
Na dzień przed spotkaniem w „Kawiarence Budzących się Polonistów” – proponujemy tekst Joanny Kostrzewy, zatytułowany „Materiały dla nauczycieli – scenariusze lekcji języka polskiego włączające edukację globalną”:
Są takie chwile, kiedy wzruszenie i duma odbierają głos. Mam zaszczyt zaprezentować książkę: „Język polski. Edukacja globalna na zajęciach języka polskiego w szkole podstawowej” przygotowaną w ramach projektu „W świat z klasą”, której jestem współautorką. Scenariusze lekcji, które można znaleźć w tej niezwykłej książce, są ciekawymi propozycjami realizacji podstawy programowej z wykorzystaniem zagadnień edukacji globalnej.
Dziękuję całemu zespołowi: Marta Kałużyńska, Ela Krawczyk, Kasia Dzięciołowska, Marta Jackowska-Uwadizu i Sylwia Międzybrodzka – mam nadzieję, że jeszcze coś wspólnie napiszemy, a także wszystkim osobom, które mnie inspirowały i inspirują, zachęcają do pisania. […]
Zachęcam do korzystania z wersji elektronicznej: https://globalna.ceo.org.pl/edukacja-globalna-na-zajeciach-jezyka-polskiego-w-szkole-podstawowej
Źródło: www.budzacasieszkola.pl
Foto: www.gov.pl/web/edukacja/
Oto fragmenty komunikatu o dzisiejszych rozmowach MEN – nauczycielskie związki zawodowe z oficjalnej strony ministerstwa:
Dziś, w czwartek, odbyły się kolejne rozmowy z reprezentatywnymi związkami zawodowymi w sprawie regulacji płacowych nauczycieli. W spotkaniu z ramienia MEN uczestniczyli Anna Zalewska, Minister Edukacji Narodowej i Maciej Kopeć, Podsekretarz Stanu.
„Cieszę się, że rozmowa była konstruktywna i owocna, gdzie wszyscy wspólnie zauważyli, że musimy dbać o dobro naszych dzieci. Przedstawiliśmy konkretne liczby, które docelowo powodują realny wzrost wynagrodzeń. Celem każdych spotkań jest wypracowanie kompromisów, mam nadzieję, że kompromis udało nam się dziś osiągnąć. Spotykamy się z różnymi oczekiwaniami związkowców w tzw. „pół drogi” – powiedziała Anna Zalewska.
Po podpisaniu przez Prezydenta RP ustawy budżetowej, zostanie przyznana druga transza zapowiadanej podwyżki, z wyrównaniem od 1 stycznia br. Kolejna, przyspieszona podwyżka płac, nastąpi już od 1 września tego roku, a nie, jak wcześniej zakładaliśmy od stycznia 2020 r. Na te zobowiązania są zabezpieczone środki w budżecie. Tym samym, w ciągu 21 miesięcy nauczyciele otrzymają wyższe wynagrodzenie zasadnicze od 371 zł do 508 zł w zależności od stopnia awansu zawodowego. Licząc waloryzację wynagrodzeń, będą to kwoty od 400 zł do 548 zł. Podsumowując, wynagrodzenie nauczycieli w stosunku do tego z 31 marca 2018 r. łącznie wzrośnie o 16,1%. […]
Rozmowy w Centrum „Dialog” koncentrowały się również wokół spraw związanych z etyką zawodową, harmonogramem najbliższych prac. Wyraźnie wybrzmiała kwestia bezpieczeństwa uczniów i troski o ich dalszy rozwój. Minister podkreśliła, że wspólnie jesteśmy odpowiedzialni za harmonijną pracę szkół i placówek oświatowych.
Cały komunikat „Przełom w rozmowach z nauczycielskimi związkami zawodowymi. Mamy dodatkowy ok. 1 mld zł na podwyżki od 1 września 2019 r.” – TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Oto fragmenty informacji o tych samych rozmowach ze strony ZNP i KSOiW NSZZ „Solidarność:
Wczoraj TVN24 w programie „Czarno na Białym” podjęto problem skutków reformy edukacji, wychodząc od wystąpienia byłego Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka do Premiera RP w sprawie łamania elementarnych praw dziecka, który skierował je krótko przed powołaniem jego następcy. Wszystkim zainteresowanym, którzy nie mogli obejrzeć tego programu, polecamy zrobić to teraz:
Reforma szkół, która narusza prawa dziecka
Okazuje się, że dziś poza pasją w szkole potrzebna jest także cierpliwość, odporność i wytrzymałość. Także fizyczną. A wykazać się nią muszą dzieci, które chodzą do szkół reformowanych przez rząd PiS. […]
O jakie naruszenia praw dziecka chodzi, o tym Witold Tabaka – TUTAJ
Informacja o wystąpieniach RPD do premiera i innych organów państwa – TUTAJ
Foto:www.rownetraktowanie.gov.pl
Adam Lipiński – Pełnomocnik Rządu do Spraw Równego Traktowania
„Dziennik Gazeta Prawna” zamieścił dziś artykuł Emilii Świętochowskiej, zatytułowany „Nietolerancja w szkole, antysemityzm, uprzedzenia rasowe. Pełnomocnik rządu ds. równości za edukacją antydyskryminacyjną”. Oto jego fragment:
Nietolerancja wobec osób homoseksualnych, uprzedzenia rasowe, propagowanie ustroju totalitarnego i antysemityzm. To tylko niektóre problemy, które w ubiegłym roku zaprzątały Adama Lipińskiego, pełnomocnika rządu do spraw równego traktowania. Tak wynika z odpowiedzi udzielonej przez niego na prośbę rzecznika praw obywatelskich.
W sferze szczególnego zainteresowania pełnomocnika znalazły się m.in. przypadki homofobii w szkołach, a także brak odpowiedniej reakcji ze strony nauczycieli i kierownictwa placówek. Lipiński wystąpił nawet do minister edukacji narodowej o informacje o tym, w jaki sposób podstawa programowa i programy nauczania uwzględniają problematykę nierównego traktowania osób homoseksualnych oraz jakie kompetencje mają w tej dziedzinie nauczyciele. „Niezwykle ważne jest wdrażanie w placówkach oświatowych, od najmłodszych już lat, edukacji antydyskryminacyjnej polegającej m.in. na budowaniu szacunku, tolerancji, otwartości, uświadamianiu różnorodności oraz realizacja programów nauczania zmierzających do przeciwdziałania wszelkim przejawom dyskryminacji” – przekonuje pełnomocnik rządu w wystąpieniu do MEN. […]
Cały artykuł „Nietolerancja w szkole, antysemityzm, uprzedzenia rasowe. Pełnomocnik rządu ds. równości za edukacją antydyskryminacyjną” – TUTAJ
Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl
Mamy wrażenie, że red. Emilia Świętochowska ma jakieś własne źródła informacji o aktywności pana pełnomocnika Adama Lipińskiego, gdyż na oficjalnej stronie Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania nic na ten temat nie zamieszczono. Zobacz – TUTAJ
Jedynym dostępnym, poważnym opracowaniem na temat dyskryminacji w oświacie, jest poniższy raport z 2016 roku:
O deficytach systemu edukacji formalnej w obszarze przeciwdziałania dyskryminacji i przemocy motywowanej uprzedzeniami. Raport z badań. Towarzystwo Edukacji Antydyskryminacyjnej. Warszawa 2016 – TUTAJ
Foto: www.google.com
W poniedziałek, 28 stycznia, Zofia Wrześniewska zamieściła na swym blogu (na stronie „Budzącej się Szkoły) post, zatytułowany „Uwaga o uczniu, czy o nauczycielu?”. Oto jego fragmenty i link do tekstu źródłowego. Pogrubienia fragmentów cytowanego tekstu – redakcja OE:
Tym razem nie o moich własnych doświadczeniach, ale o przypadku mojego chrześniaka (na potrzeby tego wpisu nazwijmy go Kubusiem). Kubuś ma 10 lat i jest w IV klasie szkoły podstawowej – chłopak niezwykle inteligentny, wulkan energii i kreatywności. Typ Bystrzachy z własnym zdaniem:) Nie muszę dodawać, że w szkole część nauczycieli podejmuje próby utemperowania go.
Ostatnio zaczął dostawać uwagi, że za długo się rozpakowuje, że pcha sobie pachnące (ten szczegół najważniejszy) chusteczki do nosa na lekcji, że nie jest skoncentrowany, nie notuje wszystkiego. Jego mama w pierwszym odruchu chciała wpłynąć tylko na Kubusia, na jego zachowanie, zaczęłyśmy jednak rozmawiać i uświadomiłam jej, że „wina” leży po obu stronach: gdyby lekcja od samego początku go porwała, zainteresowała, gdyby wciągnął się w wir pracy twórczej, to nie miałby czasu na wpychanie chustek do nosa. ‚
Z drugiej strony Kubuś postanowił opisać 10 najciekawszych miejsc na świecie, jego mama mówi, że zapisał już kilka stron A4 (10-letek!), sam szuka informacji, zapytał nauczycielki, czy będzie to mógł później przedstawić, umówili się na prezentację, poszukuje więc ciekawostek, dba o poprawność językową. To pokazuje, że zainteresowanie jest kluczem do sukcesu. Jeśli chcemy, żeby dzieciaki się uczyły, rozwijały, zajęły się tematem lekcji, musimy im to „sprzedać” w ciekawy sposób. Dlatego tak ważne jest, by dobrze zacząć lekcję, stąd dr Marzena Żylińska niejednokrotnie mówiła o pytaniach-otwieraczach, które mają być silnym akcentem na początek lekcji, mają zaintrygować, by mózg się zaciekawił. Nawet jeśli nie będą bezpośrednio dotyczyć tematu, będą dość luźno powiązane z treściami lekcji – jeśli uda się nam „złapać” uwagę naszych uczniów, to mamy o wiele większą szansę, że lekcja będzie sukcesem. […]
Dzisiaj w siedzibie Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej,w godzinach 10:00 – 13:00, odbywał się Festiwal Zawodów Technicznych – wydarzenie, które zgodnie z intencją organizatorów miał być „doskonałą okazją zachęcenia młodzieży szkolnej do poszukiwania ciekawych zawodów, poznania pracodawców działających w regionie łódzkim, wybrania kierunku kształcenia umożliwiającego znalezienie zatrudnienia.”
Setki uczniów ósmych klas szkół podstawowych i trzecich klas gimnazjów, przybyłych tam w zorganizowanych grupach, pod opieką swych nauczycieli, musieli w holu wejściowym odszukać szatnię, która już krótko po rozpoczęciu imprezy nie przyjmowała odzieży – z powodu zbyt małej ilości wieszaków. Stąd można było obserwować uczniów-szczęściarzy i „pechowców”.
Aby wejść do sali, w której szkoły zawodowe i nieliczne firmy rozstawiły swoje stoiska, trzeba było przejść przez zatłoczony korytarz.
Uczniów i ich opiekunów, którzy już pokonali wszystkie przeszkody, witał „tytułowy” slajd, wyświetlany na wielkim ekranie.
Foto: www.pl.depositphotos.com/
Na internetowej stronie Radia TOK FM znaleźliśmy tekst Agnieszki Rogal, zatytułowany „Kiedy życie próbuje sobie odebrać kilkulatek… Zatrważające dane o próbach samobójczych wśród dzieci”. Uznaliśmy, że dane przytaczane w tym artykule nie są powszechnie znane i dlatego przytaczamy ten tekst w całości:
Z roku na rok coraz więcej dzieci próbuje odebrać sobie życie. W 2018 roku w Polsce takich prób zanotowano 772. Faktycznie mogło ich być jednak znacznie więcej – o wielu z nich nie wiedzą nawet rodzice.
Dane wskazują, że liczba prób samobójczych z roku na rok rośnie – w 2018 roku było ich o niemal 300 więcej niż jeszcze dwa lata wcześniej.– W 2018 roku odnotowano jeden przypadek wśród dzieci do lat 6, 26 przypadków wśród dzieci między 7. a 12. rokiem życia oraz 745 przypadków dzieci między 13. a 18. rokiem życia -wylicza Dariusz Minkiewicz z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Wśród głównych powodów, które skłaniają do targnięcia się na swoje życie najmłodsze dzieci – te w wieku 7-12 lat – resort wymienia: nieporozumienia rodzinne, przemoc w domu, zaburzenia psychiczne. W grupie nastolatków w wieku 13-18 lat najczęściej jest to: choroba, zaburzenia psychiczne czy zawód miłosny. Z wywiadu z nauczycielami, kuratorami i policjantami wynika również, że dzieci nie radzą sobie ze zjawiskiem hejtu.
W 2017 roku życie odebrało sobie 116 dzieci, rok wcześniej 103. Z raportu fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że nasz kraj jest drugi – po Niemczech – pod względem zakończonych zgonem prób samobójczych wśród najmłodszych. Problemem jest ograniczony dostęp młodzieży do specjalistycznej pomocy – brakuje całodobowych oddziałów psychiatrycznych, nie wspominając o kolejkach do specjalistów.
Tymczasem, jak twierdzą eksperci, samobójstwom najmłodszych niemal w każdym przypadku można zapobiec – pod warunkiem, że dziecko szybko otrzyma pomoc. Jednak w Polsce na wizytę u specjalisty – psychiatry lub psychologa – czeka się miesiącami. Resort zdrowia obiecuje reformę psychiatrii, ale zacznie ją wdrażać dopiero za 9 miesięcy.
Źródło: www.tokfm.pl
Polecamy także wysłuchanie podkastu „Brakuje psychiatrów dzieci, przybywa dzieci z problemami”, który jest nagraniem rozmowy z dr hab. Barbarą Rembek, wyemitowanej 12 marca 2018 roku w Radiu TOK FM – TUTAJ
Rzecznik Praw Obywatelskich apeluje do MEN o wytyczne dotyczące prac domowych. Brak nadzoru w tym zakresie może prowadzić bowiem rodziców do działań, które mogą przynieść negatywne skutki dla całego systemu oświaty (przykładem są krążące w sieci – i cytowane w piśmie RPO – oświadczenia woli zdesperowanych rodziców, którzy nie wyrażają w nich zgody „na dysponowanie przez szkołę pozalekcyjnym czasem ich dziecka”).
-Składanie przez rodziców oświadczeń o tej treści może prowadzić do konfliktów, podważania wiary w dobrą wolę nauczyciela i braku zaufania uczniów do władz szkolnych – pisze Adam Bodnar. –Brak konkretnych wytycznych dotyczących zadawania prac domowych stawia nauczycieli w trudnym położeniu, gdyż muszą zrealizować podstawę programową oraz sprostać oczekiwaniom uczniów i ich rodziców, żądających wysokich wyników w nauce i dobrego przygotowania do przyszłych egzaminów.
Rzecznik nie uważa, aby zadawanie prac domowych było sprzeczne z prawem. Jednak zdaniem RPO obecna sytuacja wymaga interwencji i pomocy państwa dla rodzin. Problem przemęczenia uczniów może mieć związek ze zbyt obszerną podstawą programową oraz nauką w systemie dwuzmianowym i kończeniem zajęć o późnej godzinie. […]
Na problem zwracał już uwagę rzecznika praw dziecka Marek Michalak. Jego zdanie w kwestii potrzeby przyjrzenia się efektom zadawania prac domowych w świetle najnowszych badań pedagogicznych podziela dziś Rzecznik Praw Obywatelskich.
Cały komunikat „RPO o ogromnej liczbie prac domowych: potrzebna interwencja resortu edukacji” – TUTAJ
Wystąpienia Generalne RPO do Minister Edukacji Narodowej – TUTAJ
Foto: www.facebook.com/pg/Wokół-szkoły
Jarosław Pytlak
Dziś wracamy do poniedziałkowej tradycji prezentowania tekstów z bloga Jarosława Pytlaka. Nie uczyniliśmy tego przed tygodniem, gdyż dzień wcześniej kolega Pytlak zamieścił tekst „z konserwy”: „Blaski i cienie rywalizacji”, który miał swoją premierę w nr 3/2016 „Wokół szkoły”.
Natomiast wczorajszy post, zatytułowany „Ufaj i (nie) kontroluj” ma swe korzenie w jak najbardziej aktualnej sytuacji dyrektorów bardzo wielu polskich szkół. Oto fragmenty tego tekstu i link do jego pełnej wersji:
Ufaj i (nie) kontroluj
A więc pojawienie się „belfrzej grypy” władzę zaniepokoiło. Może nawet zabolało. Mimo pełnych obłudy zapewnień pani minister Zalewskiej, że sezon na zachorowania, że ona wierzy nauczycielom, etc. Mimo że ogniska choroby nie rozlały się na razie po całym kraju. Ale coś w tym zazwyczaj pokornym nauczycielskim narodzie pękło. Wysokie podwyżki szybko i skutecznie uzyskane przez policjantów podziałały na wyobraźnię, a znacznie mniejszy wzrost wynagrodzeń zaoferowany przez MEN rozniecił ogień. Nie wspominając już o dziejącym się właśnie w oświacie Armageddonie i doprowadzającym do furii uśmiechu samozadowolenia na twarzy szefowej resortu, serwującej suwerenowi zmanipulowane dane dotyczące płac i księżycową wizję rzekomo udanej reformy, w której wszystko zostało policzone. Niestety, w nauczycielskich głowach i kieszeniach nijak się te obliczenia nie bilansują.
Świadectwo rządowego niepokoju perspektywą oświatowej epidemii dotarło do mnie – dyrektora szkoły w postaci listu z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych zobowiązującego do kontrolowania i raportowania we wskazanym terminie (do 15-go dnia miesiąca) zwolnień lekarskich pracowników. Ponieważ zdążyłem wcześniej już przeczytać o tej akcji, obejmującej podobno nie tylko szkoły, ale wszystkich większych pracodawców, nawet się nie zdziwiłem. No może troszkę, bowiem przywołany w piśmie przepis obowiązuje od wielu lat, a tu nagle ZUS wymyślił sobie, że można mnie pogonić do kontroli. Za chińskiego boga nie uwierzę w przypadkowość tej koincydencji z nauczycielską epidemią. […]
Pismo odesłałem do radcy prawnego, szczególnie w celu wyjaśnienia, na jakiej podstawie ZUS miałby prawo żądać dokonywania kontroli i przedstawiania raportów, a sam zacząłem rozmyślać. […]
Na wstępie zastanowiłem się, gdzie mogę dokonać kontroli. W miejscu pracy? To byłoby najprostsze, ale moi chorzy pracownicy, nie wiedzieć czemu, nie chcą spędzać czasu zwolnienia w szkole. W miejscu pobytu? Bingo, ale to bywa daleko. Wśród zatrudnionych mam mieszkańców Sulejówka, Marek, Legionowa, Łomianek oraz Leszna. Kto zna trochę okolice Warszawy, ten będzie wiedział, że miejscowości te dzieli w porywach do 70 kilometrów, co przy kilku osobach do skontrolowania oznacza cały dzień z głowy. Nie mówiąc już o kosztach, których nikt mi nie zwróci. Na szczęście w ZUS-owskim poradniku znalazłem deskę ratunku – kontroli można dokonać „w innym miejscu, jeśli z posiadanych informacji wynika, że jest to celowe”. Świetnie! Według posiadanych przeze mnie informacji część pracowników włóczy się po internecie. Postanowiłem więc założyć profil na fejsbuku, który nazwałem niebanalnie Pan Dyrektor, by następnie za jego pomocą poszukać śladów chorującego personelu. Zleciłem fejsowi odnalezienie Anny Kowalskiej (jak raz trzeci dzień nieobecnej w pracy), a spośród kilkudziesięciu propozycji udało mi się zidentyfikować właściwą. No, jeżeli zamiast leżeć w łóżku bierze właśnie udział w manifestacji poparcia dla szefowej MEN, albo wręcz przeciwnie, to może znajdę na to niezbity dowód w postaci relacji beztrosko wrzuconej do sieci?! Kliknąłem zatem panią Annę i serce zabiło mi mocniej. Nie było co prawda zdjęcia z żadnej manifestacji, ale za to fotka jej samej, leżącej z miną pełną błogości na plaży w złocistych promieniach słońca. Tak spędza się czas zwolnienia chorobowego?!
I znowu okazało się, że stare przysłowia mówią prawdę: „Co nagle, to po diable!” Pośpieszyłem się z tematem o młodości Stefana W – zabójcy prezydenta Adamowicza, oparłem swój zeszłotygodniowy felieton na, rozproszonych po różnych źródłach, niemożliwych do weryfikacji, informacjach, a następnego dnia okazało się że były one nie do końca prawdziwe. W poniedziałek, 21 stycznia, „Gazeta Wyborcza” w dodatku „Duży Format” zamieściła wywiad z matką Stefana [„Przepraszam za syna i proszę o wybaczenie”], która wiele podawanych przez inne źródła rzekomych faktów skorygowała „źródłowo”.
Między innymi nieprawdą okazała się podawana w innych mediach liczba dzieci w tej rodzinie (nie dwie córki i sześciu synów, a dwie córki i czterech synów – w tym najmłodszy już nie mieszka w Gdańsku – przygotowuje się do życia zakonnego (nowicjat?), matka nie jest już przedszkolanką – skończyła resocjalizację (!), mieszkanie, w którym w ostatnim okresie zamieszkiwał Stefan wraz z braćmi nie jest komunalne a własnościowe, zaś istotna dla podjętego przeze mnie problemu „kariery” szkolnej przyszłego mordercy informacja o nieukończeniu gimnazjum też musi zostać skorygowana, gdyż w wypowiedzi matki można przeczytać, iż „naukę zakończył w szóstej klasie, bo wagarował”.
Jednak te wszystkie korekty nie mają wpływu na główny nurt moich zeszłotygodniowych rozważań o traktowaniu przez szkołę uczniów, nieosiągających pozytywnych wyników w opanowywaniu podstaw programowych, i możliwych tego skutkach, których tragicznym przykładem jest dalsza, „poszkolna” biografia Stefana W.
To tyle tytułem sprostowania nieścisłości w informacjach, podanych przeze mnie w poprzednim felietonie. Dziś zajmę się tematem, który „chodzi za mną” już od dłuższego czasu, a dziś mam „świeży” bodziec, aby go podjąć. Właśnie przeczytałem post na fejsbukowym profilu Tomasza Tokarza, który upublicznił list, jaki otrzymał od dyrektorki niedawno utworzonego, „alternatywnego” liceum. Post zaczyna się od takiej zapowiedzi tego listu:
„W jednym z miast średniej wielkości ruszyło od września autorskie liceum, gdzie uczniowie są twórcami i partnerami, gdzie kreują otaczającą ich rzeczywistość, gdzie projektują własne rozwiązania i podejmują realne decyzje gospodarcze, w duchu empatii i zrozumienia.”
Całość można przeczytać TUTAJ, a ja – jako „zaczyn” dalszych rozważań, przytoczę dwa fragmenty owego listu:
Niesamowicie jest obserwować jak ludzie po kilkunastu latach funkcjonowania w konwencji budzą się i zaczynają brać odpowiedzialność za swoje życie. To jest magia, której nie doświadczałam w szkole podstawowej, bo dzieciaki w tym wieku nie są jeszcze tak zniszczone przez system jak licealiści. […] Tu zaczynają być sobą, czasami pierwszy raz dowiadując się kim tak naprawdę są. […]












