Foto: ShutterStock[www.serwisy.gazetaprawna.pl]

 

Dzisiaj na stronie „Gazety Prawnej” zamieszczono artykuł Artura Radwana pt. „Szczepionkowy falstart w szkołach”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

Od wczoraj do najbliższej niedzieli uczniowie, którzy ukończyli 12 lat, mogą zaszczepić się za pośrednictwem szkoły, do której uczęszczają. Jeśli chętnych będzie wystarczająco wielu, a warunki lokalowe na to pozwolą, szczepienia odbędą się na miejscu. Szczepienia mogą się odbywać także w punktach mobilnych i w przychodniach (po porozumieniu z jej kierownikiem).

 

Kuratorzy oświaty na polecenie resortu edukacji zbierają informacje o tym, ilu rodziców wyraziło zgodę na szczepienie swoich dzieci. Wstępne dane wskazują, że akcja ta nie cieszy się zbyt dużym zainteresowaniem.

 

–W województwie łódzkim chęć szczepienia w szkole zadeklarowało 2232 uczniów, 409 członków ich rodzin i 144 pracowników placówek oświatowych. W całym regionie do szczepień mogłoby przystąpić 1341 szkół. Deklaracje zgłosiło 1070. W 53 szczepienia odbędą się w placówce, pozostałe w poradniach medycznych – potwierdza Anna Skopińska, rzecznik prasowy Kuratorium Oświaty w Łodzi. […]

 

Dane dotyczące deklaracji w sprawie szczepień z ponad tysiąca szkół ma też Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty. OSKKO informuje, że w poszczególnych placówkach maksymalnie jest kilkunastu chętnych do szczepienia, a wszyscy przepytani dyrektorzy prowadzą szkoły liczące po kilkaset uczniów. – Zero, jeden, kilku – najczęściej takie odpowiedzi słyszę od szefów placówek, gdy pytam o liczbę chętnych do szczepień. To porażka państwa i nas wszystkich – mówi Marek Pleśniar, dyrektor OSKKO.

 

Czytaj dalej »



Kontynuując obrazkowy przekaz treści – prezentujemy najnowszy rysunek Tomasza Leśniaka i Rafała Skarżyńskiego z cyklu „Polacy mistrzem Polski”, zaczerpniety z wczorajszego „Dużego Formatu” – cotygodniowego dodatku „Gazety Wyborczej”:

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl/duzyformat/

 



 

Dzisiaj zamiast porannych lektur tekstów o edukacji, pisanych przez autorów „z różnych szuflad”, proponujemy kilka materiałów, nie wymagających długiego czytania:

 

 

4 września

 

 

 

 

7 września

 

 

 

Czytaj dalej »



 

Portal Prawo.pl zamieścił dziś artykuł Beaty Igielskiej pt. „W szkołach więcej kontroli, niekoniecznie mniej biurokracji”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

Zmiany w rozporządzeniu o nadzorze pedagogicznym motywowane są chęcią zmniejszenia biurokracji w szkołach. Niektórzy nauczyciele chcą w to wierzyć. Może się jednak okazać, że stanie się odwrotnie – rozporządzenie wzmocni instytucję kontroli. Dyrektorzy, z powodu strachu przed nimi, mogą zażądać jeszcze większej ilości papierów, więc biurokracji może nawet przybyć… na wypadek kontroli. […]

 

–Minister Czarnek czyni kolejny krok w kierunku uczynienia z systemu edukacji narzędzia kształtowania młodego pokolenia w duchu określonym przez partię rządzącą. Podąża w ten sposób szlakiem wytyczonym wcześniej na Węgrzech. Kolejnym krokiem według tego wzorca będzie zatrudnianie dyrektorów szkół i nauczycieli przez kuratoria lub inną instytucję państwową, specjalnie powołaną do tego celu – pisze na swoim blogu „Wokół szkoły” Jarosław Pytlak,działacz edukacyjny, dyrektor Zespołu Szkół STO na warszawskim Bemowie. Jego zdaniem nauczyciel w konsekwencji może stać się, w zamian za wyższą pensję, urzędnikiem państwowym pozbawionym kompletnie samodzielności. […]

 

 

Obfita dokumentacja – na wszelki wypadek

 

[…] Włodzimierz Zielicz, nauczyciel fizyki z Warszawy kpi z pomysłów ewaluacyjnych poprzedniej ekipy: „wypranych z realnej treści biurokratycznych procedur TQM z zakazem brania pod uwagę efektów pracy placówki i formalnej papierorodnej „ewaluacji” szkół przez dyletantów”. Zielicz przypomina przypadek Liceum im. Księcia Poniatowskiego, do którego dostają się tylko najlepsi. Poniatówka, która w 2018 roku obchodziła stulecie istnienia, jest na pierwszych miejscach rankingu najlepszych liceów w Warszawie i w Polsce, po ewaluacji przeprowadzonej przez Mazowieckie Kuratorium Oświaty – otrzymała najgorsze w Polsce oceny w dwóch obszarach działalności: kształcenia i wychowania. Dyrektor, nauczyciele i rodzice zarzucili niekompetencję ewaluatorce, która wcześniej została zwolniona dyscyplinarnie z funkcji dyrektora szkoły podstawowej w Jeleniej Górze. Opowiadali o stronniczym przeprowadzeniu ankiet i manipulowaniu odpowiedziami. Najprawdopodobniej za takimi działaniami kryła się zemsta jednego z rodziców, którego dziecko nie dostało promocji do następnej klasy. – Takie systemy ewaluacji naprawdę nie zasługują na obronę. Tyle że minister Czarnek próbuje leczyć biurokratyczną kuratoryjną dżumę – biurokratyczną kuratoryjną cholerą, albo na odwrót – mówi z goryczą Zielicz.

 

 

Co muszą produkować nauczyciele?

 

Czytaj dalej »



Z kilkudniowym opóźnieniem, bo tekst ten ukazał się na blogu Roberta Raczyńskiego „Eduopticun” 9 września, zamieszczamy dziś fragmenty tego posta, zatytułowanego „Wirus stopniowany”. Oczywiście sugerujemy lekturę całości, zamieszczając link do „źródła”:

 

 

Nie, nie będzie o SARS-Cov-2. Postanowiłem dziś wreszcie zmierzyć się z wyzwaniem, które dość długo czekało tu na swoją kolej – z wirusem o zdecydowanie większym zasięgu i zaraźliwości. Przyznaję, że jednocześnie toczę walkę z wewnętrznym hipokrytą, próbującym dowodzić, że nie dopuszczam wyjątków od liberalnej tolerancji. Mam z tym kłopot, bo niestety postawa tolerancyjna, której chciałbym hołdować, wymaga do pewnego stopnia akceptacji zjawisk, które uważam za z gruntu złe. I mam je akceptować tylko i wyłącznie dlatego, że są tak mocno związane z tożsamością większości ludzi, że niemal od nich nieodróżnialne? Jeśli nie, musiałbym w tym miejscu przyznać, że nie toleruję, zależnie od definicji, od 80 do 90% populacji tego świata. Przyznacie Państwo, że jest to powód, by się wahać.

 

Oczywiście, mogę poprawnie politycznie twierdzić, że szanuję wolność wyznawania i kultywowania dowolnych religii, ale tak między nami, wątpię, żebym mówił to szczerze. Musiałbym wtedy z automatu przyznać, że akceptuję (wymieniam zupełnie losowo) np. klitoridektomię, znęcanie się psychiczne, obskurantyzm, mizoginię, czary, dżihad, niewolnictwo, etc., a to z pewnością nie jest prawdą. O, już słyszę oburzone głosy wszystkich prawych wierzących, że chcę przypiąć im łatkę przynależną jakimś religijnym ultrasom, wyznawcom prymitywnych kultów i sekciarzom. Czyżby?

 

Tak, wiem, słyszałem, podobno większość uczciwych chrześcijan, wyznawców judaizmu, czy islamu (że wymienię tylko trzy, najpopularniejsze wirusy atakujące świadomość) odcina się od wymienionych skrajności. Jednocześnie jednak, owi hipokryci nie mają nic przeciwko masowemu okaleczaniu chłopców, straszą swoje (i nie tylko) dzieci piekłem, gdy te ich nie słuchają (bez powodu, również), zaprzeczają ustaleniom nauki, traktują kobiety jak istoty słabsze intelektualnie, oczekują cudów jako dowodów „świętości”, nie widzą nic zdrożnego w wywyższaniu własnych przesądów ponad inne, ani problemu w mentalnym ubezwłasnowolnieniu wobec dowolnego cielca lub jego cwanych sługusów. Jak widać, ich moralność (której posiadania zwykle odmawiają innym) opiera się na stopniowaniu bzdury, przemocy i świństwa. Na dodatek jest to stopniowanie wymuszone racjonalnością, od której stronią i którą gardzą. Niemal wszyscy „wierzący” nie dostrzegają również jak bardzo są niekonsekwentni i wybredni wobec własnych dogmatów. Wszyscy oni powybierali sobie wygodne cytaty ze swoich świętych ksiąg (objawionych niepiśmiennym) i licytują się między sobą, który ich fragment jest świętszy (i wygodniejszy w użyciu). Gdyby nie ta konformistyczna maniera, wszyscy żyliby dziś jak Amisze. Ci przynajmniej są w swoim zabobonie uczciwi i konsekwentni. I nie narzucają się innym. Szanuję ich za to.[…]

 

Niestety, tu, gdzie zaczyna się indoktrynacja i ubezwłasnowolnienie ich dzieci, mój szacunek dla Amiszów się kończy. O tym, jak silna jest ta indoktrynacja i jak skuteczne są celowe wyobcowanie i grożący ostracyzm świadczy fakt, że mimo teoretycznej możliwości wyboru drogi życia, ponad 90% młodych Amiszów nigdy nie opuszcza swojej wspólnoty. No cóż, starszyzna doskonale zdaje sobie sprawę, że jest to jedyna szansa na przetrwanie ich wersji percepcji świata.[ […]

 

Od czasu, gdy nauka znalazła narzędzia, pozbawiające krążące w mózgach wiriony teologii monopolu na objaśnianie świata, trwa walka o dalsze ograniczenie ich zjadliwości. Z bolesnego doświadczenia wiemy, że walka z jakimkolwiek wirusem, to zmagania z hydrą o nieskończonym potencjale regeneracyjnym. Nawet po zaleczeniu, nie można być pewnym, że nie będzie nowej mutacji, nawrotu choroby, a w rezultacie kolejnej pandemii. Wiemy również, że najbardziej podatne na atak wirusowy są na ogół organizmy osłabione, starsze, lub wprost przeciwnie, bardzo młode. Jednym z oczywistych pomysłów na ograniczenie religijnej pandemii jest swoista kwarantanna – próba oddzielenia od siebie beznadziejnie chorych, od tych, którzy wciąż mają jeszcze szansę na życie, bez toksyny zatruwającej mózg.

 

Podzielmy ten świat na dwie różne domeny i nie wchodźmy sobie w paradę – tak zdawał się rozumować S.J. Gould, formułując swoją zasadę NOMA (ang. Non-Overlapping Magisteria), proponując niejako zawieszenie broni, a może nawet pełen szacunku dialog między np. kreacjonistami, a ewolucjonistami. Niestety, podobnie jak w walce z wirusami biologicznymi (jeśli traktować wirusy jako część materii ożywionej, do czego się skłaniam), kwarantanna taka ma swoje ograniczenia. Nauka zakłada eksplorację nieznanego i eliminację białych plam na mapie, którą nasz gatunek rysuje od początku swego istnienia. Z kolei religia (jakakolwiek) taką potrzebę ma w pogardzie (dysponując jedną „odpowiedzią” na wszystkie pytania) i nie jest w stanie zrezygnować ze swojej podstawowej strategii przetrwania – bezwzględnej misyjności, nawracania niewiernych na siłę, agresywnego prozelityzmu, wykorzystującego wszelkie dostępne narzędzia ideologiczne, polityczne, ekonomiczne, a nawet militarne, jeśli tylko uzna je za możliwe i użyteczne. Oczekując od nauki (rozumu w ogóle) odstąpienia od analizy kłopotliwych i wstydliwych (bo ujawnionych i obnażonych) niespójności, idiotyzmów i moralnych mielizn swoich założeń, nie waha się udowadniać ich zasadności z użyciem narzędzi, które teoretycznie odrzuca, bo przynależą do magisterium przeciwnika. Na dodatek, narzędzi tych używa częściowo, wybiórczo, łamiąc zasady metodologii i logiki, wykorzystując przy tym naiwność i ignorancję tłumu, nad którym panuje od zarania cywilizacji. Mówiąc krótko, nawet obmierzły, znienawidzony Darwin może się przydać, jeśli tylko uda się wmówić ubogim duchem maluczkim, że Bozia zaprzęgła ewolucjonizm do swojej bryczki. Cel uświęca środki i uświęcać musi, jeśli chce się wchodzić z butami w każdą dziedzinę ludzkiego życia. Konfrontacja z rozumem staje się wtedy nieunikniona i, z przykrością przyznaję, że na większości frontów jest to dla niego walka przegrana. Przestrzeń neutralna praktycznie już nie istnieje, magisteriów nie daje się rozdzielić, zachodzą na siebie, i, jeśli tylko da się temu religijnemu ku temu okazję, natychmiast żarłocznie pochłania drugie, siejąc nietolerancję, ignorancję, zacofanie i totalitaryzm. […]

 

Taką zachłanność, zaborczość i absolutny autorytaryzm religii przyjmuje się na ogół z pełnym zrozumieniem, jako oczywistość, nie podlegającą dyskusji. W konfrontacji z nią, ludzie dobrowolnie wyzbywają się praw, których zaciekle bronią w innych okolicznościach. Raptem nie liczy się wolność wypowiedzi, równość wobec prawa, nietykalność osobista, zawieszeniu ulegają zasady logiki i demokracji. W obliczu domniemanej transcendencji (a raczej pełnej buty bezczelności i/lub przemocy jej funkcjonariuszy) ludzie stają bezwolni, z otwartymi ustami, jako żywe egzemplifikacje stereotypu wioskowego głupka. No, bo jak tu się sprzeciwić? Tradycji, rodzinie, księdzu, rabinowi, imamowi, narodowi? […]

 

Czytaj dalej »



Zastanawiając się nad tym co uczynić tematem dzisiejszego felietonu – nie znalazłem w wydarzeniach oświatowych minionego tygodnia takiego, które zainspirowałoby mnie do pogłębionych refleksji. I dopiero czasowa koincydencja dwu informacji: tej o 20. rocznicy samobójczego ataku islamskich fundamentalistów na nowojorskie wieże World Trade Center oraz na Pentagon, z artykułem o kolejnym „wynalazku” edukacyjnym ministra Czarnka, polegającym na wprowadzeniu do podręcznika do wos dla szkół podstawowych – uzupełnienia od lat powszechnie znanego rysunku „piramidy”, obrazującej pięć kategorii potrzeb człowieka: fizjologicznej, bezpieczeństwa, przynależności, uznania i samorealizacji, dołożoną na jej czubku szóstą potrzebą – duchowości, jako tej najwyższej i zapewne – najważniejszej.

 

Co prawda jeszcze tego samego dnia kiedy zamieściłem ów artykuł na OE, na fejsbuku został on przez koleżankę dyrektor Zofię Wrześniewską skomentowany korygującą mylnie podaną przez autorkę owej publikacji w „Gazecie Wyborczej” informację, jakoby była to inicjatywa ministra Czarnka, udokumentowaną zdjęciem uwagą: „Dla uczciwości zdjęcie z podręcznika do WOS dla szkoły ponadpodstawowej (wyd. Nowa era) z 2019 r., czyli przed min. Czarnkiem”

 

 

Jak widać – już na tym rysunku widnieje na czubku szósta kategoria potrzeb – co biorąc pod uwagę rok wydania tego podręcznika – musiał on być konsultowany przez kierownictwo wydawnictwa „Nowa Era” jeszcze z panią minister Zalewską.

 

Ale, w moim przekonaniu, ta korekta nie zmienia mojego postanowienia, aby ten fakt skomentować.. Świadczy ona jedynie o jeszcze groźniejszym zjawisku, że te dążenia do narodowo-katolickiej indoktrynacji uczniów polskich szkół, to nie autorska inicjatywa ministra Czarnka, a długofalowa polityka partii rządzącej.

 

Pominę tu powierzchowność podejścia do analizy istoty tej typologii, a zwłaszcza niedoczytania pełnego indeksu potrzeb, określonych w piątym stopniu mianem „samorealizacji”, pod którym to skrótem myślowym kryją się potrzeby takie jak: potrzeba rozwoju swojej osobowości, talentów i zdolności, ale także duchowości (!). Mnie w tej kolejnej inicjatywie scentralizowanego ataku na kształtowanie u uczniów polskich szkół pożądanych przez „talibów” partii rządzącej postaw i wartości, zaniepokoiło, żeby nie powiedzieć – przeraziło – co innego:

 

Czytaj dalej »



Źródło:www.sites.google.com

 

                                     Piramida potrzeb wg A. Maslowa – z korektą na szczycie – wg P. Czarnka.

 

 

Dziś (11 września 2021 r.) rekomendujemy do lektury artykuł Natalii Waloch „Nowy czubek w edukacji. Czarnek zmienia piramidę Maslowa”, zamieszczony wczoraj na stronie „Gazety Wyborczej”. Dla zachęty proponujemy kilka jego fragmentów:

 

[…]

 

Minister Czarnek – o czym niestety wiemy – ma różne potrzeby, które realizuje za pomocą polityki, najczęściej z niekorzyścią dla dzieci oraz całych szkół. Na szczycie tych potrzeb jest ta dotycząca kontroli oraz propagandy. Według ministra dyrektorzy są tak niezborni oraz zepsuci lewackimi treściami, że postanowił przydzielić im żandarmów z kuratoriów, którzy będą pilnowali, czy aby w szkole nie dochodzi do bezeceństw takich jak np. wizyty aktywistów z pozarządówki, którzy mogliby skalać umysły i serca dzieci takimi rzeczami jak tolerancja, empatia czy szacunek dla odmienności.

 

Dniami i nocami ludzie resortu edukacji harują jak woły, żeby gdzie się da, przemycić do edukacji jedyną słuszną narrację, w której dziewczęta są cnotliwe, rozwody nie istnieją, a popołudnia spędza się na rodzinnym graniu w planszówkę, w której Jan Paweł II odmienia oblicze Ziemi.

Rok szkolny ledwie się rozpoczął, a w internecie już pojawiają się kwiatki z podręczników, jak opublikowany kilka dni temu wierszyk o cnotach niewieścich, w którym dziewczynka wyznaje, że jej życiowym marzeniem było być przez wszystkich lubianą, co osiągnęła dzięki byciu zawsze miłą i uśmiechniętą.

 

Potem w mediach społecznościowych pojawił się arkusz z konkursu polonistycznego, w którym uczniom polecano napisać SMS z pytaniem do JPII, a następnie odpowiedź od papieża „Uwzględniającą przesłanie prawdy i nadziei„. […]

 

Teraz mamy kolejną rewelację. W Czarnkowej szkole pojawiła się nowa, tuningowana wersja piramidy Maslowa. Oto w podręczniku do wiedzy o społeczeństwie dla podstawówek mamy znaną wszystkim piramidę potrzeb. […]

 

Czytaj dalej »



 

 

                                        STO zbadało nastroje dyrektorów szkół niepublicznych

 

Zadbanie o stabilną sytuację kadrową i zapewnienie uczniom odpowiedniego wsparcia psychologiczno-pedagogicznego – to główne wyzwania z jakimi mierzą się obecnie dyrektorzy szkół niepublicznych. Z badania „Barometr Edukacji Niepublicznej”, przeprowadzonego przez Społeczne Towarzystwo Oświatowe, wynika również, że dyrektorzy są raczej zadowoleni z kondycji własnych szkół, ale nie z sytuacji w polskim szkolnictwie.

 

W gronie dyrektorów szkół niepublicznych dominuje negatywna ocena obecnej sytuacji w oświacie. Zdecydowanie źle lub raczej źle ocenia ją dwóch na trzech respondentów (65,5%), a przeciwnego zdania jest jedynie 8,5% ankietowanych. Jako przyczyny problemów badani wymieniają m.in.: brak stabilizacji wynikający ze zbyt częstych reform, próbę upolitycznienia oświaty, niedofinansowanie szkolnictwa oraz przeładowaną i niedostosowaną do aktualnych potrzeb podstawę programową.

 

Większość osób badanych nie spodziewa się w najbliższym czasie poprawy. Indeks Optymizmu Dyrektorów Szkół Niepublicznych osiągnął wartość 6,1 pkt – taki odsetek ankietowanych, w odpowiedzi na pytanie o sytuację polskiej oświaty w kolejnych miesiącach, wybrał opcję „zdecydowanie poprawi się” lub „raczej poprawi się”. Z kolei ponad połowa badanych dyrektorów (54,6%) przewiduje, że sytuacja ulegnie pogorszeniu. Pytani o uzasadnienie odpowiedzi, ankietowani przywołują m.in. zmiany planowane przez MEiN, prowadzące do ograniczenia autonomii szkół oraz perspektywę nauki zdalnej, w związku z zapowiadaną, czwartą falą koronawirusa.

 

-Wyniki badania potwierdzają, że większość dyrektorów szkół niepublicznych krytycznie ocenia to, co dzieje się w oświacie. Szkoły są zmęczone pandemią i brakiem odpowiedniego wsparcia ze strony władz oświatowych, które unikają rozwiązywania realnych problemów. Resort edukacji stawia przed dyrektorami coraz większe wymagania, m.in. oczekując podejmowania trudnych decyzji w sprawach związanych z epidemią. W tym samym czasie MEiN stara się znacząco wzmocnić pozycję kuratorów, od których ma zależeć los szkół i samych dyrektorów. W takich okolicznościach krytyczna ocena oświatowych realiów nie może dziwić – ocenia Zygmunt Puchalski, Prezes Społecznego Towarzystwa Oświatowego.

 

 

Dyrektorzy o swoich szkołach

 

 

Czytaj dalej »



 

 

Informacja o wynikach egzaminu maturalnego

przeprowadzonego w maju, czerwcu i sierpniu 2021 r

 

 

Do egzaminów z wszystkich przedmiotów obowiązkowych w części pisemnej egzaminu maturalnego w terminie głównym i w terminie dodatkowym w 2021 roku przystąpiło 274 831 tegorocznych absolwentów liceów ogólnokształcących i techników.

 

Do egzaminu maturalnego w sesji poprawkowej w sierpniu 2021 roku przystąpiło 40 305 tegorocznych absolwentów. Były to osoby, które w terminie głównym i/lub w terminie dodatkowym w 2021 roku przystąpiły do egzaminu maturalnego ze wszystkich przedmiotów obowiązkowych w części pisemnej i nie zdały egzaminu wyłącznie z jednego przedmiotu. […]

 

 

dr Marcin Smolik
dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej

 

 

Źródło: www.cke.gov.pl

 

x          x          x

 

 

Dla porównania podajemy informację o zbiorczych wynikach matur w roku ubiegłym:

 

Czytaj dalej »



Screen fotomontażu: Adrian Grycuk/Wikimedia Commons, Jakub Szafrański, ed. KP [www.krytykapolityczna.pl]

 

 

Dopiero wczoraj, podczas rutynowego poszukiwania wartościowych tekstów z interesującego nas obszaru, trafiliśmy na zamieszczony 31 sierpnia na stronie „Krytyki Politycznej” artykuł Pauliny Januszewskiej pt. „Etyka z Rydzykiem i Ordo Iuris, czyli religia na bis”. Oto jego wybrane fragmenty i link do pełnej, bardzo obszernej i bogatej w treści, wersji:

 

Katecheza – zapewniał jakiś czas temu Przemysław Czarnek – nigdy nie będzie przedmiotem obowiązkowym. Dziś wiemy, że minister słowa dotrzyma, ale pod warunkiem, że uczeń zamiast religii wybierze etykę. Kompromis? Ani trochę, zwłaszcza że tej drugiej mają nauczać absolwenci m.in. szkoły Rydzyka i placówki związanej z Ordo Iuris. […]

 

„Musimy przestać bać się chrześcijaństwa. Trzeba na nowo wychowywać młode pokolenia w duchu wartości chrześcijańskich, po to, żeby ten zakamuflowany totalitaryzm, o którym mówił Jan Paweł II, nie był również udziałem naszego społeczeństwa” – przekonywał w czerwcu polityk na Ogólnopolskim Kongresie „Wychowanie Trwa Wiecznie”. Kongresowi patronowało MEiN, a organizowały go Kolegium Jagiellońskie i Rzecznik Praw Dziecka przy współudziale Fundacji Życie.

 

Teraz minister ubolewa, że w taki „zdechrystianizowany” kraj chce zmienić Polskę nawet konserwatywna Platforma Obywatelska, której poseł – Sławomir Nitras – na skierowanym do młodych Campusie Polska Przyszłości opowiadał o „opiłowywaniu katolików z przywilejów”. […]

 

Czy postępująca w Polsce laicyzacja to wina Tuska? Raczej wszystkich kolejnych rządów, które pozwalały religii dominować w przestrzeni publicznej. Czy w społeczeństwie nastąpił przesyt? Chcemy w to wierzyć, myśląc o laicyzacji młodzieży. Przemysława Czarnka musi więc bardzo martwić zmniejszająca się liczba uczniów i uczennic zapisanych na religię. Na pewno widać to w dużych miastach i w szkołach ponadpodstawowych. Tak jest m.in. w Płocku, Poznaniu, Łodzi, Wrocławiu i w Warszawie.

 

W stolicy sytuację na własną rękę zbadali przedstawiciele Nowej Lewicy, w tym radna Agata Diduszko-Zyglewska, która poinformowała na początku sierpnia, że w latach 2019–2021 odsetek osób uczęszczających na katechezę w liceach zmniejszył się o 10 proc. „Według naszego obecnego badania średnio na religię chodzi 35 proc. uczniów. I w żadnej dzielnicy średnia liczba uczniów uczęszczających na religię nie przekracza 49 proc.” – mówiła polityczka podczas konferencji prasowej. […]

 

Jak zapewnia Przemysław Czarnek, głównym celem zmian jest jednak uporanie się z problemem „okienek” w planie lekcji. Młodzież puszczona samopas przeznacza rzekomo te 45 minut na demoralizujące aktywności.

 

„Będziemy chcieli zlikwidować to, co wiele lat temu zostało wprowadzone, czyli możliwość wyboru jednego z trzech wariantów: albo religia, albo etyka, albo nic […]. To »nic« stało się dość powszechne na przykład w dużych miastach. I właśnie to »nic« służy temu, by odbywały się podobne zbiegowiska, które kompletnie bezrefleksyjnie podchodzą do życia” – stwierdził minister, nawiązując do licznego udziału młodzieży w jesiennych demonstracjach.

 

Aby zamiary szefa MEiN się powiodły, potrzeba wyszkolenia kadry pedagogicznej. W tej chwili grupa osób uprawnionych do nauczania etyki nie przekracza 4 tys. A szkół w Polsce mamy ponad pięć razy tyle. Dla porównania dodajmy, że w minionym roku szkolnym religię prowadziło prawie 30 tys. osób. Tu zatem o brakach kadry nie ma mowy. Za to szkolnych etyków – jak szacuje resort – do wdrożenia reform Czarnka potrzeba co najmniej 12 tys.

 

Czytaj dalej »