
To pierwszy felieton pisany w „stanie epidemii”, ogłoszonym Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dn. 20.03.2020. Ciekawe, że w rozdziale 4. tego aktu prawnego, zatytułowanym „Ograniczenia funkcjonowania określonych instytucji lub zakładów pracy”, a konkretnie w § 6. w którym podane są podmioty, w których w okresie o którym mowa w § 1, ustanawia się czasowe ograniczenie, nie wymieniono szkół ani przedszkoli. Nie znalazły się tam także szkoły wyższe. Po krótkiej chwili zastanowienia uznałem, że to kolejny dowód na to, iż w oczach naszych prawodawców placówki oświatowe traktowane są jako instytucje, które nie mogą zostać potraktowane na równi ze sklepami, kinami czy nawet teatrami. Edukacja działa na specjalnych prawach. Bo instytucjom kultury nie pomogło nawet to, że ich minister ma rangę wicepremiera.
Od razu poczułem się, w imieniu wszystkich koleżanek i kolegów nauczycieli, dowartościowany.
Ale wróćmy do felietonu. O czym to dzisiaj należałoby napisać? Po szybkim przeglądzie tematów minionego tygodnia wybrałem temat, który pojawił się w wywiadzie Slawomira Broniarza, a który nie został tam szerzej rozwinięty. Prezes ZNP w rozmowie z dziennikarzem Radia TOK FM powiedział: „Szkoła powinna w krótkim czasie zorientować się, kto może, a kto nie może mieć dostęp do łączy zarówno po stronie nauczycieli jak i uczniów.”. Co ciekawe – ma świadomość tej bardzo zróżnicowanej sytuacji także minister Piontkowski, który na konferencji prasowej 20 marca powiedział:„Trzeba brać pod uwagę, że nie każdy uczeń ma dostęp do szybkiego internetu, czy nie zawsze ma najnowszy komputer”.
Ale nawet świadomość takich sytuacji nie wpłynęła nastanowisko ministra edukacji, który – choć szkoły do 14 kwietnia będą zamknięte, więc „klasyczna” dydaktyka szkolna nie jest prowadzona już od 12 marca – nadal podtrzymuje pogląd, że nic nie zagraża terminom egzaminów maturalnych, także egzaminów dla ósmoklasistów, które zgodnie z organizacją roku szkolnego 2019/2020 mają odbyć się w dniach 21 – 23 kwietnia.
Zanim podzielę się z Wami moimi przemyśleniami na ten temat, zaproponuję lekturę tekstu Joanny Cieśli „’Radźcie sobie w szkołach sami’. MEN gra na czas”, który wczoraj zamieszczono na portalu tygodnika „Polityka”. Są tam zebrane wszystkie problemy, wątpliwości i sugestie, jakie w ostatnim czasie można było usłyszeć i przeczytać w innych źródłach na temat sytuacji dyrektorów szkół, nauczycieli, uczniów i ich rodziców wobec zbliżających się nieuchronnie terminów egzaminów, przy – jak dotąd – konsekwentnie powtarzanym stanowisku MEN, że są one, rzekomo, niezagrożone.
To teraz 5 minut lektury tekstu „’Radźcie sobie w szkołach sami’. MEN gra na czas” – TUTAJ
Cóż jeszcze do tego mogę dodać?
Niewiele… Może tylko to, że rządzący NASZYM krajem, w tym polską edukacją, nadal grają w lotto z epidemią i liczą na główną wygrana w majowych wyborach prezydenckich (bo przecież „ich” elektorat nie boi się jakiegoś wirusa i stawi się karnie w lokalach wyborczych), której to gry ofiarami mogą stać się przede wszystkim uczniowie klas ósmych i maturzyści oraz ich rodzice. Bo – moim zdaniem – to właśnie z powodu zbieżności terminu tych wyborów (11 maja) z terminami pisemnych egzaminów maturalnych (począwszy od 4 maja, codziennie, aż do 21 maja) władza niezłomnie twierdzi, że są one niezagrożone! No bo jakby to wyglądało, gdyby odwołać maturę, a kazać ludziom iść do wyborów.
Foto: www.edunews.pl
Wczoraj, na portalu EDUNEWS, zamieszczono artykuł Sylwii Żmijewskiej–Kwiręg, która jest dyrektorem programowym w Centrum Edukacji Obywatelskiej, ale której tekst „Rodzica doświadczenia z czasowej edukacji domowej” – jak to zadeklarowała w tytule – napisany jest z punktu widzenia tej właśnie roli. Zamieściliśmy ten tekst w całości – wycięcie choćby kilku fragmentów byłoby przestępstwem. Pogrubienia fragmentów tekstu – redakcja OE:
Dziś piszę jako rodzic. Jak pewnie wielu i wiele z nas pracuję zdalnie (pełny etat), tym razem mąż jest na tzw. zasiłku opiekuńczym (przy dwulatku praca dwojga rodziców jest raczej niemożliwa), a dwójka nastolatków miota się między obowiązkami szkolnymi i domowymi a cudownie rozmnożonym wolnym czasem…
Za nami kolejny dzień, w którym na nowo uczymy się zarządzać domową przestrzenią (wydawało się, że całkiem sporą), zasobami (do tej pory nie narzekaliśmy), czasem (zawsze było go za mało na bycie razem) i… emocjami. Nie napiszę nic odkrywczego – nie jest to łatwe.
Nasze codzienne wyzwania: W którym pokoju odbywa się praca własna dzieci i zdalna – dorosłych? Jak podzielić się komputerem, by każdy mógł zrealizować postawione przed nami zadania? Jak dawać nieustannie dzieciom uwagę, a jednocześnie prowadzić zdalną rozmowę, pisać artykuł, wysyłać „bardzo ważny email”? Kiedy odpowiadać na pytania córki o czasownik niedokonany lub wytłumaczyć zadanie z matematyki? I co odpowiedzieć na bardziej skomplikowane pytanie ósmoklasisty z fizyki czy chemii? Jak zresetować tatę, który po kilku godzinach zabawy z dwulatkiem ma zwyczajnie dość? Co zrobić, gdy słyszysz za ścianą „Gdzie, mama, moja…?”
To nie skarga, tylko relacja z domu, który przestawia się wciąż na niecodzienny tryb. Opisuję ją, by uwolnić nas wszystkich (w tym siebie, jako rodzica) od myślenia, że da się przełożyć jeden do jednego czas do tej pory spędzany w szkole na czas edukacji zdalnej; że wystarczy zaplanować jak najwięcej typowych zadań szkolnych, a nawet nie zauważymy, że przez kilkanaście dni nie było nas w szkole; że uda się nauczycielom poprzez zadania online zmobilizować dzieci do siedzenia nad książką przy domowym biurku dłużej niż dwie godziny dziennie; że oto w trzy dni nauczymy nasze dzieci korzystać świadomie z bogactwa Internetu; że w mig nauczymy ich współpracować online na szkolnych, nie towarzyskich zasadach.
Nie da się. I nie musi. Możemy już zrobić bilans zysków i strat (zwłaszcza jeśli potrwa to dłużej), ale ja wolę myśleć o tym, że jest to przede wszystkim okazja do tego, by szukać innych sposobów na rozwijanie (się) i innych. W końcu doświadczamy niezwykłego czasu, który domaga się niezwykłych rozwiązań.
Szukajmy zatem – przy wsparciu nowych technologii, ale nie tylko. Pomyślmy szerzej o tym, kiedy i jak się uczymy? Pewnie rozwiązań jest tyle, ile dzieci i ich potrzeb, naszych dorosłych kontekstów i warunków. Ja mogę podzielić się tym, co u nas trochę działa.
Foto: www.google.com
Prezes ZNP Sławomir Broniarz w studiu Radia TOK FM mówił o aktualnej sytuacji w szkołach
Na stronie tygodnika „Głos Nauczycielski” zamieszczono wczoraj informację o wystąpieniu prezesa Sławomira Broniarza w Radiu TOK FM. Oto obszerne fragmenty tego materiału. Podkreślenia i pogrubienia tekstu – OE:
[…] Prezes Związku zwrócił uwagę na problemy prawne, jakie pojawiły się po źle napisanym rozporządzeniu MEN w sprawie funkcjonowania szkół w czasie epidemii koronawirusa. Dokument ten bowiem wyklucza prowadzenie zdalnego nauczania.
–Sprawa nie dotyczy jednak tylko dobrze napisanego prawa, ale stworzenia faktycznych możliwości zdalnego nauczania i tego, co jest wąskim gardłem – kwestii technicznych, sprzętowych. Staniemy tu przed ogromnym wyzwaniem. To sprawdzian, na ile szkoła jest nowoczesna także w postaci sprzętu, wyposażenia, pewnej mentalności. To wyzwanie dla nas wszystkich, nie tylko nauczycieli – zauważył Sławomir Broniarz.
Przypomniał, że nie tylko wielkie koncerny informatyczne posiadają różnego rodzaju platformy do pracy zdalnej z uczniami, ale także nauczyciele na własną rękę stworzyli narzędzia do zdalnego komunikowania i kształcenia. Problemem jest jednak czas, w jakim szkoła miałaby się przestawić na nowy model nauczania. – Wszystko stało się nagle, zostaliśmy zaskoczeni rozmiarem, skalą oczekiwań co do tego, że z XIX wieku przeskoczymy w XX wiek. Tu nie chodzi tylko o sam przekaz wiedzy. Tu chodzi o cały proces dydaktyczny – to ocena, sprawdzian, klasyfikowanie, promowanie do następnej klasy. Musimy przejść na zupełnie inny model edukacji – wyjaśnił szef rządu.
Spora grupa, kilkaset tysięcy rodziców, przechodzi obecnie na pracę online. Nagle okazuje się, że nie ma w domach sprzętu do wykonywania takiej pracy i jednocześnie kształcenia dzieci. Sprawy pozornie prozaiczne urastają do rangi ogromnego problemu. Musimy tu podjąć jakieś decyzje. Szkoła powinna w krótkim czasie zorientować się, kto może, a kto nie może mieć dostęp do łączy zarówno po stronie nauczycieli jak i uczniów. Nie można zebrać nauczycieli w szkole i powiedzieć im: “edukujcie online”, bo nie wszystkie szkoły mają taką możliwość – dodał.
Prezes ZNP uważa, że “nikogo nie możemy wykluczyć w tym przedsięwzięciu”. – Łańcuch jest tak silny, jak silne jest jego najsłabsze ogniwo – zauważył.
{…] Dziś wieczorem „Gazeta Prawna” zamieściła artykuł, w którym przekazała podstawowe informacje o najnowszych decyzjach podjętych przez Rząd. Oto jego fragmenty dotyczące edukacji – podkreśenia i pogrubienia tekstu – OE:
–Wprowadzamy stan epidemii – zapowiedział na konferencji Mateusz Morawiecki. Dowiedz się, co to oznacza, oraz jakie zmiany zapowiedzieli premier Mateusz Morawiecki, minister zdrowia Łukasz Szumowski oraz szef MEN Dariusz Piontkowski. […]
LEKCJE ODWOŁANE DO ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
Podjęliśmy decyzję o wstrzymaniu lekcji do Świąt Wielkiejnocy; to trudna decyzja, ale potrzebna, żeby nie doszło do rozprzestrzeniania się koronawirusa – zapowiedział również premier Mateusz Morawiecki. „Podjęliśmy decyzję o wstrzymaniu lekcji do Świąt Wielkiejnocy. To trudna decyzja, ale ważna i potrzebna, żeby nie doszło do bardzo szerokiego rozprzestrzeniania się koronawirusa” – przekazał na konferencji prasowej szef rządu.
Zgodnie z kalendarzem roku szkolnego 2019-2020 przerwa w nauce z okazji Świąt Wielkanocnych ma potrwać od 9 do 14 kwietnia.[…]
REALIZACJA PODSTAWY PROGRAMOWEJ OD 25 MARCA
Minister edukacji na konferencji prasowej wskazywał z kolei, że obecnie nauczanie zdalne realizuje ponad 90 proc. polskich szkół. „Mimo tego, że dotąd nie było często narzędzi do tego, aby przeprowadzić nauczanie na odległość, ono odbywa się w przytłaczającej większości polskich szkół. Ponad 90 proc. polskich placówek rozpoczęła, bądź już kontynuuje od co najmniej kilku dni, nauczanie na odległość, różnymi metodami” – mówił Piontkowski.
Przyznał, że do tej pory działania dotyczące nauki zdalnej „były w dużej mierze działaniami niesystematycznymi”. „One miały przede wszystkim sprawdzić, czy jest to możliwe do zrobienia” – powiedział Piontkowski.
Zaapelował do nauczycieli, aby „zważali, jak dużą porcję wiedzy chcą swoim podopiecznym przekazać”. „Trzeba brać pod uwagę, że nie każdy uczeń ma dostęp do szybkiego internetu, czy nie zawsze ma najnowszy komputer. Stąd trzeba dostosować metody pracy, ilość materiałów przesyłanych do uczniów do ich możliwości psychofizycznych i uwzględnić to, że z tego samego sprzętu mogą korzystać ich siostry, czy bracia, bądź rodzic, który akurat pracuje zdalnie” – zaznaczył szef MEN.
Wyraził nadzieję, że te decyzje pozwolą nie tylko efektywnie wykorzystać czas na naukę, ale pozwolą też na zachowanie więzi szkolnej. Minister podziękował nauczycielom, rodzicom i uczniom za zastosowanie się do izolacji.[…]
Cały artykuł „Rząd wprowadza stan epidemii. Lekcje odwołane aż do świąt” – TUTAJ
Źródło: www.gazetaprawna.pl
Dziś portal OKO.press zamieścił obszerny artykuł Antona Ambroziaka zatytułowany „Kakofonia Piontkowskiego groźna dla zarobków nauczycieli”. Oto jego obszerne fragmenty – pogrubienia i podkreślenia – redakcja OE:
Zamknięcie szkół z powodu koronawirusa i chaos informacyjny MEN w kwestii nauczania zdalnego sprawia, że nauczyciele nie mogą być pewni czy dostaną pieniądze za nadgodziny, które w polskim systemie edukacji nie tylko reperują budżety samych pracowników, ale też odraczają moment paraliżu polskiej szkoły w związku z pogarszającą się sytuacją kadrową. […]
11 marca 2020 resort kierowany przez ministra Dariusza Piontkowskiego opublikował rozporządzenie o „czasowym zawieszeniu zajęć dydaktyczno-wychowawczych”, co dokładnie oznacza zawieszenie realizacji podstawy programowej.
MEN w wytycznych dla dyrektorów i organów prowadzących, poinformował, że nie muszą w tym czasie wypłacać dodatku za pracę w warunkach trudnych i zajęcia ponadwymiarowe.
Gdyby tak było, nauczyciele zmianę odczuliby boleśnie, bo niskie zarobki pracowników oświaty są w Polsce rekompensowane właśnie nadgodzinami. Mało kto pracuje jedynie na 18-godzinnym pensum, większość przedmiotowców, szczególnie w miastach, nawet po 24-25 godzin.
Foto: www.dziennikwschodni.pl
Dr Barbara Ostrowska, nauczycielka psychologii i teorii wiedzy w programie dyplomowym matury międzynarodowej w liceum Paderewski w Lubliniew trakcie czwartkowego sprawdzianu on-line z psychologii. W tle (na ekranie monitora) uczniowie piszący sprawdzian.
Wczoraj zamieściliśmy „serial z różnych źródeł” na temat zdalnej pracy nauczycieli z uczniami, prowadzonej podczas przerwy w pracy szkół, spowodowanej stanem zagrożenia epidemicznego. Kontynuując ten kierunek poszukiwań wytropiliśmy kilka innych tekstów na ten sam temat – wszystkie pochodzą od znanych nam autorów.
Na początek cytat z Belferbloga – post Dariusza Chętkowskiego z 15 marca, zatytułowanego „Lekcja wychowawcza na odległość” :
Dyrektorzy zapowiedzieli, że nauczanie online trzeba będzie udowodnić. Nauczyciele rzucili się więc do zadawania prac dzieciom. Wszystko po to, aby było co wpisać w tabele. Bo tabele będą podstawą wypłaty wynagrodzenia. Jak widać, koronawirus nie tknął biurokracji. Jest odporna na wszelkie kataklizmy.
Część uczniów wzięła się do pracy i robi to, co każą nauczyciele. Jednak sporo osób potrzebuje czegoś innego niż lawina zadań ze wszystkich przedmiotów. Niektórzy chcą kontaktu wychowawczego, troski nie o oceny, wiedzę i umiejętności, lecz o stan ducha. I właśnie przesłanie paru ciepłych słów, nawiązanie dialogu z uczniami, pocieszenie, uspokojenie itd. mogą być ważniejsze niż kolejna porcja zadań do wykonania.
Część uczniów wzięła się do pracy i robi to, co każą nauczyciele. Jednak sporo osób potrzebuje czegoś innego niż lawina zadań ze wszystkich przedmiotów. Niektórzy chcą kontaktu wychowawczego, troski nie o oceny, wiedzę i umiejętności, lecz o stan ducha. I właśnie przesłanie paru ciepłych słów, nawiązanie dialogu z uczniami, pocieszenie, uspokojenie itd. mogą być ważniejsze niż kolejna porcja zadań do wykonania.
Zresztą nie wiem, kto komu pomaga. Tak mnie w piątek dusiło coś w piersiach, taką miałem zmorę, wręcz niechęć do wszystkich i do wszystkiego, aż w końcu parę pocieszających słów przesłał mi uczeń. W sumie racja, mój drogi, nie będziemy karmić potwora biurokracji. Pogadamy sobie o duperelach, pożartujemy i pośmiejemy się, a biurokraci niech się martwią, czy jest to zgodne z podstawą programową. My to mamy gdzieś – zob. TUTAJ
Źródło: www.chetkowski.blog.polityka.pl
Tego samego dnia Chrystian Ostrowski zamieścił na swym fejsbukowym profilu obszerny tekst, zatytułowany „List do ucznia”. Oto jego początek i zakończenie:
Wiem, że świat wielu z Was runął w gruzach lub stanął w miejscu, i nie bardzo wiecie o co chodzi, gdyż zdarzyło się to pierwszy raz w Waszym życiu tak, jak w moim. Nasze głowy pełne są myśli, rozkmin i dylematów. Szukamy granic pomiędzy wiarą, a rozumem. Setki pytań bez odpowiedzi i setki ludzi, od których daremnie ich oczekujemy. Boicie się o zdrowie i życie Wasze i Waszych bliskich, i z niepokojem słuchacie wiadomości. To chyba największa lekcja życia, jaką kiedykolwiek od niego dostałem i Wasza z pewnością również.
Wiem, że wkurzacie się nie mogąc wyjść na imprezę, siłownię czy do klubu. Że szlag Was trafia z powodu odwołanych osiemnastek. Że cholera Was bierze, bo wiele wydarzeń, na które razem czekaliśmy, zostało odwołanych i nie wiemy jak długo to będzie trwało. Że może obawiacie się jak będzie wyglądał dalej rok szkolny, szczególnie Wy – maturzyści. Niektórzy nagle nie wiedzą co zrobić z czasem, którego wolność ogranicza pracujący ponad normę mózg i zalecenia do pozostania w domu. Rozumiem Wasz wewnętrzny bunt i pytania ‘dlaczego?!’.
Tymczasem możliwe, że właśnie otrzymujecie największą LEKCJĘ odpowiedzialności, miłości i życia w ogóle. Lekcję, której nigdy nie da Wam żadna szkoła. Która jest ważniejsza od całej głupiej podstawy programowej, od testów, egzaminów, ocen i matury. Lekcję, która uczy jak być CZŁOWIEKIEM i co najważniejsze – nie w teorii, nie z podręcznika, nie z lektur, które trąbią o tym od lat, ale w praktyce, tu i teraz. To już nie jest tylko przerabianie ‘Dżumy’ Alberta Camus i pisanie esejów na temat różnych postaw w obliczu zagrożenia w celu zaliczenia i otrzymania oceny. To nie jest sprawdzian wiedzy ze znajomości lektur. To jest sprawdzian z życia. Z człowieczeństwa, odpowiedzialności, empatii. To jest głębokie studium psychologiczne na temat różnych postaw ludzi począwszy od tych mających wszystko totalnie w dupie, poprzez tych panikujących w supermarketach, tych zatroskanych o los swoich rodzin i innych, na tych ryzykujących swoim własnym życiem skończywszy. Ocenę z tej lekcji wystawi Wam życie. […]
Foto: Robert Robaszewski / Agencja Gazeta [www.wyborcza.pl]
Proponujemy dziś „serial z różnych źródeł” na temat zdalnej pracy nauczycieli z uczniami, prowadzonej podczas przerwy w pracy szkół, spowodowanej stanem zagrożenia epidemicznego.
Na początek – co w tej sprawie proponuje MEN:
[…] Każdego dnia, na stronie tvp.vod.pl w godzinach 9.00-13.00 w sekcji „eSzkoła” uczniowie i nauczyciele będą mogli znaleźć wartościowe materiały dotyczące wybranego zagadnienia. Na początek Telewizja Polska proponuje wirtualne zwiedzanie Muzeum Powstania Warszawskiego.
W czwartek, 19 marca br. podczas wirtualnych zajęć w Muzeum Powstania Warszawskiego dzieci i młodzież będą mogli m.in. porównać zdjęcia okolic Dworca PKP Śródmieście wykonane w czasie Powstania Warszawskiego z fotografiami zrobionymi tuż po wojnie, poznać historię Szpitala Ujazdowskiego, który odegrał ważną rolę podczas Powstania, czy poznać sylwetkę Eugeniusza Lokajskiego – słynnego fotografa powstańczej Warszawy. Ważnym elementem lekcji on-line będą spotkania z ekspertami i wolontariuszami muzeum, a także ze świadkami historii, m.in. Anną Trzeciakowską. […]
Przypominamy również, że Ministerstwo Edukacji Narodowej wspólnie z Ministerstwem Cyfryzacji, Zespołem GovTech Polska i instytucjami publicznymi przygotowało rekomendacje dotyczące materiałów edukacyjnych do wykorzystania przez nauczycieli i dyrektorów szkół.
Epodreczniki.pl, podręcznik internetowy „Włącz Polskę”, portale edukacyjne Instytutu Pamięci Narodowej czy Biblioteka Cyfrowa Ośrodka Rozwoju Edukacji to strony, które mogą być wykorzystywane do zdalnej pracy z uczniami w okresie zawieszenia zajęć dydaktyczno-wychowawczych. Więcej informacji na stronie internetowej MEN.
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja
A teraz ten sam problem, ale z innego punktu widzenia – portalu Prawo.pl:
Promowana podczas przerwy w szkołach zdalna praca z uczniami to na razie wolna amerykanka, bo nie ma póki co zasad, które określałyby, ile zadań ma otrzymywać uczeń dziennie, jak je oceniać i czy potem oceny te wpłyną choćby na promocję do następnej klasy. Wszystko zależy od dyrektora, choć MEN obiecuje wydać rozporządzenie w tej sprawie. […]
Co dyrektor, to patent na zdalne nauczanie
Foto: www.dzienniklodzki.pl
Laborantka wykonuje test, polegający na znalezieniu w materiale pobranym od pacjenta. charakterystycznego dla wirusa SARS-CoV-2 genu
Z informacji zamieszczonej dziś na stronie Radia Łódź, zatytułowanej „Koronawirus w kolejnych placówkach kultury i oświaty w Łodzi” przytaczamy fragment, zatytułowany „Koronawirus w łódzkich szkołach”:
Zakażenie koronawirusem wykryto także u kolejnego ucznia. Tym razem dotyczy to 33. Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi. Wcześniej przypadki zakażenia wykazano w XII, XV, XXVI i I LO oraz Zespole Szkół Muzycznych z ulicy Rojnej.
Źródło: www.radiolodz.pl
Komentarz redakcji:
Autor tego tekstu popełnił błąd rzeczowy, polegający na posłużeniu się zwrotami „ dotyczy to…” i „przypadki zakażenia wykazano w…”. W rzeczywistości wypadki zakażenia nie wykryto w szkołach, lecz u uczniów tych szkół, którzy od 12 marca nie przebywali w tych placówkach.
Foto: W.Kusiński/PR [www.polskieradio.pl]
Marcin Smolik – od od grudnia 2013 p.o., a od lipca 2014 – nieprzerwania – dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej
Dziś na stronie „Głosu Nauczycielskiego” zamieszczono informację o wystąpieniu dyrektora CKE Marcina Smolika w Polskim Radiu 24. Oto treść tej informacji:
Na tę chwilę czasowe zawieszenie zajęć w szkołach nie wpływa na terminy egzaminów; jeśli jednak przedłuży się do okresu poświątecznego, trzeba będzie te terminy przesunąć – poinformował w środę dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, Marcin Smolik.
W Polskim Radiu 24 dyrektor CKE ocenił, że jeśli okaże się, że zawieszenie zajęć w szkołach potrwa do końca marca czy nawet do świąt, nie będzie potrzeby przesuwania terminu egzaminów ósmoklasisty i maturalnego. Jeśli jednak przerwa w chodzeniu do szkół przedłuży się do okresu poświątecznego, trzeba będzie terminy przesunąć. Przypomniał, że specustawa dot. przeciwdziałania szerzeniu się COVID-19 daje ministrowi edukacji prawo do zmiany organizacji roku szkolnego, w tym terminów egzaminów.
Kwestia samego przesunięcia terminów nie jest szczególnie skomplikowana technicznie. – Wszystkie harmonogramy są powyznaczane, cała ścieżka: jak egzamin przebiega, kiedy jest sprawdzany, kiedy przekazywane są dokumenty uczniom. W zależności od tego, o ile to przesunięcie byłoby konieczne – jeżeli byłoby konieczne – trzeba by było odpowiednio modyfikować całą ścieżkę, albo skracając pewne okresy – jeśli jest to możliwe, albo być może wydłużając rok szkolny – poinformował Smolik. Jednocześnie zastrzegł, że na razie są to czyste dywagacje i takiej potrzeby nie ma.
Źródło: www.glos.pl
Więcej o wystąpieniu dyrektora Smolika na stronie PolskieRadio.pl: „Dyrektor CKE: na dziś nie ma w planach przesunięcia terminów egzaminów” – TUTAJ
Foto:www.mamadu.pl
Dzisiaj na stronie „Gazety Prawnej” zamieszczono artykuł zatytułowany „Szkoła w kwarantannie nie może być pruska. Ale jest i rodzi konflikty między nauczycielami a rodzicami i uczniami”. Jako że podejmuje on problem bliski redakcji OE – przytaczamy jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:
Zaledwie cztery dni szkoły prowadzą działalność w systemie zdalnym, a już wybuchł konflikt między nauczycielami, uczniami i rodzicami. Ci pierwsi, postępując nie do końca zgodnie z intencjami Ministerstwa Edukacji narodowej, zarzucają uczniów pracami domowymi. Ci drudzy nie pozostają im dłużni.
[…] Wydawało się, że przy takiej postawie ministra edukacji narodowej, kwarantanna dzieci i młodzieży oddali nieco polską szkołę od modelu pruskiego. Szybko jednak okazało się, że część nauczycieli chce wykorzystać czas nauki zdalnej na realizowanie kolejnych partii materiału, na szkolnych grupach wymieniają się sposobami na przeprowadzanie sprawdzianów, a uczniów zasypują pracami domowymi.
Część kuratoriów stanęła na wysokości zadania. Mazowiecki Kurator Oświaty w liście do dyrektorów pisze: „Zawieszenie zajęć nie może być traktowane jako okres ferii. Nauczyciele w tym czasie pozostają w dyspozycji dyrektora. Możecie Państwo prosić nauczycieli o przygotowanie materiałów dydaktycznych do samodzielnej pracy uczniów w domu. Materiały te mogą rozwijać zainteresowania uczniów, utrwalać wiedzę, przygotowywać do egzaminów, jednak nie mogą być formą realizacji podstawy programowej. […]
Wyjaśnia także, jak powinna wyglądać praca nauczycieli w tym czasie, za którą – jak podkreśla minister Piontkowski – należy im się pełne wynagrodzenie: „Praca nauczycieli w tym czasie, inspirowana przez dyrektora, powinna być skoncentrowana na realizacji zadań wynikających z potrzeb szkoły, np.: analizowanie i porządkowanie dokumentacji, przygotowanie i opracowanie programów zajęć itp. Niewskazane jest organizowanie zebrań rady pedagogicznej oraz innych spotkań w dużych grupach”.
Tymczasem uczniowie w całym kraju otrzymują od swoich nauczycieli takie wiadomości:









