Tomasz Tokarz zamieścił wczoraj na swym profilu ciekawy post, który ma tylko luźny związek z rozważaniami o naszej edukacji. Jednak po chwili zastanowienia postanowiliśmy go upowszechnić, gdyż wpisuje się on w obraz aktualnej sytuacji społeczno-politycznej naszego kraju, która w oczywisty sposób ma swe konsekwencje także dla wszelkich projektów w obszarze edukacji.

 

Oto najważniejszy fragment tego tekstu, wzbogacony o kilka linków, odsyłających do źródeł informacji o „bohaterze” postu Tomasza Tokarza:

 

[…] Polscy naukowcy z Uniwersytetu Humanistyczno-społecznego SWPS postanowili odtworzyć eksperyment psychologiczny przeprowadzony ponad 50 lat temu. Eksperyment Milgrama jest jednym z najbardziej znanych badań nad posłuszeństwem wobec autorytetów. Polacy analizowali, czy w 2015 r. jest on dalej aktualny. Czy bylibyśmy w stanie porazić ludzi prądem, gdyby ktoś nam tak nakazał? […]

 

Celem badania było określenie poziomu posłuszeństwa wśród mieszkańców Polski. Było to o tyle interesujące, że testy oparte na metodyce Milgrama nigdy nie były prowadzone w Europie Środkowej. Bogata historia naszego kraju wydała się naukowcom wyjątkowo interesująca w kontekście wywarcia wpływu na społeczeństwo.

 

Eksperyment Milgrama polegał na sprawdzeniu gotowości ludzi do karania innych za pomocą wstrząsów elektrycznych, gdy byliby zachęcani przez eksperymentatora – nauczyciela. Eksperyment wykazał, że ludzie pod presją ze strony władz, są gotowi do wykonywania poleceń, nawet jeśli mogą one zaszkodzić innym.

 

Czytaj dalej »



Postanowiliśmy zamieścić fragmenty tekstu, który otrzymaliśmy dziś w ramach „Strefy Nauczyciela”. Jego autorką jest Karolina Słowik, a tekst jest dostępny także na stronie „Gazety Wyborczej” pod tytułem „Czas potulnych uczniów minął. Niech rząd odpowie choćby na jeden ich apel.”:

 

 

 

Czas potulnych i wystraszonych uczniów już minął. Dzisiejsi licealiści i uczniowie podstawówek są gotowi zawalczyć o swoje w każdej ważnej dla siebie sprawie. Może MEN w końcu doceni ich odwagę, świadomość i zaangażowanie?

 

Kiedy ja chodziłam do szkoły – ok, wybaczcie mi boomerski początek – mam wrażenie, że my, uczniowie, nie byliśmy tak świadomi swoich praw, jak roczniki, które teraz przechodzą przez szkołę. […]

 

Do uczniów nikt nie mówi

 

Podczas gdy fiński rząd organizuje całą konferencję poświęconą pytaniom dzieci, nasi uczniowie od polskiego ministra edukacji doczekali się zaledwie kilku pogardliwych stwierdzeń o tym, że „grupka uczniów nie będzie decydować o egzaminach”, a tzw. zgubieni uczniowie, z którymi nie ma kontaktu, to ci, którzy jeszcze przed epidemią nie przykładali się do nauki. Ani słowa o wielkim wysiłku, jakim są zdalne lekcje, o trudnej sytuacji, jaką jest epidemia, o strachu, braku poczucia bezpieczeństwa. Ale o to, żeby minister usłyszał jak im ciężko, uczniowie jednak walczą: w grupie, albo w pojedynkę.[…]

 

Wcześniej, gdy nie było jeszcze wiadomo, czy matury w ogóle się odbędą, a rząd i ministerstwo edukacji – w starym stylu – nie kłopotało się tym, że ok. 700 tys. uczniów (ósmoklasistów i maturzystów) trwa w wielkiej niepewności, powstał (oczywiście na Facebooku) Ruch Protestujących Maturzystów. Chcieli tylko tyle, by ktoś ich poinformował: będzie ta matura, czy jej nie będzie. To wtedy usłyszeli od MEN, że to nie oni decydują. Ostatecznie ministerstwo jednak łaskawie rozpisało harmonogram.

 

Nawet jednak po ogłoszeniu szczegółowych wytycznych sanitarnych, uczniowie wciąż wyrażają swoje niezadowolenie: – Rząd nie konsultuje z nami niczego. Egzaminy chcą zorganizować na siłę, żeby uzasadnić przeprowadzenie wyborów – mówi Weronika z Ostrołęki, jedna z autorek petycji o przełożenie egzaminów. – Gdy zobaczyłam liczbę zakażeń i przeczytałam nowe wytyczne, złapałam się za głowę. Może i umieralność w mojej grupie wiekowej jest niska, ale przecież po maturach wrócimy do domów, do rodziców, dziadków – dodaje.

 

O swoich obawach napisała na Twitterze. Okazało się, że wielu uczniów myśli podobnie. Założyli grupę na Messengerze. – Jest nas już kilkadziesiąt osób. Swój apel wysłaliśmy już wszędzie: do MEN, CKE, nawet do Kancelarii Prezydenta – mówi Weronika. […]

 

Messenger, Whatsapp i Twitter pomaga im jednoczyć siły. Założenie grupy skupiającej wokół jakiegoś tematu to dla nich kilka kliknięć. Nie paraliżuje ich tytuł ministra („To pośrednik między nami a rządem, powinien nas słuchać”), wiedzą, że RPD powinien walczyć o ich prawa. I zamierzają z tego korzystać. Ministrze Piontkowski, proszę się nie łudzić, oni zawalczą o siebie w każdym ważnym dla siebie temacie. Nie tylko mają do tego narzędzia. Mają też odwagę, świadomość i zaangażowanie. Może w kolejnym przemówieniu warto ich zauważyć? W petycjach i apelach, na które MEN może odpowiedzieć, można przebierać.

 

Cały tekst, skopiowany ze „Strefy Nauczyciela” – w formie pliku pdf  –   TUTAJ



 

Foto: www.portalsamorzadowy.pl

 

Nieomylny minister Dariusz Piontkowski.

 

Zdjęcie zamieszczone 5 marca 2020 r. do artykułuDariusz Piontkowski: nie ma powodu, aby zawieszać zajęcia w szkołach”.

 

 

[…] – Przypomnę, że od 25 marca obowiązek szkolny w Polsce realizowany jest poprzez nauczanie na odległość. Ze względu na epidemię koronawirusa musieliśmy inaczej zorganizować naukę. Ten obowiązek nadal będzie w ten sposób realizowany zwłaszcza wobec tych dzieci, które nie zostaną posłane do szkół. Przypomnę, że to nie jest pierwszy etap, kiedy dzieci mogą wracać do placówek opiekuńczo-wychowawczych, czy dydaktycznych, bo od 6 maja umożliwiliśmy otwarcie przedszkoli, a teraz otwarcie szkół dla klas I-IIIpowiedział Piontkowski.

 

Nie zgodzę się z opinią, że nie wiadomo jak ta opieka ma wyglądać, jak ma wyglądać pobyt dzieci w szkole. Zarówno przy otwieraniu przedszkoli, jak i teraz przy otwieraniu szkół dla klas I-III wydaliśmy bardzo szczegółowe wytyczne, które są uzgodnione z Głównym Inspektorem Sanitarnym oraz Ministrem Zdrowia, gdzie wskazaliśmy, że chociażby grupy dzieci, które znajdą się w szkołach powinny być zdecydowanie mniejsze niż tradycyjnie. Będę one liczyły nie więcej niż 12 dzieci, a w szczególnych przypadkach 14 dzieci. Mówimy też o takiej zmianowości pobytu dzieci w przestrzeniach wspólnych, jak korytarze, stołówki, sale gimnastyczne, bądź boiska szkolne, bo dzieci będą mogły tam być – przypomniał szef MEN.


Pytany o możliwość pogodzenia tych dwóch rodzajów nauczania zaznaczył, że od początku wyraźnie mówiliśmy w rozporządzeniach dotyczących zdalnego nauczania, że to nie zawsze musi być nauczania tylko i wyłącznie on-line przed komputerem„. Zwrócił uwagę na to, że w domach uczniów jest różna możliwość dostępu do komputera, gdy jest kilkoro dzieci i rodzice pracujący zdalnie. – Nie da się tego zorganizować tak, że zajęcia będą tylko i wyłącznie w czasie rzeczywistym przed ekranem monitora – zaznaczył.[…]

 

 

Cały artykuł „Piontkowski: W szkołach i opieka, i nauka  –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 



Dzisiaj „Dziennik Łódzki” poinformował o aktualnej sytuacji w szkołach podstawowych artykułem Macieja Kalacha zatytułowanym „W Łodzi szkoły zamknięte, ale w Zgierzu otwarte. Ilu uczniów klas I-III przyszło w poniedziałek do zgierskich podstawówek?” Oto jego fragment:

 

[…] Urząd Miasta Łodzi, jak na razie, nie skorzystał z możliwości częściowego uruchomienia podstawówek. Magistrat czeka na pełne wyniki testów grupy pracowników żłobków i przedszkoli z sanepidu. *

 

Ta grupa była tam skierowana po wcześniejszych testach – opłaconych przez magistrat – aby, jak argumentowali przed weekendem urzędnicy UMŁ, zyskać pewną wiedzę o odsetku zakażonych wśród zajmujących się dziećmi.

130 miejsc w swoich szkołach podstawowych przygotował od poniedziałku Urząd Miasta Zgierza. 19 maja ta instytucja poinformowała, że warunkiem skorzystania z takiego miejsca jest dostarczenie odpowiedniego oświadczenia przez rodzica. Podstawówki przyjęły takie dokumenty dla 104 uczniów klas I-III.

 

Ale w poniedziałek okazało się, że w szkołach pojawiło się 33 małych zgierzan.

 

Miejskie podstawówki uruchomili także urzędnicy z Pabianic. […]

 

 

Cały artykuł „W Łodzi szkoły zamknięte, ale w Zgierzu otwarte” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.dzienniklodzki.pl

 

 

*Dziś w południe „Radio Łódź” poinformowało: „Pracownicy przedszkoli i żłobków przeszli testy genetyczne na obecność koronawirusa. Są zdrowi.”

 

Czytaj dalej »



Od kilku tygodni nie zamieszczaliśmy tekstu z bloga Jarosława Pytlaka.Ostatni raz było to 4 maja, gdy proponowaliśmy lekturę „O powrocie dzieci do żłobków i przedszkoli – dla rodziców” . Później na blogu „Wokół Szkoły” zamieszczane były jeszcze teksty: „Po telekonferencji w Mazowieckim Kuratorium Oświaty” (7 maja) i „‚Poszukiwany, poszukiwana 2020’ – na Bemowie” (16 maja). Oba dotyczyły – nazwijmy to tak – problemów lokalnych i w natłoku innych, bardziej uniwersalnych, przegrały w procesie redakcyjnych decyzji.

 

Ale ten, zamieszczony wczoraj – „Mózg zlasowany nad wieszakiem na żuchwę” nie mógł nie tylko pozostać niezauważony, ale załuguje na szerokie upowszechnienie. Co niniejszym czynimy, zamieszczając jego „wyjątki” (z redakcyjną ingerencja, polegającą na pogrubieniu niektórych fragmentów tekstu) i link do źródła, z gorącą namową, aby przeczytać całość:

 

Foto1: www. fryzuranadzis.pl

 

Nasza redakcyjna próba graficznego przedstawienia tematu…

 

 

Mózg zlasowany nad wieszakiem na żuchwę

 

Bardzo żałuję, że Bozia poskąpiła mi talentu graficznego i nie umiem narysować satyrycznego autoportretu pt. „Dyrektor szkoły w szponach obłędu”, choć jego wizję z każdym dniem mam coraz bardziej klarowną. Wygląda, mniej więcej. tak:

 

Oto głowa ozdobiona bujną brodą i szopą przetkanych siwizną włosów, bo na umawianie się online do fryzjera czasu nie ma. Trzeba przygotować szkołę na przyjęcie małych dzieci w reżimie sanitarnym, pomyśleć o konsultacjach dla ósmoklasistów i komisjach na ich nieszczęsny egzamin, konsultacjach dla klas 4-6 i zajęciach rewalidacyjnych w siedzibie szkoły, zakrzywieniu czasoprzestrzeni, żeby to wszystko zmieściło się w ciasnym budynku; trzeba nadzorować zdalne nauczanie (w naszej placówce – na czterech poziomach), wspierać pracę nauczycieli, zaplanować przyszły rok szkolny… Dobra, starczy tej litanii, dość, że praca dyrektora szkoły w czasach koronawirusa odbywa się w ruchu ciągłym, jeszcze bardziej niż kiedyś,  a przecież dawno temu już pisałem, że jest jej za dużo! […],

 

Wróćmy do rysunku. Dyrektorskie oczy – jak filiżanki, symbolizujące ciągłe zdziwienie, bo jak tu nie dziwić się skomplikowanej rzeczywistości, w której wiceminister edukacji napomyka coś w mediach w kwestii nie-powrotu dzieci do szkół, a godzinę później okazuje się, że będzie inaczej. Albo minister zdrowia ogłasza, że panuje nad sytuacją i w ogóle jest świetnie, a biedny dyrektor dziwuje się, że codzienne kilkaset wykrytych nowych zakażeń koronawirusem może być uznane za wystarczające świadectwo bezpieczeństwa, by przyjąć dzieci w placówkach oświatowych i zorganizować egzaminy zewnętrzne. O sprawności ministra edukacji  w ogóle szkoda gadać, bo w jego przypadku „zarządzać sprawnie”, to oksymoron.

Czytaj dalej »



20 maja zamieściłem na OE materiał, zatytułowany Druzgocąca krytyka publicystyki, promującej zmiany w edukacji. Prowokacja?”. Udostępniłem tam fragmenty tekstu Roberta Raczyńskiego – autora bloga „Eduopticum”, który 18 maja zamieścił tam tekst, zatytułowany Publicystyka zmiany”.

 

Mój tytuł nieprzypadkowo kończy to pytanie: „Prowokacja?” To był jedyny sposób, abym mógł zasygnalizować czytelnikom „Obserwatorium Edukacji”, że poglądy jakie w swoim tekście zaprezentował Robert Raczyński publikuję na stronie „Obserwatoroium” nie dlatego, że je w pełni podzielam.

 

Dziś postanowiłem, że ten felieton przeznaczę wyłącznie na odnotowanie moich refleksji, powstałych podczas lektury tekstu „Publicystyka zmiany”.

 

Zacznę od zacytowania fragmentu, który u niejednego czytelnika mógł wywołać gniew, a może i nawet bardziej skrajne emocje:

 

Głównym konsumentem podobnych objawień, biernym, pozbawionym jakiegokolwiek wpływu na opisywaną sytuację, bezrefleksyjnym, ale entuzjastycznym potakiwaczem jest tu internetowy różowy kisiel, publiczność gotowa zalajkować każdą, „nowocześnie” inną ideę, pasującą ideologicznie jej, lub jej duchowemu guru, w rodzaju Kena Robinsona.”

 

Nie twierdzę, że jestem typowym przedstawicielem środowiska nauczycielskiego, które jest odbiorcą tekstów i materiałów ikonograficznych, zamieszczanych na portalach, fanpejdżach i prywatnych profilach fejsbukowych, promujących ruchy dążące do „zmiany” skostniałej struktury naszego szkolnictwa. Ale wiem, że znakomita większość tych, których przez lata mojej aktywnosci w „sieci” poznałem, a także ci poznani w realu”, nie zasługują na określenie ich różowym kisielem, że sąbezrefleksyjnymi ale entuzjastycznymi potakiwiczami”. Nawet jeżeli część z nich swoje zaangażowanie w ruch zmiany rzeczywiście kończy na zalajkowaniu jednego czy drugiego reformatorskiego tekstu, to jeszcze nie musi oznaczać, że są oni owym różowym (?) kisielem.

 

Bo mogą to być nauczycielki/nauczyciele mający już tylko kilka lat do wieku emerytalnego, może pracują w szkole, której dyrekcja jest rodzinnie lub towarzysko powiązana z lokalną władzą, pochodzącą spod sztandarów aktualnej większości sejmowej, a może są młodymi adeptami nauczycielskiej profesji, zatrudnionymi na umowę okresową, na etapie stażysty, którzy z obawy przed utratą pracy nie mają odwagi lansować „nowinek” w swojej szkole, zdominowanej przez jej konserwatywne kierownictwo i podstarzałe (mentalnie) „ciało pedagogiczne”.

 

Czytaj dalej »



Wczoraj na stronie „Głosu Nauczycielskiego” zamieszczono artykuł zatytułowany „Masz katar i o tym nie poinformujesz? Dyrektor grozi odpowiedzialnością karną. Kuriozalne pomysły w szkołach”. Oto jego obszerne fragmenty:

 

 

Screen Tweetu Krzysztofa Baszczyńskiego z 22 maja 2020 r.

 

 

To reakcja [wiceprezesa ZNP – red OE] na kolportowane wśród pracowników oświaty w Skarżysku Kamiennej “Oświadczenie pracownika o aktualnym stanie zdrowia”. Nauczyciele oraz pracownicy administracji i obsługi szkół mieliby je podpisać przed powrotem do pracy stacjonarnej w szkołach od poniedziałku 25 maja br. Tego dnia w szkołach w całej Polsce mają się pojawić uczniowie klas I-III. Uczniowie klas VIII oraz absolwenci liceów i techników otrzymali natomiast prawo do konsultacji z nauczycielami na terenie szkół. […]

 

Podsuwający do podpisania “oświadczenie” dyrektorzy oczekują, że pracownicy będą ich szczegółowo informowali o swoim stanie zdrowia.* “Oświadczam, że nie mam żadnych przeciwwskazań zdrowotnych do świadczenia pracy, żadnych objawów typowych dla zakażenia koronawirusem (gorączka, kaszel, katar, problemy z oddychaniem, duszności, wysypki)” – czytamy w dokumencie. I dalej: “Oświadczam, że jestem świadoma/y sytuacji epidemiologicznej, jaka aktualna jest w Polsce i możliwości zakażenia koronawirusem.” (pisownia oryginalna).

[…] “Oświadczam, że niezwłocznie poinformuję Pracodawcę w sytuacji wystąpienia jakichkolwiek objawów u mnie lub któregokolwiek członka mojej rodziny, świadczących o możliwości zakażenia.

 

[…] “Oświadczam, że zostałam/em poinformowana/y przez Pracodawcę o przestrzeganiu wszelkich norm sanitarnych, wynikających z zaleceń MEN, GIS i MZ. W związku z powyższym mam świadomość, że Pracodawca nie ponosi odpowiedzialności w przypadku zakażenia się przeze mnie koronawirusem” – czytamy w dokumencie.

 

Dyrektorzy grożą przy tym swoim pracownikom… odpowiedzialnością karną za zatajenie np. kataru, gorączki, czy innych objawów mogących świadczyć o chorobie! W kolportowanym “oświadczeniu” znalazł się bowiem i taki fragment: “Oświadczam, że jestem świadoma/y odpowiedzialności karnej w przypadku zatajenia informacji o objawach, świadczących, o możliwości zarażenia wirusem COVID-19 oraz odpowiedzialności karnej związanej z ewentualnym spowodowaniem zakażenia wirusem współpracowników – art. 156 & 1 pkt 2 Kodeksu Karnego”.

 

Takie “oświadczenie” miałoby się stać warunkiem przystąpienia do pracy – zauważył Krzysztof Baszczyński. ZNP skieruje sprawę do Państwowej Inspekcji Pracy oraz do organu prowadzącego. Naszym zdaniem, nauczyciele i pracownicy administracji i obsługi absolutnie nie powinni tego podpisywać. Powinni natomiast stawić się w pracy. Jeśli dyrektor nie wpuści ich do placówki, powinni zażądać tej decyzji na piśmie – dodał.

 

W Głosie pisaliśmy już o przypadkach wymuszania na nauczycielach i pracownikach oświaty składania podpisów pod “koronalojalkami” w przedszkolach w Warszawie oraz placówkach oświatowych na Pomorzu.

 

 

Cały artykuł „Masz katar i o tym nie poinformujesz? Dyrektor grozi odpowiedzialnością karną. Kuriozalne pomysły w szkołach” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.glos.pl

 

*Pogrubienia i podkreślenia fragmentów przytoczonego tekstu – redakcja OE



Dziś proponujemy lekturę kolejnego tekstu Danuty Sterny – tym razem zatytułowanego „Jak uczyć online społeczno-emocjonalnych umiejętności?” Został on wczoraj zamieszczony na jej blogu „Oś Świata” i jak zwykle u niej – jest to swoisty miniporadnik metodyczny. Zamieszczamy ten post bez skrótów i jakiejkolwiek redakcyjnej ingerencji:

 

 

Czy powinniśmy zajmować się teraz umiejętnościami społeczno-emocjonalnymi uczniów. Czy jest to w ogóle możliwe, gdy całą energię poświęcamy nauce ujętej w programie szkolnym?

 

Trudna sytuacja uczniów wymaga, może jak nigdy wcześniej, właśnie tych umiejętności. Kluczowe znaczenie ma umiejętność radzenia sobie z lękiem. Jeśli uczniowie czują, że nie mają kontroli nad swoją przyszłością to, czują się niepewni i to dominuje ich myślenie i nie maja przestrzeni na uczenie się.

 

Co może zrobić nauczyciel teraz dla kształcenia u uczniów umiejętności społecznych i emocjonalnych?

 

 

6 pomysłów dla nauczycieli:

 

-Zachęcanie do spojrzenia z dystansu

-Poświęcenie czasu na rozmowę z uczniami

-Pokazywanie, że można przyczynić się do zmniejszenia ryzyka

-Budowanie wspólnoty

-Ćwiczenia na własną rękę

-Rozmowa z uczniami na temat sytuacji na świecie

 

 

Zachęcanie do spojrzenia z dystansu

 

Nauczyciel może zachęcać uczniów, aby przestali myśleć tylko o sobie, a zamiast tego zadawali sobie pytania typu: „Co mogę zrobić dla mojego przyjaciela, który martwi się sytuacją pandemii?”;  „Co mógłbym mu powiedzieć?”; „Czy to, co powiem pomoże mojemu przyjacielowi?”

 

Chodzi o to, aby uczniowie zaczęli myśleć o innych, a nie byli skupieni tylko na sobie i swoim problemie.

 

Czytaj dalej »



Na oficjalnej stronie MEN króluje w piątek 22 maja informacja o 72 rocznicy śmierci rotmistrza Witolda Pileckego. Aby zdobyć aktulne informacje o stanie opieki przedszkolnej musieliśmy sięgnąć na stronę „Serwisu Samorządowego PAP”, gdzie podzielono się z czytelnikami wiadomościami pozyskanymi od samej rzeczniczki prasowej MEN – Anny Ostrowskiej. Oto fragmenty tego materiału, zatytułowanego „MEN: otwarto 8,6 tys. przedszkoli, opiekę w nich ma prawie 74 tys. dzieci”:

 

 

Z możliwości otwarcia przedszkoli skorzystało 8,6 tys. przedszkoli oraz innych form wychowania przedszkolnego; opiekę znalazło w nich prawie 74 tys. dzieci – poinformowała w piątek rzeczniczka prasowa MEN Anna Ostrowska.* […]

 

Kończymy kolejny tydzień, w którym przedszkola, oddziały przedszkolne w szkołach podstawowych i inne formy wychowania przedszkolnego miały możliwość uruchomienia opieki dla dzieci. Ostateczna decyzja dotycząca otwarcia placówek należy jednak do dyrekcji i organu prowadzącego. Z takiej możliwości dziś, 22 maja skorzystały kolejne samorządy. Dzięki temu prawie 74 tys. dzieci mogło uzyskać opiekę w ponad 8,6 tys. placówkach w całym kraju. To realna pomoc dla rodziców, którzy muszą wrócić do pracy i nie mogą zostać z dziećmi w domu” napisała w piątek w komunikacie rzeczniczka Ministerstwa Edukacji Narodowej. […].

 

Według danych MEN, w całym kraju jest ponad 22 tys. przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych i innych form wychowania przedszkolnego. Chodzi do nich 1,41 mln dzieci.

 

Czytaj dalej »



Foto:Mateusz Iżakowski [www.szczecin.tvp.pl]

 

Dzisiaj „Dziennik Łódzki” artykułem Macieja Kałacha poinformował o aktualnej sytuacji w badaniach, jakie Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Łodzi prowadzi u tych pracowników żłobków i przedszkoli, którzy we wcześniejszych badaniach mieli wątpliwe wyniki testów przesiewowych pod kątem COVID-19. Oto fragmenty tego artykułu:

 

[…] Badania w sanepidzie kadry z łódzkich przedszkoli oraz ze żłobków trwają od poprzedniego weekendu. Inspekcja sanitarna musiała zacząć przeprowadzać testy genetyczne wśród ich 456 pracowników, bo wcześniej badania na obecność odpowiednich przeciwciał, opłacone przez magistrat, wskazały tak liczną grupę jako osoby, które przechodzą lub przechodziły koronowirusa. […]

 

Do piątku do magistratu spłynęły wyniki 177 zbadanych w sanepidzie pracowników. Nie ma żadnego potwierdzenia koronawirusa. W związku z tym Urząd Miasta Łodzi od poniedziałku (25 maja) otwiera kolejnych 46 przedszkoli oraz pięć żłobków. Na podstawie wcześniejszych danych z UMŁ, można ustalić, że od tego dnia będzie działało już 77 ze 146 miejskich przedszkoli oraz 6 z 32 żłobków.

 

UMŁ przyjął zasadę, zgodnie z którą nie otwiera placówki, jeśli ktokolwiek z jej kadry ma podejrzenie koronawirusa.

 

Czytaj dalej »