
Dzisiejszy felieton zacznę od wyjaśnienia powodu , co prawda krótkotrwałej, przerwy w redagowaniu „Obserwatorium Edukacji”, która zaistniała od popołudnia 10 marca do przedpołudnia 12 marca. Jej przyczyną była konieczność naprawy sprzętu na którym pracuję (jest nim – mówiąc delikatnie – z nienajwyższej półki laptop LENOWO), polegającej na wymianie kompletnie zdezelowanego dysku twardego. Oczywiście – nie ja tego dokonałem. Wszystko odbyło się szybko i skutecznie dzięki pewnemu znakomitemu specjaliście – Panu Krzysztofowi (pomógł mi skontaktować się z nim mój, nie tylko fejsbukowy, znajomy Grzegorz, do którego kierują tu WIELKIE PODZIĘKOWANIE). Ów „lekarz-ratownik” najpierw odbył wizytę domową, zdiagnozował „pacjenta”, ustalił smutna diagnozę o konieczności transplantacji i zabrał „chorego” do swojej „kliniki”. Po nieco ponad dobie przyjechał z „ozdrowieńcem” i przystępnie przeszkolił mnie jak mam z nim postępować. I to wszystko za niewygórowaną zapłatę!
Jak wiadomo – po takiej operacji komputerek był jak mieszkanie po generalnym remoncie – musiałem go na nowo „umeblować”. Trochę to trwało – ja nie jestem już taki szybki jak mój laptop po przeszczepie…
Ale już w sobotę rano mogłem zamieścić pierwszy materiał – był to wywiad z nauczycielką z podstawówki w Białymstoku, zaczerpnięty z portalu OKO.press.
I tak, chcąc nie chcąc, wróciłem do dominującej od ponad dwu tygodni wszystkie media tematyki wojny w Ukrainie i pomocy świadczonej uciekinierom przez Polaków. Ja także dałem się ponieść temu nurtowi i w zasadzie od 24 lutego prawie nic na inny temat niż ta wojna, uciekinierzy i ich dzieci w wieku szkolnym oraz jak mają im pomagać polskie szkoły, nie zamieszczałem na OE.
Patrząc na to można by dojść do wniosku, że poza tymi tematami nic innego w naszej edukacji się nie dzieje. A przecież to jest nieprawda! Nie tylko świat, ale i Polska nie zatrzymały się w bezruchu, śledząc wyłącznie wydarzenia w Kijowie, Charkowie, Mariupolu czy innych ukraińskich miastach. Przez fakt, że w Polsce jest już kilkaset tysięcy dziewcząt i chłopców, którzy uciekając z Ukrainy przerwali swoją edukację i którym obiecujemy (rząd, samorządy i setki tysięcy pomagających im wolontariuszy), że umożliwimy im naukę w polskich szkołach, nie zniknęły nagle wszystkie problemy naszej edukacji, którymi żyliśmy, które nas poruszały, na które próbowaliśmy znaleźć sposoby przed tą wojną.
Śmiem twierdzić, że te problemy będą teraz widoczne i bolesne jeszcze bardziej. Bo luki w wiedzy, powstałe w wyniku wielomiesięcznej nauki zdalnej, ogromna liczba polskich uczniów potrzebujących wsparcia psychologicznego, prokuratorskie inklinacje wobec nauczycieli ze strony działań niektórych kuratorów oświaty, lansowanie w wydawanych przez resort edukacji aktach prawnych modelu Polaka-katolika jako jedynego właściwego wzorca wychowawczego, kadłubowe wychowanie seksualne, realizowane z całkowitym pominięciem wiedzy medycznej, ale za to zgodnego z „nauczaniem Kościoła” – że tylko te wymienię – nie zginęły jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej…
Pozostały także: fetysz podstaw programowych, przekonanie o skuteczności ocen cyfrowych i związany z nim straszak „jedynek”, testy jako trening do zdania egzaminu – traktowanego jako prawdziwy cel edukacji, braki kadrowe w obsadzaniu etatów nauczycielskich – zwłaszcza w niektórych „deficytowych” przedmiotach.
Nie mówiąc już o „wynalazku” pana ministra Czarnka, zwanym HiT-em… A przy okazji, w kontekście uczniów uchodźców z Ukrainy: to może być bardzo ciekawa lekcja, kiedy w tej samej licealnej klasie będą ten program realizowali wspólnie z naszymi. Taki na przykład temat o przyczynach i rozmiarach konfliktu polsko-ukraińskiego, w tym ludobójstwa ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Albo jak będą zdobywali wiedzę w wersji rozszerzonej HiT, aby potrafić opisać walki na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej, w tym: o Lwów, o Wilno…
W tej chwili narodził się w mojej głowie pomysł zorganizowania debat oxfordzkich, podczas których dwie ekipy uczniów: jedna złożona z Ukraińców, a druga z Polaków, prezentują dwa punkty widzenia na takie tematy: „Relacje ludności ukraińskiej i polskiej na terenach byłej Galicji Wschodniej w czasie II Rzeczpospolitej” , albo „Przyczyny, które doprowadziły do „Rzezi Wołyńskiej” w lecie 1943 roku”.
Gdyby w którymś z liceów (albo technikum) coś takiego przygotowywano – będę wdzięczny za informację…
Reasumując: Napaść wojsk rosyjskich na Ukrainę i bestialska wojna która tam toczy się już 18-ty dzień i ponad 1,5 miliona uchodźców z tego niszczonego nalotami kraju, którzy do tego czasu przekroczyli polsko-ukraińską granicą (liczba ta podwoiła się od poprzedniej niedzieli!), nie powinny znieczulić nas na nasze dotychczasowe nieszczęścia, powodowane przez niemiłościwie nam panujący rząd pod kierunkiem elokwentnego bankiera, posłusznie realizującego politykę zakompleksionego, zgorzkniałego starego kawalera, a w przypadku edukacji – niszczonej przez wychowanka księdza profesora z KUL, który prowadzi polską szkołę w kierunku swoich obsesji i postulatów środowisk skrajnie narodowych i ortodoksyjnie katolickich.
OPOZYCJONIŚCI WSZYSTKICH FORMACJI I EDUZMIENIACZE – DUCHA NIE GAŚCIE!
Włodzisław Kuzitowicz
List Ministra Edukacji i Nauki do dyrektorów, nauczycieli, pracowników oświaty, samorządowców, rodziców i uczniów
Szanowni Państwo Dyrektorzy, Nauczyciele, Pracownicy Oświaty, Samorządowcy, Szanowni Rodzice, Drodzy Uczniowie,
od kilkunastu dni za naszą wschodnią granicą trwają działania wojenne prowadzone przez Rosję przeciwko narodowi ukraińskiemu. Wydarzenia te w ogromnym stopniu wpłynęły także na sytuację w naszym kraju. Od początku wojny postawa polskiego społeczeństwa – solidarność z Ukrainą, która przejawia się przede wszystkim w bezinteresownym niesieniu pomocy – jest godna najwyższego uznania. Ogrom cierpienia jakiego doświadczają Ukraińcy jest niewyobrażalny. Zdajemy sobie sprawę z tego, że naszym wspólnym zadaniem jest obecnie zapewnienie uchodźcom dogodnych warunków bytowych, umożliwienie podjęcia pracy, a także kontynuowania edukacji i nauki.
Z ogromnym szacunkiem przyglądam się zaangażowaniu Dyrektorów i Nauczycieli w proces przyjmowania dzieci i młodzieży z Ukrainy do naszych szkolnych wspólnot. Zdaję sobie sprawę z tego, że podejmowane przez Państwa działania wiążą się z ogromnym wysiłkiem podyktowanym koniecznością dostosowania rzeczywistości szkolnej do obecnych wyzwań. […]
Obecnie w parlamencie procedowany jest projekt ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. W dokumencie tym z zakresu oświaty wprowadzone zostały rozwiązania, które pozwolą na zapewnienie kształcenia oraz wychowania uczniom będącym obywatelami Ukrainy. W tym celu umożliwiamy tworzenie innych lokalizacji prowadzenia zajęć dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych.[…]
Szanowni Rodzice, dziękuję za Państwa aktywną postawę i gotowość do niesienia pomocy ukraińskim rodzinom. Państwa bezinteresowne zaangażowanie godne jest najwyższego uznania. Głęboko wierzę, że ta pomoc ‒ w postaci choćby najmniejszych gestów ułatwiających przybywającym do Polski obywatelom Ukrainy odnalezienie się w nowych warunkach ‒ to przykład solidarności w obliczu ludzkiej tragedii. Dziękuję również za wspieranie Dyrektorów i Nauczycieli w przygotowywaniu szkół i placówek edukacyjnych na przyjęcie ukraińskich uczniów.
Drodzy Uczniowie, jestem dumny, że z wyjątkową dojrzałością zareagowaliście na potrzeby Waszych rówieśników z Ukrainy, którzy uciekając przed wojną, znaleźli schronienie w naszym kraju i zdecydowali się na podjęcie edukacji w polskich szkołach. Mam nadzieję, że wspólna nauka będzie dobrą okazją do wymiany doświadczeń i zacieśniania relacji. Dziękuję za wszelkie gesty solidarności z ukraińskimi uczniami. To Wy będziecie dla nich przewodnikami w poznawaniu naszego kraju. Wiem, że sprostacie temu zadaniu.
Chcę Was także zapewnić, że pomimo wojny w Ukrainie, będziecie mogli w sposób niezakłócony kontynuować naukę i przygotowywać się do egzaminów. Jesteście bezpieczni, bo Polska jest ważną częścią NATO – najpotężniejszego sojuszu obronnego na świecie. […]
Przed nami najważniejszy z egzaminów ‒ egzamin z człowieczeństwa.
Z wyrazami szacunku
Przemysław Czarnek
Minister Edukacji i Nauki
Cały list ministra Przemysława Czarnka – TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/
8 marca portal OKO.press zamieścił zapis wywiadu Antona Ambroziaka z Małgorzatą Paszko, nauczycielką ze szkoły podstawowej w Białymstoku, zatytułowany „Ruskie, won” – usłyszałam na szkolnym korytarzu. Jak mądrze przyjąć dzieci z Ukrainy?” Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
„Do szkół w całej Polsce zapisało się 2 700 dzieci ukraińskich, które już są obejmowane opieką psychologiczną” – przekazał w poniedziałek, 7 marca, minister edukacji Przemysław Czarnek. „Nie jesteśmy zwolennikami natychmiastowego przymusu edukacyjnego dzieci, które przeżyły traumę i nagle musiały uciekać ze swoich domów. Decyzja o pójściu do szkoły nie jest pierwszą decyzją, jaką podejmują uchodźcy po przyjeździe do Polski. Najpierw muszą się zakwaterować i odpocząć po tych ciężkich przeżyciach. Ale podkreślam, że mamy już bogatą ofertę dla naszych ukraińskich przyjaciół ” — mówił minister. Proponował, by uczniowie, którzy jednak zdecydują się edukację, brali udział w zajęciach zdalnych z kolegami z zachodniej Ukrainy lub dołączali do oddziałów przygotowawczych tu, na miejscu. […]
Problemem nie jest tylko skala migracji. Do tej pory MEiN zupełnie nie dbał o wsparcie i integrację dzieci cudzoziemskich, o czym alarmował NIK, a także RPO. Na papierze mogły one liczyć na dodatkowe lekcje języka polskiego, asystentów międzykulturowych, czy oddziały przygotowawcze. Problem w tym, że z tego ostatniego rozwiązania, które najlepiej sprawdziłoby się wśród uczniów, którzy nie znają języka polskiego, korzystało do tej pory maksymalnie 115 szkół w całym kraju. I to pomimo że liczba cudzoziemców w polskich szkołach rosła. W 2009 roku było ich 9,6 tys., 10 lat później już 51,4 tys., z czego ponad połowa to uczniowie z Ukrainy.
Większość dzieciaków z marszu trafiała do sal lekcyjnych, często bez podstawowej znajomości języka polskiego, czy kultury, a czasem z trudnymi doświadczeniami migracji. Niektóre samorządy próbowały na własną rękę łatać systemowe dziury: zatrudniały asystentów lub edukatorów kulturowych. Ale takie rozwiązania, bardzo drogie, nie mieściły się w subwencji oświatowej. Podobnie jest z pomocą psychologiczną. Po pandemii specjaliści poza szkołami są przeciążeni, za to w placówkach oświatowych wciąż brakuje etatów dla pełnowymiarowego poradnictwa. Warto pamiętać, że polskie szkoły nie tylko nie są z gumy, ale są też targane własnymi problemami. Szkodliwa reforma edukacji, pandemia, kryzys kadrowy i motywacyjny – to tylko niektóre z nich.
Co można więc zrobić, by mądrze przyjąć ukraińskie dzieci do szkół, nie zapominając o potrzebach polskich uczniów? Rozmawiamy o tym z Małgorzatą Paszko, nauczycielką ze szkoły podstawowej w Białymstoku. […]
Anton Ambroziak: – Jak dziś wygląda system przyjmowania dzieci cudzoziemskich do polskich szkół?
Malgorzata Paszko: – W naszej szkole uczy się blisko 700 dzieci, z czego dla niemal 80 język polski jest językiem obcym lub przynajmniej nie pierwszym. W wielu klasach są dzieci z innego kraju. Nie mamy okresu przygotowawczego. Dzieci są rzucane na głęboką wodę. Po prostu muszą sobie poradzić z językiem, kropka. Z mojego doświadczenia wynika, że dziecko w szkole podstawowej potrzebuje minimum trzech lat, by być w stanie posługiwać się językiem polskim na poziomie średniozaawansowanym.
Czyli takim, który umożliwia im naukę?
Raczej takim, który umożliwia komunikację. A trzeba pamiętać, że u nas w wielu klasach pracują asystenci. To nie tylko cudzoziemcy, którzy wspomagają codzienną pracę nauczyciela i ucznia. W jednej z klas chwilowo straciłam wsparcie, bo moja koleżanka, Czeczenka, pojechała odwiedzić mamę. Wybuchła wojna, nałożono sankcje, a ona jest po drugiej stronie. Tak czy siak, my sobie poradzimy.
Proszę pomyśleć, co będzie w innych szkołach w całym kraju. Dzieci z traumą wojenną będą trafiać do oddziałów ogólnych. I tam w drzwiach usłyszą, że mają uczyć się nie języka polskiego, ale całego materiału – po polsku. Mam nadzieję, że rozwiążemy ten problem systemowo. To będzie ogromne wyzwanie.
Załóżmy, że do klasy przychodzi Mychajło, dziesięciolatek z Charkowa. Nauczyciel w polskiej szkole wita go, przedstawia, a potem wraca do zajęć z matematyki? Tak będzie w praktyce wyglądać przyjmowanie uczniów do polskich szkół?
Foto: www.facebook.com/anna.szulc
Anna Szulc – nauczycielka matematyki w I LO im. Kazimierza Wielkiego w Zduńskiej Woli
Na portalu „Złotynauczyciel.pl” zamieszczono we wtorek 8 marca 2922 roku zapis wywiadu z Anną Szulc, któremu dano tytuł „Jeśli empatyczna edukacja, to empatyczny świat”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji – do lektury której gorąco namawiamy:
Dorota Pawelec: – Dziękuję, że przyjęłaś zaproszenie i zgodziłaś się u nas wystąpić. Jak to się stało, że na empatycznej komunikacji NVC zbudowałaś swój warsztat nauczyciela, którym inspirujesz innych?
Anna Szulc: -Jestem osobą refleksyjną, obserwatorką życia i bardzo lubię się uczyć. Tak właśnie zostałam wychowana. Przykładowo, moi dziadkowe, rodzice dziewięciorga dzieci, w czasie okupacji codziennie dzielili się talerzem gorącej strawy, a czasem nawet kromką chleba, z młodą dziewczyną, która zaszła w ciążę, bo rodzice wyrzekli się jej i wyrzucili ją z domu.
Podjęcie pierwszych kroków do zmiany warsztatu pracy nauczycielki matematyki w szkole ponadpodstawowej, ponad siedemnaście lat temu, wynikały z niezgody na dalsze powielanie metod pracy, które, jak się później dowiedziałam, swoje początki mają w dziewiętnastym wieku.
Powielałam pruskie metody pracy, bo takich mnie uczono i takich doświadczałam, jako uczennica. Innych wzorców nie było.
Będąc już doświadczoną nauczycielką, z prawie dwudziestoletnim wtedy stażem, obserwowałam, że dla bardzo wielu ludzi, mój ukochany przedmiot, matematyka, jest „Babą Jagą”, która na całe życie pozostawiła ślad nieprzyjemnych doznań. Nie raz słyszałam, że ktoś budzi się w nocy i nie może zasnąć, bo śniło mu się, że stoi pod tablicą i nie może wydobyć z siebie słowa lub pisze klasówkę, a głowie pustka.
Mimo że zawsze starałam się wspierać moich uczniów, stawiłam jedynki, wzywałam rodziców, tworzyłam rankingi wyników, nawet wskazywałam na wywiadówkach rodziców „najlepszych uczniów”.
Wywiązywanie się z obowiązków zawodowych przebiegało równolegle z wywiązywaniem się z obowiązków rodzicielskich. Jestem mamą trojga, dziś już dorosłych dzieci, więc miałam też możliwość doświadczania roli rodzica w szkole. Niejednokrotnie słyszałam, że klasa, do której chodzi moje dziecko jest najgorsza w szkole. Że moją rolą jako rodzica, jest to zmienić. Że powinnam coś zrobić, by uczniowie się uczyli, byli grzeczni i siedzieli cicho na lekcji.
Znaczący wpływ na moją decyzję wyjścia ze schematu pruskiej szkoły były zmiany społeczne i reformy w edukacji, które miały miejsce w 2004 roku (dlatego przeszłam z Zespołu Szkół Elektronicznych do I LO w Zduńskiej Woli, którego sama jestem absolwentką). Były to początki cyfryzacji, która w bardzo szybkim tempie się rozwijała, a to dawało powszechną dostępność do wiedzy i stawało się powodem coraz szybciej rozwijającego się postępu cywilizacyjnego.
Byłam świadoma potrzeby zmian, ale mimo sporych pokładów empatii, jakie zawsze miałam, nie dysponowałam narzędziami, które pozwoliłyby mi ich dokonać.
Zaczęłam więc poszukiwania, „zaczepiałam” w Internecie osoby, które promowały psychologię sukcesu i tak natrafiłam na Panią Alicję Kratę z Warszawy. Dzięki jej zachęcie wzięłam udział w szkoleniu kwalifikacyjnym w zakresie mediatora społecznego i już na pierwszych zajęciach wiedziałam, że jest to strzał w dziesiątkę. […]
D.P.: – Jaka jest różnica pomiędzy nauczaniem a wspieraniem w uczeniu się?
A.Sz.: – Szkoła, która do dziś powiela pruskie zasady, wymyślone na zupełnie inne potrzeby, praktycznie się nie zmieniła. Niewątpliwie przyczyniła się do rozwoju cywilizacyjnego, ale sama z niego nie korzysta. Bardzo dobrze wykorzystuje tę wiedzę np. biznes. Mam na myśli wiedzę o mózgu człowieka. Dziś już wiadomo, co szkodzi w procesie uczenia się, a co pomaga. Wiadomo też jakie zachowania generują różne aktywności. Np. w naturze człowieka jest potrzeba wdzięczności. Dlatego bardzo często możemy spotkać w galeriach hostessy, które częstują koreczkami, serem, darmowymi gadżetami, by wzbudzać w obdarowanych potrzebę kupienia od darczyńcy jego produktu.
Jest procesem zachodzącym w głowie osoby, która się uczy. Nikt nikogo jednak nie może niczego nauczyć. To tak, jak z koniem, którego możemy doprowadzić do wodopoju, ale czy koń się napije, to od niego zależy.
D.P.: – Wiadomo też, że proces uczenia się ucznia jest procesem indywidualnym i robi się ogromną krzywdę człowiekowi, kiedy oczekuje się od wszystkich uczniów tego samego w tym samym czasie. Kiedy stawia się stopnie i porównuje wyniki. Kiedy nauka obarczona jest przewlekłym stresem, nadmiarem obowiązków, a do tego, oczekiwaniem dostosowania wypowiedzi do wzorcowego klucza odpowiedzi z wyuczonej pamięciowo wiedzy.
Źródło: screen z relacji filmowej[www.facebook.com/ministerstwo.edukacji.nauki/]
Konferencja prasowa członków kierownictwa MEiN na temat specustawy i powołania Rady ds. Edukacji Uchodźców.
Na stronie „Gazety Wyborczej” zamieszczono dziś (9 marca 2022r.) tekst, zatytułowany „Ponad pół miliona dzieci z Ukrainy. Czarnek: Pomagamy, ale priorytetem są polscy uczniowie”. Jest to relacja z konferencji prasowej, jaka dzisiaj odbyła się w ministerstwie. Oto jej fragmenty:
[…] Według ostatnich danych Ministerstwa Edukacji wśród ponad miliona ukraińskich uchodźców, którzy już dotarli do Polski, blisko połowa to dzieci. Ok. 11,5 tys. już zapisało się do szkół. – Większość z nich dopiero tu trafi. Teraz to jest jakieś 2-3 proc., a pozostało jeszcze 97 proc. – powiedział podczas konferencji prasowej zatytułowanej „Pomagamy Ukrainie” minister edukacji Przemysław Czarnek. […]
Resort Czarnka zamierza stworzyć dla ukraińskich uczniów osobne „oddziały przygotowawcze”. –Nie możemy narażać tych dzieci na dodatkowy stres, spowodowany m.in. nieznajomością języka, włączając je do polskich klas. Nie wiemy, ile ich będzie, nie wiemy też, jak długo pozostaną w Polsce. Może już za tydzień wrócą do siebie? Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć.
Naszym absolutnym priorytetem jest teraz zadbanie o polskich uczniów i zapewnienie im, by pomimo kryzysu mogli dalej w sposób niezakłócony kontynuować naukę. –Uczniami z Ukrainy zaopiekujemy się równolegle, ale nie preferencyjnie – dodał.
Foto: www.facebook.com/photo.
Iwona Marciszak – zdjęcie zamieszczone na jej fejsbukowym profilu 20 lutego 2022 r.
Na portalu programu ERASMUS+ znaleźliśmy, zamieszczony tam 8 marca 2022 r. tekst, który jest zapisem rozmowy z Iwoną Marciszak – nauczycielką, zastępca przewodniczącego stargardzkiego koła Związku Ukraińców w Polsce. Fragmenty tego wywiadu i link do jego pełnej wersji zamieszczamy poniżej:
Jak ukraińskie dzieci radzą sobie w polskiej szkole?
O tym, co polskie szkoły mogą zrobić dla ukraińskich dzieci, mówi Iwona Marciszak, nauczycielka, teolog, absolwentka filologii ukraińskiej, mama czworga dzieci, żona księdza greckokatolickiego, zastępca przewodniczącego stargardzkiego koła Związku Ukraińców w Polsce.
Aleksandra Zalewska-Stankiewicz, ERASMUS+: – Na początku marca Ministerstwo Edukacji i Nauki podawało, że na 320 tys. uchodźców połowa to dzieci w wieku szkolnym. Uchodźców z każdym dniem jest więcej, ale proporcje się pewnie nie zmieniły. Wydaje się, że ostatnią rzeczą, o której myślą teraz ukraińskie mamy, jest to, aby posłać dzieci do polskiej szkoły. A może się mylę?
Iwona Marciszak: Codziennie mam kontakt z rodzinami, które przyjeżdżają do nas z Ukrainy. Pierwsze chwile pobytu w Polsce są dla nich pełne emocji. To raczej czas na przytulanie, na łzy, na poznanie rodziny, do której trafili. Z moich doświadczeń wynika, że dzieci potrzebują wtedy bliższego niż zwykle kontaktu z mamą. Muszą oswoić się z nowym miejscem i z nowo poznanymi osobami. To dla nich bardzo trudna sytuacja, część z nich jest też mocno wyziębiona. Jednak myślę, że za jakiś czas jak najbardziej dzieci powinny trafić do grupy rówieśniczej. Ze strony samorządów i samych placówek jest duża chęć pomocy. Codziennie odbieram telefony od dyrektorów przedszkoli, którzy oferują miejsca dla dzieci. […]
AZ-S: – Od dawna dzieci z Ukrainy uczyły się w polskich szkołach. W Stargardzie, jeszcze przed wybuchem wojny, uczyła pani języka ukraińskiego grupę 60 dzieci. To całkiem sporo jak na 70-tysięczne miasto. Jak ta nauka była zorganizowana?
Foto: www.echodnia.eu/swietokrzyskie/
Od poniedziałku, 7 marca 2022 r. w Publicznej Szkole Podstawowej w Obrazowie uczy się już 28 dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym.
Po pierwszym czytaniu projektu ustawy o wsparciu ukraińskich uchodźców Sejm skierował go do dalszych prac. Komisja Administracji i Spraw Wewnętrznych zajmie się specustawą jeszcze 8 marca. […].
Podczas pierwszego czytania projektu specustawy w Sejmie wiceszef MSWiA Maciej Wąsik zapewniał, że proponowane regulacje to ogromne środki dla samorządów, przedsiębiorców i osób prywatnych, które wspierają ukraińskich uchodźców. […]
Zgodnie z projektem ukraińscy uczniowie oraz studenci będą mogli kontynuować naukę w polskich szkołach oraz uczelniach. Zmiany umożliwiają powołanie dodatkowych oddziałów szkołach, które zapewnią edukację dla obywateli Ukrainy. Ukraińscy nauczyciele akademiccy będą mogli zostać zatrudnieni na polskich uczelniach. […]
Źródło: www.rynekzdrowia.pl/
Postanowiliśmy udostępnić plik z fragmentami projektu tej, procedowanej właśnie Sejme, ustawy, gdyż – naszym zdaniem – w artykulach dotyczących działań pomocowych w sferze opieki nad dzieckiem i edukacji nie zajdą żadne zmiany.
Fragmenty projektu Ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa, dotyczące opieki nad dzieckiem i edukacji – TUTAJ
W niedzielę 6 marca 2022 r. na portalu „SUPERBELFRZY” zamieszczono materiał Zyty Czechowskiej, zatytułowany „Materiały dla uczniów z Ukrainy w języku ukraińskim”. Postanowiliśmy go udostępnić także na naszej stronie:
Wielu z nas nauczycieli, rodziców, osób działających na rzecz oświaty zastanawia się jak wesprzeć dzieci przybyłe z Ukrainy. Zastanawiamy się, czy w tym trudnym dla nich czasie, w którym czują strach, lęk, pustkę i przeżywają okrucieństwo, które ich spotkało potrzeba im teraz normalności. Oprócz tego, że potrzebują tego, by być z nimi, naszego towarzyszenia, przewodnictwa, słuchania, przytulania, za jakiś czas być może będzie trzeba zaoferować im coś, co przekieruje ich uwagę i da poczucie chociaż namiastkę normalności. Tą znaną rzeczywistością, która paradoksalnie może stać się im bliska i dać poczucie bezpieczeństwa jest nauka, szkoła, znane bajki, filmy, książki. Dlatego, warto abyśmy wiedzieli gdzie szukać wirtualnych zasobów i materiałów, które pomogą w zagospodarowaniu czasu, uspokoją, przekierują uwagę.
Przygotowałam w tym celu kolekcję takich materiałów na wakelet. Jeśli znacie strony, aplikacje, programy, miejsca w sieci, które mogą przydać się dzieciom i rodzicom z Ukrainy, to możecie dodać je do wakelet.
Link do kolekcji z edycją TUTAJ
Więcej materiałów znajduje się TUTAJ
Źródło: www.superbelfrzy.edu.pl
Screen z filmowej relacji dzisiejszej konferencji prasowej w Podlaskim Kuratorium Oświaty
Wiceminister Dariusz Piontkowski podczas konferencji prasowej w PKO – do obejrzenia TUTAJ
Oto obszerny fragment informacji o dzisiejszej konferencji wiceministra Piontkowskiego w PKO, zaczerpnięty ze strony portalu „PODLASKIE24.pl: ”Piontkowski: w ciągu najbliższych dni spodziewamy się większej liczby zgłoszeń ukraińskich dzieci do polskich szkół”:
Wiceszef MEiN Dariusz Piontkowski na konferencji prasowej w Kuratorium Oświaty w Białymstoku poinformował, że dotąd w skali kraju nie ma jeszcze zbyt wielu zgłoszeń ukraińskich dzieci do polskich szkół.
–Na razie tych uczniów w skali całego kraju nie ma jeszcze zbyt wielu, ale spodziewamy się, że w ciągu najbliższych kilku, kilkunastu dni te liczby będą sięgały już dziesiątek czy setek tysięcy zgłoszeń – mówił wiceminister.
Zaznaczył, że tych młodych ludzi trzeba „elastycznie, sprawnie zaadaptować do polskiego systemu edukacji”. Przypomniał, że w kraju obowiązują przepisy o nauczaniu dzieci cudzoziemców. Wyjaśnił, że po zgłoszeniu takich dzieci do szkoły traktowane są tak samo jak dzieci polskie. Trafiają do poszczególnych klas. W przepisach jest też zapis o tym, że dzieci cudzoziemców mogą potrzebować w szkole pomocy. Dlatego, jak mówił wiceminister.
–Przewidujemy możliwość utworzenia oddziałów przygotowawczych, w których dzieci będą miały pomoc nauczyciela. Osoby znającej język polski, ukraiński bądź rosyjski, tak aby był możliwy kontakt miedzy nauczycielami z polskich szkół, a dziećmi z Ukrainy – mówił wiceminister. – W ramach tych oddziałów przygotowawczych dzieci będą mogły uczyć się języka polskiego, a także wyrównywać różnice programowe.
Oddziały te mają mieć do 25 uczniów. Wiceminister dodał, że samorządy będą miały bardzo elastyczne możliwości tworzenia tych oddziałów, np. międzyszkolnych czy międzygminnych.
-Będziemy dofinansowywali dowóz tych dzieci w gminach wiejskich. Wśród przygotowywanych zmian jest m.in. taka, aby pomocą nauczyciela mogła być osoba bez specjalnych kwalifikacji, a sprawnie komunikująca się językiem polskim i ukraińskim – powiedział Dariusz Piontkowski.
Wiceminister zapowiedział, że mają być też luzowane przepisy Karty nauczyciela. W szkołach będą mogli pracować nauczyciele, którzy korzystają ze świadczeń kompensacyjnych. Zostanie też zniesiony limit nadgodzin dla nauczycieli.
Łódzki dodatek „Gazety Wyborczej” zamiesił dzisiaj material zatytułowany „Wojna na Ukrainie. Dzieci płaczą, że chcą wrócić do domu, tam została babcia, kolega, ukochany miś”. Oto jego fragmenty:
Foto:Akademia Polskiego[www.lodz.wyborcza.pl/lodz/]
Dzieci uchodźców w świetlicy szkoły Akademia Polskiego w Łodzi
Dominika Lewandowska od kilka lat przy ulicy Gdańskiej w Łodzi prowadzi szkołę językową Akademia Polskiego *, w której uczą się głównie Ukraińcy i Białorusini. Lektorzy szkoły znają język rosyjski i ukraiński. Gdy na Ukrainie wybuchła wojna, a do Łodzi przyjechali pierwsi uchodźcy, zespół Akademii Polskiego wiedział, że nie może siedzieć bezczynnie. […]
Lewandowska po pierwszym dniu działania świetlicy jest pewna, że takich miejsc jest potrzeba w Łodzi znacznie więcej. –Po to, żeby odciążyć mamy, żeby pomóc dzieciom uporać się z traumą, złymi myślami, lękiem przed nowym krajem. Chcielibyśmy także podzielić dzieci według wieku. Inne potrzeby mają nastolatkowie, inne dzieci kilkuletnie – tłumaczy.
Lewandowska w trybie pilnym poszukuje więc lokali na kolejne świetlice. –Apeluję do łódzkiego magistratu, ale i instytucji, organizacji, firm, które mogłyby nieodpłatnie użyczyć nam swoich pomieszczeń. To jest bardzo ważne. Jestem w stanie zapewnić kadrę, która poprowadzi zajęcia i zajmie się dziećmi. To nasi nauczyciele, pedagodzy i psychologowie z językiem ukraińskim i rosyjskim, którzy się do nas zgłaszają, ale i sami Ukraińcy. W Łodzi jest mnóstwo dobrych ludzi, którzy pomogą nam je doposażyć. Brakuje tylko miejsca – mówi. […]
Cały tekst „Wojna na Ukrainie. Dzieci płaczą, że chcą wrócić do domu, tam została babcia, kolega, ukochany miś”
– TUTAJ
Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/
*Ulica Gdańska 54, telefon: 789 115 975
:









