Na stronie Urzędu Miasta Łodzi zamieszczono ilustrowaną informację, zatytułowana „Są wolne miejsca na półkoloniach w szkołach”:

 

 

Pracownia garncarska w Szkole Podstawowej nr 70 – mimo wakacji – tętni życiem za sprawą uczestników półkolonii, którzy lepią z gliny kubeczki, garnuszki, miseczki, talerzyki i wiele innych efektownych przedmiotów.

 

Ciekawymi zajęciami rozpoczęli półkoloniści 2 tydzień wakacji w mieście.

 

Jest świetna zabawa, a to jest najważniejsze. Zajęcia na pewno są oryginalne, myślę, że po wakacjach młodzi garncarze będą mieli co wspominaćpowiedziała Małgorzata Moskwa-Wodnicka, wiceprezydent Łodzi. – Zapraszam i zachęcam do skorzystania z naszej oferty półkolonijnej, są jeszcze wolne miejsca, warto poszukać.

 

Wolne miejsca są jeszcze w:

-Szkole Podstawowej nr 11, ul. Hufcowa 20

-Szkole Podstawowej nr 41, ul. Rajdowa 18

-Szkole Podstawowej nr 44, ul. Kusocińskiego 100

-Szkole Podstawowej nr 61, ul. Okólna 183

-Szkole Podstawowej nr 170, ul. Miedziana 1/3

-Szkole Podstawowej nr 174, ul. Gałczyńskiego 6

-Szkole Podstawowej nr 198, Czajkowskiego 14

-Szkole Podstawowej nr 199, ul. Elsnera 8

-Szkole Podstawowej nr 202, ul. Jugosłowiańska 2

-Centrum Zajęć Pozaszkolnych nr 3, ul. Olimpijska 9

 

 

Informacje na temat terminów w jakich są wolne miejsca oraz zapisy bezpośrednio w placówkach TUTAJ

 

 

 

Źródło: www. uml.lodz.pl

 



 

 

Maturę zdało 74,5 proc. tegorocznych absolwentów szkół ponadgimnazjalnych. 17,7 proc. abiturientów, którzy nie zdali jednego przedmiotu, ma prawo do poprawki w sierpniu – poinformowała Centralna Komisja Egzaminacyjna. Wbrew temu, że prognozowano słabe wyniki z matur, „rzezi nie ma” – powiedział szef CKE Marcin Smolik.

 

 

To pierwszy akapit informacji, jaką zamieszczono dziś na portalu radia RMD24: „Jak wypadła matura? ‚Rzezi nie ma'”. A to kolejne, podstawowe informacje:

 

Spośród tegorocznych absolwentów liceów maturę zdało 81 proc., a prawo do poprawki ma 13,2 proc.

Spośród tegorocznych absolwentów techników maturę zdało 64 proc., a prawo do poprawki ma 24,9 proc. […]

 

Egzamin maturalny z języka polskiego zdało 93 proc. tegorocznych absolwentów szkół ponadgimnazjalnych, egzamin z matematyki zdało 79 proc. absolwentów, a egzamin z języka angielskiego, najczęściej wybieranego na maturze, zdało 94 proc. – podała w poniedziałek Centralna Komisja Egzaminacyjna.

 

Wśród absolwentów liceów ogólnokształcących egzamin maturalny z języka polskiego zdało 94 proc. abiturientów, egzamin z matematyki zdało 84 proc., a spośród tych, którzy wybrali język angielski zdało 96 proc.

 

Wśród absolwentów techników egzamin maturalny z polskiego zdało 90 proc. abiturientów, egzamin z matematyki zdało 71 proc., a spośród tych, którzy wybrali język angielski zdało 90 proc.[…] Średni wynik egzaminów maturalnych z poszczególnych przedmiotów wynosi ogółem: polski 55 proc., matematyka 56 proc., angielski 76 proc.

 

 

Cały artykuł „Jak wypadła matura? ‚Rzezi nie ma'”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.rmf24.pl

 

 

 

Więcej informacji znajdziesz na stronie Centralnej Komisji Egzaminacyjnej  –  TUTAJ

 

Wstępne informacje o wynikach egzaminu maturalnego

 

Do egzaminów z wszystkich przedmiotów obowiązkowych egzaminu maturalnego w terminie głównym 2021roku (w maju) przystąpiło 27 3419 tegorocznych absolwentów szkół ponadgimnazjalnych(liceów ogólnokształcących i techników) […]

 

Do egzaminu maturalnego w terminie głównym 2021r. przystąpili również absolwenci wszystkich typów szkół z lat ubiegłych, którzy dotychczas nie uzyskali świadectwa dojrzałości, oraz tacy, którzy uzyskali świadectwo dojrzałości we wcześniejszych latach, a w 2021r. przystąpili ponownie do egzaminu maturalnego w celu podwyższenia wyniku egzaminacyjnego albo uzyskania wyniku z nowego przedmiotu. Pełne wyniki tegorocznego egzaminu maturalnego, uwzględniające również wyniki zdających w  terminie dodatkowym (w czerwcu)oraz w terminie poprawkowym (w sierpniu), będą udostępnione 10 września 2021r

 

 

[…]

 

 

Źródło: www. cke.gov.pl

 

 

 

Zobacz także – na porotalu ONET: Wyniki matur 2021. Wiceminister edukacji: za nami wyjątkowy rok:

 

[…]

 

Wyniki matur 2021. Jak wypadły w porównaniu z poprzednimi latami?

 

W 2020 roku 74 proc., czyli 191 tys. 734 osób ukończyło egzamin dojrzałości z pozytywnym wynikiem. 8,8 proc. (22 tys. 900 osób) maturzystów nie zdało egzaminów z więcej niż jednego przedmiotu, a tym samym matury.

 

17,2 proc. zdających nie zaliczyło tylko jednego przedmiotu, co dało im prawo do przystąpienia do egzaminu poprawkowego. Najwyższy odsetek zdanych matur wystąpił w województwie małopolskim, gdzie 78 proc. maturzystów uzyskało pozytywne wyniki. 69 proc. to najniższy odsetek zdanych matur w województwie warmińsko-mazurskim. […]

 

 

Źródło: www.wiadomosci.onet.pl

 



Nie po raz pierwszy zdarza się taka „równoległość myślenia” – redaktora OE i Kolegi Pytlaka. Jak wiecie – wczorajszy felieton Włodzisława Kuzitowicza zamieszczony został ok. godziny 15:30, zaś Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu tekst „Edukacja a wybory, czyli w oczekiwaniu na Gandalfa” (którego fragmenty poniżej udostępnimy) – o godz. 18:52. Obaj autorzy o tym co ten drugi pisze nie wiedzieli…

 

Różnica polega na formie wypowiedzi (felieton i „blogerski” esej), a przede wszystkim na rozmiarze – tekst Kuzitowicza liczy 3 106 znaków, a Pytlaka 19 216! Ale łaczy je jedna myśł, którą tak zapisał Jarosław Pytlak: „Edukacja jest dziedziną życia społecznego, w naszym kraju zupełnie nieistotną dla polityków”.

 

Oto wybrane akapity tekstu Jarosława Pytlaka; fragmenty, które uznaliśmy za ważkie zaznaczyliśmy kolorem niebieskim:

 

 

Edukacja a wybory, czyli w oczekiwaniu na Gandalfa

 

Edukacja jest dziedziną życia społecznego, w naszym kraju zupełnie nieistotną dla polityków, nawet jeśli werbalnie podkreślają jej znaczenie. Kiedy posiadanie władzy stanowi cel sam w sobie, a decyzje polityczne podejmuje się pod dyktando wyników sondaży, nauczyciele są po prostu zbyt mało atrakcyjną grupą elektoratu. W Prawie i Sprawiedliwości wiedzą, że w większości nie głosują oni na prawicę, a kupować ich nie warto, bo musiałoby to dużo kosztować, bez gwarancji sukcesu. Opozycja na lewo od PiS słusznie zakłada, że głosy tego światopoglądowo lewicowego lub liberalnego środowiska ma zagwarantowane bez żadnych nakładów, nawet bez dopieszczania. […]

 

Chociaż życie partii oraz aktywność przywódców pulsują dzisiaj od sondażu do sondażu, to wciąż jeszcze, jak sądzę, istnieje pewne zapotrzebowanie na ich programy działania. Niewielkie, w dobie powszechnej tabloidyzacji myślenia, ale wciąż tlące się, i dobrze, bo pod wpływem badania chwilowych opinii wyborców trudno podejmować działania, których perspektywa czasowa powinna sięgać dziesięcioleci.

 

Niestety, jedyny konkretny program w zakresie edukacji, jaki obecnie funkcjonuje w życiu politycznym, posiada rządząca prawica. Zdaje się ona nie lekceważyć tej sfery życia tak bardzo jak inne ugrupowania, i najwyraźniej wierzy, że możliwe jest wykorzystanie jej do budowy nowego społeczeństwa (i elektoratu). Nie ma znaczenia, że w odczuciu wielu program PiS-u w połączeniu z pandemią oznacza dla edukacji ucieleśnienie ludowego lamentu: „Jak nie zaraza, to przemarsz wojsk!”. W polityce liczy się skuteczność. Czarna sotnia ministra Czarnka konsekwentnie dąży do przebudowy polskiej oświaty na modłę katolicko-narodową. Wszelka autonomia i tendencje liberalne, pogardliwie określone mianem lewactwa, zostają wyklęte i za pomocą kolejno wprowadzanych aktów prawnych mają zniknąć z systemu. Jak dotąd, działania te spotykają się częściej z podszytym rezygnacją niedowierzaniem, aniżeli jakimś oporem, bardzo trudnym zresztą w sytuacji całkowitej dominacji rządzącego ugrupowania politycznego.

 

Tymczasem po stronie opozycji nie ma programów alternatywnych, tworzonych z myślą o wyborach i z wiarą, że po zwycięstwie będzie możliwe wprowadzenie ich w życie. Jakiś czas temu podjęła próbę w tym zakresie posłanka Koalicji Obywatelskiej, Kinga Gajewska, a ostatnio senator Joanna Senyszyn. W obu przypadkach brakuje jednak widocznego zainteresowania władz ugrupowania, a gotowy raport zespołu działającego pod patronatem pani Gajewskiej od kilkunastu miesięcy bezproduktywnie zalega w jakiejś szufladzie.

 

Jeśli chodzi o inną ważną siłę polityczną po stronie opozycji, Stowarzyszenie „Polska 2050” Szymona Hołowni, to w ciągu roku od wyborów prezydenckich, w których zaistniał jego przywódca, nie ogłosiło ono żadnego programu dla edukacji. Wśród 23 osób zaplecza intelektualnego – Instytutu „Strategie 2050”, prezentowanych na stronie internetowej, obok wielu prawników, specjalistów z zakresu administracji i samorządności, lekarzy, znajduje się jeden tylko ekspert związany z edukacją, Przemysław Staroń. Postać to ze wszech miar pozytywna, Nauczyciel roku 2018, ale jego osamotnienie zdaje się potwierdzać, że edukacja i w tym gronie nie ma wystarczającej rangi. […]

 

Dzieląc się z Czytelnikiem refleksjami stawiam przed sobą w tym miejscu dwa cele. Po pierwsze, chcę pokazać polityczny kontekst edukacji, który umyka wielu entuzjastom, nawołującym żeby robić swoje i zmieniać rzeczywistość oddolnie. Zmiany na lepsze są oczywiście możliwe, choć tylko w skali lokalnej, jednak dobrze mieć świadomość, że obecna władza zrobi wszystko, żeby im zapobiec. Cel drugi, to podsuflowanie politykom opozycji, że warto nieco bardziej przyłożyć się do stworzenia realnego programu dla edukacji. Na wszelki wypadek – wyborczego zwycięstwa.

 

Czytaj dalej »



Pisanie felietonu w drugą niedzielę wakacji – w czasie który dla wielu tak naprawdę wakacjami jeszcze nie jest – nie jest takie proste. I nie mam tu na myśli tylko Donalda Tuska, który już jutro wyrusza „w Polskę”, aby przekonywać rodaków, że PiS nie jest ich dożywotnim wyrokiem. Bo wakacji nie mają także dyrektorzy szkół, nie mają nauczyciele szkół ponadpodstawowych, oddelegowani do komisji rekrutacyjnych, nie mają ci (nieliczni), którzy zatrudnili się jako wychowawcy na koloniach letnich – tych organizowanych przez samorządy, jak i tych „komercyjnych”.

 

Jakim tematem powinien dziś zająć uwagę swoich Czytelniczek i Czytelników felietonista „informatora oświatowego”? Czy takim, który podniesie im ciśnienie i zaburzy atmosferę wakacyjnego relaksu? Bo takim bezsprzecznie byłyby felieton o tym, że Czarnek chce w okresie wakacji przepchnąć swoje reformy, i że lewica zaczęła zbierać podpisy pod obywatelskim wnioskiem o odwołanie go ze stanowiska ministra. A może powinien to być felieton „rozbawiający”, którego motywem przewodnim stałaby się inicjatywa tegoż samego ministra, ujawniona w miniony piątek, kiedy to wraz z ministrem od zdrowia ogłosili „rewolucyjny” program profilaktyki krótkowzroczności u uczniów z edukacji wczesnoszkolnej?

 

Po chwili zastanowienia podjąłem decyzję: jest tylko jeden temat, który tak naprawdę skupił na sobie moją uwagę: to wczorajsze wystąpienie Donalda Tuska na Radzie Krajowej PO. I to nie dlatego, że przestałem być racjonalistą i zacząłem wierzyć w cuda, ale z bardzo prostego powodu: jak każdy wygłodniały (normalności) człowiek, odczuwający silną potrzebę zaspokojenia głodu, z nadzieją patrzy na każdy dostawczak z ewentualnym prowiantem…

 

Wysłuchałem go „na żywo” w TVN24. Z nadzieją, ze może coś umknęło mojej uwadze – przeczytałem dziś „od deski do deski” zapis tego przemówienia… I nic. Nic nie znalazłem, nawet jednego akapitu, jednego zdania, o edukacji…

 

W tej sytuacji uruchomił się mechanizm obronny mojej psychiki, który niezwłocznie zaczął mi suflować takie myśli:

 

To nic, wszak nie mógł mwić o wszystkim. Ale przecież najważniejsze, aby dzięki jego powrotowi do roli lidera PO, powstał sojusz partii i innych środowisk opozycyjnych, który pozwoli w najbliższych wyborach wygrać z PiS-em i jego „przystawkami”. A jak PO widzie edukację, jeśli to ona będzie mogła mieć na nią wpływ, można przeczytać na stronach od 105 do 113 w dokumencie „Twoja Polska – Program Koalicji Obywatelskiej”.

 

Cóż nam zostało, jeśli nie łudzenie się nadzieją, że nie wszystko jeszcze stracone, że Czarnek i jego wizja edukacji nie będzie wieczny, że prędzej czy później (oby jak najprędzej) nastaną czasy ludzi mądrych i kompetentnych, a przede wszystkim myślących nie o własnych wyimaginowanych światach, lecz o rzeczywistym dobru podmiotów tejże edukacji – o uczniach – obywatelach PRZYSZŁOŚCI.

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Osiem lat w akademickim świecie. Od dumy do rozczarowania

 

Esej wspomnieniowy – cz. IV

 

 

Ta część moich wspomnień, zapowiedziana w poprzednim odcinku,  dotyczyć będzie wydarzeń w okresie od 1 października 1975 do 31 sierpnia 1983 roku. Niektóre z nich zostały już opisane w „jubileuszowych” esejach w ramach serii „Moje lata dziewiąte” i „Moje lata dziesiąte”. Były to:

 

>Esej wspomnieniowy: „Mój rok 1979, czyli też obóz, ale naukowy. W Bieszczadach.

 

>Esej wspomnieniowy: Mój rok 1980. Jak sierpniowe strajki zamieszały w moim życiu

 

Były także inne:  opublikowany jako wspomnienia z wydarzeń roku 1978, którego tytuł mówi sam za siebie: Esej wspomnieniowy: Jak nie stałem się „kolegą z pracy” zabójcy ks. Popiełuszki”, oraz ten, który powstał najwcześniej, którego znaczna część także dotyczy okresu mojej pracy na Uniwersytecie Łódzkim: Esej bardzo osobisty: Aleksander Kamiński – patronem mojej pedagogicznej drogi

 

Będę się do nich odwoływał, będę cytował ich fragmenty, a w przypadku powoływania się na ich obszerniejsze części – udostępnię je jako załączony plik PDF

 

Tyle wprowadzenia, a teraz do rzeczy:

 

Pierwszy dzień października 1975 roku wypadł w środę. Przyznam się, że nic z tego dnia nie utrwaliło się w mojej pamieci. Wiem tylko jedno: nie byłem jedynym nowozatrudnionym pracownikiem w Zakładzie Pedagogik Społecznej na UŁ, który dopiero co ukończył zaoczne studia pedagogiki – kierunek wiedza o kulturze. Razem ze mną tego dnia stał się, także od razu, starszym asystentem mój kolega z roku – Kazimierz Zawadzki, mieszkaniec Koluszek, który podobnie jak ja miał już za sobą ładnych kilka lat stażu pracy jako nauczyciel historii w Zespole Szkół Budowlanych w tychże Koluszkach. Z tą różnicą, że on pisał pracę magisterską u pani, wtedy jeszcze doktor, Olgi Czerniawskiej, która już wówczas dała się poznać jako specjalistka od edukacji dorosłych. Kazimierz Zawadzki dołączył do „frakcji” andragogów, która powoli krystalizowała się wokół niej w Zakładzie Pedagogiki Społecznej.

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.baedekerlodz.blogspot.com

 

Kamienica przy ul. Uniwersyteckiej nr 3, w której w latach mojej tam pracy mieścił się Zakład Pedagogiki Społecznej UŁ, podniesiony w 1981 roku do rangi katedry.

 

 

W roku w którym rozpocząłem tam pracę cały Zakład Pedagogiki Społecznej, który funkcjonował w ramach większej struktury o nazwie Instytut Pedagogiki i Psychologii UŁ, (i to jego ówczesny dyrektor – prof. Karol Kotłowski – podpisał moją umowę o pracę) mieścił się w kamienicy przy ul. Uniwersyteckiej 3, w dwu pomieszczeniach na I piętrze, których okna wychodziły na ulicę. (Na zdjęciu zaznaczone pomarańczową obwódką). Musiało to wystarczyć jako miejsce odbywania spotkań oraz dyżurów dla studentów zespołowi pracowników, liczącemu – razem z naszą dwójką – 10 osób. Zanim tam dołączyliśmy, w Zakładzie pracowali: kierowniczka – doc. dr hab. Irena Lepalczyk, doktorzy: Olga Czerniawska, Brygida Butrymowicz, Iza Muchnicka-Diakow, oraz magistrowie: Ewa Marynowicz-Hetka, Jan Badura, Barbara Juraś-Krawczyk i Ewelina Krakowska.

 

Dopiero rok później, po zwolnieniu sąsiednich pomieszczeń na I piętrze, które dotychczas były mieszkaniem, zajmowanym przez profesorów UŁ poprawiły się warunki lokalowe. Nie pamiętam kto był jago ostatnim lokatorem, ale wiem, że po wojnie, po przyjeździe do Łodzi, mieszkała tam założycielka katedry Pedagogiki Społecznej na UŁ prof. Helena Radlińska. Po połączeniu tych pomieszczeń z dotychczas zajmowanymi pokojami – zakład dysponował sześcioma pomieszczeniami i wreszcie miał odpowiednie warunki lokalowe (Na zdjęciu nowa sytuacja zaznaczona żółtą obwódką).

 

 

x           x           x

 

 

Dalsze wspomnienia przedstawię w innej niż robiłem to dotychczas formule. Nie będzie to chronologiczna opowieść, rok po roku, a historia tego etapu mojej biografii zawodowej będzie opisana problemowo. Pierwszą będzie część, poświęcona opisowi obowiązujących tam zasad prawnych, regulujących organizację pracy, oraz tradycyjnych form organizowanych spotkań. W następnej bardziej szczegółowo opowiem czym zajmowałem się tam jako nauczyciel akademicki, czyli o prowadzonych przeze mnie zajęciach dydaktycznych. Oddzielny fragment przeznaczę na wspomnienie mojej „specjalności”, którą było prowadzenie studenckich obozów naukowych. W kolejnej części opiszę moją działalność społeczno-polityczną, w tym – prowadzoną „równolegle” aktywność jako „prelegenta” w Towarzystwie Wiedzy Powszechnej. Zakończę opowieścią o – nie zwieńczonej obroną pracy doktorskiej – mojej pracy naukowej, czyli o przygotowaniach rozprawy doktorskiej, o pisanych artykułach i uczestnictwie w konferencjach naukowych.

 

Będą jeszcze dwie części, swoiste aneksy do owej historii o pracy na UŁ. Pierwsza – to wspomnienie kolejnych (w latach 1976 i 1977) obozów harcerskich (z Kubusiem) oraz krótka opowieść o mojej wakacyjnej „przygodzie” w Szwecji, którą przeżyłem latem 1978 roku, a której nie mogą pominąć z powodu jej związku z wcześniejszymi wspomnieniami, w których już kilkukrotnie pojawiał się Lucek – ten poznany w 1964 roku na obozie w Harkabuzie. W drugim aneksie wspomnę o dwu miejscach pracy poza uczelnią, na które otrzymałem zgodę „pierwszego pracodawcy”, a którymi były: Studium Pracowników Socjalnych (tak nazwę tej szkoły zapamiętałem) oraz Zespół Szkół Budowlanych nr 3 przy ul. Kilińskiego 159 w Łodzi. Co tam robiłem i jakie tego były dalsze konsekwencje – to także będzie ciekawe…

 

 

x           x         x

 

 

O specyfice pracy w nowej roli nauczyciela akademickiego

 

Cz. IV. 1.

 

Gdybym napisał, że zmiana miejsca pracy była dla mnie tylko kolejną – przerabianą już wszak kilkakrotnie – zmianą miejsca pracy, to bym sklamał. W porównaniu do poprzednich była to wręcz rewolucyjna zmiana. Przede wszystkim w aspekcie godzin pracy. Jeśli porównać mój poprzedni etat wicedyrektora, a także ten w ŁDK – 40 godzin tygodniowo, a nawet etat wychowawcy w domu dziecka – 36 godzin, realizowanych w zaplanowanym, tygodniowym rytmie pracy, to na UŁ moje tzw. „pensum dydaktyczne” wynosiło – uwaga – 270 godzin w skali roku! To oznacza w każdym semestrze po 135 godzin.

 

Czytaj dalej »



 

Oto najważniejsze fragmenty informacji pt. „Wyniki ósmoklasistów trochę lepsze niż w zeszłym roku” zamieszczonej dziś na portalu „Prawo.pl”:


Centralna Komisja Egzaminacyjna podała wyniki tegorocznego egzaminu ósmoklasisty – za rozwiązanie zadań z języka polskiego uzyskali średnio 60 proc. punktów możliwych do otrzymania, a z matematyki – 47 proc. Wyniki są porównywalne z zeszłorocznymi, kiedy ósmoklasiści z języka polskiego uzyskali średnio 59 proc. punktów możliwych do otrzymania, a z matematyki – 46 proc.


Średni wynik uzyskany przez ósmoklasistów z egzaminu z angielskiego (najczęściej wybieranego języka obcego) to 66 proc. punktów, z niemieckiego – 49 proc., z rosyjskiego – 57 proc., z francuskiego – 79 proc., z hiszpańskiego – 69 proc. i z włoskiego – 77 proc. […]


Do egzaminu ósmoklasisty w sesji głównej, tj. w maju 2021 r. ,przystąpiło 357060 spośród 3678343 uczniów VIII klasy szkoły podstawowej (ok. 97 proc.). Za rozwiązanie zadań z języka polskiego uzyskali średnio 60 proc. punktów możliwych do otrzymania, a z matematyki – 47 proc. […]

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/



Więcej informacji na stronie Centralnej Komisji Egzaminacyjnej:

 

 

Informacje wstępne o wynikach egzaminu ósmoklasisty w 2021 r. TUTAJ

 



Foto: www. cdn.eventory.cc

 

Prof. dr. hab. Hubert Izdebski – były dyrektor Instytutu Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk, aktualnie (po przejściu na emeryturę w UW) profesor w SWPS Uniwersytecie Humanistycznospołecznym.

 

 

Na stronie Fundacji Batorego zamieszczono tekst prof. Huberta Izdebskiego, zatytułowany „Wrogie przejęcie edukacji. Niekonstytucyjne zmiany w prawie oświatowym”. Poniżej zamieszczamy kilka wybranych fragmentów tego opracowania, odsyłając do lektury jego pełnej wersji na stronie Fundacji:. Pogrubienia czcionek we fragmentach przytoczonych akapitów – redakcja OE:

 

 

Wprowadzenie

 

W wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów, zamieszczonym w „Biuletynie Informacji Publicznej” Kancelarii Prezesa Ministrów, od 8 czerwca 2021 roku znaleźć można obszerne informacje o zgłoszonym przez ministra edukacji i nauki i przygotowywanym projekcie ustawy o zmianie ustawy – Prawo oświatowe oraz niektórych innych ustaw. Przewidziano przyjęcie projektu przez Radę Ministrów w drugim kwartale 2021 roku, ale mimo końca tego kwartału dokument nie został jeszcze udostępniony w gotowej formie legislacyjnej. Poniższe uwagi – określane w uproszczeniu jako odnoszące się do projektu, mimo że dotyczą informacji o nim – zostały sporządzone na podstawie tychże informacji, przy uwzględnieniu niedawnych, istotnych dla tej materii, wypowiedzi ministra edukacji i nauki.

 

W projekcie przewiduje się istotne wzmocnienie roli organu sprawującego nadzór pedagogiczny (czyli przede wszystkim kuratora oświaty, będącego hierarchicznie usytuowanym organem rządowej administracji zespolonej w województwie), w szczególności poprzez przyznanie mu uprawnień o charakterze władczym w zakresie powołania dyrektora szkoły publicznej (zasadnicze zwiększenie udziału jego przedstawicieli w komisji konkursowej, wymóg pozytywnej opinii w przypadku powołania osoby niebędącej nauczycielem lub gdy do konkursu nie zgłosił się żaden kandydat albo w wyniku konkursu nie wyłoniono kandydata) oraz odwołania i zawieszenia dyrektora (wnioskowanie praktycznie wiążące) i rozstrzygnięcia w przedmiocie oceny jego pracy, jak również rozbudowanie przesłanek wyrażenia negatywnej opinii w odniesieniu do zamiaru likwidacji szkoły. Wprowadzenie w życie tak sformułowanych rozwiązań tego projektu oznaczałoby ograniczenie dotychczasowych zadań i kompetencji organów prowadzących szkoły, czyli przede wszystkim właściwych jednostek samorządu terytorialnego. Odrębnie należy zauważyć proponowane zwiększenie uprawnień kontrolno-nadzorczych w stosunku do szkół niepublicznych, wraz z sankcją wykreślenia szkoły z ewidencji, oraz znaczące utrudnienie funkcjonowania na terenie szkoły organizacji pozarządowych, których celem statutowym jest działa-nie wychowawcze albo rozszerzanie i wzbogacanie form działalności dydaktycznej, wychowawczej, opiekuńczej i innowacyjnej szkoły. Propozycje te znajdują się poza zakresem niniejszego opracowania, aczkolwiek i one jednoznacznie wskazują na kierunek proponowanych rozwiązań. […]

 

Z projektu wynika szczególne rozumienie nadzoru pedagogicznego – ani jako takiego nadzoru, jak w rozumieniu art. 55–58 ustawy z 14 grudnia 2016 roku – Prawo oświatowe i wydanego na jej podstawie rozporządzenia ministra edukacji narodowej, ani jako nadzoru weryfikacyjnego w rozumieniu ogólnie przyjętym w prawnym i prawniczym języku nauki prawa publicznego. Proponuje się wprowadzenie nadzoru o charakterze dyrektywnym (kierownictwa), w tym przypadku współzarządzania szkołą wraz z organem prowadzącym. […]

 

Chodzi zatem o – typowe dla myślenia i praktyki etatyzmu i centralizmu – przejęcie istotnej części „rządzenia” szkołą. Miałoby się to odbyć kosztem zarówno wspólnot lokalnych (bo nimi, zgodnie z  art.16 ust. 1 w związku       z przepisami rozdziału VII Konstytucji RP, są jednostki samorządu terytorialnego), jak i, przede wszystkim, samych społeczności szkolnych, w imieniu których szkołą zarządzają jej organy w ramach tzw. autonomii szkoły. Pośrednio byłoby to kosztem najważniejszych w tym zakresie rodziców – działających, o ile ich dzieci są niepełnoletnie, dla dobra dzieci jako destynatariuszy szkoły. Tym samym proponuje się zmianę ustrojową, którą przez analogię do „wrogiego przejęcia porządku konstytucyjnegomożna określić jako wrogie przejęcie porządku ustawowego, choć – o czym będzie dalej mowa – związane również z rodzajem przejęcia, przez pominięcie istotnych jego składników porządku konstytucyjnego. Jest to bowiem skutkiem stosowania szczególnej „wykładni wrogiej wobec konstytucji” (interpretatio constitutionis hostilis). Przypomnieć przy okazji trzeba, że jako swoją specjalność naukową minister edukacji i nauki wskazuje prawo konstytucyjne. […]

 

Co do autonomii szkoły, o tyle zgodzić się trzeba z ministrem, że określenie to nie występuje w polskim języku prawnym, poczynając od Konstytucji – gdzie mowa jedynie o autonomii szkół wyższych (art. 70 ust. 5), lecz nie „w jakimś zakresie” i nie w zakresie dowolnie określanym przez ustawodawcę, a przy przyznaniu uczelniom prawa do autonomii, co powoduje istotne ograniczenie możliwości określania jej granic przez ustawodawcę: „Granice te – gdy jest to konieczne w demokratycznym państwie prawnym – może wyznaczać ustawodawca w ramach określo- nych w art. 31 ust. 3 Konstytucji przesłanek ingerencji w konstytucyjne prawa i wolności”.

 

Określenie „autonomia szkoły” spotyka się jednak w języku prawniczym, w tym w uzasadnieniach orzeczeń sądowych, ponieważ w języku prawniczym „autonomia” występuje często jako synonim „samodzielności”, a w pra- wie oświatowym szkołom zapewnia się samodzielność, choć nie używa się tego określenia. O autonomii szkół mowa jest w analitycznych dokumentach Unii Europejskiej, dotyczących zakresu autonomii szkół w poszczegól- nych państwach.Stwierdzenie, że „nie ma autonomii szkół”, mimo że może mieć umocowanie w języku prawnym, okazuje się szczególnie nieuzasadnione w języku, jakim posługują się specjaliści z zakresu szkolnictwa, chcąc wyrazić samodzielność szkół, niezbędną do tego, aby mogły one realizować swą misję w warunkach XXI wieku: służyć rozwojowi społeczeństwa wiedzy, promować ideę uczenia się przez całe życie, zachęcać do współpracy i naukowego podejścia do rozwiązywania problemów – poprzez kształtowanie w pro- cesie kształcenia i wychowywania uczniów jako autonomicznych osób, świadomych siebie, posiadających umiejętność podejmowania decyzji i ponoszenia za nie odpowiedzialności. W tym zakresie, w obecnych warunkach nie powinno być – cały czas tradycyjnie u nas podtrzymywanej – przepaści między szkołą, zwłaszcza szkołą średnią (która rozwija jednak proces zaczynający się od przedszkola), a szkołą wyższą, a także między – zakwestionowaną, jak widać, co do samej zasady – samodzielnością szkoły a – zakwestiono- waną co do zakresu – autonomią uczelni.

 

Czytaj dalej »



Źródło: screen,YouTube/Onet News [ www.press.pl]

 

                              Bogusław Chrabota – redaktor naczelny dziennika „Rzeczpospolita”

 

Dziś rano (30 czerwca 2021r.) na stronie dziennika „Rzeczpospolita” zamieszczono artykuł redaktora naczelnego tej gazety, zatytułowany „Chrabota: Straszny minister Przemysław Czarnek”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji. Podkreślenia i pogrubienia czcionek w przytoczonych fragmentach – redakcja OE:

 

[…] W kraju, jak długi i szeroki, lament, że enfant terrible PiS, minister Przemysław Czarnek, chce skrzywdzić dzieci, zideologizować edukację, chwycić za twarz nauczycieli i wyrzucać ze szkół niepokornych dyrektorów. Sekunduje mu inny czarny charakter, minister Ziobro, pracujący nad przepisami, które mają umożliwić pakowanie za kraty wyrzuconych przez Czarnka dyrektorów.

 

W istocie, gdyby te przepisy weszły w życie, zrealizowałby się istny koszmar. […] Tyle że – drogi czytelniku – to raczej ściema, raczej niemożliwe. I to nie dlatego, że nie chcą tego ludzie z kręgu prezesa. Może i chcą, kilku pewnie – bardziej fanatycznych – o tym marzy. Ale prócz marzeń są jeszcze realia. No i polityka, która finalnie sprowadza się do arytmetyki sejmowej i prostego pytania o większość. […]

 

W sprawie tych zmian PiS zaś większości nie zdobędzie.

 

W Senacie jej nie ma, więc przeforsowanie tych regulacji, nawet z Andrzejem Dudą w Pałacu Prezydenckim, nie jest możliwe. Czyżby o tym w kręgach liderów PiS nie wiedziano? Żarty, prezes wie to świetnie. Także mądrzejsi z jego towarzyszy. Po co więc ta afera? Po co groźne miny byłego wojewody lubelskiego, to jego pomstowanie na LGBT, straszenie ciała pedagogicznego w całej rozciągłości, od Tatr do Bałtyku? Ano właśnie po to, by straszyć. Tego oczekuje elektorat partii prezesa. Przeciwnicy mają się bać, dyskutować o nadchodzącym zagrożeniu, a zwolennicy mieć satysfakcję, że PiS nie spuszcza z tonu. Licytuje wysoko. Planuje najsroższe działania, by nie dopuścić do zarażania Polaków zgubnym wirusem liberalno-lewicowo-LGBT-owskiej ideowości. […]

 

 

 

Cały artykuł „Chrabota: Straszny minister Przemysław Czarnek” – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.rp.pl

 

 

Zobacz jeszcze na stronie „Rzeczpospolitej”:

 

 

Minister edukacji i LGBT: „Czarnek słowami krzywdzi dzieci” – TUTAJ

 

Ćwiek: Nauka albo ideologia – TUTAJ

 

 

 

Na portalu ONET:

 

 

    Nie Czarnek, a Nycz. To Episkopat naciskał na rząd w sprawie religii w szkole. Mamy dowód  –  TUTAJ

 



Portal Samorządowy” zamieścił dzisiaj zapis rozmowy z Marcinem Korczycem – prezesem Fundacji „JaNauczyciel”. Pytania zadawał Bogdan Bugdalski – z-ca dyrektora działu czasopism firmy Wolters Kluwer. Oto fragment tego zatytułowanego „Panel obywatelski o edukacji? Nauczyciele czekają na dyskusję i zmiany” wywiadu:

 

Foto: www.janauczyciel.pl

 

                                          Marcin Korczyc – prezes Fundacji „JaNauczyciel”

 

 

Bogdan Bugdalski: – Mijający rok szkolny był bodaj najtrudniejszy w edukacji w ostatnich kilku dekadach.

 

Marcinem Korczyc: – Narastającą frustrację nauczycielek i nauczycieli pogłębił kryzys związany z pandemią, konieczność przejścia na edukację zdalną w trybie awaryjnym, brak systemowego wsparcia placówek oświatowych przez państwo w tym trudnym okresie oraz zapowiadane zmiany w prawie oświatowym, które stoją w jawnej sprzeczności z oczekiwaniami środowiska nauczycielek i nauczycieli oraz rodziców i uczniów. Wszyscy kończymy rok szkolny zmęczeni, co nie oznacza, że w czasie urlopowym nie spodziewamy się kolejnych trudności czy niespodzianek ze strony władz oświatowych.

 

Odczuwalny jest brak woli resortu do uregulowania kwestii płacowych w oświacie, zgodnie z wielokrotnie i jasno wyrażanymi oczekiwaniami środowiska. Władze oświatowe zdają się pozostawać także głuche na oczywiste postulaty zmian programowych oraz zapewnienia nauczycielkom i nauczycielom większej autonomii oraz wzmocnienia prestiżu zawodu nauczyciela i poważną, wielopoziomową dyskusję zarówno o nadzorze pedagogicznym, jak i bardziej efektywnym wspomaganiu nauczycielek i nauczycieli. Oczekiwana jest także poważna rozmowa dotycząca zawodowego awansu.

Powrót do szkół po niemal rocznej przerwie postawił przed środowiskiem kolejne wyzwania: reintegrację w zespołach klasowych, konieczność odnalezienia się w nowej rzeczywistości, stawienie czoła złej kondycji uczennic i uczniów, niepewność w kontekście kolejnych propozycji zmian w prawie oświatowym, organizacyjny chaos i finalnie upały…

 

Duszno jest jednak w pokojach nauczycielskich z zupełnie innych powodów. Z zawodu uciekają kolejni specjaliści z wieloletnim stażem. Młodych nasz zawód nie przyciąga…

 

Jednocześnie w środowisku dominujące stało się przekonanie, że obecnie najważniejszym zadaniem w polskich szkołach pozostaje przywrócenie względnej równowagi w relacjach, ich odbudowanie i koncentracja na dobrej atmosferze wspólnej pracy. Na plan dalszy odeszły restrykcyjne ocenianie, testowanie i przygotowania uczniów do egzaminów zewnętrznych. Wszyscy staliśmy się wobec siebie bardziej uważni.[…]

 

 

Cały zapis wywiadu Panel obywatelski o edukacji? Nauczyciele czekają na dyskusję i zmiany”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: ww.portalsamorzadowy.pl

 



W minioną niedzielę (27 czerwca 2021r.) Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu tekst, który powinien przeczytać nie tylko każdy człowiek, który w jekikolwiek sposób jest związany z polskim systemem szkolnym, ale także każdy, komu bliskie są ideały wolności, demokracji i równych praw dla wszystkich obywateli.

 

Nie będziemy publikować tego tekstu we fragmentach – ważne są w nim wszystkie akapity. Większość wyróżnionych pogrubioną czcionką fragmentów (z wyjątkiem określeń skutków wprowadzanych regulacji) – redakcja OE:

 

Foto:www.google.com

 

Jarosław Pytlak 

 

 

Gol do szatni

 

Niech Czytelnika nie zmyli futbolowy tytuł – rzecz nie będzie o sporcie. I w ogóle nie będzie to lektura lekka, łatwa i przyjemna, a wręcz przeciwnie. Jak niemal wszystko, co ostatnio dotyczy polskiej edukacji…

 

Opiszę tutaj problem, który bezpośrednio dotyczy tylko niewielkiej części środowiska oświatowego i wielu Czytelnikom może wydać się mało ważny. Tymczasem jest on bardzo istotny. Jestem przekonany, że dzisiaj wszyscy w polskiej oświacie tkwimy niczym żaby w coraz szybciej podgrzewanej kąpieli. Ja już czuję gorąco. Chcę przestrzec bardziej ciepłolubnych, że jeśli nic się nie zmieni, wkrótce będziemy ugotowani.

 

x           x           x

 

Golem do szatni określa się w piłkarskim żargonie bramkę strzeloną w samej końcówce pierwszej połowy meczu. Często ustawia ona dalszą rywalizację. Zdobywców uskrzydla, wywołując podczas przerwy nastrój euforii. Ich przeciwników przybija, fatalnie wpływając na atmosferę w szatni.

 

Z perspektywy dyrektora szkoły kończący się rok pracy mogę porównać do pierwszej połowy meczu. Zmęczony, wręcz udręczony zdalnym nauczaniem, zagrożeniem zdrowotnym, kalejdoskopem kwarantann i zmienianych niemal co tydzień planów zajęć, rzeszą uczniów i nauczycieli, o których trzeba się troszczyć, z radością witam wakacyjną przerwę. Wiem, że czeka mnie potem jeszcze druga połowa rozgrywki, czyli zadanie wprowadzenia szkoły na jako-tako stabilne tory i uporządkowania tysiąca i jednej spraw zaburzonych podczas pandemii.

 

W tej piłkarskiej metaforze moim przeciwnikiem nie jest bynajmniej koronawirus, ale… minister edukacji i nauki, co może zdziwić tylko kogoś, kto nie zna polskich realiów. Nie gramy w jednym zespole, choć mógłby nas połączyć wspólny wysiłek walki z COVID-19. Minister Czarnek preferuje jednak inną rozgrywkę, więc po z górą trzydziestu latach wprowadzania w życie wolnościowej i humanistycznej wizji edukacji ścieram się dzisiaj z jej sztywno sformatowanym przez obecne władze wyobrażeniem – narzędzia kształtowania bezwolnych mas przyszłego narodowego elektoratu.

 

Przez długie miesiące pandemii panowała równowaga: rozgrywałem kolejne akcje po swojemu, z grubsza stosując się do narzuconych reguł gry, zaś członkowie przeciwnej drużyny – urzędnicy z ministerstwa i kuratorium – nie pomagali, ale też nie przeszkadzali specjalnie, grając jakby w równoległej rzeczywistości. Jednak w miarę zbliżania się końca roku szkolnego napór przeciwnika wzrósł. W pewnym momencie nie było dnia, by pan minister nie ogłosił kolejnego swojego pomysłu: a to zmian w liście lektur, a to nałożenia obowiązku wyboru religii lub etyki, bez prawa rezygnacji z obu tych zajęć. Zapowiedział zmianę zasad konkursowego wyboru dyrektorów szkół publicznych, sprowadzającą się do oddania decyzji w ręce kuratora, a także zaostrzenie zasad nadzoru pedagogicznego, z groźbą bezapelacyjnego usuwania dyrektora ze stanowiska na podstawie urzędniczej decyzji, i wykreślania z ewidencji szkoły niepublicznej, nie dość skutecznie wdrażającej zalecenia pokontrolne. Wszystkie te ataki – a było ich jeszcze więcej – podkopywały moją obronę, tym bardziej, że po powrocie do stacjonarnej nauki miałem w szkole na głowie szereg codziennych problemów, absorbujących czas i uwagę. A decydująca akcja nastąpiła tuż przed wakacyjną przerwą. Ogłoszono projekt ustawy wpisującej do „Prawa oświatowego” sankcje karne dla dyrektorów placówek oświatowych.

 

To był gol strzelony mi do szatni.

x           x          x

 

Źródło: screen ze strony www.glos.pl

 

Proponowana zmiana nie jest wielka objętościowo. Wprowadza przepis karny, ujęty w dwóch punktach (dla ścisłości dodajmy, że identyczne sankcje wprowadza jeszcze w dwóch innych ustawach – o opiece nad dziećmi do lat 3 oraz o pieczy zastępczej).

 

Rozdział 10

Przepis karny

Art. 188a. 1. Kto, kierując jednostką organizacyjną wymienioną w art. 2 pkt 1-8, przekracza swoje uprawnienia lub nie dopełnia obowiązków w zakresie opieki lub nadzoru nad małoletnim, czym działa na szkodę tego małoletniego,

podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

2. Jeżeli następstwem czynu określonego w ust. 1 jest śmierć małoletniego, ciężki uszczerbek na jego zdrowiu lub doprowadzenie małoletniego do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności,

sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

 

Przywołany art. 2 pkt 1-8 Prawa Oświatowego wymienia wszystkie typy placówek dla dzieci i młodzieży, a zatem nowy przepis dotyczy wszystkich ich dyrektorów. Grupa to relatywnie nieduża, licząca mniej niż 10% ogółu zatrudnionych w systemie edukacji. Niezbyt popularna, bo z różnych przyczyn często bywająca na kursie kolizyjnym z nauczycielami i rodzicami uczniów, a i dość hermetyczna, bowiem dyrektor zawsze jednoosobowo odpowiada za całokształt funkcjonowania placówki, co nie sprzyja rozwijaniu przyjacielskich relacji z otoczeniem. Stąd już tylko krok do obojętnego przejścia przez społeczeństwo do porządku dziennego nad projektowaną ustawą. W końcu – pomyśli ktoś – jeśli dyrektor „przekracza uprawnienia lub nie dopełnia obowiązków w zakresie opieki i nadzoru, czym działa na szkodę dziecka”, godne to i sprawiedliwe, by został ukarany.

 

Zanim wyjaśnię, dlaczego uważam ten przepis za niebezpieczny, zajrzyjmy do oficjalnego uzasadnienia projektu ustawy. * Liczy aż 18 stron, ale po jego przeczytaniu mogę na użytek Czytelnika streścić zawarty tam wywód w kilku zdaniach. Otóż potrzebne jest podjęcie niezwłocznych działań legislacyjnych, aby załatać istotną lukę prawną. Mianowicie dyrektorzy placówek niepublicznych w świetle kodeksu karnego nie są funkcjonariuszami publicznymi i jako tacy nie podlegają sankcjom przewidzianym w tym kodeksie za niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień. A że taka regulacja jest niezbędna, świadczyć ma przywołany w uzasadnieniu przykład (faktycznie bulwersujący i swego czasu głośny w mediach – przyp. JP), kiedy to owa luka nie pozwoliła ukarać osoby zarządzającej placówką, w której doszło do przestępstwa.

 

Czytaj dalej »