Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

 Foto: www.lodz.tvp.pl

 

 

Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski

 

Uznaliśmy, że po tym, jak w minioną sobotę zamieściliśmy fragmenty tekstu „Wybrane problemy edukacji  w Polsce”, zawierającego informację o wynikach tego badania sondażowego,  powinniśmy udostępnić  „recenzję” tego materiału, jaką zamieścił na swoim blogu, także w sobotę 24 czerwca,  prof. Bogusław Śliwerski:

 

 

Koniec kolejnego roku deformy szkolnej

 

Sięgam do materiału Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej i Oświatowej p.t. „Wybrane problemy edukacji w Polsce”. Wyniki ankiety dla rodziców i nauczycieli” i zastanawiam się, czemu i komu ma to służyć? Autorem rzekomego raportu z badania jest Szymon Więsław a zostało ono afiliowane przez Związek Miast Polskich, Instytut Badań w Oświacie i OSKKO.

 

Badanie zostało przeprowadzone online w dniach 10-21 maja 2023 r. za pośrednictwem formularzy elektronicznych ankiet, osobno dla nauczycieli oraz dla rodziców. Twierdzenie, że badanie jest anonimowe jest dobre dla dzieci z przedszkola, ale nie dla osób dorosłych. Wypełnienie kwestionariusza ankiety i przesłanie go e-mailem nie jest anonimowe.

 

Liczba otrzymanych ankiet nie jest „imponująca”, mimo iż poprawnie (?) odpowiedziało na ankietę: 15 683 od rodziców i 5 921 od nauczycieli. Co to jest ok. 6 tys. nauczycieli, kiedy w szkolnictwie jest ich ponad 600 tysięcy?   O czym to ma świadczyć? Chyba nie o reprezentatywności badań?

 

Jak nauczyciele postrzegają samych siebie w edukacji szkolnej? Kiepsko. Muszę przyznać, że jeśli potraktujemy wybór podsuniętych im przez autora ankiety gotowych odpowiedzi na poszczególne pytania, to zobaczymy, czego w szkołach nie ma lub być nie musi:

 

Nauczyciele szkół podstawowych i ponadpodstawowych zostali poproszeni o to, by wybrali maksymalnie trzy najważniejsze cele działania szkoły (max 3 odpowiedzi z listy). Najrzadziej wybierali:

– zdobycie sprawności fizycznej (4-6 proc.);

– ukształtowanie postawy patriotycznej (7-8  proc.);

– zdobycie wiedzy (18-19 proc.);

– ugruntowanie postawy moralnej (24-28 proc.).

 

Na podstawie takich danych można nabyć przekonania, że w 5 921 szkołach nie ma kształcenia i wychowania, co zresztą zapewne potwierdzają sami uczniowie, którzy mieli lekcje z „nauczycielopodobnymi” wychowawcami, informatykami, chemikami, biologami, matematykami, anglistami itd., itd.

 

Nauczyciele poproszeni o to, by zaznaczyć na skali od 0 do 6: „Na ile ważne jest, by szkoła (jako całość) zapewniła uczniom m.in. powyższe cele”, wskazali – świadomi tego, że należy dobrze wypaść – taką ocenę, żeby ta wyniosła dobry z plusem.  Żaden z w/w celów nie uzyskał mniej niż 4,6 na tej skali.

 

LIPA.

 

Kolejna skala ocen nauczycieli na temat tego – W jakim stopniu Twoja szkoła rzeczywiście pomaga uczniom ? okazała się takim samym kiczem diagnostycznym.

Ciekawe, że jedno z pytań posiada błąd metodologiczny, bowiem nauczyciele mieli ustosunkować się do tego: „Jaką część materiału jesteś w stanie przećwiczyć i utrwalić w sposób wystarczający?”  Dla p. Więsława przećwiczenie i utralenie to tożsame formy aktywności. Nie wiadomo, czy część materiału miał sobie przećwiczyć i utrwalić nauczyciel czy uczniowie? Dalej autor ankietki zasugerował jakąś część zajęć dydaktycznych pytając: „Jaka część zajęć dydaktycznych realizowałeś w tym roku w formach wymagających czasu: np. eksperymentów, dyskusji, wycieczek…  „

 

Mógłby autor tej ankietki douczyć się, by tak nie formułować pytań. No, ale zapewne dziennikarze będą z dumą cytować ten diagnostyczny kicz. Nie czytałem już analizy wypowiedzi na pytania rodziców, bo szkoda było na to czasu, skoro oni sami przypisywali małe znaczenie zdobywaniu wiedzy „(…) (wskazało je tylko 36% rodziców dzieci w szkołach podstawowych i 27% w szkołach ponadpodstawowych)”.  Takie raporty są też tego przejawem.

 

BRAWO ZJEDNOCZONA PRAWICA. BRAWO NIEWYKSZTAŁCENI W NGO  ORAZ SAMORZĄDOWCY POPIERAJĄCY TEN LIPNY RAPORT.

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com



W ostatnią sobotę zakończonego wczoraj roku szkolnego, przed ogłoszeniem zawężenia naszej oferty na okres wakacji, proponujemy lekturę raportu z badań, który został opublikowany na stronie Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Oto jego obszerne fragmenty i link do całego tekstu:

 

 

Badanie przeprowadzone przez: Związek Miast Polskich we współpracy z Instytutem Badań w Oświacie oraz Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Kadry Kierowniczej Oświaty.

 

Autor raportu: Szymon Więsław

 

 

UCZNIOWIE I NAUCZYCIELE SĄ NADMIERNIE OBCIĄŻENI PRACĄ

 

Nie mamy czasu na twórczą, rzetelną pracę z uczniami. Podstawy programowe są za obszerne. Uczniowie pracują więcej niż dorośli zatrudnieni na etacie. Wymagane jest podjęcie działań naprawczych, realne konsultacje z nauczycielami.

 

Badanie „Wybrane problemy Edukacji w Polsce” przeprowadzone zostało przez Związek Miast Polskich we współpracy z Instytutem Badań w Oświacie oraz Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Kadry Kierowniczej Oświaty. Wzięło w nim udział 15 683 rodziców i 5 921 nauczycieli

 

Badanie online przeprowadzone zostało w dniach 10-21 maja 2023 Podstawą były dwa formularze elektroniczne (dla nauczycieli oraz dla rodziców). […] Badanie było anonimowe.

 

 Zaproszenia do badania:

 

– do wszystkich szkół z bazy systemu informacji oświatowej wysłano mejl  z zaproszeniem do wypełniania ankiet,

– do wszystkich prezydentów, burmistrzów i wójtów  wysłano list z prośbą o poinformowanie szkół o przeprowadzanym badaniu,

– na stronie internetowej Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty opublikowano zaproszenie do ankiety

 

 

Podsumowanie wyników

 

1. Nauczyciele deklarują, że nie są w stanie zrealizować średnio 12 procent materiału zapisanego w podstawie programowej. Kolejne kilkanaście procent treści realizują bez wystarczającego przećwiczenia i utrwalenia. Satysfakcjonujący proces dydaktyczny dotyczy tylko 70 proc. treści.

 

Powody takiego stanu mogą być bardzo różne. Na przykład:

 

– rzeczywiste przeładowania treściami podstawy programowej lub niewłaściwa jej konstrukcja,

– realny brak znajomości tego dokumentu przez nauczycieli,

– brak wystarczających umiejętności dydaktycznych nauczycieli,

– nieodpowiednia jakość lub zły sposób korzystania z materiałów dydaktycznych  takicj jak np. podręczniki lub ćwiczenia,

– niski lub obniżający się poziom wykorzystania czasu na lekcjach, wynikający z osobistych cech uczniów (np. umiejętność koncentracji).

 

Każda z powyższych potencjalnych przyczyn ma jednak charakter systemowy i wymaga pogłębionej analizy. Ze względu na skalę problemu jego rozwiązanie musi mieć także charakter systemowy.

 

 

2. Czas odrabiania lekcji w domu to od 13 do 18 godzin tygodniowo. Po dodaniu do tego czasu spędzonego w szkole (ponad 30 godzin w klasach VII i VIII) oraz innych zajęć o charakterze edukacyjnym, otrzymujemy ponad 50 godzin spędzanych na nauce. To znacząco więcej niż czas pracy dorosłego zatrudnionego na etacie. […]

 

 

3. Uczniowie nie są samodzielni w nauce. Tylko połowa (SP) i trzy czwarte (LO) zadań realizowana jest przez nich samodzielnie. Pozostały czas nauki angażuje rodziców lub osoby trzecie. Warty podkreślenie jest fakt, iż bardziej samodzielni są uczniowie z rodzin o wyższym statusie społecznym, mierzonym dochodami lub wykształceniem rodziców. […]

 

 

4. Cele pracy szkół wyznaczane przez rodziców i nauczycieli są zbieżne. Obie grupy badanych wskazywały na to, że kluczowe znaczenie ma to, by szkoła zapewniła uczniom: 

 

– nabycie  umiejętności współpracy, współżycia społecznego,

– nabycie umiejętności rozwiązywania problemów,

– nabycie umiejętności radzenia sobie na rynku pracy,

– dobre zdanie egzaminu końcowego.

 

 

Zaskakująco nisko umieszczono: zdobycie wiedzy (znajomość faktów, dat, pojęć). Za zupełnie nieistotne uznano: ukształtowanie postawy patriotycznej oraz zdobycie sprawności fizycznej. […]

 

 

 

 

Cały raport „Wybrane problemy edukacji w Polsce. Wyniki ankiety dla rodziców i nauczycieli – TUTAJ

 



Poniżej zamieszczamy jeszcze jeden tekst, którego tematem jest wybór liceum przez absolwentów szkoły podstawowej. Tym razem pochodzi on  z fb profilu Marzeny Żylińskiej:

 

 

Gdyby moje dziecko wybierało dziś szkołę średnią i chciało złożyć papiery do jakiegoś elitarnego liceum, to zrobiłabym wszystko, żeby je odwieść od tej decyzji. Wiem, że nie trzeba uogólniać, ale … to, co wiem o szkołach, to, co widzę, co słyszę o placówkach zajmujących najwyższe miejsca w rankingach, budzi moje przerażenie.

 

Tak! PRZERAŻENIE.

 

Trzeba mieć świadomość ryzyka związanego z nauką w placówkach, dla których miejsce w rankingu jest największą wartością, przy której dobro uczniów – ich zdrowie, a nawet życie – schodzi na daleki plan, a często zupełnie znika z pola widzenia. Ostatnio rozmawiałam z nauczycielką jednego z elitarnych liceów.

 

Opowiadała mi, że mieli w tym roku szkolnym trzy próby samobójcze (o tylu wiadomo), ta ostatnia niestety udana. Przyczyny były dla wszystkich jasne, związane ze szkołą. Jednak nikt problemu nie zauważył, nie było na ten temat żadnej rozmowy. Wciąż zadaję sobie pytanie, jak to możliwe?

 

Osoby zainteresowane tematem odsyłam do mojej rozmowy z dwiema licealistkami, którą można znaleźć na FB Budzącej Się Szkoły w zakładce Filmy. Dodam, że żadna z nich nie jest uczennicą elitarnego liceum, a mimo to …

 

To była jedna z najtrudniejszych rozmów, jakie przeprowadziłam. Po tym, co usłyszałam, mogłam te dziewczyny jedynie przeprosić. Żaden człowiek, ani duży, ani mały, nie powinien być traktowany w taki sposób.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 

 

 

 



Dzięki fb profilowi Tomasza Tokarza trafiliśmy na tekst Zuzy Jareckiej, zamieszczony na fanpage „Edukacja Domowa”.:

 

 

 

                                           ABSOLWENT PODSTAWÓWKI WYBIERA LICEUM

 

Udzielanie nieproszonych rad, zawsze niesie ryzyko reprymendy ze strony „osób doradzanych”.

 

Zaryzykuję:

 

Za dwa tygodnie ogłoszone zostaną wyniki tegorocznego egzaminu ósmoklasisty. Niebawem podejmowane będą ostateczne decyzje co do wyboru szkoły średniej.

 

Ja podjęłam nietrafną decyzję!

 

Całą szkołę podstawową zaliczyłam w ramach edukacji domowej pod opieką Rękowa.

 

Egzaminy – bez kłopotu, flying colours.

 

Nie przejmowałam się ocenami ale wszystkie moje świadectwa ozdobione są paskiem w barwach narodowych. Wysokie średnie połączone z bardzo dobrymi rezultatami wszystkich trzech egzaminów dały mi prawo wybrania dowolnego liceum na terenie Dolnego Śląska. Jestem zwolenniczką kończenia edukacji domowej na poziomie szkoły podstawowej.

 

Jakież to przyjemne uczucie wybierać elitarne liceum!

 

Olimpijczycy, laureaci konkursów kuratoryjnych, uczniowie z wyśrubowanymi srednimi ocen. I ja w tym gronie!

 

Marzyłam o uczcie intelektualnej, o przygodach edukacyjnych przewyższających to wszystko co robilismy w naszej homeschoolerskiej rodzinie.

 

I buum!

 

Nic  z tych rzeczy!

 

Po doświadczeniach w Rękowie … ech!

 

To nie ma być wypowiedź antyszkolna (chociaż prywatnie uważam, że system to prawie samo zło) więc tylko garść spostrzeżeń z perspektywy osoby nauczanej w domu.

 

Czytaj dalej »



Wczoraj (20 czerwca 2023 r.) redaktor OE otrzymał  mejla, nadanego ze strony Daltońskie wieści. Oto jego fragment, nawiązujący do poruszanego także i na „Obserwatorium Edukacji” tematu:

 

 

 

                                           Burza w szklance wody? Oby coś z niej pozostało.

 

 

W ciągu ostatniego tygodnia social media wręcz zagotowały się od wpisów i komentarzy, które wywołały posty Jarosława Pytlaka. W bardzo wyważony sposób i z właściwą sobie elegancją odniósł się też do nich profesor Roman Leppert. Temat dotyczył oczywiście tego, co na koniec roku rozgrzewa emocje nauczycieli i rodziców, bo chyba uczniów w dużo mniejszym stopniu. Przynajmniej za moich czasów tak było. Być może teraz dla uczniów świadectwa mają większe znaczenie niż 40 lat temu, co z uwagi na sposób dostawania się do „wymarzonych szkół” może być prawdą.

 

Walka o paski na świadectwie stanowi charakterystyczny element edukacji polskiego ucznia. Dla niektórych, są to symbole nieustannego wysiłku, pokazujące, jak ciężko pracowali przez cały rok szkolny. Dla innych, są to symbole stresu, presji i zbyt surowych standardów, które mogą prowadzić do obniżenia poczucia własnej wartości. Jeszcze dla innych są symbolem czegoś nieosiągalnego z uwagi na ich deficyty i są raczej źródłem demotywacji i obniżania poczucia własnej wartości. Ale nie chcę tutaj odnosić się do tych drażliwych kwestii, bo swoją opinię wyraziłem pod postami i nawet zaskakująco dla mnie ich autor stwierdził: Nie masz tu niczego sobie do zarzucenia, bo propagując plan daltoński w przedszkolach i klasach początkowych realnie i efektywnie działasz na rzecz tego, by w klasach starszych więcej uczniów miało możliwość aspirować do paska.

 

Aby być szczerym z tobą, to moje działania w edukacji mają na celu to, aby nie tyle dzieci w szkole łatwiej osiągały sukcesy, mierzone przez dorosłych ocenami i paskami, lecz aby znały swoje mocne strony i mogły budować na nich swoją przyszłość i osiągać sukcesy zawodowe i osobiste jako dorośli.

 

Często słyszy się argument, że walka o wyróżnienia przygotowuje dzieci na rywalizację w dorosłym życiu. Tymczasem liczne badania sugerują, że sukces w dorosłym świecie nie jest zawsze skorelowany z doskonałymi wynikami w szkole. Właściwie, wielu najbardziej skutecznych ludzi w biznesie, nauce, sztuce i innych dziedzinach, to ci, którzy nie zawsze wyróżniali się w szkole. Więc, czy naprawdę powinniśmy zachęcać dzieci do walki o paski na świadectwie?

 

Chodzi o to, że edukacja to nie tylko nauka i oceny. To również rozwijanie umiejętności miękkich, takich jak zdolność do pracy zespołowej, kreatywność, umiejętność radzenia sobie ze stresem i adaptacji do zmian – wszystko to, co jest tak ważne w dzisiejszym świecie pracy. Sukces zawodowy zależy od wielu czynników, w tym od tych, które nie są mierzone na świadectwie. O tym polska szkoła zapomina, konserwując dalej model, który w tak wielu krajach już udało się zmodernizować

 

I na koniec jeszcze jedna kwestia, która pojawiła się w jednym z komentarzy. Jego autorka podkreślała, jakie to ważne, aby nauczyć się konkurować w szkole, bo potem w pracy najważniejsze jest to, kto jest najlepszy i rozpychanie się łokciami, aby zyskać uznanie swoich szefów. Zapewne to refleksje z własnych doświadczeń i smutno mi się zrobiło, że jest tylu nieszczęśników, którzy tak mają. W mojej bańce jest tak, że nikt z nikim w zespole nie konkuruje, bo każdy z nas ma inne talenty. Premie osiągamy wtedy, kiedy cały zespół wypracuje wyznaczone cele. Każdy z nas zna siebie na tyle, że wie, na co może liczyć. A jeśli ktoś taki, jak autorka tego komentarza, musi uczestniczyć w wyścigu i presji w pracy, to najlepiej jakby jak najszybciej uciekła z tego miejsca, a nie starała się jeszcze swoje dzieci trenować do tego, aby trafiły do tak chorego środowiska.

 

Dlatego postuluję nie konkurujmy, lecz współpracujmy, bo to wszystkim wyjdzie na dobre.

 

 

 

 

Źródło: www.mail.google.com/mail/

 

 



Dziś udostępnimy najnowszy tekst Danuty Sterny, zamieszczony przez nią  wczoraj (19 czerwca 2023 r.) na blogu „Oś świata”:

 

Rys. Danuta Sterna

 

 

5 mitów edukacyjnych

 

Przedstawiam pięć szkodliwych mitów edukacyjnych, które warto porzucić.

 

 

Mit nr 1: Edukacja powinna być zajęciem indywidualnym

 

W wielu klasach uczniowie rozwiązują zadania samotnie. Jednak ostatnie badania sugerują, że praca grupowa jest bardziej efektywna niż praca w pojedynkę. Uczniowie uczący się w sytuacji współpracy lepiej przyswajali wiedzę zapamiętywali materiał oraz wykazywali się wyższymi umiejętnościami w rozwiązywaniu problemów i rozumowaniu, niż uczniowie pracujący w pojedynkę.

 

Praca w grupie uczy umiejętności takich jak współpraca, rozwiązywanie problemów, komunikacja i organizacja — umiejętności, które będą dobrze służyć studentom na studiach lub w miejscu pracy. Dlatego zamiast przydzielać każdemu uczniowi indywidualne zadania warto podzielić ich na pary lub łączyć w małe grupy, aby mogli uczyć się od siebie nawzajem podczas wykonywania zadań.

 

 

Mit nr 2: Testy to najlepszy sposób mierzenia postępów uczniów

 

Testy są od dawna powszechnie stosowane w edukacji. Chociaż mogą być pomocne w ocenie, jak dobrze uczniowie rozumieją określone pojęcie lub temat, to poleganie wyłącznie na testach może prowadzić do niepełnego obrazu wyników uczniów.

 

Testy nie odzwierciedlają, ile wiedzy uczeń zachował na przestrzeni czasu lub jakie strategie opracował w celu rozwiązania problemów. Dlatego tak ważne jest uzupełnianie wyników testów innymi formami oceniania, takimi jak projekty i prezentacje w roku szkolnym; te działania pomagają promować krytyczne myślenie i kreatywność, dostarczając jednocześnie cennych danych na temat postępów uczniów.

 

 

Mit nr 3: Nauczyciele zawsze powinni znać odpowiedź

 

Od nauczycieli oczekuje się, aby wiedzieli wszystko na dany temat. Ale to nie jest realistyczne; nawet doświadczeni nauczyciele czasami potrzebują pomocy kolegów lub zewnętrznych ekspertów, aby odpowiedzieć na pytania swoich uczniów.

 

Trzeba o tym otwarcie mówić, że czegoś nie wiemy, zamiast udawać, że znamy wszystkie odpowiedzi. Jest to okazja do poszukiwanie odpowiedzi razem z uczniami. Nie konkurujmy z Google, ChatGPD i z wieloma innymi portalami, które udzielają odpowiedzi w ciągu milisekundy. Bądźmy lepsi w prowokowaniu pytań .

 

 

Mit nr 4: Praca domowa poprawia uczenie się uczniów

 

Ten mit jest kontrowersyjny; niektórzy badacze twierdzą, że praca domowa może pomóc utrwalić koncepcje i być użytecznym narzędziem do powtórek, podczas gdy inni twierdzą, że w najlepszym razie jest nieefektywna, a w najgorszym szkodliwa dla nauki uczniów.

 

Jeśli decydujesz się na zadawanie pracy domowej, upewnij się, że robisz to z właściwych powodów: aby zapewnić uczniowi niezbędną dodatkową praktykę, dać uczniom możliwość głębszego zbadania tematu i promować samodzielność Unikajmy zadawania zadań domowych tylko po to, by „zająć uczniom czas”; jeśli nie mamy pewności, w jaki sposób zadanie przyniesie korzyści uczniom, prawdopodobnie najlepiej będzie je pominąć.

 

 

Mit nr 5: Tylko nauczyciel  możesz wpłynąć na osiągnięcia uczniów

 

Jako nauczyciele wierzymy, że nasze wysiłki są jedynym czynnikiem decydującym o sukcesie uczniów. Ale to nieprawda — wiele czynników poza murami szkoły wpływa na to, jak dobrze uczniowie się uczą i jakie osiągają wyniki, w tym sytuacja rodzinna i stresogenne środowisko.

 

Zamiast czuć się przytłoczonym wszystkim, na co nie mamy wpływu, skupmy się na tym, co jest w naszej mocy, a więc: na budowaniu relacji z uczniami, zapewnianiu bezpiecznego środowiska do nauki i znajdowaniu sposobów komunikacji i interakcji z rodzinami i innymi członkami społeczności. Te małe kroki zrobią wielką różnicę.

 

 

Zamiast kultywowania mitów:

– organizujmy uczniom pracę w grupach,

– oceniajmy nie tylko testami,

– szukajmy odpowiedzi na ważne pytania razem z uczniami,

– z rozsądkiem podchodźmy do pracy domowej,

– budujmy relacje z uczniami i ich rodzinami.

 

 

 

Inspiracja artykułem  Jeffrey Lambert

 

 

 

Źródło: https://osswiata.ceo.org.pl/2023/06/19/5-mitow-edukacyjnych/

 



Foto:- www.edukacja.rp.pl/

 

W Szkole Podstawowej nr 10 z Oddziałami Integracyjnymi w Zamościu każdy uczeń  otrzymuje świadectwo z paskiem – w kolorze, oznaczającym jego szczególne uzdolnienia

 

 

Dzisiaj (19 czerwca 2023 r.) proponujemy lekturę posta, jaki wczoraj zamieścił na swoim fb-profilu dr Tomasz Tokarz:

 

 

Przy poście dotyczącym kolorowych pasków pojawiały się także pytania o tym, co w tym takiego świetnego. Wg mnie świetne jest to, że jest to zgodne z ideą rozwoju mocnych stron uczniów, samoidentyfikacji ich i wytyczania własnych ścieżek.

 

Po pierwsze pasek przypomina odznaki za sprawności, charakterystyczne dla harcerstwa. Masz pewną specjalność, którą wybierasz i doskonalisz.

 

Odnosząc się do konkretnej szkoły, o której była mowa:

 

Pasek niebieski – informatyk.

Żółty – społecznik

Zielony – przyrodnik

Pomarańczowy – sportowiec

Różowy – twórca/artysta

Fioletowy – krytyczny myśliciel

Brązowy – obserwator świata

 

Po drugie – wybór koloru odbywa się w wyniku rozumowy z uczniem. Wychowawcy wspólnie z uczniami ustalają, jaki kolor paska najlepiej oddaje ich zaangażowanie i osiągnięcia. Aby uczeń mógł wybrać musi dokonać autorefleksji… To przydatna umiejętność. A przy okazji może sobie określić plan działania na następne półrocze.

 

Po trzecie – uczniowie mogą sobie wymyślić własne kolory – jeśli w zestawie nie ma nic co im odpowiada. To już w ogóle wysoka kompetencja, wymagająca jednak pewnego namysłu.

 

Te wybory nie likwidują przecież oficjalnej flagi – jeśli dla kogoś ważne jest zdobywanie tradycyjnych stopni i uzyskanie biało-czerwonej flagi – taka ścieżka jest wciąż dostępna. Jeśli jego celem jest wysoka średnia i specjalizacja we wszystkich przedmiotach to po prostu idzie tą drogą. To taki sygnał: jestem dobry (w miarę – bo przecież biało czerwony pasek to coraz mniejszej wyzwanie) we wszystkim

 

Jeśli jednak dla niektórych uczniów taki szlak nie jest atrakcyjny i woli położyć nacisk na wybrane obszary – to ma alternatywę.

 

To już pytanie dodatkowe – czy rynek pracy i ogólne powodzenie w życiu będzie zależne do jakiegoś koloru paska. Ale nie o tym ten tekst.

 

Czy paski są infantylizacją edukacji? Możliwe – ale biorąc pod uwagę, że te pomysły są realizowane w podstawówce – to w sumie chyba naturalne zjawisko.

 

Osoby używające pojęcia infantylizacja chyba nie widzą, ze w znaczeniu neutralnym oznacza to po prostu „traktowanie dorosłych w taki sposób, w jaki traktujemy dzieci” – jeśli postępujemy wobec dzieci zgodnie z etapem rozwojowym – to chyba właściwie. Jeśli natomiast nie chcesz infantylizacji i chcesz traktować dzieci jako dorosłych – to może rozważ wprowadzenie wynagrodzenia ze ich pracę.

 

Wiem, że niektórzy mają wizję szkoły jako ponurego miejsca, gdzie ludzie z poważnym wyrazem twarzy koncentrują się na robieniu trudnych czarno-białych testów na kartach (które potem trzeba godzinami sprawdzać, ale nie ma lekko, bo szkoła to trud i znój), a potem na podniosłych uroczystościach rozdają medale dla tych, którzy w pocie czoła je rozwiązywali.

 

Moja opowieść o szkole jest nieco inna – miejsce, gdzie młodzi ludzie wspierani przez życzliwych i kompetentnych dorosłych, odnajdują siebie, rozpoznają swoje mocne strony i na podstawie tego, wyznaczają sobie ambitne cele. I w takim miejscu zabawa, współpraca i jak najwięcej czasu na swobodne poznawanie siebie i świata są traktowane jako dobra inwestycja…

 

A kolorowe paski, jako oznaka wyboru pewnej specjalizacji, są elementem odnajdywania drogi i podążania nią…

 

 

Źródło:  www.facebook.com/tomasztokarzIE/p



Wczoraj (16 czerwca 2023 r.) prof. Roman Leppert zamieścił na swoim fb-profilu tekst, w którym odniósł się do zamieszonego 14 czerwca br. posta dyrektora Jarosława Pytlaka o świadectwach „z paskiem”. Oto ów tekst oraz komentarz do niego i reakcja nań prof. Lepperta. Wyróżnienie fragmentów pogrubioną czcionką i podkreśleniami – redakcja OE:

 

 

 

Zastanawiałem się, czy zabierać głos w „gorącej” na koniec roku szkolnego kwestii świadectw z tzw. paskiem (zwłaszcza, że tyle w tym temacie już napisano, powiedziano). Ponieważ jednak Jarosław Pytlak, którego publicystykę edukacyjną bardzo sobie cenię (a jeszcze bardziej cenię to, że Jarek potrafi płynąć pod prąd, wbrew powszechnie podzielanym przekonaniom) jednym z postów temat przypomniał, postanowiłem dołożyć swoje trzy grosze.

 

W poście Dyrektora Pytlaka znalazło się m.in. takie stwierdzenie:

 

 

Część uczniów lepiej od innych spełniła wymagania związane z edukacją. Dlaczego mamy odebrać im prawo do nagrody? Czy naprawdę w interesie młodych ludzi jest ich absolutne zrównywanie?! Opakowanie w plastik politycznej poprawności?! Tak ma wyglądać informacja zwrotna z otoczenia, niezbędna, by młody człowiek mógł dokonywać dalszych życiowych wyborów?! Nie sądzę.”

 

Jako akademicki pedagog przywykłem do analizowania jawnych i ukrytych aspektów zjawisk i procesów edukacyjnych (w literaturze pedagogicznej istnieje nawet pojęcie ukrytego programu nauczania, uczenia się, szkoły, nauczyciela, ukrytego – czyli takiego, którego realizacji nikt nie deklaruje, a jednak jest on realizowany). Spróbuję z tej perspektywy spojrzeć na problem świadectw „z paskiem”.

 

Na poziomie jawnym takie świadectwo potwierdza to, o czym mój ulubiony publicysta edukacyjny pisze: część uczniów lepiej od innych spełniła formalne wymagania związane z edukacją. Przyjrzyjmy się jednak temu co ukryte za takim sposobem myślenia. Odwołując się do społecznych mechanizmów, które są w ten sposób realizowane szybko dojdziemy do wniosku, że ma tu zastosowanie mechanizm rywalizacji. Chodzi o wyłonienie spośród ogółu uczących się tych, którzy spełniają systemowe wymagania najlepiej, dla nich przewidziane jest miejsce na podium. To ostatnie prowadzi nas do myślenia o szkole jako dyscyplinie sportowej, w ramach której z sobą rywalizujemy o bycie najlepszym. Tu jednak analogie się kończą, warto wspomnieć o fundamentalnej różnicy pomiędzy dyscypliną sportową a szkolnymi wymaganiami. O ile w przypadku tej pierwszej rywalizujemy w tym samym zakresie (np. kto dobiegnie szybciej do mety lub wyżej skoczy), to w przypadku wspominanych przez Jarka wymagań związanych z edukacją pojawia się cała gama przedmiotów (od tych egzaminacyjnych, aż po te, które pogardliwie bywają nazywane „michałkami”). Żeby stanąć na przysłowiowym pudle muszę być najlepszy z wszystkiego, co więcej muszę spełniać przewidziane szkolnym regulaminem wymogi związane z zachowaniem. W ten sposób dochodzimy do porównywania nieporównywalnego, co owocuje m.in. zjawiskiem „naciągania” ocen z przedmiotów, z których szkolny prymus radzi sobie gorzej (sam – jako posiadacz świadectwa z paskiem – takiego naciągania dawno temu doświadczyłem, nie umiałem np. śpiewać ani grać na żadnym instrumencie, a na szkolnym świadectwie mam ocenę bardzo dobrą z muzyki; o tym, jak musiały się czuć moje koleżanki, których umiejętności predysponowały je do wzięcia udziału choćby w The Voice of Poland wolę nie myśleć). W porównywaniu uczniów ze względu na spełnienie szkolnych wymagań jest – moim zdaniem – mniej więcej tyle sensu ile w porównywaniu wyników uzyskanych w biegu przez płotki z wynikami gry w siatkówkę. Taki sam sens ma zresztą porównywanie klas, szkół. Do tego celu mogą posłużyć co najwyżej wyniki egzaminów zewnętrznych, ale te nie są przecież znane w momencie wystawiania szkolnych świadectw. Podstawowe pytanie, które przed nami staje dotyczy zatem mechanizmów, które takim sposobem postępowania wzmacniamy. Pomijam w tym miejscu kwestię zdolności (w wybranych zakresach), statusu socjoekonomicznego rodzin, z których pochodzą uczniowie i wielu innych czynników, które od szkoły w żaden sposób nie zależą, a które mają znaczący udział w wynikach, jakie w poszczególnych zakresach uzyskują uczniowie. Wtedy musielibyśmy zadać sobie pytanie: co tak naprawdę nagradzamy: zdolności, pracowitość, pochodzenie ucznia (i tu można wyliczać). Pomijam też w tej wypowiedzi kwestię tego, czym są owe wymogi związane z edukacją, kto je ustanawia, co one zawierają, to może być przedmiot niejednego opracowania naukowego.

 

Zatem Jarku: nie o „opakowaną w plastik polityczną poprawność” w dyskusji nad sensem wydawania świadectw „z paskiem” chodzi. Mam też refleksję ogólniejszą. Od lat zadaję studentom i sobie pytanie: po co my każdego roku, na koniec każdej kolejnej klasy wydajemy wszystkim uczniom świadectwa jej ukończenia? Dlaczego to robimy? Przecież wiadomo, że jeżeli uczeń jest w klasie piątej to wcześniej ukończył klasę czwartą. Odwołując się do akademickiego doświadczenia pozwolę sobie zauważyć, że studentom nie wydajemy każdego roku świadectw potwierdzających ich zaliczenie (o tym świadczy zapis w USOS-ie), wydajemy jedynie dyplomy ukończenia studiów, a mimo to system funkcjonuje. Podobnie uzasadnione jest wydawanie świadectw ukończenia szkoły (podstawowej, średniej), sensu wydawania świadectw na koniec każdej kolejnej klasy jednak nie widzę. Zobaczmy, ile wysiłku nauczycieli, dyrektorów, szkolnej administracji wymaga wystawienie milionów świadectw, które tak naprawdę niczemu nie służą, poza celebrowaniem.

 

To takie zdroworozsądkowe refleksje podstarzałego posiadacza świadectwa „z paskiem” (otrzymanego dawno temu, w PRL-owskiej szkole), sprowokowane wypowiedzią osoby, której znaczenie dla publicznego dyskursu o edukacji przecenić nie sposób.

 

x          x          x

 

A oto komentarz Jarosłwa Pytlaka, zamieszczony pod powyższym postem:

 

Zacznijmy od rzeczy bezdyskusyjnej: świadectwa promocyjne nie są potrzebne (co nie znaczy, że nie jest potrzebna ocena końcoworoczna i sama promocja – niepotrzebny jest papier). A co do innych kwestii poruszonych w poście: używasz pojęcia podium. Ja rozróżniam rywalizację w celu wyłonienia trójki medalistów (i to z rozróżnieniem: najlepszy, średni, najsłabszy) od postawienia poprzeczki, której przeskoczenie każdemu daje nagrodę. Nie ma też żadnych represji za niewzięcie udziału w tej rywalizacji. Nie spieram się, że „najlepszy ze wszystkiego”, choć wolałbym „dobry, bardzo dobry lub celujący” w pewnej niezbędnej proporcji. Ale to szczegół. Natomiast  nie wydaje mi się trafne stwierdzenie o porównywaniu biegu przez płotki z siatkówką. Mamy raczej do czynienia z wielobojem, jednakowym dla wszystkich. Nagradzamy sprawność w wieloboju, która miewa rozmaite korzenie, które wskazałeś, ale to normalne, bo w życiu się różnimy. Myślę, że problem stałby się mniej palący, gdyby zrezygnować ze świadectw promocyjnych, a świadectwa ukończenia szkoły wyróżnieniem nie premiować żadnymi punktami rekrutacyjnymi. Choć zapewne i wtedy mielibyśmy dyskusję, bo zadowoleni dzisiaj muszą być wszyscy, choć jest to niemożliwe. Bardzo Ci Romku dziękuję, za Twój komentarz do mojego posta. Gdybyśmy mieli jakąś sprawczość w kwestii pasków, z pewnością znaleźlibyśmy sensowne rozwiązanie. Tak, możemy sobie pogadać, co jest kształcące, choć, niestety, społecznie jałowe. Ale to zupełnie inny problem, który dotyczy wielu aspektów edukacji (i jeszcze więcej – życia w ogóle).

 

 

 Na to odpowiedział Roman Leppert:

 

 

Ja Tobie dziękuję za to, że swoim postem sprowokowałeś mnie do zabrania głosu. Metaforę wieloboju gotów jestem rozważyć. Popieram postulat niepremiowania przy przyjęciu na kolejny szczebel edukacji. Niezmiennie pozostaję z uznaniem dla roli, jaką na tej wirtualnej agorze swoimi wypowiedziami pełnisz.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/roman.leppert/

 

x          x          x

 

 

I jeszcze jedna wypowiedź, sprowokowana przez post prof. Lepperta. Na swoim fb-profilu prof. dr hab. Mirosława Nowak-Dziemianowicz wczoraj (16 czerwca 2023 r.) zamieściła taki post:

 

 

Roman Leppert skomentował dyskusję o świadectwach z paskiem posługując się analogią ze sportem. Fajna, ciekawa analogia, dużo pokazuje. Ale ja dostrzegam w tych paskach ( nagradzaniu za średnią ocen) jeszcze kilka innych spraw.

 

Po pierwsze- rywalizacja. Tak, zgoda Romku szkoła jest oparta na rywalizacji. O ocenę , o popularność, o pozycję, o sympatię nauczyciela. To klasyczna sytuacja Pana i Niewolnika jest. Nauczyciel ma władzę i narzędzia tej władzy. Uczeń musi ( dla paska, dla pozycji, dla sympatii nauczyciela) się im podporządkować. Więc najpierw „ czyta „ oczekiwania nauczyciela ( słynne pytania przy każdej nowej polonistce – jak pisać, jak ona lubi?) a później chce je spełniać. I robi wszystko, żeby je spełniać. I tak rywalizacja w szkole ( nasz cały świat, tez aktywność na fb- konkurowanie o uwagę, o lajki, o udostępnienia , rynek, praca, kariera, awans, sukces, kasa- oparty jest na rywalizacji) przygotowuje dzieciaki do życia. I w tym znaczeniu szkoła faktycznie przygotowuje do życia. Do życia w rywalizacji. I w niewolnictwie. A uczeń ze świadectwem z paskiem to zadowolony niewolnik. Trzeba zmienić świat ( albo chociaż chcieć go zmienić) żeby rywalizacja przestała być naszym głównym zajęciem.

 

Ale jest jeszcze sprawa druga ( ta ukryta). Posłuszeństwo, konformizm, przymilanie się , reaktywność ( rozumiana jako natychmiastowe reakcje na najgłupsze nawet polecenia dla oceny jak na przykład budowa globusa na geografię. Jaki Krzysiek zrobił piękny globus dla Dziecka- dostał 6- Krzysiek geodeta z pierwszego wykształcenia). Chcesz mieć pasek- posłuszeństwo przede wszystkim. Buntownik, ktoś zdolny do artykułowania własnych potrzeb nie ma szans na pasek. Ale badania pokazują , że tzw. prymusi nie osiągają w życiu zbyt wiele. Buntownicy ( pokazują to badania biograficzne) realizują własne pasje ( a nie cudze oczekiwania) i robią ze swoim życiem dużo więcej i z większą radością. I nikt tu , w tej dyskusji nie pokazuje kolejnego absurdu: Uczeń z paskiem musi być świetny we wszystkim: w pisaniu, liczeniu, chemii, historii, geografii, fizyce itp. Za każdym razem rozlicza go z tego nauczyciel, który ma taką szeroką wiedzę Z JEDNEGO, SWOJEGO PRZEDMIOTU, Z JEDNEJ, STUDIOWANEJ DYSCYPLINY WIEDZY.

 

To może zróbmy taki eksperyment: Uczniowie posadzą nauczycieli w ławkach i zaczną ich pytać tylko z tego zakresu wiedzy, który ich w danej klasie obowiązuje. Ale każdego nauczyciela ZE WSZYSTKICH PRZEDMIOTÓW. Ciekawe, ilu nauczycieli miałoby świadectwo z paskiem. […]

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/mirka.dziemianowicz/

 



 Oto ciekawa propozycja Danuty Sterny – zaczerpnięta z jej bloga „Oś świata”:

 

 

                                                      Zadanie na koniec roku szkolnego

 

Świadome planowanie przyszłości wymaga świadomości, co proponuje przyszłość i co niesie ze sobą teraźniejszość. Dobrym sposobem, aby pogłębić własną świadomość jest napisanie do siebie listu.

 

Można to zadnia zaproponować uczniom na końcu roku szkolnego, gdy czujemy już wakacje i trudno się skupić na nauce.

 

Na początek warto zrobić wprowadzenie i porozmawiać z uczniami, o czym warto pisać i po co to robimy.

 

Wybór formy w jakiej będziemy się zwracać do siebie już jest znaczący. Można sprawdzić na ile jesteśmy dla siebie samych życzliwi.

 

Czasami jest trudno zacząć, ale warto roztoczyć przed uczniami perspektywę czytania listu za rok. Można poprosić uczniów, aby oczami wyobraźni zobaczyli siebie za rok, w jakim stopniu i kierunku mogą się zmienić fizycznie lub emocjonalnie? Jak będzie wyglądać ich życie w szkole i w domu. Warto włożyć wysiłek w list, aby przyszłe JA z przyjemnością i ciekawością go przeczytało.

 

Można skonstruować list w trzech częściach: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

 

Przeszłość. Pytania pomocnicze:

-Jakie trudności pokonałem/am w tym roku?

-Jakie sukcesy odniosłam/em?

-Jakie zmiany zaszły w rodzinie, przyjaźniach, w szkole?

-Czym się zajmowałem/am, co mnie ciekawiło najbardziej?

 

Odpowiedzi na te pytania uświadamiają uczniom, co w ostatnim roku osiągnęli i z czym się zmagali.

 

Teraźniejszość. Pytania pomocnicze:

-Czym się obecnie zajmuję?

-Z czym się zmagam?

-Co mnie teraz interesuje? Czy jest to stałe zainteresowanie, czy chwilowe?

-Jak wygląda mój dzień?

 

Czytając list po roku, można zobaczyć, jak zmieniły się zainteresowania, jakie zmiany nastąpiły w życiu osoby. Pisząc tę część listu uczniowie mogą zdać sobie sprawę, na ile dobrze czują się z samym sobą.

 

Przyszłość. Pytania pomocnicze:

-Jak będzie wyglądało, moje życie za rok?

-Czy zmienię szkołę, przyjaciół, a może miejsce zamieszkania?

-Czy moja rodzina się powiększy?

-Czy porzucę swoje hobby, na rzecz czegoś bardziej inserującego?

-Czy nauczę się czegoś ciekawego?

-Pisząc tę część uczeń zastanawia się również, jak tam dotrze i co jest możliwe, stawia sobie wyzwania.

 

W zależności od panujących relacji i zaufania, uczeń może (ale nie musi) podzielić się treścią listu z nauczycielka lub nauczycielem. Jeśli tak się stanie to nauczyciel ma niecodzienną okazję  – lepiej poznać swojego ucznia.

 

Na koniec pisania listu, każdy uczeń wkłada go do koperty ze znaczkiem, nauczyciel zbiera listy, a za rok wysyła pocztą. Może też zachować listy i je rozdać uczniom po roku.

 

To zadanie jest bardzo cenione przez uczniów i dlatego warte zachodu. Wielu uczniów przechowuje takie listy nawet w dorosłym życiu.

 

 

Inspiracja  artykułem   Aimee Leukert

 

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl



Także wczoraj (14 czerwca 2023 r.) – wszak to była środa – w „Akademickim Zaciszu” odbyła się rozmowa w gronie eksperckim na temat „Prestiż zawodu nauczyciela – oczekiwania a rzeczywistość”.

 

Uczestniczące w niej – na zaproszenie prof. Romana Lepperta –  naukowczynie z Uniwersytetu Warszawskiego, na podstawie wyników przeprowadzonych w ostatnich dwóch latach badań oraz doświadczeń zagranicznych, omawiały tytułową rozbieżności w odniesieniu do kwestii prestiżu zawodu nauczyciela. Oto kim były gościnie wczorajszej rozmowy:

 

Dr hab. Anna Zielińska, prof. UW  – Katedra  Polityki Oświaty i Społecznych Badań nad Edukacją na Wydziale Pedagogicznym UW

 

 

Dr hab. Małgorzata Żytko, prof. UW – kierowniczka Zakładu Wczesnej Edukacji i Kształcenia Nauczycieli  na Wydziale Pedagogicznym UW

 

Dr Joanna Dobkowska – adiunkt w Zakładzie Wczesnej Edukacji i Kształcenia Nauczycieli Na Wydziale Pedagogicznym UW

 

 

 

Kto wczoraj nie mógł śledzić tej niezwykle ciekawej wymianie poglądów na ów tak ważny temat – może to w dogodnej porze nadrobić, klikając w poniżej udostępniony link:

 

 

„Prestiż zawodu nauczyciela – oczekiwania a rzeczywistość”  –  TUTAJ