
Foto:PR24/DB [www. polskieradio24.pl]
Przemysław Czarnek – Minister Edukacji i Nauki – z uprawnieniami do tytułowania go profesorem na KUL
Minister edukacji był pytany w Polskim Radiu 24, co można zrobić, by treści patriotyczne, niepodległościowe i katolickie pojawiły się w polskich szkołach i mogły być poznane przez młodzież. Oto jego wypowiedzi:
-One już tam są. Trzeba zwiększyć wysiłki, żeby było ich więcej poprzez zmianę np. kanonu lektur, ale poprzez również spojrzenie gruntowne na podręczniki. Zwłaszcza podręczniki do historii najnowszej, które dopiero będą tworzone pewnie, bo to jest czwarta klasa w szczególności, a które będą pokazywały również losy naszej niepodległości w ostatnim stuleciu – odpowiedział Czarnek.
Niezwykle ważna rzecz, żeby zrozumieć skąd jesteśmy i dlaczego jesteśmy w tym miejscu właśnie, tutaj w wolnym kraju, demokratycznym. Że zawdzięczamy to naprawdę ciężkiej pracy, poprzednim pokoleniom i obecnym jeszcze pokoleniom, starszym, którym stawiamy pomniki. Dzisiaj rozbierane przez niektórych, którzy kompletnie nie rozumieją czym jest polskość, na czym polega polskość i co zawdzięczamy tym ludziom, którzy oddawali swoje życie, zdrowie i ciężko pracę wykonywali, żebyśmy żyli w Rzeczypospolitej wolnej, takiej jaka ona dzisiaj jest – dodał minister. […]
Cały artykuł „Czarnek: W szkołach musi być więcej treści patriotycznych. Będą zmiany w kanonie lektur? – TUTAJ
Źródło: www.edukacja.dziennik.pl
x x x
A tak minister Czarnek odpowiedział w Radiu Wnet na pytanie o powrót uczniów do nauczania stacjonarnego:
[…] -Póki co mamy decyzję do 29 listopada. Mamy nauczanie zdalne od I klasy szkoły podstawowej wzwyż. Liczymy, że przez te trzy tygodnie blisko będziemy mieli sytuację opanowaną w tym sensie, że ta krzywa zachorowań zostanie wypłaszczona, że nie będzie zwiększonej liczby dziennych zarażeń, bo to wszytko jest z sobą powiązane – odpowiedział minister. Wyjaśnił, że chodzi o utrzymanie wydolności systemu zdrowia. – Chodzi o życie i zdrowie Polaków. To jest wartość najważniejsza – wskazał.
-Jeśli uda się to zrobić w ciągu tych kilkunastu dni, dzięki zaangażowaniu wszystkich Polaków, nauczycieli, uczniów, rodziców, przestrzeganiu wszystkich obostrzeń i rygorów, które są wprowadzane, nie po to, by kogoś blokować, ale by ratować życie i zdrowie, to jestem przekonany, że mamy szansę po 29 listopada przynajmniej stopniowo wracać do szkół – zapewnił.[…]
Cały artykuł „Minister Czarnek: szansa na stopniowy powrót do szkół po 29 listopada” – TUTAJ
Źródło: www.onet.pl
Wczoraj dyrektor Zespołu Szkół STO na warszawskim Bemowie – Jarosław Pytlak, po kilkunastodniowej przerwie w blogerskiej aktywności, zamieścił na swoim blogu tekst, zatytułowany „Od amerykańskich wyborów do najważniejszej misji polskiej szkoły”. Tradycyjnie dla tego blogera – jest to obszerny materiał (13 714 znaków!), z którego przytoczymy tylko kilka (subiektywnie) wybranych fragmentów. Ale mamy nadzieję, że spełnią one swoją funkcje – zaciekawienia w takim stopniu, że sięgniecie do źródła po pełną wersję tego, budzącego refleksje, tekstu:
Podobno nic nie poprawia humoru bardziej, niż świadomość, że ktoś inny ma gorzej. Albo chociaż równie źle. I ja nie jestem wolny od tej ludzkiej słabostki. Dlatego śledząc amerykańską walkę o prezydenturę czerpię jakąś otuchę, że oni także doświadczają, tam w Ameryce, głębokich podziałów społeczeństwa i mają za przywódcę psychopatę-cynika-cwaniaka-narcyza (właściwe podkreślić, można wszystko), próbującego zdemolować mechanizmy demokracji w imię utrzymania władzy. Która mu się po prostu należy…[…]
Najwyraźniej kłopoty, jakie przeżywamy w Polsce nie są efektem tego, że jesteśmy jacyś wyjątkowo nieudani. Choć to nieładnie, czuję się nieco lepiej ze świadomością, że zaraza populizmu tak samo dotyka kraj z dużo większą tradycją demokracji. A rozmyślając nad kondycją naszego społeczeństwa dochodzę do wniosku, że warto dojść do przyczyny rozpowszechnienia tego zjawiska, by zastanowić się, jak przywrócić w rodzimej edukacji prymat rozumu nad emocjami. Bo dość powszechne dzisiaj przekonanie inteligentów starej daty, że cała nasza obecna elita polityczna, ze szczególnym uwzględnieniem nowego ministra od kształcenia, jest żywym świadectwem totalnej porażki jej nauczycieli, to jedynie sposób dania ujścia emocjom, a nie rzetelna diagnoza. Istota rzeczy wydaje się bardziej złożona.
Wielu ludzi, czy to snujących piękne wizje polskiej oświaty po Zalewskiej/Piontkowskim/Czarnku, czy też spacerujących sobie w geście poparcia Strajku Kobiet, albo trzymających kciuki za powodzenie implementacji Joe Bidena na Kapitolu, zdaje się wyznawać pogląd, że wystarczy odsunąć obecnie rządzących od władzy, a świat od razu stanie się lepszy. Zastąpić Przemysława Czarnka Przemkiem Staroniem, Jarosława Kaczyńskiego kimkolwiek bardziej przystającym do współczesności, a Donalda Trumpa – prezydentem-elektem i większość trosk zniknie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Otóż nie zniknie. […]
Źródło: www.isap.sejm.gov.pl
Fotokopia Dekretu o obowiązku szkolnym z dnia 7 lutego 1919 roku; Dziennik Praw nr 14, poz. 147
Pragnąc zaznaczyć – na nasz, edukacyjny sposób – świąteczny charakter dzisiejszego dnia – Święta Niepodległości, zamieszczamy obszerny fragment tekstu, zatytułowanego „Edukacja w II Rzeczpospolitej” . Jest to ta część owego opracowania, która opisuje początki tworzenia jednolitego systemu szkolnego na terenach powstającej Rzeczypospolitej, powstałej z połączenia terenów, będących przez ponad sto lat w administracji trzech zaborców. A w każdym z tych państw – Rosji, Prusach i Monarchii Autro-Węgierskiej obowiązywały bardzo różne systemy szkolne.
Oto jak autor tego opracowania – dr Sebastian Adamkiewicz – opisał początki polskiego systemu oświaty w pierwszych latach II Rzeczpospolitej:
[…]
Przed władzami niepodległej Rzeczypospolitej stanęło więc poważne zadanie stworzenia jednolitego i efektywnego systemu edukacyjnego. Większość stronnictw politycznych funkcjonujących przed 1914 rokiem postulowała w swoich programach upowszechnienie nauczania. Dostrzegano bowiem wagę edukacji nie tylko w procesie postępu cywilizacyjnego, ale także w dziele budowania tożsamości narodowej. Wprowadzenie powszechnej edukacji było więc nieuniknione. Jeszcze w czasie I wojny światowej Tymczasowa Rada Stanu Królestwa Polskiego powołana przez władze okupacyjne (niemieckie i austriackie) wydała dekret o tymczasowej organizacji szkół elementarnych. […]
Żadna ustawa o obowiązku szkolnym nie weszła w życie przed zakończeniem działań wojennych. Uczestnicy debaty publicznej zgadzali się jednak co do tego, że w odrodzonej Polsce musi funkcjonować szkolnictwo powszechne, przynajmniej na poziomie elementarnym.
Pierwszą zapowiedź realizacji tych postulatów odnaleźć można w odezwie rządu lubelskiego Ignacego Daszyńskiego, w której informowano, że jedną z pierwszych reform, jakie rząd planuje zrealizować, jest wprowadzenie „powszechnego, obowiązkowego i bezpłatnego świeckiego nauczania szkolnego”.
Postulat powszechności nauczania zgłosił także na pierwszym posiedzeniu rządu Jędrzej Moraczewski, premier powołany przez Józefa Piłsudskiego po przekazaniu władzy przyszłemu Marszałkowi przez Radę Regencyjną. W swoim inauguracyjnym przemówieniu stwierdził, iż szkoła odrodzonej Rzeczypospolitej powinna opierać się na zasadach powszechności, bezpłatności, dostępności dla najuboższych oraz świeckości. Miała wychowywać odpowiedzialnych obywateli oraz wydobywać talenty.
Dekret
Odpowiedzialnym za organizację systemu szkolnego w rządzie Moraczewskiego był Ksawery Prauss, członek PPS. Postulował on wprowadzenie nauczania bezpłatnego, obejmującego wychowanie przedszkolne, szkolne na poziomie podstawowym, szkolne na poziomie średnim oraz uczelnie wyższe. Pierwsze chwile niepodległości nie pozwalały jednak na tak poważną inwestycję. Zdecydowano, że system winien być wprowadzany stopniowo.
Priorytetem była organizacja szkół na terenie byłej Kongresówki, gdzie wcześniej obowiązek szkolny nie obowiązywał. 7 lutego 1919 roku Józef Piłsudski wydał dekret o obowiązku szkolnym, który początkowo obejmować miał jedynie dawne Królestwo Polskie. Wprowadzał on siedmioletnie szkoły powszechne oraz ustanawiał obowiązek szkolny dla dzieci w wieku od 7 do 14 lat. Przy czym obowiązek ten nie musiał być realizowany w szkołach państwowych – dopuszczano możliwość edukacji indywidualnej lub w szkołach prywatnych. Programy edukacji domowej i prywatnej miały być jednak dostosowane do programów szkoły powszechnej, a wiedza uczniów miała być sprawdzana za pomocą specjalnych egzaminów nadzorowanych przez inspektora oświatowego.
Screen relacji filmowej TVN2r
„W poniedziałek 9 listopada odbył się protest w sprawie odwołania Przemysława Czarnka ze stanowiska ministra edukacji i nauki. Przed budynkiem resortu na ul. Szucha w Warszawie zebrało się kilkaset osób. O zdymisjonowanie Czarnka w listach do premiera i prezydenta apelowali także naukowcy, m.in. poloniści z Uniwersytetu Jagiellońskiego i badacze związani z Komitetem Nauk o Kulturze PAN.”
Więcej – „Czarnek o protestach i apelach o jego odwołanie: Pozostaję do dyspozycji premiera” – TUTAJ
Na tym tle sugerujemy lekturę – najpierw fragmentów zamieszczonych poniżej, a potem całości – artykułu Adama Leszczyńskiego z portalu OKO.press „Cudowne rozmnożenie. Ministerstwo wielokrotnie powiększyło dorobek naukowy ministra Czarnka”:
[…] Czujne oczy jednego z naukowców — który zawiadomił o sprawie OKO.press — wychwyciły jednak cudowne rozmnożenie dorobku naukowego dr. hab. Przemysława Czarnka. Co napisało o nim ministerstwo? Zacytujmy.
„Jest autorem kilkudziesięciu monografii i artykułów naukowych*. Specjalizuje się w prawie konstytucyjnym. Jest profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego”.
Teraz sprawdźmy.
Dorobek naukowy Czarnka: monografia i parę artykułów
Spis publikacji profesora-ministra można znaleźć na jego stronie w KUL. Prof. Czarnek publikował do 2014 roku. W 2015 roku uzyskał habilitację. Potem zajmował się innymi sprawami – m.in. był wojewodą lubelskim. Po 2014 roku są jeszcze dwie publikacje z 2018 roku. Ostatnia publikacja Czarnka, którą znaleźliśmy, ukazała się w „Przeglądzie Sejmowym” w 2020 roku i nosi tytuł „Glosa do uchwały składu połączonych Izb: Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2020 r., sygn. akt BSA I-4110-1/20”.
W sumie w oficjalnym spisie publikacji naukowych ministra znajduje się:
>1 (słownie jedna) monografia naukowa – rozprawa habilitacyjna;
>7 (słownie siedem) artykułów naukowych recenzowanych (zajmiemy się nimi za chwilę);
>3 (słownie trzy) artykuły w recenzowanych wydawnictwach zbiorowych.
[…] Ponadto profesor-minister wymienia w dorobku np. hasła w leksykonach, „przyjęcie gościa z zagranicznego ośrodka naukowego”. Był nim profesor Uniwersytetu w Bari we Włoszech. […]
W dalszej części artykułu autor informuje:
-Gdzie publikował dotąd poseł-profesor-wojewoda-minister,
-Że Czarnek nie istnieje w międzynarodowej bazie SCOPUS, zbierającej cytowania w części międzynarodowych czasopism naukowych.,
-Że jego jedyna monografia habilitacyjna „Wolność gospodarcza” była cytowana aż trzy razy – TUTAJ
-Że Promotor-recenzent postępowania habilitacyjnego był jego kolegą,
Cały artykuł – TUTAJ
Źródło: www.oko.press
Wczoraj na oficjalnej stronie Rzecznika Praw Obywatelskich zamieszczono informację, zatytułowaną „Nauczyciele nie mogą się obawiać omawiania z młodzieżą trudnych tematów”. Oto jej obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:
Rzecznik Praw Obywatelskich podjął sprawę podjęcia czynności wyjaśniających wobec nauczyciela historii z jednego z liceów*. Jak podały media, do Ministerstwa Edukacji Narodowej wpłynęła skarga rodziców, w związku z czym Kuratorium Oświaty wszczęło postępowanie. Nauczyciel został posądzony o to, że naraził życie i zdrowie uczniów w trakcie pandemii, zachęcając ich do udziału w akcji protestacyjnej organizowanej przez ruchy społeczne.
Z relacji nauczyciela wynika zaś, że omawiał on z uczniami ich ewentualny udział w protestach, apelując o rozwagę i bezpieczne zachowanie. Nauczyciel odbiera działania MEN i Kuratorium jako próbę zastraszenia jego i innych nauczycieli.
Wcześniej dyrektorzy szkół, nauczyciele i rodzice otrzymali od tego Kuratora Oświaty** dwa listy odnoszące się do protestów ulicznych przeciwko decyzji Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji. W pierwszym przedstawiono opinię, że ”niedopuszczalne i zabronione prawem są wszelkie próby wykorzystywania uczniów do działań o charakterze politycznym oraz indoktrynacji ideologicznej. Każda próba wpływania na poglądy uczniów i wychowanków przez nauczycieli jest nadużyciem i łamaniem obowiązującego prawa (…) Spotka się to każdorazowo z reakcją ze strony Kuratora Oświaty. Nie wolno nam zgodzić się na podsycanie do totalnej negacji oraz deprecjonowania Wartości”. […]
Rzecznik przyjmuje ze zrozumieniem troskę, jaką kuratorzy oświaty wyrażają wobec zdrowia i bezpieczeństwa protestujących w czasie epidemii. Nie można jednak zgodzić się z twierdzeniem, że „każda próba wpływania na poglądy uczniów i wychowanków przez nauczycieli jest nadużyciem i łamaniem obowiązującego prawa”. Oznaczałoby to bowiem także brak możliwości dyskutowania z poglądami i zachowaniami uczniów sprzecznymi z zasadami wymienionymi w preambule Prawa oświatowego: solidarności, demokracji, tolerancji, sprawiedliwości i wolności.
Po tym jak wczoraj przeczytałem [WK] na profilu Tomasza Tokarza najnowszy post – nie miałem wątpliwości, że muszę go zamieścić na OE. Co niniejszym czynię – bez skrótów, oczywiście:
Słyszę czasem tezę, że wiadomo co robić, ale nic się nie zmienia. Nic się nie zmienia, bo mało kto chce realnej zmiany. Środowisko nauczycielskie będzie dużo o zmianie opowiadać i formułować kolejne postulaty, ale to jest tylko taki manewr odwracający uwagę, mający zasugerować, że dopiero musi przyjść zmiana odgórna, by naprawić sytuację, no a skoro zmiany nie zadekretowano – to trzeba robić, to co się robiło (czyli kartkówki, odpytywania i ocenianie).
Kiedy czytam „zwiększenie autonomii nauczyciela” (w sytuacji, kiedy trudno o bardziej autonomiczny zawód), albo „zmiana systemu oceniania” (na jaki? skoro jest w tej kwestii totalna dowolność i każda szkoła, a nawet każdy nauczyciel może oceniać, jak chce), albo „powołanie samorządu nauczycielskiego” (ale kto ma go powołać? – minister?), „albo wprowadzenie do podstawy programowej nacisku na współpracę i komunikację, krytyczne myślenie i samorozwój” (w sytuacji, kiedy ona właśnie na to kładzie nacisk), albo „obligatoryjne wprowadzenie przedmiotów uczących demokracji i otwartości” (uczenie demokracji pod przymusem, a pomocą kartkówek?) albo „domagamy się szanowania zawodu nauczyciela” (najlepiej ustawowy nakaz szacunku) to wiem, że chodzi tylko o zasłonę dymną.
Prawdziwa zmiana, która jest w zasięgu ręki (!) polegałaby na zwykłej zmianie podejścia do ucznia – potraktowania go jako osoby, który szuka swojego miejsca w świecie, a my mamy go wspierać na tej drodze. Naprawdę – to wystarczy. Zobaczenie w uczniu człowieka, nie obiektu do tresury.
Ale o taką zmianę najtrudniej – bo oznacza utratę kontroli i odbiera narzędzia obrabiania. A jak bez nich wymuszać na uczniach wykonywanie poleceń – których nie rozumieją, które nic im nie dają, które nie sprawiają im przyjemności, nie są zgodne z ich potrzebami i które są dla nich bezbrzeżnie nudne, ale które robić „trzeba”, bo wydawnictwa przysłały je wraz z podręcznikiem.
Polecam także Waszej uwadze zamieszczone pod tym tekstem komentarze:
Foto: www.uml.lodz.pl
Konferencja prasowa radnych łódzkiej Rady Miejskiej – 9 listopada 2020 roku
.
–Ministerstwo Edukacji przypomina rozklekotaną lokomotywę, która ciągle się wykoleja – powiedział Michał Olejniczak, radny Rady Miejskiej. [Klub Radnych SLD]
Do tej pory nie ma elektronicznego programu dla uczniów, który umożliwiałby jednolitą pracę dla wszystkich dzieci i nauczycieli. Nie ma żadnych wytycznych dotyczących tego, jak mają wyglądać sprawdziany i weryfikacja wiedzy uczniów.
Minister Czarnek powiedział, że przeznacza 500 zł jednorazowego dodatku dla nauczycieli na zakup sprzętu elektronicznego. Jest to kpina! Przecież za taką kwotę można kupić 1/5 laptopa lub połowę drukarki. Taka propozycja to medialny ochłap. Dlaczego rząd Prawa i Sprawiedliwości nie reagował na sytuację wcześniej?
Pan Czarnek oznajmił, iż wierzy w Boga i liczy na to, że uczniowie wrócą do szkół. Może powinien wstąpić do seminarium? Tam rządzi siła wyższa, a nie potęga ludzkiego rozumu.
Wszystko jest zrzucone na barki samorządu – podsumował radny Michał Olejniczak. […]
W roku 2015 Polska miała już system nauczania zdalnego, były przygotowane e-podręczniki i plany wdrażania tabletów w szkołach. Te działania zostały przerwane. Dlaczego wiosną nie przywrócono tych planów? – dodał radny Marcin Hencz. [Klub Radnych KO]
–Wiosną na Komisji Edukacji poruszaliśmy temat nauczania zdalnego – powiedział Damian Raczkowski, radny Rady Miejskiej [wiceprzewodniczący Klubu Radnych KO, wiceprzewodniczący Komisji Edukacji]
–Brak sprzętu mógł mieć wpływ na to, że niektórzy uczniowie nie otrzymali awansu do następnej klasy, ponieważ zostali na trzy miesiące wyłączeni z nauczania. Samorządy w całej Polsce zaczęły te dane analizować.
PiS-u chyba myślał, że nauczanie zdalne nie wróci. Pomyślmy o klasach maturalnych. Uczniowie są przerażeni wizją matury. Czują się nieprzygotowani. Mam nadzieję, że ministerstwo edukacji pomyśli już dziś nad formą tegorocznej matury. Procent zdobywanej wiedzy przez lekcje on-line jest naprawdę minimalny – dodał radny Damian Raczkowski. […]
Cała informacja „Rząd znów wysłał uczniów na naukę zdalną, ale… zapomniał zabezpieczyć dzieci w niezbędny sprzęt” – TUTAJ
Źródło: www.uml.lodz.pl
Foto: www.se.pl
Profesor dr hab. Jacek Raciborski – kierownik Zakładu Socjologii Polityki na UW
W niedzielę 8 listopada – w wersji elektronicznej, opatrując tekst tytułem „Analiza socjologa: Młodzież się przebudziła, ale ten bunt może zgasnąć”, a dzień później – w wersji papierowej pt. „Młodzież się przebudziła” „Gazeta Wyborcza” opublikowała artykuł prof. dr hab. Jacka Raciborskiego– kierownika Zakładu Socjologii Polityki w Instytucie Socjologii na Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty tej publikacji, zachęcając do lektury jej pełnej wersji „u źródła”:
Mamy w Polsce bunt. Gwałtowny i na ogromną skalę*, jeśli weźmiemy pod uwagę, że odbywa się w warunkach pandemii COVID-19. Powód protestu pozornie jest oczywisty: skandaliczny wyrok Trybunału Konstytucyjnego, trybunału, którego legalność jest w masowej skali kontestowana. Ale to tylko zapalnik. Grunt pod pokoleniowy bunt młodych uformował się wcześniej. Zapowiedziały go wybory prezydenckie 2020 roku. Socjologowie nie zdążyli tej prognozy ogłosić w artykułach naukowych. Ich napisanie i opublikowanie wymaga czasu. Na razie wstępne wyniki analizy ogłaszam w formie publicystycznej, mając na względzie pewne publiczne powinności mojej dyscypliny. Bo zmiana postaw politycznych młodzieży, zwłaszcza młodych kobiet, i jej zachowań wyborczych wydaje się epokowa.
W Polsce nigdy w przeszłości młode pokolenie wyborców aż tak wyraźnie nie odróżniło się od pokoleń starszych, a zwłaszcza od pokolenia dziadków. Spektakularny przyrost frekwencji w wyborach prezydenckich 2020 w młodym pokoleniu zlikwidował prawidłowość obserwowaną prawie we wszystkich demokracjach świata, że młodzi ludzie uczestniczą w wyborach istotnie rzadziej niż starsi. Frekwencja w II turze wyborów prezydenckich w kohorcie 18-29 lat wyniosła 67 proc., tyle samo, co w następnej kohorcie wiekowej 30-39 lat.
Po 2015 r. nastąpiła epokowa zmiana
To zupełne novum. W wyborach prezydenckich 2015 roku luka między tymi kohortami wynosiła 10 pkt proc., a w wyborach parlamentarnych 2019 roku była nawet wyższa, bo wyniosła 14 pkt proc. (46 proc. młodzież i 60 proc. trochę starsi)*. A więc w ostatnich wyborach prezydenckich młode pokolenie się zmobilizowało, całkowicie zasypało lukę i wyraziło przy tym istotnie odmienne preferencje.
Foto: www.facebook.com/jakub.aldarawsheh
Jakub Al-Darawsheh – uczeń klasy maturalnej XL LO im. Stefana Żeromskiego w Warszawie, który stał się jedną z pierwszych ofiar polityki władz oświatowych w sprawie zakazu uczniom i nauczycielom popierania i uczestniczenia w protestach przeciw orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zakazu aborcji.
Wieczorem 4 listopada Jakub Al-Darawsheh – uczeń klasy maturalnej XL LO im . Stefana Żeromskiego w Warszawie zamieścił na swoim fejsbukowym profilu następujący tekst:
Prześladowania się rozpoczęły!!!!!!
W ubiegłą środę ustawiłem jako zdjęcie profilowe grafikę sympatyzująca z Ogólnopolskim strajkiem kobiet wraz z numerem telefonu do Aborcji bez granic.
W piątek po pierwszych groźbach wspaniałomyślnych polityczek/polityków oraz kuratorek/kuratorów oświaty z całej Polski moja szkoła poprosiła mnie o zmianę zdjęcia profilowego na platformie MS Teams placówki. Wice Dyrektorka w pierwszym e-mailu poprosiła o zmianę zdjęcia, ponieważ uważała, że zawiera reklamę. W następnej niezbyt przyjaznej, wiadomości otrzymanej od Pani dyrektor, zostałem zobligowany do zmiany zdjęcia. Została tam przytoczona niezbyt jasna podstawa prawna. W odpowiedzi poprosiłem o podanie konkretnych przepisów zakazujących wyrażania swoich poglądów przez uczennice i uczniów. Do dzisiaj nie otrzymałem odzewu na moją prośbę.
Co więcej, część grona pedagogicznego nie wahała się obrażać i zastraszać uczennice i uczniów. Jedna z nauczycielek nazwała nas terrorystkami, wandalkami oraz osobami z zaburzeniami psychicznymi. Kolejnej nauczycielce, nie spodobało się moje zdjęcie profilowe.
Używając władczego tonu oraz krzyku nakazała mi zmianę zdjęcia. Twierdziła również, że Numer do aborcji bez granic i czerwona błyskawica przeszkadzają jej w prowadzeniu lekcji. Ta sama pedagożka oskarżyła mnie o uprawianie polityki i wieców na jej lekcjach, powołując się na obrazę jej uczuć. Gdy próbowałem, przedstawić swoje zdanie, nauczycielka przerwała mi i zakończyła swój monolog słowami: ,,Jest Pan na moich lekcjach. Ja sobie nie życzę, żadnych błyskawic i reklam. Mam nadzieję, że zmądrzeje Pan do następnej lekcji i zmieni swoje zdjęcie” Chciałbym zaznaczyć, że w żaden sposób nie przeszkadzałem w lekcji. Zgłaszałem się na wezwanie nauczycielki i odpowiadałem na pytania. Jedyną formą protestu było zdjęcie profilowe.
Jest mi niezmiernie przykro, że ,,topowe liceum” w Warszawie, uniemożliwia uczennicom i uczniom, swobodnego wyrażania swoich poglądów i opinii. Nie uczy ich także postaw obywatelskich i walki o swoją przyszłość. Bardzo martwi mnie fakt, że najprawdopodobniej szkoła dała się zastraszyć mazowieckiej kuratorce oświaty, a także nowemu Ministrowi Magii.
Szkoda, że placówka reklamująca się jako kuźnia przyszłej elity intelektualnej (klasizm!), równocześnie próbuję zastraszyć i stłamsić uczennice i uczniów bojących się o swoją przyszłość.
Źródło:www.facebook.com/jakub.aldarawsheh
Do opisanego powyżej wydarzenia nawiązała Zofia Grudzińska w swoim artykule „Wychowawcza rola szkoły?”, zamieszczonym 7 listopada na portalu „Obywatele Dla Edukacji”. Oto ten tekst – bez skrótów:
Dwa, zamieszczone w minionym tygodniu materiały: z 3 listopada – „O pokoleniu .JPG’ – wychowanym przez internet, memy, Netflix, k-pop i influencerów” i z 6 listopada – „O tym, że młodzież swymi protestami odrzuciła kulturową hegemonię Kościoła w Polsce” wzbudziły, nie tylko podczas pracy redakcyjnej nad nimi, moje refleksje.
Jednak postanowiłem skomentować tylko ten pierwszy tekst – wybaczcie mi młodzi czytelnicy – będą to myśli weterana polskiej edukacji z kategorii 75+, a dokładniej „rówieśnika Polski Ludowej”
Zacznę chronologicznie – od tekstu Jakuba Wencla (rocznik 1991) – młodego dziennikarza- publicysty, czyli od jego opisu młodych ludzi, których określił mianem „pokolenia JPG””
Moje pokolenie (75+), jak także pokolenie od mojego młodsze – tzw. „boomersów” (osoby urodzone w latach 1946-1964) – dla określenia ludzi, którzy w zasadzie nie czytają książek, a posługują się przede wszystkim przekazem obrazkowym, nigdy nie posłużyłoby się tym skrótem – bo znaczącemu procentowi owych „starszych”,(„grzybów”, „pierników”, „pryków” „wapniaków” czy jak ich tam jeszcze dzisiejsi młodzi nazywają) skrót jpg nic nie mówi.
Ja akurat jestem przedstawicielem tej „średnio ucyfrowionej mniejszości” owego pokolenia, który redagując swoje „Obserwatorium Edukacji” musiał posiąść nie tylko wiedzę, że „JPG to format danych do przechowywania informacji w formie obrazu. Został on zdefiniowany w 1992 roku przez Joint Photographic Experts Group, że od tego czasu JPG jest stale dalej rozwijany. Informacja w formie obrazu nie musi być typową ilustracją, chodzi także o zeskanowane strony tekstów, które później można przekonwertować na dokument w formacie PDF”, ale także musiałem nabyć umiejętność posługiwania się tymi plikami w codziennej pracy redakcyjnej. Ale ja także, poszukując możliwie lapidarnego określenia dla opisanego przez Jakuba Wencla pokolenia, posłużyłbym się raczej słowem „ obrazkowe”, może nawet bardziej „uczenie” – „pokolenie ikoniczne”.
Jednak nie mogę się dziwić, że ktoś kto urodził się w 1991 roku, kto miał roczek, gdy wraz z grupą Seo Taiji and Boys pojawił się K-pop, 13 lat – gdy powstał Facebook, a 14 – gdy ruszył Yoy Tube, ma takie właśnie skojarzenia. I gdy sobie na te kalendarzowe daty owych „przełomowych”, nie tylko dla techniki przekazu i komunikacji, wynalazków (2004 r – Facebook, 2005 r. – Yoy Tube) nałoży się daty narodzin dominujących na ulicznych protestach młodych ludzi, protestach wywołanych co prawda ogłoszeniem przez Trybunał Konstytucyjny wyroku zakazującego aborcji ze względu na uszkodzenie płodu, ale które po kilku dniach przeistoczyły się w protesty przeciw rządom PiS-u, a nawet w ogóle – elit z czasów rządów „budowniczych III RP” [To moje określenie – WK]
Gdy przyjmie się tylko przedział wieku uczniów szkół ponadpodstawowych i studentów, czyli 15-o – 25-o latków, to pojawią się nam daty urodzin od 1995 do 2006 roku. Przypominam: Facebook – 2004 r., Yoy Tube – 2005 r. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mam wątpliwości, że Jakub Wencel ma rację pisząc:
„To pokolenie, które ma gdzieś nie tylko konserwatywno-kościelny panteon wartości, bo wychowały je internet, memy, Netflix, k-pop i influencerzy.* To pokolenie, które nie czuje się w jakikolwiek sposób zobowiązane do przestrzegania konwenansów życia społecznego i jakichś estetycznych reguł, które miałyby wyznaczać sposób, w jaki mogą wyrażać własną opinię. Większość swojego życia spędzili całkowicie zanurzeni w anglocentryczną przestrzeń informacyjną, strumień treści kulturowych, który pokazywał im, że to, co dla konserwatywnej prawicy i tradycjonalistycznych dziadków oraz rodziców jest bolszewicką egzotyką (czyli np. prawo do aborcji), dla śledzonych przez nich youtuberów*, tiktokerów* czy bohaterów seriali jest świętym standardem. Co więcej, standardem, którego należy się domagać i który można afirmować.”
Nie mam także wątpliwości, że autor tekstu „Pokolenie JP2 kontra pokolenie .JPG” słusznie napisał przypominając, iż agresywny język, czasem także określany jako wulgarny, to nie „wynalazek” młodych uczestników protestów, jakie w o minionych dniach przechodziły ulicami polskich miast:
„Zresztą nie jest też tak, że prawica za wychowanie młodzieży zupełnie nie odpowiada – co najmniej od dekady, mniej więcej od Smoleńska, prawicowy przekaz i budowanie politycznej tożsamości prawicowego wyborcy polega przecież na dociskaniu pedału gazu w kolejnych kierunkach nagonki i agresji, kompletnie bez żadnego opamiętania.[…] … wszystkie te narracje były użyteczne co prawda raczej w ramach tradycyjnych środków przekazu, dla mobilizacji grup społecznych, które korzystają głównie z nich i na prawicę głosują, ale przez tyle lat i przy takiej, nieustannie wysokiej temperaturze politycznego sporu stały się kluczowym elementem polskiej kultury i debaty publicznej, od Radia Maryja po memy na Kwejku*. Czy naprawdę tak nieoczekiwane było, że młodzież, wychowana właściwie większość swojego świadomego życia w świecie nieustającej naparzanki i nagonki politycznej, nie uodporni się na ten język i nie zawaha się krzyknąć „wypierdalać” – kiedy związane z partią rządzącą ośrodki komunikacji od dekady bezustannie każą wypierdalać drugiej połowie Polski?”
Może Wencel trochę przerysował ten obraz, bo jednak związane z partią rządzącą ośrodki komunikacji nie określały słowem „wypierdalać” swoich zamiarów pozbycia się oponentów. Co nie zmienia faktu, że liderzy rządzącej koalicji, z prezesem PiS na czele, nie wahali się mówić o zdradzieckich mordach, obywatelach drugiego sortu albo o „kwiczeniu świń oderwanych od koryta”, mając na myśli uczestników protestów organizowanych przez KOD.
Nie znaczy to, że jestem symetrystą, ale warto przypomnieć, iż język naszych elit politycznych, niezależnie od ich przynależności partyjnej, już dawno przestał być językiem – nazwijmy go „literackim”. Stary dobry zwrot „wypowiedział się w sposób nieparlamentarny” – w znaczeniu użycia wulgaryzmów i określeń powszechnie uznawanych za uwłaczające – też już utracił dawne znaczenie. Nie muszę tu chyba przypominać tzw.„afery taśmowej”, czyli nagrań kelnera z restauracji „Sowa i przyjaciele”, na których można usłyszeć jakim językiem posługują się „prywatnie” nasi politycy i biznesmeni.
Przechodząc do konkluzji moich rozważań, wyrażam swoją nadzieję, że nie tylko „praw fizyki pan nie zmienisz”, ale także odwiecznych procesow wymiany pokoleń w instytucjach sprawowania władzy, ale i „rządu dusz”. I wkrótce, ci z nas „starych którzy pożyją jeszcze kilka lat, będą świadkami, jak owo – określając je za Jakubem Wenclem „pokoleni .JPG” – zasiądzie w ławach sejmowych i senackich, obejmie ministerialne teki i zacznie urządzać naszą polską rzeczywistość na swój sposób..
.
Czy odbędzie się to w pokojowej, demokratycznej formie wyborów, czy też będzie miało charakter rewolucji – to juz inny problem. Moim zdaniem będzie to wyłącznie zależało od tego, czy obecni włodarze będą bronili swoich stołków (i koryt), na wzór Łukaszenki – do upadłego, czy – choć z oporami, jak Tramp – rozstaną się z władzą „bez jednego wystrzału”..
.
Włodzisław Kuzitowicz
*Słowniczek pojęć użytych przez Jakuba Wencla – TUTAJ









