
Zamieszczone wczoraj na profilu dr Marzeny Żylińskiej – przytaczamy „w całości” i bez zbędnego komentarza:
Zacząć rok szkolny od intensywnej nauki, bo czasu jest tak mało
Na pierwszej lekcji w nowym roku szkolnym można zorganizować gry i zabawy integracyjne. To czas przeznaczony na tworzenie relacji i wzajemne poznawanie się. Ale jest jeszcze inna możliwość. Na pierwszej lekcji można od razu zaplanować intensywną naukę. Co myślicie o takiej propozycji na pierwszą w nowym roku szkolnym lekcję języka polskiego?
Uczniowie dobierają się w pary i cała klasa idzie na spacer. Można iść do parku, na pobliską łąkę lub za szkolny płot, jeśli tylko rosną tam jakieś drzewa lub krzaki. Nauczyciel musi zadbać o to, by połowa uczniów mogła przewiązać sobie oczy chustką tak, by nic nie widzieć. Uczniowie pracują w parach. Osoba, która ma zawiązane oczy jest prowadzona przez kolegę lub koleżankę, która ma zeszyt i długopis. Jej zadaniem jest opis przyrody w sytuacji, gdy wyłączony został najważniejszy zmysł, czyli zmysł wzroku.
Uczniowie poruszają się po terenie w parach. Osoba, która ma przewiązane oczy opisuje otoczenie wykorzystując wszystkie zmysły oprócz wzroku i dyktuje to, czego doświadcza swojemu przewodnikowi. W ten sposób powstaje opis przyrody inny niż te, które uczniowie zazwyczaj piszą.
Po pewnym czasie następuje zmiana ról. Po powrocie do klasy każdy pracuje nad swoim opisem w oparciu o podyktowane notatki.
Stali czytelnicy OE wiedzą, że nie jesteśmy „kronikarzami” oficjałek. Dziś robimy wyjątek, zamieszczając poniżej krótką relację z Łódzkiego Rozpoczęcia Roku Szkolnego. Czynimy to jednak głównie po to, aby zaznaczyć, że wchodzimy w szósty rok działalności tej”prywatnej inicjatywy”, jaką jest – z nielicznymi wyjątkami – codzienne redagowanie tego informatora oświatowego.
Nieomal dokładnie przed pięcioma laty, 4 września 2013 roku, startowało „Obserwatorium Edukacji” relacją z Łódzkiej inauguracji roku szkolnego 2013/2014, której gospodarzem było wówczas Gimnazjum Integracyjne nr 47 im. Janusza Korczaka, które wraz Integracyjną Szkołą Podstawową Nr. 67 tworzyło Zespół Szkół Integracyjnych Nr. 1. Jego siedzibą był – i jest jeszcze nadal – wielofunkcyjny obiekt przy ul. Kard. S. Wyszyńskiego, będącym także siedzibą Pałacu Młodzieży i poradni psychologiczno-pedagogicznych.
Przy okazji można zobaczyć czym różnią się od siebie obie te imprezy – ta sprzed pięciu laty od dzisiejszej.
Oto co zanotowało „Obserwatorium Edukacji”:
Dzisiaj, w łódzkim Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego, z ponad piętnastominutowym opóźnieniem, rozpoczęła się łódzka uroczystość inauguracji roku szkolnego 2018/2019.
W uroczystości uczestniczyły władze miasta, posłowie, samorządowcy, a także przedstawiciele nauczycielskich zwizków zawodowych, lokalnych organizacji i stowarzyszeń edukacyjnych i delegacje uczniów z kilku łódzkich szkół i – oczywiście – młodzieży szkoły-gospodarza.
Po wysłuchaniu czterech zwrotek Hymnu Państwowego, odśpiewanego ze sceny przez chór szkolny I Liceum ogólnokształcącego im. M. Kopernika (jedynie bardzo nieliczni uczestnicy spotkania próbowali się dołączyć) – uroczystość potoczyła się tradycyjnym dla takich imprez tokiem.
Przemawia Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska, która wygłosiwszy okolicznościowe życzenia dla pracowników szkół i – oczywiście – uczniów, stwierdziła, że jest dumna z wszystkich, którzy chcą uczyć się w Łodzi, i że nasze miasto jest w stanie zaproponować obecnym uczniom pracę i godziwe życie oraz fajną przestrzeń do życia, rekreacji i nauki.
Dziś, jak znalazł (a znalzł się on w „sieci” wczoraj} upubliczniamy list Jarosława Pytlaka, którego treść nie musimy zapowiadać. Oto jego pierwszy i ostatni fragment:
Szanowni Państwo, Dyrektorzy szkół, przedszkoli i placówek oświatowych!
Koleżanki i Koledzy!
Pozwólcie, że korzystając z przywileju wieku, doświadczenia i dwudziestu ośmiu lat pełnienia funkcji dyrektora szkoły, a w tym czasie przetrwania osiemnastu ministrów, ze trzech dużych reform i pewnie co najmniej po trzykroć tylu małych, zwrócę się do Was z listem, przygotowanym specjalnie na okoliczność rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego. Nie będę ukrywał, że zainspirowała mnie epistoła, którą 29 sierpnia skierowała do nas wszystkich pani minister Zalewska. Skoro mogła szefowa MEN zamanifestować tą drogą, jak zawsze, niczym nie zmącone samozadowolenie i optymizm, mogę i ja w podobny sposób podzielić się z Wami swoim zatroskaniem. Dla zachowania równowagi w przyrodzie.
Nadchodzący rok szkolny obiecuje nam jeszcze więcej pracy, jeszcze mniej satysfakcji w zmaganiach z oporną materią prawa oświatowego, i jeszcze mniej radości z czasu, który kiedyś mogliśmy poświęcać swoim wychowankom. Mimo szumnych zapowiedzi pani Zalewskiej biurokracja, zamiast ulegać ograniczeniu, będzie plenić się jeszcze bardziej. […]
Koleżanki i Koledzy! W obliczu nadchodzącego roku szkolnego życzę Wam nerwów jak postronki i woli świętego Franciszka z Asyżu. No i wiary, że będąc dyrektorem nie przestaje się być pedagogiem. Niech cokolwiek sobie wymarzycie będzie w Wami!
PS. I trzymajcie się, bo to (był kiedyś) piękny zawód. I może jeszcze kiedyś taki będzie. Tymczasem jednak uprzedzajcie młodych, że dyrektorem szkoły w Polsce AD 2018 może chcieć zostać tylko wariat albo samobójca. Nawet za te 1000 złotych więcej, które w desperacji rzuciło miasto stołeczne Warszawa.
Pełny tekst Listu Jarosława Pytlaka do dyrektorów z okazji rozpoczęcia roku szkolnego 2018/2019 – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl
Jeszcze wczoraj, do wczesnych godzin popołudniowych, byłem przekonany, że tematem kolejnego felietou będzie ów „tasiemiec”, zamieszczony w środę na stronie MEN, która to informacja – rekordowo długa i niespotykana w takiej formule jaką jest oficjalna strona internetowa – miała zapewne w intencji jej redaktorów, a zwłaszcza tej która to zatwierdziła „do druku” – minister Zalewskiej – „zagadać” wszystkie, dochodzące z różnych stron od nauczycieli, ale także i od rodziców, obawy co do czekających nasze szkoły problemów tego nowego roku szkolnego.
Jednak nie mogę pozostawić bez komentarza tego, co wydarzyło się wczoraj w III Liceum Ogólnokształcącym w Gdyni, gdzie Pierwszy Obywatel RP jawnie, bo w obecności kamer telewizyjnych, złamał prawo oświatowe. I nie zdołała go przed tym powstrzymać jego małżonka – jak powszechnie wiadomo – nauczycielka, zdająca sobie doskonale sprawę z niestosowności czasu i miejsca do tak jawnego uprawiania polityki.
Należy w tym miejscu przypomnieć, że jednoznaczną wykładnię artykułu w Ustawie Prawo Oświatowe, mówiącego o działalności politycznej na terenie szkoły, dała osobiście minister Zalewska, gdy w 1917 roku odpowiadała w Sejmie na pytanie posłanki PO, aby przedstawiciel rządu wyjaśnił opinii publicznej, dlaczego nauczycielki z Zabrza stanęły przez komisją dyscyplinarną. Przypomnę, że to „przestępstwo” polegało na tym, iż owa nauczycielka podczas tzw. „czarnego protestu”, wraz z koleżankami, przyszła do pracy ubrana na czarno…
Przypomnę też, że minister Zalewska podkreśliła wtedy, iż w ustawie jest jednoznacznie zapisane, iż na terenie szkoły nie można prowadzić działalności politycznej, ani agitacji politycznej.
Kto w tym gdyńskim przypadku powinien zostać postawiony przed komisją dyscyplinarną? Wiadomo, że nie Pan Prezydent RP – przynajmniej nie teraz, bo broni go immunitet. Dyrektor szkoły, który zaprosił go na to spotkanie, o którym w mediach napisano, iż „Andrzej Duda razem z Agatą Kornhauser-Dudą na uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego wybrali III Liceum Ogólnokształcące, jedną z najlepszych szkół średnich w Gdyni.”?
Dotąd opisałem już w kolejnych esejach „zwrotne” dla mej biografii wydarzenia, które miały miesce przed 60-oma, 55-oma, 50-om i 40-oma laty. Dziś pora na kolejne wspomnienie takiego „słupa milowego” w mojej drodze zawodowej – trzydziestej rocznicy objęcia przeze mnie stanowiska dyrektora Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo-zawodowej w Łodzi.
Nie wracam do tamtych wydarzeń z potrzeby „pochwalenia się” czym to ja nie byłem. Bo też nie ma się czym tak bardzo chwalić – ot – takie małe ogniwo ówczesnego wojewódzkiego systemu oświaty. Młodszym przypominam, że takich wojewódzkich poradni było wtedy tyle, ile województw – 49!
Uzasadnienie decyzji napisania także i o tym rozdziale mojej biografii znajdzie się w końcowych zdaniach tego tekstu. Teraz przejdźmy do rzeczy:
Na początek, dosłownie w kilku zdaniach, muszę wspomnieć o mojej sytuacji zawodowej po tym jak postanowiłem zrezygnować z kontynuowania „kariery” naukowej na UŁ. I dlaczego ta nominacja w pierwszej chwili bardziej mnie zaskoczyła niż ucieszyła.
Szerzej opiszę cały ten kontekst w eseju (jeśli na to się zdecyduję), poświęconym 35-leciu mojego powrotu „z teorii do praktyki”, czyli do lata 1983 roku, kiedy to szukałem pracy w łódzkiej oświacie. Dzisiaj muszę wspomnieć jedynie, że właśnie od owego lata byłem na indeksie „głównej kadrowej” z Komitetu Łódzkiego PZPR, bez zgody której to towarzyszki Iwony B. (starsi już wiedzą kto kryje się pod tym inicjałem) nikt nie mógł zająć żadnego, choć trochę eksponowanego, stanowiska w łódzkiej oświacie.
I właśnie ta towarzyszka w pierwszych dniach wakacji 1983 roku została szefową Łódzkiego Kuratorium Oświaty i Wychowania. I właśnie tego roku, w ostatnim tygodniu sierpnia, po powrocie z wakacji (a był to – mój ostatni jak się okazało – obóz harcerski w Lubiatowie) odebrałem telefon z Kuratorium, że mam sie tam zgłosić w ważnej sprawie.
Kiedyś wyjaśnię dlaczego szedłem tam „z duszą na ramieniu” i skąd to zaskoczenie taką niespodzianą propozycją zostania szefem instytucji, w której jeszcze cztery lata wcześniej nie mogłem zostać zatrudniony nawet jako zwykły jej pracownik. Na dziś niech wystarczy przypomnienie faktu, że stało się to na kilka miesięcy przed obradami „Okrągłego Stołu” i na 9 miesięcy przed historycznymi wyborami z 4 czerwca 1989 roku, kiedy – jak to ogłosiła trochę „na wyrost” pewna aktorka – „upadł w Polsce komunizm!”
Pierwszy rok mojego dyrektorowania przebiegł pod znakiem możliwie szybkiego „wejścia w rolę”, poznania pracowników Poradni, dogłębnego studiowania wszystkich obowiązujących przepisów, ale przede wszystkim poznania podległych poradni, które wówczas nosiły nazwę dzielnicowych lub miejskich. A było ich w Łodzi 6 (bo na Bałutach były dwie – zwane rejonowymi) i po jednej w Pabianicach, Zgierzu, Konstantynowie, Aleksandrowie, Ozorkowie i Głownie. W tym czasie, jako pedagog z wykształcenia, skupiłem się na realizacji zadań orientacji zawodowej i na… cotygodniowym dyżurowaniu (zawsze w czwartki) przy Młodzieżowym Telefonie Zaufania. (Tak, tak – był wtedy taki…)
Ale jak już wspomniałem – wkrótce skończył się czas systemu, ktory osadził mnie na tym stanowisku. 24 sierpnia nowy premier – Tadeusz Mazowiecki – dostał od Sejmu Kontraktowego votum zaufania dla swego rządu.Pamiętam te chwile, gdyż właśnie na ten dzień zwołałem – jeszcze przed wakacjami – posiedzenie Rady Pedagogicznej naszej Poradni. Przerwaliśmy nasze prace, aby śledzić transmisję z Sejmu, w tym także historyczne expoze Premiera, przerwane Jego kilkuminutowym zasłabnięciem.
W tym nowym rządzie tekę ministra edukacji jako pierwszy sprawował Henryk Samsonowicz (do grudnia 1990 r.), a później – w rytmie dość częstych wówczas zmian premierów – Robert Głębocki i Andrzej Stelmachowski. We wszystkich tych rządach, przy tych trzech ministrach (aż do 1992 r.), funkcję podsekretarza stanu w MEN pełniła pani dr Anna Radziwłł. Nie był to „człowiek znikąd”, nie była to osoba „z partyjnego awansu”. Przez ponad 30 lat była nauczycielką w warszawskich szkołach średnich. W latach 1970–1982 pełniła funkcję zastępcy dyrektora XLI Liceum Ogólnokształcącego im. Joachima Lelewela w Warszawie. Krótko mówiąc – był to „właściwy (na te czasy) człowiek na właściwym miejscu”!
Dr Anna Radziwiłł jaką pamiętam, która zawsze będzie dla mnie – jak ów „wzorzec metra w Sèvres” – wzorcem urzędnika państwowego, który sprawuje swój urząd nie dla własnej chwały, lecz by służyć społeczeństwu – najlepiej jak potrafi..
I to jej osoba odegra w tym co dalej się działo – i w mojej historii – rolę spiritus movens.
Foto: www.facebook.com/FundacjaBatorego/
„Obserwatorium Edukacji” nie monitoruje na co dzień stron Fundacji Batorego i dlatego tylko dzięki portalowi Prawo.PL firmy Wolters Kluwer dowiedzieliśmy się, że został tam opublikowany raport, autorstwa dr Przemysława Sadury, zatytułowany „Polska szkoła reform: czego możemy się nauczyć z nieudanych zmian systemu edukacji?”
Jego lektura, a zwłaszcza wnioski, które zwieńczają ów raport, właśnie dziś – 1. września, kiedy to wszystkie dotychczasowe reformy oświatowe zaczynały obowiązywać, niech uświadomi wszystkim oddolnym reformatorom swoich szkół, że nic się nie uda bez przekonania do tych zmian rodziców naszych uczniów i uczynienia z nich swoich sojuszników.
Oto fragmenty tej publikacji, w której Monika Sewastianowicz streszcza jego zwartość:
W ostatnim ćwierćwieczu żadna z podejmowanych w Polsce reform oświaty nie udała się w całości – uważa autor.Dodaje, że „rozmontowywali” reformę ci, którym mogła zaszkodzić, albo – co gorsza – sabotowali ci, którym miała pomóc.[…]
Tak było choćby w przypadku tworzenia gimnazjów i posyłania sześciolatków do szkoły. Obie reformy zaprojektowano z myślą o środowiskach wiejskich oraz osobach niżej sytuowanych. Dzięki stworzeniu systemu gimnazjów, mieli oni zyskać możliwość poznania środowiska spoza swojego najbliższego sąsiedztwa. Druga ze zmian miała spopularyzować wychowanie przedszkolne.
Obie nie zyskały poparcia – gimnazja na wsi łączono ze szkołami podstawowymi, a w miastach z liceami, przez co cała reforma traciła sens. W przypadku obniżenia wieku rozpoczęcia nauki w szkole buntowała się większość rodziców sześciolatków, ale to, z jakiego powodu, zależało od przynależności klasowej. Rodzice z niższych klas społecznych uważali, że szkoła pozbawia dzieciństwa. Rodzice z wyższych kładli nacisk na brak przygotowania placówek oświatowych do pracy z młodszymi dziećmi.[…]
Cały artykuł „Raport: Uszczęśliwianie na siłę marną podstawą reformy” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl
Oto fragment ostatniej części omawianego powyżej raportu:
„Obserwatorium Edukacji” już w relacjach z zakończenia roku szkolnego, zapowiadało wywiady z dyrektorami-weteranami, którzy po kilkudziesięciu latach kierowania szkołą przechodzą właśnie na emeryturę. Dzisiaj publikujemy kolejny zapis rozmowy z”rekordzistą” nieprzerwanego pełnienia obowiązków dyrektora – jak nam rozmówca sam powie – w zasadzie w tej samej szkole od 35 lat – z dyrektorem Józefem Kolatem.
Dziś był Jego ostatni dzień w pracy – niechaj ten wywiad będzie jeszcze jednym uświetnieniem tego zwrotnego w życiu każdego człowieka kończącego aktywność zawodową momentu.
A tak żegnały Go w poniedziałek 27 sierpnia władze Łodzi – w osobie Pani Prezydent Hanny Zdanowskiej i Pierwszego Wiceprezydenta Tomasza Treli.
Wywiad z Józefem Kolatem – od 35-u lat dyrektorem szkoły zawodowej
Włodzisław Kuzitowicz: – Dowiedzieliśmy się, że 31 sierpnia tego roku przechodzi Pan na emeryturę. Po ilu latach pracy w ogóle, a po ilu w roli dyrektora szkół?
Józef Kolat: Pracę zawodową jako nauczyciel rozpocząłem w 1969 roku, a moim pierwszym stanowiskiem kierowniczym była objęta po 9-u latach funkcja kierownika warsztatów szkolnych – wszystko to w ówczesnym Zespole Szkół Zawodowych nr 5 w Łodzi, przy ul. Wodnej. Już po roku kierowania warsztatami szkolnymi powierzono mi w tej samej szkole obowiązki wicedyrektora, a po kolejnych czterech latach – w 1983 roku zostałem jej dyrektorem. A to oznacza, że odchodzę na emeryturę po 49 latach pracy nauczycielskiej, w tym po – nieprzerwanym – 35-letnim okresie dyrektorowania szkołom zawodowym – zawsze tym samym, ale ciągle ewoluującym, choć w tym czasie nie tylko zmieniały one wielokrotnie nazwy, ale także – dwa razy – siedziby.
WK: – Zanim przejdziemy do tego jak to było z tymi przeprowadzkami, proszę jeszcze powiedzieć jaka była pana droga do zawodu nauczyciela?
J.K. – Zaczynając pracę 1 września 1969r. roku byłem absolwentem Technikum Przemysłowo-Pedagogicznego – szkoły średniej, dającej uprawnienia do pracy w charakterze nauczyciela praktycznej nauki zawodu w warsztatach szkolnych. Ale tak się złożyło, że ówczesny dyrektor ZSZ nr 5 zaproponował mi od razu stanowisko nauczyciela teoretycznych przedmiotów zawodowych – brakowało wtedy nauczycieli. Studia wyższe ukończyłem na Politechnice Łódzkiej, uzyskując tytuł inżyniera mechanika w specjalności „obrabiarki, narzędzia, technologia budowy maszyn”. Tytuł magistra uzyskałem po studiach na Uniwersytecie Łódzkim na kierunku „technika”.
WK: – Przez te minione 35 lat, od 1983 roku kiedy został pan dyrektorem, była to w zasadzie jedna i ta sama szkoła, choć jej nazwa kilkakrotnie się zmieniała. Czy mógłby pan wymienić pod jakimi pieczątkami nagłówkowymi podpisywał się pan jako dyrektor?
J.K. – Na początku, w latach 1983 – 1988 szkoła nosiła nazwą Zespół Szkół Zawodowych nr 5. Od 1988 do1991 (w konsekwencji fuzji z Technikum Mechanicznym im. T. Duracza) kierowana przeze mnie szkoła nosiła nazwę Zespół Szkół Mechanicznych nr 3 im. T. Duracza. byłem wtedy dumny bo „Duracz” to Szkoła, której jestem absolwentem. Kolejna reforma struktury łódzkiego szkolnictwa zawodowego sprawiła, że w latach 1991 – 2002 trafiłem po wygranym konkursie do Zespołu Szkół Mechanicznych nr 5 przy ul. Nałkowskiej, a po wejściu w życie reformy systemu oświaty, która wprowadziła gimnazja i – w jej konsekwencji – nowej polityce władz miasta (łączenia szkół zawodowych) – po kolejnym konkursie kontynuowałem moje dyrektorowanie w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 17 przy al. Politechniki 37, który przyjął imię Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Od 1 stycznia 2012, dla lepszej identyfikacji kierunków kształcenia, szkoła działa pod nazwą Zespół Szkół Techniczno-Informatycznych im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego.
WK: – Niesamowita jest w tej tak długiej historii Pana drogi zawodowej wielka odporność na liczne zmiany, i to nie tylko nazw i adresów, ale i systemu społeczno-politycznego. Gdy zostawał Pan dyrektorem Polską, od dwu lat – po Stanie Wojennym, rządził gen. Jaruzelski, a ministrem oświaty był prof. Jacek Fisiak. Upadek PRL i narodziny III RP przeżył Pan jako dyrektor ZSM nr 5, a przy ul. Nałkowskiej objął Pan dyrektorski fotel już w wyniku wygrania konkursu – pod rządami nowej Ustawy o Systemie oświaty. Naliczyłem, że ”przetrzymał” Pan 4-ech ministrów oświaty w PRL i 19-oro w III RP! Jakie, z tej perspektywy, widzi Pan różnice w „byciu dyrektorem szkoły” przed i po zmianie ustrojowej? Inaczej mówiąc: jak było się dyrektorem w czasach peerelu, a na czym polegała istotna różnica w warunkach kierowania szkołą w IV RP?
J.K – W okresie peerelu praca była spokojniejsza. Robiło się wszystko znacznie wolniej, starannie – bo obowiązywały tylko dwa dokumenty: Ustawa z dnia 15 lipca 1961 r. o rozwoju systemu oświaty i wychowania i Karta Nauczyciela. W związku z tym człowiek mógł te dwa dokumenty znać na pamięć. Można więc było spokojnie realizować wszystkie zadania zgodnie z przepisami. Dzisiaj ilość spływających do dyrektorów szkół dokumentów – ustaw, rozporządzeń, dyrektyw – jest tak duża, że te wszystkie zmiany i zmiany do zmiany powodują, że człowiek zaczyna się gubić. Nie mamy szansy zapoznania się z tym wszystkim dogłębnie, bo gdy tylko w czymś zaczęliśmy się orientować, to nagle pojawia się kolejna zmiana do poprzedniej zmiany. I ciągle trzeba dostosowywać do nich prawo szkolne, aby ich zapisy były zgodne z aktualnie obowiązującym stanem prawnym.
Jeszcze jedno: tempo pracy znacznie się w ostatnim czasie zwiększyło. Dlatego, że nasi zwierzchnicy uważają, iż powinniśmy na przysyłane przez nich pytania udzielać odpowiedzi w ciągu godziny czy dwóch. Np. o godz. 14-tej słyszę:”Proszę do godziny 16-ej przesłać informację zwrotną.”
Najpierw (29 sierpnia) na facebookowym profilu B. Olejniczaka pojawiło się zdjęcie z montażu szyldu nowego liceum:
Pod nim taki tekst:
A mówili, że nie powstanie. Jako Pełnomocnik Prezydenta Miasta Łodzi dzisiaj mogę powiedzieć :
Melduję wykonanie zadania. XI LO zorganizowałem. Gotowe.
Licealiści – pierwszoklasiści, zapraszamy Was 3 września o godz 12.00.
A ja? Radość tworzenia miesza się ze smutkiem niszczenia. Dziękuję Pani dyrektor Teresa Zięba za gościnę i pomoc
Dzisiaj na tym samym profilu znaleźliśmy kolejną, tym razem pożegnalną fotkę:
Fotkę opatrzył ten, który ją zamieścił takim podpisem:
Żegnaj Gimnazjum nr 1. Moja jedynko. Moja kochana szkoło. Warto było dla Ciebie moich 19 lat. Moja szkoła w moim kochanym mieście.
Bo dziś już wszystko wiadomo! Wczoraj Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska podpisała dokument, powierzający Bogusławowi Olejniczakowi stanowisko Dyrektora XI Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi:
Foto: www.nobell.edu.pl
Szkoła No Bell w Konstancinie-Jeziornej. On właśnie „się uczy”, bo nie siedzi karnie w ławkach i nie jest „nauczany”.
We wtorek na stronie portalu „Juniorowo” redakcja zamieściła tekst, zatytułowany „Czy nasze szkoły są nowoczesne czy są dwustuletnim skansenem?” Jego autorką jest nasza dobra znajoma – dr Marzena Żylińska, która tym razem nie skorzystała z prowadzonego przez siebie na stronie „Budzącej się Szkoły” bloga, a wystąpiła gościnnie w „Juniorowie” – portalu adresowanym do rodziców.
Mamy wrażenie, że jest to przejaw „działalności misyjnej” pani dr Żylińskiej, gdyż to obszerne opracowanie jest syntezą filozofii zmian w szkole, od lat promowanych nie tylko przez nią słownie, ale także czynnie przez coraz liczniejsze szkoły skupione w ruchu, który ostatnio woli nazywać się „Szkołami w Drodze”.
Oto wybrane fragmenty, których lektura – na progu kolejnego roku szkolnego – raz jeszcze przypomni jaką to drogę mamy do pokonania, my – wszyscy, nie tylko nauczyciele, ale i rodzice aktualnych i potencjalnych uczniów, a przede wszystkim politycy, odpowiedzialni za decyzje, hamujące lub pobudzające do zmiany:
Gdybyśmy nagle cofnęli się o sto lat i naszym prapradziadkom pokazali smartfon, nie wiedzieliby, że służy on do tego samego, co używany przez nich telefon. Telefony podobnie jak wiele innych urządzeń i – ogólniej rzecz ujmując – dziedzin życia, przez ostatnie dziesiątki lat niezwykle się rozwinęły, czerpiąc z odkryć nauki, z rozwoju naszej wiedzy i z możliwości coraz to nowszych technologii.
Ale jeśli ktoś żyjący przed stu laty wszedłby do dzisiejszej szkolnej klasy, od razu wiedziałby, że jest w szkole. […]
Są tacy, którzy mówią „Przecież mamy nowoczesne szkoły. Popatrzcie, mamy tablice interaktywne, mamy tablety, mamy tyle nowoczesnych urządzeń”. Ale jeśli z przodu klasy wisi nowoczesna tablica interaktywna, a przed nią stoi nauczyciel, który – jak kiedyś – wszystko wyjaśnia, a potem oczekuje od dzieci, że będą to wiernie reprodukować, to zmieniły się didaskalia, ale model został taki sam. Jeśli dzieci na tabletach robią to samo co w zeszytach ćwiczeń, tzn. zaznaczają A, B, C, D, to cóż za różnica, że robią to na tablecie? […]
Spróbujmy przez chwilę uwolnić się od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, od tego, co wydaje się oczywiste. Zobaczmy, co tak naprawdę jest w edukacji herezją, a co jest lub powinno być oczywistością i normą. […]
Widok ogólny „narady” dla szkół podstawowych i gimnazjów w dn. 30.08.2018 r.
Już od kilku tygodni na stronie ŁKO witał każdego kto ją otworzył taki banerek:
Foto: www.kuratorium.lodz.pl
Pod zakładką <Komunikaty> poszukiwacz konkretnych informacji mógł przeczytać, konsekwentnie, takie oto zdanie:
W załączniku przedstawiamy harmonogram narad Łódzkiego Kuratora Oświaty z dyrektorami szkół i placówek z województwa łódzkiego.”
… gdzie, nadal konsekwentnie, napisano:
„... zapraszam na narady podsumowujące rok szkolny 2017/2018 oraz inaugurujące nowy rok 2018/2019, które zostaną przeprowadzone zgodnie z poniższym harmonogramem” [Ten załącznik – TUTAJ]
I oto dzisiaj, nie tylko dyrektorzy łódzkich przedszkoli, szkół i placówek oświatowo-wychowawczych, ale także z powiatów: pabianickiego, zgierskiego, łęczyckiego, brzezińskiego i łódzkiego wschodniego doczekali się, że wreszcie także i do nich przemówił nasz wojewódzki reprezentant MEN.
Cóż z tego, ze organizatorzy zaprosili na trzy różne terminy dyrektorów: przedszkoli (na godz.9:00), szkół podstawowych i gimnazjów (na godz. 11:30), a szkół ponadgimnazjalnych, placówek, poradni psychologiczno – pedagogicznych, placówek doskonalenia nauczycieli (na godz. 14:00), to nie przewidzieli, że na to wydarzenie, jakby to by koncert Rolling Stones’ów, waliły tłumy zdyscyplinowanych podwładnych ŁKO.
Oto obraz sytuacji w holu Sali Widowiskowej PŁ przy Al. Politechniki o godz. 11:30, kiedy to powinna rozpoczynać się druga tura „narad”.














