
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
SOS dla edukacji
Reprezentująca Sieć Organizacji Społecznych (SOS) Karolina Prus-Wirzbicka przesłała projekt pod nazwą „SOS dla Edukacji„. Otrzymujemy kolejny materiał do analiz, dyskusji i korekt, który powstał w środowisku ponad czterdziestu organizacji działających na rzecz zmian w oświacie publicznej III Rzeczpospolitej. […]
W ubiegłym roku zaproszono środowisko akademickie do oceny Obywatelskiego Paktu dla Edukacji. Następnie w styczniu 2023 roku odbył się Szczyt dla Edukacji w Centrum Nauki Kopernik, w trakcie którego wypracowano ponad 100 rozwiązań dla edukacji. Uwzględniały one idee Paktu. Na podstawie zawartych tam rekomendacji powstało 10 propozycji na 100 dni – które zostały przyjęte przez wszystkie demokratyczne partie polityczne. Świadczy to o uwzględnieniu przez ich liderów efektów środowiskowych debat w kampanii wyborczej.
Oddolny ruch nauczycielki promuje i upowszechnia dobre praktyki w edukacji uwzględniając w swoich propozycjach potrzebę zmian w wymiarze systemowym, ale również rozwiązania dla samorządów terytorialnych i szkół. W kolejnym opracowaniu dzieli się wiedzą i doświadczeniami, które uzyskano dzięki współpracy ze szkołami, przedszkolami, ich nauczycielami oraz dyrektorami, a także z instytucjami kształcenia nauczycieli i ich doskonalenia zawodowego.
Jak pisze Karolina Prus-Wirzbicka: „Sprawdzamy, co nie działa, czego brakuje i co trzeba zmienić, a co warto rozwijać. Zamierzamy doprowadzić do tego, żeby polski system edukacji potrafił celnie rozpoznawać i zaspokajać prawdziwe potrzeby młodych ludzi i odpowiadać na wyzwania, jakie niesie ze sobą XXI wiek„.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Całe opracowanie „Mapa Drogowa dla Edukacji” – TUTAJ
Udostępniamy dzisiaj (6 października 2023 r.) tekst z bloga Danuty Sterny, który został tam zamieszczony w środę 4 października:
10 skutecznych sposobów na zakończenie lekcji
Rys. Danuta Sterna
Najczęściej te kilka minut poświęcone jest zadawaniu pracy domowej lub jej sprawdzaniu. Ale lepiej byłoby, gdyby w tym czasie podsumować to, czego uczniowie się nauczyli, rozwiać ewentualne wątpliwości lub zaplanować, co jeszcze uczniom może być potrzebne i jakie mają pytania. Takie zakończenie wymaga wcześniejszego zaplanowania.
Oto 10 pomysłów na zakończenie lekcji.
1.Podsumowanie za złotówkę
Nauczyciel prosi uczniów, aby napisali podsumowanie tego, czego się nauczyli. Prosi uczniów o napisanie podsumowania w 10 słowach. Każde użyte przez nich słowo będzie warte 10 groszy. Zmusza to uczniów do krótkiej wypowiedzi i syntezy, tego czego się nauczyli. Zebranie podsumowań uczniów daje nauczycielowi informację, czego naprawdę uczniowie się nauczyli i co było dla nich najważniejsze.
Sumę (w tym przypadku złotówkę), można zmieniać w zależności od potrzeb.
2.Podsumowanie ze słowami kluczowymi.
Nauczyciel wraz z uczniami określa słowa kluczowe do tematu i prosi uczniów o napisanie podsumowania z użyciem tych określeń. Wspólne zastanowienie się nad listą pojęć pomaga uczniom użycie w podsumowaniu, ważnych terminów.
3.Pogodnie i pochmurno
Jest to forma wyjściówek, w której uczniowie notują dwie sprawy:
-co jest jasne w tym, czego się nauczyli (co rozumieją),
-co jest pochmurne (z czym mają problem w zrozumieniu).
4.Docenienie i przeprosiny.
Uczniowie siadają w kręgu i wybierają jeden z dwóch tematów:
-Komu lub czemu mogę podziękować?
-Kogo lub co mogę za coś przerosić?
Takie podsumowanie najlepiej jest zrobić na koniec dnia. Jeśli się je stosuje systematycznie, to uczniowie już w trakcie lekcji zastanawiają się, o czym powiedzą w podsumowaniu.
Funkcjonowanie Wirtualnego Uniwersytetu Pedagogicznego zainaugurowało spotkanie z Doktorem habilitowanym Maksymilianem Chutorańskim z Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Szczecińskiego.
Dr hab. Maksymilian Chutorański gościł już w Akademickim Zaciszu w styczniu 2021 r. Wówczas rozmawialiśmy o projekcie pedagogiki nieantropocentrycznej. Podczas tego spotkania zastanowimy się nad funkcjonowaniem pedagogiki i edukacji w antropocenie.
Tradycyjnie zapraszamy wszystkich zainteresowanych, którzy wczoraj nie mogli „na żywo” oglądać i wysłuchiwać rozmowy obu panów na ten aktualny, acz mało popularny temat:
Pytanie o pedagogikę i edukację w antropogenie – TUTAJ
Tym razem nasze redakcyjne radary wyłowiły najnowszy – bo zamieszczony wczoraj (4 października 2023 r.) tekst autorstwa Roberta Raczyńkiego. Jako że jest on – jak zwykle na jego blogu „Eduopticum” – niekrótki, zamieszczamy jedynie jego pierwszą część i ostatni akapit. Oczywiście – zamieszczamy także link do pełnej wersji:
Demagogia u płota, czyli (nie)nowa „mówioność”
U zarania swojego blogerskiego pisania, popełniłem dwa teksty inspirowane uczniowskimi (i nie tylko) (nie)kompetencjami komunikacyjnymi, ogólnym charakterem internetowej ekspresji i najpowszechniej występującym w niej modelem argumentacji. Bez specjalnego zdziwienia, mogę po latach skonstatować, że wszystkie te niezbyt oryginalne obserwacje, oparte na dość podstawowej psychologii, socjologii, czy wręcz antropologii, są nadal aktualne. Człowiek pozostaje człowiekiem niezależnie od czasów, w których przyjdzie mu żyć, technologii, jaką ma do dyspozycji i akurat aktualnej otoczki kulturowej. Nie ulega wątpliwości, że wszystko, co robimy w życiu (a więc, w omawianym tu przypadku, w Sieci), czynimy po części z pobudek egoistycznych, ambicjonalnych i autoprezentacyjnych. Elementem kluczowym w tej kwestii jest właśnie rozmiar tego „po części” oraz zdolność do kontroli swoich emocji. Z tym bywa różnie i problem dotyczy niemal każdego (nie uważam się za wyjątek), niezależnie od wieku, pochodzenia, wykształcenia, itd.
Podobnie jak już wspomniane, także i ten esej powstaje w reakcji na szkolny wręcz przykład medialnego sporu, w którym składowa merytoryczna okazuje się czysto pretekstową. Sposób jego prowadzenia (nie po raz pierwszy) oparł się na argumentacji, którą wtedy nazwałem argumentem A co ty możesz o tym wiedzieć… Nie będę powtarzał tamtego wywodu, skupię się na odmianie tego sposobu prowadzenia „dialogu”, którą już bez ogródek można traktować jako argumentum ad auctoritatem/verecundiam, przy czym osoba z niej korzystająca w roli autorytetu stawia siebie samą, nie przedstawiając poza tym niczego na poparcie swoich opinii. Nie ulega wątpliwości, że robi w tym celu użytek zarówno z pozycji wyrobionej aktywnością na forum, na którym się wypowiada, jak i z aury swojego tytułu naukowego. Choć tytuł profesorski nie odnosi się bezpośrednio do dziedziny, w której uważa się za autorytet, nie byłoby w tym jeszcze niczego dziwnego ani nagannego, gdyby nie brak argumentów innego typu. Ten rodzaj manipulacji jest niestety dość często stosowany, ale to również nie byłoby jeszcze czymś absolutnie dyskwalifikującym (do takiej komunikacji trzeba się już chyba przyzwyczaić) – problem w tym, że został wykorzystany do jawnej dyskredytacji oponenta i deprecjacji przedstawianych w jego tekście zagadnień.
Muszę jeszcze raz podkreślić, że takie działania nie są już żadnym wyjątkiem na internetowych forach, zadziwia jednak fakt, że dopuszcza się ich osoba mieniąca się (i dość powszechnie uważana za) otwartą, poszukującą i doskonale wiedzącą (i potrafiącą się tym pochwalić), czym dyskusja (zwłaszcza w nauce) jest. Mam również świeżo w pamięci tekst, w którym wyraża zdziwienie i żal z powodu braku dyskusji w oświacie. Posłużył mi on wtedy za przyczynek do próby zmierzenia się z tym problemem. Dziś, do tej analizy przyczyn szwankującego dialogu, mógłbym śmiało dodać blokowanie jakiejkolwiek myśli pedagogicznej, odbiegającej od utartego już, politycznie poprawnego i uznanego za jedynie słuszny schematu, a za koronny tego przykład podać wzmiankowaną, „naukową” interwencję, opartą na przeświadczeniu, że jeśli obrzuci się coś lub kogoś błotem, to, niezależnie od merytorycznej lepkości tego materiału, z pewnością coś do adresata przylgnie. Takich poczynań nie waham się określić kuracją nadwyrężonych ambicji i ideologicznym zacietrzewieniem, niewnoszącymi nic do podobno wytęsknionej dyskusji. Dialog w takim wydaniu staje się swoją własną karykaturą, eskalacją animozji między adwersarzami lub wymianą pozdrowień między aktualnym liderem a stadkiem potakiwaczy, akolitów i groupies płci obojga.
To ostatnie to również zjawisko ciekawe socjologicznie. Wydawałoby się, że na dowolnym, profesjonalnie ukierunkowanym forum, niezajmującym się roztrząsaniem rozmiarów tyłka celebrytki znanej z tego, że jest znana, ludzie biorący udział w dyskusji mają w niej do zaproponowania myśli wnoszące coś do meritum, a swoje racje potrafią umotywować. Ktoś żyjący takim złudzeniem srodze się rozczaruje – takie fora pełne są wykrzykników, równoważników zdań i emotikonów, mających chyba robić wrażenie zaangażowania i posiadania poglądów na rzeczy, nad którymi autorzy nie zastanawiali się dłużej niż przez czas potrzebny na kliknięcie w kilka klawiszy, a z którymi identyfikują się na zasadzie stadnej przynależności. Niezależnie od nowoczesności medium będącego w użyciu (bywa to często usprawiedliwieniem dla nędzy przekazu), jest to również mechanizm starszy niż ludzkość – chęć przypodobania się liderowi i ogrzania w cieple jego chwały występuje u wielu stadnych gatunków, czasami bardzo odległych od potocznego wyobrażenia o inteligencji. Takie afektowane Zgadzam się! Racja! Słusznie. Absolutnie! okraszone wzniesionymi kciukami, serduszkami i całą resztą infantylnych wyrazów uznania są niczym innym jak odpowiednikiem gotowości do iskania lidera, w nadziei na jego wzajemność i awans w hordzie. W sumie nieźle się to wpisuje w pojęcie nowej mówioności, proponowane przez wspomnianego polemistę.
Piszę o tym wszystkim nie tylko po to, żeby dać wyraz swemu zniesmaczeniu i naiwnemu w sumie rozczarowaniu tym dość rozpowszechnionym w najdoskonalszym z mediów zjawiskiem, ani też usprawiedliwiać swój własny w nim udział, ale przede wszystkim, by, być może daremnie lub bez potrzeby, jeszcze raz uzmysłowić Czytelnikom rzecz pewnie dla nich oczywistą: Nie istnieje medium, które może przez dłuższy czas funkcjonować bez tego rodzaju przepychanek, nie przeradzając się jednocześnie w towarzystwo wzajemnej adoracji. Nie można niestety liczyć, że spór teoretycznie merytoryczny nie przerodzi się kiedyś w festiwal epitetów i inwektyw oraz gówniarską licytację na wielkość… ego. Uwielbiamy mieć rację. Czasami tak bardzo, że zapominamy, że nie można jej mieć zawsze i że, znacznie częściej niż byśmy tego chcieli, racji jest wiele. Potrzeba potwierdzenia swojej (zwykle wysokiej) samooceny często przesłania cel komunikacji. Tak też stało się przy okazji opisywanego incydentu i warto na jego przykładzie zapoznać się z mechanizmem blokowania dyskusji, aby takim zapędom, obojętnie jak usprawiedliwianym, dawać odpór. Potraktujmy go więc jako studium przypadku. […]
Czy po obiecanych dowodach należy spodziewać się jakiegoś przełomu? Raczej nie, choć zależy to oczywiście od oczekiwań. Poza bezpośrednimi uczestnikami „dyskusji”, mało kto z publiczności, która kiedyś ten kuriozalny czat przeglądała, będzie po wielu tygodniach zainteresowana dowolnymi rozstrzygnięciami, a jeszcze mniej osób będzie skłonnych i zdolnych je przeanalizować i ocenić. Groupies zalajkują, nawet nie czytając, i tyle. Dyskredytowany autor nie spodziewał się innej reakcji na swój tekst, czemu dał wyraz doborem narracji, tak więc nie jest zaskoczony ani jego odbiorem, ani „polemiką”, ani też nie obawia się prawdziwych argumentów, jeśli takowe się pojawią. Generalnie, ewentualne dowody mogą mieć trojaką postać: a) wygooglanych badań i ich opracowań, które będą dowodziły tez przeciwnych do przedstawionych (To akurat nie będzie trudne – w Internecie można znaleźć wszystko, a serwery aż dymią, mieląc objawione prawdy, demaskowane w postponowanym tekście. Potrzeba teraz jedynie czasu, by odnaleźć „święte teksty”, które potępią podsuniętych w linkach heretyków. Dowiedzie to jedynie przesłania głównego recenzowanego tekstu – w pedagogice nie ma prawd absolutnych i uniwersalnych, jest za to całe mnóstwo obrosłych mitem uproszczeń i banałów, jako takie sprzedawanych.), b) polemista będzie nadal szukał źle postawionych przecinków, sprawdzał, czy podany link zawiera o jedno słowo za dużo, czy za mało, itp. (i z pewnością sporo takich usterek znajdzie, dowodząc, że naukowiec jego pokroju nie powinien zniżać się do jego czytania i analizowania), i wreszcie c), krytyk pochwali się własnymi przemyśleniami i badaniami (które następnego dnia ukażą się we wszystkich szanowanych mediach specjalistycznych i zrewolucjonizują edukację, raz na zawsze utrwalając adekwatny paradygmat). Z całym szacunkiem, ta ostatnia możliwość wydaje mi się mało prawdopodobna. Wynika z tego, że mocno spóźnione refleksje krytyka będą miały znaczenie jedynie dla podreperowania jego ego, a merytoryczna prawda, która podobno tak leży mu na sercu, w dalszym ciągu będzie zależna od ilości zebranych lajków. Trudno, kobyłka jaka jest, każdy widzi.
Cały tekst „Demagogia u płota, czyli (nie)nowa „mówioność” – TUTAJ
Źródło: www.eduopticum.wordpress.com/
Dzisiaj proponujemy fragmenty najnowszego tekstu zaczerpniętego z bloga Centrum Edukacji Obywatelskiej :
[…]
Bartosz Marzec: Prowadziliście mentoring w kursie Centrum Edukacji Obywatelskiej „Dbam o równość płci”. Zacznijmy więc od pytania, dlaczego równość płci jest ważna.
Maciej Śliwa: Żyjemy w świecie, który ukształtowali mężczyźni. Aby lepiej uwzględniać inne perspektywy, musimy zmienić sposób myślenia – zadbać o równość płci. Zamiast tego podręczniki często utrwalają stereotypy, a one ograniczają możliwości rozwoju dziewczyn i kobiet. Powinniśmy przyglądać się językowi w podręcznikach i zastanawiać się, jaki obraz chłopców i dziewczyn budują. Warto przyglądać się własnym sposobom komunikacji, żeby zauważać to, co jest w nich wykluczające.
Aleksandra Korczak: Nasze wyobrażenia o tym, czym jest płeć, są skonstruowane społecznie i kulturowo. Aby dążyć do równości płci, potrzebna jest refleksja nad tymi wyobrażeniami i stereotypami, zdekonstruowanie ich. Dzięki temu łatwiej zrozumieć, że płeć jest odgrywana społecznie, a nie tylko zdeterminowana biologicznie.
Wszyscy idziemy przez życie ze swoimi wyobrażeniami na temat tego, kim jesteśmy i jakie są nasze role społeczne. Podobnie jak Maciej sądzę, że te wyobrażenia bardzo często nam przeszkadzają, ponieważ są ograniczające. Dlatego warto kwestionować obiegowe wyobrażenia, klisze i stereotypy, które nabywamy w procesie socjalizacji. Myślę, że te z nich, które dotyczą płci, są zwykle nieuświadomione. Uwewnętrzniamy je bezrefleksyjnie i wydaje nam się, że są „naturalne”. Pracując w szkole, mogłam obserwować, jak umowne są te konstrukty. A jednocześnie – że są wręcz odruchowo przyjmowane przez młodzież.
Czy moglibyście opowiedzieć o swoim doświadczeniu mentoringu w kursie „Dbam o równość płci”. Na czym polegały Wasze działania?
MŚ: Pracowałem z nauczycielami i nauczycielkami bardzo różnych przedmiotów oraz osobami z kadr psychologiczno-pedagogicznych. Była też pracownica kuratorium oświaty. Te osoby chciały zdobyć nową wiedzę i sprawdzić, czy w ich szkołach wszyscy – bez względu na płeć – mają równe szanse realizacji swoich zainteresowań. Pracowaliśmy nad tym, co można zrobić, aby szkoła stała się bardziej włączająca i była miejscem otwartym dla wszystkich uczniów i uczennic, pracowników i pracownic.
AK: Ja prowadziłam webinary dla kadry nauczycielskiej, pokazywałam różne materiały źródłowe. Na przykład oglądaliśmy filmy przedstawiające nierówności płciowe. Pod ich wpływem osoby bardzo się otwierały. Opowiadały nie tylko o swojej pracy w szkole, ale także szerzej: o swoim życiu. Te historie były niezwykle poruszające. […]
Kurs „Dbam o równość płci” odbywał się w ramach „Szkoły otwartości”. Wiemy, że otwartość to nie cecha osobowości, lecz umiejętność, którą można trenować. Czy moglibyście powiedzieć o tym, jak to robić?
MŚ: Dla mnie bardzo ważny jest język komunikacji. Już dobrych kilkanaście lat temu zacząłem się zastanawiać nad tym, jak komunikuję się z otoczeniem. Od tego czasu wprowadzam język włączający, który dziś na szczęście powoli staje się coraz powszechniejszy. W klasie nie ma już tylko uczniów, ale są uczniowie i uczennice. W miejsce komunikatu: „Porozmawiaj o tym z kolegą z ławki” pojawił się komunikat: „Porozmawiaj o tym z osobą, która obok ciebie siedzi”. To bardzo ważna zmiana.
Nauczycielom i nauczycielkom często wydaje się, że komunikują się ze wszystkimi osobami w klasie w sposób równy. Po przyjrzeniu się można jednak dostrzec, że wyróżniają pewne osoby. W wielu przypadkach – i tak było także ze mną – okazuje się, że częściej komunikują się z chłopcami. Łatwo zrobić takie statystyki. Wystarczy poprosić koleżankę czy kolegę z pokoju nauczycielskiego, aby policzył, z kim komunikuję się na lekcji. Centrum Edukacji Obywatelskiej ma zresztą dobry sposób na tę nierówność. Zamiast wyboru nauczyciela wystarczy wskazywać rozmówcę lub rozmówczynię w sposób losowy.
AK: Ostatnio pomyślałam, że otwartości uczy się nie poprzez działanie, ale będąc w jakimś nastawieniu. Istnieje przecież hidden curriculum, program ukryty, czyli to, czego młoda osoba uczy się, gdy przebywa w szkole i obserwuje nauczyciela. To, jak zakoduję moim uczniom widzenie ról płciowych, nie wynika więc tylko z tego, jak zaplanuję kartę pracy. […]
W ramach Szkoły Otwartości prowadzimy nowy projekt „Chronię przed dyskryminacją”. Jaka jest waszym zdaniem relacja edukacji antydyskryminacyjnej i dbania o równość płci?
Foto: www.portalsamorzadowy.pl
Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski
Oto post z bloga „Pedagog”, zamieszczony tam przez prof. Bogusława Śliwerskiego 1 października 2023 roku:
Z niemieckimi pedagogami o pedagogice religii
Wraz z prof. UŁ Anetą Rogalską-Marasińską odbyliśmy wielogodzinną rozmowę z niemieckimi pedagogami z Katolickiego Uniwersytetu Eichstaett-Ingolstadt – kierownikiem Katedry Pedagogiki Religii, Katechetyki i Dydaktyki Religijnej – prof. Ulrichem Kropačem, dyrektorem administracyjnym Katedry – Klausem Königem oraz adiunktem ks. dr. Mariuszem Chrostowskim. Naukowcy z Niemiec przyjechali do Polski, by przeprowadzić rozmowy z naszymi pedagogami na temat religii w kształceniu ogólnym w naszych krajach.
Rozmowa dotyczyła roli religii w polskim społeczeństwie oraz kompetencji religijnych osób dorosłych, niezależnie od tego, czy ktoś sam jest osobą religijną, czy nie. Ze względu na silny wpływ religii na społeczeństwo i politykę, niemieccy pedagodzy mówili o tym, w jakim stopniu kompetencje religijne powinny być częścią kanonu ogólnego kształcenia w szkołach.
Tego typu problematyka rodzi szereg kwestii, jak np. Jak powinna być zorganizowana edukacja religijna, aby z jednej strony zabezpieczyć prawo człowieka do wolności wyznania (zarówno w jego pozytywnym, jak i negatywnym rozwoju), a z drugiej strony jak zwiększyć potencjał edukacyjny religii lub uznać i ograniczyć ewentualne przejawy fundamentalizmu? Jaka forma organizacji edukacji religijnej jest odpowiednia: edukacja wyznaniowa, wielowyznaniowa czy też religioznawcza? Które kompetencje cząstkowe należą do kompetencji religijnych? Jakie specyfikacje merytoryczne należy wprowadzić? W jaki sposób można prowadzić dialog między ludźmi religijnymi i „religijnie niemuzykalnymi” (Max Weber), co jest niezbędnym w ideologicznie pluralistycznym społeczeństwie? itd.
W międzyczasie dążenia sekularyzacyjne w Niemczech znacznie zmieniły wymowę chrześcijaństwa w tym kraju, nawet jeżeli chrześcijański charakter społeczeństwa jest nadal widoczny. Podobnie też skutki sekularyzacji dotarły również do Polski. W celu poszukiwania odpowiedzi na postawione pytania, zostanie powołany interdyscyplinarny zespół ekspertów z obu krajów, których praca będzie przedmiotem wspólnych dyskusji, badań.
Spotkanie z niemieckimi naukowcami inicjuje ciekawą i owocną współpracę bilateralną. Prof. UŁ Aneta Rogalska-Marasińska pojedzie do tej uczelni z rewizytą, by zobaczyć w ramach hospitowanych zajęć dydaktycznych, w jaki sposób są wdrażane przez kadrę akademicką powyższego Uniwersytetu założenia edukacji na rzecz zrównoważonego rozwoju.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Foto: www.facebook.com/photo/
Siedziba I LO w Rzeszowie
Oto fragmenty wartej upowszechnienia informacji, zamieszczonej dzisiaj (2 października 2023 r.) na „Portalu Samorządowym – Edukacja”:
To ma być szkoła bez ocen – w I LO w Rzeszowie już zaczęły się zmiany
Chcemy, żeby młodzi ludzie uczyli się dla siebie, a nie wychodzili z założenia: przychodzę do szkoły, więc ty nauczycielu mnie ucz – powiedział Piotr Wanat, dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego w Rzeszowie. Szkoła przymierza się do rezygnacji z ocen. Zmiany już się zaczęły.
>Zmiany w liceum wprowadzane są ostrożnie. Zaczęły się od języka francuskiego, czyli drugiego języka obcego.
>Uczniowie będą działać według planu i w oparciu u podstawę programową. Zapisano w nim, co dokładnie mają wiedzieć, umieć i rozumieć.
>Będą mieć prace projektowe i możliwość zaliczania określonych partii materiału we własnym rytmie i tempie, wtedy, gdy będą do tego gotowi. Na koniec dostaną informację, na jakim poziomie opanowali materiał.
I LO przy ulicy 3 Maja to najstarsze liceum w Rzeszowie. Dyrektorem od 2015 roku jest Piotr Wanat, uczy historii w klasie biologiczno-chemicznej. Postanowił, że szkoła zmieni podejście do nauki, ocen i uczniów, a przynajmniej spróbuje, ponieważ uważa, że szkoła musi podążać za wymaganiami współczesnego świata.
Jego zdaniem szkoła nie może być skostniałą instytucją z pruskim sposobem nauczania, który raczej przeszkadza niż wspiera. Trzeba dostosowywać się do rzeczywistości i oczekiwań młodego pokolenia. „Ono chce być samodzielne, mieć wpływ na proces uczenia się i działać” – powiedział.
Zmiany w liceum wprowadzane są ostrożnie. Zaczęły się od języka francuskiego, czyli drugiego języka obcego. Uczniowie klas I i II, którzy mają lekcje z nauczycielką Agnieszką Mynart, nie będą dostawali ocen cząstkowych, tylko stopnie na zakończenie semestru i roku, bo takie jest prawo oświatowe.
Uczniowie będą działać według planu i w oparciu u podstawę programową. Zapisano w nim, co dokładnie mają wiedzieć, umieć i rozumieć. Będą mieć prace projektowe i możliwość zaliczania określonych partii materiału we własnym rytmie i tempie, wtedy, gdy będą do tego gotowi. Na koniec dostaną informację, na jakim poziomie opanowali materiał. [,,,]
„Trzeba więc zmienić sposób nauki. Uczeń ma być aktywny na lekcji, dostawać wskazówki, uczniowie mają uczyć się od siebie nawzajem, a nauczyciel ma być kierownikiem i pomocnikiem w procesie uczenia się” – zwrócił uwagę Piotr Wanat. Jego zdaniem szkoła już dawno przestała być jedynym źródłem wiedzy, dla młodych nieprzebranym źródłem informacji jest dziś internet. „Wiedzą i rozumieją więcej niż się nauczycielom wydaje. Młodzi są jak gąbka, nasiąkają wszystkim co dookoła. Dla nich tak samo ważne są wyjścia ze szkoły, wyjazdy i wycieczki. Uczenie się jest procesem naturalnym, który dzieje się także nieświadomie” – podkreślił dyrektor I LO.
Wanat nie jest też zwolennikiem zasypywania uczniów zadaniami domowymi. „Uczeń ma się uczyć na lekcji, a nie po lekcji” – powiedział. Lektury? Oczywiście trzeba czytać. Języki obce? Niezbędny jest codzienny kontakt z językiem, systematyczność. „Natomiast maturzysta, który przygotowuje się do egzaminu z języka polskiego, angielskiego, matematyki, rozszerza biologię i chemię, czy potrzebuje jeszcze pisać zadanie domowe z innego przedmiotu? Dla zabicia czasu w sobotę i niedzielę?” – zapytał retorycznie. […]
Piotr Wanat jeździ po Polsce, spotyka się z dyrektorami różnych szkół, w których zdecydowano się na proces odejścia od ocen. Efekt jest taki, że wyniki poszybowały w górę, „choć nie od razu” – zaznaczył.
Zanim I LO zrezygnuje z oceniania, dyrektor Wanat sprawdzi, jak brak stopni z francuskiego zmienił przez rok uczniów i ich zaangażowanie. Jeżeli to się sprawdzi, od września przyszłego roku nie będzie ocen z drugiego języka obcego. „Chcemy doceniać uczniów, a nie oceniać” – podkreślił Piotr Wanat, którego taką ideą zaszczepił w trakcie szkoleń Instytut Zwinnej Edukacji. […]
Cały tekst „To ma być szkoła bez ocen – w I LO w Rzeszowie już zaczęły się zmiany” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
W minioną sobotę 30 września 2023 r., po ponad miesięcznej przerwie (ostatni wpis „Bohaterowie antycznej tragedii” pojawił się 17 sierpnia), Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu tekst, w którym obnaża prawdę o pisowskiej obietnicy przedwyborczych „nagród” dla nauczycieli. Oto fragmenty tego posta i link do pełnej wersji:
Niezwykłe perypetie wyborczej kości dla nauczycieli
W 39. numerze tygodnika „Przegląd” Tomasz Jastrun dzieli się odczuciami po podwyżce swoich świadczeń kombatanckich. Urzędowe pismo w tej sprawie otrzymał wraz z listem od premiera Morawieckiego, jak pisze: „…podniosłym, nawet patetycznym, o wdzięczności, o zasługach”… Poeta, pisarz i felietonista, znany jako zaciekły wróg PiS, z niejakim zakłopotaniem przyznaje, że poczuł „coś… coś jakby wdzięczność”. Jest zakłopotany, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że to gest władzy wynikający jedynie z przedwyborczego wyrachowania. A jednak… skuteczny. Swoje odczucia przyrównuje Jastrun do odruchu psa, któremu rzucono właśnie mięsistą kość.
Podobna kość wyborcza, choć – jak za chwilę wykażę – mocno oskrobana z mięsa, została przygotowana dla nauczycieli. Grupy wyborców na tyle dużej, że nawet niewielki odsetek „odruchowo wdzięcznych” może przełożyć się na tysiące dodatkowych głosów, bezcennych dla zachowania władzy. Kupionych niewielkim kosztem i bez żadnych zobowiązań.
***
Pomysł ujrzał światło dzienne krótko przed wakacjami, kiedy premier Morawiecki i przewodniczący Duda podpisali porozumienie rządu z „Solidarnością”. Zapowiedziano w nim rozmaite profity pieniężne dla tzw. budżetówki, w tym przyznanie nauczycielom jednorazowej nagrody w wysokości 900 złotych netto (1125 złotych brutto), z okazji 250. rocznicy utworzenia Komisji Edukacji Narodowej. Już w początkach lipca powstała stosowna nowelizacja Karty Nauczyciela. Pojawiły się oczywiście komentarze, że wypłata planowana w przeddzień wyborów jest po prostu politycznym przekupstwem, a jej kwota – żenująco niska, ale sprawa szybko przycichła. Przedwyborczych „prezentów” dla różnych grup społeczeństwa władza przygotowała tak wiele, że ta korupcja polityczna przestała już dziwić i bulwersować, a co do kwoty, to jednak lepiej jest mieć dodatkowe 900 złotych w kieszeni niż ich nie mieć. Szczególnie, gdy się mało zarabia.
Sprawa wróciła na tapet w drugiej połowie września, kiedy zaczęły się przygotowania do wypłaty. Ustalenie listy beneficjentów nastąpiło na dzień 20 tego miesiąca, na podstawie wpisów w Systemie Informacji Oświatowej. 24 września, jako dyrektor szkoły niepublicznej, otrzymałem z warszawskiego Biura Edukacji wzór wniosku o dotację celową wraz z instrukcją, że mam wpisać do niego liczbę nauczycieli wg owej listy, oraz kwotę obliczoną przez pomnożenie jej przez 1125, czyli maksymalną wysokość dotacji zapisaną w ustawie. […]
W opublikowanym na stronie MEiN wyjaśnieniu możemy przeczytać m. in., że oczywiście, do jednostek samorządu terytorialnego będą przekazywane środki powiększone o 19,64%, czyli o kwotę ZUS opłacanego przez pracodawcę. Trzeba mieć jednak świadomość, Drogi Czytelniku, że zapis w ustawie mówi coś innego. W artykule 92a ust. 1 Karty Nauczyciela widnieje jak byk kwota nagrody w wysokości 1125 złotych, zaś w artykule 92d ust. 5 – stwierdzenie, że jest to maksymalna wysokość dotacji celowej, jaka może zostać udzielona przez organ dotujący (jednostkę samorządu terytorialnego) na jednego uprawnionego nauczyciela. Zgodnie z literą prawa nie jest zatem ważne, ile pieniędzy rząd przekaże na ten cel. Zapis ustawowy jednoznacznie wskazuje, że samorząd może na każdego uprawnionego przekazać jedynie 1125 złotych dotacji. Jeśli wypłaci więcej – nawet w ramach środków otrzymanych z MEiN – postąpi wbrew ustawie. Nie wiem, jak sobie z tym problemem poradzą skarbnicy miast i gmin, ale zawarta w wyjaśnieniu MEiN interpretacja, która zdaje się otwierać potrzebną furtkę, jest typowym przykładem prawa powielaczowego. Ministerstwo nie jest władne zmienić zapisu ustawowego. Tymczasem jednak sprytnie pozbyło się kłopotu, bo przecież dało do dyspozycji wystarczająco dużo pieniędzy. […]
Drodzy Nauczyciele!
Rząd przekazuje na rzecz każdego z Was około 1350 złotych. Czyni to ze swoich rzekomo pieniędzy, choć tak naprawdę, to „pani płaci, pan płaci, wszyscy płacimy”. Próbuje Was w ten sposób kupić i to niezwykle tanim kosztem. W praktyce, z przekazanej kwoty budżet w ciągu miesiąca blisko połowę otrzyma z powrotem, w postaci opłat na ZUS, składki zdrowotnej oraz podatku. Jeśli zaś pójdziecie ochoczo wydać otrzymany majątek, kolejne około 150 złotych powróci do budżetu w postaci VAT. Na czysto kosztujecie więc jedynie nieco ponad 600 złotych. To naprawdę niewysoka cena za pozostawienie u władzy niekompetentnej ekipy, która nie ma Wam niczego do zaoferowania, poza własną ideologią i samozadowoleniem.
Jeśli w tym miejscu ktoś miałby ochotę przypomnieć, że przecież mają być jeszcze bony na laptopy na 2500 złotych, to muszę mu uprzytomnić, że otrzymają je nie wszyscy, że obdarowani prawdopodobnie zapłacą podatek od wartości otrzymanego bonu, że chcąc mieć dobry sprzęt i legalne oprogramowanie będą musieli sporo do tej kwoty dołożyć, a w ogóle to niezbędny sprzęt powinni mieć zapewniony w miejscu pracy. I niekoniecznie muszą to być laptopy, finansowane podobno z Krajowego Funduszu Odbudowy, z którego obecna władza nie dostała jeszcze ani grosza, i prędzej z niego zrezygnuje, niż spełni warunki uruchomienia.
Apeluję więc w tym miejscu, żebyśmy nie sprzedali przyszłości polskiej edukacji, czyli także naszego społeczeństwa, za bardzo mocno oskrobaną kość wyborczą!
PILNE! Opublikowano właśnie rozporządzenie w sprawie wsparcia dla nauczycieli na zakup laptopów. Otrzymają je tylko pracujący w klasach 4-8 SP. Wnioski będą uruchomione w tygodniu przedwyborczym, w ciągu czterech kolejnych dni.
W ustawie z 7 lipca była mowa o wszystkich nauczycielach, choć trzeba przyznać, że pozostawiono furtkę dla rozłożenia tego procesu w czasie. Niby wszystko jest logiczne, ale…[…]
Cały tekst „Niezwykłe perypetie wyborczej kości dla nauczycieli” – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
O tym jakiej wysokości nagrodę rzeczywiście dostaną nauczyciele „na rękę” szczegółowo poinformował w miniony piątek „Portal Samorządowy”:
„Nie blisko 900 zł, a 767 zł na rękę. Tyle nagrody specjalnej dostaną nauczyciele” – TUTAJ
Tekst, którego fragmenty zamieszczamy poniżej pojawił się na blogu „Co z tą edukacją”, prowadzonym przez Jarosława Blocha w miniony piątek – 25 września 2025 roku. Czekaliśmy z jego udostępnieniem na OE do soboty, gdyż odnosi się on do problemów zbliżających się wyborów parlamentarnych i miejsca edukacji w programach startujących w nich partii, a nie chcieliśmy tymi treściami dodatkowo „dołować” samopoczucia naszych czytelniczek i czytelników w dni robocze…
Edukacja w kampanii wyborczej
Idą kolejne wybory. Kampania trwa. Co mówią o edukacji deklaracje wyborcze poszczególnych partii? Zróbmy przegląd. W tym celu wysłałem mail z jednakowymi pytaniami do wszystkich koalicji wyborczych, a w przypadku gdy nie znalazłem kontaktu do koalicji, wysłałem do poszczególnych partii tworzących obecne koalicje. Uczyniłem to 15 sierpnia, dając poszczególnym partiom (koalicjom) czas na odpowiedź do końca sierpnia, aby we wrześniu zaprezentować wyniki na blogu.
Mail wysyłałem na biuro prasowe poszczególnych partii. Jego treść była następująca: „Dzień dobry, prowadzę blog o edukacji. Piszę post o planach poszczególnych partii względem oświaty. Chciałbym porównać zamiary poszczególnych partii w kontekście nadchodzącej kadencji sejmu.
Biorąc pod uwagę utrzymanie lub przejęcie władzy interesuje mnie:
1.Czy partia planuje kolejne zmiany organizacyjne w systemie oświaty? (jeśli tak, to jakie, w jakim zakresie?).
2.Czy partia planuje zmiany w podstawach programowych? (jeśli tak, to w zakresie jakich przedmiotów?)
3.Czy planowane są w kolejnej kadencji podwyżki dla nauczycieli? (jeśli tak, to o ile %, lub ile w stosunku do średniej krajowej i z czego te podwyżki będą finansowane?)
Proszę o krótkie i konkretne odpowiedzi do końca sierpnia”.
Dlaczego takie pytania? Bo są konkretne. Jako nauczyciela interesuje mnie, czy nadal będzie ktoś stawiał oświatę na głowie i dezorganizował naszą pracę, czy dzieci wciąż będą się uczyły wielu niepotrzebnych rzeczy i czy dostanę od nowego rządu podwyżkę. Interesuje mnie też skąd rządzący wezmą na podwyżki, by nie okazało się, że ktoś po wyborach powie, że chciał, ale nie miał pieniędzy…
Odpowiedziała mi… jedna partia (stan na dzień 25.09) – Polska 2050. Od reszty nie otrzymałem nic, nawet nie starano się zbyć mnie linkiem do programu, po prostu ktoś odbierający mail mnie olał. Widać wydałem się zbyt mało ważny. Dziesięć wysłanych maili – jedna odpowiedź. To kiepski wynik. Większość partii zignorowała obywatela. Nie dziwię się, że nie odpowiedziały trzy partie tworzące Zjednoczoną Prawicę, bo tu będzie raczej szkodliwa kontynuacja, a oni rozmawiają głównie ze swoimi. Dziwi mnie brak odzewu od reszty, podobno poszukującej każdego głosu…
Odpowiedź od Polska 2050 nie była konkretna, ale przynajmniej była. Zamieszczam ją poniżej w całości:
1.Czy partia planuje kolejne zmiany organizacyjne w systemie oświaty? (jeśli tak, to jakie, w jakim zakresie?).
Przedstawiliśmy całościowy plan zmian w edukacji. Proponujemy m.in. powołanie niezależnej Komisji Edukacji Narodowej w miejsce upolitycznionych kuratoriów oświaty. Cała treść dokumentu dostępna
– TUTAJ
2.Czy partia planuje zmiany w podstawach programowych? (jeśli tak, to w zakresie jakich przedmiotów?)
Tak. Zamierzamy odchudzić podstawę programową i postawić przede wszystkim na kompetencje przyszłości.
3.Czy planowane są w kolejnej kadencji podwyżki dla nauczycieli? (jeśli tak, to o ile %, lub ile w stosunku do średniej krajowej i z czego te podwyżki będą finansowane?
Proponujemy stopniowe podnoszenie wynagrodzenia, aż do poziomu średniego wynagrodzenia krajowego dla nauczycieli stażystów. Ten cel powinien zostać osiągnięty najdalej w ciągu trzech lat. Wynagrodzenie to powinno rosnąć w odniesieniu tak do umiejętności i wiedzy nauczyciela, jak i oceny jego pracy dydaktycznej-wychowawczej. Zachęcamy również do zapoznania się z naszym Planem Edukacja dla Przyszłości: TUTAJ
Foto: pixabay.com(www.wloclawek.naszemiasto.pl)
„Portal Samorządowy – Edukacja” zamieścił dzisiaj (29 września 2023 r.) tekst, w którym podjęto – w konsekwencji listu, jaki na ten temat nadszedł do redakcji – problem wspólnych dla dziewcząt i chłopców lekcji wf. Oto obszerne fragmenty tego artykułu:
[…]
Zgodnie z przepisami obowiązkowe zajęcia z wychowania fizycznego mogą być prowadzone w grupie oddziałowej, międzyoddziałowej lub międzyklasowej, a w przypadku zespołu szkół – także w grupie międzyszkolnej, liczącej nie więcej niż 26 uczniów. Jeśli w klasie jest mniej niż 26 osób, to zajęcia są koedukacyjne i to niezależnie od tego, czy to lekcje wychowania fizycznego na basenie, hali sportowej czy na bieżni.
To błąd – przekonuje nauczyciel WF z wieloletnim stażem, który napisał w tej sprawie do Portalu Samorządowego
– Chłopcy tacy słabiutcy, mniej umięśnieni wstydzą się dziewcząt, dziewczyny się wstydzą chłopaków i mogłoby się wydawać, że to wstydzenie to takie niby nic, ale efektem tego są po pierwsze liczne zwolnienia w wf-u, po drugie koedukacyjne zajęcia wychowania fizycznego nie sprzyjają bezpieczeństwu, po trzecie także wymagania wobec uczniów są wyznaczone ze względu na płeć – przekonuje nauczyciel.
Sam na co dzień prowadzi zajęcia w jednym ze śląskich liceów i jak pisze – zorganizowanie atrakcyjnych i bezpiecznych zajęć w grupie, w której znajdują się zarówno chłopcy jak i dziewczęta, jest praktycznie niemożliwe.
– Podam przykład jednej z klas w której uczę. Jest tam dziesięciu silnych, sprawnych chłopaków i 16 dziewcząt, które są o połowę mniejsze i lżejsze – kiedy oni grają razem, to aż się prosi o kontuzję. I to nie zależnie czy chciałbym, żeby zagrali w piłkę nożną, koszykówkę, piłkę ręczną czy siatkówkę – dobrze atakujący w siatkówce chłopiec połamie tym dziewczynom palce – stwierdza i zaznacza, że nawet jeśli stara się dopasować zajęcia do tych, które wolę dziewczynki, ktoś zawsze jest niezadowolony. […]
Kwestię podziału uczniów na grupy ze względu na płeć na zajęciach wychowania fizycznego reguluje § 7 ust. 4 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 28 marca 2017 r. w sprawie ramowych planów nauczania dla publicznych szkół [TUTAJ]
Stanowi on, że w klasach IV-VIII szkoły podstawowej i w szkole ponadpodstawowej zajęcia wychowania fizycznego, w zależności od realizowanej formy tych zajęć, mogą być prowadzone łącznie albo oddzielnie dla dziewcząt i chłopców. Liczebność grupy nie powinna przekraczać 26 uczniów – jak liczne będą to grupy, czy będą to grupy koedukacyjne czy oddzielne dla dziewcząt i chłopców – to zależy już od dyrektora, który decyduje o tym po konsultacji z nauczycielami lub nauczycielem wf-u. […]
O to czy lekcje wychowania fizycznego dla chłopców i dziewczynek powinny odbywać się razem zapytaliśmy też czytelników Portalu Samorządowego. Zdecydowana większość uważa, że powinno to zależeć od rodzaju zajęć, a więc dostrzega potrzebę by chociaż częściowo podział na chłopców i dziewczynki był wprowadzony.
Cały tekst „Nauczyciel pisze do redakcji: Dziewczynki i chłopcy nie powinni spotykać się na wf-ie” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja













