
Foto: www.pl.dreamstime.com
Przed 100-u laty „papierowe” media promowali gazeciarze. Czy dzisiejsze algorytmy selekcjonujące informacje pojawiające się na profilach są równie skuteczne? A może dziś także trzebaby sięgnąć do podobnych rozwiązań ?
Może to wina COVID-a że nachodzą mnie ostatnio „czarne” myśli. Ale nic na to nie poradzę – po ostatnim doświadczeniu z zeszłotygodniowym felietonem nie mam powodu do zadowolenia. Mam na myśli brak jakiegokolwiek oddźwięku na mój apel. Po tym jak po raz pierwszy zamieściłem na fejsbuku jego podlinkowaną zapowiedź – w niedzielę 13 marca o godz. 13:35 – nie doczekałem się nawet jednego lajka. Dlatego następnego dnia rankiem (o 7:35) zamieściłem ten sam materiał ponownie – z takim komentarzem:
I co? I nic. Do dziś nikt nic nie napisał, nawet kilku słów… Pomijając liczby obserwujących – mam na FB 355 „zarejestrowanych” znajomych. Z tego co pamiętam, ponad połowa z nich ma lub miała związki z oświatą. Wiele osób nadal pracuje na pierwszej linii frontu walki o lepszą polską szkołę. I nikogo z nich mój zeszłotygodniowy felieton nie skłonił do jakiejkolwiek reakcji…
Trudno nie zacząć zastanawiać się, czy to o czym piszę w ogóle kogoś interesuje. Jednak nie potrafię uwierzyć, że felieton o tym, że mimo tragedii w Ukrainie nie zniknęły nagle wszystkie problemy naszej edukacji, którymi żyliśmy, które nas poruszały, na które próbowaliśmy znaleźć sposoby przed tą wojną jest pisaniem „nie na temat”. I także nie uwierzę, że nikogo, choćby tylko tych z grona moich fejsbukowych znajomych, nie interesował problem, jaki sformułowałem w zakończeniu tego felietonu:
Napaść wojsk rosyjskich na Ukrainę i bestialska wojna która tam toczy się już 18-ty dzień i ponad 1,5 miliona uchodźców z tego niszczonego nalotami kraju, którzy do tego czasu przekroczyli polsko-ukraińską granicą (liczba ta podwoiła się od poprzedniej niedzieli!), nie powinny znieczulić nas na nasze dotychczasowe nieszczęścia, powodowane przez niemiłościwie nam panujący rząd pod kierunkiem elokwentnego bankiera, posłusznie realizującego politykę zakompleksionego, zgorzkniałego starego kawalera, a w przypadku edukacji – niszczonej przez wychowanka księdza profesora z KUL, który prowadzi polską szkołę w kierunku swoich obsesji i postulatów środowisk skrajnie narodowych i ortodoksyjnie katolickich.
W czym więc tkwi problem?
Pierwszą odpowiedzią powinna być – i jest – taka: „Powodem jest nie to o czym piszesz, tylko jak piszesz”. Znaczy – stylistyka tej formy, jaką utrwaliłem w czasie minionych ponad ośmiu lat pisania tych felietonów. Ich najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest długość owych tekstów. Nikt chyba nie przypuszcza, że jest to efekt mojej niewiedzy w którym kierunku poszła ewolucja czytelnictwa elektronicznych mediów. Wiem, i wiedziałem o tym procesie od dawna. Jednak zakładałem, że adresatami tego co piszę i zamieszczam na stronie „Obserwatorium Edukacji” są ludzie, którzy nie są złaknieni sensacji, którzy nadal czytanie przedkładają nad odbiór informacji obrazkowych, którzy mają potrzebę bardziej pogłębionej refleksji, którym nie wystarcza telegraficzny styl komunikatorów typu Twitter czy Tik Tok.
Może przeceniłem siebie jako autora materiałów zamieszczanych w mediach społecznościowych? Przyznam, że od dnia, w którym uświadomiłem sobie jak wielka przepaść w „oglądalności” dzieli mnie od Pawła Łęskiego – nauczyciela j. polskiego w sopockim liceum, którego profil na Fb ma ponad 79 tysięcy obserwujących, zacząłem się zastanawiać w czym jego styl pisarski jest lepszy w przyciąganiu czytelników, od mojego. Bo i jego zamieszczane tam teksty bywają długie. Sam to zauważył i się zdziwił, pisząc 12 marca:
„Niechcący sprawdziłem, ile znaków i wyrazów mają moje standardowe posty. Nigdy tego nie robiłem, gdyż wszystko piszę na telefonie. Okazało się, że typowe dłuższe mają od 1400 do 2000 wyrazów. I około 10 tysięcy znaków. A mimo wszystko ktoś to jednak czyta. Dziękuję i przepraszam.
A jednak tylu go czyta…
Ale ja nie potrafię komentować wystąpienia ministra Czarnka w taki sposób:
„Chciałbym kiedyś osiągnąć ten poziom umysłowości i poczucia własnej zajebistości. To naprawdę musi być piękne takie życie w permanentnych urojeniach.”
„…jednak jak Czarnek coś powie, to nie ma chuja we wsi, jak mawiał klasyk. Najwyraźniej jest najlepiej poinformowanym człowiekiem na świecie. Żadni eksperci od wojskowości, wojen i zniszczeń, nie są tak optymistyczni od urodzenia.”
Nie, nie będą szedł tą drogą… Pozostanę przy swoim, wypracowanym na wzorcach XX-wiecznej poprawności językowej stylu pisarskim. Jednak popracuję nad zwięzłością wypowiedzi. Jedyne nad czym poważnie zastanawiam się, to nad „ozdabianiem” felietonów zdjęciami, przyciągającym uwagę czytelników. Albo grafikami – patrz Dorota Sterna. Ale u mnie byłyby to cudze rysunki.
Przeto już kończę – z optymizmem patrząc w przyszłość. Nie tylko przyszłość kowidowego ozdrowieńca, ale także przyszłość mnie felietonisty…
Włodzisław Kuzitowicz
Jak obiecałem w zakończeniu VII rozdziału moich wspomnień: „Stanęło na tym, że […] oświadczyłem stanowczo, że na pewno przystąpię do konkursu na dyrektora „Budowlanki” i że „wszystko opowiem w kolejnym VIII rozdziale moich wspomnień” – zapraszam do tego kolejnego rozdziału moich opowieści o meandrach mojej drogi zawodowej w roli wychowawcy, wykładowcy, nauczyciela i dyrektora, ale zawsze pedagoga – „ze szkoły” profesora Aleksandra Kamińskiego.
Jak to się stało, że zostałem dyrektorem „Budowlanki”? Determiniści powiedzieliby zapewne, że „tak było mi pisane”! Uznaliby, że właśnie po to w 1962 roku odszedłem z tej szkoły, maturę zrobiłem w XVIII liceum, zdałem na studia polonistyczne, aby w tym samym czasie uświadomić sobie, ze „od najciekawszej książki o wiele bardziej ciekawym jest każdy spotkany człowiek”, po to o wiele później ukończyłem studia pedagogiczne i pokierowałem (przez ostatnie cztery lata jej istnienia) Wojewódzką Poradnią Wychowawczo-Zawodową, aby w konsekwencji przemian systemowych, latem 1993 roku, szukać kolejnego miejsca pracy… Jednak ja – jak wiecie – nie wierzę w przeznaczenie i uważam, że po raz kolejny w mojej drodze życiowej sprzyjało mi szczęście. Akurat wtedy – z przyczyn ode mnie niezależnych – pojawił się vacat na funkcji dyrektora ZSB Nr 2 w Łodzi i kurator ogłosił, w nietypowym czasie, bo w sierpniu, konkurs na to stanowisko. No i – jak to zwykle u mnie – przypadkowo spotkałem życzliwego i dobrze poinformowanego człowieka…
Przystąpiłem do tego konkursu nie mając w zasadzie stażu pracy nauczycielskiej w szkole, rywalizując z kandydatem, popieranym przez większość Rady Pedagogicznej i delegatów Rady Rodziców tej szkoły. Dodam, że był nim niemłodym już nauczyciel matematyki, a przy tym szefem szkolnej komórki oświatowej „Solidarności”.
Foto: www.grabski.edu.pl
Jerzy Posmyk – zdjęcie zrobione podczas uroczystości nadania imienia Władysława Grabskiego Zespołowi Szkół nr 3 w Kutnie – 17 grudnia 2006 roku, kiedy – od 4 lat – pełnił urząd Łódzkiego Kuratora Oświaty.
Po podliczeniu głosów komisji konkursowej okazało się, że wygrałem przewagą jednego głosu. Po kilku dniach stanąłem za stołem prezydialnym w szkolnej świetlicy, tej samej, w której jesienią 1961 roku prowadziłem – jako przewodniczący Samorządu Uczniowskiego Technikum Budowanego nr 1 – akademię z okazji Dnia Nauczyciela. Wprowadzał mnie na stanowisko dyrektora szkoły, w imieniu Kuratora Oświaty, Jerzy Posmyk –dyrektor Wydziału Szkół Zawodowych ŁKO. Ten sam, który parę tygodni temu, podczas przypadkowego spotkania na ulicy, poinformował mnie o konkursie na dyrektora tej szkoły i namówił, abym do niego przystąpił.
Ale abym mógł ponownie mówić o tej szkole „moja Budowlanka” – wcześniej musiało się jeszcze wiele wydarzyć.
Mając świadomość, że nie tylko nie mam doświadczenia w roli nauczyciela (nie licząc kilku miesięcy przepracowanych w XXIII LO na Widzewie jako nauczyciel metodyk – zaledwie 6 lekcji w tygodniu), ale także zero aktualnej wiedzy o szkole w której chcę być dyrektorem, o jej strukturze, specyfice i problemach, wiedziałem że muszę szybko zdobyć niezbędne informacje i w oparciu o nie tak napisać moją ofertę kierowania szkołą, która (tak – ja idealista wierzyłem w to) przekona członków komisji konkursowej do oddania głosu za moją kandydaturą.
Gdy zwierzyłem się z tych moich problemów Jerzemu Posmykowi, usłyszałem, że powinienem skontaktować się z Januszem Moosem, którego siedziba – jako (ówczesnego) wicedyrektora WODN – znajduje się w budynku ZSB nr 2 i który z tego powodu wie wiele o tej szkole. I na pewno mi pomoże.
Jako że od czasu naszego wspólnego wyjazdu w listopadzie 1988 roku do Karl Marxstadt byliśmy z Januszem po imieniu – bez zahamowań umówiłem się z nim na spotkanie – oczywiście w jego gabinecie, czyli w budynku szkoły budowlanej. I nie zawiodłem się. Dowiedziałem się nie tylko o kulisach sytuacji, która doprowadziła do odwołania, zaledwie po dwu latach od objęcia stanowiska, dotychczasowego dyrektora, ale przede wszystkim wiele konkretów o funkcjonowaniu tego dużego zespołu szkół zawodowych (32 oddziały!), z własnymi warsztatami szkolnymi. Także Januszowi Moosowi zawdzięczam to co było najważniejsze: aktualną wiedzę o najnowszych trendach w metodyce i organizacji kształcenia zawodowego.
Tak przygotowany zasiadłem do pisania mojej oferty.
Teraz, po latach, przeglądając moje domowe archiwum, obok wielu zapomnianych zdjęć i oferty konkursowej na dyrektora poradni, znalazłem także kopię maszynopisu oferty na dyrektora ZSB nr 2.
Foto: www.sp1kartuzy.edupage.org/?
Flagi powiewające na budynku Szkoły Podstawowej nr 1 im. Św. Kazimierza w Kartuzach.
Wczoraj wieczorem (18 marca 2022r.) prof. Roman Leppert zamieścił na swoim Fb taki tekst
Oto przykład „dobrej praktyki”, którą podzielił się ze mną Pan Dariusz Zelewski – Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 im. św. Kazimierza w Kartuzach, skonfrontowana z wypowiedzią Ministra (domyślacie się Państwo jakiego):
Dzisiaj mijają dwa tygodnie od kiedy przyjęliśmy pierwszych uczniów uciekających przed wojną. W małym miasteczku, jakim są Kartuzy trafiło tylko do naszej szkoły 32 dzieci z Ukrainy, którym udało się opuścić tereny bezpośrednio ostrzeliwane i bombardowane. Większość z nich przybyła praktycznie z tym, co mieli na sobie. Trafili do zaprzyjaźnionych rodzin, do domów zorganizowanych przez pracodawców zatrudniających przed wojną Ukraińców.
Jedną z pierwszych rzeczy, o której myślą matki, to zapisanie swoich najmłodszych dzieci do szkoły. Do nas trafiają zwykle w drugim lub trzecim dniu po przybyciu. Zależy im, by dzieci jak najszybciej znalazły się wśród innych dzieci, by mogły nie myśleć o tym ile dni i nocy spędziły w schronie, w zimnych piwnicach nasłuchując wybuchów i ostrzałów.
W szkole wsparcia udzielają im uczniowie, nauczyciele i rodzice, którzy organizują konkretną pomoc materialną. Dzieci razem z kolegami i koleżankami z klasy wyjeżdżają na wycieczki, jedzą wspólnie obiady. Szybko uczą się języka polskiego i to nie najwięcej na lekcjach, ale od rówieśników.
I na koniec niespodzianka dla większości: zadziało się tak dlatego, że MEiN nie miało i nie ma pomysłu. Mało tego, w dalszym ciągu MEiN nie oferuje środków. Zadziałały rodziny, pracodawcy i szkoły.
Dla tych, którzy dobrnęli do tego momentu postu, proponuję cytat z dzisiejszej konferencji MEiN Czarnka:
O dzieciach ukraińskich, które trafiają do ogólnodostępnych klas mówił: – Dziecko po traumie wojennej nie potrzebuje dodatkowego stresu, na które jest narażone w ogólnych klasach, nie rozumiejąc polskiego. W przytłaczającej większości mniejszym stresem jest dla nich przebywanie w swoim środowisku ukraińskim. Oni przyjeżdżają, muszą odetchnąć, wypocząć, pozbyć się tej traumy i dopiero, kiedy są ustabilizowani, podejmują decyzję o edukacji – ocenił.
– Chodzi o to, by nie zakłócać polskiego systemu edukacji, żeby dzieci polskie mogły w normlany sposób kontynuować swoją edukacje, przygotowywać się do egzaminów ósmoklasisty i matury – podkreślał minister.
Źródło: https://www.facebook.com/roman.leppert/posts/5227972233917818
Foto: www.facebook.com/ministerstwo.edukacji.nauki
Trwa pierwsze posiedzenie Rady ds. Edukacji Uchodźców. Głównie „zdalne”…
Niezrównany prof. Roman Leppert, a konkretnie jego fejsbukowy profil, stał się źródłem naszej informacjo o ty, że wczoraj (17 marca 2022r.) odbyło się inauguracyjne posiedzenie powołanej 11 marca Rady ds. Edukacji Uchodźców. Oto fragmenty tego postu – wyróżnienia cytowanego teksty pogrubioną czcionką – redakcja OE:
[…] Czytam listę nazwisk osób, które Radę tworzą, trudno znaleźć na niej dyrektora szkoły lub nauczyciela, który bezpośrednio mierzyłby się z wyzwaniem, jakie przed polskim systemem edukacyjnym staje (o władzach samorządowych nie wspominając).
Po pierwszym posiedzeniu Rady (które odbyło się wczoraj) Redaktor Justyna Suchecka rozmawiała z członkinią Rady – byłą Minister, Anną Zalewską. Pani Minister powiedziała m.in.:
„Pierwszą sprawą są dzieci, które w czasie roku szkolnego trafiły do naszego systemu edukacji, do ogólnodostępnych klas. Stan prawny na teraz jest taki, że obowiązuje ich polska podstawa programowa, a jeśli są w klasie ósmej lub maturalnej, również polskie egzaminy.” […]
„Rozważane jest przetłumaczenie egzaminów polskich – opartych o nasze podstawy programowe – na język ukraiński. Powstają też sylabusy i informatory egzaminacyjne w tym języku. Jeśli dzieci będą rozumiały polecenia, to nie powinny mieć też problemu z odpowiedziami, o ile wiedzę, o którą będą pytane, oczywiście opanowały.”
Trudno uwierzyć w słowa, które czytam. Dla równowagi czytam zachowującego zdrowy rozsądek i trzeźwy ogląd sytuacji Jarosław Pytlak, który w swoim blogu Wokół szkoły opublikował tekst: „Lot na wrotach od stodoły”. […]
Wracam jeszcze do składu Rady, powołanej przez łaskawie nam panującego Ministra. Mierzymy się z najważniejszym po II Wojnie Światowej problemem, przed jakim staje polski system oświatowy, jeśli chodzi o uczniów – uchodźców, a w składzie Rady nie ma żadnego pedagoga zajmującego się edukacją międzykulturową, mimo, że mamy w tym zakresie (mam na myśli pedagogikę jako dyscyplinę akademicką) naprawdę duży dorobek, mimo, że niejedna praca z tego zakresu powstała, niejedna osoba uzyskała stopień lub tytuł naukowy z tego zakresu. I co z tego, że Ministrowi podlegają zarówno edukacja, jak i nauka, że mógłby wykorzystać dorobek, którym w tym zakresie polska pedagogika dysponuje? Nie o to chodzi. Jak powiedziała Pani Anna Zalewska wczoraj:
„Dziś członkowie rady przede wszystkim mówili o tym, jakie już zdiagnozowali problemy na swoim terenie, a które trzeba będzie najpilniej rozwiązać. Umówiliśmy się, że kolejne spotkanie odbędzie się za dwa tygodnie i w tym czasie ministerstwo przygotuje się do podejmowania kolejnych kluczowych decyzji.”[…]
Źródło: www.facebook.com/roman.leppert/
Rzecz w tym, że trudno w mediach znaleźć o tym wydarzeniu informację. Nic nie zamieszczono na oficjalnej stronie MEiN. Googl znalazł jedynie dwie publikacje:
>Na portalu <DZIEJE.PL> – „A. Zalewska: powstawanie oddziałów przygotowawczych dla uczniów z Ukrainy jest kluczowe” – TUTAJ
>Na stronie <Radio Opole> – „Zalewska: Powstawanie oddziałów przygotowawczych dla uczniów z Ukrainy jest kluczowe” – TUTAJ
Jedynie na ministerialnym fanpege minutę po godzinie 10-ej zamieszczono lapidarny komunikat, wsparty czterema zdjęciami:
Trwa posiedzenie Rady do spraw edukacji uchodźców pod przewodnictwem ministra Przemysława Czarnka.
Źródło: www.facebook.com/ministerstwo.edukacji.nauki/
x x x
Uznaliśmy, że najlepszym podsumowaniem tej historii będzie ostatni fragment tekstu z Fb prof. Lepperta:
To może niech Ministerstwo niczego nie przygotowuje, a członkowie Rady przeczytają to opracowanie: „Raport o integracji dzieci-uchodźców z Ukrainy”*. Już jest, gotowe, opracowane przez znawców problematyki.
*Więcej o tym Raporcie – TUTAJ
Z pełną aprobatą przyjęliśmy zamieszczony wczoraj (17 marca 2022r.) na blogu „Wokół Szkoły” tekst Kolegi Jarosława Pytlaka, zatytułowany odwołaniem się do umiłowanej polskiej metafory o tym, że „Polak potrafi”: „Lot na wrotach od stodoły”. Jest to bardzo wnikliwa diagnoza sytuacji, w jakiej, w wyniku ludobójczej napaści wojsk rosyjskich na Ukrainę znalazły się setki tysięcy tamtejszych uczniów, którzy z uciekającymi przed śmiercią od bomb i rakiet rodzicami znaleźli się w Polsce, ale także sytuacji, a właściwie wyzwania, przed jakim stanął polski system oświaty, ale i wiele konkretnych samorządów i szkół.
A tak naprawdę jest to – jak zwykle – kompetentna i bezlitośnie trafna diagnoza polityki, jaką w tej sprawie prowadzi minister Czarnek. Oto wybrane przez nas fragmenty tego obszernego tekstu i link do pełnej wersji:
Czytelnik kojarzy być może perłę w koronie naszej narodowej mitologii, jaką jest przekonanie, że Polacy to świetni piloci, którzy potrafią polecieć nawet na wrotach od stodoły. Ten pogląd wywodzi się z sukcesów przedwojennych asów lotnictwa: Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury oraz Jerzego Bajana, a także z pełnej chwały tradycji bojowej polskich dywizjonów sformowanych w Anglii podczas II wojny światowej. Mit nadludzkich niemal umiejętności polskich pilotów wzmacnia jeszcze opinia o ich straceńczej odwadze, doskonale podbudowująca nasze narodowe ego. Nawet jednak w stanie patriotycznego uniesienia warto mieć świadomość, że wrota od stodoły nie służą do latania, a choćby największy zapał dobrze jest połączyć z myśleniem. Co jak raz powinni pojąć rządzący polską oświatą w sytuacji napływu setek tysięcy małych uchodźców z Ukrainy.[…]
Najpierw prosta arytmetyka. W dniu kiedy piszę te słowa mamy w Polsce około półtora miliona uchodźców, z czego mniej więcej połowę stanowią dzieci i młodzież. Strumień ludzi zza ukraińskiej granicy płynie nadal i nikt nie wie, na jakiej liczbie się skończy i kiedy to nastąpi. Już teraz jednak do przedszkoli i szkół puka ponad 10% potencjalnych nowych podopiecznych. Często bez śladowej nawet znajomości polskiego języka, z bagażem traumatycznych przeżyć wojennej tułaczki oraz niepokojem o los ojczyzny i pozostałych w niej bliskich.
Minister Czarnek twierdzi, że w ciągu ostatnich 15 lat liczba uczniów w Polsce zmniejszyła się o półtora miliona, więc wchłonięcie przybyszów nie będzie problemem. Tymczasem, jeśli w ogóle są jakieś wolne budynki oświatowe, to tylko w małych miejscowościach, gdzie lokalne placówki zostały w swoim czasie zlikwidowane. W dużych miastach rezerwy są minimalne, a w szkołach ponadpodstawowych po prostu żadne, bo jednym ze skutków niedawnej reformy Zalewskiej jest potworna ciasnota. Tymczasem uchodźcy gromadzą się właśnie w wielkich miastach, gdzie łatwiej o pracę i mieszkanie. Deklarowane przez pana ministra luzy lokalowe są zatem kompletną mrzonką.
Osobnym problemem jest kwestia polskiej kadry pedagogicznej, poobijanej podczas pandemii, sfrustrowanej materialnie. O ile jeszcze w małych ośrodkach można liczyć na uruchomienie jakichś rezerw ludzkich, o tyle w wielkich miastach, gdzie już teraz brakuje nauczycieli wielu specjalności, a ci, którzy są, najczęściej pracują w nadgodzinach, nie ma szansy znaczącego zwiększenia „mocy przerobowych”. Tymczasem, jako się rzekło, tu właśnie gromadzi się szczególnie dużo uchodźców. […]
Na każdym kursie pierwszej pomocy nauka procedury ratowniczej zaczyna się od punktu pierwszego: zadbaj o swoje bezpieczeństwo. Warto odnieść to także do działań podejmowanych na rzecz młodych uchodźców. Zarówno zwiększenie liczebności klas, jak w ogóle obciążenia nauczycieli, raczej prędzej niż później przełoży się na obniżenie standardu kształcenia polskich dzieci. Tego jeszcze nie widać, ale szybko stanie się odczuwalne. Szczególnie gdy przeciążeni i zestresowani nauczyciele zaczną brać zwolnienia chorobowe. Jest czas wojenny, na krótką metę część pociągnie na adrenalinie, ale to nie potrwa długo, a zaniepokojeni rodzice polskich uczniów szybko zaczną upominać się o jakość nauczania swoich dzieci. Mimo rewelacyjnej, jak dotąd, postawy polskiego społeczeństwa wobec uchodźców, sielanki w przedszkolach i szkołach nie będzie.
Nawiasem mówiąc minister Czarnek już kilkakrotnie w wypowiedziach publicznych stwierdził, że liczy na zakończenie wojny w perspektywie kilkunastu dni/dwóch tygodni. Otóż jest to tylko jego pobożne życzenie, o zerowym prawdopodobieństwie. Zresztą, nawet gdyby udało się szybko zawrzeć pokój, to odbudowa infrastruktury w zniszczonych regionach Ukrainy, rozminowywanie i usuwanie niewybuchów, porządkowanie życia społecznego potrwa lata całe i na pewno niemała część młodych ludzi pozostanie przez ten czas w bezpiecznej i relatywnie zamożnej Polsce. Doraźnie możemy ratować się improwizacją, ale odpowiedź, co dalej, jest pilnie potrzebna. Póki co, nie wygląda, by minister miał jakiś plan na dalszą perspektywę. […]
Wniosek OSKKO o pilną zmianę zasad oceniania i klasyfikowania osób niebędących obywatelami polskimi w oddziałach przygotowawczych i klasach szkolnych – w związku z potrzebami dzieci uchodźców z Ukrainy.
W nawiązaniu do Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dn. 23 sierpnia 2017 r., w sprawie kształcenia osób niebędących obywatelami polskimi oraz osób będących obywatelami polskimi, które pobierały naukę w szkołach funkcjonujących w systemach oświaty innych państw (Dz. U. z 2020 r. poz. 1283): wnioskujemy o niezbędną i pilną zmianę zasad pracy oddziałów przygotowawczych oraz klas szkolnych w zakresie oceniania i klasyfikowania przyjmowanych aktualnie uczniów ukraińskich – dzieci uchodźców z Ukrainy, tj. wyłączenie ukraińskich uczniów tych oddziałów i klas z obowiązujących ogólnie zasad oceniania i klasyfikowania. Zmiana jest niezbędna natychmiast.
Uzasadnienie: Aktualne przepisy nie wyłączają dzieci kierowanych do szkół po przybyciu z objętej wojną Ukrainy z oceniania i klasyfikowania, co wobec różnic przedmiotów nauczania i treści programowych, zasad oceniania 2 państw, mieszanego wieku i sytuacji życiowej zapisywanych do jednego oddziału dzieci jest niedorzecznością.
Nie istnieje możliwość skutecznego, sprawiedliwego ocenienia tych uczniów w bieżącym roku szkolnym, a nawet nie powinno się ich oceniać. Do końca ww. roku szkoły powinny zyskać możliwość wystawienia zaświadczeń o objęciu opieką szkoły oraz opisowego wydania rekomendacji w kwestii postępów ucznia. Dotyczy to zarówno oddziałów przygotowawczych jak i klas, ponieważ decyzje o zapisaniu dzieci do obu form edukacji mają różnorodne podłoże, związane nie tylko ze stanem gotowości szkolnej, ale też ze względów bytowych i rodzinnych. W przypadku uczniów klas szkolnych wnioskujemy o danie szkołom swobody wyboru formy podsumowania pracy – zależnie od potrzeb i możliwości uczniów.
Nie powinno to stanowić przeszkody w zakwalifikowaniu uczniów do właściwych klas w następnym roku szkolnym, lub kontynuacji uczęszczania do oddziałów przygotowawczych w przewidzianym prawem horyzoncie czasowym (Ustawa prawo oświatowe, Art. 165.)
Ze względu na pilną potrzebę uregulowania warunków edukacji dzieci uchodźców wnioskujemy o szybką reakcję.
Z poważaniem: Zarząd OSKKO
Pozostajemy do dyspozycji, ws. konsultacji omawianej sprawy.
Źródło: www.oskko.edu.pl/szkolenia/ukrainscy-uczniowie/
Screen z relacji filmowej[www.youtube.com]
Na zdjęciu – od lewej: Bożena Goszczyńska – dyrektorka SP n7 w Chełmie, Dorota Cieślik – wiceprezydent Chełma odpow. za oświatę, Przemysław Czarnek – minister Edukacji i Nauki, Jakub Banaszek – prezydent Chełma
Oto informacja o wczorajszej wizycie ministra Czarnka w Chełmie, zaczerpnięta z fanpage „NIE dla chaosu w szkole”:
Będziemy potrzebować pomocy z zewnątrz od wszystkich, którzy będą chcieli nam tej pomocy udzielić – powiedział minister Czarnek na konferencji prasowej w Chełmie. Mówił o lawinowym przyroście liczby uczniów: „jeszcze wczoraj było 42 tys., dzień wcześniej było 35 tys. Dziś jest już 54 tys. dzieci zapisanych do polskich szkół.”
Dzieci, które zostaną w Polsce przez kolejne miesiące – jeśli wojna na Ukrainie się nie zakończy – pierwszego września będą gotowe, aby wejść do polskiego systemu nauczania. „Te kilka miesięcy to jest wystarczający czas na to, żeby nauczyć się języka polskiego w takim sposób, żeby można było swobodnie już porozumiewać się w klasie polskiej” – ocenił Czarnek.
Minister powiedział, że w najbliższych dniach zostanie ogłoszona inicjatywa m.in organizacji pozarządowych. „Czyli sprzęt używany dla dzieci ukraińskich, które chcą być dalej w systemie ukraińskim na zasadzie łączności internetowej ze swoimi klasami, które mają tam naukę zdalną na Ukrainie. Wtedy nie będą w naszym systemie szkolnym”.
Czarnek poinformował, że w środę rano odbył rozmowę z komisarz UE ds. innowacji, badań, kultury, edukacji i młodzieży Mariyą Gabriel. „Przedstawiłem jej całą sytuację, łącznie z tym, w jaki sposób odbywa się przyjmowanie dzieci ukraińskich do polskich szkół, jakie są z tym związane wyzwania, jakie są z tym związane koszty”.
Szef MEiN podkreślił, że chce, aby Komisja Europejska miała na bieżąco informacje na temat sytuacji i na bieżąco reagowała na potrzeby polski w tym zakresie. „Będziemy potrzebować pomocy z zewnątrz od wszystkich, którzy będą chcieli nam tej pomocy udzielić”
Minister przypomniał, że w specustawie jest m.in. przepis o elastycznym zatrudnianiu nauczycieli ukraińskich w charakterze pomocy nauczyciela do oddziałów przygotowawczych. „Chcemy to usystematyzować, dlatego dzisiaj bądź najdalej w czwartek na stronie internetowej MEiN będzie specjalny formularz dla naszych sąsiadów z Ukrainy, dla pań, które mają doświadczenie szkolne i chciałyby być zatrudnione w charakterze pomocy nauczyciela. Takie formularze są już dostępne na stronach kuratoriów i można je tam także wypełniać”.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole
Relacja filmowa z konferencji prasowej ministra Przemysława Czarnka, zorganizowanej przed Szkołą Podstawową nr. 7 w Chełmie na Yoy Tube – TUTAJ
Informacja o wizycie ministra Czarnka w SP nr 7 w Chełmie na oficjalnej stronie MEiN – TUTAJ
Komentarz redakcji:
Nie możemy powstrzymać się przed skomentowaniem poglądu, że „kilka miesięcy to jest wystarczający czas na to, żeby nauczyć się języka polskiego w takim sposób, żeby można było swobodnie już porozumiewać się w klasie polskiej”.
Pominąwszy całkowity absurd tego stwierdzenia że „w kilka miesięcy” (co w praktyce oznacza trzy miesiące) można nauczyć uczniów z Ukrainy j. polskiego w takim stopniu, aby od 1 września tego roku czytali (ze zrozumieniem) polskie lektury, uczyli się z polskich podręczników historii, biologii, matematyki, to ta wypowiedź oznacza zakamuflowany zamiar realizacji polityki asymilacji (wynarodowienia?) tych młodych ludzi do polskiej kultury.
A ponadto kilka informacji o osobach towarzyszących ministrowi w tej wizycie i konferencji prasowej:
>Prezydentem miasta Chełm jest Jakub Banaszek, który w wyborach startował z lisy Prawa i Sprawiedliwości.
>Pani Dorota Cieślik została powołana z dniem 13 lutego 2020 roku na stanowisko II zastępcy Prezydenta Miasta Chełm, po odwołaniu z tego stanowiska w atmosferze skandalu swego poprzednika (pił wódkę z uczniami na studniówce!) Od 1 stycznia 2022 roku jest już jedynym zastępcą. Przed laty była ona dyrektorką Gimnazjum nr 6 w Chełmie – do czasu kiedy gdy poprzednie władze połączyły to gimnazjum ze Szkołą Podstawową nr 11.
>Pani Bożena Goszczyńska, specjalistka od edukacji wczesnoszkolnej, objęła kierownictwo SP nr 7 w Chełmie 1 września 2021 roku – poza procedurą konkursową. Wzbudziło to negatywne reakcje środowiska – patrz portal <nowy tydzień> – TUTAJ
Informuję, ze z powodu choroby (potwierdzone testem zakażenie COVID-19) zawieszam bieżące redagowanie „Obserwatorium Edukacji – do odwołania – Włodzisław Kuzitowicz
Na portalu Międzynarodowego Instytutu Społeczeństwa Obywatelskiego zamieszczono wczoraj tekst zatytułowany „Eksperci proponują nową organizację i koordynację edukacji dla dzieci z Ukrainy”. Oto jego obszerne fragmenty – wyróżnienie części cytowanego tekstu pogrubioną czcionką – redakcja OE:
Projekt tworzenia w polskich placówkach oświatowych tzw. szkół na uchodźstwie i klas adaptacyjno-przygotowawczych dla ukraińskich dzieci przygotowało wspólnie kilka krajowych organizacji edukacyjnych i gospodarczych. Są wśród nich Fundacja EduTank, Międzynarodowy Instytut Społeczeństwa Obywatelskiego, Izba Gospodarcza Europy Środkowej oraz EduTech Fund. Pierwsza taka klasa rusza od poniedziałku w warszawskiej szkole Edison.
Projekt niezależnych ekspertów zostanie przedstawiony w najbliższych dniach do konsultacji Ministerstwu Edukacji i Nauki, Ambasadzie Ukrainy oraz instytucjom i organizacjom związanym z sektorem edukacji. Jest odpowiedzią na rosnący z każdym dniem napływ uchodźców. Według szacunków, w pierwszej dekadzie marca do polskich szkół zapisanych było ponad 20 tys. ukraińskich dzieci, których liczba już za kilka miesięcy może sięgnąć nawet kilkuset tysięcy.
–Aby sprostać temu wyzwaniu, musimy w przemyślany sposób zorganizować edukację ukraińskich dzieci, co wymaga dobrej współpracy wielu środowisk i instytucji, szybkich zmian systemowych oraz lepszej koordynacji tego procesu przez państwo. Nie możemy już dłużej działać ad hoc na zasadzie „idziemy na żywioł – jakoś to będzie”, gdyż takie podejście będzie miało fatalne skutki. Przedstawiamy wypracowaną przez nas koncepcję tworzenia w polskich placówkach oświatowych szkół na uchodźstwie i klas adaptacyjno-przygotowawczych licząc na rozpoczęcie pilnej dyskusji, która wypracuje ostateczne najlepsze rozwiązania – powiedział Mateusz Komorowski, Prezes Międzynarodowego Instytutu Społeczeństwa Obywatelskiego.
Koncepcja, przygotowana na początku marca przez specjalistów z kilku organizacji, zakłada możliwość tworzenia we wszystkich placówkach oświatowych i organizacjach działających w obszarze edukacji – zarówno publicznych jak i niepublicznych – klas adaptacyjno-przygotowawczych oraz specjalnych Szkół na Uchodźstwie, kontynuujących nauczanie zgodnie z programem ukraińskim, a oprócz tego uczących polskiego oraz przybliżających polską kulturę i tradycje. […]
W sobotę wieczorem (12 marca 2022 r.) Robert Sowiński zamieścił na swoim fejsbukowychm profilu taki oto tekst, którego tytuł jest linkiem na fanpage z którego ten tekst pochodzi:
Refleksyjnie przy sobocie – „kto szuka, nie błądzi”. Ponieważ trafiły do nas dzieci z umęczonej Ukrainy, wzięłyśmy się ostro za poszukiwanie dla nich szans na edukację. Udało nam się znaleźć ukraińskie ministerstwo oświaty, które nazywa się tak: Міністерство освіти і науки України.* Najpierw trafiłyśmy na nie na FB* – nie boi się mediów społecznościowych i tworzy tam bardzo ciekawe, krzepiące wpisy – i to nie tylko w obecnej sytuacji!
Uważnie prześledziłyśmy wpisy ministra Sergeya Scarleta.
Przy okazji trafiłyśmy na opis ich systemu – nowocześniutki, autonomiczny, z okejem. Kochani, okejem! A dziś znalazłyśmy plan nauki zdalnej dla wszystkich klas. Szkoła w Ukrainie i na całym świecie (Internet nie ma granic) rusza już w poniedziałek 14.03.2022 r. Plan przygotowało ministerstwo na swojej stronie.
Ale to jeszcze nic. Odkryłyśmy podręczniki – i uwaga – oglądamy je … z podziwem. My – podręczniki – podziw – to dość nietypowe zestawienie.
W podręczniku zamieszczono kryteria sukcesu, a dziecko samodzielnie ma szansę poradzić sobie z zamieszczonym w nim materiałem. Co jeszcze ważne, naszym zdaniem, we wszystkich podręcznikach na początku zamieszczono tablice z pojęciami, które uczeń opanuje, pracując na podanym materiale. Eh, całkiem, całkiem nas to urzekło. Od jutra nasi nowi uczniowie będą mogli pracować na własnym podręczniku w ojczystym języku!
Bo nadal twierdzimy, że naszym głównym celem przede wszystkim jest to, BY KOCHAĆ I SZANOWAĆ! I nie potęgować strachu. Kochani, nie poszukujmy na siłę polskiej literatury, skoro nasi nowi uczniowie mają swoją własną. Pozwólmy im spełniać obowiązek szkolny pod naszymi skrzydłami. Podchodźmy do sprawy refleksyjnie. Na pewno wtedy nie zaszkodzimy.
Zamieszczamy kilka fotek z różnych podręczników, a w komentarzu link do nich.
Na koniec pamiętajcie, że jesteśmy w innej strefie czasowej. U nas 8.00 to w Ukrainie 9.00.
#refleksja #Ukraina #nauka #podręczniki #dziecizUkrainy #szkoławUkrainie
Źródło: www.facebook.com/sowinski.robert/
Komentarz
Wyróżnienie pogrubionymi czcionkami fragmentów przytoczonego tekstu – redakcja OE
*Podlinkowanie zaznaczonych gwiazdką podmiotów – redakcja OE











