Siemianowic Śląskich. Za pobyt dzieci w górach rodzice nie płacą – w całości został on sfinansowany z budżetu państwa.
Program kolonii jest bogaty. Oprócz górskich wypraw (m.in. na Pilsko) dzieci jeżdżą na wycieczki do Żywca, Wisły, Istebnej, Koniakowa, Węgierskiej Górki. Odwiedzają m.in. Muzeum Ziemi Beskidzkiej i skocznię narciarską im. Adama Małysza. Startują w konkursach (plastycznych, tanecznych, sportowych), spotykają się z ciekawymi ludźmi. Dokładnie poznają też zasady udzielania pierwszej pomocy, która jest tematem przewodnim dwutygodniowego pobytu w Korbielowie. Oczywiście, nie brakuje dyskotek i ognisk z pieczeniem kiełbasek. – Staramy się wypełnić dzieciom czas atrakcyjnymi wydarzeniami, ale także dać poczucie bezpieczeństwa – mówi kierownik kolonii pani Iwona Partyka.
Kolonie dla dzieci z Łodzi i regionu sfinansowane w całości z budżetu państwa zorganizowano także w innych miejscowościach – nad morzem w Rowach, Pogorzelicy i Dąbkach, w lasach w Załęczu Wielkim i Chomiąży Szlacheckiej oraz w górach w Małym Cichym i Radkowie koło Kudowy Zdrój. Przez całe wakacje wyjedzie na nie w sumie 1551 uczniów szkół podstawowych.
Źródło: www.kuratorium.lodz.pl
Dziś, tym razem ze świadomością swoistej autoreklamy, odsyłamy na stronę Plandaltoński.pl, gdzie zamieszczono kolejny podkast – tym razem będący dźwiękowym zapisem rozmowy* Anny i Roberta Śowińskich z redaktorem „Obserwatorium Edukacji”. Poniżej zamieszczamy tekst wprowadzający w problematykę tego nagrania:
Co to znaczy być „Wychowawcą”, opowiada Włodzisław Kuzitowicz.
Włodzisław Kuzitowicz nie lubi słowa „pedagog”, bo kojarzy mu się to z naukowcem. To z czego jest dumny, to że stał się Wychowawcą, a nie tylko nauczycielem. Jak do tego dochodził?, jakie niespodzianki?, a może jakie zasadzki zastawiał na niego los, z których wychodził nierzadko obronną ręką? o tym wszystkim opowiada chodząca historia łódzkiej edukacji. Czy wiecie jak ogromne znaczenie ma w wielu krajach szkolnictwo zawodowe? Dlaczego u nas jest nadprodukcja magistrów, którzy coraz częściej albo zasilają armię bezrobotnych, albo szybko muszą zmienić swoje oczekiwania? Co można zrobić z edukacją XXI wieku, aby młody człowiek wchodzący w dorosłe życie mógł sobie w nim świetnie radzić? Nie znaleźliśmy odpowiedzi na wszystkie pytania, ale cała rozmowa przepełniona jest inspiracjami, radami, wnioskami i optymizmem. Polecamy ten podcast zarówno nauczycielom jak i rodzicom, również tym, którzy mają nieco starsze dzieci.
Zapraszamy do słuchania – TUTAJ
Źródło: www.plandaltonski.pl
*Rozmowa odbyła się w 11 lipca 2017 roku.
W dzisiejszym „Dużym Formacie” – cotygodniowym dodatki „Gazety Wyborczej – zamieszczono wywiad Łukasza Długowskiego z Richardem Louvem – amerykańskim autorem i dziennikarzem, najbardziej znanym z jego siódmej książki – „Last Child in the Woods” (Ostatnie dziecko w lesie). Wywiad zatytułowano „Chcesz, by twoje dziecko odniosło sukces? Pozwól mu się bawić na dworze”. Redakcja tak zapowiedziała o czym będzie dalej:
Jeśli chcesz, by twoje dziecko poszło na Harvard albo było dobrze zarabiającym menedżerem, pozwól mu się bawić na dworze, ale nie na tych nudnych placach zabaw wyłożonych gumą.
Foto: www.google.pl
Oto fragment zapisu tej rozmowy:
ŁUKASZ DŁUGOWSKI: Kiedyś zabawy dzieci na dworze były standardem. Dzisiaj w USA stają się przestępstwem.
RICHARD LOUV: W Stanach większość osiedli zarządzana jest przez prywatne wspólnoty. One dosłownie kontrolują życie ludzi. Nigdy nie zaakceptowalibyśmy, żeby rząd tak nas kontrolował, ale zgadzamy się, by robiły to prywatne organizacje. To one dyktują ludziom, czy mogą posadzić warzywa w ogródku, na jaki kolor mogą pomalować dom i to, w jaki sposób mogą się bawić dzieci.
– Czego im nie wolno?
– Kobieta mieszkająca w Kaliforni powiedziała mi, że jej wspólnota zakazała dzieciom rysowania kredą na chodniku*. Był przypadek dzieci, które do domu przyprowadziła policja. Okazało się, że wspinały się po drzewach, zgłosili to sąsiedzi i i rodzicom zagrożono mandatem. […]
Cały wywiad Łukasza Długowskiego z Richardem Louvem – TUTAJ
Źródło: www.wyborcza.pl
*W Polsce także zdarzają się przypadki zakazu rysowania kredą na chodniku – zobacz TUTAJ
Jak zapowiedziałem przed tygodniem – tak realizuję. Dziś będzie o tym, że bez pozyskania wsparcia rodziców żadna reforma się nie uda. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nic w tym odkrywczego. Ale…
Ale o pewnych, zdawałoby się „oczywistych oczywistościach” trzeba od czasu do czasu przypominać. Tym bardziej jest to potrzebne w przypadkach, w których taka oczywistość staje się zespołem zrutynizowanych struktur i procedur, zatracając istotę i pierwotny cel owej oczywistości . A – według mojego rozeznania – wcale nierzadko tak właśnie dzieje się w wielu szkołach w obszarze współpracy z rodzicami uczniów. Jest to nie do przyjęcia w szkole, w której grupa zapaleńców postanowiła odejść od sztampy i stworzyć szkołę uczących się uczniów. Dlatego problemowi roli rodziców jako sojuszników zmiany przeznaczyłem oddzielny odcinek moich „Refleksji starego praktyka…”
I jeszcze jedno zastrzeżenie: Nie będzie to poradnik dla wychowawcy klasy jak prowadzić zebrania z rodzicami, ani wskazówki dla dyrektora szkoły jak współpracować ze szkolną radą rodziców. Będzie to raczej esej o tym, jak można zaadoptować teorie i poradniki z obszaru organizacji i zarządzania, dotyczące zarządzania zmianą, dla pozyskania sojuszników „szkolnej rewolucji” wśród rodziców uczniów naszej klasy, naszej szkoły.
Zacznę od uzasadnienia dlaczego napisałem, że bez wsparcia rodziców żadna reforma w szkole się nie uda. Są tego dwie kategorie powodów: prawne i – nazwijmy je – psycho-społeczne. Te pierwsze, to artykuły i paragrafy obowiązujących ustaw, określające prawa rodziców. Zacznę od tego, że w artykule 48. Ustawy Zasadniczej – Konstytucji – zapisano: „Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.” Warto jeszcze przytoczyć art. 53, którego punkt 3. ma taką oto treść: „Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami.[…]”
Te prawa zostały potwierdzone i skonkretyzowane w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym (KRiO), w którego artykule 92. zapisano: „Dziecko pozostaje aż do pełnoletności pod władzą rodzicielską”. Godny uwagi (z naszego punktu widzenia) jest artykuł. 95, w którego paragrafie 3 zapisano: „Władza rodzicielska powinna być wykonywana tak, jak tego wymaga dobro dziecka i interes społeczny”. Zacytuję jeszcze jedne fragment tego kodeksu, którego treść może stanowić dla reformatorów argument w kontaktach z rodzicami: „Rodzice wychowują dziecko pozostające pod ich władzą rodzicielską i kierują nim. Obowiązani są troszczyć się o fizyczny i duchowy rozwój dziecka i przygotować je należycie do pracy dla dobra społeczeństwa odpowiednio do jego uzdolnień.[…] (Art.96. § 1)
Jednak, moim zdaniem, o wiele istotniejszym od owych „prawnych podstaw” uzasadniających konieczności pozyskania rodziców jako sojuszników naszych edukacyjnych reformatorskich zamierzeń są powody, które nazwałem „psycho-społecznymi. A są to przesłanki, wywiedzione z metodologii zarządzania zmianą, wypracowanej na gruncie teorii organizacji i zarządzania.










