
13 lutego na portalu <mama:DU> zamieszczono obszerny tekst Alicji Cembrowskiej, zatytułowany „Produkcja ‚ludzi bez głosu’ to specjalność polskich szkół. A wszystko to zgodnie z prawem”. Oto jego wybrane fragmenty i link do całego artykułu:
Ostatnimi czasy dużo mówi się o polskiej szkole. I niestety nie są to rozmowy pozytywne, o tym, jak uczniowie się rozwijają i zdobywają wiedzę, a nauczyciele czerpią radość ze swojej pracy.
„Kilka” problemów szkolnych
Lista problemów jest długa. Nadmiar prac domowych, niskie wynagrodzenia nauczycieli, „podwójny rocznik”, brak miejsc, a w konsekwencji przemęczenie i frustracja dzieci i rodziców. To efekt reformy edukacji, w której, poza pomysłodawcami, niewielu zauważa plusy.
Do niechlubnego rankingu warto dopisać jeszcze jeden element, który nieśmiało, acz coraz wyraźniej, przebija się do świadomości zarówno nauczycieli, jak i dzieci. Statut szkoły, który jest „najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej. Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Statut stanowi inaczej”.
Te dwa zdania to polska szkoła w pigułce: nierespektowanie praw ucznia, naginanie ustaw i rozporządzeń, samowolka dyrektorów i nauczycieli – napisał Łukasz Korzeniowski, który prowadzi na Facebooku profil „Stowarzyszenie Umarłych Statutów”.
Autor artykułu, który opublikowano na stronie alternatywa.net.pl, zwrócił uwagę na strajk. Nie analizuje jednak czy działania nauczycieli są zasadne, czy niepotrzebne, nie ocenia i nie wyrokuje. Zadaje jedno pytanie, które zmusza do zastanowienia: „Czy uczniowie mogą strajkować?”. […]
Foto: Marcin Oliwa [www.dzienniklodzki.pl]
Czy w takich warunkach realizowania zajęć wf można zachęcać dzieci do sportu?
Dziś na stronie „Gazety Prawnej” zamieszczono artykuł Klary Klinger pt. „Nasze dzieci to słabeusze. Bo nie lubią WF-u”. Oto jego fragmenty, link do całości i linki do innych publikacji na ten temat:
[…] Próby wytrzymałości fizycznej nie pozostawiają złudzeń: sprawność dzieci spada na łeb na szyję. Oto kilka danych: 8 sekund – tylko tyle (średnio) udaje się dziś utrzymać w zwisie na drążku na ugiętych ramionach dziesięcioipółlatkowi. Jego rówieśnicy w 1979 r. wytrzymywali niemal trzy razy dłużej. Podobnie jest ze skokami w dal: średni skok wynosi 149 cm, w latach 80. zeszłego stulecia chłopcy skali o 10 cm dalej. To wyniki ogólnopolskiego badania zrealizowanego przez AWF. Początkowo, co dekadę, przeprowadzano je na próbie kilkuset tysięcy dzieci. Ostatnie z 2018 r. wykonano w ramach projektu Aktywne Szkoły Multisport w grupie niemal 10 tys. uczniów.
Wytrzymałość obniża się w każdej kolejnej edycji. – Dzięki tym pomiarom wiemy, że chłopcy badani w 1979 r. przeciętnie byli o 1,8 proc. sprawniejsi niż ich koledzy w 1999 r. I o prawie 4,5 proc. od rówieśników z 2009 r. Wydawać się może, że to stosunkowo niewielkie zmiany. Jeśli jednak ta tendencja spadkowa się utrzyma, to niebawem sprawność fizyczna nawet 60 proc. dzieci w Polsce może być na słabym lub bardzo słabym poziomie w odniesieniu do rezultatów z 1979 r. – tłumaczy dr Janusz Dobosz z Narodowego Centrum Badania Kondycji Fizycznej, AWF Warszawa. Przyznaje, że choć spadek był oczekiwany, to tempo jest zaskakujące. […]
Dzieci nie lubią zajęć wychowania fizycznego. Według nauczycieli w zajęciach nie bierze udziału nawet 20 proc. uczniów. A w tej grupie 22 proc. uczniów jest zwalnianych na prośbę rodziców, a 19 proc. świadomie unika zajęć WF-u. Główna przyczyna? Strach przed porażką. I to narastający w grupie starszych dzieci. – W klasach 4–8 ponad połowa dzieci nie podejmuje konkretnej aktywności fizycznej z powodu złej samooceny swoich umiejętności – mówi Jakub Kalinowski, prezes Fundacji V4Sport, który koordynował projekt.
Foto:www.juniorowo.pl
Aby uzasadnić wybór dzisiejszej lektury, najpierw, wybrane trochę na „chybił – trafił”, przywołujemy trzy artykuły, podejmujące problem agresji u dzieci.
„W klasie I publicznej szkoły podstawowej uczy się agresywny uczeń, który krzywdzi dzieci, bije nauczycieli. Co szkoła może zrobić w takiej sytuacji?” [O tym, że dziecko jest agresywne należy poinformować sąd]
„Coraz młodsi sprawcy kopią, maltretują w sposób wymyślny, kaleczą i demolują pomieszczenia. Szczególnie znęcają się nad rówieśnikami, osobami starszymi i niepełnosprawnymi.” [Dziecko agresywne – napastnik czy ofiara?, Zuzanna Brożek]
„Z doniesień prasowych wyłania się obraz młodzieży, której jedyną rozrywką i treścią życia wydaje się przekraczanie granic i krzywdzenie innych. Problem ten nie dotyczy, bynajmniej, tylko i wyłącznie jednego kręgu kulturowego. Skąd u dzieci bierze się nadmiar agresji?” [Dlaczego dzieci są agresywne?]
A teraz ad rem. Wczoraj na portalu JUNIOROWO, pod zakładką <Wychowanie i rozwój> zamieszczono artykuł zatytułowany „Agresja to sygnał emocjonalnego bólu – Joachim Bauer o źródłach agresji i przemocy”. Jego autorem jest Borys Bińkowski – doktor geograf, edukator i nauczyciel, którego zainteresowania naukowe dotyczą pogranicza psychologii, edukacji i „neuronauk”. Oto fragmenty tego tekstu:
Zrozumienie mechanizmu powstawania agresji jest szczególnie ważne dla rodziców, nauczycieli, pracodawców i innych osób „zarządzających” ludźmi. Zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Wyszydzanie, ocenianie, odtrącanie, pozbawianie pewności siebie czy komfortu popełniania błędu prowadzi do napięcia psychicznego, które nierzadko skutkuje pojawieniem się agresji. Często widzimy to w postaci przeniesienia agresji, np. wtedy gdy dziecko kłóci się z innym w szkole, po tym jak zostało „ocenione” przez swoich rodziców, albo wtedy gdy mąż wyżywa na swojej żonie frustracje spowodowane przez szefa w pracy. Takie osoby otrzymują łatkę niegrzecznych czy brutalnych, podczas gdy duża część ich zachowań jest automatyczna i wynika z wcześniejszych, przykrych doświadczeń.
Na internetowej stronie „Głosu Nauczycielskiego” zamieszczono dziś artykuł pt. „Religia w warszawskich szkołach tylko przed lub po lekcjach”. Oto jego fragmenty:
Dyrektorzy warszawskich szkół tworząc plany tygodniowych zajęć w przyszłym roku szkolnym powinni umieszczać zajęcia nieobowiązkowe, w tym religię, po lub przed zajęciami obowiązkowymi – zaapelowały do dyrektorów szkół władze Warszawy. […]
Foto:www.facebook.com
Renata Kaznowska – wiceprezydent Warszawy
„Zmuszanie dzieci do uczestnictwa w lekcjach religii wbrew woli rodziców lub w przypadku pełnoletniości uczniów – przez nich samych, jest niezgodne z prawem i niedopuszczalne. Jeżeli takie przypadki mają miejsce, powinny być zgłaszane przez rodziców do organu nadzoru pedagogicznego” – przypomniała Renata Kaznowska. [Wiceprezydent Warszawy] Co więcej, „umieszczanie symboli religijnych w placówkach oświatowych powinno być, co do zasady, związane jedynie z miejscami realizacji zajęć katechezy”.
To nie wszystko. W opinii władz stolicy, organizacja rekolekcji nie powinna się odbywać kosztem zajęć szkolnych. „Jako zajęcia nieobowiązkowe, w których nie uczestniczą wszyscy uczniowie, powinny one, co do zasady, odbywać się w terminach niekolidujących z zajęciami obowiązkowymi. Decyzje w sprawie szczegółowych rozwiązań organizacyjnych pozostawiane są dyrektorom szkół, którzy we współpracy z radą pedagogiczną i radą rodziców przyjmują konkretne rozwiązania” – czytamy w odpowiedzi na interpelację.
W związku z trudną sytuacją szkół średnich w Warszawie przygotowujących się na przyjęcie tzw. podwójnego rocznika, władze stolicy postanowiły ograniczyć na tym etapie edukacyjnym liczbę lekcji religii. „Dyrektorzy poinformowani zostaną też, że w przypadku trudnych warunków organizacyjnych i lokalowych w szkołach ponadpodstawowych mają możliwość zwrócenia się do kurii obu warszawskich diecezji o wyrażenie zgody na realizację lekcji religii w mniejszym tygodniowym wymiarze godzin (jedna godzina lekcyjna zamiast dwóch). Dyrektorzy zachęcani są również do organizowania zajęć łączonych dla uczniów z różnych oddziałów klasowych w przypadkach, gdy na religię uczęszcza w tych klasach mało uczniów” – przypomniała wiceprezydent Kaznowska. […]
Cały tekst „Religia w warszawskich szkołach tylko przed lub po lekcjach” – TUTAJ
Źródło: www.glos.pl
Komentarz redakcji:
Zastanawiamy się, czy za przykładem nowowybranych władz samorządowych Stolicy pójdą władze innych miast, powiatów i gmin?
Foto: www.zsgh.bytom.pl
Rafał Kapica
Dziś na portalu EDUNEWS znaleźliśmy pod zakładką <Szkoły i Uczelnie> artykuł Rafała Kapicy, zatytułowany „Feedback w klasie krokiem do zmian”. Przytaczamy ten tekst w całości:
Pięć lat studiów, setki godzin szkoleń, kilkanaście lat pracy w zawodzie nauczyciela – pewnie niejeden z nas ma już taki staż i doświadczenie, jak również wyrobione metody pracy i możliwe, że niejedno wypalenie zawodowe na koncie. Brak radości płynącej z wykonywania zawodu ma wiele przyczyn, a jedną z nich może być brak chęci wnoszenia nowych elementów do lekcji, czyli ich usprawniania, przez co popadamy w rutynę, która nas skutecznie wykańcza.
Uważamy często, że metody które stosujemy na lekcjach, jeśli są skuteczne,, nie wymagają zmian. Bo po co coś zmieniać jeśli coś się sprawdza? – pewnie wielu z nas tak twierdzi. Oczywiście nie ma konieczności rezygnacji ze sprawdzonych metod, ale usprawnienia, wnoszenie świeżości do lekcji powinny mieć miejsce i to dosyć często. Po co? Po to, aby praca sprawiała nam przyjemność i nie była jałowa. Pamiętajmy, że nasi uczniowie to już pokolenie Z oraz alfa, inaczej się uczą, inaczej odbierają świat. Świat realny i cyfrowy przenikają się nawzajem i uczniowie skutecznie potrafią w nich żyć. Metody, które stosujemy mogą więc być już dla nich przestarzałe, nieskuteczne.
Co zrobić, aby nasz warsztat ulepszyć, czyli wprowadzić w naszą pracę dużo świeżości?
Na pewno przyda nam się odwaga i otwartość do wprowadzania nowości. Aby zrobić to skutecznie, dobrze będzie, jeśli zasięgniemy opinii tych, na których najbardziej nam zależy – czyli naszych uczniów.
Jak taką ankietę przygotować?
Monika Sewastianowicz zamieściła na portalu Prawo.pl informację, zatytułowaną „Akcja maturzystów pokazała solidarność z osobami LGBT+”. Oto fragmenty tego tekstu:
Foto: www.dzienniknarodowy.pl
Maturzyści I SLO Bednarska podczas studniówki zatańczyli poloneza w parach jednopłciowych, aby okazać solidarność z osobami LGBT+. Uczniowie mają nadzieję, że dzięki ich inicjatywie, inne szkoły przychylnie będą podchodzić do udziału par nieheteroseksualnych w takich wydarzeniach jak studniówka.[…]
Choć maturzyści po raz pierwszy zdecydowali się przeprowadzić akcję na większą skalę, to sam fakt, że wśród par tańczących poloneza na studniówce zdarzały się pary jednopłciowe, w I SLO Bednarska nie był niczym nowym. Co niekoniecznie jest praktykowane w innych placówka. Jak mówili uczniowie odpowiadający za organizację akcji, wciąż zdarza się, że uczniowie, którzy chcą przyjść na studniówkę z partnerem lub partnerką tej samej płci narażają się na szykany. Zwłaszcza – jak tłumaczyli uczestnicy spotkania – gdy chodzi o dwóch mężczyzn.
Dyrektorka liceum Wanda Łuczak zapewniła, że nie obawia się o to, że prowadząc akcje na rzecz osób nieheteronormatywnych, naraża się na negatywną reakcje MEN i kuratoriów. A to, że nie są one specjalnie przychylne tego typu inicjatywom, pokazała reakcja na akcję „Tęczowy Piątek”. Według resortu oświaty w zaangażowanych szkołach doszło do naruszenia przepisów, bo nie wystąpiły one o zgody od rodziców uczniów. […]
Cały tekst „Akcja maturzystów pokazała solidarność z osobami LGBT+” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/
Film w reżyserii Michała Marczaka „Polonez równości” – TUTAJ
Na poniższy apel o pomoc trafiłem dzięki temu, że od czasu do czasu zaglądam na bloga prof. Śliwerskiego. I to tam dzisiaj dowiedziałem się, że 10 lutego, na blogu Myśli nieokrzesane belfra jednego, zamieszczony został taki oto tekst – przytaczam w całości:
Ludzie, potrzebna pomoc!
Tragedia, gdy giną ludzie, a jeszcze większa, gdy ginie dziecko. Gdy ginie wiele dzieci to szok i żal nie do opisania. Żal wszystkich, którzy je opłakują. Ale nękanie przez 15 lat człowieka, który w prawdzie przyczynił się do takiej tragedii, też nie jest w porządku.
16 lat wcześniej na rękach go noszono za to, że organizował ekstremalne sposoby spędzania wolnego czasu. Że zamienił taką sobie zwyczajną geografię w tyskim liceum, na pasje życiową wielu swych wychowanków. Że poświęcał swój prywatny czas i nie tylko czas, na realizację niezwykłych pomysłów. Nagrody same płynęły z rąk różnych władz. Gdyby i tym razem grupa przeszła cało, byłaby może kolejna nagroda Kuratora Oświaty. Drobny, jakże brzemienny w skutki błąd i giną ludzie. Wyrzuty sumienia do końca życia, zniszczona kariera, zszargane dobre imię i kilkanaście lat szarpania się z rodzicami. Rodzicami, którzy wiedzieli na co się zgadzają. Wiedzieli, że zimowa wyprawa w wysokie góry jest niebezpieczna. Musi być niebezpieczna. Fakt, można minimalizować niebezpieczeństwo na miejscu, ale nie można dawać gwarancji, że w zimie nic się nie stanie. To nie spacer do parku w biały dzień. Zabrakło rodzicom też wyobraźni? Zabrakło siły na rodzicielskie: NIE? To może oni też powinni zapłacić dzieląc się winą, a nie szarpać człowieka, który był wzorem nauczyciela i kimś niezwykle cenionym przez ich dzieci. Te aniołki, z piętnastoletnim dziś rajskim stażem, na pewno tego by nie chciały.
Nigdy nie poznałem osobiście tego gościa, chociaż pracował w sąsiedniej szkole. Ale miał też wpływ na mnie. Bo słysząc o tym jak działał i dla mnie w jakimś stopniu, był wzorem nauczyciela. Moje wycieczki rowerowe, czy górskie, to była mała namiastka tego co on robił. Moje zajęcia pozalekcyjne nie spotykały się z takim zainteresowaniem i aplauzem powszechnym jak jego. Ale wiem, jak to jest poświęcać swoje życie prywatne i cieszyć się, gdy praca jest równocześnie człowieka pasją. Czerpać z radości dzieci. Widzieć jak się rozwijają, nie tyle ucząc się regułek z lekcji, ale gdy kształtują swój charakter, pracowitość, altruizm, umiejętność współpracy i wiele innych cech, których trudno nauczyć z podręcznika. Wiem, że też czasem ryzykowałem i nadal ryzykuję. Rytuał chrztu radiowęzłowego chętnie sfilmowałaby TVN i pewnie zrobiłby aferę. Niejednemu wychowankowi powiedziałem gorzkie słowa, których wizytator by nie pochwalił. Zawsze na ulicy mógł nas potrącić jakiś samochód i pojawiłoby się pytanie: czemu to nie ja zginąłem? Ale tylko ten co nic nie robi, niczym nie ryzykuje. Dotychczas miałem szczęście. Od 15 lat miałem też większą świadomość tego czym ryzykuję, gdy pójdzie coś nie tak. Że wtedy niemal wszyscy się ode mnie odwrócą. Że moje kilkadziesiąt wyróżnień nic nie będzie warte. Tego nauczyłem się też za sprawą pana S.
Dziś, w poniedziałek 11 lutego br. minister Anna Zalewska podpisała „Deklarację na rzecz edukacji przyszłości”. Dokument to apel o podjęcie wspólnych działań na rzecz podniesienia jakości polskiej oświaty. Jest skierowany przede wszystkim do związków zawodowych, ale również samorządowców, nauczycieli i rodziców.
–To ważna deklaracja, bo koncentruje się wokół ucznia, koncentruje się wokół dziecka, wokół systemu edukacji, gdzie wiele podmiotów troszczy się, by dziecko było bezpieczne, by realizowało swoje konstytucyjne prawo do nauki – powiedziała szefowa MEN, przedstawiając założenia dokumentu. Jak zaznaczyła minister Anna Zalewska, deklaracja powstała, by podjąć wspólną pracę nad szeregiem wyzwań, jakie dotyczą systemu edukacji, a także podnieść jakość nauczania.
We wstępie do dokumentu czytamy: „Tym, którym leży na sercu dobro polskiej szkoły, proponuję podjęcie wspólnej pracy w ramach deklaracji na rzecz edukacji przyszłości. Wszystkie działania, które realizuje Rząd RP i Ministerstwo Edukacji Narodowej, służą podniesieniu jakości polskiej oświaty i są spełnieniem oczekiwań społeczeństwa” […]
Plik PDF z treścią Deklaracji… – TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
- Foto: www.facebook.com/danuta.sterna/
Danuta Sterna
- Dzisiaj zachęcamy do lektury tekstu Danuty Sterny – „Stopnie a sukces”. Znaleźliśmy go dzisiaj na portalu EDUNEWS. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji. Pogrubienia fragmentów tekstu – redakcja OE:
Rodzicom i uczniom wydaje się, że wysokie oceny z egzaminów gwarantują przyszły sukces dziecka. Jednak moim zdaniem oceny prawie nie mają wpływu na ten sukces. Przedstawię najpierw moje wątpliwości związane z egzaminami i stopniami, a potem podzielę się czterema warunkami potrzebnymi do osiągnięcia sukcesu.
Po pierwsze wyniki egzaminu nie są porównywalne między sobą. Oceny zależą od egzaminatorów i od roku, w którym egzamin ma miejsce. Nie da się porównać wyników egzaminów z różnych lat, gdyż poziom i jakoś tych egzaminów jest w każdym roku inna. Nie ma możliwości porównać ocen szkolnych pomiędzy szkołami, gdyż jeden uczeń może być oceniony różnie, przez różnych nauczycieli. Dlatego wysokie stopnie nie są wskaźnikiem wiedzy i zdobytych umiejętności przez ucznia. Wie o tym każdy pracodawca zatrudniający absolwenta szkoły.
Po drugie wiedza i umiejętności sprawdzane na egzaminie nie są tym, co pomaga osiągnąć życiowy sukces. W szkole nie uczymy tego, co przyda się w przyszłej pracy. To co naprawdę się przydaje to umiejętność współpracy, komunikacji, wyboru, analizy o oceny itp.
Z tym związane jest też trzecia kwestia – stopnie szkolne i egzaminacyjne nie przekładają się na umiejętności, które są wykorzystywane i potrzebne w dorosłym życiu.
Sukces nie zależy od uzyskiwanych w szkole stopni. Z mojego doświadczenia wynika, że nie można przewidzieć, jaka będzie kariera ucznia na podstawie wyników uzyskiwanych przez niego w szkole. Mam kontakt z wieloma moimi uczniami, którzy już pracują i prowadzą dorosłe życie. Mam zarówno przykłady uczniów, którzy nie osiągali wysokich wyników, a zrobili oszołamiające kariery, jak i tych, którzy mieli dobre stopnie i też mają udane życie zawodowe. Niestety, znam również przypadki porażek zarówno wśród uczniów z dobrymi wynikami, jak i ze słabymi.
Co w takim razie wpływa na satysfakcję i sukces zawodowy?
Przedstawię cztery warunki, które są konieczne do osiągnięcia sukcesu, korzystając z artykułu LaRae Qu: „4 things you need to know if you want to be successful”.
Miniony tydzień dostarczył mi kilka tematów, wobec których nie mogę przejść bez komentarza. Pierwszym wydarzeniem które nie powinno przejść bez echa jest prezydencka inicjatywa zaznaczenia 30-ej rocznicy rozpoczęcia obrad „Okrągłego Stołu”, a konkretnie komentarz do odbytej przy tej okazji debaty oksfordzkiej, która odbyła się 5 lutego w Pałacu Prezydenckim, w którym z tej okazji wystawiono ów historyczny mebel – okrągły stół z 1989 roku. W debacie uczestniczyli: uczniowie II LO im. K. I. Gałczyńskiego w Olsztynie, którzy bronili tezy, że „Obrady Okrągłego Stołu były jedynym pokojowym sposobem obalenia komunizmu w Polsce” oraz ich adwersarze – licealiści z I LO im. Skłodowskiej-Curie w Ostrzeszowie. Wszystko przebiegało godnie i adekwatnie do miejsca i patrona tego wydarzenia (nawet uczestniczący w nim Prezydent RP, który w 1989 roku miał 17 lat, wygłosił zdanie, że „Wspominam tamten czas jako bardzo ważny i w moim życiu, i – jestem o tym przekonany, nie mam żadnych wątpliwości – także w polskiej historii.”), do czasu, aż nie odezwał się doradca prezydenta – dr hab. prof. UMK Andrzej Zybertowicz. Oto jaką mądrością uraczył licealistów ów „certyfikowany habilitacją uczony”: „… do dziś wielu obserwatorów nie uświadamia sobie, jak głęboka prawda była w komentarzu Andrzeja Gwiazdy, który powiedział, że podczas obrad Okrągłego Stołu komuniści podzielili się władzą z własnymi agentami.”
Do owego wtorku nie myślałem, że ktoś kto jest socjologiem z wykształcenia, mającym także przygotowanie metodologiczne archiwisty, może być zdolny do wygłoszenia przed młodzieżowym audytorium takiej, niczym źródłowo nie uzasadnionej, filipiki! Ale przestałem się dziwić po przeczytaniu biografii pana doradcy, z której każdy może dowiedzieć się, że ten publikujący swe teksty w takich periodykach, jak: „W Sieci”, „Nasz Dziennik” i „Gazeta Polska” człowiek był także, ale dużo wcześniej, bo w grudniu 1980 roku, współautorem bardzo ideowego opracowania, zatytułowanego „Ostatnia szansa PZPR”. Tekst ten powstał jako owoc przemyśleń grupy ideowej młodzieży partyjnej, skupionej w Ośrodku Pracy Politycznej „Sigma”, działającym w ramach Komisji Konsultacyjno-Porozumiewawczej POP w Toruniu – należącej do tzw „struktur poziomych PZPR”. [Źródło: Salon24]
Nie mogę się powstrzymać przed zacytowaniem konkluzji owego opracowania: „Krajowi i klasie robotniczej potrzebna jest partia robotnicza. (…) Dziś najkrótsza ku temu droga, to odnowa PZPR.” Wiem, pisał to 26-latek, ale ważniejszą jest informacja, że kilka lat później, bo w1985 r., na UAM w Poznaniu, wtedy już 31-latek, obronił swą pracę doktorską, której temat jest świadectwem jego nadal trwającej fascynacji ideologią marksistowską: „Problem stosowania teorii materializmu historycznego we współczesnej historiografii polskiej”.
W zasadzie można by w tym miejscu zacytować Józefa Piłsudskiego: „Kto nie był socjalistą za młodu, ten na starość będzie skurwysynem”, gdyby nie to, że – obawiam się – reguła owa nie zawsze się sprawdza….
Drugim tematem, który także zasługuje na choć krótkie podjęcie, jest list Minister Anny Zalewskiej (MAZ), jaki wystosowała ona 8 lutego do nauczycieli i dyrektorów szkół, a tak naprawdę – komentarz do niego, jaki wczoraj zamieścił na swym blogu Jarosław Pytlak. Nie ma możliwości, aby go tutaj cytować – najpierw Szanowni Czytelnicy sami ten tekst przeczytajcie – TUTAJ









