Foto: www.highlab.pl

 

Przeglądając fb zwróciliśmy dziś uwagę na powyższe zdjęcie młodych ludzi ze smartfonami, kierujące do artykułu Piotra Cichosza, zatytułowanego „Australia: całkowity zakaz używania telefonów i tabletów w publicznych szkołach”. Choć został on zamieszczony na portalu highlab.pl 17 grudnia ub. roku, choć dziś wszystkie media przekazują z Australii wyłącznie informacje i obrazy o pożarowym armagedonie, uznaliśmy, że jednak zamieścimy jego fragmenty, link do pełnej wersji, ale także komentarz naszego dobrego znajomego – Tomasza Tokarza:

 

Uczniowie australijskich publicznych szkół od nowego roku szkolnego (2020/2021) przeżyją prawdziwy szok. Nie będą mogli korzystać z telefonów i tabletów. Wszystko to w ramach walki z uzależnieniem i rozpraszaniem się na lekcjach. […]

 

W praktyce będzie to wyglądało następująco:

 

-Uczniowie od przedszkola do klasy szóstej nie będą mogli posiadać telefonów komórkowych podczas całego pobytu w szkole.

-Uczniowie od klasy 7 do 12 muszą mieć wyłączone i schowane w taki sposób by nie korciły do sprawdzania np. co słychać na „fejsie”.

-Inteligentne urządzenia takie jak zegarki (wearables) muszą być włączony tryb samolotowy.

 

Wyjątkami będą uczniowie, których stan zdrowia wymaga szczególnej uwagi będą mogli korzystać z tych urządzeń. […]

 

Cały artykuł „Australia: całkowity zakaz używania telefonów i tabletów w publicznych szkołach”    –    TUTAJ

 

 

 

Pod tą informację pojawił się komentarz pewnej „fejsbukowiczki”:

 

Też jestem za tym pomysłem!!! Głównie z powodów społecznych. Żeby ocalić w szkole wartość bezpośredniego kontaktu z człowiekiem.

 

 

Pod nim dołączył swój komentarz Tomasz Tokarz:

 

a co jest złego w rozmowach o grach i wirtualnym świecie? Każdy rozmawia o tym, co lubi. Znowu dorośli chcą wyznaczać młodym o czym mają rozmawiać w wolnym czasie. Już czas na lekcji nie wystarcza. Jeszcze im przerwy zagospodarujcie tematami i to najlepiej treściami z podstawy programowej.

Jak im zakażacie już korzystania z komórek to oni się tak po prostu zainteresują książkami i podróżami?

Tym się chłopcy standardowo interesowali 20, 30 lat temu, jak nie było komórek?”

 

Już na swoim profilu Tomasz Tokarz zamieścił po godzinie następujący tekst:

 

Czytaj dalej »



Inspiracją do podjęcia w dzisiejszym felietonie problemu izb nauczycielskich był wtorkowy materiał, zaczerpnięty ze strony projektu „Wszystko Co Najważniejsze”, w którym przybliżyłem Czytelnikom OE tekst Jarosława Kordzińskiego, zatytułowany „Co dalej, nauczyciele?”. To w nim jego autor podjął temat inicjatywy grupy nauczycieli, skupionych wokół ruchu „JaNauczyciel” powołania nowego związku zawodowego i wiarygodnej oraz skutecznej reprezentacji społeczności nauczycielskiej, działającej jako Izba Nauczycielska.

 

Jako „zaczyn” dla moich refleksji przytoczę ponownie fragmenty tamtego tekstu Jarosława Kordzińskiego:

 

Od dłuższego czasu obserwuję w internecie aktywność grupy promującej się jako ruch „młodych” nauczycieli. Podważają wszystko, z czym się nie zgadzają albo z czym się nie utożsamiają. Związek Nauczycielstwa Polskiego, Kartę Nauczyciela, dorobek administracji rządowej z początku wieku, którego pozytywne skutki wciąż jeszcze są widoczne. […]

 

Problem polega na tym, że zarówno tego typu zachowanie nie przynosi niczego nowego, ale też, jak się wydaje, tego typu działania nie mają na celu doprowadzić do jakiejkolwiek zmiany. Są reaktywne. Czy warto więc zgadzać się na ubezwłasnowolnienie w imię pustych idei, które poza promocją kilku krzykaczy, w gruncie rzeczy nie niosą sobą niczego nowego?”

 

Muszę, niestety, zacząć od zdystansowania się od arbitralnego tonu tej wypowiedzi, a przede wszystkim wobec zastąpienia rzetelnych informacji o inicjatorach owego ruchu i ich dziele inwektywami i uogólnieniami o charakterze sloganów. Jednak po takim zastrzeżeniu zamierzam „brnąć” w temat dalej, zawężając go do projektu powołania izb nauczycielskich.

 

Dla porządku przypomnę jeszcze, że temat izb nauczycielskich po raz pierwszy pojawił się na stronie OE 13 września 2019 roku w materiale, zatytułowanym „Czy powstaną Izby Nauczycielskie, jako formuła samorządu tego środowiska?” Przywołałem wówczas tekst z 2000 roku, zamieszczony na portalu „Edukacja-Internet-Dialog”, w którym zawarta był informacja, iż idea powołania zawodowego samorządu nauczycieli pojawiła się na początku lat 80-ych, wraz z wizją Samorządnej Rzeczypospolitej, zawartej w Programie NSZZ „Solidarność” uchwalonym przez I Krajowy Zjazd Delegatów. Trudno w tym tekście dopatrywać się konkretnych propozycji izb nauczycielskich – raczej zawarta tam ogólna idea samorządności społecznych i zawodowych społeczności powróciła w czasie „po przełomie” jako postulat, który w nowej rzeczywistości politycznej wkrótce utracił poparcie NSZZ „Solidarność”. Napisano o tym w przywołanym wyżej artykule, zatytułowanym „Czy powstaną Izby Nauczycielskie, jako formuła samorządu tego środowiska?”:

 

1991-1992, kiedy to przy Krajowej Sekcji Oświaty Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” powołano Krajowy Zespół do spraw Izb Nauczycielskich. […] Efektem prac tego zespołu było opracowanie projektu Ustawy o samorządzie nauczycieli,[…] Niestety, usytuowanie tego zespołu w strukturach związkowych doprowadziło 27.11.1992 r. do jego likwidacji, wówczas to działacze związkowi odczytali kreowane w projekcie zadania jako zagrażające bytowi i realnym wpływom na środowisko ich organizacji pracowniczej.

 

Od tej pory zespół ten mógł już pracować jedynie poza strukturami NSZZ „Solidarność”, organizując na Uniwersytecie Warszawskim jeszcze w listopadzie 1993 r. III Krajowy Kongres na temat etyki nauczycielskiej. Na dalszy plan zeszła jednak praca nad zainteresowaniem pedagogów ideą, potrzebą czy wartością tworzenia samorządów nauczycielskich. Ponownie powróciła ona w publicznej debacie w marcu 1997 r., kiedy to z inicjatywy Zespołu ds. Samorządności przy Fundacji Instytutu Lecha Wałęsy zostało zorganizowane ogólnopolskie seminarium w Łodzi, mające na celu przygotowanie projektu Ustawy o samorządzie zawodowym nauczycieli dla Akcji Wyborczej ‚Solidarność’ ”  .[Źródło: www.edukacjaidialog.pl]

 

Jeśli jesteśmy w Łodzi, to nie mogę nie wspomnieć o wielkim zwolenniku i promotorze idei izb nauczycielskich – o profesorze Bogusławie Śliwerskim. Od lat w licznych wystąpieniach i publikacjach opowiada się on za zdecydowanym ograniczeniem wpływów państwa (czytaj – polityków) na edukację i za oddaniem jej samorządnym strukturom społeczności lokalnych (rady szkoły) i nauczycieli, czyli izbom nauczycielskim. Te ostatnie miałyby stać, podobnie do izb lekarskiej czy adwokackiej, na straży nauczycielskiej etyki zawodowej. Jako aktualny przykład tych poglądów może służyć wywiad, jakiego udzielił Monice Odrobińskiej, który 10 września, opatrzony tytułem „Kto wesprze nauczycieli? opublikował portal idziemy.pl. Oto fragment zapisu tej rozmowy:

 

Czytaj dalej »



Nie wiemy jak to się stało, że 2 grudnia zamieściliśmy tekst: „Katarzyna Hall o IV Forum Edukacji Realnej w Białymstoku, i nie tylko…”, zaś 3 grudniaJoanna Krzemińska o krytycyzmie nauczycieli wobec błędów nauczycieli.”, a nie tekst Witolda Kołodziejczyka, zatytułowany „Od zmiany przekonań do autentycznej transformacji”, który na prowadzonym przez niego blogu „Edukacja przyszłości” został opatrzony datą 30 listopada 2019 roku.

 

 

Redakcja zaręcza, że śledziliśmy systematycznie strony naszych ulubionych autorów i NIEMOŻLIWA jest sytuacja, iżby ten tekst został przeoczony*…

 

Tym bardziej śpieszymy, odkrywszy go przedwczoraj, z jego udostępnieniem. Oczywiście – przytaczając fragmenty i podając link do pełnej wersji:

 

 

Od zmiany przekonań do autentycznej transformacji

 

Kluczem przeprowadzenia w naszych szkołach skutecznej zmiany, jest odpowiedź na pytanie: po co i co chcemy osiągnąć? Obserwując gonitwę za coraz to nowymi programami, szkoleniami, pomysłami na metody pracy, czy poszukiwanie „cudownych” rozwiązać, zastanawiam się, w jaki sposób wdrożone programy służą autentycznej transformacji środowiska edukacyjnego, zmiany roli i funkcji nauczyciela oraz wykorzystania skutecznych form aktywności uczniów. To najczęściej incydentalne i niespójne działanie. Brak jest odniesienia do jasnej koncepcji wychowawczej, czytelnej podstawy dla działań dydaktycznych i znajomości odpowiedzi na pytanie, co łączy te aktywności, jaką one pełnią funkcję, wokół jakiej kluczowej idei organizowane są uczniowskie doświadczenia?

 

Nie dostrzegam ani systemowych działań, ani spójnej koncepcji osadzonej w czytelnej kulturze organizacyjnej, która wyznacza codzienne wybory dotyczące strategii rozwoju i doskonalenia nauczycieli. Trudno szukać jasno określonych wartości dla różnorodnych szkolnych działań. Nie widzę też integralnej sieci oddziaływań dydaktyczno-wychowawczych, które służyłyby budowaniu edukacji nastawianej na wspieranie ucznia w rozwijaniu własnego potencjału, talentów, osobistej siły i charakteru. Decydentom trudno czasem zrozumieć, że to nie kolejne – często przypadkowe – szkolenia, rozwiązania technologiczne, aplikacje, czy programy – nawet najbardziej genialne – zmieniają szkoły, ale ludzie. To od nich zaczyna się każda zmiana. Jej początkiem jest pojedynczy człowiek. Żadne szkolenie nie pomoże, jeżeli nie zbudujemy w sobie i w innych zrozumienia powodu oraz potrzeby wdrożenia najmniejszej choćby zmiany. Nie jest ważne, ile będzie szkoleń doskonalących nasze umiejętności, jeżeli nie uświadomimy w sobie, że zaangażowanie zależy od stopnia utożsamienia się z celami organizacji i zrozumienia ich sensu. To od zmiany przekonań, a nie zachowań rozpoczyna się proces budowania postulowanych postaw. Stąd podstawą jest znajomość misji i powszechne podzielanie jej przez całą szkolną społeczność oraz świadomość wizji, jako celu naszej aktywności. Początkiem jakiejkolwiek decyzji o zmianie jest odpowiedź na pytanie, w jaki sposób nasze działania pomogą w realizacji naszych założeń. […]

 

Od naszych osobistych przekonań, wyznawanych wartości, czy motywacji zależy sukces wprowadzanych zmian. Nie udadzą się one bez zaufania. […]

 

 

Czytaj dalej »



Sylwestrowa atmosfera minionych dni nie sprzyjała zamieszczaniu tekstów, które wywoływać mogą refleksje – dalekie od optymistycznych. Dlatego dopiero dzisiaj zamieszczamy post (datowany 28 grudnia 2019), z bloga Jarosława Pytlaka, zatytułowany „Co nasi uczniowie myślą o szkole?”. Tekst wzbogaciliśmy fragmentami raportu TIMSS. Pogrubienia w cytowanym poście – redakcja OE:

 

 

Co nasi uczniowie myślą o szkole?

 

Nawet laicy interesujący się choć trochę życiem społecznym kojarzą dzisiaj międzynarodowe badania edukacyjne PISA, które w swojej ostatniej edycji wykazały, że polscy uczniowie z („wygaszanych” akurat) gimnazjów bardzo dobrze wypadają na tle swoich rówieśników z całego świata pod względem umiejętności matematycznych, czytania ze zrozumieniem oraz w zakresie nauk przyrodniczych. Część owych laików wie nawet, że to samo badanie wskazało na relatywnie bardzo niską satysfakcję uczniów ze szkoły i ich małe poczucie bezpieczeństwa, co jakoś umknęło większości komentatorów. Mamy problem, choć w dobrym towarzystwie innych nacji, odnotowujących w badaniu PISA równie wysokie wyniki.

 

Z kolei zapewne tylko specjaliści kojarzą inne międzynarodowe badanie, o nazwie TIMSS, o zbliżonym charakterze, ale adresowane do uczniów dziesięcioletnich. W najnowszych dostępnych wynikach, z roku 2015 (kolejne pojawią się w 2020) – raport TUTAJ polskie dzieci uplasowały się w górnej połowie stawki zarówno pod względem osiągnięć matematycznych, jak przyrodniczych, z wynikami wysoko ponad średnią wzorcową. Jednak analogia z badaniami PISA idzie dalej, również w niekorzystnym kierunku. Otóż TIMSS zawiera, między innymi, pewną formę pomiaru postawy dzieci wobec szkoły. I w tym zakresie polscy dziesięciolatkowie uplasowali się na miejscu trzecim… od końca, a zarazem ostatnim w Europie!

 

 

Wspomniany pomiar bazuje na deklarowanym przez respondentów stopniu akceptacji siedmiu prostych stwierdzeń:

Czytaj dalej »



Na stronie projektu „Wszystko Co Najważniejsze” zamieszczono 28 grudnia 2019 roku tekst Jarosława Kordzińskiego (trener coach, mediator, szkoleniowiec, autor tekstów z zakresu zarządzania oświatą, organizacji procesu edukacyjnego i psychologii pozytywnej), zatytułowany „Co dalej, nauczyciele?”.

 

Foto: screen z filmu [www.youtube.com]

 

Jarosław Kordziński podczas wykładu „Uczymy dla przyszłości”, wygłoszonego 20 września 2014 na Kongresie Edukacyjnym Nauczycieli Edukacji Wczesnoszkolnej (Uniwersytet Gdański)

 

 

Dla rozbudzenia ciekawości, aby zmotywować Was do „kliknięcia” w link, zamieszczamy jedynie jego lead i jeden, wybrany, fragment tekstu:

 

Ostatnie miesiące w środowisku oświatowym spowodowało wiele dyskusji o potrzebie zmiany rzeczywistości, w której przychodzi pracować nauczycielom. Pojawił się koncept powołania nowego związku zawodowego i wiarygodnej oraz skutecznej reprezentacji działającej jako Izba Nauczycielska. Strajk się co prawda nie udał, próby oporu wobec władzy posiłkujące się ideologią non violence również. Trzeba coś zmienić! – pisze Jarosław KORDZIŃSKI.[…]

 

Od dłuższego czasu obserwuję w internecie aktywność grupy promującej się jako ruch „młodych” nauczycieli. Podważają wszystko, z czym się nie zgadzają albo z czym się nie utożsamiają. Związek Nauczycielstwa Polskiego, Kartę Nauczyciela, dorobek administracji rządowej z początku wieku, którego pozytywne skutki wciąż jeszcze są widoczne. To łatwe. Szczególnie łatwe, kiedy podobne poglądy reprezentują rządowe media, aktualna władza i współpracująca z nią NSZZ Solidarność. To komfortowa sytuacja nawoływać do zmiany, w tak bezpiecznych dla siebie warunkach. Problem polega na tym, że zarówno tego typu zachowanie nie przynosi niczego nowego. Ale też, jak się wydaje, tego typu działania nie mają na celu doprowadzić do jakiejkolwiek zmiany. Są reaktywne. Czy warto więc zgadzać się na ubezwłasnowolnienie w imię pustych idei, które poza promocją kilku krzykaczy, w gruncie rzeczy nie niosą sobą niczego nowego? […]

 

 

Cały artykuł „Co dalej, nauczyciele?”  –  TUTAJ

 

Inne teksty Jarosława Kordzińskiego   – TUTAJ



Foto:www.google.com

 

Do Koleżanek i Kolegów Dyrektorów i Nauczycieli

polskich szkół, przedszkoli i innych placówek oświatowych:

 

Bardzo trudno dziś składać realne życzenia,

Gdy sprawcza siła spełnień nadal się nie zmienia.

Cóż z tego, że napiszę: „Podwyżek znaczących”,

Kuratorów oświaty ‚nowe’ wspierających”,

Wyrzucenia na śmietnik podstaw programowych”,

Lub „Rodziców na szkoły bez ocen gotowych”.

 

Dlatego, pomny życzeń składanych przed rokiem,

Pole tak ryzykowne dziś ominę bokiem:

 

Życzę wiary w siebie, w sens belferskiej pracy,

Sił, by walczyć o swoje – nic nie ma „na tacy”.

Zdrowia! Potrzebuje go wszak każdy człowiek.

I niechaj Was codziennie wspierają uczniowie…

 

                                                   Włodzisław Kuzitowicz



29 grudnia na swym fejsbukowm profilu Tomasz Tokarz zamieścił metaforyczną refleksje o naszym systemie szkolnym, którą uznaliśmy za bardzo dobrą „kropkę nad i” naszych „tekstów o edukacji z innych źródeł”. Zamieszczamy ten post bez żadnych skrótów:

 

Foto: www.pl.depositphotos.com

 

 

Myśląc o szkole nasuwa mi się metafora drogi…

 

Myśląc o szkole nasuwa mi się metafora drogi. Dobrze jeśli rzeczywiście służy jej użytkownikom, jeśli prowadzi do miejsc, do których chcą dotrzeć, pomaga osiągać cele, jakie sobie założyli. Jeśli pozwala na szybkie i wygodne podróżowanie.

 

Mam jednak wrażenie, że w Polsce od wielu lat trwa remontowanie starej drogi, zbudowanej jeszcze w XIX w. Kiedyś była nowoczesna i funkcjonalna. Doskonale nadawała się dla wozów drabiniastych.

 

Jednak dziś warunki się zmieniły. Dziś jest niekomfortowa i niepraktyczna. Prowadzi do miejsc, które straciły już znaczenie. Dla współczesnych pojazdów trasa jest udręką. Trzeba ludzi zmuszać, by nią jeździli. I wciąż kontrolować. Kosztuje to mnóstwo pieniędzy i energii. Reformatorzy drogowi wciąż wprowadzają jakieś zmiany. Najpopularniejszym rozwiązaniem jest dzielenie trasy na nowe odcinki. Zmieniają też co jakiś czas zasady poruszania. Stawiają nowe znaki. Przemalowywane są krawężniki i łatane dziury. Sadzone są kolorowe drzewa na poboczu, by ładniej wyglądało. Na niektórych pasach montowane są radary w nowej technologii (nadajnik wifi i nowoczesny wyświetlacz), co ma stanowić dowód na innowacyjność.

 

Urzędnicy wyznaczeni do kontroli drogi są przeciążeni – muszą wypełniać wciąż nowe papiery, rejestrujące szybkość i efektywność poruszania się po drodze. Ponieważ ogromnie dużo środków idzie na wytyczanie nowych odcinków i wymyślanie kryteriów pomiaru brakuje pieniędzy na odpowiednie wynagradzanie samych mierniczych. Ci są zmęczeni narzekaniami kierowców, którzy swój gniew kierują w stronę osób, z którymi mają bezpośredni kontakt.

 

Nic dziwnego, że wśród nadzorców ruchu pojawiają się opinie typu: „trzeba zwiększyć dyscyplinę, by kierowcy mniej narzekali na drogę i bardziej szanowali strażników”. Ci mniej autorytarnie nastawieni odpowiadają: „a może zamiast kar za zbaczanie, dawać nagrody za cierpliwe jeżdżenie!”, „może wprowadzić jakieś elementy gier, by zachęcić kierowców do bardziej posłusznego poruszania się”.

 

Czytaj dalej »



To ostatnia w tym 2019. roku niedziela, ostatni tegoroczny felieton. Tradycja nakazuje, abym pokusił się o moje refleksyjne podsumowanie tego – dla mnie jubileuszowego, bo obchodziłem 75. urodziny – roku. Ale nie to było na tyle ważnym wydarzeniem, aby o nim teraz pisać. Pamiętając o tym, że czytać to będą osoby, które zaglądają na tę stronę z powodów podejmowanej tu problematyki – będzie to moja wersja rocznego résumé wydarzeń, które miały jakiś (mniejszy lub większy) wpływ na nasze edukacyjne podwórko.

 

Jeszcze przed dokonaniem chronologicznego przeglądu wydarzeń wiedziałem jedno: zacznę od oświatowych skutków wyboru nowych europosłów. Nomen omen – w Dzień Matki – 26 maja odbyły się, już po raz czwarty, wybory do Parlamentu Europejskiego. To, że najwięcej głosów oddano w nich na kandydatów PiS nie jest tu najważniejszą informacją. Najbardziej istotną, przynajmniej w dniu ogłoszenia oficjalnych wyników głosowania, była informacja, że jedną z nowowybranych europosłanek została dotychczasowa minister edukacji Anna Zalewska. W okręgu 12. (woj, dolnośląskie i opolskie) oddano na nią 168 337 głosów.

 

Od tego momentu zaczęły się, już nie hipotetyczne jak przedtem, zgadywanki kto ją zastąpi w gmachu przy al. Szucha 25. Było sporo „przecieków z dobrze poinformowanych źródeł”, aż wszystko stało się jasne 4 czerwca, kiedy to Prezydent RP powołał Dariusza Piontkowskiego na urząd Ministra Edukacji Narodowej. Dziś mogę to skomentować jednym zdaniem: Jeśli ktoś miał nadzieje na zmiany, to się srodze zawiódł; ta zmiana personalna nie pociągnęła za sobą zmian merytorycznych, czy zwłaszcza systemowych, na lepsze. W mojej ocenie – w wielu aspektach raczej na gorsze. I do dziś nie żałuje, że informację o powołaniu nowego ministra edukacji zatytułowałem „Zamienił stryjek siekierę na kijek”.

 

O jesiennych wyborach do polskiego parlamentu nie ma powodu wspominać – dla polskich nauczycieli, uczniów i ich rodziców nie przyniosły one nic nowego.

 

Czytaj dalej »



Dzięki „Portalowi Samorządowemu”, na którym 27 grudnia zamieszczono informację: System egzaminów zewnętrznych wciąż szwankuje. NIK najgorzej ocenił banki zadań i e-ocenianie trafiliśmy do jej źródła, czyli na stronę Najwyższej Izby Kontroli i odnaleźliśmy tam komunikat, zatytułowany „NIK o systemie egzaminów zewnętrznych: jest lepiej, ale konieczne są dalsze usprawnienia”. Oto jego początkowe fragmenty (Podkreślenia i pogrubienia w tekście – redakcja OE):

 

W odpowiedzi na wyniki kontroli NIK z 2014 r. Centralna Komisja Egzaminacyjna podjęła działania, które przyczyniły się do usprawnienia systemu egzaminów zewnętrznych. Od 2015 r. wdrożono jednolitą procedurę wglądu do arkuszy egzaminacyjnych i weryfikacji prac uczniów, a od 2016 r. wprowadzany jest nowy sposób przygotowania arkuszy egzaminacyjnych. Jednak nadal nie funkcjonuje mechanizm pozwalający na porównywanie wyników egzaminów, brakuje też zasady weryfikacji wszystkich arkuszy egzaminacyjnych sprawdzonych w danej sesji przez egzaminatora, który błędnie sprawdził pracę. Fiaskiem okazały się dwa projekty, na które wydatkowano z budżetu państwa ponad 57 mln zł: e-ocenianie i banki zadań. […]

 

 Źródło: www.nik.gov.pl

 

 

System egzaminów zewnętrznych w oświacie w 2014 r. był już przedmiotem kontroli NIK, której główne ustalenia wskazywały na liczne słabości systemu. Po kontroli NIK w 2014 r. Centralna Komisja Egzaminacyjna podjęła działania na rzecz poprawy działania systemu egzaminów zewnętrznych. Np. w 2015 r. wdrożono jednolitą procedurę wglądu do arkuszy egzaminacyjnych i weryfikacji prac uczniów, a rok później wprowadzono trzyletni cykl przygotowania arkuszy egzaminacyjnych z przedmiotów ogólnokształcących z podwójnym próbnym zastosowaniem zadań (standaryzacją). Ponadto w ocenianiu zadań otwartych Komisja zrezygnowała z podejścia analitycznego (opartego o ściśle określone kryteria) na rzecz holistycznego (bardziej elastycznego oceniania przez egzaminatora, uwzględniającego możliwość różnych podejść do rozwiązania zadania  przez ucznia). Ponadto rozszerzono zakres dostosowania arkuszy do potrzeb uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Uregulowano też prawnie kwestię wglądu zdających w ocenione arkusze, m.in. umożliwiając zdającemu robienie notatek i zdjęć swojej pracy podczas wglądu. Poza tym w sytuacji wystąpienia przez zdającego z wnioskiem o weryfikację wyniku egzaminu, dyrektor okręgowej komisji egzaminacyjnej (oke) został zobowiązany do wyznaczenia do weryfikacji pracy innego egzaminatora niż ten, który sprawdzał i oceniał pracę. Wprowadzono też możliwość odwołania się osób przystępujących do egzaminu maturalnego oraz egzaminu potwierdzającego kwalifikacje w zawodzie od ustalonego przez dyrektora oke wyniku weryfikacji sumy punktów z egzaminu do Komisji Arbitrażu Egzaminacyjnego.

 

NIK docenia skuteczność działań Komisji związanych z przygotowaniem koncepcji egzaminu ósmoklasisty, informatorów i arkuszy egzaminu próbnego, tym bardziej, że były one podejmowane w okresie dynamicznych zmian w oświacie.

 

Jednak system egzaminów zewnętrznych nie jest nadal w pełni sprawny.

 

Czytaj dalej »



Przykro nam, ale musimy brutalnie przerwać świąteczną idyllę „kochajmy się”. Oto informacja, która nie mogła być niezauważona przez „Obserwatorium Edukacji”:

 

Pensje w Polsce różnią się bardzo w zależności od branży. Co ciekawe nie dotyczy to wyłącznie doświadczonych pracowników, ale również osób bez żadnego stażu. Już wysokość pierwszej pensji może różnić się ponad dwukrotnie. Dzięki uprzejmości firmy Sedlak & Sedlak oraz portalu Wynagrodzenia.pl porównaliśmy dane o pensjach na początku pracy na kilkunastu popularnych stanowiskach. Zobacz, kto zarabia najlepiej:”

 

Źródło:www.fakt.pl

 

 

Powyższe informacje pochodzą z portalu FAKT24 i zostały tam zamieszczone 26 grudnia 2019 roku w materiale, zatytułowanym „Nauczyciel ma gorzej od kasjera! Mamy najnowsze dane o zarobkach Polaków”.

 

 

Źródło:www.fakt.pl

 

 

Komentarz redakcji:

Już tow. Władimir Iljicz Uljanow (Lenin) stwierdził, że „państwo policyjne to państwo, w którym policjant zarabia więcej od nauczyciela.” [WK]