Temat do dzisiejszego felietonu podrzucił mi (nieświadomie) mój sta.., o długim stażu, nie tylko na fb, znajomy o imieniu Jacek, który w piątek wieczorem przysłał mi sms-a o następującej treści:

 

Tak się z M. zastanawiamy, czy nie popełniono błędów edukacyjnych przez ostatnie 30 lat, które wpłynęły na tak marne prodemokratyczne postawy społeczne, łatwość ulegania propagandzie, brak refleksji na temat relacji ja – społeczeństwo – państwo.”

 

Odpowiedziałem mu spontanicznie: „Dobra refleksja, ale nie rozwinę tematu w sms. Chętnie pogadałbym”. I wczoraj, dotrzymując danego słowa, odbyłem z nim rozmowę telefoniczną, podczas której skrystalizowały się zręby tego felietonu, a ja zapowiedziałem, że szerzej rozwinę uzasadnienie moich tez w niedzielnym felietonie.

 

Co niniejszym czynię:

 

Zacznę od informacji, że ów Jacek nie miał nigdy nic wspólnego z oświatą (poza tym, że był uczniem peerelowskiej szkoły), że jest z wykształcenia i wykonywanego zawodu ekonomistą, że nigdy nie należał do żadnej partii politycznej, i że jest uważnym obserwatorem polskiej sceny społeczno-politycznej, której wydarzenia w sposób całkowicie niezależny komentuje na swym fejsbukowym profilu. No i, że jest rówieśnikiem Joanny Kopcińskiej, o rok starszy od premiera Morawieckiego, a o dwa lata od Jacka Sasina, Katarzyny Lubnauer i Tomasza Treli. Władysław Kosiniak-Kamysz kończył podstawówkę, gdy on zdawał maturę w jednym z najlepszych (wówczas) łódzkich liceów.

 

Zamieszczenie powyższych informacji uznałem za przydatne tło moich dalszych wywodów. Bo jest, w moim przekonaniu, ważne, czy ową hipotezę o ewentualnie popełnionych w okresie minionego 30-lecia błędach edukacyjnych stawia człowiek, który jest już w fazie „za moich czasów to...”, czyli mający skłonności do patrzenia na świat w stylu Statler’a i Waldorf’a z Muppet Show, czy jest to ktoś „w sile wieku”, kto w dorosłość wkroczył jeszcze w PRL, a wszystko co działo się w konsekwencji wyników czerwcowych wyborów z 1989 roku obserwował jako dorosły, acz nie angażujący się w działalność polityczna, świadomy i refleksyjny obywatel.

 

Czy owe „grzechy” jakie dostrzega u naszych rodaków mój znajomy: marne prodemokratyczne postawy społeczne, łatwość ulegania propagandzie, brak refleksji na temat relacji ja – społeczeństwo – państwo, odnoszą się do wszystkich obywateli naszego kraju? Jeżeli zaś analizować je tylko w ramach czasowych zamykających się dla kategorii „produktu” polskiego systemu edukacji III RP, to czy rzeczywiście nauczyciele pracujący w polskich szkołach w ostatnim trzydziestoleciu, a zwłaszcza ci, uczący wiedzy o społeczeństwie (WOS), powinni posypać swoje głowy popiołem, prosić o wybaczenie, a ci nadal czynni zawodowo – przejść szybki kurs naprawczy?

 

Czytaj dalej »



Foto: Jacek Domiński [ www.bryk.pl]

 

                                                          Egzamin ósmoklasisty – 2019 rok

 

 

Wczoraj, na stronie „Rzeczpospolitej” znaleźliśmy artykuł Michała Szułdrzyńskiego, zatytułowany „Smutny ranking podstawówek”. Najcenniejsze są tam nie wyniki rankingu (!) warszawskich szkół podstawowych, a wnioski, które na ich podstawie wyprowadził autor tej publikacji. Oto wybrane fragmenty artykułu (podkreślenia – redakcja OE) i link do jego pełnej wersji:

 

[…] Portal dla rodziców zestawił wyniki zeszłorocznych testów ósmoklasisty. A był to pierwszy test po likwidacji gimnazjów i powrocie do ośmioletniej podstawówki. Nie będę pisał, które szkoły znalazły się na podium. Ważne wydało mi się coś innego. W czołówce rankingu królują szkoły prywatne i społeczne. Pierwsza państwowa szkoła znalazła się dopiero na 27. miejscu, w pierwszej pięćdziesiątce znajduje się ich ledwie pięć. Najsłabsze różnego rodzaju niepubliczne szkoły (katolickie, społeczne itp.) zajmują miejsca mniej więcej w połowie drugiej setki. A później – aż do ostatniej, 306. pozycji – królują szkoły państwowe czy, precyzyjniej, gminne. […]

 

To oczywiście nie oznacza, że uczniowie z publicznych podstawówek nie mają szans na dobre liceum ani później na dobre studia. Najlepsi, nawet ze słabych szkół, dzięki swojej pracy i pomocy rodziców dadzą sobie radę. Ale popatrzmy przez pryzmat statystyk i wielkich liczb. System edukacyjny, zamiast likwidować nierówności, konserwuje podział społeczny, a ściślej – klasowy. Statystycznie dzieci z bogatych rodzin mają większe szanse skończyć prawo, medycynę czy informatykę, co może im dać bogactwo w przyszłości. Statystycznie dzieci z biedniejszych rodzin mają znacznie mniejszą szansę na skończenie dobrych studiów. I choć konstytucja mówi o zapewnieniu „równego dostępu do edukacji”, widzimy, że coraz bardziej staje się to fikcją.

 

Zjawisko to jest pogłębiane przez politykę obecnych władz. Trwałe niedofinansowanie szkół publicznych jest bowiem jedną z najpoważniejszych jego przyczyn. Choć rządzący wiele mówią o społecznej solidarności, ich polityka prowadzi do zwiększania nierówności przez ukrytą prywatyzację usług publicznych. Rząd, zamiast polepszać jakość edukacji dostępnej dla każdego, woli dawać obywatelom 500 zł. […]

 

Z powodu niskich zarobków w szkołach publicznych nasila się selekcja negatywna pedagogów. Gorsi nauczyciele gorzej sobie radzą z realizacją programu. Stąd też bierze się kolejna plaga – ogrom zadań, które uczniowie muszą wykonać w domu. I to znów potęguje nierówności. Dzieci z rodzin o większym kapitale kulturowym mogą liczyć na pomoc rodziców w poznaniu materiału, którego nie przekazali nauczyciele. Dzieci słabiej wykształconych rodziców albo te, które mieszkają w małych mieszkaniach, gdzie nie mają miejsca na to, by w ciszy skupić się nad pracą domową, skazane są na porażkę. Miarą systemu edukacyjnego jest bowiem nie tylko to, czy daje możliwość superzdolnym dzieciom rozwinięcia skrzydeł, ale też to, jak generuje się wartość dodaną, jak systemowo pomaga się awansować społecznie dzieciom mniej zdolnym lub tym z uboższych rodzin. I tak koło się zamyka. 

 

 

Cały artykuł „Smutny ranking podstawówek”    –    TUTAJ

 

 

Źródło: www.rp.pl



Foto: www.facebook.com/piotr.jesionowski.9

 

Piotr Jesionowski (z synem – na stadionie Stamford Bridge w Londynie) – właściciel centrum języków obcych w Sianowie (pow. koszaliński), gdzie pracuje również jako lektor oraz metodyk. Jest on także nauczycielem j. angielskiego w V LO w Koszalinie. Publikacje na stronach internetowego miesięcznika idei „Nowa Konfederacja”, a także „Klubu Jagiellońskiego”.

 

 

 

Wczoraj w e-wydaniu, a dziś w wersji drukowanej „Rzeczpospolita” zamieściła artykył, który już w tytule informuje nie tylko o jego treści, ale i autorze: „Piotr Jesionowski: Patorankingi polskiej edukacji”. Niechaj nam redakcja i wydawcy „Rzepy” wybaczę tych kilka, subiektywnie wybranych, obszernych cytatów, ale czynimybto nie dla zysku, a „dla sprawy”.

 

[…] Kilkanaście dni temu na łamach miesięcznika „Perspektywy” opublikowany został najnowszy ranking szkół średnich. Najlepsze licea oraz technika w Polsce zostały sklasyfikowane odpowiednio według kryteriów osiągnięć swoich uczniów w olimpiadach przedmiotowych oraz według wyników maturalnych zarówno na poziomie podstawowym, jak i rozszerzonym.

 

Część szkół otrąbiła sukces pedagogiczny, część wpadła w panikę. Tylko czemu i komu takie rankingi mają służyć? I gdzie w nich jest uczeń? Ze swoimi zdolnościami, pasjami i potrzebami? Jak długo jeszcze będziemy tkwić w pseudoedukacji, która niczego młodym ludziom i Polsce nie oferuje. Co gorsza, coraz więcej odbiera. […]

 

W tworzeniu rankingów podobnych do tego z „Perspektyw”, w którym dodatkowo przyznawane są nagrody moralne w postaci złotej, srebrnej oraz brązowej tarczy, nie ma niczego złego, jeśli byłyby traktowane w sposób podobny chociażby do Topu Wszech Czasów Trzeciego Programu Polskiego Radia. W tym roku wygrała piosenka „Bohemian Rapsody”, za rok więcej głosów otrzyma „Brothers in Arms”, a jeszcze rok później „No Woman No Cry”. W Trójkowym rankingu chodzi bowiem wyłącznie o zabawę i spędzenie dnia na słuchaniu dobrej muzyki. Różnej muzyki. A po skończonej audycji i tak wszyscy wracają do swoich światów.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.tvn24.pl

 

Wejście do Szkoły Podstawowej nr 143 im. S. Starzyńskiego w Warszawie

 

 

Na portali TVN24 zamieszczono wczoraj warty odnotowania materiał, zatytułowany „Szkoły wprowadzają zakaz narzekania”. Oto jego najważniejszy fragment:

 

Szkoła Podstawowa nr 143 w Warszawie wprowadziła nową restrykcję – zakaz narzekania. Śladem stołecznej podstawówki idzie placówka w Tychach. Materiał magazynu „Polska i Świat” w TVN24.

 

Uczniowie wielu polskich szkół narzekają na nadmierną liczbę testów i kartkówek czy prac domowych, ale w Szkole Podstawowej nr 143 w Warszawie chcą temu położyć kres – wprowadzają zakaz narzekania.

 

Szkoła chce nauczyć optymizmu: uczniów, nauczycieli i rodziców. Zakaz narzekania obowiązuje od progu szkoły. – Przypominamy sobie, żeby jednak patrzeć na to, co dobre, co pozytywne, a nie narzekać – wyjaśnia nauczycielka Aneta Purchała.

Dyrektorka warszawskiej podstawówki Krystyna Jakubowska zwraca uwagę na „wydźwięk metaforyczny tego znaku”. – Zawsze otwiera światełko, czy warto narzekać, czy warto dostrzec coś pozytywnego – podkreśla. […]

 

 

Źródło: www.tvn24.pl

 

 

 

Natomiast portal mama:Du, informując także o tej inicjatywie, skomentował to w taki sposób:

 

Czytaj dalej »



Foto: www.edunews.pl

 

 

Wczoraj na portalu EDUNEWS.PL zamieszczony został tekst Joanny Krzemińskiej, zatytułowany „Telefony, telefony…”. Oto jego obszerne fragmenty:

 

 

Gdybym miała wskazać trzy obszary, które dzielą edukacyjny świat, wymieniłabym: prace domowe, korzystanie z telefonów i punktowe ocenianie zachowania (ze szczególnym uwzględnieniem oceny uczniowskiego stroju). O dwóch z nich już kiedyś pisałam, czas na trzeci. […]

 

 

Telefony, telefony…

 

Dziś przyszedł w końcu czas na telefony. Okrzyknięte największym złem naszych czasów, obwiniane za każde niepowodzenie (i szkolne i wychowawcze), obarczane odpowiedzialnością za wywoływanie agresji. Słowem: zakazać używania, najlepiej natychmiast. Ale, czy tędy droga?

 

W wielu szkołach obowiązuje całkowity zakaz korzystania z urządzeń mobilnych. W grupach dla nauczycieli czasami czytam opowieści o tym, jak to „po kryjomu” dzieciaki wyjmują swoje smartfony na zajęciach, by wspólnie rozwiązać przygotowany przez nauczyciela quizz lub sprawdzić (za pozwoleniem prowadzącego zajęcia) jakąś informację. I choć rozumiem postępowanie edukatorów, to aż nie skręca w środku z powodu podobnych praktyk. Bo czy to normalna sytuacja? Czego w tym przypadku uczymy młodych ludzi? Czy przypadkiem nie pokazujemy, że każdą zasadę można obejść i nagiąć?

 

Czytaj dalej »



Foto: www. glos.pl

 

 

Dzisiaj na stronie „Gazety Prawnej” zamieszczono materiał, w którym zebrano informacje o licznych w ostatnim czasie pomysłach na zmiany w „Karcie nauczyciela”, zatytułowany „Zmiany w Karcie nauczyciela, czyli drug etap reformy. Co może się zmienić? Kto jest „za”, a kto „przeciw”?”. Oto jego fragmenty – podkreślenia i pogrubienia w cytowanym tekście – redakcja OE:

 

 

[…] Co o Karcie sądzą podmioty zaangażowane w oświatę?

 

Dyskusja na temat zmian w Karcie rozgorzała pod koniec 2019 roku. Wówczas zbiegły się w czasie dwie ważne deklaracje. Pierwszą z nich były słowa Mirosławy Stachowiak-Różeckiej, przewodniczącej sejmowej komisji edukacji: Wszyscy wiemy, kiedy powstał ten dokument, był to okres stanu wojennego – styczeń 1982 r. Wprowadzenie go w tym czasie miało swoje cele. A dziś Karta nauczyciela jest instrumentem, który politycy wykorzystują przy okazji kampanii wyborczych, jedni postulują jej zniesienie, inni utrzymanie. A przecież nie w tym tkwi problem. (…) Najważniejsze jest, by nauczyciele sami zrozumieli, że jest to ustawa, która wcale im nie służy ani ich nie chroni. […]

 

Głos w tej sprawie zabrała również Fundacja Ja, Nauczyciel. Jak wyjaśnia w rozmowie z gazetaprawna.pl Marek Mendel: „[…] Dyskusja o Karcie jest potrzebna. Trzeba na nowo przyjrzeć się funkcjom jakie spełnia szkoła i wymaganiom stawianym nauczycielom. Wiele zawodów ma własne kodeksy pracownicze i nie ma w tym nic niewłaściwego. Trzeba jednak przejrzeć Kartę i ją urealnić. Np. dodatki mieszkaniowe były zupełnie bez sensu – dopłaty rzędu 15 zł, które tylko generowały napięcia i podziały. Zupełnie inaczej jest np. z urlopem dla poratowania zdrowia, bo gdy nauczyciel straci głos, nie będzie mógł wykonywać swojego zawodu. Rozmowa o szkole nie powinna jednak sprowadzać się do rozmowy o Karcie nauczyciela„.

 

Z kolei zdaniem „Protestu z Wykrzynikiem”:

 

Czytaj dalej »



Tekst, który zamieszczam poniżej był już w sobotę wieczorem gotowy w 2/3. Miał to być mój kolejny, niedzielny felieton. Jednak, jak zauważyliście, ostatecznie felieton o kolejnym numerze 305 poświęciłem innemu „gorącemu” (dla mnie) tematowi. Jednak uznałem, że i tamte tematy zasługują na skomentowanie i dlatego zdecydowałem, aby dziś zamieścić Felieton 305 bis:

 

 

Postanowiłem podjąć dziś tematy, które nie zaistniały na stronie OE w czasie, gdy donosiły o tym ogólnopolskie media, ale które po pewnym czasie skłoniły mnie do napisania kilku zdań refleksji na ten temat. A stało się tak dlatego, że dostrzegłem jaki wniosek można wysnuć z ich zestawienia. Pierwszym elementem tego dualproblemu jest odnotowywany wzrost spraw, prowadzonych przez wojewódzkich rzeczników dyscyplinarnych wobec nauczycieli, którzy w świetle obowiązujących od 1 września 2019 roku nowych regulacji prawnych (Ustawa z dnia 13 czerwca 2019 r. o zmianie ustawy Karta Nauczyciela oraz niektórych innych ustaw) byli tam zgłaszani przez dyrektorów szkół za „popełnienie czynu naruszającego prawa i dobro dziecka”. [O tej zmianie informowałem na stronie OE 19 sierpnia w materiale „Dyscyplinarki po nowemu – obrona uczniów, czy bat na niepokornych?”.]

 

 

O pierwszych skutkach funkcjonowania tego nowego prawa 9 stycznia napisała „Rzeczpospolita” w artykule „Przybywa dyscyplinarek dla nauczycieli”. Oto jego fragment:

 

[…] Do kuratorów oświaty wpływa coraz więcej informacji od dyrektorów szkół o przewinieniach nauczycieli. Np. do poznańskiego rzecznika dyscyplinarnego od początku roku szkolnego do połowy grudnia wpłynęło aż 29 zawiadomień o popełnieniu przez nauczyciela czynu naruszającego prawa i dobro dziecka. W zeszłym roku szkolnym w analogicznym okresie zawiadomień było tylko dziewięć.

 

Dalej dowiadujemy się, że do rzecznika dyscyplinarnego dla nauczycieli przy wojewodzie podkarpackim wpłynęło 11 takich powiadomień (przed rokiem było 6), w Gdańsku do rzecznika takich spraw wpłynęło 17 (przed rokiem – 6), a w zachodniopomorskim do połowy grudnia wszczęto takich postępowań 6 (przed rokiem – 2). Za to na Podlasiu w tym roku wpłynęły tylko 2 zawiadomienia, a w zeszłym – 5. [Źródło: www.rp.pl ]

 

Tego samego dnia na stronie „Głosu Nauczycielskiego” zamieszczono artykuł, zatytułowany „Nagrody także z inicjatywy kuratora”. Oto jego fragment:

 

Zgodnie z obecnie obowiązującym rozporządzeniem, wnioski o przyznanie nagrody kuratora może złożyć jedynie dyrektor szkoły – dla nauczyciela zatrudnionego w tej placówce oraz organ prowadzący szkołę – dla dyrektora. Ministerstwo edukacji chce to zmienić. W projekcie nowelizacji rozporządzenia wpisano punkt mówiący, że kurator “może z własnej inicjatywy przyznać nagrodę nauczycielowi spełniającemu kryteria” zapisane w rozporządzeniu. W tym przypadku wniosek dyrektora nie będzie potrzebny. A nawet jego opinia.

Czym ministerstwo edukacji tłumaczy ten krok? Według MEN, takie rozwiązanie odpowiada “postulatom zgłaszanym przez władze oświatowe, które sprawując nadzór pedagogiczny, udzielają pomocy szkołom i placówkom, a także zatrudnionym w nich nauczycielom w wykonywaniu zadań dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych”.

 

W ramach tak sprawowanego nadzoru inspirują one nauczycieli do poprawy istniejących lub wdrażanych rozwiązań w procesie kształcenia. Zachęcają do stosowania innowacyjnych działań programowych, organizacyjnych lub metodycznych, których celem jest rozwijanie kompetencji uczniów. Kuratorzy Oświaty i organy sprawujące nadzór pedagogiczny nie mają jednak możliwości bezpośredniego wyróżnienia tych nauczycieli. Proponowana zatem zmiana, poszerzając ich kompetencje o możliwość przyznawania z własnej inicjatywy nagród nauczycielom, pozwoli na docenienie pracy tych nauczycieli” – czytamy w uzasadnieniu do projektu rozporządzenia.  [Źródło: www.glos.pl]

 

 

Dość tej „źródłografii”. Pora na to, co ja myślę o tej zastanawiającej koincydencji inicjatyw władzy oświatowej.

 

Czytaj dalej »



Wszystko zaczęło się od wzbogaconej serwisem fotograficznym informacji, zamieszczonej na profilu koleżanki Ewy Morzyszek-Banaszczyk:

 

Jako przykład – dwie fotki z tego serwisu:

 

 

 

I post:

 

Forum Wymiany Doświadczeń Inspirowanych Pedagogiką C. FREINETA, niezwykły czas z zaangażowanymi ludźmi, którym na sercu leży dziecko i edukacja „zdrowego rozsądku”.

 

Po tym, jak o tym przeczytałem, tak oto, spontanicznie, to wydarzenie skomentowałem:

 

czyli o tym, jak szkołę wg modelu sprzed ponad 200 lat zmieniać w szkołę wg modelu sprzed prawie 100 lat... „

 

Natychmiast zareagowała na to Pani Ewa słowami:

 

A jednak zmienić szkołę współczesną w szkołę uczącą kompetencji przyszłości ? Freinet to nie tylko pedagog, to wizjoner, refleksyjny praktyk i człowiek z intuicją pedagogiczną., ‚Zaufać dzieciom to one będą tworzyć przyszłość’, niewielu to potrafi.”

 

Chwilę później pojawił się jeszcze komentarz Joanny Antczak – nauczycielki SP w Sierakowicach:

 

Pedagogika C. Freineta jest ponadczasowa i na pewno to, co zadziało się podczas Forum jest tego dowodem.

 

Na co ja:

 

Nie przeczę, ale to smutne, że od czasów Freineta nie powstały nowe, zwłaszcza w najbliższej przeszłości, metody pracy z młodymi, które pozwolą wyposażyć ich w kompetencje, niezbędne im do funkcjonowania w nieprzewidywalnej przyszłości… „

 

Wkrótce po tym doczekałem się pouczenia od kolejnej koleżanki dyrektor – Bożeny Będzińskiej-Wosik:

 

Jest wiele takich metod i wielu nauczycieli, którzy je stosują”.

 

Na tym skończyłem moją aktywność na profilu Ewy Morzyszek-Banaszczyk.

 

 

Jednak dziś rano naszła mnie taka myśl, że powinienem rozwinąć wątek moich refleksji na temat źródeł współczesnych prób kruszenia opoki reliktów „pruskiego” systemu w polskich szkołach, bo jeszcze ktoś pomyśli, że się „czepiam” tak pożytecznych inicjatyw, jak owo Forum Wymiany Doświadczeń Inspirowanych Pedagogiką C. Feineta.

 

Czytaj dalej »



28 listopada ub. roku w materiale „MEN promuje inicjatywę CEO: ‚Szkoła dla Innowatora’” informowaliśmy o możliwości zgłaszania się, od 3 grudnia, do tego programu. Dzisiaj możemy już poinformować kto został do niego zakwalifikowany. A konkurencja była jak do szkoły filmowej: z 402 zgłoszonych szkół zakwalifikowano jedynie 20, w tym jedną z Łodzi.

 

Foto:www.sp162.szkoly.lodz.pl

 

Szkoła Podstawowa nr 162 im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego – jedyna z ubiegających się o uczestnictwo łódzkich podstawówek, której udało się znaleźć w ekskluzywnym klubie szkół realizujących program „Szkoła dla Innowatora”.

 

 


15 stycznia MEN na swojej stronie podało listę szkół podstawowych, zakwalifikowanych do projektu „Szkoła dla Innowatora”. Oto fragmenty tego komunikatu:

 

Zakończyła się rekrutacja szkół do pilotażowego projektu „Szkoła dla innowatora”. W wybranych 20 szkołach wypracowane będą rozwiązania służące kształtowaniu i rozwijaniu kompetencji proinnowacyjnych u dzieci. Owocem pilotażu będą rekomendacje dotyczące proinnowacyjnych kompetencji dla całego systemu oświaty. Działania projektowe w szkołach będą trwały od lutego 2020 roku do lutego 2022 roku. Inicjatorami projektu jest Ministerstwo Rozwoju oraz Ministerstwo Edukacji Narodowej.

 

W programie „Szkoła dla innowatora” w każdej z wybranych placówek eksperci będą pracowali z jedną siódmą klasą oraz jej nauczycielami i dyrekcją. Wsparcie otrzymane w projekcie pozwoli na przeprowadzenie z uczniami intensywnego programu rozwijającego kompetencje proinnowacyjne, który w przyszłości może być rozszerzany na kolejne klasy.

 

Rekrutację szkół przeprowadziło Centrum Edukacji Obywatelskiej odpowiedzialne za wdrożenie projektu. Rekrutacja rozpoczęła się 3 grudnia 2019 roku i składała się z kilku etapów. W pierwszym szkoły zgłaszały się poprzez wypełnienie formularza on-line. Zgłoszenia były następnie weryfikowane pod kątem spełniania wymogów formalnych oraz oceniane niezależnie przez dwóch ekspertów. W ten sposób z 402 zgłoszeń, wyłoniono 373 spełniające wymogi formalne, a następnie na podstawie sumy ocen ekspertów wybrano 67 szkół, które przeszły do drugiego etapu. […]

 

 

Lista zakwalifikowanych szkół poniżej:

 

Czytaj dalej »



Wczoraj, 65 minut przed północą, na stronie „Wokół Szkoły” Jarosław Pytlak zamieścił tekst, zatytułowany „Nieśmiałe marzenie o autonomii (a nie rewolucji)”. Jest to szczera informacja dyrektora szkoły, którą z systemem państwowego szkolnictwa wiąże prawo oświatowe i nadzór kuratorski (nie licząc subwencji), odsłaniająca „kuchnię” codzienności decyzyjnej lidera, który nadal nie zachorował na częstą na tym stanowisku przypadłość „ja mam zawsze rację”. Tekst ten jest wyjątkowo jak na zwyczaje Autora krótki, przeto przytaczamy go w całości:

 

Źródło: www.sp275.waw.pl

 

\W części budynku zajmowanego przez STO na Bemowie, tam, gdzie uczą się klasy 7-8 oraz licealiści, powracają dzwonki. Taki jest vox populi, który jak wiadomo oznacza również vox Dei. W referendum, jakie w formie internetowej ankiety przeprowadziliśmy na wniosek Samorządu Uczniowskiego, poparło ten pomysł około 2/3 głosujących, przy frekwencji zbliżonej do 70%.  Zwolennicy dzwonków znaleźli się zarówno wśród uczniów, jak nauczycieli. Przeciwnicy także.

 

Osobiście czuję pewien smutek, ale zarazem zadowolenie, że podejmowanie tej decyzji było dla nas wszystkich praktyczną lekcją demokracji. Odbędziemy zresztą jeszcze jedną, bowiem Rada Pedagogiczna i Samorząd Uczniowski wspólnie ustaliły, że po trzech miesiącach codziennego dzwonienia na przerwy i lekcje referendum powtórzymy, aby podjąć ostateczną decyzję na bazie konkretnych już doświadczeń, a nie tylko wyobrażeń.

Czytaj dalej »