
Na dzisiejsze przedpołudnie proponujemy lekturę wczorajszego (6 października 2022 r.) posta Danuty Strerny, w którym podjęła ważny element procesu szkolnej edukacji:
Rysunek: Danuta Sterna
Sztywne terminy, czy elastyczność
Czy elastyczność w zakresie terminów pozwoli uczniom odczuwać mniejszy stres? A może zaowocuje klęską w ich przyszłej pracy? Dość kontrowersyjny wpis o terminowości w szkole.
Każdy z nauczycieli spotkał się z prośbami uczniów o przedłużenie terminów oddania prac. Szczególnie, gdy praca polegała na wykonaniu skomplikowanego projektu. Nauczyciel ma dylemat, z jednej strony termin był wyznaczony wcześniej i można było dobrze rozplanować czas pracy, ale z drugiej strony mogło to być niemożliwe z powodu np. choroby, nagromadzenia innych prac lub zmiany planów dotyczących wykonania projektu. Możliwe, że uczeń dokonuje krytycznej refleksji i samooceny i prosi o przedłużenie, aby pracę wykonać lepiej, co może się okazać dobre dla projektu i dla ucznia.
Wyznaczone terminy mają swoją wartość (np. uczą planowania), ale mogą być również źródłem stresu dla uczniów. Ostateczne terminy mogą pomóc uczniom zorganizować i ustalić priorytety pracy, wykonać etapowe zadania i uniknąć niepokoju związanego z nagromadzeniem się różnych zadań na przykład na koniec semestru. Dla wielu nauczycieli ścisłe przestrzeganie terminów jest ważną umiejętnością, która powinna być opanowana przed wejściem w dorosły świat. Ale są też nauczyciele, którzy preferują elastyczność i mniej stresu. Pytaniem jest: kiedy elastyczność może poprawić wyniki pracy i zmniejszyć stres – a kiedy jest ważne, aby stanowczo egzekwować terminy?
Uczniowie, szczególnie po okresie pandemii są bardzo zestresowani, obciążeni ponad miarę zadaniami i presją rywalizacji, podsycaną przez konieczność dostania się do tak zwanej dobrej szkoły.
Niektórzy nauczyciele traktują stopnie szkolne śmiertelnie poważnie i oceniają negatywnie uczniów miedzy innymi za oddanie pracy z opóźnieniem. Podstawą ich myślenia jest właśnie przygotowanie uczniów do przyszłej pracy. Jednak w tak zwanym „dorosłym życiu” ludzie pracują najczęściej zespołowo i gdy jeden z członków zespołu ma kłopoty, to inni mu pomagają lub nawet wykonują pracę za niego, aby tylko projekt był wykonany dobrze. Oprócz tego dorośli w pracy mają jednego szefa i jeden projekt, a uczniowie podlegają ośmiu nauczycielom, którzy wyznaczają im wiele terminów.
Zespół Ashley Whillans, przeprowadzili ankietę wśród pracujących dorosłych w 2021 r. na temat proszenia o przedłużenie terminów. Odkryli, że 53 procent terminów było zmienianych. W tym samym badaniu Whillans i jej zespół odkryli (na podstawie odpowiedzi 10 000 pracujących profesjonalistów), że prośba o przedłużenie terminów jest ogólnie postrzegana przez menedżerów przychylnie – i zmniejsza stres pracowników, jednocześnie poprawiając wydajność.
Jednak pracownicy (zwłaszcza kobiety) rzadko proszą o przedłużenie, nawet jeśli jest jasne, że terminy są elastyczne i mogą być zmienione. Obawiali się, że menedżerowie „pomyślą, że są niekompetentni i nie mają motywacji”, Za to menedżerowie oceniali zarówno pracowników, którzy prosili o przedłużenie, jako bardziej zmotywowanych niż ci, którzy tego nie robili.
Zatem może argument o przygotowaniu uczniów do dorosłego życia nie jest taki trafny?
Należy wziąć pod uwagę, czy proszenie o przedłużenie nie staje się zwyczajem uczniów i czy przedłużenie terminu ma wpływ na jakość wykonanego zadania. Ważna jest analiza – czy termin jest odpowiednio skalkulowany, czy jest realny i czy daje uczniom odpowiednio dużo czasu, aby mogli wykonać lepiej swoją pracę.
Nieelastyczne terminy bez możliwości poprawy pracy przyczyniają się do wysokiego poziomu niepokoju związanego z zakończeniem pracy.
Wobec tych wątpliwości pedagodzy radzą przede wszystkim ustalić cele, harmonogramy i terminy z uczniami i dawać im możliwość wyboru.
Warto też ustalić wraz z uczniami obowiązujący system oceniania. Badania pokazują, że pomaga możliwość poprawy i ponownej oceny. Dwa różne badania pokazują, że umożliwienie uczniom opóźnienia o jeden lub dwa dni — to najlepsza przyjęta elastyczność. Przedłużenie terminu o tydzień lub więcej powoduje gwałtowny spadek liczby prac oddanych w terminie i zmniejsza zaangażowanie uczniów w pracę. Badania pokazują również, że uczniowie mają poczucie, że nauczyli się więcej, gdy mogą poprawić ocenę z projektu.
Ustalanie terminów pomaga uczniom zaplanować swoją pracę i ustalić priorytety. Dla wielu uczniów jest to bardzo pomocne. Jednak patrząc na dorosły świat, często uzgadniane początkowo terminy są przedłużane. Szczególnie, gdy praca nad projektem okazuje się bardziej skomplikowana.
Kilka rad w sprawie elastyczności:
>Zezwalać na selektywne przedłużanie, czyli ustalenie wraz z uczniami liczby możliwych przedłużeń w semestrze lub roku szkolnym. Sama taka możliwość obniża napięcie i stres związane a terminem.
>Drugim podejściem może być dopuszczenie przedłużenia, jeśli uczeń o nie poprosi 24 do 48 godzin przed terminem. To podejście nie uwzględnia nagłych sytuacji awaryjnych.
>Trzecią opcją jest zapowiedź możliwości oddania pracy z dwudniowym opóźnieniem bez żadnych konsekwencji.
>Czwarta to ustalenie dwóch ocen, jednej za jakość pracy, a drugiej za terminowość jej wykonania. Przy czym nie są to oceny tej samej wagi.
Niektórzy nauczyciele uznają jako końcowy termin – koniec semestru lub roku szkolnego. To oddaje planowanie i odpowiedzialność w ręce uczniów.
Autorka artykułu, z którego korzystam Carly Berwick radzi, aby dać możliwość przedłużenia terminu, ale dopiero po przedstawieniu nauczycielowi stanu pracy nad projektem. Taka postawa uczy odpowiedzialność za jakość pracy, ale oczywiście obciąża też nauczyciela.
Istotne jest, aby przeanalizować – po co i dlaczego ustalamy terminy. Czy termin jest związany z oceną efektu pracy ucznia, czy jest tylko wygodą nauczyciela (co też jest ważne), czy może wynika z poczucia władzy i porządku.
Inspiracja artykułem Carly Berwick
Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl
Portal „Krytyka Polityczna” zamieścił 5 października tekst Ali Budzyńskiej i Miszy Tomaszewskiego, zatytułowany „Spięcie: Ucieczka z publicznej szkoły”. Pierwsze słowo tego tytułu jest nazwą projektu:
Źródło: https://magazynkontakt.pl/spiecie/
Z publikacji tej dowiadujemy się, że owocem owej współpracy jest pięć tekstów, opublikowanych jednocześnie przez partnerów tego projektu:
1.Spięcie: Mamy na czym budować. Polska szkoła to nie tylko problemy, Anna Byrska
2.Spięcie: Nie dla państwowej dyktatury w edukacji! Zarówno w wydaniu PiS, jak i lewicy,Jarema Piekutowski
3.Spięcie: Druga fala prywatyzacji. Ze szkołą jest źle, a będzie gorzej, Łukasz Pawłowski
4.Spięcie: Ucieczka z publicznej szkoły, Ala Budzyńska, Misza Tomaszewski
5.Spięcie: Nie ma demokracji bez dobrej szkoły publicznej, Katarzyna Przyborska
Oto kilka fragmentów tekstu Ali Budzyńskiej i Miszy Tomaszewskiego :
Spięcie: Ucieczka z publicznej szkoły
[…]
Ministerstwo opowiadało o projekcie reformy systemu oświaty z 2017 roku jako – między innymi – o sposobie na wyrównanie szans edukacyjnych dzieci pochodzących z różnych środowisk. Eksperci już wtedy ostrzegali, że likwidacja gimnazjów, która pociąga za sobą skrócenie o rok nauki poprzedzającej próg selekcji szkolnej, jest krokiem w przeciwnym kierunku. Analogiczne konsekwencje ma firmowane przez ten sam rząd podwyższenie wieku inicjacji szkolnej do 7 lat. Nie dość jednak, że egalitarna w myśl politycznego przekazu reforma wprowadziła rozwiązania pogłębiające szkolną segregację, to przyspieszyła ona procesy rozwarstwiające edukacyjnie polskie społeczeństwo na inne sposoby. […]
W poprzedzającym wprowadzenie reformy roku szkolnym 2016/2017 było w Polsce 1244 niepublicznych szkół podstawowych i 448 niepublicznych liceów ogólnokształcących. W roku szkolnym 2021/2022, z którego pochodzą najbardziej aktualne dane, było ich już, odpowiednio, 1549 i 607 – czyli, plus minus, o jedną czwartą więcej. W tym samym czasie odsetek szkół publicznych wzrósł tylko nieznacznie. W związku z likwidacją gimnazjów uczniów i uczennic przybyło zarówno w podstawówkach i liceach publicznych, jak i w tych niepublicznych, ale w tych ostatnich zrobiło się ich w ciągu pięciu lat prawie dwa razy więcej i jest ich obecnie już 220 tysięcy (obliczenia autorów na podstawie danych MEN, które od 2018 roku podawane są w postaci utrudniającej dokonywanie takich porównań). Ktoś mógłby powiedzieć, że to stosunkowo niewiele wobec ponad trzech i pół miliona uczniów i uczennic uczęszczających do podstawówek i liceów publicznych, ale tak się składa, że są wśród nich osoby pochodzące z rodzin o największym kapitale ekonomicznym i kulturowym, co niesie ze sobą dość oczywiste konsekwencje dla edukacji publicznej.
Mniej więcej w tym samym czasie dało się zaobserwować skokowy wzrost liczby rodziców deklarujących, że posyłają swoje dzieci na korepetycje. Ich odsetek wzrósł z 17 procent w roku szkolnym 2016/2017 do 29 procent w kolejnym roku i 32 procent dwa lata później. Pandemia COVID-19 nieco wyhamowała ten trend, ale w roku 2021/2022, z którego pochodzą najbardziej aktualne dane, nastąpiło ponowne przyspieszenie. Na zajęcia dodatkowe, wśród których – oprócz korepetycji – są także zajęcia językowe, artystyczne i sportowe, posyła swoje dzieci 78 procent rodziców z wyższym wykształceniem (wobec 30 procent z wykształceniem podstawowym) i 93 procent rodziców mieszkających w dużych miastach (wobec 42 procent mieszkających na wsi). […]
Jak to jest już „stałym elementem gry” – także i w ten czwartek dajemy wszystkim którzy wczoraj nie mogli obejrzeć kolejnego spotkania w „Akademickim Zaciszu”, a których jego temat „Po co nam uniwersytet?” zaciekawił – dajemy na naszej stronie możliwość wysłuchania odpowiedzi na to pytanie, które udzielały:
– Profesor Monika Kostera – socjolożka, profesor nauk ekonomicznych i humanistycznych, aktualnie na Uniwersytecie Jagiellońskim;
– Doktor habilitowana Agnieszka Dziedziczak-Foltyn – prof. Uniwersytetu Łódzkiego, socjolożka, zainteresowana m.in. problematyką reform szkolnictwa wyższego i nauki;
– Doktor Aleksandra Rzyska – pedagożka z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, badająca m.in. reprezentacje uniwersytetu w dyskursie prasowym.
„Akademickie Zacisze” – prof. Roman Leppert i i debata „Po co nam uniwersytet” – TUTAJ
Wczoraj wieczorem (6 października 2022 r.) dr Marzena Żylińska napisała na swoim fb-profilu o „zagonionym świecie” uczniów. I o tym kto jest tego sprawcą. I o tym że wcale tak nie mysi być…
Stan zagonienia, to taki stan, gdy dajesz z siebie wszystko i czujesz, że liczba zadań cię przerasta, że i tak nie dasz rady.
W stanie zagonienia życie traci smak, nic człowieka nie cieszy, wszystko przygnębia. Człowiek traci poczucie sprawstwa i wiarę w to, że jego praca ma sens.
Ile dzieci, ilu młodych ludzi tak się czuje? Czy nas dorosłych interesuje, jak radzą sobie z naszymi zadaniami domowymi i zapowiedzianymi klasówkami, kartkówkami i testami? Czy szkoły monitorują, ile czasu uczniowie spędzają w domu nad książkami, w jakim wymiarze godzin w rolę nauczycieli wchodzą rodzice?
Ja dobrze wiem, jak czuje się człowiek w stanie zagonienia, jak nieefektywna jest wtedy jego praca, jak niska jakość życia.
Ile dzieci / młodych ludzi dostaje zadania, którym nie może podołać? Ilu z nich dostaje zadania, które je / ich przerastają? Jak stan zagonienia wpływa na ich rozwój, na myślenie o sobie, na podejście do nauki?
Czego potrzeba? Refleksji, empatii, mądrości i zwyczajnej ludzkiej dobroci i serdeczności. Dlaczego w tak wielu szkołach ich brakuje?
P.S.
Nie piszcie proszę, że uderzam w nauczycieli. Nauczyciele mają wybór, dzieci tego wyboru nie mają. Gdy tracą dzieciństwo, to tracą je na raz na zawsze. Są wtedy pozbawione czegoś niezwykle cennego, czego już nikt nie będzie im mógł oddać.
Sama wystarczająco długo byłam nauczycielką, by wiedzieć, ile zabieramy naszym uczniom. Sama też zabierałam, bo myślałam, że tak trzeba. Dziś wiem, że nie tylko nie trzeba, ale wręcz nie można. Nie można okradać dzieci z dzieciństwa, a młodych ludzi z życia. Nie można fundować kolejnych dni pełnych stresu, strachu i braku sensu. Nie można.
Ten post napisałam po rozmowie w uczniem klasy 8, który już teraz, na początku października, mówi, że nie da rady, że nie chce chodzić do szkoły. To niezwykle uzdolniony chłopiec, który każdego dnia prosi rodziców, żeby pozwolili mu zostać w domu, bo … chce się uczyć w spokoju, bez nerwów i stresu. Dotychczas nie zgadzali się na to, ale teraz, widząc, co się z nim dzieje, przestraszyli się. Myślą o Szkole w Chmurze. W szkole nikt nie rozumie, o co im chodzi, przecież trzeba dzieci przygotować do egzaminu po 8 klasie. A co jeśli nie dają rady, co jeśli tracą wiarę w siebie i w sens nauki? Czy ktoś zadaje sobie takie pytania? Czy ktoś bierze odpowiedzialność za to, co dzieje się z dziećmi / młodymi ludźmi?
Źródło: https://www.facebook.com/marzena.zylinska
Foto: Bogusław Olejniczak
Uczestnikom pozostanie w pamięci taki obraz „okoliczności przyrody”
Dzisiaj (5 października 2022 r.), już tradycyjnie – spotkaniem „dla wytrwałych” czyli podsumowaniem Kongresu, na którym odnotowywano zgłaszane podczas jego trwania pytania i postulaty, w oparciu o które Zarząd OSKKO przygotuje „Stanowiska w sprawie istotnych problemów oświaty” – zakończył swoje prace XI Kongres Zarządzania Oświatą.
Nie mając możliwości przygotowania reprezentatywnej relacji o przebiegi drugiego i trzeciego dnia jego prac poprzestajemy jedynie na dwu – zilustrowanych – wydarzeniach:
Stoi Ewa Radanowicz, za stołem siedzą – od lewej: Małgorzata Taraszkiewicz, Małgorzata Koc i Mirosława Nowak-Dziemianowicz. Trwa panel n.t. CZAS ODROBIĆ LEKCJĘ SZCZĘŚCIA. O CHEMII DOBREGO SAMPOPCZUCIA I WARUNKACH SUKCESU W SZKOLE, czyli o tym jak w codziennej praktyce szkolnej uczyć się szczęścia, budować kulturę szczęśliwej szkoły
Łodzianin Tomasz Bilicki – podczas wygłaszania wykładu „CO O TRAUMIE DZIECI POLSKICH I UKRAIŃSKICH POWINNA WIEDZIEĆ SZKOŁA.
Mimo iż nie dysponujemy materiałami ilustrującymi te dwa wydarzenia, informujemy – wierni zasadzie „patriotyzmu lokalnego – że obok kolegi Tomasza Bilickiego, jeszcze dwie osoby z Łodzi miały tam swoje wystąpienia:
We wtorek, o godz. 8-ej, w Sali „Zawrat” seminarium na temat „PRZESTAŃ O TYM MÓWIĆ I ZRÓB TO – JAK ZMIENIAĆ, ŻEBY ZBUDOWAĆ SZKOŁĘ KOMPETENCJI PRZYSZŁOŚCI poprowadziła Bożena Będzińska-Wosik – od 1997 roku dyrektorka SP nr 81 w Łodzi – znana jako promotorka w tym mieście ruchu „Budzących się Szkół”.
Także we wtorek od godz. 12:35, w sali „Giewont” seminarium na temat „Dlaczego nikt o nas nie dba?, czyli self care dla dyrektorów, nauczycieli i uczniów” poprowadził Krzysztof Durnaś – przez 15, lat do 31 sierpnia 2022 r., dyrektor SP nr 35 w Łodzi, pozostał w niej, po rezygnacji z tej funkcji, jako pedagog szkolny.
x x x
Osoby chcące obejrzeć b. bogaty zestaw (nieopisanych) zdjęć z przebiegu Kongresu odsyłamy na fanpage Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej – TUTAJ
Opracował:
Włodzisław Kuzitowicz
Foto: www.newsweek.pl
Na internetowej stronie dodatku „Gazety Wyborczej” ŁÓDŹ zamieszczono dzisiaj (5 października 2022 r.) tekst Justyny Mysior-Pajęckiej, z którego można dużo dowiedzieć sie o problemie korepetycji. I to już na początku roku szkolnego. Poniżej zamieszczamy wybrane fragmenty tej publikacji i link do jej pełnej wersji:
Co czwarty uczeń bierze korepetycje. Nawet z religii i wychowania do życia w rodzinie
Korepetytorzy podkreślają, że już dawno minęły czasy, kiedy korzystanie z korepetycji było zarezerwowane dla uczniów, którzy wyjątkowo nie radzą sobie z nauką. Ile trzeba zapłacić za korepetycje w tym roku? […]
Od jednego z uczniów III LO w Łodzi dowiaduję się, że w ubiegłym roku zarówno on, jak i znaczna część jego kolegów z klasy korzystała z usług tych samych korepetytorów. Najczęściej decydowały się na nie osoby z wysoką średnią ocen. Nie ukrywa, że w tym roku może być podobnie.
– Nie ma co winić nauczycieli, bo robią, co się da, żebyśmy dawali radę, ale program jest przeładowany. Wielu z nas ma dodatkowe zajęcia sportowe. Przygotowanie do sprawdzianów czy egzaminów z pomocą drugiej osoby pozwala nam znaleźć na nie czas. Z korepetytorem w godzinę ogarniam materiał, przy którym sam spędziłbym przynajmniej kilka godzin – słyszę.
Jego koleżanka przyznaje, że doniesienia o trudniejszej maturze sprawiają, że choć ma do niej jeszcze sporo czasu, woli się zabezpieczyć i na pierwsze zajęcia dodatkowe z przedmiotów, które będzie zdawać, zapisała się już we wrześniu.
– Na razie robimy powtórkę materiału z poprzednich lat. Nie wiem, czego mogę się spodziewać na egzaminach. Wolę być gotowa na wszystko, żeby w maju nie było za późno – mówi.
Korepetytorzy podkreślają, że już dawno minęły czasy, kiedy korzystanie z korepetycji było zarezerwowane dla uczniów, którzy wyjątkowo nie radzą sobie z nauką. – Zgłaszają się zarówno uczniowie, którzy mają problemy z rozwiązywaniem zadań i bez indywidualnego przygotowania trudno byłoby im przejść do następnej klasy, jak i tacy, którzy z testów dostają piątki, ale zależy im na jak najlepszym wyniku na maturze czy egzaminie ósmoklasisty – przyznaje Maria, nauczycielka z 20-letnim stażem, która od lat udziela korepetycji z matematyki. […]
Od 23 lipca 2022 roku, kiedy Robert Raczyński zamieścił na swoim blogu „Eduopticum” post „Ubezpiecz się, ociepl dom i nie pisz dla idiotów”, na kolejne trzeba było czekać do 1 października, kiedy to pojawiły się teksty: „O starzeniu się, klimacie, alergii i liberalizmie”, jeszcze tego samego dnia – „Dlaczego im bardziej się zmian w szkole szuka, tym bardziej ich tam nie ma?”, a po nim jeszcze „IMPRESJE’22”.
I zaledwie po trzech dniach mogliśmy przeczytać ten najnowszy, po lekturze którego postanowiliśmy zamieścić go – bez skrótów – na „Obserwatorium Edukacji”. Nie mogliśmy powstrzymać się przed wyróżnieniem jego fragmentów podkreśleniem lub pogrubieniem czcionek. Tekst został opatrzony historyjką obrazkową, którą także – za Robeftem Raczyńskim, zamieszczamy:
Twarde niekompetencje
Kiedy czyta się i słucha o osiągnięciach fińskiej oświaty (tych rzeczywistych, a nie wyobrażonych i zmitologizowanych), albo o funkcjonowaniu szkół demokratycznych w Izraelu, nieodparcie pojawia się pragnienie wykupienia odpowiedniej licencji. Przecież, żeby u nas było równie fajnie jak u nich, wystarczy wysłać tępych nauczycieli na odpowiedni dokształt z miękkich kompetencji, nieoceniania i niezadawania prac domowych! Tak przynajmniej wynika ze światłych zaleceń żyjących z ludzkiej naiwności (oraz ignorancji i niedokształcenia) kołczów, trenerów i pedagogicznych ekspertów od wszystkiego.
Ci, którzy na ten dyżurny, jakże uproszczony przekaz się nie łapią, doskonale wiedzą, że nie pomogą tu ani intensywne szkolenia, ani obserwacja uczestnicząca, ani nawet potrojenie oświatowego budżetu – podstawowy problem tkwi w naszej mentalności, diametralnie różnej zarówno od wyważonego, fińskiego pragmatyzmu, jak i żydowskiego kolektywizmu[1].
W przypadku zaistnienia trudności, polski minister oświaty zareaguje buńczucznym dekretem i żądaniem zaraportowania jego realizacji w tabelce; tymczasem, jego fiński odpowiednik zleci przeprowadzenie adekwatnych badań, zapozna się z opiniami niezależnych ekspertów, zapyta o zdanie bezpośrednio zainteresowanych i ewentualnie wyda rekomendacje, których stopień realizacji i tak zależeć będzie od podmiotów lokalnych. Kiedy w izraelskiej szkole dyrektor nie jest pewien jak rozwiązać jakiś problem organizacyjny, lub dotychczasowy model działania przestał mu się sprawdzać, odwoła się do szkolnej społeczności z prośbą o radę lub opinię. W analogicznej sytuacji, polski dyrektor, zanim kiwnie palcem w sprawie, sprawdzi wszystkie ostatnie ministerialne rozporządzenia, obdzwoni kolegów i koleżanki po fachu, upewniając się, czy przez przypadek jakieś arcyważne wytyczne mu nie umknęły i odczeka jeszcze z miesiąc, w nadziei, że żadnej decyzji, za którą mógłby zostać pociągnięty do odpowiedzialności, nie będzie musiał podjąć. W rezultacie, najczęściej, intuicja i koledzy podpowiedzą mu jakieś działania pozorne, owinięte w kilka warstw biurokracji.
Na drugim końcu szkolnego łańcucha pokarmowego, polscy uczniowie, w każdej kwestii zależni od decyzji wyższej instancji, czyli nauczyciela[2], są znieczuleni na wszelkie problemy, niedotyczące ich fizycznie. W imię ich papierowej podmiotowości, postępowi pedagodzy zdejmują z nich odpowiedzialność za kwestie oczywiste dla izraelskiego przedszkolaka, bo a nuż coś zepsują albo, nie daj pedagogiko, się zestresują. Kiedy w fińskiej, czy izraelskiej szkole trzeba podjąć decyzje istotne dla całej jej społeczności, oddziału, czy kółka przedmiotowego, zainteresowani zbierają się, żeby przedyskutować sprawę i znaleźć rozwiązanie. W polskiej, nauczyciel wie, że będzie musiał zaangażować się osobiście i zadecydować, bo inaczej na zbiórkę na kino, albo wybór celu wycieczki musiałby czekać miesiącami. Nie ma przecież mowy, żeby w razie niepowodzenia obydwu przedsięwzięć, wyjście do kina i wycieczka się nie odbyły, a grupa spożytkowała przeznaczony na nie czas na sprzątanie szkoły. Gdyby tak się stało, do dyrektora przybiegliby zbulwersowani rodzice zestresowanych takim obrotem sprawy podmiotów oświaty, pretensjom nie byłoby końca, a i kurator mógłby zostać w to wmieszany.
Zanim opracujemy materiały z dnia dzisiejszego (4 października 2022 r.) – drugiego dnia XI Kongresu Zarządzania Oświatą OSKKO – prezentujemy zdjęcia niektórych mówców, którzy zabierali głos w dniu wczorajszym:
We wczorajszym materiale, gdy informowaliśmy, ze o godz. 14:40 w sali „Tatry” odbyło się uroczyste otwarcie Kongresu, nie dysponowaliśmy jeszcze zdjęciem, ilustrującym wystąpienie Kierownictwa OSKKO:
Ewa Halska – Prezes Zarządu OSKKO i Marek Pleśniar – Dyrektor Biura OSKKO
Przypominamy, że wczoraj udało nam się zamieścić jedynie zdjęcie prof. dr hab. Mirosławy Nowak- Dziemianowicz, która wygłosiła wykład „TOŻSAMOŚĆ, OSOBOWOŚĆ, MOTYWACJA, CZYLI JAK POPRZEZ EDUKACJĘ I SZKOŁĘ BUDOWAĆ RELACJE UZNANIA”
A oto wykładowcy i tematy ich wystąpień, którzy zabierali głos w dniu wczorajszym:
W części „nieoficjalnej” – przed uroczystym otwarciem Konkresu:
Agnieszka Olszewska, Szkoła Edison i Przedszkole Magic-Fish podczas wykładu nt. „IMPLEMENTACJA NOWYCH TECHNOLOGII DO PROGRAMU NAUCZANIA – STEAMOWE PRZEDSZKOLE I STEAMOWA SZKOLA NA PODSTAWIE PRZEDSZKOLA MAGIC FISH I EDISON PRIMARY SCHOOL.”.
Joanna Jasiak, OSKKO – prowadzi warsztat nt. „KULTURA ORGANIZACYJNA SZKOŁY – CZY MY JĄ MAMY, CZY MY JĄ ZNAMY? Przykłady dobrych praktyk.
Dorota Kulesza-Tałan, OSKKO, Przestrzeń Wolności, prowadzi warsztat nt. „A MOŻE BYĆ TAK PÓJŚĆ NA SPACER? Dla poszukujących innego pomysłu na budowanie zespołu (tak dorosłych, jak i młodszych).
W części po oficjalnym otwarciu Kongresu:
Dr Gabriela Olszowska, OSKKO prowadzi seminarium „SZKOLNE OCENIANIE. OD PRZEPISÓW DO SZTUKI”..
Ewa Radanowicz podczas warsztatu „WARSZTAT DLA SZKÓŁ: Dobrostan – autodiagnoza i wdrożenia – Kompleksowe wsparcie dla szkoły”.
Prof. UAM dr hab. Jacek Pyżalski, Uniwersytet im. A. Mickiewicza w Poznaniu, Fundacja Szkoła z Klasą podczas wykładu „KRYZYS WOJENNY. DZIECI Z UKRAINY W POLSKICH SZKOŁACH – JAK TO SIĘ UDAJE?”
Mec. Mariusz Godlewski, Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych Sp. p. KAWAŁKO & GODLEWSKI podczas wykładu ANALIZA PODSTAWOWYCH MECHANIZMÓW PRAWNYCH WDRAŻANYCH PRZEZ DYREKCJĘ SZKOŁY W SYTUACJI ZAGROŻENIA DOBRA DZIECKA. INSTYTUCJE PRAWA CYWILNEGO (RODZINNEGO I OPIEKUŃCZEGO) ORAZ PRAWA KARNEGO.
X X X
UWAGA:
Powyższe informacje nie stanowią wykazu wystąpień wg naszej oceny ich wartości, a są jedynie owocem pozyskanych (i zidentyfikowanych) zdjęć.
Ilustrowana relacja z drugiego i trzeciego dnia Kongresu zostanie zamieszczona w terminie późniejszym.
Relację opracował
na podstawie pozyskanych materiałów od organizatorów
Włodzisław Kuzitowicz
Wczoraj (4 października 2022 r.) na oficjalnej stronie MEiN zamieszczono komunikat, informujący komu i jaką kwotę przyznał minister Czarrnek w ramach „Programu Wsparcia Edukacji”.
138 podmiotów otrzyma dofinansowanie w ramach „Programu Wsparcia Edukacji” na łączną kwotę 10 mln zł
Minister Edukacji i Nauki zatwierdził wyniki konkursu przeprowadzonego w ramach „Programu Wsparcia Edukacji”. Inicjatywa była skierowana do organizacji pozarządowych, w tym organizacji harcerskich, które prowadzą swoją działalność w obszarze oświaty i wychowania. Na realizację programu ministerstwo przeznaczy 10 mln zł. Złożone oferty były oceniane przez zewnętrznych ekspertów zatrudnionych przez MEiN.*
W ramach poszczególnych modułów dofinansowanie otrzymały:
Innowacyjna edukacja – 42 podmioty na kwotę 3 480 000,00 zł, w tym:
22 fundacje – 1 950 000,00 zł
18 towarzyszeń – 1 330 000,00 zł
2 inne podmioty – 200 000,00 zł;
Edukacja patriotyczna – 52 podmioty na kwotę 3 990 000,00 zł, w tym:
28 fundacji – 2 140 000,00 zł,
18 stowarzyszeń – 1 280 000,00 zł,
6 innych podmiotów – 570 000,00 zł;
Edukacja poprzez sport – 42 podmioty na kwotę 2 530 000,00 zł, w tym:
10 fundacji – 675 000,00 zł,
29 stowarzyszeń – 1 655 000,00 zł,
3 inne podmioty – 200 000,00 zł.
[…]
Program obejmuje dofinansowanie projektów w zakresie następujących działań:
>tworzenie interaktywnych pomocy dydaktycznych oraz innowacyjnych materiałów o charakterze edukacyjnym,
>organizowanie zajęć pozalekcyjnych i pozaszkolnych, w tym rozwijających aktywność społeczną i zachęcających do aktywnego spędzania czasu wolnego,
>organizowanie współzawodnictwa sportowego szkół,
>organizowanie wydarzeń, w tym: konkursów, wystaw, prezentacji, warsztatów, odczytów, imprez sportowo-rekreacyjnych, seminariów, konferencji, rajdów,
>realizowanie innych przedsięwzięć wspierających przedszkola, szkoły, placówki oświatowo-wychowawcze, placówki kształcenia ustawicznego, placówki artystyczne, poradnie psychologiczno-pedagogiczne.
W ramach poszczególnych modułów można było uzyskać wsparcie finansowe w wysokości:
>„Innowacyjna edukacja” – od 50 tys. zł do 250 tys. zł;
>„Edukacja patriotyczna” – od 20 tys. zł do 250 tys. zł;
>„Edukacja poprzez sport” – od 20 tys. zł do 250 tys. zł.
Lista zadań dofinansowanych w ramach Programu Wsparcia Edukacji** – TUTAJ
x x x
*Szkoda, że nie opublikowano listy owych „zewnętrznych ekspertów zatrudnionych przez MEiN”.
**Naszym zdaniem jest to nie tyle lista zadań, co wykaz podmiotów, do których owe dziesiątki tysięcy zł. popłyną. Wiele z nich ma tak „małomówiące” nazwy, że bez głębszych poszukiwań trudno określić ich proweniencje…
Ale i bez tego jedno rzuca się w oczy – nie ma tam ani jednej fundacji, którą znamy, jako czynną w reformowaniu systemu nauczania w polskich szkołach.
Dzisiaj prezentujemy tekst, zamieszczony 2 października 2022 r. przez Borysa Bińkowskiego na jego fb-profilu. Jest to znakomita propozycja zajęć, podczas których, przy pomocy bardzo prostych środków, można empirycznie wykazać uczniom, że teza o nadmiarze dwutlenku węgla wprowadzanego przez człowieka do atmosfery ziemskiej – jako przyczynie „efektu cieplarnianego” – nie jest wymysłem lewaków i producentów fotowoltaoiki oraz ferm wiatrowych:
Jak rozbrajać PSEUDONAUKĘ na zajęciach z dziećmi?
Weźmy taki przykład: globalne ocieplenie. Jest, czy nie?
Hipoteza głosi, że wypuszczane przez nas CO2 powoduje efekt cieplarniany (dwutlenek węgla szybciej się podgrzewa od tlenu czy azotu), który podgrzewa atmosferę.
Czy musimy wierzyć naukowcom na słowo, czy można to sprawdzić?
Postanowiłem zrobić z dziećmi w Kooperatywa Akacja eksperyment.
Jego istota polega na zmierzeniu temperatury w dwóch butelkach wystawionych na słońce:
Jednej z powietrzem (butelka kontrolna)
Drugiej z większą zawartością CO2 (butelka badawcza)
Wszystko pięknie, ale jak wyprodukować CO2? To jest akurat bardzo proste – CO2 powstaje jako produkt reakcji sody oczyszczonej i octu (znany wszystkim wulkan z sody i octu).
Dwutlenek węgla jest cięższy od powietrza i jeśli reakcję przeprowadzimy w naczyniu, pozostanie w nim na dnie, jak woda (można to sprawdzić „wylewając” CO2 na palącą się świeczkę, która gaśnie). Tak stworzone CO2 można ostrożnie wlać do butelki badawczej, zamknąć ją i poczekać na słońce.
Pamiętać należy jednak, aby wcześniej do obu butelek włożyć skalibrowane termometry.
Jak mi wyszło? Butelka z CO2 rzeczywiście podgrzała się o stopień wyżej. Nadmienić tu muszę, że była to pierwsza próba. Nie byłem w stanie sprawdzić rzeczywistego stężenia dwutlenku węgla w butelce badawczej, popełniłem też błąd, dopuszczając wodę do butelki. Różnica w temperaturze była też na tyle mała, że należy być ostrożnym przed wyciąganiem daleko idących wniosków.
Myślę jednak, że jest to znakomity przykład prezentujący metodę postępowania, gdy chcemy weryfikować prawdy zawarte w książkach czy postach na FB. Co jeszcze można by zweryfikować?
Pozdrawiam, Borys Bińkowski
Źródło: https://www.facebook.com/borys.binkowski.9




















