Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto: Dawid Linkowski[www.wysokieobcasy.pl]

 

Paweł Łęcki – nauczyciel języka polskiego w II Liceum Ogólnokształcącym im. Bolesława Chrobrego w Sopocie

 

 

Wczoraj, gdy przeglądaliśmy zasoby Internetu w poszukiwaniu wartych upowszechnienia tekstów o edukacji, natrafiliśmy na fejsbukowym profilu Pawła Łęckiego na tekst, który – o dziwo – nie dotyczył najnowszych wydarzeń polityki krajowej w wykonaniu ludzi koalicji rządzącej. Oto ten post – bez skrótów:

 

Czasami sobie myślę, że gdyby każdy obywatel naszego kraju musiał odbyć praktyki w szkole, to wszystko byłoby inaczej. Byłoby lepiej.

 

Jedna z matek, która odebrała swoje dziecko po wycieczce, która trwała ponad dziesięć dni, powiedziała: to ja teraz przejmuję wychowanie mojego dziecka. Dziękuję, że mogło być z wami w tych różnych miastach poza granicami naszego kraju.

 

Ku mojemu zdumieniu niektórzy uczniowie byli po raz pierwszy we Francji, w Hiszpanii, generalnie byli po raz pierwszy poza granicami Polski. Jeździli metrem paryskim, które ma tyle odgałęzień, co gałązki tymianku. Zobaczyli, jak to jest, gdy wokoło są ludzie o różnym kolorze skóry, a jednocześnie nie wybuchliśmy w zamachu terrorystycznym.

 

Myślę, że nikt, kto nie był na wycieczce z uczniami, nie powinien wypowiadać się autorytatywnie na temat młodych ludzi. Szkoła to przestrzeń oswojona, bezdroża wyjazdu dopiero pokazują młodych ludzi naprawdę.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.google.com

 

Dr Łukasz Pawłowski w Radiu TOK FM

 

 

Dzisiaj (30 września 2021 r.) w ramach audycji „Poranek w Radiu TOK FM” redaktorka Karolina Lewicka rozmawiała z    dr Łukaszem Pawłowskim. Tematem rozmowy: „Korepetycje zagrożeniem dla publicznej edukacji”.

 

W trakcie rozmowy dr Pawłowski mówił o tym w jakich formach tzw. druga fala (niezamierzonej) prywatyzacji w okresie rządów PiS przejawia się w oświacie. Jego zdaniem jednym z postaci polityki transferów socjalnych jest zachęcanie Polaków do korzystania z usług prywatnych – w tym także z prywatnego szkolnictwa. Według jego informacji już co dziesiąta szkoła podstawowa jest prywatna.

 

Przywołał także wyniki badań prowadzonych w „Fundację Batorego”, według których „przeciętny rodzic który posyła dziecko na korepetycje wydaje na to rocznie średnio 400 zł.

 

W toku rozmowy padały także zdania, że rząd nie podwyższając płac nauczycielom świadomie wpycha ich w „szarą strefę” dorabiania korepetycjami, o ucieczce nauczycieli z zawodu na emeryturę lub do innych branż albo do szkół prywatnych, a także o pogłębianiu różnic kulturowych między mieszkańcami dużych miast a wsiami i małymi miasteczkami..

 

 

 

Całą rozmowę „Korepetycje zagrożeniem dla publicznej edukacji” można wysłuchać – TUTAJ

 



Przed kilkoma dniami Elżbieta Manthey zamieściła na portalu „Juniorowo” interesujący tekst, zatytułowany „Młodzież ściśle uzdolniona – jak rozwijać talenty i pasje nastolatków”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Źródło:www.juniorowo.pl

 

Jeśli zastanawiacie się, jak wspierać dzieci i młodzież w rozwijaniu zdolności i pasji, warto przyjrzeć się młodym ludziom, którzy na tej ścieżce rozwoju już są i to z sukcesami. Niedawno spotkałam grono młodych zdolnych pasjonatów – laureatów 7. edycji programu ADAMED SmartUP. Wykorzystałam tę okazję, by dowiedzieć się, jak dotarli do tego miejsca w swoim życiu, czego potrzebowali, by rozwinąć talent, by pasja i zainteresowania stały się czymś więcej niż sposobem na spędzanie czasu po lekcjach.

 

Jak to się zaczyna, czyli jak nie przegapić talentu?

 

Niemiecki neurobiolog Gerald Huther uważa, że wszystkie dzieci są zdolne. Z tego twierdzenia uczynił nawet tytuł swojej książki. Talenty, jak pisze, mogą być różne, a każde dziecko w jakiejś dziedzinie może rozkwitnąć. Pytanie tylko, czego potrzeba, by ten rozkwit nastąpił. Odpowiedź możemy znaleźć w książce, ale także, a może przede wszystkim w historiach młodych ludzi, którzy w swoich pasjach już zdążyli osiągnąć pewne sukcesy. Jak zaczęło się ich zainteresowanie nauką? Dlaczego zdecydowali się poświęcać jej więcej czasu i wysiłku? Co ich zmotywowało do pierwszych kroków?

 

Adrianna Jażdżewska, licealistka z Gdańska: Moje umiejętności w zakresie nauk ścisłych (w szczególności chemii) odkryła nauczycielka w gimnazjum. Wtedy zaproponowała mi start w wielu konkursach. Zaczęłam w nich odnosić duże sukcesy. Zobaczyłam, że to co robię ma sens i w liceum postanowiłam kontynuować moją chemiczną przygodę. 

 

Szymon Marczuk, licealista z Olsztyna: Kiedy byłem mały oglądałem dużo programów popularnonaukowych takich jak Discovery Channel. Myślę, że to mocno mnie zaintrygowało.

 

Alessandra Jabłonowska, uczennica liceum im. Staszica w Warszawie: Kiedy byłam w szóstej klasie szkoły podstawowej, w mojej ulubionej księgarni natrafiłam na książkę „Kosmiczny poradnik życia na Ziemi”. Książka nie tylko wzbudziła we mnie zainteresowanie astronomią i astronautyką. To m.in. dzięki niej zaczęłam się interesować naukami ścisłymi. […]

 

Nauczyciel, który dostrzegł potencjał, książka, która zainspirowała, filmy, które zaciekawiły, rodzice, którzy dali pierwszą iskrę zainteresowania – pasja może zacząć się w różny sposób. A co dalej? Jak wspierać młodego człowieka, kiedy już widać, że chce się rozwijać w konkretnej dziedzinie? Co pomoże mu zakorzenić się w tej pasji, co będzie podtrzymywać motywację, pobudzać wytrwałość.

 

 

Zdolności to potencjał – jak go rozwijać?

 

Czytaj dalej »



Dziś udostępniamy tekst, jaki w niedzielę (26 września 2021) Anna Konarzewska zamieściła na swoim blogu „Być nauczycielem”:

 

 

Ostatnio, za sprawą Przemka Staronia, w moje ręce wpadła niesamowita książka pt. „Miłość jest magiczna” Marie – Josee Arel. Niesamowity przewodnik po dziecięcej duchowości. Znakomity nie tylko jako inspirownik na zajęcia wychowawcze, ale przede wszystkim poradnik dla rodziców i dzieci. Oto link do tej pozycji – TUTAJ

 

Postanowiłam, że przygotuję dla Was, w oparciu o tę pozycję, zajęcia na temat pomocy drugiemu człowiekowi.

 

1.Na początku zachęcamy naszych uczniów, aby z uważnością przyjrzeli się swoim dłoniom… Mają pomyśleć: co widzą; co czują; nad czym się zastanawiają, patrząc na dłonie.

 

2.Zadajemy pytanie: Do czego mogą służyć dłonie? (do pisania, trzymania kogoś za rękę, do niesienia pomocy… itp. Mogą tutaj paść też odpowiedzi typu: do krzywdzenia innych, siebie.) Zapytajmy jak nasi uczniowie korzystają ze swoich dłoni?

 

3.Następnie zapytajmy, czy znają kogoś, kto pomagał/pomaga bezinteresownie innym? Czy ta pomoc był/jest skuteczna? Jakie działania były/ są podejmowane przez tę osobę.

 

Możemy tutaj wspomnieć o osobie Ireny Sendlerowej. Ciekawe czy uczniowie o niej słyszeli. Jeśli nie, to poprośmy młodych ludzi o to, aby znaleźli jak najwięcej informacji w sieci na temat Sendlerowej. Ich zadaniem jest podzielić się na forum zdobytymi informacjami.

 

4.Wyświetlamy fragment wypowiedzi Ireny Sendlerowej „: Robiłam zwyczajną rzecz.

 

5.Po wysłuchaniu wspólnie z uczniami zastanawiamy się nad tym, jak Irena Sendlerowa postrzega pomoc drugiemu człowiekowi? Czego uczy nas Irena Sendler? Próbujemy ułożyć wspólną definicję „pomocy drugiemu człowiekowi”.

 

6.Zapisujemy na tablicy zdanie: „Pomaganie innym jest sposobem na powiedzenie im, że ich kochamy”.

Dyskutujemy z uczniami o tym, jak rozumieją tę myśl.

 

7.Dzielimy klasę na grupy, każdy zespół pracuje nad innymi zagadnieniami:

 

Czytaj dalej »



 

Oto trzy teksty, które w ostatnich dniach „wpadły nam w oko” na feksbukowym profilu Tomasza Tokarza:

 

 

25 września godz. 10:00

 

Podczas moich inspirujących lekcji zadałem sobie pytanie: a czy nie jest tak, że po prostu robisz to, co sam uważasz za ważne – bo się na tym dobrze znasz.

 

Dlatego kolejne trzy bloki wybrali sobie uczniowie.

 

Czego chcecie się się dowiedzieć? Padły trzy propozycje:

 

-Chiny: jak to się stało, że stały się potęgą.

-Konflikty na Dalekim Wschodzie: Japonia, Korea, Wietnam

-Kultura nordycka. Wikingowie. Jak nawiązywano do tego w III Rzeszy. I jak do tego się nawiązuje w kulturze popularnej

 

No i teraz już moje zadanie. Jak o tym opowiedzieć, by pokazać główne elementy tematów i zrealizować jak najwięcej punktów podstawy programowej. Ale wcześniej dostali zadanie domowe. Obejrzeć:

 

-Czas Apokalipsy i Pluton

-dwa pierwsze sezony Wikingów

-może jeszcze „Kwiaty wojny”…

 

A Wy? Jakie tematy Wam by podpasowały?

 

 

25 września godz 23:14

 

Dlaczego nie jestem przeciwnikiem egzaminów?

 

Egzamin – to po prostu sprawdzian czyjejś wiedzy lub umiejętności. Celem egzaminu jest sprawdzenie, czy dana osoba osiągnęła kompetencje pozwalające na podjęcie pewnej działalności (np. egzamin na prawo jazdy czy egzamin zawodowy).

 

Egzamin maturalny sprawdza czy absolwent posiada kompetencje pozwalające na studiowanie na poziomie wyższym (zaawansowanym). Weryfikuje, czy posługuje się językiem, który wymagany jest na tych studiach (polskim, angielskim czy językiem matematyki). Jak je dobrze znasz, jeśli się nim posługujesz na co dzień – to dobrze zdasz egzamin.

 

Np. z języka polskiego egzamin sprawdza, czy uczeń rozumie tekst, umie wyszukiwać w nim potrzebne informacje, przetworzyć je i zinterpretować. Jest to absolutnie niezbędne, by rozumieć co się czyta, aby rozumieć teksty analizowane na studiach. To nie jest egzamin ze znajomości danych – one się mogą przydać, ale można sobie poradzić bez nich.

 

Czy egzaminy są potrzebne? Zależy do czego. Zdecydowana większość rzeczy, która stanowi podkład moich szkoleń i działań, nie została przez nikogo weryfikowana przez żaden egzamin. Pisałem wiele egzaminów — ale żaden nie sprawdzał tego, czy poradzę sobie w pracy i życiu. Bo nie po to są egzaminy. One służą mierzeniu rzeczy, które można zmierzyć.

 

Nie oznacza to, że egzaminy nie mają sensu. Są dobrym rozwiązaniem dla niepokornych osób, które np. chcą ominąć tradycyjną ścieżkę kształcenia. Pozwalają na obejście szkolnych wymogów – które nie służą jego rozwojowi. Zamiast systematycznie uczęszczać na lekcje można pójść na skróty – zdajesz egzamin. Dzięki egzaminowi można zneutralizować naciski stawiane przez szkoły, które nie rozumieją swojej zasadniczej misji.

 

Czytaj dalej »



17 września zamieściliśmy drugą część „Praktycznego poradnika Wiesławy Mitulskiej – jak pracować z trzecioklasistam”. Dziś obiecany „ciąg dalszy”:

 

19 września

 

 

Mózg to taki szef ciała.

 

Co to jest mózg? Czy można żyć bez mózgu? Jakiego koloru jest mózg?

 

To tylko niektóre pytania, na które dzieci chciały znaleźć odpowiedź.

 

Warsztaty o mózgu to tylko wstęp do nowego projektu, który wcale nie będzie o mózgu. Na początku zajęć umówiłam się z dziećmi, że na podsumowanie każdy zrobi samodzielnie notatkę wizualną o tym, co zapamiętał, czego nauczył się o mózgu. To dla mnie ważne, by dziecko pokazało, na co zwróciło uwagę. Notatka, to również jedna z technik uczenia się, więc każda okazja, by doskonalić umiejętność notowania jest dobra.

 

Chciałam dowiedzieć się, co dzieci wiedzą już na jego temat, więc rozmawialiśmy o mózgu, wyobrażaliśmy sobie, jak jest duży i pokazywaliśmy na swojej głowie poszczególne jego części. Oglądaliśmy filmiki, ilustracje, czytaliśmy tekst o mózgu, wszystko po to, by dowiedzieć się jak najwięcej o organie, który jest niezbędny do uczenia się, „dowodzenia ciałem”, do myślenia i do życia.

 

Dzieci sporo zapamiętały, o czym świadczą notatki.

 

Gdyby jeszcze udało się przekonać je do wkładania kasku, gdy wsiadają na rower?

 

 

 

20 września

 

 

Pamięć. Ciekawe, gdzie ona tam jest w tym mózgu?

 

Zabawa prawda, czy fałsz pokazała mi, że dzieci dużo zapamiętały z piątkowych „mózgowych” zajęć. Byłam spokojna, że tak będzie, bo przecież głęboko przetwarzały uzyskane informacje robiąc notatkę i zastanawiając się, w jaki sposób przedstawić swoją wiedzę, jak uporządkować i skategoryzować informacje.

 

Dziś czytaliśmy kolejny fragment książki „Sen Alicji”, by zlokalizować miejsca w mózgu odpowiedzialne za pamięć.

 

Dzieci już dobrze wiedzą, co trzeba zrobić, by przenieść świeżo zdobytą wiedzę do pamięci długotrwałej.

 

Ba! Nie tylko wiedzą, ale stosują w praktyce.

 

Jak skutecznie nauczyć się liczyć po 7?

 

To proste. Wystarczy uczyć się różnymi sposobami.

 

Dziś dzieci liczyły po 7 w przód i w tył podając sobie piłkę, skacząc wzdłuż liny, rapując, grając w Bingo i wykonując grę typu memory.

 

Tosia dodała do tego zestawu jeszcze powtarzanie rozłożone w czasie, bo właśnie w ten sposób utrwalała sobie liczenie     po 7.

 

O zapominaniu trzecioklasiści również sporo wiedzą.

 

Zrobiliśmy też eksperyment pokazujący jak działa pamięć robocza.

 

Dwa trudne zdania o mózgu, usiane pułapkami ortograficznymi trzeba było przepisać do zeszytu. Zeszyt musiał pozostać w klasie, a plakat ze zdaniami był na korytarzu. Bardzo ciekawe wnioski wyciągnęły dzieci po tym eksperymencie. Między innymi taki, że lepiej zapamiętujemy krótkie wyrazy, pomaga skupienie się tylko na jednej czynności, a każdy z nas ma inną pamięć roboczą.

 

Dzieci sądzą, że można ją wytrenować. Spróbujemy.

 

Przyjemnością zaplanowaną na dzisiaj było lepienie modelu mózgu z plasteliny.

 

Kryteria sukcesu: dwie półkule, pofałdowana kora mózgowa, widoczny móżdżek i pień mózgu.

 

Wyszło bardzo różnie. Czasem móżdżek był za duży, czasem pień mózgu za mały. Ważne, że te części zostały dobrze zapamiętane.

 

I jeszcze przydarzyła nam się dyskusja filozoficzna na temat ważności mózgu i serca.

 

Czasem zapominam, że te dzieci mają dopiero 8-9 lat. Ich głowy są otwarte.

 

Oby jak najdłużej.

 

 

 

21 września

 

 

Mózg potrzebuje przerw.

 

Zaczęliśmy dziś nowy projekt – Umiem się uczyć. Planowaliśmy wspólnie o czym on będzie i w jaki sposób zakończy się. Wcześniej, przez dwa dni przyglądaliśmy się mózgowi, ale to był tylko wstęp do właściwego projektu, który będzie bardzo praktyczny, a umiejętności w nim zdobyte trzeba będzie doskonalić jeszcze przez całe życie.

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj proponujemy lekturę zamieszczonego w środę (22 września 2021r.) na blogu „Oś świata” artykułu Danuty Sterny. Udostępniamy ten tekst bez skrótów:

 

                                      Co oznacza indywidualne podejście do ucznia w czasie po pandemii.

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Przez całą moją pedagogiczną karierę przewijał się termin: „indywidualne podejście do ucznia”. Wszystko w porządku, gdy mówimy teoretycznie, wiadomo, trzeba takie podejście do uczniów mieć. Gorzej, gdy schodzimy na poziom praktyczny i zaczynamy się zastanawiać, jak to zrobić w 30 osobowej klasie.

 

Dlatego, gdy znalazłam artykuł Lisy Westman, to pomyślałam, że może w pewnym zakresie temat zostanie przybliżony. Autorka przedstawia inne spojrzenie na indywidualizację nauczania. Zapoznałam się z artykułem i przedstawiam moją jego  interpretację.

 

Autorka radzi:

 

1.Skup się na pozytywach, a nie na porażkach.

2.Oferuj empatyczne podejście do ucznia, a nie kontrolę.

3.Traktuj uczniów sprawiedliwie, a nie w równy sposób.

4.Zakładaj, że uczniowie mają dobre intencje.

 

Obecne czasy wymagają od nas przejścia z kontroli na empatię. Tego potrzebuję od nas uczniowie, szczególnie gdy odnotowujemy straty w nauce po nauczaniu zdalnym.

 

 

1.Skup się na pozytywach, a nie na porażkach.

 

Zastanawiamy się, czego nasi uczniowie nie opanowali w czasie zdalnej nauki. Zamiast skupiać się na „stracie”, skupmy się na ustaleniu, czy uczniowie osiągnęli cele, które sobie stawialiśmy. Żeby móc to zrobić, powinniśmy mieć ustalone cele i kryteria sukcesu (ocenianie kształtujące).

 

Jeśli cele nie zostały osiągnięte, to nie obciążajmy tym uczniów. To nie ich wina, że tak wyglądało nauczanie przez ostatnie lata. Wpychanie ich w poczucie wstydu, nie poprawi ich samopoczucia i nie zachęcie do wzmożonego wysiłku. Wyjściem z sytuacji jest ustalenie, w którym miejscu należy zacząć (co zdołali opanować), na co uczniowie są gotowi.

 

Czytaj dalej »



 

Dopiero wczoraj wieczorem zobaczyliśmy na blogu „Wokół Szkoły” zamieszczony we wtorek (pewnie tuż przed północą) tekst Jarosława Pytlaka, z którego zamieszczamy jedynie fragmenty, odsyłając do lektury całości na stronę bloga. Tytuł tego tekstu mówi wszystko:

 

 

Odpowiedź na list Pani Kurator Michałowskiej

 

 

Pani Aurelia Michałowska,

Mazowiecki Kurator Oświaty

 

 

Szanowna Pani!

 

Bardzo dziękuję za pismo, które otrzymałem od Pani w dniu 20 września br. jako jeden z licznej  rzeszy mazowieckich dyrektorów placówek oświatowych. Szczególnie wdzięczny jestem za docenienie naszej zasługi w przygotowaniu stacjonarnej nauki w bezpiecznych obiektach szkolnych. To prawda, że zapewnienie prawidłowej organizacji pracy w nowym roku wymagało od nas wiele wysiłku. Dodam, że nie tylko w kontekście wyzwań związanych z pandemią, ale również wobec fatalnej kondycji psychicznej dzieci i młodzieży po okresie zdalnej edukacji, narastających braków kadrowych oraz powszechnej frustracji i zmęczenia kadry nauczycielskiej. Nasz wysiłek mógłby być nieco mniejszy, gdyby zapowiedziane w sierpniu przez Pana Premiera dostawy środków dezynfekcyjnych i ochronnych dotarły przed pierwszym września, a nie tak, jak miało to miejsce w przypadku kierowanej przeze mnie placówki, niemal trzy tygodnie później. Rozumiem jednak, że nie jest to Pani wina, więc po prostu jeszcze raz dziękuję za ciepłe słowa zawarte w pierwszej części listu. Nie będę natomiast ukrywał, że dalsza część otrzymanego pisma bardzo mnie poruszyła.

 

Poczułem się wywołany do tablicy. Należę bowiem do „niektórych osób odpowiedzialnych za organizację pracy szkół”, które propagują informacje na temat planowanych zmian w prawie oświatowym – Pani zdaniem nieprawdziwe i mające na celu destabilizację procesu dydaktyczno-wychowawczego. Nic bardziej mylnego, bowiem informacje, jakie propaguję są oparte na faktach, a ocena tych faktów wynika z wieloletniego doświadczenia pracy na stanowisku dyrektora szkoły. Moim celem nie jest destabilizacja, ale wręcz przeciwnie – obrona placówek oświatowych przed zmianami, których szkodliwości zdają się nie dostrzegać sami ich autorzy. […]

 

Z pozycji dyrektora szkoły nie widzę niczego dobrego w obarczeniu tak ważną decyzją jak powierzenie tego stanowiska i odwołanie z niego w równym stopniu dwóch podmiotów odpowiedzialnych za edukację: władz lokalnych i administracji rządowej, które nader często z przyczyn politycznych są w konflikcie. A już wskazywanie decyzji kadrowych samorządów lokalnych jako nieuzasadnionych racjonalnie jakością wykonywanych zadań przez dyrektorów, wydaje mi się zdumiewające, biorąc pod uwagę, jak trudno ocenić pracę osoby kierującej placówką z odległej perspektywy kuratorium. Ta zmiana jest zresztą kolejnym przykładem tendencji do upolitycznienia edukacji.

 

Czytaj dalej »



Podczas tegorocznej konferencji TEDxWarsaw, która 10 czerwca odbyła się w Kinotece w Pałacu Kultury i Nauki, jedną z osób, które miały tam swoje regulaminowe 18 minut, była Marianna Kłosińska. Prawdopodobnie pod wpływem zamieszczonego wczoraj na OE jej tekstu, któremu daliśmy tytuł By ludzie mogli wybrać model, w którym będą uczyć się ich dzieci, Wiesław Mariański odszukał na Ytou Tube nagranie wygłoszonego przez nią tam wykładu, a my skwapliwie z tego skorzystaliśmy.

 

Oto informacja zamieszczona pod plikiem filmowym z tym wykładem na Yoy Tube

 

Marianna Kłosińska podczas wykładu na TEDxWarsaw 10 czerwca 2021 r.

 

 

Każdy z nas wie, jak wygląda polska, tradycyjna szkoła. Każdy z nas przez taką przeszedł. Czy wiesz jednak, że istnieje alternatywa dla treningu posłuszeństwa?

 

Założycielka i prezeska Fundacji Bullerbyn na rzecz wspólnoty dzieci i dorosłych oraz Fundacji Dzieci Mają Głos. Autorka projektu Wioska Bullerbyn, który nieprzerwanie realizuje od ponad 10 lat. W 2012 roku założyła Wolną Szkołę Demokratyczną Bullerbyn, a w kolejnych latach Szkołę Podstawową Ronja, Szkołę Podstawową Bullerbyn i Liceum Astrid. Propagatorka idei Unschoolingu jako „”stanu umysłu”” oraz liderka oddolnego ruchu edukacji demokratycznej w Polsce Zasiada również w organach międzynarodowego stowarzyszenia edukacji demokratycznej EUDEC. Studiowała grafikę na Europejskiej Akademii Sztuk Pięknych. Absolwentka Akademii Przywództwa Liderów Oświaty, oraz Szkoły Facylitacji Pathways.

 

Jest zwolenniczką budowania organizacji turkusowych, w których ogromnie ceni pracę w kontakcie z ludźmi, autonomię oraz ciągły rozwój. Wierzy w siłę oddolnej zmiany w edukacji, którą widzi we współpracy między dorosłymi we wspieraniu i poszanowaniu autonomii dziecka.

 

 

 

Szczęśliwy jak Uczeń? | Marianna Kłosińska | TEDxWarsaw – plik z You Tube – TUTAJ

 



Foto: www.facebook.com/MariannaKlosinska

 

Marianna Kłosińska – prezeska i założycielka Fundacji Bullerbyn oraz Fundacji Dzieci Mają Głos – założycielka Wolnej Szkoły Demokratycznej Bullerbyn.

 

 

W minioną sobotę (18 września 2021 r.) Marianna Kłosińska, założycielka Wolnej Szkoły Demokratycznej Bullerbyn, zamieściła na swoim fejsbukowym profilu tekst, który postanowiliśmy udostępnić na stronie OE, jako jeszcze jeden punkt widzenia na sposoby zmieniania naszego systemu edukacji. Że jest to jej głos w tej debacie, świadczy zamieszczenie pod tym postem linku do tekstu ze strony „Krytyki Politycznej”: Szkoły w tym kształcie nie ma sensu ratować.

 

Podkreślania i pogrubienia czcionek fragmentów przytoczonego tekstu – redakcja OE:

 

 

Wróćmy do kwestii zróżnicowania oferty edukacyjnej.

 

Chodzi mi o to, by ludzie mogli wybrać model, w którym będą uczyć się ich dzieci czy, w przypadku nastolatków – oni sami. Żeby z pieniędzy publicznych finansowane były różne modele szkół: szkoły demokratyczne, Montessori, waldorfskie, mikroszkoły zakładane przez rodziców i również te w modelu tradycyjnym, pruskim. Chodzi o to, żeby subwencja oświatowa obejmowała wszystkie szkoły, tak by ludzie mieli wybór i mogli znaleźć dla siebie drogę. Bo przy całym moim idealizmie, rozumiem, że odejście od modelu pruskiego z dnia na dzień może być trudne − właśnie przez nasze wyobrażenia o tym, czym jest szkoła i jak powinna wyglądać.

 

A teraz subwencja nie obejmuje szkół niepublicznych? Chyba pieniądze idą za uczniem. Po prostu do tych niepublicznych rodzice dopłacają, dzięki temu są mniej liczne klasy, lepiej opłacani nauczyciele… Jeśli pana wizja * oznacza likwidację czesnego, może się to negatywnie odbić na szkołach działających obecnie jako placówki niepubliczne. Jeśli czesne zostanie – o wyrównaniu dostępu nie będzie mowy.

 

W Polsce na edukację każdego ucznia składają się pieniądze przekazywane przez rząd w postaci subwencji oświatowej oraz pieniądze od lokalnego samorządu z puli środków własnych, gdy uczeń chodzi do szkoły publicznej. Gdy jednak chodzi do niepublicznej, to druga część pochodzi z pieniędzy z czesnego płaconego przez rodzica w tej szkole niepublicznej. Gdyby dzieci ze szkół niepublicznych trafiły teraz do szkół publicznych, to samorząd musiałby za nie płacić. Innymi słowy, w obecnym systemie szkoły niepubliczne to w dużym stopniu źródło oszczędności dla samorządów.

 

A do szkół demokratycznych chodzą dzieci, które formalnie są w edukacji domowej, ale subwencja idzie nie na ich naukę, tylko do szkoły, która przeprowadza egzaminy. Na ucznia w edukacji domowej jeszcze do końca tego roku przypada zaledwie 60 proc. subwencji idącej za uczniem w edukacji stacjonarnej – oczywiście pieniądze te idą nie do rodziców, ale do szkoły, do której uczeń jest zapisany. Od nowego roku ma to być 80 proc.

 

Kiedy w czerwcu 2021 roku gościłam w Senacie RP razem z przedstawicielami różnych oddolnych inicjatyw edukacyjnych zebranych przez Mariannę Kłosińską z Fundacji Bullerbyn, apelowaliśmy o wprowadzenie do systemu edukacji równego, publicznego finansowania wszystkich typów i modeli szkół, a w ostateczności o wprowadzenie bonu edukacyjnego. A jednym z rozwiązań legislacyjnych na już mogłoby być umożliwienie podatnikom odliczania od podatku dochodowego środków przeznaczonych na czesne w szkołach niepublicznych. To byłoby fair wobec rodziców, którzy zapracowują się, żeby ich dzieci otrzymały lepszą edukację, a państwo solidnie wykształconego obywatela.

 

 

Źródło: www.facebook.com/mariannafb/

 

 

*Prawdopodobnie autorka zwraca się tu do Mikołaja Marceli, gdyż wcześniej zamieściła na swoim profilu link do rozmowy, jaką w „Akademickim Zaciszu” przeprowadził z nim profesor Roman Leppert.