Przepis w KN: oceny pracy dyrektora szkoły […] dokonuje organ sprawujący nadzór pedagogiczny w porozumieniu z organem prowadzącym szkołę.

 

 

Portal < Oświata.pl > zamieścił w minioną sobotę (16 lipca 2022 r.) ważną dla dyrektorek i dyrektorów szkół publicznych informację, zatytułowaną „Dyrektor szkoły oceniany za kształtowanie postaw prospołecznych i patriotycznych”. Oto najważniejsza część tego tekstu:

 

Ministerstwo edukacji i nauki przedstawiło projekt rozporządzenia, określającego kryteria oceniania dyrektorów szkół. Wynika z niego, że dyrektora oceniać się będzie m.in. za organizowanie pracy szkoły zgodnie z przepisami, doskonalenie kompetencji kierowniczych, współpracę z partnerami społecznymi. Zmiany będą obowiązywać od początku nowego roku szkolnego.

 

Zmianę zasad oceniania pedagogów wprowadzi od 1 września 2022 r. nowela Karty Nauczyciela – Sejm uchwalił ją 23 czerwca 2022 r. Bez zmian pozostaje przepis, że oceny pracy dyrektora szkoły, nauczyciela, któremu czasowo powierzono pełnienie obowiązków dyrektora szkoły, oraz nauczyciela pełniącego w zastępstwie obowiązki dyrektora szkoły przez okres co najmniej sześć miesięcy, dokonuje organ sprawujący nadzór pedagogiczny w porozumieniu z organem prowadzącym szkołę. Nowe będą natomiast kryteria.

 

Szesnaście nowych kryteriów

W przypadku dyrektora szkoły obowiązkowe kryteria oceny pracy obejmują:

1.organizowanie pracy szkoły zgodnie z przepisami prawa;

2.planowanie i organizowanie pracy rady pedagogicznej, realizowanie zadań zgodnie z uchwałami stanowiącymi rady pedagogicznej i rady szkoły, o ile organy te działają, a także zgodnie z rozstrzygnięciami organu sprawującego nadzór pedagogiczny i organu prowadzącego szkołę;

3.współdziałanie z innymi organami szkoły oraz zapewnienie efektywnego przepływu informacji pomiędzy tymi organami;

4.prawidłowość prowadzenia i przechowywania dokumentacji przebiegu nauczania, działalności wychowawczej i opiekuńczej lub innej dokumentacji dotyczącej realizowania zadań statutowych szkoły;

5.tworzenie warunków do realizacji zadań dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych oraz zapewnienie uczniom i nauczycielom bezpieczeństwa w czasie zajęć organizowanych przez szkołę;

6.sprawowanie nadzoru pedagogicznego;

7.wdrażanie działań zapewniających podnoszenie jakości pracy szkoły;

8.organizowanie dla uczniów pomocy psychologiczno-pedagogicznej oraz realizację zaleceń wynikających z orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego;

9.podejmowanie działań wychowawczych i profilaktycznych w szkole oraz tworzenie warunków do działań prozdrowotnych;

10.tworzenie warunków do respektowania praw dziecka i praw ucznia, w tym praw ucznia niepełnosprawnego, upowszechnianie wiedzy o tych prawach;

11.podejmowanie działań mających na celu wspieranie rozwoju uczniów, w tym uczniów niepełnosprawnych, oraz tworzenie warunków do aktywnego i pełnego uczestnictwa uczniów w życiu szkoły i środowiska pozaszkolnego;

12.wspieranie nauczycieli w rozwoju i doskonaleniu zawodowym;

13.doskonalenie własnych kompetencji kierowniczych;

14.współpracę ze środowiskiem lokalnym i partnerami społecznymi oraz budowanie pozytywnego wizerunku szkoły;

15.prawidłowość dysponowania przyznanymi szkole środkami budżetowymi oraz pozyskanymi przez szkołę środkami pochodzącymi z innych źródeł;

16.prawidłowość wykonywania czynności w sprawach z zakresu prawa pracy w stosunku do pracowników szkoły, w tym dokonywania oceny ich pracy.

Ale to nie wszystko – dyrektora, który wciąż realizuje zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze, ocenia się również za spełnianie kryteriów przewidzianych dla nauczycieli tych obowiązkowych, oraz jednego wybranego przez samego dyrektora. W przypadku dyrektora szkoły, który nie realizuje zajęć dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych – sprawdza się dwa obowiązkowe kryteria oceny pracy przewidziane dla nauczycieli, tj. znajomość praw dziecka, w tym praw określonych w Konwencji o prawach dziecka, przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych 20 listopada 1989 r., ich realizację oraz kierowanie się dobrem ucznia i troską o jego zdrowie z poszanowaniem jego godności osobistej oraz kształtowanie u uczniów szacunku do drugiego człowieka, świadomości posiadanych praw oraz postaw obywatelskiej, patriotycznej i prospołecznej, w tym przez własny przykład dyrektora – nauczyciela. […]

 

 

Źródło:  www.prawo.pl/oswiata/



Foto: PAP[www.wiadomosci.wp.pl]

 

Roman Giertych – Minister Edukacji Narodowej w gdańskim Gimnazjum nr 2 ogłasza program „Zero tolerancji” – 3 listopada 2006 roku.

 

 

Dzisiaj nie będzie bezpośrednich odniesień do wydarzeń minionego tygodnia. Będzie to refleksja, zrodzona w wyniku moich prac redakcyjnych, związanych z przygotowaniem kolejnej części moich wspomnień  pt. „Ja jako autor artykułów i felietonów, publikowanych w różnych mediach”, a konkretnie – z przeglądaniem mojego domowego archiwum i czytaniem tekstów, zamieszczanych w latach 2006 – 2011 w „Gazecie Szkolnej”.

 

I właśni ich lektura, a zwłaszcza moich  zamieszczanych tam felietonów, przywołała znane słowa z wiersza Wisławy Szymborskiej:Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy…” Przyznam, że pamiętam je bardziej z piosenki zespołu „Manam” – w wykonani Kory.

 

I od razu pomyślałem, że to nieprawda. Że są takie zdarzenia, sytuacje, które powtarzają się. I – jako rówieśnik Polski Ludowej – natychmiast przypomniałem sobie taką myśl, przypisywaną Korolowi Marksowi: „Historia lubi się powtarzać, raz jako tragedia, a drugim razem jako farsa.

 

 Skąd takie skojarzenia? Bo natrafiłem na mój felieton z „Gazety Szkolnej” nr 22-23 z 12 czerwca 2007 roku (sprzed PIĘTNASTU lat), zatytułowany „Beznadzieja i pozytywne myślenie”. Kto chce niech przeczyta w nienajlepszej fotokopii [TUTAJ], a na użytek tego felietony przytoczę jedynie jego fragment:

 

[…] Beznadzieja płynie ze świadomości, że wszystkie te sytuacje mają jedno źródło. Rodzą się w głowach polityków jednej, niewielkiej partii, tracącej poparcie społeczne partii. Ale jest to partia współtworząca koalicję rządową i dopóki jej głosy będą dawały rękojmię trwania u władzy głównej sile politycznej tego „układu”, dopóty jesteśmy skazani na kolejne, bezkarne, fajerwerki inicjatyw, głównie medialnych, owych obrońców duszy polskiej.

 

Przypomnę, że od 5 maja 2006 do 13 sierpnia 2007 funkcje wicepremiera i ministra edukacji narodowej w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego pełnił Roman Giertch – twórca i prezes Młodzieży Wszechpolskiej,w tym czasie prezes Ligi Rodzin Polskich.

 

Nie przedłużając tego tekstu dodam tylko, że owe 15 lat temu GSz zamieszczała jeszcze wiele innych moich artykułów i felietonów, których tytule mówią wiele o stanie ówczesnej edukacji. Jako przykłady podam tylko ich kilka. Oto wybrane tytuły z pierwszego półrocza 2007 roku:

 

Tytuły artykułów:

 

Reforma emerytalna w szkołach: dziś, jutro i… za 15 lat!  –   nr 17-18

Dylematy dyrektorów w trudnej sytuacji  –  nr 21

Rygor jako metoda na porażki systemu  –  nr 22-23

Prawdziwego ministra nie poznaje się po tym, jakie listy pisze na początku roku – nr24-25

 

 

Tytuły felietonów:

 

Czy jest na mnie teczka – dylematy dyrektorów – – nr 12/13

Lekcja kierowania według IV RP – nr 21

Zakończenie roku, czyli gdzie jest minister  nr 24-25

Aż strach się bać…  – nr 26-27

 

Jaki z tego wysnułem morał?

 

Że wspominając okres pierwszych rządów PiS i jego koalicjantów i porównując tamte „osiągnięcia” ze skutkami obecnych  rządów tzw. „Zjednoczonej Prawicy” i to  co naniszczyli w polskiej edukacji jej kolejni ministrowie edukacji, to nasuwa się tylko jeden wniosek:

 

Mylił się Marks – historia może powtarzać się, i za każdym razem jest to tragedia….

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Na sobotnią lekturę proponujemy zamieszczony we wtorek 12 lipca 2021 r. na portalu OKO.press artykuł Antona Ambroziaka „Jak minister Czarnek przepychał i promował podręcznik do HiT. Wyniki kontroli posłanek KO”. My – dla zaciekawienia – zamieszczamy jedynie jego fragmenty, ale zalecamy lekturę całości na stronie portalu:

 

Foto: Slawomir Kaminski/Agencja Wyborcza.pl[www.oko.press]

 

Posłanki Koalicji Obywatelskiej – Kinga Gajewska, Barbara Nowacka, Krystyna Szumilas i Katarzyna Lubnauer –  podczas konferencji prasowej przed gmachem MEiN 12 lipca 2021 roku

 

 

[…]

 

8 lipca posłanki Koalicji Obywatelskiej Krystyna Szumilas, Katarzyna Lubnauer, Barbara Nowacka i Kinga Gajewska, przeprowadziły kontrolę poselską w Ministerstwie Edukacji i Nauki. Chodziło o dopuszczony 1 lipca do użytku podręcznik do nowego przedmiotu Historia i Teraźniejszość. Napisał go historyk, były europoseł PiS, prof. Wojciech Roszkowski, a publikacją zajęło się bardzo konserwatywne, katolickie wydawnictwo Biały Kruk.

 

Do tej pory emocje budziła głównie silnie zideologizowana treść podręcznika, który zamiast na przekazywaniu wiedzy obywatelskiej, skupia się na jednostronnej interpretacji faktów z życia społecznego i historii.[…]

 

Teraz posłanki KO zwracają uwagę na to, w jaki sposób podręcznik został w ogóle dopuszczony do użycia. Słowa klucze to: przepychanie, promocja i blokowanie konkurencji.

 

Ministerstwo wydało 110 tys. zł na promocję podręcznika

 

We wtorek 12 lipca podczas konferencji prasowej Krystyna Szumilas przekazała, że rynek podręcznika do HiT warty jest w sumie 50 mln zł.

 

Tyle mniej więcej będą mogły zarobić wydawnictwa, dlatego proces dopuszczania podręcznika do użytku musi być w pełni transparentny. Nie może w tym procesie brać udziału ten, kto dopuszcza podręcznik (…) To nieuczciwa konkurencja. Niestety, tak się właśnie zdarzyło” — mówiła posłanka KO. […]

 

Jak ujawniły posłanki KO, w sumie na promocję podręcznika Ministerstwo Edukacji i Nauki wydało 110 tys. zł. „To naganne. Minister i podległe mu instytucje nie mogą angażować się w promocję podręczników” — mówiła Krystyna Szumilas.

 

 

Gra recenzjami

 

Ale to nie jedyne nieprawidłowości. Katarzyna Lubnauer pokazała, w jaki sposób przebiegał proces opiniowania podręcznika.

 

Czytaj dalej »



Foto: Wojciech Kusiński/PR[www.jedynka.polskieradio.pl]

 

Dariusz Piontkowski – Sekretarz Stanu w MEiN – w studiu Polskiego Radia

 (Zdjęcie z 22 marca 2022 r.)

 

Warty odnotowania i utrwalenia jest zamieszczony wczoraj (14 lipca 2022 r.) na „Portalu Samorządowym” tekst zatytułowany „Dariusz Piontkowski wymienia priorytety MEiN. „Nie widzę w słowie patriotyzm nic złego”. Oto fragment tego tekstu:

 

[…]

 

Piontkowski w czwartek w Programie I Polskiego Radia pytany był m.in. o to, jakie będą priorytety Ministerstwa Edukacji i Nauki w roku szkolnym 2022/2023.

 

Priorytety to postawienia na wychowanie patriotyczne, na tradycyjną szkołę, tradycyjną edukację, ale także niezapominanie o tym, że wokół nas świat się zmienia. Chcemy, aby także te innowacyjne rozwiązanie, elementy elektroniczne, które choćby w czasie pandemii mocno występowały, nadal były, ale nie dominowały. One nie zastąpią bezpośredniego kontaktu nauczyciela z uczniami” – odpowiedział Piontkowski.

 

Musimy także pamiętać o tych uczniach, którzy potrzebują specjalnej opieki, sami sobie nie radzą albo są gośćmi spoza naszego kraju, jak uchodźcy z Ukrainy, którzy przecież w ostatnich miesiącach w sposób liczny zasilili szeregi polskich szkół” – dodał.

 

Wiceszef MEiN odniósł się do stwierdzenia, że w niektórych środowiskach słowo patriotyzm działa jak ukłucie szpilką.

 

Nie wiem, dlaczego, ja nie widzę w słowie patriotyzm nic złego, wręcz przeciwnie. Uważam, że bez patriotyzmu (…) nie przetrwamy jako państwo i jako naród. Zresztą w innych państwach zachodnich nie widzę odchodzenia od wychowania patriotycznego. Nie wiem, dlaczego część naszych rodaków uważa to za coś wstydliwego” – powiedział.

 

Między innymi wzrostowi poczucia patriotyzmu ma służyć wprowadzenie nowego przedmiotu w szkole – od września historii i teraźniejszości. Sądzę, że większość Polaków będzie zadowolona. Młodzi Polacy, i starsi zresztą też, powinni znać swoją historię, bo ona w największym stopniu wpływa na to, co się dzieje dzisiaj. Wiele procesów, zachowań ma swoje źródło w wydarzeniach sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat i jeżeli nie mamy takiej świadomości, to łatwo nami manipulować” – wskazał Piontkowski.

 

Nie widzę nic złego, a wręcz przeciwnie. Uważam, że każdy powinien znać historię, a zwłaszcza historię swojego kraju i częściowo historię powszechną, bo to pozwala mu lepiej oceniać bieżącą sytuację” – podkreślił. […]

 

 

 

Cały tekst Dariusz Piontkowski wymienia priorytety MEiN. ‚Nie widzę w słowie patriotyzm nic złego’ ”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

 

 

 



 

Dzisiaj na portalu Prawo.pl zamieszczono tekst Moniki Sewastianowicz, zatytułowany „Dyrektor sprawdzi, czy nauczyciel  daje dobry przykład – nowe kryteria oceniania nauczycieli”.  Autorka informuje w nim o przygotowanym w MEiN projekcie rozporządzenia o nowych zasadach dokonywania oceny pracy nauczyciela. Oto  obszerny fragment tego teksty:

 

[…]

 

Powrót do przeszłości

 

Kryteria dokonywania oceny ma zawierać rozporządzenie, którego projekt już przekazano do konsultacji społecznych. Nie jest to nowy pomysł, bo podobną reformę przeprowadziła parę lat temu Anna Zalewska, tyle że ze zmian – z powodu krytyki – wycofano się po blisko roku obowiązywania. W pierwotnej wersji przepisów z 2018 r. w przypadku nauczyciela na najwyższym stopniu awansu zawodowego oceniane miało być spełnienie ponad dwudziestu kryteriów.

 

W dodatku kryteria odnosiły się do regulaminów oceniania tworzonych w każdej szkole – procedurę określano jako biurokratyczny koszmar. W dodatku nie brała ona pod uwagę specyfiki pracy niektórych nauczycieli – np. od tych pracujących w bibliotece wymagano dobrego kontaktu z rodzicami ucznia. Trzeba przyznać, że chociaż w tej ostatniej kwestii resort poszedł po rozum do głowy, bo projekt tę kwestię dostrzega. Mniejsza jest też liczba samych kryteriów.

 

 

Obowiązkowe kryteria oceny pracy obejmują:

 

>poprawność merytoryczną i metodyczną prowadzonych zajęć dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych;

 

>dbałość o bezpieczne i higieniczne warunki nauki, wychowania i opieki;

 

>znajomość praw dziecka, w tym praw określonych w Konwencji o prawach dziecka, przyjętej dnia 20 listopada 1989 r. (Dz. U. z 1991 r. poz. 526 oraz z 2000 r. poz. 12), ich realizację oraz kierowanie się dobrem ucznia i troską o jego zdrowie z poszanowaniem jego godności osobistej;

 

>wspieranie każdego ucznia, w tym ucznia niepełnosprawnego, w jego rozwoju oraz tworzenie warunków do aktywnego i pełnego uczestnictwa ucznia w życiu szkoły oraz środowiska lokalnego;

 

>kształtowanie u uczniów szacunku do drugiego człowieka, świadomości posiadanych praw oraz postaw obywatelskiej, patriotycznej i prospołecznej, w tym przez własny przykład nauczyciela;

 

>współpracę z innymi nauczycielami;

 

>przestrzeganie przepisów prawa z zakresu funkcjonowania szkoły oraz wewnętrznych uregulowań obowiązujących w szkole, w której nauczyciel jest zatrudniony;

 

>poszerzanie wiedzy i doskonalenie umiejętności związanych z wykonywaną pracą, w tym w ramach doskonalenia zawodowego;

 

>współpracę z rodzicami.

 

 

Dwa kryteria do wyboru

 

Oprócz tego rozporządzenie będzie zawierać kryteria dodatkowe – przy ocenie pracy nauczyciela pod uwagę brane będą kryteria dodatkowe; jedno wybierze dyrektor, drugie sam nauczyciel.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.facebook.com/katolickieszkoly/

 

Budynek, który jest siedzibą Szkół Katolickich im. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski i św. Ojca Pio w Tomaszowie Mazowieckim

 

 

„Gazeta Wyborcza LÓDŹ” zamieściła dzisiaj (13 lipca 2022 r.) na swojej stronie taką oto, niecodzienną, informację:

 

Szkoła, w której nikt nie zdał matury. Gdziekolwiek spojrzeć, tam ludzie PiS

 

Na początku minionego roku szkolnego dyrektorką szkoły katolickiej w Tomaszowie Mazowieckim, w której nikt nie zdał matury, na krótko została była łódzka wicekurator oświaty. Potem był nim lokalny działacz PiS. Z otoczenia szkoły nie tylko on ma związki z tą partią.

 

W Katolickim Liceum w Tomaszowie Mazowieckim w tym roku matury nie zdał żaden spośród trzynastu przystępujących do tego egzaminu uczniów.

 

Widzę, że pisze się o naszej szkole w jeden sposób, że wszyscy nie zdali matury. Uczniowie się tym przejęli, jest im wstyd i żal, że szkołę teraz przedstawia się w takim świetle. Posądzono nas, że mamy za dużo religii i to dlatego. Uczniowie mają religię normalnie, dwa razy w tygodniu, z bardzo fajną panią katechetką. Do niczego nie są zmuszani – podkreśla wicedyrektorka szkoły Sylwia Leszczuk w rozmowie z Onetem . I dodaje: – Wyszło, jak wyszło. Dzieci mają problemy z matematyką, nie pomogły zajęcia dodatkowe.

 

We wrześniu zeszłego roku – a więc na początku minionego roku szkolnego – dyrektorką tej szkoły została była łódzka wicekurator oświaty, powiązana z Prawem i Sprawiedliwością. Działaczem PiS-u jest również jej następca, a związki z partią rządzącą ma szereg osób z zarządu Katolickiego Stowarzyszenia Oświatowego im. Ojca Pio w Tomaszowie Mazowieckim, które kieruje tamtejszym katolickim liceum i katolicką podstawówką.[…]

 

Była łódzka wicekurator oświaty, która we wrześniu 2021 została dyrektorką wymienionych szkół katolickich (mają wspólnego dyrektora), to Elżbieta Ratyńska. Na stanowisko wicekuratora oświaty powołała ją w 2016 roku – i odwołała z niego około dwóch lat później – minister Anna Zalewska. I o jej powołanie, i o odwołanie wnioskował ówczesny wojewódzki kurator Grzegorz Wierzchowski. Oficjalne powody odwołania nie są znane. *

 

W roku 2014 Ratyńska – nauczycielka historii i wiedzy o społeczeństwie – kandydowała z listy PiS do rady powiatu pabianickiego, a w roku 2019 do Sejmu (lista sieradzka) – w obu przypadkach bezskutecznie.

 

Foto:Facebook/Przemysław Czarnek[www.lodz.wyborcza.pl/lodz/]

 

Elżbieta Ratyńska odbiera dyplom uznania od ministra Przemysława Czarnka

 

 

Wkrótce po mianowaniu na stanowisko dyrektora Szkół Katolickich w Tomaszowie Mazowieckim we wrześniu Ratyńska otrzymała dyplom uznania od ministra Przemysława Czarnka. Co ciekawe, brak o tym jakiejkolwiek wzmianki na stronie szkoły – podobnie jak o zaprzestaniu pełnienia przez nią funkcji dyrektora, co według informacji „Wyborczej” miało nastąpić na przełomie stycznia i lutego 2022. Z wręczenia Ratyńskiej dyplomu przez ministra edukacji ostała się relacja portalu Pabianice.tv i post na Facebooku samego Przemysława Czarnka. Portalowi Pabianice.tv ówczesna dyrektor szkoły mówiła, że czuje się doceniona za 25 lat działań „na różnych polach związanych z edukacją” .

 

 

Dyrektor z klubu „Gazety Polskiej”

 

Na prośbę „Wyborczej” o kontakt w sprawie zaprzestania pełnienia przez nią funkcji dyrektora Ratyńska nie odpowiedziała. Po niej dyrektorem został Szczepan Goska, od wielu lat nauczyciel matematyki w tej szkole. Jednocześnie to sekretarz PiS w powiecie tomaszowskim, w przeszłości kandydat PiS do rady powiatu, szef lokalnego klubu „Gazety Polskiej”. […]

 

Liceum Katolickie w Tomaszowie Mazowieckim jest szkołą niepubliczną, ale nieodpłatną.

 

 

 

Cały tekst „Szkoła, w której nikt nie zdał matury. Gdziekolwiek spojrzeć, tam ludzie PiS”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/

 

 

 

*Informowaliśmy o tym nagłym odwołaniu i jego okolicznościach 24 kwietnia 2018 roku w materiale „Tajemnicze zniknięcie Łódzkiej Wicekurator Oświaty  –  TUTAJ

 

 



Dzisiaj (12 lipca 2022 r.) rano gościem red. Daniela Łuszczyszyna w Radiu Łódź był Marek Ćwiek – prezes Zarządu Okręgu Łódzkiego ZNP. Oto informacja (wraz z nagraniem tej rozmowy), zamieszczona na Stronie Radia Łódź:

 

Foto: Radio Łódź

 

Marek Ćwiek – Zarządu Okręgu Łódzkiego ZNP podczas wywiadu w studiu Radia Łódź

 

 

Wtorkowym (12 lipca) „Gościem po 8” u Daniela Łuszczyna był Marek Ćwiek,  prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego w Łodzi. Rozmowa dotyczyła m.in. sytuacji w oświacie, oczekiwań płacowych nauczycieli i odejść z zawodu.

 

Niespełna 4,5 procentowa podwyżka płac nie zadowala nauczycieli, a właśnie taki wzrost płac, z wyrównaniem od maja, wprowadziło Ministerstwo Edukacji i Nauki. W Związku Nauczycielstwa Polskiego pojawiły się głosy o rozważanej akcji protestacyjnej, jaka miałaby rozpocząć się od września.

 

Marek Ćwiek, prezes okręgu łódzkiego ZNP, podkreśla, że do strajku droga daleka – jest kilka innych form rozwiązania sporu.

 

Zdaniem związkowców niskie pensje w oświacie przekładają się na fale odejść z zawodu czy to na emerytury, czy do innej pracy. Niewielu młodych nauczycieli rozpoczyna też pracę w szkołach. ZNP przestrzega, że jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie, to polskiemu systemowi oświaty grozi potężna zapaść kadrowa.

 

 

 

Źródło (w tym nagranie wywiadu) – www.radiolodz.pl

 

 



Źródło: www.edukacjaidialog.pl

 

Okładka czasopisma „Edukacja i Dialog” z okresu, w którym Jarosław Pytlak

zamieszczał tam swoje „Listy do N”

 

 

Wczoraj (11 lipca 2022 r.) Jarosław Pytlak – dyrektor na wakacjach – zamieścił na swoim blogu tekst,  pochodzący z czasów, kiedy pisał artykuły do popularnego wówczas czasopisma  „Edukacja i Dialog”, czyli z lat 90-ych ubiegłego wieku. Ten konkretnie został tam opublikowany w maju 2006 roku*.

 

Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty tego tekstu. Pogrubienia czcionek dla podkreślenia treśc i – redakcja OE:

 

Publicysta na wykopaliskach w czasie kanikuły

 

Lipiec – czas kanikuły, kiedy autorowi nie chce się pisać, a przynajmniej części czytelników – czytać jego produkcji. Z drugiej strony, jeśli nie publikujesz regularnie, w dzisiejszych czasach przestajesz istnieć, przynajmniej dla internetowej społeczności, która coraz bardzie zastępuje tę normalną, karlejącą w trybie offline. Chcąc zatem podtrzymać swoje istnienie i dać pożywkę najpilniejszym sympatykom, postanowiłem coś jednak opublikować. […]

 

W ramach kanikuły postanowiłem zaprezentować Czytelnikom te publicystyczne wykopaliska. Może kogoś zaciekawią, a na pewno pozwolą mi wykazać, że nadal istnieję, choć działam chwilowo w trybie wakacyjnym.

 

 

Z cyklu „Listy do N.” – maj 1996 r.

 

  Drogi N.!

 

Otrzymałem ostatnio komplet broszurek zawierających aktualne, tzw. „MEN-owskie”, programy nauczania. Po uważnym ich przestudiowaniu wiem już, co uczniowie w poszczególnych klasach wiedzieć i umieć powinni. I chociaż pewne pomysły wydały mi się, jak na szkołę podstawową, delikatnie mówiąc, nazbyt odważne, to, ogólnie rzecz biorąc, po tej lekturze nie poczułem się ani lepiej ani gorzej. Bo tak naprawdę, zagadnienie, czy uczeń podstawówki posiądzie wiedzę określoną takim hasłem programowym: „Krążenie powietrza na Ziemi z uwzględnie- niem ciśnienia atmosferycznego i adiabatycznych zmian temperatury”, jest dla mnie, biologa, zupełnie abstrakcyjne. Ba, nawet to, czy będzie on potrafił w szóstej klasie ,,dostrzegać związki pomiędzy budową i trybem życia roślin nagozalążkowych” specjalnie mnie nie interesuje, a jeżeli nawet, to jedynie  w sensie negatywnym – ja mu serdecznie współczuję, że jakiś nauczyciel podpierając się kawałkiem papieru, zwanym programem, może tego odeń wymagać!

 

Fascynuje mnie powszechna wiara pedagogów, że kształcenie podobne jest usypywaniu góry, którą każde wiadro piasku, po rozsypaniu się na boki, podwyższa o kolejny ułamek milimetra. […] Jestem głęboko przekonany, że kształcenie winno przypominać raczej budowanie potężnej konstrukcji, którą każda dołożona cegiełka podwyższa o wysokość cegły właśnie, albo, wzmacniając niższy poziom, czyni masywniejszą i trwalszą. W takiej pracy nigdy nie jest obojętne, gdzie się kładzie kolejny element, ani jakiego używa się przy tym spoiwa. Niekompetencja jednego z murarzy może w skrajnym przypadku spowodować nawet zawalenie całej konstrukcji!

 

Dyskusja na temat programu szkoły, w swoim najpopularniejszym wydaniu, jest czymś w rodzaju zebrania murarzy, z których każdy oferuje jedyną w swoim kształcie cegłę i twierdzi, że na jego odcinku konstrukcja będzie wspaniała. Główny inżynier cieszy się z wysokiego poziomu fachowców i akceptuje to, czasami próbując mediować w sprawie rodzaju używanej zaprawy. I konstrukcja wznosi się do góry, pochylając tam, gdzie cegła była słaba, albo murarz okazał się ignorantem. […]

 

Żal mi Zespołu d/s Reformy dra Sławińskiego. Jeśli kontrola NIK, o której czytałem, ujawniła prawdę – okrutnie negatywna to postać, ale… co ja poradzę, że jedyna, która w ostatnich latach dostrzegła to, co mnie wydaje się oczywiste – że programy nauczania, choćby najlepsze, muszą mieć oparcie w idei, która je łączy. I że muszą być one połączone same w sobie, bo życie jest jedno i kiepsko dzieli się na chwile rachowania i emocjonalnych uniesień. Ja, biolog,, chciałbym dokładać cegiełki na murze ustawionym przez nauczyciela środowiska. Chcę, aby ulepione były z gliny biologiczno-geograficzno-fizyczno-chemicznej, spojone zaprawą z języka polskiego, ułożone w myśl doświadczeń historycznych, nie bez odrobiny artyzmu plastyczno-technicznego!

 

Mamy w kraju setki (tysiące?) szkół niepublicznych. Po okresie euforii, gdy już fakt zaistnienia był samoistną wartością, poszukują one tożsamości. Bo nieliczne klasy i intensywna nauka języków obcych, to trochę mało, jak na program. Cokolwiek wymyśli władza, także nie będzie wystarczające, bowiem zostanie skrojone do możliwości oświaty masowej i w myśl ideałów reprezentowanych przez „tych u władzy”.

 

„Muszę wymyślić program!” – myślą ambitni. I wymyślają. Mało oryginalnie: język obcy sześć razy w tygodniu, basen, tenis, no i wysoki poziom nauczania wszystkich przedmiotów. Bardziej nietypowo: własny program kształcenia ekologicznego, wyraźny rys programowy (judo, drama, integracja itp.). Ale nadal bardzo trudno jest znaleźć szkołę, której program stanowi harmonijne połączenie idei, metody i programu nauczania. […]

 

Fundamentem dowolnego programu jest idea. Brutalnie mówiąc, jakakolwiek. Oczywiście, idee mroczne lub idiotyczne zasługują na potępienie, ale to wcale nie przeszkadza, by jacyś wyznawcy budowali na ich bazie swoje programy oświatowe. W przypadku mojej szkoły owe idee są konkretne i wypływają z doświadczeń i spostrzeżeń, o których pisałem Ci w poprzednim liście. Można je ująć w kilku punktach:

 

1.Każdy człowiek bombardowany jest milionami informacji. Od umiejętności ich selekcjonowania, wyszukiwania i przetwarzania zależą jego perspektywy osiągnięcia powodzenia w życiu

 

2.Kluczem do właściwego wykorzystania informacji jest poczucie wolności. Każdy człowiek, także młody, ma prawo podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji

 

3.Każde społeczeństwo potrzebuje ludzi zdolnych do poświęcenia na jego rzecz. To właśnie szkoła społeczna, powstała dzięki zbiorowej aktywności, powinna kształcić ludzi, którzy za lat dwadzieścia będą zdolni podejmować kolejne społeczne inicjatywy

 

Te właśnie idee leżą u podstaw głównej zasady mojej szkoły, która głosi, że „nie jest zadaniem szkoły nauczyć, ale jedynie stworzyć uczniowi warunki i udzielić wszelkiej możliwej pomocy, aby mógł on nauczyć się sam”. Owe „warunki” i „pomoc”, to zapewnienie dostępu do informacji i wskazówek odnośnie ich zdobywania i selekcjonowania, pozostawienie pola dla indywidualnych decyzji ucznia i poszanowanie ich, wreszcie takie zorganizowanie życia szkoły, by dawała ona poczucie i możliwość współuczestnictwa w zbiorowym wysiłku wielu ludzi, na równych prawach dorosłych i dzieci.

 

Czytaj dalej »



W miniony piątek (8 lipca 2022 r.) lokalny portal < asta24.pl > zamieścił wartą upowszechnienia w środowisku oświatowym informację:

 

 

Nauczyciele stworzą własną wersję podręcznika do „HiT” Czarnka. Trwa zbiórka pieniędzy

 

„Bez indoktrynacji i manipulacji historią”, ale zgodny z podstawą programową. Taki ma być podręcznik do historii i teraźniejszości, którzy stworzą nauczyciele.

 

Szef ministerstwa edukacji i nauki w październiku ubiegłego roku poinformował, że w polskich placówkach edukacyjnych pojawi się nowy przedmiot. „Historia i teraźniejszość” ma uzupełnić braki w wiedzy o wydarzeniach związanych z Polską w XX i XXI wieku. PiS zapowiadało tę rewolucję w szkolnictwie od dawna, twierdząc, że dzięki nauczaniu historii po nowemu dzieci posiądą umiejętność świadomej oceny współczesnych wydarzeń politycznych.

 

– Pokolenie dzisiejszych 20-latków ma ogromne luki w wiedzy o wydarzeniach z drugiej połowy XX wieku. Bez tej wiedzy są bardzo podatni na manipulację, nie znają mechanizmów, które na nich oddziałują – komentował Przemysław Czarnek na łamach tygodnika „Sieci”.

 

Nowy przedmiot będzie wprowadzany do szkół ponadpodstawowych stopniowo. Od września pojawi się w planach lekcji pierwszoklasistów liceum ogólnokształcącego, technikum i szkoły branżowej I stopnia. Docelowo obejmie również drugie i trzecie klasy niektórych szkół. Zastąpi dotychczasową wiedzę o społeczeństwie.

 

Podręcznik już w wykazie 1 lipca opublikowany został wykaz książek dopuszczonych do użytku szkolnego. Na liście znalazł się podręcznik do historii i teraźniejszości autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego „Historia i Teraźniejszość. Podręcznik dla liceów i techników. Klasa 1. 1945-1979”. 500-stronnicowe opracowanie od początku budzi kontrowersje i jest bardzo krytycznie oceniane.

 

– To jest dramat z tego względu, że zastąpiono wiedzę o społeczeństwie, czyli coś, czego w tym momencie bardzo potrzebujemy: naukę o nowoczesnym patriotyzmie, patriotyzmie gospodarczym, naukę o kapitale społecznego zaufania, wiedzę o tym, jak funkcjonuje społeczeństwo demokratyczne, obywatelskie i jakie prawa mają obywatele, czego mogą żądać od rządzących, w jaki sposób są rozprowadzane ich pieniądze, które są pieniędzmi publicznymi. To wszystko zostało zastąpione stekiem bzdur, które są pisane na polityczne zamówienie. Nauczyciele nie będą korzystali z tego podręcznika w myśl bardzo prostej zasady: daliśmy radę w komunie, teraz też sobie poradzimy – komentował w TVN24 poseł Lewicy Maciej Kopiec.

 

– Ten podręcznik to jest naprawdę kit, a nie hit, niestety. Mnie to bardzo boli, bo zawsze uważałam, że edukacja to jest taki temat, który powinien być ponad podziałami, ponad partyjnymi kłótniami. A jednak zauważam z czasem, że partia rządząca próbuje gdzieś tam wcisnąć swój pogląd. Trzeba zauważyć, że książki, podręczniki szkolne powinny zawierać światopoglądowy pluralizm, a nie przedstawiać tylko jedną „słuszną” wizję – dodała Julia Pyzińska, zaproszona przez stację uczennica.

 

 

Stworzą własny podręcznik

 

Negatywnie treść podręcznika ocenia również część nauczycieli. I choć korzystanie z publikacji będzie tylko w gestii prowadzącego zajęcia, w sieci powstała zbiórka na stworzenie jego wersji zgodnej z podstawą programową nowego przedmiotu, jednak „wolnej od indoktrynacji i manipulacji historią”.

 

– MEiN nie ukrywa, że nowy przedmiot ma być narzędziem polityki historycznej, a jedyny zatwierdzony podręcznik jest silnie zideologizowany. Podobnie jak wielu historyków jesteśmy przekonani, że nie można w ten sposób uczyć historii najnowszej, a nauczycie muszą mieć wybór materiałów, z których mogą korzystać. Jednak żadne z dużych wydawnictw podręczników dotychczas nie zgłosiło do ministerstwa alternatywnego podręcznika (…) – czytamy w opisie zbiórki.

 

Pierwsza część cyfrowego HiTu ma obejmować lata 1945-1979 i być dostępna bezpłatnie dla uczniów i nauczycieli od końca września 2022. Zebrane pieniądze autorzy e-książki chcą przeznaczyć m.in. na honoraria za pracę przy jej tworzeniu, zakup praw do zdjęć i filmów, licencje oprogramowania wykorzystywanego do przygotowania materiałów oraz hosting.

 

ABY WESPRZEĆ WYDANIE PODRĘCZNIKA „BEZ INDOKTRYNACJI” WYSTARCZY KLIKNĄĆ  TUTAJ 

 

 

 

 

 

 

Źródło: www.asta24.pl

 



Foto: APP[www.wydarzenia.interia.pl]

 

Temat dzisiejszego felietonu pojawił się w dniu, w którym – najpierw przeczytałem na portalu < OKO.press > artykuł Maluchy za kraty? PiS przepchnął ustawę o resocjalizacji jak z głębokiego PRL a później komentarze pod materiałem Teraz los fatalnej ustawy o resocjalizacji zależy już tylko od Prezydenta Dudy,  jaki 8 lipca zamieściłem na OE.  Dlatego „muszę, bo inaczej się uduszę…” Muszę to z siebie wyrzucić,  bo jestem absolwentem studiów podyplomowych w zakresie resocjalizacji na WSPS im. M. Grzegorzewskiej w Warszawie, bo 4 lata byłem wychowawcą w Państwowym Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym nr 2 w Łodzi – także imienia M. Grzegorzewskiej.

 

Zacznę od nazwy tej ustawy, z takim samozaparciem bronionej przez sejmową większość tzw. „Zjednoczonej Prawicy”: Ustawa o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich”. Każdy, kto zna znaczenia owych  kluczowych słów występujących w tej nazwie: resocjalizacja i „wspieranie nieletnich”, a kto zapoznał się z treścią tego „osiągnięcia legislacyjnego” pomysłodawców owego aktu prawnego, czyli  Zbigniewa Ziobro i jego najbliższych współpracowników, zapewne będzie miał taką samą opinię jaką mam ja:

 

Regulacje prawne, zapisane w tej ustawie mają tyle wspólnego z współcześnie pojmowaną resocjalizacją i wspieraniem młodych ludzi w procesie ich powrotu do społeczeństwa, ile nazwa partii „Prawo i Sprawiedliwość” ma wspólnego z prawem i sprawiedliwością rządów sprawowanych przez tę partię, ile „Zjednoczona Prawica” ma wspólnego z jednolitymi działaniami i wypowiedziami jej „członów”, a nazwa partii „Solidarna Polska” z jakąkolwiek solidarnością. I z kimkolwiek…

 

To były moje refleksje „na gorąco” – tuż po odświeżeniu informacji o tej, skądinąd znanej mi już wcześniej, ustawie. Ale nie byłbym sobą – dociekliwym i  empatycznym człowiekiem, gdybym – po opadnięciu pierwszych emocji – nie postanowił podjąć próby wejście „w buty” pomysłodawców tego bubla, bubla nie tylko legislacyjnego, ale także merytorycznego.

 

No bo jakieś przesłanki, powody zapisania w tej ustawie takich pomysłów, jak obniżenie  wieku, w którym nieletni może odpowiadać przed sądem rodzinnym – z 13 do 10 lat – projektodawcom tej ustawy musiały przyświecać.

 

I nagle olśnienie. Wiem! Pan Zbyszek słyszał kiedyś o zjawisku akceleracji rozwoju. I przypomniał sobie o tym teraz, jako minister sprawiedliwości. Przypomniał sobie w którym roku powstała obecnie obowiązująca ustawa o postępowaniu w sprawach nieletnich. Wszak to tam zapisano, że przed sądem – co prawda  rodzinnym i nieletnich – można postawić dziewczynkę  lub chłopca, którzy w chwili popełnienia czynu zabronionego ukończyli  13 lat.

 

 

 

Skoro ta ustawa ma już ponad 40 lat, a w tym czasie – jak słyszał – młodzi ludzie coraz wcześniej osiągają dojrzałość płciową, to logicznym będzie dostosowanie do tego procesu także wieku ich „dojrzałości do prawnej odpowiedzialności”.

 

Nie ma innego wyjaśnienia tego pomysłu. Jestem prawie pewien, że pan minister Ziobro przeczytał – oczywiście w „Gazecie Krakowskiej” – iż „Najmłodsza matka w Polsce ma 12 lat”, czyli gdy „to” robiła, to miała ich 11. Niewykluczone, że ktoś pokazał mu artykuł na portalu < Miasto Kobiet >, gdzie mógł przeczytać, że pierwsza miesiączka „pojawia się […] najczęściej między 12 a 13 rokiem życia, mniej więcej dwa lata później od rozpoczęcia dojrzewania. Jednak z uwagi na to, że dziewczynki zaczynają dojrzewać coraz szybciej, zdarza się, że miesiączka występuje nawet u 8-latek.

 

A co z akceleracją u chłopców? Pewnie ktoś z jego otoczenia podsunął mu artykuł z 16 października 2020 roku na portalu < holsäMED > Kiedy chłopiec staje się mężczyzną – dojrzewanie płciowe”, gdzie przeczytał: „Między 12. a 17. rokiem życia (średnio 13. rok życia) mamy już do czynienia z tzw. pokwitaniem właściwym.” Ale niewykluczone, że trafił także na artykuł na portalu < WP parenting > „Dojrzewanie chłopca”, gdzie już w pierwszym akapicie napisano: Dojrzewanie chłopca może rozpocząć się już w wieku 9 lat, choć może to także mieć miejsce około 14. roku życia.”

 

No i wszystko jasne. Jeśli dziewczynki i chłopcy wcześniej stają się „dorośli” seksualnie, to dlaczego nadal traktować 12 – 13-o latków jak niedojrzałe do odpowiedzialności dzieci? Trzeba i w sądach to uwzględnić!

 

I tak sobie pomyślałem…. A może, idąc dalej tym tropem, podpowiedziałby pan, panie Ziobro, swoim kolegom, z wszak zjednoczonej prawicy, aby przygotowali ustawę o obniżeniu weku pełnoletniości? Gdyby tak osoby, które ukończyły 16 lat, otrzymywały dowody osobiste, a w przypadku dokonania czynu zabronionego stawały przed sądem dla dorosłych? Kary odbywaliby w normalnych więzieniach…

 

Jestem pewien, że wszyscy więźniowie, zwłaszcza ci z długoletnimi wyrokami, już w najbliższych wyborach oddawaliby głosy na waszych kandydatów. Za takie „smakowite” kąski, uprzyjemniające im lata odsiadki…

 

 

Włodzisław Kuzitowicz