Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Źródło: www.se.pl

 

 

Mając w pamięci obchodzony przed kilkoma dniami Dzień Dziecka postanowiliśmy zaproponować naszym Czytelniczkom i Czytelnikom lekturę tekstu z 2018 roku, autorstwa dr Wiesławy Walc – adiunkta w Zakładzie Teorii Wychowania i opieki na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Rzeszowskiego.  Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Nauczyciel a prawa dziecka w szkole

 

[…]

 

Wstęp – istota praw dziecka

 

Prawa uczniów w szkole są tematem budzącym w wielu środowiskach spore kontrowersje. Z jednej strony słyszy się wyrazy przekonania uczniów, że nie posiadają oni na terenie tej placówki żadnych praw, będąc w pełni podporządkowanymi woli, a niekiedy nawet kaprysom nauczycieli. Z drugiej strony nauczyciele też nierzadko są zdania, że w dzisiejszych czasach to oni pozbawieni są praw, że to uczniowie „wszystko mogą i nic nie można im za to zrobić”.

 

Ten swoisty spór o to, czyje prawa w szkole są istotniejsze, skłania do pewnych refleksji. Nie można oczywiście kwestionować przypadków niewłaściwego, niekiedy wręcz nagannego zachowania uczniów wobec nauczycieli – o takich incydentach nierzadko donoszą środki masowego przekazu. Ale nie wolno zapominać, jakie jest ogólne zadanie szkół – edukacja młodego pokolenia, przygotowanie go do optymalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Wpisuje się w to także uczenie dzieci i młodzieży szacunku dla drugiego człowieka, jego praw. Najskuteczniej można to czynić, wykorzystując mechanizm modelowania, posługując się własnym przykładem. Nie można nikogo nauczyć respektowania czyichś praw, łamiąc prawa mu przysługujące. […]

 

Warto ponadto podkreślić, że prawa dziecka, podobnie jak prawa człowieka, przysługują każdemu dziecku i nie powinny zależeć od wykonywanych obowiązków. Nie można pozbawić jednostki praw czy zawiesić ich istnienia. Jeżeli dzieci nie wykonują obowiązków, można je ukarać, np. nie dając nagrody, pozbawiając przywilejów, ale nie praw (Kowalski, Jasiński, 2006, s. 9; por. Osuch, Bojarska, 2008, s. 25).

 

[…]

 

Rola nauczyciela w urzeczywistnianiu praw dziecka – wyniki badań własnych

 

Nie ulega wątpliwości, że w trosce o realizację praw dziecka w szkołach szczególne zadanie przypada zatrudnionej w niej kadrze. Jak wspomniano wcześniej, prawa te dotyczą przede wszystkim relacji nauczyciel – dziecko (władza – jednostka). Kadra pedagogiczne (zresztą nie tylko pedagogiczna) nie powinna więc swoim zachowaniem ich naruszać. Poza tym zobowiązana jest do edukacji uczniów w analizowanej dziedzinie. Takie są założenia. A jaka jest rzeczywistość? Pewien jej wycinek ukazują badania przeprowadzone w czerwcu 2018 r. wśród studentów pedagogiki Uniwersytetu Rzeszowskiego.

 

Badaniami objęto 69 studentów (65 kobiet i 4 mężczyzn) I roku pedagogiki studiów II stopnia, specjalności pedagogika opiekuńczo-wychowawcza. W ba[1]daniach posłużono się metodą sondażu diagnostycznego, wykorzystując kwestionariusz ankiety własnej konstrukcji.

 

Celem badań było poznanie doświadczeń studentów w zakresie realizacji w przeszłości ich praw jako uczniów. W dalszej części artykułu zaprezentowane zostaną te wyniki badań, które odnoszą się do osoby nauczyciela. Problematykę podjętych badań można sformułować w postaci pytań:

 

− Jak badani oceniają realizację przez nauczycieli ich praw – jako uczniów (w przeszłości)?

 

− Jaką rolę odgrywali nauczyciele w edukacji respondentów w dziedzinie praw dziecka

 

− Jaką rolę odgrywali nauczyciele w dziedzinie ochrony praw dziecka respondentów  jako uczniów?

 

Czytaj dalej »



Foto: www.m.facebook.com/budzacasieszkola/

 

Magdalena Lewińska – nauczycielka matematyki w Niepublicznej Szkole Podstawowej nr 1 w Grudziądzu

 

 

Dziś (2 czerwca 2023 r) proponujemy lekturę posta z fb-profilu dr Marzeny Żylińskiej, w którym opowiedziała o kolejnym przykładzie znakomitych efektów nauczania bez stosowania presji nauczycielskich ocen:

 

 

Lewińska nauczycielka matematyki z Budzącej Się Szkoły pokazała listy uczniów, którzy sami oceniają swoją pracę i wystawiają sobie oceny.

 

Magda uczy w NSP nr 1 w Grudziądzu. Byłam na jej lekcjach, widziałam, jak pracują uczniowie, jaki jest ich stosunek do matematyki i co umieją. Marzę o tym, żeby tak było we wszystkich szkołach.

 

Bo dzieci chcą się uczyć, ale bez stresu i bez strachu. Magda potrafi matematyką zainteresować, pokazać, jaki to ciekawy przedmiot, zachęcić do nauki.

 

 

Problem z w tym, że wielu dorosłych uważa, że bez bata, bez presji, przymusu, stresu i jedynek nikt się nie będzie chciał uczyć. Jest odwrotnie. My ludzie nie chcemy uczyć się tego, czego nie lubimy, bo nie rozumiemy, co kojarzy się nam ze stresem i strachem. A jednak tak wielu dorosłych wybiera drogę zniechęcania uczniów do swojego przedmiotu. Dlaczego? Bo nigdy nie doświadczyli tego, że nauka może być przyjemna?

 

 

Źródło:  www.facebook.com/marzena.zylinska/

 



Jako że wczoraj (31 maja 2023 r.) była środa – w „Akademickim Zaciszu” prof. Roman Leppert przeprowadził rozmowę na temat „Edukacja jako rzecz publiczna”.

 

Tym razem partnerem profesora w tej  rozmowie był autor książki Edukacja jako rzecz publiczna. Raport z próby budowania sfery publicznej wokół edukacji w Polscedr hab. Piotr Zamojski, prof. Akademii Marynarki Wojennej – w Katedrze Studiów Edukacyjnych

 

Oto fragment z tego opracowania:

 

Edukacja jest rzeczą publiczną, jest sprawą, która powinna nas obchodzić, jest częścią naszego wspólnego świata, która domaga się naszej troski i która nie jest łatwa, ciągle wymyka się nam, pociągając nas ku sobie, mobilizuje nas do studiowania jej złożoności. Jest dobrem, które leży w zasięgu naszej mocy i za które jesteśmy przeto odpowiedzialni. Deliberacja publiczna jest jednym z kluczowych sposobów podejmowania tej odpowiedzialności.”

 

 

Wszystkim, którzy są zainteresowani omawianym tam problemem, a którzy wczoraj nie mogli towarzyszyć w roli „zdalnego” uczestnika – zapraszamy do obejrzenia i odsłuchania tej rozmowy:

 

 

Edukacja jako rzecz publiczna  –  TUTAJ



Danuta Sterna zamieściła 30 maja 2023 r. na swoim blogu tekst, w którym podjęła bardzo aktualny w ostatnich tygodniach temat. Oto ten post bez skrótów:

 

 

Psychologiczne żniwo egzaminów

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Jesteśmy po egzaminach. Toczy się dyskusja na ile są one potrzebne i jakie koszty psychiczne i finansowe ponosimy. Likwidacja lub tylko zmiana systemu egzaminów wydaje się zupełnie niemożliwa. Egzaminy wrosły w system edukacji. W tym wpisie sięgam do artykułu Youki Terada na temat systemu egzaminacyjnego w USA.

 

Kursywą wpisują własną opinie o systemie egzaminacyjnym w Polsce.

 

Sięgając pamięcią, kiedyś system egzaminacyjny był inny. Szczególnie dotyczący matury. Uczniowie zdawali ją w szkole i była jakby zwieńczeniem nauki w szkole średniej. Potem odbywały się egzaminy na wyższe uczelnie, organizowane przez same uczelnie, z uwzględnieniem ich wymagań.

 

Teraz matura jest przepustką na wyższą uczelnię. Ale ona może nie sprawdzać tego, co będzie potrzebne studentowi na danych studiach i może wymagać od uczniów wiedzy z dziedzin, które nie będą im na studiach potrzebne.

 

Weźmy bliski mi przykład matematyki. Student matematyki przede wszystkim powinien umieć dowodzić twierdzenia, a zadania tego typu zostały wyeliminowane z matury. Za to nie będzie mu potrzebna znajomość wzorów trygonometrycznych, które są obecne na maturze. Wydział matematyki, mógłby sam określić treść egzaminu, taką która sprawdza przygotowanie ucznia do studiów matematycznych.

 

Przedstawiam zdanie Youki Terada na temat ponoszonych kosztów z tytułu testów w USA. W USA podstawowymi testami, zwanymi testami wysokiej stawki są SAT lub ACT.

 

Jednym z problemów na jakie zwraca uwagę Terada jest to, że nie za bardzo wiemy, co one mierzą. Na pierwszy rzut oka mają na celu obiektywną ocenę wiedzy i wrodzonej inteligencji.

 

Ale  ostatnie badania przeprowadzone przez Briana Gallę, profesora psychologii z University of Pittsburgh, z Angelą Duckworth i współpracownikami, wykazały, że oceny otrzymywane w szkole średniej lepiej określają zdobytą przez uczniów wiedzę niż standardowe testy końcowe (SAT lub ACT).

 

Możliwe, że też tak jest u nas w Polsce, warto byłoby to zbadać. Nauczyciel lepiej może poznać uczniów i jego umiejętności przez 4 lata kontaktu z nim, niż podczas jednego egzaminu, w czasie którego uczeń może nie być w pełni sprawny.

 

Terada uważa, że wynika to z faktu, że standaryzowane testy mają duży ślepy punkt: egzaminy nie wychwytują „miękkich umiejętności”, które odzwierciedlają zdolność ucznia do rozwijania dobrych nawyków uczenia się, podejmowania ryzyka w uczeniu się i wytrwania w stawianiu czoła wyzwaniom. Również oceny w liceum wydają się być lepsze, jeśli chodzi o określanie obszaru, w którym spotykają się odporność, wiedza i umiejętności. Zapewne jest to miejsce, w którym potencjał przekłada się na realne osiągnięcia.

 

Duckworth, psycholog i ekspert w zakresie pomiaru ludzkiego potencjału, zadaje pytania: Co oznacza wynik testu?; Czy chodzi o poziom wiedzy?, Ile z tego to – prawdziwe umiejętności i wiedza?”; Ile zostanie na dłuższy czas?

 

My w Polsce zadajemy sobie podobne pytania, na przykład analizując wiedzę i jej możliwość zastosowania po kilku latach po zdanym egzaminie maturalnym. Znam wiele osób po maturze, które mają kłopot z obliczeniem procentów, a ja sama mam bardzo nikłą wiedzę np. z historii, mimo zdanej dobrze matury.

 

Czytaj dalej »



Na dzisiejszą (30 maja 2023 r.) poranną lekturę proponujemy tekst Anety Derdy, zamieszczony na stronie CEO. Poniżej jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Wuefiści widzą więcej. Czego możesz dowiedzieć się o relacjach w klasie?

 

 

Jak prowadzić mądrą i skuteczną edukację włączającą? Warto wykorzystać wiedzę nauczycieli wuefu. Właśnie na zajęciach sportowych najłatwiej zaobserwować, jakie relacje łączą uczniów i które grupy są zagrożone wykluczeniem. Poznaj wnioski z naszych programów Młodzi w Akcji – dla nauczycieli WF oraz Szkoła Demokracji – edycja z grantem”, które prowadzimy razem z biurem UNICEF ds. Reagowania na Potrzeby Uchodźców w Polsce. […]

 

Z naszych doświadczeń wynika, że zagrożeni wykluczeniem są szczególnie uczniowie i uczennice z doświadczeniem uchodźczym, problemami zdrowotnymi, w spektrum autyzmu, z diagnozą ADHD, pochodzące z rodzin zagrożonych ubóstwem, osoby LGBT+ i osoby chorujące na depresję

 

Mapa wykluczenia w szkołach nie ogranicza się do osób z niepełnosprawnościami lub w spektrum autyzmu. Szczególnie zagrożone wykluczeniem są dzieci z doświadczeniem uchodźczym. Dlatego ważnym elementem naszych programów było dostosowanie materiałów w taki sposób, by służyły one uczniom i uczennicom polskim, ukraińskim i z innych krajów. W każdej szkole objętej naszymi programami uczą się dzieci pochodzenia ukraińskiego.[…]

 

Wuef pokaże to, czego nie widać na lekcji. To właśnie na wuefie najłatwiej dostrzec, które dzieci i grupy są traktowane w sposób wykluczający

 

Nie przypadkiem zaadresowaliśmy nasze programy do nauczycieli i nauczycielek wuefu. To właśnie na zajęciach sportowych jak w soczewce można zaobserwować relacje w klasie i potrzeby społeczne uczniów i uczennic. Łatwiej też zauważyć osoby, które są w klasie wykluczane, pomijane lub z jakichś powodów same odsuwają się od rówieśników.

 

Wystarczy zwrócić uwagę, na to kto zawsze ćwiczy, a kto unika zajęć. W jakiej kolejności i przez kogo są wybierane osoby do zespołów? Kto łatwo rezygnuje, kto boi się oceniania, a kto ma problemy z agresją? Odpowiedzi na te i podobne pytania są istotną wskazówką dla całej rady pedagogicznej. Pokazują rzeczywistą hierarchię w grupie i wskazują, jak należy pracować z daną grupą.[…]

 

Mediatorzy klasowi, miejsca wyciszenia, różowa skrzyneczka, warsztaty integracyjne i inne działania sprawią, że szkoła stanie się bardziej włączająca

 

Chociaż programy i szkolenia jeszcze trwają, część uczestniczących w nich szkół już zaplanowała drobne lub znaczące zmiany w życiu szkoły, Dzięki nim szkoła stanie się bardziej otwarta.

 

Są to m.in.

-grupy mediatorów klasowych,

-miejsce w szkole, gdzie można się wyciszyć,

-różowa skrzyneczka w toaletach,

-cykliczne warsztaty integracyjne,

-skład i grafika sprawdzianów przyjazne osobom z dysleksję

i wiele innych, działań obejmujących zarówno poszczególne lekcje. A nawet pracę całej szkoły na przykład wymianę między nauczycielami wiedzy, doświadczeń i dobrych praktyk w pracy z uczniami ze specjalnymi potrzebami.

 

Dziewczynki wolą ćwiczyć w parach, chłopcy – w grupie. Czego jeszcze dowiedzieliśmy się od wuefistów o relacjach między uczniami?

 

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj (29 maja 2023 r.) w miejsce tradycyjnych tekstów pisanych przez praktyków, proponujemy kolejny po sobotniej propozycji zbioru akademickich rozpraw [Nauczyciel we współczesnej rzeczywistości edukacyjnej] tekst naukowca – profesora Bogusława Śliwerskiego, zaczerpnięty z jego bloga „Pedagog”.

 

Został on zamieszczony tam wczoraj i zilustrowany książką tegoż autora, co pozwala na założenie, iż  ów post jest swoistą „zajawką” tamtej publikacji:

 

 

                                         Demagogiczne, populistyczne zarządzanie szkolnictwem

 

 

Zastanawiam się nad tym, jak długo jeszcze będziemy tolerować w polskim szkolnictwie publicznym demagogię i pozoranctwo? Ile jeszcze lat musi upłynąć, ile jeszcze pseudoministrów edukacji będzie niszczyć ustrój szkolny, a wraz z nim strukturalne warunki realizacji procesu kształcenia, by nastąpiła wreszcie zmiana zorientowana na inwestowanie przez państwo w rozwój młodych pokoleń???

 

Na nic zdają się prace uczonych, których badania, studia i analizy są przecież finansowane ze środków publicznych, skoro sprawujący władzę od 1997 roku postanowili w ogóle nie uwzględniać wiedzy naukowej, a więc racjonalności kognitywnej, technicznej i emancypacyjnej do wspomagania rozwoju dzieci i młodzieży, ba, do autentycznego inwestowania także w oświatę dorosłych, bo poziom analfabetyzmu w Polsce jest coraz bardziej widoczny i dotkliwy nie tylko na szczeblach władzy, w obsadach centralnych instytucji itd.

 

Dopóki młode pokolenie nie przeprowadzi radykalnej, rewolucyjnej zmiany w naszym kraju, która w dziedzinie oświaty powinna być przecięciem pępowiny monopartyjnego nią zarządzania na rzecz usytuowania edukacji w centrum wszystkich innych reform w naszym państwie, a zatem traktowanej jako DOBRO WSPÓLNE, PONADPARTYJNE, OGÓLNOSPOŁECZNE, to będziemy z każdym kolejnym rokiem tkwić w tym nonsensownym, skutkującym stratami kryzysie społeczno-kulturowym.

 

Skoro jest polityczna i społecznie potrzebna zgoda w Polsce na to, by radykalnie zwiększyć nakłady państwa na obronność militarną kraju i Europy Zachodniej, to musi być równolegle pełna akceptacja na ten sam zakres OBRONY ALFABETYZACYJNEJ, a zatem i kulturowej naszego społeczeństwa. Analfabeci nie obronią naszych granic, bo będą jak w przypadku rosyjskich agresorów jedynie mięsem armatnim.

 

Polska potrzebuje nie tylko elit dla gospodarki, innowatyki technologicznej, komunikacji cyfrowej ze wszystkimi zagrożeniami i korzyściami tej ostatniej, potrzebujemy nie tylko perfekcyjnie wykształconych kadr  w służbie zdrowia i bezpieczeństwa, odpowiedzialnych i suwerennych w swych decyzjach profesjonalistów w sądownictwie, ale nie osiągnie tego, jeśli nadal będzie niszczony fundament, jakim jest EDUKACJA, WYKSZTAŁCENIE.

 

Polacy! Wyjdźcie z tych swoich ideologicznych baniek i zacznijcie myśleć o tym, jaką przyszłość oferuje socjopatologiczna i psychopatologiczna polska szkoła publiczna, którą zamierzacie swoimi wyborami podtrzymać w imię tego, czy ktoś jest z waszej bańki! Doprawdy, nie zmienią stanu polskiej edukacji obecni politycy, którzy jej kosztem chcą ponownie dostać się do Sejmu, do Europarlamentu, do władz samorządowych, bo myślą i działają na rzecz własnego interesu. Zdążą przepisać majątek na współmałżonkę/-a,  zanotują na plakatach wyborczych demagogiczne hasełka, by edukacja nadal była taką jak dotychczas.

 

ONI już się dorobili, a mają już rozbudzony „apetyt na czereśnie”, na „wisienki na torcie”.  Co zrobić, by to nasze dzieci dorobiły się wiedzy, umiejętności, rozwinęły swoje zainteresowania, talenty, uzdolnienia, by czuły się w szkole bezpiecznie i były w niej dowartościowane, docenione, by uzyskały w niej wsparcie. TO SZKOŁA POWINNA ZMIENIAĆ SIĘ DLA DZIECI A NIE DZIECI MAJĄ DOSTOSOWYWAĆ SIĘ DO PSEUDOSZKOŁY.

 

 

 

Źródło: wwww.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 

P.s.  Dzisiejsze nocy profesor Śliwerski zamieścił kolejny post, który także polecamy Waszej uwadze:

 

Szkoła dla dziecka czy dziecko dla szkoły?

 

 

 

 



Jako ze dzisiaj (w27 maja 2023 r.) sobota – proponujemy dłuższą lekturę. Tym razem prezentujemy fragment opracowania, wybranego przez nas (subiektywnie) z o wiele obszerniejszej pracy zbiorowej, z której będziecie mogli dowiedzieć się jak postrzegają i opisują zawód „nauczyciel” naukowcy akademiccy:

 

 

A P I S  T R E Ś C I

 

 

 

Anna Pogorzelska, Nauczyciel w warunkach zmian społecznych

– misja, służba czy zawód na rynku pracy

 

[…]

 

 

Społeczne role nauczycieli w warunkach zmienności społecznej

– misyjność, służba, zadaniowość czy…

 

[s. 67 – 76]

 

Zarysowane wyżej problemy życia środowisk społecznych, jak i indywidualnych losów, mają swoje przełożenie m.in., na systemy, za pomocą których państwo reguluje swoje funkcjonowanie. Chodzi o systemy polityczne, ekonomiczne, ochrony zdrowia, pomocy społecznej czy edukacyjne. Jak zauważa Joanna Szempruch, w kontekście dynamicznych zmian społecznych szkoła staje się miejscem nie tylko twórczego poszukiwania i samodzielnego konstruowania obrazu świata, ale staje się środowiskiem życia społecznego młodzieży przebiegającego według wzorów kulturowych wyznaczonych przez szkołę i jej społeczne otoczenie. Wokół niej tworzy się określony klimat społeczny związany z potrzebami i oczekiwaniami, hierarchią wartości i transmisją kulturową, komunikacją, reprodukcją ustalonego ładu społecznego. Coraz częściej postrzega się szkołę jako miejsce, w którym rozgrywa się większość relacji społecznych związanych z kulturą, rozpowszechnianiem wiedzy i informacji, aktywności sportowej czy miejscem, w którym świadczy się rozmaite usługi o charakterze edukacyjnym. Zwłaszcza w lokalnym wydaniu szkoła staje się płaszczyzną transgresji wiedzy teoretycznej, „lakmusową” przestrzenią społecznego kształcenia powszechnego, w której nadawany jest, przez rodzinę i szkołę, kształt osobowości społecznej młodych ludzi.

 

Każdy z nas „oddaje” społeczeństwu to, co od niego wziął w procesie wzrastania w to społeczeństwo w rodzinie, w szkole, wśród rówieśników (…) trzeba więc dobrze zdawać sobie sprawę z tego, co się wzięło. Lecz oryginalnego wkładu w dorobek społeczny możemy wnieść tylko tyle, ile możemy wypromieniować z własnej niepowtarzalnej indywidualności. Bez refleksji nad korzeniami tej indywidualności dla siebie nie zdefiniujemy i nie potrafimy sami określić.

 

[J. Szczepański, Korzeniami wrosłem w ziemię, Wydawnictwo Śląsk, Katowice 1984, s. 8.]

 

Uznając szkołę za czynnik socjalizujący Zbyszko Melosik stwierdza, że:

 

… rozwija zaangażowanie jednostki na rzecz wartości społecznych i na rzecz wypełniania ról społecznych; wyposaża ją również w techniczne kwalifikacje i społeczne umiejętności”, będąc tym samym środkiem „podtrzymywania” systemu kulturowego. Edukacja jest jednak także – w jej funkcji selekcyjnej – środkiem dostarczania odpowiedniego „materiału ludzkiego” dla struktury społecznej.

 

 [Z. Melosik, Funkcjonalno-strukturalna interpretacja edukacji, [w:] T. Gmerek (red.),

Edukacja i stratyfikacja społeczna, Wydawnictwo Wolumin, Poznań 1993, s. 83.]

 

W kontekście opisywanej wyżej zmienności społecznej, refleksji wymaga problem ról nauczycielskich, zwłaszcza społecznych. Pojęcie roli społecznej sformułował Robert Merton. Jego zdaniem, każdy człowiek funkcjonujący w określonym środowisku społecznym posiada przypisaną przez to środowisko, rolę społeczną wynikającą z organizacji danego społeczeństwa. Stąd też „ Rola społeczna zakłada zbiór norm i wartości związanych z określoną pozycją społeczną”. Rola społeczna jest zatem wyznaczana w momencie obecności w strukturze społecznej, niezależna od woli jednostki wkraczającej fizycznie w społeczność, spójna z innymi rolami społecznymi. W opinii Krzysztofa Rubachy42 pełniona rola społeczna generuje normatywne postrzeganie oczekiwane wobec osób wykonujących dane role. Należy mieć na uwadze, że współcześnie pełnienie jednej roli jest niemożliwe. Każdy człowiek przynależy jednocześnie do wielu społecznie zróżnicowanych kategorii, grup i struktur społecznych. Społeczną rolę nauczyciela można też przedstawić jako system normatywnych powiązań pomiędzy jednostką a częścią środowiska społecznego. Jak pisze Florian  Znaniecki, system ustala funkcję społeczną, czy zespół obowiązków, któremu jednostka musi sprostać, warunkuje jej jaźń społeczną, tj. obraz tego, czym winna być w oczach innych i dla siebie jako istota cielesna i psychiczna: ustanawia jej stan socjalny, czyli zespół praw, jaki ma jej przyznawać dany krąg społeczny oraz ustala jej funkcję społeczną. Rozpatrywanie roli społecznej, jak zauważa K. Rubacha, z perspektywy organizacji społecznej, kładzie nacisk na możliwe statusy, wokół których każdy człowiek wypełnia swoją rolę. Rodzi to oczekiwania dotyczące zachowań w stosunku do osób wykonujących dane role. Dla identyfikacji roli społecznej nauczyciela ważne jest rozróżnienie między jednostką a społeczeństwem. Rola indywidualna staje się wypadkową społecznych nakazów roli i subiektywnej interpretacji przepisu przez jednostkę. Kontynuując ten wątek można też, za Iwanem Illichem, stwierdzić, że „W strukturze systemu oświatowo-społecznego nauczanie stapia się z przydziałem ról społecznych”.

 

Prezentowane wyżej opinie dają podstawę, aby wysnuć wniosek, że na status społeczny roli nauczyciela wpływ może mieć pozycja w hierarchii społecznej nauczyciela, zespół normatywnych zobowiązań, subiektywna interpretacja przepisu roli przez nauczyciela oraz potrzeby i oczekiwania zewnętrznego środowiska. Fenomenem społecznej aktywności nauczyciela, jego relacji z uczniami i społecznymi grupami środowiskowymi, jego podmiotowej i przedmiotowej działalności zawrzeć można w idei przywództwa edukacyjnego, gdzie rola społeczna jest podstawą aksjologiczną, warunkiem innowacji kulturowej i pedeutologiczną afirmacją autorytetu. Henryka Kwiatkowska46 patrząc na nauczyciela z perspektywy podmiotowego sposobu bycia w świecie, wskazuje na trzy sposoby jego zawodowego funkcjonowania. Pierwszy z nich to bycie w roli, gdzie wykonanie przepisu roli jest tożsame ze spełnieniem nauczycielskich zobowiązań zawodowych.

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj (26 maja 2023 r.) przedstawiamy zapis rozmowy (z pominięciem jego części początkowej, wprowadzającej w problematykę spółdzielczości jako takiej), którą z Katarzyną Kalinowską i Michałem Tragarzem przeprowadził Bartosz Marzec. Tekst został opublikowany na stronie Centrum Edukacji Obywatelskiej:

 

 

 

Spółdzielnia uczniowska. Czyli szkoła demokracji i biznesu

Rozmowa Bartosza Marca z Katarzyną Kalinowską i Michałem Tragarzem

 

[…]

 

Bartosz Marzec*: Spółdzielnia jest obecnie niszowym modelem prowadzenia biznesu w Polsce. A jak wygląda sytuacja spółdzielni uczniowskich?

 

Michał Tragarz**: Ich potencjał pozostaje niewykorzystany. Myślę, że często wynika to z obaw nauczycieli i nauczycielek, związanych z formalnościami czy odpowiedzialnością za środki finansowe.

 

Obecnie zdecydowana większość spółdzielni uczniowskich to sklepiki szkolne lub małe kawiarnie. Wiem natomiast, że w jednej z warszawskich szkół społecznych spółdzielnia uczniowska zorganizowała swego rodzaju bank usług. Uczniowie zgłaszają do niego swoje kompetencje. Ktoś na przykład potrafi naprawić komputer, ktoś inny udziela korepetycji z języka polskiego. Ich usługi są sprzedawane chętnym. Spółdzielnia uczniowska nie musi więc prowadzić działalności handlowej. Może mieć profil usługowy.

 

BM: Jak w programie Centrum Edukacji Obywatelskiej „Młodzi przedsiębiorczy”.

 

MT: Tak, szkoły branżowe uczestniczące w naszym programie dzięki spółdzielczości uczniowskiej prowadzą działalność gospodarczą, której uczą na co dzień. Na przykład w szkołach fryzjerskich zakładają spółdzielnię świadczącą usługi fryzjerskie. Z tych usług mogą korzystać osoby spoza szkoły, chociażby rodzice uczniów czy ich sąsiedzi. Sprzedaż produktów może być prowadzona tylko wewnątrz szkoły. Inne inspirujące przykłady przybliżymy podczas naszej konferencji „Gotowi na przyszłość.

 

BM: Co należy zrobić, aby założyć spółdzielnię uczniowską?

 

Katarzyna Kalinowska***: Przede wszystkim trzeba określić zakres działalności. Ostatnio prowadziłam warsztaty w ramach programu „Młodzi przedsiębiorczy” dla szkół branżowych. W ich przypadku ten wybór jest wręcz oczywisty, bo przecież na przykład szkoła stolarska wytwarza konkretne przedmioty. Wystarczy założyć spółdzielnię uczniowską i je sprzedawać, zdobywając przy tym cenną wiedzę o prowadzeniu biznesu.

 

Aby założyć spółdzielnie potrzebna jest grupa inicjatywna. Powinno ją tworzyć minimum 10 uczniów i opiekun zatwierdzony przez radę pedagogiczną. Następnie dyrektor wyraża zgodę na działanie spółdzielni, a jej członkowie ustalają statut. Istnieją wzory statutów, z których można skorzystać. Należy też sporządzić regulamin opisujący zasady działania spółdzielni.

 

MT: Inicjatywa może wyjść od nauczyciela lub nauczycielki, który podsuwa uczniom pomysł i zaprasza do stworzenia spółdzielni. Może też wyjść od uczniów czy od samorządu, który poprosi o wsparcie danego nauczyciela. Poza tym w statucie szkoły musi być zapis o tym, że w szkole działa spółdzielnia uczniowska, której działanie reguluje statut. Statut spółdzielni może być załącznikiem do statutu szkoły.

 

BM: Z czego wynika to, że młodzi ludzie i nauczyciele rzadko zakładają spółdzielnię uczniowską? Skomplikowane regulacje prawne dotyczące jej działalności?

 

MT: Pod względem formalnym zasady prowadzenia spółdzielni w szkole są bardzo proste. Opisuje je prawo spółdzielcze. Obowiązkowe jest prowadzenie uproszczonej księgi przychodów i rozchodów. Spółdzielnia uczniowska nie płaci jednak podatków i nie rozlicza się z ZUS-em ani Urzędem Skarbowym. To bardzo przyjazne regulacje.

 

Dodam jeszcze, że w statucie trzeba określić, na co spółdzielnia przeznacza zysk. Tym celem może być na przykład organizowanie różnych akcji lub działania samorządu uczniowskiego. Samorząd nie może posiadać swoich środków, ale spółdzielnia – tak. Podsuwamy to rozwiązanie szkołom uczestniczącym w programie „Szkoła demokracji”.

 

BM: Jakie są zadania opiekuna spółdzielni uczniowskiej?

 

MT: Rola opiekuna jest ważna przede wszystkim podczas zakładania spółdzielni i ustalaniu kwestii formalnych (np. statut). W praktyce trudno sobie wyobrazić, by – szczególnie w szkole podstawowej – powstała całkiem oddolnie, bez udziału i wsparcia nauczyciela. W późniejszych etapach działania spółdzielni zadania opiekuna mogą się różnić w zależności od samodzielności uczniów i uczennic.

 

KK: Wydaje mi się, że spółdzielnia uczniowska powinna być zaopiekowania przez nauczyciela lub nauczycielkę. Według mnie lekcje przedsiębiorczości w danym roku można z powodzeniem poświęcić na założenie i prowadzenie spółdzielni uczniowskiej. Nauczyciele mogą jednak nie wiedzieć, jak poprowadzić taki proces. Opowiem, jak to zrobić w ramach warsztatu.

 

BM: Na czym dokładnie polega roli opiekuna spółdzielni?

 

Czytaj dalej »



Zgodnie z utrwaloną tradycją – wczoraj w Akademickim Zaciszu odbyła się kolejna rozmowa – tym razem zaproszeni goście odpowiadali na szczegółowe pytania w ramach pytania głównego: „Jak pomóc dzieciom się uczyć, czyli o pedagogii  Marii Montessori?”

 

Oto uczestnicy tej rozmowy, których zaprosił  prof. Roman Leppert:

 

 

Sylwia Camarda – redaktorka naukowa polskich wydań prac Marii Montessori, autorka posłowia do wypisów;

 

 

Aleksandra Małek – wydawczyni książek z zakresu psychologii i pedagogiki w WN PWN, autorka wypisów;

 

 

– Doktor Jarosław Jendza z Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego, autor przedmowy do wypisów.

 

 

 

Zapraszamy zainteresowanych i zaciekawionych tematem, którzy wczoraj to wydarzenie przeoczyli do obejrzenia jego nagranie w odpowiedniej dla siebie porze:

 

                   

                   „Jak pomóc dzieciom się uczyć, czyli o pedagogii Marii Montessori?”  –  TUTAJ

 

 

 



Marianna Kłosińska – prezeska i założycielka Fundacji Bullerbyn oraz Fundacji Dzieci Mają Głos – założycielka Wolnej Szkoły Demokratycznej Bullerbyn – zamieściła we wtorek 23 maja 2023 tekst o  którym poinformowała o swojej wizycie w Izraelu i zwiedzeniu szkoły demokratycznej w Haderze. Oto ten post i link do filmowego reportażu o tej szkole:

 

 

No i wyczekany reportaż z Hadery już gotowy. Miałam umowę, że nie kręcę buziek dzieci. Z tego powodu wiele musiałam pozostawić tylko w swojej głowie. Kręciłam tak, żebyście mogli poczuć klimat. Chyba się udało.

 

Pojechałam delektować się magią szkoły demokratycznej w Haderze. To pierwsza z kilkudziesięciu, o ile nie kilkuset już szkół demokratycznych w Izraelu. Niemal każde miasto ma tutaj taką. Tę zalożył יעקב הכט w 1987 roku. Od razu jako szkołę publiczną. Wówczas liczyła około 100 uczniów. Dziś uczy się tu przeszło 600 osób.

 

 

Wszystko tu przeczy stereotypowym wyobrażeniom na temat szkoły. Myślę, że niejednego może przerazić, więc przygotujcie się na silne emocje.

 

Przywitał mnie chłoszczący, piaszczysty wiatr i gwar bardziej przypominający muzykę niż szkołę, przeplatany dźwiękami dochodzącymi z sali prób.

 

 

Obok pierwotnych ponad trzydziestoletnich baraków na kampusie stoją budynki postawione przez miasto jakoś koło 2017 r., kiedy byłam tu ostatnio.

 

Teraz zaludziły się prawdziwym krwistym życiem. Przypominają bardziej pokoje nastolatków niż salony oglądanej przeze mnie przedwczoraj uczelni. Myślę, że dorośli się tu poddali w swoim dążeniu do uporządkowania świata po swojemu i nawet całkiem im z tym dobrze, bo w wielu miejscach nie zaznaczała się ich obecność.

 

Czuje się na maksa, że nikt tu nie siedzi za karę i że do wszystkiego co tu „stoi” przyłożyła rękę jakaś bardzo konkretna osoba.

 

Wpadłam w środek życia, wszędzie coś się intensywnie wydarza. Ludzie zaangażowani z bebechów. Intencjonalnie i własnowolnie. Młodzi zajęci swoimi sprawami w pracowniach, w których nie ma nauczycieli. Dorośli są tylko tam, gdzie wyraźnie są potrzebni.

 

 

Nie ma tu typowych sal lekcyjnych. Poszczególne grupy mają swoje domy wyposażone jak… domy. W każdym jest jadalnia i aneks kuchenny, wygodne sofy, jakieś stoły i masa szpargałów porozrzucanych gdzie popadnie.

 

Moje spotkanie ze społecznością w bibliotece (przyszło ze 30 osób z kadry i młodych – dla kontrastu, na uczelni były 4 osoby) zaczęłam od pytania czego chcieliby się dowiedzieć ode mnie. No i niby spodziewałam się, że tak będzie, ale i tak ich dociekliwość była przejmująca. Znam to. Pytali przez kontekst otwarcie krytycznej postawy.

Wolni, żywi ludzie. Kocham!

 

W tym miejscu na serio, naprawdę, na poważnie dzieje się magia.

 

Inaczej nie da się tego opowiedzieć.

 

 

 

Wszystkie zamieszczone powyżej zdjęcia to screeny z pliku filmowego – patrz poniżej:

 

 

 

Reportaż filmowy ze szkoły w Haderze  – TUTAJ

 

 

 

Źródło:  www.facebook.com/mariannafb