
Foto: www.malbork.naszemiasto.pl
Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar wie o problemie dzięki przyjętej przez siebie metodzie spotkań z młodymi ludźmi – prosi ich, by o swoich problemach dotyczących praw konstytucyjnych pisali anonimowo na krateczkach. Karteczki ze spotkań w całej Polsce wyglądają podobnie. Pytania o prawa osób, które przekroczyły granicę dorosłości, powtarzają się w nich regularnie: Dlaczego pełnoletni uczeń sam nie może usprawiedliwić swojej nieobecności w szkole? Dlaczego zgodę na wyjście ze szkoły, zwolnienie z lekcji czy udział w wycieczce ma wydawać rodzic? Dlaczego rodzic ma być informowany o zachowaniu w szkole osoby dorosłej? Dlaczego nauczyciel zabiera dorosłemu uczniowi telefon?
Rzecznik odpowiada uczniom: w szkole obowiązuje wszystkich statut (tak stanowi prawo oświatowe). Ale statut nie może ograniczać praw, które daje człowiekowi Kodeks cywilny. A ten stwierdza, że pełną zdolność do czynności prawnych nabywa się z chwilą uzyskania pełnoletności (art. 11).
W piśmie do kuratorów RPO przedstawia szerszą argumentację. Rzecznik stoi na stanowisku, że z chwilą uzyskania pełnoletności uczeń może samodzielnie wpływać na swoją sytuację prawną, kształtowaną dotychczas w wyniku działania jego przedstawicieli ustawowych. Co do zasady więc pełnoletnia osoba powinna mieć prawo odmowy zgody na udzielanie informacji rodzicom o wynikach w nauce, usprawiedliwiania nieobecności, czy też dysponowania własnością. […]
Rzecznik informuje skarżących, że jeżeli przepisy statutu budzą wątpliwości co do zgodności z prawem, można zwrócić się w tej sprawie do odpowiedniego kuratora oświaty – stwierdza w imieniu RPO dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego Mirosław Wróblewski.
Czy tak się dzieje? Czy uczniowie uważający, że ich prawa mogą być naruszone, wiedzą, jak problem zgłosić? Żeby to sprawdzić, RPO poprosił kuratorów szczebla wojewódzkiego o informację, ile takich skarg od uczniów dostają i co z nimi robią. […]
Pismo, jakie RPO wysłał do Kuratorów Oświaty – TUTAJ
Źródło: www.rpo.gov.pl
Foto: www.google.com
Dziś uwagę naszych czytelników kierujemy na tekst Jarosława Pytlaka, zatytułowany „Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe!”, zamieszczony na jego blogu w poniedziałek, 5 lutego. Oto wybrane fragmenty i link do całości owego postu. Pogrubienia w cytowanym tekście – redakcja OE:
Problem, który dzisiaj poruszę, nie dotyczy wszystkich szkół. Może występuje jedynie w nielicznych. Oby. Ale póki nie stwierdzisz, Czytelniku, że placówka, w której pracujesz, lub w której uczy się Twoje dziecko, nie ma z nim nic wspólnego, czytaj. Choćby pierwsze akapity wydały Ci się mało interesujące albo… dziwne.
Przez ostatnie pół roku dużo mówiło się w środowisku oświatowym o ocenianiu pracy nauczycieli. Powszechna krytyka doprowadziła do częściowego przynajmniej wycofania koncepcji pani minister Zalewskiej. Przy jakiejś okazji padła nawet z jej strony zapowiedź powrotu do starych zasad, choć jak na razie z prawa oświatowego zniknęły tylko szkolne regulaminy określające „wskaźniki do kryteriów”. Być może ktoś, kto z wyjątkową uwagą studiuje akty prawne, tudzież rzucane tu i tam wypowiedzi szefowej MEN, potrafiłby powiedzieć coś więcej na temat obowiązujących obecnie regulacji, ja chwilowo jestem nieco zagubiony i modlę się tylko, by w najbliższym czasie nikt z mojego personelu nie wystąpił o ocenę swojej pracy.
Korzystając z czasu na myślenie, jaki zawsze przynoszą ze sobą ferie, nieco przypadkiem podążyłem tropem tych swoich modlitw i wpadłem na pomysł, jak można powiązać ocenianie pracy nauczycieli z życiem, zapewniając im sprawiedliwe traktowanie, stały dopływ informacji zwrotnej, zarazem motywując do zachowań pożądanych i do unikania działań źle widzianych (przez dyrekcję). Cóż prostszego, niż wprowadzić odpowiedni regulamin punktowy?
Każdy nauczyciel na starcie otrzyma, dajmy na to, 300 punktów. Będzie to poziom bardzo dobrej oceny jego pracy. Do tego dorzucimy mu wyczerpujący taryfikator, jakie działania będą nagradzane punktami dodatnimi, a jakie ujemnymi. Jeżeli uciuła, powiedzmy 500 punktów, otrzyma ocenę wyróżniającą. Jeżeli spadnie do zera – negatywną. Na szczęście nauczyciele są mistrzami adaptacji do najrozmaitszych urzędowych pomysłów, więc zapewne doskonale poradzą sobie z utrzymaniem na plusie.
Z pierwszymi pomysłami do regulaminu nie miałem żadnego kłopotu. Na przykład: przygotowanie i przeprowadzenie klasówki: plus 10 punktów; sprawdzenie i oddanie jej uczniom w ciągu tygodnia: plus 5, a potem, za każdy dzień opóźnienia o jedno oczko mniej. Czyli po dwóch tygodniach już minus 2 punkty. Rzecz do rozważenia, czy uwzględniać w tej kalkulacji dni wolne od pracy. Przygotowanie dekoracji w szkole – plus 3 punkty, a jeśli wspólnie z uczniami, to może nawet ze dwa więcej. Średnia ocen semestralnych z prowadzonego przedmiotu wyższa od 5,0 = plus 10 punktów, za 4,5 – plus 5, za 4,0 – zero, za 3,5 – minus 5 i tak dalej. Kolega, który ze szkołą ma tyle wspólnego, że kiedyś do niej chodził, bez trudu podsunął mi dalsze kilkanaście pozycji takiego regulaminu, wliczając w to również podanie kawy dyrektorowi (minus 5 – nie znoszę kawy), jak również uprzejme powitanie w drzwiach szkoły (plus 3), z ewentualną premią za dobiegnięcie z drugiego końca korytarza.
Wczoraj rozegrano ostatni z sześciu konkursów w ramach Międzyszkolnych Igrzysk Liceów Ogólnokształcących (MILO). Tym razem uczniowie z sześciu uczestniczących w tym projekcie szkół sprawdzali swą wiedzę z chemii. Nic dziwnego, że to spotkanie odbyło się w I Liceum Ogólnokształcącym im. M. Kopernika – wszak to uczniowie tej szkoły już od dziesięcioleci są laureatami olimpiad chemicznych.
Wyraźnym nawiązaniem do tej tradycji był fakt, że konkurs ten rozgrywano w pracowni tego przedmiotu, noszącej imię prof. Karola Króla – wieloletniego nauczyciela chemii w „Koprze”, „ojca” tych sukcesów i wychowanka wielu pokoleń miłośników tego przedmiotu.
Kilkanaście minut po godzinie dziesiątej do pracowni, zapełnionej przez drużyny reprezentujące swe uczestniczące w MILO licea, wkroczyli dyrektorzy tych szkół, z panią dyrektor I LO – Ewą Wojciechowską. Przedstawiła ona towarzyszących jej koleżanki i kolegów – dyrektorów, powitała przybyłych na konkurs uczniów oraz życzyła wszystkim powodzenia. Zaraz po tym honorowi goście opuścili pracownię i rozpoczęła się część merytoryczna.
Dziś proponujemy lekturę postu, który Marcin Stiburski zamieścił wczoraj na moderowanym przez siebie fanpage grupy „Szkoła Minimalna”:
Trochę popolitykujmy. Wiem, że mogą być spore emocje, ale jaka jest CENA wpływu POLITYKI na EDUKACJĘ? Czy czekają nas co kolejne wybory, co cztery lata, gruntowne zmiany, bo raz zwycięży jedna idea polityczna, raz druga?
Edukacja w szkole to około 12 lat. To trzy kadencje Sejmu.
Czy możemy ustrzec nasze dzieci przed kalejdoskopem różnych światopoglądów co 4 lata? Czy uczeń w wieku 7 lat powinien podpisywać z państwem umowę, że do matury będzie miał przewidywalny plan swojej edukacji? To tak w kontekście obecnych 8-klasistów z podstawówki i 3-klasistów z gimnazjum.
Wczoraj „Wiosna” Roberta Biedronia przedstawiła swoje założenia projektowe. Poniżej treści ze strony Wiosny dotyczące edukacji. Nie oceniam pomysłów, a jedynie wywołuje dyskusję nad kalejdoskopowym charakterem edukacji zależnej od polityki.
W minioną sobotę, zgodnie z zaproszeniem, które zamieściliśmy 26 stycznia, w łódzkim „Gastronomiku” odbyło się pierwsze spotkanie w ramach „Kawiarenki Budzących się Polonistów”.
W spotkaniu uczestniczyły wyłącznie kobiety – nauczycielki z łódzkich szkół podstawowych (SP nr 11, 29, 35, 122, 137, oraz szkoły „MIKRON”) i średnich ( ZSP nr 3 i, oczywiście, ZSG), ale także z Sieradza (II LO) i z Piotrkowa Trybunalskiego (Katolicka Szkoła Podstawowa im. ks. J. Bosko). Uczestniczyły także panie prowadzące edukację domową.
Spotkanie prowadziła pani Aneta Jamiałkowska-Pabian (na zdjęciu stoi).
Oto jak syntetycznie opisała ona cel i przebieg tego spotkania – cytujemy fragmenty nadesłanego tekstu:
„Spotkałyśmy się (same kobiety), by oplotkować nowinki dydaktyczne, podzielić się doświadczeniami w dziele odnowy systemu edukacji (sic), wesprzeć psychicznie i zaplanować wspólne działania.[…] Z tym większą przyjemnością uczestniczyłam w rozmowach na fachowe tematy, słuchałam opowieści o częstokroć niełatwych drogach zawodowych naszych gości, że towarzyszyła im życzliwość i zaskakujący jak na nasze czasy optymizm.
Spotkanie wspaniale dopełniła mini warsztatem swojego pomysłu Asia Krzemińska, znana skądinąd jako Zakręcony Belfer. […] By kontynuować zadzierzgiwanie więzi umówiłyśmy się na następne spotkanie, na którym chcemy zastanowić się, jak „oswoić” listę nowych lektur (na każdym poziomie edukacyjnym). Termin II KAWIARENKI METODYCZNEJ ustaliłyśmy na 6 kwietnia 2019 r. na godzinę 10.00. […]
Ze swej strony dodamy, że będzie to nadal spotkanie otwarte, a o jego terminie jeszcze przypomnimy.
Na podstawie informacji i zdjęć
nadesłanych przez panią Anetę Jamiałkowską-Pabian
zredagował Włodzisław Kuzitowicz
Wiesława Mitulska, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej w szkole podstawowej w Słupi Wielkiej, zamieściła 30 stycznia na swym profilu taki oto tekst:
Rany Julek! O tym, jak Julian Tuwim został poetą.
W tym tygodniu pracujemy nad książką, która może być trudna w odbiorze, jeśli dziecko czyta ją samodzielnie. Okazało się jednak, że czytana wspólnie w klasie jest atrakcyjna dla dzieci, które słuchając, żywo komentowały wszystkie bziki i wyskoki Julka.
Sporo faktów z życia Tuwima zapamiętały i na tyle były zainteresowane, że wyszukaliśmy jeszcze dodatkowe informacje. Nie przypuszczałam, że przy okazji dzieci zainteresują się historią Żydów w Polsce i ich wojennymi losami.
W trakcie zajęć powstawały mapy myśli, które były bardzo pomocne, gdy dzieci w parach sprawdzały swoją wiedzę o Tuwimie. Ja byłam pod wrażeniem ich wiedzy.
Zasiadłem do pisania tego felietonu w niedzielne przedpołudnie, mając co prawda w pamięci wczorajszy „Dzień Myślenia Pozytywnego”, ale widząc za oknem niebo zasnute chmurami z których siąpi deszcz, odczuwając – jak każdy meteopata – bardzo dotkliwie niż baryczny, w – generalnie – kiepskim nastroju…
W takiej sytuacji bardzo trudno będzie mi dzisiaj kontynuować sobotnie optymistyczne klimaty. Gdybym jeszcze mógł nawiązać do jakichś napawających optymizmem wydarzeń minionego tygodnia, byłoby mi łatwiej wyjść z tego „doła”. Ale – przynajmniej w mojej świadomości – nic takiego nie zaistniało. No bo czy można szukać optymistycznych inspiracji w kolejnym odcinku serialu „Rozmowy MEN i nauczycielskich związków zawodowych o podwyżkach wynagrodzeń”? Albo w wypowiedziach małopolskiej kurator o lekcjach na temat mowy nienawiści? Trudno także szukać jasnych punktów widzenia na przyszłość, czytając informację o absurdalnej odpowiedzi MEN na petycję w sprawie obowiązującej podstawy programowej, podpisaną przez 16 tys. rodziców i nauczycieli ze środowiska „Nie dla chaosu w szkole”. Do tego wszystkiego dochodzą kolejne informacje o strajkach nauczycieli, już planowanych na dni, w których ma się odbyć „egzamin ósmoklasisty” (15 -17 kwietnia), a być może także egzamin gimnazjalny (10 – 12 kwietnia), i ten „najważniejszy, maturalny – od 6 maja.
To może spróbuję spojrzeć optymistycznie na wtorkowe wydarzenie, zrelacjonowane w materiale „Festiwal Zawodów Technicznych...”? No to do dzieła!
Pierwszym argumentem za pozytywną oceną tego wydarzenia jest sama jego nazwa: festiwal. Wszak łaciński źródłosłów tego słowa – festivus – oznaczał coś radosnego, wesołego, świątecznego. Taka nazwa, którą organizatorzy nadali owemu przedsięwzięciu, zapowiadała coś pozytywnego. A do tego treść „przedmiotowa” owego wydarzenia – oferta kształcenia zawodowego, której nigdy za wiele w sytuacji powszechnie głoszonej sytuacji „zapaści” tego nurtu edukacji „ponadpodstawowej” – powinna także rodzić pozytywne nastawienie do takiej inicjatywy.
Drugą przesłanką pozytywnej oceny „Festiwalu Zawodów Technicznych” jest tandem jego organizatorów: ŁCDNiKP – zasłużona placówka wsparcia metodycznego nauczycieli, której organem prowadzącym jest – za pośrednictwem Wydziału Edukacji UMŁ – samorząd, czyli Rada Miejska m. Łodzi, w której większość ma Platforma Obywatelska sprzymierzona z SLD, oraz Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna, struktura formalnie „pozapartyjna”, ale na czele której od od kwietnia 2016 roku stoi – jako jej prezes – mgr historii Marek Michalik, do niedawna prominentny polityk PiS w łódzkiej Radzie Miejskiej (wieloletni przewodniczący Klubu Radnych PiS), były wiceprezydent miasta za czasów prezydentury Jerzego Kropiwnickiego. To nie przypadek, że zastąpił on na tym stanowisku młodego polityka PO Tomasza Sadzyńskiego (wcześniej komisarycznego prezydenta Łodzi), w kilka miesięcy po zwycięskich dla PiS wyborach parlamentarnych z jesieni 2015 roku. Wygląda na to, że „w słusznej sprawie” możliwe jest porozumienie „ponad podziałami”!
I trzeci element wtorkowego wydarzenia – promocja Technikum Robotyki i Automatyki, którego utworzenie zapowiedziano szumnie już w grudniu 2017 toku, nagłaśniając w mediach akt podpisania porozumienia w tej sprawie między ŁSSE a Politechniką Łódzką. Bo na co, jak nie na wyrazy uznania zasługuje taka inicjatywa, dzięki której przyszli absolwenci tej nowo tworzonej placówki będą jedynymi w kraju specjalistami w, dotąd nieistniejącym w wykazie, zawodzie „technik robotyki i informatyki”? I do tego kształconymi w szkole, której współudziałowcami formalnego właściciela tej placówki są firmy – potencjalni pracodawcy!
Źródło: www.facebook.com/stowarzyszenieextrateam/
Oto bardzo dobra wiadomość, zaczerpnięta z portalu < dobrewiadomości.pl > :
Drugiego lutego przypada Dzień Pozytywnego Myślenia – święto nietypowe i zarazem bardzo potrzebne w dzisiejszym świecie.
Jak mówi pewne przysłowie: „Optymista twierdzi, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów, a pesymista obawia się, że to może być prawda.” Warto przyjąć tę prawdę i uwierzyć, że wszystko zmierza we właściwym kierunku.
Pomysłodawcą tego święta, jest amerykańska psycholog Kirsten Harrell. Od lat zajmuje się ona badaniem wpływu optymistycznego nastawienia na zdrowie i proces leczenia. Jej zdaniem pozytywne nastawienie może zdziałać więcej, niż nam się wydaje. […]
Źródło: www. dobrewiadomosci.net.pl
Z tej okazji nie będziemy dziś zamieszczać żadnych aktualnych wiadomości z „pola walki” – ani tych ze strony MEN, ani ze stron związkowych. W to miejsce proponujemy lekturą pewnego archiwalnego tekstu, który zaistniał na portalu EDUNEWS 1. listopada 2016 roku. Jego autorem jest dr Julian Piotr Sawiński – nauczyciel konsultant Centrum Edukacji Nauczycieli w Koszalinie, a tytuł tej publikacji był adekwatny do czasu, w którym powstawał:”Dobra zmiana wymaga optymizmu”.
My dziś przytoczymy fragmenty tej publikacji, które mają wartość ponadczasową:
[…] Optymiści mają lepiej
Optymiści mają lepiej, bo nie potrzebują specjalnych starań o nadzieję. Warto jednak pomyśleć o tym, jak wywierać wpływ na nasze nastawienie do ludzi i świata, także do szkoły, uczniów i edukacji. Jak przekonać uczniów pesymistów, że świat należy do życzliwych, dobrych ludzi? Warto zapytać: Jak przekonać, że warto myśleć? [1].
Oto ukazał się intrygujący artykuł pt. 6 kroków do optymizmu [2] zawierający ciekawe i użyteczne rady – kroki postępowania prowadzące do wzrostu optymizmu. Autor pyta: Co zrobić, by szklanka była dla nas do połowy pełna? Właśnie: Co można zrobić, aby spojrzeć na ludzi bardziej życzliwie, patrzeć na świat bardziej przychylnym okiem i mieć nadzieję na życzliwość ludzi i lepsze jutro?
Optymizmu można się nauczyć
Pytanie (retoryczne?) o to w jakich rolach występują dyrektorzy polskich szkół postawiła wczoraj na swym profilu dr Marzena Żylińska. Oto ten post:
Można zapytać, na co polscy dyrektorzy mogą poświęcić więcej czasu. Czy to jest rozwój i prowadzenie szkół, czy na obsługę instytucji, które powinny wspierać, ale ograniczają się do kontroli?
Można zejść niżej i zapytać o nauczycieli. Czy oni mogą skupić się na rozwoju, na przygotowaniu ciekawych lekcji, które uczniów poruszą i obudzą w nich fascynacje, czy raczej 100% czasu wypełnia realizacja tego, co narzucone i ciągłe kontrole?
A uczniowie? Czy oni mogą w szkole rozwijać tkwiące w nich talenty, czy mogą podążać za swoimi zainteresowaniami, czy wciąż muszą robić to, co narzucają im nauczyciele?
I jeszcze jedno pytanie. Gdy rozmawiam z nauczycielami, często słyszę, jak bardzo przeszkadzają im kontrole lub choćby tylko ich zapowiedzi; jak bardzo tracą wtedy motywację do nauki. Dlaczego tak wielu nauczycieli robi uczniom to, co ich samych pozbawia wszelkiej satysfakcji z pracy w szkole?
Poniżej przytaczamy jeden z zmieszczonych pod postem komentarzy:
Andrzej Popławski: Są zawodowi dyrektorzy managerowie oświaty (zdecydowana większość) i są dyrektorzy z funkcji ale nauczyciele / wychowawcy z zawodu. Można ich rozpoznać i określić bardzo łatwo sprawdzając jakie szkolenia zawodowe robią. Nie obwiniajmy jednak tych dyrektorow biurokratow oswiaty że tacy są. Oni są tacy bo takich chce dyr oświaty w urzędzie miasta/gminy. A takiego dyrektora chce burmistrz. A takiego burmistrza wpływowa cześć mieszkańców. Szkoła jest odbiciem społeczeństwa
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska
„Obserwatorium Edukacji” poleca także lekturę poniższych tekstów:
Dr. hab. Grażyna Bartkowiak, Koncepcja zarządzania dyskretnego jako propozycja stylu kierowania zespołem nauczycielskim przez dyrektora szkoły – TUTAJ
Refleksja o kierowaniu szkołą…dyrektor lider, menadżer, administrator ? – TUTAJ
Informujemy także o przygotowywanej konferencji: „Zaufanie i kontrola. Rozwój w nurcie pedagogiki Gestalt”:
Warsztat rozwojowy w nurcie pedagogiki Gestalt. Zapraszamy serdecznie na warsztat rozwojowy, który odbędzie się w dniach 16-17.03.2019 w Pracowni Działań Twórczych FaraRaRa w Lublinie. Więcej – TUTAJ
Foto:www.facebook.com/pg/BarbaraNowakMalopolskiKuratorOswiaty/
Barbara Nowak – małopolska kurator oświat
Na portalu Prawo.pl zamieszczono dziś poniższą informację:
Lekcje o mowie nienawiści bez poparcia MEN
Małopolska kurator w niewybrednych słowach skrytykowała pomysł organizacji lekcji o mowie nienawiści. Szefowa MEN nie dostrzega problemu i stwierdza, że podstawy programowe są stworzone tak, by dzieci przez cały rok uczyły się odpowiednich zachowań.
„Wara od szkół i dzieci” – napisała na Twitterze małopolska kurator oświaty Barbara Nowak. To reakcja na pomysł zorganizowania w szkołach lekcji poświęconych mowie nienawiści.
Edukacja przez cały rok
Organizacja takich lekcji po śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza wzbudziła również oburzenie części rodziców, którym z pomocą – jak to już wcześniej bywało w takich przypadkach – przyszedł Instytut Prawny Ordo Iuris. Zbiera on podpisy pod petycją wyrażającą sprzeciw wobec organizacji takich zajęć w warszawskich szkołach.
– Szkoła jest przygotowana do tego, by codziennie i systemowo uczyć dzieci szacunku do siebie, do innych. To są nie tylko podstawy programowe – mówiła Anna Zalewska. Dodała, że w takie inicjatywy zaangażowani są rodzice, którzy współtworzą programy wychowawczo-profilaktyczne – Kształtujemy empatię do drugiego człowieka poprzez wpisanie wolontariatu do ustawy – Prawo oświatowe. W szkole robimy to na co dzień! – podkreśliła minister. Dodała, że rodzice, którzy mają co do tego wątpliwości, zgłaszają zdarzenia w kuratoriach, które to sprawdzają. – Przez jeden warsztat, przez jeden event nie da się nauczyć dzieci takich spraw – tłumaczyła szefowa resortu edukacji.
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/













