Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Marianna Kłosińska – prezeska i założycielka Fundacji Bullerbyn oraz Fundacji Dzieci Mają Głos – założycielka Wolnej Szkoły Demokratycznej Bullerbyn – zamieściła we wtorek 23 maja 2023 tekst o  którym poinformowała o swojej wizycie w Izraelu i zwiedzeniu szkoły demokratycznej w Haderze. Oto ten post i link do filmowego reportażu o tej szkole:

 

 

No i wyczekany reportaż z Hadery już gotowy. Miałam umowę, że nie kręcę buziek dzieci. Z tego powodu wiele musiałam pozostawić tylko w swojej głowie. Kręciłam tak, żebyście mogli poczuć klimat. Chyba się udało.

 

Pojechałam delektować się magią szkoły demokratycznej w Haderze. To pierwsza z kilkudziesięciu, o ile nie kilkuset już szkół demokratycznych w Izraelu. Niemal każde miasto ma tutaj taką. Tę zalożył יעקב הכט w 1987 roku. Od razu jako szkołę publiczną. Wówczas liczyła około 100 uczniów. Dziś uczy się tu przeszło 600 osób.

 

 

Wszystko tu przeczy stereotypowym wyobrażeniom na temat szkoły. Myślę, że niejednego może przerazić, więc przygotujcie się na silne emocje.

 

Przywitał mnie chłoszczący, piaszczysty wiatr i gwar bardziej przypominający muzykę niż szkołę, przeplatany dźwiękami dochodzącymi z sali prób.

 

 

Obok pierwotnych ponad trzydziestoletnich baraków na kampusie stoją budynki postawione przez miasto jakoś koło 2017 r., kiedy byłam tu ostatnio.

 

Teraz zaludziły się prawdziwym krwistym życiem. Przypominają bardziej pokoje nastolatków niż salony oglądanej przeze mnie przedwczoraj uczelni. Myślę, że dorośli się tu poddali w swoim dążeniu do uporządkowania świata po swojemu i nawet całkiem im z tym dobrze, bo w wielu miejscach nie zaznaczała się ich obecność.

 

Czuje się na maksa, że nikt tu nie siedzi za karę i że do wszystkiego co tu „stoi” przyłożyła rękę jakaś bardzo konkretna osoba.

 

Wpadłam w środek życia, wszędzie coś się intensywnie wydarza. Ludzie zaangażowani z bebechów. Intencjonalnie i własnowolnie. Młodzi zajęci swoimi sprawami w pracowniach, w których nie ma nauczycieli. Dorośli są tylko tam, gdzie wyraźnie są potrzebni.

 

 

Nie ma tu typowych sal lekcyjnych. Poszczególne grupy mają swoje domy wyposażone jak… domy. W każdym jest jadalnia i aneks kuchenny, wygodne sofy, jakieś stoły i masa szpargałów porozrzucanych gdzie popadnie.

 

Moje spotkanie ze społecznością w bibliotece (przyszło ze 30 osób z kadry i młodych – dla kontrastu, na uczelni były 4 osoby) zaczęłam od pytania czego chcieliby się dowiedzieć ode mnie. No i niby spodziewałam się, że tak będzie, ale i tak ich dociekliwość była przejmująca. Znam to. Pytali przez kontekst otwarcie krytycznej postawy.

Wolni, żywi ludzie. Kocham!

 

W tym miejscu na serio, naprawdę, na poważnie dzieje się magia.

 

Inaczej nie da się tego opowiedzieć.

 

 

 

Wszystkie zamieszczone powyżej zdjęcia to screeny z pliku filmowego – patrz poniżej:

 

 

 

Reportaż filmowy ze szkoły w Haderze  – TUTAJ

 

 

 

Źródło:  www.facebook.com/mariannafb

 

 

 



Foto: www-routledge-com.

 

Stephanie Farley, której artykuł zainspirował poniższy tekst Danuty Sterny, to pisarka i konsultantka, pracująca ze szkołami i nauczycielami w zakresie programów nauczania, nauczania, SEL i budowania relacji. Jest byłą nauczycielką języka angielskiego i niezależną administratorką szkół oraz członkiem zespołów akredytacyjnych California Association of Independent School.

 

 

 

Jednopunktowe tabele oceniania

 

 

Jak uczeń ma wiedzieć jaki stopień mu się należy?

 

Często po omówieniu prawidłowego wykonania sprawdzianu, uczniowie nadal pytają, a ile dostanę? Uczniowie wiedzą co zrobili dobrze, a co źle, ale nadal nie wiedzą na jaką cyferkę zasłużyli. Nie ma się czemu dziwić, dla nauczyciela też jest to czasami problem. Wielu nauczycieli odchodzi od oceniania bieżącego stopniami, stosują ocenę kształtującą. Ale na koniec roku prawo oświatowe zobowiązuje do wystawienia stopnia. Jedną z propozycji jest zapytanie ucznia, jak on ocenia swoje osiągnięcia – jaki stopień sam by sobie wystawił? I tu mamy problem, bo skąd uczeń ma to wiedzieć? Wcześniej w nauczaniu bieżącym nie otrzymywał stopni, tylko informację zwrotną, jak ma wyciągnąć wniosek na temat stopnia?

 

Przyjęta sześciostopniowa skala oceniania jest przyczyną nieporozumienia. Zauważmy, że uczeń otrzymując ocenę dostateczną umie tylko część tego , co powinien i idzie z tą niewiedzą dalej, Ma to opłakane skutki w przyszłości.

 

Dużo lepsza byłaby dwupunktowa: dobrze, źle.

 

Stephanie Farley proponuje wprowadzenie minimalistycznej skali, nazwaną jednopunktową rubryką

 

Nauczycielka określa tylko JEDEN opis kompetencji dla każdego z kryteriów – kryterium spełnione, lub kryterium niespełnione.

 

Tabela, którą się posługuje może wyglądać tak:

 

 

Jak to działa?

 

Nauczyciel przed sprawdzianem przedstawia uczniom wypełnione dwie pierwsze kolumny, po sprawdzianie uzupełnia dwie pozostałe.

 

W trzeciej kolumnie wpisuje 0, jeśli biegłość nie została osiągnięta  lub 1 gdy została osiągnięta. W czwartej wpisuje ocenę kształtującą – co zostało wykonane dobrze, a co wymaga poprawy.

 

Według autorki artykułu  Stephanie Farley taka procedura oceniania skraca czas pracy nad ocenianiem o około 50%.

 

Jak można wykorzystać procedurę oceniania?

 

1.Uczniowie mogą, w fazie wstępnej wykonywania pracy, dokonać samooceny przy pomocy przedstawionej tabeli, poznać dzięki niej zasady biegłości i skorygować własną pracę.

 

2.Uczeń otrzymując wypełnioną do końca tabelę może zobaczyć, jakie działania powinien w przyszłości podjąć, aby ulepszyć swoją pracę i gdzie osiągnął już biegłość. Wiedząc dokładnie, co należy zmienić, uczeń może skutecznie wdrożyć zmiany.

 

3.Jeśli ograniczymy liczbę kryteriów, to uczeń mając ich tylko kilka jest bardziej skłonny do wykonania poprawy.

 

4.W ten sposób możemy ograniczyć liczbę pytań uczniów o stopień, gdyż możemy wcześniej określić ile jedynek trzeba otrzymać na dany stopień. Dzięki temu uczeń sam może wystawić sobie stopień.

 

Innym pomocnym aspektem takiego sposobu oceniania jest to, że można go używać zarówno do oceny kształtującej, jak i sumującej.

 

O czym należy pamiętać? Kilka ostrzeżeń i wskazówek:

 

Taki system wymaga ograniczenia zakresu oceniania. Trzeba wybrać, co będzie podlegało tym razem ocenie. Czym mniej kryteriów, tym większa szansa, że uczeń je wykorzysta.

 

Ostatnia kolumna w tabeli wskazuje, co uczeń już zrobił dobrze, a co wymaga jeszcze pracy. Dzięki tym wskazówkom, uczeń może monitorować swoje postępy w motywujący sposób.

 

Liczba zero nie określa głębokości niepowodzenia, zamiast tego uczniowi zaoferowane jest ukierunkowanie ulepszeń. Uczeń może skupić się na wdrażaniu sugestii.

 

Drugiej kolumny – opis biegłości nie można opisywać jako stanu idealnego. Powinien to być stan, który nauczyciel uznaje za zadowalający. Na przykład w przypadku ortografii nie powinien brzmieć – brak błędów ortograficznych, tylko dopuszczalna liczba błędów …. .

 

 

Ten pomysł pozwala uczniom samym „wyliczyć” swoją ocenę wyrażoną stopniem. Może w takim razie być podstawą do określenia oceny końcoworocznej przez samego ucznia.

 

Inspiracja  artykułem  Stephanie Farley

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl

 



Poniżej zamieszczamy – w układzie chronologicznym – kilka postów z ostatnich dwu dni, zamieszczonych prze dr Tomasza Tokarza na jego fejsbukowym profilu. Naszym zdaniem – godne uwagi:

 

 

W szkole, w której pracuję ocenianie ma nieco inny cel niż wstawienie stopnia. Chodzi o to, by uczniowie sami potrafili ocenić swoje kompetencje – z jednej strony przedmiotowe, z drugiej tzw. kompetencje miękkie. Sami określają, co potrafią, a nad czym chcą jeszcze popracować. Oczywiście jest też ocena nauczyciela, ale jest ona uzupełnieniem samooceny.

 

Poniżej przykładowa karta samooceny w obszarze kompetencji miękkich. Ja dodaję do niej jeszcze dodatkową rubrykę – PLAN.

 

Uczniowie oceniają swoje kompetencje, a także określają, rozwijanie których co jest dla nich Kluczowe (K), Ważne (W) lub Nieważne

 

 

x           x         x

 

Przykład karty przedmiotowej, którą chce wprowadzić od września – Zawiera cele z podstawy programowej.

 

Uczniowie dostaną taką kartę na początku roku. Na bieżąco będą obserwować swoje postępy. Na koniec wypełniają.

 

 

x          x          x

 

Kilka komentarzy pod wrzuconymi przeze mnie kartami samooceny uświadomiło mi, że jeśli kto podchodzi do nich z perspektywy tradycyjnego systemu oceniania to nie wyczuje, czemu one de facto służą.

 

Czytaj dalej »



Kolejny tydzień rozpoczynamy od zamieszczenia obszernych fragmentów tekstu, który Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu w sobotę 20 maja.  Także i tym razem tytuł tego posta nic nie mówi o jego treści. Ale jak najbardziej ma związek z głównym tematem. Przekonajcie się sami – najpierw  czytając  fragmenty, a jeśli Was to zainteresuje – zalecamy lekturę całości – patrz załączony link:

 

 

 

Czy będzie kolorowanie drwali podczas spotkań towarzyskich?!

 

Ani przez chwilę nie wątpiłem, że nowa matura, w formule 2023, wypadnie bardzo dobrze. Tak być musiało. Nasi politycy nie traktują edukacji narodowej jako wartości, którą warto pielęgnować, ale doskonale rozpoznają znaczenie sukcesu egzaminacyjnego młodzieży dla dobrego samopoczucia elektoratu, szczególnie tuż przed wyborami. Mając na swoich usługach Centralną Komisję Egzaminacyjną (CKE), mogą liczyć na właściwe dobranie poziomu trudności przygotowanych testów. Przykro to pisać, ale tradycja pełnej dyspozycyjności politycznej tej rzekomo eksperckiej instytucji sięga samego zarania jej historii i trwa niezależnie od tego, kto sprawuje władzę. Dla ilustracji tego stwierdzenia kilka lat temu zestawiłem średnie wyniki sprawdzianu po klasie szóstej w okresie od 2002 do 2014 roku z datami odbywających się w owym czasie wyborów. Opublikowałem to zestawienie na łamach kwartalnika „Wokół szkoły” z podanym niżej komentarzem:

 

 

(…) Widać wyraźnie „falowanie” rezultatów, a różnica pomiędzy najwyższym i najniższym, sięgająca niemal siedmiu punktów procentowych, mogłaby wskazywać na dramatyczne wahania efektów nauczania w kolejnych rocznikach (ale wiemy, że to niemożliwe, bo testy są skalowane), nieudolność autorów testów (mało prawdopodobne; są to wysokiej klasy specjaliści), albo wreszcie wpływ jakichś innych czynników. Co do tego ostatniego, wśród możliwych hipotez jedna wydaje się szczególnie interesująca. Otóż lokalne „szczyty” wyników dokładnie pokrywają się z latami wyborów parlamentarnych 2005 i 2011 (wybory 2007 były niespodziewane, więc nie mogły mieć wpływu na przygotowanie testu). Cóż, wyższe wyniki punktowe dziecka, to wyższy poziom satysfakcji rodziców-wyborców, a ten przekłada się na konkretne procenty poparcia dla aktualnie rządzącej ekipy.

 

Jeśli chodzi o maturę 2023, to oprócz potrzeby wprawienia w dobry nastrój niemałej grupy wyborców, o nieuchronności jej pozytywnego wyniku zadecydowała także konieczność otrąbienia sukcesu reformy Zalewskiej. Minister Czarnek już w trzecim dniu egzaminów ogłosił, że maturzyści po czteroletnim liceum są żywym dowodem fantastycznych skutków tej wiekopomnej zmiany, „w sposób oczywisty” potwierdzając wyższość przywróconej po latach struktury szkolnictwa 8+4 nad pogrzebaną wraz z gimnazjami 6+3+3.

 

Co do jednego zgadzam się z szefem MEiN – matura podstawowa w nowej formule poszła dobrze. Młodzi ludzie rzeczywiście – jak to określił – znali odpowiedzi na pytania. Wielu przyznawało, że egzamin był zaskakująco łatwy. Potwierdziło to również liczne grono komentujących: ekspertów i nauczycieli. Tu jednak kończy się moja zgoda z Przemysławem Czarnkiem. Minister widzi przyczynę sukcesu w geniuszu pisowskiej „dobrej zmiany w edukacji”, a ja w manipulacji poziomem trudności, dokonanej przez usłużną Centralną Komisję Egzaminacyjną. Bo zadania na poziomie podstawowym były naprawdę bardzo proste. W porównaniu z poprzednimi latami matematyka uczyniła kolejny krok w kierunku osiągnięcia ideału przystępności, jakim wg popularnego memu ma być zadanie „Drwal sprzedał drewno za 100 złotych. Pokoloruj drwala.”. Angielski ulokował się gdzieś na poziomie testu poziomującego z pierwszej klasy liceum. Nawet w zakresie języka polskiego, którego zdający obawiali się najbardziej, tematy okazały się nadspodziewanie przyjazne piszącym. Na wszelki wypadek jednak, aby do minimum ograniczyć możliwość awarii, dosłownie na ostatniej prostej CKE zliberalizowała jeszcze kryteria oceniania prac z tego przedmiotu. Według enuncjacji egzaminatorów po pierwszym weekendzie sprawdzania, była to przezorność wielce wskazana. […]

 

Czytaj dalej »



Na dzisiejszą sobotnią lekturę proponujemy tekst, na który trafiliśmy dzięki zwróceniu naszej uwagi na osobę Konrada Ciesiołkiewicza – prezesa Fundacji ORANGE – jednego z rozmówców środowego spotkania w „Akademickim Zaciszu” i informacji, że został on laureatem Nagrody im. Janusza Korczaka – obok Mirosławy Katnej i Anny Marii Wesołowskiej w kategorii osób publicznych działających na rzecz dzieci i młodzieży:

 

To na stronie Fundacji ORANGE znaleźliśmy raport o zawodzie nauczyciel, którego treść prezentujemy – we fragmentach – poniżej, zachęcając do zapoznania się z jego pełną wersja:

 

 

SPIS TREŚCI

 

[…]

 

[…]

[…]

 

 

Badanie zrealizowano w okresie marzec–kwiecień 2021 roku. Składało się z dwóch części: Badanie ilościowe zostało przeprowadzone w grupach docelowych: nauczyciele szkół podstawowych i ponadpodstawowych, rodzice dzieci uczęszczających do szkół podstawowych i ponadpodstawowych, uczniowie szkół ponadpodstawowych, techniką wywiadów online (CAWI) na łącznej próbie 1446 osób. Dobór do badania miał charakter celowy: w ramach każdej grupy próba kontrolowana była ze względu na wybrane parametry (m.in. typ szkoły oraz płeć respondenta), których źródłem były dane GUS. Zastosowany sposób doboru daje wysoką reprezentatywność wyników dla badanych grup docelowych.

Badanie jakościowe zostało przeprowadzone metodą pogłębionych wywiadów indywidualnych (IDI) z nauczycielami szkół podstawowych i ponadpodstawowych, rodzicami dzieci uczęszczających do szkół podstawowych i ponadpodstawowych, uczniami szkół ponadpodstawowych oraz dyrektorami szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Badani zróżnicowani byli pod względem miejsca zamieszkania. Łącznie zrealizowano 20 około półtoragodzinnych wywiadów. […]

 

78% nauczycieli czuje satysfakcję z wykonywanej pracy. Takiemu samemu odsetkowi nauczycieli towarzyszą w pracy pozytywne emocje. Tylko 25% z nich deklaruje, że dziś zdecydowaliby się na wybór innego zawodu.

 

 

 

Co zatem sprawia, że mimo różnych napięć i problemów, które znalazły swój wyraz w strajku 2019 roku i turbulencjach spowodowanych pandemią oraz koniecznością pracy zdalnej, tak wielu nauczycieli wciąż jest zadowolonych ze swojej pracy?

 

Kontakt z drugim człowiekiem

 

Czytaj dalej »



W piątek 19 maja 2023 roku prezentujemy na naszym informatorze oświatowym najnowszy tekst Danuty Sterny, jaki w środę (17 maja br) zamieściła na swoim blogu „Oś Świata”:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

 

Wypaleni zawodowo nauczyciele

 

W tym wpisie zajmiemy się dość rozpowszechniającym się zjawiskiem wypalenia zawodowego. Zaczerpniemy informacje z edukacji w USA i przytoczymy badania na ten temat. Badania nie są polskie, ale prawdopodobnie podobnie wypadłyby u nas.

 

Taka historia:

 

Zofia, nauczycielka biologii martwi się, że  dopadło ją wypalenie zawodowe. Uczy już 23 lat w szkole. Przyszła do szkoły pełna zapału, chciała zmienić szkołę dla dobra swoich uczniów. Okazało się to nie takie łatwe, Jej pomysły nie spotykały się z aprobatą innych starszych nauczycieli ani dyrekcji szkol. Na początku otrzymała do uczenia tak zwane „trudne” klasy i nie było znikąd pomocy. Dyrektorka uważała, że każdy po skończeniu studiów powinien sam sobie dać radę a nie wołać o pomoc. Proszenie o pomoc uznawane było jako brak umiejętności i słabość Mimo to Zofia starała się wyprowadzić nowe metody nauczania, pilnie się dokształcała. Ale wszystko, co mówione było na szkoleniu nie dawało się realizować w rzeczywistości. Zasady obowiązujące w szkole nie dopuszczały do takich innowacji.

 

Zofia po pewnym czasie dopracowała się swoich metod. Niestety uczniowie nie zawsze z nią współpracowali, inni nauczyciele wprowadzali w klasach terror i na lekcji Zofii uczniowie odreagowywali.

Zastanawiała się, czy dobrze robi, bo przecież mogła też stosować terror i mieć spokój i wyniki. Ale cóż – nie mogła – nie umiała. Powoli traciła zapał. Zaczynała lekcje w poniedziałek z myślą o piątku. Do tego stale w oświacie następowały zmiany, a to w programach nauczania, a to w koniecznej dokumentacji itp. Była autsajderem w gronie pedagogicznym, niektórzy nauczyciele radzili – weź ich mocno, ale przyzwoitość Zofii jej na to nie pozwalała.

 

Nie miała też wsparcia ze strony dyrekcji – za słabe wyniki, i rodziców – „szkoła nie może krzywdzić mojego syna”. Do tego nie miała poważania społecznego, aż czasami wstydziła się przyznać, że jest nauczycielką, bo to oznaczało, że do niczego innego się nie nadaje.

 

Co mam robić, pytała samą siebie, do emerytury szmat czasu, a nie chcę zmieniać zawodu w wieku 48 lat.

 

Ta historia mogłaby być historią nauczycielki w dowolnej szkole w dowolnym kraju. 

 

 

Wspólne badanie American Federation of Teachers i Badass Teachers Association wykazało, że prawie dwie trzecie nauczycieli uważa pracę za „zawsze” lub „często” stresującą, to stanowi wyższy wskaźnik niż w innych zawodach.

 

Eksperci zidentyfikowali kilka przyczyn, kryzysu w pracy nauczycieli, w tym: nieodpowiednie wsparcie i zasoby w miejscu pracy; niekontrolowane obciążenie pracą; presja ze strony egzaminów zewnętrznych; presja czasu; praca z destrukcyjnymi uczniami; i szeroki wachlarz potrzeb uczniów bez środków do ich zaspokojenia.

 

W reportażach na temat stresu i wypalenia nauczycieli często podkreśla się negatywne skutki dla uczniów, oświadczanego przez nauczycieli stresu. Badacze z Pennsylvania State University opisali „kaskadę wypalenia” z „niszczycielskimi skutkami dla relacji w klasie”. Opisują sytuację nauczycieli, jako tych którzy stają się  emocjonalnie wyczerpani, nie radzą sobie z „kłopotliwymi zachowaniami uczniów” i często rezygnują. Badacze stwierdzili też, że niektórzy nauczyciele radzą sobie „utrzymując surową atmosferę w klasie, wymuszoną wrogimi i surowymi środkami.  Jednocześnie ich nauczanie nie jest efektywne, a oni sami czekają, aż dotrą do wieku emerytalnego.

 

Autorzy badania z 2020 r. doszli do wniosku, że „zgodnie z zakładaną hipotezą” uczniowie postrzegali nauczycieli, zgłaszających wyższy poziom wypalenia  zawodowego, jako „znacznie mniej kompetentnych społecznie i emocjonalnie”.

 

Belgijskie badanie ostrzegało przed „ zarażeniem wypaleniem zawodowym ”, w którym nauczyciele mogą „zarazić” się wypaleniem od kolegów. Naukowcy doszli do wniosku, że ponieważ nauczyciele będący w bliskich kontaktach wykazywali podobny poziom wypalenia, czyli można uznać, że wypalenie jest – do pewnego stopnia – zaraźliwe”.

 

W innym artykule naukowcy z University of British Columbia stwierdzili, że uczniowie nauczani przez nauczycieli doświadczający wyższego poziomu wypalenia mieli w pomiarach rannych wyższe poziomy kortyzolu. Nazwali to przeniesienie „zarażeniem stresem”, twierdząc, że „możliwe jest, że spędzanie większości dnia w szkole na interakcji ze zestresowanym i wypalonym nauczycielem jest obciążające dla uczniów i może wpływać na ich fizjologiczny profil stresu”.  Ale autorzy tego badania nie testowali tych samych poziomów kortyzolu u uczniów z nauczycielami, którzy nie byli, zestresowani i wypaleni. czyli nie mieli tak zwanej grupy kontrolnej. Może to oznaczać, że przyczyną stresu nauczycieli jest komunikacja z uczniami lub, co bardziej prawdopodobne, warunki w szkole stresowały zarówno nauczycieli, jak i uczniów.

 

Zamiast tego typu badań, warto zająć się głównymi przyczynami stresu nauczycieli, czyli w pierwszej kolejności — niewystarczającym wsparciem;  pozbawieniem autonomii i możliwości podejmowania decyzji; przeciążeniem nadgodzinami, stresem związanym z egzaminami; oraz brakiem egzekwowania zasad dyscyplinarnych i innych, zasad obowiązujących w szkole.

 

Podejście do problemu w postaci obwiniania nauczycieli nie jest sensowne. róa)wnież sugerowanie im, aby wzięli się w garść, nic nie daje. Nauczyciele przez system stawiani są w bardzo trudnej sytuacji, w której  władze oświatowe nakładają na nich wymagania niemożliwe do spełnienia.

 

Inspiracja artykułem   Alexandry Robbins

 

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl



Jak utrwalona już tradycja każe – wczoraj (17 maja 2023 r.) w Akademickim Zaciszu odbyło się kolejne spotkanie. Tym razem na tytułowe pytanie Po co nam trzeci sektor w edukacji?”, na zaproszenie  prof. Lepperta odpowiadały trzy kompetentne osoby:

 

Agnieszka Pałys – prezeska Fundacji Pro Mathematica,. Od ponad dwóch lat współtworzy projekt edukacyjny Projektujemy przyszłość. Edukacja”. Wierzy, że wsparcie dzieci i młodzieży jest niezbędne, żeby móc cieszyć się szczęśliwym życiem i samodzielnie wybierać satysfakcjonujące wyzwania;

 

 

Dr Konrad Ciesiołkiewicz – prezesa Fundacji Orange, zajmującej się edukacją informacyjną, medialną i cyfrową dzieci i młodzieży, wspieraniem nauczycielek, nauczycieli oraz liderek i liderów społeczności lokalnych. Jest także przewodniczącym rady Fundacji Dorastaj z Nami, udzielającej pomocy psychologicznej, edukacyjnej i socjalnej dla dzieci z rodzin, w których rodzic zginął lub utracił zdrowie pełniąc służbę publiczną. Z wykształcenia jest psychologiem, politologiem i doktorem nauk społecznych. Członek Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

 

 

Dr Jędrzej Witkowski – prezes zarządu Centrum Edukacji Obywatelskiej. Zajmuje się tam m.in. strategiami tego, jak oddolnie wprowadzać zmiany w szkołach, rozwijaniem kompetencji przyszłości oraz edukacją obywatelską i edukacją o polityce. Jest autorem lub współautorem opracowań naukowych, materiałów edukacyjnych, kursów e-coachingowych, scenariuszy zajęć i podręczników.

 

 

 

Kto wczoraj przeoczył to wydarzenie, lub nie mógł o tej porze oglądać – zapraszamy w dogodnym czasie do zapoznania się z tą wymiana myśli – NAPRAWDĘ WARTO!

 

 

 

Po co nam trzeci sektor w edukacji?”  –  TUTAJ

 



Dzisiaj udostępniamy na naszym informatorze edukacyjnym post, jaki w minioną niedzielę (14 maja 2023 r.) zamieścił na swoim fejsbukowym profilu dr Tomasz Tokarz. „Wpadł na w oko” z powodu jego  – naszym zdaniem – prowokacyjnego celu w sprawie  jak najbardziej aktualnej. Zobaczcie sami:

 

 

 

Kiedyś miałem bardzo złe zdanie o maturze. Ale trochę mi przeszło.

 

Matura to egzamin – a egzamin to po prostu sprawdzian czyjejś wiedzy lub umiejętności. Celem egzaminu jest sprawdzenie, czy dana osoba osiągnęła kompetencje pozwalające na podjęcie pewnej działalności (np. egzamin na prawo jazdy czy egzamin zawodowy).

 

I tak egzamin maturalny powinien sprawdzać czy absolwent posiada kompetencje pozwalające na studiowanie na poziomie wyższym (zaawansowanym). Weryfikować, czy posługuje się językiem, który wymagany jest na tych studiach (polskim, angielskim czy językiem matematyki). Np. z języka polskiego egzamin powinien sprawdzać, czy uczeń rozumie tekst, umie wyszukiwać w nim potrzebne informacje, przetworzyć je i zinterpretować. Niezbędne jest przecież, by rozumieć co się czyta, aby rozumieć teksty analizowane na studiach. Sprawa powinna być jasna – jeśli je dobrze znasz, jeśli się nimi sprawnie posługujesz na co dzień – to dobrze zdasz egzamin.

 

Jeśli egzaminy będą dobrze skonstruowane mogą być dla ucznia narzędziem mobilizującym do działania. Przygotowując się matury uczeń działa samodzielnie. Nie wchodzi w zależności, nie bawi się w strategie przetrwania. Nie musi walczyć o stopnie przez podporządkowanie się nastrojom nauczyciela. Uczy się na własnych warunkach. Są jasne, proste zasady. Zdaje zalgorytmizowany test – sprawdzany przez zewnętrznego egzaminatora.

 

Egzaminy mogą być szczególnie dobrym rozwiązaniem dla niepokornych osób, które chcą ominąć tradycyjną ścieżkę kształcenia. Zamiast kolekcjonować stopnie, można pójść na skróty. I po po prostu dobrze zdać egzamin. I dostać się dzięki temu na wymarzone studia. Dzięki egzaminowi można zneutralizować naciski stawiane przez szkoły, które nie rozumieją swojej zasadniczej misji.

 

Oczywiście większość uczniów może potrzebować pewnego rytmu – by poradzić sobie z egzaminem. Tu pojawia się rola szkoły. Oczywiście, zasadniczym celem szkoły nie jest przygotowanie do egzaminu. Jest nim odpowiadanie na rozwojowe potrzeby i aspiracje ucznia. Natomiast – jeśli okaże się uczeń ma aspiracje, warunkiem realizacji których jest zdanie egzaminu – to zadaniem szkoły jest wspieranie go na tej drodze.

 

A może paradoksalnie egzaminów powinno być więcej i bardziej dostępne dla uczniów. Tak, aby uczniowie mogli się z nimi oswoić? Egzamin maturalny mógłby wyglądać jak egzamin na prawo jazdy. Tzn. uczeń zdaje wybrany przedmiot w dowolnym terminie (nawet w młodszej klasie), poza szkołą, wtedy kiedy uważa że jest nauczony i przygotowany i kiedy ten egzamin jest mu potrzebny do czegoś (studia). A jak nie zda, może go poprawiać do skutku.

 

Dlatego – nie bójmy się egzaminów. Potraktujmy je jako szansę, by opanować pewne przydatne kompetencje. Z pełną świadomością, że prawdziwe wyzwania i tak są dalekie od tego, co realizowane jest podczas formalnej edukacji.

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE

 

 

 



Foto: www.oko.press

 

Anna Sobala-Zbroszczyk dyrektorka 2 Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie z Oddziałami Międzynarodowymi im. Pawła Jasienicy w Warszawie.

 

 

 

Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty wypowiedzi Anny Sobala-Zbroszczyk, udostępnionej wczoraj (14 maja 2023 r.) na portalu OKO.press:

 

 

Dyrektorka: „Dajcie nam wolność – zrobimy dobrą szkołę!”

 

Wyobraźmy sobie, że dyrektor szkoły lub nauczyciel idzie do kuratorium z problemem i słyszy: jak możemy ci pomóc? Tak jest dziś w Finlandii, ale dlaczego nie może być tak u nas? Dyrektorka Anna Sobala-Zbroszczyk w cyklu „Szkoła na wybory” tłumaczy, czym jest autonomia szkół

 

Nie ma czegoś takiego jak autonomia szkół – powiedział minister Czarnek w wywiadzie dla Radia Wrocław w czerwcu 2021. Potem było już tylko gorzej. Minister nakreślił swój obraz edukacji, w której szkoły są polem bitwy między burmistrzami czy prezydentami miast, kuratorami i dyrektorami szkół. Ci są ostatni w łańcuchu i muszą wykonywać polecenia, ale co mają robić, gdy one są różne, również od tego, co sami uważają za słuszne?

 

Zamiast bzdur typu „seksualizacja dzieci” zapraszamy na rozmowę serio o polskiej szkole jako źródle cierpień, ale także nadziei. Korzystamy z 10 postulatów Obywatelskiego Paktu dla Edukacji, kompleksowego projektu naprawy. To ma być szkoła nowoczesna, zdemokratyzowana, otwarta na Polskę i świat, twórcza, szkoła myślenia, a nie kucia, współpracy, a nie wyścigu szczurów.

 

Polityczki i politycy prodemokratycznej opozycji deklarują poparcie Paktu, ale tylko obywatelski nacisk w kampanii wyborczej może sprawić, że edukacja zostanie potraktowana przez przyszłe rządy tak, jak na to zasługuje. W cyklu „Szkoła na wybory” we współpracy z koalicją SOS dla Edukacji podważamy też kolejne fałszywe przekonania na temat edukacji (tzw. debunking) […]

 

Naszym celem jest dobra polska szkoła, dobrze ucząca dzieci, czyli wyposażająca je w wiedzę i umiejętności niezbędne do radzenia sobie we współczesnym świecie, pomagająca go zrozumieć i w nim żyć. Do budowania dobrej szkoły nauczycielom, uczniom i rodzicom potrzebna jest autonomia i swoboda działania, pozwalająca na bycie kreatywnym i rozpoznawanie różnych potrzeb ludzi, po to, by móc je zaspokoić. Potrzebne jest pole do wspólnych działań i potrzebne jest wzajemne zaufanie. Potrzebna jest demokracja.

 

Po co szkole autonomia?

 

Żeby poczuć, że mamy ją naprawdę, musimy pozbyć się lęku przed kontrolą. Autonomię w szkole mogą mieć i nauczyciele, i uczniowie, i rodzice. Tylko muszą pamiętać, że ona kończy się tam, gdzie ich kompetencje.

 

Czytaj dalej »



Po dłuższej przerwie (ostatni raz 30 marca 2023 r.) udostępniamy na OE tekst, który dr Marzena Żylińska zamieściła na swoim fejsbukowym profilu 12 maja 2023 roku. Jest to kolejny przyczynek do fali publikacji, wywołanej tragicznym losem zakatowanego w rodzinnym domu ośmioletniego Kamila. Bo nie tylko o przemocy domowej przy tej okazji rozgorzała wymiana poglądów. Także o przemocy rówieśniczej. I o tym jest ten post:

 

 

Czy zastanawiamy się, co w szkole przeżywają dzieci, które nie są akceptowane przez rówieśników, np. z powodu autyzmu?

 

Czy zastanawiamy się, jak na pozycję w grupie dziecka z trudnościami wpływa fakt, że mając np. problemy z czytaniem, musi głośno, przed całą klasą dukać, słysząc rechot ubawionych jego nieudolnością kolegów? Jak takie dziecko jest potem traktowane przez inne dzieci?

 

Czy zastanawiamy się, jak na relacje w grupie wpływa dzielenie dzieci na te lepsze i te gorsze, tworzenie w oparciu o oceny cyfrowe hierarchii i rankingów?

 

Czy jako dorośli powinniśmy zadawać sobie te pytania, czy raczej powiemy: „No trudno, takie jest życie. Co ja mogę na to poradzić, że jak Jaś nie umie czytać, to się z niego śmieją? Może, jaka będzie widział, że się z niego śmieją, to się szybciej nauczy?”

 

Wykluczenie boli. Boli tak samo jak przemoc fizyczna. Joachim Bauer wyjaśnia w swojej książce, że wykluczenie aktywuje dokładnie te same struktury mózgowe, co zadawane komuś razy.

 

Czy w szkole można przeciwdziałać wykluczeniu? Można! Ale najpierw my dorośli musimy umieć i chcieć dostrzec, które z naszych zachowań, czy wymagań pogarszają sytuację dzieci, które i tak nie mają dobrych relacji z rówieśnikami, które muszą walczyć o akceptację.

 

Joachim Bauer prosto i klarownie opisuje, co dzieje się w mózgu człowieka, gdy doświadcza trudności w relacjach z innymi ludźmi. Może ta wiedza uwrażliwi nas na te dziecięce tragedie? Bo wykluczenie jest tragedią. Dla każdego, a szczególnie dla dziecka.

 

Tę i inne książki Joachima Bauera znajdziecie w księgarni internetowej Edukatorium.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/p