
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Oto obszerne fragmenty z kolejnego tekstu dr Jędrzeja Witkowskiego – prezesa Zarządu CEO, w którym on także podjął problem młodych uchodźców z Ukrainy i ich funkcjonowania w polskich szkołach:
W szkole, w internecie, w próżni? Gdzie są młodzi uchodźcy?
dr Jędrzej Witkowski
Tylko około połowa z 300 tys. dzieci z Ukrainy, które w 2022 roku znalazły się w Polsce, trafiły do szkół. Uczniowie ukraińscy stanowią obecnie 4 proc. wszystkich uczniów w polskich szkołach. Gdyby jednak zapisali się do nich wszyscy młodzi Ukraińcy mieszkający w Polsce, ten odsetek wzrósłby do 9 proc. Mimo to liczba uczniów ukraińskich w polskim systemie, wbrew oczekiwaniom, nie wzrasta. Co to oznacza i jakie rodzi wyzwania? English version below.
Mija ponad rok odkąd tysiące polskich szkół powitało pierwszych uczniów z Ukrainy. Zagwarantowanie dostępu do edukacji dzieciom, które uciekły przed wojną przy jednoczesnym utrzymaniu jakości kształcenia wszystkich uczniów stanowi teraz jedno z większych wyzwań dla polskiej oświaty i szerzej dla społeczeństwa. Z jednej strony powinniśmy zadbać o prawie 135 000 uczniów, którzy są w polskich szkołach, z drugiej zatroszczyć się o ponad 170 000, którzy są w Polsce, ale uczą się online w Ukrainie.
Bezprecedensowa skala (dwóch) wyzwań
Migracja ukraińska do Polski w 2022 r. ma szczególny charakter – około połowa z ponad miliona osób przebywających teraz w Polsce to osoby niepełnoletnie. Ponad 300 tys. to dzieci w wieku szkolnym. Tylko około połowa z nich – 135 tys. trafiło do polskich szkół. Zdecydowana większość tej grupy jest w szkołach podstawowych – 115 tys. Uczniowie z Ukrainy są nieproporcjonalnie rozłożeni po kraju, najwięcej z nich zamieszkało w dużych miastach i to tam, do często przepełnionych szkół zapisali ich rodzice. Już teraz uczniowie ukraińscy stanowią 4 proc. wszystkich uczniów w polskich szkołach, a gdyby do szkoły zapisali się wszyscy młodzi Ukraińcy mieszkający w Polsce, ich odsetek wzrósłby do 9
proc.
A jednak, liczba uczniów ukraińskich w polskim systemie, wbrew oczekiwaniom, nie wzrasta. Ponad połowa uczniów realizuje obowiązek szkolny w systemie ukraińskim, korzystając z lekcji online. Przynajmniej teoretycznie, bo w praktyce nie wiemy, kto korzysta z tej formy edukacji zdalnej, a kto w ogóle przestał się uczyć. Sprawa jest poważna, bo problem może dotyczyć od 170 tys. do 200 tys. młodych ludzi.
Potrzeba integracji edukacyjnej […]
W internecie czy w próżni? […]
Rozwiązania, których potrzebujemy
Z uwagi na skalę migracji do Polski należy uznać, że to formalny system polskiej edukacji jest najlepszym narzędziem, które może to zagwarantować. Powstające w ostatnim roku w największych polskich miastach szkoły ukraińskie, choć świetnie służą swoim podopiecznym, nie są w stanie przyjąć tak licznej grupy dzieci. Długofalowo więc w interesie społeczeństwa (tak jego polskiej większości, jak i ukraińskiej mniejszości) jest stopniowe włączanie uczniów ukraińskich do polskich szkół i wspieranie tych placówek w odpowiadaniu na szczególne potrzeby dzieci uciekających przed wojną. Integracja edukacyjna, jeśli się powiedzie, może ożywić praktyki edukacji włączającej, wzmocnić działalność profilaktyczno-wychowawczą szkół, uczyć uczniów funkcjonowania w środowiskach zróżnicowanych kulturowo i przygotować na przyjęcie migrantów z bardziej odległych kultur. Na tych zmianach
skorzystają wszystkie dzieci w Polsce.
x x x
Fragment artykułu dr. Jędrzeja Witkowskiego „Migranci w systemie edukacji: szkoła, internet czy próżnia?”. Artykuł ukazał się w czasopiśmie „Res Publica Nowa” (1/2023).
Materiał powstał w partnerstwie z Norwegian Refugee Council.
Cały tekst „W szkole, w internecie, w próżni? Gdzie są młodzi uchodźcy?” – TUTAJ
Źródło: www.ceo.org.pl
Dziś (14 czerwca 2023 r.) proponujemy tekst zaczerpnięty z fb-profilu Jędrka Witkowskiego, w którym zwrócił on naszą uwagę na jeszcze jeden „wynik” polskich czwartoklasistów w najnowszym badaniu PIRLS:
JUŻ W 4. KLASIE TYLKO 43% UCZNIÓW MA SILNE POCZUCIE PRZYNALEŻNOŚCI DO SZKOŁY
Kilka dni temu IBE Instytut Badań Edukacyjnych opublikował wyniki zeszłorocznych badań PIRLS – mierzących biegłość czytania ze zrozumieniem wśród 4-klasistów. Polscy uczniowie wypadli w nim bardzo dobrze. Na 43 porównywane kraje 10-latki z Polski zajęły 5 miejsce, zdobywając średnio tyle samo punktów, co uczniowie fińscy. Brawa! Jest się z czego cieszyć.
Badania potwierdziły też niestety smutną prawdę o poczuciu przynależności polskich uczniów do szkolnych wspólnot. Tylko 43 proc. 10-latków ma silne poczucie przynależności do swojej szkoły. W tej klasyfikacji na ponad 50 krajów Polska zajęła 4. miejsce OD KOŃCA!
Poczucie przynależności do szkoły mierzono, m.in. pytaniami:
> czy uczniowie lubią chodzić do szkoły,
> czy są dumni ze swojej szkoły,
> czy czują się w szkole bezpiecznie,
> czy mają w szkole przyjaciół,
> czy są sprawiedliwie traktowani przez nauczycieli,
> czy czują się związani ze szkołą.
Te wyniki powinny nas niepokoić nawet jeśli (co Polskę wyróżnia) nie odbijają się one na razie negatywnie na wynikach uczniów w nauce. Szczególnie, że podobnych wniosków dostarczały inne badania międzynarodowe.
Już w 4. klasie szkoły podstawowej, duża część uczniów tylko częściowo czuje się związana ze swoją szkołą i ma do niej bardziej krytyczne nastawienie. Naszą ambicją powinna być szkoła, która nie tylko skutecznie uczy czytać, pisać i liczyć, ale też szkoła, w której uczniowie czują się dobrze, do której chcą przychodzić, w której mają przyjaciół i w której czują się u siebie. Jak widać możemy się w tym wiele nauczyć od innych krajów. Warto ten problem uznać za jeden z priorytetów zmian w edukacji.
Źródło: Kaźmierczak, J., Bulkowski, K. (red.). (2023). Przeczytać i zrozumieć. Wyniki międzynarodowego badania osiągnięć czwartoklasistów w czytaniu – PIRLS 2021. Warszawa: Instytut Badań Edukacyjnych.
Całość badania omawia na blogu Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO) Sylwia Żmijewska-Kwiręg
Źródło: www.facebook.com/jedrek.witkowski.3/
Oto najnowszy (z wczoraj – 12 czerwca 2023 r.) post z fb-profilu Wieslawy Mitulskiej:
Słowa mają moc, czyli o motywacji i nastawieniu na rozwój
Ostatnio pisałam tutaj o stopniach i motywacji do uczenia się. Teraz chciałabym uzupełnić poprzedni wpis o kilka myśli dotyczących nastawienia na rozwój. Przypominam tekst, który powstał kilka lat temu. Pisałam go pod wpływem książki Carol Dweck „Nowa psychologia sukcesu
Każdy z nas chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Zależy nam, by uczyło się, rozwijało i osiągało sukcesy, więc udzielamy mu informacji zwrotnych, chwalimy je, a czasami wyrażamy dezaprobatę.
Czy to pomaga? Czy dzięki temu dzieci zyskują pewność siebie i motywację do uczenia się?
Carol Dweck pisze o sile przekonań, które wpływają na to, czy uda nam się zrealizować swoje plany i osiągać cele – „Moje badania prowadzone na przestrzeni dwudziestu lat pokazują, że nasze własne wyobrażenia o sobie wywierają ogromny wpływ na to, jak będzie wyglądać nasze życie. Mogą one zdecydować o tym, kim chcesz być, i czy zdobędziesz to, co ma dla ciebie prawdziwą wartość.”
Ludzie nastawieni na rozwój żyją w przekonaniu, że rozwijać się można poprzez pracę, a wrodzone zdolności i talenty nie determinują naszej przyszłości. Znaczenie ma włożona praca i zaangażowanie. Takie nastawienie powoduje, że nie boimy się wyzwań, jesteśmy gotowi na porażki i nie rezygnujemy wobec trudności, ale szukamy rozwiązań.
Przekonanie, że nasze cechy, talenty, iloraz inteligencji są dane raz na zawsze – czyli nastawienie na trwałość – powoduje, że musimy udowadniać swoją wartość, że boimy się wyzwań i trudnych zadań, bo ryzyko porażki spowoduje, że inni ludzie mogą uznać nas za głupich. Żyjemy w strachu, że w końcu wyjdzie na jaw, iż nie jesteśmy wcale tak mądrzy, jak się innym wydaje.
Czy zdajemy sobie sprawę, że komunikaty wysyłane przez nas innym ludziom, mogą wpłynąć na ich nastawienie?
Nauczycielu! Rodzicu! Twoje słowa mają moc!
Lubimy chwalić dzieci, prawda? Co się dzieje, gdy powiemy dziecku – „ Jak pięknie narysowałeś. Masz talent” albo „Dostałeś 5 z matematyki, a wcale się nie uczyłeś. Urodzony matematyk z ciebie!”
Potrafimy sobie wyobrazić jeszcze inne komunikaty tego rodzaju, bo przecież zdarza nam się tak mówić. Co zyskuje dziecko? Czuje się docenione, zyskuje pewność siebie, ale tylko na chwilę. Kiedy pojawia się przeszkoda, poziom trudności zadań wzrasta, to pewność siebie się ulatnia, a motywacja do działania spada. Wychwalanie dzieci za talent i inteligencję odbiera im pewność siebie i zmusza do udowadniania, że zasługują na to, by tak o nich myśleć. W rezultacie tracą szansę na to, by się rozwijać, bo nie podejmują wyzwań w obawie, że coś może się nie udać. Talent może okazać się ciężarem, który odbiera im radość życia.
Powinniśmy chwalić dzieci, nie za inteligencję i talent, ale za wysiłek i pracę, nawet jeśli popełnią błąd, bo w ten sposób pokazujemy im, że człowiek rozwija się, staje się mądrzejszy dzięki własnej pracy, a nie tylko i wyłącznie dzięki wrodzonym zdolnościom.
Reakcja dorosłych na porażki również warunkuje nastawienie. Czasem niewinna uwaga wpływa na to, jak człowiek myśli o sobie przez całe życie:
Foto: Adobe Stoock[www.swiat-obrazow.pl]
Danuta Sterna zamieściła wczoraj (11 czerwca 2023 r.) na swoim blogu tekst, w którym przekonuje, że narzędzia sztucznej inteligencji mogą być przydatne w tworzeniu ciekawych lekcji. Zapraszamy do lektury:
Korzystanie z ChatGPT do tworzenia lekcji
ChatGPT budzi wiele niepokoju wśród nauczycieli, ale zaczyna być również przez nich wykorzystywany, szczególnie w zakresie planowania nauczania.
Narzędzia sztucznej inteligencji mogą być przydatne i mogą być wykorzystane do oszczędzenia czasu i tworzenia ciekawych lekcji. Trzeba jednak uważać na pozyskane informacje i sprawdzać ich wiarygodność. Nowe narzędzie, ale warte poznania, gdyż już zostanie z nami.
W tym wpisie kilka przykładów, jak nauczyciel może wykorzystać te narzędzie na różnych lekcjach w szkole.
>Po co się tego uczymy?
Pierwszy obszar, w jakim może być przydatny ChatGPT, to wyszukiwanie odpowiedzi na często zadawane przez uczniów pytanie – Po co się tego uczę, czy kiedykolwiek mi się to przyda? Na przykład nauczyciel może zapytać ChatGPT: „Jakie są zastosowania wielomianów w życiu codziennym?” A następnie wybrać te zastosowania, które dla uczniów mogą być intersujące.
>Wyszukiwarka
Nauczyciel poznaje swoich uczniów i znajduje tematy, które mogą być dla nich intersujące. Polecam artykuł na temat intersujących tematów dla uczniów z matematyki. Nauczyciel może z pomocą AI znaleźć propozycje rozwinięcia tych tematów i dzięki temu lepiej zaplanować lekcje.
>Tworzenie treści
Mając pomysł na lekcję, można zacząć ją tworzyć, wykorzystując AI. Można zapytać ChatGPT o użyteczne i wciągające uczniów zadania związane z tematem. Można zapytać o zadania, które najbardziej prowadzą do celu lekcji.
>Projekty
Można zarysować plan projektu, wybrać kryteria do jego oceny i poprosić AI o pomoc w konstrukcji etapów projektu i ich oceny.
Autorka artykułu, z którego korzystam, podzieliła się linkiem do projektu, który zrealizowała z uczniami – projekt skupiający się na geometrii, sztuce i kulturze .
>Projektowanie cyklu lekcji
Można poprosić AI o propozycje rozszerzenia tematu i z nich wybrać najbardziej odpowiednią.
>Podsumowaniu lekcji
Z ChatGPT można zaplanować pytania do „wyjściówek”, dzięki którym nauczyciel może zorientować się, czy uczniowie osiągnęli zakładane efekty.
>Pytanie kluczowe
Można też wraz z AI planować pytanie kluczowe do lekcji. Takie pytania sprawiają nauczycielom dużo trudności, a dzięki AI można wybrać najbardziej odpowiednie. Następnie można zapytać o drogę do odpowiedzi na to pytanie.
>Struktura lekcji
Można poprosić sztuczną inteligencję, aby pomogła w opracowaniu struktury planu lekcji uwzględniającego wymagane standardy. Dodatkowo można za każdym razem określić czas, który chcemy poświecić na dany temat.
Warto wykorzystywać sztuczną inteligencję jako pomoc. Ale trzeba pamiętać, że nie da się zastąpić ludzkiej myśli przez AI, to nauczyciel zna swoich uczniów i ich potrzeby.
Zaczerpnięte z artykułu Kristen Moore
Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl
W minioną środę (7 czerwca 2023 r.) profesor Stanisław Czachorowski zamieścił na swoim blogu „Profesorskie Gadanie” nietypowy jak dla niego – biologa – tekst o ewolucji, na przestrzeni dziejów, sposobów komunikowania się ludzi. Oto ten tekst:
Nowa mówioność (oralność) czyli jak zmienia się świat komunikacji międzyludzkiej
Czy zauważyliście, że żyjemy w czasach powstającej nowej oralności (mówioności) i nowej piśmienności? Że stopniowo inaczej się komunikujemy? I nie chodzi tylko o formę ale także o głębokie zmiany, które zachodzą zarówno w kulturze, edukacji (w tym wyższej) i naszych mózgach? Kolejna rewolucja, która inaczej formatuje ludzkie mózgi i nasz sposób myślenia. Jesteśmy w środku tego procesu. I to jest fascynujące, obserwować narodziny zupełnie czegoś nowego.
Zaczęło się kilkaset tysięcy lat temu (może nawet kilka milionów u hominidów) od gestów. Ludzki język mówiony nie narodził się z dźwięków lecz powstał jako nakładka na coś, co już się rozwijało, coś, co istniało i działało. Od gestów nasi przodkowie przeszli do mowy. Język mówiony był ogromną rewolucją dla Homo sapiens jako gatunku społecznego. Umożliwił tworzenie większych społeczności a tym samym bardziej konkurencyjnych w stosunku do niemych i tylko gestykulujących hominidów. Umożliwił także zbiorowe uczenie się i powstała nowa dziedziczność pozagenetyczna, przekazywana z ust do ust. Jednym z efektów był sukces populacyjny człowieka i zdobycie wszystkich kontynentów (nie licząc Antarktydy).
Potem pojawiło się pismo, w licznych społecznościach rolniczych. I znowu jako nakładka na języku mówionym. Początkowo wiernie zapisywano styl słowa mówionego. Dopiero z czasem nauczono się nowego stylu. Literatura wygląda inaczej niż oralność. Kolejny skok do przodu i nowy nowy poziom komunikacji, poszerzenie kręgu odbiorców i wzmocnienie procesu kolektywnego uczenia się. Zapis pozagenetyczny na nowym, trwałym nośniku. Z poszerzoną możliwością przekazywania z pokolenia na pokolenie i od społeczności do drugiej społeczności. Zmieniony został także sposób myślenia, na bardziej liniowy i analityczny. Zmieniła się kultura i nasze mózgi. Pismo umożliwiło rozwój nauki jako takiej.
Teraz rozwija się nowa mówioność, z wykorzystaniem mediów elektronicznych i społecznościowych. Także jako nakładka na istniejącej już piśmienności i oralności. Przekazujemy sobie krótkie komunikaty wraz z obrazem i gestami (filmiki, zdjęcia). Nie trzeba słownie opisywać uśmiechu na łące – wystarczy zdjęcie lub filmik. Możemy utrwalać mówioność np. na wideo. Inny przekaz, bardziej krótki, trochę podobny do tej pierwszej oralności, z szybką interakcją i możliwością bezpośredniego dialogu. Ta nowa mówioność to hybryda oralności, piśmienności i nowych zupełnie możliwości w oparciu o technologię internetową. Z całą pewnością wywiera wpływ na ludzki sposób myślenia, komunikację, na kulturę i na zbiorową edukację. Jesteśmy na samym początku tej ewolucyjnej i rewolucyjnej zarazem drogi. Co zmienia nowa mówioność? Na przykład w przekazywaniu wiedzy? Bardzo dużo, dopiero się jej uczymy i tworzymy coraz bardziej optymalne standardy. Czy długie wykłady z transmisyjnie przekazywaną treścią są efektywną formą edukacji uniwersyteckiej? Jak wykorzystać na wykładzie interakcje z wykorzystaniem mediów i telefonu komórkowego? Dopiero tych standardów się uczymy, dopiero je odkrywamy. A jak podyskutować z tekstem, wydrukowanym na papierze? Wystarczy wyjąć telefon komórkowy i zeskanować qr kod by można było tu na blogu, w komentarzach wyrazić swoje zdanie. Reagować prawie jak w rozmowie bezpośredniej.
W epoce pierwotnej mówioności powstawały pierwsze akademie. Tam się przede wszystkim rozmawiało i dyskutowało, przy ognisku, biesiadnym stole lub w czasie spaceru. Uniwersytety powstały w epoce piśmiennej i epoce słowa drukowanego. Stąd wyrosła tradycja książek, publikacji, podręczników i dyskusji wokół tekstów. I zadawania prac pisemnych. W nowych czasach stare modele i tradycyjne formy stają niewydolne. Następuje ogromna transformacja edukacji i samego uniwersytetu. Czy już dostrzegacie nową oralność czy jeszcze nie? Może zamiast eseju studentów prosić będziemy o filmik na Tik Toku gdy wypowiedź w postaci interaktywnej prezentacji na Genil.ly z grafiką, dodatkami audio i wideo?
Forma tego felietonu, przez swoją hybrydowość próbuje choć w małym stopniu nawiązać no nowej mówioności, choć mocno jeszcze jest zakorzeniona w starej piśmienności).
Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com
W dniu 6 czerwca odbyła się w Poznaniu Wojewódzka Debata o Ocenianiu, współorganizowana przez Fundację Szkoła bez ocen oraz Pracownię Pedagogiki Szkolnej działającą na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu. To ona stała się inspiracją dla uczestniczącej w niej Wiesi Mitulskiej do zamieszczenia na swoim fb-profilu obszernego tekstu na ten temat:
Foto: www.facebook.com/wiesia.mitulska/
Uczestnicy debaty. Trzecia od prawej – Wiesława Mitulska
Projekt: Szkoła bez Ocen
I znów miałam okazję, by opowiedzieć o tym, że „Da się!”
Nie wiem, na ile przekaz siedemnastej (już!) wojewódzkiej debaty o ocenianiu przebije się do świadomości środowisk związanych z edukacją. Myślę, że warto pokazywać dobre praktyki, zachęcać do zmiany, by w końcu kult stopni, średnich i rankingów przestał nam zatruwać radość z uczenia się.
Debatę o ocenianiu rozpoczęła prof. Sylwia Jaskulska bardzo ciekawym wykładem o o ocenie zachowania. Tak trudno ocenić czyjeś zachowanie, bo ocenie próbujemy wtedy poddać człowieka, a nie wytwór jego pracy, czy też osiągnięcia edukacyjne. Przykłady absurdalnych zapisów w szkolnych statutach i regulaminach, które mają „regulować” ustalanie, czy jak chcą niektórzy – wystawianie oceny zachowania, zmuszają do refleksji.
Zgadzam się z prof. Jaskulską, że ocena zachowania jest niepotrzebna i powinniśmy dążyć do jej zlikwidowania.
Przypomniałam sobie, że kiedyś już pisałam na blogu na podobny temat. Wstawiam tutaj fragment tego tekstu, bo nie stracił na aktualności.
Dyskusja na temat systemów motywacyjnych, punktów, świadectw z paskiem, nagród i kar trwa w sieci od dawna. Są szkoły, które świadomie zrezygnowały z takich motywatorów i takie, które całkiem niedawno zmieniły zapisy w swoich statutach, wprowadzając punktowy system oceny zachowania.
Dlaczego?
Dlaczego wciąż nad tym zastanawiamy się, skoro badania nad motywacją trwają od lat sześćdziesiątych i przynoszą jednoznaczne, choć zaskakujące wyniki?
Żeby uporządkować swoją wiedzę, wróciłam ponownie do dwóch ważnych książek podejmujących temat motywacji. Są to: „Nowa psychologia sukcesu” Carol Dweck i „Drive” Daniela H. Pink.
W obu książkach mamy opisy badań nad motywacją, zarówno dzieci w wieku przedszkolnym, jak i dorosłych, motywowanych przez pracodawców. Sprawa wydaje się prosta, jak stwierdzenie: „Nagradzanie jakiejś działalności powoduje, że będzie jej więcej. Karanie za jakąś działalność powoduje, że będzie jej mniej.” (cytat z „Drive” s. 42) Jednak wyniki badań pokazują, jak bardzo zwodniczy może to być pogląd. „Mechanizmy zaprojektowane po to, by zwiększać motywację, mogą ją przytłumiać. Taktyki nakierowane na pobudzanie kreatywności mogą ją redukować. Programy mające propagować dobre uczynki mogą doprowadzić do ich zanikania. A zamiast powstrzymywać od negatywnych zachowań, nagrody i kary mogą je wyzwalać – i prowadzić do oszustw, uzależnień i niebezpiecznego, krótkowzrocznego myślenia.” ( „Drive” s. 43)
W 1999 roku Edward Deci wraz z zespołem przeanalizował trzydzieści lat badań nad motywacją. Niezależnie od tego, czy eksperymenty dotyczyły rysujących dzieci, studentów układających łamigłówkę, czy potencjalnych krwiodawców, którym zamierzano płacić za oddanie krwi, ich wyniki prowadziły do wniosków wskazujących, że nagrody maja negatywny wpływ na motywację wewnętrzną, mogą działać, ale tylko na krótką metę. W rezultacie ich długofalowe skutki dla motywacji przynoszą więcej szkody niż pożytku.
W jednym przypadku nagroda może zadziałać motywująco – jeśli nie jest zapowiadana, a nagrodzony nie spodziewał się jej.
Nagrody typu: „Jeśli to zrobisz, to …” , zmieniają zabawę w pracę, a zajęcie, które do tej pory robiliśmy z przyjemnością i zaangażowaniem, zmienia się w uciążliwy obowiązek. Podobnie działają kary typu: „Nie rób tego, bo …” i zamiast rezygnacji z niechcianego zachowania mamy próby ukrywania go, obchodzenia ustalonych zasad, często również oszukiwanie.
Na temat wpływu nagród i kar na motywację wypowiadało się wielu socjologów i psychologów, wśród nich tak znane postaci, jak Carol Dweck i Alfie Kohn, jednak wciąż te głosy są ignorowane. Nie brakuje szkół, organizacji i firm, które są głuche na wyniki badań.
Muszę w tym miejscu napisać o moich błędach, których nie uniknęłam, mimo że pracuję bez stopni od wielu lat i wydawało mi się, że znam pułapki, które należy omijać, jeśli chce się jak najdłużej utrzymać naturalną ciekawość dzieci i motywację wewnętrzną do uczenia się.
Błędy wynikały ze źle postawionego pytania, na które szukałam odpowiedzi. Pytanie brzmiało: Co zamiast stopni?
To pytanie sugeruje, że stopnie trzeba czymś zastąpić. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam, że gdy wyjmuję stopnie z procesu uczenia się, to nie muszę ich niczym zastępować. W takiej sytuacji proces i jego jakość staje się tym, na czym koncentruję swoją nauczycielską uwagę.
Stopnie nie są mi potrzebne. Czy są potrzebne dzieciom i rodzicom?
To temat na zupełnie inny wpis.
Źródło: www.facebook.com/wiesia.mitulska/
Wczorajsze (7 czerwca 2023 r.) spotkanie w „Akademickim Zaciszu” poświęcone było poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie:
„Czy możliwe jest kształcenie kompetencji przyszłości? Czy, a jeśli tak, to jak, można je kształcić w szkole?”
Pytanie to nawiązuje do projektu „Szkoła dla innowatora” realizowanego przez Centrum Edukacji Obywatelskiej. Jednym z celów tego programu było wprowadzanie zmian pozwalających na skuteczne kształcenie kompetencji proinnowacyjnych, takich jak między innymi odwaga i podejmowanie ryzyka, pomysłowość, ciekawość, posiadanie hobby, wytrwałość, czy improwizowanie.
Do rozmowy na ten temat prof. Roman Leppert zaprosił:
– Magdalenę Bogusławską – główną ekspertkę merytoryczną w tym projekcie,
– Oktawię Gorzeńską – znaną eduzmieniaczkę, która gościła w akademickim zaciszu kilkakrotnie,
– Dra Jędrzeja Witkowskiego – prezesa CEO.
Jak zwykle – zapraszamy wszystkich, którzy wczoraj nie mogli tego spotkania oglądać i słuchać do uczynienia tego w dogodnym dla siebie terminie:
Czy możliwe jest kształcenie kompetencji przyszłości? – TUTAJ
Dzisiaj proponujemy lekturę tekstu, jaki Danuta Sterna zamieściła wczoraj (6 czerwca 2923 r.) na swoim blogu „Oś Świata”:
Rysunek: Danuta Sterna
Efekt falowania
Jak nie dopuścić do niepożądanych zachowań uczniów – 8 wskazówek popartych badaniami.
W latach pięćdziesiątych XX wieku psychologowie Jacob Kounin i Paul Gump odkryli ciekawy efekt uboczny dyscypliny: jeśli uczeń przeszkadzał, a nauczyciel zareagował surowymi środkami dyscyplinarnymi, uczeń mógł przestać źle się zachowywać, ale inni zaczynali wykazywać to samo niewłaściwe zachowanie. Kounin i Gump nazwali to „efektem falowania” i wykazali, że próby kontrolowania klasy mogą przynieść odwrotny skutek.
Kounin i Gump uważali, że lepiej jest dać uczniowi jasną instrukcje, jak ma się zachowywać, niż wywierać na niego presję.
Mimo, ze minęło tyle czasu od odkrycie Kounina i Gumpa nadal mamy kłopoty z niewłaściwym zachowaniem uczniów.
Znalazłam artykuł Youkiego Terady, mojego ulubionego autora, na temat tego, jak przeciwdziałać.
Według raportu Narodowej Rady ds. Jakości Nauczycieli, utrudnia to proces nauczania. Nauczyciele twierdzą, że tracą średnio 144 minut na tydzień na rozwiązywanie tego problemu, stanowi to około trzech tygodni w ciągu roku szkolnego.
Ostatnie badania potwierdzają to, co Kounin i Gump odkryli dekady temu. Badanie z 2016 roku potwierdziło odkrycie Kounina i Gumpa, wykazało, że negatywna uwaga (np. nagana typu „Przestań gadać!”) może tymczasowo zatrzymać niewłaściwe zachowanie, to jednak ostatecznie uczniowie stają się bardziej skłonni do angażowania się w destrukcyjne zachowania. Karceni uczniowie czuli się niezaangażowani, mieli trudności z koncentracją i nie byli w stanie skutecznie regulować swoich myśli i emocji – błędne koło, które „w rzeczywistości wzmacnia niewłaściwe zachowanie uczniów” – wyjaśniają autorzy badania.
Jednak trudno przebić się z wnioskami z badań do praktyki nauczycielskiej. Nadal uważa się, że bez karcenia nie da się zaprowadzić porządku.
Lepiej jest zamiast zajmować się zakłóceniami już po ich wystąpieniu, stworzyć warunki, w których prawdopodobieństwo ich wystąpienia jest mniejsze. Oto osiem strategii klasowych, którymi nauczyciele podzielili się z Edutopią (portalem edukacyjnym USA), wszystkie poparte badaniami.
Wczoraj (5 czerwca 2023 r.), Tomasz Tokarz zamieścił na swoim fb-profilu tekst, godny upowszechniania:
12 dowodów na to, że PiS jest najbardziej komunistyczną (peerelowską) partią w Polsce.
To już nie jest grupa rekonstrukcyjna PRL, to wcielenie najgorszych elementów komunistycznego betonu.
1.Faktyczną władzę sprawuje jak w PRL Partia, Komitet Centralny Partii – oficjalne organy państwowe istnieją, ale służą tylko do realizacji woli Partii. 1:1 jak w PRL.
2.Kult wodza, Prezesa – dokładnie jak w PRL kult I sekretarz. Apele, wiece ku czci, pochody.
3.System nomenklatury czyli obsadzanie najwyższych stanowisk wg kryterium posłuszeństwa wobec partii, tworzenie partyjnych baronów w spółkach skarbu państwa – jak w PRL.
4.Ideologia walka z zepsuciem płynącym z zachodu to 1:1 to samo co robiło PZPR – tak samo przedstawiano Zachód jako źródło zgnilizny moralnej. Kto pamięta, ten wie.
5.Hołdownicza polityka wobec USA jest identyczna jak polityka wobec ZSRR – strony się zmieniły, służalcza mentalność partyjniaków – nie.
6.Propaganda prowadzona przez PiS – szczególnie telewizyjna to jest 1:1 to samo co robiło PZPR w latach 70-80. Te same zwroty, te same słowa, ten sam brak obiektywizmu. Każdy kto pamięta PRL dostrzeże identyczność.
7.Polityka gospodarczo-socjalna PiS to niemal 1:1 to samo, co robiło PZPR w latach 70-80. Kupowanie sobie poparcia mas w zamian za pieniądze zabrane wcześniej obywatelom.
8.Kreowanie własnych bohaterów – PZPR tak robiło z członkami AL, tu mamy podobnie. Jakieś marginalne grupki, których nikt nie kojarzy – kreowane jako wielka, znacząca siła, wcielenie patriotyzmu. Tylko dlatego, że służą partii. Pamiętajcie, że w PRL słowo patriota też odmieniano na wszystkie przypadki jeśli ktoś służył partii (np. „księża patrioci”, „PRON”).
9.Etatyzm i kult państwa – typowy jak w PZPR. Odrzucenie konserwatywnej zasady służebności wobec naturalnych wspólnot na rzecz interwencjonizmu państwowego.
10. Rewolucyjna inżynieria społeczna, próba odgórnego kreowania socjalistycznej utopii.
11.Powrót do peerelowskiego modelu szkolnictwa (8+4) wraz ze zwiększeniem roli kuratoriów – typowe dla PRL.
12.Walka z odgórnie kreowanymi wrogami klasowo-narodowymi – za których uznani są wszyscy, którzy nie lubią Partii.
To już nie jest grupa rekonstrukcyjna PRL, to wcielenie najgorszych elementów komunistycznego betonu.
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/
Kolejny tydzień rozpoczynamy zamieszczeniem najnowszego (z 3 czerwca 2023 r.) tekstu Jarosława Pytlaka z jego bloga „Wokół Szkoły”, w którym podjął temat wychowawcy klasy – jego obciążeń i wysokości otrzymywanego z tego tytułu dodatku placowego:
Praca sapera ze stawką roznosiciela ulotek
W fejsbukowej grupie Ja,Nauczyciel pojawiła się ostatnio taka oto prośba o radę:
Czy jakby zaproponowali Wam wychowawstwo w szkole podstawowej przy gołym etacie, to wzięlibyście? Proszę o rady, nigdy nie byłam. Czy więcej jest plusów czy minusów? Kusi mnie dodatkowy grosz.
Już z samej analizy ponad stu pięćdziesięciu komentarzy można uzyskać panoramiczny obraz sytuacji. Większość odpowiedzi jest na nie. Pozytywnych naliczyłem około dziesięciu, przy czym wszystkie eksponują głównie satysfakcję z kontaktów z dziećmi. O rodzicach mowa raczej w tonie przestrogi, o obowiązkach, że duże, trudne do przewidzenia, a o pieniądzach (wyłącznie o „urzędowej” stawce dodatku do pensji 300 złotych)…, że to faktycznie tylko „dodatkowy grosz”, niewspółmierny do wysiłku.
Oczywiście obciążenie obowiązkami wychowawcy zależy od warunków w konkretnej placówce i klasie, ale da się wysnuć pewne uogólnienia. Korespondencja (Librus wiele ułatwia w tym zakresie, ale stanowi zarazem przekleństwo oczekiwania stałej dostępności), dodatkowe rozmowy z uczniami, ich rodzicami oraz nauczycielami, szczególnie interwencyjne, prowadzenie dokumentacji, pisanie opinii, to są długie godziny pracy. Wycieczki, z reguły pro bono. Dodajmy obciążenie psychiczne, bo nie wszystkie czynności wychowawcy są lekkie, łatwe i przyjemne. Często wręcz przeciwnie. Jeśli ktoś „nie ułoży sobie rodziców”, jest mu szczególnie ciężko. Niestety, wiadomo skądinąd, że czasem żadne układanie nie pomaga, bo są rodzice, którzy po prostu wiedzą lepiej niż wychowawca o wszystkim, co dzieje się w szkole, i co należy uczynić w każdej konkretnej sytuacji.
Ze swojego doświadczenia dodam jeszcze stałe rozdarcie pomiędzy sprzecznymi oczekiwaniami otoczenia, że w szkole dzieci się wychowuje, i że, broń Boże, nie wolno, bo to wchodzenie w kompetencje domu. Żeby było jasne, uważam, że szkoła musi mieć udział w wychowaniu dzieci, choćby dlatego, że w żadnej rodzinie nie zbierają one doświadczeń funkcjonowania w dużej grupie rówieśniczej. Zdaję sobie sprawę jednak, że ten mój pogląd odbiega od priorytetów niektórych rodziców. Coraz częściej oczekują oni, że świat dopasuje się do potrzeb i oczekiwań ich dziecka, a zapewnienie tego uznają za oczywisty obowiązek wychowawcy klasy. Powiedzmy wprost, niemożliwy do spełnienia, bo dziecko nie jest w szkole samo na bezludnej wyspie.
Obowiązki wychowawcy przydzielane są w szkołach przez dyrekcję, często na zasadzie propozycji nie do odrzucenia. W komentarzach do posta można było nawet znaleźć wyrazy zdziwienia, że jego autorka ma w ogóle wybór. Cóż, dyrekcja też nie ma wielkiego wyboru, bo każda klasa musi mieć swojego wychowawcę. W praktyce jakoś się to uklepuje, ale powiedzmy sobie szczerze, że wynagrodzenie 300 złotych brutto za pełnienie tej funkcji jest obecnie po prostu nieporozumieniem. Nawet jeśli otrzymuje się je także w okresie urlopowym oraz w ramach tzw. „13-tki”. Przy założeniu, że obowiązki wychowawcy pochłaniają tylko godzinę dziennie od września do czerwca, i tylko w dni robocze (a jest to założenie niezwykle ostrożne), stawka godzinowa za tę pracę wychodzi poniżej 15 złotych. Oczywiście brutto. No, po prostu okazja jakich mało!
Jeśli chcemy poważnie wziąć się za naprawianie sytuacji w szkołach, to wynagrodzenie wychowawców klas powinno znaleźć się na tapecie jako jedna z pierwszych spraw do uporządkowania. Nie tylko w postaci odgórnie ustalonej minimalnej kwoty dodatku, być może z uwzględnieniem liczebności klasy, ale także zasad automatycznej waloryzacji. Biorąc pod uwagę wyzwania, jakie stają obecnie przed placówkami oświatowymi, już nie tylko w zakresie nauczania, ale także troski o dobrostan młodego pokolenia, materialne docenienie pracy wychowawców klas powinno być dzisiaj sprawą o najwyższym priorytecie!
Źródło:www.wokolszkoly.edu.pl/blog/











