Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Danuta Sterna zamieściła wczoraj (25 sierpnia 2023 r.) na swoim blogu tekst, który jest swoistym przyczynkiem do aktualnego w środowisku polskich nauczycieli problemy ucieczki z zawodu.

 

Rys. Danuta Sterna

 

                                                         Dlaczego ciągle jeszcze pracujesz w szkole?

 

Obecne czasy przynoszą nauczycielom wiele problemów. Są to problemy systemowe, wynikające z braku wsparcia, niewystarczającego wynagrodzenia i rosnącej presji, aby osiągać wyniki, które czasami wydają się nierealne. To zniechęca część nauczycieli (nie tylko w Polsce) do opuszczenia tego zawodu. Wiąże się to często z tragedią osobistą, z pogrzebaniem nadziei i radości z pracy.

 

Umiejętności i zdolności, które posiadają nauczyciele, z pewnością przydadzą się w innych branżach. Dlaczego w takim razie część zostaje?

 

W tym wpisie przedstawiam pięć powodów:

 

1.Każdy dzień w szkole może zamieniać czyjeś życie na lepsze.

 

Jako nauczyciele możemy być jednej rzeczy pewni –  nasza praca ma znaczenie. Mamy wpływ na jakość życia młodych ludzi. Możemy im pomóc. Każda drobna interakcja z uczniem może mieć dla niego wielkie znaczenie.

 

Nawet jeśli mamy grupę uczniów, z którymi nie dogadujemy się bardzo dobrze, to i tak staramy się pomoc im.

 

Nie jesteśmy dobrze wynagradzani, ale mamy satysfakcję, że wpłynęliśmy pozytywnie na życie wielu istnień. Prawdą jest, że niezależnie od tego, jak trudna może się wydawać ta praca, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zmieniamy życie na lepsze, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

 

2.Każdego dnia uczniowie mogą zmienić nasze życie na lepsze.

 

Bardzo dużo możemy się nauczyć od naszych uczniów. Tego nie da się nauczyć na szkoleniach. Mamy okazję pracować z bardzo różnymi osobowościami, dziećmi, młodzieżą w wieku dorastania. Ich słowa i czyny nieustannie uświadamiają nam, czego potrzebują, co rozumieją. Obserwując uczniów, możemy się nauczyć, jak dostosowywać nasze nauczanie do ich preferencji i pomóc im osiągać sukces. Możemy uczyć się od uczniów odporności i dawania sobie rady z trudnościami. Ale też uczniowie uczą nas cierpliwości, konsekwencji i życzliwości.

 

Żaden inny zawód nie umożliwia takiej bliskości z tyloma młodymi ludźmi. Uczenie się od naszych uczniów to codzienny dar tego zawodu.

 

3.Można po latach dowiadywać się, jakie są losy naszych uczniów i widzieć efekt naszej w nich inwestycji.

 

Często spotykając uczniów po latach mamy okazję wysłuchać podziękowań i docenienia, tego, że byliśmy wyrozumiali, służyliśmy radą i pomocą.

 

Nasza praca ma wpływ, niezależnie od tego, czy to widzimy, czy nie. Być może zasiewamy nasiona, które zaowocują dopiero kilkadziesiąt lat później. Okazywanie uczniom miłości, empatii, życzliwości i bezinteresowności ma ogromny wpływ, niezależnie od tego, czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie.

 

Nie ma miernika pozwalającego określić wpływ pracy nauczyciela. Nie mierzą tego wyniki egzaminów, tylko codzienny kontakt, zaufanie i życzliwość.

 

4.Każdy dzień to wyzwanie

 

Uczniowie i nauczanie są codziennym wyzwaniem. Pracę w szkole nie można nazwać nudną lub bez perspektyw. Uczniowie nieustannie rzucają wyzwanie zarówno na poziomie intelektualnym jak i emocjonalnym. Można stale zastanawiać się nad lepszymi, bardziej innowacyjnymi sposobami zaangażowania uczniów, można wypróbowywać nowe metody.

 

Dzięki kontaktowi z młodymi ludźmi nauczyciel wolniej się starzeje, umysł pozostaje żywy, elastyczny, a serce otwarte. Praca nauczyciela rzadko jest łatwa, ale daje wiele satysfakcji.

 

5.Inwestycja w lepszą przyszłość

 

Nauczanie jest aktem nadziei. Za każdym razem, gdy nauczyciel prowadzi lekcję, ma nadzieję, że będzie ona dla uczniów inspiracją do nauki. Za każdym razem, gdy pomaga uczniowi mającemu trudności, ma nadzieję, że zmieni to życie ucznia. Za każdym razem, gdy kontaktuje się z rodzicami ucznia, ma nadzieję, że poprawi to sytuację ucznia. Nadzieja jest wyborem, który podejmuje każdego dnia.

 

Nauczyciel wierzy, że może pomóc uczniom uwierzyć we własne możliwości i to nadaje tej pracy sens, dzięki temu może działać tak, aby życie uczniów stawało się lepsze.

 

Jeśli pamiętamy o tym wszystkim, to możemy się uchronić przed atakami z zewnątrz i zniechęceniem.

 

 

 

Inspiracja artykułem Rachel Jorgensen

 

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl

 

 

 



Dziś udostępniamy tekst ze strony Centrum Edukacji Obywatelskiej, zapowiadający zaplanowane na 17-19 listopada 2023 r. szkolenie nt.  „Drama-Based Pedagogy”:

 

 

Jak przygotować młodych ludzi do osiągania sukcesów w nowej gospodarce „opartej na wiedzy”? Odpowiedź to praca nad komunikacją, krytycznym myśleniem, współpracą i kreatywnością. Pomocne może być w tym podejście Drama-Based Pedagogy, które odwołuje się do poznawczych, społecznych i instruktażowych uwarunkowań skutecznego uczenia się opartego o sztukę.

 

Uznaje się, że kluczowym celem edukacji XXI wieku jest przygotowanie uczniów i uczennic do pracy, która jeszcze nie istnieje. W przyszłości mają oni i one wykorzystywać technologie, których jeszcze nie wynaleziono,  aby rozwiązywać problemy, których jeszcze nie zdiagnozowano. Jak przygotować młodych ludzi do osiągania sukcesów w nowej gospodarce „opartej na wiedzy”?

 

Dla wielu osób zajmujących się edukacją odpowiedzią jest zwiększenie nacisku na podstawowe umiejętności komunikacji, krytycznego myślenia, współpracy i kreatywności. Wyobraźmy sobie jednak twórczą klasę, w której osoby uczące się aktywnie i na wiele sposobów angażują się w naukę. Pracują wspólnie nad rozwiązywaniem problemów oraz łączą swoją wiedzę z nowymi koncepcjami, by lepiej zrozumieć dane zagadnienie. Odkrywają i lepiej zapamiętują, ponieważ odnoszą nową wiedzę do przykładów z życia codziennego.

 

Od dwudziestu lat Uniwersytet Teksański w Austin realizuje program „Drama for Schools”, który wspiera lokalne i ponadlokalne systemy edukacji na całym świecie. Program umożliwia formowanie twórczych klas, w których stymuluje się kreatywność, a uczniowie i uczennice sięgają po sztukę i uczą się w twórczy sposób.

 

Drama-Based Pedagogy – jako oparte na sztuce podejście do nauczania i uczenia się – działa, ponieważ odwołuje się do poznawczych, społecznych i instruktażowych uwarunkowań skutecznego uczenia się. Liczne badania pokazują, że uczniowie i uczennice aktywnie uczestniczący w działaniach związanych ze sztuką rozwijają i poprawiają:

 

>krytyczne i twórcze myślenie oraz umiejętność rozwiązywania problemów;

>wyniki w nauce mierzone standardowymi testami, wskaźnikami zdawalności i liczbą przyjęć na wyższe uczelnie;

 

>zaangażowanie i motywację, które przekładają się na lepszą frekwencję, zachowanie i podnoszenie aspiracji edukacyjnych;

 

>znajomość kultury i poczucie więzi z dziedzictwem kulturowym;

 

>kompetencje osobiste i społeczne, w tym poczucie sprawczości, pewności siebie i empatii.

 

Jako społeczeństwo mamy obowiązek rozwijać się i adaptować do zmian w coraz bardziej złożonym świecie. Musimy wyposażyć młodych ludzi w umiejętności, które pozwolą im w pełni zrealizować ich potencjał w pracy i życiu prywatnym. Moją największą nadzieją jako matki jest to, że moje dzieci będą szczęśliwe i spełnione w świecie, który dopiero się tworzy, jakikolwiek on będzie.

 

 

Tekst jest wprowadzeniem do szkolenia z zakresu Drama-Based Pedagogy, które odbędzie się w dniach 17-19 listopada w Warszawie.

 

 

 

Źródło: www.ceo.org.pl

 

 



Wartą zapoznania się z nią analizę sylwetki Przemysława Czarnka i jego aktywności w roli ministra edukacji i nauki zamieścił wczoraj (23 sierpnia 2023 r.) na swoim fb profilu dr Tomasz Tokarz. Oto ten tekst  – pogrubienia czcionek niektórych jego fragmentów – redakcja OE:

 

 

Żeby zrozumieć działania Czarnka trzeba po prostu przyjąć jedno: on chce być premierem, może prezydentem.

 

Bycie ministrem edukacji to tylko narzędzie do zwracania na siebie uwagi.  On w ogóle nie czuje edukacji i właściwie ma ją gdzieś.

 

Co jakiś czas robi jakąś akcję pod elektorat PiSu, ale bez jakiegoś autentycznego zaangażowania na rzecz zmieniania szkoły na bardziej konserwatywną. Tak się może wydawać, ale to tylko pozór. Edukacja, powtarza, to tylko dla niego przystanek – trampolina do dalszej kariery.

 

Weźmy HIT – wbrew obawom w praktyce nie jest to żaden przedmiot ideologizacyjny, nauczyciel robią na nim po prostu historię, powtórkę z 8 klasy, z elementami skasowanego WOSU. Tyle. Po prostu uczniowie mają 4 godziny historii zamiast 2. Sensu to nie ma, ale nie chodzi o sens.

 

Podobnie – wprowadzenie przedmiotu Biznes i Zarządzanie. Ministerstwo zapowiada, że ten przedmiot to prawdziwy przełom, ale w praktyce robić się będzie do samo co na podstawach przedsiębiorczości.

 

Minister podczepiał się i pod ED, i pod sprawy stowarzyszeń. Byle robić szum wokół siebie.

 

Teraz znowu kolejne wymysły., typu odchudzanie podstawy przez wprowadzanie nowych przedmiotów.

 

Nie chodzi o to, by coś zmienić, tylko by o Czarnku się dużo mówiło. I żeby udawać, że coś się robi z edukacją – tak propiskowsko. Żeby elektorat był zadowolony.

 

Co realnie Czarnek zrobił w polskiej szkole w ostatnich latach? Co rzeczywiście zmienił?

 

Nic. Tylko miesza w kotle i wprowadza dziwne nowe przedmioty, do których wydawnictwa muszą kleić na nowo podręczniki.

 

Czarnek tylko czeka, by się przesiąść na innego konia.

 

Zatem rewolucji konserwatywnej nie zrobi w edukacji. Ani żadnej innej. Problem w tym, że ta gra pozorów nie przyczynia się do rozwiązania realnych problemów polskiej szkoły.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/



Dzisiaj postanowiliśmy udostępnić, bez żadnych skrótów, tekst zamieszczony wczoraj (22 sierpnia 22023 r.) przez Agnieszkę Kuźbę na Jej Fb profilu:

 

 

Może wiecie a może nie wiecie ale od wielu już lat czynnie i teoretycznie zagłębiam się we włoskim podejściu do wspierania rozwoju dzieci zwanym od miejsca , w którym powstało podejściem Reggio Emilia – inaczej Reggio Emilia Approach.

 

Fakt, że placówki REA pracowały ,, na dziko ” przez przeszło 18 lat jest niezwykle interesujący w kontekście funkcjonujących w Polsce rozmaitych, ogromnie cennych ,,samowolek edukacyjnych” z jednoczesnym rozwojem bardzo miernych a posiadających oficjalną zgodę na funkcjonowanie placówek.

 

Zainteresowani podejściem Reggio Emilia rodziców , decydentów i nauczycieli, którzy odwiedzają przedszkola i szkoły w poszukiwaniu lepszej jakości edukacji, którzy czytają liczne fachowe publikacje m.in. na temat REA mają wrażenie odkrywania czegoś świeżego, nowego, ale jednocześnie prostego i odpowiadającego ich osobistemu dziecięcemu i młodzieńczemu doświadczeniu.

 

Jeśli chcecie znaleźć w tym podejściu kosmiczne technologie i wielkie programowalne wow to się zapewne mocno zawiedziecie.

 

Musicie zrezygnować z przeświadczenia , że w którejś – nie tylko tej włoskiej Lorisa Malaguzzi – pedagogii można znaleźć coś absolutnie definitywnego, co jasno scharakteryzuje najlepsze podejście – ponieważ oprócz obowiązku realizacji potrzeb i praw człowieka nie ma w edukacji czegoś ostatecznego .

 

Wszędzie znajdziecie teorię, która lepiej lub gorzej dialoguje z praktyką. Dlaczego REA może być pasją? Ponieważ jest raczej zaproszeniem do dialogu z teoriami niż ich bierną i wierną akceptacją.

 

Czytaj dalej »



Na dwa tygodnie przed rozpoczęciem kolejnego roku szkolnego powoli wracamy do nasych ulubionych tematów i cenionych autorów. Dzisiaj postanowiliśmy odnotować na „Obserwatorium Edukacji” najnowszy tekst dr Marzeny Żylińskiej, zamieszczony na jej fb profilu wczoraj – 18 sierpnia 2023 roku. Pogrubienia czcionek we fragmentach tekstu – dla podkreślenia ich treści – redakcja OE :

 

 

Wspólnie możemy zadbać o to, by szkoła była dla uczniów, ale również dla nauczycieli i rodziców bardziej przyjaznym miejscem. Dziś zbyt wielu uczniów szkoły nie lubi, albo się jej boi, zbyt wiele osób ze szkół ucieka. Jak to zmienić?

 

Wiele osób słysząc o przyjaznej szkole, zaczyna się bać o wyniki. Zupełnie niepotrzebnie.

 

Neurobiolog Gerald Hüther na spotkaniach z nauczycielami często mówi, że nasz mózg jest najbardziej złożoną strukturą, jaką znamy, ale kieruje się bardzo prostymi zasadami. Jedną z nich jest ta, która mówi: Powtarzaj to, co przyjemne, unikaj tego, co nieprzyjemne.

 

Jeśli ktoś nie rozumie matematyki, boi się jej, a na myśl o kolejnej klasówce boli go brzuch, to nie może uczyć się tego przedmiotu efektywnie.

 

Jeśli chcemy, żeby dzieci i młodzi ludzi, uczyli się w szkole efektywnie, to my, dorośli, musimy zrobić wszystko, żeby właśnie tu dostali wsparcie, którego potrzebują.

 

W najbliższych dniach będziemy pisać więcej o tym, co zrobić, by szkoła była przyjaznym miejscem, w którym uczniowie mogą się efektywnie uczyć.

 

Zbyt wielu uczniów i zbyt wielu nauczycieli ucieka dziś ze szkół, które stają się coraz bardziej opresyjne. Dlatego trzeba zacząć działać. I uczniowie i nauczyciele potrzebują wsparcia, a nie kontroli. Wspólnie możemy to zmienić!

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 



Wczoraj (11 sierpnia 2023 r.) dr Tomasz Tokarz zamieścił na swoim fb profilu komentarz do materiału, udostępnionego na portalu Śląskie.pl. Oto ten tekst bez skrótów – podkreślenia i pogrubienia czcionek redakcja OE:

 

 

Czytam o rewolucji (prawdziwej!) edukacyjnej w jednym z miast. Że uczniowie będą chodzić do szkoły 4 dni i nie mieć lekcji 45 minut. I że nie będą dostawać stopni. Kolejne media to powtarzają…

 

W całej strategii edukacyjnej rzeczonego miasta tej kwestii jest poświęcono dwa zdania.

 

W celu upowszechnienia aktywizującej uczniów w wysokim stopniu metody projektowej należy zainicjować i wprowadzić stopniowo do praktyki szkolnej tzw. dzień projektowy, podczas którego uczniowie pod kierownictwem nauczycieli realizować będą projekty przedmiotowe lub międzyprzedmiotowe. Będzie to wymagać na ogół reorganizacji przestrzeni klas oraz odejścia od rutyny 45-minutowych lekcji oraz dzwonków na przerwę”

 

Fajnie, że są takie praktyki – ale ja o tym już słyszałem 15 lat temu.*

 

Że jest od czasu do czasu piątek projektowy, gdzie nie ma lekcji trwających 45 minut tylko jest nauczanie blokowe. Wiele szkół już to robiło lub robi.

 

Tu taki dzień ma być zainicjowany i stopniowo wprowadzany. Jak często? Może raz na miesiąc.

 

Pozostałe dni jak rozumiem – już normalnie.

 

To jest rewolucja? To tylko zapowiedź próby realizacji zasad zapisanych w podstawie programowej. W podstawie jest zapisana taka możliwość – projekty zamiast lekcji . I że lekcje nie muszą trwać 45 minut. i każda szkoła może skorzystać. Jeśli chce. O ile chce. Chce? Tu w sumie nie wiem, czy chcą.

 

Tu jest po prostu strategia miasta. Do realnego wdrożenia przez szkoły jeszcze dłuuuuuga droga.

 

A w szkołach lekcje będą trwały tyle ile trwają. I zwykłe oceny będą dalej wstawiane.

 

PS: To nie jest krytyka pomysłu. Tylko raczej dziennikarstwa i clickbajtów.

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/

 

 

*A na portalu „EDUNEWS” dr Tomasz Tokarz zamieścił tekst Edukacja bez stopni  w kwietniu 2016 roku



 

 

Wczoraj (6 czerwca 2023 r.) na portalu OKO.press zamieszczono tekst, który winien przeczytać każdy, kto będzie zmuszany do posłużenia się podręcznikiem do HiT autorstwa prof. Roszkowskiego. Oto fragmenty tej publikacji:

 

 

„Homoseksualizm podlega terapii”. Niebezpieczna bzdura w podręczniku Roszkowskiego do HiT

 

[…]

 

Do księgarń trafiła druga część podręcznika do przedmiotu Historia i Teraźniejszość autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego, historyka i byłego europosła PiS. Przeznaczony dla uczniów drugich klas liceów i techników podręcznik obejmuje okres od 1980 do 2015 roku.

 

Już sama podstawa programowa przedmiotu wprowadzona przez ministra Przemysława Czarnka zawierała błędy, manipulacje i teorie spiskowe. Wymaga od uczniów na przykład rozpoznawania „ekologizmu”, czyli obelgi, którą katoliccy hierarchowie obrzucają działaczy ekologicznych.

 

Podręcznik do HiT napisany przez prof. Roszkowskiego w katechizacji młodych czytelników idzie jeszcze dalej. Jak policzyła Justyna Suchecka w tvn24.pl, w jego pierwszej części siedmiokrotnie pojawia się zdjęcie Jana Pawła II, choć wykład obejmuje jedynie pierwszy rok pontyfikatu Polaka-papieża. W drugiej części podręcznika do HiT Roszkowski jako oczywistość przedstawia katolickie poglądy na homoseksualizm. W tym przekonanie, że homoseksualizm to choroba, z której można się wyleczyć.

 

Dla ideologów LGBT homoseksualizm ma charakter genetyczny i nie daje się zmienić pod wpływem społeczeństwa i kultury. Tymczasem liczne badania wskazały, że jest to zjawisko bardziej skomplikowane i w wielu przypadkach, choć zapewne nie zawsze, podlegające terapii” – czytamy w książce „Historia i Teraźniejszość. Podręcznik dla liceów i techników. Klasa 2. 1980-2015.

 

Tego samego zdania, co prof. Roszkowski, jest Konferencja Episkopatu Polski. W 2020 roku wydała dokument „Stanowisko ws. kwestii LGBT+”, w którym czytamy:„Konieczne jest tworzenie poradni (również z pomocą Kościoła, czy też przy jego strukturach) służących pomocą osobom pragnącym odzyskać zdrowie seksualne i naturalną orientację płciową”.

 

Tego rodzaju poradnie już w Polsce istnieją. […] Ośrodki te, najczęściej katolickie, nie są objęte żadnym nadzorem ani kontrolą, a to prowadzi do wielu nadużyć. Młodzi chłopcy, którzy najczęściej tam trafiają, bywają molestowani seksualnie przez tzw. terapeutów pod pozorem uczenia ich „zdrowego dotyku męskiego”. […]

 

Światowa Organizacja Zdrowia wykreśliła homoseksualność ze spisu chorób i zaburzeń w 1993 roku. W 1998 roku Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne wydało stanowisko o szkodliwości terapii reparatywnej.

 

Ryzyko jest znaczące, włączając w to możliwość wystąpienia depresji, zaburzeń lękowych i zachowań autodestrukcyjnych. Wielu pacjentów, którzy poddali się »terapii reparatywnej«, relacjonuje, że podawano im mylną informację, że homoseksualiści są samotnymi, nieszczęśliwymi osobnikami, którzy nigdy nie osiągną akceptacji lub satysfakcji. Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne sprzeciwia się wszelkim formom terapii »reparatywnych« lub »konwersyjnych«, które opierają się na założeniach, że homoseksualizm jest zaburzeniem psychicznym i/lub że pacjent powinien zmienić swoją orientację homoseksualną”. […]

 

W jednym można przyznać rację prof. Roszkowskiemu: przyczyny kształtowania się orientacji seksualnej są skomplikowane. Wbrew jego zapewnieniom, genetyka ma jednak w nim znaczny udział. Jak tłumaczył w rozmowie z OKO.press prof. Jacek Kubiak, biolog z Centre National de la Recherche Scientifique (CNRS) i Université Rennes 1, kształtowanie się orientacji zależy od genów w około 50 procentach.

 

Reszta to pozostałe uwarunkowania biologiczne, a więc np. działanie hormonów (które de facto też zależy od genów), czy stosunkowo niedawno odkryty wpływ układu odpornościowego, i wreszcie – także istotne w tym względzie – uwarunkowania społeczne. Jest bowiem presja społeczna na to, żeby osoba, która wygląda jak kobieta, miała orientację w kierunku mężczyzn i odwrotnie” – mówił prof. Kubiak w rozmowie ze Sławomirem Zagórskim.

 

 

 

Cały tekst ’Homoseksualizm podlega terapii’. Niebezpieczna bzdura w podręczniku Roszkowskiego do HiT” 

–  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.oko.press



Wczoraj (4 sierpnia 2023 r.), po prawie miesięcznej przerwie na blogu Jarosław Pytlaka pojawił się obszerny tekst, którego fragmenty zamieszczamy poniżej, zachęcając do zapoznania się z jego pełną wersją. Podkreślenia i pogrubienia czcionek – dla wyróżnienia niektórych stwierdzeń – redakcja OE:

 

 

 

Wakacyjne przebudzenie publicysty

 

W końcu lat osiemdziesiątych XX wieku programy nauczania w szkole podstawowej nosiły wyraźne piętno nadmiernej naukowości, odciśnięte jeszcze w czasach nieudanej reformy wprowadzającej tzw. „dziesięciolatkę”. W zakamarkach pamięci przechowuję równanie, zapisane w ówczesnym podręczniku do biologii dla klasy czwartej: „biotop + biocenoza = ekosystem”. Jako pełen zapału początkujący nauczyciel ze wszystkich sił usiłowałem wytłumaczyć uczniom znaczenie tych pojęć, nie zastanawiając się nad sensem swojego wysiłku. Dopiero z perspektywy czasu pojąłem, że owa formułka świetnie nadawałaby się na symbol bezmyślnego wkuwania na pamięć.

 

Jako nauczyciel miałem wtedy niewielkie doświadczenie. Z drugiej strony, już od blisko dziesięciu lat prowadziłem drużynę harcerską i nie mogłem wyjść ze zdumienia, jak moi rezolutni, pełni entuzjazmu druhowie zmieniają się w klasie w rozmemłanych, pozbawionych życia uczniów. Gołym okiem widziałem, że coś jest nie tak. Moja myśl nie sięgała w owym czasie przewrócenia programu szkolnego do góry nogami – zbyt wielki miałem respekt dla obowiązujących przepisów. Za to w harcerstwie pozwalałem sobie na eksperymenty, bo blisko setka wychowanków, z których najstarsi wkraczali właśnie w wiek dorosły, szła za mną „jak w dym”, gotowa na wszelkie innowacje. Wtedy właśnie powstał pomysł Wszechnicy harcerskiej.[…]

 

Ćwierć wieku temu marazm państwowego systemu oświatowego przełamały szkoły niepubliczne. Dzisiaj te same placówki raczej utrwalają panujący system. Postulaty rewolucji zgłaszają publicznie tylko nieliczni pedagodzy i publicyści, do których świadomości dociera już, że w swoim obecnym kształcie polska oświata zupełnie nie odpowiada potrzebom współczesnego społeczeństwa. Niewiele jednak z tego wynika, bo pozornie wszystko wydaje się w porządku. Pod światłym przewodem władz oświatowych szkoły odkrywają talenty, zapewniają doskonałe warunki rozwoju dzieciom sześcioletnim, i wszystkim innym uczniom na dodatek, umożliwiają zdobywanie laurów w konkursach i oczywiście wszechstronny rozwój. O sukcesach zapewniają nas te same władze, możemy też o nich przeczytać na stronach internetowych praktycznie wszystkich placówek. Inny obraz sytuacji wyłania się, co prawda, z forów internetowych, szczególnie tych w pełni anonimowych, ale przecież powszechnie wiadomo, że w takich miejscach króluje tylko hejt.

 

Pogląd, że warunkiem skutecznego uczenia się jest zainteresowanie dziecka, powoli jednak toruje sobie drogę do świadomości nauczycieli. Popularyzują go zwolennicy neurodydaktyki, czyli nauczania zgodnego z wiedzą o sposobie pracy mózgu, na czele z dr Marzeną Żylińską. Co prawda ostatnio Komitet Neurobiologii PAN w liście do ministra edukacji narodowej zakwestionował jej kwalifikacje i twierdzenia, jako nie oparte na potwierdzonym, zdaniem autorów, stanie wiedzy, ale nie ma to w istocie większego znaczenia. Rosnąca popularność neurodydaktyki wyrasta bowiem ze zgodności jej przesłania z intuicją. Naprawdę nie trzeba wgłębiać się w chemiczne podstawy działania połączeń neuronalnych, aby zaakceptować twierdzenie, że najskuteczniej uczy się ten, kto chce się nauczyć. Pokolenia nauczycieli mogą też potwierdzić, że zdobywanie stopni motywuje tylko niewielką część populacji, głównie tych, których możliwości sięgają piątek i szóstek, zaś strach przed złą oceną paraliżuje umysły, niestety, zazwyczaj najmniej wierzących w swoje siły, a zarazem najbardziej potrzebujących wsparcia i poczucia sukcesu.

 

Mając świadomość opisanej wyżej sytuacji uczyniliśmy w naszej szkole krok w kierunku budowania dziecięcej radości z poznawania świata. Za sprawą dwóch nauczycielek, Magdaleny Klimek i Ewy Pytlak, w ramach tworzonego przez nie autorskiego programu pracy z sześciolatkami, wprowadzone zostały dni pracy indywidualnej. Od czasu do czasu, zamiast normalnych lekcji, uczniowie otrzymują do wyboru szereg zadań z czterech dziedzin: badawczej, językowej, matematycznej i artystyczno-manualnej. Propozycje mają różny poziom trudności, a każde dziecko – prawo do własnego tempa i intensywności pracy. Właśnie wybór, na różnych poziomach – dziedziny, poziomu trudności i tempa pracy, jest fundamentem całej koncepcji.

 

Wstępna ewaluacja tego pomysłu w moich dyrektorskich oczach dokonała się spontanicznie. Następnego ranka po pierwszym dniu pracy indywidualnej mijające mnie na korytarzu w drodze do stołówki pierwszaki gremialnie pochwaliły się nową przygodą i stwierdziły z entuzjazmem, że już czekają na następną.

 

Szczegóły swojej koncepcji i doświadczenia wypływające z praktyki Autorki z pewnością w przyszłości opiszą we własnej publikacji. Ja natomiast już teraz przymierzam się do przeniesienia ich pomysłu na pracę ze starszymi uczniami. Uważam, że nic nie stoi na przeszkodzie, by w klasach 4-6 regularnie organizować dni swobodnej aktywności uczniów. W stosunku do pracy z sześciolatkami widzę tylko dwie różnice. Praca dzieci nie musi być indywidualna; wręcz przeciwnie, lepiej, jeśli będą współdziałać przy realizacji różnych zadań. Ponadto uczniowie nie muszą być wyłącznie konsumentami zajęć przygotowanych przez nauczycieli. Pomysły mogą wypłynąć od nich samych i oni też mogą w niektórych przypadkach sami prowadzić zaproponowane przez siebie aktywności. Reszta koncepcji jest dawno gotowa – wystarczy sięgnąć po doświadczenia Wszechnicy harcerskiej.[…]

 

Muszę jeszcze dodać, że po przerwie spowodowanej pandemią w STO na Bemowie odbywają się kolejne Wszechnice szkolne, interdyscyplinarne i wolne od oceniania. Jako nowość wprowadziliśmy dodatkowo cotygodniowe zajęcia w pracowniach tematycznych (ukłony za inspirację dla Ewy Radanowicz!) oraz projekty w ramach godziny projektowej. Jedno i drugie także bez ocen. Więcej informacji na ten temat zainteresowany Czytelnik znajdzie w powstającym opisie funkcjonowania naszej placówki, o którym wspomniałem we wstępie do tego artykułu.

 

 

 

 

Cały tekst „Wakacyjne przebudzenie publicysty”  –  TUTAJ

 

 

 

Komentarz  Włodzimierza Zielicza:

 

Przecież większość przedmiotów w szkole, zarówno SP jak i LO, to NIE SĄ przedmioty egzaminacyjne. Za to, dzięki „prof.”Konarzewskiemu&p.Hall, mamy podstawy programowe dziesięciokrotnie bardziej szczegółowe niż programy czy minima programowe lat 80-tych czy 90-tych, na dodatek egzekwowane BIUROKRATYCZNIE wyłącznie (na podstawie wpisów!), bo w „reformie” Handkego-Dzierzgowskiej zniknęła z kuratoriów postać wizytatora przedmiotowego – zostali URZĘDNICY.

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl

 



Foto: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/

 

Amelia Nowińska – 16-letnia autorka książki „Przekroczyć granice”,

od roku uczennica liceum w „Szkole w Chmurze”.

 

 

Dzisiaj publikujemy obszerne fragmenty tekstu znalezionego na stronie wyborcza.pl/lodz/. Jego bohaterką jest szesnastoletnia uczennica Szkoły w Chmurze, której książka została 26 czerwca br. wydana przez „Wydawnictwo Romantyczne:

 

 

Amelia w szkole miała ataki paniki. Przeszła do Szkoły w Chmurze. Dzisiaj jej książkę sprzedaje Empik

 

Amelia ma 16 lat. Rok temu przeniosła się do Szkoły w Chmurze. Jak mówi, w publicznym liceum nie czuła się komfortowo.

 

Przez ostatnie trzy lata Amelia pisała opowieści, które publikowała na platformie internetowej Wattpad. Zyskiwały zainteresowanie czytelników. Postanowiła zaryzykować i odezwać się do kilku wydawnictw. Szybko dostała odpowiedź od Wydawnictwa Romantycznego. W czerwcu napisana przez nią powieść „Przekroczyć granicę” trafiła na półki w Empiku.

 

Źródło: www.empik.com

 

Wydawnictwo nie dowierzało, że autorka książki ma 16 lat

 

Na początku nie dowierzali, ile mam lat, ale zdecydowali się mnie wydać. W grudniu podpisaliśmy umowę. Nawet nie liczę, ile razy w trakcie całego procesu wydawniczego przeczytałam moją książkę. Dopiero gdy dostałam do ręki egzemplarz, dotarło do mnie, że ja to zrobiłam. Osiągnęłam swój cel. To uczucie nie do opisania. Jestem z siebie dumna – przyznaje.   „

Przekroczyć granicę” to historia osób dorosłych. Amelia, która jest ponadprzeciętnie dojrzała jak na nastolatkę, podkreśla, że dużo łatwiej jest się jej wcielić w takie postacie niż pisać o rówieśnikach. – Wydaje mi się, że gdybym pisała to z perspektywy bohaterów, którzy byliby w moim wieku, nie wyszłoby to tak dobrze – mówi. […]

 

W szkole miała ataki paniki. Jej życie zmieniła Szkoła w Chmurze

 

Amelia nie ukrywa, że przeszłość bohaterki opisana w „Przekroczyć granicę” to jej własna historia. – Pisanie jej było dla mnie pewną formą terapii. Ta książka była mi bardzo potrzebna w pewnym momencie i stwierdziłam, że zaczerpnę coś ze swojego życia i dam bohaterce moją przeszłość. Jej dorosłe życie to już fikcyjna opowieść. Prolog jest wspomnieniem. Historia zaczyna się, kiedy Venus trafia do szpitala po zwichnięciu rzepki kolanowej. Budzi się po trudnej operacji, która trwała ponad dziewięć godzin. Widzi całe zakrwawione prześcieradło, które powinno zostać wymienione, ale nikt tego nie zrobił – opowiada. […]

 

Bohaterka „Przekroczyć granicę” we fragmentach, które są wspomnieniem, porusza się na wózku inwalidzkim. To także historia Amelii. […]

 

Nie było dla mnie warunków. Nie każdy chciał pomóc. Z nauczycielami też bywało różnie. Mama musiała siedzieć ze mną w szkole, bo nie było w niej opiekunki, która by mi pomagała, a powinna taka być. Tata pracuje, ale zmieniał mamę w dni wolne, żeby ją odciążyć. To było dla nich męczące – opowiada. – Z czasem w szkole przestałam się czuć komfortowo, co odbiło się na mojej psychice. Były ataki paniki. Źle znosiłam krzyki nauczycieli i pretensje. Z klasą też bywało różnie, nie wszystkie żarty mnie bawiły. Porozmawiałam z rodzicami o przeniesieniu do Szkoły w Chmurze. Zgodzili się. Po przejściu na edukację domową poczułam się lepiej psychicznie i dokończyłam moją książkę. […]

 

 

 

 

Cały tekst: „Amelia w szkole miała ataki paniki. Przeszła do Szkoły w Chmurze. Dzisiaj jej książkę sprzedaje Empik”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www lodz.wyborcza.pl/lodz/https://

 

 



Z powodu wakacyjnego rozleniwienia dopiero dzisiaj zajrzeliśmy na fb profil dr Marzeny Żylińskiej. A tam, zamieszczony w poniedziałek 17 lipca tekst, który zasługuje na jego odnotowanie:

 

 

Pisać o wynikach Budzących Się Szkół, czy nie pisać? Oto jest pytanie!

 

Wiele osób, które nie znają Budzących Się Szkół, twierdzi, że jeśli szkoły są przyjazne, to wyniki muszą być słabe. Każdy może tak napisać. Internet jak papier, wszystko przyjmie. To zwyczajne kłamstwo, ale często powtarzane przez przeciwników zmian.

 

Jak można walczyć z takimi kłamstwami? Najprościej byłoby udostępnić wyniki z naszych szkół. Tylko, że wtedy, chwaląc się, wpisujemy się w rankingozę i w wyścig, który sami postrzegamy bardzo krytycznie.

Jeśli o wynikach nie piszemy, to osoby, które mają obsesję na punkcie rankingów, piszą: A u Was wyniki tak słabe, że nic o nich nie piszecie?

 

Twierdzenie, że w przyjaznych szkołach wyniki spadają, jest zwykłym mitem. Jednak wiele osób głęboko w niego wierzy. Ta wiara jest alogiczna, to znaczy nie poddaje się żadnym logicznym argumentom. Część przeciwników zmian swoje wyobrażenia o dobrej szkole bierze na prawdę, za naukowo potwierdzone fakty. Dla nich przyjazna szkoła, to słaba szkoła. Dlatego uczniów trzeba cisnąć, wywierać coraz większą presję, wszystko dla ich dobra. „Jeszcze nam kiedyś podziękują!”

 

Z takimi osobami już nie dyskutuję. To nie ma sensu. Ich przekonania są silniejsze od faktów. Ja formułuję moje opinie w oparciu o fakty, w oparciu o doświadczenia wielu szkół. Jeśli lekcje są ciekawe, nauczyciele dają uczniom wsparcie, jeśli celem nie są stopnie, ale rozwój, jeśli na lekcjach stosowane są metody aktywizujące, jeśli uczniowie się w szkole nie nudzą i nie boją, to … wyniki muszą być lepsze. I tak się właśnie dzieje. Na drogowskazie BSS napisaliśmy: „Zmieńmy nasze szkoły tak, żeby były przyjaznymi miejscami, w których uczniowie mogą się efektywnie uczyć.”

 

Ale wróćmy do pytania, jak można bronić się przed kłamstwami rozsiewanymi przez przeciwników przyjaznej, efektywnie uczącej szkoły, jeśli nie z pomocą wyników?

 

Macie jakieś pomysły?

 

Bo dla wielu osób jasne jest, że jeśli wyników nie publikujemy, to dlatego, że są słabe. Prawda jest inna, ale sama się nie obroni.

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/