
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Foto:www.pl.123rf.com/zdjecia-seryjne/
Wczoraj na stronie Ośrodka Rozwoju Edukacji zamieszczono informację, zatytułowaną „Trwają prace sieci – dołącz do nas!” Oto jej obszerne fragmenty:
W styczniu rozpoczęły pracę ogólnopolskie sieci współpracy i samokształcenia. W 12 tematycznych sieciach uczestniczy blisko 300 pracowników odpowiedzialnych za wspomaganie szkół. Wymieniają się doświadczeniami, wspólnie poszukują nowych rozwiązań, doskonalą swój warsztat pracy w zakresie rozwijania kompetencji kluczowych uczniów. Osoby zainteresowane dołączeniem do grona uczestników prosimy o kontakt z koordynatorem danej sieci.
Sieć współpracy to grupa pracowników systemu edukacji, których łączy wspólnota zainteresowań danym obszarem tematycznym. Sieć kieruje się zasadami wypracowanymi przez jej członków. Uczestnicy są odpowiedzialni za przebieg i efekty pracy sieci. […]
Uczestnicy omawiają wiele kwestii związanych z obecnie wprowadzaną reformą edukacji. Koordynatorzy sieci to osoby uczestniczące w innych działaniach związanych z wdrażaniem reformy. W trakcie pracy będą się dzielić z uczestnikami swoją wiedzą z zakresu nowej podstawy programowej kształcenia ogólnego i innych zapisów prawa w danym obszarze pracy sieci.
Sieci skierowane są do:
>pracowników placówek: placówek doskonalenia nauczycieli, poradni psychologiczno-pedagogicznych i bibliotek pedagogicznych;
>doradców metodycznych;
>trenerów oświaty.
Od uczestników sieci oczekuje się aktywnego zaangażowania w działania związane ze wspomaganiem w swoim rejonie, tj. prowadzenia wspomagania co najmniej jednej szkoły/przedszkola/placówki lub koordynowania jednej sieci współpracy i samokształcenia.
Każda z sieci zakłada aktywność uczestników podczas pracy online na platformie www.doskonaleniewsieci.pl oraz udział w spotkaniach stacjonarnych (co najmniej jednym). Praca sieci zakończy się w grudniu 2017r.
Osoby zainteresowane dołączeniem do poszczególnych sieci są proszę o kontakt mailowy z koordynatorem. Liczba miejsc w sieci jest ograniczona. Obecnie pracujemy w następujących obszarach:
Więcej informacji – TUTAJ
Źródło:www.ore.edu.pl
Komentarz redakcyjny:
Wczoraj „Rzeczpospolita” opublikowała wywiad, jaki z minister Anną Zalewską przeprowadziła Katarzyna Wójcik, zatytułowany „Anna Zalewska: Luki w programie wypełni życie pozaszkolne”.
W pierwszej części rozmowy minister była pytana o inicjatywę zorganizowania referendum w sprawie reformy oświaty, a następnie podjęto temat podstaw programowych, a konkretnie zastrzeżeń, jakie jeszcze przed ich podpisaniem zgłaszały różne podmioty. Po wypowiedzi pani minister, z której dowiadujemy się, że „Mamy ekspertów od podstaw programowych. Nie dostrzegli zagrożeń, które wskazywała Prokuratoria. Rodzice też nie chcieli przejściowych podstaw i podręczników. Mamy więc kontynuację i podstawę, która będzie już na stałe”, redaktor Wójcik zadała pytania o podstawy programowe, na które minister udzieliła takich oto odpowiedzi:
– Prace nad podstawą programową przebiegły dość szybko, natomiast prace nad podstawą programową do religii mają potrwać dwa lata.
– Pracowaliśmy nad podstawami programowymi bardzo długo – od lutego 2016 r. w każdą sobotę i niedzielę przyjeżdżali do nas eksperci i zabierali głos w dyskusji, co jest nie tak w podstawach programowych i jak je zmienić. 26 czerwca podsumowaliśmy te debaty i przedstawiliśmy wnioski. Odbyły się prekonsultacje, a następnie ostateczne konsultacje. Umożliwiliśmy wszystkim udział w dyskusji. Weźmy na przykład informatykę w klasach I–III. W starej podstawie programowej było napisane, że uczeń klasy trzeciej musi się posługiwać myszką. A my mówimy o podstawach programowania i o algorytmie. Mamy XXI wiek. Nie będę natomiast komentować decyzji episkopatu. Ma prawo szykowania się do zmian według własnego rytmu.
– Jak obecny uczeń klasy szóstej, od którego na koniec klasy trzeciej wymagano tylko umiejętności klikania myszką, a przez następne trzy lata uczył się informatyki w ograniczonym zakresie, pójdzie do klasy siódmej i będzie uczył się tak, jakby znał już programowanie na miarę XXI wieku? Nowa podstawa programowa nie będzie przecież uzupełniona o wiedzę, której nie nabył wcześniej, bo podstawa programowa, jak pani sama mówi, była dużo skromniejsza.
– Nauczyciele są do tego przygotowani. Zaakceptowali tę podstawę programową i chwalą ją. Musimy uszanować ich decyzję. Chcę zwrócić jednak uwagę na fikcję, która obecnie jest w szkołach. Tylko w kilkunastu procentach z nich jest dostęp do szerokopasmowego internetu. Dlatego razem z minister cyfryzacji Anną Streżyńską przez najbliższe dwa lata doprowadzimy internet do każdej szkoły. Zakupimy też tablice multimedialne. Będziemy również wzmacniać umiejętności informatyczne wszystkich nauczycieli.
– Czyli uczeń, przechodząc z klasy szóstej do siódmej, nie będzie miał luk w wiedzy informatycznej?
– Myślę, że nie, bo istnieje także rzeczywistość pozaszkolna. Umiejętności nabyte poza szkołą pozwolą uczniom płynnie przejść z jednej podstawy programowej do drugiej. Nasza podstawa programowa szanuje wiek dziecka.
Cały wywiad – TUTAJ
Źródło: www.rp.pl
Dzisiaj, jak – ostatnio – prawie w każdą sobotę, zakładając, że Czytelnicy „przy sobocie, po robocie” maja więcej czasu wolnego, proponujemy lekturę tekstu, pobudzającego nasze nauczycielskie refleksje. Dziś jest to, opublikowany na portalu ONET, wywiad jaki Robert Walenciak przeprowadził z profesorem Łukaszem Turskim, zatytułowany „Triumf nieuctwa”. Oto zapisu tej rozmowy (niech nam Redakcja ONETU wybaczy) obszerne fragmenty:
Foto:www.google,pl
Profesor Łukasz Turski
Robert Walenciak: – Jak pan się czuje w dzisiejszych czasach? Pan, fizyk, przedstawiciel nauk ścisłych…
Prof. Łukasz Turski: – Nie używam nazwy nauki ścisłe, tylko nauki tworzące postęp. A czuję się dość kiepsko. Głównie z tego powodu, że większość toczących się w tej chwili debat – żeby było jasne: nie tylko w Polsce, bo sytuacja nie jest ograniczona do naszego kraju – okazuje się niesamowitym triumfem nieuctwa. To, co ma miejsce w tej chwili na świecie, jest w dużej mierze efektem intelektualnego rozprężenia z lat 70. i 80. poprzedniego stulecia, kiedy nagle odpuściliśmy sobie pewne reguły gry. Dużą odpowiedzialność ponoszą za to ludzie, którzy wtedy mówili, że są różne prawdy.
– Że są różne narracje.
– Otóż dla takich jak ja to brednia. Wie pan – tablet zrzucony ze stołu spada. Nie leci do góry, tylko w dół. Może pan zrobić sam to doświadczenie i potwierdzić moją tezę. Jeśli zacznie pan mówić, że będzie leciał do góry, to nie będzie żadna narracja ani postprawda, ale kłamstwo, po prostu bzdura. Wykluczenie tego pojęcia prawdy, które akurat w naukach ścisłych zostało bardzo precyzyjnie sformułowane przez matematyka i filozofa z połowy XIX w. Williama Clifforda jako „bezpieczna prawda”, sprawiło, że wszystko się rozjechało.[…]
– Nie ma pan dobrego zdania o tzw. reformie minister Zalewskiej.
– Bezmyślne manipulowanie przy systemie edukacji jest niebezpieczne. Bo powoduje chaos, także pojęciowy. Nie powinniśmy wprowadzać edukacji powszechnej opartej na wzorcach z XIX w., musimy tworzyć po głębokim namyśle i wielu badaniach nową szkołę.
Foto: Maciej Kałach, www.lodz.naszemiasto.pl
Specjalizująca się w ostatnim okresie w pisaniu o edukacji redaktor Agata Kupracz jest autorką zamieszczonego w dzisiejszym łódzkim dodatku „Gazety Wyborczej” artykułu zatytułowanego „Reforma edukacji po łódzku, czyli rozmowy i forum”.
Jest to – z jednej strony – prezentacja tego, co pod hasłem „konsultacje” zrobił dotąd w tej sprawie magistrat, ale z drugiej – próba wytłumaczenia łodzianom, że „jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził”. Oto fragmenty tej publikacji:
[…] W innych miastach urzędy same opracowały sieci i przedstawiły je radom miejskim. Tymczasem w Łodzi magistrat rozmawiał z mieszkańcami każdej dzielnicy (sale były pełne każdego dnia, dyskutowało ponad tysiąc osób), uruchomił forum internetowe (1300 wpisów), platformę do głosowania (7,5 tysięcy głosów), spotykał się z radami rodziców, radami pedagogicznymi i dyrektorami. […]
I mogłoby się wydawać, że wszyscy powinni być zadowoleni. Każdy miał szansę się wypowiedzieć, pochwalić pomysł lub go skrytykować. Każdy mógł przyjść z własną propozycją, inną niż to, co zaproponował magistrat. […] Czyli urząd mieszkańców słucha. Ale po głowie i tak dostanie, bo idealnych rozwiązań w tej sytuacji nie ma.[…]
Jednak najbardziej zaskakuje ostatnie zdanie tego artykułu, z którego wynika, że nawet „Gazeta Wyborcza” uznała pisowską reformę oświaty nie tylko za nieuniknioną, ale nawet za „naszą wspólną sprawę”:
Potrzeba nam wiele empatii, wyrozumiałości i siły do współpracy, bo ta reforma jest naszą wspólną sprawą. A Łódź o tę sprawę walczy naprawdę dzielnie.
Cały artykuł „Reforma edukacji po łódzku, czyli rozmowy i forum” – TUTAJ
Źródło: lodz.wyborcza.pl
Zobacz także wywiad z Tomaszem Trelą – wiceprezydentem Łodzi o nowej sieci szkół, jakiego udzielił w czwartek 9 lutego w programie TV TOYA „Punkt widzenia”
Foto: www.google.pl
Elżbieta Manthey
Na portalu “Juniorowo” jego założycielka i redaktorka Elżbieta Manthey opublikowała artykuł, którego tytuł ma formę – retorycznego – pytania: Dlaczego dzieci nie lubią się uczyć? Zachęcamy do zapoznania się z nim – choćby po to, aby wyrobić sobie własne zdanie wobec prezentowanych tam poglądów. Oto jego początkowy fragment:
To problem, który spędza sen z powiek wielu rodzicom i nauczycielom: dzieci nie lubią się uczyć. A skoro nie lubią, to i nie chcą. Próbujemy więc różnych sposobów, by je do nauki zmotywować. Trzeba jednak najpierw zrozumieć, skąd ta niechęć do nauki. Nie wynika ona z charakteru, lenistwa, czy braku inteligencji – jak często sądzimy. Dzieci są naturalnie pełne ciekawości, gotowe i chętne do zdobywania wiedzy. A wiedza jest fascynująca. Coś się jednak dzieje takiego, że te pełne zapału i ciekawości dzieci w miarę zagłębiania się w szkolną rzeczywistość tracą zainteresowanie wiedzą. Dlaczego? Oto kilka istotnych powodów:
Szablon
Klasa to 20-30 dzieci, z których każde jest inne, ma inne potrzeby, inny potencjał i inny sposób uczenia się. Zosia potrzebuje ciszy i czasu, Maciek woli szum i aktywność, Michał jest pierwszy do eksperymentowania, za to Marysia woli najpierw poobserwować z dystansu i przemyśleć. Maja lubi pisać i rysować, najlepiej uczy się robiąc notatki i ilustracje, Mikołaj nie znosi pisania, ale ma świetną pamięć. Mateusz najlepiej funkcjonuje rano, po obiedzie już jest zmęczony i znużony, za to Adam na porannych lekcjach jest półprzytomny, ożywia się w południe i wtedy widać, jaki jest bystry. I tak dalej. Trzydziestka różnych dzieci ma się tego samego nauczyć w jednym czasie, w jeden sposób od jednego nauczyciela. Próbując uczyć wszystkich tak samo, nie uczymy efektywnie nikogo. Dzieci szybko się zniechęcają i przestają lubić naukę, która nie uwzględnia ich możliwości, charakteru, aktualnego stanu, ani zainteresowań.[…]
Cały artykuł – TUTAJ
Źródło: www.juniorowo.pl
O autorce
Elżbieta Manthey – pomysłodawczyni i założycielka „Juniorowa” – portalu który w nazwie ma zdanie: Wszystko o dzieciach w wieku szkolnym. Studiowała filozofię i dziennikarstwo. Od września 2006 menedżerka w firmie szkoleniowej MANTHEY w Piasecznie.
Na portalu < mamaDu > zamieszczono tekst, którego treści nie pozostawią nikogo z czytelników obojętnym. Już sam jego tytuł uzasadnia to twierdzenie: „Szkoła nie uczy, tylko produkuje ludzi upośledzonych życiowo.”
Foto:www.google.pl
Angelika M. Talaga podczas wykładu na konferencji TEDxKoninED.
Jest to relacja z wykładu, jaki Angelika M. Talaga wygłosiła podczas swojego wystąpienia na konferencji TEDxKoninED. Oto fragmenty tego tekstu:
Nowe czasy, stare metody
Angelika M. Talaga mówi o sobie, że jej misją jest opracowywanie metod i narzędzi, które pomogą wychować dzieci mądre, zaradne i myślące. Rzeczą, która jej w tym przeszkadza jest szkoła. Szkoła, której program nauczania od lat przypomina uczenie się na pamięć encyklopedii. Rewolucja technologiczna, która całkowicie zmieniła sposób myślenia dzieci, w żaden sposób nie odbiła się na sposobach nauczania. Świat poszedł do przodu, a uczniowie niezmiennie uczą się na pamięć dat i pojęć, nie próbując ich nawet zrozumieć. Korzystanie z nowoczesnych źródeł informacji wymaga zupełnie innych kompetencji niż tych, które były potrzebne do szukania wiedzy w książkach.
We współczesnym świecie mamy dostęp do tak dużej ilości informacji, że niemożliwością jest nauczenie się wszystkiego na pamięć. Dzieci trzeba nauczyć więc skutecznego szukania informacji, odnajdywania się w różnorakich źródłach, selekcji i filtrowania znalezionych informacji oraz analizy i wyciągania wniosków.[…]
Ponadto, Angelika M. Talaga zwraca uwagę na jeszcze jedną ważną kwestię. Wiedza, przekazywana dzieciom, jest w dominującej części werbalna, a to jest niestety sposób, który dociera w mózgu tylko do części odbierającej dźwięk, pomijając najbardziej aktywne w procesie nauczania części, czyli struktury korowe.[…]
Smutne wnioski
Słuchając wykładu, trudno nie przyznać prowadzącej racji. Spróbujcie przypomnieć sobie swoje lata szkolne. Co pamiętamy najlepiej? Wyścigi na korytarzach, rozmowy z koleżankami, pierwszą jedynkę, sukces na konkursie z fizyki… Wszystkie te wspomnienia związane są z emocjami, żadne nie jest elementem wiedzy. Z przerażeniem uświadamiam sobie ile informacji, które kiedyś przyswoiłam, już zapomniałam. Zdawałam maturę z historii, wiedzy o społeczeństwie, matematyki… dzisiaj (zaledwie po 6 latach) pewna jestem, że nie napisałabym zadowalająco ani jednego z tych egzaminów…
Swój wykład, Angelika M. Talaga kwituje w następujący sposób:
> Szkoła jest przejawem nieznajomości ludzkiej psychiki i ludzkiego mózgu, w całej swojej okazałości.
> Szkoła podaje dzieciom wiedzę w najtrudniejszej dla mózgu formie.
> Szkoła nie tylko nie jest zdolna przygotować dzieci do życia w przyszłości, ale szkoła nie jest zdolna wyposażyć dzieci w tak najprostsze kompetencje, jak czytanie.
> Szkoła nie jest jedynym możliwym wyborem.
I to ostatnie zdanie jest w tym kontekście kluczowe. Mamy do wyboru mnóstwo innych alternatyw niż zwyczajna szkoła, warto się z nimi zapoznać, zanim zabijemy potencjał naszych dzieci.
Cały artykuł z portalu < mamaDu > – TUTAJ
Źródło: www.mamadu.pl
Nagranie wideo (You Tube) wykładu „Co szkoła robi z mózgami dzieci?” Angeliki M. Talagi – TUTAJ
Foto: www.google.pl
Anna Zalewska (zdjęcie archiwalne)
Dzisiaj w porannej audycji „Gość Radia Z” na pytania redaktora Konrada Piaseckiego odpowiadała minister Anna Zalewska. Redakcja, zamieszczając zapis tej rozmowy na swej stronie internetowej, opatrzyła go tytułem: „Anna Zalewska: Uwagi dotyczące podstawy programowej to epitety i przymiotniki”. Oto fragment zamieszczonego tam wprowadzenia do relacji z tego wywiadu:
[…] Minister edukacji, pytana przez Konrada Piaseckiego o krytykę podstaw programowych, ocenia, że większość jest zadowolona z podstaw programowych, a „wiele uwag to epitety i przymiotniki”. Dodaje, że „podstawy programowe są tylko zapisem ogólnym, który daje możliwości realizacji określonego programu”. „Zapraszam 14. lutego. Przy podpisywaniu rozporządzenia będziemy odnosić się do merytorycznych uwag dotyczących podstawy programowej” – mówi minister edukacji narodowej.[…]
A oto zapis początku tej rozmowy:
Konrad Piasecki: Minister edukacji narodowej Anna Zalewska, gościem Radia ZET, dzień dobry, witam.
Anna Zalewska: – Dzień dobry.
Pani minister zróbmy referendum w sprawie gimnazjów.
– Ja referendum realizuję. Przypominam w 2013 r. referendum w sprawie sześciolatka, bo tak zapamiętaliśmy z milionem podpisów, to również pytanie o gimnazja i o historię.
No właśnie, wobec czego jest świetna okazja dzisiaj, kiedy pani chce likwidować gimnazja żeby zrobić referendum, raz wreszcie odpowiedzieć na pytanie, czy Polacy chcą tych gimnazjów czy nie chcą.
Foto: www.google.pl
Dzięki portalowi pulsHR.pl mogliśmy zapoznać się z obszernym wywiadem, jakiego udzielił serwisowi PortalSamorzadowy prezes ZNP Sławomir Broniarz. Z wielu poruszanych tam wątków tematycznych zainteresowały nas dwa: referendum i strajk szkolny. Oto wybrane z całości fragmenty tej rozmowy, dotyczące tych problemów:
Pytałem o referendum dlatego, bo marszałek Karczewski powiedział, że protestowanie przeciwko reformie edukacji nie ma obecnie najmniejszego sensu. […] Sondaże pokazują też, że podobnie uważa 83 proc. społeczeństwa. Może zatem warto odstąpić od tego pomysłu i pogodzić się z reformą?
– Nie można było tego zrobić wcześniej. Wprawdzie już 27 czerwca ub.r. minister Zalewska ogłosiła w Toruniu swoje urbi et orbi, informując, że zaczynamy wielką zmianę w edukacji i debatę o niej. Jednak przez całe wakacje nic się nie działo. Dopiero jesienią wrócono do reformy, ale na stole leżała tylko propozycja likwidacji gimnazjów.[…] Liczyliśmy na prezydenta Andrzeja Dudę, że wykaże się proobywatelską refleksją. Tym bardziej, że sam ma odmienne zdanie co do ustroju szkolnego, przynajmniej tak to zwerbalizował w rozmowie ze mną. Mimo to w ostatnim dniu ustawowego terminu podpisał reformę, która likwiduje gimnazja.[…]
– Istotą reformy nie jest tylko i wyłącznie likwidacja gimnazjów. To jedynie element dodatkowy. Reforma, którą chce wprowadzić rząd, ma nastąpić przede wszystkim w sferze światopoglądowo – programowej. Przy tej okazji oczywiście rozwala się ustrój szkolny.
Dzisiaj na stronie portalu EDUNEWS.PL zamieszczono pierwszą część publikacji Aleksandra Pawlickiego, zatytułowanej „Szczęśliwe błędy”. Całość, jako publikacja pokonferencyjna (w dniach 26 – 27 sierpnia 2016r., w Centrum Nauki Kopernik, odbyła się konferencja „Pokazać-Przekazać”), dostępna jest na stronie www.kopernik.org.pl [s. 29 w pliku PDF (58 s. publikacji)].
„Obserwatorium Edukacji” polecając lekturę tej publikacji w całości – proponuje na początek zapoznać się z jej fragmentami:
Foto: www.grupatrampolina.pl
Aleksander Pawlicki
Szczęśliwe błędy
„Nic się nie stało. Uczymy się na przecież na błędach” – w rozmaitych polskich klasach powtarzają dobrotliwie nauczycielki i nauczyciele. „Każdemu się zdarza” – twierdzi wyrozumiały pedagog; „Najważniejsze, że poprawiłeś” – podkreśla efekt dobra nauczycielka; „Zróbmy to jeszcze raz razem” – proponuje troskliwy profesor. Aż dziw, że dzieci jakoś nie lubią popełniać błędów! Co ciekawsze, nas samych, nauczycieli i nauczycielki, też jakoś nie cieszy, kiedy otrzymujemy szansę, żeby uczyć się na własnych błędach! Miało zachwycać, ale nie zachwyca?
Na dokładkę nad wszystkim unosi się zdroworozsądkowe powiedzonko głoszące, że tylko ludzie głupi uczą się na własnych błędach; ludzie mądrzy – uczą się na błędach cudzych.
Ta niekonsekwencja (błąd niby potrzebny, lecz dziwnie niechciany) da się objaśnić. Chodzi tu bodaj o zwykłe nieporozumienie. Po prostu: co innego akceptować błędy, traktując je jak ślepą uliczkę, a co innego cieszyć się z ciekawego błędu, widząc w nim niezastąpione źródło wiedzy. Innymi jeszcze słowy: czym innym jest pomyłka, a czym innym błąd. W naszej szkole nie uczymy się na błędach, ale po prostu poprawiamy pomyłki! Wynika to zapewne z dominujących metod pracy. Rozważmy pod tym kątem spostrzeżenie salezjańskiego nauczyciela matematyki o. Michele Pellereya SDB: „Osoby wystawione na ryzyko błędów to te, które dokonują odkryć, osoby wystawione na ryzyko pomyłek to te, które nie mają czego odkrywać – po prostu nieuważnie stosują algorytm. Dobra szkoła to taka, która pozwala popełniać uczniom więcej błędów niż pomyłek„
Poprawmy zatem deklarację, która padła w pierwszym zdaniu naszego tekstu: pomagamy naszym uczniom poprawiać pomyłki w algorytmach, których się jeszcze dobrze nie wyuczyli, natomiast nie uczymy na błędach.[…]
Notka o autorze:
Aleksander Pawlicki – Absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Warszawskiego, Szkoły Nauk Społecznych Polskiej Akademii Nauk oraz Szkoły Trenerów Akademii SET. Wykładowca dydaktyki w Szkole Edukacji Uniwersytetu Warszawskiego i Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Prowadził badania w Forschugstelle Osteuropa Uniwersytetu w Bremie, uczestniczył w pracach Zakładu Studiów Interdyscyplinarnych nad Edukacją Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, pracował na Uniwersytecie Jagiellońskim (z którym nadal współpracuje). Obecnie trener nauczycieli w „Grupie Trampolina”.
Źródło:www.edunews.pl
Wczoraj w „Gazecie Wyborczej” zamieszczono artykuł Anny Dobiegały, informujący już w tytule: „Rodzice protestują przeciwko reformie edukacji. Nie poślą dzieci do szkół”.
Foto: www.facebook.com
Dowiadujemy się z tego tekstu, że „rodzice z Gdańska, Krakowa i Warszawy chcą, by każdego 10. dnia miesiąca ich dzieci zostawały w domu na znak protestu przeciwko reformie edukacji”. Prekursorami tej formy protest byli członkowie „Zielonogórskie Forum Rodziców i Rad Rodziców”, którzy już 10 stycznia przeprowadzili jednodniowy strajk. Wtedy to uczniowie niektórych gimnazjów nie przyszli do szkoły. Za podobną akcję w Gimnazjum w Komprachcicach Opolski Kurator Oświaty Michała Sieka groził uczniom obniżeniem oceny zachowania a szkole kontrolą, która miała wyjaśnić, czy we właściwy sposób realizowano tam przepisy o obowiązku szkolnym.
Dalej czytamy, że 10 lutego protest taki odbędzie się również w Warszawie. Zorganizują go rodzice z inicjatywy „Rodzice przeciwko reformie edukacji”. Ponoć do protestu chcą się również dołączyć rodzice z Krakowa skupieni wokół inicjatywy „Szkoła to nie eksperyment”, ale z powodu trwających tam ferii – dopiero 10 marca.
Przytaczamy poniżej fragment, który zawiera bardzo trzeźwy i świadczący o dużej już, mimo młodego wieku, dojrzałości politycznej gdańszczanina, zasiadającego w Radzie Dzieci i Młodzieży przy MEN:
– Pomysł jest fajny, ale trzeba uważać, żeby uczniowie nie stali się zakładnikami poglądów rodziców – zauważa Filip Górski, uczeń czwartej klasy III LO w Gdańsku, członek Rady Dzieci i Młodzieży przy MEN, jeden ze współautorów apelu do prezydenta Andrzeja Dudy o zawetowanie reformy. – Nie ma sensu angażować najmłodszych dzieci. W przypadku uczniów starszych dobrze by było, gdyby takie decyzje były z nimi konsultowane. Partia rządząca może sformułować zarzut, że rodzice wykorzystują dzieci do walki politycznej.[…]
Cały artykuł „Rodzice protestują przeciwko reformie edukacji. Nie poślą dzieci do szkół” – TUTAJ
Źródło: www.wyborcza.pl










