Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Na portalu EDUNEWS, pod zakładką <Szkoły>, jego redaktor naczelny Marcin Polak zamieścił swój tekst pt. Jak przestrzeń może wspierać pracę nauczycieli w klasie?”  Oto jego obszerne fragmenty:

 

Foto: www.edunews.pl

 

Przestrzeń sali lekcyjnej może rzeczywiście być „trzecim nauczycielem” (pod pewnymi warunkami), o czym pisał już w swoich pracach Loris Malaguzzi włoski pedagog i współtwórca metody nauczania Reggio Emilia. Podobnie, pomocna dla nauczyciela może być też przestrzeń wspólna szkoły, w której można w trakcie zajęć zrealizować jakieś elementy lekcji metodami aktywnymi. Stosunkowo dużo czasu spędzamy w szkołach na dekorowaniu klas i wspólnych przestrzeni. Może moglibyśmy więcej czasy poświęcić na zastanowienie się, jak wykorzystać tę przestrzeń, aby rzeczywiście wspierać proces uczenia się uczniów w szkole.

 

Ponowne przemyślenie procesu nauczania i uczenia się pod kątem tego, jak uczniowie będą się uczyć, w konsekwencji rodzi pytanie o środowisko fizyczne, w którym na co dzień pracujemy. Paradoksalnie – każdy wyobrazi tu sobie, że przecież w „starych” szkołach się nie da nic zrobić z tą przestrzenią. Że nie będą nigdy tak ładne jak te w nowych budynkach. Że są to odrębne cele, w których zamyka się nauczyciel z uczniami i w tych pomieszczeniach nie da się nic więcej wymyśleć. To nieprawdziwe założenie, jeśli przyjąć założenie, że środowisko uczenia się powinno być kształtowane w szkole tak, aby jak najlepiej wspierać interakcje nauczycieli i uczniów podczas lekcji. Jeśli zależy nam tylko na „przelaniu” wiedzy w formie wykładu, być może przestrzeń będzie miała mniejsze znaczenie. Jeśli chcemy uczyć także kompetencji kluczowych (albo wręcz tzw. superkompetencji 4K: krytyczne myślenie komunikacja, kooperacja, kreatywność) – przemyślenie przestrzeni, w której się znajdujemy będzie kluczowe (z wszystkimi plusami i minusami…). Wspieranie nauki opartej na współpracy będzie trudne w klasie z rzędami ławek ustawionymi przodem do tablicy. Choć z drugiej strony niemal każdy nauczyciel wie, jak trudno jest zwrócić na siebie uwagę uczniów siedzących w grupach.

 

Czytaj dalej »



W najnowszym numerze „Głosu Nauczycielskiego” można przeczytać wywiad z dyrektorem Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi. Oto fragmenty zapisu tej rozmowy:

 

Foto: www.glos.pl

 

Marcin Józefaciuk – dyrektor Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi, człowiek dwu pasji: pracy z młodzieżą i… dłuuugiego biegania.

 

 

Łatanie” planu lekcji w szkole. Dyrektor Marcin Józefaciuk:

Uczniowie zamiast lekcji fizyki mają geografię

 

 

Z Marcinem Józefaciukiem, dyrektorem Zespołu Szkół Rzemiosła im. Jana Kilińskiego w Łodzi, rozmawia Katarzyna Piotrowiak

 

Czy z powodu braku nauczycieli prawo do nauki może być zagrożone, jak alarmuje RPO? Jak to wygląda z perspektywy Waszej szkoły?

 

Prawo do nauki już jest zagrożone. Mamy pierwsze tygodnie nauczania stacjonarnego, a plan lekcji ciągle jest „łatany”. Jeśli zatrudniamy nauczyciela emerytowanego, nowego nauczyciela czy specjalistę zawodowego, to często musimy zmienić plan pod tę osobę. Inni nauczyciele też zaczynają tego wymagać. Kłopot polega na tym, że nauczycieli jest za mało, żeby domknąć plany lekcji, a kiedy jeden z nich musi coś pilnie załatwić, to bierze urlop bezpłatny i wypadają lekcje, bo nie zawsze mamy komu dać zastępstwo. Coraz częściej zdarza się, że nauczyciele rezygnują z pracy w trakcie roku szkolnego. Jedna z nauczycielek zrezygnowała zaraz na początku września.

 

 

MEiN twierdzi, że obecna sytuacja kadrowa nie odbiega od tej sprzed lat…

 

Jest jeszcze za wcześnie, by ministerstwo mogło mówić o sytuacji kadrowej w szkołach. W SIO nie znajdziemy wszystkich danych. Te z września to są nadal szczątkowe dane. Dopiero w październiku będzie można ocenić sytuację, podać, ile jest wakatów, a ile osób otrzymało godziny ponadwymiarowe.

 

 

Ilu nauczycieli realizuje ponadwymiarówki w Waszej szkole?

 

Czwarty rok jestem dyrektorem i mogę powiedzieć, że ten temat wywołuje różne komentarze. Z jednej strony staram się trochę „ugłaskać” nauczycieli dodatkowymi godzinami, z drugiej jest coraz więcej takich osób, które „muszą” je wziąć, bo inaczej nie miałby kto uczyć. Przed laty tych godzin ponadwymiarowych mieliśmy trzy – cztery w tygodniu plus jeszcze zastępstwa.W tym roku mam kilkunastu nauczycieli realizujących od 1,3 do 1,5 etatu. Osoby bez nadgodzin to głównie wuefiści, pedagog, psycholog i ja sam, bo nie mogę ich mieć jako dyrektor szkoły, podobnie zresztą jak inni nauczyciele pełniący funkcje kierownicze – wicedyrektorzy oraz kierownik kształcenia praktycznego.

 

 

Zespół Szkół Rzemiosła to specyficzna szkoła. Jak duże są braki kadrowe?

 

Na chwilę obecną brakuje nam nauczyciela instruktora jazdy ciągnikiem, a także nauczyciela instruktora jazdy konnej. Nie mamy też fizyka. Uprzedzając pani pytanie, powiem, że poradziłem sobie z tym brakiem, zmieniając ramowy plan nauczania. Przydzieliłem niektórym klasom więcej geografii, a fizykę przerzuciłem na następne lata. Mogę to zrobić, więc skorzystałem z takiej możliwości. Nie miałem innego wyjścia. Moja matematyczka, która prowadzi także zajęcia z optyki, wzięła tylko kilka dodatkowych lekcji z fizyki. Już ma półtora etatu. To są rozwiązania na teraz. W następnym roku szkolnym fizyk będzie potrzebny na cały etat, nie wiem, jak poradzi sobie z tym wszystkim nowy dyrektor szkoły.

 

Jako to nowy dyrektor?

 

Kończę kadencję.

 

 

I nie chce Pan już być dyrektorem szkoły?

Zobaczymy. Coraz bliższy jestem tej decyzji, żeby już nie startować na kolejną kadencję. Wracając do fizyka. Szukam go trzeci rok. Miałem wcześniej fizyka, też emerytowanego, który wcześniej pracował w gimnazjum. Zgodził się mimo problemów ze zdrowiem. Całkiem dobrze radził sobie w czasie pandemii, wręcz można powiedzieć, że nauczanie zdalne było w jego sytuacji lepszym rozwiązaniem. Niestety, nie mógł wrócić we wrześniu. Zdrowie…[…]

 

 

Dyrektor szkoły, do tego anglista, informatyk, wuefista. Może należałoby zapytać, czego Pan jeszcze nie uczył?

 

Uczę jeszcze etyki… Ta lista to po części efekt zainteresowań, a po części konieczności. Ktoś musi uczyć, kiedy są braki kadrowe. Dodatkowych kwalifikacji z fizyki nie zrobię, bo nie jestem ścisłowcem. Przyszłość jest niewiadoma. Obawiamy się jej. Kiedy był spokój, trochę stabilizacji, wtedy widzieliśmy przyszłość. Obecnie nie mamy zielonego pojęcia, co nas czeka. […]

 

 

A co Pan odpowiada, kiedy ktoś chce wiedzieć, czym się Pan zajmuje?

 

Mówię, że jestem nauczycielem i jestem z tego dumny. Ale nie podoba mi się sposób traktowania nauczycieli w moim kraju. Nauczyciele dają z siebie wszystko. Proszę zobaczyć, co porobiło się przez ostatnie lata. Pandemia nieco zmieniła ten negatywny odbiór społeczny, kiedy rodzice weszli w buty nauczyciela. Mam nadzieję, że będą nas teraz bardziej rozumieć.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

Są to fragmenty wywiadu opublikowanego w „Głosie Nauczycielskim” nr 39 z 29 września br. Całość – w wydaniu papierowym i elektronicznym TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.glos.pl

 

 



Foto: www.publicystyka.ngo.pl

 

Dr Jędrzej Witkowski – prezes zarządu Centrum Edukacji Obywatelskiej

 

 

Dziś proponujemy lekturę tekstu dr Jędrzeja Witkowskiego – prezesa Zarządu Fundacji Centrum Edukacji Obywatelskiej, zamieszczonego 6 października 2021 r. na podstronie < Blogi > portalu Centrum Edukacji Obywatelskiej, zatytułowanego „Wizja szkoły na przyszłość, której nie znamy”.

 

Tekst został pierwotnie opublikowany w raporcie „Szkoła ponownie czy szkoła od nowa? Jak wygląda powrót do edukacji stacjonarnej?”, który powstał we współpracy i przy wsparciu zespołu Centrum Edukacji Obywatelskiej.

 

Zamieszczamy jedynie fragmenty tej publikacji, odsyłając w celu zapoznania się z całym tekstem do źródła:

 

Jeśli obecny kryzys ma stać się szansą do wyobrażenia polskiej szkoły na nowo, potrzebujemy wszyscy poważnej rozmowy, jaka edukacja może dobrze służyć wszystkim młodym ludziom w przyszłości i do jakiej szkoły naprawdę warto wracać. Eksperci i ekspertki zgadzają się, że podstawą do myślenia i rozmowy o szkole na nowe czasy powinny być: tradycyjne, sprawdzone i mocno zakorzenione w systemie podejścia, innowacyjne praktyki i wyniki badań edukacyjnych oraz wnioski z okresu edukacji zdalnej (Fullan, 2020). Jesteśmy przekonani, że w rozmowie o przyszłości szkoły powinniśmy wziąć udział wszyscy. Warto wsłuchiwać się w głos uczniów i uczennic, nauczycielek i nauczycieli, dyrekcji szkół, rodziców, ekspertów edukacyjnych i władz oświatowych.

 

Poniżej opisujemy, do jakiej szkoły warto wracać według Centrum Edukacji Obywatelskiej. Wizję tę formułujemy na podstawie wielu lat doświadczeń pracy z tysiącami szkół, bacznej obserwacji i analizie ostatniego roku, ostatnich tygodni i dni oraz wniosków z badań, które podpowiadają, jak tworzyć szkoły możliwości dla naszych dzieci.

 

 

TEZA 1: Znajdźmy nową równowagę priorytetów: budowania podmiotowości, dostarczania wiedzy, rozwijania kompetencji

 

Dziś szkoła skupiona jest na wiedzy przedmiotowej i wąsko rozumianych umiejętnościach przedmiotowych. Pozostałe elementy są w szkole obecne w sposób dalece niewystarczający lub pojawiają się w niej tylko teoretycznie. Potrzebujemy nowej równowagi priorytetów szkoły – dostarczania wiedzy, rozwijania kompetencji i budowania podmiotowości młodych ludzi (Fadel i in., 2015). […]

 

 

Wiedza. Szkoła powinna przekazywać wiedzę, która wyjaśnia otaczający nas świat, pozwala młodym ludziom go zrozumieć w jego złożoności i samodzielnie go poznawać również po lekcjach.

 

Kompetencje. Szkoła powinna rozwijać kompetencje ogólne, które pozwalają młodym ludziom skutecznie funkcjonować w szkole i dorosłym życiu. Warto, aby uczyła samodzielnego myślenia, współpracy, rozwiązywania problemów, empatii, zarządzania sobą i uczenia się.

 

Podmiotowość i wspólnotowość. Szkoła powinna w ramach działań wychowawczych budować poczucie własnej wartości, skuteczności i sprawstwa młodych ludzi, ich poczucie przynależności do wspólnoty i odpowiedzialności za nią.

 

 

TEZA 2: Spójrzmy na całość szkolnego doświadczenia, zadbajmy o dobrostan

 

Czytaj dalej »



Szukając kompleksowego opracowania, którego przedmiotem byłby polski system szkolny, natrafiliśmy na tekst sprzed dwu lat, który został opublikowany w numerze 4 (89) 2019 czasopisma e-mentor.

 

Na stronie tego, wydawanego przez Szkołę Główną Handlową w Warszawie oraz Fundację Promocji i Akredytacji Kierunków Ekonomicznych,czasopisma naukowego zamieszczono obszerny tekst dwu autorek: Barbary Kurowskiej i Kingi Łapot-Dzierwy, zatytułowany „Tradycyjna czy twórcza – jaka jest polska szkoła?”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

Abstrakt

Współczesna szkoła ciągle narażona jest na krytykę różnych grup społecznych. Co leży u podstaw niezadowolenia i które aspekty jej funkcjonowania są negatywnie oceniane? By dowiedzieć się, jaki jest wizerunek polskiej szkoły, czy bliżej jej do tradycyjnej czy twórczej, przeprowadzono badania sondażowe wśród przyszłych nauczycieli oraz przeanalizowano publikacje prasy codziennej, blogi i portale internetowe, przeznaczone dla rodziców, w których pojawiały się treści dotyczące współczesnej szkoły. Z przeprowadzonych wywiadów i analizy treści zamieszczanych w mediach wyłania się obraz szkoły bardziej tradycyjnej, niż twórczej. Szkoły, która przekazuje wiedzę, a nie kształtuje umiejętności i postaw. Takiej, w której brak indywidualnego traktowania ucznia, w której nie bierze się pod uwagę jego zainteresowań i potrzeb a dąży do realizowania tego, czego chce nauczyciel oraz regulujące jego pracę podstawy programowe. Szkoły pełnej biurokracji i ciągle zmieniających się przepisów. Takiej, w której nie ma miejsca na twórczą aktywność i kreatywność, gdyż ważniejsze jest terminowe realizowanie programu nauczania. […]

 

Działalność współczesnej szkoły nie może być skierowana na uzyskanie „produktu standardowego” (Schulz, 1996, s. 18), przekazanie wszystkim uczniom tych samych wiadomości, ukształtowanie u nich tych samych umiejętności, bez względu na ich indywidualne cechy, zainteresowania i oczekiwania. Rozwijanie kreatywności i stymulowanie aktywności twórczej dzieci i młodzieży, wychowanie człowieka innowacyjnego, potrafiącego prowadzić twórczy styl życia, to kluczowe działania niezbędne, by przygotować uczniów do sprostania wyzwaniom XXI wieku (Denek, 1999, s. 14-15; Szmidt, 2007, s. 232). Czy współczesna szkoła, w swej obecnej postaci, jest w stanie zrealizować te zadania? […]

 

 

Dlaczego dzisiejsza szkoła nie bywa twórczą?

Współczesny system szkolnictwa krytykowany jest niemal przez każdego: uczniów, rodziców, a nawet nauczycieli. Krytyka ta sprowadza się m.in. do kwestii braku atrakcyjności szkoły dla uczniów, przedmiotowego ich traktowania, wyobcowania społecznego, niedofinansowania szkół, niskich kwalifikacji nauczycieli, przeładowanych programów (co niesie za sobą konieczność spędzania przez uczniów coraz większej ilości czasu na nauce w szkole i poza nią), narastającej biurokracji. Jak twierdzą Krzysztof Szmidt i Edward Nęcka: „wszystko to rodzi wizję szkoły jako niepokojącego mrowiska, bez perspektyw rozwojowych, mało implikatywnego i wyrażanego mało kreatywnym językiem” (za: Barska, 2012, s. 54). W takiej przestrzeni nie dziwi nagradzanie szybkości myślenia kosztem refleksyjności, powrót koncepcji szkoły, która nie uczy, jak się uczyć, a premiuje te standardowe wytwory uczniów, które poddają się łatwej i bezdyskusyjnej ocenie (Barska, 2012, s. 54).

 

Dlaczego współczesna szkoła nie bywa szkołą twórczą? Może jest to związane ze zbytnią koncentracją nauczycieli na realizacji programu, z brakiem czasu na innowacyjne działania, ze sztywnym rozumieniem autorytetu nauczyciela, ze słabą orientacją nauczycieli w możliwościach i zdolnościach swoich wychowanków, z wyróżnianiem za dobre i wierne odtwarzanie treści programowych? Może z dążeniem nauczycieli głównie do przekazywania wiedzy gotowej, obiektywnej, encyklopedycznej, czego konsekwencją jest brak zaangażowania uczniów, niechęć do kreatywnego myślenia i dochodzenia do mniej oczywistych koncepcji. Bogusław Śliwerski, zwracając uwagę na cztery grupy błędów współczesnej edukacji i towarzyszących im negatywnych zjawisk, podkreśla zły system kontroli i oceniania powodujący, że szkoły „stają się niedowartościowanych jednostek, osób o zaniżonej samoocenie, lekceważących w następstwie tego procesu znaczenie zdobywania wiedzy” (Śliwerski, 2008,s.37). […]

 

 

Współczesna szkoła z perspektywy studentów kierunków pedagogicznych

Oprócz wizerunku szkoły kreowanego przez media, istotny jest również sposób jej postrzegania przez samych nauczycieli, gdyż to oni w dużej mierze są jej twórcami. By poznać opinie nauczycieli i przyszłych nauczycieli na temat współczesnej szkoły, przeprowadzono badania sondażowe wśród 60 studentów kierunku pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna II roku studiów magisterskich uzupełniających, stacjonarnych i niestacjonarnych. Wśród badanej grupy 38 osób było już czynnymi zawodowo nauczycielami, pozostałe deklarowały chęć podjęcia pracy w zawodzie od razu po zakończeniu studiów. […]

 

Czytaj dalej »



Foto: AKPA /MWMedia[www.fakt.pl/kobieta]

 

Edyta Pazura

 

 

Na portalu mama:DU zamieszczono w środę (6 października 2021r.) tekst, którego tytuł wystarczy za jego reklamę: „Jeden wielki bajzel”. Edyta Pazura nie kryła frustracji po odebraniu córki ze szkoły”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

Edyta Pazura w swoich mediach społecznościowych stara się nie lukrować macierzyństwa. Tym razem napisała post, w którym ze szczerością opowiedziała, co myśli o polskim systemie edukacji. Już wcześniej zamieściła zdjęcie przemęczonej córki, która zasnęła w samochodzie podczas powrotu ze szkoły.

 

Edyta Pazura znana jest ze swojego dystansu do rzeczywistości, stara się też nie upiększać macierzyństwa. Tym razem postanowiła podzielić się z fanami tym, że martwi się o swoją córkę. Uważa że dzieci są za bardzo obłożone nauką i mają za dużo obowiązków.

 

 

Wszyscy są sfrustrowani

 

Wczoraj padł FB i Instagram, a ja czekam aż padnie to… Nasz system edukacji, w którym są sfrustrowane dzieci, sfrustrowani nauczyciele i jeszcze bardziej sfrustrowani rodzice. Tragedia zbliża się wielkimi krokami, brakuje już psychologów, a niektórzy rodzice zamiast wspierać dziecko w ciężkich chwilach, na oceny poniżej 4 reagują histerią i wzywają nadzwyczajny, rodzinny szczyt G8, aby udzielić dziecku korepetycji” – pisze w swoim poście na Instagramie Edyta Pazura.

 

Dodaje, że prawda jest taka, że jeżeli pół klasy dostaje 1 to oznacza, że rolą nauczyciela jest nadrobić z dzieciakami materiał.

 

Problem polega na tym, że nauczyciele mają związane ręce, bo muszą pędzić z materiałem szybciej niż Struś Pędziwiatr i Kojot w jednym. Z materiałem, który w dużej mierze mógłby być przerabiany w klasach profilowanych, a nie 4,5,6 czy 7 podstawówki.

 

Kolejni ministrowie, którzy nie widzą jak topi się góra lodowa i nadal zajmują się cnotami niewieścimi, odbieraniem funduszy na telefon zaufania i innymi ‘pierdoletami’ (…). To zamknięte koło: dziecko, rodzic, nauczyciele. Wszystkie te trzy podmioty są wierzchołkami trójkąta w środku którego znajduje się jeden, wielki bajzel„– pisze w dalszej części postu Pazura.

 

Pod postem pojawiło się mnóstwo komentarzy. Rodzice przyznawali, że mają takie same odczucia i są przerażeni samopoczuciem swoich dzieci.[…]

 

 

 

Cały tekst, w tym oipinie rodzicow – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.mamadu.pl

 



 

I tym razem autor bloga Eduopticum – Robert Raczyński – nas nie zawiódł. W zamieszczonym w niedzielę                 (3 października) poscie dał kolejny dowód swej elokwencji i erudycji. Z resztą – przekonajcie się sami.

 

Zapraszamy do lektury – najpierw fragmentów, ale później całości na blogu:

 

 

Martyrologia filistrów

 

Mój poprzedni wpis był nieco retrospektywny i ogólny, a traktował po części o zjawisku, którego bardziej szczegółowy aspekt chciałbym przedstawić dzisiaj. Rzecz będzie o uwielbieniu do własnej martyrologii (a właściwie o aberracji w jej postrzeganiu) i jego nowej odsłonie – przewidzianej, zapowiedzianej i implementowanej traumie covidowej w polskiej szkole.

 

Przed zewnętrznym obserwatorem (którego od czasu do czasu, dla higieny psychicznej, udaję), ciężko jest raczej ukryć fakt, że spora część naszego społeczeństwa lubi sobie oficjalnie pocierpieć i chciałaby mieć wtedy jakąś publiczność. Właściwie nikt nie miałby nic przeciwko, gdyby głęboką empatię i uznanie przez taką widownię okazywane, dało się uzyskać bez konieczności organizowania nieudanych rezurekcji i ekshumacji ofiar katastrof lotniczych, ale nie ma tak łatwo. Autentycznym bólem jest fakt, że o publiczność, nie tyle ekscytującą się płynącą rynsztokiem krwią, co wyrażającą współczucie dla ciężko pokrzywdzonych przez obojętny rozmaitym „wartościom” los, jest już dziś bardzo trudno. Ludzie mają po prostu wystarczająco dużo własnych, realnych problemów, a przede wszystkim rzadko bywają tak zakompleksieni i przewrażliwieni na swoim punkcie, jak moi rodacy. Na uznanie rozmaitych zaszłych racji moralnych, owacje na stojąco i wsparcie międzynarodowej opinii publicznej nie mamy więc w takich sytuacjach co liczyć. Zwłaszcza, że w tym naszym narodowym sporcie, lubimy wyręczać się zawodnikami rezerwowymi, najchętniej dawno zmarłymi, a w ostateczności pokoleniami, które, według ugruntowanej opinii, „głosu nie mają”.

 

Właśnie domniemana martyrologia najmłodszych pokoleń doby Internetu bardziej mnie dziś zajmuje, bo w kwestii polityki historycznej mam jedynie do zadeklarowania głęboką wdzięczność wszystkim, którzy przyczynili się do umożliwienia mi egzystencji w wolnym kraju i zagwarantowania prawa do wypowiadania się – życie na wieczny kredyt, zaciągnięty pod zastaw wyklętych zwłok, bohaterskich trumien, pomników słusznych i niesłusznych oraz innych rekwizytów teatru manipulacji zupełnie mnie nie interesuje. Jeszcze bardziej (choć pewnie mniej świadomie) niezainteresowani są młodzi ludzie, na których tą wieczną akademię ku czci wygranych bitew, a przegranych wojen znów usiłuje się wymusić. […]

 

Czytaj dalej »



 

Po ponad miesięcznej przerwie, Jarosław Bloch zamieścił w minioną niedzielę (3 października 2921 r.) na swoim blogu „Co z tą edukacją” post, zatytułowany Dla kogo ta szkoła?”. Oto ten tekst – wyróżnienia jego fragmentów podkreśleniami i pogrubioną czcionką – redakcja OE:

 

Partia rządząca poprzez kuratoria dokonuje zamachu na niezależność szkół. Jeśli pomysły na nową rolę kuratoriów przejdą, to po szkołach przyklasztornych w średniowieczu, będziemy mieć w XXI wieku szkoły przypartyjne. Oczywiście wszystko to w typowym dla jaśnie rządzących stylu – czyli skoro rodzic ma mieć większy wpływ na wychowanie i światopogląd dziecka, więc… Kuratorium pokaże rodzicom jak mają swoje dzieci wychowywać i jaki mają mieć światopogląd. Nadchodzi epoka jedynych nieomylnych.

 

Jako nauczyciel chciałbym mieć jak najwięcej do powiedzenia w szkole. Rozumiem jednak, że szkoła nie jest dla nauczycieli, jest dla uczniów. Ja jestem tylko wynajętym najemnikiem, który powinien swoją robotę wykonać najlepiej jak potrafi. Jak mówi stare chińskie przysłowie – Nauczyciel otwiera drzwi, ale to od ucznia zależy czy chce przez nie przejść. Dzisiejsza władza poprzez zmiany w powoływaniu i odwoływaniu dyrektorów, poprzez zawłaszczanie decyzji czego i od jakich organizacji pozarządowych mają się uczyć dzieci, nie otwiera drzwi. Ona kopniakiem w dupę spycha dzieci do rynny, jak w aquaparku, polecą w dół bez możliwości wyboru, bo droga jest jedna, a na jej końcu wpadną z hukiem do basenu wypełnionego jedynym słusznym ładem…

 

Czytaj dalej »



 

W minioną sobotę (2 października) Jarosław Pytlak podzielił się z czytelnikami swojego bloga – jak zwykle – bardzo trafnymi spostrzeżeniami i refleksjami o dezintegracji środowiska szkolnego. Uczynił to, jak przystało na praktyka, w oparciu o opisany „indywidualny przypadek”.

 

Jako że – tym razem nietypowo – jest to niezbyt długi tekst, zamieszczamy go bez skrótów. Zachęcamy także do wejścia na stronę „Wokół Szkoły” i przeczytania zamieszczonych pod tekstem komentarzy. Informujemy, że wyróżnienia fragmentów przytoczonego tekstu podkreśleniami lub pogrubioną czcionką to dzieło redakcji:

 

 

Anatomia konfliktu w szkole

 

Stali czytelnicy mojego bloga orientują się zapewne, że jeśli chodzi o perspektywy polskiej edukacji jestem pesymistą. To moje czarnowidztwo wręcz pogłębia się z czasem. I tak w wywiadzie, który ostatnio pani redaktor Beata Igielska przeprowadziła ze mną dla tygodnika „Przegląd” (ukaże się 4 października), pomimo nalegań dziennikarki nie wskazałem choćby jednego źródła nadziei na przyszłość. Ku jej ogromnemu żalowi, nie i już! Taka moja postawa po części bierze się oczywiście z obserwacji działań pana ministra Czarnka, który twórczo kontynuuje dzieło zniszczenia, rozpoczęte przez jego poprzedników. Ale gdyby to była tylko kwestia złej władzy, można by mieć nadzieję na zmianę w kolejnym rozdaniu politycznym. Uważam jednak, że to nie wystarczy. Środowisko szkolne uległo w ostatnich latach takiej dezintegracji, że nawet mądre zmiany w prawie nie przywrócą jakiej-takiej harmonii w społecznościach szkolnych, złożonych z depresyjnych uczniów, targanych emocjami rodziców oraz sfrustrowanych i zmęczonych nauczycieli. Zresztą te określenia można przypisać wszystkim trzem grupom wymiennie.

 

Obraz owej dezintegracji jest oczywiście bardzo zróżnicowany, w zależności od placówki, ale jeden z jej przejawów, konflikt pomiędzy rodzicami i nauczycielami, może pojawić się właściwie wszędzie. Wciąż rośnie rzesza rodziców niezadowolonych z tego, co oferuje dzieciom szkoła, oraz nauczycieli narzekających na nadmierne oczekiwania oraz niewydolność wychowawczą domu. Przy takim nastawieniu obu stron o konflikty bardzo łatwo, a te nie tylko psują atmosferę, ale także powodują mniej oczywiste skutki, np. wzrost szkolnej biurokracji.

 

Naszkicuję tutaj pokrótce mechanizm takiego konfliktu, nie posługując się autentycznym przykładem, ale kompilacją doświadczeń własnych, moich znajomych, a także relacji, których wiele pojawia się w internecie.

 

Oto w klasie, dajmy na to, trzeciej szkoły podstawowej, pojawia się agresywny uczeń. Problem nabrzmiewa. Kolejne dzieci są obiektem ataku – tego popchnie, tej podstawi nogę, inną uderzy. To etap nauczania zintegrowanego, więc wychowawca na ogół jest z klasą i stara się interweniować, niestety z marnym skutkiem. Perswazja nie działa, niewielki zasób środków dyscyplinujących również, próba okiełznania agresji przez przytulanie także nie przynosi efektu. Pół biedy, jeśli zachowanie ucznia znajduje wytłumaczenie w posiadanym przez niego orzeczeniu o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Być może zapisano w nim zalecenie zatrudnienia nauczyciela-cienia, którego obecność łagodzi problem, choć nie zawsze go rozwiązuje. Gorzej, jeśli dziecko nie ma żadnej opinii psychologicznej, a już zupełnie źle, jeśli dodatkowo jego rodzice nie widzą problemu. Nauczyciel wtedy musi polegać na swoim doświadczeniu i wyczuciu, co zazwyczaj bywa niewystarczające.

Czytaj dalej »



Foto:www.v-lo.krakow.pl

 

Grażyna Zagórny – nauczycielka V LO w Krakowie, współtwórczyni ruchu Protest z Wykrzyknikiem.

 

 

Na portalu dla rodziców i nauczycieli „Miasto pociech” zamieszczono wczoraj (1 października 2021 r.) zapis wywiadu, jaki Anna Kolet-Iciek przeprowadziła z z Grażyną Zagórny, nauczycielką języka angielskiego w V LO im. Augusta Witkowskiego w Krakowie, współtwórczynią ruchu Protest z Wykrzyknikiem.

 

Oto fragmenty tego wywiadu i link do pełnej wersji:

 

Anna Kolet-Iciek, miastopociech.pl: Kilka dni temu w mediach społecznościowych napisała pani, że bardzo poważnie rozważa pożegnanie się z pracą w szkole. Dodała pani, że ma dość, a minister sięgnął dna.

 

Grażyna Zagórny: Właściwie już od czasu strajku z kwietnia 2019 roku rozważam odejście z zawodu. W tamtym czasie dotarło do mnie, że istnieje życie i praca poza szkołą. Już wówczas deklarowałam, że jeśli nic nie osiągniemy, a strajk skończy się niepowodzeniem, to prawdopodobnie odejdą.

 

Co panią powstrzymało?

 

Nie chcę mówić, że kocham tę pracę, bo nie lubię wielkich słów, ale jest to zawód, w którym naprawdę się odnajduję. Lubię pracować z młodzieżą, a szkoła to jest moje miejsce na ziemi. Nie trafiłam tu z przypadku. Już w liceum wiedziałam, że chcę uczyć, co było dość nietypowe, bo mało kto w mojej klasie wiedział, co chce robić w przyszłości. Ja wiedziałam. Dlatego tak trudno jest mi odejść. Trzyma mnie też to, że od czasu strajku zaangażowałam się mocno w inicjatywę Protest z Wykrzyknikiem. Tworzą ją cudowni ludzie, z którymi znalazłam wspólny język i postanowiłam, że razem z nimi spróbuję coś zmienić, pchnąć polską szkołę na nowe tory. Staramy się wskazywać pewne problemy, próbujemy dotrzeć z naszym głosem do ludzi, organizujemy protesty i manifestacje, wspieramy inne grupy.

 

Jednak znów mówi pani o odejściu.

 

Czytaj dalej »



Na portalu NASK państwowego instytutu badawczego – zamieszczono 30 września 2921 roku informację o Raporcie „Nastolatki 3.0”. Obok ogólnych informacji o aktualnym stanie użytkowania przez młodzież nowych technologii informatycznych znalazł się tam także fragment, zawierający opinie nastolatków o nauczaniu zdalnym. Oto fragmenty tej informacji:

 

 

Raport „Nastolatki 3.0”: młodzież spędza coraz więcej godzin w internecie

[…]

Państwowy Instytut Badawczy NASK od 2014 r. co dwa lata prowadzi badanie zachowania polskich nastolatków w internecie i ich opinii na temat sieci. Regularność i powtarzalność pozwala obserwować długofalowe trendy, a w konsekwencji – lepiej je rozumieć i łatwiej przystosowywać się do kolejnych etapów transformacji cyfrowej. Od 2018 r. badaniem kwestionariuszowym objęci są także rodzice uczniów, co dodatkowo umożliwia zestawienie opinii nastolatków z obserwacjami dorosłych.

 

-”Rok 2020 był wyjątkowy pod względem zmian w zakresie rewolucji cyfrowej. Praktycznie z dnia na dzień internetowe aktywności stały się w wielu przypadkach jedyną efektywną i bezpieczną formą realizacji obowiązków, zaspokajania potrzeb czy nawiązywania i podtrzymywania relacji. Wnioski z przeprowadzonego w tym szczególnym czasie badania „Nastolatki 3.0” mogą stać się dla rodziców i nauczycieli oraz instytucji edukacyjnych w Polsce cenną wskazówką do lepszego zrozumienia aspektów związanych z obecnością najmłodszych w internecie” mówi Wojciech Pawlak – Dyrektor NASK.

 

[…] Internet wciąga młodych ludzi coraz mocniej. Obecnie nastolatki spędzają w sieci w czasie wolnym średnio 4 godziny i 50 minut dziennie. W dni wolne od zajęć szkolnych czas ten wydłuża się średnio do 6 godzin i 10 minut. Blisko co dziesiąty (11,5%) nastolatek w wolnym czasie jest aktywny w sieci ponad 8 godzin dziennie, a co piąty (21,3%) spędza tyle czasu przed monitorem w dni wolne od lekcji. Co szósty nastolatek (16,9%) intensywnie korzysta z internetu w godzinach nocnych (po godz. 22).

 

Czytaj dalej »