Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Z kilkudniowym opóźnieniem, bo tekst ten ukazał się na blogu Roberta Raczyńskiego „Eduopticun” 9 września, zamieszczamy dziś fragmenty tego posta, zatytułowanego „Wirus stopniowany”. Oczywiście sugerujemy lekturę całości, zamieszczając link do „źródła”:

 

 

Nie, nie będzie o SARS-Cov-2. Postanowiłem dziś wreszcie zmierzyć się z wyzwaniem, które dość długo czekało tu na swoją kolej – z wirusem o zdecydowanie większym zasięgu i zaraźliwości. Przyznaję, że jednocześnie toczę walkę z wewnętrznym hipokrytą, próbującym dowodzić, że nie dopuszczam wyjątków od liberalnej tolerancji. Mam z tym kłopot, bo niestety postawa tolerancyjna, której chciałbym hołdować, wymaga do pewnego stopnia akceptacji zjawisk, które uważam za z gruntu złe. I mam je akceptować tylko i wyłącznie dlatego, że są tak mocno związane z tożsamością większości ludzi, że niemal od nich nieodróżnialne? Jeśli nie, musiałbym w tym miejscu przyznać, że nie toleruję, zależnie od definicji, od 80 do 90% populacji tego świata. Przyznacie Państwo, że jest to powód, by się wahać.

 

Oczywiście, mogę poprawnie politycznie twierdzić, że szanuję wolność wyznawania i kultywowania dowolnych religii, ale tak między nami, wątpię, żebym mówił to szczerze. Musiałbym wtedy z automatu przyznać, że akceptuję (wymieniam zupełnie losowo) np. klitoridektomię, znęcanie się psychiczne, obskurantyzm, mizoginię, czary, dżihad, niewolnictwo, etc., a to z pewnością nie jest prawdą. O, już słyszę oburzone głosy wszystkich prawych wierzących, że chcę przypiąć im łatkę przynależną jakimś religijnym ultrasom, wyznawcom prymitywnych kultów i sekciarzom. Czyżby?

 

Tak, wiem, słyszałem, podobno większość uczciwych chrześcijan, wyznawców judaizmu, czy islamu (że wymienię tylko trzy, najpopularniejsze wirusy atakujące świadomość) odcina się od wymienionych skrajności. Jednocześnie jednak, owi hipokryci nie mają nic przeciwko masowemu okaleczaniu chłopców, straszą swoje (i nie tylko) dzieci piekłem, gdy te ich nie słuchają (bez powodu, również), zaprzeczają ustaleniom nauki, traktują kobiety jak istoty słabsze intelektualnie, oczekują cudów jako dowodów „świętości”, nie widzą nic zdrożnego w wywyższaniu własnych przesądów ponad inne, ani problemu w mentalnym ubezwłasnowolnieniu wobec dowolnego cielca lub jego cwanych sługusów. Jak widać, ich moralność (której posiadania zwykle odmawiają innym) opiera się na stopniowaniu bzdury, przemocy i świństwa. Na dodatek jest to stopniowanie wymuszone racjonalnością, od której stronią i którą gardzą. Niemal wszyscy „wierzący” nie dostrzegają również jak bardzo są niekonsekwentni i wybredni wobec własnych dogmatów. Wszyscy oni powybierali sobie wygodne cytaty ze swoich świętych ksiąg (objawionych niepiśmiennym) i licytują się między sobą, który ich fragment jest świętszy (i wygodniejszy w użyciu). Gdyby nie ta konformistyczna maniera, wszyscy żyliby dziś jak Amisze. Ci przynajmniej są w swoim zabobonie uczciwi i konsekwentni. I nie narzucają się innym. Szanuję ich za to.[…]

 

Niestety, tu, gdzie zaczyna się indoktrynacja i ubezwłasnowolnienie ich dzieci, mój szacunek dla Amiszów się kończy. O tym, jak silna jest ta indoktrynacja i jak skuteczne są celowe wyobcowanie i grożący ostracyzm świadczy fakt, że mimo teoretycznej możliwości wyboru drogi życia, ponad 90% młodych Amiszów nigdy nie opuszcza swojej wspólnoty. No cóż, starszyzna doskonale zdaje sobie sprawę, że jest to jedyna szansa na przetrwanie ich wersji percepcji świata.[ […]

 

Od czasu, gdy nauka znalazła narzędzia, pozbawiające krążące w mózgach wiriony teologii monopolu na objaśnianie świata, trwa walka o dalsze ograniczenie ich zjadliwości. Z bolesnego doświadczenia wiemy, że walka z jakimkolwiek wirusem, to zmagania z hydrą o nieskończonym potencjale regeneracyjnym. Nawet po zaleczeniu, nie można być pewnym, że nie będzie nowej mutacji, nawrotu choroby, a w rezultacie kolejnej pandemii. Wiemy również, że najbardziej podatne na atak wirusowy są na ogół organizmy osłabione, starsze, lub wprost przeciwnie, bardzo młode. Jednym z oczywistych pomysłów na ograniczenie religijnej pandemii jest swoista kwarantanna – próba oddzielenia od siebie beznadziejnie chorych, od tych, którzy wciąż mają jeszcze szansę na życie, bez toksyny zatruwającej mózg.

 

Podzielmy ten świat na dwie różne domeny i nie wchodźmy sobie w paradę – tak zdawał się rozumować S.J. Gould, formułując swoją zasadę NOMA (ang. Non-Overlapping Magisteria), proponując niejako zawieszenie broni, a może nawet pełen szacunku dialog między np. kreacjonistami, a ewolucjonistami. Niestety, podobnie jak w walce z wirusami biologicznymi (jeśli traktować wirusy jako część materii ożywionej, do czego się skłaniam), kwarantanna taka ma swoje ograniczenia. Nauka zakłada eksplorację nieznanego i eliminację białych plam na mapie, którą nasz gatunek rysuje od początku swego istnienia. Z kolei religia (jakakolwiek) taką potrzebę ma w pogardzie (dysponując jedną „odpowiedzią” na wszystkie pytania) i nie jest w stanie zrezygnować ze swojej podstawowej strategii przetrwania – bezwzględnej misyjności, nawracania niewiernych na siłę, agresywnego prozelityzmu, wykorzystującego wszelkie dostępne narzędzia ideologiczne, polityczne, ekonomiczne, a nawet militarne, jeśli tylko uzna je za możliwe i użyteczne. Oczekując od nauki (rozumu w ogóle) odstąpienia od analizy kłopotliwych i wstydliwych (bo ujawnionych i obnażonych) niespójności, idiotyzmów i moralnych mielizn swoich założeń, nie waha się udowadniać ich zasadności z użyciem narzędzi, które teoretycznie odrzuca, bo przynależą do magisterium przeciwnika. Na dodatek, narzędzi tych używa częściowo, wybiórczo, łamiąc zasady metodologii i logiki, wykorzystując przy tym naiwność i ignorancję tłumu, nad którym panuje od zarania cywilizacji. Mówiąc krótko, nawet obmierzły, znienawidzony Darwin może się przydać, jeśli tylko uda się wmówić ubogim duchem maluczkim, że Bozia zaprzęgła ewolucjonizm do swojej bryczki. Cel uświęca środki i uświęcać musi, jeśli chce się wchodzić z butami w każdą dziedzinę ludzkiego życia. Konfrontacja z rozumem staje się wtedy nieunikniona i, z przykrością przyznaję, że na większości frontów jest to dla niego walka przegrana. Przestrzeń neutralna praktycznie już nie istnieje, magisteriów nie daje się rozdzielić, zachodzą na siebie, i, jeśli tylko da się temu religijnemu ku temu okazję, natychmiast żarłocznie pochłania drugie, siejąc nietolerancję, ignorancję, zacofanie i totalitaryzm. […]

 

Taką zachłanność, zaborczość i absolutny autorytaryzm religii przyjmuje się na ogół z pełnym zrozumieniem, jako oczywistość, nie podlegającą dyskusji. W konfrontacji z nią, ludzie dobrowolnie wyzbywają się praw, których zaciekle bronią w innych okolicznościach. Raptem nie liczy się wolność wypowiedzi, równość wobec prawa, nietykalność osobista, zawieszeniu ulegają zasady logiki i demokracji. W obliczu domniemanej transcendencji (a raczej pełnej buty bezczelności i/lub przemocy jej funkcjonariuszy) ludzie stają bezwolni, z otwartymi ustami, jako żywe egzemplifikacje stereotypu wioskowego głupka. No, bo jak tu się sprzeciwić? Tradycji, rodzinie, księdzu, rabinowi, imamowi, narodowi? […]

 

Czytaj dalej »



Źródło:www.sites.google.com

 

                                     Piramida potrzeb wg A. Maslowa – z korektą na szczycie – wg P. Czarnka.

 

 

Dziś (11 września 2021 r.) rekomendujemy do lektury artykuł Natalii Waloch „Nowy czubek w edukacji. Czarnek zmienia piramidę Maslowa”, zamieszczony wczoraj na stronie „Gazety Wyborczej”. Dla zachęty proponujemy kilka jego fragmentów:

 

[…]

 

Minister Czarnek – o czym niestety wiemy – ma różne potrzeby, które realizuje za pomocą polityki, najczęściej z niekorzyścią dla dzieci oraz całych szkół. Na szczycie tych potrzeb jest ta dotycząca kontroli oraz propagandy. Według ministra dyrektorzy są tak niezborni oraz zepsuci lewackimi treściami, że postanowił przydzielić im żandarmów z kuratoriów, którzy będą pilnowali, czy aby w szkole nie dochodzi do bezeceństw takich jak np. wizyty aktywistów z pozarządówki, którzy mogliby skalać umysły i serca dzieci takimi rzeczami jak tolerancja, empatia czy szacunek dla odmienności.

 

Dniami i nocami ludzie resortu edukacji harują jak woły, żeby gdzie się da, przemycić do edukacji jedyną słuszną narrację, w której dziewczęta są cnotliwe, rozwody nie istnieją, a popołudnia spędza się na rodzinnym graniu w planszówkę, w której Jan Paweł II odmienia oblicze Ziemi.

Rok szkolny ledwie się rozpoczął, a w internecie już pojawiają się kwiatki z podręczników, jak opublikowany kilka dni temu wierszyk o cnotach niewieścich, w którym dziewczynka wyznaje, że jej życiowym marzeniem było być przez wszystkich lubianą, co osiągnęła dzięki byciu zawsze miłą i uśmiechniętą.

 

Potem w mediach społecznościowych pojawił się arkusz z konkursu polonistycznego, w którym uczniom polecano napisać SMS z pytaniem do JPII, a następnie odpowiedź od papieża „Uwzględniającą przesłanie prawdy i nadziei„. […]

 

Teraz mamy kolejną rewelację. W Czarnkowej szkole pojawiła się nowa, tuningowana wersja piramidy Maslowa. Oto w podręczniku do wiedzy o społeczeństwie dla podstawówek mamy znaną wszystkim piramidę potrzeb. […]

 

Czytaj dalej »



Screen z You Tube [www.youtube.com]

 

Tak gospodarz „Akademickiego Zacisza” – Roman Leppert –  zapraszał do udziału we wczorajszym (8 września 2021 r.) spotkaniu:

 

W kolejnym spotkaniu, odbywanym w ramach cyklu #wczorajprzeczytane, gościć będę osobę niezwykłą (nie ma w tym stwierdzeniu przesady) – Panią Agnieszkę Kuźbę.

.

Z wykształcenia i pasji od wielu lat czynna nauczycielka i pedagożka. Oprócz stanowiska nauczyciela przyrody i sztuki pełniła również wiele lat funkcję dyrektora dużego publicznego przedszkola podmiejskiego. Twórczyni pierwszej placówki niepublicznej dla dzieci w wieku przedszkolnym w 1996 roku, o nazwie Wyspa Skarbów w Kielcach, oraz edukacji psychologiczno – pedagogicznej dla Rad Pedagogicznych we współpracy z Urzędem Miasta Kielce.

 

Inspiratorka i mentorka dzieci, młodzieży i dorosłych w zakresie przyrody, sztuki, muzyki oraz animatorka czasu wolnego, trenerka twórczości integracji sensorycznej oraz Szkół dla Rodziców.

 

Absolwentka szkoleń i kursów psychoterapii dzieci i rodzin Polskiego Instytutu Psychoterapii Integratywnej. Liderka projektów Bezpieczne Gniazdo i Ruch w naturze. Organizuje warsztaty i wizyty studyjne dla nauczycieli obserwując praktyczne poczynania edukacyjne kolegów i koleżanek „po fachu”.

 

Poszukując odpowiedzi jak wygląda współczesne dzieciństwo i edukacja odwiedziła wielokrotnie 18 krajów Europy, kraje Bliskiego Wschodu, Afryki, 3 stany USA, Australię i Nową Zelandię oraz Indie, Chiny, Wietnam i Nepal. Przewędrowała pieszo 14 europejskich stolic, przyglądając się przestrzeniom publicznym wielkich miast dedykowanym dzieciom i obserwując działania na rzecz zrównoważonego rozwoju w Europie. Siała marchewkę na dachach Paryża, pieliła grządki w ogrodzie Parku Miejskiego w Madrycie, pracowała z nepalskimi dziećmi na polach kurkumy oraz uczestniczyła w ich lekcji historii.

 

Wnuczka przedwojennej guwernantki oraz leśnika i rolnika, mówi o sobie „kobieta podleśno-przypolno-nadrzeczna”. Organizuje konferencje i uczestniczy w konferencjach, szkoleniach, webinarach, dedykowanych jakości współczesnego dzieciństwa i edukacji oraz respektowaniu praw dziecka w XXI wieku. Jest czynnym członkiem Światowej Organizacji Wczesnego Dzieciństwa OMEP i Children&Nature Network, Partii Zieloni, jak również prezesem Fundacji Bezpieczne Gniazdo – Safe Nest, której jest założycielką. Popularyzatorka edukacji kontekstualnej oraz sojuszu idei i metod pedagogicznych.

 

W grupach przedszkolnych i szkolnych, które prowadzi stosuje podejście Reggio Emilia oraz zasady praw naturalnych Celine Alvarez. W ramach działań Fundacji realizuje ogólnopolski projekt Zielona Grządka, Ruch w Naturze i Zielona Godzina. Bada i raportuje jakie są możliwości polskich placówek edukacyjnych w zakresie przeciwdziałania deficytowi natury.

 

Jako prezes Fundacji i czynny nauczyciel publicznej placówki odwiedza wiele polskich i zagranicznych przedszkoli. Współpracuje z organizacjami dedykowanymi doskonaleniu nauczycieli na terenie całej Polski – nazywana „zieloną zarazą” i „panią od patyków”.

 

Pisze eseje o tematyce związanej z edukacją naturalną i zrównoważonym rozwojem, jak również wiersze, opowiadania oraz bajki dla dzieci i dorosłych. Standardy demokratyczne w edukacji oraz wczesna profilaktyka zespołu deficytu natury u dzieci i młodzieży zamieszkujących i uczących się na terenach wysoko zurbanizowanych są jej głównym celem.

 

Prywatnie mama dwóch synów, babcia pięciorga wnucząt 3-15 lat, ogrodniczka leśna, pasjonatka opery i baletu, poezji, wędrówek pieszych, psów i kotów oraz zero waste w domu i pracy zawodowej.

 

 

O edukacji naturalnej (i nie tylko) z Agnieszką Kuźbą, czyli „Panią od patyków” 

plik na You Tube (1 godz. 47 min.) – TUTAJ

 



Dzisiaj postanowiliśmy zaprezentować „wypisy z fejsbuka Wiesławy Mitulskiej”, czyli „Praktyczny poradnik, jak pracować z trzecioklasistami” – w odcinkach”:

 

1 września:

 

 

Źródło:www.facebook.com/wiesia.mitulska/

 

 

 

2 września

 

 

Rytuały porządkują dzień i pomagają budować drużynę.

 

W naszej klasie wypracowaliśmy sobie kilka rytuałów, a trzeci szkolny rok rozpoczęliśmy jednym z nich – rozmową w kręgu.

 

W kręgu każdy jest ważny, każdy może mówić albo nie mówić. Każdy ma nadzieję zostać wysłuchanym i ta nadzieja mocno wybrzmiała dzisiaj podczas nowego otwarcia.

 

Wszystkie nadzieje i plany, które zapisałam na tablicy pochodzą od dzieci. Nie ingerowałam w ich wypowiedzi i choć chciałabym, żeby te nadzieje stały się faktem, to w niektórych wypadkach może to być dla mnie trudne. Warunkiem powodzenia jest nasze wspólne działanie i wspólna odpowiedzialność.

 

Wierzę, że RAZEM damy radę.

 

Źródło: www.facebook.com/wiesia.mitulska

 

Czytaj dalej »



 

Jarosław Płuciennik – profesor zwyczajny w Katedrze Teorii Literatury Instytutu Kultury Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego. W latach 2012 – 2015 był prorektorem UŁ ds. jakości i programów kształcenia

 

 

Profesor Jarosław Płuciennik na swoim blogu  zamieścił dzisiaj (7 września 2021 r.) tekst, zatytułowany Prywatyzacja, sekciarstwo, partyjniactwo, którego treścią są poglądy Profesora na politykę, realizowaną przez Przemysława Czarnka w kierowanym przez niego ministerstwie. Tekst ten został, z niewielkimi zmianami, opublikowany także przez „Gazetę Wyborczą”.

 

Prywatyzacja, sekciarstwo, partyjniactwo

 

[…]

Opublikowano nowy sondaż Ibris na zlecenie Rzeczpospolitej. Na początku września (już po wybuchu sprawy uchodźców na granicy) IBRiS zapytał, jak Polacy oceniają działania premiera Morawieckiego oraz ministrów jego rządu.

 

 

Tabela według badania Ibris z 1-2 września za dziennikiem „Rzeczpospolita” 7 września 2021 r.

 

Przemysław Czarnek, Minister Edukacji i Nauki jest uważany za najgorszego członka tej ekipy obok takich person jak Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro i Jacek Sasin. Jednak źródła w Rzeczpospolitej, z której te badania Ibris pochodzi podają, że na odwołanie tych person nie ma żadnych szans. Raczej odejdą mało rozpoznawalni członkowie tego rządu.

 

Może czas już zacząć walić w bębny głośniej? Czarnek jest czystym wcielonym złem jako minister edukacji tak samo jak Ziobro czystym wcielonym złem jako Minister Sprawiedliwości. Obie te persony niszczą przestrzeń publiczną w Polsce. Czy Polacy pragną sprywatyzowanego, partyjnego sądu? Czy Polacy pragną sprywatyzowanej, partyjnej albo kościelnej edukacji w Polsce?

 

Czytaj dalej »



 

Wczoraj (6 września 2021 r.) Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu bardzo ważny tekst: „Zmiany w nadzorze pedagogicznym – dla niezorientowanych”. Jako ze jest on, co jest rzadkie w jego postach, niedługi – przytaczamy go bez skrótów. Z wyjątkiem „trzech prawd wg ks. Tischnera” – wszystkie pogrubienia czcionek i podkreślenie feagmentów tekstu – redakcja OE:

 

Ktoś niezwiązany zawodowo z systemem oświaty przeoczył zapewne wiadomość, że 30 sierpnia została podpisana nowelizacja rozporządzenia Ministra Edukacji i Nauki o nadzorze pedagogicznym. Spieszę więc donieść o tym ważnym wydarzeniu cytatem z oficjalnego komunikatu ministerstwa:

 

Zniesienie ewaluacji zewnętrznej, wewnętrznej i monitorowania jako form nadzoru pedagogicznego, które generują biurokrację szkolną, to główne założenia rozporządzenia podpisanego 30 sierpnia br. przez Ministra Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka. Dzięki tym zmianom nauczyciele nie będą obciążeni nadmiernymi obowiązkami biurokratycznymi.”

[Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/ (OE)]

 

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że pan minister jest bardzo aktywny w mediach, więc  z całą pewnością nie raz i nie dwa ogłosi publicznie, jako swój kolejny sukces, ulżenie biurokratycznej niedoli belfrów. Już w maju zapowiadał bowiem zmiany: „Mniej biurokracji, więcej pracy z uczniem i zdecydowanie większe wynagrodzenia”. No i proszę – zdaje się przebijać z urzędowego komunikatu – pierwsza obietnica spełniona!

 

Obawiam się, że osoby niezorientowane mogą przyjąć  to za dobrą monetę. Ba, nawet w gronie nauczycieli pojawiły się głosy, że to krok we właściwym kierunku. Chciałbym więc na użytek nieświadomych (oraz naiwnych) rzucić nieco światła na tę kwestię.

 

Przede wszystkim proszę przyjąć do wiadomości, że w zacytowanym powyżej komunikacie MEiN zawarte są trzy prawdy księdza Tischnera. Jest też istotne niedopowiedzenie.

 

Świento prawda, że rozporządzenie znosi ewaluację zewnętrzną, wewnętrzną i monitorowanie, jako formy nadzoru pedagogicznego. Tys prawda, że generowały one jakąś część szkolnej papierologii. G…o prawda, że dzięki tym zmianom nauczyciele „nie będą obciążeni nadmiernymi obowiązkami biurokratycznymi”. Wyjaśnienie tego ostatniego za chwilę, najpierw jednak o istotnym niedopowiedzeniu, którym jest brak w urzędowym komunikacie informacji, że rozporządzenie wzmacnia instytucję kontroli. Tymczasem właśnie ufundowanie całego systemu edukacji na kompletnym braku zaufania do ludzi i obawie przed kontrolą powoduje rozkwit biurokracji w placówkach oświatowych. Także z tego powodu twierdzenie, że nauczyciele będą mogli teraz poświęcić więcej czasu uczniom proponuję włożyć między bajki.

 

Przyjrzyjmy się zmianom, jakie wprowadził minister Czarnek. Zniesienie ewaluacji zewnętrznej, czyli  oceny placówek według jednolitego w całym kraju szablonu, to ostateczne pogrzebanie biurokratycznego misterium, rozwiniętego za pieniądze unijne jeszcze za poprzedniej władzy. Po wyschnięciu źródełka funduszy rzecz praktycznie znikła z oświatowego krajobrazu, więc trudno mówić o ulżeniu biurokratycznej mitrędze nauczycieli.

 

Zniesienie obowiązku ewaluacji wewnętrznej, czyli badania w każdym roku szkolnym przez zespół pedagogiczny samodzielnie wybranych  obszarów funkcjonowania swojej placówki, faktycznie ograniczy nieco nakład pracy, może nie całej rady, ale osób biorących udział w tej czynności. Podobnie jak likwidacja monitoringu, który w wydaniu dyrektora mógł dotyczyć różnych aspektów pracy, choć najczęściej realizacji podstawy programowej. Z tym ostatnim nauczyciele większości szkół radzili sobie ostatnio coraz mniejszym nakładem czasu, korzystając z możliwości  oferowanych przez dziennik elektroniczny. Zresztą nadal będą odnotowywać tematy i pozostaną odpowiedzialni za realizację podstawy, i nadal – w przypadku kontroli – będą musieli udowodnić, że tę podstawę realizują.

 

Czytaj dalej »



Jako że nie wszyscy czytający OE wiedzieli, albo wiedząc – nie mogli w niedzielę wieczorem zasiąść i wysłuchać – udostępniamy plik z nagraniem spotkania u Państwa Sowińskich na fanpage „Plan Daltoński” z profesorem Stanisławem Czachorowskim.

 

Oto jak to spotkanie było zapowiadane:

 

Jest nam niezmiernie miło zapowiedzieć pierwsze powakacyjne spotkanie z udziałem Profesora Stanisława Czachorowskiego. Może tytuł wyda Wam się zbyt jednoznaczny… ale co tam, jak wiecie raczej odnajdujemy dobro niż pastwimy się nad złem. Zobaczycie więc, oczywiście Ci z Was co do nas dołączą, o co nam z tymi robakami chodzi. A ponieważ na tych małych żyjątkach niespecjalnie się znamy, mamy eksperta, który nam wszystko wyjaśni, więc może i jakiś specjalny środek na te …. znajdziemy.

 

Poza tym zapytamy jak to teraz tak naprawdę jest na uczelniach, jaka rolę odgrywa wykładowca, a jaką student, i czy to wszystko na koniec udaje się zgrać. I jak z tym XXI wiekiem sobie radzimy a jak sobie radzą studenci?

 

Nasz Gość Prof. Stanisław Czachorowski to bloger od 2009 roku!

 

Oto co sam o sobie pisze:

Lubię wędrować i spotykać ludzi, także poprzez książki. Ciekawość świata daje mi energię do poszukiwań coraz to nowych. Malując butelki i słoiki staram się w maleńkim stopniu zmieniać świat na lepsze i piękniejsze, nadając wartość rzeczom wyrzuconym i z pozoru niepotrzebnym. Ale to tylko symbol, bo w podtekście idzie mi i o ludzi. Jestem Warmiakiem i interesuję się chruścikami (Insecta:Trichoptera). Jestem człowiekiem prowincji i z prowincji.[…]

 

 

Rozmowa Anny i Roberta Sowińskich z prof. Czachorowskim

„Jaki robak toczy edukację”? (1 godz. 14 min.)  – TUTAJ

 



 

Jeszcze jeden zaległy tekst z cyklu „Na początek roku szkolnego”. Tym razem z bloga Jarosława Blocha „Co z tą edukacją” – o wiele obiecującym tytule:

 

 

Strategia na przetrwanie

 

Ruszamy. Wokół oświaty znów zrobiło się gorąco, głównie za sprawą pomysłów ministra Czarnka, który więcej gada aniżeli robi. Całe szczęście, bo środowisko szkolne ma nadzieję, że na gadaniu się skończy. Parę kosmetycznych zmian w liście lektur i zapowiedź patriotycznych wycieczek, to nie są zmiany, które wiele wnoszą. Co innego zapowiedzi, te są szumne. Tyle że aby je zrealizować, trzeba mieć sprawną maszynkę do głosowania, która jak widzimy powoli się zacina. I całe szczęście, bo w  partii rządzącej oraz wśród jej przystawek, raczej większość się nie spieszy, by robić kolejną rewolucję w oświacie.

 

Można uogólnić, że od pierwszego września wchodzimy w nowy rok szkolny w oparciu o przepisy obowiązujące dotychczas. Nie licząc zmian mających bardziej uzależnić dyrektorów od widzimisię kuratoriów, zmian w edukacji domowej, większych korekt brak. To dobrze, bo zyskaliśmy rok spokoju. Jest to ważny rok, ponieważ rządzący powoli tracą kontrolę nad pożarami rozpalonymi w systemie podatkowym, w sądownictwie, gospodarce, a mając na głowie wysoką inflację i uchodźców na granicy z Białorusią, raczej nie powinni wzniecać nowego konfliktu i tworzyć kolejnych kłopotów z oświatą. Choć kto wie? Wszak logika nie jest mocną stroną tej władzy.

 

Trzymam kciuki za stagnację, bo zrealizowanie pomysłów Czarnka, szczególnie w kwestii podniesienia pensum i zmian w awansie spowodowałby wielki kryzys personalny. Młodzi już teraz niechętnie podejmują pracę nauczyciela, a o najlepszych w zawodzie możemy pomarzyć (pisałem o tym wiele razy). Niech się więc leniwie toczy szkolna rzeczywistość, Czarnek niech gada sobie o cnotach niewieścich i o wzmocnieniu rodziny na jedyną słuszną modłę, a my będziemy robić swoje, czyli uczyć zgodnie z kanonem nauki i wychowywać na ludzi. Gdyby wziąć sobie do serca wszystko co gadali przedstawiciele władzy i gdyby uwierzyć w propagandę TVP, to już teraz żylibyśmy w pisowskim raju. Ale mechanizm władzy oliwiony pieniędzmi oszczędzonymi przed 2015 rokiem i dotacjami z Unii Europejskiej, powoli się zacina. Kasa się kończy, a Europa traci cierpliwość. Ciemne chmury się zbierają. Kontrowersyjny Czarnek, który sprowadzi kolejny kryzys nie jest na rękę już chyba nikomu. Ot krzykacz dopieszczający radykalizmem swój elektorat. Ale wiemy, że krowa, która głośno ryczy, mało mleka daje.

 

Czytaj dalej »



 

 

Wczoraj, począwszy od godz. 20:00, przez ponad dwie godziny, na fejsbukowym profilu prof. Romana Lepperta oraz na Ypu Tube trwało pierwsze spotkanie z cyklu „akademickie zacisze”. Postanowiliśmy zachęcić tych wszystkich czytających OE, którzy o tym nie wiedzieli, albo z różnych powodów nie mogli tej wymiany myśli wysłuchać, aby jednak znaleźli czas i w dogodnej dla siebie porze obejrzeli i wysłuchali nagrania tego dwugłosu przedstawicieli dwu pokoleń polskich pedagogów akademickich – współautorów książki o pobudzającym uwagę tytule Uwolnić szkołę od systemu klasowo-lekcyjnego”: profesora Bogusława Śliwerskiego i jego doktoranta – doktora Michała Palucha.

 

 

Oto zapowiedź tego pliku ze strony You Tube:

 

Pierwsze spotkanie drugiego sezonu „akademickiego zacisza”, z cyklu #wczorajprzeczytane poświęcone będzie książce „Uwolnić szkołę od systemu klasowo-lekcyjnego”, której autorami są Profesor Bogusław Śliwerski i Doktor Michał Paluch (Oficyna Wydawnicza IMPULS, Warszawa 2021). Książkę rozpoczynają następujące słowa:

 

Nie pisalibyśmy tej książki, gdybyśmy byli przekonani, że rozwój polskiej edukacji zmierza w dobrym kierunku. Niestety, już nawet najlepsi nauczyciele, najbardziej oddani kształceniu dzieci i/lub młodzieży mają poczucie straconych kilkudziesięciu lat własnej pracy, zaangażowania i poświęcenia. Uczniom szkoła kojarzy się z nudą, straconym czasem, poczuciem bezsensu, promowaniem konformizmu i oportunizmu. Są też tacy, którzy przywykli traktować szkołę jako konieczność, którą trzeba zaliczyć i szybko o niej zapomnieć. Poczucie bezsilności towarzyszy również rodzicom, którzy pytając swoje dzieci o to, co było w szkole, często słyszą – jakże wymowne – NIC!”

 

 

Z Profesorem Bogusławem Śliwerskim i Doktorem Michałem Paluchem o uwalnianiu szkoły

  plik You Tube (2 godz. 03 min) TUTAJ

 



 

 

Gdy w szkołach trwają uroczystości inauguracji nowego roku, gdy witani są pierwszoklasiści – my proponujemy lekturę tekstu Tomasza Tokarza – niechaj stanowi zaczyn nauczycielskich działań na ten nowy, pełen zagrożeń, rok…

 

Tęsknię, aby edukacja była postrzegana po prostu jako wartościowa usługa (mam coś co Ci się może przydać, jeśli chcesz mogę Ci pomóc w rozwoju). Usługa, która jest solidnie opłacana, bo jest przydatna i autentycznie wzbogacająca.

 

I oczywiście dobrowolna.

 

Wybieram nauczyciela, który najlepiej odpowiada na moje potrzeby, interesy, pasje, kompetencje i aspiracje.

 

Kiedy czytam te apele do nauczycieli, że decydują o losach świata (i z chaotycznego zbioru atomów tworzą człowieka) to wygląda mi raczej na jakąś samozwańczą misję zakonu zbawienia.

 

Która służy chyba głównie redukcji dysonansu poznawczego (mało płacą, uczniowie z własnej woli niekoniecznie chcą się tego uczyć, to będziemy sobie szukać uzasadnień mistycznych).

 

Ludzie uczą się samodzielnie, nauczyciel może wspierać ale nie jest kreatorem światów.

 

Ludzie tworzą samych siebie – nauczyciel może być towarzyszem rozwojowej podróży – to w samo w sobie już jest dużo.

 

Ja postrzegam moje zadanie bardziej przyziemnie – mogę Ci podpowiedzieć, jakimi drogami warto iść, aby docierać do miejsc, które Ci służą. Jeśli jesteś zainteresowany pójdźmy razem kawałek drogi…

 

I tyle…

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE