Foto: ŁÓDŹ.PL[www.uml.lodz.pl]

 

Adam Sadowski i Kamil Piwowarski przed wejściem do Technikum nr 3 w Łodzi

 

 

Nie mogłem się powstrzymać przed realizacją pomysłu, aby dzisiaj napisać właśnie na ten temat felieton, pomysłu, który zrodził się gdy 11 maja zamieszczałem materiał zatytułowany Łódzkie Technikum nr 3 – bogate w kreatywnych uczniów, biedne w kasę.. Jego treścią była informacja, zaczerpnięta z portalu lodz.pl. o tytule „Kreatywna łódzka młodzież. Uczniowie reaktywowali szkolny radiowęzeł ”.

 

Przypomnę, że bohaterami tego tekstu jest dwóch uczniów III klasy Technikum nr 3 w Łodzi: Adam Sadowski i Kamil Piwowarski, których determinacja i wytrwałość po dwu latach zaowocowała ponownym uruchomieniem szkolnego radiowęzla.

 

Artykuł ten wywołał lawinę moich osobistych wspomnień o wydarzeniach sprzed 61 lat, z czasów, gdy byłem uczniem 3-letniego Technikum Budowlanego nr 1 w Łodzi. Opisałem ten fragment moich uczniowskich doświadczeń w Eseju wspomnieniowym: Lata 1959 – 1968 – od kandydata na murarza do marynarza, a konkretnie w jego części I –Od ukończenia podstawówki do matury”. Oto fragment, opowiadający o mojej i kolegi Jurka Poprawskiego uczniowskiej inicjatywie – dotyczącej także prowadzenia szkolnego radiowęzła:

 

Z tego okresu najlepiej zapamiętałem naszą wspólną inicjatywę wykorzystania szkolnego radiowęzła (głośniki były w każdej klasie, a na korytarzach po dwa) do nadawania w czasie długiej przerwy (20 minut) audycji „Jazz i poezja”. Proszę sobie wyobrazić, że udało się nam przekonać do tego pomysłu dyrektora! Jurek Poprawski najbardziej z nas interesował się muzyką nowoczesną, więc wziął na siebie obowiązek wyszukiwanie dobrych „kawałków” amerykańskiej muzyki, którą z przynoszonych przez niego płyt puszczał ze szkolnej radioli. Stała ona w… gabinecie dyrektora Hałłamejki. Był przy niej także mikrofon, przez który dyrektor wygłaszał swoje komunikaty. I przez ten mikrofon, w przerwach między jednym a drugim utworem muzycznym, ja czytałem wiersze.

Źródło: www.obserwatoriumedukacji.pl

 

Przypomnę, że była to jesień 1961 roku! A dyrektorem szkoły był osobnik o cechach dyktatora, z  przeszłością majora LWP, który w lipcu 1944 roku, wraz oddziałami Armii Czerwonej, forsował rzekę Bug.

 

I teraz zobaczyłem fotki dwu młodych ludzi, bardzo zmotywowanych do swej idei, którzy – jak my wtedy –  postanowili wzbogacić uczniowskie przerwy. Czytając tekst zamieszczony na stronie Łódź.pl można dojść do wniosku, że uczniowskie zaangażowanie w ten projekt nie spotkało się z równie mocnym wsparciem ze strony szkolnych władz. Z tekstu wynika, że „jedną sprawiedliwą” – była nauczycielka – pani Anna Płocka, której wsparcie okazało się kluczem – także w tym przenośnym tego słowa znaczeniu – do możliwości ich dalszej  działalności.

 

Intuicyjnie czułem, że ów materiał nie oddaje całej prawdy. Zacząłem szukać innych źródeł, aby zdobyć  wiedzę o tym jaka jest w tej sprawie rzeczywistość. I wtedy trafiłem na kolejne źródło informacji – tym razem na profilu niejakiej (bo nie udało mi się ustalić kim ta pani jest) Barbary Michalskiej. Oto ten post z 25 kwietnia:

 

Podczas jednego z projektów przy których działam, okazało się, że grupa chłopaków z Technikum nr 3 w Łodzi / Free3SU od 2-ch lat rozkminiała: co zrobić z RADIOWĘZŁEM szkolnym, żeby działał i ….właśnie wystartowali.

 Bravo za determinację, współpracę i dążenie do celu![…]

[Źródło: www.facebook.com/barbara.michalska]

 

I to na profilu pani Michalskiej znalazłem link do Anny Płockiej, dzięki czemu mogłem nawiązać z nią kontakt i zdobyć kilka ważnych informacji. Po pierwsze, że jest ona zatrudniona w Technikum nr 3 w Łodzi jako nauczycielka teoretycznych przedmiotów zawodowych, a po drugie, i najważniejsze – uzyskać od niej taką oto informację:

 

To nie jest do końca tak, że szkoła nie kupi. Pani Dyrektor wyraziła chęć wsparcia finansowego, niestety dobry wzmacniacz to koszt 3-4 tyś. zatem próbujemy pozyskać środki z innych źródeł. Kombinujemy non stop – ja, uczniowie, Pani Dyrektor.

 

Koszty materiałów na naprawdę kabla pokryła rada rodziców. Chłopaki przynieśli paragony – Pani Dyrektor nalegała, że zwróci im koszty. Chłopcy mogą liczyć na wsparcie.

 

Wiadomo, ze szkoły potrzebują wsparcia z zewnątrz […]

 

Przyznam, że po tych dodatkowych informacjach jestem jeszcze smutniejszy, niż 11 maja. Bo z tego wynika, że nam w roku 1961, w peerelowskiej szkole z początkowych lat ery Gomółki, łatwiej było zrealizować nasz projekt szkolnego radiowęzła, niż dzisiaj Adamowi Sadowskiemu i Kamilowi Piwowarskiemu. Bo cóż z tego, ze dyrektorka Technikum nr 3 jest pełna dobrej woli i chęci, aby im pomagać, skoro –  jak wiadomo – dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

 

Bo tym co dla całej tej sytuacji jest kluczowe, to owe tysiące złotych, które pozwoliłyby na zakup niezbędnego wzmacniacza. A w budżecie szkoły środków na taki wydatek nie ma…

 

Szkoda, że Urząd Miasta Łodzi potrafił nagłośnić ten temat na swoim portalu (i nie tylko, bo tekst ten był także opublikowany w wersji papierowej, kolportowanej „gdzie się da” jako DARMOWA GAZETA MIEJSKA ŁÓDŹ.pl  w nakładzie 60 000 egzemplarzy!), a nikt tam nie wpadł na pomysł, aby szkole przekazać tę potrzebną kwotę.

 

Mam nadzieję, że może osoby czytające posty pani Barbary Michalskiej znajdą jakieś rozwiązanie tego problemu, czyli namówią jakiegoś sponsora, bądź  kilku takich dobroczyńców, na wsparcie uczniowskiej inicjatywy …

 

Powodzenia, drodzy – Adamie i Kamilu!

 

Życzy nauczycielski emeryt, który sam kiedyś prowadził audycje w szkolnym radiowęźle…

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 

 

 



 

To w murach tego budynku działy się wszystkie opisane poniżej wydarzenia.

 

 

Jako człowiek konsekwentny – przedstawiam obiecaną w zakończeniu poprzedniej części rozdziału VIII., zatytułowanej Jak pozyskiwałem środki na rozwój i unowocześnianie bazy szkołyjego kolejną, już 4. część:

 

Co jeszcze udało mi się zdziałać w „Budowlance”

 

A .W obszarze dydaktyki i jej bazy

 

Zacznę od. kontynuacji wątku z pierwszej części tego rozdziału, gdzie opowiedziałem jak  dotychczasową ofertę kształcenia ZSB nr 2 na poziomie technikum (technik budownictwa i technik technologii drewna) otraz zasadniczej szkoły zawodowej (murarz, malarz-tapeciarz, posadzkarz-glazurnik i stolarz) wzbogaciłem o klasy liceum technicznego w profilach: kształtowanie środowiska, leśnictwo i technologia drewna oraz profil społeczno-socjalny.

 

Kilka lat później pojawiła się jeszcze możliwość nauki w policealnym studium zawodowym (PSZ) – w drugim zawodzie: technik architekt. Bo gdy objąłem kierownictwo w ZSB nr 2 realizowane już było kształcenie w zawodzie technik budownictwa.

 

Ale zanim to było możliwe musieliśmy doprowadzić do dopisania tego zawodu do klasyfikacji zawodów szkolnictwa zawodowego. Jednak aby MEN mogło tego dokonać musiałem najpierw postarać się o to, aby do naszego ministerstwa wpłynął w tej sprawie wniosek z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego i Budownictwa (MRRIB). Ale wcześniej musiał powstać opis takiego zawodu, uzasadnienie jego utworzenia oraz  uzyskiwania go w formule PSZ. Dokument taki powstał w naszej szkole – opracował go zespół nauczycieli teoretycznych przedmiotów zawodowych, a ja – korzystając z kontaktów jakie zawarłem dzięki wizytom składanym tam w ramach kontaktów Zarządu Sekcji Szkół Budowlanych IP-HB – doręczyłem ten dokument komu należało w MRRiB i przekonałem o celowości dalszych działań tego resortu w naszej sprawie.

 

Kolejnym wzbogaceniem naszej oferty kształcenia było otwarcie w ZSZ klasy w zawodzie „monter instalacji i urządzeń sanitarnych”, co było konsekwencją całkowitej rezygnacji z kształcenia na poziomie zawodów robotniczych przez Zespół Szkół Energetyczno-Instalacyjnych przy ul. Kilińskiego 159. To  dyrektor tej szkoły zdecydował, że będą tam kształceni tylko technicy. Po trzech latach od uruchomienia tego zawodu na poziomie ZSZ podjąłem decyzję o otwarciu 3-letniego technikum, w którym absolwenci tego zawodu mogli kontynuować naukę w zawodzie „technik urządzeń sanitarnych”. A skoro skompletowałem już nauczycieli w tej dziedzinie, to otworzyliśmy także technikum pięcioletnie, czym bardzo naraziłem się mojemu koledze – dyrektorowi ZSE-I – Januszowi Bębnowi.

 

Ostatnią nowością, której wprowadzenie przypominam sobie teraz, było zastąpienie kształcenia w zawodach robotniczych „malarz-tapeciarz”, glazurnik” oraz „monter suchej zabudowy” zawodem, łączącym wszystkie te kwalifikacje, o bardzo ładnej nazwie:  „technolog robót wykończeniowych”.

 

x          x          x

 

Jako że od wyposażenia i uruchomienia pierwszych pracowni komputerowych minęło już kilka lat – przystąpiliśmy w roku 2002 r. do projektu Pracownia internetowa w każdej szkole w wyniku którego otrzymaliśmy 15 najnowocześniejszych komputerów oraz 4-ostanowiskowe multimedialne centrum informacji, które stanęło w ogólnodostępnym  pomieszczeniu czytelni szkolnej biblioteki.

 

 

B.W obszarze warunków socjalno-bytowych

 

Jak już wspomniałem w poprzedniej części VIII rozdziału tych wspomnień, ważnym zadaniem jakie przed sobą postawiłem było pozyskiwanie środków pozabudżetowych, za  które mogłem modernizować warunki socjalne szkolnego budynku. Jednym z pierwszych zadań jakie – stopniowo – udało się dzięki temu zrealizować była modernizacja szkolnych toalet, które nie zmieniły swego wyglądu i „wyposażenia” od początku istnienia tego budynku, czyli od 1960 roku!

 

Przy okazji modernizacji WC udało się wymienić część okien – równie starych i zniszczonych. W szczególnie złym stanie były okna od strony zachodniej budynku,i to nie tylko w toaletach.  I te wymieniane  byały w pierwszej kolejności. W jednym z WC nowe okna dostarczył i zamontował ich łódzki producent – firma „Petecki” – w ramach promocji, dzięki kontaktom nawiązanym podczas targów „INTERBUD”.

 

Prowadzone były także remonty adaptacyjne, dzięki którym zapomnianym dotąd, zapuszczonym pomieszczeniom, służącym często za graciarnię, przywracano funkcję pomieszczeń do zajęć lekcyjnych i pracowni. A wszystko to było możliwe bez dodatkowych kosztów dzięki temu, że prace te wykonywali nasi uczniowie pod kierunkiem nauczycieli zajęć praktycznych – w ramach praktycznej nauki zawodu.

 

Jednym z ciekawszych i wartych wspomnienia sposobów na remonty były organizowane w szkole kursy dla bezrobotnych, zlecane przez Rejonowe Biuro Pracy. Przy okazji jednego z nich – dającego kwalifikacje w zawodzie glazurnik – który prowadził jeden z naszych nauczycieli zajęć praktycznych, został zmodernizowany WC (męski) dla pracowników szkoły. Materiały niezbędne do realizacji tego celu szkoleniowego zakupione zostały ze środków RBP i w ten sposób to odnowienie szkolnej „infrastruktury” odbyło się całkowicie bezkosztowo. W podobnym trybie, ale w ramach kursu dla bezrobotnych do zawodu „malarz”, odmalowana została szkolna świetlica. Skąd takie kursy właśnie w naszej szkole? Przypomnę, że jej nowy dyrektor, zanim objął tę funkcję, był kierownikiem Wydziału Rynku Pracy w Wojewódzkim Biurze Pracy…

 

 x          x          x

 

Przywołam jeszcze kilka wprowadzonych przeze mnie rozwiązań, wzbogacających lub modernizujących warunki pobytu uczniów na terenie szkoły.

 

Pierwszym takim rozwiązaniem było urządzenie dodatkowej szatni. Dotąd uczniowie mieli do dyspozycji klasyczne w polskich szkołach, zamykany boksy – pierwotnie działające na zasadzie „jede3n boks dla uczniów tego samego oddziału”. Niestety – klas przybywało, a boksów nie. Sytuacja dojrzała do zdecydowanej interwencji, gdyż w jednym boksie odzież wierzchnią wieszali uczniowie dwu, a czasami i trzech oddziałów! Zaczynali i kończyli lekcje  b. często o różnych porach. Nawet obecność nauczyciela mającego ostatnią lekcję, który sprowadzał klasę i asystował podczas ubierania się uczniów, nie mogła zapobiec zdarzającym się coraz częściej kradzieżom. Koniecznością stało się zaradzenie tej sytuacji.

 

I takim rozwiązaniem stał się projekt „szatni za numerkami”. Powstała ona dzięki opróżnieniu i wyremontowaniu kolejnej graciarni, znajdującej się w suterenie – w sąsiedztwie boksów szatni. Aby pomieszczenie to mogło pełnić nową funkcję zostało wykonane specjalne okno od strony korytarza, zainstalowano tam odpowiednie, ponumerowane, wieszaki, zakupiono  blaszane numerki i został utworzony dodatkowy etat szatniarza. Prawo do korzystania z tej szatni mieli słuchaczki i słuchacze PSZ oraz uczennice i uczniowie klas maturalnych. W godzinach popołudniowych oraz w weekendy szatnia ta obsługiwała studentki i studentów uczelni i szkół policealnych, którym wynajmowaliśmy pomieszczenia. Obsługę szatni opłacali wtedy – proporcjonalnie –  podmioty wynajmujące.

 

Kolejną nowością i wzbogaceniem oferty było utworzenie siłowni w opróżnionej po wyprowadzeniu się kierowanego przez Janusza Moosa zespołu nauczycieli metodyków kształcenia zawodowego  salki konferencyjnej. Została ona wyposażona w kilka najbardziej ulubionych przez młodzież urządzeń i wzbogaciła naszą bazę wychowania fizycznego. Także jako ofertę zajęć pozalekcyjnych.

 

Swoistym signum temporis było uruchomienie ogólnodostępnego, ale odpłatnego, punktu ksero. Cieszył się on dużym powodzeniem – nie tylko wśród naszych uczniów. Przede wszystkim zarabiał on na siebie podczas weekendów, gdy szkołę zaludniali studenci.

 

 

C.W obszarze pracy wychowawczej – ze szczególnym uwzględnieniem samorządu uczniowskiego

 

Czytaj dalej »



Wczoraj przed północą zamieszczono na stronie  „Serwisu Samorządowego PAP”   informację, której fragmenty prezentujemy poniżej:

 

 

Sejm odrzucił w czwartek większość poprawek Senatu do nowelizacji ustawy o systemie oświaty. Nowela dotyczy m.in. zasad przeprowadzania egzaminu ósmoklasisty i matury oraz zatrudnienia w szkołach pedagogów i psychologów.

 

Senat zaproponował do nowelizacji 11 poprawek. Sejm odrzucił 9 z nich, przyjął dwie poprawki.

 

Trzy z poprawek Senatu, odrzuconych przez Sejm, zmierzały do wykreślenia z noweli zapisów umożliwiających ministrowi edukacji i nauki ustanawiania programów inwestycyjnych, a także udzielania dotacji celowej na finansowanie lub dofinansowywanie kosztów realizacji remontów i inwestycji, w tym związanych z realizacja programów inwestycyjnych.  […]

 

Senat zaproponował też wykreślenie z noweli przepisu określającego sposób ustalania wysokości wynagrodzenia za przedstawienie opinii lub ekspertyzy wykonanej na potrzeby szefa MEiN. Także ta poprawka została odrzucona przez Sejm. […]

 

Sejm odrzucił również pięć poprawek Senatu wydłużających do roku szkolnego 2024/2025, czyli o jeszcze jeden rok w stosunku do zapisów noweli, obowiązywania szczególnych zasad w zakresie przeprowadzania egzaminu maturalnego.

 

Sejm przyjął zaś dwie poprawki dotyczące przesunięcia wyznaczonych w nowelizacji terminów na realizację określonych w niej zadań administracji. Chodzi m.in. o ogłoszenie w „Monitorze Polskim” łącznej liczby etatów nauczycieli pedagogów, pedagogów specjalnych, psychologów, logopedów i terapeutów i ogłoszenia przez dyrektora Centralnej Komisji Egzaminacyjnej informatorów i aneksów. Senat opowiedział się za tym, aby terminy 1 maja br. i 15 maja br. zastąpić jednym terminem 13 czerwca br. […]

 

 

Cały tekst „Sejm odrzucił większość poprawek Senatu do nowelizacji ustawy o systemie oświaty”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.samorzad.pap.pl

 

 



Oto zamieszczony wczoraj (12 maja 2022 r.) przez dr Marzenę Żylińską na jej fejsbukowym profilu post, który powinien dać wiele do myślenia także i innym nauczycielkom/om i dyrektorkom/om szkół:

 

 

 

Kiedyś postępem było wstawianie komputerów do szkolnych pomieszczeń, dziś ich usuwanie.

 

W I NSP w Gliwicach ze świetlicy usunięto komputery. Jaki jest efekt?

 

Nie jestem przeciwniczką nowych technologii, wręcz przeciwnie. Dodam, że nawet napisałam książkę dotyczącą ich mądrego stosowania w szkołach (Między podręcznikiem a internetem).  Więc proszę nie piszcie, że chcę wychowywać dzieci w skansenie. Nie chcę, ale uważam, że nowe technologie niosą z sobą wiele zagrożeń i powinny być wykorzystywane w szkołach (i w domach) z dużą rozwagą.

 

W I Niepublicznej SP nr 1 w Gliwicach nauczyciele zdecydowali się na usunięcie komputerów ze świetlicy. Jaki był tego efekt?

 

Ostatnio zrobiliśmy całkowity remont świetlicy dla klas IV – VIII SP. Usunęliśmy komputery i stworzyliśmy nową przestrzeń. Dzieci obawiały się, jak to będzie. A brak komputerów wymusił nowe interakcje. Jest czas na rozmowy i gry edukacyjne. Wcześniej też mieliśmy w świetlicy gry, ale większość dzieci skupiała się przy komputerach. Ich usunięcie dużo zmieniło.”

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 

 

 



Foto: Patryk Ogorzałek/Agencja Wyborcza.pl[www.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/]

 

Przemysław Czarnek – Minister Edukacji i Nauki

 

 

Dzisiaj rano na stronie „Gazety Prawnej” zamieszczono zapis rozmowy, jaką red. Paulina Nowosielska przeprowadziła z ministrem Przemysławem Czarnkiem. Jako że była to długa rozmowa – prezentujemy poniżej jedynie kilka jej fragmentów, odsyłając na stronę „Gazety Prawnej”:

 

 

Czarnek: Najchętniej doprowadziłbym do sytuacji, by do szkoły nie miała wstępu żadna organizacja pozarządowa [WYWIAD]

 

[…]

 

Rozmawiamy w trakcie matur. Jakich wyników się pan spodziewa?

 

Pójdzie lepiej niż w zeszłym roku. A to dlatego, że młodzież tegoroczna nie miała, jak w poprzednim roku, zdalnej nauki do samej niemal matury. Ten rok spędziła już w szkołach, w trybie stacjonarnym. Nauczyciele mieli więc z uczniami lepszy kontakt, mogli ich skuteczniej mobilizować. A wymogi egzaminacyjne są dokładnie takie jak poprzednio, czyli jeszcze z 16 grudnia 2020 r.

I nie ma części ustnej?

 

Tak, ona wróci w przyszłym roku, w nowej maturze. Choć są głosy, że należałoby z niej całkowicie zrezygnować.

 

Co pan na to?

 

Myślę, że poziom trudności matury i tak spadł już zdecydowanie. Dziś trudno porównywać go do tego z lat 90. XX w. To jest po części efekt poprzedniego rozbicia szkoły na 6-letnią podstawówkę, potem 3 lata gimnazjum i 3 lata liceum, innej siatki godzin, a po części też stopniowej rezygnacji z wymagań. Dlatego jestem za powrotem matury ustnej. […]

 

 

Po kilku kolejnych pytaniach związanych z maturami padły pytania o przyjmowanie do polskich szkół uczniów z Ukrainy:

 

 

[…] Ten rok to były rozwiązania ad hoc. Czy wiadomo, jak poukładać rok szkolny od września przy założeniu, że wojna się nie skończy, część uczniów z Ukrainy zostanie w Polsce na dłużej?

 

Przepisy dotyczące przyjmowania uczniów z Ukrainy, którzy w wyniku wojny znaleźli się w Polsce, nie wygasają z końcem roku szkolnego. Dziś mamy w naszym systemie edukacji ok. 200 tys. dzieci z Ukrainy, z czego ok. 40 tys. w przedszkolach. Międzynarodowe obserwacje pokazują, że około dwie trzecie uchodźców pozostaje po zakończeniu działań zbrojnych w miejscu, do którego wyemigrowali.

 

Czyli ile osób może znaleźć się w polskich szkołach we wrześniu?

 

Ciągle nie wiemy, co wydarzy się w kolejnych tygodniach. Gdyby analizować stan na tu i teraz, to liczymy, że w Polsce jest ok. 600 tys. dzieci w wieku szkolnym. Zostałoby ok. 300 tys., co oznacza, że do systemu może wejść jeszcze 150 tys. uczniów. […]

 

 

Następnymi po serii dociekliwych pytań o problemy wynikające w związku z  włączaniem ukraińskich uciekinierów do polskiego systemu szkolnego były pytania o HiT:

 

 

[…] We wrześniu pojawią się w szkołach nowe przedmioty. Historia i teraźniejszość oraz przysposobienie obronne w nowej odsłonie.

 

W tym drugim przypadku chodzi o poszerzenie przedmiotu Edukacja dla bezpieczeństwa o takie elementy jak budowa broni w klasie ósmej szkoły podstawowej i strzelanie – od szkoły średniej.

 

To jest konieczność naszych czasów?

 

Tak. Weźmy to, co sam wyniosłem z lekcji przysposobienia z lat 90. Wiem, gdzie jest lufa, spust, jak się celuje, strzela. Widzimy, co się dzieje. Nie możemy się czuć bezwarunkowo bezpiecznie. Nasze wyobrażenia sprzed 10-15 lat, że nic i nikt nam nie zagraża, że armia jest

 

 

W dalszym ciągu tej rozmowy prowadząca ją redaktor Paulina Nowosielska płynnie przeszła od lekcji HiT do tematu udziału w szkolnej edukacji organizacji pozarządowych:

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj (12 maja 2022 r.) na stronie „Gazety Wyborczej” zamieszczono tekst, będący dowodem na to, że wiedząc, iż ma się rację – nie należy się poddawać i o nią walczyć. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Krzysztof poskarżył się na warunki panujące na maturze. Dostał szansę na poprawę wyniku

 

[…] 2020 to rok covidowy, matura odbywała się w czerwcu, nie w maju, w pełnym reżimie sanitarnym. Ławki ustawione były w półtorametrowych odstępach, maseczki obowiązywały na korytarzach, mierzono temperaturę, unikano bezpośredniego kontaktu. Maturzyści pisali angielski w sali gimnastycznej. Pierwsza część egzaminu obejmuje rozumienie ze słuchu. Głośnik był tylko jeden, powieszony pod sufitem. W sali był pogłos. – Ci, którzy siedzieli przy głośniku, mieli szansę coś usłyszeć, ale ci po drugiej stronie, już nie – opowiada Krzysztof.

 

Unieważnić maturę? Nic do stracenia

 

Do odwołania służy specjalny formularz, który należy wypełnić i wysłać online do Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej.

 

Krzysztof nie miał nic do stracenia. A wiele do wygrania. Chciał zdawać na inżynierię mechaniczną na University College London. Miał już promesę przyjęcia na uczelnię, wystarczyło wykręcić wynik z angielskiego na ponad 90 proc. – Nie wiedziałem nawet, jaki wynik uzyskam po egzaminie przeprowadzonym w takich warunkach, ale wiem na pewno, że stres i obawy o tę część słuchową mogły wpłynąć na resztę testu – opowiada.

 

Na złożenie formularza miał zaledwie tydzień od ukończenia egzaminu.

 

Dyskutowaliśmy nawet, czy nie wynająć prawnika, by nam to zgrabnie napisał – wspomina mama Krzysztofa. Ale Krzysztof odwołanie napisał sam. Kilkoro jego kolegów i koleżanek również. […]

 

Krzysiek napisał odwołanie po swojemu: „Proszę się nie sugerować tym, że nikt więcej nie składał zastrzeżenia, bo może wynikać z faktu, że nie są dla nich wyniki z angielskiego krytyczne przy rekrutacji na studia” – podkreślił. „Być może sprzęt był sprawdzany przed egzaminem, ale nieskutecznie, ponieważ w trakcie trwania egzaminu komisja pokazywała sobie znaki, że nie słychać, i osoby z komisji manipulowały przy odtwarzaczu, próbując poprawić dźwięk, ale to nic nie dało”. […]

 

Odpowiedź przyszła tym razem z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Prośba została rozpatrzona pozytywnie, podpisał ją dyrektor Marcin Smolik. Po unieważnieniu egzaminu Krzysztof mógł podejść do niego w terminie dodatkowym. Zdobył ponad 90 proc. i dziś dzwoni do mnie z Londynu.

 

Kilkoro znajomych dało sobie spokój po pierwszym odwołaniu i pozostali przy wynikach z tego felernego egzaminu. Ważne jednak, żeby się nie poddawać i nie zrażać nawet początkową odmową – mówi Krzysztof.

 

 

 

Cały tekst „Krzysztof poskarżył się na warunki panujące na maturze. Dostał szansę na poprawę wyniku”  – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl

 



Oto dwa fragmenty dzisiejszego posta z bloga „Pedagog”. Profesor Śliwerski nie tylko zrecenzował tam najnowszą książkę profesora Andrzeja Olubińskiego   Edukacja do oporu i (nie)posłuszeństwa. Ku emancypacji i demokracji, ale zaprezentował tam kilka własnych na ten temat refleksji:

 

 

                                                     Edukacja do oporu i (nie)posłuszeństwa

 

Niektórzy sądzili, że po znakomitych rozprawach Ewy Bilińskiej-Suchanek i jej doktoranta Sławomira Pasikowskiego kategoria oporu zostanie na jakiś czas teoretycznie wyczerpana. Tymczasem profesor Andrzej Olubiński przywraca swoją najnowszą monografią konieczność analizy i dyskusji na temat postaw niezgody, buntu, oporu, kontestacji czy nieposłuszeństwa jako warunkujących postępowe zmiany społeczne i edukacyjne. Gdyby bowiem nie niezgoda obywateli na politykę oświatową, bez względu na to, kto jest jej reżyserem po obu stronach zdarzeń, to nie doszłoby do pożądanych zmian.

 

Nie wydaje mi się ta teza zasadną , gdyby potraktować ją jako prawo społeczne, natomiast niewątpliwie bywa, że zarządzający szkolnictwem muszą liczyć się z zakresem i siłą niezgody, jeśli ta istotnie jest wysoka i powszechna dezakceptacja obywateli. Dzieci bowiem jak ryby głosu nie mają. Co najwyżej mogą udać się na skanalizowane także przez władze wagary w pierwszym dniu wiosny.

 

Olubiński ma jednak rację, kiedy odnosi te postawy do obywateli kraju, których opór na politykę władzy naruszającej ich konstytucyjne prawa i godność czy próby ukrytego ich zniewalania, są bardziej spektakularne, a nawet instytucjonalizowane. W tym też zakresie, jak pisze autor: (…) zaburzony charakter rozwoju społeczno-politycznych, które dokonują się w naszym kraju, choćby w ostatnich trzydziestu latach, w których dzięki solidarnościowym buntom społecznym z powodzeniem zaczęliśmy budować zalążki demokratycznej wolności, którą prawicowo-narodowy rząd PiS-u postanowił sukcesywnie ograniczać, aby ukierunkować swój marsz  w stronę państwa autorytarnego (s.12).

 

Trochę przesadził z tym zachwytem nad solidarnościowym buntem, gdyż ten trwał od 1980 roku zaledwie dziesięć lat. Potem rewolucja pożarła własne dzieci, które w nowej piaskownicy sypały sobie piasek w oczy i waliły po głowie łopatkami coraz wyraźniej odmiennymi i znaczącymi dla niego ideologiami oraz światopoglądami. Od wojny na górze z początkiem lat 90. solidaruchy poszły na lep władzy, kasy, przywilejów zarzucając krytykom brak patriotyzmu i troski o nową Rzeczpospolitą.

 

Odnosząc się tylko do sfery oświatowej pamiętamy zdrady solidarnościowych elit władzy, (rzekomo niezależnego) związku zawodowego a nawet organizacji dziecięco-młodzieżowych (vide Związek Harcerstwa Rzeczpospolitej). Każda strona czyniła ze swojego oporu trampolinę do własnej kariery, zysków i quasi patriotycznych reform. Szkoda, że autor książki tego nie dostrzega, bo kreuje wrażenie, jakoby niszczenie polskiej demokracji zaczęło się w 2015 roku. Piszę o tym w wielu monograficznych studiach z polityki oświatowej.[…]

 

Czytaj dalej »



Wczoraj (10 maja 2022 r.) dotarła do nas informacja, że podczas Gali wręczania nagród  pierwszej  edycji Nagrody im. Janusza Korczaka,  która odbyła się w Warszawie w Teatrze Kamienica, w kategorii lokalni liderzy edukacji wyróżnienie (jako jedna z czterech wyróżnionych osób) otrzymała Ewa Radanowicz. 

 

Foto: www.facebook.com/ewa.radanowicz.1

 

 

Koleżanka Ewa Radanowicz w gronie pozostałych osób wyróżnionych w kategorii „Lokalni liderzy edukacji”, podczas wręczania dyplomu, potwierdzającego otrzymanie tego wyróżnienia

 

 

 

Nagrody im. Janusza Korczaka w tej kategorii (?!) , przyznane przez Kapitułę otrzymali:

 

 

>Prof. Małgorzata Michel – badaczka (?), zajmująca się naukowo m.in. „dziećmi ulicy” jako
niewidzialną grupą społeczną.

 

>Artur Czepczyński – przedsiębiorca (?), fundator Fundacji Rodziny Czepczyńskich.

 

>Małgorzata Swędrowska – autorka książek dla dzieci (?), popularyzatorka czytelnictwa wśród
najmłodszych.

 

 

>Kira Sukhoboichenko – start-uperka, pomysłodawczyni „Międzynarodowego Dnia Plecaka”.

 

 

Nie podejmujemy się oceny tej inicjatywy, której projekt zapowiadał się bardzo interesująco, lecz której realizacja nie w każdym elemencie jest dla nas zrozumiała.

 

Jako że dopiero dzisiaj organizator, którym była Akademię Janusza Korczaka, zamieścił pełną informację o przebiegu wczorajszej Gali, odsyłamy do niej – będziecie mogli wyrobić sobie własne zdanie:

 

 

Za nami uroczysta Gala Nagrody im. Janusza Korczaka  –  TUTAJ

 



Na portalu aktualnosci-lodzpl wypatrzyliśmy taki oto materiał:

 

 

Kreatywna łódzka młodzież. Uczniowie reaktywowali szkolny radiowęzeł

 

 

Foto: ŁÓDŹ.PL[www.uml.lodz.pl]

 

Adam Sadowski i Kamil Piwowarski, którzy reaktywowali szkolny radiowęzeł w łódzkim Technikum nr 3

 

 

Z głośników w Technikum nr 3 rozbrzmiewa ulubiona muzyka uczniów. To zasługa Kamila i Adama z III klasy, którzy naprawili sprzęt grający w swojej szkole.

 

Kiedy dzisiejsza III klasa zaczynała naukę w Technikum numer 3 przy Kilińskiego, radiowęzeł już dawno nie działał. Pozostało po nim niewielkie pomieszczenie, solidnie zamknięte na cztery spusty, rzadko otwierane.

 

Część sprzętu była uszkodzona i w sumie od 4–5 lat radiowęzeł nie działał. Kiedy ucichł, pomieszczenie zaczęło być wykorzystywane jako składzik, gdzie można wrzucić wszystko, co niepotrzebne i bezużyteczne, więc magazynowano tutaj stare krzesła czy półkiprzyznaje Anna Płocka, nauczycielka* z Technikum nr 3 w Łodzi.

 

Zapał do działania

 

Kiedy podczas jednej z lekcji wychowawczych młodzież usłyszała, że w szkole jest miejsce na radiowęzeł, postanowiła go reaktywować. – Uznali, że to strasznie fajna sprawa i byłoby super, gdyby na szkolnych korytarzach rozbrzmiewała muzyka – mówi Płocka.

 

Sprawy w swoje ręce wzięli Adam Sadowski z Kamilem Piwowarskim z III klasy. Zaczęli starania o uruchomienie radiowęzła, co – jak się okazało – w szkolnej rzeczywistości nie było proste. – Nikt nie chciał nas tu wpuścić, trzeba było chodzić od jednej osoby do drugiej, do trzeciej i w końcu ktoś się na nas mocno zdenerwował – wspomina Adam.

 

Kiedy uczniowie już zdobyli zgodę na wydanie klucza, a Anna Płocka zgodziła się wziąć odpowiedzialność za sprzęt grający, udało się wreszcie wejść do środka.

 

W radiowęźle było wszystko. Na wejściu stała wielka szafka z napisem STYCZEŃ 2003, a na niej odtwarzacz, jeszcze na kasety. Okazało się, że jedyny dostępny tutaj wzmacniacz jest starszy ode mniewspomina Adam.

 

Trudna materia

 

Panowie zabrali się za porządkowanie sprzętu i sprawdzanie, co działa. W technicznych aspektach pomagał im czasem kolega, który gra na gitarze i zna się na nagłośnieniu. Po wielu próbach i mimo mnóstwa chęci okazało się, niestety, że sprzęt nie zagra.

 

Chociaż mocno zrezygnowani, Adam z Kamilem nie poddali się. Za własne pieniądze kupili kabel, przynieśli z domu lutownicę i spróbowali połączyć rozerwane elementy. Udało się! 

 

Czytaj dalej »



Wczoraj (10 maja 2022 r.) Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu interesujący tekst:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

 

Dlaczego szefowie nie lubią udzielać informacji zwrotnej?

 

>Obawiają się, że pracownik źle ją odbierze i się zdenerwuje.

 

>Źle to zostanie zrozumiane i nic nie zmieni.

 

>Może zepsuć relacje z pracownikiem.

 

>Nie są pewni, czy pracownik tego potrzebuje.

 

Zastanówmy się, jak taka sytuacja może wyglądać od strony pracownika. Robisz coś źle, ale nie zdajesz sobie z tego sprawy. Wszyscy to widzą, ale nie czują, że mogą ci o tym powiedzieć. Czy chciałbyś, aby ktoś ci zwrócił uwagę, na przykład twój szef i udzielił ci wskazówek, jak masz zmienić postępowanie? Czy wolisz, aby nikt nic nie mówił?

 

Badania pokazują, że pracownicy chcieliby uzyskać informację zwrotną (nawet krytyczna), ale jeśli jest ona w odpowiedni sposób przekazana.

 

Cztery małe sposoby na ułatwienie przekazywania informacji zwrotnej:

 

1.Poproś pracownika o dokonanie najpierw autorefleksji.

 

Można zapytać: „Jak myślisz, co zrobiłeś dobrze? Czy jest coś, co chciałbyś ulepszyć lub zrobić inaczej?”

Takie pytania uruchamiają autorefleksję i są łagodnym początkiem rozmowy. Następnie można zapytać, czy pracownik chce usłyszeć opinię wynikającą z obserwacji. Rozmowa powinna być dwustronna, a nie stanowić monolog. Dlatego warto przede wszystkim słuchać, używać parafrazy i upewniać się, że dobrze się rozumiecie.

 

 

2.Pytaj o opinie na własny temat.

 

Warto zapytać pracownika, co jako szef robimy dobrze, co pomaga, a co przeszkadza. Co możemy zmienić?

 

 

3.Zapytaj jakiej informacji zwrotnej oczekuje pracownik?

 

Ustalenie z pracownikiem jakie informacje zwrotne są dla niego przydatne, jakie lubi, jakie są dla niego naprawdę przydatne?

 

Może to brzmieć mniej więcej tak: „Wiem, że otrzymywanie informacji zwrotnych, zarówno pozytywnych, jak i konstruktywnych, jest dla mnie bardzo pomocne.  Chciałbym zaoferować Ci to samo. Ale chcę się upewnić, że robię to w sposób, który Ci pomoże. Powiedz mi, jaka informacja zwrotna była dla Ciebie w przeszłości przydatna? Czego powinienem unikać?

 

 

4.Stopniowo wprowadzaj zwyczaj przekazywania informacji zwrotnej.

 

Warto zacząć od małych rzeczy i skupić  się na pozytywnych opiniach. Potem można wprowadzać uwagi krytyczne. Chodzi o to, aby zespół przyzwyczaił się do informacji zwrotnych przekazywanych cyklicznie.

 

 

Korzystałam z artykułu   Suzi McAlpine

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl