Dziś (13 kwietnia 2021r.) „Dziennik Łódzki” zamieścił artykuł Macieja Kałacha, zatytułowany „Zwolnienia w szkołach w Łodzi. Ich dyrektorzy wymogli na władzach Łodzi negocjacje. Ale nie bierze w nich udziału prezydent Hanna Zdanowska”. Oto jego obszerne fragmenty:

 

Foto:www.dzienniklodzki.pl

 

Berenika Bardzka – dyrektorka Wydziału Edukacji UMŁ, na tle plakatu, informującego o kosztach, jakie miasto musiało ponieść w wyniku likwidacji gimnazjów.

 

 

W Urzędzie Miasta Łodzi od poniedziałku (12 kwietnia) toczą się negocjacje przedstawicieli Wydziału Edukacji UMŁ z dyrektorami szkół, którzy sprzeciwiają się magistrackiemu planowi zwolnień pracowników niepedagogicznych (obsługi, to np. sprzątaczki i dozorcy, oraz administracji: m.in. sekretarki i referenci). Negocjacje wymogli szefowie szkół, ale ich sukces jest połowiczny, bo ze strony UMŁ nie bierze w nich udziału, ani Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi, ani jej zastępczyni odpowiedzialna za edukację – Małgorzata Moskwa-Wodnicka. Ponadto w poniedziałek przeciw cięciom zaprotestowali lokalni politycy PiS i Solidarnej Polski.

 

Plan zwolnień tzw. niepedagogicznych w szkołach w Łodzi (ze skutkiem od września 2021) wywołuje emocje w samorządowej edukacji od końcówki marca. Magistrat informuje o cięciach ok. 12 proc. z 4250 etatów (przy czym to dyrektor ma decydować, czy ciąć równo po etatach swoich niepedagogicznych, czy kogoś zwolnić). Szefowie szkół kalkulują, że wymiar tych cięć będzie dużo większy – np. 30 procent, zaś np. oświatowa „Solidarność” z Łodzi wyliczyła „zwolnienia prawie 500 osób”. […]

 

Dyrektorzy wymogli na władzach Łodzi negocjacje. Ale nie bierze w nich udziału żadna z prezydentek

 

Jednak najważniejszą wiadomością poniedziałku w oświatowym sporze jest informacja o początku negocjacji między urzędnikami i dyrektorami. Według wiedzy naszej redakcji, rozpoczęcie rozmów wymogli szefowie szkół. Ich sukces jest połowiczny, ponieważ przedstawiciele dyrektorów (wybrani z ich grona) negocjują tylko z kierownictwem Wydziału Edukacji (kieruje nim Berenika Bardzka), które wcześniej dostało jasne instrukcje z „góry” UMŁ o trzymaniu się planu cięć. Szefowie szkół chcieliby rozmawiać z Hanną Zdanowską, prezydent Łodzi, albo z jej zastępczynią odpowiedzialną za oświatę – Małgorzatą Moskwa-Wodnicką, bowiem wiedzą, że tylko prezydentki mogą zmniejszyć rozmiary wyznaczonych ograniczeń zatrudnienia.

 

Cały artykuł Zwolnienia w szkołach w Łodzi. Ich dyrektorzy wymogli na władzach Łodzi negocjacje…” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.dzienniklodzki.pl

 



 

W ubiegłym tygodniu (9 kwietnia 2021r.) portal >Prawo.pl> zamieścił artykuł Moniki Sewastianowicz i Patrycji Rojek-Sochy zatytułowany „Mediacje lekiem na konflikty uczniowskie – ale szkoły się ich boją, albo nie znają”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji – koniecznie trzeba przeczytać ten tekst w całości:

 


[…] Rozmówcy Prawo.pl przyznają, że liczą na zmiany dotyczące mediacji w nowym projekcie ustawy o nieletnich, nie wiadomo jednak czy i kiedy będzie on gotowy. Przypomnijmy, jednym z głównych celów przygotowywanych zmian było zmniejszenie ilości spraw dotyczących nieletnich trafiających do sądów rodzinnych i mediacja, także rówieśnicza – jak wskazują – byłaby tu bardzo pomocna.

 

 

Uczeń-mediator spór w klasie rozwiąże

 

Tu warto przypomnieć, że zachęta to prowadzenia przez szkoły mediacji rówieśniczej znalazła się w rozporządzeniach ministra edukacji narodowej z 2013 i 2017 r. W listopadzie 2017 r. Rzecznik Praw Dziecka opracował nawet Standardy mediacji rówieśniczej i szkolnej w szkołach i innych placówkach oświatowych. We wstępie wskazał, że „mediacja pozwala określić kwestie sporne, pokonać bariery komunikacyjne, opracować propozycje rozwiązań i, jeśli taka jest wola stron, zawrzeć wzajemnie satysfakcjonujące porozumienie” oraz, że stanowi ważne i skuteczne narzędzie pomocy psychologiczno-pedagogicznej w pracy z dziećmi i młodzieżą oraz jest elementem edukacji prawnej w szkole.

 

Tyle na papierze, bo pomimo upływu lat to czy mediacje rówieśnicze czy też szkolne są stosowane zależy i od rodzaju szkoły, i od miejsca, w którym się znajduje. Liderami są m.in. szkoły z Wrocławia i Gdańska, przy czym duża w tym zasługa działających na miejscu organizacji angażujących się w szkolenia dzieci i kadry pedagogicznej. Nadal bowiem założeń do mediacji, czy choćby podstawowych informacji dotyczących rozpoznawania konfliktu czy przemocy wśród uczniów trudno znaleźć w programie studiów pedagogicznych.

 

W mediacji rówieśniczej – dotyczącej sporu pomiędzy uczniami mediatorami są inni uczniowie, wytypowani z klasy i odpowiednio przeszkoleni. Osoba dorosła jest koordynatorem, odpowiedzialnym choćby za superwizje. Szkolne mediacje dotyczą sporów między nauczycielami, rodzicami i nauczycielami, czy też rodzicami, a mediatorami są osoby dorosłe.

 

Szkoły funkcjonują dość mocno w modelu pruskim, gdzie rola dziecka jest sprowadzana do roli ucznia, który ma być podporządkowany, spokojny, cichy, natomiast w mediacjach rówieśniczych, szczególnie w programie, który my realizujemy w szkołach, uczeń ma być partnerem dla całego grona pedagogicznego, niejednokrotnie wspierając je swoimi umiejętnościami i tym, że ma zupełnie inną relację ze swoimi rówieśnikami w sytuacjach trudnych, konfliktowych, których w szkole jest wiele mówi Prawo.pl Joanna Wajda, mediator, wiceprezeska Fundacji Dom Pokoju. – Jest to alternatywa dla arbitralnego rozwiązywania sporów, niejednokrotnie chroni przed potencjalnym postępowaniem przed sądem i choćby z tego powodu warto z niej korzystaćdodaje dr Honorata Czajkowska, prezes Dolnośląskiego Stowarzyszenia Kuratorów Sądowych FRONTIS.

 

 

Dorośli widzą bójkę, dzieci jej pierwsze przyczyny

 

Ekspertki dodają, że w mediacjach rówieśniczych rola dorosłego jest rolą wtórną, ma on stać z tyłu, wspierać dzieci, ale nie zawłaszczać ich konfliktu. – I to jest trudne, bo chodzi o oddanie władzy. Na to się nakładają problemy systemowe szkoły. Utrzymanie mediatorów rówieśniczych w optymalnym rozwiązaniu to jest wyszkolenie uczniów, w tym mediatorów, nie tylko w jednej klasie ale najlepiej w całym środowisku szkolnym, a to wymaga koordynacji wielu osób i działań. Do tego dochodzi jeszcze to, że różne są postawy nauczycieli, nauczycielek względem postrzegania dziecka jako partnera, a to jest sporą przeszkoda – mówi Wajda. […]

 

 

Cały artykuł „Mediacje lekiem na konflikty uczniowskie – ale szkoły się ich boją, albo nie znają” TUTAJ

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/





Dziennik Łódzki” zamieścił dziś artykuł Macieja Kalacha, zatytułowany „Plus zdanej nauki: w domu uczeń nie pachnie brzydko po WF. W szkołach z Łódzkiego prawie nikt się nie myje po ćwiczeniach. Raport sanepidu”, Oto jego najistotniejsze fragmenty:

 

Foto:Andrzej Banaś/archiwum Polska Press [www.dzienniklodzki.pl]

 

 

[…] Mimo epidemii wojewódzki sanepid przeprowadził w 2020 r. kontrole 258 szkół – czyli w prawie jednej czwartej z działających w naszym regionie. Tym razem w jego raporcie zwraca uwagę m.in. fragment odnoszący się do warunków związanych z lekcjami WF…

 

Tylko w przypadku półtora procenta szkół z Łódzkiego uczniowie zawsze korzystają z natrysków po WF.

 

„Natryskownie w blokach sportowych posiadało 50 proc. szkół, jednakże bardzo rzadko są one wykorzystywane przez uczniów – w zaledwie 4 skontrolowanych szkołach – 3 proc. posiadających czynne natryskownie użytkowane są zawsze po zajęciach w-f” – wylicza w swoim raporcie sanepid (w kolejnych 28 szkołach uczniowie kąpią się po takich lekcjach „sporadycznie”).

 

Zatem uwzględnienie wszystkich 258 kontrolowanych szkół przynosi informację, iż tylko w przypadku półtora procenta z nich uczniowie zawsze korzystają z natrysków po ćwiczeniach w ramach WF… […]

 

Z wyjaśnień dyrektorów wynika, że jest to w dużym stopniu spowodowane małą ilością czasu podczas przerw międzylekcyjnych” – informuje sanepid w swoim raporcie.

 

Ponadto z wojewódzkiego raportu za 2020 r. wynika, iż „w dalszym ciągu infrastruktura do prowadzenia zajęć w-f w szkołach jest niewystarczająca – brak sali zajęć ruchowych odnotowano w 23 proc. skontrolowanych szkół”.

 

Na tym niedostatków nie koniec, bo sanepid dodaje również, że 54 proc. szkół nie posiada boiska.[…]

 

 

 

Cały artykuł „… W szkołach z Łódzkiego prawie nikt się nie myje po ćwiczeniach. Raport sanepidu” TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.dzienniklodzki.pl

 

 



Foto: Michał Makowski[www.radiolodz.pl]

 

Na ulicy Piotrkowskiej przed Urzędem Miasta pracownicy niepedagogiczni łódzkich szkół protestowali przeciwko planowanej redukcji etatów.

 

 

Na ul. Piotrkowskiej odbył się dziś (12.04) protest pracowników niepedagogicznych. Z wytycznych przekazanych przez magistrat dyrektorom szkół wynika, że należy zwolnić blisko 500 osób lub 1 tys. pracowników zmniejszyć etat o połowę.

 

Woźne i pracownicy gospodarczy nie zgadzają się z propozycją magistratu. Mówią, że są niezbędni, aby szkoły po powrocie do nauki stacjonarnej funkcjonowały prawidłowo. – Już raz zabrano nam 10 procent premii. Wtedy argumentem było, że to jest po to, żeby utrzymać wszystkie etaty. Teraz po upływie trzech miesięcy znowu następne cięcia. – My jesteśmy oburzeni tą decyzją. – Nie wiem, kto będzie wkręcał żarówki. Może sprzątaczka. O ile będzie jakaś sprzątaczka. – Nie jesteśmy w stanie przygotować szkoły na powrót uczniów, jeżeli będą zmniejszone etatymówią pracownicy niepedagogiczni. […]

 

Decyzje o tym, które etaty mają zostać zredukowane, mają podjąć dyrektorzy szkół tak, aby zmiany weszły w życie od nowego roku szkolnego. Oświatowa Solidarność liczy na to, że miasto zrezygnuje z planowanych zwolnień. Urząd Miasta nie zgodził się na rozmowę z dziennikarzami. W jego oświadczeniu czytamy, że redukcja etatów jest konieczna ze względu zbyt niskiej subwencji światowej.

 

 

Łódzki samorząd dokłada rocznie ponad 500 mln złotych do wydatków oświatowych. – To jest wielkie nieporozumienie, jak można w ten sposób mówić. Owszem, jeżeli zliczymy wszystkie wydatki, to dokładamy pół miliarda rocznie, ale przecież odliczyć przedszkola, które są zadaniem własnym samorządów i nigdy nie były liczone w subwencji – mówi Roman Laskowski.

 

 

Przedstawiciele Zjednoczonej Prawicy, Radosław Marzec z PiS-u i Piotr Cieplucha z Solidarnej Polski apelują do władz Łodzi o zmianę planów odnośnie redukcji etatów. – Bardzo cieszy nas reakcja dyrektorów szkół w Łodzi, którzy nie zgadzają się z redukcją etatów – mówią.

 

 

Źródło: www.radiolodz.pl

 



Foto: www.dziecisawazne.pl

 

                                                Swobodna zabawa fińskich dzieci – bez nadzoru dorosłych

 

Wczoraj (11 kwietnia 2021r.) na portalu EDUNEWS zamieszczono tekst Anny Hildebrandt-Mrozek, zatytułowany „Fiński fenomen – czego możemy się nauczyć?”. Jako że nie jest on zbyt obszerny – zamieszczamy go bez skrótów:

 

 

Finlandia znów na pierwszym miejscu w rankingu szczęśliwości państw „The World Happiness Report 2021”* opublikowanym w marcu tego roku. Jaka jest recepta Finów na szczęśliwe życie w różnych sferach? Kiedy zaczynają „edukację do szczęśliwości”? W szkole? Nie…nawet wcześniej.

 

Już od najmłodszych lat Finowie uczą swoje dzieci dwóch podstawowych rzeczy*:

 

1.Nie jesteś pępkiem Wszechświata


2.Nie możesz mieć wszystkiego

 

Natomiast cała współczesna cywilizacja, głównie zachodnia, realizuje projekt przeciwny: jesteś pępkiem Wszechświata i możesz mieć wszystko.* Realizuje się to poprzez świadome utrzymywanie społeczeństwa zachodniego na poziomie, na którym trzeba je infantylizować i dbać o jego dobry nastrój za pomocą produktów zapewniających rozrywkę. Ma to, niestety, swoją cenę…

 

Konsumpcja mediów prowadzi do osamotnienia, izolacji, a w konsekwencji, do cierpienia.*. Aby je zagłuszyć, każdy z osobna wybiera kolejną, coraz bardziej krzykliwą ofertę rozrywkową…Ta hedonistyczna spirala się nakręca, co w pandemii uwypukla się jeszcze bardziej.

 

Finowie znaleźli na to sposób. Ich postawa wynika z głębokiego przekonania, że żyją w świecie ograniczeń*. Kto rodzi się w tym kraju, zyskuje pewność, że nie jest w centrum Wszechświata. To nie oznacza tragedii, ale realne uświadomienie sobie rzeczywistości. Dzięki temu poszukują różnych strategii radzenia sobie z nią.

 

Czytaj dalej »



Konsekwentnie realizuję złożoną w czwartek 8 kwietnia, pod zamieszczonym materiałem Profesor od teorii wychowania o poglądach austriackiego anarchisty i polskich szkołach, deklarację:

 

Jest wiele wątków w tym wywiadzie, które proszą się o szersze skomentowanie. Jednak ich zakres przekracza formułę tego komentarza, dlatego obiecujemy, że w najbliższym niedzielnym felietonie redaktor OE podejmie ten problem.

 

Nie będę odnosił się do głównego nurtu wywodów profesora, dotyczących treści książki Ivana Illicha i jego idei „odszkolnienia szkół”. Wszak każdy ma prawo wierzyć w jakieś idee. Byli precież bardzo liczni, którzy zawierzyli idei innego Iljicza – Uljanowa, znanego raczej jako Lenin, i – jak się okazało – życie nie potwierdziło słuszności owych modeli funkcjonowania społeczeństw. Jeśliby koncepcja Ivana Illicha odszkolnienia szkoły mogła była zostać bez problemów wprowadzona w życie – zapewne już dawno stałoby się to powszechną praktyką w wielu państwach Europy i świata.

 

Ale nie dziwię się, że prof. Śliwerski tak promuje tą koncepcję – on już wcześniej miał skłonności do fascynowania się ideami niemieszczącymi się w głównym nurcie. Wszak nie przypadkiem temat jego pracy habilitacyjnej (w 1993 roku) to „Przekraczanie granic wychowania. Od ‚pedagogiki dziecka’ do antypedagogiki”. Wielu czytającym ten tekst pojęcie „antypedagogika” niewiele mówi, ale ja akurat poznałem ten nurt współczesnej pedagogiki, negujący formę wychowania opartą na zasadzie „sterowania” życiem dziecka, „z pierwszej ręki”. Początki lat dziewięćdziesiątych XX wieku to okres mojej bliskiej z ówczesnym doktorem Śliwerskim współpracy, to czas, gdy będąc dyrektorem Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo-Zawodowej mogłem użyczyć lokalu na zorganizowane przez mojego byłego „kolegę z pracy” (w Instytucie Pedagogiki i Psychologii UŁ) spotkania łódzkich pedagogów z Hubertusem von Schönebeck’iem – szwajcarskim prawnikiem z nauczycielską praktyką, autorem książki „Antypedagogika. Być i wspierać zamiast wychowywać”.

 

A skoro już mowa o początku lat dziewięćdziesiątych nie mogę nie przywołać tego fragmentu z wywiadu:

 

powstało w Łodzi w latach 90. pierwsze tego typu liceum, do którego nie trzeba było zdawać egzaminów wstępnych, a przymus szkolny został zastąpiony m.in. zawieraniem indywidualnych kontraktów poszczególnych uczniów z nauczycielami obowiązujących w programie przedmiotów, by mogli uczyć się w dowolnym tempie, korzystając z nauczycielskich konsultacji lub zajęć. W 2021 r. świętują 25-lecie działania Autorskie Licea Artystyczne, w których ten model elastycznej, otwartej na młodego ucznia edukacji doskonale się sprawdza, gdyż został wzbogacony o tutoring, czyli objęcie opieką w realizacji planu własnego rozwoju przez nauczyciela tych uczniów, którzy sami go wybiorą do tej roli.”

 

Szkoda, że profesor tak powierzchownie wspomniał o owym wartym pamiętania dziele grupy praktyków, bo nic nie wiem, aby ktokolwiek ze świata pedagogiki ich wtedy wspierał. Na wszelki wypadek przypominam, że na OE zamieściłem już jakiś czas temu, w materiale „Było w Łodzi takie liceum… Dalej jest, ale już nie całkiem takie….” linki do obszernego materiału wspomnieniowego autorstwa Marka Grondasa – lidera tamtego projektu, realizowanego w łódzkim 44 Liceum Ogólnokształcącym.

 

A swoją drogą to nie wiem dlaczego wspominając owe lata profesor nie napomknął nawet o pewnej inicjatywie, która pod jego przywództwem skupiła grupę gotowych na działania osób, w tym i mnie, która nazywała się Stowarzyszenie „Szkoła dla Dziecka”. To właśnie ono miało w naszych planach stać się organem prowadzącym dla niepaństwowej szkoły podstawowej, mającej wcielać w życie owe idee „odszkolnionej szkoły”. Napisałem „naszych”, bo ja zadeklarowałem gotowość podjęcia się roli dyrektora tej placówki, a miałem nią kierować z grupą znakomitych współpracowniczek, takich jak: Agnieszka Pfeiffer, która po latach została wicedyrektorką w Krajowym Ośrodku Wspierania Edukacji Zawodowej i Ustawicznej, Monika Marcinkowska-Bachlińska – psycholożka, która przez następne lata wiele dobrego zrobiła dla młodych ludzi jako terapeutka, czy Anna Sowińska, która po latach starała się realizować te idee w kierowanej przez nią przez kilka lat niepublicznej szkole podstawowej, działającej przy Wyższej Szkole Informatyki. A teraz jest, wraz z mężem Robertem, liderką ruchu upowszechniania metodyki szkół daltońskich i prowadzi Gabinet terapii „Pod skrzydłami Anny Sowińskiej”.

 

Cóż, projekt nie został zrealizowany, gdyż upatrzony przez nas na siedzibę naszej szkoły budynek po zlikwidowanym właśnie przedszkolu na Retkini, ówczesna wiceprezydent Łodzi nadzorująca oświatę – Elżbieta Hibner, pracująca poprzednio na Politechnice Łódzkiej, przekazała na poprowadzenie tam liceum ogólnokształcącego … swoim znajomym z tejże politechniki…

 

Po tej decyzji idea projektu przestała zajmować ówczesnego doktora Śliwerskiego, stowarzyszenie stało się martwą strukturą, a po latach jeden z jego członków przeniósł jego siedzibą gdzieś poza Łódź. Dziś nie ma już po Stowarzyszeniu „Szkoła dla Dziecka” nawet śladu…

 

Czytaj dalej »



Foto: www.austriart.pl

 

Ivan Illich (1926 – 2002) – Austriak, najpierw ksiądz, później filozof i krytyk współczesnego społeczeństwa

 

 

Po środowej lekturze wywiadu z profesorem Bogusławem Śliwerskim, którego wiodącym nurtem były refleksje profesora o idei społeczeństwa bez szkoły i postulatach najgłośniejszego dzieła Ivana Illicha, znanego w Polsce pod dwoma tytułami: „Społeczeństwo bez szkoły” i w najnowszym tłumaczeniu – „Odszkolnić społeczeństwo”, zakładając, że nie wszyscy mogli te książki przeczytać – proponujemy dziś zapoznanie się z publikacją pt.Ivana Illicha społeczeństwo bez szkoły”, zamieszczoną w 2017 roku na portalu, promującym kulturę austriacką <AUSTRIART>.

 

W charakterze „rozbiegówki” zamieszczamy kilka fragmentów tego tekstu, odsyłając do jego pełnej wersji na portalu, który go zamieścił:

 

 

Ivana Illicha społeczeństwo bez szkoły

 

[…] Anarchistów powinna interesować jednak rewolucja tu i teraz, dotykająca i obejmująca całość systemu. Chciałbym przybliżyć czytelnikom poglądy Ivana Illicha, który “świętej krowy” – jak sam określał szkołę – nie oszczędził w swej książce o wszystko mówiącym tytule – Społeczeństwo bez szkoły [wyd. II pod tytułem Odszkolnić społeczeństwo przyp. red.].

 

Biografia autora jest równie niezwykła jak poglądy, które głosił. Ivan Illich urodził się w 1926 roku w Wiedniu, jego korzenie sięgają jednak Chorwacji. Studiuje zrazu krystalografię, a następnie historię i filozofię; z tych dziedzin doktoryzuje się w Salzburgu. Następnie rozpoczyna studia teologiczne we Włoszech, by w końcu przyjąć święcenia kapłańskie i wyjechać za ocean. W Nowym Jorku działa jakiś czas jako kapłan, po czym udaje się do Portoryko, gdzie kieruje Uniwersytetem Katolickim. Działalność kapłańska zbliża go do problemów biedoty, przez co szybko wchodzi w konflikt z hierarchią kościelną. Porzuca pracę na uniwersytecie i wyrusza w pieszą wędrówkę po krajach Ameryki Południowej. Z bliska widzi jak wroga i okrutna jest nowoczesna cywilizacja – zarówno wtedy, gdy wyzyskuje biednych, jak i wtedy, gdy oferuje im uniwersyteckie wykształcenie nieprzydatne w warunkach nędzy, powodujące wyobcowanie jednostek. Illich nie poprzestaje jedynie na obserwacji, chce zmienić los biedoty, zaczynając od obudzenia w nich samych chęci do zmian. Miejscowość Cuernavca w Meksyku staje się siedzibą założonego przez niego Ośrodka Dokumentacyjno-Informacyjnego (Center for Intercultural Documentation – CIDOC), który szerzy znajomość języka hiszpańskiego i kultury Ameryki Łacińskiej. Ośrodek w rzeczywistości staje się swoistym otwartym uniwersytetem, w którym każdy może się uczyć i każdy może nauczać. W tej wolnościowej atmosferze kształtują się poglądy Illicha na współczesną cywilizację. Działalność edukacyjna przyciąga do niego innych krytyków szkolnictwa – anarchistę Paula Goodmana, wykładowcę uniwersyteckiego Everetta Reimera, czy brazylijskiego pedagoga i filozofa Paula Freira.[…]

 

Czytaj dalej »



Foto www./lo34lodz.wikom.pl

 

To już trzecia od powstania tej szkoły siedziba XXXIV LO im. Krzysztofa Kieślowskiego

przy ul. Wapiennej w Łodzi

 

Udostępniamy informacje o zastraszającym przykładzie inicjatywy dyrektora liceum, którego decyzja każe zastanowić się nad kryteriami doboru kadry kierowniczej w szkołach. Jako pierwszy proponujemy materiał ze strony TVN21:

 

„Nie spodziewałam się czegoś takiego ze strony mojej szkoły”. Uczniowie karani za znak błyskawicy

TVN24 | Polska 9 kwietnia 2021, Autor: Barbara Sobska

 

Punkty ujemne, zawieszenie w prawach ucznia, a nawet wydalenie ze szkoły” – wszystko, jak mówią uczniowie, przez błyskawice umieszczane w trakcie zdalnych zajęć przez uczniów w awatarach. Sandra Osiowa punkty ujemne dostała już dwukrotnie.

 

Dyrektor Liceum Ogólnokształcącego nr 34 w Łodzi wprowadził w szkole nowy regulamin zakazujący umieszczania znaków graficznych, które można zidentyfikować, a nawiązujących między innymi do partii politycznych, stowarzyszeń, organizacji, odwołujących się do działań politycznych czy o wydźwięku wulgarnym. Mec. Marek Paplaczyk podkreśla, że „każdy ma prawo, również uczeń, do swobodnego wyrażania swoich poglądów”.

 

Dyrektor szkoły na rozmowę przed kamerą się nie zgodził. W odpowiedzi wysłał jedynie fragmenty wprowadzonego przez siebie regulaminu.

 

Zdaniem dyrektora regulaminowy zakaz „ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa osobistego i szacunku uczniów oraz umożliwia zachowanie porządku i dyscypliny w szkole, podkreślając apolityczność szkoły”. Z kolei „awatar członka społeczności szkolnej (…) nie może ograniczać wolności drugiej osoby ani obrażać jej uczuć”.

 

Czytaj dalej »



 

 

7 kwietnia 2021r. na fanpage „Szkoła Minimalna” Marcin Stiburski zamieścił takie oto wyliczenie:

 

Rok szkolny 20/21 ma 188 dni nauki, to ok. 37 tygodni. To 74 lekcje fizyki.

 

Legalny rozkład materiału z GWO obejmuje 56 godzin materiału przeznaczonych na jeden rok nauki w 7 klasie. W tym 15 godzin jest przeznaczone na powtórki, sprawdziany, omówienia sprawdzianów.

 

Jeżeli chodzi o czas na eksperymenty jest go pod dostatkiem, bo w rozkładzie materiału przewidziano specjalne lekcje dotyczące doświadczenia. Czyli nauki w 74 dostępnych lekcjach w roku szkolnym, jest przewidziane wyłącznie na 41 godzin lekcyjnych. 33 pozostałe godziny mogę dowolnie wykorzystać.

 

Mogę zrobić oczywiście sprawdziany, mogę zrobić lekcje popularnonaukowe. Mogę oczywiście tłuc zadania i mieć święty spokój. Zajęci zadaniami uczniowie po prostu nie brzęczą i łatwo mogę wprowadzić spokój w klasie gdy jakiś fiknie.

 

Jeżeli jeszcze ktoś myśli jakie trzeba trudne zadania robić, aby przygotować siódmoklasistów do przyszłorocznego egzaminu załączam także link do strony CKE. Poza tym link do kalendarza szkolnego z liczbą dni nauki, oraz link do strony wydawnictwa, z którego mam podręczniki i proponowany rozkład materiału.

 

Te linki pokazują wszystkie liczby, które użyłem w powyższych wyliczeniach.

 

Pytam się jeszcze raz. Lepiej robić sprawdziany oraz tłuc setki zadań ze zbioru, czy lepiej rozbudzać ciekawość z tego powszechnie uznawanego za trudny przedmiotu?

 

Wniosek jest taki, że uczniowie w szkole na wszystkich przedmiotach marnują czas i wypełniają przede wszystkim tylko godziny zapisane w ramowym planie nauczania. Pokazuje to, że główną rolą szkoły jest przechowalnia dzieci i młodzieży, w czasie kiedy rodzice pracują.

 

Nikt tu nie myśli o efektywnym wykorzystaniu czasu.

 

A wolny czas?

 

Jeszcze coś niestosownego by ta nasza młodzież wymyśliła i mielibyśmy problem. Lepiej zająć młode kreatywne głowy czymś nudnym.

 

https://www.kalendarzswiat.pl/kalendarz_szkolny

 

https://gwo.pl/rozklad-materialu-fizyka-z-plusem-7-klasa…

 

https://cke.gov.pl/…/Infor…/Informator_E8_fizyka_100.pdf

 

To wszystko powyżej jest uzupełnieniem wpisu, który wywołał u części osób niedowierzanie.


https://www.facebook.com/…/permalink/3936017629810183

 

 

Źródło: www.facebook.com

 



Źródło: www.oko.press

 

Wpis na Twitterze pani dr hab. nauk prawnych Krystyny Pawłowicz – sędzi Trybunału Konstytucyjnego

 

 

Poniżej zamieszczamy fragmenty wczorajszego tekstu z portalu OKO.press, zatytułowanego „Pawłowicz atakuje szkołę za szacunek dla transpłciowej uczennicy. Jest kontrola kuratorium”:

 

[…] Krystyna Pawłowicz opublikowała na swoim Twitterze nazwisko dyrektorki oraz adres i nazwę szkoły w Podkowie Leśnej, do której chodzi transpłciowa dziewczynka. Zdaniem Pawłowicz to 10-letni chłopiec, a nauczyciele zostali zmuszeni przez dyrektorkę do zwracania się do niego „per Agnieszka”.Wolą dyrekcji chłopiec stał się dziewczynką” – podchwyciły prawicowe media. Na twitterze zaatakowano również dyrektorkę szkoły.

 

Władze naszej szkoły i miasta Podkowa Leśna są i będą otwarte na potrzeby każdego ucznia, także uczniów transpłciowych” – odpowiedział burmistrz Podkowy Leśnej Artur Tusiński. „Podstawowym warunkiem dobrostanu psychicznego człowieka jest integracja jego psychiki z ciałem oraz możliwość ekspresji zgodnie z tym, jak się czuje. Rolą dyrekcji i grona pedagogicznego w szkole jest stworzenie przyjaznego środowiska, wspierającego edukację i zdrowy rozwój dzieci”.

 

Gdybym w szkole była Mają, miałabym szansę pobyć dzieckiem” – komentuje transpłciowa aktywistka Maja Heban. […]

 

Obowiązkiem dorosłych jest ochrona dzieci, o czym zdaje się zapomina sędzia Pawłowicz i osoba, która wyniosła informację poza szkołę. Nie ma naszej zgody na cyniczne wykorzystywanie dzieci do politycznych rozgrywek” komentował sytuację burmistrz Podkowy Leśnej Artur Tusiński. Poinformował też OKO.press o tym, że podane w tweecie informacje są nieprawdziwe.

 

Nieprawdą jest, że dyrektorka szkoły zmusiła radę pedagogiczną do pojęcia uchwały. Takiej uchwały w ogóle nie ma” – tłumaczy Tusiński. Pawłowicz nie podała też prawdziwych informacji o dziecku. „Wątpię, żeby zrobiła to celowo, pewnie ktoś coś przekręcił” – komentuje burmistrz i podkreśla, że dziewczynka nie ma problemów z akceptacją ze strony uczniów i grona pedagogicznego, które zgodnie używało wobec niej żeńskiego imienia.

 

Problemem nie są dzieciaki, tylko dorośli” – mówi Tusiński i choć nie wie, w jaki sposób cała sprawa dotarła aż do sędzi Pawłowicz, podejrzewa, że informacja mogła wyjść od któregoś z rodziców dzieci z innych klas. Dotychczas nauczyciele i dyrekcja byli zgodni, że informacji o transpłciowości dziewczynki nie należy nagłaśniać nawet w szkole, bo cisza zapewnia uczennicy komfort i bezpieczeństwo. […]

 

W tym samym dniu, w którym Pawłowicz ujawniła szkołę, w której uczy się transpłciowa dziewczynka, małopolska kurator oświaty Barbara Nowak powiedziała na antenie Radia Maryja:Dobrze, że Lewica widzi również potrzebę pomocy dzieciom. Mam nadzieję, że zauważyła, jak wiele zła wyrządziła, chociażby proponując odejście od nauki na rzecz wymysłów typu gender i zamieniając naukę na neomarksistowską ideologię. Wyrządziła również wiele zła, propagując eksperymenty z seksualnością młodych ludzi oraz wymyślając sztuczne płci kulturowe”.

 

 

Cały tekst Pawłowicz atakuje szkołę za szacunek dla transpłciowej uczennicy. Jest kontrola kuratorium” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.oko.press

 

 

Zobacz także:

 

Rzeczpospolita”: Biuro RPO przyjrzy się wpisowi Krystyny Pawłowicz

 

[…] Całej sprawie przyjrzy się Zespół ds. Równego Traktowania w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich – informuje Interia.pl.

 

-W świetle doniesień medialnych postępowanie dyrektorki szkoły było prawidłowe i miało na celu zapewnienie poszanowania godności i bezpieczeństwa dziecka. Jeżeli uczennica ma zapewnione wsparcie społeczności szkolnej, ma możliwość rozwoju w przyjaznym otoczeniu. Dyrektor ma obowiązek zadbania o takie warunki – przekazała dyrektor zespołu Magdalena Kuraś. […]

Źródło: www.rp.pl

 

Portal <na:Temat> „Burmistrz Podkowy Leśnej o wpisie Pawłowicz: Domyślam się, kto wyniósł ze szkoły tę informację”

 

[…] Kuratorium powinno wyciągnąć telefon, zadzwonić i zapytać: „Pani dyrektor, czy podjęliście uchwałę? Nie? To dziękujemy”. A nie zapowiadać kontrolę itd. Poza tym my mówimy o odruchach administracji wobec innej administracji, a gdzie jest w tym dziecko? […]

Źródło: www.natemat.pl